Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Franklin R. E. Eastwood

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Franklin R. E. Eastwood

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 181cm
Galeony : 675
Dodatkowo : kapitan drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 418
http://www.czarodzieje.org/t16551-franklin-r-e-eastwood#456789
http://www.czarodzieje.org/t16592-franklin#458389
http://www.czarodzieje.org/t16602-franklin#458950
http://www.czarodzieje.org/t16586-franklin-r-e-eastwood#458218
Franklin R. E. Eastwood QzgSDG8




Moderator




Franklin R. E. Eastwood Empty


PisanieTemat: Franklin R. E. Eastwood   Franklin R. E. Eastwood EmptyPią Wrz 07 2018, 00:22


Franklin Ryan Emmanuel Eastwood

DATA URODZENIA 01/04/1998
CZYSTOŚĆ KRWI 100%
MIEJSCE URODZENIA Montrose
MIEJSCE ZAMIESZKANIA Hogwart, w wolne od szkoły Montrose
W HOGWARCIE JEST OD KLASYI
OBECNIE JEST NA ROKUVIII
WYMARZONY DOM Gryffindor
WYBRANY WIZERUNEKXavier Serrano

Wyglad

WZROST Mierzy sobie zawrotne metr osiemdziesiąt sześć - jeśli włosy na czubku głowy stoją mu na baczność. Gdyby pofatygował się je ulizać, prawdopodobnie miałby z pięć centymetrów mniej.
BUDOWA CIAŁA Frankie przykłada bardzo dużą uwagę do swojego wyglądu, dodatkowo spędził całą masę godzin na trenowaniu, wobec czego teraz poszczycić się może imponującą muskulaturą. Spod śniadej skóry wyraźnie odznaczają się mięśnie, miejscami również żyły, z których jest niebywale dumny. Ma dość duże dłonie, a także stopy, jeśli kogokolwiek satysfakcjonuje taka wiedza.
KOLOR OCZU Nie przywodzą na myśl żadnego konkretnego koloru. Patrząc w jego oczy nie pomyślisz od razu, że bez wątpienia są brązowe - mają w sobie nuty innych odcieni, odrobinę zieleni i trochę złota, które przeplatają się ze sobą w istnej mozaice barw na tęczówce.
KOLOR WŁOSÓW Kolor nie jest jakiś szczególny, za to na uwagę zasługuje faktura jego włosów. Poszczególne pukle czasem tworzą piętrzące się na jego głowie loczki, zazwyczaj potargane przez wiatr lub przez palce jego dłoni. Sam Franklin uważa, że bardzo mu taka fryzura pasuje, motywując swoje zdanie zdjęciami z wakacji, na których to brązowa grzywa rozwiewana jest przez wiatr i, cóż, wygląda naprawdę nieźle!
ZNAKI SZCZEGÓLNE Nie wiem, czy wypada o tym wspominać w tym miejscu, lecz warto wiedzieć, że na twarzy Franklina, o ile nie jest skupiony na grze w Quidditcha lub na podrywaniu dziewczyn, często gości wyraz niezrozumienia. Na szczęście jego promienny uśmiech i idealny zgryz rekompensują rozmówcom fakt, iż mają do czynienia z reinkarnowanym gumochłonem w ludzkiej postaci.
PREFEROWANE UBRANIA Jeśli trzeba określić jego styl w jednym słowie, prawdopodobnie "sportowy" spisałoby się na medal. Mundurki są tragiczne, niewygodne, krępujące ruchy i w dodatku śmieszne, więc w chwilach wolnych od zajęć lubi z niego wyskakiwać, często już po drodze do dormitorium wymachując krawatem niczym lassem.


