Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 To przypadek, prawda?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: To przypadek, prawda?   Nie Paź 28 2018, 13:35


Retrospekcje

Osoby: Segovia Ivanowa i @Regis A. Teague
Miejsce rozgrywki: bar
Rok rozgrywki: 2017(mniej więcej rok temu)
Okoliczności: osoby, które kiedyś ze sobą współpracowały ponownie krzyżują swoje drogi w jednym z bar'ów(tym, w którym kiedyś pojawiali się znacznie częściej)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Nie Paź 28 2018, 14:14

Wyszła z wanny i krytycznie przyjrzała się swojemu blademu odbiciu w lustrze. Czy to praca wyssała z niej resztki życia? Czy wyglądała tak zawsze, a dopiero niedawno zaczęła dostrzegać ten aspekt jej osoby? Przeczesała mokre włosy palcami i westchnęła, ruszając do sypialni, gdzie czekała na nią wcześniej wyciągnięta długa czarna suknia z lekkim golfem. Zwinnie poradziła sobie z tylnym zamkiem i wygładziła materiał, jakby gdzieś znajdowała się fałda, która w sposób irytujący dawała o sobie znać. Związała włosy w wysoki kitek i zarzuciła na ramiona skórzaną kurtkę, która chyba już dawno temu miała swoje lata świetności. Coś jednak w fakturze materiału sprawiało, że nie mogła przejść obok niej obojętnie. A może była jedynie sentymentalną dziewuchą, nic więcej.
Wyszła z mieszkania, kierując się do biura, aby tam złożyć odpowiednie dokumenty. Po trzech godzinach wyszła, a niebo przybrało odcień głębokiego granatu. Postanowiła się przejść, uznając teleportacje za bardzo zły pomysł zakończenia tego dnia. Nie chciała wracać. Jeszcze nie teraz.
Nie była zwolenniczką bar'ów. Chyba nawet nie potrafiła wyszukać w pamięci żadnych konkretnych miejsc, które zapadłby w jej pamięć. Może nie była to do końca prawda, bo jeden taki znała. A kiedy znalazła się przed jego wejściem, dokładnie tak samo jak za pierwszym razem, całkowicie przypadkiem odkrywając to miejsce... Poczuła, że zwyczajnie powinna tam wejść. Wieczór(a może już noc?)był mroźny, dlatego z niemym zadowoleniem poczuła na skórze przyjemne ciepło dochodzące z środka. Nie musiała rozglądać się po pomieszczeniu, nic nie zmieniło tutaj swojego układu, jakby posiadało swoje wyjątkowe miejsce, które nigdy nie ulegnie zmianie. Zasiadła na jednym ze stołków przy barze, zamawiając Krwiste Sherry. Nie miała żadnych planów, nikt na nią nie czekał, jutrzejszy dzień był dniem wolnym od wszelkich obowiązków. Mogła więc pozwolić sobie na dozę szaleństwa, którym było zakosztowanie czegoś innego.
Wyciągnęła z kieszeni kurtki papierośnicę, wyjmując jednego papierosa, który miał zwieńczyć jej doskonały dzisiejszego wieczoru humor. Najwidoczniej kąpiel oczyściła ją z podłości tego dnia. Zaczęła przeszukiwać kieszenie, nawet te ukryte, w poszukiwaniu zapalniczki. Proszę, jak ktoś taki jak ona, może uzależnić się od czegoś, co wymyślili mugole.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Skąd : Wyspa Mann, teraz Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 88
  Liczba postów : 33
http://www.czarodzieje.org/t16737-regis-a-teague




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Nie Paź 28 2018, 16:23

Był niezbyt ciepły, granitowy wręcz wieczór. Nic dziwnego, skoro powoli nadchodziły dni chylące się już ku końcowi letniej pory roku. Mimo to był to nadal sierpień. Regis Anton Teague przyzwyczajony był jednak do mroźnych terenów, wiedząc iż w takich wychowywał się od wielu lat, zanim wrócił do swojej drugiej ojczyzny. Chciał jednak, aby jego ciało dobrze reagowało na warunki pogodowe, więc w swoim codziennym, ciemnym płaszczu poruszał się między uliczkami Londynu. Większość czasu spędzał jednak w Dolinie Godryka, gdzie zresztą pracował i żył. Ale często też przebywał w Londynie. A to trzeba było załatwić sprawy w Gringottcie, a to trzeba było coś załatwić na Pokątnej. Nic dziwnego, że jego życie było zabiegane. Ale nie żałował. Czuł się doskonale jeśli można to tak ująć. Pogoda w takim okresie jednak nadal była znośna. Więc nie narzekał. Dopóty nie odzywały się koszmarne, rosyjskie mrozy, potrafił przetrwać wszystko.
Wolał jednak spędzić ten wieczór w towarzystwie barowym. Nic nie pomaga na rozluźnienie wieczoru jak dobre piwo czy czegoś innego. Tylko czy z pewnością jego definicja "towarzystwa barowego" była słuszna? W końcu jego ulubionym lokalem od wielu lat było "Pod Okiem Bazyliszka". Nie musiał słuchać w Dziurawym Kotle o problemach normalnych ludzi. Tych niezwyczajnych były trochę ciekawsze, bo zawsze mógł po pracy wyżalić się komuś, a ten drugi komuś innemu. Jednak teraz... postanowił zabawić swoje kubki smakowe Zezowatym Iwanem. Alkohol rosyjski, w sumie dobry dla Regisa. Jedna buteleczka była zanadto wystarczająca. Rozpalając swoje gardło trunkami rozglądał się wokół baru. Wielu podejrzanych typków, jak zawsze. Jednak... też i znajoma mu, acz tak bardzo już niewidziana przez niego kurtka należąca zdecydowanie do kogoś mu znajomego. Im bliżej jego kroki znajdowały się przy jej posiadaczce, tym bardziej dowiadywał się kim owa osóbka była. A raczej jak bardzo mu znajoma. Wziął jedną ręką pobliską płonącą świecę, by podsunąć ją na stolik kobiecie pod wyrób tytoniowy, aby kolejną ręką podać jej jedną ze szklaneczek.
- Kilka lat się nie widzieliśmy, ale nadal utrzymujesz się wręcz nieskazitelnie, Ivanowa. I ze starymi nawykami. Bozhe moi, to będą już... Cztery lata. - Nieporuszone żadnym wyrazem usta ułożyły się nagle w serdeczny uśmiech, który zawsze obdarowywał ją, kiedy czegoś od niego potrzebowała. Albo raczej on od niej. A może naprzemiennie? Póki co jednak czekał na jej reakcję, gest. Wszelką oznakę jej wyrazu twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Nie Paź 28 2018, 17:34

Właśnie, jako osoby, które żyły w o wiele zimniejszym klimacie, wcale nie powinny przejąć się pogodą, która była specjalnością Londynu. Z resztą, już tak długo tutaj mieszkała, nic zapewne nie powinno jej zdziwić. To zadziwiające jak człowiek zdolny jest do szybkiego zaaklimatyzowania się w nowym miejscu. Choć w jej przypadku, to chyba jedynie organizm się przyzwyczaił... Ona sama czuła się jak w obcym miejscu, jak gdzieś, gdzie tak naprawdę nie powinna się znajdować.
Nigdy nie widziała tego w ten sposób. Przeważnie przychodziła do takich miejsc, bo miało to swój ukryty cel. Wymagała tego jej praca, jakieś konkretne zadanie przydzielone z góry. Kiedy przebieg informacji z różnych sfer i w różnych sytuacjach był znaczący. W końcu są to miejsca, w których czasem dowiesz się więcej, niżeli w innych przypadkach. Nieważne za jaką cenę i w jakich sytuacjach. Nie wierzyła w siły wyższe, w coś, co nami kieruje... Wolała myśleć o sobie jako pani własnego życia. Dlatego wybranie tego miejsca musiało coś znaczyć. Cokolwiek.
Nigdzie nie mogła jej znaleźć, czyżby naprawdę o niej zapomniała? Nie przypominała sobie aby ją wyciągała... Już miała chwycić za różdżkę, która była ukryta pod sukienkę, kiedy przed nią wyrosła świeca. Wyprostowała się w momencie, w którym rozpoznała głos. Jednak dopiero po chwili swoje spojrzenie przeniosła na mężczyznę obok. Po odejściu z Ministerstwa zapadł się pod ziemię, a może to ona nie przykładała do jego osoby tak wielkiej wagi. Skorzystała z świecy, odpalając papierosa i zaciągając się powoli. Mimowolnie jej warga drgnęła, jakby powstrzymując się od lekkiego uśmiechu. Ponownie spojrzała na Regis'a.-Myślałam, że osoba w Twoim wieku powinna gryźć dawno piach. A jednak jakoś się trzymasz.-Pryzmat wieku był dla niej tak odległy. Regis nie dawał po sobie znać tego ile mógł mieć lat. Nawet podczas ich wspólnej współpracy nigdy nie mogłaby określić liczby w jego metryce. Tylko, że jej wrodzona ciekawość nakazała sprawdzić osobę, z którą pracowała... Nic więcej. Wzięła w dłoń szklankę ze swoim napojem i uniosła lekko do góry.-To co, jak dawniej, za nic nie pijemy?-Toast zawsze wydawał jej się zbędnym procesem. Nie miała za co, ani za kogo wypić. Nie spodziewała się go więcej zobaczyć... A choć było to jedyne miejsce, w którym widywała go po pracy te kilka lat temu... Naprawdę była taka zdziwiona?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Skąd : Wyspa Mann, teraz Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 88
  Liczba postów : 33
http://www.czarodzieje.org/t16737-regis-a-teague




