Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Gabinet Harolda Cromwella Jr.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 372
  Liczba postów : 195
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Sob Wrz 08 2018, 22:11


Gabinet Hala Cromwella

Jedno słowo wystarczyłoby, żeby opisać wystrój gabinetu:

BAŁAGAN:
 


Ostatnio zmieniony przez Hal Cromwell dnia Sob Paź 20 2018, 02:26, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania / Dolina Godryka.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 197
  Liczba postów : 419
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Wto Paź 09 2018, 16:10

Dziwna prośba.
Niezwykle podejrzana w sumie. Profesor Hal był jednym z tych specyficznych nauczycieli; oczywiście Winter nie wiedziała o nim nic więcej jak oprócz tego, że chyba ma kłopoty z pamięcią oraz zwyczajnie bredzi o nudnych rzeczach na lekcjach. Nie zmienia to faktu, że osobiście dziewczyna przepadała za magicznymi stworzeniami, tudzież nie pozostawało jej nic innego jak przełknąć goryczkę oraz zwyczajnie wziąć głęboki wdech, zaciskając ciut mocniej zęby. Dzisiaj jednak postanowiła dostarczyć parę złotooków, podejrzanych owadów, z którymi wcześniej nie miała do czynienia. Owszem, zasiedlały one nieraz ściany, kusiły swoim wyglądem, były bardzo podejrzane, nieraz nawet pozostawały na dłuższy okres czasu. Niestety lub stety, Winter nie potrafiła w żaden sposób określić, do czego przydają się ów robale - niemniej jednak miała ogromną nadzieję na to, że los nie przyniesie jej bycia owadem, który to może zostać z ogromną łatwością zdeptany przez nieuwagę człowieka lub uznany za potencjalne zagrożenie. Jakoś nie widziała siebie w postaci podporządkowanej królowie pszczółki bądź niezwykle agresywnego szerszenia - choć to zależy głównie od podejścia osoby, która ma styczność z tymi groźnie wyglądającymi drapieżnikami. Które jedzą pszczoły, tak swoją drogą.
Ubrana zatem w najprostszy strój; nie przepadała za rozwianymi na lewo i prawo dodatkami, udała się do gabinetu profesora Cromwella. Zazwyczaj nie witała na dłużej niż na kilka sekund, ale ciekawość musiała zostać w pewnym stopniu zaspokojona. Owszem, wolałaby słoiczek, tudzież małe szklane pudełeczko z widocznymi otworami (szkoda by było, gdyby udusiła te nieszczęsne złotooki) widniało w jej dłoniach, zaś policzek zdobił liść mandragory - oczywiście od środka, już przyzwyczajona do obecności tak nieprzyjemnego dodatku, psującego wszelkie możliwe smaki potraw. Chciała animagii? Musi przez to przecierpieć - innego wyjścia po prostu nie było.
Pierwsze zatrzymała się przed drzwiami, by następnie zapukać i po uzyskaniu pozwolenia (lub zwyczajnym braku odpowiedzi; nie wiedziała, czy starszy nauczyciel był w stanie usłyszeć docierające harmonijne uderzenia o drzwi) zwyczajnie wejść do środka. - Dzień dobry. - wypowiedziała prosto, choć nie była pewna, czy profesor kojarzył ją z jakiejkolwiek lekcji. W sumie, nie ma co się dziwić - nie odznaczała się wielką popularnością, również nie lubiła znajdować się w centrum uwagi, chociaż można było wyczuć od niej pewność i brak strachu. Co jak co, ale Winter nigdy nie pozwoliła sobie w kaszę dmuchać, jedynie udając pokorę względem tych, co znajdowali się nad nią. - Prosił pan o złotooki. - powiedziała, przybliżając się, chociaż sam fakt bałaganu panującego w pomieszczeniu dawał się we znaki. Porozwalane wszędzie papiery, różnorakie eksponaty po zwierzętach, jak również kubki herbaty walące się po biurku nauczyciela ewidentnie nie powodowały, że zyskiwał w oczach miano poukładanego i rozsądnego profesora. Miała tylko nadzieję, że nie będzie musiała płacić czymś więcej niż niefortunnym upadkiem, jeżeli jakimś cudem zahaczy o kałużę na posadzce. Głęboki wdech, czujnie obserwujące oczy, zauważenie kilku migrujących na podłodze robali (czyżby był ich miłośnikiem?), kolejne słowa. - Do czego są panu one potrzebne? - rzuciła pytaniem, czekając na odpowiedź ze strony mężczyzny. To nie tak, że nie wiedziała, co ma zrobić - po prostu nie chciała wyjść na tą pozbawioną wszelkich reguł i zasad.

@Hal Cromwell

______________________


Another head hangs lowly
Child is slowly taken
And the violence causes silence
Who are we mistaken?

Ekwipunek:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 996
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 801
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Czw Paź 11 2018, 21:20

