Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Kącik Ciszy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Cassandra Hawkins
Cassandra Hawkins

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : I
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 138cm
C. szczególne : szczęśliwe dziecko
Galeony : 93
  Liczba postów : 113
http://www.czarodzieje.org/t16395-cassandra-hawkins
http://www.czarodzieje.org/t16405-relacje-cassie
http://www.czarodzieje.org/t16404-poczta-cassie
http://www.czarodzieje.org/t16394-cassandra-hawkins#449569
Kącik Ciszy QzgSDG8




Gracz




Kącik Ciszy Empty


PisanieTemat: Kącik Ciszy   Kącik Ciszy EmptySob 15 Gru - 13:45


Kącik ciszy


Daleko od wejścia, między regałami znajduje się pojedynczy, dobrze oświetlony stolik, przy którym można usiąść, by w samotności czytać lub odrabiać lekcje. Nazywa się ono Kącikiem Ciszy i to nie bez powodu! Dawno temu jeden z bibliotekarzy nałożył na to miejsce zaklęcie wyciszające. Nie da się tu usłyszeć niczego, prócz własnych myśli. Nie słychać szelestu kartek, rozmów, nawet bicia serca, a żeby mieć świadomość upływającego czasu, trzeba zerkać na zegarek, który na szczęście ktoś postawił przy lampce.

Powrót do góry Go down


Billie J. Swansea
Billie J. Swansea

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 162
C. szczególne : twarz usiana piegami
Galeony : 225
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 193
http://www.czarodzieje.org/t16782-sybille-j-swansea#471202
http://www.czarodzieje.org/t16921-i-told-you-my-name-was-billie-jean#471579
http://www.czarodzieje.org/t16920-nomeolvides
http://www.czarodzieje.org/t16904-billie-j-swansea
Kącik Ciszy QzgSDG8