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Nie Paź 28 2018, 17:50

Regis tak samo czuł się dziwnie, kiedy wrócił na rodzinną wyspę Mann. Wydawało mu się wtedy to tak bardzo... niecodzienne. Jak gdyby inny świat panował w jego życiu. A mimo to po tylu latach asymilacji nie tęsknił też za bardzo za Rosją. Oczywiście, odwiedzał swoich rodziców na święta czy inne okoliczności, jednak nie zagrzewał w swoim drugim domu na bardzo długi okres czasu. W czasie pracy jako amnezjator był jednak zawalony różnego rodzaju sytuacjami, która pozwalały mu czasami wymykać się częściej do rodziny. Mimo to wolał najczęściej wracać do stolicy Wielkiej Brytanii, czerpiąc radość z wypicia jakiegoś trunku w tak obskurnym miejscu jak to. Jak gdyby świat zamknął się w tym jednym miejscu. Poznając to, czego większość magicznego Londynu nie mogło poznać. To w sumie pomagało mu w pracy. Rozwijał swoją spostrzegawczość i rozwiązania na zmianę pamięci. Tak wyglądało jego życie, aż dopóki nie postanowił z tym skończyć i zająć się czymś innym. Zresztą on też nie wierzył w los. Po prostu wolał po robocie przyjść się napić w doborowym towarzystwie. Czasami nawet zapraszając samą kobietę, która CZASEM wpadała wraz z nim. Trzeba było bądź co bądź szkolić ich. Sam jednak nie mógł już dłużej robić swojej roboty. Dlatego też postanowił zmienić to na coś bardziej rozwijającego i dla niego samego przyszłościowego. Zresztą z takim zapleczem zawodowym? Kto by nie mógł.
- A wiesz, że do ponownych przemyśleń doszedłem przy pierwszym twoim ujrzeniu. Za pierwszym razem okazałaś się niepozorna, ale trochę cię przycisnąłem w swoim czasie i pokazałaś pazurka. A potem dostałaś tę specjalną robotę. Chyba jeszcze bardziej powinniśmy się dziwić oboje, że wciąż mamy szansę oddychać. - Uśmiechnął się do niej półgębkiem. Kiedy pomagał jej to doceniał, że była jeszcze wtedy ambitna i chciała zaspokoić swoje wymagania. A może wtedy innych? Sam też nie darował jej, kiedy coś schrzaniła. Ale też nagradzał, kiedy akurat nieźle się spisała. Dobry duszek tego całego tałatajstwa. Kiedy wspomniała o wypiciu, Regis zamieszał zawartością szklaneczki. - Z chęcią skorzystam z tego przywileju. - I musnął ustami szkło, by zaraz wypić je. Przyjemnie wypaliło mu gardło, tak jak miały w zwyczaju rosyjskie alkohole. Zaraz jednak powiedział do niej. - Pewne rzeczy jeszcze mógłbym Ci pokazać przed moim odejściem z roboty. Wtedy przynajmniej bubki cieszyłyby się, że coś wnoszą do twojego zawodu. Ale jak widać, radzisz sobie aż nazbyt dobrze beze mnie. - Niedźwiedzi śmiech wydarł się z jego ust, by zaraz wytrzeć mokre od trunku usta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Nie Paź 28 2018, 19:02

Nie była w domu od... Od dobrych ośmiu lat? Może więcej. Pomimo tego, że jej rodzice po jakimś czasie wrócili do miejsca, które stworzyli... Sama Segovia nie mogła znieść wspomnień i brakującego elementu. Wszelkie spotkania i rozmowy odbywały się na neutralnym gruncie, jakim była Anglia. Miejsce, którego nie znosiła w większości przypadków, a które stało jej się więzieniem. Zapewne mogła z niego uciec, jednak nie miała konkretnego pomysłu dokąd.
Od zawsze wiedziała, co dokładnie chciała robić po ukończeniu szkoły. Nie był to wymarzony zawód, którym Ivanowa powinna się chwalić. Niemal każdy członek jej rodziny kończył na jednym stanowisku, a ona jako jedyna postanowiła zakończyć tę dziwną tradycję zostając Niewymownym. Wywalczyła to, tak samo jak pozycję, którą obejmowała w kręgu rodziny... Nie było łatwo i do tej pory wielu opiera się jej zmianom... Jednak jakoś trzeba sobie radzić, prawda? Jedno jest pewne, jest w miejscu, w którym chciała się znaleźć, a kraj czy otoczenie na to nie wpłyną.
-Oh, czyli uważasz, że to Twoja zasługa? Przypisujesz sobie zbyt wiele.-Powiedziała, obracając się do niego i unosząc delikatnie brwi. Nikt nigdy nie nazwałby jej niepozorną, bowiem niektóre rzeczy wręcz miała wypisane na twarzy. Wręcz krzyczały. Jednak Regis miał tendencje do tego, że mówił jej dokładnie to, co inni ukrywaliby za jej plecami. Pewnie dlatego niemal z chęcią brała przydzielone jej zadania dotyczące współpracy z jego osobą. Był odmiennością w codzienności, która ją otaczała... A będąc całkowicie ze sobą szczerą, miała słabość do odmienności. I choć tak usilnie starała się zapomnieć, przypominał jej dom, który kiedyś posiadała.
Upiła łyk trunku, nie ukrywając lekkiego wykrzywienia. Nie była przyzwyczajona do mocnych alkoholi, jak wcześniej zaznaczyła, raczyła się winem i to w niewielkich ilościach. Ciepło rozeszła się po jej gardle, skutecznie drażniąc miejsca przypalone przez dym. Zaciągnęła się drugi raz.-Mógłbyś? Wydawało mi się, że nauczyłeś mnie wszystkiego, co mogłeś.-Powiedziała, układając usta w lekkim uśmiechu.-Powiedz, gdzie Cię wywiało?-Czy była bardzo ciekawa? Może odrobinkę. Próbowała z tej znajomości czerpać jak najwięcej, wiedząc, jak bardzo przyda jej się to w przyszłości. Regis mógł spokojnie rzec, że naprawdę czegoś ją nauczył i posiadł uznanie w jej oczach. A o to było trudniej niż o audiencje u Królowej Anglii czy samego Merlina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Skąd : Wyspa Mann, teraz Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 88
  Liczba postów : 33
http://www.czarodzieje.org/t16737-regis-a-teague




