Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Gabinet Harolda Cromwella Jr.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 196
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Sob Wrz 08 2018, 22:11


Gabinet Hala Cromwella

Jedno słowo wystarczyłoby, żeby opisać wystrój gabinetu:

BAŁAGAN:
 


Ostatnio zmieniony przez Hal Cromwell dnia Sob Paź 20 2018, 02:26, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania / Dolina Godryka.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 145
  Liczba postów : 436
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Wto Paź 09 2018, 16:10

Dziwna prośba.
Niezwykle podejrzana w sumie. Profesor Hal był jednym z tych specyficznych nauczycieli; oczywiście Winter nie wiedziała o nim nic więcej jak oprócz tego, że chyba ma kłopoty z pamięcią oraz zwyczajnie bredzi o nudnych rzeczach na lekcjach. Nie zmienia to faktu, że osobiście dziewczyna przepadała za magicznymi stworzeniami, tudzież nie pozostawało jej nic innego jak przełknąć goryczkę oraz zwyczajnie wziąć głęboki wdech, zaciskając ciut mocniej zęby. Dzisiaj jednak postanowiła dostarczyć parę złotooków, podejrzanych owadów, z którymi wcześniej nie miała do czynienia. Owszem, zasiedlały one nieraz ściany, kusiły swoim wyglądem, były bardzo podejrzane, nieraz nawet pozostawały na dłuższy okres czasu. Niestety lub stety, Winter nie potrafiła w żaden sposób określić, do czego przydają się ów robale - niemniej jednak miała ogromną nadzieję na to, że los nie przyniesie jej bycia owadem, który to może zostać z ogromną łatwością zdeptany przez nieuwagę człowieka lub uznany za potencjalne zagrożenie. Jakoś nie widziała siebie w postaci podporządkowanej królowie pszczółki bądź niezwykle agresywnego szerszenia - choć to zależy głównie od podejścia osoby, która ma styczność z tymi groźnie wyglądającymi drapieżnikami. Które jedzą pszczoły, tak swoją drogą.
Ubrana zatem w najprostszy strój; nie przepadała za rozwianymi na lewo i prawo dodatkami, udała się do gabinetu profesora Cromwella. Zazwyczaj nie witała na dłużej niż na kilka sekund, ale ciekawość musiała zostać w pewnym stopniu zaspokojona. Owszem, wolałaby słoiczek, tudzież małe szklane pudełeczko z widocznymi otworami (szkoda by było, gdyby udusiła te nieszczęsne złotooki) widniało w jej dłoniach, zaś policzek zdobił liść mandragory - oczywiście od środka, już przyzwyczajona do obecności tak nieprzyjemnego dodatku, psującego wszelkie możliwe smaki potraw. Chciała animagii? Musi przez to przecierpieć - innego wyjścia po prostu nie było.
Pierwsze zatrzymała się przed drzwiami, by następnie zapukać i po uzyskaniu pozwolenia (lub zwyczajnym braku odpowiedzi; nie wiedziała, czy starszy nauczyciel był w stanie usłyszeć docierające harmonijne uderzenia o drzwi) zwyczajnie wejść do środka. - Dzień dobry. - wypowiedziała prosto, choć nie była pewna, czy profesor kojarzył ją z jakiejkolwiek lekcji. W sumie, nie ma co się dziwić - nie odznaczała się wielką popularnością, również nie lubiła znajdować się w centrum uwagi, chociaż można było wyczuć od niej pewność i brak strachu. Co jak co, ale Winter nigdy nie pozwoliła sobie w kaszę dmuchać, jedynie udając pokorę względem tych, co znajdowali się nad nią. - Prosił pan o złotooki. - powiedziała, przybliżając się, chociaż sam fakt bałaganu panującego w pomieszczeniu dawał się we znaki. Porozwalane wszędzie papiery, różnorakie eksponaty po zwierzętach, jak również kubki herbaty walące się po biurku nauczyciela ewidentnie nie powodowały, że zyskiwał w oczach miano poukładanego i rozsądnego profesora. Miała tylko nadzieję, że nie będzie musiała płacić czymś więcej niż niefortunnym upadkiem, jeżeli jakimś cudem zahaczy o kałużę na posadzce. Głęboki wdech, czujnie obserwujące oczy, zauważenie kilku migrujących na podłodze robali (czyżby był ich miłośnikiem?), kolejne słowa. - Do czego są panu one potrzebne? - rzuciła pytaniem, czekając na odpowiedź ze strony mężczyzny. To nie tak, że nie wiedziała, co ma zrobić - po prostu nie chciała wyjść na tą pozbawioną wszelkich reguł i zasad.

@Hal Cromwell
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Czw Paź 11 2018, 21:20

Złotooki. Nietrudno było je schwytać. Powiedziałbym wręcz, że taka prośba odrobinę mi ubodła, gdyby nie to, że Hogwartczycy raczej nie byli łowcami zwierząt. Także postawienie przed nami zadania, polegającego na złapaniu do słoika kilku leniwych owadów, nie było aż tak nietrafione, jak krzyczała moja Fairwynowska duma. Wypełnienie polecenia Hala nie zajęło mi dłużej niż kilka minut. Po prostu przespacerowałem się po korytarzach późnym wieczorem, gdy były już opustoszałe po kolejnym dniu wypełnionym zajęciami w rozmaitych klasach i miałem oczy szeroko otwarte. Po drodze do gabinetu Cromwella schwytałem trzy, a miałem jeszcze jedną parę, jaka dziś rano błąkała się po dormitorium Krukonów. Wszystkie z nich trzymałem w specjalnym, niewielkim naczyniu - mojej autorskiej pułapce. Nie dało się ukryć, że była zaprojektowana dla czegoś większego, niż kilka biednych złotooków, ale to w niczym nie przeszkadzało. Musiałem tylko nieco zmniejszyć dziurki umożliwiające wymianę gazową między pojemnikiem, a otoczeniem. Jedno szybkie zaklęcie i było po sprawie. Więcej zachodu miało być z dostarczeniem przesyłki. Nie miałbym nic przeciwko krótkiej rozmowie z nowym nauczycielem, gdyby nie to, że nie byłem pierwszym, który dzisiejszego wieczoru postanowił dostarczyć robaczki do nowego właściciela. Zastukałem do drzwi gabinetu i uchyliłem je nieznacznie, zaglądając do środka. Porzuciłem nieśmiałość, gdy tylko okazało się, że w środku już jest jedna uczennica.
- Dobry wieczór - przywitałem się z profesorem, a także i z Winter, której w ramach powitania kiwnąłem głową. Zanim przeszedłem do sedna sprawy, rozproszyła mnie cała zawartość gabinetu. Powiodłem spojrzeniem po porozrzucanych na półkach książkach, a następnie skupiłem wzrok na słoikach ze spreparowanymi zwierzętami. W moich oczach pojawił się błysk ciekawości. Tak wyraźny i oczywisty, że Hal bez trudu mógł rozszyfrować nieme pytanie, jakie zastygło mi na twarzy. Byłem Fairwynem, nic dziwnego, że takie rzeczy mnie ciekawiły. Nagle zainteresowałem się czy profesor może kojarzyć mojego ojca. Od lat zajmował się polowaniem na magiczne stworzenia w Dolinie Godryka i także posiadał niejeden taki słoik. Wtem zreflektowałem się, przypomniawszy sobie po co tutaj przyszedłem. Wepchnąłem pojemnik ze złotookami na biurko, odsuwając przy tym ze dwa kubki z nieświeżą herbatą. I pewnie właśnie wtedy wyszedłbym z gabinetu, nie chcąc przeszkadzać tej dwójce w rozmowie, gdyby nie pytanie zadane przez Rieux. Czy Hal zdoła mnie zaskoczyć?

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 196
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pon Paź 15 2018, 20:03