Charakter


Franklin, w przeciwieństwie do swojej siostry Cherry, jest numerologiczną piątką i tutaj zaryzykowałabym stwierdzeniem, że rodzice nie popisali się precyzją przy formowaniu i kształtowaniu kolejnego członka swojej rodziny. Chociażby ze względu na klin, który w foremce dla Cherry zatknięto między nogi - u chłopaka znalazł się w miejscu mózgu.
Przy Franklinie nie doznasz zaszczytu żartu wyrafinowanego, wysmakowanego, skierowanego dla wyżyn umysłowych. Chłopak plecie to, co mu ślina na język przyniesie, a zazwyczaj nie jest to ani nic błyskotliwego, ani nic mądrego, co już świadczy o pierwszych niedociągnięciach wobec numerologicznego odnośnika. Braki te niewątpliwie ukazały się podczas jego pobytu w szkole, kiedy to cudem prześlizgiwał się przez poszczególne przedmioty, nie mogąc zrozumieć skomplikowanych definicji, zapamiętać formuł zaklęć czy też prawidłowego postępowania przy magicznym stworzeniu. Trudno też ukryć, że jedyny drewniany drążek dobrze leżący w jego ręce to ten należący do miotły - różdżką lubi za to dłubać w nosie, ot co!
Może to ma związek z jego znakiem zodiaku? Bo baran z niego niezły...
Jest żądny przygód i nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu. Nieustanna chęć wprowadzania do swojego życia zmian powoduje pewnego rodzaju niestałość i rozchwianie, bardzo często dotykające priorytety chłopaka. Najważniejszy w danym momencie trening Quidditcha potrafi być nagle mniej atrakcyjny niż towarzyskie wyjście na piwo do Hogsmeade. Trzeba zaznaczyć, iż Franklin jest wręcz towarzyską bestią, łaknącą uwagi i poklasku. Nie miga się przed zajęciem miejsca wśród reflektorów, choćby miał wyłącznie beknąć do mikrofonu. Bardzo rzadko potrafi powiedzieć sobie stop, pchając się wciąż do przodu, ciągle dalej, często w coraz to kolejną szklaneczkę ognistej whiskey popijanej później jagodowym jabolem. Cała masa dziewcząt usłyszała od niego miłosne wyznania i zapewniania, że bez nich jego świat nie ma sensu i życie się zawali. Paru się nawet zdążył oświadczyć w przypływie emocji - cóż, zapewne Ty również nie będziesz wyjątkiem. Franklin potrafi być naprawdę szalony i uwagę w swoją stronę ściąga na przeróżne sposoby, bardzo często poprzez ściąganie odzienia. Swojego czasu był prawdziwym objawieniem wizbooka - co niestety nie przyniosło mu tyle szczęścia, ile by się spodziewał. No i nieszczególnie dobrze wyglądało to na profilu poważnego zawodnika, prawda?
Tak samo szaleńczo, jak zachowuje się na imprezach, jest zakochany w miotlarstwie. W zasadzie miotła to jedyne, co mu się w życiu udaje i w czym czuje się dobry. Od dzieciństwa pasjonowało go latanie i marzył o profesjonalnej grze w Quidditcha odkąd tylko pamięta. Wytwarzanie mioteł również go interesuje, lecz nie ukrywa, że znacznie bardziej woli z nich korzystać. Wiatr wiejący w twarz i targający szaty sportowe daje mu zastrzyk adrenaliny, a to jest tym, co Franklin lubi najbardziej. Bardzo lubi się popisywać, chełpić osiągnięciami, brawurowo wykonywać trudne zwody i ścigać się z innymi. Nieważne, że wielokrotnie mógł sobie zrobić przez to krzywdę.
Jako przyjaciel jest wierny i lojalny, skoczyłby za swoim ziomkiem w ogień i wcale nie przesadzam - po prostu nie zwykł on długo rozmyślać nad konsekwencjami swoich działań. Bardzo silnie odczuwa braterstwo i wszelkie więzy łączące go z rodzeństwem, ojcem, innymi członkami w drużynie. Zawsze stara się, aby jego czyny działały dla dobra grupy, choć to też się czasem nie udaje. Z miłością z kolei sytuacja jest dość osobliwa. Głowa Franklina wydaje się obracać za każdą mijającą go dzierlatką, oczy jakby z automatu taksują dziewczęce sylwetki, usta naturalnie rozciągają się w zawadiackim uśmiechu, a ręka wędruje do włosów, by nieco bardziej je potargać. Podrywacz jakich mało. Nie cofa się, gdy zwietrzy dobrą okazję. Kiedy jednak uda mu się znaleźć taką, która wytrzymałaby z nim dłużej niż jedną noc, z psa na baby zmienia się w wiernego przyjaciela, ofiarując jej całe swoje przywiązanie. W swoim życiu tylko raz przeżył uczucie na tyle silne, by nie bał się zaangażowania.


