Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 echo przeszłości

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: echo przeszłości   Nie Wrz 02 2018, 23:41


Retrospekcje

Osoby: Daniel Bergmann & @Marceline Holmes
Miejsce rozgrywki: Meksyk
Rok rozgrywki: 2018
Okoliczności: jak wiele - powstało irracjonalnych ucieczek?
rozłąki?

obecnie, możemy być tylko osądzeni przez gwiazdy


wątek jest w retrospekcji, z racji zajęcia lokacji (nie chcemy oczywiście przeszkadzać), jak i sam Meksyk jest dokańczany - jest już minioną kwestią

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: echo przeszłości   Nie Wrz 02 2018, 23:49

Kostka: 5 hahaha

Przyjdzie - nie należało poddawać wyblaknięciu zwątpienia; wypełni żądanie, wypełni wizję.
To obowiązek?
Zwięzła treść słów - wędrująca, krótkotrwale pośród cząsteczek powietrza - została nieuchronnie schwytana w sidła percepcji - kiedy odwrócił się, kiedy w stawianych krokach powiększał wyrwę nakreślonego pomiędzy nimi dystansu, rozmywał się, stawał tłem oraz w końcu wygasnął w ograniczeniu widzenia. Słowa - zbyt słabe oraz zbyt ciche - aby uzyskać sztywność przepełnionego wpływem rozkazu, paradoksalnie stawały się powinnością, rozpoczęciem kolejnego rozdziału spisanej pośród antytez uczuć historii - odwiecznie skłóconej z chłodnym, wyrachowanym rozsądkiem. Wymknięcie się - w jego osobistym przypadku nie stanowiło problemu; wzleciał, przybierając człowieczą postać dopiero podczas ujrzenia znajomych połaci piasku, w obrębie których osiadł bez zawahania.
Był sam.
Niebo nasiąkło od mieszaniny granatu przeplatanego z czernią, nocnego tuszu - plamiącego ze wszech stron kopułę; rozpraszanego jedynie wzrokiem iskrzących się konstelacji - gwiazd, tak odległych jak przy tym żałośnie bliskich. Bryza pieściła twarz niczym nieustępliwa kochanka; częściowo rozpięta koszula podrygiwała w objęciach wiatru, niebywale rześkiego, pozbawionego skazy dziennego skwaru i nieuchronnej duszności. Stąpał powoli, przemierzając brzeg usypany z drobin - wydających się wręcz niekiedy - popadać w odcienie srebra, w stronę obmywających, cyklicznych fal. Morze - pozostawało spokojne, zaskakująco przychylne; mężczyzna pozwolił wpierw falom obmywać stopy, ostatecznie przystając po łydki w nieodgadnionej wodzie - przy atmosferze niewiedzy szerzącego swą władzę mroku.
Przystając tak - w niemal filozoficznej zadumie - mógł sprawiać wrażenie wędrowca, który rozważa w wyobrażeniach niedostrzegalne lądy - gdzieś
poza barierą złudnie wyznaczaną przez taflę.

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1202
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1138
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: echo przeszłości   Pon Wrz 03 2018, 10:21

Chciała go dostrzec, pomiędzy gwiazdami, które staną się nieodłącznymi kochankami w afekcie zespolonej nocy.
Był w stanie
podjąć się nikłej szansie zrozumienia?
Ona j e s z c z e nie wiedziała - jak potężna magia wypełnia to zbyt zakazane miejsce.
A on?
Szła korytarzem, pomimo że słyszała głosy, które świadczyły o trudnych początkach amoralnego wieczoru. Stąpała bezszelestnie, jakby pragnąc pozostać niedostrzegalną dla całego świata, który odznaczał się wyraźną linią na efemerycznej kurtynie. Skąpana w mroku, nienależycie oświetlona, raz po raz stawiała niepewne kroki, by wreszcie wydostać się spomiędzy czterech ścian, które z mijanymi chwilami stawały się więzieniem. Pragnęła znaleźć się z dala od tego miejsca, w zasięgu jego wzroku, być może ramion obłapiających jej drobną sylwetkę niczym diabelskie sidła, lecz - wciąż była zbyt daleko, pozostawiona własnemu poczuciu obowiązku, by dotrzeć na odpowiedni szlak i teleportować się na najbardziej enigmatyczną część zapomnianej plaży.
Rozmowa wydawała się być kluczem do wymarzonej drogi, usianej cierniami i pajęczą siecią, która odbierała szansę na przedarcie się wzdłuż wysokiego muru ograniczeń, nadającego ich relacji wymiaru typowości; sztampowego w swej prostocie, dalekiego od wyczekiwanego obrazu.
Czy to normalne?
Kilka minut później znalazła się na chłodnym piasku, kiedy to proces czarodziejskiego przeniesienia zakończył się, a on mogła złapać oddech i kierując się w stronę mieniącej się srebrzystym blaskiem księżyca wody, dotarła na brzeg, z którego dostrzegła zarys męskiej postaci. Serce uderzało gwałtownie, jakby wyczerpane nagłym wysiłkiem, reagowało coraz intensywniej na roztaczający się przed nią widok. Podobny ucisk do tego sprzed kilku tygodni w żołądku jasno sugerował powód, dając jej do zrozumienia, że to nie umarło, mimo szczerej chęci zapomnienia. Oniryczna zasłona kusiła swym odosobnieniem, dając perspektywy skosztowania ponownie zakazanego grzechu, wymykającego się jeszcze wczoraj między smukłymi palcami, a t e r a z? Wszystko wydawało się być inne, dostatecznie realne, by ulec nieodłącznemu pragnieniu.
Zbliżyła się na krok, uprzednio pozbywając się sandałów, by zaraz potem móc dopuścić się analogicznego występku co Daniel, jak gdyby nie przejmując się egoistyczną przesłanką podsycaną przez spętany emocjami umysł. Odległość wydawała się zmniejszać, a on pozostawał na wyciągnięcie dłoni i choć piekielnie chciała - nie dotknęła jego sylwetki, dając mu swoistego rodzaju wybór, nie wiedząc, że plaża przyczynia się do uroków mogących poddać destrukcji wszystko (szczególnie w ich sytuacji). Uśmiech przyozdobił dziewczęce lico, a błękitne tęczówki czekały na dogodny czas, w którym ich spojrzenia się spotkają, ofiarując mu w ten sposób szansę na poczucie jej iluzorycznego zapachu perfum i obecności kruchego ciała.
W i e s z?