Korzystając z tego, że miał dość luźny dzień, postanowił ogarnąć trochę w gabinecie, w wyniku czego, początkowo, zrobił mu się jeszcze większy syf. Nie był faktem ani zdziwiony, ani zniechęcony. Problem porządku wokół niego był jak kostka Rubika - żeby coś zbudować, trzeba było najpierw coś zepsuć. Tak więc celem zrobienia wolnej przestrzeni na blacie stołu, musiał zabrać stamtąd puste akwaria, które dostał za darmo od znajomego z zastrzeżeniem, że "mogą nie być dobre". Zanim miałby je gdzieś odłożyć musiał ustalić ich użyteczność i ewentualnie je naprawić, także w opryskanym wodą t-shirtcie popularnego w latach 70. mugolskiego zespołu rockowego, napełniał akwaria, sprawdzając czy nadkruszone rogi dna nie przeciekają. Przeciekały. Jak dotąd wszystkie, a pierwsze - które usiłował naprawić od razu magią - dodatkowo nie miało jednej ściany. Po tej wpadce odłożył różdżkę i robił wszystko ręcznie, przelewając wodę z jednego sprawdzonego akwarium do kolejnego. Nic więc dziwnego, że póki co dookoła stołu było dość mokro.
Nucąc pod nosem piosenkę z zespołu na koszulce, napełniał właśnie szóste akwarium, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Nawet gdyby był przygłuchy (a nie był!), nie mogłoby to ujść jego uwadze, przez Ono, która zerwała się z regału, na którym drzemała między książkami (zwalając przy okazji jedną) i rozdzierając dzioba w krótkich, ostrych krzykach przypominających kota, który połknął piszczałkę, przebiegła na swoich karykaturalnie długich nóżkach do drugiego końca gabinetu, przyglądając się drzwiom.
- Proszę - przekrzyczał sowę i wodę rozchlapującą się na dnie napełnianego przez niego akwarium. Uśmiechnął się ciepło do dziewczyny, która stanęła w drzwiach. Wydawało mu się, że ją kojarzył, chociaż nie dałby sobie ręki uciąć, szczególnie, że nadal trzymał w nich akwarium.
- A, tak - potwierdził, gdy wyjaśniła powód wizyty i odstawił zbiornik na stół - Dziękuję.
Wytarł dłonie o nogawki bojówek i przestąpił nad kałużą na posadzce, odbierając od dziewczyny owady.   Ono, która po wejściu dziewczyny zdecydowała się jednak zamknąć dzioba, wysunęła się ze swojego kąta, przebiegając wzdłuż ściany w ich stronę i przystając, gdy tylko ktoś na nią spojrzał.
Hal uniósł pojemnik ze złotookami na wysokość oczu i przyjrzał się zawartości.
- Dobra robota - pochwalił ją z uśmiechem.
W tym momencie ponownie rozległo się pukanie do drzwi, a do środka wszedł Ryan(?)... Riley(?)... Remy(?)... któryś z nich na pewno. Chłopak przyszedł z tym samym interesem co Krukonka i odstawił swoje zdobycze na biurko. Hal wyciągnął w jego stronę rękę z owadami dziewczyny, rzucając niemą prośbę o odstawienie również tych, kiedy padło pytanie.
- Podrzucam do jedzenia w kuchni i przyglądam się ludziom podczas obiadu, śmiejąc się złowieszczo w środku - odpowiedział bardzo szybko bardzo poważnym tonem. Czasem sprawiał wrażenie, że udzielenie od razu prawdziwej odpowiedzi by go zabiło - Niepotrzebnie podsuwam wam pomysły... - dodał sekundę później do samego siebie. Swoją drogą osobiście nie specjalnie przejąłby się taką wkładką białkową w swojej zupie.
- Dowiecie się na kolejnej lekcji - tym razem mówił już na serio. Przez chwilę stał w milczeniu, przyglądając się dwójce uczniów, ale zaraz przypomniał sobie w jakiej czynności mu przerwali.
- Kurza twarz! - otrząsnął się, obracając i podchodząc szybkim krokiem do stołu, na którym stało napełnione w jednej dziesiątej wodą akwarium. Unosząc je kawałek nad blat przejechał wolną dłonią po krawędziach, ale szczerze mówiąc, po pół godzinie macania mokrego szkła, jego palce zapomniały jaka w dotyku była suchość.
- Czy któreś z was byłoby tak miłe i mi powiedziało, czy to dno jest mokre, czy to tylko moje ręce? - poprosił, korzystając z tego, że ma kogo wykorzystać. Przetarł szkło suchym jeszcze skrawkiem leżącego nieopodal ręcznika i chwyciwszy zbiornik obiema dłońmi, przesunął się bliżej dzieciaków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania / Dolina Godryka.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 145
  Liczba postów : 436
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pon Paź 15 2018, 20:54

To, co działo się w środku gabinetu profesora, było istnym armagedonem.
Wszędzie woda. No dobra, nie wszędzie, ale jednak odgrywająca kluczową rolę w postrzeganiu całokształtu pomieszczenia, które powinno być suche. A jednak. Hal nie wpisywał się w schemat typowych nauczycieli, niemniej jednak Winter miała doskonałą pamięć co do sytuacji - ów profesorek doszedł bardzo niedawno, praktycznie wręcz pod koniec poprzedniego roku szkolnego, który dziewczyna zwyczajnie zdała. Teraz chciała stać się osobą o wiele lepszą, tudzież nie odstępowała od nauki ani na krok - nie tylko transmutacja była bliska jej sercu, lecz także inne przedmioty zdawały się mieć mniejszą lub większą wartość w stosunku do wcześniej wymienionej dziedziny. I być może również ONMS zajmowało miejsce tuż obok możliwości przeobrażenia jednego przedmiotu w drugi, o tyle jednak wiedziała najwięcej o testralach. Bo tylko te widziała i te zdawały się być zaintrygowane jej postacią (a może ona ich?), chociaż zwierzęta zdawały się mieć bardziej wyczulony zmysł do ludzi. Być może czuły krzywdy, które to spotykały ją niefortunnie poprzez własne pochodzenie? Nie wiedziała, niemniej jednak nic nie mogło jej zaskoczyć.
Nawet profesor ubrany w jedną z koszulek typowych bardziej dla chyba młodzieży. A tak zdołała wywnioskować, skoro manifestował swój gust muzyczny..
Sama nieraz nosiła, ale te mugolskie. I na pewno nie takie, które mogłyby się spodobać większości, albowiem były one przeznaczone tylko dla specyficznej grupy, która nie boi się cięższego brzmienia muzyki, elektrycznych gitar oraz perkusji uderzającej w rytm ustalony przez śpiewającego. Na terenie Hogwartu rzadko kiedy można było ją spotkać właśnie w ubraniach reprezentujących dane bandy, a to ze względów prostych - ubierała się po prostu elegancko. A raczej starała, co w sumie było nieraz widać. Niemniej jednak równocześnie wychwalała prostotę, tudzież można było ją zauważyć w prostej koszuli z długim rękawem oraz spodniami, albowiem Winter niespecjalnie przepadała za spódnicami. Rzadko kiedy można było ją w nich spotykać.
Na jej twarzy nie widniał żaden uśmiech, co najwyżej posępny i kompletnie nie pasujący do relatywnej wartości "radosnego", który to już dawno temu został zażegnany. O ile w ogóle nie wstąpił w jej szeregi, albowiem nie miała żadnych powodów do jakiegokolwiek posyłania podniesionych ponad miarę kącików ust do góry. Zamiast tego widać było, że Rieux również nie potrafi wtopić się w tło społeczeństwa, chociaż skutecznie przyjęła jego reguły; nie była towarzyska, wolała trzymać się właśnie na uboczu, dlatego dla profesora była kompletnie obca. Praktycznie nieznana, jakoby została niedawno wypuszczona na światło dzienne; rzadko kiedy odwiedzając gabinety. A ten gabinet zdawał się być coraz to większą zagadką.
Proste kiwnięcie głową do góry w wyrazach szacunku, tyle po prostu dla niej wystarczyło; żadnej zbędnej paplaniny, po co i na co, nie nadawała się do tego. Za dużo skrótów myślowych używała, nieraz zbytnio cisnęła słowem z niemalże chirurgiczną precyzją, zahaczając o piętę Achillesową. Śmieszyło ją to oraz bawiło wewnątrz duszy, chociaż nie miała ku temu większego powodu. Zawsze stanowiła w pewnym stopniu układankę składającą się z osamotnienia i niewiadomych, które przemykały przez jej umysł niczym pegazy, skutecznie zastanawiając na dłuższą chwilę. Co ona mogła mieć w głowie? Jak można zachowywać ten sam wyraz twarzy? Czy ona coś w ogóle czuje? Te pytania zazwyczaj oblegały sklepienie czaszki tych, którzy nie potrafili jej rozgryźć, nie potrafili rozwiązać zagadki. Co może i jest dobre. Wejście kolejnego ucznia do gabinetu nie zaburzyło jej równowagi - doskonale kojarzyła Riley'a, co nie zmienia faktu, że wyjątkowo mało ze sobą rozmawiali. I nie to, żeby jej to jakoś przeszkadzało, niemniej jednak nie potrafiła w żaden sposób się otworzyć. Tęczówki przez chwilę zwróciły się w jego stronę, przeszywając spokojnie sylwetkę, jakoby była ona elementem w pewnym stopniu różniącym się od obecnego stanu gabinetu. Niemniej jednak stały się z łatwością jego stałym elementem; przedstawiciel Fairwynów doskonale pasował do całokształtu budowy pomieszczenia.
- Intrygujące zajęcie. - dodała, chociaż nie zahaczało to ani o złośliwość, ani o jakiekolwiek inne emocje; pozytywne lub negatywne, kompletnie pozbawione były te słowa wydźwięku, drugiego dna umieszczonego między początkiem a końcem. Lekcja? Jaka lekcja? No cóż, będzie trzeba się ponownie przygotować; skoro tematem będą złotooki, profesor musi mieć jakieś poszczególne zastosowanie tych śmiesznych robali, czyż nie? - Niemniej jednak - wyjątkowo genialny w swej prostocie. - musiała dodać. Przynajmniej teraz wie, jak przeszkodzić życie komuś, kto zwyczajnie ją wytrąci z równowagi; a misja ta była wyjątkowo trudna oraz praktycznie niemożliwa do zrealizowania. Kiwnęła jeszcze raz głową na odpowiedź ze strony nauczyciela.
W porządku.
Wtem nagła reakcja Hala niechcący ją zaniepokoiła odrobinę, ale gdy okazało się, że tematem głównym jego takiego zachowania było akwarium, które mimo wszystko dalej przeciekało, odetchnęła w duszy z ulgą. Cichą, przykrytą chmurami ulgą. Nietypowe zajęcie wybrał sobie pan profesor - byłaby w stanie powiedzieć, gdyby nie drobne zadanie, które zostało im powierzone. Sprawdzić spód? Nie ma najmniejszego problemu; podwinąwszy rękawy, by nie zamoczyć materiału, z którego została wykonana koszula, postanowiła dotknąć wierzchnią częścią dłoni elementu, z którym profesor Cromwell się zmagał. O ile Riley nie zrobił tego wcześniej - wówczas poczekała na werdykt, chociaż nieuniknione, że szkło nadal było wyjątkowo śliskie. Nie spieszyła się, nie miała po co, nie pchała się również tam, gdzie nie trzeba jej było.
- Hm. - i zapewne wówczas wyszłaby, gdyby nie drobna chęć pomocy profesorowi. - Jeżeli pan profesor pozwoli... - wyjęła różdżkę, kierując ją w stronę znajdującego się nadal w dłoniach nauczyciela. Otrzymawszy pozwolenie (a czemu nie?), postanowiła rzucić czar - naprawić upływ czasu, poprawić te nieszczęsne szczeliny, które powodowały wypływ cieczy na zewnątrz. - Reparo. - rzuciła bez problemów, bez jakichkolwiek zakłóceń bądź anomalii zaklęcie służące do naprawy. Które najwidoczniej zadziałało, bo jakimś cudem szklany pojemnik nie przeciekał w żaden szczególny sposób, a przynajmniej nie było to zauważalne. - Chyba teraz jest w porządku. - odpowiedziawszy, czekała na reakcję Riley'a.

