Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Clayton U. R. Eastwood

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Montrose
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3
  Liczba postów : 29
http://www.czarodzieje.org/t16582-clayton-u-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16886-clayton#470709
http://www.czarodzieje.org/t16885-clayton-u-r-eastwood#470708
http://www.czarodzieje.org/t16581-clayton-eastwood#457771




Gracz






PisanieTemat: Clayton U. R. Eastwood    Sob Wrz 15 2018, 11:51


Clayton Uilleam Robyn

Eastwood


DATA URODZENIA13.07.1993
CZYSTOŚĆ KRWI Czysta
MIEJSCE URODZENIAMontrose
MIEJSCE ZAMIESZKANIALondyn
UKOŃCZONA SZKOŁA Hogwart
WYBRANA POSADA DO OBJĘCIAWłaściciel sklepu z markowym sprzętem do Quidditcha
PRZEPRACOWANY CZAS W POWYŻSZEJ PRACYNiecałe 3 lata
WYBRANY WIZERUNEKSean O'Pry


Wyglad

WZROST 185
BUDOWA CIAŁA Zanim zachorowałeś jak na sportowca przystało byłeś bardzo umięśniony. Na Twoim ciele wciąż widać pozostałości po tamtym chłopaku, jednak choroba sprawiła, że okropnie schudłeś. Od niedawna starasz się przynajmniej częściowo wrócić do formy, jednak powikłania po chorobie nie do końca Ci na to pozwalają.
KOLOR OCZU Niebieski
KOLOR WŁOSÓW Brązowe
ZNAKI SZCZEGÓLNE Drewniana noga, blizny będące pozostałością przerzutów na skórze
PREFEROWANE UBRANIA Do niedawna ubierałeś się przede wszystkim na sportowo, z przewagą ubrań czarodziejskich, dziś zakładasz po prostu to w czym czujesz się względnie komfortowo i nie rzucasz się w oczy. Twojemu ubraniu bezustannie towarzyszy laska zrobiona z ciemnego drewna.


Charakter


Kiedyś byłeś inny.

Choć ambicja bezustannie popychała Cię do tego, że więcej czasu spędzałeś w powietrzu niż na ziemi to jednak nie byłeś zupełnym sztywniakiem. Owszem, nigdy nie sprawiałeś problemu, nie robiłeś burd, ani przesadnie nie imprezowałeś, ale mimo to cieszyłeś się dobrą opinią nie tylko wśród nauczycieli, ale również rówieśników. Poza Quidditchem raczej nie wyróżniałeś się z tłumu - byłeś przeciętnym uczniem i normalnym chłopakiem. Biorąc pod uwagę Twoją otwartość, sportową popularność i dość dużą atrakcyjność mógłbyś bez problemu zostać szkolną gwiazdą. Ale nie chciałeś tego - w końcu prócz Quidditcha liczyli się dla Ciebie tylko najbliżsi przyjaciele i rodzina, wobec których niezależnie od sytuacji pozostałeś lojalny. Wśród Twoich znajomych można było znaleźć szalonego, zawadiackiego Gryfona, lekko sarkastyczną i zdystansowaną Krukonkę, a także niezdarnego i odizolowanego Puchona - nie przyklejałeś łatek, lecz Twoja intuicja sprawiała, że obdarzałeś miłością i przyjaźnią tych którzy na to zasługiwali. Nie łaknąłeś sławy, czy poklasku, a gdy one przyszły traktowałeś je ze swoistym niesmakiem.
Przez dawnych znajomych i nauczycieli zostałeś zapamiętany jako osoba pracowita, z dużą dozą poczucia humoru i pogody ducha. Mimo tak wielkiego poświęcenia jednej dziedzinie potrafiłeś zejść z miotły by wesprzeć zagubionego pierwszaka, czy zranione zwierzę. Chęć niesienia pomocy i uśmiechu towarzyszyły Ci na co dzień, zaś Twój dar zjednywania ludzi już od dziecka przynosił Ci wiele korzyści, na których w gruncie rzeczy Ci nie zależało. Nie byłeś dobry dla innych by coś z tego mieć, ale dlatego, że taki miałeś charakter. W każdej nawet najbardziej niepozornej osobie potrafiłeś dostrzec choć odrobinę piękna. Wracając jeszcze do Quidditcha - zawsze zależało Ci, żeby być jak najlepszym, bez wątpienia byłeś zdecydowanie zbyt ambitny, jednak nigdy nie wyobrażałeś sobie wygrać sięgając po oszustwo. Uczciwość była dla Ciebie niemal tak ważna jak sport, dlatego nigdy nie skorzystałeś z ofert korupcyjnych, czy możliwości szybkiego, ale nie do końca czystego rozwoju. Choć upór i perfekcjonizm momentami zżerały Cię od środka, to po latach dużo bardziej w pamięć wrył mi się fakt, że byłeś dobrym człowiekiem. Osobą, której zwyczajnie nie dało się nie kochać.
Ale wszystko się zmieniło.
To nie tak, że już taki nie jesteś. To nie tak, że tamten dobry, miły, lecz jednocześnie uparcie dążący do celu chłopak zginął na zawsze. Dobrze wiem, że jest tam w Tobie, że trwa w głębi Ciebie czekając na lepsze czasy. Tak naprawdę wcale mocno się nie zmieniłeś, a jedynie skryłeś pod skorupą bólu, cierpienia i rozczarowania. Trudno się dziwić, w końcu kto zniósłby taki upadek bez szwanku. Dziś trzymasz się z boku, trudno do Ciebie dotrzeć, chyba, że mówiąc o nowym odkryciu magomedyków w jakimś egzotycznym kraju. Dużo milczysz, trzymasz ludzi na dystans, a w ciągu tygodnia ślęczysz na książkami więcej niż przez całe lata szkolne licząc, że znajdziesz tam jakieś rozwiązanie swojej niedoli. Choć Twój kontakt z rodziną i przyjaciółmi dość mocno osłabł, to wciąż potrafisz ni stąd ni zowąd wysłać bratu niespodziewany prezent, czy ściągnąć dla matki wyjątkowo rzadki materiał z Afryki - tylko tak jesteś w stanie okazać im, że nadal ich kochasz. Niemal nie okazujesz emocji, trwając w nieskończonym letargu. Najgorsze jest to, że przestałeś się uśmiechać.
Miałeś taki piękny uśmiech.