Złotooki. Nietrudno było je schwytać. Powiedziałbym wręcz, że taka prośba odrobinę mi ubodła, gdyby nie to, że Hogwartczycy raczej nie byli łowcami zwierząt. Także postawienie przed nami zadania, polegającego na złapaniu do słoika kilku leniwych owadów, nie było aż tak nietrafione, jak krzyczała moja Fairwynowska duma. Wypełnienie polecenia Hala nie zajęło mi dłużej niż kilka minut. Po prostu przespacerowałem się po korytarzach późnym wieczorem, gdy były już opustoszałe po kolejnym dniu wypełnionym zajęciami w rozmaitych klasach i miałem oczy szeroko otwarte. Po drodze do gabinetu Cromwella schwytałem trzy, a miałem jeszcze jedną parę, jaka dziś rano błąkała się po dormitorium Krukonów. Wszystkie z nich trzymałem w specjalnym, niewielkim naczyniu - mojej autorskiej pułapce. Nie dało się ukryć, że była zaprojektowana dla czegoś większego, niż kilka biednych złotooków, ale to w niczym nie przeszkadzało. Musiałem tylko nieco zmniejszyć dziurki umożliwiające wymianę gazową między pojemnikiem, a otoczeniem. Jedno szybkie zaklęcie i było po sprawie. Więcej zachodu miało być z dostarczeniem przesyłki. Nie miałbym nic przeciwko krótkiej rozmowie z nowym nauczycielem, gdyby nie to, że nie byłem pierwszym, który dzisiejszego wieczoru postanowił dostarczyć robaczki do nowego właściciela. Zastukałem do drzwi gabinetu i uchyliłem je nieznacznie, zaglądając do środka. Porzuciłem nieśmiałość, gdy tylko okazało się, że w środku już jest jedna uczennica.
- Dobry wieczór - przywitałem się z profesorem, a także i z Winter, której w ramach powitania kiwnąłem głową. Zanim przeszedłem do sedna sprawy, rozproszyła mnie cała zawartość gabinetu. Powiodłem spojrzeniem po porozrzucanych na półkach książkach, a następnie skupiłem wzrok na słoikach ze spreparowanymi zwierzętami. W moich oczach pojawił się błysk ciekawości. Tak wyraźny i oczywisty, że Hal bez trudu mógł rozszyfrować nieme pytanie, jakie zastygło mi na twarzy. Byłem Fairwynem, nic dziwnego, że takie rzeczy mnie ciekawiły. Nagle zainteresowałem się czy profesor może kojarzyć mojego ojca. Od lat zajmował się polowaniem na magiczne stworzenia w Dolinie Godryka i także posiadał niejeden taki słoik. Wtem zreflektowałem się, przypomniawszy sobie po co tutaj przyszedłem. Wepchnąłem pojemnik ze złotookami na biurko, odsuwając przy tym ze dwa kubki z nieświeżą herbatą. I pewnie właśnie wtedy wyszedłbym z gabinetu, nie chcąc przeszkadzać tej dwójce w rozmowie, gdyby nie pytanie zadane przez Rieux. Czy Hal zdoła mnie zaskoczyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 372
  Liczba postów : 195
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pon Paź 15 2018, 20:03

Korzystając z tego, że miał dość luźny dzień, postanowił ogarnąć trochę w gabinecie, w wyniku czego, początkowo, zrobił mu się jeszcze większy syf. Nie był faktem ani zdziwiony, ani zniechęcony. Problem porządku wokół niego był jak kostka Rubika - żeby coś zbudować, trzeba było najpierw coś zepsuć. Tak więc celem zrobienia wolnej przestrzeni na blacie stołu, musiał zabrać stamtąd puste akwaria, które dostał za darmo od znajomego z zastrzeżeniem, że "mogą nie być dobre". Zanim miałby je gdzieś odłożyć musiał ustalić ich użyteczność i ewentualnie je naprawić, także w opryskanym wodą t-shirtcie popularnego w latach 70. mugolskiego zespołu rockowego, napełniał akwaria, sprawdzając czy nadkruszone rogi dna nie przeciekają. Przeciekały. Jak dotąd wszystkie, a pierwsze - które usiłował naprawić od razu magią - dodatkowo nie miało jednej ściany. Po tej wpadce odłożył różdżkę i robił wszystko ręcznie, przelewając wodę z jednego sprawdzonego akwarium do kolejnego. Nic więc dziwnego, że póki co dookoła stołu było dość mokro.
Nucąc pod nosem piosenkę z zespołu na koszulce, napełniał właśnie szóste akwarium, kiedy rozległo się pukanie do drzwi. Nawet gdyby był przygłuchy (a nie był!), nie mogłoby to ujść jego uwadze, przez Ono, która zerwała się z regału, na którym drzemała między książkami (zwalając przy okazji jedną) i rozdzierając dzioba w krótkich, ostrych krzykach przypominających kota, który połknął piszczałkę, przebiegła na swoich karykaturalnie długich nóżkach do drugiego końca gabinetu, przyglądając się drzwiom.
- Proszę - przekrzyczał sowę i wodę rozchlapującą się na dnie napełnianego przez niego akwarium. Uśmiechnął się ciepło do dziewczyny, która stanęła w drzwiach. Wydawało mu się, że ją kojarzył, chociaż nie dałby sobie ręki uciąć, szczególnie, że nadal trzymał w nich akwarium.
- A, tak - potwierdził, gdy wyjaśniła powód wizyty i odstawił zbiornik na stół - Dziękuję.
Wytarł dłonie o nogawki bojówek i przestąpił nad kałużą na posadzce, odbierając od dziewczyny owady.   Ono, która po wejściu dziewczyny zdecydowała się jednak zamknąć dzioba, wysunęła się ze swojego kąta, przebiegając wzdłuż ściany w ich stronę i przystając, gdy tylko ktoś na nią spojrzał.
Hal uniósł pojemnik ze złotookami na wysokość oczu i przyjrzał się zawartości.
- Dobra robota - pochwalił ją z uśmiechem.
W tym momencie ponownie rozległo się pukanie do drzwi, a do środka wszedł Ryan(?)... Riley(?)... Remy(?)... któryś z nich na pewno. Chłopak przyszedł z tym samym interesem co Krukonka i odstawił swoje zdobycze na biurko. Hal wyciągnął w jego stronę rękę z owadami dziewczyny, rzucając niemą prośbę o odstawienie również tych, kiedy padło pytanie.
- Podrzucam do jedzenia w kuchni i przyglądam się ludziom podczas obiadu, śmiejąc się złowieszczo w środku - odpowiedział bardzo szybko bardzo poważnym tonem. Czasem sprawiał wrażenie, że udzielenie od razu prawdziwej odpowiedzi by go zabiło - Niepotrzebnie podsuwam wam pomysły... - dodał sekundę później do samego siebie. Swoją drogą osobiście nie specjalnie przejąłby się taką wkładką białkową w swojej zupie.
- Dowiecie się na kolejnej lekcji - tym razem mówił już na serio. Przez chwilę stał w milczeniu, przyglądając się dwójce uczniów, ale zaraz przypomniał sobie w jakiej czynności mu przerwali.
- Kurza twarz! - otrząsnął się, obracając i podchodząc szybkim krokiem do stołu, na którym stało napełnione w jednej dziesiątej wodą akwarium. Unosząc je kawałek nad blat przejechał wolną dłonią po krawędziach, ale szczerze mówiąc, po pół godzinie macania mokrego szkła, jego palce zapomniały jaka w dotyku była suchość.
- Czy któreś z was byłoby tak miłe i mi powiedziało, czy to dno jest mokre, czy to tylko moje ręce? - poprosił, korzystając z tego, że ma kogo wykorzystać. Przetarł szkło suchym jeszcze skrawkiem leżącego nieopodal ręcznika i chwyciwszy zbiornik obiema dłońmi, przesunął się bliżej dzieciaków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania / Dolina Godryka.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 197
  Liczba postów : 419
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pon Paź 15 2018, 20:54

