Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie Valenti

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 580
  Liczba postów : 593
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Mieszkanie Valenti   Pią Sie 31 2018, 09:15


Mieszkanie Silvii i Vivien Valenti



Kuchnia salon i jadalnia


Jedno duże otwarte pomieszczenie. Tak naprawdę nie jest nawet w połowie tak wielkie i wystawne jak dom, który obie kobiety porzuciły w Palermo. Jednak Giovanni zadbał o to, aby miały wszystko to, co niezbędne do życia i utzymał ich wcześniejszy poziom życia.



Łazienka


Normalna, jasna łazienka, bez żadnych udziwnień czy czegoś, co plasowałoby ją w gronie tych wyjątkowych pomieszczeń w domu.



Sypialnia Silvii


Pokój do złudzenia przypomina ten, w którym mieszkała przez wiele lat w Palermo. Dziewczyna sama o to zadbała, żeby na wyspach mieć jakąś namiastkę domu rodzinnego. Kiedy jest w Londynie spędza w nim wiele czasu, bo z matką w zasadzie nie rozmawia.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 580
  Liczba postów : 593
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Sob Wrz 01 2018, 18:05

Szczerze mówiąc, to nie sądziła, że Daisy faktycznie wyrazi chęć odwiedzenia jej w Londynie. Wiedziała, że w czasie wakacji mocno się z dziewczyną zbliżyła, ale nie, że aż tak ją Daisy polubiła. To było naprawdę miłe uczucie w szczególności, że Silvia czuła się bardzo samotna ostatnimi czasy. Nie miała z kim porozmawiać tak od serca, jak z przyjacielem. Wszystkich swoich bliskich przyjaciół pozostawiła we Włoszech ze świadomością, że raczej nigdy już ich nie spotka. No bo nie mogła wrócić do Włoch. A na pewno nie teraz i przez najbliższych kilka lat. Dlatego musiała zbudować nowe znajomości. Daisy wydała jej się idealną do tego kandydatką. Już od samego początku pobytu Włoszki w Hogwarcie, dziewczyny przypadły sobie do gustu. Ta znajomość i jej zażyłość tylko się z czasem powiększała. Więc może teraz? Może właśnie to ta osoba była jej w życiu potrzebna?
Kiedy tylko otrzymała sowę zwrotną z potwierdzeniem przybycia panny Bennett, ucieszyła się niezmiernie i zaczęła starannie przygotowywać na tę okazję. Jej mama chyba wyczuła, że dzieje się coś ważnego, bo nawet okazała jakieś zainteresowanie córką i jej życiem. Był to naprawdę ogromny postęp w stosunku do ostatnich niespełna dwóch lat mieszkania w Londynie. Ba! Kiedy się dowiedziała, że szkolna koleżanka Silvii ma ich odwiedzić, zaproponowała, że upiecze swoje popisowe ciasto! Kilka godzin później cały dom wypełnił się zapachem migdałów, czekolady i innych składników, które wchodziły w skład ciasta parozzo.
Silvia nie mogła się doczekać momentu, w którym pojawi się Daisy. Nic więc dziwnego, że nie umiała usiedzieć na jednym miejscu, co chwila przesiadając się z kanapy na fotel, z fotela idąc do kuchni i sprawdzając, czy ma wszystko gotowe, z kuchni szła sprawdzić, czy w jej sypialni jest należyty porządek i tak w kółko. Czas wlókł się niemiłosiernie a ona niecierpliwiła się bardziej z każdą chwilą.
Odczuła ogromną ulgę, kiedy w końcu dzwonek zadzwonił do drzwi a jej mama udała się do swojego pokoju. Czyli jednak Daisy postanowiła przyjść! Przywdziała na usta ogromny uśmiech i czym prędzej udała się otworzyć jej drzwi.

