Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Dom Ezry

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 610
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2035
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Dom Ezry   Dom Ezry EmptyCzw Wrz 06 2018, 19:57


   
Dom Ezry Clarke'a

   
Dom zabezpieczony został zaklęciem Tueri abi, zatem jedynie ludzie zaproszeni przez Ezrę mogę przekroczyć furtkę.

   Dom Ezry A8fb6388af183731756fa7e4d5e28255
Za furtką pokrytą drobnolistną roślinnością w pierwszym momencie można poczuć się nieco klaustrofobicznie - wąska ścieżka obsadzona jest po obu stronach różnorodnymi kwiatami i krzewami, spomiędzy których bardzo często znienacka potrafi wyskoczyć szczekliwa Chione czy płocha Frytka. Budynek sam w sobie nie jest zbyt okazały (w Dolinie uświadczyć można wiele piękniejszych) Ezrze wystarczyła jednak tylko chwila, aby się w nim zakochać i wierzy, że to samo spotka wszystkich jego gości...


Ogród:
 
Salon:
 
Kuchnia:
 
Łazienka:
 
Biblioteka:
 
Sypialnia Ezry:
 
Pokój gościnny:
 

______________________

This is how it ends

I feel the chemicals
burn in my veins
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 610
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2035
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry EmptyPon Sty 21 2019, 23:57

Ostatnio coraz częściej zdarzało mu się pomieszkiwać w Dolinie Godryka. Powody ku temu były przeróżne - nie należała do nich bynajmniej próba ucieczki od Ślizgońskiej współlokatorki, choć niewątpliwie Ezra na nowo uczył się koegzystować z kobietą pod jednym dachem - ale przede wszystkim Clarke brał pod uwagę dobro swoich podopiecznych. Oczywistym było, że duża przestrzeń dobrze działała na zwierzęta; w Dolinie Godryka Frytka nie płoszyła się każdym niespodziewanym dźwiękiem, a Chione miała do spenetrowania tyle miejsc, że nie w głowie były jej polowania na skarpetki swojego właściciela. Był też Pan - to jemu Ezra poświęcał najwięcej czasu, wiedząc, że młodego skrzata domowego zawczasu trzeba było przyuczać obowiązków. Oprócz tego zostawiał mu dużo miejsca na samorozwój - Ezra był jedną osobą i dogodzenie mu nie było, mimo wszystko, zajęciem na pełny etat. Stąd biblioteka zapełniała się powoli księgami o różnych treściach, a pianino nigdy nie bywało zamknięte, podobnie jak kufry Ezry wypełnione magicznymi przedmiotami, z których zazwyczaj nie było komu korzystać.