To, co działo się w środku gabinetu profesora, było istnym armagedonem.
Wszędzie woda. No dobra, nie wszędzie, ale jednak odgrywająca kluczową rolę w postrzeganiu całokształtu pomieszczenia, które powinno być suche. A jednak. Hal nie wpisywał się w schemat typowych nauczycieli, niemniej jednak Winter miała doskonałą pamięć co do sytuacji - ów profesorek doszedł bardzo niedawno, praktycznie wręcz pod koniec poprzedniego roku szkolnego, który dziewczyna zwyczajnie zdała. Teraz chciała stać się osobą o wiele lepszą, tudzież nie odstępowała od nauki ani na krok - nie tylko transmutacja była bliska jej sercu, lecz także inne przedmioty zdawały się mieć mniejszą lub większą wartość w stosunku do wcześniej wymienionej dziedziny. I być może również ONMS zajmowało miejsce tuż obok możliwości przeobrażenia jednego przedmiotu w drugi, o tyle jednak wiedziała najwięcej o testralach. Bo tylko te widziała i te zdawały się być zaintrygowane jej postacią (a może ona ich?), chociaż zwierzęta zdawały się mieć bardziej wyczulony zmysł do ludzi. Być może czuły krzywdy, które to spotykały ją niefortunnie poprzez własne pochodzenie? Nie wiedziała, niemniej jednak nic nie mogło jej zaskoczyć.
Nawet profesor ubrany w jedną z koszulek typowych bardziej dla chyba młodzieży. A tak zdołała wywnioskować, skoro manifestował swój gust muzyczny..
Sama nieraz nosiła, ale te mugolskie. I na pewno nie takie, które mogłyby się spodobać większości, albowiem były one przeznaczone tylko dla specyficznej grupy, która nie boi się cięższego brzmienia muzyki, elektrycznych gitar oraz perkusji uderzającej w rytm ustalony przez śpiewającego. Na terenie Hogwartu rzadko kiedy można było ją spotkać właśnie w ubraniach reprezentujących dane bandy, a to ze względów prostych - ubierała się po prostu elegancko. A raczej starała, co w sumie było nieraz widać. Niemniej jednak równocześnie wychwalała prostotę, tudzież można było ją zauważyć w prostej koszuli z długim rękawem oraz spodniami, albowiem Winter niespecjalnie przepadała za spódnicami. Rzadko kiedy można było ją w nich spotykać.
Na jej twarzy nie widniał żaden uśmiech, co najwyżej posępny i kompletnie nie pasujący do relatywnej wartości "radosnego", który to już dawno temu został zażegnany. O ile w ogóle nie wstąpił w jej szeregi, albowiem nie miała żadnych powodów do jakiegokolwiek posyłania podniesionych ponad miarę kącików ust do góry. Zamiast tego widać było, że Rieux również nie potrafi wtopić się w tło społeczeństwa, chociaż skutecznie przyjęła jego reguły; nie była towarzyska, wolała trzymać się właśnie na uboczu, dlatego dla profesora była kompletnie obca. Praktycznie nieznana, jakoby została niedawno wypuszczona na światło dzienne; rzadko kiedy odwiedzając gabinety. A ten gabinet zdawał się być coraz to większą zagadką.
Proste kiwnięcie głową do góry w wyrazach szacunku, tyle po prostu dla niej wystarczyło; żadnej zbędnej paplaniny, po co i na co, nie nadawała się do tego. Za dużo skrótów myślowych używała, nieraz zbytnio cisnęła słowem z niemalże chirurgiczną precyzją, zahaczając o piętę Achillesową. Śmieszyło ją to oraz bawiło wewnątrz duszy, chociaż nie miała ku temu większego powodu. Zawsze stanowiła w pewnym stopniu układankę składającą się z osamotnienia i niewiadomych, które przemykały przez jej umysł niczym pegazy, skutecznie zastanawiając na dłuższą chwilę. Co ona mogła mieć w głowie? Jak można zachowywać ten sam wyraz twarzy? Czy ona coś w ogóle czuje? Te pytania zazwyczaj oblegały sklepienie czaszki tych, którzy nie potrafili jej rozgryźć, nie potrafili rozwiązać zagadki. Co może i jest dobre. Wejście kolejnego ucznia do gabinetu nie zaburzyło jej równowagi - doskonale kojarzyła Riley'a, co nie zmienia faktu, że wyjątkowo mało ze sobą rozmawiali. I nie to, żeby jej to jakoś przeszkadzało, niemniej jednak nie potrafiła w żaden sposób się otworzyć. Tęczówki przez chwilę zwróciły się w jego stronę, przeszywając spokojnie sylwetkę, jakoby była ona elementem w pewnym stopniu różniącym się od obecnego stanu gabinetu. Niemniej jednak stały się z łatwością jego stałym elementem; przedstawiciel Fairwynów doskonale pasował do całokształtu budowy pomieszczenia.
- Intrygujące zajęcie. - dodała, chociaż nie zahaczało to ani o złośliwość, ani o jakiekolwiek inne emocje; pozytywne lub negatywne, kompletnie pozbawione były te słowa wydźwięku, drugiego dna umieszczonego między początkiem a końcem. Lekcja? Jaka lekcja? No cóż, będzie trzeba się ponownie przygotować; skoro tematem będą złotooki, profesor musi mieć jakieś poszczególne zastosowanie tych śmiesznych robali, czyż nie? - Niemniej jednak - wyjątkowo genialny w swej prostocie. - musiała dodać. Przynajmniej teraz wie, jak przeszkodzić życie komuś, kto zwyczajnie ją wytrąci z równowagi; a misja ta była wyjątkowo trudna oraz praktycznie niemożliwa do zrealizowania. Kiwnęła jeszcze raz głową na odpowiedź ze strony nauczyciela.
W porządku.
Wtem nagła reakcja Hala niechcący ją zaniepokoiła odrobinę, ale gdy okazało się, że tematem głównym jego takiego zachowania było akwarium, które mimo wszystko dalej przeciekało, odetchnęła w duszy z ulgą. Cichą, przykrytą chmurami ulgą. Nietypowe zajęcie wybrał sobie pan profesor - byłaby w stanie powiedzieć, gdyby nie drobne zadanie, które zostało im powierzone. Sprawdzić spód? Nie ma najmniejszego problemu; podwinąwszy rękawy, by nie zamoczyć materiału, z którego została wykonana koszula, postanowiła dotknąć wierzchnią częścią dłoni elementu, z którym profesor Cromwell się zmagał. O ile Riley nie zrobił tego wcześniej - wówczas poczekała na werdykt, chociaż nieuniknione, że szkło nadal było wyjątkowo śliskie. Nie spieszyła się, nie miała po co, nie pchała się również tam, gdzie nie trzeba jej było.
- Hm. - i zapewne wówczas wyszłaby, gdyby nie drobna chęć pomocy profesorowi. - Jeżeli pan profesor pozwoli... - wyjęła różdżkę, kierując ją w stronę znajdującego się nadal w dłoniach nauczyciela. Otrzymawszy pozwolenie (a czemu nie?), postanowiła rzucić czar - naprawić upływ czasu, poprawić te nieszczęsne szczeliny, które powodowały wypływ cieczy na zewnątrz. - Reparo. - rzuciła bez problemów, bez jakichkolwiek zakłóceń bądź anomalii zaklęcie służące do naprawy. Które najwidoczniej zadziałało, bo jakimś cudem szklany pojemnik nie przeciekał w żaden szczególny sposób, a przynajmniej nie było to zauważalne. - Chyba teraz jest w porządku. - odpowiedziawszy, czekała na reakcję Riley'a.