@Daisy Bennett zaczęłam, jak będziesz mieć chwilę to odpisz, nie spieszy się <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daisy Bennett

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 762
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 424
http://www.czarodzieje.org/t15878-daisy-bennett#429065
http://www.czarodzieje.org/t15880-daisy-zaprasza-kwiatuszki-stworzmy-lake
http://www.czarodzieje.org/t15881-poczta-daisy-b#429071
http://www.czarodzieje.org/t15879-daisy-bennett




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Pon Wrz 03 2018, 20:22

Daisy bardzo się ucieszyła, kiedy otrzymała przemiły list od Silvii. Dziewczyna była w Hogwarcie stosunkowo od niedawna, ale Daisy od razu ją polubiła i miała nadzieję na naprawdę przyjacielską relację. Jak widać panna Valenti również zapałała do niej sympatią na tyle, że zaprosiła ją do siebie, tuż po powrocie z Meksyku! Została im zaledwie chwila wakacji i Daisy nie zamierzała spędzać jej w domu, dlatego też tym bardziej ucieszyła się z zaproszenia i tego, że Puchonka jej zaufała. Daisy nie szukała znajomych na siłę i nie próbowała zdobywać czyjejś sympatii, jeśli ktoś nie polubił jej albo odwrotnie. Za to o osoby, którym na niej zależało dbała bardzo mocno, dla przyjaciół zrobiłaby naprawdę wiele.
Czuła nawet lekkie podekscytowanie, kiedy szykowała się na wizytę. Pokusiła się nawet o próbę upieczenia jakichś ciasteczek, w końcu pierwszy raz szła w odwiedziny do Silvii i miała ochotę coś przynieść. Trochę obawiała się o wynik tych starań, ale - o dziwo - kruche ciateczka nawet całkiem jej wyszły! W końcu gotowa do wyjścia, z pudełkiem domowych łakoci pod ręką wyszła z domu i po kilku minutach zjawiła się pod podanym jej przez Silvię adresem. Zadzwoniła dzwonkiem i z lekką niecierpliwością czekała, aż ktoś jej otworzy. Nie musiała zbyt długo wystawiać swojej cierpliwości na próbę, bo drzwi uchyliły się już po kilku sekundach. Daisy uśmiechnęła się szeroko, widząc w nich Puchonkę.
- Oto jestem! - zawołała wesoło i postąpiła o krok, aby objąć serdecznie dziewczynę na powitanie. Daisy weszła do środka, rozglądając się po korytarzu i rzucając okiem na dalsze pomieszczenia. Musiała przyznać, że dom Silvii był naprawdę piękny!
- Wow, piękne mieszkanie! - pochwaliła, zdejmując buty w korytarzu. - Merlinie, zabrzmiałam jak bardzo dorosła osoba - zaśmiała się. - Ale naprawdę jest świetnie urządzone - dodała, rozglądając się z ciekawością. - Ach! - zawołała, chwytając ponownie pudełko, które odłożyła, zdejmując buty. Wyciągnęła ręce w kierunku Silvii. - Jak przystało na bardzo dorosłą osobę przyniosłam też coś od siebie jako prezent przy pierwszych odwiedzinach! Może nie jest to szczyt sztuki kulinarnej, ale robione własnoręcznie przez osobę, która raczej stroni od przebywania w kuchni, więc proszę to docenić! - powiedziała ostrzegawczo i zaśmiała się. Po chwili zwróciła uwagę na przyjemny i bardzo smakowity zapach, który towarzyszył jej od wejścia. - Ale ktoś tu chyba już zrobił coś lepszego? - zapytała, pociągając znacząco nosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 580
  Liczba postów : 593
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Wto Wrz 04 2018, 11:17