| Riley, jeżeli wychodzisz w następnym poście, mi też dej I love you

Reparo: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Wto Paź 16 2018, 23:32

Sowa natychmiast przykuła moją uwagę. Prawdę mówiąc, bardziej niż nauczyciel zmagający się z rozbitymi akwariami. Zdaje się, że powoli zaczynałem już przyzwyczajać się do dziwactw nauczycieli Hogwartu, toteż zupełnie bez większego zaskoczenia stąpałem po mokrej podłodze, odstawiając wilgotny słoik z robalami Winter na równie przemoczone biurko. Nie było to łatwe zadanie. Wydawało się, że jeden niewłaściwy ruch strąci całą tę piramidę kubków, ksiąg, akwariów i innych dupereli, jakie znalazły swoje miejsce w tym rozgardiaszu. Kiedy cofałem się nieco od Hala, aby nie przeszkadzać mu w... macaniu akwarium, pochwyciłem kątem oka spojrzenie Winter. Przeszywające, zdecydowanie badawcze. Zamiast odpowiedzieć jej w podobny sposób, jak miałem w zwyczaju robić, gdy ktoś starał się mnie ocenić, jedynie uśmiechnąłem się do niej nieznacznie. Zupełnie niezobowiązująco, ale przyjacielsko, a jednak nie zamieniliśmy ze sobą ni jednego słowa. Jeszcze. Ważniejszym w tym momencie byli mieszkańcy tego cyrku na kółkach. Hal i jego krzykliwa sówka. I o ile Winter zainteresowała się akwarium, pomagając w jego naprawie, ja skoncentrowałem się na stworzeniu. Przyjąłem inną postawę. Bardziej otwartą, mniej konfrontacyjną, aby sowa nie bała się mnie tak jak obcego, lecz niewiele to dało. Zamieszanie jakie wywoływaliśmy było zbyt absorbujące jak dla małego stworzonka.
Zarejestrowawszy mimochodem odpowiedź Cromwella, poczułem zawód, że pofatygowawszy się do jego gabinetu, nie zdołaliśmy jeno uszczknąć rąbka tej tajemnicy. Cholera, następnym razem zostawię mu robactwo w pokoju nauczycielskim. Nie okazałem zawodu. No, może jedynie odrobinę uniosłem brwi, zadziwiony nie tylko żartem, ale i niechęcią do zdradzenia szczegółów, lecz nie drążyłem tematu. Miałem wrażenie, że im dłużej tutaj staliśmy, tym silniej tonęliśmy w zamieszaniu i bałaganie. Nie chciałbym zostać zaangażowany do sprawdzania każdego z akwariów, dlatego zwyczajnie uciekłem od tego zadania.
- Jeżeli to wszystko, profesorze Cromwell, chcielibyśmy już wrócić do dormitorium. Winter, mogę Cię prosić na słówko? - Prosta wymówka, swoista ucieczka. Wątpiłem, aby Hal chciał nas tutaj dłużej przetrzymywać, ale jeżeli tak było, dostosowałem się do jego woli, a potem opuściliśmy gabinet. Wspólnie. Rozdzielić mogliśmy się tuż za progiem, ale nie skorzystałem z okazji.
- Ten to nie ma co robić wieczorami - podsumowałem zachowanie nauczyciela, starając się zagadnąć Rieux po drodze na wieże Krukonów. Jeżeli nie miała ochoty na rozmowy, nie nalegałem i odbyliśmy tę podróż w zupełnej ciszy.

Sorki, gównopost bardzo ;_;
[ztx2]

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 196
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Sro Paź 17 2018, 20:40

- Dziękuję, ale... - nie zdążył dokończyć, bo Krukonka już celowała w akwarium różdżką. Naprawdę nie potrzebował pomocy przy magicznym naprawianiu akwariów. Może i nie był zaklęciowym mistrzem i wcale by się specjalnie nie zdziwił, gdyby nawet wśród studentów znaleźli bieglejsi od niego w tej sztuce, ale Reporo jednak potrafił. W dobie zakłóceń nie zaufałby nawet Grindewaldowi, gdyby zaproponował mu pomoc zaklęciami. Zasylikonowanie przeciekających krawędzi akwarium nie stanowiło żadnego problemu, wstawienie nowej szyby, gdyby zniknęła jak ta pierwsza, kiedy sam spróbował wymagało jednak więcej wysiłku. O ile nie stałoby się coś jeszcze innego, z tymi zakłóceniami nigdy nic nie było wiadomo na pewno i dlatego czasem wolał przerzucić się na tryb ręczny. Na szczęście zaklęcie dziewczyny zadziałało prawidłowo.
- Na przyszłość... - zaczął, chcąc zwrócić uwagę na zbyt pochopne, pośpieszne i niefrasobliwe machanie różdżką w okolicznościach, gdy magia mogła płatać figle, ale mu się odechciało - Nieważne - westchnął i po odstawieniu akwarium machnął ręką. Nie było to może zbytnio wychowawcze nie był w nastroju na prawienie kazań.
- Oczywiście. Nie chciałem was zatrzymywać - opowiedział młodemu Fairwynowi z lekkim uśmiechem. Domyślał się, że mieli ciekawsze i suchsze rzeczy do roboty. Podziękował im jeszcze raz za złotooki, a kiedy wyszli wrócił do ogarniania akwariów.

//zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 840
  Liczba postów : 341
http://www.czarodzieje.org/t16556-ariadne-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t16572-you-don-t-know-my-mind
http://www.czarodzieje.org/t16575-verheyen
http://www.czarodzieje.org/t16555-ariadne-t-fairwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Czw Paź 18 2018, 19:22

Owady - w moim odczuciu najlepiej się prezentują w gablotach.
Nazywałabym je chaosem, brzęczącą nieistotnością żegnaną wręcz instynktownym odruchem dłoni. Bytem ulotnym, trwającym w wiecznym rozmyciu - w raptownym drżeniu swych blaszkowatych skrzydeł. Nawet, jeśli zdołały w pobliżu osiąść - niedługo później, ponownie zrywały się; wydawały się krążyć jakby bez ustalenia celu. Dopiero - przy umieszczeniu na osi szpilki, wbitej w ich zasuszoną planetę ciała, lśniący pancerzyk, chitynową - powlekającą skorupę - zastygały, dojrzałe, ustatkowane, w majestatycznym bezruchu; niedocenione - w swoim nietrwałym żywocie skarby. Można się wtedy przyjrzeć, z uwagą zatrzymwzrokiem na tej drzewiastej sieci ich systemu oddechu, przyjrzeć się ciemnym, uwypuklonym oczom - sferom o mozaice mieniących się wsród milczenia refleksów. Można z uwagą - prześledzić kształt niewielkiego ciała, opływowego jak igła, policzyć rzędy niewielkich, smukłych odnóży oraz zlustrować szczęki. W obecnej formie - owady wypowiadają się - szepczą głuchą zagadkowością stwierdzeń, przestają już być nieskładnym, powstałym gdzieś w drugim planie bełkotem. Żywię - osobiście nadzieję, aby profesor Cromwell uchwycił odpowiednio ich piękno - kiedy dostarczam jemu owady żywe. Z drugiej zaś strony, ten racjonalny fragment przestrzeni mojego umysłu - głosi o zawiedzionych nadziejach; najpewniej słusznie. Chwytanie nędznych i niepozornych insektów, nie należało co prawda do najciekawszych zajęć - choć mimo wszystko przystałam na zarządzenie Cromwella. Zaciekawienie się gatunkiem złotooków, mimo wszystko, wydawało się mojej osobie irracjonalne - czyżby mężczyzna nie był nauczycielem Opieki nad Magicznymi Stworzeniami? Złotooki nie były ewidentnie magiczne; ich istnienie pozostawało utkwione wśród świadomości każdego, napotkanego mugola.
To jednak odmienny rodzaj sporządzonego pytania, które zostawiam razem ze ściszającym się tonem kroków - kiedy oddałam się, ginę w swojej drodze powrotnej - zostawiam swoje owady pod gabinetem.