| Riley, jeżeli wychodzisz w następnym poście, mi też dej I love you

Reparo: 2

______________________


Another head hangs lowly
Child is slowly taken
And the violence causes silence
Who are we mistaken?

Ekwipunek:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 996
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 801
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Wto Paź 16 2018, 23:32

Sowa natychmiast przykuła moją uwagę. Prawdę mówiąc, bardziej niż nauczyciel zmagający się z rozbitymi akwariami. Zdaje się, że powoli zaczynałem już przyzwyczajać się do dziwactw nauczycieli Hogwartu, toteż zupełnie bez większego zaskoczenia stąpałem po mokrej podłodze, odstawiając wilgotny słoik z robalami Winter na równie przemoczone biurko. Nie było to łatwe zadanie. Wydawało się, że jeden niewłaściwy ruch strąci całą tę piramidę kubków, ksiąg, akwariów i innych dupereli, jakie znalazły swoje miejsce w tym rozgardiaszu. Kiedy cofałem się nieco od Hala, aby nie przeszkadzać mu w... macaniu akwarium, pochwyciłem kątem oka spojrzenie Winter. Przeszywające, zdecydowanie badawcze. Zamiast odpowiedzieć jej w podobny sposób, jak miałem w zwyczaju robić, gdy ktoś starał się mnie ocenić, jedynie uśmiechnąłem się do niej nieznacznie. Zupełnie niezobowiązująco, ale przyjacielsko, a jednak nie zamieniliśmy ze sobą ni jednego słowa. Jeszcze. Ważniejszym w tym momencie byli mieszkańcy tego cyrku na kółkach. Hal i jego krzykliwa sówka. I o ile Winter zainteresowała się akwarium, pomagając w jego naprawie, ja skoncentrowałem się na stworzeniu. Przyjąłem inną postawę. Bardziej otwartą, mniej konfrontacyjną, aby sowa nie bała się mnie tak jak obcego, lecz niewiele to dało. Zamieszanie jakie wywoływaliśmy było zbyt absorbujące jak dla małego stworzonka.
Zarejestrowawszy mimochodem odpowiedź Cromwella, poczułem zawód, że pofatygowawszy się do jego gabinetu, nie zdołaliśmy jeno uszczknąć rąbka tej tajemnicy. Cholera, następnym razem zostawię mu robactwo w pokoju nauczycielskim. Nie okazałem zawodu. No, może jedynie odrobinę uniosłem brwi, zadziwiony nie tylko żartem, ale i niechęcią do zdradzenia szczegółów, lecz nie drążyłem tematu. Miałem wrażenie, że im dłużej tutaj staliśmy, tym silniej tonęliśmy w zamieszaniu i bałaganie. Nie chciałbym zostać zaangażowany do sprawdzania każdego z akwariów, dlatego zwyczajnie uciekłem od tego zadania.
- Jeżeli to wszystko, profesorze Cromwell, chcielibyśmy już wrócić do dormitorium. Winter, mogę Cię prosić na słówko? - Prosta wymówka, swoista ucieczka. Wątpiłem, aby Hal chciał nas tutaj dłużej przetrzymywać, ale jeżeli tak było, dostosowałem się do jego woli, a potem opuściliśmy gabinet. Wspólnie. Rozdzielić mogliśmy się tuż za progiem, ale nie skorzystałem z okazji.
- Ten to nie ma co robić wieczorami - podsumowałem zachowanie nauczyciela, starając się zagadnąć Rieux po drodze na wieże Krukonów. Jeżeli nie miała ochoty na rozmowy, nie nalegałem i odbyliśmy tę podróż w zupełnej ciszy.

