Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 pod kurtyną oniryczności

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1204
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1142
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: pod kurtyną oniryczności   Pią Paź 05 2018, 20:47


Retrospekcje

Osoby: @Daniel Bergmann i @Marceline Holmes
Miejsce rozgrywki: Gabinet profesora, koło godzin późnowieczornych, gdy wszystkie ciekawskie spojrzenia ukrywają się pod osłoną powiek, a zegar wolniej odmierza kolejne minuty;
Rok rozgrywki: Początek września 2018 roku;
Okoliczności: Wiesz, że przyszłabym do ciebie, bez względu na porę i bez względu na cenę.
Musisz być pewien surowości wypowiadanych słów i splatających się w jedno iluzorycznych oddechów.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: pod kurtyną oniryczności   Wto Paź 09 2018, 02:09

Sen splatał w gęstych objęciach umysł; zarzucał oniryczną kurtynę poza przymknięciem powiek; niezwykle ciężkich, stężałych jakby w zmęczeniu. Oddychał oraz trwał w tej ciemności, rozlanej i niewyraźnej - ciemności, zza której niejednoznacznej enigmy uchodziły wciąż surrealne wizje.
Nie pamiętał, o czym śnił owej nocy.
Wyjątkowo.
Zazwyczaj marzył o śmierci - przychodziła - jak długo sięgał pamięcią, z okrutną, godną podziwu gracją. Czuł jej kościste, alabastrowe dłonie z duszącą pasją oplatające szyję; serce rwało się wówczas w nieregularnych i rozpaczliwych skurczach, rozstrojone od obecnego strachu. Śmierć przybierała twarze rozpoznawalne podczas zgłębiana wspomnień - maski tragiczne, zacięte, skrzywione w nielitościwym grymasie; była zawisną kochanką, trwała w przypominanych słowach, w zawodzie, w zadawanych przez nieustanny egoizm ranach. Umierał - na wiele rozmaitych sposobów, umierał - przed wzrokiem rozsianych gwiazd; milczących sędziów w srebrzystych, wręcz diamentowych szatach. Paradoksalnie - organizm usiłował napełnić się odprężeniem; mięśniowe włókna rozluźniały się w błogiej, tak upragnionej bierności. Położył się dzisiaj wcześniej - przemęczony przez cykle wydłużonego czuwania - pracy, która szargała stosowność i uszczuplała relaks. Był w stanie - jak najbardziej poświęcać drastyczną część każdej nocy - aby wyłącznie oddawać się swym zajęciom, zaspokajać ciekawość, rozkwitać, pogłębiać wiedzę. Owym razem jednakże - ludzka ułomność odnosiła drastyczne, całkowite zwycięstwo - zdążył jedynie sprawdzić wypracowania. Sterta już niepotrzebnych ubrań - legła tuż obok łóżka; materiałowy pagórek kolejnych warstw stosowności. Zatonął w swoim posłaniu - owinięty pościelą, jasnoszarą, zgęstniałą mgłą - sfałdowaną zasłoną, okrywającą ciało w nieprzeniknionym półmroku. Przez szklane bariery okien zdołało sączyć się słabe, systematycznie gasnące w swym blasku światło - księżyc był aktualnie gładzony przez upierzone, sczerniałe nieomal chmury. Oddychał, delektował się ochłodzonym przez aurę nocy powietrzem
pełen nieświadomości tak niedalekich zdarzeń.
Otworzył gwałtownie oczy - odgłos pukania rozbijał ścianę sennego, roztaczanego transu. Nie spodziewał się w owej chwili nikogo - nagły, nieprzewidziany wypadek? Stanął na równe nogi; nie przejmował się swoim stanem dla dobra ewentualnej sprawy. Rdzawego koloru zarost był znacznie gęściejszy aniżeli zazwyczaj; kosmyki włosów pozostawały zmierzwione w nieregularnym układzie - żyjące jakby w odrębnej swej egzystencji, niezlewające się w całość zaplanowanej fryzury. Tors pozostawał nieosłonięty; jedyną pozorną stosowność nadawała bielizna.
Otworzył drzwi.
Nie umiał powtrzymać zdziwienia
nie umiał uwierzyć?
Nic nie powiedział - jedynie, ustąpił miejsca - wpuścił swoją studentkę do środka.

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1204
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1142
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: pod kurtyną oniryczności   Nie Paź 14 2018, 19:42