Bardzo się cieszyła z faktu, że Daisy postanowiła jednak przyjąć jej zaproszenie i ją odwiedzić. Bo w sumie nie miała zbyt wielu znajomych, których chciałaby zaprosić do siebie do domu, więc fakt, że ktoś z nich się zgodził napawał ją optymizmem. Może jednak ten rok szkolny nie będzie wcale taki zły, jakby mogła uważać?
-Bardzo się cieszę, że przyszłaś - uśmiechnęła się szeroko przepuszczając ją w progu i odpowiadając również przytuleniem dziewczyny. Co prawda widziały się stosunkowo niedawno, bo w Meksyku spędziły razem trochę czasu, ale Silvia już czuła, że to było zbyt dawno. Dlatego kilka dodatkowych chwil spędzonych wspólnie wydawało jej się najlepszym możliwym rozwiązaniem. -Rozgość się i czuj jak u siebie w domu
Machnęła tylko lekceważąco ręką na wzmiankę o pięknym mieszkaniu. Owszem, było piękne, ale Silvia w ogóle tego nie odczuwała. W ogóle nie czuła się w tym miejscu jak w domu. Ich poprzedni w Palermo był o wiele piękniejszy. Może przez wspomnienia, które tam wykiełkowały i rozrosły się niczym pędy bluszczu? Tutaj tego nie było. To były ściany pięknie pomalowane, przyozdobione, ładnie udekorowane parkiety, ale nic poza tym. Wnętrze było puste, bo nie było tu ludzi, którzy by je wypełnili.
-Dziękuję, cieszę się, że Ci się podoba. Mój wujek urządzał to miejsce. - odpowiedziała zgodnie z prawdą zapraszając gestem Daisy dalej. Bo w sumie to Giovanni decydował o tym, co tak właściwie znalazło się w tych pomieszczeniach. On dał Vivien pieniądze, które rzekomo należały się jej mężowi. A było ich dostatecznie dużo, aby dwie kobiety mogły żyć bez żadnych zmartwień. Przynajmniej tych materialnych...
Kiedy Daisy wyciągnęła w kierunku Silvii pudełko z ciastkami, które własnoręcznie wykonała, ta poczuła się delikatnie wzruszona tym gestem. Był taki miły, jakby nie wymagała niczego w zamian. Jakby zrobiła to, bo po prostu miała ochotę, nic więcej.
-O jejku, Daisy... To takie miłe, nie musiałaś tego robić. - jej głos stał się delikatnie odmieniony, jakby Silvii niewiele brakowało, aby się rozpłakała. Jednak nagła zmiana tematu przez Gryfonkę skutecznie ją od tego wybawiła. -Moja mama postanowiła zrobić typowe Włoskie parozzo, abym miała Cię czym poczęstować. W takim razie. - pociągnęła dziewczynę do kuchni, gdzie na blacie postawiła ciastka obok ciasta przygotowanego przez jej matkę. Poczęstowała się jednym ciasteczkiem i z zadowoleniem stwierdziła, że są pyszne. - Jakie to dobre! Ale powiedz lepiej, czego się napijesz? Kawy, herbaty, soku z dyni, piw kremowego? - klasnęła w dłonie niespodziewanie i wymierzyła w Daisy palcem. -Albo lepiej, powiedz mi, co chcesz robić? - odgarnęła jeden z niesfornych loków, które zaplątały się gdzieś w okolicy jej oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daisy Bennett

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 762
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 424
http://www.czarodzieje.org/t15878-daisy-bennett#429065
http://www.czarodzieje.org/t15880-daisy-zaprasza-kwiatuszki-stworzmy-lake
http://www.czarodzieje.org/t15881-poczta-daisy-b#429071
http://www.czarodzieje.org/t15879-daisy-bennett