Sorki, gównopost bardzo ;_;
[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 372
  Liczba postów : 195
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Sro Paź 17 2018, 20:40

- Dziękuję, ale... - nie zdążył dokończyć, bo Krukonka już celowała w akwarium różdżką. Naprawdę nie potrzebował pomocy przy magicznym naprawianiu akwariów. Może i nie był zaklęciowym mistrzem i wcale by się specjalnie nie zdziwił, gdyby nawet wśród studentów znaleźli bieglejsi od niego w tej sztuce, ale Reporo jednak potrafił. W dobie zakłóceń nie zaufałby nawet Grindewaldowi, gdyby zaproponował mu pomoc zaklęciami. Zasylikonowanie przeciekających krawędzi akwarium nie stanowiło żadnego problemu, wstawienie nowej szyby, gdyby zniknęła jak ta pierwsza, kiedy sam spróbował wymagało jednak więcej wysiłku. O ile nie stałoby się coś jeszcze innego, z tymi zakłóceniami nigdy nic nie było wiadomo na pewno i dlatego czasem wolał przerzucić się na tryb ręczny. Na szczęście zaklęcie dziewczyny zadziałało prawidłowo.
- Na przyszłość... - zaczął, chcąc zwrócić uwagę na zbyt pochopne, pośpieszne i niefrasobliwe machanie różdżką w okolicznościach, gdy magia mogła płatać figle, ale mu się odechciało - Nieważne - westchnął i po odstawieniu akwarium machnął ręką. Nie było to może zbytnio wychowawcze nie był w nastroju na prawienie kazań.
- Oczywiście. Nie chciałem was zatrzymywać - opowiedział młodemu Fairwynowi z lekkim uśmiechem. Domyślał się, że mieli ciekawsze i suchsze rzeczy do roboty. Podziękował im jeszcze raz za złotooki, a kiedy wyszli wrócił do ogarniania akwariów.

//zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 17
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 355
  Liczba postów : 242
http://www.czarodzieje.org/t16556-ariadne-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t16572-you-don-t-know-my-mind
http://www.czarodzieje.org/t16575-verheyen
http://www.czarodzieje.org/t16555-ariadne-t-fairwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Czw Paź 18 2018, 19:22

Owady - w moim odczuciu najlepiej się prezentują w gablotach.
Nazywałabym je chaosem, brzęczącą nieistotnością żegnaną wręcz instynktownym odruchem dłoni. Bytem ulotnym, trwającym w wiecznym rozmyciu - w raptownym drżeniu swych blaszkowatych skrzydeł. Nawet, jeśli zdołały w pobliżu osiąść - niedługo później, ponownie zrywały się; wydawały się krążyć jakby bez ustalenia celu. Dopiero - przy umieszczeniu na osi szpilki, wbitej w ich zasuszoną planetę ciała, lśniący pancerzyk, chitynową - powlekającą skorupę - zastygały, dojrzałe, ustatkowane, w majestatycznym bezruchu; niedocenione - w swoim nietrwałym żywocie skarby. Można się wtedy przyjrzeć, z uwagą zatrzymwzrokiem na tej drzewiastej sieci ich systemu oddechu, przyjrzeć się ciemnym, uwypuklonym oczom - sferom o mozaice mieniących się wsród milczenia refleksów. Można z uwagą - prześledzić kształt niewielkiego ciała, opływowego jak igła, policzyć rzędy niewielkich, smukłych odnóży oraz zlustrować szczęki. W obecnej formie - owady wypowiadają się - szepczą głuchą zagadkowością stwierdzeń, przestają już być nieskładnym, powstałym gdzieś w drugim planie bełkotem. Żywię - osobiście nadzieję, aby profesor Cromwell uchwycił odpowiednio ich piękno - kiedy dostarczam jemu owady żywe. Z drugiej zaś strony, ten racjonalny fragment przestrzeni mojego umysłu - głosi o zawiedzionych nadziejach; najpewniej słusznie. Chwytanie nędznych i niepozornych insektów, nie należało co prawda do najciekawszych zajęć - choć mimo wszystko przystałam na zarządzenie Cromwella. Zaciekawienie się gatunkiem złotooków, mimo wszystko, wydawało się mojej osobie irracjonalne - czyżby mężczyzna nie był nauczycielem Opieki nad Magicznymi Stworzeniami? Złotooki nie były ewidentnie magiczne; ich istnienie pozostawało utkwione wśród świadomości każdego, napotkanego mugola.
To jednak odmienny rodzaj sporządzonego pytania, które zostawiam razem ze ściszającym się tonem kroków - kiedy oddałam się, ginę w swojej drodze powrotnej - zostawiam swoje owady pod gabinetem.

