Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Hemah E. L. Peril

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Hemah E. L. Peril

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
C. szczególne : Białe włosy, brwi i rzęsy, jasna cera. Akcent cockney.
Galeony : 905
  Liczba postów : 288
http://www.czarodzieje.org/t16565-help-budowa
http://www.czarodzieje.org/t16591-do-you-need-help#458347
http://www.czarodzieje.org/t16590-help-me-mr-postman#458344
http://www.czarodzieje.org/t16566-help-budowa
Hemah E. L. Peril QzgSDG8




Gracz




Hemah E. L. Peril Empty


PisanieTemat: Hemah E. L. Peril   Hemah E. L. Peril EmptyNie Wrz 09 2018, 18:18


Hemah Egion Letiel Peril

DATA URODZENIA26 czerwca 2000r.
CZYSTOŚĆ KRWI50%
MIEJSCE URODZENIALondyn
MIEJSCE ZAMIESZKANIASierociniec magiczny w Londynie
W HOGWARCIE JEST OD KLASYI
OBECNIE JEST NA ROKUVIII
WYMARZONY DOMGryffindor
WYBRANY WIZERUNEKDylan Fosket

Wyglad

Nie sądź wedle pozorów. Jest jak skórzany pasek: niby cienki, a w rękach nie rozerwiesz. A jakbyś się na nim powiesił, to też wytrzyma.

WZROST 171 cm
BUDOWA CIAŁA Atletyczna. Nie jest szczególnie kobieca, choć skromnymi piersiami i ładnym wcięciem w talii może się poszczycić. Nie jest też przesadnie toporna i męska, acz mięśnie i silne ramiona rzucają się w oczy. Androgyniczna - to słowo dobrze ją opisuje.
KOLOR OCZU Lodowy błękit
KOLOR WŁOSÓW Biały
ZNAKI SZCZEGÓLNE Na lewej brwi ma ledwie widoczną bliznę po jednej z bójek – upadając, rozcięła sobie łuk brwiowy.
PREFEROWANE UBRANIA Zależnie od okoliczności. Dziewczęce i kolorowe sukienki na zakupy w mieście, znoszony dres i rozciągnięta koszulka na treningi, spodnie w kant i koszula na egzamin. Przeróżne style i kolory. To, że jednego dnia będzie wymalowana, uczesana, na szpilkach i w falbaniastej kiecce nie znaczy, że drugiego nie wysnuje się z pokoju wspólnego w koszulce jakiegoś zespołu, zmierzwionych włosach i twarzą krzyczącą „nie odzywaj się do mnie, nim nie wypiję kawy”.


Charakter

When life gives you lemons, don't make lemonade. Make life take the lemons back! Get mad! I don't want your damn lemons, what the hell am I supposed to do with these? Make life rue the day it thought it could give you lemons!

Hemah przyrównać można do lwicy. Z jednej strony jest niesamowicie opiekuńcza i czuła, jej przyjaciele liczyć mogą na domowej roboty ciasteczka, paszteciki albo tarty. Zawsze wysłucha, poświęci czas i uwagę. Wspomoże dobrym słowem, przytuli, otrze łzy. Niesamowicie dziewczęca w swym zachowaniu, taktowna i łagodna, a przy tym optymistycznie nastawiona do życia. Nie ma tego złego, co by na dobre kiedyś nie wyszło, prawda?
Uwielbia spędzać czas z ludźmi i dziećmi. Ma dobrą rękę do maluchów. Kocha wymyślać im zabawy, wspólnie rysować, patrzeć jak rosną. Często pomaga pierwszoroczniakom odnaleźć właściwe sale, odgonić Irytka albo pogodzić się z szokiem rozdzielenia od rodziców. Nie przeszkadza jej też typowa rola kury domowej, gdy pichci, sprząta czy ogarnia dom. Lubi czuć się potrzebna, lubi być w ruchu i pracować. Także mieć wokół siebie porządek, otaczać się zorganizowanym światem, w którym wszyscy są szczęśliwi.
Zależy jej na tym, aby nikt nie czuł się pokrzywdzony. Miejscami ma wręcz matczyne podejście do ludzi, kiedy najchętniej by ich rozpieszczała oraz puciała w poliki.