W tym wszystkim najistotniejszy był jednak sam Krukon - dom w Dolinie Godryka traktował jak swoiste sacrum i samo przebywanie w nim dodawało mu jakiejś czystej, życiowej siły. Tu nie zmagał się z żadnym oceniającym spojrzeniem, tu nie zamierzał zapraszać żadnych zmartwień - a nawet gdyby któreś się zaplątały, dom wciąż oferował wiele prac, którymi można było zająć umysł. Zadziwiającą przyjemność sprawiało mu odśnieżanie własnego chodnika, własnoręczne ścieranie kurzy - nawet gdy Pan stanowczo protestował - i także jeden z najbardziej znienawidzonych obowiązków, a więc spacery z Chione w potworne, zimne poranki, gdy świat wydawał się jeszcze połowicznie tkwić w bezkresnej czarnej otchłani, na nowo potrafił sprawiać mu radość.
Obecność w Dolinie Godryka miała charakter niemal terapeutyczny i głównie dzięki temu Clarke potrafił wychodzić każdego dnia do ludzi z uśmiechem na ustach i sercem na dłoni.
- Jak jeszcze raz mnie pociągniesz, to nie będzie dzisiaj śnieżek w parku - zagroził Ezra podekscytowanej suczce, której krótki ogonek chodził co najmniej z prędkością światła, a nosek nieustannie węszył w poszukiwaniu nowych zapachów. I która co kilka kroków zawodziła, jakby próbując pospieszyć swojego właściciela - jeszcze ktoś mógłby pomyśleć, że jakaś krzywda jej się działa na tej smyczy!
Fakt faktem, Chione nie była łatwym psem do wyprowadzania. Leonardo zdecydowanie za bardzo przyzwyczaił małą psinę do biegów, gonitw, do prawdziwie ekstremalnych przełajów, a przecież trudno było znaleźć dalszy Ezrze sposób na spacery. Szczególnie zimą. Szczególnie na oblodzonych chodnikach. Tego dnia suczka wydawała się jednak wyjątkowo pobudzona - na nic zdawały się upomnienia Ezry, postoje na uspokajające komendy ani smaczki na przekupstwo. Chione miała w sobie zbyt dużo energii i nie było zmiłuj.
Mocniej naciągnął na uszy czapkę, wzdychając ciężko i swoje kroki kierując w stronę pobliskiego parku. Smycz puścił luźno, pozwalając Chione dreptać na dalsze odległości - w końcu tę trasę przechodzili już wielokrotnie. Nie spodziewał się jednak mocniejszego, upartego pociągnięcia, które w jednym momencie wyrwało mu z uścisku smycz; gdyby nie intensywny kolor taśmy biała kulka sierści bez problemu zatonęłaby w otoczeniu.
- Chione! Chione, wracaj! - Ezra mógł sobie jednak krzyczeć i kląć pod nosem do woli; trzeba było biec. Zupełnie nie przyszło mu do głowy, że drobne łapki suczki przebierały z jakimś nieokreślonym celem - naprawdę miał w poważaniu, jeśli z dziupli postanowiło wychylić się jakieś smakowicie pachnące stworzonko, Chione była przecież nauczona radzenia sobie z rozpraszaczami. Teraz jednak była głucha na wszystko i jedyne o czym myślał Ezra było to, by nie zgubić z oczu swojej niesfornej pociechy...