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Sro Wrz 19 2018, 12:48

W to, że będzie się czuła dobrze w mieszkaniu Silvii nie wątpiła. Lubiła takie wnętrza, a spędzenie czasu w towarzystwie Puchonki na pewno będzie najlepszą opcją na dzisiejszy dzień. Obie cieszyły się na tą wizytę, więc Daisy była pewna, że z niechęcią opuści za kilka godzin dom Silvii i będzie czekać do następnego spotkania, które prawdopodobnie nastąpi już w Hogwarcie.
Silvia dopiero po chwili skomentowała komplement na temat mieszkania, Daisy myślała, że ze skromności. Oczywiście, stosunkowo krótki czas znajomości nie dał im jeszcze możliwości, aby Silvia powiedziała coś więcej o sobie, dlatego Daisy nie znała prawdy o jej historii ani odczuć na temat obecnego domu. Może kiedyś, kiedy poznają się bliżej… Dzisiaj jednak zapowiadał się dzień miły i wesoły!
- W takim razie wujek ma niezły gust – dodała jeszcze, przechodząc dalej, zgodnie z zaproszeniem Silvii. Wręczyła dziewczynie swoje ciasteczka i z ukrywaną niecierpliwością czekała na jej reakcję. Daisy naprawdę upiekła je, bo po prostu miała ochotę obdarować nimi koleżankę, ale czy nie oczekiwała niczego w zamian? Oczywiście, że oczekiwała! Uśmiechu! Miała nadzieję, że to będzie dla Silvii bardzo miła niespodzianka i nie zawiodła się. Jej twarz rozpromieniła się, a Daisy w jej głosie usłyszała coś jakby wzruszenie? Uśmiechnęła się szeroko i powiedziała:
- Ale chciałam! I jak ci zasmakują i się nie zatrujesz – puściła jej oczko – to mogę takie robić na każdą wizytę. Robi się je akurat tyle czasu, żeby przebywanie w kuchni nie podniosło mi ciśnienia – roześmiała się. Cóż, mamie Silvii to chyba nie podnosiło ciśnienia, bo typowe włoskie parozzo brzmiało jakoś tak skomplikowanie! Daisy uwielbiała próbować nowych rzeczy, to było jedno z jej ulubionych zajęć w Meksyku. Niektóre potrawy jej posmakowały, a niektórych nigdy więcej już nie zje, ale chociaż z pełną świadomością może ich odmówić! Teraz zapach ciasta tak nęcił, że Silvia nawet nie musiała wskazywać jej kuchni, dotarłaby tam po zapachu!
- To bardzo miłe z jej strony! – powiedziała szczerze. – Jeśli nie będę miała okazji jej spotkać to podziękuj jej ode mnie – dodała jeszcze, opierając się o kuchenny blat. Miała stąd widok na elegancko urządzony salon z białymi kanapami, które aż zachęcały do zatopienia się w miękkich poduszkach. Oczywiście w zupełnie czystym stroju. Nawiedziła ją bowiem dziwna wizja kogoś, kto wskakuje na nieskazitelnie czyste kanapy w ubłoconych butach. Brrr! Nie żeby była jakąś pedantką, ale brudne buty na tym jasnym meblu nawet ją doprowadziłyby do palpitacji serca.
Odetchnęła z ulgą, że Silvii smakują ciastka.
- Cieszę się! Mam nadzieję tylko, że nie mówisz tego z uprzejmości – zaśmiała się i sama chwyciła za jedno ciastko. Nie, naprawdę wyszły jej całkiem niezłe! Jednak jej uwagę przykuło ciasto, które aż wołało do niej, żeby go spróbowała.
- Herbatę, poproszę. Do tego ciasta będzie idealna! – powiedziała, nie mogąc się już doczekać, aż go spróbuje, bo zapach był nieziemski. Daisy przeniosła wzrok na Silvię, bo na razie jedyne co chciał zrobić to zatopić widelczyk w cieście, hehe! Wsparła głowę na dłoni, nadal opierając się o blat. Zmarszczyła brwi w minie zastanowienia.
- Mamy babskie spotkanie, a co robią kobiety na takich spotkaniach? Cóż, pewnie piją morze wina i obgadują facetów, ale może zostawmy to sobie na jakiś inny wieczór – zaśmiała się krótko. – A co robią nastolatki w ciepły sierpniowy dzień, kilka dni przed szkołą? Nie wiem, może plotkują, przeglądają kolorowe pisma, malują paznokcie albo farbują włosy? – podsunęła kilka stereotypowych pomysłów, choć w sumie ten ostatni nie był taki zły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 580
  Liczba postów : 593
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Pon Wrz 24 2018, 09:20