Nie spodziewała się takiego przebiegu minionego dnia, który opiewał w iluzoryczne niespodzianki, jakby nie do końca prawdziwe, w pełni wykreowane przez strudzony umysł.
Absurd przesiąknięty niemym pragnieniem uwolnienia się z oków więzienia, łańcuchów zaciskających się na drobnych, zbyt szczupłych nadgarstkach. Myślała o wyjeździe, podobnie jak o ostatniej rozmowie z mężczyzną, który wydawał się postawić kreskę na ich amoralnej relacji, toteż… Nie szukała kontaktu, nie dopytywała, unikała ponad miarę, pożądając efemerycznego odpoczynku z dala od murów Hogwartu.
Nie miała jednak wyboru -
- był jej opiekunem;
opiekunem domu, który od przeszło dwunastu miesięcy, stał się analogicznie obcy.
Premedytacja działania i nielegalnego występku zakrawała o karminowy materiał delikatnej sukienki, który skrywała pod szatą, nie dając nikomu przyzwolenia na dopytywanie – dlaczego. Chciała opuścić mury szkoły, podobnie jak Hogsmeade czy Dolinę Godryka, by udać się do Londynu, gdzie mogła skorzystać z cudacznych trunków, otępiających umysł, będących oniryczną iluzją.
Stawiała pewne kroki, przemierzała kolejne korytarze, dzielnie dzierżąc w dłoni teczkę z odpowiednimi dokumentami, by ostatecznie dotrzeć do gabinetu profesora Bergmana. Mężczyzny niegdyś bliskiego – teraz – nie miała pojęcia, kim jest i dlaczego to czyni; dając dziewczęciu pogląd na własną istotność w swojej egzystencji.
Czy był to koniec?
Zapukała trzykrotnie. Dźwięk subtelnego dudnienia rozległ się po ścianie, odbijając się głuchym echem wzdłuż wąskiego tunelu, gdzie to umiejscowione były części pracownicze dla członków kadry pedagogicznej. Oczekiwanie zaczynało ją przytłaczać, podobnie jak serce, które kołowało w piersi, zaś umysł nieustannie nakazywał wycofać się. Porzucić, zaniechać myśl o odwiedzeniu go, by dotrzeć na nowo do własnego domu, a potem do pierwszego lepszego pubu. Odwrotność chronologii (nie)przewidzianych zdarzeń nastąpiła jednak szybciej. Gdy błękitne tęczówki osiadły na twarzy Daniela, zaraz potem taksując go w pełnej krasie, czując napływające, dość widoczne na oszronionych piegami policzkach, poprzez pojawiającą się czerwoną barwę, rozkosznie kontrastujące z bladością skóry, jęknęła nader głośno.
- Profesorze… – wydukała, lecz ton głosu wydawał się być zbyt głośny. Tajemnica utkana przez spontaniczne decyzje mogłaby ulec destrukcji, wszak szok i otępienie przyszło niespodziewanie, zaś rudowłosa Francuzka wydawała się zbyt oszołomiona, by poddać jakiemukolwiek ruchowi własne, spięte ciało.
Jak to możliwe?

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: pod kurtyną oniryczności   Nie Paź 21 2018, 22:02

Strumień powietrza - raptownie wpadał w rozprężające się płuca, wypełniające się mieszaniną drobin, zaskarbiające łapczywie - w swoim wzmożeniu skarb życiodajnej mieszanki. Dyrygent-serce nakazało orkiestrze wszelkich narządów przyspieszyć wyraźnie tempo; czuł pulsującą krew w żyłach, czuł - jak zdziwienie wymalowuje się pędzlem spontaniczności na jego bladym obliczu. Chłód kąsał skórę, jakby silniejszy niż wcześniej - z jednej strony, żałował owej nieprzemyślanej decyzji. W natychmiastowym odruchu, przeczesał - swoje nieułożone włosy, zupełnie - jakby naiwnie liczył na przywrócenie choć odrobiny tej elegancji i wyważenia - jakimi zwykł emanować wśród codzienności. Na próżno. Senny pył, który zlepiał - w swoich ostatkach powieki równie natychmiastowo runął
przeraził jego (stanowczo zbyt) głośny ton - uchodzący spomiędzy warg Holmes; odnosił porażające wrażenie - że jej głos dudni, przenosi się - wraz z labiryntem przejść oraz pięter. Nie. To nie mógł być koniec, nawet - początek końca - co, jeśli ktoś wbrew tej wierze wychwyciłby padające słowa?
Popadał już w paranoję, w zwierzęcym niemal odruchu zaciskając swą dłoń na dziewczęcym nadgarstku, wciągając do fałszywego schronienia - swojej - jeszcze niedawno samotni. Drzwi wypełniły - narzuconą w równym pośpiechu komendę, zamknęły się oczywiście posłusznie; dociskał Marceline Holmes w tym koszmarze do torsu, nieudolnie próbował uzyskać kontrolę nad sytuacją.
- Oszalałaś - wyszeptał. Z pewnością. Zwariowali oboje. A może - może wyłącznie, była wytworem jego nadgorliwego umysłu, upojonego tej nocy - (nie)wyjątkowo - spuszczonego ze sztywnej smyczy rozsądku?
Ty
s a m
się staczasz.
Irracjonalnie - w swoim żałosnym targnięciu, aby pozostawali wciąż niewykryci - czuł bliskość, tak naturalną ciepłotę stykających się pod półmrokiem sylwetek. Znajdował się, z tyłu - wciąż nie luzując uścisku, swojej pułapki ramion, chcącej przytrzymać szczelnie jej niepozorną postać. Znikoma bariera tkanin. Cykliczny ruch - czerpanego oddechu. Obsesja. Nęcąca jak zawsze.
Zawsze - była już jego zgubą.
- Nie miałaś iść na spotkanie? - sączy się ironiczne wytknięcie, jad rozprowadza się razem ze strużką jego wydechu - który osiada na delikatnej, dziewczęcej powłoce skóry. Delikatnie nachylił się nad jej uchem - jest tak neutralny jak pozbawiony wstydu.
Nie miała się udać na randkę? Doskonale pamięta - jej dywagacje i wątpliwości w kwestii doboru sukienki, jej ostatecznie podjęta z przepływem czasu decyzja - która to aktualnie wpisuje się w rzeczywistość. Czerwień jest przygaszona w tej atmosferze, wygląda jak nikła łuna, jak zastygnięta krew - po przebiegu szponów skrywanej niegdyś zazdrości. Rana - zaczyna pękać w obecnej chwili na nowo - płonie, zatraca się - im bardziej do wrót świadomości zaczyna kołatać władza. Trzyma. Wymusza bliskość. Dyktuje przebieg tej sytuacji.

Może uczynić wszystko. (W arteriach korytarzy Hogwartu tętni obecnie cisza.)
Zuchwałość.