Mimo to są momenty, kiedy cierpliwość, spokój i fasadę łagodnej kobiety traci bardzo szybko. Nie jest słaba, krucha ani delikatna. Jeśli myślisz, że możesz bez konsekwencji obrażać ją albo jej przyjaciół, szybko przekonasz się, jak mocno jesteś w błędzie. Celny cios w twoją szczękę oraz wypluwane na chodnik zęby uświadomią ci, że ta blondynka nie jest bohaterką kolejnych, mugolskich żartów albo damą w opresji czekającą na ratunek. Jest gotowa zawsze bronić tego, w co wierzy i co uważa za sprawiedliwe.
Wydawać by się mogło, że ktoś taki jak ona będzie gardzić brutalną siłą i prymitywizmem bójki. Nic bardziej mylnego. Potrafi włączać się we wszelkie bijatyki niesamowicie łatwo. Złość ponosi ją zbyt szybko, przyćmiewając zdrowy rozsądek. A gdy słowa przestają wystarczać, nadchodzi czas na czyny. Co w większości oznacza przemoc.
W walce jest konsekwentna i uparta. Nie ucieknie z płaczem, bo oberwała. Wielokrotnie miała rozbijany nos, łamane palce czy wybijane zęby. A mimo to, nikt nie zmusił jej nigdy do ugięcia się albo odwrotu. Co zaczęła – skończy, dając z siebie wszystko. Walka przerwana zostaje dopiero, kiedy jedna ze stron nie może jej kontynuować. Choćby to miała być Hem, nie podda się, dzielnie przyjmując konsekwencje własnej decyzji. A potem zakrwawiona i posiniaczona uśmiechnie się, aby znów spojrzeć na pozytywną stronę życia. To wszak była dobra walka. Jej przeciwnik godny starcia.
Jest dumna. Zwykła chodzić z podniesioną głową i nie bać się mieć własnego zdania. Dzielna, chociaż miejscami w zbyt gorącej wodzie kąpana. Ale ma szacunek do tych, którzy okazali się silniejsi niż ona. Niczym typowy facet potrafi po walce wyciągnąć rękę na zgodę, gdy wszelkie negatywne emocje rozładowane zostały w starciu fizycznym.

Bywa jednak bezczelna. Wyszczekana. Wredna, zaczepna, złośliwa. Ale na to wszystko trzeba sobie zasłużyć. Sprowokować ją, podpaść czy w inny sposób zdenerwować. Do każdego bowiem podchodzi otwarcie i przyjacielsko, póki druga strona nie da jej powodu do niechęci. Jedno jednak jest pewne – braknie jej mściwości typowej dla kobiet. Nie jest osobą, jaka będzie powoli kopała pod kimś dołki, aby potem z satysfakcją patrzeć, jak ofiara w nie wpada. Zdecydowanie woli rozwiązania szybkie i skuteczne. Wkurzyłeś ją? Nie zawaha się przestawić ci nosa, a potem uzna, że sprawa skończona.
Na swój sposób kocha walkę. Wysiłek fizyczny, treningi, ruch. Nie bez powodu od lat ćwiczy krav magę. Decyzja o podjęciu zajęć z tego jakże agresywnego stylu walki nie była podyktowana tylko samoobroną, ale także zainteresowaniem samymi technikami. Adrenaliną towarzyszącą starciu? Może. Z tego samego powodu uwielbia latać na miotle. Czuć pewien dreszczyk wyścigów albo ryzyka połamania nosa w czasie meczu. Rywalizacji, współpracy, radości wygranej albo wspólnego psioczenia po przegranej. Dość mocno wiąże swoją przyszłość z miotłą. Jak nie w formie Quidditcha to innego sportu. Coś na pewno się dla niej znajdzie.

Po całym dniu stawania w obronie słabszych, bójek, ścigania się w przestworzach czy opiekowania pierwszoroczniakami lubi wrócić do sypialni, wziąć pachnącą kąpiel w różowej pianie, zrobić gorącej czekolady i zrelaksować się. Te dwie natury łączą się w jej wnętrzu, płynnie przechodząc jedna w drugą. Kobieca łagodność przeplatana męską brutalnością. Opiekuńczość versus stanowczość. Spokój kontra agresja. Od okoliczności tylko zależy, na którą stronę się szala przechyli. Sama Hemah nie uważa tego za coś złego, sprawnie balansując pomiędzy oraz starając się wyciągać zawsze z siebie to, co najlepsze.

Ale gdzieś tam głęboko czają się delikatne kompleksy. Poczucie bycia dziwadłem. Odmieńcem. Czymś - bo nawet nie kimś - gorszym. Nie jest dość ładna na kobietę. Nie jest dość silna na mężczyznę. Tak właściwie nie jest żadnym. Mówienie o sobie w formie damskiej czy męskiej nie zmieni faktów. Zatem wybrała taktykę ignorowania ich oraz przezwyciężania. To co, że nie jest taka jak inni? Jest najlepszą wersją siebie, jaką może być. I ciągle pracuje, aby być lepsza.
Bardzo ciężko jest złamać jej hart ducha i upór, jaki wypracowała sobie przez lata. Tym tylko lepiej, że uparła się przeć naprzód i brać z życia garściami, nie przejmując się przeszkodami. Twarda jest nie tylko fizycznie, ale też psychicznie.