Czy smakowały jej te ciastka? Oczywiście, że tak! Włoszka nie była typem osoby, która mówiła coś tylko po to, aby sprawić innym przyjemność. Jeśli uważała, że coś chce powiedzieć, to to mówiła. Nawet ciężkie rzeczy potrafiła powiedzieć innym, wtedy oczywiście w bardziej delikatny sposób. No, zazwyczaj był to delikatny sposób... Jeden wyjątek w Meksyku potwierdzał tylko regułę.
- Zapewniam Cię z całą świadomością wagi tych słów, że te ciastka są przepyszne! - mruknęła tylko z pełnymi ustami, próbując się przy tym uśmiechnąć. Cóż, efekt musiał być raczej komiczny. I jakby na potwierdzenie swoich słów, wgryzła się ponownie w ciastko, zjadając je do końca i otrzepując dłonie z okruszków.
Tak, to naprawdę było bardzo miłe ze strony mamy Silvii. Sama dziewczyna nie pamięta, kiedy ostatni raz mogła zjeść ciasto domowej roboty wykonane przez zręczne dłonie jej mamy. Po tym, jak po śmierci jej ojca, matka podupadła na zdrowiu, dziewczyna musiała stać się bardzo samodzielna i wiele rzeczy, dotychczas dla niej nieznanych, musiała robić sama. Dlatego tak doceniała takie małe gesty, jak ten właśnie.
- Z pewnością jej to przekażę. Jest w swoim pokoju, pewnie szybko z niego nie wyjdzie, aby nam nie przeszkadzać. - tymi ostatnimi słowami, próbowała jakoś usprawiedliwić nieobecność matki. A uważała, że to nie jest odpowiedni moment, aby mówić Daisy, że jej mama po prostu nie jest zdolna do tego, aby wyjść i porozmawiać z nimi, jak normalna matka powinna.
Złapała za czajnik i wstawiła go na kuchenkę gazową, aby przygotować dla nich napój. Nie minęło wiele czasu, a gwizdek zaczął gwizdać przeciągle, tym samym obwieszczając, że czas zalać dwa kubki. Kiedy napar parzył się, Silvia naszykowała widelczyki, talerzyki i ukroiła po sporym kawałku ciasta, aby móc poczęstować nim koleżankę ze szkoły.
Parsknęła śmiechem na dźwięk jej słów. Picie wina i obgadywanie facetów? Ani w jednym ani w drugim temacie nie miała żadnego doświadczenia. Ona się nawet nigdy nie całowała, ale o tym chyba nie należało wspominać w tym momencie.
-Wiesz, może faktycznie to zostawmy na jakiś inny dzień. - nadal się uśmiechała, kiedy wypowiadała te słowa.
Na wzmiankę o farbowaniu włosów, jakby machinalnie spojrzała na swoje brązowe, długie pukle. Nigdy nie myślała nad tym, aby zmienić kolor włosów. Uważała, że dobrze wygląda w takim a nie innym kolorze.
-Wiesz, swojego czasu myślałam nad tym, czy aby nie obciąć trochę moich włosów. Są długie i uciążliwe przez to. - fakt, były długie. Sięgały dziewczynie niemalże od lędźwi, a pewnie gdyby były wyprostowane, miałyby większe pole do manewru. -Tylko nie jestem pewna, czy dobrze by się to prezentowało. - dodała po chwili, naprawdę tego ciekawa. Bo w sumie, od kiedy tylko pamiętała, miała właśnie takie włosy. Może przyszła pora na jakieś zmiany w jej życiu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daisy Bennett

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 762
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 424
http://www.czarodzieje.org/t15878-daisy-bennett#429065
http://www.czarodzieje.org/t15880-daisy-zaprasza-kwiatuszki-stworzmy-lake
http://www.czarodzieje.org/t15881-poczta-daisy-b#429071
http://www.czarodzieje.org/t15879-daisy-bennett