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1204
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1142
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: pod kurtyną oniryczności   Wto Paź 23 2018, 14:33

Spoglądała na niego nieustannie.
Obserwowała błękitnymi tęczówkami męską postać, raz po raz przemierzając wzdłuż linii jego ciała, jakby nie dowierzając, że jest prawdziwy. Wiedziona poczuciem i chęcią przełamania po raz ostatni bariery – musiała – musiała zjawić się w miejscu, tak odległym a zarazem bliskim, jak gdyby nie dając ani sobie ani jemu wyboru. Oddech spłycał się, kiedy to serce kołowało w piersi, a wzrok osiadał na męskiej twarzy.
Trwało to jednak zbyt krótko.
Emocje zaczynały kumulować się w drobnym ciele Marceline, która nieustannie tkwiła w jednej pozie, otumaniona przez efemeryczność oddechów zmieszanych w jedno, gdy to wreszcie ulegle wpadła w męskie ramiona. Czy czuł jak drżała? Jak poddawała się subtelnemu dotykowi? Był tego świadom? A może – nie wierzył, że jest tuż przy nim – obok niego.
- Już dawno – odparła bez namysłu, kiedy to jej opuszki palców ułożyły się wygodnie na zewnętrznej stronie dłoni. Muskała ledwie wyczuwalnym dotykiem fakturę skóry Daniela, raz po raz próbując utrzymać na wodzy nerwy i złość, dając im obojgu przyzwolenie na przekroczenie amoralnej bariery. - Wiesz o tym… – dodała szeptem, gdy eskalowała z największym uwielbieniem jego ciało, tak blisko znajdujące się jej kruchej postaci. Oddech zwalniał coraz bardziej, zaś rudowłosa miała w głowie cudaczne scenariusze, zaczynając od tych najbardziej oczywistych – kończąc na przesiąkniętych garstką nieprzejednanych niedomówień.
- Twoja pamięć nie zawodzi – powiedziała z dozą przekory. Wyswobodziła się z objęć Bergmanna, pragnąc odsunąć się, odejść na krok lub dwa, tylko po to, by patrzeć mu z nieskrywaną perwersją w oczy, z nagłym przypływem pożądania, które to krążyło w tunelach żylnych, wypalając intensywne ślady pod membraną skóry.
Bezczelnie, wręcz arogancko osunęła z ramion ciemny płaszcz, zezwalając mu na pogląd własnej linii ciała. Mógł teraz skupiać się na kształcie dziewczęcych bioder, smukłej talii, a także wąskich ramionach odsłoniętych zbyt bardzo.
- Podoba ci się? – pytanie uleciało w eter, kiedy to eufemiczne zachowanie krukonki wkraczało w fazę irytującą, nad wyraz niejasną. Nie zatrzymywała się, nie podejmowała też pochopnych decyzji, mimo że czyniła spontanicznie. Subtelny uśmiech przyozdobił karminową linię ust kiedy to podeszła do mężczyzny i bezceremonialnie złączyła ich wargi, dając mu do zrozumienia, by przestał walczyć; walka była wszak niedorzeczna, bezcelowa. Paznokcie z nutą wyważenia wbiła w męskie ramiona, a zaraz potem przestała, zezwalając lękowi na wtargnięcie w jej umysł i przebudzenie najgorszych wspomnień.
Nie chciał jej.
- Wybacz – wydukała, po czym odsunęła się na krok, nie popełniając po raz drugi faux pas, stając się jedynie cieniem otoczenia, który posiadał konkretną sprawę, istotną. Uniosła wzrok na linię oczy Daniela, by po chwili wydostać z torebki papiery, które wręczyła mu bez tłumaczenia. - Potrzebny jest pański podpis.
Niezrozumienie.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: pod kurtyną oniryczności   Sob Paź 27 2018, 00:15

Strach nie przestawał wciskać się w pory skóry; zwodnicze igły wbijały swe natarczywe końce w ulotność jego istnienia duszy. Kroki? Nawoływania, skrzeczące jak niewłaściwy akord? Czy ktoś - mógł ujrzeć? Czy któryś z dźwięków - mógł otrzeć się o zawiłe wzory postronnych małżowin usznych?
Słyszał wyłącznie oddech, wyjątkowo donośne wyszarpywanie powietrza, utrzymywanie tego odłamku w płucach. Dotyk; impulsy, wyładowania, burza przebiegających bodźców. Myśli - tętniące, nabrzmiałe od nieprzerwanej obsesji, skłębienie wielu, sprzecznych ze sobą uczuć - współistniejących razem. Krawędzie warg zlewające się w pocałunku, skryte pod poczerniałą zasłoną nocy. Pożądanie, które barwi się intensywniej, przeziera przez wszystkie warstwy powierzchowności. Utrata kontroli.
Nic więcej, ponad nich samych, nic ponad piętnem zakazanego owocu, czynioną bez powstrzymania pokusą dla wygłodniałych zmysłów.
Nie walczył.
Był już stracony - stracony, razem z momentem jej przekroczenia progu. Zwiedziony, już ostatecznie - w podjętej nagle decyzji o przyciągnięciu jej, o chwilowym pozostawaniu w bezruchu. Wybitnie umiała drażnić go, prowokować; w każdym czynionym ruchu potęgowała się nieustannie żądza, pragnienie wręcz brutalnego, bez zbędnych słów zagarnięcia delikatnego ciała.
Wszystko zamknięte było w czerwonych barwach - czerwoną była sukienka, nakreślająca subtelne, ciągle dziewczęce kształty. Czerwoną była też wściekłość - kiedy - z bliżej niewyjaśnionych (zdaniem Bergmanna) względów - odstąpiła od niego, usiłowała odnaleźć formalny powód zjawienia się właśnie tutaj. Nienawidził - kiedy cokolwiek zdołało się jemu wymknąć. Nie teraz. Miał gdzieś zasady, miał gdzieś świadomość - znajdują się w gabinecie. Znienawidził ten moment w najbliższych ułamkach sekund; dokładał zarazem starań, aby pogarda oraz paląca wściekłość nie były odwzorowane przez nagłą zmianę ekspresji. Zamiast tego, pokornie przyjął plik szeleszczących papierów - domyślał się, w zupełności, czego mogły dotyczyć. Udawał - przez krótką chwilę - jakby cokolwiek z ich zawartości przejrzał. Nie czytał. Trzymał nadal te dokumenty, ręką już opuszczoną swobodnie wzdłuż swego ciała. Wściekłość jedynie zwiększała w nim rozszalałe pragnienia - deformowała ich nieuchronny przebieg, czyniła czystym zezwierzęceniem, bardziej perfidnym, wytrwale przemierzającym do ustalenia celu. Najchętniej rozdarłby tę kreację. Powstrzymując zapędy, zbliżył się - bez pośpiechu - w stronę Marceline Holmes. Wbijał w nią wzrok intensywnie, równie powściągliwie zarazem - zadawał sobie (i jej) torturę oszczędnych ruchów.
Musnął najpierw jej wargi - opuszki palców zetknęły się, ledwie wyczuwalnie z ich wyróżnioną odcieniem karminu strukturą. Ręka powoli zsunęła się wzdłuż jej brody, zaczepiała o skórę szyi - wyjątkowo wrażliwą - gładziła fragment wzdłuż obojczyka.
- Co, jeśli odmówię? - zapytał, niesamowicie bezczelnie.
Dłoń mężczyzny - wznowiła wówczas swą podróż - przez dekolt, zaczynała kierować się wzdłuż mostka studentki, wyczuwanego pod warstwą ubrań oraz zewnętrznych powłok. Celowo, jak gdyby bez naganności, wytyczał ścieżkę dokładnie między jej wzniesieniami piersi.
Upuścił - trzymane w drugiej ręce papiery; wprost na powierzchnię posadzki. Potrzebował dostępu. Swobody.
Potrzebował jej.