Historia

I feel like I'm the worst
So I always act like I'm the best

To był spokojny wieczór. A w zasadzie już noc, kiedy wracała ze spotkania firmowego. Oblewali ostatni udany projekt i może wypiła o jeden kieliszek za dużo, że spacer do domu wydał się wspaniałą decyzją. Polecano jej taksówkę, ale odmówiła, zwracając uwagę, jak piękna i ciepła to jest noc. Wszak trzeba korzystać z pogody, nim nadejdą zimowe mrozy, prawda? Oni też byli podpici. Nikt nie protestował, żaden z współpracowników nie odwołał się do zdrowego rozsądku, ulegając i wracając do zabawy, gdy ona wychodziła.
Szła powoli, delikatnie chwiejąc się na szpilkach. Obcas ciągle wpadał jej między płyty chodnika, ale w tym stanie tylko ją to bawiło. W końcu przystanęła, wpadając na cudowny pomysł. Zdjęła szpilki, dalej idąc boso i rozrywając sobie srebrne rajstopy.

On również świętował. Złapał znicz, zapewniając swojej drużynie rekordowo wysoki wynik, jaki na długie lata zapisze się w historii meczy Quidditcha. Absynt, ognista whiskey i smocza krew lały się litrami. Nikt na tej zabawie nie oszczędzał. Kogo obchodzi kilkaset galeonów wylane do kielichów, gdy zarobili ich tysiące? Nie trzeba było długo czekać, nim alkohol uderzy do głowy, otumaniając całkowicie.
Zamierzał tylko na chwilę wyjść z imprezy. Skoczyć na szybko do rodzinnej piwniczki po butelkę czegoś dobrego, bo w tej zapyziałej dziurze, jaka śmiała nazywać się barem, nie mieli czarnego Quintina. Machnął zatem na znajomków, zanim chwiejnym krokiem wybył przed lokal.
Jak to szło? Cel... Wole... Zawył... Nie, powoli. Po co ma wyć? Tam w instrukcji było wycie? Sekundy mijały, zmieniając się w minuty, kiedy w alkoholowym upojeniu próbował skupić się na tyle, aby się teleportować. Aż wzruszył ramionami, za najlepsze rozwiązanie uznając pójście na żywioł.

Głośny trzask rozległ się po skąpanej w świetle latarń ulicy. Kobieta zatrzymała się, lecz w jej sercu próżno było szukać strachu. Zamiast tego wino musowało w żołądku i umyśle, podpowiadając jakże cudowny plan sprawdzenia źródła hałasu.
Okryte rajstopami stopy skierowały się ku ciemnej uliczce. „A żeby to smoczy szczyny zlały...” rozbiło fasadę spokoju, utwierdzając ją w przekonaniu, że między pudłami znajduje się jakiś człowiek. Rozbawienie wpełzło na twarz kobiety, rozciągając usta w uśmiechu. Wargi poruszyły się, wypowiadając słowa odpowiedzi.  Lekko bełkotliwe, niemniej zrozumiałe „Myślałam, że to ja zabalowałam tej nocy. Ale co ty brałeś, że smoki widzisz?” Nieświadoma podeszła zbyt blisko, chwiejąc się oraz szukając ratunku w pobliskiej ścianie. Wsparła się o nią ręką, rozglądając się za jego twarzą. Nagle zrobiło się cicho, decyzja zatem padła na ponowienie nawoływania. „Heeej, nie bój się, nie doniosę glinom. Masz jeszcze? Może zabawimy się razem?” Śmiech potoczył się po alejce, kiedy perspektywa wspólnego ćpania wydała jej się strasznie zabawna.

Jego też to bawiło. Złość z pomylenia celu podróży szybko minęła, gdy wychodził zza składowanych na tyłach jakiegoś sklepu kartonowych pudeł. Ręka obcego podporę znalazła w formie krawędzi kontenera na odpady. „Mówili, że po tym...  Tym meczu... Kobiety jak łanie będą same wskakiwać mi do łóżka... Nie, abym narzekał!” Głos mężczyzny był znacznie mniej zrozumiały. Wypowiedź przerywana pauzami w czasie których szukał słów i zbierał myśli. A potem oddał się już tylko instynktom.