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Sro Wrz 26 2018, 22:31

Roześmiała się, widząc jak Silvia próbuje połączyć jedzenie z uśmiechem. Rzeczywiście wyglądało całkiem komicznie, ale wobec tego wydawało się, że ciastka naprawdę są smaczne! Nawet najlepsza aktorka by tak dobrze nie udawała, ha! Z zadowoleniem obserwowała, jak Puchonka pałaszuje ciastko do końca.
Daisy machnęła ręką.
- Nie przeszkadza, w końcu to jej dom – zauważyła ze śmiechem. – Ponownie miło z jej strony, czasem bywa tak, że nie da się spokojnie zamienić z przyjaciółką dwóch zdań, żeby któreś z rodziców nie zajrzało do pokoju co najmniej raz – przewróciła oczami. Jej rodzice usiłowali uszanować, że ktoś ją odwiedza, ale nie zawsze się to udawało. Daisy wiedziała, że chcą dobrze, w końcu co chwilę proponowali herbatę, ciastko, kanapki, obiad… Jednak dla nastolatki to może być jednak męczące i wywołujące nieco zażenowania. W związku z tym, że Bennett nie znała sytuacji rodzinnej Silvii to uważała, że jej matka dobrze rozumiała potrzeby nastolatek, jeśli chodzi o odwiedziny znajomych.
Niecierpliwie czekała, aż woda na herbatę zagotuje się i w końcu będzie mogła spróbować ciasta.
- Dawaj, dawaj, wodo! – dopingowała czajnik, jakby to miało doprowadzić wodę w nim do wrzenia szybciej niż powinno. – Przyznaj, że twoja mama dodała do tego ciasta jakiejś amortencji czy czegoś, bo zapach ma taki, że niemal nie mogę wytrzymać, żeby nie porwać całego – zwróciła się do Silvii ze śmiechem. Klasnęła w dłonie, kiedy usłyszała niecierpliwy gwizd czajnika. Obserwowała ruchy panny Valenti, kiedy szykowała im talerzyki na ciasto. W końcu spory jego kawałek wylądował na jej talerzyku, a herbata zaparzyła się w pękatym kubku. Daisy złapała za widelec i z lubością wbiła go w ciasto. W końcu mogła spróbować popisowego wypieku pani Valenti, który drażnił jej nos od kiedy weszła do ich domu. Merlinie! Ciasto było przepyszne i Daisy uniosła wysoko brwi, mimo że w końcu spodziewała się czegoś smacznego po zapachu, który czuła.
- Mistrzostwo świata! – powiedziała z błogą miną, kiedy zjadła już pół kawałka. Wskazała na pozostałą część widelczykiem. – Chyba muszę dostać przepis. Może ja osobiście nie będę go wypróbowywać, ale może moja mama będzie miała ochotę? Każę jej robić to ciasto dopóki nie będzie smakowało jak to – zaśmiała się i zjadła swoją porcję do końca, popijając co i raz herbatą.
Kiwnęła głową.
- Zostawimy, trzymam za słowo – mrugnęła do dziewczyny. Mimo że jeszcze nigdy taki wieczór im się nie zdarzył to Daisy z powodzeniem go sobie wyobrażała.
Gryfonka zastanowiła się chwilę. Ona w sumie też nigdy nie zmieniała koloru włosów, ale co i raz je podcinała. Zdecydowanie wolała siebie w krótszych niż takich do pasa.
- Masz świetne włosy i w długich ci do twarzy, ale mi osobiście wygodniej jest w krótszych – powiedziała i przechyliła nieco głowę, przyglądając się Silvii. Zmrużyła oczy i spróbowała sobie wyobrazić ją w krótkich włosach. – Wiesz, myślę, że mogłabyś całkiem fajnie wyglądać – stwierdziła i wyprostowała się energicznie. – Czas na zmiany! Jak tego nie zrobisz to się nie przekonasz – zawołała z entuzjazmem i wzięła się pod boki. Ten pomysł coraz bardziej jej się podobał. Klasnęła w dłonie i przyskoczyła do Silvii. – Magia czy mugolskie nożyczki?[/b] – zapytała podekscytowana, ujmując pukiel jej włosów między palce. – Kto wie, może skończymy dzisiaj na farbowaniu? – roześmiała się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 580
  Liczba postów : 593
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Nie Wrz 30 2018, 16:00

