Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Co my właściwie robimy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Segovia Ivanowa

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 182
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 271
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Co my właściwie robimy   Sob Lis 10 2018, 16:13


Retrospekcje

Osoby: Segovia Ivanowa i @Sidney Young
Miejsce rozgrywki: mieszkanie Sidney'a
Rok rozgrywki: rok 2013
Okoliczności: od kilku miesięcy pracowała z Sidney'em nad odnalezieniem brata, jednak bezskutecznie. Najwidoczniej los chciał i delikatnie popchnął w ich swoje ramiona... Co zapewne nie jest dobrym rozwiązaniem kiedy wciąż skupiają się na poszukiwaniach Vlad'a.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Segovia Ivanowa

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 182
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 271
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Co my właściwie robimy   Sob Lis 10 2018, 16:29

Mieszkanie Sidney'a przez ostatnie miesiące stało jej się bliższe od własnego. Znała każdy jego kąt, znała położenie każdej najdrobniejszej rzeczy, jakby miały one swoje własne miejsce, a przestawienie ich spotkałoby się z dziwną dezorganizacją wszystkiego... Zaburzyłaby święty porządek, a sama wiedziała jak mogło źle to wpłynąć na właściciela.
Nalała do kubka gorącej wody, czekając aż herbata się zaparzy wydała z siebie ciche westchnięcie. Objęła ramiona dłońmi, jakby nagle zrobiło jej się zimno. A przecież temperatura była odpowiednia, a ona miała na sobie sweter. Nie powinna czuć się w tym miejscu tak swobodnie. Nie powinna wiedzieć gdzie leżą wszystkie te kubki i reszta rzeczy potrzebna do zrobienia czegoś tak prozaicznego jak herbata. Wpatrywała się w ciemną ciesz w naczyniu i mocno zagryzła wargę.
Czy cały czas skupiała się na tym, co naprawdę ważne? Nie zaszli nigdzie daleko w poszukiwaniach jej brata, a ona czuła, jakby była to wyłącznie jej wina. Może przez to, że została rozkojarzona przez towarzystwo swojego byłego Profesora, a teraz kogoś... No właśnie Seg. Kogo. Z czasem przychodzenie tutaj i spotykanie się w celach czysto poszukiwawczych, doszła do wniosku, że zwyczajnie wyczekiwała następnego spotkania. I to nie dlatego, że nie osiągnęła swojego celu. Ale dlatego, że pragnęła kolejnej rozmowy. Tych rzucanych ukradkiem spojrzeń i tej dziwnej niepewności, która osiadała na dnie żołądka i przyspieszała bicie serca.
Nie przyznawała się do tego, co się dzieje z bardzo wielu powodów. O tym najważniejszym nie mogła zapominać pomimo tego, jak ciepłe dłonie mogły ją obejmować. Jak bardzo chciałaby aby to nie był prawdziwy powód dla tego, dlaczego w ogóle tutaj się znajdowała. Chwyciła naczynie w obie dłonie, próbując rozgrzać zziębnięte palce. Przeszła do drugiego pokoju i oparła się o framugę, przyglądając się pochłoniętemu w pracy Sidney'owi. Od wielu dni wisiało nad nimi jedno pytanie, a które obawiała się z siebie wyrzucić.
Jak długo jeszcze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sidney Young

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 454
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 108
http://www.czarodzieje.org/t16619-sidney-young
http://www.czarodzieje.org/t16624-mr-young
http://www.czarodzieje.org/t16882-empress
http://www.czarodzieje.org/t16620-sidney-young




Gracz






PisanieTemat: Re: Co my właściwie robimy   Nie Lis 11 2018, 14:23

Od kiedy zajął się sprawą Vlada, czy może raczej sprawą Segovii, porzucił amuletowy biznes. Dokończył tylko to, czego się zobowiązał, był bowiem człowiekiem odpowiedzialnym i szanował swoją pracę. Stał się cały dla niej, dla wciąż tak zagadkowej kobiety, byłej uczennicy, którą naprawdę polubił. Nadal był jej profesorem? Przynajmniej przestała się tak do niego zwracać. Dawniej ich relacja nie wykraczała poza szkolną rzeczywistość, teraz mieli szansę poznać się lepiej. Wprawdzie z założenia była to relacja biznesowa, ale nie byli przecież ograniczeni żadnymi konwenansami. Biznesowa, choć Sid nie chciał zapłaty, jednak miał do wykonania zlecenie, które zleciła mu klientka. Dobra znajoma...
Siedział na środku pokoju, na podłodze. Oaza spokoju. Wszędzie unosił się zapach anyżowego kadzidła, które miało wspomóc wywołanie jakiejkolwiek wizji. Mężczyzna miał przed sobą dużą, drewnianą miskę z najzwyklejszą wodą. Na dnie mieniły się, odbijając światło świecy, fioletowe ametysty. Widział tylko kryształki zanurzone w wodzie - nic poza tym. Naprawdę próbował się skupić, jednak po ostatniej porażce było mu trudniej niż dotychczas. Jaki był głupi, że mimo niepewności, dał Segovii nadzieję? Wyprawa okazała się zbyt pochopnym działaniem, fałszywe poszlaki donikąd ich nie zaprowadziły. Wciąż było mu z tego powodu przykro.
Jednym gwałtownym ruchem przewrócił miskę. Pozwolił, by woda wlała się pod stojący przy ścianie regał, a kamienie rozsypały po podłodze. Nawet kilku sekund nie poświęcił na oglądanie zniszczeń. Powstrzymując łzy wściekłości odwrócił się w stronę stojącej w progu postaci.
- To niemożliwe! Musimy odpuścić! - nie był zły na nią, nie mógł zarazić jej złą energią. - Na chwilę. Potrzebuję przerwy.
Zastanawiał się, co czuje Segovia. Zależało mu na... jej szczęściu?
Liczył się tylko Vlad. Czasami jasnowidz miał ochotę go odnaleźć i uderzyć z pięści w twarz za to, co zrobił swojej siostrze. Nawet jeśli to nie była jego wina.
- Czy to herbata? - Uspokoił nieco nerwy i ruszył w stronę kuchni. - On naprawdę nie chce być odnaleziony.
Sid zaparzył trochę ziołowego wywaru również dla siebie. Miał ochotę usiąść przy herbacie i pomilczeć. Razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Segovia Ivanowa