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Nie Paź 28 2018, 19:45

Nie czuł się jakoś przywiązany do Rosji, ale też nie uważał się za wielkiego patriotę. Po prostu jakoś klimat tego miejsca mu odpowiadał. Jednak nie mógł narzekać jakkolwiek na tę zimna miejsca, bo też miały swój urok. Sroga zima to też biały puch, który każdego witał. No, może nie na Uralu czy we Władywostoku, gdzie szczególnie panować mogła zimna atmosfera. Jednak w większości sytuacji Rosję dało się lubić. Czarodziejska Moskwa skrywała wiele ekskluzywnych miejsc, gdzie można było się zaszyć na pewien czas. A może miesięcy, kto wie. Póki co, Regis wolał jednak żyć swoim życiem w Anglii, a jeśli jednak będzie trzeba wrócić się do miejsca swojej przeszłości - nie będzie miał tego za złe. Ale jednak stary dobry, nadmorski klimat nie był zły. Dużo padało, ale to w sumie jak w prawie każdym miejscu. Tylko trochę więcej. Jednak na słowa, że zawdzięcza mu tak wiele, wybuchnął kolejnym śmiechem, acz nieprzeszkadzającym innym.
- Nie przypisuję zbyt wiele. Nauczyłem cię tylko paru sztuczek, które taki wyjadacz jak ja może polecić innej osobie, aby ta przetrwała w gąszczu biurokracji ministerstwa i przeżyć prawie dwadzieścia siedem lat w tym miejscu. A potem znudzić się robotą i zająć się tym co lubi.
Tak, Regis był osobą z tego gatunku, że nie potrzebuje ukrywać prawdy przed innymi. Albo powie ją komuś w twarz, aby ten ktoś domyślił się swojego błędu, albo odpuści sobie, wiedząc, że jeszcze kiedyś ta dana persona zrozumie co robiło w życiu źle. Był też na swój sposób odmienny. No bo bądźmy szczerzy - kto taki jak on przyszedłby do takiego miejsca i rozmawiał sobie z kimś jakby znajdował się w Dziurawym Kotle? No właśnie. Dlatego mógł przyciągać do siebie każdego i być postrzegany na swego rodzaju figurę. A jaką? To już nie od niego powinno wychodzić. Jednak na tych, których mu w jakiś sposób zależy - troszczy się.
W głowie poczuł lekki chichot ze swojej duszy, który mówił mu, że pomimo tego, że bywali tutaj to ona nadal do końca nie przyzwyczaiła się, że takie trunki nie ruszały aż tak szybko Regisa. A dzisiaj miał chęć się dobrze napić. - Nie takich rzeczy mógłbym cię jeszcze nauczyć. - Mrugnął do niej okiem, kończąc drugą połówkę szklanki. Pić też należało umieć.
Kiedy jednak przeszła do pytanie "gdzie go wywiało", Regis trochę zwiesił wzrok, spoglądając łagodniej w jej oczy. Coś kiedyś wspominał, że chciałby skończyć tę robotę, ale nie mówił jej co dalej. - Usunąłem się w cień, aby robić to co lubię. Rozumiesz. Rozsądny człowiek nie rzuci się od razu na głęboką wodę, bo czuje fascynację czymś. Musi też zebrać doświadczenie. Więc postanowiłem sobie dać trochę czasu na to, aby zająć się czymś znacznie przyjemniejszym. Sprzedaję skrzaty domowe. Ale no, nie narzekam na to. Przynajmniej mam do kogo otworzyć gębę, gdy w sklepie cicho. A one bądź co bądź lubią robotę, więc zawsze mam więcej czasu, aby badać książki o smokach. To kolejna rada - zawsze miej plan B, bo nie wiesz, kiedy coś się może wydarzyć. - Czy chciał mieć u niej uznanie? Chyba raczej to kwestia czy ona chciała mieć w nim uznanie. Bo on jedyne co robił w ciągu swojego życia to przemierzał według zaleceń rodziców, aby wybadać stabilny grunt do cichego wycofania się. Nie chciał, aby też kto inny zmarnował sobie życie w głupi sposób. - Mimo to nadal wspominam miło czasy naszej współpracy. Ba, czasem mam myśli, że mógłbym wrócić. Ale jednak, smoki, one ciągną mnie bardziej. Zawsze wolałem ryzyko i przygodę. Nie male ryzyko i przygodę, tylko prawdziwe. - Gdy tylko ich szklaneczki były puste, dolał kolejne połówki. Przynajmniej rozmowa kleiła im się z marszu jak dawniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Nie Paź 28 2018, 20:20

Czy ona była przywiązana do swojego rodzinnego kraju? W jakim stopniu czuła się patriotką? Nie wiedziała, czy w ogóle mogła użyć tego sformułowania, jeżeli w grę wchodzi jej osoba. Była bardziej oddana rodzinie, niżeli miejscu, w którym się urodziła... Po prostu stamtąd była. I tyle. Będąc w Hogwarcie, marzyła o powrocie do surowego Durmstrangu. Jednak po zakończeniu nauki tutaj, wcale nie śpieszyła się do jakichkolwiek odwiedzin. Wiedziała, że to ma swoje bardziej złożone podłoże, którego nie chciała rozpatrywać w tym momencie. Nie nad szklanką mocnego trunku, który wypalał jej dziurę w żołądku, ani towarzystwie kogoś z kim niegdyś pracowała.
Upiła kolejny, nieszkodliwy łyk. Zmarszczyła delikatnie brwi wysłuchując jego wypowiedzi. Znudzić? Nie wiedziała czy mogłaby kiedykolwiek znudzić się tym, co robiła. Owszem, biurokracja to coś potwornego, jednak nie miało porównania z możliwościami jakie się przed nią otwierały.-Oh, do tego przygotowały mnie lata wychowania w mojej rodzinie. Trudno nas złamać.-Powiedziała, kiwając lekko głową, jakby dla potwierdzenia słów, które w jakiś sposób brzmiały gorzko w jej ustach. Jej matka została złamana, jednak ona nie posiadała w sobie tej krwi co Segovia, prawda?
-Powiem Ci jak to ze mną będzie po jeszcze dwudziestu dwóch latach. O ile dożyjesz stu lat.-Powiedziała i odchyliła się lekko na stołku, uśmiechając się już szerzej. Swoboda wypowiedzi była bardzo rzadka w jej przypadku. Wszystko zależało od osoby, z którą w danym momencie przebywała. Była kimś, kto nie tyle uważa na to co mówi, a doskonale wie co może, a czego nie może powiedzieć. Czy ma to przynieść korzyść osobistą, zawodową, czy zaspokoić zwykłą ciekawość. Tej sztuki uczyła się latami, kolejny atut, który pomógł jej stanąć w miejscu, w którym akurat się znajdowała.
-Naprawdę?-Uniosła jedną brew, zaciekawiona tym, co to dokładnie mogłoby być.-Możesz zacząć od picia. Wiesz jak rzadko częstuje się czymś podobnym. Jest coś, co szczególnie polecasz? W końcu to Twój ulubiony bar, nie mój.-Nie miała słabej głowy, zwyczajnie rzadko piła coś podobnego. A dzisiaj miała nadzwyczajną ochotę. Dokończyła więc to, co znajdowała się w jej naczyniu i odłożyła szklankę na bok. Kolejne szybkie pociągnięcie papierosa.
Nie wiedziała, co dokładnie powinna myśleć. Człowiek po tylu latach rzadko kiedy ma odwagę na to, aby coś zmienić w swoim życiu. Zrezygnował z czegoś, co było stabilne. Porzucił coś, co znał tak dobrze i ruszył dalej. Pokręciła jedynie głową i uśmiechnęła się do własnych myśli. Dopiero po chwili przeniosła na niego swoje spojrzenie.-Cały Ty.-Powiedziała, jakby to wyjaśniało bardzo wiele.-Nie masz problemu aby kogokolwiek zadziwić, co?-Zgasiła końcówkę papierosa w szklanej popielniczce, która zjawiła się tutaj chwilę temu dzięki uprzejmości jednego z barmanów. -Jestem i tak pełna podziwu, że udało Ci się tyle wytrzymać w jednym miejscu. Powiedz mi tylko, ale tak szczerze, między nami... Czy odczuwałeś strach przed tą zmianą? Okey, zawsze o tym marzyłeś, chcesz oddać się pasji... -Wzruszyła delikatnie ramionami.-Jednak to wciąż ogromna zmiana.-Przegryzła lekko wargę, mocno się nad tym zastanawiając. Znała siebie doskonale i wiedziała, że nie potrzebowała planu B. Bo wszystko znajdowało się na odpowiednim miejscu, dokładnie tam, gdzie tego chciała. Poznał ją, wiedział w jakim życiu żyła. Była jaka była i nic tego nie zmieni. Odpaliła drugiego papierosa, obserwując jak dolewa do ich pustych szklanek płynu.
-Jako dziecko myślałam w ten sposób. Chociaż i wtedy miałam już konkretny plan dotyczący swojej osoby. Nie wiem czy oddanie się ryzyku i przygodzie to coś, w czym czułabym się dobrze.-I w tym momencie kłamała, o czym zdała sobie sprawę w momencie, w którym te słowa wyszły z jej ust. -Cóż. Mam nadzieję, że Ci się uda. Smoki to niesamowite stworzenia... -Tylko raz miała z nimi styczność. Niesamowicie niebezpieczne przeżycie. Jednak pociągające w pewien dziwny sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Skąd : Wyspa Mann, teraz Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 88
  Liczba postów : 33
http://www.czarodzieje.org/t16737-regis-a-teague