Uśmiechnęła się, bo w końcu udało jej się zjeść ciasto do końca i była w stanie cokolwiek powiedzieć więcej.
-Nie, moja mama nigdy nie należała do tego typu rodziców. Dawała mi dużo swobody, nawet jeszcze gdy mieszkałyśmy we Włoszech. - powiedziała zupełnie swobodnie, nie do końca świadoma, czy kiedykolwiek wcześniej w ogóle wspominała Daisy, że wcale nie mieszka w Londynie od zawsze. Ale nawet jeśli o tym nie wspominała, to Gryfonka nie była głupia. Słychać było i widać z daleka, że Silvia nie pochodzi stąd, że nie ma nic wspólnego z Londynem a tym bardziej Wielką Brytanią. Po tych dwóch latach mieszkania tutaj, co prawda jej akcent trochę zmalał, ale wciąż był wyczuwalny w każdym wypowiadanym przez nią słowie. Włoszce jednak to nie przeszkadzało. Była dumna z tego, kim była, nawet jeśli sytuacja zmuszała ją do zapomnienia o swoim wcześniejszym życiu. Nie chciała tego robić. I robić tego nie zamierzała. Nigdy.
Zaśmiała się głośno na wzmiankę o amortencji w cieście. O tym w sumie nie pomyślała świadoma, że mamusiny wypiek sam się obroni bez udziału takich środków odurzających.
-No coś ty! Moja mama nawet nie wie, co to jest amortencja a co dopiero jak ją używać. - wydusiła w końcu, kiedy na kilka chwil udało jej się opanować swój śmiech. - Poza tym, nie martw się, wszystko co zostanie mam polecenie spakować Ci na wynos do domu, więc będziesz mogła tam się nacieszyć w spokoju ciastem. - dodała po chwili przypominając sobie uwagi swojej matki. Ona naprawdę starała się, aby Daisy poczuła się dobrze w ich domu, chociaż w ogóle jej nie znała. Może faktycznie wracała do zdrowia? Może była jeszcze dla niej jakaś nadzieja?
Cieszyła się, że dziewczyna czuła się swobodnie w jej towarzystwie w tym domu. To naprawdę wiele dla niej znaczyło. Nie zapraszała nigdy wcześniej nikogo tutaj do Londynu i może w końcu była szansa na to, aby zaprzyjaźniła się z kimś w tym miejscu?
Nadal była mocno sceptyczna względem pomysłu skracania swoich pięknych włosów. No bo naprawdę, zawsze była z nich dumna i jeśli cokolwiek w swoim wyglądzie lubiła, to właśnie to przede wszystkim. Chociaż z drugiej strony...
-Dobra. Tniemy - zawyrokowała i ruszyła w kierunku jednej z szuflad, gdzie jak wiedziała, znajdzie nożyce kuchenne, w ogóle nie nadające się do obcinania włosów. Ale przy obecnych zakłóceniach magicznych, nie zamierzała ryzykować używania zaklęć.
Wręczyła je dziewczynie z nietęgą miną zastanawiając się, czy ma jeszcze szansę się wycofać.
-Zrobisz to? - zapytała. Gdzieś jeszcze kryła się nadzieja, że może jednak odmówi i Silvia nie będzie musiała ścinać włosów. Jednak wzmianka o farbowaniu włosów sprawiła, że dziewczyna po prostu musiała parsknąć śmiechem. No bez przesady! -Na to nie masz co liczyć! - stwierdziła pewnym siebie głosem. Tego w ogóle nawet nie brała pod uwagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 580
  Liczba postów : 593
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Wto Lut 05 2019, 16:22