Historia


Od początku byłeś sensacją. Jeszcze nie zdążyłeś niczego osiągnąć, a już Twoje zdjęcie pojawiło się na drugiej stronie Proroka Codziennego. Bycie pierworodnym zawodnika Quidditcha i znanej projektantki od początku dawało Ci pewne przywileje, ale również stawiało wobec Ciebie większe wymagania. Zanim jeszcze nabrałeś choć odrobiny świadomości, każdy oczekiwał, że będziesz kimś. Mimo to dorastałeś w szczęściu, pozbawiony presji. Nawet jeśli rodzice mieli wobec Ciebie jakieś plany to w żaden sposób nie dawali Ci znać, że czegoś od Ciebie wymagają. Od wczesnego dzieciństwa pięknie rysowałeś, więc matka skrycie liczyła na to, że pójdziesz w jej ślady, lecz Ciebie w gruncie rzeczy interesowała głównie obserwacja trajektorii lotów Twojego ojca, która później przerodziła się w nieokiełznaną miłość do dziecięcej miotełki. Dorastałeś w zdrowiu i szczęście w otoczeniu regularnie powiększającej się gromadki rodzeństwa
W Hogwarcie trafiłeś do Hufflepuffu. Nie byłeś szczególnie utalentowany w żadnej dziedzinie magicznej, jednak dzięki swojej sumienności osiągałeś przyzwoite wyniki. Twoją prawdziwą miłością był jednak Quidditch - niezależnie czy siedziałeś na zajęciach czy spędzałeś czas z kolegami bez ustanku nawijałeś o miotłach i grze. Mimo wielkiego zamiłowania, los nie obdarzył Cię w tej dziedzinie szczególnie wielkim talentem - jasne, radziłeś sobie całkiem nieźle, lecz w porównaniu do konkurencji pozostawałeś dość daleko w tyle, szczególnie biorąc pod uwagę Twoją wątłą posturę. Brak niesamowitych predyspozycji okazał się jednak niczym w porównaniu do Twojej pracowitości i zawziętości. Marzyłeś o Qudditchu tak długo, że dostosowałeś wszystko by w końcu znaleźć się w drużynie. Lata wyrzeczeń i ciężkich treningów sprawiły, że na trzecim roku trafiłeś do puchońskiej rezerwy, na czwartym zagrałeś pierwszy mecz w głównym składzie, a pod koniec piątego miałeś już opinię jednego z lepszych ścigających w szkole. Poza Quidditchem osiągałeś przeciętne wyniki, bo zupełnie nie interesowała Cię nauka - liczyła się tylko gra i ten cudowny powiew wiatru we włosach gdy unosiłeś się na ziemią zdobywając kolejne punkty. Mimo to pozostawiłeś po sobie dobre wspomnienia - zarówno wśród nauczycieli, jak i innych wychowanków Hogwartu, gdyż mimo pewnego dystansu cechowałeś się życzliwością, żelazną dyscypliną i spokojem ducha, które nie pozwalały wpadać Ci w kłopoty, czy sprawiać większych problemów wychowawczych.
Po skończeniu szkoły nie planowałeś kontynuować studiów - wiedziałeś, że Twoim życiem jest Quidditch, a nie siedzenie w szkolnej ławie. Miałeś niemal pewną pozycję na rezerwie w Srokach z Montrose, które trenował Twój ojciec. Nie interesowało Cię jednak grzanie miejsca na ławce, ani zdobywanie pozycji po znajomości - ponad wszystko zależało Ci na tym, żeby grać. Jako świeżo upieczony absolwent Hogwartu nie miałeś szans na zostanie ścigającym w najlepszych ligowych drużynach. Tak wylądowałeś w Chlubie Portree, gdzie spędziłeś dwa sezony wynosząc klub na wyżyny możliwości. Prorok Codzienny, który osiemnaście lat wcześniej wspominał zdawkowo o Twoich narodzinach, tym razem rozpisywał się o wielkim objawieniu i talencie zapisanym w genach. Odrobinę podśmiewywałeś się z tego znając prawdę - Twój sukces zapisano zupełnie innym atramentem, zmieszanym z potu i krwi. Twoje klubowe wyczyny nie umknęły selekcjonerowi Narodowej Reprezentacji Quidditcha - gdy tylko ukończyłeś swój pierwszy profesjonalny sezon wciągnął Cię do rezerwy.