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 182
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 271
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Co my właściwie robimy   Nie Lis 11 2018, 20:46

Ta sprawa nigdy nie była dla niej czystym biznesem. Była tak bardzo prywatna, tak intymna, że z trudem powstrzymała się od zawrócenia w pierwszym momencie. W swoim życiu miała tak niewiele osób, które mogły mienić się prawem jej bliskich znajomych. Osób, które wiedziały o niej coś więcej niżeli jej pochodzenie i surowość w obyciu... Rzeczy, które były dostępne dla ogółu miały dla nich drugorzędne znaczenie. Do tej pory nie potrafiła odzyskać tego, czego naprawdę jej brakowało. A ktoś, kto znał ją przed i po zniknięciu brata, doskonale wiedział co to dokładnie było.
Kiedyś myślała, że ich przeznaczeniem było bycie razem. Iż pomimo tylu fałszywych ludzi, z którymi żyli zawsze mogli liczyć na siebie... Po ucieczce brata ponownie musiała nauczyć się oddychać, a choć brzmi to strasznie żałośnie i nigdy otwarcie by się do tego nie przyznała... Tak właśnie było.
Nadzieja była odpowiednim słowem. Liczyła na to, że z jego pomocą uda jej się zajść o krok dalej... Nie o dwa do tyłu. Tak wiele sensownych odpowiedzi i wytłumaczeń przychodziło jej do głowy, jednak nie chciała słuchać żadnej z tych rzeczy... Przyjrzała się posturze Sidney'a.
Drgnęła. Nie widywała go w takim stanie za często, owszem, brak jakichkolwiek rezultatów jego pracy był widoczny na jego obliczu... Nigdy jednak nie uniósł głosu w jej obecności, jednak to niemoc w tym geście najbardziej ją dotknęła.
-Może źle do tego podchodzimy... Może...-Głos jej się załamał. Do czego była zdolna się posunąć aby odnaleźć Vlad'a? Istniały pewne mniej odpowiedzialne sposoby aby tego dokonać, jednak złożona kiedyś obietnica kazała jej trzymać ręce z daleka od takich rzeczy. Akurat w tym przypadku musiała być słowna, co? Szkoda, że ta druga strona nie dotrzymała swojej części tej umowy... Nie byłoby jej wtedy tutaj. Nigdy nie zwróciłaby się do Sid'a o pomoc. Prawdopodobnie wymazałaby go ze swojej pamięci na dobre.
Ruszyła za nim, kompletnie zapominając o zimnie, które odczuwała wcześniej. Nie powinna tak naciskać mężczyzny, czy sama nie była świadoma tego, że to wcale nie będzie takie proste? Jednak cała ta racjonalność, opanowanie... Ulatywało gdy w grę wchodziło coś tak dla niej ważnego. I nie obawiała się, że Young mógłby zobaczyć to wszystko, co głęboko w niej siedziało. Bo prawda była taka, że sam był prowokatorem jej zachowań... Działał na nią w sposób, który uważała za wręcz niestosowny dla kogoś jej pokroju.
-Powiedz mi szczerze... Od samego początku nie chciałeś się za to zabierać, prawda?-Uniosła delikatnie brwi, odkładając kubek na blat i wpatrując się w mężczyznę. Nie miała prawa tak na niego naciskać, jednak nie potrafiła inaczej... Nie mogła powstrzymać myśli tylko dla siebie, szczególnie, że siedzieli w tym obydwoje... -Coś przyćmiewa Ci profesjonalne podejście do tej sprawy... -Jego dar był dla niej zagadką. Nigdy nie potrafiłaby się odnaleźć na jego położeniu, dlatego jakim prawem mogła powiedzieć coś takiego?
Zapewne to, co wyczuwała od początku tej współpracy. Jakby nie do końca potrafił oddać się temu w całości, jakby naprawdę nie chciał jej pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sidney Young

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 454
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 108
http://www.czarodzieje.org/t16619-sidney-young
http://www.czarodzieje.org/t16624-mr-young
http://www.czarodzieje.org/t16882-empress
http://www.czarodzieje.org/t16620-sidney-young