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: echo przeszłości   Pon Wrz 03 2018, 21:51

Niepokojące. Odmienne.
Wybudzające wzmożony rytm - dyktowany przez serce - rozchodzący się bezustannym pogłosem wzdłuż mechanizmu ciała.
Od zawsze - posiadał wewnątrz skłębienia wielu postaci uczuć, wszelkich gatunków, rozbestwiających się w nawarstwionych sprzecznościach. Dusza chybotała wśród ich ulotnych, zapalających się impulsywnie żywotów; ledwie - nie ulegając zniszczeniu, na podobieństwo pędu lądującego w bezwzględnych ramionach wiatru. Niepowstrzymane i chaotyczne, spalały jego od wewnątrz; wyznaczały katusze, poprzez tłamszenie w istocie wszystkiego w środku - był jednym, wielkim i niestabilnym ugrupowaniem emocjonalnych zrywów. Był beznadziejnie niepewny, lichy, zaryglowany w masywnej fortecy odosobnienia. Chciał - chociaż nie był w stanie. Przyciągał - oraz następnie odrzucał.
Owym razem - wszystko wydawało się inne
o wiele bardziej gwałtowne, przepływające w wyładowaniach neuronów - opętanych natychmiastowo jednym, rozgrzewającym pragnieniem. Chłód wody - nie przywoływał chłodu uprzednio królującego rozsądku; wystarczyło wychwycić licho zarysowaną sylwetkę, usłyszeć - później - chrzęszczenie pod jej stopami piasku, przemienione w szum wody podczas broczenia, podczas zbliżania się - w jego stronę, z przywdzianym, zachęcającym uśmiechem. Kontrola zyskała w nieudolności - zazwyczaj doskonale sprawował władzę nad każdym, włączonym w ciąg planów czynem - jego działania były zazwyczaj obdarte z nieprzemyślanych, energicznych odruchów, powstałych w czystej spontaniczności pod stymulacją zdarzeń. Woń perfum - mile roztaczała się w okolicznym powietrzu, obdarzona zmysłowym akcentem, życiodajna mieszanka muskała strumieniem podczas każdego, zaczerpniętego wdechu. Był pozbawiony zdolności dobrania słów, ułożenia ich, wpasowanych wręcz idealnie w osnowę szumu nieprzeniknionej wody. Wszystkie - które mógł wypowiedzieć - wydawały się mącić rozszerzającą się atmosferę, wyjątkową, intrygującą - która czyniła coraz to rozleglejsze zniszczenie pośród ścieżek umysłu; pragnął jej, okrutnie, w tym momencie
t e r a z, nigdy później; nie obchodziła jego - nieadekwatność, nieprzychylność okoliczności, rozdzierające rozstanie - które rozsiało chwast niepewności, zmieniło wcześniej zupełnie ufne spojrzenie.
Dlatego tylko - spoglądał, zatrzymywał się wzrokiem, nie opuszczając już więcej subtelnej, jakże dziewczęcej sylwetki; szlifował ją - pośród snującego się dookoła półmroku, wyostrzał, uczył - na nowo, zakorzeniał w pamięci.
Po chwili - zdołał wyciągnąć rękę - równie niespiesznie jak wcześniej, teraz nieskrępowaną przez konwenanse, odgarniającą niesforne, rdzawe kosmyki włosów - aby nareszcie, musnąć jej delikatny policzek, obsypany nieskąpo szczyptami piegów; zsuwał się dłonią, przypominał o wszystkim i torturował tym samym siebie - oszalałego, coraz to intensywniej wpadającego w otchłań. Ostatecznie zatrzymał dłoń oraz znalazł się przed nią, nachylony, rozkoszujący się aktualnie bliskością ciała - albo wyłącznie - mirażem owej bliskości - jeśliby momentalnie postanowiła zniknąć; usta w dowolnej chwili mogły się spotkać - bez najmniejszego wysiłku, oddzielone przez niebywale wątłą odległość.
Chociaż obecnie - nie zrobił nic.

Dopiero staczał się. (Nie wiedział. Nie miał - choćby najsłabszych hamulców.)

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1202
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1138
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: echo przeszłości   Wto Wrz 04 2018, 16:46