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1204
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1142
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: pod kurtyną oniryczności   Sob Paź 27 2018, 23:56

Emocje zdawały się im towarzyszyć nieustannie, jak gdyby były nieodłącznym elementem cudacznej, nader amoralnej relacji. Królowały w ich codzienności, wypalały swoistego rodzaju nicość, by zaraz potem zapełnić ją ambiwalentnym uczuciem, wyzbytym z nuty pustki.
Teraz było tak samo.
Analogicznie do wcześniejszych spotkań, kiedy to ulegali wszelkim możliwym demonom, usilnie targającymi ich sylwetkami.
Serce kołowało w piersi rudowłosej Francuzki, gdy oddech ulatywał spomiędzy spierzchniętych warg, a błękitne tęczówki taksowały linię szczęki mężczyzny. Osiadały także na oczach, nosie i ustach, które jeszcze kilka chwil wcześniej całowała, a od których odsunęła się zbyt szybko, bo – czy inaczej mogła postąpić, kiedy to efemeryczność sytuacji tłamsiła u podstaw konstrukcji, zmuszając do hedonistycznych zachcianek? Wiedział, że nie jest taka; zbyt dobrze ją znał i rozszyfrowywał, choć ostatnimi tygodniami pozostawała zagadką zamkniętą w okowach dystansu nawet dla niego. To on przełamywał tę strukturę utkaną z obaw, tym samym nadając sobie nieme prawo do bycia jedynym, lecz nadal nader nieprawdziwym. Wielokrotnie powielany schemat, a zarazem na nowo przesiąkał on intensywnością poczynań, które napawały ich ciała zradzanymi potrzebami.
Żądzą zgubną od realnych przesłanek słuszności.
Celowość działania Marceline Holmes była widoczna, kiedy to czerwony materiał opinał jej smukłe ciało, zarysowywał wyraźnie linię postaci, uwydatniając wszelkie – d z i e w c z ę c e – atuty. Liczyła, że ponownie zapragnie jej osoby, że przerwą tę jakże szeroką barierę, w którą wpadli za sprawą iluzorycznych zakłóceń magii, tak usilnie odbierających trzeźwość umysłu w Meksyku, ale czy mogła mu mieć to faktycznie za złe? Wydawał się być mężczyzną, którego należało pożądać, wszak ofiarowywał wszelkie emocje, niebotycznie głębokie doznania i co najważniejsze – chore uzależnienie, które wtłaczało na każdym kroku toksynę w tunele żylne rudowłosej, tak cholernie spragnionej nie tylko jego intelektu, ale także…
- Wie pan, co się stanie – odpowiedziała ledwie słyszalnym, szeptem, a zaraz potem spuściła speszony wzrok, kiedy to już znalazła się przy biurku. Wsparła się mimowolnie pośladkami o kant mebla, by chwilę później unieść nieśmiałe spojrzenie i skrzyżować je z tym należącym do Daniela Bergmanna, zezwalając mu na czynienie spustoszenia pomiędzy ścianami jej czaszki, gdzie to mózg powoli ulegał sercu. Dotyk opuszek palców na wargach, podobnie jak na szyi i między piersiami sprawił, że praca centralnego narządu w ciele przyspieszyła jeszcze bardziej, przeciwstawnie spłycając oddech, którego zapewne profesor nie odczuwał tak silnie, jak parę minut wcześniej.
- Co się zmieniło? – spytała przekornie, mimo nieśmiałości w jej usposobieniu, które tym razem było wyczuwalne intensywniej, aniżeli kiedykolwiek wcześniej. - To ta czerwień? – głos Marceline był przesiąknięty niemym zaproszeniem, choć wycofana postawa mogła sugerować jedno – nie popełniaj błędu.
Popełnijmy go razem.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: pod kurtyną oniryczności   Sro Paź 31 2018, 12:39