Gracz






PisanieTemat: Re: Co my właściwie robimy   Pon Lis 12 2018, 14:35

Źle podchodzimy? Litości! Podchodzili do tego na tyle różnych sposobów, że właściwie łatwiej byłoby wymienić metody, z których jeszcze nie korzystali. Pomijając drobne nasłuchiwanie jak seans z wodą, od czasu do czasu działali z pełną energią, wręcz krzycząc (w sensie przenośnym): Vlad, odezwij się słowem! Czy Segovia zarzucała mu właśnie brak kompetencji? Miał ochotę się mylić.
Nie było innej opcji, sprytny Ivanow przewidział, że siostra poprosi o pomoc kogoś tak doświadczonego jak wieloletni jasnowidz a za razem wykwalifikowany wróżbiarz. Na tym etapie Sid był prawie w pełni o tym przekonany. Prawie - nie zwykł bowiem ufać nikomu i niczemu na sto procent. Podchodząc do stołu z wrzącym naparem, chciał powiedzieć, że to już koniec, że nie widzi w tym sensu i rezygnuje z zadania. Dlaczego wciąż ją okłamywał? Nie potrzebował przerwy, to powinno się już dawno skończyć.
Gdy usiadł i otworzył usta, słowa ugrzęzły mu w gardle.
Oczami wyobraźni widział rozgniewaną kobietę, która opuszcza jego mieszkanie i już nigdy do niego nie wraca; widział rozczarowanie i smutek, śmierć ostatniej nadziei. To byłby dla nich koniec - koniec dla Sidney'a i Segovii jako trudnej do zdefiniowania pary wspierających się towarzyszy. Lepiej mu było z nią.
Nic nie powiedział. Na szczęście nie musiał. Nie spodziewał się jednak, że kolejne jej słowa będą tak mocne.
- Segovio, przecież... - chciałem?
Nie był pewien, co właściwie miała na myśli, czy dobrze ją zrozumiał. Bez sensu było ślepo zaprzeczać, musiał się poważnie zastanowić. Spoglądał na nią trochę zdziwiony, jakby nieobecny. Oddzielał w myślach prawdę od kłamstw, w które sam wierzył. Zupełnie nie obraził go zarzut nieprofesjonalizmu.
- Masz rację - odparł wreszcie bez cienia cierpienia czy uległości. O dziwo nie czuł się przyłapany na gorącym uczynku ani winny. - Czasami jestem ślepy na własne uczucia, ponieważ są rzeczy, o których wolę nie myśleć - przeraźliwie łatwo było mu teraz o tym mówić - jak nigdy. Nie to, że był gotów nagle otworzyć się ze wszystkim i opowiedzieć ckliwą historyjkę dzieciaka prześladowanego przez widmo tajemniczego ojca, jednak nigdy dotąd przed nikim nie przyznał się do walki z samym sobą. - Być może odczuwam zbyt dużą empatię - większą, niż do tej pory mi się wydawało.
Sytuacje zgoła inne, łączyły je jednak pewne fakty. Chodziło o członka rodziny, z którym nie było kontaktu; niepewność co do tego, czy on żyje, żadnych poszlak - jedna wielka zagadka. Nie wiadomo, czy lepiej ją rozwiązać, czy bezpieczniej byłoby odpuścić. Tak, to miało sens. Za bardzo ją rozumiał.
Nie powinno się wróżyć bliskim, ponieważ wtedy w grę wchodzą emocje. Emocje zaślepiające biedną Segovię, która poprosiła o pomoc kogoś zupełnie niezwiązanego ze sprawą zniknięcia. Pudło. Teraz ona stała mu się bliska, bo wbrew pozorom tak wiele ich łączyło.
Napił się odrobiny ciągle gorącej herbaty (lubił parzyć sobie przełyk).
- A może po prostu potrzebuję regeneracji - coś kazało mu tak zakończyć. Uśmiechnął się nawet, łudząc, że temat demonów przeszłości zostanie zapomniany. - Zawieszę wszelkie działania w tej sprawie, ale nie wyganiam cię, Segovio. Miło będzie mi spędzić trochę wolnego czasu z tobą.
Były wakacje, wyjścia natomiast nie było. Mogli siedzieć tu wieczność i próbować nalać wody z pustego naczynia. Dość już miał praktykowania takiej głupoty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Segovia Ivanowa

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 182
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 271
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Co my właściwie robimy   Pon Lis 12 2018, 15:58

Nigdy nie śmiałaby zarzucić mu braku kompetencji... Chociaż wydawać mogło się zupełnie inaczej. To ona nie miała w tym doświadczenia, a bazowała jedynie na tym czego kiedyś się nauczyła i na tym, do czego sama się dokopała w swoich poszukiwaniach.
Tonący brzytwy się chwyta. A ona wolała zrzucić to wszystko na człowieka, który okazał jej wsparcia na wielu szczeblach. Ta znajomość przestała być tym, czym była na samym początku. Próbowała to od siebie odrzucić, wiedząc, że powinna skupić się tylko i wyłącznie na swoim bracie. On zawsze był na pierwszym miejscu, przed nią i przed wszystkimi innymi. Sama niszczyła sobie życie. Sama zrzuciła na siebie ciężar odpowiedzialności tej sytuacji oraz tej, przez którą jej brat stał się tym, czego tak nienawidził.
-Co przecież!-Jej ton głosu był wyższy, a ona sama jakby tego nie zauważyła. Objęła się za to rękoma, jakby to miało zatrzymać uchodzące z niej ciepło. Nie chciała być już dłużej karmiona nadzieją, słowami, które miały utrzymać ją przy życiu... Czuła się dokładnie tak, jak wtedy kiedy zorientowała się, że Vlad ją zostawił.
Tylko tym razem czuła się tak, jakby to Sidney ją opuścił. A przecież te dwie osoby diametralnie się od siebie różniły. Sytuacje również nie były do siebie porównywalne... Dlaczego więc jego słowa tak mocno ją godziły? Czemu jego spokój tak bardzo ją irytował?
Podeszła do niego, na samym początku nie rozumiejąc tego, co dokładnie mówiły jego słowa. Spojrzała na niego poważnie, chociaż gdzieś w tym rzeczowym spojrzeniu kryła się troska. Jak mogła być dla niego tak okrutna? To on stawał na głowie aby dokonać czegokolwiek, to on pozbawiał się energii przy każdej kolejnej próbie. I choć nie dotyczyło to jego osobiście(przynajmniej na samym początku), to on odbierał to jako osobistą porażkę...-Rzeczy takie jak?-Dotknęła jego dłoni, która wciąż obejmowała kubek. Powinna czuć się nieswojo, będąc tak blisko drugiej osoby. Jednak w tym wypadku było zupełnie inaczej. Naprawdę chciała zrozumieć to, z czym się zmagał...-Pomogłeś mi mimo, że nie musiałeś. Wydaję mi się, że znasz moje obawy i lęki pomimo tego, że Ci się z nich nie zwierzałam. Czemu nie możesz skorzystać z tego, że tu jestem?- Nie wiedziała jak inaczej mogłaby ubrać w słowa to, że zwyczajnie chciała mu pomóc. Może ulżyć w wątpliwościach, które się w nim nagromadziły?
Była naiwna myśląc, że to nie ma żadnego związku z mężczyzną. Iż te dwie sprawy kompletnie się nie łączą. Zagryzła mocno wargę i odsunęła się od niego. To był idealny policzek, ujął to w całkiem ładnych słowach. Już teraz wiedziała, że nikłe były szanse na to, że cokolwiek zdziałają w tej sprawie. Chciała jednak w to wierzyć. Musiała wierzyć w cokolwiek, bo inaczej... Była wściekła na siebie.
Za to, czego się dopuściła. Za to, że ponownie pozwoliła... Odwróciła się pospiesznie i weszła do pokoju, w którym wcześniej byli. Chwyciła koc leżący na kanapie i rzuciła go na mokrą ziemię. Musiała zrobić cokolwiek, bo inaczej powiedziałaby za dużo. Kucnęła i zaczęła wycierać podłogę, a chociaż mogła zrobić to za pomocą czarów czyli o wiele szybciej i łatwiej. Dobrze czuła się wyrzucając swoje negatywne myśli w ten koc i wycieranie podłogi. Matka już dawno by ją zlinczowała za coś takiego... Komuś pochodzącemu od Ivanowów nie przystoi klęczeć. Cóż, nie przystoi im też prosić... Łamała zasady, jedna po drugiej w zaskakująco szybkim tempie.
I złamała kolejną, kiedy pozwoliła łzą popłynąć. Zdała sobie z nich sprawę w momencie, w którym jej dłonie zatapiały się w mokrym materiale, a ona siedziała na tej cholernej ziemi i milczała. Mocno zagryzając wargę. Gdzie były jej rzeczy? Powinna jak najszybciej stąd odejść. Dlaczego więc nie potrafiła wstać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sidney Young