Nie pojmowała tego w s z y s t k i e g o.
Świat wirował, zaś błękitne tęczówki Marceline powodziły po linii wody, która raz po raz muskała membranę delikatnej skóry, czyniąc zeń analogiczną marę jaką się stała kilka godzin wcześniej, gdy to zieleń poczęła kontrastować z rudością jej włosów. Jawiła się jako istota nierealna, a może to on taki był? Czuła jak chłód powietrza drażni jej wątłe ciało, mierzi swym wątpliwym kształtem, niechlujnie zahaczając o swoistego rodzaju wrażliwsze punkty, by to one rozpoczęły kolejny koncert emocji, nieustannie dudniąc w naczyniach krwionośnych.
Czy to normalne?
Obserwowała postać Daniela Bergmanna, raz jeszcze uczyła się jej na pamięć, dając sobie czas, ogrom czasu, tak cennego w swej nieskomplikowanej strukturze, egoistycznie przyzwalając na ewentualną współpracę z umysłem, który notorycznie podejmował absurdalne decyzje. Czyniła analogicznie do wcześniejszych zachowań, nie chcąc poddać się impulsom sobkowskim, będącym jedynie iluzoryczną konstrukcją obaw.
Nadal prawdziwe?
Oddech dziewczęcia spłycił się nagle, dość gwałtownie, gdy wreszcie poczuła bliskość ciała mężczyzny, które znała tak dobrze, a zarazem – o którym starała się zapomnieć przez ostatnie dni. Lawirowała na pograniczu fałszu i obłudy, pragnąc częściowo odzyskać to co utraciła, przy tym rezygnując z tego, co wyniszczało ją w tworze amoralnej relacji. Odejście wiązało się z wypalającą żyły tęsknotą, na co nie była gotowa. Nie potrafiła podjąć ów ryzyka, a mimo to – nie czyniła nic ponad odpowiedniość dopasowaną do stworzonej przez nich kreacji wieczoru. Wiedział? Musiał; przygnała go tutaj w wiadomym celu, oczekując pewnych zachowań, nie do końca oczywistych, które być może – zrozumieć była w stanie tylko ona. Jeszcze parę tygodni temu mogłaby się nazywać skarbnicą wiedzy, pojęć onirycznych, wypowiadanych jedynie milczeniem – dzisiaj wątpiła w zdolności analizy jego osoby, przez co obawiała się podjąć próbę. Musiała igrać, prowokować, domagać się atencji, niczym gwiazda spektakularnej sceny artystycznej, a zarazem będąc jedynie dziewczynką o nikłym, nieprzejednanym charakterze i zawzięciu, by ponownie otrzymać zapomniane elementy zażyłości.
- Dobrze, że jesteś – wydukała ledwie słyszalnie, a zaraz potem przystąpiła krok w przód. Zetknięcie ich sylwetek świadczyło o możliwościach nadawanych przez los, który zespalał ponownie ich drogi; raz jeszcze krzyżował spragnione obecności drugiej strony spojrzenia, będące falą uderzeniową uczuć nieokreślonych w prostej frazie. Dysputy były zbędne. Stanowiły szczątkowy element codzienności, do którego nie przywykli.
Smukłe palce dotknęły męskich policzków pokrytych kilkudniowym zarostem. Drażniły miękkością, przypominały o prawdziwości sceny.
Doprawdy autentycznej?
Jedynie sen
s e n,
z którego być może – nigdy – nie uda im się wybudzić.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: echo przeszłości   Wto Wrz 04 2018, 21:03

Umiar - wydawał się być pojęciem wydartym poza granice - zdolnego rozpatrzeć jego istnienie umysłu. Nigdy - nie był on zresztą wyraźny, tak teraz, drastycznie stawał się niczym dogasający w krańcowym płomieniu ogarek, wydawał ostatnie tchnienie, blednąc - oraz odchodząc w nicość. Tendencja wobec pozostawania zachłannym, odwiecznie zdołała przemawiać z siłą, porywać pod swoim wpływem ciało mężczyzny - bez zawahania zamierzające skosztować zakazanego owocu. Nie zatrzymywał się - choć posiadał zazwyczaj ostatki respektowania adekwatności, nie podejmował działań raptownie oraz wbrew niesprzyjaniu czynników. Owym razem - wszystko zostało poddane wynaturzeniu, żądza - podsycała Bergmanna; uległego, jak gdyby bez własnej woli w podejmowanych czynnościach. Pragnął jej, pragnął - niczym szaleniec, nie rozpatrując osądu konsekwencji; pragnął jej drobnej sylwetki, kruchej i poddającej się rozkazowi dotyku. Zwodniczo - zastawiał sidła pozornie subtelnej, wyrafinowanej pułapki, zachwycony od dawna niezaznawanym odnalezieniem się obok - tak blisko, tak namacalnie, na pograniczu snu oraz jawy. Kiedy słowa Marceline Holmes rozbrzmiały - dryfując lekko w przestrzeni okolicznego powietrza - kąciki ust odruchowo drgnęły, przyjmując formację poszerzanego uśmiechu. Cykliczny oddech gładził tak niedaleką powłokę skóry - na której rozpływało się wątłe światło.
- Brakowało mi tych momentów - odpowiedział, nie spiesząc się, obrabiając jak gdyby każdą upływającą składową ogromu czasu. Brakowało - tych zaskarbionych chwil, przepełnionych wzajemnym milczeniem, namiętnych, wyrwanych regulaminom spotkań - naruszającym wszelkie możliwe z barier. Brakowało - swobody; dotychczas królował drastycznie zmniejszony manewr, kurczący się pośród osiadających spojrzeń ciekawskich ludzi - zdolnych wychwycić ich i rozłączyć, wystawić na zniesławienie. Wszystko - wydawało się krótkotrwałe, chociaż on pragnął - aby przeniosło swą egzystencję w wieczność; nie pragnął jednak zastygać niczym odlany posąg, nie pragnął się zadowolić obecnym, tak dyskretnym, nienaruszonym układem.
Wymykał się zastawionym ramom przewidywania - zwodniczo ominął dziewczęce usta, pomimo chęci zetknięcia - choć ulotnego. Zamiennie - zbliżył się nieuchronnie w kierunku szyi, początkowo wyznaczał dotykiem warg ścieżkę, ledwie odczuwalnym zbliżeniem w stronę cienkiego pergaminu skóry, tak wrażliwego w tej strefie; dłoń równocześnie musnęła ramię Marceline Holmes, nieuchronnie zstępując, zahaczając w igraniu o pasmo ramiączka jej zwiewnej sukienki. Dopiero wtedy - po mijającej dozie odpowiedniego napięcia, spróbował na nowo - pocałunku, składanego nad obojczykiem; powoli; z premedytacją.
Czy wiesz -
- jak bardzo sprzeczny był z zatrzymaniem? Odległy - o setki jednostek niemożliwości podjęcia właściwych (w mniemaniu postronnych) działań
łamał zasady
znowu? Który raz z rzędu?