| zt

______________________

it was me on that road
but you couldn't see me
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Irlandia / Dolina Godryka.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -145
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t16695-aaron-o-connor
http://www.czarodzieje.org/t16711-relacje-aarona-o-connora#463059
http://www.czarodzieje.org/t16712-poczta-aarona-o-connora#463062
http://www.czarodzieje.org/t16696-aaron-o-connor




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pią Paź 19 2018, 19:50

Jakieś dziwne... owady?
Czyżby Hal rzeczywiście nauczał ONMS? Tego nie był w stanie stwierdzić po prośbie, jaką skierował nie tylko do uczniów, ale także pozostałych pracowników szkoły. Wypełnianie własnego zawodu zdawało się być wyjątkowo intrygującym zajęciem, chociaż ewidentnie prośba dostarczenia złotooków z łatwością zapadła w jego pamięci na tyle, iż zdołał dostrzec ich sztuk parę we własnym, zamkniętym gabinecie. Początkowo spoglądał na nie ze zdziwieniem, kierując dłoń pierwsze na odrastającą brodę, potem zaś - chwytając za przypadkowy pierwszy słoik, który znalazł się w zasięgu jego ręki. Potem pozostało łatwe przebicie wieczka; czy to za pomocą tradycyjnych metod, czy to za pomocą metod czarodziejskich, nie to było ważne w jego mniemaniu. Skupił się w pełni na wykonaniu zadania zadanego przez profesora Cromwella; co prawda dziwnego, aczkolwiek nie mógł sobie odmówić dodatkowej, niezbędnej wręcz rozrywki na czas uderzającej do głowy rutyny, kiedy to głowa wydawała się być wyjątkowo zamknięta na kolejne tworzenie oraz sprawdzanie listów.
Szedł zatem powoli, w sumie to schodził z czwartego piętra na pierwsze; ciemnoniebieskie oczy zlustrowały z łatwością gabinet należący do starszego współpracownika. Trzymając w swoich dłoniach słoik, nie zwlekał zbyt długo z dostarczeniem go w odpowiednie ręce; a co jak zwierzaki przez przypadek się poduszą? Aaron zdawał sobie nieraz sprawę z własnych słabości, niemniej jednak był na tyle odważnym nauczycielem, że nie wahał się w żaden sposób podchodzić nieformalnie do całokształtu wydarzenia. Zapukawszy, kiedy to otrzymał zgodę, uśmiechnął się serdecznie do mężczyzny, kiedy to dłoń zapadła na klamce, zaś drewniane drzwi otworzyły się bez większych problemów.
- Hej, Hal! - przywitawszy się, odgarnął grzywkę, by następnie skierować się w stronę biurka, stawiając na nim słoik kilku sztuk złotook. Szczęście, że to nie były muchy, bo i tak mogło się zdarzyć w przypadku Connora; tym razem pech unikał go pełną parą. Coś o tych istotkach słyszał, coś o nich pamiętał, aczkolwiek mógłby je z łatwością pomylić. W sumie to nawet nie zdziwił się na to, co zastał w pomieszczeniu; o ile kojarzył profesora, o tyle był w stanie stwierdzić, że naucza właśnie przedmiotu związanego z rzeczami, które potrafią znaleźć się pod iście kontrowersyjnym pytaniem. - Słyszałem, że szukasz tych owadów... w sumie to są świeżo złapane, więc gdyby podkusiło cię wrzucić je do czyjegoś obiadu, to gwarantuję - na pewno żaden człowiek się nie struje. - zaśmiał się pod nosem, nie mogąc się powstrzymać od krótkiego żartu. - Jak znajdę ich więcej, to dam znać. - rzuciwszy na odchodne, kiwnął głową w stronę starszego nauczyciela, tym samym otwierając drzwi z zamiarem opuszczenia gabinetu. - Do zobaczenia.
I zniknął.

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 547
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1946
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Czw Lis 01 2018, 13:07

Bridget dłuższy czas nosiła się z tą myślą i dzień w dzień zadawała sobie pytanie, czy może jednak oszalała? Tropiciel pokazał się po raz kolejny, wizbook automatycznie otworzył jej się na nowym wpisie tajemniczego jegomościa podróżującego po świecie w poszukiwaniu zaginionych artefaktów hogwarckiego przedmiotu, przez który magia w Anglii, i najwyraźniej w innych częściach świata również, płatała niemałe figle. Panna Hudson wykazywała wielkie chęci, by przysłużyć się sprawie, by pomóc rozwiązać problem i znaleźć to coś, co powodowało wielkie burze piaskowe na pustyni w Egipcie i była to jedna z najbardziej niebezpiecznych rzeczy, jakie zrobiła, jeśli nie najniebezpieczniejsza. Ilość czyhających na nich zagrożeń była niepojęta, Puchonka dwukrotnie zgubiła się, zraniła, a w dodatku była wystawiona na całą masę niekorzystnych czynników atmosferycznych - a na domiar wszystkiego przez dwa tygodnie po powrocie wciąż kaszlała piaskiem. Czy w takim razie zwariowała już do reszty, skoro po tak niemiłych doświadczeniach rozważała kolejną wyprawę?
Dżungla wydawała się być jeszcze gorsza niż pustynia - pełna groźnych zwierząt i nieprzewidywalnej roślinności, podstępna, z mnóstwem pułapek, w które człowiek bez większego trudu mógłby wpaść. Z pewnością nie udałaby się tam samotnie, nawet ze swoimi koleżankami czy kolegami nie odważyłaby się na taką podróż. Potrzebowała mieć przy sobie osobę doświadczoną, osobę uczoną, która znała się na rzeczy.
Innymi słowy - chciała Hala Cromwella.
Nie wiedziała, czy mężczyzna w ogóle interesował się takimi rzeczami, czy doszły go słuchy o wyprawie, czy rozważał swój udział, lecz zamierzała zapytać. Stanęła więc przed drzwiami jego gabinetu i zapukała, dopiero po fakcie czując, jak stres ścisnął jej wnętrzności. Przełknęła z trudem ślinę, po czym uchyliła drzwi.
- Dzień dobry, profesorze - rzekła na wstępie, starając się brzmieć pewnie. Z miernym skutkiem.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 196
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pią Lis 02 2018, 00:41

Absolutnie nieświadomy faktu, że ktoś gdzieś tam, myśląc o doświadczonej, uczonej i znającej się na rzeczy osobie, wyobrażał sobie właśnie jego, rozmrażał właśnie myszy dla leniwej Ono - która wolała zdychać z głodu, niż ruszyć tyłek i własnoskrzydle na coś zapolować – kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Patrząc w ich kierunku, nalał wrzątku z czajnika do niedużego plastikowego pojemnika, a następnie do stojącego obok kubka.
- Dzień dobry, Bridget – rozpromienił się na widok prefekt naczelnej, wrzucając do kubka martwą zamrożoną mysz i torebkę z herbatą do pojemnika – Chcesz herbaty? Mam dość wody na jeszcze jedną - zaproponował machając czajnikiem, w którym zachlupała woda. Domyślał się, że dziewczyna przyszła do niego z czymś konkretnym, ale skoro trafiła tak idealnie na świeżo zagotowaną wodę, to szkoda byłoby nie skorzystać zanim powiedziałaby jaki miała problem. Zwłaszcza, że Hal był w szczególnie gościnnym nastroju z racji, że rano udało mu się całkiem nieźle sprzątnąć gabinet. Na biurku jak zwykle panował papierologiczny chaos, ale przynajmniej nie było na nim brudnych kubków, ani zwierząt. Na stole stała tylko jedna susząca się klatka po jakimś ptaku. Kanapa była czysta, a podłoga tylko w dwóch miejscach zapaskudzona przez Ono, która nawet kiedy nie jadła, cudownym sposobem była w stanie coś obsrać. Hal nawet nie łudził się, że ten stan rzeczy potrwa dłużej niż dwa dni i tym bardziej wypadało korzystać.
Ono, która jeszcze chwilę temu bawiła się w rozszarpywanie dziobem jakichś starych papierów, które rzucił jej w kąt gabinetu, wyprostowała się na swoich długich nóżkach i zapiszczała na dźwięk ludzkiego głosu. Przebiegła przez pomieszczenie, po czym wskoczyła na oparcie krzesła stojącego przy Halu i przekrzywiając główkę wbiła wzrok w Puchonkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 547
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1946
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pią Lis 02 2018, 23:16