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 454
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 108
http://www.czarodzieje.org/t16619-sidney-young
http://www.czarodzieje.org/t16624-mr-young
http://www.czarodzieje.org/t16882-empress
http://www.czarodzieje.org/t16620-sidney-young




Gracz






PisanieTemat: Re: Co my właściwie robimy   Wto Lis 13 2018, 23:32

Zadziwiająca to była kobieta! Najpierw bezradna, wtem wyjątkowo bystra, następnie stanowcza - wręcz groźna i potem znów łagodna, ciepła. Znieruchomiał w reakcji na jej dotyk. Tak bardzo wdzierające się w jego intymność pytanie, tak bardzo na miejscu. Zdawała się obiecywać swą postawą zrozumienie; nie będzie żałował otworzenia się, a jednak milczał w odpowiedzi. Ciągle korzystam z tego, że tu jesteś - pomyślał, czując narastającą frustrację. Wciąż spokojnie milczał w tej kwestii, udał, że sprawa nie ma aż takiego znaczenia.
Dopiero jej nagłe wyjście okazało się potrzebnym bodźcem, by mężczyzna zrobił coś więcej poza milczeniem i nędzną próbą złagodzenia rosnącego napięcia. Jakim głupcem był te kilka chwil temu, kiedy potraktował ją jak ostatnią naiwniaczkę! Małym chłopcem, pragnącym spełniać jedynie swoje cele.
Wstał z piskiem odsuwanego krzesła i w mgnieniu oka znalazł się na środku zacienionego pokoju pachnącego anyżem. Tuż przy niej. Zdumiała go jej postawa. Tak bardzo to do niej niepodobne - wyniosłej damy, eleganckiej w słowach i zachowaniu. Choć dawno odkrył, że to tylko część jej osobowości, czynność, którą właśnie wykonywała, zdawała się całkowicie nie pasować do etosu Segovii w jego umyśle. Klęknął tuż przy niej i złapał ją za przedramiona - nie mocno, by nie odebrała tego jako ataku (przynajmniej taki miał zamiar).
- Przepraszam - jęknął. Przez głowę przeszło mu tysiące usprawiedliwień typu: miałem na myśli, nie chciałem. Ostatecznie wybrał pełną szczerość. - Segovio, nad wszystko w świecie chcesz go odnaleźć, prawda? Czy nie obawiasz się konsekwencji?! On sam miał się za potwora. Mnie również jeden prześladuje i również czasem kusi mnie jego odnalezienie.
Rozluźnił uścisk, pozwolił jej na swobodne ruchy. Nie dbał o to, czy powróci do bezsensownej pracy, zależało mu jedynie na tym, by tu została, wysłuchała i właściwie go zrozumiała.
- I podobnie jak ty wolałbym, żeby nie okazał się potworem. Wściekłym, że w ogóle śmiałem go odszukać.
Przyjrzał się jej. Dopiero teraz zauważył zaczerwienione oczy i ślady łez na policzkach. Poczuł, że i on zaraz nie wytrzyma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Segovia Ivanowa

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 182
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 271
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Co my właściwie robimy   Sro Lis 14 2018, 13:52