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1202
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1138
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: echo przeszłości   Sro Wrz 05 2018, 21:53

Nie istniało już nic.
Nic ponad stosowny umiar i zasady, które – faktycznie – przestały mieć jakąkolwiek wartość. Marceline Holmes była jednak istotą o niebywałym pragnieniu kontroli, któremu nie była w stanie się oprzeć, jakby to czyniło zeń osobę o egoistycznie maniakalnych skłonnościach, a przy nim? Porzucała maskę przykładnej studentki, idealnej córki znanego naukowca, oczekując że zedrze z niej szatę niewinności, którą tak chętnie mu oddawała, byleby w żyłach dudniło katharsis; oczyszczające, nadające nowe kształty duchowemu wyobrażeniu. Umysł skąpany był w efemerycznych wspomnieniach, a możność realizacji nagłych pobudek pod kurtyną onirycznego materiału stawała się coraz intensywniejsza.
Z b y t bardzo.
Obserwowała mężczyznę wielkimi oczami, gdy ich oddechy mieszały się w jedno, a membrana wrażliwej skóry reagowała na ulotny, wręcz iluzoryczny dotyk. Drżała przy nim, tak jak zawsze, kiedy bezczelnie zagarniał sobie jej przestrzeń, przełamywał pewnego rodzaju bariery, pokonywał przeszkody, by raz jeszcze zaskarbić sobie w serce rudowłosej Francuzki miejsce, które trzymała dla niego – mimo strachu.
- Daniel… – szepnęła cicho, po czym skrzyżowała z nim tęczówki, a imię jego wypowiadała z namaszczeniem, jakby stało się ono jedynym słusznym słowem wypowiadanym pod osłoną nocy. Wiedziała, że nic im nie przeszkodzi i na nowo powrócą do tej sfery, która mogłaby sprowadzić na zeń dramatyczny obrót spraw, przepełniony abstrakcyjnym pogrążeniem w rozkładzie emocjonalnym, wyzutym z wszelkich dotychczasowym pragnień. Ona sama wierzyła, że relacja ta nie ma prawa otrzymać tytułu niegodnej, mimo że przesiąknięta była amoralnością, zaś Bergmann niejednokrotnie krzywdził ją dotkliwie; wymierzał ciosy precyzyjnie, z dokładnością dłuta Michała Anioła. Potem wracał – wracał, tak jak i teraz, by raz jeszcze namieszać w głowie niewinnej istocie o usposobieniu wrażliwszym na wszelkie zadawane rany, która w swej skomplikowanej strukturze znosiła ból w ciszy, ufnie spoglądając mu w oczy i czekając na odpowiedni moment. Czy on właśnie nadszedł?
Serce zakołowało w piersi Marceline, gdy wargi należące do Daniela musnęły jej kruche ciało, natomiast smukłe palce zacisnęły się na męskich grzebieniach biodrowych skrytych pod materiałem spodni. Traciła równowagę, a świat wirował jej w głowie, kiedy to przemierzał ścieżkę długo wyczekiwanych pocałunków składanych na czułych punktach, do których nikt nie miał przez ten czas dostępu. Oddech dziewczęcia spłycał się z każdą mijaną sekundą, a żądza wzmagała swój bieg pod powłoką skórną, wypełniając szczelnie każdy kanalik, wtłaczając hedonistyczne wyobrażenia na nowo we wnętrze pogrążone w somnambulicznym oczekiwaniu.
- T… Trochę mi zimno… – głos jej zadrżał, wszak woda wymuszała na niej pewne reakcje, toteż wierzyła, że wyjdą na brzeg, z dala od tafli kuszącego żywiołu, który mógłby wciągnąć ich na wieki. Uśmiech w tym czasie przyozdobił oszronione przez piegi lico, by zaraz potem z bezapelacyjnym roszczeniem, wręcz niemo – nakazać mu, by wykonał ten ostateczny krok.
Ponownie,
raz jeszcze.
Złączając ich wargi w niestosownym pocałunku.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: echo przeszłości   Czw Wrz 06 2018, 20:18

Owszem
było stanowczo z b y t późno.
Z niespotykanym rozmachem - przekraczał linie kolejno kreślonych granic - granic samokontroli, granic - w podyktowanych przez społeczeństwo paradygmatach (od naruszenia których - powinna zadrżeć moralność, sumienie wgryzać się z wielkim bólem oraz szamotać w duszy; niemniej on - posiadał wyłącznie skrawki chorego przewlekle sumienia). Upojony magią, krążącą wśród piaszczystego podłoża, gładzonego cyklicznie - poprzez kolejne szeregi fal, okryte dekoracjami piany - przeszedł metamorfozę w bardziej drastyczną formę, poddany podszeptom żądzy - która przejaskrawiała instynkty, nade wszystko
musiała doprowadzić do celu, grzesznego, osiąganego zbyt wielkim kosztem, obarczonego ryzykiem a jednak - niezbędnego do wykonania niczym pobrzmiewający rozkaz. Konieczność. Nie miał innego wyjścia.
Żądza - potrafiła być niepojętą studnią - bezdenną, okrywającą swą okrągłą formą jak pnąca się w obręb ziemi, przekorna wieża, baszta wiodąca w stronę rozlanej ciemności, ceglasta podpora całkowitego upadku. Od zawsze ulegał pragnieniom, ulegał jej widokowi; skromnej, dziewczęcej sylwetce, szczupłej, zarumienionej, lgnącej w objęcia bliskości; stała się jego obsesją w mijanych ostatnio latach - obsesją, jakiej oddawał się skrupulatnie, jaka - zalewała mężczyznę burzliwym wodospadem emocji, niekiedy napawających przeciwną chęcią ucieczki - prosto w iluzoryczną samotność. Jego działania odwiecznie miały ukryte, niespodziewane znaczenie - choć podejmował ryzyko dopiero po zakończeniu niezwykle złożonych rozliczeń, prowadzonych skrupulatnie obserwacji tak samo otoczenia jak osób; tym razem jednak - nie zwracał uwagi na nic oprócz niej samej, lekkością swych pocałunków pragnąc nie zderzyć się z tak bolesnym sprzeciwem. Rozkoszując się dłońmi, lądującymi na jego przełamującej dystans postaci.
Nie rozpatrywał - o dziwo - tej możliwości, możliwości padającego n i e, które wgryzłoby się jak okrutnie niepasujący element wśród fundamentów planów, skaza na wzniosłym projekcie, alogiczność w zapisanym skrzętnie spektaklu dwóch (nigdy więcej) aktorów, plączących się w materiale szarości. Nie przyjąłby skrzeczącego w umyśle nie, zgrzytającego jak ostrze, pragnące przebić się przez masywne osłony (nie)świadomości - stającej się nagle głuchą.
Był zbyt zachłanny. Jak zawsze.
Z początku nie uraczył Holmes odpowiedzią, skazywał na pozostanie przez chwilę dłużej w obmywającej wodzie; grzbiet morza obecnie zdawał się niemal czarny, podobnie jak niemal czarne stało się nocne niebo, rozświetlane jedynie blaskiem niewielkich, spoglądających gwiazd oraz rzucającego ukradzioną poświatę - otulonego pierzyną chmur, srebrzystego księżyca. Zmierzał niespiesznie wargami, podrażnił po chwili płatek jej ucha, osobliwego wzoru małżowiny oblanej równocześnie oddechem, spokojną porcją wyrwanego z uścisku płuc powietrza. Dotknął jedynie, delikatnie jej usta; nadwyrężał kompanię zmysłów, oferował stanowczo zbyt mało następującym wymogom; oderwał się nimi, na chwilę, aby powiedzieć zwięzły, oznajmiający przekaz:
- Już dobrze. - Wyszeptał tylko; uchował w tej metaforze wkrótce następujący ciąg ruchów - podniósł Marceline Holmes, umiejscowił w zasadzce swych ramion jak kiedyś, poddaną i całkowicie bezbronną - niestykającą się, zgodnie z zapadłym życzeniem, z chłodem przybywających fal, namiastki - żywiołu niemożliwego do poskromienia. Dopiero wtedy, prawdziwie - złączył w pocałunku ich usta - namiętnym, wyzbytym z uprzedniej powściągliwości
schylił się, kiedy wreszcie odstawiał na jasne podłoże drobin studentkę - w narzuconej pozycji leżącej - sam również, dołączył natychmiast - niczym przystępujący drapieżnik, górował ponad filigranowym ciałem - zupełnie, jak gdyby nie chciał pozwolić jej przeistoczyć przebiegu zdarzeń, wstać, odsunąć się
uczynić wbrew jednoznacznej melodii oszalałego umysłu.
(Mogła dostrzegać spojrzenie, doskonale znajome, o rozszerzonych otworach źrenic pochłaniających jej postać - niebywale zachłannie.)