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Nie Paź 28 2018, 21:41

Na słowa o rodzinie uśmiechnął się. Rodzina to było coś, na czym warto było polegać. Jednak Regis nigdy nie chciał posiadać jakiejkolwiek własnej rodziny. Był człowiekiem czynu, a tak w ogóle to nie potrafił się jeszcze dobrze obchodzić z dziećmi. Wydzielał na nie jakąś nietypową aurę, które sprawiały, że niemowlaki nie chciały z nim współpracować, a on nie wiedział co wtedy czynić. I dlatego pozostawał raczej w kilku szybszych związkach niż czymś poważniejszym. Wystarczyło mu to do czasu. Dlatego teraz nie czuł potrzeby posiadania rodziny. A może po prostu naprawdę nie czuł się nigdy na nią gotowy. Myśli te też w zupełności odpuścił. - Zawsze to wiedziałem, ale jednak wolę też troszczyć się o kogoś, kto jednak wpadł mi w gusta. - Po czym westchnął, zerkając na to jak jakiś jeden czarodziej wyszedł z baru klnąc pod nosem. Za dużo było tutaj takich typów.
Na słowa o byciu stuletnim czarodziejem sprawiły, że zaśmiał się pod nosem, biorąc łyczek swojej części napoju. Był to naprawdę dobry żart. Nie czuł się w ogóle na swój wiek, a co więcej - mógłby jeszcze więcej w życiu uczynić, kiedy osiągnąłby ten sekretny, setny wiek, gdzie nagle każdy odnosi się do ciebie "starcze", a zamiast super wygodnych butów nosisz kapcie z różowym króliczkiem.
- Cóż, zawsze wolę towarzystwo mniej tłumnego miejsca, o ile ma swój klimat. A i goście mogą się więcej wypowiedzieć. Może ktoś szeptał o tym co ogólnie umiem i nie będę musiał czekać sto lat na twoje słowa. Bo być może nie dożyję kolejnych, jeśli wybiorę tę swoją ryzykowną robotę. Ale ogólnie polecam krwistą whisky, dość dobrze się ją kosztuje w tak cudownym towarzystwie.
Kiedy zaczęła mówić o pracy, Regis słuchał jej dość uważnie. Brał każde jej słowo do uszu, czekając aż ostatnia literka w końcu zostania zaakcentowana, a cisza oznaczająca kropkę będzie zakończeniem. Często się nad tym zastanawiał, ale raczej nie odczuwał strachu, nie poczuwał się do tego, aby mieć obawy przed inną pracą. W końcu mógł zginąć nawet jako amnezjator, gdyby coś mu nie wyszło. A mimo to odważył się. Jednak przez chwilę zrobił fałszywą, zamyśloną minę, jakby uważał, że było to bardzo ważne dla niego pytanie. - Mówiąc szczerze to powinnaś odpowiedzieć sobie sama na to pytanie. Bo widzisz, dla jednej osoby praca to pasja, a dla kogo innego - obowiązek. Ja łączyłem swoją pracę połowicznie, ale więcej czułem z niej obowiązku niż pasji. Dom z pieniędzy zarobionych kupiłem, mam gdzie spać i za co jeść. Nie martwię się oto, że będę cierpiał z głodu, bo zwierzynę mogę znaleźć nawet w lesie i samemu ją oporządzić. Mogę też zrobić handel wymienny i przeżyć kolejne miesiące. To wszystko tkwi tylko w twojej głowie, wszelkie obawy. Jedynie czego się obawiałem to reakcji pewnych osób. Ale było to dosłownie... chwilowe. Coś jak... - Tutaj pstryknął palcami, sygnalizując jak szybkie to było. - ...właśnie to. Pstryknięcie. Ostatnie światło w pokoju przed wyjazdem w podróż. - Zakończył to, sygnalizując oczywiście upijając Iwana. - Ale nie mogłem też ciągle gnić. Więc w kilka dni zdobyłem kolejną pracę. I ot, cała filozofia. - Jedynie dokończył. Za dobrze jednak wiedział, że kłamała, więc bez żadnych słów tknął jej palce u wolnej dłoni. W końcu trochę już przepracowali i potrafił ją rozpracować. Jednak nie dodawał niczego, żadnego słowa czy choćby chęci powiedzenia anegdotki. Jedynie patrzył na nią tym zawsze spokojnym wzrokiem, gdzie mogła mu wszystko powiedzieć, a on nie będzie jej oskarżał czy oceniał. Gdy tylko zmieniła temat, cofnął rękę z powrotem do szklanki, aby wziąć łyk. Na odpowiedź o smokach skinął jedynie głową. - Mówiłem ci, że zawsze wolałem ciebie z papierosem? Przynajmniej wtedy wiedziałem, że będziesz spokojniejsza niż zazwyczaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Pon Paź 29 2018, 12:36

Rodzina... Jest istotnym elementem w jej życiu, dlatego, że tak została wychowana. W przeświadczeniu, że gdzieś przynależała, że gdzieś miała swoje miejsce. Oczywiście było to złudne myślenie. Nie posiadała dzieciństwa, które zaliczałoby się do jednego z tych normalnych czy nawet zdrowych. O tym przekonała się już dawno temu, jednak nigdy nic szczególnego z tym nie zrobiła... W końcu w jej żyłach płynęła ta sama krew, nie wyprze się tego jak pasuje do tego miejsca i do tych ludzi.
A założyć swojej własnej nigdy nie pragnęła. Nie znajdowało się to na liście rzeczy, które chciałaby w życiu posiadać... Może zmieni się to z upływem lat, może ze względu na zmianę sytuacji, w której się znajdowała... Lub zwyczajnie coś mocno uderzy w jej głowę, powodując amnezję. Rola żony i matki? Cóż, Ivanowa miała dosyć spaczony wizerunek takiej osoby.
-Troszczyć się?-Zmarszczyła lekko brwi, próbując dojść do pewnego porozumienia z samą sobą. Nie rozumiała tego sformułowania, szczególnie w odniesieniu do ich relacji. Co dokładnie miał na myśli? Kim była w jego oczach skoro użył takiego, a nie innego doboru słów?
Był jedną z niewielu osób, po których nie było widać tego, ile miał lat. Było to spowodowane jego charakterem? Witalnością? Czy zwyczajnie sam nie chciał dopuścić do siebie tego, jakiego wieku dobija i robi wszystko, aby skutecznie te myśli od siebie odciągnąć.
-Jedno jest pewne jak wybierzesz tę ścieżkę kariery... Licz na przypalony tyłek, już nie będziesz się miał czym chwalić.-Upiła łyk ze swojej szklaneczki, nieznacznie wykrzywiając usta. To smakowało zupełnie inaczej od tego, co sobie zamówiła wcześniej. Odwróciła się w kierunku środka pomieszczenia, spokojnie rozglądając się po barze. To miejsce miało swój klimat, którego nie umiała(lub nie chciała)nawet określać. Może dlatego dzisiaj tutaj przyszła, bo wiązało się z wspomnieniami, które nie wywoływały odrzucenia ani nagany.
Pokręciła jedynie głową, jakby nie do końca się z nim zgadzała. Ponownie utkwiła w nim swoje spojrzenie, jednak nie dało się jednoznacznie określić tego, o czym dokładnie myślała.-Pytałam się o Ciebie. Znam odpowiedź na to pytanie, jeżeli zostałoby zadane mi.-Powiedziała spokojnie. Oczywiście zdawała sobie sprawę z tego, że to wszystko zależało od danej osoby i tego, co dokładnie siedziało jej w głowie... Może nie potrafiła przekonać się do tej całej zmiany profesji dlatego, że sama robiła coś, czego zawsze pragnęła. A dostawała to, co sobie postanowiła... Segovia charakteryzowała się tym, że w większości przypadków wiedziała czego chce i po to sięgała. Tak po prostu. Sfera rzeczy, które nie były już takie pewne to obszar, którego zwyczajnie nie rozumiała. A dlaczego? Cóż, może dlatego, że nie kierowała się emocjami. A o coś naprawdę prawdziwego w jej przypadku bardzo trudno...
Uśmiechnęła się lekko w odpowiedzi na jego słowa, w końcu nie musieli dodawać niczego do tej wypowiedzi, prawda?
Drgnęła kiedy dotknął jej dłoni. Nie była do tego przyzwyczajona... A pomimo tego, jak długo mogli się znać i jak dobrze potrafił czytać z jej twarzy. Nie miał zielonego pojęcia kim była. Nikt nie wiedział, a to tylko dlatego, że skutecznie odsuwała od siebie ludzi, którzy byli blisko. Nie potrzebowała tego. A przynajmniej tak myślała, w końcu już się do tego przyzwyczaiła. -Musiałam sobie jakoś radzić w Twoim towarzystwie.-Powiedziała z lekkim uśmiechem.-Byłeś niezłym utrapieniem... Moi przełożeni podejrzliwie przyglądali mi się kiedy wracałam z Twojego biura.-Uniosła delikatnie brwi, bawiąc się szklanką. Tej bieganinie zawdzięczała poprawienie kondycji, przy czym palenie wcale nie ułatwiało zadania. Zaciągnęła się pospiesznie, wypuszczając dym po kilku sekundach z płuc. Również lubiła siebie z papierosem, nieważnie jak dziwnie to brzmi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Skąd : Wyspa Mann, teraz Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 88
  Liczba postów : 33
http://www.czarodzieje.org/t16737-regis-a-teague