Gracz




Kącik Ciszy Empty


PisanieTemat: Re: Kącik Ciszy   Kącik Ciszy EmptyNie 30 Cze - 12:00

Kółko Wielkich Wróżbitów

Pasje rodziły się zazwyczaj przypadkiem i kto wie, być może młoda Swansea swoją decyzją zapoczątkowała nowy etap w życiu. Jak dotąd Billie z wróżbiarstwem nie miała żadnego, nawet najmniejszego związku. Prawdopodobnie największą świadomą styczność z tym przedmiotem - poza lekcjami, ale zazwyczaj trudno było u niej wtedy mówić o świadomym (lub jakimkolwiek) przyswajaniu wiedzy - miała podczas obchodów Andrzejkowych. Odczytywanie kształtów z przelewanego przez dziurkę wosku uznawała za dobrą zabawę. Lubiła z kuzynostwem dla rozrywki rywalizować pod względem wybujałości wyobraźni; było to wszak również dobre ćwiczenie artystyczne. A członkowie rodu Swansea najwyraźniej mieli dobrego nosa do zadań angażujących ich wyjątkowe zdolności. Billie nigdy nie zapisałaby się do kółka Wielkich Wróżbitów, gdyby nie fakt, że od pewnego czasu dosyć mocno doskwierał jej brak malarskich wyzwań. Bez inspiracji na nic zdawała się nawet największa motywacja, toteż Billie w przeciągu kilku dni zmarnowała zdecydowanie zbyt wiele kartek i połamała zbyt wiele grafitów. Odnowienie kart tarota z początku wydało jej się zadaniem... nie na jej miarę. Nie uważała się może za jakąś wielką artystkę, niemniej starała się wystrzegać całkowicie odtwórczej pracy, która nie zostawiała zbyt wiele miejsca dla własnej inwencji. Ostatecznie jednak uznała, że każda praktyka warsztatu rysowniczego jest dobra; miała wrażenie, że w Hogwarcie jej kreska znacząco się pogorszyła, szczególnie kiedy obok treningów capoeiry czy pracy płuc podczas dmuchania w trąbkę pojawił się jeszcze quidditch.
Rozsiadła się toteż wygodnie w Kąciku Ciszy, podwijając pod siebie stopy odziane w skarpetki w ananasy. (Wdziała je specjalnie na to wyjście, ponieważ chodzenie na bosaka w takim miejscu jak biblioteka byłoby jakieś takie bez szacunku...) Dziwnie jej było, kiedy tak zupełnie została odcięta od zewnętrznych bodźców. Wbrew pozorom łagodne szmery, jak przewracanie kartek, ciche szepty, szurnięcie krzesła nie przeszkadzały Billie w skupieniu. Można je było uznać za swego rodzaju podkład muzyczny, wprawiający w rytm pracy. Młoda Swansea w tym momencie słyszała wyłącznie własne myśli i to wcale nie najmądrzejsze! Zaczęła przeglądać stare karty, szacując jakie konkretnie działania  powinna podjąć. Potem zaś rozłożyła przybory - rodzice Jean nigdy nie szczędzili galeonów na rozwój pierworodnej córki, więc dziewczynka z biegiem lat zgromadziła pokaźną ilość farbek i pędzelków najróżniejszej grubości. Teraz zaś potrzebowała tych najcieńszych, które pozwolą jej dotrzeć do każdego szczegółu. Tym bardziej, że dziewczyna nie mogła liczyć tym razem na magię. Choć Renevo nie było nigdzie określane w kategorii czaru mogącego przysporzyć wiele kłopotów, po wykonaniu kilku nieudolnych prób, Jean zrezygnowała z próby przyswojenia sobie nowego zaklęcia.
Zaczęła mieszać ze sobą kolory, by uzyskać odpowiednie odcienie, które niepostrzeżenie będą się łączyć i przenikać w tle, tworząc harmonijną głębię i wyróżniając wszelkie detale. Była to żmudna praca; koniuszek języka Billie wystawał spomiędzy wąskich dziewczęcych warg, dając obraz idealnego i pełnego skupienia, tak rzadko widywanego na młodej buzi. Dużo osób przewinęło się przez bibliotekę, ale dziewczyna nawet tego nie spostrzegła, tak jak obce jej były nieubłaganie posuwające się do przodu wskazówki zegara. Kolejne warstwy koloru pokrywające karty zdawały się być jedyną nieskończonością, którą Jean w tym momencie znała. Każda kreska musiała być odpowiednio wyważona, by kontur wyodrębnił tarotowe postacie, jednocześnie nie wyrywając ich karykaturalnie z kompozycji. Odnajdywała w tym spokój i przyjemność; czuła się niemal jakby została przywrócona do dzieciństwa, do pierwszych kolorowanek, które z pieczołowitością wypełniała - choć oczywiście na trochę wyższym poziomie.
Niedługo potem policzki młodej Swansea pokryte były już nie tylko niezliczoną ilością piegów, ale i kolorowych plam, gdzieniegdzie rozmazanych w roztargnieniu. Jednak nie tylko Jean mogła się pochwalić nowymi barwami; leżące przed nią karty błyszczały dumnie dosychającymi wciąż barwami, dającymi im drugie życie. Być może nie wyglądały zupełnie jak nowe, być może ktoś inny zrobiłby to lepiej, lecz dziewczyna była zadowolona ze swojej pracy i miała nadzieję, że przyszły użytkownik poświęci choć jedną myśl wdzięczności dla ów męczennika poświęcającego swój zdrowy kręgosłup i wolny czas dla dobra wspólnego.
A tymczasem mogła sama okazać sobie uznanie i rozłożyć się na kanapie w pokoju wspólnym z czekoladą. Zdecydowanie zasłużyła na czekoladę!