Nie chciała tego. Źle ją zrozumiał, nie odebrała jednak intencji podchodzącego blondyna dostatecznie szybko. Myśl, że idzie podzielić się z nią narkotykami opanowała umysł, alkohol stępił odruchy. I nim zauważyła, dopadł do niej, całując.
Dalsze sceny mieszają się w jej głowie, tworząc barwny, acz zupełnie niezrozumiały chaos. Odepchnięcie. Krzyk. Paraliż. Zimno chodnika. Ciepło jego ciała. Wilgoć między nogami.
Nie wie, czemu nagle straciła panowanie nad sobą. Amok zatarł większość szczegółów w jej głowie. Chyba osłabła na tyle, by nie potrafić walczyć, nieświadoma rzuconego na niej zaklęcia. Uroku, którego użycie badało potem Ministerstwo, o jakim  nigdy nie słyszała. Dochodzenie zaś umorzono. Stukające o biurko galeony skutecznie w tym pomogły. Obliviate nie było konieczne – mugolskie władze oceniły poszkodowaną za pijaną i majaczącą. Ona sama nie wierzyła we własne wspomnienia. Sprawa wkrótce dla obu stron była zamknięta. Sprawcy gwałtu nigdy nie odnaleziono.

On poszedł w stronę kariery. Ona podupadła na zdrowiu psychicznym. Zrobiła się roztrzęsiona i paranoiczna, alkohol oraz tabletki uspokajające były wszystkim, co jadła lub piła. Schudła. Wieść o ciąży była dla niej ciosem, jednak zdecydowała się ją donosić. Powtarzała sobie, że piękny chłopiec albo urocza córeczka zrekompensują jej traumę. Wróciła do dbania o siebie, lecz prochów nie odstawiła. Bez nich nie byłaby w stanie wytrwać we własnym postanowieniu. Niestety to, co zobaczyła po porodzie, stanowiło gwóźdź do trumny. Dziecko było... Kalekie. Obrzydliwe. Tkwiące pomiędzy obiema płciami, co mądrze nazwano hermafrodytyzmem. Lekarze powtarzali, że może to wina zażywanych leków, może jakaś genetyczna albo rozwojowa wada. Chcieli robić badania, operację, wyprowadzić małego (lub małą, zależnie od decyzji matki) na prostą. Ale ona nie była w stanie. Trauma, depresja poporodowa i szok przeważyły. Jeszcze tego samego dnia oddała dziecko do sierocińca, rodzinie mówiąc, że urodziło się martwe.
Tylko jej siostra znała prawdę. Siostra, jaka była przy niej każdego dnia ciąży, pomagając i wspierając. Zgodziła się jednak milczeć, aby nie sprawiać niedoszłej matce gorszego bólu. Niektóre rzeczy lepiej uciąć ostrym cięciem metaforycznego noża i nigdy do nich nie wracać.

Dziecko, choć porzucone, rosło zdrowo. Na tyle, na ile ktoś z jego kondycją mógł. Opiekunki miały wiele nadziei – maluchy przed pierwszym rokiem życia zawsze adoptowane są najszybciej. Potencjalni rodzice rezygnowali jednak, nie chcąc brać dziecka z problemami. Malucha, któremu trzeba będzie robić operacje i potem kontynuować leczenie, wykładać pieniądze na tabletki i hormony. Odstraszało. Nie wiadomo wszak, co jeszcze chorego się w nim znajdzie. Jakie kolejne genetyczne wady, nieuleczalne defekty i mankamenty.
Mijały miesiące, a niefortunnemu podopiecznemu trzeba było nadać tożsamość. Nie da się przeciągać wołania do dziecka per „ty”. Każda zatem opiekunka wybrała po jednym imieniu, z wolna przywiązując się do żywiołowego blond aniołka. Traktowały go naprawdę dobrze. Każde dziecko w ich ośrodku liczyć mogło na miłość i bezpieczeństwo. Nawet tak dziwne jak Hemah.
Nie tylko bowiem fizycznie dzieciak był osobliwy. Parę razy w pokoju malucha pękły żarówki. Dosłownie je rozsadziło. Innym razem wszystkie brązowe kredki zmieniły się na fioletowe – na drugi dzień po tym, jak Hemah uznała, że brąz to bardzo brzydki kolor. Nie zapomnieć należy sytuacji, gdy z kranu zamiast wody popłynął jej ulubiony sok.
Owe nieliczne incydenty zbywane zostawały nerwowymi machnięciami rąk. Ten wybór bezpieczniejszy był niż wdrażanie się i próby logicznego wyjaśnienia czegoś, czego nie dało się zrozumieć. Opiekunki miały też ważniejszy problem aniżeli wanna pełna soku.
Już dawno oceniły, że będą wychowywać Hemah jak dziewczynkę. Niemniej mijające lata przybliżały kobiety do momentu poważnej rozmowy. Jak duża powinna być, aby uświadomić ją o jej płci? Póki jest mała, niewinnie biega po ośrodku, bawiąc się z innymi. Wymieniając pierwsze rozmowy z gatunku infantylnego „a pani mówi, że tylko chłopcy mają siusiaki”. Nie przejmuje się swoim ciałem ani nie czuje się gorsza z powodu tego, kim jest. Nie potrwa to jednak w nieskończoność.