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Pon Paź 29 2018, 13:17

Na słowa o trosce, Regis przez chwilę zaniemówił, analizując całą jej mimikę. Można było rozpoznać, że chciał wyjść z tego gładko. Ale nie powinna też oczekiwać od niego, że tak łatwo odpowie. - Tak, troszczyć się. To coś, co jednak w tej robocie jest czasami ważne. Musiałem mieć na uwadze, że jeśli z kimś pracuję to przynajmniej nie będzie jej nic zagrażać. Zwłaszcza, kiedy czasem się jest na językach innych osób. - Tak, słyszał od ludzi różne plotki. Nie do końca były one wymawiane na trzeźwo, ale na szczęście Regis zapamiętywał te najciekawsze. Albo dodające pikanterii. Ale jednak i te pozostawiał w sugestii dla tych osób. Bo dopóty wszyscy ludzie będą żyli, tak plotki nadal będą trwały. Nie mógł przeszkodzić temu precedensowi.
Na słowa o swoim przypalonym tyłku zareagował kolejnym cichym, chrapliwym śmiechem. Wiadome było, że praca ze smokami była dość niebezpiecznym zajęciem, skoro ich trudność była określona pięcioma iksami w księdze magicznych stworzeń. Ale gdyby nie ta praca to tak wielu ludzi nie wiedziałoby nic więcej o smokach. Dlatego w życiu trzeba było posiadać pewnego rodzaju niebezpieczeństwa. A on wybrał chyba najprostszą drogę do nieba.
- I wtedy po świecie rozlegną się jęki wszystkich kobiet, które jeszcze kiedyś miały okazję ją zobaczyć. - Miał na myśli oczywiście koleżanki z dawnych lat. Nikt nie mówił, że Regis był zawsze posłusznym mężczyzną, który żył w ustalonym celibacie. Cholera, nie wiedział nawet czy może któraś nie oczekiwała od niego, że znowu się zejdą. Traktował to na tyle trywialnie, że dopiero po pewnych latach zrozumiał, że tak żyć też nie może. Więc porzucił to, nie angażując się już w nic innego.
Jak się czul ze zmianą? Chyba nie na tyle źle, aby zaraz za nią płakać. Ale jednak postanowił odpowiedzieć teraz na to pytanie najprościej jak się dało.
- Wyobraź sobie, że musisz wstawać każdego dnia do roboty, którą lubisz. Ale tez nie do końca, bo wiesz, że to nie jest to samo co sprawia ci prawdziwą przyjemność. Na początku masz na karku wszystko to, co mówili ci rodzice, że chcą dla ciebie jak najlepiej. A zaraz potem idziesz jedynie z myślą to dla nich. Ale w końcu, po pięciu, dziesięciu latach zdajesz sobie sprawę, że to jednak nie to. I powoli układasz swój plan odejścia w cień. Towarzyszy temu strach, oczywiście. Bo strach i pożądanie to dwa najsilniejsze uczucia, które popychają innych do różnych rzeczy. Czasem nawet takich, które my nie potrafimy sobie później wyobrazić. - On też na początku traktował tę pracę przyjemnie, no ba, każdy młody lubi mieć stabilną pracę, aby móc spełnić małe marzenia. On je powoli kompletował, aby ostatecznie spełnić swoje największe, musząc poświęcić coś innego w zamian. Jednak nie czuł, że popełnił złą decyzję. Może bardziej wziął konsekwencje na swoje barki. I nie musi teraz przynajmniej "płakać nad rozlanym mlekiem", bo weźmie szmatkę i po prostu je wytrze.
Czasy pracy w ministerstwie widać były nie tylko ciężkie dla jego samego. Często tego nie zauważał, bo był zajęty swoją pracą. Jednak dla kogoś, na kim mógł polegać nie oszczędzał pomocy. W końcu to jednak ludzie są odpowiedzialni za pewne czyny i ich następstwa. Sam Regis też miał parę niewygodnych czynów. Ale jakoś się zawsze z nich wykaraskał. Spojrzał teraz na nią, ponownie uśmiechniętą jak przed chwilą. Taką najlepiej mu było widzieć. - Żebyś ty widziała te wszystkie spojrzenia kobiet, jak zaraz potem ja wychodziłem. Najpierw patrzyły na mnie, jakby wyszedł do nich sam Minister, a potem zerkały na ciebie, jakbyś właśnie zacierała rączki na ich wspólny cel. Nie wiem, ale się domyślam, dlaczego. - I ukrył znowu usta w trunku. Na szczęście doniesiono im krwawą whisky.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Pon Paź 29 2018, 20:18

Spojrzała na niego poważnie, może nawet z delikatną urazą wypisaną w zielonych oczach, które w tym świetle były ciemniejsze niż zazwyczaj. Niemal czarne.
-Wiesz, że nie musiałeś... Plotki są domeną ludzi słabych i bezmyślnych.-Powiedziała spokojnie, upijając kolejny łyk trunku, który już nie drażnił jej podniebienia tak jak wcześniej.-Potrafię sobie z nimi poradzić. Najlepiej jest jednak pozwolić im żyć własnym życiem. -Dodała. Nie wiedziała dlaczego postanowiła pokazać, że ruszył ją tym sformułowaniem. Troszczyć się... Nie rozumiała tego pojęcia zwyczajnie uznając, że mogłoby w jakiś sposób jej uwłaszczyć. A wiedziała, że nie to miał na myśli.
Zawsze przechodziła obok nich obojętnie, nie zaszczycając ich swoją uwagą, bo zwyczajnie nie było to tego warte. Miała o wiele ważniejsze sprawy na głowie, niżeli plotki podsycane wyrwanymi z kontekstu sytuacjami.
Rozluźniła się, o czym świadczył jej dosyć specyficzny humorek. Rzadko kiedy pozwalała sobie na żartowanie, bardzo często kompletnie nie wyczuwając momentu. Nie wszyscy ją rozumieli, sama bardzo często miała z tym problem. Jednak zadowoliło ją to, że w ten szczególny wieczór, miała do kogo otworzyć buzię. Uśmiechnęła się lekko.-Oh, to pewnie bardzo małe grono. Z drugiego końca parku może być je usłyszał.-Powiedziała kiwając głową, jakby była przekonana, że tak właśnie by było. Zerknęła na mężczyznę. Kwestia posiadania tłumu kobiet w swoim życiu to coś, co jest sprawą tylko i wyłącznie Regis'a. Nie powinna w ogóle się nad tym zastanawiać! No już, przestań.
Przekrzywiła lekko głowę w bok i oparła podbródek na zaciśniętej pięści. Zgasiła papierosa, zagryzając lekko wargę jakby już jej go brakowało między wargami. -Gdybym miała zostać tym, kim kazali mi być rodzice... Szybko rzuciłabym to w cholerę. Jednak sama wybrałam swoją ścieżkę kariery. Pomimo przepracowania lubię to, co robię. Nie wstaję z ciężkim serce z łóżka... Spełniam się w każdy możliwy sposób.-Powiedziała spokojnie i przyjrzała się mężczyźnie.-Mam również inne obowiązku, które muszę wypełnić... Pamiętaj. Nigdy nie robię czegoś, czego nie chcę lub mogę w przyszłości żałować. To takie moje małe motto, którego się trzymam.-Z boku wydawać by się mogło, że miała nudne życie przepełnione pracą oraz obowiązkami. Jednak była osobą, która właśnie w taki sposób funkcjonowała. Według pewnych zasad. Potrafiła odnaleźć się w większości sytuacji.
Lubiła zdobywać nowe doświadczenie, bardzo podobało jej się to, że ktoś posiadał odmienne od jej zdanie. Mogła wtedy poszerzyć swoje horyzonty, a choć w pierwszym momencie nie do końca godziła się z inną racją, próbowała przełamać swoje własne ograniczenia. Bo chyba o to chodziło, prawda? Pomimo tego, że lubiła poczucie stabilności, czasem kierowała się ku zupełnie odmiennej definicji. Z jakiegoś powodu uznała, że to był jedne z takich momentów.
Był jedną z niewielu osób, które w takim stanie ją widziały. Potrafił zbliżyć się do niej na tyle, aby mogła pozwolić mu zaobserwować zmiany na jej twarzy. To był dopiero cud. -Masz niesamowicie wysokie mniemanie o sobie Regis.-Powiedziała, jakby zwyczajnie stwierdziła fakt. Opróżniła szklankę. -A jaki mógł być wspólny cel tych wszystkich wzdychających do Ciebie kobiet? Czyżby któraś próbowała dolać Ci amortencji do niewinnie sprezentowanej whisky?-Był aż tak rozchwytywany? Krytycznie przyjrzała się jego osobie, doszukując się, a przynajmniej próbując doszukać się tych wszystkich przystojnych aspektów jego postaci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Skąd : Wyspa Mann, teraz Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 88
  Liczba postów : 33
http://www.czarodzieje.org/t16737-regis-a-teague