______________________

Tell me why you`d walk if you knew that you could fly

Powrót do góry Go down


Matthew C. Gallagher
Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 1139
  Liczba postów : 504
http://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
http://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
http://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
http://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
Kącik Ciszy QzgSDG8




Gracz




Kącik Ciszy Empty


PisanieTemat: Re: Kącik Ciszy   Kącik Ciszy EmptyNie 30 Cze - 17:03

Chociaż szczerze nienawidził wróżbiarstwa i kompletnie nie wierzył w te bzdury, tak uwielbiał wszelkiego rodzaju gry, czy to planszowe, czy karciane. Kiedy więc usłyszał na szkolnych korytarzach, że członkowie kółka wielkich wróżbitów dostali zadanie odnawiania kart tarota, nie mogło go tam zabraknąć. Musiał się nieźle natrudzić, żeby namierzyć miejsce, w którym mieli się zebrać członkowie koła. Nie oszukujmy się, niewiele osób interesowało się wróżbiarstwem, więc zwykle napotykał na uczniów, którzy a nie mieli nawet zielonego pojęcia o tym, że istnieje takie kółko pozalekcyjne. Wreszcie dowiedział się jednak, że odnawianie kart będzie miało miejsce w Kąciku Ciszy, więc udał się w to miejsce. Musiał się pośpieszyć, a przez to nie udało mu się zebrać ze sobą żadnych naukowych pomocy. Miał nadzieję, że niezbędne materiały będą na miejscu i że członkowie koła wesprą go swoimi wskazówkami.
Wbiegł do pomieszczenia pędem, przez co niewiele brakowało, a wyłożyłby się jak długi. Potknął się bowiem o wystający fragment dywanu i w ostatniej chwili udało mu się złapać równowagę. Jakaś starsza dziewczyna, której imienia nie znał rozkładała już na stole karty tarota, a przed nią nieco młodszy chłopaczek wyciągał potrzebne im materiały: coś podobnego do plastiku (a może były to po prostu plastikowe plansze) o różnych kolorach oraz farby. Wszystko wyglądało tutaj profesjonalnie, poza kompletnie nieogarniającym tematu Gallagherem.
- Hej, jestem tu nowy. Wytłumaczycie mi na czym ma polegać nasza praca? – Zagaił do dziewczyny, która jak się okazało miała na imię Claudia. Ta przedstawiła mu plan ich działań, pokazując na plastikowe plansze, z których Matthew miał wycinać kształty kart. Powiedziała mu, że najlepiej przyłożyć sobie jedną z nich do planszy, żeby idealnie odwzorować ich długośc i szerokość. Właściwie ta wskazówka nie była mu aż tak potrzebna, bo sam wpadł na ten pomysł, ale docenił to, że ktokolwiek w ogóle zechciał się nim tutaj zająć. Nie tracąc czasu, zgarnął jedną starą i poniszczoną kartę tarota i przyłożył ją do planszy o brązowej barwie – właśnie w takim kolorze były rewersy tych kart. Następnie wziął nożyczki i wyciął kartę, która idealnie odpowiadała tej starej, na co do jego uszu dobiegło głośne „świetnie, rób tak dalej”. Nawet nie wiedział, kto te słowa wypowiedział, tak bardzo był zajęty pracą. Wyciął kilka kart, kiedy nagle nastąpiły jakieś roszady w grupie, po których został przydzielony do odwzorowywania obrazków. Pies pogrzebany… młody Ślizgon nie potrafił rysować, a już tym bardziej nie nadawał się do malowania obrazków, które nie dość że były złożone, to musiały być jeszcze idealnie powtórzone na nowych kart. Spróbował swoich sił, ale kiedy Claudia zobaczyła jego „dzieło”, które wyglądało jak nie wiadomo co namalowane przez upośledzonego czterolatka, zabrała mu farby.
- Ty lepiej jednak wycinaj. – Westchnęła ciężko, po czym kazała jakiejś dziewczyny zamienić się razem z nim, żeby przypadkiem nie sabotował ich trudnej pracy. Jej słowa nie brzmiały może zbyt miło, ale wcale się nie obraził. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego artystyczne umiejętności są poniżej normy. Przynajmniej plastyczne, bo z muzyką to akurat radził sobie całkiem nieźle. Powrócił więc do plastiku i dalej wycinał karty z kolorowych plansz, choć tym razem kazano mu także wycinać niewielkie prostokąciki w środku kart, w których znajdowały się obrazki. Było to nieco trudniejsze zadanie, bo nie można było ciąć wedle krawędzi. Musiał więc odrysowywać dokładny kształt prostokąta na plastiku, a dopiero potem brać się za nożyczki. Nie było to jednak coś, co wykraczałoby poza granice jego intelektu, wiec szybko ogarnął o co chodzi i po pierwszych nie do końca równych prostokątach, wycinał już idealnie to, czego oczekiwali od niego członkowie koła. Wreszcie dokończył swoje zadanie, wycinając wszystkie karty. Pozostawało jeszcze tylko przemalowanie obrazków, ale inni uczniowie też już powoli kończyli, a jego i tak nikt nie chciał widzieć przy farbach, dlatego pożegnał się ze wszystkimi i udał się w swoją stronę.