@Leonardo O. Vin-Eurico

______________________

This is how it ends

I feel the chemicals
burn in my veins
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217
C. szczególne : Blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Galeony : 2164
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1679
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
Dom Ezry QzgSDG8




Moderator




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry EmptyWto Sty 22 2019, 00:33

Nie było wielu rzeczy, których Leonardo się bał. Wychowywany w przyjemnej atmosferze odkrywców, zachęcającej do zwiedzania każdego zakamarka ciekawego świata, uparcie pokonywał wszelkie swoje lęki. Doskonale pamiętał zaskoczenie wobec wszystkich znajomych, którzy uparcie odmawiali próbowania nowych rzeczy - on mógł wspinać się po drzewach, nurkować w niestrzeżonych zbiornikach i przeczesywać tajemnicze krzaki. Być może każdy miał swój własny przydział strachu, bowiem i Gryfona musiały dopaść jakieś drobne problemy. Kto spodziewałby się po odważnym ćwierćolbrzymie lęku przed skrzatami domowymi, albo komarami?
Nie miał nic do skrzatów i dawne waśnie zdołał zażegnać, chociaż wstyd wiernie mu towarzyszył. Z komarami dalej był problem, chociaż dziecięca bojaźń prędko przemieniła się w zwyczajny niesmak, niepokój - w dodatku, zdaniem Leonardo, podyktowany zdrowym rozsądkiem. W końcu tak wiele mówiło się o tych paskudnych krwiopijcach roznoszących choroby, o alergiach na ich ugryzienia... A to wszystko nijak miało się do nieznośnego bzyczenia, które potrafiło zepsuć nawet najbardziej sielankową noc ciepłego Meksyku. I to właśnie ten dźwięk sprawiał, że chłopak błyskawicznie się podrywał na nogi, zapominał o odpoczynku. Żeby nie utonąć w paranoi, dyktowanej przez jednego zbłąkanego owada, należało jak najprędzej czymś się zająć.
Gdyby Leo miał w jakiś sposób powiedzieć, czym jest stres, jedynym trafnym określeniem byłoby el mosquito. Brak stabilności i spokoju w życiu, niepewność przyczajona z tyłu głowy - to wszystko było jak walka z paskudnym insektem, chowającym się pod osłoną ciemnej nocy i drażniącym ofiarę jedynie nieznośnym bzyczeniem.
W porządku, być może Leonardo nigdy nie poradził sobie w pełni z komarami.
Tak samo nie radził sobie ze stresem...
I kiedy nadszedł w końcu moment, w którym mógł wcześniej położyć się do łóżka, tak nad nim pojawił się komar. Perfidne bzyczenie rozbijało się po głowie Vin-Eurico, ale nawet najciaśniej zwinięty Prorok Codzienny nie zdołałby odgonić tego owada; w końcu zima stanowiła niezwykle skuteczne alibi. Leonardo musiał pogodzić się z prostą myślą, że nie zjada go żaden skrzydlaty krwiopijca, a jedynie sam stres - przeciwnik znacznie gorszy. Żadne zajęcie nie zdołałoby odciągnąć myśli, dopóki nie miało się przewagi liczebnej. To dlatego Leo tak zupełnie znienacka pojawił się w Dolinie Godryka, w formie niespodzianki odwiedzając znajomego z własnego rocznika. To nie był dobry czas na nękanie bliższych znajomych, bo ci przecież znajdowali się głównie z Hogwarcie, a tam Meksykanin miał lekko związane rączki.
Co, swoją drogą, było bardzo stresujące.
Nie chciał myśleć o tym, jak nieustannie zamartwiał się relacjami ze znajomymi. Nie chciał myśleć o tym, jak dużo wysiłku wymagała praca asystenta nauczyciela Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. Nie chciał myśleć o tym, że został wyśmiany na castingu za zbyt zaniedbane ciało. Nie chciał myśleć o tym, że każdą wolną chwilę spędzał właśnie na treningach - o ile jeszcze miał siłę choćby przebrać się w sportowe ubrania. Nie chciał myśleć o niczym, a znajomy zapewnił mu to głośną muzyką, śmiechem i anegdotkami z zupełnie innego, pozbawionego komarów świata.
Poranek miał być jeszcze przyjemniejszy. Po spędzeniu nocy na malutkiej kanapie znajomego, Leonardo bardzo potrzebował czegoś mocniejszego; nie odmówił zatem porządnej dawki kawy Indian Wayuu, dom opuszczając pod stanowczo zbyt mocnym wpływem narkotyku. Nie dociekał nawet skąd takie zasoby, zwyczajnie rozkoszując się rozpierającą go energią i pewnością siebie; drobne otumanienie umknęło jego uwadze.
Szczekanie nie.
Nie można powiedzieć, że Vin-Eurico przykucnął. Całkiem zgrabnie po prostu się przewrócił, lądując na oblodzonym chodniku czarodziejskiego parku (do którego nie miał pojęcia jak się dostał). Nie było to wywołane strachem, a prędzej ekscytacją; w końcu Leo raptem kilka sekund później już napastował z ogromną czułością białą kulkę znajomej, pozytywnej energii. Krzyki do niego nie dotarły, toteż w całej tej zabawie z Chione zapomniał o tym, że miała smycz, a na jej drugim końcu powinien znajdować się właściciel. Nie było to zbyt istotne, skoro i tak już rzucał się po tym chodniku jak małe dziecko, bawiąc się z psiną jak gdyby to spotkanie należało do zupełnie normalnych.