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Pon Paź 29 2018, 21:32

- Masz rację. Warto jest pozwolić im żyć. Jednak z natury wolę też sprawić, aby omijały one niektóre osoby. Taki już jestem. Samemu mnie już większość złych rzeczy nie obchodzi, w zamian za to poprawiam dzień... innym.
Takimi zdaniami Regis wyraził się na temat tego czemu akurat troszczył się o wtedy też protegowaną. Ludzie dość często byli wścibscy i wszystko chcieli wiedzieć. Czasami zdawało się, że zbyt dużo. Łatwiej było załatwić tego rodzaju ułatwienie niż polegać na tym, aby kolejne dni nawarstwiały problemy. Wtedy najgorzej jest z nich wybrnąć. Czyste doświadczenie życiowe pozwalało mu na to.
Segovia postanowiła chyba ponownie dźgnąć go szpilką, bo nagle powiedziała o ilości kobiet z jakimi dane mu było być. Czyżby zaczęła stawać się jakoś... dziwnie zazdrosna? Zazdrość to bardzo specyficzna emocja. Może zostać spowodowana wieloma czynniki, tak łatwo można było ją wywołać w drugiej osobie. Regis postanowił jednak drążyć trochę dłużej ten temat. Możliwe, że dowie się czegoś więcej z jej głowy na ten temat. - Mówisz? Myślałem, że jeszcze przed wejściem tutaj mogłem rozpoznać którąś z moich dawnych koleżanek. Nie powiedziałaś jakiego rozmiaru byłby to park, Segovia. - Tak bardzo lubił wtrącać czasami swój drugi ojczysty język jakim był rosyjski. Zwłaszcza, kiedy jej imię tak dźwięcznie wchodziło w jego ustach. Pozwolił sobie na pociągnięcie kolejnego śmiałego łyczka trunku. Butelka szybko się skończyła, więc postanowił powziąć w końcu poleconą Krwawą Whisky. Rozlał czerwono brunatną ciecz do szklaneczek, przesuwając ją w kierunku jego towarzyszki rozmowy.
Poszedł za jej przykładem. Zacisnął obie, splecione dłonie w spójną pięść i oparł na niej swój podbródek. Wszystko co mówiła, nigdy nie zapomniał. Zresztą przez pewien okres czasu miała wiele możliwości, aby to pokazać. Pamiętał nawet raz, kiedy dla próby poprosił ją o przyniesienie mu pysznej kawy. Wtedy dowiedział się, że nie było warto jej zanadto rozkazywać, bo kawa była przeciwna niżeli słodka. Przynajmniej w duchu zaśmiał się, że jednak nie była wtedy aż tak uległa wobec zaleceń innych.
Uwielbiał wymieniać konwersacje z innymi. Zwłaszcza z osobami, które miały odmienne zdanie i potrafiły bronić go zacięcie, jak lwica swoje młode.  Bo cóż było w tym przyjemnego, jeśli nie dało się porozmawiać i nagle nie pokłócić w celu merytorycznej kłótni, która ostatecznie albo kończyła się w dość przyjemnych sytuacjach, w zależności od płci. Lecz przeważnie nie narzekał nad obrotem spraw. Regis jednak często pozwalał sobie być frywolnym, co niektóre kobiety urzekało, a niektóre zrażało. W tamtych czasach jeszcze się nie hamował aż tak bardzo jak teraz. Z kolei obecnie? Cóż, warto było dawać jakiś lekki przykład.
- Amortencja zawsze była eliksirem niebezpiecznych kobiet. Dobrze użyta potrafiła spętać mężczyznę lepiej niż jego własny krawat. A jednak, biorąc pod uwagę kto by mi ją podarował, mógłbym spróbować wypić. Mówiąc szczerze nigdy się nie skusiłem na jej posmakowanie, lecz wiedziałem jak wygląda. Nawet z bardzo bliska. Cel? Zawsze się jakiś znalazł. Lepsze to niż trucizna. - Przy słowie o podarunku, Segovia mogła zauważyć jak jego powieka drgnęła, jakby dała sygnał, ale wiedziała, że nie było to celowe ze strony Regisa. Sam jednak upił trochę więcej whisky, obserwując jej uśmiechniętą twarz. I okolice wokół niej, zwłaszcza włosy i oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Wto Paź 30 2018, 12:10

-Niektóre osoby nie potrzebują niczyjego zbawienia, Regis.-Powiedziała spokojnie, jakby ta sprawa dotyczyła kompletnie innym osób. Kompletnie innej sytuacji. -Oh, a niby w jaki sposób go poprawiasz?-Spytała, skupiając się na tym elemencie ich rozmowy. Nie chciała dłużej zagłębiać się w tajniki plotek i tego, w jaki sposób chronił innych przed ich wpływem. Nawet jeżeli mogło to tyczyć się jej osoby, nie chciała tego wiedzieć. i tyle. I mogła jedynie liczyć, że zrozumie dlaczego i nigdy już nie powróci do tego tematu. W końcu było tyle możliwych tematów, które mogli poruszyć...
Oj oczywiście, że tak! Przecież kto by nie był? Czy widzieliście tego boga seksu, który raczył zejść do nas na ziemię i zaszczycić jej nędzną osobę swoją obecnością? Czuła wdzięczność. Czy powinna mu się w jakiś sposób odwdzięczyć?
A tak naprawdę. Przyjemnie było poprowadzić niezobowiązującą rozmowę z kimś, kogo szanowała i w pewien sposób tęskniła. Jego obecność zawsze dobrze wpływała na jej humor. Zapewne z racji samego jego bycia, tego, jak potrafi do niej dotrzeć, nie robiąc niczego szczególnego, nawet się nie starał. I to zapewne był ten cały urok, który kiedyś przełamał lody, którymi się tak lubiła otaczać. -Tak? Jednak wybrałeś bardziej interesujące towarzystwo, jeszcze nie jest z Tobą tak źle.-Powiedziała z lekkim uśmiechem, poprawiając się na swoim miejscu. Uniosła jedną brew, jakby w akcie ironii.-Wielkość parku nie jest odpowiednikiem ilości Twoich kochanek, wiesz?-Zaśmiała się, bo wydawać by się to mogło całkiem zabawne. Zmieścić kobiety w tym jednym miejscu, nieistotne jakiej wielkości. Czy były tylko liczbami?
Objęła szklankę chudymi palcami i podniosła ją do góry. Ukryła lekki uśmiech przy jednym pociągnięciu z naczynia, nie chcąc dać mu do zrozumienia, jak lubiła swoje imię zaakcentowane w odpowiedni sposób. Tylko Regis porozumiewał się z nią w ten sposób, nawet jeżeli były to krótkie słowa wplecione w zbiór zdań.
Przynoszenie mu kawy to chyba najbardziej upokarzający moment w jej historii kariery. Przypuszczała, że na samym początku będzie oddelegowywana do tego typu czynności, jednak dopiero on postanowił wykorzystać jej stanowisko do tego stopnia. Niezmiernie ją to irytowało, chociaż nie wiedział jak wiele zyskała dzięki temu. I nie, wcale nie były to umiejętności parzenia kawy. Bo wychodzące spod jej rąk była zwyczajnie ohydna...
Kłótnia osób przeciwnej płci mogła kończyć się w sposób przyjemny? Jakiż to temat wywołałby tyle emocji, doprowadzając do takiego rozwiązania? Mhm. Prawdopodobnie za mało się wykłócała... Choć mogłaby przytoczyć przykład jednej osoby, która wzbudzała w niej więcej emocji, niżeli by tego chciała. To było tak dawno temu, że niemal o tym zapomniała. A może specjalnie wyrzuciła to ze swojego życiorysu.
-Niebezpiecznych kobiet? Być może. Bezmyślnych i słabych... To na pewno. Ten rodzaj podstępu znajduje się chyba na najniższym poziomie z możliwych...-Powiedziała z dziwnym niesmakiem wyczuwalnym w jej ustach. Oczywiście nie zgodziłaby się z tym jej matka oraz cała reszta kobiecej społeczności jej rodu. Ich nauki były dosyć proste i uczyły jednego, naginania woli mężczyzny tak, aby wyszło na nasze... To sztuka, której nauka przychodzi albo łatwo albo trudno, wszystko zależy od tego, jak dobrze znamy same siebie. Segovia nienawidziła tego rodzaju manipulacji wykorzystywanej przez kobiety. A choć posługiwała się nią rzadko(bo zwyczajnie nie było takiej potrzeby), niemal od razu musiała wziąć prysznic, jakby to mogło wymazać to z jej pamięci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Skąd : Wyspa Mann, teraz Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 88
  Liczba postów : 33
http://www.czarodzieje.org/t16737-regis-a-teague