+18

Ostatnio - poddał się niepewności.
Pozwolił nieuchronnie narastać jej niszczycielskim wpływom, dokonywać aneksji coraz kolejnych przebiegających myśli, kolejnych komnat pałacu jego wewnętrznej strefy - skrywanej za osłonami nieporuszonej skóry. Był rozdzierany przez rozmaite emocje, chaos emocjonalnych pierwiastków; kotłujących się. Nękających. Niezdolnych dać za wygraną. Jak natarczywa sfora wciąż powracały wspomnienia, wbijały zęby obrazów, rozszarpywały jedno za drugim piętra jego umysłu. Pierwszy raz - od prawdziwie dawna - w swoim egocentryzmie przyznał istnienie błędu. Był wściekły - przeklinał, owe felerne spotkanie się ich na plaży, swe zaślepienie, postępowanie mimo prawionych odmów. Nie umiał sobie - w żaden sposób wybaczyć tak idiotycznej pomyłki - ubodła go, ośmieszała, czyniła jawnym wynaturzeniem wśród chłodnych ocen rozsądku. Myśl o kolejnym błędzie rozprzestrzeniała się jakby postępujący paraliż, działała jak perfekcyjnie włączana w krwiobieg trucizna - wstrzyknięta w zawiłe drzewo transportujących naczyń. Tylko dlatego zapadła wówczas odmowa. Dlatego stchórzył. Boisz się, że ją skrzywdzisz?
Już nie. Nie teraz.
Nic już nie miało znaczenia, nic - ponad drżącą wciąż ulotnością spisywanego dyktandem żądzy momentu (pomiędzy jednym a drugim spazmem przyspieszonego serca, pomiędzy jednym a drugim, narzucającym krótkotrwałą zasłonę cienia mrugnięciem). Przesycony pewnością uśmiech rozciągał mężczyźnie wargi - podchodził - bliżej, wyniszczał coraz odważniej granicę, odrzucał nawoływania zasad. Odrzucał zdrowy, doradzający rozsądek; jeszcze przed chwilą ogarniający go morzem trwogi. Obsesja. Zapomniałeś, Danielu? Twoja hedonistyczna skłonność.
Był jak najbardziej świadomy.
- Nic nie zdołało się zmienić. - Wątła nić szeptu pomknęła, mimo swojej słabości wyraźnie odciskała się w tafli rozrywanego milczenia. Nie czekał dłużej - tylko raptownie wpił się w dziewczęce wargi, narzucał szlak zmagań ich w pocałunku. Niecierpliwe dłonie pomknęły, odgarniając najpierw czerwone (podobnie - niczym rozgrzana do czerwoności dusza) ramiączka opinającej wątłą postać sukienki; jej warstwa - nie była już w żaden sposób przydatna, opadła, podobnie jak opadała kurtyna wiążących ich obyczajów, odgrywanych scen przy widowni niepowiązanych osób. Bez żadnych słów - padających ostrzeżeń, podniósł i usadowił Holmes na swym biurku; wcześniej, gwałtowny ruch ręki zrzucił zaklęciem wszelkie przeszkadzające papiery, zasiadające w niemym oczekiwaniu na podwyższeniu blatu. Nie zawahał się, nie przedłużał, nie eksplorował już powściągliwie fragmentów jej nęcącego ciała; pozbył się górnej części bielizny, inicjując ponownie napotkanie spragnionych, dawno niekosztowanych ust. Bezpruderyjnie znalazł się między jej dziewczęcymi udami, zmuszając do pochylenia ciała w możliwie najdogodniejszej pozie.
Dopiero teraz - pozwolił sobie na drobną, irytującą oszczędność - musnął wargami skórę, w pobliżu zaokrąglenia bioder. Palce zawędrowały w stronę ostatniej przeszkody bielizny - chwilę później zagłębił się; przytrzymując jej ciało w zaciskających się pożądliwie dłoniach.

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1204
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1142
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: pod kurtyną oniryczności   Pią Lis 02 2018, 13:55