Dzień jedenastych urodzin Hem przyniósł niespodziewaną wizytę. Nie wybiła jeszcze dziesiąta, jak próg ośrodka przekroczył starszy mężczyzna. Tłumaczenia dotyczące jego posuniętego w latach wieku, zmarłej żony i córki; pragnienia zapełnienia pustki w domu oraz pokochania kolejnej istoty wypełniły gabinet opiekunki, zanim zaproszono go do ogrodu, aby mógł poobserwować dzieci.
Szybko wybór padł na jasnowłosą Hemah. Fakt ten nie zdziwił nikogo. Zawsze zwracała na siebie uwagę, jak nie wyglądem, tak zachowaniem. Ciekawska, ale grzeczna, energiczna, choć kulturalna. Dobrze wychowana, śliczna dziewczynka.
Usta opiekunek same otwierały się, aby uświadomić przybysza o stanie zdrowia małej. Ten ucinał jednak rozmowy, zanim się rozwinęły. Minister przekonany był, iż mugolki chcą mu mówić o dziwnych przejawach magii. Słyszał to wielokrotnie, kiedy odbierał utalentowane sieroty z podobnych do tego miejsc. Nie miał czasu na przerabianie tej samej gadki. Nie poznał zatem nigdy sytuacji Hem, zdecydowany na „adopcję” z miejsca.
Proszę dokładnie zapoznać się z jej dokumentacją medyczną” śledziło go, kiedy podpisywał kolejne arkusze umów adopcyjnych. „Powinniśmy jeszcze obejrzeć mieszkanie, sprawdzić stabilność zarobków...” wypowiedziane nieśmiało podążało za stalówką pióra, kreślącą daty i nazwiska. Podświadomie opiekunki nie chciały się rozstawać z małą, którą pokochały niemalże jak własną. Przybysz miał jednak wszystko, co trzeba było. To nie pierwsza jego interwencja w sierocińcu. Znał mugolskie prawo adopcyjne na pamięć i do każdej klauzuli przygotował sobie dziesiątki fałszywych dokumentów. Mieszkanie spełnia wymogi, co podpisała instytucja taka i taka. Zarobki posiada na poziomie dostatecznym, aby zapewnić dziecku dobrobyt, co widać tutaj. Nigdy nie był karany, proszę, papiery ma wzorowe. Żadnych nałogów ani niebezpiecznych zwierząt. Zgadza się na wizyty co miesiąc przez pierwszy rok i potem co kwartał. Oczywiście, że się zgadza, czemu nie? I tak żaden mugol nie dotrze nigdy pod wskazany im adres. W ostatniej chwili pamięć o czymś niezwykle istotnym odwiedzie go od wizyty u adopcyjnego ojca Hemah.

Uśmiechy przykrywały smutek, kiedy każdy się z nią żegnał, mówiąc, że ma szczęście. Ale ona tego nie chciała. Nie podobało jej się, że zabierają ją z jej domu. Płakała. Żal i rozpacz ścierały się z łagodnymi śmiechami. „To dla twojego dobra. I dla bezpieczeństwa innych” przerwało łkania, nim dłoń pokryta starczymi plamami nie ujęła drobnej rączki i stanowczo nie zabrała dziewczynki.
Podobno cukierków nie przyjmuje się od obcych. Ten jednak mężczyzna był teraz jej „ojcem”. Wzięła zatem czekoladkę, szeleszcząc papierkiem. Słodycz nasączona eliksirem uspokajającym zadziałała szybko, uciszając wszelkie protesty. Ale nie była w stanie ukoić smutku. Tylko teraz dziewczynka przestała widzieć sens w krzykach, w milczeniu i spokoju przyjmując nowy los.