zt.
Powrót do góry Go down


Elijah J. Swansea
Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 589
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 933
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Kącik Ciszy QzgSDG8




Gracz




Kącik Ciszy Empty


PisanieTemat: Re: Kącik Ciszy   Kącik Ciszy EmptyNie 30 Cze - 19:08

Wróżbiarstwo nie było dziedziną najbliższą jego zainteresowaniom. Szanował ją – nawet bardzo i bynajmniej nie należał do grona tych osób, które uważały, że wróżenie z kart, szklanych kul, dłoni oraz fusów to pozbawiana sensu bujda dobra dla dzieci i osób wykazujących się dużą naiwnością. Podziwiał wróżbitów i jasnowidzących – tych prawdziwych, z naturalnym darem, który czasem niósł za sobą naprawdę wielką moc. Poznał kilka takich osób i ich intuicja była… zdumiewająca. Sam niestety nie posiadał tego typu wrażliwości i nawet mając przy sobie odpowiednie narzędzia, rzadko potrafił wywróżyć coś przydatnego. Z tego właśnie powodu do tej pory nie interesował się zbytnio kółkiem pozalekcyjnym związanym z tą dziedziną magii. Teraz miało się to zmienić i powód, dla którego tak się działo prawdopodobnie nie powinien nikogo dziwić – doszły go słuchy jak wygląda zadanie postawione przed członkami tego klubu i przedstawiało się ono w tak interesujący sposób, że Elijah nie potrafił tego zignorować. No bo przecież jaki Swansea przeszedłby obojętnie obok odnawiania starych kart tarota?! Jego zdolności manualne nie stały może na wysokim poziomie, który czyniłby z niego artystę, ale w dzieciństwie odebrał co najmniej kilka lekcji rysunku oraz malowania, a ćwiczona przez niego od dłuższego czasu kaligrafia (która poza fotografia była jego ulubioną dziedziną sztuki) sprawiła, że nie powinien mieć z tym najmniejszego problemu. Chciał zaciągnąć tu ze sobą Elaine, której z pewnością również spodobałoby się to zadanie, ale niestety jego bliźniaczka była dzisiaj bardzo zajęta swoimi niezwykle ważnymi sprawami. Prawdę mówiąc nie miał jej za złe, ostatnio poświęcała mu każdą wolną chwilę, jak zresztą zauważył Jerry. Może nawet dobrze było zrobić coś samemu, zwłaszcza kiedy miało to być zajęcie tak spokojne i relaksujące.
Zgłosił się po swój przydział kart do odnowienia, wziął także narzędzia i z tymże ekwipunkiem udał się do kąciku ciszy, który wydawał się być stworzonym do powolnego, pełnego skupienia odnawiania starych, naprawdę wytartych przez lata użytkowania kart. Lubił to miejsce i często zdarzało mu się tutaj uczyć, choć w letnim semestrze mimo wszystko preferował otwarte przestrzenie, jak na przykład błonia. Niemniej, błonia nie zapewniały mu odpowiedniej stabilności ręki, potrzebnej przy tak precyzyjnej robocie. Rozłożył swój ekwipunek – kilka farb pożyczonych z domu, a także tych, które udostępnił mu zarząd kółka oraz sporą ilość pędzelków, z czego większość była mała i przeznaczona do malowania najdrobniejszych nawet szczegółów. Te należały akurat dla niego, bo jako mały chłopiec posiadał kilka figurek zawodników Quidditcha, a także modeli samochodów, które służyły właśnie do malowania. Co prawda nie wyszły mu one wtedy najlepiej, ale, hej, to było przecież lata temu, prawda?
Zasiadł do pracy, nieświadomie przygryzając końcówkę języka już po paru pierwszych ruchach. Skupiał się na dobieraniu odpowiednich barw i nie wyjeżdżaniu poza krawędzie choćby o milimetr. Bardzo nie chciał zawalić tego zadania… kto wie, może potrzebował nim coś udowodnić? Z całej rodziny był jednym z niewielu, którzy nie czuli się najlepiej z pędzlem w ręku i przez to niejednokrotnie patrzono na niego z góry… zwłaszcza Cassius, choć nim akurat nie zamierzał się przejmować. Karta po karcie, szczegół po szczególe, malował kolejne egzemplarze, aż w końcu ze zdziwieniem dobrnął do końca. Nawet nie zauważył, że kiedy się z tym uporał! Tak bardzo skupił się na swojej pracy, że zapomniał o całym bożym świecie. Popatrzył na swoje dzieło jako na całokształt, roztarł zmarszczone, jak się okazało, czoło i uśmiechnął się nieznacznie sam do siebie, gdyż był naprawdę zadowolony z osiągniętych przez siebie efektów.