Historia


Urodził się jako jedno z siódemki dzieci państwa Eastwood, którzy chyba od początku potraktowali żart o posiadaniu własnej drużyny Quidditcha zbyt poważnie; jako czwarty z kolei dzieciak znajdował się idealnie na środku. Otrzymywał od rodziców dużo uwagi, ponieważ tego wymagał. Od pieluchy zainteresowany lataniem, rozdziawiał buzię i klaskał pulchnymi dłońmi na widok unoszących się nad ziemią mioteł. Domagał się dosiadania ich jeszcze zanim poprawnie stał o własnych siłach. W sumie można śmiało powiedzieć, że chciał być tak mocno zaangażowany w Quidditch, jak tylko się dało - kiedyś nawet wysmarował się cały pastą do konserwacji witek (nie, nic mu nie było). Magia ujawniała się u niego po raz pierwszy w wieku około czterech lat - potrafił przywoływać dziecięcą miotełkę do ręki. Ojciec zadbał o to, by młody przeszedł prawdziwe szkolenie młodego zawodnika. Niemalże codziennie latał po ogrodzie, z każdym kolejnym mijającym rokiem coraz intensywniej trenując z resztą braci rzuty kaflem i machanie pałką. Ta ostatnia niestety nie zawsze lądowała na tłuczku, za to bardzo często na czyjejś głowie. Ale i tak nikomu nie działa się krzywda.
Hogwart był dla niego oczywistym etapem życia. Rodzice w nim byli, starsi bracia również dostawali listy na swoje jedenaste urodziny i jeden po drugim wyjeżdżali do tajemniczego zamku, z którego wysyłali rozemocjonowane wiadomości. Opowiadali o lekcjach, o nauczycielach, o znajomych, o przygodach z Irytkiem, a przede wszystkim o drużynie Quidditcha. Franklin mając osiem lat był już pewny, że będzie zajmował miejsce w zespole Quidditcha domu, do którego zostanie przydzielony.
Szkoła była... Trudna. Chłopak nie miał głowy do numerologii, a wróżbiarstwo było niewyczerpaną kopalnią żartów. Zaklęcia były trudne i od początku sprawiały mu problemy, nie mówiąc już o transmutacji, co do której miał wyjątkowe uprzedzenia. Jedynym ukojeniem była gra w Quidditcha - to wychodziło mu najlepiej i w tym czuł się silny.
W międzyczasie rodzice Franklina rozwiedli się, jednocześnie rozbijając tę wielką rodzinę. Frankie zniósł to zaskakująco dobrze, wręcz zbyt prosto, jakby nie pojmował do końca, co to dla nich oznaczało - nieustanne wybory, z którym rodzicem spędzi się swój czas. Miał wtedy piętnaście lat. W podobnym czasie ojciec chłopaka postanowił zrezygnować z aktywnego grania w drużynie Srok z Montrose i zajął zaszczytne miejsce trenera tego zespołu. Nie było żadnych wątpliwości, gdzie Franklin chciałby spędzać wakacje, prawda? Bez wahania wybierał tatę i przypatrywanie się grze profesjonalnych graczy, oglądanie meczy i podglądanie rozrysowywanych przez ojca taktyk. Już wtedy w jego głowie zrodził się plan, że po owutemach będzie grał dla Srok.
Jak postanowił, tak zrobił - gdy tylko skończył ostatni egzamin w siódmej klasie, spakował manatki i wrócił do Montrose, by oświadczyć ojcu, że chce grać. Został przyjęty i otrzymał pozwolenie na trenowanie z zawodnikami. Był w siódmym niebie! Wydawało mu się, że już niczego więcej mu nie było potrzeba w życiu. Miał drużynę, miał perspektywę bycia profesjonalnym graczem Quidditcha, mógł się rozwijać pod okiem doświadczonego ojca. Przez jakiś czas to mu wystarczyło, lecz po kilku miesiącach zdał sobie sprawę, że było coś, za czym tęsknił - kumple ze szkoły. Jego wypady do Hogsmeade, początkowo okazjonalne, zazwyczaj kończyły się na piciu alkoholu w pubie lub pójściu na imprezę do klubu. Frankie pozwalał sobie na to tłumacząc się wyłącznie młodością i tym, że powinien korzystać z tego czasu, póki go miał. W szale zabawy Quidditch nie był aż tak istotny - poczucie winy następnego dnia przewyższało swoją siłą nawet ogromnego kaca, z którym musiał udać się na trening.
Kolejną rozpraszającą go rzeczą stał się związek, który udało mu się zawrzeć. W obliczu miłości życia, bowiem w tej kategorii rozważał ową dzierlatkę, priorytety zdawały się diametralnie zmieniać. Dodatkowo koledzy w Hogsmeade skutecznie kusili go w listach wizją kolejnej imprezy, motywowanej coraz to innymi okazjami typu: "Dziś światowy dzień Zielonej Wróżki, chodź na absynt!", "Dziś barman ma urodziny i stawia wszystkim kolejkę, wbijaj!". W pewnym momencie okazało się, że Montrose stało się dla niego wyłącznie miejscem do spania. Franklin nie widział w tym nic złego, on przeżywał wtedy najlepsze chwile swojego życia, dlaczego miałby się czymś martwić?
Jego ojciec miał na ten temat nieco inne zdanie. Porażony brakiem dojrzałości swojego syna oraz jego malejącym szacunkiem do drużyny, zagroził, że kolejny wybryk zakończy się wyrzuceniem z drużyny. Był to pierwszy raz, kiedy Franklinem wstrząsnęło, że właśnie mógł zaprzepaścić swoją szansę w życiu na osiągnięcie sukcesu w Quidditchu. Następnego dnia stawił się na trening z samego rana, świeży i trzeźwy, gotowy do pracy. Andre zdawało się, że raz na zawsze załatwił ten problem, lecz niestety mylił się. Pewnego dnia na parapecie okna pokoju Franklina usiadła sowa niosąca zaproszenie na imprezę urodzinową jednego z jego dobrych kolegów. Przecież nie mógł opuścić takiej okazji, prawda? Zabawa skończyła się dwa dni później. Pan Eastwood nie potrafił powstrzymać nerwów, gdy w końcu doczekał się powrotu syna - powiedział mu, że nie ma już czego szukać u Srok z Montrose, skoro nie ma zamiaru zaangażować się w pełni w treningi i stale pokazuje poziom, który może w Hogwarcie zapewniał mu sławę i powodzenie, lecz w prawdziwym życiu nigdzie go nie zawiedzie. Dodatkowo nakazał mu powrót do szkoły - skoro tak mocno ciągnęło go do studenckiego życia.
Nie miał większego wyboru. Pojechał z zamiarem udowodnienia ojcu, a także sobie, że potrafi osiągnąć w czymś sukces. Że jeśli mu zależy, potrafi się poświęcić i zaangażować. Że da radę sam!