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1202
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1138
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: echo przeszłości   Sob Wrz 08 2018, 18:12

Wydawać się mogło, że zagubili siebie w gąszczu swych amoralnych działań, dotkliwie niosących za sobą znamiona czegoś cudacznego, niezrozumiałego w obliczu napotykanych przeszkód, które miażdżyli bez pomyślunku, bez analizy, bez rozważań - czy powinni.
Odpowiedź była j e d n a.
Ostatnie tygodnie jawiły się jako etap buntu emocjonalnego, w którym to oboje przekreślili tę relacje, rezygnując z niej i porzucając na dno niebytu. Marceline w ten czas wydawała się pogrążać w analogicznym rozkładzie, popadając w coraz to nowsze nałogi, ulegając efemerycznym chwilom skąpanym w ułudzie zdarzeń; doprawdy to wszystko się stało? Pytanie nie uzyskujące odpowiedzi. Schematy powielanej, lecz już doszczętnie zrujnowanej nadziei, ofiarowały swoistego rodzaju światło na nić wątpliwego porozumienia. Przypadkiem, zupełnie nie kierując się celowością działań, otrzymali szansę na reinkarnacje własnych uczuć, które przeistoczyły się w tłamszący wielkością ciężar, nadający amoralnej znajomości kształtu zbyt niewygodnego, by podjąć się jednorazowej próby udźwignięcia na barkach fundamentów.
Wędrując korytarzami przez mrok, rudowłosa dziewczynka odczuwała dyskomfort, niby lgnąc do męskiej sylwetki, umysłu, za którym wydawać się tęskniła, by zaraz potem stanąć w miejscu i rozglądnąć się w hedonistycznej mżonce za słuszną ścieżką egzystencji. Wartość sentymentalna uderzała w nią ponad miarę, wszak nieustannie brodziła w tunelach wyobrażeń, dość odległych od faktycznego stanu, by wreszcie ulec jawie, w której to rysowała się linia danielowej postaci; dotąd nieosiągalnej, teraz namacalnej ponad wyobrażenie.
Męskie ramiona rozpościerały sę na tle załamującego z wodą nieboskłonu, dając somnambuliczne schronienie, do którego dążyła. Poddawała się sferze marzeń, rozterek, żądz zakorzenionych w podświadmości, która podsycała nagromadzone pragnienie ukojenie rozkołatanego serca. Oddech mieszał się z subtelnie pieszczącym wicherkiem, zaś membrana skóry topniała pod wpływem coraz to niższej temperatury, mimo rozgrzewających pocałunków składanych na linii wystających obojczyków czy małżowiny. Smukłe palce w ten czas zakleszczały się coraz silniej na grzebieniach biodrowych, zaś moment wynużenia jej z wody, sugerował o nikłym końcu katuszy, które zostały przerwane poprzez destrukcję określającego ich muru. Miękkie wargi osiadały na jej, na co reagowała chętniej, pożądliwiej, z pasją oddanej kochanki. Opuszki błądziły po wyraźnym zarysowaniu żuchwy, wyczuwając lekki zarost, który przyjemnie drażnił swą szorstką strukturą. Wskazówki wybijające minuty zatrzymały się w miejscu, zaś sama Holmes trwała w uścisku dalekim od dotychczasowych fantazji, bo to przypominało nierealną wizję, gdzie to zbłądziła w koronie drzew.
- Daniel... - powtórzyła ponownie jego imię z namaszczeniem. Raz jeszcze pokonując wibracje pojedynczych głosek, by zaraz potem nieoczekiwane wybadać teren piaszczystego zlepku podłoża, na którym zdarzyło jej się znaleźć. Palce ponownie odszukały drogę podążania śladami zuchwałości, zaciskając się na materiale koszuli, który perfidnie mięła i próbowała utrzymać resztkami trzeźwego umysłu barierę oddzielającą zderzenie cząstek afektu.  - Chciałam porozmawiać - wydukała szeptem, mimo iż prawdopodobnie wcale jej nie słyszał. Być może odłączył się od rozumnego pojmowania, jakby otumaniony atmosferą wytworzoną w tym miejscu. Ona jednak nie była w stanie przestać analizować, nieustannie poddając się perswazji własnych myśli. Błękit tęczówek osiadł na twarzy Bergmanna w niemym niezrozumienia, wszak - jak to możliwe? Nie czynili nic ponad, by tęsknota dawała nazbyt skrupulatnie o sobie znać.
Niemożliwe.
Cholernie n i e p r a w d o p o d o b n e.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: echo przeszłości   Nie Wrz 09 2018, 00:59