| z/t
Powrót do góry Go down


Cassandra Hawkins
Cassandra Hawkins

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : I
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 138cm
C. szczególne : szczęśliwe dziecko
Galeony : 93
  Liczba postów : 113
http://www.czarodzieje.org/t16395-cassandra-hawkins
http://www.czarodzieje.org/t16405-relacje-cassie
http://www.czarodzieje.org/t16404-poczta-cassie
http://www.czarodzieje.org/t16394-cassandra-hawkins#449569
Kącik Ciszy QzgSDG8




Gracz




Kącik Ciszy Empty


PisanieTemat: Re: Kącik Ciszy   Kącik Ciszy EmptyNie 30 Cze - 19:45

Kółko Wielkich Wróżbitów

Pierwszoroczna Krukonka nie miała jeszcze zajęć z wróżbiarstwa, ale to nie przeszkadzało jej w dołączeniu do kółka pozalekcyjnego o tej tematyce. Tak jak wszystkie inne grupy, koło Wielkich Wróżbitów przyjmowało do swego grona wszystkich, niezależnie od wieku. Pod warunkiem, że zainteresowany posiadał status studenta lub ucznia, a Cassandra do tego zacnego grona się zaliczała.
Spodziewała się kryształowych kul, niesamowitych wizji i oglądania scen z własnej przyszłości jak w jakimś filmie, ale zadanie, z którym się zetknęła, było kompletnie inne. Otóż, dziewuszka wraz z całą resztą członków klubu miała odnowić karty tarota. I to były naprawdę ładne karty! Jako że Cass była szczerą miłośniczką artyzmu w każdej postaci, podeszła do tematu z wielkim zaangażowaniem. Znaczy… Z większym, niż zazwyczaj, bo umówmy się, Cass kipiała energią przy niemal każdym zadaniu.
Nadpobudliwe dziewczątko pędem ruszyło do dormitorium. Po co? Otóż tak się składało, że na święta dostała od swojego najlepszego przyjaciela pewien wyjątkowy prezent, który w tej chwili mógł być bardzo przydatny. Czarodziejskie kredki! Cassandra już wielokrotnie z nich korzystała, a one nie zużyły się ani odrobinę! W dodatku to nie były byle jakie kredki. Niby kilkanaście kolorów, ale ich rysiki były takie mięciutkie, że fantastycznie się ze sobą mieszały, dając płynne przejścia i gradientowy efekt kolorów, więc tak naprawdę mała Krukonka miała do dyspozycji o wiele większą gamę barw! No i dobrze wiedziała jak ich używać. Dlatego też teraz z radością zgarnęła je do torby i pobiegła do biblioteki. Wprost do kącika ciszy!
Było tam więcej osób, ale nie było jak sobie z nimi pogadać. Tak działało to miejsce! Nie słychać nawet własnego oddechu. W pewien sposób było to niepokojące, ale na dłuższa metę pozwalało jej się skupić na zadaniu. Dlatego też skinęła głową tym, którzy akurat na nią spojrzeli, a potem siupnęła sobie z boczku i zaczęła kolorować po starych kartach.