Miałeś dwadzieścia lat, gdy rodzice się rozwiedli. W przeciwieństwie do reszty rodzeństwa - nie dotknęło Cię to aż tak bardzo. Od dwóch lat mieszkałeś z dala od Montrose, pracując na własny rachunek, nie miałeś więc takich rozterek jak reszta rodzeństwa wciąż skupiona jeszcze na nauce. Oczywiście, nie było to dla Ciebie przyjemnie, niemniej jednak ciężkie treningi odwracały Twoją uwagę od trudnej sytuacji rodzinnej - w kolejnym sezonie zostałeś wykupiony przez prestiżową Armadę z Bragi, a na dodatek dostałeś się do głównego składu Reprezentacji Narodowej. Święciłeś sukcesy niemal nieosiągalne dla kogoś tak młodego jak Ty, większość czasu spędzając na treningach czy zawodach, bezustannie krążąc między Anglią, a Portugalią. Łączenie kariery z pielęgnowaniem tak ważnych dla Ciebie więzi było pracochłonne i trudne, a Ty standardowo dawałeś z siebie dwieście procent. Jeśli już zdarzało Ci się wykorzystywać wpływy czy pieniądze to robiłeś to dla swoich najbliższych, za którymi skoczyłbyś w ogień.
Odkąd pojawiłeś się w Hogwarcie nie dałeś sobie nawet tygodnia wytchnienia - nie tylko poświęcając się dla Quidditcha, ale również dla przyjaciół. Od lat jedynym przyświecającym Ci celem było osiągniecie wyników, które Twojemu rodzeństwu czy ojcu przychodziły z taką łatwością. Twój sukces przebił ich wszystkich, lecz zapłaciłeś za niego straszliwą cenę.
Zaczęło się od uczucia słabości i bezustannego zmęczenia, potem doszły migreny, bóle i wymioty - dość długo to bagatelizowałeś zrzucając wszystko na karb przemęczenia. Obiecywałeś sobie, że gdy tylko końca dobiegnie sezon to w końcu dasz sobie chwilę odpoczynku. Niestety ten dzień nie nastał - pewnego dnia zasłabłeś na treningu i spadłeś z miotły. Do szpitala przetransportowano Cię po to, żeby zbadać czy nic Ci się nie stało, przy okazji zrobiono Ci kilka innych badań. Nikt nie spodziewał się tak tragicznej diagnozy.
Wtedy jeszcze nikt nie sądził, że kagonotria może zrujnować Ci karierę. Najlepsi uzdrowiciele zajęli się leczeniem zaatakowanej przez wirusa wątroby. Nie powiedziałeś niczego swoim bliskim - wolałeś sprawić wrażenie zabieganego buca, niż ich martwić, poza tym rokowania były na tyle dobre, że spodziewałeś się iż szybko wrócisz na boisko. Leczenie zgodnie z obietnicami uzdrowicieli szło sprawnie i już w krótkim czasie Twoja wątroba była zdrowa. Przed powrotem do treningów czekała Cię rutynowa kontrola, do której podchodziłeś na spokojnie, zupełnie bez stresu. Jakież było zdziwienie Twoje i uzdrowicieli, kiedy okazało się, że dopiero co wyleczona choroba wątroby zostawiła przerzuty na jelitach i płucach. Musiałeś wrócić do szpitala, gdzie od razu podjąłeś terapię, niestety stosowane wcześniej leki nie przyniosły rezultatu, a choroba z każdym dniem się pogłębiała. Miałeś problemy z podstawowymi czynnościami jak oddychanie, czy jedzenie, a na dodatek przerzuty dopadały kolejne organy - nadszedł moment w którym kagonotria miała we władaniu całe Twoje ciało.