+18

Dryfował - okrywany zgęstniałym materiałem półmroku, kurtyną - wodospadu szarości - która sączyła się bezustannie z nieba. Przepływał - powoli, niczym zbłąkany okręt, ścierający się z płynącymi naprzeciw niemu falami, spiętrzającego się bezustannie obłędu, niosąc na swoich barkach delikatną sylwetkę Marceline Holmes - osnutą, wśród atmosfery nocy przez dodatkową aurę spoczywających tajemnic. Wydawała się wytworzona z odmiennej, nieznanej dotąd materii - połowicznie prawdziwa, w połowie efemeryczna, składająca się z wybujałych działań ożywionego umysłu, pieszcząca swoim widokiem przewrażliwioną percepcję. Wydawała się - niebywale ulotna, scalona z mglistych, krótko egzystujących cząstek, zdolna ulecieć w jednym momencie w niebo - zaś on, zapalczywie jak zawsze, pragnął ją obok siebie zatrzymać. Oddech stawał się znacznie szybszy, spłycony od pożądania; płuca napełniały się z trudem, zwapniałe jakby i niedołężne. Pocałunek, złączający w zmysłowym układzie wargi - był ledwie wstępem, preludium do wygrywanej melodii, uboższym znacznie od całokształtu przewspaniałego dzieła - mających nastąpić wkrótce, w założeniach uniesień - do których on niestrudzenie zmierzał. W podstępie planów mężczyzna przewodził dalej - uniesiony, zakrywał wręcz znaczny ułamek nieba, wymuszał - nakierowanie przez Holmes uwagi; przygwoździł ją - oraz krępował ruchy, zdolne jedynie ujawniać się w zaciśnięciu niewielkich dłoni na osłonięciu ubrania. Bez ustąpienia mężczyzny - nie była się w stanie wymknąć. Nie ustępował.
Pragnął jej. Niebywale. Szaleńczo.
Pragnął - w tężejącym pomiędzy ich postaciami milczeniu; słowa - stawały się całkowicie pełne nieudolności. Zbędne, żałośnie słabe, rozpadające się - zanim mogły podnieść się oraz wzlecieć - z drgającej przestrzeni krtani. Pomimo - zacieśniającej się niebezpiecznie bliskości, która pozostawiła ich dwoje - w konstelacji na usypanym z drobin piaszczystych brzegu - był niebywale odległy. Rozciągająca się, pojmowana metaforycznie wyrwa czyniła Bergmanna głuchym i zatwardziałym w działaniach swych niewolnikiem roztaczającej się w miejscu magii. Nie słyszał. Nie rozważał, nie umiał pojąć ewentualnych sprzeciwów - brakującego zadowolenia. Pożądanie wznosiło rozległą ścianę, o której lico - mógłby jedynie zakrwawić się, rozbić - usiłujący nadejść, kalkulujący rozsądek; bez najmniejszego skutku. Ulotne, przenoszone w medium powietrza wyrazy - rozbijały się również, świat zakrzywiał się, pulsujący wyłącznie nieodstąpionym pragnieniem jej fizyczności; potrzebował czuć - najpierw, przed wszystkim innym, nie widział - choćby najlichszej alternatywy zdarzeń. Przez moment - wyłącznie pozostawał wpatrzony w Marceline Holmes, rozważający piękno nęcącej, smukłej postaci; nie zauważał niezrozumienia i lęku, nie odczytywał niemych, osiadających pytań. Uśmiechnął się - ponownie, jakby przekonująco (triumfalnie? zachęcał?) wyginał swe linie warg, ledwie zauważalne w rozprzestrzenianym cieniu. Dopiero później - dłonie mężczyzny, powoli, z premedytacją rozpoczynały wędrówkę wzdłuż dziewczęcego ciała, w początkowo bojaźliwym wrażeniu nie drażniąc - najbardziej wrażliwych na mapie sylwetki punktów. Miękkie opuszki zgłębiały fakturę skóry, cierpliwie sunąc - choć nie ustając w tym skrupulatnym badaniu; ograniczone niekiedy barierą - tworzoną przez nieodzowne odzienie. Przemykały przy wypukłościach piersi; poddawały wspinaczce - ostatecznie nurkując pomiędzy uda, tuż pod tkaninę zwiewnej, spoczywającej sukienki; igrały, nadal cierpliwie ze skórą - dopiero później sięgając - w krótkotrwałym muśnięciu jej kobiecości, ukrywanej pod cienką, tak pruderyjną bielizną.

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1202
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1138
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: echo przeszłości   Nie Wrz 09 2018, 21:45