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 610
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2035
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry EmptyWto Sty 22 2019, 15:48

Wymuszanie emocji na osobie ze społeczną łatką człowieka niezdolnego do uczuć, kalkulującego każdy postępek, było zagraniem wyjątkowo bezwzględnym. Ezra należał do ludzi stawiających na analityczne postępowanie - najpierw myślał, dopiero potem pozwalał sobie czuć. Dzięki temu udawało mu się wychodzić cało z niejednej opresji, dzięki temu potrafił reagować z refleksem podchodzącej do ataku mantykory. Przez to też łatwo wchodził w konflikt z osobami, które nie pojmowały, w jaki sposób umysł i świadomość mogły być ważniejsze od serca, podczas gdy Ezra współczuł ich klapkom na oczach, które nie dopuszczały możliwości zaklasyfikowania emocji jako przeszkody.
Gdy zatem Chione mu się wyrwała, myśli Ezry zostały zdominowane pytaniem "co jeśli". Co jeśli wpadnie na jakieś niebezpieczne stworzenie magiczne? Co jeśli nie będzie potrafiła znaleźć drogi powrotnej? Co jeśli zrobi sobie jakąś krzywdę? Zmartwienia nie pozostawiały przy tym miejsca na prawdziwe pytanie brzmiące "jak temu zapobiec?".
Cztery krótkie łapki zapewniały suczce zdecydowanie lepszą przyczepność i stabilność niż Ezrowe nogi, toteż ten wyścig odgórnie skazany był na porażkę. A Clarke nie był przyzwyczajony do przegrywania. Nie był przyzwyczajony do tak ogromnego poczucia bezradności, które zaczynało przeźroczą taflą obejmować zielone oczy.
Każdy krok promieniował wysiłkiem niemal porównywalnym do tego, którego musiał podjąć się Syzyf, w ramach kary wtaczając po stromym zboczu ciężki głaz. Ezrowym głazem był palący ból w płucach wypełnionych zlodowaciałym powietrzem, strach zaplatający jego wnętrzności silnym węzłem gordyjskim, ból iście metafizyczny, bo będący źródłem wszelkich czarnych scenariuszy, które w tym krótkim czasie zdążyły przytłumić jakiekolwiek racjonalne rozwiązania. Był to jeden z tych momentów, gdy umysł całkowicie się wyłączał - bez różdżki w dłoni Clarke nie potrafił zapobiec sytuacji, na którą, jako opiekun, powinien być przygotowany. Moment gwałtownego zakrętu w boczną alejkę był prawie jak przypieczętowanie; głaz zawisł na krawędzi, potrzebując już tylko jednego, małego impulsu by swoim ciężarem przygnieść serce Krukona.
A potem stoczył się gwałtownie, miażdżąc wszystko to, co znalazło się na jego drodze.