Nie wiedziała, dlaczego odczuwała cały ten stres. W ostatnim czasie była jednym wielkim kłębkiem nerwów, stłamszona natłokiem silnych emocji czuła się cholernie niepewnie w konfrontacjach z innymi ludźmi. Samo to powinno dać jej do myślenia, że może wybieranie się na wyprawę w dziką dżunglę nie było najlepszym pomysłem, lecz czuła powinność, pewnego rodzaju... obywatelski obowiązek.
Uśmiechnęła się delikatnie, wręcz prześlizgując się przez szparę ledwie uchylonych drzwi, po czym zamknęła je cicho, jeszcze przez kilka sekund stojąc przy nich, obserwując poczynania profesora. Zdawał się być nieco roztargniony - Bridget ze zdziwieniem patrzyła na lądującą w kubku na herbatę mysz.
- Tak, z chęcią - odparła w odpowiedzi na jego pytanie, po czym przeszła tych kilka kroków dzielących ją od jego biurka. Zajęła wolne miejsce po drugiej stronie, rozglądając się nieco po wnętrzu gabinetu. Nie była w nim jeszcze nigdy, wobec czego była zafascynowana tym, co skrywały pękające w szwach regały. Jej wzrok padł na terrarium dla gumochłonów. - To z tamtej lekcji? - zagaiła, rzucając mu przelotne spojrzenie, tylko trochę chcąc upewnić się w tym, że w jej kubku na herbatę nie wyląduje mysz. Jej uwagę w następnej kolejności przykuło Ono, sowa nauczyciela, wlepiająca w nią wzrok.
- Przyszłam z pewnym pytaniem do pana... - powiedziała, po czym zawahała się na chwilę, chyba pod presją spojrzenia bystrych oczu ptaka. - Może to zabrzmi głupio, ale może zastanawiał się pan nad tą wyprawą do dżungli?

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 196
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Czw Lis 08 2018, 03:57

Kiwnął głową, przyjmując do wiadomości życzenie Puchonki, gdy kątem oka zauważył mysz w kubku. Zamrugał kilka razy, zastanawiając się jak bardzo brudne było pudełko, w którym planował rozmrozić gryzonia, a w którym teraz parzyła się jego herbata i jak bardzo czyniło ją to nie pitną. Zrezygnował jednak z szybko z tego pomysłu i zajął się przygotowaniem świeżej dla dziewczyny.
- Mam nadzieję, że lubisz czarną, bo nie mam nic innego - przyznał przepraszającym tonem - Nawet cukru... chociaż może mógłbym coś na szybko pożyczyć od profesora Corbijna - niewątpliwie nie był najlepszym gospodarzem. Nie mówiąc już o tym, że jaki szanujący się Brytyjczyk chodziłby do Holendra po pomoc w parzeniu herbaty, jednak jego przywiązanie do tego trunku bardziej przypominało uzależnienie niż koneserstwo.
Postawił przed dziewczyną kubek, zgarniając z biurka pudełko, z którego następnie wylał herbatę.
- Owszem - podążył za wzrokiem dziewczyny, zatrzymując się na terrarium zagospodarowanym przez uczniów. Można było chyba zaryzykować stwierdzenie, że było najładniejszą rzeczą w jego gabinecie. Osobiście nie miał czasu na zadbanie o estetykę pomieszczeń dla zwierząt, które z różnych powodów tymczasowo przebywały w jego rękach i skupiał się jedynie na tym by były praktyczne. Miło było mieć dla odmiany coś co nie tylko było funkcjonalne, lecz także dobrze się prezentowało.
Wstawiwszy czajnik na nową herbatę dla siebie, wrócił do biurka i usiadł naprzeciwko Bridget.
- Co tam? - zachęcił ją przyjaźnie do zdradzenia powodu przybycia, bo domyślał się, że nie fatygowała się oglądać terrarium gumochłonów. Złapał za ogon martwą mysz moczącą się w kubku i jak gdyby nigdy zaczął się nią bawić jak torebką z herbatę, patrząc na studentkę, powoli marszcząc brwi z każdym jej kolejnym słowem. Czyżby znowu o czymś zapomniał? Jakaś wyprawa do dżungli brzmiała trochę abstrakcyjnie, Bridget mówiła o niej jednak z oczywistością wypisaną na twarzy. Wydawało się, że coś takiego nie powinno było uciec mu z głowy, a jednak żaden dzwon mu nawet nie dzwonił.
- Być może zabrzmi to jeszcze głupiej... ale jaka wyprawa?

/tragedia, ale mój mózg nie działa ;_;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 547
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1946
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Nie Lis 11 2018, 01:03

Tkwiąca w kubku mysz i torebka herbaty w pojemniku ewidentnie nieprzeznaczonym do użytkowania go jako dzbanek bardzo zastanawiały Bridget, lecz trochę bała się zwracać mu na to uwagę. Wewnętrzna przyzwoitość i niechęć do poruszania kontrowersyjnych lub spornych tematów nakazywała jej siedzieć cicho i dopiero w kryzysowej sytuacji, jakby chciał i do jej herbatki włożyć myszkę dla smaku, zareagowałaby. Może profesor Cromwell po prostu tak miał? Może tak lubił? Nie jej było to oceniać, czyż nie? Niektórzy starsi ludzie byli nieco ekscentryczni...
Sądząc jednak po dalszych działaniach nauczyciela, była to wyłącznie pomyłka, a Bridget odetchnęła w myślach z ulgą, że nie była świadkiem czegoś traumatycznego, co mogłoby zaważyć na jej opinii o mężczyźnie.
- Lubię - przyznała w odpowiedzi na jego słowa, nie miała nic przeciwko czarnej herbacie. Co prawda preferowała wszelkie odmiany herbat owocowych, najbardziej te z owocami tropikalnymi, lecz czarną też wypije. Jeszcze przez chwilę przyglądała się terrarium wygranej grupy. - Nadal mam ten rysunek... Jakby pan chciał - rzuciła jeszcze, nieco speszona. Nie chciała wyjść na męczydupę, która przyszła do niego, by żebrać o jakieś względy. Niemniej jednak postanowiła mu o tym powiedzieć, w końcu może faktycznie go chciał? Jej się bardzo nie przyda, mogła sprezentować mu ozdobę do gabinetu.
Procedura moczenia w kubku z gorącą wodą martwej myszy mocno rozpraszała Puchonkę, której wzrok stale uciekał w kierunku gryzonia, a na twarzy malowała się spora niepewność. Mówiła jednak o wyprawach, zupełnie nie pomyślawszy o tym, iż nauczyciel mógł nie słyszeć o Tropicielu. Dla młodej Bridget przekazywanie informacji za pomocą wizbooka wydawało się rzeczą oczywistą, lecz pytanie profesora sprowadziło ją na ziemię - cóż, nie było aż tak powszechne. Zamrugała, reflektując się dopiero po chwili.
- Och, to pan nie wie? - Pytający ton był doprawdy zbędny. - Bo... Na wizbooku pewien człowiek, posługujący się pseudonimem Tropiciel, publikuje informacje na temat magicznych zakłóceń na świecie. Całe grupy ludzi udają się w te miejsca szukać przedmiotów wywołujących te zakłócenia. Naprawdę nie słyszał pan o kwietniowej wyprawie do Egiptu? - zapytała jeszcze raz, bo aż nie chciało jej się wierzyć, że taka sprawa go ominęła. Wpadła też na pomysł - sięgnęła do torby i wyciągnęła swój spersonalizowany wizbook (ten z różową, puszystą okładką i czerwonym języczkiem do zakładania stron, cała masą serduszek na poszczególnych stronach, no i oczywiście masą jej prywatnych zdjęć). Zaczęła wertować zeszyt, chcąc szybko znaleźć wpis Tropiciela, aż w końcu natrafiła na niego. - O, tutaj! - powiedziała, chcąc pokazać Halowi konkretną notkę, lecz wizbook wysunął jej się z dłoni i uderzając o biurko kilka ze stron wróciło na poprzednie miejsce, tym samym ukazując jej własne zdjęcie. Bridget czym prędzej zabrała je sprzed oczu nauczyciela, licząc, że nie zdążył zobaczyć zbyt wiele i z palącymi policzkami przekartkowała z powrotem do wpisu Tropiciela i znacznie ostrożniej położyła książkę na biurku. - Tutaj - rzuciła jeszcze, próbując opanować buchający w środku wstyd.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 196
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Nie Lis 18 2018, 05:34