| zt

______________________

There's something cold and blank behind her smile She's standing on an overpass in her miracle mile 'Cause you were from a perfect world
a world that threw me away today
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 40
Skąd : Irlandia / Dolina Godryka.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -155
  Liczba postów : 261
http://www.czarodzieje.org/t16695-aaron-o-connor
http://www.czarodzieje.org/t16711-relacje-aarona-o-connora#463059
http://www.czarodzieje.org/t16712-poczta-aarona-o-connora#463062
http://www.czarodzieje.org/t16696-aaron-o-connor




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pią Paź 19 2018, 19:50

Jakieś dziwne... owady?
Czyżby Hal rzeczywiście nauczał ONMS? Tego nie był w stanie stwierdzić po prośbie, jaką skierował nie tylko do uczniów, ale także pozostałych pracowników szkoły. Wypełnianie własnego zawodu zdawało się być wyjątkowo intrygującym zajęciem, chociaż ewidentnie prośba dostarczenia złotooków z łatwością zapadła w jego pamięci na tyle, iż zdołał dostrzec ich sztuk parę we własnym, zamkniętym gabinecie. Początkowo spoglądał na nie ze zdziwieniem, kierując dłoń pierwsze na odrastającą brodę, potem zaś - chwytając za przypadkowy pierwszy słoik, który znalazł się w zasięgu jego ręki. Potem pozostało łatwe przebicie wieczka; czy to za pomocą tradycyjnych metod, czy to za pomocą metod czarodziejskich, nie to było ważne w jego mniemaniu. Skupił się w pełni na wykonaniu zadania zadanego przez profesora Cromwella; co prawda dziwnego, aczkolwiek nie mógł sobie odmówić dodatkowej, niezbędnej wręcz rozrywki na czas uderzającej do głowy rutyny, kiedy to głowa wydawała się być wyjątkowo zamknięta na kolejne tworzenie oraz sprawdzanie listów.
Szedł zatem powoli, w sumie to schodził z czwartego piętra na pierwsze; ciemnoniebieskie oczy zlustrowały z łatwością gabinet należący do starszego współpracownika. Trzymając w swoich dłoniach słoik, nie zwlekał zbyt długo z dostarczeniem go w odpowiednie ręce; a co jak zwierzaki przez przypadek się poduszą? Aaron zdawał sobie nieraz sprawę z własnych słabości, niemniej jednak był na tyle odważnym nauczycielem, że nie wahał się w żaden sposób podchodzić nieformalnie do całokształtu wydarzenia. Zapukawszy, kiedy to otrzymał zgodę, uśmiechnął się serdecznie do mężczyzny, kiedy to dłoń zapadła na klamce, zaś drewniane drzwi otworzyły się bez większych problemów.
- Hej, Hal! - przywitawszy się, odgarnął grzywkę, by następnie skierować się w stronę biurka, stawiając na nim słoik kilku sztuk złotook. Szczęście, że to nie były muchy, bo i tak mogło się zdarzyć w przypadku Connora; tym razem pech unikał go pełną parą. Coś o tych istotkach słyszał, coś o nich pamiętał, aczkolwiek mógłby je z łatwością pomylić. W sumie to nawet nie zdziwił się na to, co zastał w pomieszczeniu; o ile kojarzył profesora, o tyle był w stanie stwierdzić, że naucza właśnie przedmiotu związanego z rzeczami, które potrafią znaleźć się pod iście kontrowersyjnym pytaniem. - Słyszałem, że szukasz tych owadów... w sumie to są świeżo złapane, więc gdyby podkusiło cię wrzucić je do czyjegoś obiadu, to gwarantuję - na pewno żaden człowiek się nie struje. - zaśmiał się pod nosem, nie mogąc się powstrzymać od krótkiego żartu. - Jak znajdę ich więcej, to dam znać. - rzuciwszy na odchodne, kiwnął głową w stronę starszego nauczyciela, tym samym otwierając drzwi z zamiarem opuszczenia gabinetu. - Do zobaczenia.
I zniknął.

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1149
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1809
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Czw Lis 01 2018, 13:07

Bridget dłuższy czas nosiła się z tą myślą i dzień w dzień zadawała sobie pytanie, czy może jednak oszalała? Tropiciel pokazał się po raz kolejny, wizbook automatycznie otworzył jej się na nowym wpisie tajemniczego jegomościa podróżującego po świecie w poszukiwaniu zaginionych artefaktów hogwarckiego przedmiotu, przez który magia w Anglii, i najwyraźniej w innych częściach świata również, płatała niemałe figle. Panna Hudson wykazywała wielkie chęci, by przysłużyć się sprawie, by pomóc rozwiązać problem i znaleźć to coś, co powodowało wielkie burze piaskowe na pustyni w Egipcie i była to jedna z najbardziej niebezpiecznych rzeczy, jakie zrobiła, jeśli nie najniebezpieczniejsza. Ilość czyhających na nich zagrożeń była niepojęta, Puchonka dwukrotnie zgubiła się, zraniła, a w dodatku była wystawiona na całą masę niekorzystnych czynników atmosferycznych - a na domiar wszystkiego przez dwa tygodnie po powrocie wciąż kaszlała piaskiem. Czy w takim razie zwariowała już do reszty, skoro po tak niemiłych doświadczeniach rozważała kolejną wyprawę?
Dżungla wydawała się być jeszcze gorsza niż pustynia - pełna groźnych zwierząt i nieprzewidywalnej roślinności, podstępna, z mnóstwem pułapek, w które człowiek bez większego trudu mógłby wpaść. Z pewnością nie udałaby się tam samotnie, nawet ze swoimi koleżankami czy kolegami nie odważyłaby się na taką podróż. Potrzebowała mieć przy sobie osobę doświadczoną, osobę uczoną, która znała się na rzeczy.
Innymi słowy - chciała Hala Cromwella.
Nie wiedziała, czy mężczyzna w ogóle interesował się takimi rzeczami, czy doszły go słuchy o wyprawie, czy rozważał swój udział, lecz zamierzała zapytać. Stanęła więc przed drzwiami jego gabinetu i zapukała, dopiero po fakcie czując, jak stres ścisnął jej wnętrzności. Przełknęła z trudem ślinę, po czym uchyliła drzwi.
- Dzień dobry, profesorze - rzekła na wstępie, starając się brzmieć pewnie. Z miernym skutkiem.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 372
  Liczba postów : 195
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pią Lis 02 2018, 00:41