Nie do opisania była dla niego ulga, którą poczuł na widok Chione wesoło obskakującej dobrze znaną mu postać. Dobrze znaną im postać. Niedowierzający, cichy śmiech wyrwał mu się, kiedy Leonardo tak beztrosko obdarzał Chione czułością, nie przejmując się brudem chodnika ani zimnem od niego bijącym; początkowo Ezra nawet nie przyjął tego jako czegoś dziwnego. O wiele bardziej skupiony był na tym, jak w jednym momencie zmiękły jego kolana, przechodząc w niewidoczne drżenie - pomimo wcześniejszego biegu, umiejętność chodzenia wydała się Ezrze wyjątkowo trudna. Podobnie supeł, jaki splotły nerwy w jego podbrzuszu, nie chciał odpuścić, rozumiejąc pobrzmiewające dalej z tyłu głowy "a gdyby".
- Chciałbym wiedzieć, czy powinienem ci podziękować, czy może oskarżyć o próbę kradzieży psa - wysilił się na żartobliwy ton, który jednak najbardziej płasko zabrzmiał właśnie w tej humorystycznej linii. I choć po tak wielkiej, jednorazowej dawce stresu przyszła kolej na złość, Ezra nie potrafił się nie rozczulić na widok radości Chione; tęsknota determinowała do wielu głupich czynów, a nie wątpił, że suczka była zdolna do takich emocji, nawet jeśli nie tkwiących tak bezpośrednio w zwierzęcej świadomości. Długi czas Leonardo był jej drugim właścicielem i być może dlatego z taką dumą co jakiś czas pozerkiwała na Ezrę, jakby chciała mu powiedzieć  "patrz, kogo znalazłam".
Zbliżył się do tej dwójki z pobłażliwym uśmiechem, a wszystkie okoliczności dopiero teraz zaczynały do niego powoli docierać. Klasyczne pytanie, skąd Leonardo wziął się w Dolinie Godryka pozostawił na później, bo na pierwszy plan wychodziło to dziwne zachowanie Vin-Eurico. Ezrze nie przyszło jednak do głowy, by podejrzewać Gryfona o jakiekolwiek środki odurzające - już nie mówiąc  o tym, że był wczesny ranek, to żaden specyficzny zapach nie drażnił wyczulonego Clarke'a.  Kiedy jednak odezwał się do chłopaka, jego głos, choć podszyty pobłażliwością, rozbrzmiał obrzydliwie rodzicielską nutką.
- Co to, niedźwiedzie sadełko chroni cię teraz w każdej postaci, czy aż tak stęskniłeś się za byciem chorym? - Położył rękę na ramieniu Vin-Eurico, jakby próbując skupić na tym geście jego uwagę, a tym samym opanować przynajmniej trochę emocje. Rozentuzjazmowany ćwierćolbrzym był właśnie tym, czego brakowało mu do niesfornego psa... Westchnął, kręcąc głową i uważnym spojrzeniem przebiegając po twarzy Leonardo. - Wszystko z tobą dobrze?