I chyba to jej wystarczyło. Pierwsza reakcja, która była naturalnym elementem jego prawdziwych odczuć wobec wyciągniętej w jego kierunku ręki. Może było tak dlatego, że była to ona? A może zwyczajnie nie był do tego przyzwyczajony... I musiał dojrzeć do tego, aby odwzajemnić ten ruch. Jak o wiele prościej by było gdyby ludzie mówili dokładnie, to mają na myśli.
Była osobą egoistyczną, dlaczego nie miała mu tego za złe. Każde z nich miało swoje własne powody, swoje własne obawy... Naprawdę była naiwna myśląc, że w jakiś sposób mogłaby mu pomóc. Może ulżyć w samym wysłuchaniu tego, co go dręczyło. Sama nie była przyzwyczajona do tego rodzaju traktowania innych ludzi, bo zwyczajnie nie wchodziła z nimi w bliższe relacje. Ta jednak była bliska, prawda? Nieważne jak się rozpoczęła, ważne było to, co działo się teraz. A choć był to jeden wielki chaos, potrafiła jednak przejrzeć chociaż przez jego część. I doznać szoku wobec swojego odkrycia.
Poczuła na sobie czyjeś dłonie, podniosła spojrzenie i utkwiła je w Sidney'u. Kompletnie nie przejmując się tym, że jej oczy były lekko zaczerwienione, a na policzku widniały świeże ślady jej zapomnienia się. Ponownie była tą dumną kobietą, którą była w jego wyobrażeniu, a może wyobrażeniu wszystkich innych. Zadziwiające jest to, jak ktoś kto przed chwilą wylewał swoją frustrację na ręczniku i poddał się chwilowemu uniesieniu, potrafi wyglądać jak ona. Jakby to było na miejscu, jakby nic nadzwyczajnego się nie stało. Jakby ponownie była damą, którą nauczyła się być. Wysoko uniesiony podbródek, wyprostowane ramiona i nieme wyzwanie rzucone w spojrzeniu.
Szczerość miała to do siebie, że była niechętnie wysłuchiwana przez innych. Doskonale o tym wiedziała, bo sama używała tej broni. Słowo przepraszam było zwykłym niedopowiedzeniem. Powinno paść na końcu tego zdania, aby jakoś zasłodzić wypowiedź, która uleciała spomiędzy jego warg. Jej serce biło szybko, a długie palce zaciskały się na mokrym ręczniku. Jak wielką ochotę miała zdzielić go nim w tym momencie.-Potworem nie jest ten, który sam się nim nazywa. Potworem jest się wtedy, kiedy nie istnieje już ani jedna osoba, która mogłaby twierdzić inaczej.-Powiedziała.-Konsekwencji? Jakie konsekwencje mogłyby wyniknąć z ponownego połączenia się rodzeństwa? Nie rozumiesz... Vlad był i zawsze będzie częścią mnie, którą najbardziej w sobie ceniłam. Była jedyną, która utwierdzała mnie w fakcie, że istnieje dla mnie coś więcej. Jakaś nadzieja, nawet złudna... Na to, że mogę być...-W jak popieprzonym wyobrażeniu żyła, wiedziała. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że nie chciała tej wizji odpuścić.
Skrzyżowała dłonie na wysokości klatki piersiowej. Rękawy nasiąkły wodą, a ona potrafiła jedynie patrzeć na mężczyznę naprzeciwko siebie. Nie liczyła na to, że ją zrozumie... Jednak jak on sam, chciała aby ją wysłuchał.-Pozostają mi tylko dwie opcje. Będę go szukała dalej, chcąc usłyszeć dlaczego to zrobił... I nawet pozwolić mu odejść jeżeli tego naprawdę chciał. Jednak na moich warunkach. Drugą jest pozwolić mu umrzeć w moich wspomnieniach, wymazać go z pamięci, zapominając też o tym, kim sama jestem.-To były jedyne rozwiązania tej sprawy. Jeszcze nie wiedziała, że tak naprawdę posiadała tylko to jedno z tych opcji.
Uśmiechnęła się jednym kącikiem ust.-Każdy ma swojego potwora, prawda? Wolę aby zabijały mnie poszukiwania niżeli niewiedza.-Zadrżała. Pytanie, kim był jego demon? Jeżeli by zapytała, otrzymałaby prawdziwą odpowiedź?-Rozumiem, że chcesz odpocząć. Nie chcę jedynie abyś dawał mi więcej nadziei... Nie tylko Ciebie przyćmiewają własne emocje. Przez moment i ja zapomniałam...-Trudno przechodziły jej przez gardło słowa zapomniałam o własnym bracie. Przyznanie się do tego, że ta znajomość nie była jej wcale obojętna była trudna, przede wszystkim przed samą sobą. I może dopiero teraz zdała sobie z tego naprawdę sprawę? Nie wiedziała czy zrozumiał to, co miała przez to na myśli... Wolała się jednak nad tym nie zastanawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sidney Young

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 454
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 108
http://www.czarodzieje.org/t16619-sidney-young
http://www.czarodzieje.org/t16624-mr-young
http://www.czarodzieje.org/t16882-empress
http://www.czarodzieje.org/t16620-sidney-young




Gracz






PisanieTemat: Re: Co my właściwie robimy   Sob Lis 17 2018, 21:08

Sid zaczął się zastanawiać nad osobą Vlada w sposób, jaki wcześniej o dziwo nie przyszedł mu do głowy. Oczywistością była bliska relacja rosyjskiego rodzeństwa, czymś najbardziej naturalnym troska o brata i chęć odszukania zaginionego członka rodziny, teraz jednak Segovia mówiła rzeczy, które przeraziły jej pomocnika. Tym bardziej zechciał odpuścić. To nie było normalne, jakaś zgnilizna czaiła się tuż za rogiem. A może właśnie powinien dać z siebie jeszcze więcej niż wszystko i odszukać legendarnego członka rodziny Ivanowów? Znaleźć go i pokazać tej zrozpaczonej kobiecie, że to wcale nie przybliży jej do brata? Dobrze, może nie o to jej chodziło, może wmawiała sobie coś w rodzaju ciekawości (choćby takiej dla świętego spokoju), ale wcześniejsza wypowiedź spowodowała, że Sid nie potrafił już w to uwierzyć. Zupełnie nie wyobrażał sobie sytuacji, w której Vlad tłumaczy Segovii powody, po czym rozstają się na zawsze. Po pierwsze, dlaczego założyła, że tak właśnie zrobi? Dlaczego miałby się przed nią spowiadać? Lecz nawet jeśli by to zrobił, to czy ona potrafiłaby odpuścić? Czym miałyby być jej warunki?
Wybierz drugą opcję, Segovio! Tak będzie zdrowiej! Vlad był zatrutą częścią jej jaźni. Wilkołactwo to tylko symbol prawdziwego problemu. Gdyby Sid miał odpowiednie umiejętności, wymazałby tego mężczyznę nie tylko z jej wspomnień, sprawiłby, żeby nigdy się nie narodził. Najpewniej przez to sam nigdy by jej nie spotkał, ale za to ona mogłaby żyć bez tej potwornej skazy. Nie jesteś nim, a on nigdy nie był częścią ciebie.
Tak bardzo się różnili... Ale Sidowi to nie przeszkadzało, bardziej go martwiło - nie inność sama w sobie, tylko idące za nią autodestrukcyjne skłonności w pełni wartościowej kobiety, która zupełnie niepotrzebnie czuła się niepełna.
Vlad był potworem! Potworem wysysającym życie ze swojej siostry. Teraz Sidney powiedział to głośno i wyraźnie w swojej świadomości: Tylko marnowaliśmy czas. Zdał sobie sprawę, jak bardzo źle zrobił, że kilka miesięcy wcześniej postanowił pomóc swej byłej uczennicy, zaraz potem pomyślał jednak, że to jednak dobrze. Naprawdę był teraz jej przyjacielem i wszystkiego, czego chciał od tej sprawy, to dobro Segovii - obojętnie, czy dobrem tym miałoby być odnalezienie Vlada, czy bycie oparciem w trudnych chwilach. Być może oszalał razem z nią, póki jednak nie dążył w tym do samozagłady, nie miał zamiaru się za to potępiać.
Chciał jej pozwolić powiedzieć wszystko do końca, nie wtrącając się z nieprzemyślanymi słowami w momencie, gdy brała oddech. Teraz jednak, mimo że nie skończyła, odezwał się nieco stłumionym głosem.
- O czym zapomniałaś? - prawdopodobnych odpowiedzi było zbyt wiele: o odpoczynku, trzymaniu emocji na wodzy? Jego twarz prezentowała się bardzo łagodnie w blasku świec. Było mu tak bardzo przykro, a za razem czuł złość - na pewno nie do niej, toteż nie wyglądał teraz na kogoś zdenerwowanego, raczej zatroskanego i zmęczonego. - Chodźmy z tej mokrej podłogi - spojrzał w stronę kanapy.
Segovia miała pełną rację, poszukiwania ją zabijały, jednak niewiedza także. Jedna droga prowadziła do mało prawdopodobnego (choć możliwego) rozwiązania, druga natomiast oznaczała pewną śmierć (lub coś od niej gorszego). Jak wspaniale byłoby, gdyby naprawdę mogła zapomnieć...
- Jeszcze raz chciałbym cię przeprosić za głupią propozycję odpoczynku. To brzmiało tak lekko, a przecież wcale nie chcę robić przerwy dla własnej wygody, tym bardziej rezygnować. Wiem też, że nie jesteś tu po to, żeby było mi przyjemnie, żebym miał z kim prawdziwie porozmawiać... - choć zdarza mi się zapominać. Zastanowił się przez chwilę. - Zbiorę siły, a gdy będę gotowy, sam się do ciebie zgłoszę. Jeśli mam być skuteczny, to naprawdę potrzebuję odpocząć, by móc podejść do sprawy zupełnie na nowo, pewnie też nieco inaczej. Nigdy nie zrezygnuję. Obiecuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Segovia Ivanowa