Absolutnie nieświadomy faktu, że ktoś gdzieś tam, myśląc o doświadczonej, uczonej i znającej się na rzeczy osobie, wyobrażał sobie właśnie jego, rozmrażał właśnie myszy dla leniwej Ono - która wolała zdychać z głodu, niż ruszyć tyłek i własnoskrzydle na coś zapolować – kiedy usłyszał pukanie do drzwi. Patrząc w ich kierunku, nalał wrzątku z czajnika do niedużego plastikowego pojemnika, a następnie do stojącego obok kubka.
- Dzień dobry, Bridget – rozpromienił się na widok prefekt naczelnej, wrzucając do kubka martwą zamrożoną mysz i torebkę z herbatą do pojemnika – Chcesz herbaty? Mam dość wody na jeszcze jedną - zaproponował machając czajnikiem, w którym zachlupała woda. Domyślał się, że dziewczyna przyszła do niego z czymś konkretnym, ale skoro trafiła tak idealnie na świeżo zagotowaną wodę, to szkoda byłoby nie skorzystać zanim powiedziałaby jaki miała problem. Zwłaszcza, że Hal był w szczególnie gościnnym nastroju z racji, że rano udało mu się całkiem nieźle sprzątnąć gabinet. Na biurku jak zwykle panował papierologiczny chaos, ale przynajmniej nie było na nim brudnych kubków, ani zwierząt. Na stole stała tylko jedna susząca się klatka po jakimś ptaku. Kanapa była czysta, a podłoga tylko w dwóch miejscach zapaskudzona przez Ono, która nawet kiedy nie jadła, cudownym sposobem była w stanie coś obsrać. Hal nawet nie łudził się, że ten stan rzeczy potrwa dłużej niż dwa dni i tym bardziej wypadało korzystać.
Ono, która jeszcze chwilę temu bawiła się w rozszarpywanie dziobem jakichś starych papierów, które rzucił jej w kąt gabinetu, wyprostowała się na swoich długich nóżkach i zapiszczała na dźwięk ludzkiego głosu. Przebiegła przez pomieszczenie, po czym wskoczyła na oparcie krzesła stojącego przy Halu i przekrzywiając główkę wbiła wzrok w Puchonkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1149
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1809
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Pią Lis 02 2018, 23:16

Nie wiedziała, dlaczego odczuwała cały ten stres. W ostatnim czasie była jednym wielkim kłębkiem nerwów, stłamszona natłokiem silnych emocji czuła się cholernie niepewnie w konfrontacjach z innymi ludźmi. Samo to powinno dać jej do myślenia, że może wybieranie się na wyprawę w dziką dżunglę nie było najlepszym pomysłem, lecz czuła powinność, pewnego rodzaju... obywatelski obowiązek.
Uśmiechnęła się delikatnie, wręcz prześlizgując się przez szparę ledwie uchylonych drzwi, po czym zamknęła je cicho, jeszcze przez kilka sekund stojąc przy nich, obserwując poczynania profesora. Zdawał się być nieco roztargniony - Bridget ze zdziwieniem patrzyła na lądującą w kubku na herbatę mysz.
- Tak, z chęcią - odparła w odpowiedzi na jego pytanie, po czym przeszła tych kilka kroków dzielących ją od jego biurka. Zajęła wolne miejsce po drugiej stronie, rozglądając się nieco po wnętrzu gabinetu. Nie była w nim jeszcze nigdy, wobec czego była zafascynowana tym, co skrywały pękające w szwach regały. Jej wzrok padł na terrarium dla gumochłonów. - To z tamtej lekcji? - zagaiła, rzucając mu przelotne spojrzenie, tylko trochę chcąc upewnić się w tym, że w jej kubku na herbatę nie wyląduje mysz. Jej uwagę w następnej kolejności przykuło Ono, sowa nauczyciela, wlepiająca w nią wzrok.
- Przyszłam z pewnym pytaniem do pana... - powiedziała, po czym zawahała się na chwilę, chyba pod presją spojrzenia bystrych oczu ptaka. - Może to zabrzmi głupio, ale może zastanawiał się pan nad tą wyprawą do dżungli?

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 56
Skąd : Itchen Abbas/Dolina Godryka
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 372
  Liczba postów : 195
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Czw Lis 08 2018, 03:57