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Sro Paź 31 2018, 17:00

Regis uśmiechnął się lekko łobuzerskim uśmiechem, który wskazywał, że trochę wypitego z nią alkoholu dawał się we znaki. Mimo to bardzo dobrze się opanowywał z tym, co miał mówić. W końcu wszystko mogło pójść nie tak po ich myśli. Jednak Segovia mogła zauważyć, jak jego oczy zaczynają skupiać się na fakturze jej skóry, jej okolicach szyi, a zaraz potem z powrotem w kierunku oczu. Była znacznie przyjemniejsza dla oka niż wcześniej. To chyba właśnie było na rękę samemu Regisowi. Zawsze lubił obserwować to, co dla niego było przyjemne. A ona taka właśnie była. Przyjemna w odbiorze wzrokowym. - Są różne sposoby, zwłaszcza jeśli się jest się kreatywnym tak jak ja. I tak, wybrałem znacznie bardziej interesujące dla mnie towarzystwo. W końcu każdy z nas lubi się zainteresować drugą osobą, Segovia. - Specjalnie zmodulował barwę swojego głosu, aby wydała się bardziej przeciągła... i być może kusząca? Nikt tego nie wiedział. Albo być może tylko on sam. W końcu dużo mogło się zmienić w ciągu tych paru lat. Mimo to jedynie sekundą udało mu się zauważyć w jej ustach ten symboliczny uśmieszek, który często widywał w jej towarzystwie. I tylko przy nim.
I jednak Regis nie miał też nic przeciwko kłótniom przeciwnych płci. W końcu były to nie tylko niewinne gry, ale też możliwość szczególnego poznania reakcji danych osób na to jak powołuje się na własną opinię. Niektórzy burzliwie, inni bardziej stonowanie. A Segovia? Ona lubiła to ukrywać przed innymi, chcąc zresztą oddzielić się od czegoś. Regisowi to nie przeszkadzało. Każdy lubił ukrywać czasami co siedzi za płaszczykiem cielesności, mogąc zagrać własną, wyuczoną minę do danej gierki.
- Podstęp jest widoczny w wielu miejscach, nawet nie potrzeba do tego amortencji. Jednak dość dobrze mogę wyczuć twój niesmak do takiego czynu. Podoba mi się to, że nie zawsze chcesz wszystko ukrywać. Zresztą zawsze to w tobie lubiłem. I cieszę się, że mogę jeszcze raz z tobą rozmawiać jak za dawnych lat. - Ręka Regisa jak zwinny wąż prześlizgnęła się po stole, stykając się z palcami kobiety. Powolnymi ruchami masował je i ogrzewał zimne paliczki. Pieścił je zresztą dotykiem. Przy tym jednak jego oczy czuwały nad każdą jej reakcją. W zupełności nie wiedział jak zareaguje. Nie był jasnowidzem, aby przewidzieć przyszłość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Pią Lis 02 2018, 20:33

Alkohol podobno otwierał przed sobą ludzi, potrafił ich również dzielić więc była to rzecz, która doprowadzała ludzi do obłędu. Wywoływała skrajne emocje, które na każdego mogą działać w różny sposób. Bardzo potężna broń w rękach nieodpowiedniej osoby lub takiej, która potrafi go wykorzystać. Uśmiechnęła się śmielej, co wcale nie było wynikiem spożytego trunku. Przyjemnie rozchodził się po jej organizmie, rozgrzewając organy. A dla kogoś, od kogo wieje chłodem, bardzo się przydaje.
Zawsze była? To dosyć interesujące. Czy w wieku dwudziestu czterech lat zmieniła się jakoś szczególnie? Zapewne tak, skoro tak bystre oko jak jego to zauważyło. Pewnie gdyby tylko potrafiła, jej poliki ozdobiły rumieniec godny dziewicy Maryi, czy jak jej tam było. Jednak Segovia jedynie przedłużyła rzucone jej spojrzenie.
-Tak? A co takiego ma mnie zainteresować, np. w Tobie?-Uniosła delikatnie brwi i wyciągnęła kolejnego papierosa z papierośnicy, choć go nie odpaliła.-Wiem przecież wszystko, co powinnam wiedzieć.-Wzruszyła delikatnie ramionami. Oczywiście nie była to prawda i obydwoje o tym wiedzieli... Było wiele rzeczy, które nawet nie przyszłyby jej do głowy, aby o nie zapytać. Regis pomimo tego, że był obok, znajdował się zdecydowanie daleko. Zapewne w tej kwestii byli do siebie całkiem podobni. To dzięki temu potrafili się porozumieć?
Nie oddzielała się od innych, próbując coś ukryć. Nie była skrytą osobą. Po prostu nie dzieliła się informacjami o sobie, nie czując potrzeby aby się nimi dzielić. Tak zwyczajnie. Wiele osób tak robiło, nie jest to więc żadnym zaskoczeniem. A Segovia wcale nie stanowiła wyjątku.
-Cóż, dosyć konkretnie zaznaczyłam swoje stanowisko w tej sprawie.-Powiedziała spokojnie, wzruszając delikatnie ramionami.-I ponownie zamierzasz zniknąć na kilka lat?-Spytała i utkwiła w nim swoje uważne spojrzenie.-Aż przy którymś następnym razie dowiem się, że zginąłeś w jakiś niekonwencjonalny sposób i muszę przynieść kwiatki na Twój grób.-Uśmiechnęła się lekko, a choć temat był tragiczny do tego rodzaju reakcji, właśnie tak zrobiła. Czy było to dlatego, że poczuła jego dłoń na swojej? Czy dlatego, że sama palcem jednej dłoni wodziła po strukturze jego skóry. Nie była to reakcja, odpowiedź... Zwyczajnie chciała to zrobić, niekoniecznie zastanawiając się dlaczego i jak to wpłynie na całą resztę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Skąd : Wyspa Mann, teraz Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 88
  Liczba postów : 33
http://www.czarodzieje.org/t16737-regis-a-teague




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Sro Gru 05 2018, 00:26

- Czy nie jest domeną ludzką, aby dopatrywać się coraz to nowszych detali? Mam na myśli - jeśli sądzisz, że wiesz wszystko to znaczy, że nie wiesz tak naprawdę nic, Segovia. - Regis patrzył na nią dość badawczym, łagodnym wzrokiem, starając się wychwycić każdy detal jej twarzy czy dowolną część mimiki. Byli od siebie daleko, to prawda. Pan Teague miał w sobie wiele tajemnic, których jeszcze nikomu nie udało się odkryć. Nawet Rosjance. Dlatego też zapewne najczęściej spędzali ze sobą czas. Jego oczy wychwyciły tę zbłąkaną myśl i ze szczerością wskazywały jej drogowskaz zwany "zapytaniem". Miała okazję to uczynić, ponownie zadać mu niewygodne pytania, które mogłyby sprawić, że zamilknie na moment jak w wielu sytuacjach, gdy mieli okazję, a on błyśnie odpowiedzią, której sama się nie spodziewa. Byli oboje interesujący dla siebie. To chyba ta enigmatyczna gra była w końcu powodem ich więzi. Subtelne pytania "Do czego się to posunie" zawsze były na granicy ich rozmów. Na pytanie o grób oraz jego śmierć, Regis uśmiechnął się pod nosem, delikatnie wsuwając palec wskazujący pod jej rękaw, by móc masować jej rękę trochę ponad nadgarstkiem. Robiąc to nadal patrzył w jej oczy, chociaż w ciszy, by zaraz odpowiedzieć jej w słowach: - Nie mógłbym Ci tego zrobić. Stałabyś wtedy nad moim grobem i powiedziała najpierw pod nosem kilkanaście wyzwisk, by następnie zapytać "Czemu mnie zostawiłeś". Pamiętam wiele takich sytuacji w swoim życiu, ale nie chciałbym stawiać ciebie w tej samej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Sro Gru 05 2018, 12:50