+18

Wielokrotnie,
zbyt wiele razy nawarstwiały się niejasności ich relacji. Skąpani w mroku amoralnej dygresji wdzierającej się pomiędzy codziennymi sprawami, jakby to było najważniejszym elementem, lecz – to tylko iluzja. Iluzja wykreowana na potrzeby przedstawienia, w którym odgrywali pewnego rodzaju bohaterów, nie do końca realne; można rzec – zupełnie odrealnione od naturalnych konsekwencji z postaci człowieczeństwa.
Czy dziś było tak samo?
Przyszła tu, chcąc raz jeszcze, na nowo – spojrzeć Danielowi w oczy, by dostrzec tę niechęć, próbę odnalezienia drogi ucieczki, tylko dlatego, ażeby nie żałować decyzji, którą podjęła. Rozsądek, podobnie jak i serce podpowiadały, krzyczały wręcz, by opuściła Anglię, w której nie było dla niej miejsca, lecz umysł? Enigmatyczna mgiełka otulała ich skąpane w mroku ciała, a wcześniejsze decyzje chowały się w odmętach poddanych destrukcji wspomnień. Patrzyła wielkimi oczami na mężczyznę, który przełamywał granicę, tkał swoistego rodzaju scenariusz, tak nieznany Marceline, a zarazem – przesiąknięty niemym pragnieniem spontaniczności.
Obserwowała działania Bergmanna, każdą możliwą czynność jakiej się dopuszczał, analizując ją dogłębnie, byle nie popełnić faux pas, które przekreśliłoby jej szanse w ów walce. Musiała być zrównana z nim krokiem, ba!, musiała być szansa na to, że wyprzedzi go chociaż o długość jednej stop, byle nie dać się zaskoczyć. Uśmiech jego rozwiewał jednak wątpliwości, poddawał ciało uległości, mimo że nie ofiarował jeszcze dotyku; zakrawało to o swoistego rodzaju absurd, wszak rudowłosa wielokrotnie była poddawała tego typu grze, ale dziś wszystko wydawało się być inne. Bardziej rozmyte, przeradzając się po upływie paru momentów w intensywność, tak folklorystyczną, że nie mogłaby zapomnieć.
Odwzajemniła jego uśmiech.
- W s z y s t k o – zdążyła odpowiedzieć, kiedy to ich wargi złączyły się ponownie. Dźwięk upadających papierów sprawił, że odsunęła się na chwilę, rozglądając po pomieszczeniu, zaraz potem wracając do czułej pieszczoty, tak długo wyczekiwanej. Próbowała milczeć, gdy bezczelnie, wręcz w egoistycznej zachciance począł pozbawiać ją delikatnego materiału, jakby na powrót odczuwając wstyd, który w karminie zalał jej oszronione piegami policzki. Patrzyła szeroko otwartymi oczami na Daniela, nasłuchując jak ich serca biły niemal w równym rytmie, próbując wydukać choć jedną frazę, by nie pogrążał ich w tak pożądliwym tańcu; to nie powinno mieć miejsca.
Nie protestowała, gdy usadowił ją na blacie, posłusznie zaplatając smukłe uda na jego biodrach, przyciągając go do siebie, na nowo kosztując zapomnianych nieznacznie warg. Oddech Marceline spłycał się z każdą kolejną sekundą, zaś ciało wrzało od narastających, kłębiących się pod membraną skóry emocji. Jak długo miały trwać te katusze? Przerwał je, jak gdyby dając szansę na ponowne działanie w rozpłynięciu się pośród enigmatycznych chmur rozkoszy. Pomruk zadowolenia wydobył się spomiędzy spierzchniętych warg dziewczęcia, kiedy to wreszcie udało się jej poddać namiętnemu uniesieniu, który zainicjował, zsyłając na kruchą postać Francuzki nadchodzącą falę ekstazy.
Wiedział o tym?

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: pod kurtyną oniryczności   Pon Lis 05 2018, 00:31

+18

Nie zdołał jej odpowiedzieć.
Dźwigał ów ciężar w biegu najbliższych sekund - przemykał, wił się - zdradziecko, gdzieś z tyłu czaszki, drżącej u podstaw swojej stwardniałej skorupy
w istocie rozsadzanej od środka. Doszczętnie otumaniony przez żądzę, nie umiał przestać - wycofać się - nagle - wypuścić ją ze swych dłoni. Nakazać odejść. Zdradzić tym samym słabość. Ścigały go dryfujące w eterze słowa - jej słowa - wylewające się w samym, ostatnim momencie z gardła. Raziły jego swą skazą, zawibrowały złowrogo, niepokojąco zakłuły, szturmując tunele uszu. Odsunął je niemniej na bok - pławiąc się przyjemnością zakorzenioną w dotyku, w jej przyzwoleniu, w układających się, przepełnionych spragnieniem ciałach. Resztki wylinek ubrań leżały już porzucone - w bliżej nieokreślonym chaosie, płaszcząc się pogmatwaną tkaniną. Cienie, igrające na ścianie, odciskające się jakby zgęstniałą czernią - wreszcie stopiły się w jedno; zaszły na pogranicze ekstazy. Ciche westchnienia i przyspieszone oddechy - odciskały się ocieplonym strumieniem, osiadały na płótnie przewrażliwionej skóry. Wzmagał ruchy swych bioder - pragnąc zaskarbić Marceline Holmes bardziej - niż kiedykolwiek dotąd, pragnąc stawać się wszystkim, centrum, wokół którego zdołały pulsować bodźce. Wiedziała - nigdy nie poprzestawał na zalęknionej delikatności - przytrzymując w swych dłoniach kruchą, jeszcze dziewczęcą sylwetkę. Zawierzał się w zupełności obsesji - która, na podobieństwo silnie trujących pędów - rozgałęziała się i wspinała wciąż destrukcyjnie w kolejnych piętrach umysłu. Sekundy, przeciekające bez najmniejszego umiaru wówczas przez jego palce, drążyły - coraz to intensywniej jego szlak zatracenia. Ich zatracenia. Jęknął, kiedy spełnienie orgazmu zdołało zawrzeć doszczętnie w każdej z cząsteczek ciała, kiedy przeszyło swoim potężnym impulsem.
Dopiero wtedy
słowa - wróciły. Zagrzmiały zgodnie na nowo, dudniły w srogiej powtarzalności echem.
Pozostawał tuż przy niej, przylegając swym nagim torsem jeszcze przez moment - jakby dopiero ucząc się stabilności oddechu. Spoglądał - z trudną wobec rozszyfrowania gamą nagromadzonych uczuć, dostrzegalnych w tęczówkach - z których wyparowało już pożądanie, poddane pod ulotnością spełnienia. Wyciągnął powoli rękę - nie zdawał się w zupełności pewny uczynionego ruchu; ręka postępowała dalej, muskała opuszkami swych palców powierzchnię dziewczęcego policzka, obsypanego hojnie cętkami piegów.
- D l a c z e g o - powiedział już ostatecznie. Ton głosu załamywał się gdzieś w połowie, umierał prędko - pożarty przez obustronność milczenia. Kontynuował swoją czynność jak w transie, gładząc tak delikatnie wyprowadzone rysy oblicza - dopiero po mijającej chwili odsuwając się - aby mogła wstać z niewygodnej, chłodnej powierzchni biurka.
- Dlaczego uważasz w ten sposób? - rozwinął - równie nietrwałym szeptem. Odszukiwał zwierciadeł jej oczu w półmroku, zanurzał się w nich, skoncentrował
wątpisz?
Nie mogła wątpić.