+18

Błądziła pośród niewyjaśnionych spraw, po omacku dreptała w miejscu, jak gdyby szukając odpowiedniej drogi wyjścia, która nie była rozświetlona przez gęstniejące światło okalające zarysowaną bramę właściwej ścieżki. Iluzja stworzona w podświadomości nakierowywała jedynie na słuszne decyzje, niepodejmowane pod wpływem chwili, kiedy to w efemerycznym momencie każdy bodziec był bombardowany przez zalewające emocje. Nawarstwiały się one pod subtelnym dotykiem, przenikającym przez membranę skóry, jakoby ofiarując niepodważalne poruszenie, zmuszające serce do intensywniejszej pracy, stającą się jedynym słusznym wyborem pośród nierozwikłanych zagadek.
Chciała eskalować pragnienia, które żywiła względem mężczyzny, a o których wiedział.
Oczekiwała, że dostrzeże to ponownie, nadając ich amoralnej relacji nowego kształtu.
Konstelacja gwiazd rozświetlała nikle zarysowane sylwetki, które niemal zespolone w jedno, coraz precyzyjniej dopuszczały się analizy faktury ciała, teoretycznie znanej, a zarazem pozostawionej w odmętach onirycznych wspomnień. Umysł wydawał się być przepełniony wizjami scenariuszy, które winny przepełniać ich sferę bliskości, tak intensywnie zlewającą się w jedność. Oddech Marceline nieustannie przyspieszał, gdy to Danielowe wargi zahaczały o wrażliwe punkty umiejscowione rozłożyście na jej ciele. Z premedytacją, wręcz bezczelną celowością układała się w łuk, dając mu do siebie iluzorycznie łatwiejszy dostęp, pomimo igrania i złośliwości odsuwania się choć odrobinę – za każdym razem – kiedy próbował przełamać pomniejszające się między nimi bariery. Jęknęła cicho, gdy na nowo poczuła jego usta na obojczykach, coraz to chętniej dając przyzwolenie na pieszczotę zakazaną, wszak chciała rozmawiać; rozprawiać o tym co się wydarzyło, przeplatając to z ewentualną przyszłością, o ile takową posiadali, bo – czy tak było?  Mimowolnie obróciła oszronione piegami lico w  stronę Daniela, zaś w rozsypane, rdzawe kosmyki powoli zaczął wplątywać się piasek, na który nie zwracała większej uwagi, pomimo nieprzyjemnej struktury. Próbowała ponownie wyszeptać jego imię, lecz ukrócił jej tę możliwość poprzez złączenie ich warg, które uległy namiętnemu tańcowi, nieustannie sygnalizując o nieuchronności zdarzeń.
Trzeźwość zmusiła jednak do uruchomienia rozsądku, który nie zamierzał dać się złamać. Nęcąca czułość, tak żarliwie przepełniona kolejnym dotykiem była zalążkiem ewentualnych konsekwencji, zaś w błękitnych tęczówkach na przemiennie malował się lęk z niemą ekscytacją. Nie poznawała Daniela Bergmanna, pomimo że wiedziała o jego dominującej naturze, zmuszając niemo do realizacji żądanych przez niego pragnień. Dzisiaj wszystko było inne.
- Nie, nie możemy – zaprotestowała, choć nie była do końca pewna słów wypowiedzianych. Doprawdy uleciały spomiędzy jej spierzchniętych warg? Dłoń mężczyzny, która przemierzała po linii jej ciała skutecznie pozbawiała logicznego myślenia, toteż gdy osiadła na jej piersi, zaraz potem sięgając kobiecości tak wrażliwej na te przypominane wolno muśnięcia, po których drżała, a zarazem nieustannie informowała zaciskającymi się palcami na materiale jego koszuli, by przestał. - Nie, proszę… Ktoś nas może nakryć… – szepnęła, raz jeszcze, nadal będąc jedynie marionetką uwiezioną pod kurtyną emocjonalności.
Jak to możliwe?
D l a c z e g o?
Zbierające się w niej uczucia przyprawiały ją o swoistego rodzaju ścisk. Strach buzował w krętych korytarzach żył, nie rezygnując z przytłaczania jej swoją siłą. Rozkoszowała się ramionami Daniela, w których tkwiła, bez przerwy poddając próbie ich silne wole do zaprzestania czynienia grzechu, pomimo iż tętno (zarówno jak i oddech) sugerowały coś zupełnie innego. Przesuwając dłońmi po linii żebrowej, zahaczając o biodrowe grzebienie – skierowała opuszki na jakże intrygujące miejsce, gdzie to uzyskała świadomość nadmiernego podniecenia, które przelewało się w męskim ciele. Wiedziała, że jeśli posuną się o krok dalej to zaryzykują własną reputacją, co wiązało się z niewyobrażalną destrukcję, ale czy i on o tym myślał właśnie t e r a z?
Nie.
Zapewne pozostawał w świecie somnambulicznej iluzji, do której próbował doprowadzić swoją Marceline Holmes.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much


Ostatnio zmieniony przez Marceline Holmes dnia Sro Wrz 12 2018, 22:29, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: echo przeszłości   Sro Wrz 12 2018, 17:58

+18

Uzależnienie - było bezdusznym władcą
nawoływało - ciągle - spoczywało na tronie - stworzonym z podległych myśli, stłamszonych nagłą aneksją - praktycznie opustoszałych, przemawiające wyłącznie pojedynczym pragnieniem, powtarzanym jak w obłąkańczym transie. Pokornie i z namaszczeniem wypełniał jeden za drugim, następującym rozkazem; był marionetką, pociąganą na sznurkach przez wprawne dłonie instynktu. Ciemność wynaturzała zasady; jej spadające sploty deformowały kształty, rozmyły sztywne, uwierające wymogi - stawiane przez społeczeństwo. Nie mógł jej stracić - kiedy już była tak blisko; wcześniej - niedostępna, wiecznie wymykająca się z klatki objęć, umieszczona w tle innych i nieistotnych sylwetek; dystans był przeraźliwą klątwą, w której to został zamknięty - płonąc w wewnętrznej żądzy. Zaspokajał wymogi gry, wytrwale rozciągał kontrolę nad drżeniem mimicznych mięśni, układanych w banalnie serdeczny wyraz - był opiekunem. Nauczycielem. Obecnie - wrzeszczące twardo rozkazy - zmieniły się w niebywale zmysłowe podszepty pokus - mówiły - nie zatrzymuj się
k o n t y n u u j.
Nie przestawaj.
Oddech mężczyzny stawał się coraz cięższy; błękit tęczówek rozbłyskał refleksami obłędu - nie mógł się już zatrzymać. Wypowiadane przez Marceline Holmes słowa - ginęły - gdzieś między jednym a drugim zaczerpnięciem powietrza, jednym a drugim muśnięciem jej gładkiej skóry. Nie rozważał ich - ignorował - nie brał pod jakąkolwiek uwagę możliwości przerwania potęgowanej rozkoszy. Czekał na nią zbyt długo; choć nie rozumiał własnej niecierpliwości - stała się w owej chwili nadrzędna. Był głodny ciała, spragniony tej fizyczności; złączenia się dwóch zabłąkanych plam cieni, wiernie powtarzających ruchy.
- Nikt nie zobaczy - zapewnia ją w tym momencie; wierzy - albo raczej chce wierzyć w jakże zuchwały scenariusz, założenie - uformowane z góry - z samozwańczym rozmachem. Kontynuował wędrówkę, początkowo nieśmiało obdarowując dotykiem najbardziej wrażliwy punkt jej sylwetki; dopiero - po jakimś czasie - przenikając palcami tuż pod materiał bielizny; czując przyjemne ciepło. Subtelny dotyk owiewał również i jego postać - drobne opuszki zatrzymały się na skrywanej pod materiałem erekcji.
- Marceline - wyszeptał - jedynie w swoim obłędzie, jak majaczący pod naciskami gorączki; ponownie kosztował słowa, kilku wymownie złączonych głosek. Przylgnął do smukłej szyi, składając kilka ogarniających ją pocałunków.
Brnął dalej
nie było drogi odwrotu
jednym szarpnięciem z dziewczęcych ud zsunął przeszkadzającą bieliznę i równie prędko, rozpiął też swoją, dolną część ubrań. Przylgnął do niepozornej postaci studentki; zagłębiał się w zupełności niespiesznie - prawdę swych czysto zwierzęcych pragnień zdołał ukrywać do zakończenia wykreowanych pozorów. Pozorów - niedługo później rozpadających się w narzuconych mirażach - wzmagał on ruch swoich bioder; nadając ciałom charakter trudnej do opisania walki - dwóch przeciwności, stłamszonym przez niego siłą i odrzuconym wahaniom.