W końcu musiałeś powiedzieć rodzinie - wobec rodziców byłeś całkowicie szczery, jednak zgodnie uznaliście, że rodzeństwo może znać tylko część prawdy - nie chcieliście odwracać ich uwagi od szkoły i na zapas ich martwić. Wiedzieli, że jesteś poważnie chory, jednak nie mieli pojęcia, że każdego dnia niemal umierasz z bólu. Zamiast patrzeć na ich zapłakane twarze robiłeś wszystko, żeby przeżyć i wrócić do pełnej sprawności ani na moment nie tracąc wiary, że wszystko będzie dobrze. Zarówno Ty, jak i Twoi rodzice mieliście wpływy i pieniądze, dzięki czemu mogliście szukać kolejnych nowatorskich terapii. Choć nie przynosiły one zbyt dużego skutku, to nie poddawałeś się - nie zniechęcał Cię nawet fakt, że choroba zaatakowała Twój układ nerwowy i każda sekunda istnienia sprawiała Ci ból. Byłeś niezłomny - do czasu. Wiadomość o kolejnym przerzucie, który tym razem dotknął Twoich kości spadła na Ciebie jak grom z jasnego nieba. Początkowo podchodziłeś z dobrą miną do złej gry, aż do gdy momentu Twoje tkanki były tak zniszczone, że straciłeś nogę. Wtedy pierwszy raz w życiu się poddałeś - wiedząc, że już nigdy nie będziesz mógł grać w Qudditcha straciłeś sens istnienia.
Tu mogłaby się skończyć ta historię - miałeś jednak rodziców, przyjaciół i rodzeństwo, którzy uparcie walczyli o to by Cię wyleczyć. W końcu się udało - po prawie półtorej roku zmagań byłeś czysty, jednak nieodwracalne zmiany jakie przyniosła choroba miały Ci towarzyszyć do końca życia. Oprócz utraconej nogi doszło do uszkodzenia układu nerwowego, co sprawiło, że mimo iż teoretycznie byłeś zdrowy, w gruncie rzeczy nie byłeś w stanie normalnie funkcjonować - niemal większość czasu towarzyszył Ci bardzo silny ból, którego źródło było nie namierzalne. W Twoim życiu pojawił się alkohol, silne eliksiry przeciwbólowe, a później depresja i próby samobójcze - kolejne pół roku przebiedowałeś w swojej starej sypialni w Montrose, raz po raz pojawiając się u kolejnych magipsychologów, którzy patrząc na Ciebie nie byli w stanie znaleźć choć odrobiny nadziei.
Dopóki nie trafiłeś na nią. Była bystra, piękna i empatyczna, zapewne w innej sytuacji mógłbyś nawet ją pokochać, lecz wtedy była dla Ciebie jedynie uzdrowicielem i kołem ratunkowym. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że wyleczyła Twoją depresję, jednak dała Ci chociaż nadzieję, że może kiedyś uda Ci się znaleźć sposób by odzyskać sprawność. W końcu wyszedłeś z łóżka - sięgnąłeś po swoje oszczędności i szukając źródła zarobku, który pozwoliłby Ci się odciąć od rodziców kupiłeś sklep z profesjonalnym sprzętem do Quidditcha. Choć samo patrzenie na miotły sprawiało Ci nieokiełznany ból, to w gruncie rzeczy nie znałeś się zbyt dobrze na niczym innym, dlatego nie miałeś szczególnego wyboru. Od tego momentu niemal cały wolny czas zacząłeś poświęcać studiowaniu ksiąg z zakresu zielarstwa, eliksirów, uzdrawiania, czy nawet czarnej magii i poszukiwaniu choć ułamka szansy, że uda Ci się kiedyś odnaleźć sposób by wrócić na miotłę. Odbudowałeś relację z matką odrobinę zagłębiając się w sztukę, lecz jednocześnie rozluźniłeś więzi z resztą rodziny. Za bardzo bolały.
Jedyne co trzyma Cię przy życiu to okruchy złudnej nadziei.