Ten nie był tak wspaniały, jak obiecano. Zamiast do nowego domu rodzinnego, odstawiono ją do kolejnego sierocińca. Do obcych opiekunek, nieznanych dzieci, dziwnych zwierząt i istot. Kuliła się przed każdym skrzatem, wyłupiała oczy na biegające po korytarzu pufki. Piszczała, kiedy któryś podszedł zbyt blisko. Szybko przekonała się, że pan w garniturze, rozdający podejrzane cukierki, odstawił tylko wyćwiczoną farsę, a po tym przestał się nią interesować. Została na łasce opiekunek, którym powierzono zadanie wdrożenia jej w ten dziwny świat.
Przytłaczał. Nowe informacje, otoczenie, szkoła. Unikała kontaktów z kim mogła, przesiadując zamknięta w przydzielonym pokoju.
Niczym na równi pochyłej, jej stan pogorszył się z początkiem szkoły. Nie ufała nowym opiekunkom, wyrwana z poprzedniego otoczenia z dnia na dzień. Nie miała przyjaciół ni rodziny, do której mogła zwrócić się o wsparcie. Jej humor balansował pomiędzy dziecinnym obrażeniem na cały świat, a wylewaniem łez w kącie sypialni, jakiej wcale nie uważała za swoją. Odmawiała magicznych posiłków, nie chciała grać w czarodziejskie gry. Nie należała do tego świata i pragnęła wrócić do swojego. Opuszczała zajęcia, uciekała przed konfrontacją z nauczycielami. Pomimo wychowania w domu opieki, dopiero pierwsze miesiące w czarodziejskim świecie przybliżyły Hemah na skraj choroby sierocej.

Zaległości się piętrzyły. Obowiązki przybywały. Stan zdrowia się pogarszał. Obecna sytuacja nie zostawiała jej wiele wyboru. Albo rozleci się pod presją otoczenia, albo weźmie się w garść. Powoli ta świadomość kiełkowała w dziecinnym umyśle, przynosząc ze sobą nieprzyjemne myśli. Jest sama i musi sobie radzić sama. Próżno wyczekiwać pomocy. Musi otrzeć łzy i wydorośleć.
Rękę wyciągała nieśmiało. Poznając dzieci, zwierzęta i na końcu samą magię. Pracowała nad własnym strachem, aby zabijać go po kawałeczku każdego dnia. Regularniej uczęszczała na zajęcia, starała się nadrabiać minione miesiące. A pracy miała naprawdę dużo. I chociaż pod koniec pierwszej klasy poruszała się w magicznym świecie pewniej, nadal było wiele do zrobienia.

Kolejne lata przynosiły stopniową poprawę. Nie była orłem. Nie była najgorsza. Plasowała się gdzieś pomiędzy, osiągając pewną równowagę, jak wchodziła w okres dojrzewania. Który przyniósł ze sobą więcej pytań aniżeli odpowiedzi.
Czarodzieje są dość konserwatywni we wszelkich kwestiach seksualnych. Ale nastolatki pozostają nastolatkami, buzującymi hormonami oraz ciekawością. Pozerkiwania, podglądanie, rozmowy szeptem w sypialni. Coraz mniej niewinny dotyk, kolorowe zdjęcia i magazyny. Świadomość odmienności uderzała z dnia na dzień silniej. Wątpliwości się gromadziły, odpowiedzi nie przychodziły. Kiełkujące i rozwijające się wolno kompleksy mieszały się ze strachem. Drążenie przyniosło jedynie pewność, że nikt nie może się o tym dowiedzieć. Musi być silna. Tyle ten fakt udawało się ukryć, tak długo nie miał żadnego znaczenia... Przecież to nic nie zmienia? Dużo prościej powiedzieć, aniżeli zrobić. Sama nagle przybyła świadomość ciążyła. Paranoja, że ktoś odkryje prawdę, zacznie ją szykanować, prześladować i dręczyć. Jest inna. Dziwna. Czy przez to gorsza?
Niewiele rozumiała z własnej kondycji poza tym, że trzeba zacisnąć zęby i żyć dalej. Nieprzyjemne wspomnienia z początku Hogwartu jęły nawiedzać ją, gdy nocami nie potrafiła usnąć. Historia rzekomo lubi się powtarzać, dziewczyna odczuła to najsilniej, kiedy stanęła przed identycznym niemal wyborem. Albo podda się i rozleci psychicznie pod naporem tej nowej świadomości, albo nauczy się z tym żyć i przejdzie ponad owym faktem. Nie miała nikogo, na kim mogłaby tak polegać, jak na sobie.

Akceptacja nie należała do najłatwiejszych. Była jednak konieczna. Pewność siebie, jaką musiała w sobie wyrobić, aby zmierzyć się z życiem. A po pierwszym szoku nadeszła ciekawość. Poznawanie samego siebie, pewne zrozumienie, jakiego pragnęła. Wyciąganie coraz lepszych cech i dostrzeganie pewnych faktów. Potrafi być emocjonalna jak kobieta, jeśli jednak trzeba, szybko staje się stanowcza. Jest silniejsza niż jej koleżanki. Trzeźwo myśląca acz nie za cenę empatii.
Zamiast jak wadę, jęła traktować swój odmienny stan niczym zaletę. Doszukiwać się i szlifować w sobie cechy poszczególnych płci, te najlepsze, pożądane.