-Nie powiedziałam, że wiem wszystko... Tylko to, co powinnam wiedzieć.-Powiedziała spokojnie, układając wargi w dziwny uśmiech, którego interpretacje pozostawiała jego wyobraźni. W końcu przybywanie w jej towarzystwie nauczyło go pewnych sposobów odczytywania nastroju Rosjanki.
Tajemnice były jak nieznanego pochodzenia potrawa, którą kosztujemy po raz pierwszy. Nigdy nie wiemy, jakie skutki przyniesie. Czasem spełnia nasze oczekiwania, czasem szokuje nas gamą smaków i nowych doznań, potrafi również rozczarować... Człowiek, który składa się jedynie z tajemnic, po odkryciu ich wszystkim... Kim dokładnie się staje? Kim jest osoba, która do zaoferowania ma tylko to?
Nie wiedziała czy zadanie jakiekolwiek pytania miało sens. Odpowiedź mogła być tą, której nie chciała usłyszeć... A cała ta gra niedomówień, spojrzeń i subtelnego dotyku zbyt dobrze na nią działała. Wiedziała, że nie powinna... Bo zwyczajnie na to nie zasługiwała. Poświęcała swoje myśli osobie, która na jeden krótki moment zatarła ślady po istnieniu tej pierwotnej. To był jak policzek... Bo w końcu jak mogła zapomnieć o własnym bracie?
Doskonale wiedział co robi. Jakby znał każdy słaby punkt jej ciała i wykorzystał go przeciwko niej. Uśmiechnęła się leniwie i spojrzała na Regis'a. To już nie była niewinna zabawa, której uczestnikami byli. Wymykało się to spod kontroli i pierwszy raz w życiu nie miała nic przeciwko temu. A przecież jej życie składało się z samej kontroli.-Skąd pewność, że opłakiwałabym Twoją osobę nad grobem?-Uniosła delikatnie brwi, pochylając się lekko do przodu. Dopiła trunek, który znajdował się na dnie jej szklanki. Wysunęła podbródek do przodu.-Takie słowa oznaczyłyby przywiązanie i uczucia, którymi musiałabym Ciebie darzyć. Nie wiedziałam, że Twoja wodza fantazji zawiedzie Cię aż w te rejony.-Mruknęła cicho. Ponownie, wcześniejsze powątpiewanie zostało przysłonięte pewnością, której nie czuła już od tak dawna. Tak jakby otworzyło się okno z dopływem świeżego powietrza. Czy tym powietrzem był właśnie on?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Skąd : Wyspa Mann, teraz Dolina Godryka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 88
  Liczba postów : 33
http://www.czarodzieje.org/t16737-regis-a-teague




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Sro Gru 05 2018, 13:06

Regis zawsze był zdania, że nigdy nie da się znać człowieka w stu procentach. Tak samo było zresztą z magicznymi stworzeniami, ba, nawet zwykłymi stworzeniami. W końcu to podobne królestwo, jedynie człowiek wykształcił się najlepiej z nich wszystkich. Dlatego każdy miał swoje instynkty, manewry i szpilki, którymi można było kłuć czułe miejsca. Regis takie miejsca posiadał też, ale z pewnością było to trudne na pierwszy rzut oka do rozpoznania. Albo może Segovia już dawno je odkryła, tylko nie chce ich używać przeciwko nie mu? Mężczyzna zawsze wolał mieć świadomość, że żyje w niewiadomej. Przepełniającej go od wnętrza, by móc zobaczyć ją też oczami u innych.
On wiedział, że lubiła mieć w swoim życiu kontrolę, ale też wiedział, że czasami warto było ją nagiąć, aby poznać kolejne postępowania. Zerkał w oblicze jej twarzy, zgarniając oczami każdy ruch jak sprawny czarodziej robiłby to różdżką. W tym przypadku jednak wolał powoli, od czasu do czasu zdać się też na jej reakcję. Wyczuć ją znacznie lepiej. Jego ciepła, rozgrzana dłoń pieściła delikatną skórę Rosjanki, twarz przechyliła się trochę na bok, gdy przechylił się w jej stronę. - Skąd mogę mieć pewność, że w ogóle pojawiłabyś się? Poznawanie twoich enigmatycznych zakamarków to najciekawsze zajęcie. Dlatego moja fantazja budzi się wraz z twoimi kolejnymi gestami, mimiką i tym co chcesz pokazać w danym momencie. - Mruknął, kiedy nachylił usta do jej ucha. Jeśli był powiewem świeżego powietrza, znaczyło to, że musiał dostarczyć go jej jeszcze więcej. Poczuła ciepło jego oddechu na własnej skórze, gdy mówił cicho do niej. - Dlatego musiałbym się o tym przekonać. Dowiedzieć się co potrafiłabyś zmienić we mnie, tak jak jak mogę zmienić w tobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   Sro Gru 05 2018, 13:24

Byłoby niemiłosiernie nudno, gdyby poznanie drugiej osoby było takie proste. Również uważała, że poznanie wszystkiego jest niemożliwe, chyba, że znaleźlibyśmy się w skórze te drugiej osoby. Dosłownie. Umysł człowieka to bardzo złożona i delikatna rzecz. Nie wolno od tak, bawić się nim do woli i według własnego uznania. Trzeba to robić dyskretnie i subtelnie. Choć takie zabawy nigdy nie kończyły się dobrze dla użytkownika, lepiej swój własny interes chronić za wszelką cenę.
Byłaby naiwna myśląc, że poznała go na tyle, na ile jej pozwalał. Poszukiwania jednak robiły się coraz ciekawsze i była skłonna się im oddać. Czy dlatego, że wszystko w jej życiu (przynajmniej to co mogła kontrolować) miało swoje miejsce, wcześniej przez nią przygotowane... Tak ciągnie ją do nieznanego? Miała tendencję do rzucania się w wir zakazanych pragnień. Miała tak od najmłodszych lat. I tylko w jednym przypadku udało się ją na tym przyłapać. Nawet poniesiona wtedy kara jej nie powstrzymała przed kontynuowaniem.
-Nie możesz tego wiedzieć. Prawdopodobnie nigdy nie dowiesz się co zrobię, bo będziesz już martwy.-Powiedziała, a choć jej usta wygięły się w uśmiechu to oczy były poważne. Umieranie to proces, którego człowiek nie odroczy. Patrzenie na ten proces jest jednak zupełnie inną kwestią. Czasem ludzie funkcjonowali, wtapiali się w tło społeczeństwa jednak byli całkowicie martwi w środku. Na przykład jej matka. Już nawet nie chodziła. Wegetowała w ciele, które jedynie ją ograniczało... Zatruwana przez własny umysł, który niegdyś był sprawniejszy od wszystkich wokół. Nawet jej ojca.
Zadrżała lekko.-Nie chcę Cię zmieniać. I Ty nie próbuj zmienić mnie.-Powiedziała spokojnie, odchylając się do tyłu aby móc spojrzeć mu w oczy. Była szlifowana od dnia swoich narodzin, nie chciała aby ponownie ktoś ingerował w to, kim była. Jedyna, która mogła cokolwiek zmienić, była ona sama.
To zapewne wina alkoholu. Jej twarz przybrała jaśniejszego wyrazu, a oczy przestały ziać pustką. Uniosła dłoń mężczyzny, którą ją wcześniej głaskał. Odwróciła ją wewnętrzną stroną do góry i przyjrzała się liniom znaczącym skórę. Przez jedną, tę najdłuższą przejechała palcem.-Czemu rozmawiamy o czymś, co będzie działo się w dalekiej przyszłości, a nie skupimy się na czymś, co mamy teraz?-Przekrzywiła lekko głowę w bok i podniosła na niego swoje spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: To przypadek, prawda?   

Powrót do góry Go down
 

To przypadek, prawda?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-