Rodzina


★ Aileen Ruby Eastwood - matka, znana projektantka mody. Choć nigdy nie odciągała Cię od miotły to zapewne gdzieś w głębi serca miała nadzieję, że wykorzystasz swój talent artystyczny. Przed wypadkiem Wasze relacje były poprawne, lecz dziś jest najbliższą Ci osobą wśród Eastwoodów - tylko w jej towarzystwie możesz odetchnąć od tematu mioteł. Twoja dawna rozpoznawalność sprawia, że nie pojawiasz się na jej pokazach, jednak żywo wspierasz jej proces twórczy.
★ Andre Thomas Eastwood - ojciec, były zawodnik Srok z Montrose, obecnie ich trener. Gdy byłeś dzieckiem zaraził Cię miłością do Quidditcha, choć wiedział, że nie masz predyspozycji, ani wielkich szans na zrobienie kariery. Pozytywnie go zaskoczyłeś, a on doceniał Twoją ambicję i szalał z dumy, choć trochę żałował, że tak mocno odciąłeś się od Srok. Twoja choroba złamała mu serce. Wasz kontakt osłabł do minimum - za bardzo Was to boli.
★ Logan A. T. Eastwood - dzielą Was trzy lata, które w dzieciństwie wydawał się przepaścią, z czasem jednak różnica wieku zatarła się. Do wypadku byliście cholernie blisko marząc, że w końcu nadejdzie czas, gdy zagracie do jednej pętli. Dziś nie jesteście w stanie spojrzeć sobie w oczy - Ty mu zazdrościsz, on nie może patrzeć jakim wrakiem człowieka się stałeś.
★ Raven A. T. Eastwood - cztery lata młodszy brat, marzy o zostaniu uzdrowicielem, choć chwilowo pracuje w Twoim sklepie. Obserwujesz jego starania gdzieś skrycie licząc, że dzięki jego pomocy uda Ci się wrócić do zdrowia.
★ Franklin R. E. Eastwood - nie macie zbyt wiele wspólnego. Pięć lat nie byłoby przepaścią, gdyby nie jego stosunek do życia i Qudditcha. Choć tego nigdy nie pokazywałeś to zawsze mu zazdrościłeś - mimo, że uganiał się za dziewczynami i imprezował to latanie na miotle przychodziło mu bez żadnego wysiłku, nie musiał poświęcać treningom większości wolnego czasu. Nie rozumiesz jak mógł zaprzepaścić swoją karierę z własnej woli, więc Wasz kontakt jest obecnie znacznie trudniejszy.
★ Scott U. R. Eastwood - mimo sześciu lat różnicy dość łatwo jest Ci nawiązać kontakt ze Scottem. Jego spokój i dyplomacja są w stanie pokonać nawet Twoje bariery, zaś fakt, że nie jest tak silnie związany z Quidditchem jak reszta rodzeństwa zdecydowania ułatwia budowanie relacji.
★ Cheryl A. R. Eastwood - jedyna siostra. Była jeszcze dzieckiem, gdy Ty zaczynałeś karierę, jednak mimo to jesteście silnie związani. Gdy ojciec i matka odciągali ją od miotły, Ty pożyczałeś jej swój model, którego nie mógł dotykać nikt inny. Choć trzymasz ją trochę na dystans to wciąż bardzo ją kochasz i zrobiłbyś dla niej wszystko.
★ Parker U. R. Eastwood - gdy poszedłeś do Hogwartu, on był niemowlęciem. W gruncie rzeczy zawsze byłeś dla niego czymś w rodzaju fajnego, młodego wujka, a nie brata. Dziś Wasz kontakt jest śladowy.