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 182
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 271
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Co my właściwie robimy   Nie Lis 18 2018, 17:26

Tej relacji nie sposób jest zrozumieć, chyba, że posiada się kogoś podobnego. Nawet nie muszą łączyć was więzy krwi, bo jest to coś znacznie silniejszego. Nakładało się na to wiele rzeczy. W ich przypadku sposób ich wychowania, to, że oparcia szukali w sobie nawzajem, bo nigdzie indziej by go nie otrzymali. Przetrwali to wszystko, te wszystkie lekcje, zakazy i obowiązki tylko dlatego, że mieli kogoś po swojej stronie. Jedyne co ich łączyło, a co każdy mógłby przyznać to wygląd i nazwisko. Cała reszta była kompletnie na odwrót. Wiedziała, że mogła na niego liczyć bez wcześniejszych zapewnień o tym. Był pierwszą osobą, do której się zwracała... Pierwszą i jedyną, co kompletnie jej wystarczało. Nie czuła potrzeby posiadania innych osób wokół siebie. Co wydaje się niezdrowe, a określenie zgnilizny było naprawdę trafnym zdefiniowaniem tej relacji. Wiedziała jednak, że to uczucie nie było jednostronne, dlatego szokiem było dla niej odkrycie, że brat posiadał przed nią tajemnicę. Zwykle dzielił się nimi nieprzymusowo.  Pojawiło się zbyt wiele pytań, zaczęła pod wątpliwość brać nie tylko jego osobę ale i samą siebie.
Nie liczyła na to, że zrozumie cokolwiek z tego, co mu powiedziała. Wydawać mogłoby się głupie rozumowanie, że mogłaby zmusić do czegokolwiek osobę, która w pierwszej kolejności ukryła się właśnie przed nią. Nie próbuje nawet tego wyjaśnić, bo zwyczajnie nie znała takich słów, które mogłyby przybliżyć go do zrozumienia tego. Ona zwyczajnie to wiedziała. Co innego uciec przed kimś, nie zostawiając po sobie nic, nie żegnając się z nikim. A co innego spojrzeć tej osobie w twarz. Może nawet to by jej wystarczyło? Chciała wiedzieć, że zrobił to z nieprzymuszonej woli, chciała wiedzieć, że odszedł bo uważał to za jedyne wyjście. Chciała dla niego jak najlepiej, a jeżeli odejście było jedynym rozwiązaniem... Prawdopodobnie mogłoby ją to zabić, jednak skoro już od dawna była martwa, to czy zmienia to cokolwiek?
Może to szaleństwo, może nie. Wiadome było to, że był w tym momencie jej jedynym oparciem. Jedynym, od którego nie odsunęła się tak jak poprzednim razem. Pozwoliła mu zajrzeć tam, gdzie jeszcze dotąd nikt nie był. Nikt oprócz nieszczęsnego poszukiwanego. Choć wciąż nie znał tej większej części jej życia, nie wiedział do czego dokładnie była zdolna... Tak było chyba w porządku.
Spojrzała na niego. Pomimo tego, że jej wzrok padał na jego osobę od czasu do czasu, nigdy tak naprawdę go nie widziała. Jej wargi drgnęły i wygięły się w dziwnym uśmiechu, był on nie ma miejscu, przynajmniej tak czuła. Podniosła się powoli z miejsca, nie zwracając uwagi na chaos, wokół którego wcześniej siedziała i jakim sama obecnie była.
Jego pytanie wciąż rozbrzmiewało w jej głowie, tylko przez moment zastanawiała się do jakiego stopnia powinna być z nim szczera. Trwało to chwilę dlatego, że przecież odpowiedź sama w sobie była prosta. Już tyle jej ofiarował... Wzięła od niego już tak wiele. Jego czas, energię, korzystała z jego nadzwyczajnego daru, jakby było czymś, co da się przeliczyć. I nie przeszkadzałoby jej to, gdyby w grę wchodziła inna osoba. Nie miała nigdy problemu w byciu szczerą, nawet brutalnie, jednak jeżeli w grę wchodziły jej własne uczucia, sprawy trochę bardziej się komplikowały. -Zapomniałam o moim celu. O moim bracie. Gdy powiedziałeś o przerwie, której potrzebujesz... Poczułam złość. I to nie dlatego, że przerwałabym poszukiwania. Zwyczajnie uznałam, że ta przerwa dotyczy mnie.-Powiedziała spokojnie. Zaśmiała się krótko, przykładając palce do warg, próbując się powstrzymać. Brzmiała idiotycznie, co dochodziło do niej właśnie w tym momencie.
O wiele łatwiej byłoby zapomnieć. I przecież był na to sposób, jednak wiązałoby się to z wymazaniem całości jej życia. Musiałaby znaleźć się w innym środowisku aby czyn, którego by się dopuściła, miał jakiekolwiek prawo bytu. Wiedziała również, że mogła pozbyć się tej jednej osoby z pamięci, z resztą nie było jednak tak łatwo.
Zmarszczyła delikatnie brwi, gryząc dolną wargę jakby zastanawiała się nad tym, co powiedział. Bardzo nie lubiła tego jednego prostego słowa. Zbyt wiele wiązało się z nim wspomnień, niedomówień, zwykłego braku wiary. Położyła swoją dłoń na jego, jakby chciała go w ten sposób powstrzymać przed wypowiedzeniem tych słów, pomimo, że już padły. Zawisły gdzieś w powietrzu, roztrzaskując się w jej wnętrzu.-Proszę Sidney, nie obiecuj mi niczego. Mówisz dokładnie to, co chciałabym usłyszeć... Jednak wiem, że nie jest łatwo dotrzymać tych słów. Nie przyniosą nic dobrego ani mi, ani Tobie. I wiem, że to brzmi jakbym o czymś przesądzała... Po prostu nie chcę niczym Cię wiązać.-Segovia bardzo poważnie brała te słowa, szczególnie, że sama rzadko kiedy składania innym obietnice. Nie była wzorem dobra i cnót, miała jednak zasady, których się trzymała. A to była jedna z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sidney Young