Tymczasem pierwszego dnia szkoły:
"Cherry! Robiłaś może notatki na historii magii? Usnęło mi się..."

Rodzina

W rodzinie Eastwood, choć niegdyś tworzącej zgrany zespół, zdarzył się rozłam. Obecnie skłóceni rodzice stwarzają niezbyt przyjazną atmosferę dla swej dziatwy do szczęśliwego i bezproblemowego wzrastania... No okej, Franklina to jako tako nie dotknęło. I tak większość czasu spędzał w Hogwarcie, prawda? Potem chętniej jeździł do ojca, bo u niego były fajne miotły i miał możliwość wycieczek na profesjonalne boisko do Quidditcha, a to było znacznie bardziej interesujące od mierzenia ciuchów szytych przez matkę.
Ale po kolei.

★ Mamusia Aileen, jak już wspomniano, zajmuje się tworzeniem ubrań, czy też raczej ich projektowaniem. Bardzo dużo podróżuje, wobec czego ma z synem niewielką styczność. Może szkoda, może nie, kto by to wiedział? Franklin nigdy nie wie, co miałby o niej powiedzieć. Że jest ładna - to kiepsko brzmi. Że jest fajna - to brzmi gorzej niż "sympatyczna". Zresztą on już nie wie, jaka była mama.
★ Z kolei tatuś, Andre, spełnia w życiu młodego Eastwooda ogromną rolę. Począwszy od czasów dzieciństwa, mężczyzna zawsze był w oczach syna autorytetem, za którym należało podążać, którego należało słuchać. Zaraził Franklina prawdziwą pasją do miotlarstwa, nie tylko poprzez sadzanie go w wieku kilku lat na dziecięce miotełki, lecz także wspierając jego późniejszą "karierę" zawodniczą w trenowanej przez siebie drużynie z rodzinnego miasta Montrose. Dumny trener Srok od zawsze był idolem Frankiego, dlatego tak mocno bolał fakt niespełnienia oczekiwań.
★ Braci ma aż piątkę.
★ Za to siostrę ma wyłącznie jedną! Cherry jest oczkiem w głowie chyba każdego Eastwooda, a Franklin już sobie postanowił dobrze zadbać o jej życie towarzyskie w szkole...