Zaczęła więc ostrzej ćwiczyć, aby wykorzystać daną przez naturę (lub przewrotny los) przewagę. Do tej pory treningi stanowiły odskocznię dla przebywania w magicznym świecie. Galeony zapomogi od ministerstwa wymieniała na funty i biegła do mugolskiej części Londynu, na co opiekunki kręciły głowami. Nie zabraniały jednak rozwijania się, póki wiedziały, gdzie jej szukać. A tylko latem mogła nadrabiać miesiące szkolne. Czasem uczęszczała na zajęcia dwóch grup równolegle, aby poznać i przećwiczyć jak najwięcej technik w tym niezbyt długim czasie. By potem móc je szlifować przez okres szkoły. Lekcje się zaczynały, ale ona nie pozwalała tej wiedzy zniknąć, upatrując sobie magiczne manekiny na worki do bicia. Miało to bez wątpienia swoje plusy i minusy. Z jednej strony jej przeciwnik nie czuł bólu i nie musiała się ograniczać. To pozwalało jej do woli go ranić. Z drugiej nie miał, kto korygować błędnych technik. Jeśli nie nauczyła się dostatecznie dobrze w wakacje pod okiem trenera, potem w szkole tylko utrwalała pomyłki. Ale ciężka praca jej nie przeszkadzała. Lubi ruch i poczucie siły, jakie daje znajomość sztuki walki.

Pamięta jednak, jak ciężko jest samemu w Hogwarcie. Jak trudno zacząć, kiedy nie ma się wsparcia. Poświęca zatem sporo czasu młodszym, otaczając ich opieką oraz przeprowadzając przez pierwsze, najgorsze miesiące w nowym miejscu. Mugolskie dzieci szczególnie są przerażone ogromnym zamkiem oraz samą magią. Pragnie oszczędzić im tego szoku, który przeżyła, kiedy pierwszy raz jej oczy padły na gmach Hogwartu. Złagodzić strach, zaszczepić pewność siebie i ciekawość. Wszak świat magii, chociaż ogromny i przytłaczający, jest też wspaniały w swojej dziwności. Wszystko, czego trzeba, to czyjaś dłoń, trzymająca za rękę, kiedy się w niego wkracza.

Gdyby ktoś jej spytał, czy jest z siebie zadowolona, zapewne odpowiedziałaby, że owszem. Jest. Pokonała na swej drodze liczne trudności. Nie poddała się. Nie jest idealna, ale robi wszystko, aby być jak najlepszą. Podobno o to w życiu chodzi. O wieczną grę w łapanie króliczka, rozwijanie się bez końca, bo celu nigdy się nie osiągnie. Jest zbyt odległy i ulotny, aby ktokolwiek mógł sięgnąć tego wymarzonego ideału. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby czerpać radość z samej drogi i pracy, co dziewczyna skrzętnie czyni.


Rodzina

I don't know if I am a boy, I don't know if I am a girl
I don't know when I was born, I don't know who my mother is
I don't know when I got alone, I don't know how I got mad
I don't think I should get back

Ojciec – czarodziej czystej krwi. Wypiera z pamięci, że mógł mieć cokolwiek wspólnego z mugolką. Procenty i urwany film tylko pomagają. Łatwo sobie wmówić, że nic się nie działo, kiedy pamięta się zamglone strzępki. Obecnie całkiem zatarł sobie te wspomnienia w pamięci, żyjąc w komfortowym przekonaniu, iż nie zrobił nic względem nikogo. Sama myśl, że mógłby zbliżyć się do kobiety niemagicznej, napełnia go obrzydzeniem. Nawet, jakby jakimś sposobem udowodniono mu ojcostwo, wyparłby się zbrukanego bękarta, nie chcąc ani nie zamierzając zaakceptować potomka półkrwi.
Matka – mugolka. Przeżyła silną traumę po gwałcie i potem ciąży. Zdarzają się dni, kiedy żałuje, że oddała swoje pierworodne dziecko do sierocińca. Czasem myśli, czy maluch nadal żyje, jednak nie umie przełamać się, aby choć spróbować go odszukać. Zamiast tego odnalazła szczęście w małżeństwie, wyrzuty sumienia spychając na dalszy plan. Skupiając się w całości na powitym dwa lata temu kolejnym dziecku. Tym razem zdrowym oraz kochanym przez nią całym sercem.
Mąż matki – mugol. Miał świadomość, że jego wybranka jest po traumatycznych przeżyciach, nie zraził się tym jednak. Powoli pomagał jej pokonać strach przed ludźmi, zbliżeniem cielesnym i rodzicielstwem. Trwało to długie lata, acz ani razu nie myślał jej zostawić. Obecnie tworzą szczęśliwą rodzinę, a ich życie w całości kręci się wokół dziecka, na co żadne nie narzeka.
Siostra matki – mugolka. Była sceptyczna względem małżeństwa siostry, po pewnym czasie przekonując się, że wybranek nie jest złą osobą. Wręcz przeciwnie, okazał się wspaniały, opiekuńczy i cierpliwy. Odsunęła się zatem na bok, nieco wycofując z ich rodzinnego życia. Już nie musi zważać całymi dniami na stan siostry. Uznała, iż nadeszła teraz pora, by skorzystać z tego czasu, co jej pozostał, zanim się zestarzeje. Założyła własny salon fryzjerski i zbiera fundusze na wielką podróż życia.