Mogłoby się wydawać, że mazanie kredkami to nie jest dobry pomysł, ale Cassandra miała do tego dryg. W dodatku kredki miały dobre krycie i mimo iż z bliska było widać, że nie są idealnie gładkie, miały swój wyjątkowy klimat. A przecież później i tak spryska się fiksatywą dla utrwalenia i będzie dobrze...
Przy okazji, dla Krukonki to było pierwsze zetknięcie się z kartami tarota. Nie miałą pojęcia jak one działają i nawet się nad tym nie zastanawiała, ale była bardzo zaskoczona, kiedy się zorientowała, że nie ma tu żadnych trefli, pików ani kierów. Nawet jokera nie było, choć karta “głupiec” nieco go przypominała. Dziewczynka z szeroko otwartymi oczami oglądała kartę śmierci, puchar, miecz, cesarzową, rydwan i wszystkie wydawały jej się takie piękne, inne i magiczne! Zdecydowanie chciała się nimi pobawić w przyszłości, bo już samo oglądanie ich sprawiało jej ogromną radość! A jaka zabawa musi być z odczytywaniem tajemnych znaczeń!
- Fenomenalne! - szepnęła, ale z jej ust nie dobył się żaden dźwięk.
“Muszę podziękować Ezrze za te kredki. Są takie wspaniałe! Muszę mu koniecznie coś narysować!” pomyślała z czułością o przyjacielu i odłożyła na bok dokończoną kartę rydwanu. Kredki były zaczarowane, więc obrazek zaczął się poruszać. Zaprzężone sfinksy zaczęły się wyginać i prężyć, badając granice karty. Czyż magia nie była piękna? Sprawiała najczystszą radość, była przyczynkiem wszelkich wspaniałości i mogła zdziałać tyle dobrego...
“Moja magia zawsze będzie dobra” - pomyślała Cassandra. “Nawet jak już będę najpotężniejszą czarownicą na świecie, zawsze będę robić takie ładne rzeczy i będę pomagać innym zaklęciami. Bo można tylu mugolom pomóc! Na pewno byliby bezpieczniejsi i zdrowsi, gdybyśmy im pomagali. Mogłabym być takim ich dobrym duszkiem, skoro muszę działać w tajemnicy…”
Westchnęła i skupiła się na karcie cesarzowej. Niezwykła kobieta. Troszeczkę jej przypominała Fire. I właśnie dlatego pokolorowała ją odrobinę inaczej niż na pierwowzorze, tak żeby rysy przypominały jej siostrę serca. Może kiedyś trafi na tę kartę i się ucieszy? Kto wie!

[z/t]
Powrót do góry Go down


Vivien O. I. Dear
Vivien O. I. Dear

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 171
C. szczególne : Bardzo chuda sylwetka
Galeony : 2052
Dodatkowo : ścigająca Slytherinu
  Liczba postów : 2352
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429
Kącik Ciszy QzgSDG8