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1204
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1142
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: pod kurtyną oniryczności   Wto Lis 06 2018, 21:31

+ 18

Pragnienia wydawały się być idealnym odzwierciedleniem uczynionych, amoralnych gestów, które na nowo rozpętały feerię emocji królującej pod membranami skóry, jaka oblekała szczupłe sylwetki należące do niej i do niego. Serce kołowało nieustannie w piersi, gdy dotyk zdawał się przekraczać kolejne bariery, zaś ciało Marceline coraz chętniej odpowiadało pieszczotom ofiarowanym przez Daniela. Linia jej kruchego ciała coraz to chętniej wychodziła na przód, by czasem nie zignorował minimalistycznych fragmentów, tak absurdalnie spragnionych jego obecności, domagających się uwagi w iluzorycznym tańcu dwóch osób.
Wszystko jest fikcją.
Nawet my.
Oddech rudowłosej spłycał się przy każdym kolejnym ruchu, kiedy to zaś jej dłonie mimowolnie wodziły onirycznym muśnięciem, ledwie wyczuwalnym po ciele profesora, kokietując i wymuszając na nim w hedonistyczny sposób uległość. Nie mógłby jej odmówić, nie teraz – gdy niemal to on odpowiadał za całość ów przedsięwzięcia. Czy potrafiłby zatem wydukać sprzeciw (kolejny)? Odtrącić ją na nowo? Fala nadchodzącego orgazmu rozlała się po tunelach żylnych Marceline, paraliżując całkowicie jej ciało, które coraz to usilniej domagało się atencji, a szybki stosunek był tylko wstępem, zapoczątkowaniem całego aktu przesiąkniętego czystą perwersją.
- Nie… Nie chcesz mnie… – wyszeptała półszeptem, zmuszając się na nikły smutek, pomimo że w głowie miała zupełnie inny scenariusz na dalszy przebieg tego spotkania. Oboje wiedzieli, że nie miał prawa jej więzić, odbierać drogi ucieczki, lecz wystarczyło słowo, by została przy nim, trwając tak – jak przez ostatnie miesiące.
Wiesz, że to zrobi?
Tutaj.
Teraz.
W przyszłości również – powiedz tylko, że się myli.
Zsunęła się z blatu biurka, pozbawiając go możliwości pieszczoty subtelniejszej od pocałunków, kiedy to opuszkami smagał delikatną skórę i poprowadziła go w stronę łóżka, zmuszając go do tego, by usiadł, by nie odtrącał jej ponownie. Strach nagle uderzył w nią ze zdwojoną siłą, lecz Holmes posiadała inne plany na dalsze minuty, być może godziny tej jakże grzesznej, skąpanej w kurtynie wyuzdania nocy. Nachyliła się zatem jak kat, otulając wargi Daniela ciepła stróżką powietrza, zaś dłoń prowadząc ku jego męskości, nęcąc do dalszej zabawy, do nie zaprzestania dalszych perspektyw, które wynikały z jej żądzy, za którą odpowiadał. Analogicznie powtórzyła jedną z ulubionych czynności, kiedy to wyprostowała się dostatecznie, by zaróżowione sutki znajdowały się na linii jego ust, którymi niegdyś doprowadzał ją do szaleństwa. Czy był to w stanie powtórzyć dzisiaj? Mierzył się z Marceline, której nigdy nie miał okazji poznać, wszak ta była niebywale obca – różna od dotychczasowych odsłon grzecznej, nader cichej studentki.
- Nie jestem jeszcze śpiąca – wyszeptała, egoistycznie roszcząc sobie prawo do kontynuacji. Z tego powodu też bez pytania zsunęła się na jego biodra, na nowo czując wszystko, co rozbudził w niej kilka minut wcześniej.
Nie rezygnuj.
Nie możesz.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: pod kurtyną oniryczności   Pią Lis 09 2018, 23:09