______________________

This is how it ends

I feel the chemicals
burn in my veins
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217
C. szczególne : Blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Galeony : 2164
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1679
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
Dom Ezry QzgSDG8




Moderator




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry EmptyWto Sty 22 2019, 16:31

Miłość w stosunku do zwierząt nie była niczym nadzwyczajnym - w końcu każdy chętnie zawsze wtrąca, że uwielbia zwierzęta. Nikt nie podważa czegoś tak oczywistego, jedynie w specyficznych przypadkach dochodząc do wniosku, że są różne rodzaje takiej miłości. Jednym podobało się okazjonalne pogłaskanie kota kolegi z dormitorium, inni ograniczali się do opieki nad swoją małą sówką, innych korciło założenie małego zoo. Leonardo nie posiadał szalenie wielkiej ilości zwierząt, chociaż właśnie o to wszyscy zawsze go posądzali. Bądź co bądź, nie miał problemów finansowych, a do stworzeń magicznych i mugolskich miał rękę od małego. Zresztą, bardziej światowi fani dziedziny ONMS mogli nawet rozpoznać nazwisko Eurico - miłość do zwierząt przekazana została chłopakowi w genach.
Leonardo, poza sówką Afrodytą, miał kotkę. Nie miał aktualnie własnego domu i mnóstwo czasu poświęcał pracom, zatem nie poszukiwał większego towarzystwa zwierzęcego. Nieve szybko rosła, chociaż nie należała wcale do jakichś ogromnych bestii; nie była kugucharem, a jedynie bardzo wdzięcznym, energicznym dachowcem. Dotrzymywała towarzystwa swojemu właścicielowi kiedy tylko mogła, wcale nie obawiając się wychodzenia do wielkiego świata zewnętrznego; fakt faktem, sama z siebie niechętnie szlajała się nawet po hogwarckich krużgankach (ale na ramionach Leo mogła paradować przez Hogsmeade). Była mądrym stworzeniem, skorym do zabaw i jednocześnie znającym granice. W tym wszystkim jednak zachowywała drobny dystans, nie pozwalając sobie na bezsensowne tarzanie w śniegu. W końcu znacznie więcej sensu miało ganianie targanego Wingardium leviosa piórka, prawda?
Beztroska, która ogarnęła asystenta, była wręcz rajska. Chłopak nie widział świata poza radosną Chione, poza ich zabawami i wirującymi w śniegu chłodnymi drobinkami. Nie docierał do niego mróz, nie miały znaczenia też niezgrabnie nabite siniaki. Nawet Ezra w tym wszystkim jakoś zginął, bo narkotyk krążący w organizmie Leonardo skutecznie pozbawił go podziału uwagi.
- Huh? - Zerknął na ramię, na którym mimo wszystko poczuł dotyk; przesunął po nim spojrzeniem pozbawionym zrozumienia, bo dopóki nie ogarnął całej sylwetki Krukona, to nie pojmował go jako żywej istoty. W końcu jednak parsknął śmiechem, ponownie, chwytając tę rękę swojego rozmówcy i ściskając ją lekko. Teraz cała uwaga została odebrana nieszczęsnej psince. - Ezra! Chorym? Nie będę chory, co to w ogóle za pomysł? I chyba już sobie omówiliśmy kwestię "sadełka", prawda? Mam ci znowu zaprezentować o jakie głupoty mnie oskarżasz? Mogę cię zapewnić, że wbrew zdaniu niektórych, jestem w świetnej formie. To ty wyglądasz, jakbyś miał się przewrócić po małej przebieżce! No chyba, że podjąłeś się joggingu? Nie wyglądasz. Trochę nie ten strój. - Trajkotanie nie cichło ani na sekundę, a Leo nie martwił się wychładzanym gardłem. Mówił bardziej niewyraźnie niż normalnie, a w dodatku okazjonalnie chyba przypadkowe słowa przekręcał na hiszpański - to nie było istotne, a przynajmniej nie dla niego. Przerwał mu ostatecznie śmiech, swój własny.
Przyciągnął Ezrę do siebie, stanowczo i bez żadnego wyczucia - chciał, żeby Clarke usiadł obok na ziemi, a nie stał jak ten kołek. Chciał też dalej trzymać go za rękę, po której wierzchu bezwiednie wodził kciukiem. Przyjemna, delikatna. Trochę odciągała myśli, które śmigały po głowie w zastraszającym tempie.

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 610
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2035
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Dom Ezry QzgSDG8




Gracz




Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry EmptySro Sty 23 2019, 08:37