Moderator




Kącik Ciszy Empty


PisanieTemat: Re: Kącik Ciszy   Kącik Ciszy EmptyNie 30 Cze - 23:39

Ten cały wyścig po punkty zaczynał mnie już męczyć i miałam wrażenie, że trochę jednak na mnie wpływa. List, który wysłałam na kółko kulturalnych kucharzy po czasie zdawał mi się być trochę przesadą, a jednak nie do końca żałowałam. Oczywiście w nosie miałam Caluma i jego ulubione desery, a zadanie zrobiłam wyłącznie dla punktów. Niewątpliwie jednak te kółka kreowały mój obraz na najukochańszą, najtroskliwszą siostrę świata. Najpierw martwiłam się pojawieniem się przysmaków brata na uczcie z okazji zakończenia roku, a teraz… zapoznawałam się z jego pasją, wykonując zadanie dla kółka wybitnych wróżbiarzy… wielkich wróżbitów… nawet nie byłam pewna jak się nazywają. Tymczasowo byłam jednak członkiem. Ciekawe czy rodzice byliby dumni, że poświęcam się dla domu, czy zmartwieni, że param się tak dziwną dziedziną. Chociaż w przypadku Caluma chyba w końcu pogodzili się z tym, że ich syn miał takie, a nie inne zainteresowania. Wszystko było w porządku tak długo jak realizować je w Ministerstwie Magii.
Oczywiście wcale nie interesowało mnie wróżenie. Ponownie byłam tu tylko dla punktów, tym razem jednak zależało mi trochę bardziej. W liście do kółka kulturalnych kucharzy napisałam, że jestem już przekonana o zwycięstwie Slyrtherinu. Teraz na szali stała też moja godność i to co sobie o mnie pomyśli opiekun tamtego kółka.
Tak wiec siedziałam tu poprawiając jakieś rozmyte rysunki na kartach od tarota. Podobno każdy szczegół był niezmiernie ważny. Średnio wierzyłam w to, że ilość blanek na rysunku wieży wpływa jakoś znacząco na wróżbę, ale nie zamierzałam tego komentować. Zresztą lubiłam rysować, więc to zadanie jakoś mi nie przeszkadzało. Dbałość o szczegóły również koniec końców mi się podobała.
Rysując, co chwila odlatywałam gdzieś myślami. Głównie o Cassie. Przez egzaminy i jeszcze tę całą szopkę z kółkami czułam się jakbym miała dla niego za mało czasu. Mogłabym teraz, zamiast rysować koło fortuny, być z nim. Wspominając naszą piątkową randkę, zupełnie straciłam poczucie z rzeczywistością i nie zauważyłam, że pomyliłam kolory. I to nie na jednej karcie, a przynajmniej na ośmiu. Nie dość, że musiałam odłożyć tamte i zacząć od nowa, to jeszcze straciłam sporo czasu na sprawdzanie poprzednich kart. Liczył się przecież każdy szczegół.
Kiedy wróciłam do rysowania starałam się, żeby wszystko tym razem było na miejscu. Zajęło mi to dużo więcej czasu i przede wszystkim sprawiało mniej przyjemności, nadal jednak musiało być zrobione. W końcu udało mi się odnowić całą talię i już miałam ją odkładać, kiedy pomyślałam, że lepiej upewnię się, czy wszystko jest na miejscu. Kiedy przeglądałam karty, okazało się, że wszystko jest na miejscu, jednak… jednaj brakuje. Przejrzałam talię jeszcze raz, dokładnie sprawdzając, czy żadna karta się nie skleiła. Następnie rozejrzałam się wokół siebie i już miała się zdenerwować, kiedy zauważyłam, że leży pod moją stopą. Niestety była to nie narysowana jeszcze przeze mnie karta, więc musiałam jeszcze chwilę nad nią posiedzieć. Na szczęście nie trwało to już tak długo i po jakimś czasie cała talia była zrobiona, a ja ponownie wolna.

______________________

We ain't leaving this room 'til we both feel more. They say love is pain, well darling, let's hurt tonight


Powrót do góry Go down


Sponsored content

Kącik Ciszy QzgSDG8








Kącik Ciszy Empty


PisanieTemat: Re: Kącik Ciszy   Kącik Ciszy Empty

Powrót do góry Go down
 

Kącik Ciszy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Kącik Ciszy JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
czwarte pietro
 :: 
biblioteka
-