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 454
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 108
http://www.czarodzieje.org/t16619-sidney-young
http://www.czarodzieje.org/t16624-mr-young
http://www.czarodzieje.org/t16882-empress
http://www.czarodzieje.org/t16620-sidney-young




Gracz






PisanieTemat: Re: Co my właściwie robimy   Sro Lis 21 2018, 22:03

Ucieszył się nawet z jej słów o zapomnieniu. Pojawiła się nadzieja, że to jednak możliwe. Cóż jednak, skoro za chwilę zrozumiał, że każdy krok w przód poprzedza dwa kroki w tył? Bezsensowne wyrzuty sumienia. Czy nie rozumiała, że Vlad nie miał takich skrupułów? Próżno jednak było odwoływać się do rozumu. Ta sprawa prawie w ogóle go nie dotyczyła. Całe działanie Segovii opierało się na uczuciach. Skąd jednak on - postać nawet nie drugo, a trzecioplanowa w spektaklu Dzieciństwo Ivanowów - znał sumienie Vlada? Opamiętał się w porę, nim znów zapałał do niego nienawiścią. Może właśnie oboje umierali przez tę rozłąkę...
- Nie bądź dla siebie taka surowa - wtrącił bez przekonania beznamiętnie, bez sensu. - To przykre - tylko zauważył.
Zupełnie nie powinien namawiać jej do przerw, do odpoczynku, pod żadnym pozorem nie powinien wypowiadać w tym kontekście jakichkolwiek synonimów odpuszczania. Nie chciał przecież, żeby nabrała wątpliwości co do jego prawdziwych chęci. Naprawdę sądził że to głupie i wciąż zastanawiał się nad swoim dziecinnym zachowaniem. Zaproponował jej wspólne spędzanie czasu bez okoliczności poszukiwań. Czy uważał, że z Segovią łączy go coś więcej niż tylko ta sprawa? Chyba tak. Sądził, że ona również tak to widzi?
Jej dotyk był taki uspokajający. Nie doświadczał go często - prawie nigdy wręcz, więc nie mógł stwierdzić, czy to stała cecha, zwłaszcza że ostatnio speszyła go taka nagła bliskość. Z nią, konkretnie z nią. Nie stronił bowiem od ludzi i spoufalania się z nimi. Dotyk kobiet był mu znany bardzo dobrze. Segovia działa na niego w dziwny sposób, umiejętnie ostudziła jego zapał do przyrzeczeń.
- Doceniam to i dziękuję - ich złączone dłonie przykrył drugą swoją. - Niepotrzebnie robię z siebie rycerza... Po prostu chciałem cię upewnić w szczerości moich intencji.
Patrzył jej w oczy i wiedział, że potrafią zaglądnąć wgłąb jego duszy. Nie był przecież aż tak kiepskim graczem, żeby po samym jego wyrazie twarzy można było odczytać cały tajny układ kart. Istatonie on nie powinien niczego wielkiego obiecywać, choćby pod wpływem chwili czuł się zdolny - najzdolniejszy! - do spełnienia przysięgi. Widocznie Segovia wiedziała więcej, niż jej przekazywał słowami czy gestami, niż on sam był świadomy. Miała imponującą intuicję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Segovia Ivanowa

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 182
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 271
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Co my właściwie robimy   Czw Lis 22 2018, 12:59