Każdy radził sobie tak, jak potrafił - w szkole, pracy, życiu towarzyskim. Twierdzenie to bardzo często dotykało również kwestii samotności. Byli przecież ludzie tacy, jak Leonardo, ekstremalni ekstrawertycy, wielcy w każdym towarzyskim światku, będący uosobieniem otwartych ksiąg, opasłych i ciekawych, ale łatwych do poznania. Oczywistym było zatem, że Vin-Eurico wybierał towarzystwo ludzkie ponad zwierzęce, na które zresztą zwyczajnie mógł nie mieć już czasu. Tacy ludzie nie należeli jednak do większości. Zupełnie odwrotnie było z Ezrą, który wymagał od otaczających go znajomych niemożliwego; chciał być kochany, bez zakochania, chciał mieć przyjaciół, nie angażując się w pełni. Dlatego wiele ludzi po prostu rezygnowało - a jeśli z uporem osiołka podejmowali próby przebicia się przez żelazną ścianę, to sam Ezra po pewnym czasie rezygnował z nich, bez większych skrupułów, bez sentymentów zastępując ich zwierzętami i kolejnymi przejściowymi znajomościami. Stąd właśnie najwięcej jego miłości przelewanej było na czworonożnych towarzyszy. I niemal z precyzją proporcjonalności, wzrastająca liczba magicznych stworzeń chowających się pod Ezrowym dachem oznaczała malejące rezerwy owej miłości dla wszystkich pozostałych, których ścieżki przecięły jego własną.
A może po prostu Ezra w jakiś sposób musiał się usprawiedliwiać, gdy raz po raz odrzucał obiecujące znajomości.
Spojrzenie Leonardo było jakieś błędne - Ezra dotąd był przekonany, że sylwetka, twarz, głos, dotyk osoby, z którą niejednokrotnie znajdowano się w intymnej sytuacji, mimo wszystko lepiej zapadała w pamięć. Leo patrzył na niego, a jednocześnie jakby przez niego, zawieszając jedną chwilę pomiędzy sekundami. Świat nie mógł jednak pozwolić na podobne kradzieże, choćby był to nawet czas trzech uderzeń serca; gwałtowne przyspieszenie rzeczywistości wrzuciło Clarke'a już w moment, gdy jego dłoń znajdowała się w ścisłym uścisku Vin-Eurico, a on sam zasypywany był przedziwnym trajkotaniem. Co więcej, ciepłym trajkotaniem, które nie pozostawiało miejsca na nic poza śmiechem. Było to tak inne od przeszłych miesięcy, że Ezra zwyczajnie stracił język w buzi. Udało mu się wtrącić jedynie prychnięcie na temat "małej" przebieżki i to byłoby na tyle z błyskotliwej rozmowy.
Ale wina leżała po stronie Leonardo. Musiał tak rozczulająco paplać, podrygiwać jak nadpobudliwe dziecko, a potem jeszcze chwytać, ściskać i pociągać biednego Krukona, który w efekcie bez wdzięku praktycznie wylądował na Leosiowych kolanach, zganiając tym samym Chione przestraszoną gwałtownym ruchem?
- Jak zawsze delikatny - mruknął, próbując się trochę pozbierać i ostatecznie rzeczywiście opadając na ziemię tuż przy Leonardo (a jego ciało przeszyte zostało zimnem rozchodzącym się od pośladków. A może dreszczem koncentrującym się na skórze dłoni? Któż wiedział, któż wiedział?) Wolną ręką przywołał Chione; w momencie, gdy wplótł palce w jej białe kręciołki, mógł szczerze powiedzieć, że wreszcie był spokojny. Wziął smycz, ale nie zakręcił jej wokół własnej dłoni, tylko tej Leonardo - chłopak sam się na to skazał.
Ezra za to wspiął się na kolana, by swoją wysokość chociaż częściowo zrównać z chłopakiem i wolną rękę wyciągnął ku jego twarzy. Palcami podwadził podbródek Gryfona, przechwytując jego spojrzenie w poszukiwaniu jakichś oznak otumanienia. W tym momencie z żalem musiał stwierdzić, że nie był znawcą w temacie. Jednego był tylko pewny - na całe szczęście nie musiał radzić sobie z pijanym Leonardo, bo to mogłoby być już ponad jego siły.
- Nie wiem, co brałeś, ale na moje oko jesteś konkretnie naćpany. Więc oczywiście możemy siedzieć jak dwa pajace na chodniku, a jutro trafić do sąsiednich łóżek w Mungu przez odmrożenia, ale... Ale. Możemy też iść do domu, wypić gorącą herbatę. Lub czekoladę. Chcesz się napić czekolady? Ze mną? - dopytał, uśmiechając się przymilnie. To zresztą i tak było pytanie grzecznościowe - Leo był wszak obustronnie uwięziony i odmowa nie wchodziła w grę.
Ezra potrzebował jednak jakiejś dobrej woli również od Gryfona, którego zwyczajnie sam by nie podniósł, nawet za wszystkie skarby świata. Chyba że Leonardo chciał być całą drogę Leviosowany... Ale wtedy nie mógłby zatrzymać sobie ręki Ezry, więc czy w tym wszystkim byłby jakiś sens?

______________________

This is how it ends

I feel the chemicals
burn in my veins
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Dom Ezry QzgSDG8








Dom Ezry Empty


PisanieTemat: Re: Dom Ezry   Dom Ezry Empty

Powrót do góry Go down
 

Dom Ezry

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Dom Ezry JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Domy i mieszkania
-