Ciekawostki


★ Rozpoczął grę w domowej drużynie na trzecim roku. Jeszcze jako dzieciak miał więcej doświadczenia w Quidditchu niż połowa ówczesnych graczy, ze względu na szkołę, którą dawał mu ojciec, lecz nie został dopuszczony do gry przez nauczycieli, którzy uważali, że treningi za bardzo odciągały go od nauki, skutek czego miał on problemy ze zdawaniem egzaminów. Na nic się jednak zdało zabranianie chłopakowi gry - szybko okazało się, że w praktyce latanie na miotle pozwalało mu rozładować drzemiącą w nim energię i tym samym lepiej skupiać się na zajęciach. No a skoro i tak nie był materiałem na prefekta i wzorzec dla innych uczniów w kwestii ocen, mógł się chociaż przydać na boisku, prawda?
★ Do tej pory nigdy nie posiadał zwierzęcia na własność, lecz coraz mocniej zastanawia się nad zakupem sowy. Mieszkając u ojca korzystał z jego puchacza do wysyłania listów, lecz powrót do szkoły oznaczał bycie uzależnionym od sów szkolnych, zasiadających w oddalonej od zamku sowiarni. Nie należy do odpowiedzialnych właścicieli, ale z drugiej strony taka sowa zajmuje się sama sobą, prawda? Nie musi jej własnoręcznie łapać myszy, by była najedzona.
★ Jego największą kontuzją podczas meczu było złamanie nosa. Na szczęście obecny na boisku uzdrowiciel bardzo szybko przywrócił go do wcześniejszego stanu.
★ Franklin potrafi wypić jednego wieczoru kilka litrów napojów alkoholowych, lecz nawet w największym stanie upojenia nie sięga po papierosy.
★ O dziwo nigdy nie doprowadził do wybuchu kociołka! A jest to swojego rodzaju osiągnięcie ze względu na jego zerowe umiejętności warzenia eliksirów. Podobnie sprawa ma się z gotowaniem - nie ma wyczucia ani znajomości nawet najprostszych przepisów, lecz jeszcze nigdy nie spalił kuchni! Może dlatego, że do niej nie wchodzi...
★ Za czasów szkoły okazjonalnie próbował z kolegami zbajerować barmanów w Hogsmeade, by sprzedawali im nieco bardziej procentowe napoje niż piwo kremowe. Czasem im się nawet udawało! Jeden z tych sukcesów był powodem jednej z największych popijaw w życiu Franklina. Będąc wtedy świeżo upieczonym siedemnastolatkiem dokonał czegoś, czego nie udało mu się nigdy później powtórzyć - obudził się w pokoju wspólnym Slytherinu! Do tej pory nie ma pojęcia, kto go do niego wprowadził, również nie kojarzy zbyt wiele z tamtego wieczora. Ale chyba dobrze się bawił!
★ Franklin nie ma zielonego pojęcia o sztuce. Zawsze unikał wyjść do teatru lub filharmonii, uznając to za stratę czasu i pieniędzy. Czytanie książek również go nie kręci i nie jest w stanie wysiedzieć z jakąś dłużej niż 15 minut bez westchnień pełnych zrezygnowania i wszechogarniającego uczucia znużenia. Za to lubi muzykę - słucha praktycznie wszystkiego, nawet Lady Morgany, której przeboje zna na pamięć i które namiętnie wyśpiewuje podczas każdej z odbywanych imprez.
★ W kwestii Grubego Dissu zdecydowanie mocniej kibicuje Mr Pure'owi.
★ Jakkolwiek jest to bardzo miły i przyjazny chłopak, trzeba się niestety liczyć z faktem, że Quidditch jest jedynym tematem, na który jest w stanie prowadzić poważne i długie dysputy.


______________________

Franklin Eastwood

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Franklin R. E. Eastwood

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 181cm
Galeony : 675
Dodatkowo : kapitan drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 418
http://www.czarodzieje.org/t16551-franklin-r-e-eastwood#456789
http://www.czarodzieje.org/t16592-franklin#458389
http://www.czarodzieje.org/t16602-franklin#458950
http://www.czarodzieje.org/t16586-franklin-r-e-eastwood#458218
Franklin R. E. Eastwood QzgSDG8




Moderator




Franklin R. E. Eastwood Empty


PisanieTemat: Re: Franklin R. E. Eastwood   Franklin R. E. Eastwood EmptyWto Wrz 18 2018, 03:23

Ready Cool kuferek tu!

______________________

Franklin Eastwood

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cherry A. R. Eastwood

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : Ok. 160
Galeony : 300
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 481
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood
Franklin R. E. Eastwood QzgSDG8




Moderator




Franklin R. E. Eastwood Empty


PisanieTemat: Re: Franklin R. E. Eastwood   Franklin R. E. Eastwood EmptyWto Wrz 18 2018, 12:07



GRYFFINDOR!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!



stwórz pocztę
załóż relacje
zacznij grę




Życzymy

miłej gry!


______________________



Hit me like a ray of sun

Burning through my darkest night
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Franklin R. E. Eastwood QzgSDG8








Franklin R. E. Eastwood Empty


PisanieTemat: Re: Franklin R. E. Eastwood   Franklin R. E. Eastwood Empty

Powrót do góry Go down
 

Franklin R. E. Eastwood

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Franklin R. E. Eastwood QCuY7ok :: 
karty postaci
 :: 
karty studentow
-