Spojrzenie na tę sprawę z kompletnie innej perspektywy było potrzebne. Wręcz wymagane. Nie musiał go znać, nie musiał wcielać się w rolę jej brata, aby go zrozumieć. Segovia myślała, że pomimo różnic między rodzeństwem, jest w stanie rękę sobie uciąć za fakt, iż zna swojego brata. Dzisiaj zapewne utraciłaby jedną z kończyn i wciąż uparcie trzymałaby się tego, że jest inaczej. Była świetna w wyparciu.
Dlatego potrzebowała Sidney'a. Trudno jej było przyznać się do tego, że potrzebowała kogokolwiek... A już w ogóle, że ufała jego czynom. Jednak taka była prawda. Nie potrafiła nawet zlokalizować momentu, w którym do tego doszła.
-Zdumiewające jest to, jak próbujesz mnie pocieszyć.-Powiedziała i spojrzała na niego. Nie bawiło ją to, zwyczajnie nie mogła do końca uwierzyć w to, że znaleźli się w tej sytuacji... I nie czuła, jakby się od niej bardziej oddalił.
Zapewne dopiero z czasem zrozumie, dlaczego to zrobił. Nie tylko z własnych pobudek, dlatego, że nie widział dalszego sensu w poszukiwaniach. Był zmęczony i sfrustrowany, jednak nie wiedziała, że ta frustracja dotyczyła również tego, jak ta sytuacja wpływała na nią. Był kimś, kto bezpośrednio widział efekty ich działań i braku rezultatów. Odbierała to niemal fizycznie, jakby każda porażka sprawiała, że malała o kilka milimetrów. Bezsilność nie była czymś, do czego była przygotowywana. Nie rozumiała tego uczucia, dopóki się z nim nie spotkała. W końcu wszystko inne było zawsze w zasięgu jej ręki. Walczyła od tak dawna, pierwszy raz jednak pojawiła się myśl, żeby się poddać.
Pozwolić odejść.
Zwykle tak ludzie reagowali, kiedy była blisko. Wydawała się zbyt sztuczna na jakikolwiek kontakt fizyczny. Przyłapuje się na tym, że często sama tego dotyku szuka. Było tak niewiele przypadków czegoś podobnego. Nie czuła jednak, że jej dłoń była nie na miejscu. Była dokładnie tam, gdzie chciała, aby się znalazła.
Jak interpretować to, że umiejętnie ostudziła ten zapał?
-Niektóre kobiety wcale nie szukają szlachetnego rycerza.-Powiedziała, unosząc lekko brwi. Ta kobieta chyba specyficznie zaznacza, że świetnie daje sobie radę. Jednak udała się po pomoc, potrafiła wyjść naprzeciw swojej własnej dumie. Jak człowiek potrafi wiele dowiedzieć się o sobie, prawda?-Wierzę w nią. I wierzę w Ciebie... Wiem też, że czasem istnieją rzeczy, których nawet determinacja nie przeskoczy.-Powiedziała. Choć jeszcze nie wierzyła w to, że nie uda się jej konkretnej osoby. Były jeszcze sposoby. Dosyć brutalne, do których wolała się nie uciekać. Już dawno nie miała do czynienia z tego rodzaju magią. Była jednak zdeterminowana... Paskudztwo.
Była imponująca, szkoda, że działa dopiero w momencie, kiedy spoglądała na kogoś innego, a nie na własną osobę w lustrzanym odbiciu. Wtedy nie dostrzegała niczego.
-Na mnie już czas.- Powiedziała, podnosząc się z miejsca. Niepospiesznie, bo jednak nie chciała jeszcze stąd wychodzić. Jakby naprawdę nie miała nigdy tutaj wrócić. Wyciągnęła różdżkę zza pasa i wysuszyła się zaklęciem. Poprawiła włosy i podniosła głowę. Ponownie była nienaganną wersją samej siebie. Po chwilowym ataku histerii, łzach i wyznaniach, nie było ani śladu. Coś jednak uległo zmianie, czego nie było widać na pierwszy rzut oka. Jakby jakaś część muru pękła i torowała sobie drogę.
Wyszła, posyłając mu na pożegnanie delikatny uśmiech.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sidney Young

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 454
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 108
http://www.czarodzieje.org/t16619-sidney-young
http://www.czarodzieje.org/t16624-mr-young
http://www.czarodzieje.org/t16882-empress
http://www.czarodzieje.org/t16620-sidney-young




Gracz






PisanieTemat: Re: Co my właściwie robimy   Sob Lis 24 2018, 14:07

Nie próbował jej pocieszyć, tym razem nie miał celu. Mówił teraz to, co myślał, ubierał w słowa świeże emocje, których sam do końca nie potrafił określić. Czasami przy niej czuł się nagi - zupełnie oddarty z tego wszystkiego, za czym na co dzień krył się przed ludźmi ze słabościami. Najlepsze było to, że sam bardzo łatwo dawał Segovii sposobność do spojrzenia na niego bez warstwy ochronnej. To była bardzo nowa sytuacja.
Zwolnienie go z zapewniania było z jednej strony wielką ulgą, z drugiej zaś trochę mu uwłaczało. Próbował sobie tłumaczyć, że ta sprawa go nie dotyczy, że ufność Segovii nie ma tu nic do rzeczy. Wiedział nawet, że kobieta ma pełną rację, że mogą wydarzyć się rzeczy, o których mu się nawet nie śniło, a które pewnie zadecydowałyby o zaprzestaniu poszukiwań, nim choćby wpadliby na pierwszy właściwy trop. Cóż jednak po dorosłym rozumieniu tego wszystkiego, skoro dziecięcą stroną duszy czuł pewien zawód?
- To dobrze - zdobył się jednak na uśmiech. - W takim razie jest szansa i dla mnie.
To, że szlachetny obrońca był jej zbędny, nie znaczyło, że Sid okazał się niepotrzebny. Nie musiała być damą w opałach, on nie musiał być bohaterem - taki układ bardzo mu pasował, nigdy nie zgrywał się na podobnego herosa. No - przeważnie się nie zgrywał; jak widać, czasami w zapomnieniu rzucał nieprzemyślanymi obietnicami.
Znów poczuł się jak dziecko, gdy Segovia nagle postanowiła odejść. Jak mogła go tu teraz zostawić? Na szczęście tym razem nie dał się omotać podobnemu egoizmowi. Właściwie nie zdążył skupić się na swoich pragnieniach. Obserwował jej natychmiastową metamorfozę, nie mogąc oprzeć się skojarzeniu tego z Kopciuszkiem. Coś niesamowitego. Uwielbiał ją taką idealną, piękną i tajemniczą. Była w tym tak samo prawdziwa jak wtedy, gdy zupełnie niestabilna wycierała podłogę kocem. Pierwszy raz dopuściła go do tej słabej strony, w sercu był jej za to wdzięczny.
Nie zdążył nawet nic powiedzieć, jedynie odwzajemnił uśmiech - równie delikatny. Na długo po jej wyjściu zostało z nim wrażenie wyjątkowości całej tej sytuacji, wyjątkowości relacji. Szczególnej wyjątkowości Segovii.

koniec części drugiej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Co my właściwie robimy   

Powrót do góry Go down
 

Co my właściwie robimy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-