+18

Żelazne więzy milczenia - były wciąż zaciskane na mięśniach tunelu gardła. Nie mówił - choć jego usta otwierały się lekko, jak gdyby pragnąc zwiastować przekaz w swych rozchylonych wargach. Dławiące opary ciszy panoszyły się niemniej jednak w powietrzu - nie umiał ich w żaden sposób rozproszyć. Był bezsilny. Żałośnie bezsilny; jedynie wodząc w transie swą dłonią, badał opuszkami subtelnie ukształtowaną fakturę - zarumienionej, dziewczęcej twarzy. Jasne obręcze tęczówek mogły być źródłem - smutku? zawodu? wściekłości?
Właśnie, co czujesz, Danielu - gdy rzeczywistość jawi w zgrzytającej niezgodzie z twoją wyprowadzoną myślą?
Najsilniejsze w tym było - jednakże - n i e z r o z u m i e n i e.
Nie rozumiał; po prostu - jeszcze niedawno poddając się otępiennym objęciom macek wszechobecnego strachu. Strach wybudował w nim okazałe królestwo - wznosił się na rozległych piętrach - wysoka, ostrzegawcza, niezwyciężona wieża. Nie rozumiał - na jakiej podstawie Marceline Holmes utrwaliła w takim gatunku swą posiadaną opinię; przecież jedyny, gorzki smak wspomnień (w jego odczuciu) miał miejsce podczas felernej schadzki na plaży. Nie znosił tego wspomnienia - najchętniej ścisnąłby jego prześladujące wizje, wyrwał wraz z korzeniami, wyplenił na podobieństwo chwastu - spalił w pożodze niechcącej jednak przyjść niepamięci.
Nie widziała?
Od zawsze - zwodziła jego w kierunku irracjonalnych posunięć. Każdy zmysł, każda cząstka - obecnej w nim intuicji były poddane jej niepozornej sylwetce. Od zawsze - balansował na pograniczu szaleństwa; zwodził, niekiedy ranił - choć w żaden sposób - nie umiał zaakceptować jej nieuchronnej straty. Trwał obok.
Zatracał się
odkąd tylko ją spotkał - w zrządzeniu najzwyklejszego przypadku.
Nie zgłaszał choć najdrobniejszych sprzeciwów; z przyjemnym, zaskakującym wrażeniem poddając się zarządzeniom niewygaszonych pragnień. Nie potrzebował nic więcej, nie potrzebował żadnych, upewniających sugestii - iskra jej śmiałych czynów stała się znów początkiem dla pożądania, doszczętnie spalającego wnętrze. Narządy - zawijały się w komplikacje węzłów, mrowiąc paradoksalnie przyjemnie gdzieś w okolicy podbrzusza; wypełniał niepowiedziane żądania. Nachylił się, początkowo muskając dziewczęcą pierś krawędziami warg; chwilę później przechodząc do znacznie bardziej misternych, zdecydowanych pieszczot.
Nie uśniesz – odpowiedział jej później. Łuk męskiego uśmiechu zakwitał jasno zauważalną pewnością - nie miał zamiaru oddawać swojej, wcześniej wyraźnej władzy. Podniósł się, jednocześnie skłaniając Marceline - aby runąć w pofałdowane morze pościeli, jasno odciskającej się za kurtyną półmroku. Położył ją, jednocześnie znajdując się z tyłu jej delikatnej sylwetki, stanowiącej już wówczas jedyny szczegół widoczny - pośród upojonego świata.
Przylgnął, składając wpierw kilka zbłąkanych pocałunków na karku, podróżując - najpierw, niespiesznie - wzdłuż jasnej skóry uwidocznionych pleców. Oddech osiadał coraz znaczniejszą mgiełką, rozchodząc się na przeszkodzie niezwykle bliskiej postaci; żądza zrywała wszelkie zahamowania rozsądku. Początkowo, w nieznacznych ruchach ocierał się o jej uda, z każdym momentem - wyraźniej uwydatnioną męskością. Z premedytacją drażnił ją oraz siebie - wkraczającego na pogranicze obłędu.
Dopóki nie zmienisz zdania – oznajmił szeptem bezczelnie, równie bez większych ostrzeżeń - niedługo później wchodząc w nią dość raptownie; analogicznie - nie szczędząc także kolejno czynionych ruchów.

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1204
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1142
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: pod kurtyną oniryczności   Czw Lis 15 2018, 12:29

+ 18

Wydawać się mogło, że pewne relacje zacieśniają się z biegiem czasu – w przypadku tej konkretnej - wszystko przypominało iluzoryczną sinusoidę, po której ślizgali się coraz częściej, nieustannie oddalając od siebie. Niejednokrotnie powracali, by zaraz potem zniknąć ze swojej codzienności, nie potrafiąc funkcjonować przy sobie, wszak – kim byli, by móc rościć sobie prawda do lojalności?
Tej nocy na sile przybrały emocje, które dudniąc w tunelach żylnych, wypalały skutecznie dziury, pragnące wypełnić się bliskością, stłamszoną poprzez tęsknotę.
Iluzja roztaczała się wokół, kiedy to ostatecznie kurtyna ulotności opadła i spowiła ich sylwetki w tańcu zmysłów. Marceline poszukiwała oparcia w osobie Daniela, jakby łudząc się, że odnajdzie drogę do właściwych sfer jej splątanej przez obawy duszy. Pozwalała mu przekraczać kolejne bariery, wątpiąc we własne możliwości, poszukując wargami jego warg, kradnąc ulotne pocałunki, skąpane w niesubordynującej namiętności. Egoistyczne przyzwolenie na popełnienia kolejnych błędów, a zarazem dających poczucie spełnienia, kiedy to pierwsza fala orgazmu zalała jej drobne, nader kruche ciało.
Uśmiech wygiął karminowe wargi rudowłosej, niosąc ją na chwili spontaniczności ku dalszemu katharsis.
Wiedział?
Miał świadomość, że ulegną dziś obliczu dewastacji?
Wypuściła powietrze ze świstem, kiedy to znalazła się w miękkiej pościeli, a usta Bergmanna układały efemeryczną ścieżkę pieszczot wzdłuż linii ramion i karku. Słowa wdzierały się do umysłu z impetem, poddając podświadomość huraganowi, który rozbijał się o ściany czaszki, czekając usilnie na kolejne dopuszczenie się sensualnego aktu.
- Nie? – szepnęła w odpowiedzi, całkowicie niekontrolowanie. Mimowolnie odnalazła drogę do jego dłoni, by to na niej zacisnąć dotyk swoich smukłych palców, nadal oczekując. Potrzebowała ów spełnienia, podobnie jak akceptacji samej siebie, lecz przypominało to hedonistyczne spełnianie własnych scenariusz, w których to ona stała się gwiazdą, tę spadającą na ziemię i rozbijającą się o skały. Była bohaterką monodramu, za sprawą którego – na nowo spalała się na popiół, by z samego rana odrodzić się niczym feniks z popiołów.
Nieświadomie poprowadziła dłoń mężczyzny na swoją pierś, wodząc przy tym po zarysowaniu żeber, które przypominały ledwie gałązki; czy aby na pewno istniała? Wypuściła powietrze, poddając się katuszom, a zaraz potem reagując głośniejszym jękiem, kiedy to ich sylwetki splotły się na nowo. Wzmożona potrzeba odczucia orgazmu narastała w niej, choć nie wypowiadała ani jednego słowa – nieustannie oczekując wspólnego spełnienia.
W i e s z ?

/zt x2

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: pod kurtyną oniryczności   

Powrót do góry Go down
 

pod kurtyną oniryczności

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-