- Rysunek! - ożywił się tak gwałtownie, że siedząca na oparciu jego krzesła Ono, wyprostowała się na długich nogach, unosząc lekko skrzydła - Kompletnie o nim zapomniałem. Cóż, miały być dla was, ale jeżeli nie masz nic przeciwko, chętnie bym go przyjął - przyznał z uśmiecham, nie zwracając uwagi na sowę, będąc przyzwyczajonym do jej żywych reakcji oraz do tego, że i ona przywykła do niego i sama szybko się uspokoi.
Zdawało się, że nie zauważał też konsternacji Puchonki wywołanej rozmrażaniem myszy. Czynność sama w sobie nie powinna być zbyt zastanawiająca dla czarodziei, wśród których większość posiadała sowy, niemniej jednak sposób w jaki to wykonywał faktycznie nie należał do konwencjonalnych. Hal co prawda nie miał w zwyczaju bawić się przygotowywanym dla Ono jedzeniem, teraz jednak pozbawiony herbaty, którą już prawie miał gotową, potrzebował zająć czymś ręce.
- Ach wizbook... - westchną, nie mogąc powstrzymać pobłażliwego uśmiechu. Mimo iż sam nie był użytkownikiem, sam koncept nie był mu do końca obcy. Loulou - jego najmłodsza siostrzenica - bezustannie przekonywała go, że "kto nie ma wizbooka, nie istnieje" i narzekała, gdy chciał obejrzeć jakieś jej zdjęcia z wakacji w tradycyjny sposób. Mimo wszystko nie był aż tak sceptycznie nastawiony jak chociażby Bonnie, która non stop wyrzucała córce, żeby chociaż w połowie tak jak wizbookiem zainteresowała się szkolnymi książkami. Zaś z krótkiej relacji Bridget wynikało, że młodzieżowy gadżet miał rozleglejsze zastosowania niż publikacja samojebek i dyktowanych hormonami nastoletnich przemyśleń.
- Większość zeszłego roku spędziłem w Kanadzie - wyjaśnił, nie wdając się w szczegóły swojej sytuacji rodzinnej. Faktem było, że prawie całkiem ominęła go chryja związana z zakłóceniami na Wyspach. Starał się co prawda orientować w tym, co działo się w kraju, nawet będąc na obczyźnie, jednak porządne rozeznanie było trochę wymagające (szczególnie gdy najłatwiej dostępne opiniotwórcze medium się zeszmaciło) przez co nie zawsze mu się chciało, gdy pochłaniała go codzienność - Trochę mnie ominęło.
Jego uśmiech poszerzył się, gdy Bridget wyjęła swój przeraźliwie różowy wizbook - prawdę mówiąc bardzo starał się nie parsknąć śmiechem. W tym celu, gdy dziewczyna kartkowała książkę, wyciągnął z kubka mysz i wysuszył ją wyciągniętym z biurka kawałkiem ręcznika papierowego. Z zawiniętym w w ręcznik gryzoniem w dłoni, nachylił się, by zajrzeć w położony na stole wizbook, który jednak szybko zniknął z przed jego nosa. Tego co się zobaczyło, nie dało się jednak odzobaczyć. Można było za to udawać, o czym decyzję podjął nad wyraz szybko i sprawnie. Jego ruch do przodu płynnie przeszedł we wstanie z krzesła i aż sam zaskoczony był swoim refleksem.
- Czajnik... - mruknął trochę niezręcznie, po czym - nadal z myszą w dłoni - poszedł przygotować sobie herbatę. O gryzoniu przypomniał sobie dopiero, gdy zabrakło mu ręki, ale odłożył go tylko na bok, po czym wrócił do biurka z kubkiem parującego napoju oraz obiadem dla Ono.
Wyrzucił ręcznik papierowy do kosza i trzymając mysz za ogon, podstawił ją sowie. Pójdźka natychmiast chwyciła ją w dziób, po czym zeskoczyła z krzesła i pobiegła (bo po co jej były skrzydła), do kąta, w którym chwilę temu rwała papieru i z którego zaraz dobiegło chrupanie kości.
Hal tymczasem usiadł na miejscu, a ponieważ Bridget wyglądała tym razem na pewną strony, na której otworzyła książkę, wyciągnął okulary i zaczął czytać.
Z każdym kolejnym słowem jego brwi unosiły się trochę wyżej, a kiedy skończył czytać oparł się na krześle.
- Brzmi niebezpiecznie - zauważył poważnie, spoglądając na dziewczynę znad oprawek. Czego chciała od niego? Bo jako ekspert od magicznych stworzeń mógł jej na pewno udzielić rady. Że śmierciotule nie były czymś, czemu chciałaby wychodzić naprzeciw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 547
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1946
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pon Lis 26 2018, 10:24

- Wyślę go panu - stwierdziła z delikatnym uśmiechem, słysząc jego odpowiedź. Zdecydowanie wolałaby posłużyć się w tym celu sową niż osobiście go nękać czy też zaczepiać przy okazji kolejnych lekcji. Jeszcze niektórzy zaczną gadać i gadać, a tego wolałaby uniknąć. Zdecydowanie zbyt dużo razy była tematem na ustach obcych ludzi. Słysząc o Kanadzie poczuła w środeczku lekkie ukłucie zainteresowania - może podpyta go o to niebawem?
Bridget zabrakłoby też palców, by policzyć sytuacje, w których zupełnie niechcący robiła z siebie idiotkę na oczach nauczycieli, często gęsto w ogóle nie mając tego w swoich zamiarach i nawet nie sądząc, że dana sytuacja sprowadzi się do odczuwania ogromnego wstydu. Miała nadzieję, że w tych ułamkach sekund, kiedy to profesor Cromwell miał możliwość podziwiać jej roznegliżowane zdjęcie z greckiej plaży, nie zrezygnował z poznania się na Tropicielu i zgłębienia istoty wypraw, o które przyszła go zapytać. Rumieniec oblał jej policzki, gdy nauczyciel wstał z niemrawym mruknięciem, nadal trzymając zamarzniętego gryzonia w ręce i poszedł zaparzyć sobie herbatę. W tym czasie dziewczyna starała się zwalczyć kolejne fale zalewającego ją poczucia upokorzenia, wertując ponownie wizbook w celu znalezienia odpowiedniej notki. Tym razem bez potknięć podała ją Halowi i poczekała, aż mężczyzna przyswoi informacje.
Kiwnęła głową.
- Prawdopodobnie tak będzie - przyznała, jeszcze przez chwilę przytakując zarówno swoim, jak i jego słowom. - I na pewno nie będzie łatwo... Ale pan jest doświadczony na polu magicznych zwierząt, ja co nieco też wiem... Na pewno mniej, ale nie jestem zupełnym laikiem - zaczęła mówić, choć miała wrażenie, że poszła swoim wywodem nie w tę stronę, w którą powinna była. - Pierwsza wyprawa też była trudna, przemierzaliśmy pustynię i była to chyba najtrudniejsza rzecz, jaką zrobiłam w całym moim życiu. Ale była przydatna, potrzebna! Nauczyciele również wyjeżdżają, wiem o tym. W kwietniu na pustyni towarzyszył mi profesor Bergmann... Ale z panem czułabym się bezpieczniej - zakończyła wreszcie, po czym zamilkła, czekając na jego odpowiedź. Nie chciałaby zgłębiać powodów, dla których do nauczyciela transmutacji nie zamierzała zgłaszać się po pomoc na wyprawie. Podejrzewała, że wolałby on mieć pod opieką Marceline, podczas gdy relacje dziewcząt, krótko mówiąc, upadły na łeb, na szyję i niewiele wskazywało na rychłą ich odbudowę. Bridget nie chciała się testować w takiej sytuacji.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 196
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Sro Lis 28 2018, 01:33

Absolutnie nie przeszkadzało mu jej "nękanie". Właściwie to płacono mu między innymi za to, by pozwalał uczniom zawracać sobie głowę. Nie wątpił jednak, że miała ciekawsze rzeczy do roboty niż spędzanie wolnego czasu ze stary nauczycielem, przytakną więc na jej propozycję formy przekazu rysunku.
Dla niego ta w sytuacja była również niezręczny i był absolutnie zdecydowany udawać, że nigdy nie miała miejsca, licząc na to samo ze strony Bridget. Na szczęście temat wypraw był na tyle intrygujący, że nie było to takie trudne.
Przyglądał jej się poważnie, słuchając jej tłumaczeń. O ile wcześniej mógł mieć nadzieję, że miała na myśli co innego, a raczej udawać, że nie rozumie o co jej chodzi, o tyle teraz sprawa byłą całkiem jasna. Westchnął cicho i uśmiechnął się smętnie pod nosem, przejeżdżając dłonią po brodzie, gdy wspomniała o wadze misji, podprogowo przypominając o obywatelskim obowiązku. Zastanawiał się czy była taką małą spryciarą, czy robiła to nieświadomie. Szczyt agitacji osiągnęła jednak wspominając Bergmanna, na dźwięk którego Halowi zapaliła się ostrzegawcza lampka. Jego uprzedzenie do nauczyciela transmutacji było w dużej mierze przesadzone i nie oparte na żadnych racjonalnych argumentach. Nie mniej jednak nie lubił go, nie ufał mu i uważał go za nieodpowiedzialnego, egoistycznego snoba. Wizja Bridget włóczącej się po dżungli z Niemcem absolutnie mu się nie podobała. Zresztą nadinterpretacja lakonicznej oceny poprzedniej wyprawy dziewczyny dostarczała mu dodatkowych dowodów na to, że jego awersja do mężczyzny nie była taka nieuzasadniona.
Milczeli chwilę razem, gdy Hal usiłował zebrać myśli. W końcu wzdychając zdjął z nosa okulary i odłożył je razem z wizbookiem Puchonki na biurko.
- Tak przedstawiłaś sprawę, że chyba nie wypada mi odmówić - zarzucił jej lekko żartobliwym tonem. Prawdę mówiąc uważał, że sam faktycznie powinien się tam prawdopodobnie wybrać, a jedynym wobec czego miał obiekcje było uczestnictwo Bridget. Tego jednak nie mógł jej chyba powiedzieć. Nie miał żadnej mocy, żeby ją zatrzymać. Jeżeli chciała jechać, pojechałaby. Nie z nim, to z kim innym. I wcale nie pomagał fakt, że tą inną osobą mógł być Bergmann.
- Jesteś tego absolutnie pewna? - zapytał całkowicie gubiąc pobłażliwy ton - Amazonia to nie zakazany las.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 547
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1946
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Sro Gru 05 2018, 13:25