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1202
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1138
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: echo przeszłości   Sro Wrz 12 2018, 22:29

+18

Gra pozorów; teatr dwójki aktorów skąpanych w rolach (być może) nie dla nich napisanych, czyniąc zeń gwiazdy spadające z mrocznego nieboskłonu, przestające jarzyć się wątpliwym światłem.
Niemniej - błyszczeli wciąż dla siebie.
Skąpana w blasku księżyca, otulana przyjemnym powiewem powietrza - ulegała. Zapadała się w efemerycznie wykreowanej sytuacji, w której to rozsądek podpowiadał coś zupełnie innego, aniżeli schorowane od pasji serce, bijące dla niego, jak gdyby był jedynym powodem. Dni przeplatające się tygodniami były wystarczające, dostatecznie przesiąknięte katuszą, by wreszcie zedrzeć maski iluzji, prowizorycznego monodramu, dając nieme prawo do zrujnowania muru oddzielającego dwa niespokojne duchy od siebie. Rudowłosa eskalowała w tym momencie ów bliskość, chociaż ta była niedozwolonym dogmatem złudnej nadziei, motywem przewodnim scenariusza napisanego przez rozszalałe pod membraną skóry emocje. Ona wariowała, szalała wewnątrz, jakby stając się marionetką onirycznego dotyku, który doprowadzał ją na skraj przepaści, zmuszając do skoku, lotu w nieznane, zbyt odległe, ażeby mogło stać się osiągalnym aksjomatem (nie)spisanych reguł prawego świata.
Tonęła
w odmętach własnych wyobrażeń.
Szept wpajał słuszność aktu, będącego zlepkiem żądań hedonistycznie wypływających z pokiereszowanej duszy przesiąkniętej toksyną. Poddawała się opuszkom palców przenikającym po jej odsłoniętej skórze; oddechem reagując na oddech, który swą subtelnością przyczyniał się do szybszego bycia serca. Reagowało ono na ciało Daniela Bergmanna, tkwiące nad wyraz blisko, zbyt blisko, nie dając szansy na sprzeciw, kształtując go w tym momencie do formy apodyktycznych rozkazów. Jęk wydostał się ze ściśnietego gardła Francuzki, która coraz mocniej wbijała paznokcie w męskie ramiona, resztkami silnej woli zatrzymując go przed popełniem błędu. Nie mogli,
nie p o w i n n i.
Niepewność przytłaczana była przez pożądanie, aczkolwiek to strach coraz bardziej wypełniał kanaliki, w których z intensywnością biegu koni poczynała przelewać się krew. Czuła napięcie wytworzone pomiędzy smukłymi udami, czekając na oczywiste, równocześnie przed tym uciekając.
- Proszę, nie... - wyszeptała ledwie słyszalnie, ulokowując drobną dłoń na linii torsu - profesora. Niebawem miało nastąpić to przewidywane, a zarazem niesłuszne, niewłaściwej w swej niewerbalnej strukturze. Ruchy jej postaci pod sylwetką Daniela świadczyły o braku słuszności działania w somnambulicznym przedstawieniu, dając mu do zrozumienia zakończenie błędu, którego się dopuszczali. Ciche - och - wypełniło pustkę między nimi, stając się przypieczętowaniem wątpliwego katharsis okraszonego w akcie zezwierzęcenia.
- Nie - wydukała na jednym wydechu, przyprawiając w lekkie brzmienie głos, tak bardzo łamiący się hamletyzmem. Błękitne tęczówki taksowały twarz człowieka znanemu większości jako nauczyciel, dla niej pozostawał niedoścignionym pragnieniem, nigdy nienależącym do Marceline Holmes, ledwie dziecka - wkraczającego przy nim od lat na ścieżkę amoralności społecznej, przeciwko której zapewne buntowaliby się inni - gdyby w i e d z i e l i.
Rude pukle rozrzucone po piasku kontrastowały z jasnymi ziarenkami, oczy mieniły się wielobarwnością, a dłonie blokowały kolejne pchnięcia, kiedy już osiadły na grzebieniach biodrowych Bergmanna. Podniecenie koligowało z lękiem, a dusza uwięziona pomiędzy prętami żeber pragnęła wyrwać się i ulecieć w eter, w przeciwiństwie do umysłu zakrawającego o iluzorczność alogicznego działania. Byla pewna, że to będzie kosztować ich więcej, może zbyt wiele?
- Daniel... - jęknęła jego imię wprost do ucha, ostatecznie poddając się tej grze skąpanej w grzechu. Wyrzuty sumienia tłamsiły, podobnie jak świadomość popełnianego błędu, przez co fala katharsis przelewała się przez smukłe, dziewczęce palce.
Czy to możliwe, że pozostawał głuchy?
Tak głuchy, jakby wszelka wartość ich relacji została porzucona na szali rozpaczy.

/zt x2

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: echo przeszłości   

Powrót do góry Go down
 

echo przeszłości

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-