Ciekawostki


★ Chore ciało to nie jedyny problem. Wpadłeś w głęboką depresję, masz za sobą próby samobójcze. Jedyne co trzyma Cię przy życiu to bezustanne poszukiwanie lekarstwa na Twoje cierpienie i okruchy nadziei (czy też obsesji), że cud pozwoli wrócić Ci na miotłę.
★ Walcząc z bólem próbowałeś wszystkiego - narkotyków, alkoholu, ziół i eliksirów. Starasz się łagodzić ataki coraz to nowszymi sposobami, jednak większość z nich daje tylko tymczasowe efekty. Dużą pomocą jest morphius, jednak za radą terapeuty ograniczasz go do minimum - choć ból bywa czasem nie do zniesienia, to panicznie boisz się, że stracisz jasność umysłu i już nigdy nie znajdziesz sposobu, żeby się wyleczyć.
★ Nałogowo zażywasz za to eliksiru słodkiego snu i popalasz Trójkąty Bazyliszka - bez tego wsparcia zapewne nie przespałbyś ani jednej nocy od wypadku. W alkoholu zdarza Ci się odnajdować wytchnienie, jednak rezygnacja z picia nie sprawia Ci żadnego problemu.
★ Gdy wyjątkowo nie zajmujesz się szukaniem nowego leku albo pielęgnowaniem biznesu to skrywasz się z ustronnym miejscu ze szkicownikiem odkurzając dawno zagubione talenty.
★ Nigdy nie interesowały Cię języki obce, jednak podczas gry w Bradze podłapałeś trochę portugalskiego.
★ Ze względu na odbytą naukę umiesz robić miotły, lecz przez wzgląd na swoją psychiczna kondycję w życiu nie podjąłbyś się takiego projektu.
★ W najgłębszym stadium depresji byłeś wiernym słuchaczem Zobacz Testrala. Nie musiałeś jednak iść na ich koncert by zobaczyć to stworzenie - w szpitalu naoglądałeś się wystarczająco dużo umierania.
★ Na ulicy wciąż rozpoznają Cie wielbiciele Quidditcha, często dostajesz od nich wyrazy współczucia, a także listy. Bardzo źle na to reagujesz, starasz się trzymać jak najbardziej z boku.



Ostatnio zmieniony przez Clayton U. R. Eastwood dnia Czw Gru 13 2018, 12:54, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Montrose
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 3
  Liczba postów : 29
http://www.czarodzieje.org/t16582-clayton-u-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16886-clayton#470709
http://www.czarodzieje.org/t16885-clayton-u-r-eastwood#470708
http://www.czarodzieje.org/t16581-clayton-eastwood#457771




Gracz






PisanieTemat: Re: Clayton U. R. Eastwood    Czw Gru 13 2018, 12:54

Karta gotowa

______________________


If I can't find a cure, I'll fix you with my love
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Montrose/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 431
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood




Moderator






PisanieTemat: Re: Clayton U. R. Eastwood    Czw Gru 13 2018, 23:15



DOROSŁY!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!



______________________



Hang a shining star upon the highest bough

Have yourself a merry little Christmas now!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Clayton U. R. Eastwood    

Powrót do góry Go down
 

Clayton U. R. Eastwood

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
karty postaci
 :: 
karty doroslych
-