Kiwnął głową, przyjmując do wiadomości życzenie Puchonki, gdy kątem oka zauważył mysz w kubku. Zamrugał kilka razy, zastanawiając się jak bardzo brudne było pudełko, w którym planował rozmrozić gryzonia, a w którym teraz parzyła się jego herbata i jak bardzo czyniło ją to nie pitną. Zrezygnował jednak z szybko z tego pomysłu i zajął się przygotowaniem świeżej dla dziewczyny.
- Mam nadzieję, że lubisz czarną, bo nie mam nic innego - przyznał przepraszającym tonem - Nawet cukru... chociaż może mógłbym coś na szybko pożyczyć od profesora Corbijna - niewątpliwie nie był najlepszym gospodarzem. Nie mówiąc już o tym, że jaki szanujący się Brytyjczyk chodziłby do Holendra po pomoc w parzeniu herbaty, jednak jego przywiązanie do tego trunku bardziej przypominało uzależnienie niż koneserstwo.
Postawił przed dziewczyną kubek, zgarniając z biurka pudełko, z którego następnie wylał herbatę.
- Owszem - podążył za wzrokiem dziewczyny, zatrzymując się na terrarium zagospodarowanym przez uczniów. Można było chyba zaryzykować stwierdzenie, że było najładniejszą rzeczą w jego gabinecie. Osobiście nie miał czasu na zadbanie o estetykę pomieszczeń dla zwierząt, które z różnych powodów tymczasowo przebywały w jego rękach i skupiał się jedynie na tym by były praktyczne. Miło było mieć dla odmiany coś co nie tylko było funkcjonalne, lecz także dobrze się prezentowało.
Wstawiwszy czajnik na nową herbatę dla siebie, wrócił do biurka i usiadł naprzeciwko Bridget.
- Co tam? - zachęcił ją przyjaźnie do zdradzenia powodu przybycia, bo domyślał się, że nie fatygowała się oglądać terrarium gumochłonów. Złapał za ogon martwą mysz moczącą się w kubku i jak gdyby nigdy zaczął się nią bawić jak torebką z herbatę, patrząc na studentkę, powoli marszcząc brwi z każdym jej kolejnym słowem. Czyżby znowu o czymś zapomniał? Jakaś wyprawa do dżungli brzmiała trochę abstrakcyjnie, Bridget mówiła o niej jednak z oczywistością wypisaną na twarzy. Wydawało się, że coś takiego nie powinno było uciec mu z głowy, a jednak żaden dzwon mu nawet nie dzwonił.
- Być może zabrzmi to jeszcze głupiej... ale jaka wyprawa?

/tragedia, ale mój mózg nie działa ;_;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1149
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1809
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   Nie Lis 11 2018, 01:03

Tkwiąca w kubku mysz i torebka herbaty w pojemniku ewidentnie nieprzeznaczonym do użytkowania go jako dzbanek bardzo zastanawiały Bridget, lecz trochę bała się zwracać mu na to uwagę. Wewnętrzna przyzwoitość i niechęć do poruszania kontrowersyjnych lub spornych tematów nakazywała jej siedzieć cicho i dopiero w kryzysowej sytuacji, jakby chciał i do jej herbatki włożyć myszkę dla smaku, zareagowałaby. Może profesor Cromwell po prostu tak miał? Może tak lubił? Nie jej było to oceniać, czyż nie? Niektórzy starsi ludzie byli nieco ekscentryczni...
Sądząc jednak po dalszych działaniach nauczyciela, była to wyłącznie pomyłka, a Bridget odetchnęła w myślach z ulgą, że nie była świadkiem czegoś traumatycznego, co mogłoby zaważyć na jej opinii o mężczyźnie.
- Lubię - przyznała w odpowiedzi na jego słowa, nie miała nic przeciwko czarnej herbacie. Co prawda preferowała wszelkie odmiany herbat owocowych, najbardziej te z owocami tropikalnymi, lecz czarną też wypije. Jeszcze przez chwilę przyglądała się terrarium wygranej grupy. - Nadal mam ten rysunek... Jakby pan chciał - rzuciła jeszcze, nieco speszona. Nie chciała wyjść na męczydupę, która przyszła do niego, by żebrać o jakieś względy. Niemniej jednak postanowiła mu o tym powiedzieć, w końcu może faktycznie go chciał? Jej się bardzo nie przyda, mogła sprezentować mu ozdobę do gabinetu.
Procedura moczenia w kubku z gorącą wodą martwej myszy mocno rozpraszała Puchonkę, której wzrok stale uciekał w kierunku gryzonia, a na twarzy malowała się spora niepewność. Mówiła jednak o wyprawach, zupełnie nie pomyślawszy o tym, iż nauczyciel mógł nie słyszeć o Tropicielu. Dla młodej Bridget przekazywanie informacji za pomocą wizbooka wydawało się rzeczą oczywistą, lecz pytanie profesora sprowadziło ją na ziemię - cóż, nie było aż tak powszechne. Zamrugała, reflektując się dopiero po chwili.
- Och, to pan nie wie? - Pytający ton był doprawdy zbędny. - Bo... Na wizbooku pewien człowiek, posługujący się pseudonimem Tropiciel, publikuje informacje na temat magicznych zakłóceń na świecie. Całe grupy ludzi udają się w te miejsca szukać przedmiotów wywołujących te zakłócenia. Naprawdę nie słyszał pan o kwietniowej wyprawie do Egiptu? - zapytała jeszcze raz, bo aż nie chciało jej się wierzyć, że taka sprawa go ominęła. Wpadła też na pomysł - sięgnęła do torby i wyciągnęła swój spersonalizowany wizbook (ten z różową, puszystą okładką i czerwonym języczkiem do zakładania stron, cała masą serduszek na poszczególnych stronach, no i oczywiście masą jej prywatnych zdjęć). Zaczęła wertować zeszyt, chcąc szybko znaleźć wpis Tropiciela, aż w końcu natrafiła na niego. - O, tutaj! - powiedziała, chcąc pokazać Halowi konkretną notkę, lecz wizbook wysunął jej się z dłoni i uderzając o biurko kilka ze stron wróciło na poprzednie miejsce, tym samym ukazując jej własne zdjęcie. Bridget czym prędzej zabrała je sprzed oczu nauczyciela, licząc, że nie zdążył zobaczyć zbyt wiele i z palącymi policzkami przekartkowała z powrotem do wpisu Tropiciela i znacznie ostrożniej położyła książkę na biurku. - Tutaj - rzuciła jeszcze, próbując opanować buchający w środku wstyd.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Gabinet Harolda Cromwella Jr.   

Powrót do góry Go down
 

Gabinet Harolda Cromwella Jr.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Gabinet Banshee

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
pierwsze pietro
 :: 
gabinety na I piętrze
-