Ciekawostki

She's got a fetish for fine art
A pair of knee-socks and an oversized sweatshirt

★ Posiada kota rasy savannah. Ciekawska, nieco bezczelna i pełna energii bestyjka, a mimo to lojalna oraz przyjacielska. Strasznie gadatliwy, wydaje z siebie przeróżne dźwięki, by zdobyć uwagę człowieka. Atencyjny gorzej niż modelka z Instagrama. Uwielbia się bawić, zaglądać we wszelkie zakamarki, aportować oraz chodzić za Hemah wszędzie tam, gdzie ona. Zdarza mu się nie czekać, aż ruchome schody wsuną się na właściwe miejsca, zamiast tego skacząc pomiędzy kondygnacjami na oszałamiające odległości. Niezbyt lubi chodzenie na smyczy, acz Hem stara się go przekonać, że to wcale nie jest takie złe. Zamiast tego uwielbia z nią spać, zimą zakopując się w pościel i wtulając w dziewczynę. Nie boi się obcych, ale potrafi być charakterny, jeśli kogoś nie polubi. Zwykle oznajmia to donośnym syczeniem podobnym do syku wściekłego węża.
★ Mówi z silnym akcentem cockney. W praktyce oznacza to, że nie wymawia „t” ani „h”, a większość głosek przekręca. Przykładowo przedstawia się „Ema”.
★ Prawidłowo jej personalia wymawia się Hema Eżion Lutiel Peril.
★ Ułożyła swoje imiona w kolejności zależnej od tego, którą opiekunkę lubiła najbardziej.
★ Długo nie była świadoma, że jej inicjały tworzą słowo. Uznała jednak, że nie będzie tego zmieniać, biorąc pod uwagę, czemu akurat tak uszeregowała imiona. Ma za to wiele okazji do suchych żartów.
★ Ze słodyczy najchętniej je tarty owocowe.
★ W krav madze osiągnęła już zaawansowany poziom uczniowski. Chciałaby w ciągu najbliższych lat zdać na mistrzowski i ma nadzieję, że studia umożliwią jej wypady do mugolskiej części Londynu na treningi.
★ Nigdy nie miała chłopaka. Dziewczyny też nie. Nie daje się wciągnąć w żaden związek z obawy przed odrzuceniem.
★ Ma świetną, podzielną uwagę.
★ Co lato odwiedza mugolski sierociniec. W miarę możliwości utrzymuje tam wszystkie stare znajomości.
★ O swoich biologicznych rodzicach mówi "ona" i "on". Nigdy nie użyła względem nikogo słów "matka" czy "ojciec".
★ Rzadko poprawia ludzi, jak pomylą ją z mężczyzną. Nie czuje się tym obrażona w żaden sposób, a wręcz jest bardzo ugodowa i płynna w kwestii używanych względem niej zaimków. She/her jest jednak najczęstsze.
★ Kiedyś spotkała się z użyciem they/their, zaś owa osoba wspomniała, że po prostu nie była pewna płci i wolała uciec się do "neutralnego zaimka". Bardzo jej się ta forma spodobała, jednak nie korzysta z niej z obawy o dziwne reakcje magicznej społeczności.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217
C. szczególne : Blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Galeony : 2255
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1680
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
Hemah E. L. Peril QzgSDG8




Moderator




Hemah E. L. Peril Empty


PisanieTemat: Re: Hemah E. L. Peril   Hemah E. L. Peril EmptyWto Wrz 18 2018, 18:18



GRYFFINDOR!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!



stwórz pocztę
załóż relacje
zacznij grę




Życzymy

miłej gry!


______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Hemah E. L. Peril

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Hemah E. L. Peril QCuY7ok :: 
karty postaci
 :: 
karty studentow
-