Bridget w gruncie rzeczy nie żywiła wobec profesora Bergmanna negatywnych uczuć. Obawiała się ponownego wyruszenia z nim ze względu na Marcelinę, z którą jej relacja zdawała się pozostawać w punkcie jednej wielkiej niewiadomej. Dodatkowo mając świadomość jej powiązań z nauczycielem transmutacji bałaby się, że stanie się w dżungli coś, co zdradzi jej wtajemniczenie w sprawę, możliwie sprowadzając na nią gniew Daniela, czego wolałaby uniknąć. Nie wiedziała, że jej uwaga jakkolwiek wpłynęła na decyzję Hala - albo inaczej, spodziewała się na nią wpłynąć informacją, że przy nim będzie bezpieczna, a nie tym, że wolałaby uniknąć towarzystwa Niemca.
Słysząc jego słowa jej twarz rozpromieniła się, zupełnie jakby powiedział jej, że jadą na wakacje w ciepłe kraje, nie że wybierają się na niebezpieczną wyprawę do amazońskiej dżungli pełnej niebezpiecznej roślinności i zwierzyny. Oczy jej się zaświeciły na myśl o rychłej przygodzie, w dodatku w towarzystwie profesora Cromwella.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! - powiedziała, ostatecznie zaciskając usta, by zatamować zbliżający się do ich ujścia słowotok. Nie potrafiła jednak powstrzymać uśmiechu, który się na nie cisnął. Jej emocje mocno kontrastowały z powagą na twarzy Hala i tylko jego spojrzenie skłoniło ją do powściągnięcia się i zachowania chociaż względnego spokoju. - Tak, tak, zdaję sobie z tego sprawę - odparła, starając się zabrzmieć jak świadoma, pewna swojego dziewczyna. - Jestem pewna - dodała, gdyby ta informacja gdzieś mu uciekła. Chciała, żeby wiedział, że się nie boi. Bridget gdzieś tam głęboko żywiła wiele obaw wobec wyprawy, lecz świadomość podróży z Halem i możliwość udowodnienia zarówno jemu, jak i samej sobie, że jest zdolna i nadaje się do wielkich rzeczy, była niezwykle kusząca.
Po tym wszystkim zajęła się w końcu herbatą, która w międzyczasie osiągnęła temperaturę, przy której bez problemu mogła ją przełykać. Upiła kilka łyków.
- Co pan robił w Kanadzie? - spytała, by zmienić temat, zupełnie nieświadomie dotykając tematu, którego prawdopodobnie starał się uniknąć.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 196
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Sob Gru 08 2018, 04:28

Żywa reakcja Puchonki zdradzała - ku zmartwieniu Hala - że chyba jednak nie była do końca świadoma na co się pisała. Nie odwzajemnił uśmiechu.
- Mówię poważnie, Bridget - widział, że się nie bała, ale w tym momencie wyłącznie bardziej go to niepokoiło. Zaczynał się też zastanawiać, czy sam zdawał sobie sprawę z tego, w co się pakuje. Wycofanie się jednak nie wchodziło już w grę - Mam nadzieję, że oboje nie będziemy żałować tej decyzji.
Apodyktyczność i nieustępliwość nie leżały w jego charakterze, potrafił być jednak stanowczy, kiedy wymagała tego sytuacja. Nie widział jednak sensu w dalszym zagęszczaniu atmosfery po tym, jak już jasno określił swoje stanowisko. Jakby nie patrzeć mieli jeszcze herbatę do dopicia i głupio by było siedzieć przy niej sztywno, słuchając niezręcznej ciszy.
Bridget sama zdecydowała się rozładować napięcie, zmieniając temat pytaniem.
- Ach, obawiam się, że nic specjalnie interesującego - przyznał, posyłając jej wątły uśmiech znad podniesionego kubka. Zakładał, że liczyła na to, że powodem jego przedłużonego wyjazdu, była praca - Mam tam rodzinę - doprecyzował lekko, nie dając jej odczuć, że pytanie było trochę niezręczne. Nagła choroba i odejście męża jego siostrzenicy Clary, która została sama z trzyletnim dzieckiem, zmobilizowała do pomocy całą ekipę Moreauów będących na miejscu. Oni jednak mieli też swoje własne problemy, Hal zaś uważał, że nie robił w życiu nic tak absorbującego, by nie rzucić tego w cholerę i nie lecieć na drugi koniec świata, by nieść rodzinie wsparcie.
To w każdym razie w gruncie rzeczy zabiło ich nowy temat i znów trzeba było coś znaleźć.
- Myślisz, że powinienem sobie taki sprawić, czy byłaby to "zbyt desperacka próba udawania młodzieżowego?" - zapytał pół żartem-pół serio, wskazując kubkiem na leżący na biurku wizbook Bridget - Chciałbym zobaczyć minę Loulou...
Jego nastoletnia siostrzenica co prawda bez przerwy wytykała mu nieznajomość najnowszych trendów i staroświeckie podejście do pewnych spraw, podejrzewał jednak, że miał być to jej sposób na nazwanie go zdziadziałym, a nie próba namówienia na odmłodzenie stylu życia. Zapewne gdyby się skusił, uznałaby, że na starość oszalał. Bardzo możliwe zresztą, że miałaby rację - Hal osobiście nie znał nikogo z jego pokolenia, kto posiadałby wizbooka. Z drugiej jednak strony uwielbiał ją drażnić i prowokować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 547
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1946
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Czw Gru 13 2018, 23:51

Bridget mogła spodziewać się, że jej pierwsza reakcja na jego zgodę nie przypadnie mu go gustu. Niemniej jednak odczuwała szczęście i ulgę - strach, niepewność i cała reszta zawahań powinna dojść do niej za kilka dni, gdy świadomość wyprawy na inny kontynent do niebezpiecznej, pełnej magicznych stworzeń, roślin i przede wszystkim zakłóceń na stałe zagnieździ się w jej głowie. Na ten moment jednak poczuła się nieco zawstydzona i zrugana - wyraz jego twarzy wskazywał na kompletną niechęć do podzielenia jej entuzjazmu. Śmiech zamarł na jej ustach, a ich kąciki szybko opadły, pozostawiając na jej ślicznej buzi wyłącznie zmieszanie.
- Przepraszam - powiedziała, po czym uciekła nieco wzrokiem na bok. Jak dobrze, że miała przed sobą kubek z herbatą...
Spodziewała się jakiejś opowieści związanej z pracą, z magicznymi stworzeniami, z nauką - natomiast dostała wyłącznie informację o tym, że w Kanadzie posiadał rodzinę. Co również było trochę dziwne. Bridget zorientowała się, że nigdy nie zastanawiała się nad tym, czy nauczyciele uczący w szkole posiadali kogoś poza nią. Żony, mężów, dzieci? Jej wzrok instynktownie powędrował do dłoni mężczyzny, lecz nie znalazła na nich obrączki świadczącej o niegdyś dokonanym ożenku. Uśmiechnęła się i przytaknęła, jakby dając potwierdzenie, że owa odpowiedź ja satysfakcjonuje, po czym na nowo utopiła morze kłębiących się w niej myśli w herbacie.
I prawie nią parsknęła, gdy Hal zapytał, czy powinien sobie sprawić wizbooka.
- Komunikacja z uczniami mogłaby być prostsza - stwierdziła, starając się być neutralną w tym temacie. Nie zamierzała się z niego naśmiewać - podziwiała chęć jakiegoś... Poszerzania horyzontów? Otwierania się na nowe rzeczy? Tak, dokładnie to. W jej głowie na dodatek zrodził się pewnego rodzaju pomysł i aż jej oczka błysnęły - nie zamierzała jednak zdradzać go nauczycielowi. Nie teraz.
Herbata miała zdecydowanie dobre wyczucie czasu i skończyła się, przez co Bridget nie miała już w zasadzie niczego konkretnego do robienia w gabinecie Hala. Wstała więc, zasunęła za sobą krzesło, uśmiechając się do niego serdecznie.
- Na mnie już czas. Dziękuję za herbatę - powiedziała, po czym z wyraźną niepewnością ruszyła w kierunku drzwi. Dopiero wtedy przypomniała sobie, że zostawiła na jego biurku swój różowy wizbook. - Jeszcze się do pana odezwę - zapowiedziała po tym, jak zgarnęła książkę, po czym wyszła z gabinetu.
/zt

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 196
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Nie Gru 30 2018, 05:36

Jej reakcja na jego pytanie była chyba dość wymowna. I weź tu człowieku próbuj nadążyć - w pewnym wieku chyba po prostu wypadało odpuścić.
- Ej no, mam też życie poza szkołą - oburzył się żartobliwie, słysząc jej odpowiedź - Spokojnie, nie będę was męczył - zaśmiał się. Podejrzewał, że uczniowie też nie byliby zachwyceni, gdyby męczył ich na wizbookach przypominając o pracach domowych, czy innych pierdołach, którymi nie chcieli zawracać sobie głowy po lekcjach. Z drugiej jednak strony miała rację - z kim innym mógłby się komunikować? Powinien był chyba najpierw zorientować się czy miałby faktycznie jakichś znajomych. Z resztą mógł sobie gdybać, a koniec końców i tak nigdy nie mógł się zebrać, że sprawić sobie jakąś nowinkę i jeszcze dodatkowo samemu ją ogarniać. Czasem zwyczajnie nie chciało mu się już nic w życiu zmieniać o ile nie było to ważne.
Skinął jej głową i uśmiechnął się, gdy się żegnała. Przeniósł wzrok z oddalającej się dziewczyny na pozostawioną przez nią książkę i już otwierał usta, kiedy sama się zreflektowała.
- Głowy nie zapomnij - skomentował przyjaźnie, po czym pożegnał się z Puchonką, a po jej wyjściu zapadł się w oparcie krzesła. Upił łyk herbaty, przyglądając się ścianie na przeciwko. Ono w tym czasie skończyła jeść mysz i przydreptawszy do niego wskoczyła na oparcie krzesła przed chwilą zajmowanego przez Bridget.
- Oszalałem... - przyznał, kiwając głową do sowy i o dziwo nie chodziło mu o to, że rozmawiał z ptakiem. Nie mógł zrozumieć jak doszło do tego, że jeszcze chwilę temu, zgodził się na tę wyprawę.

//zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 196
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Nie Gru 30 2018, 06:10

Dookoła panował ponadprzeciętny syf. Wszystkie szuflady w biurku były otwarte na oścież, a ich zawartość walała się po biurku, w połowie jakby posegregowana według jakichś kategorii, które i tak można by nazwać co najwyżej nieartystycznym ładem. Kanapa do połowy zarzucona była jakimiś szmatami, w których spała Ono. Na stole stały jakieś niedoczyszczone do końca pojemniki i warzywa, które ktoś zaczął szatkować, ale nie skończył. Wyglądało to tak, jakby gospodarz usiłował tu posprzątać i coś ogarnąć, ale wszystko porzucał w połowie pracy.
W połowie był też wypalony papieros, którego trzymał w dłoni Hal, siedząc na parapecie i kuląc się z zimna od mrozu wpadającego przez uchylone okno. Martwym wzrokiem wpatrywał się w trzymany w ręku kawałek pergaminu - ostatni list Lisy. Znał je już wszystkie na pamięć, a jednak nie przestawał analizować po każdym nowym kontem. Miał wnuka. Najwidoczniej czarodzieja. Skąd wiedziała? Czy mógł teraz być w Hogwarcie? Czy go znał? Czy widział go już na lekcjach, o niczym nie wiedząc? A może godzinę temu mijał się z nim na korytarzu? Z synkiem j e g o małej Sally.
Potrzebował wiedzieć więcej, a jednocześnie bał się, że Lisa więcej nie napisze. Za nic nie mógł sobie przypomnieć co dokładnie jej odpisał, obawiał się jednak, że dał się ponieść emocjom i być może pokpił sprawę. Nie pierwszy z resztą raz. A może nie chodziło o to? Może jakimś cudem Lisa dowiedziała się, że pracował w jedynej placówce w kraju, do której mógł uczęszczać jej wnuk i celowo zawiązała usta. Chryste, ile można było czekać na cholerny list?
A nawet gdyby dowiedział się dokładnie kim był jego wnuk... Co by wtedy zrobił?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 547
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1946
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pon Gru 31 2018, 01:46

Zbliżała się przerwa świąteczna, a to oznaczało przede wszystkim powrót do domu, którego Bridget wyczekiwała od bardzo dawna. W ostatnim czasie jej życie było wyjątkowo wyczerpujące. Godzenie ze sobą obowiązków prefekta naczelnego z utrzymywaniem odpowiedniego poziomu ocen w szkole, dorabianie w Menażerii i poświęcenie wolnych chwil na naukę do kursu, który podjęła w grudniu sprawiły, że po prostu czuła się niezwykle zmęczona. Potrzebowała tego czasu by zwolnić bieg, by zatrzymać się na chwilę, odpocząć, spędzić czas z rodziną, przeżyć kilka refleksji, zaplanować przyszłe miesiące i inne takie. Po prostu potrzebowała sobie wszystko ułożyć. Czas świąt był także czasem prezentów, a jako że Bridget bardzo poważnie podchodziła do sprawy, w tym roku zabawiła się w prawdziwego Mikołaja. Na jej liście znalazł się także Hal Cromwell, nauczyciel opieki nad magicznymi stworzeniami, w którym dziewczę znalazło sobie na chwilę obecną wzór do naśladowania. Jemu również chciała sprawić choć odrobinę radości, szczególnie po jego poświęceniu wyjazdu na wyprawę do dzikiej dżungli. Tego samego dnia, którego miała zamiar wsiąść do lokomotywy w Hogsmeade (teleportacja teleportacją, ale doświadczenia jazdy pociągiem nigdy jej się nie znudzą!), postanowiła zapukać do jego gabinetu. Wiedziała, że skończył już zajęcia, miała jednak nadzieję, że nie zdążył się jeszcze ewakuować z zamku. Drzwi do pomieszczenia były delikatnie uchylone i po krótkim zapukaniu, ośmieliła się pchnąć je do środka, by ujrzeć na własne oczy imponujący bałagan. Zlokalizowanie osoby profesora nieco jej zajęło, a gdy to zrobiła, poczuła się bardzo dużym intruzem.
- Przepraszam, przeszkadzam panu? - zapytała na wstępie, uśmiechając się blado i przepraszająco.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 196
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pon Gru 31 2018, 02:38

Cholera by go, mógł chociaż drzwi zamknąć do końca!
Z początku nawet nie zauważył, że ktoś wszedł do gabinetu. Mechanicznym ruchem uniósł papieros do ust, gdy usłyszał dziewczęcy głos. Przestraszony, odruchowo zaciągnął się szybko i wyrzucił niedopałek przez okno, jakby go nigdy w życiu nie trzymał i spojrzał na Bridget wzrokiem przyłapanego na gorącym uczynku nastolatka. Przez chwilę wpatrywał się w nią, nadal trzymając dym za zaciśniętymi wargami i zastanawiając się czy mógł zrobić cokolwiek by sytuacja ta choć odrobinę mniej absurdalna, po czym zrezygnowany otworzył usta wypuszczając z płuc papierosową chmurę.
- To było dziwne - skomentował, marszcząc brwi na własną niezręczność. Zamknął okno i wstał z parapetu tym akcentem pragnąc zamknąć również temat, a najlepiej o całej sytuacji zapomnieć.
- Nie, oczywiście, że nie - odparł trochę zmęczonym głosem. Przeciągnął obiema dłońmi po głowie, próbując uporządkować jakoś rozczochrane włosy - Usiądź... - rozejrzał się po pomieszczeniu, rumieniąc lekko - ...gdzieś - dokończył zakłopotany.
Odchrząknął i spuścił na chwilę wzrok, poprawiając coś na spranej koszulce Deep Purple. Nikt nie powinien był oglądać go w tym stanie, a już szczególnie uczennica. Mleko się jednak rozlało, a on mógł tylko starać się zmniejszyć szkody moralne. Po sekundzie podniósł wzrok na Puchonkę, posyłając jej ciepły uśmiech.
- W czym ci mogę pomóc? - zapytał beztroskim tonem i z wesołym błyskiem w oku. Tyle lat się trzymał, mógł potrzymać się jeszcze trochę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 547
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1946
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pon Gru 31 2018, 13:03

Bridget na pewno nie spodziewała się zastać w środku takiego rozgardiaszu, lecz powstrzymała się czym prędzej od oceny stanu pomieszczenia. Nadchodziły święta, przychodził czas pakowania, przy czym nie wszyscy byli tacy jak ona - wszystko po kolei, ostrożne odkładanie, zostawienie po sobie porządku. Niektórzy musieli najpierw wszystko zniszczyć, żeby później na nowo ułożyć. Zachowanie Hala sprawiło jednak, że musiała zacisnąć usta w cienką linię, by nie pokazać po sobie, że uznała jego nagłe zeskoczenie z parapetu i wyrzucenie niedopałka papierosa przez okno za śmieszne. Bądź co bądź zależało jej, by zachować z nim dobre relacje, a biorąc pod uwagę poziom spoufalenia na jaki weszli w czasie odbywania wyprawy do dżungli, wolała zachować powagę i okazać mu szacunek. Wszak wciąż był jej nauczycielem, nie kolegą.
Szkoda, ale musiała o tym pamiętać.
Zrobiła kilka kroków do przodu, zamykając za sobą drzwi i starając się nie nadepnąć na nic, co leżało na ziemi. Warto wspomnieć, że przemieszczała się też w podejrzany sposób, z jedną ręką wciąż z tyłu za plecami.
- Pakuje się pan? - zagaiła raczej swobodnie i sympatycznie, robiąc jeszcze ze dwa kroczki. Nie zamierzała jednak siadać. - Niedługo święta - zaczęła od najoczywistszego. - I jako że wyjeżdżam do rodziny, pan pewnie też, chciałam jeszcze zahaczyć i życzyć panu wesołych świąt.
Palce dłoni schowanej za plecami wykonały delikatny, gładzący ruch na płaskim pakunku.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   

Powrót do góry Go down
 

Gabinet Harolda Cromwella Jr.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
pierwsze pietro
 :: 
gabinety na I piętrze
-