Trzeba było to powiedzieć od razu: dopiero po wysłaniu listu do Franklina, pomyślała nad tym, co tak właściwie zrobiła! Było to głupie i kompletnie nierozsądne. Ale uzasadnione w jeden prosty sposób: wszystko mogła zgonić na tego cholernego ślizgona... Przez niego to właśnie Franklinowi musiała pochwalić się swoim największym do tej pory osiągnięciem. I przez niego zaprosiła gryfona do siebie od mieszkania w Londynie. Nawet nie przypuszczała, że ten zgodzi się ją odwiedzić! No ale skoro już się zgodził, to musiała go należycie przyjąć, prawda?
Dzięki znajomością w jednym ze sklepów monopolowych w okolicy, udało jej się kupić trochę alkoholu, jak obiecała, typowo mugolskiego. Jej matka już dawno pojechała z Giovannim do lekarza i nie mieli wrócić tego wieczoru. Lekarz matki znajdował się kilkadziesiąt kilometrów od Londynu, wizytę mieli umówioną na późną godzinę, a wujek postanowił nie wracać późno w nocy. Chyba tylko i wyłącznie dlatego postanowiła zaprosić do siebie Franklina.
Powoli zbliżała się umówiona godzina spotkania a ona zaczynała się coraz bardziej stresować. Zastanawiała się, o czym tak właściwie będą rozmawiać. Co będą robić? Wiedziała, co ona chciałaby robić: w jakiś sposób dopiec Thomenowi. Tylko jeszcze nie bardzo wiedziała, jak to zrobić.
Chyba właśnie przez ten duży stres postanowiła się trochę napić. Sięgnęła po czystą szklankę i whisky, które wcześniej dostała. Nała odpowiednią ilość trunku i wypiła ją duszkiem. Skrzywiła się mocno. Na Merlina, jakie to było paskudne! Jak w ogóle ludzie mogli coś takiego pić z własnej, nieprzymuszonej woli?! Nie potrafiła tego pojąć.
Nic dziwnego, że kiedy w końcu zadzwonił dzwonek do drzwi, dziewczynie już się delikatnie kręciło w głowie. Chyba za wcześnie zaczęła świętować swój sukces.
- Czeeeeść. - powitała chłopaka z szerokim uśmiechem na ustach, opierając się w teoretycznie kuszący sposób o dopiero co otworzone drzwi. Nie umiała w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć swojego zachowania i tego durnego uśmieszku. Nie mniej postanowiła od razu przyciągnąć do siebie chłopaka i pocałować go prosto w usta. Dlatego złapała go za kurtkę i przyciągnęła, dzięki czemu mogła złączyć ich usta ze sobą. Chyba jednak wiedziała, co zamierzała z nim robić. Niech jasny szlag trafi Thomena!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Franklin R. E. Eastwood

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Montrose
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 326
Dodatkowo : kapitan drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 369
http://www.czarodzieje.org/t16551-franklin-r-e-eastwood#456789
http://www.czarodzieje.org/t16592-franklin#458389
http://www.czarodzieje.org/t16602-franklin#458950
http://www.czarodzieje.org/t16586-franklin-r-e-eastwood#458218




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Czw Lut 07 2019, 00:33

Na list też Ci odpiszę, ale uznałam, że ten post jest ważniejszy!

Franklin otrzymawszy list od Silvii pomyślał sobie jedno i nie jest to rzecz, z której powinien być dumny. Niemniej jednak nie mógł zignorować takiego zaproszenia. Zaoferowano mu wizytę w jej mieszkaniu w Londynie, zagwarantowano mu picie alkoholu oraz zapewniono, iż będą sami, bowiem starszyzna posesję opuszcza. Choć w matematyce był kiepski, to dodawać potrafił i z tego prostego równania wyszło mu jedno.
Będzie ruchał.
A takiej okazji nie można zmarnować!
Ubrał się ładnie i uczesał, przygotował wszystko to, co najpotrzebniejsze na tego typu wyjście, a nawet kwiatuszki kombinował, bo przecież w głębi ducha był romantykiem. Poświęcił trochę czasu na stanie przed lustrem i ocenę, czy zawadiacki uśmiech numer pięć lepiej wygląda, gdy przekrzywia głowę w prawo, czy w lewo, a także czy gdy puszcza oczko nie marszczy się dziwnie w innych miejscach. No i dwa razy zmieniał buty. Ale ostatecznie dotarł pod wskazany adres, zapukał...
- Hej - przywitał się z szerokim uśmiechem. Warto dodać, iż faktura jego ust prezentowała się zachęcająco, ponieważ zadbał i o nie, wykonując w domu intensywny peeling, by zniwelować ewentualny dyskomfort w kontakcie z Silvią. Tak - zakładał, że będzie się nimi z nią w jakiś sposób kontaktować. - To dla Ciebie - ogłosił, wręczając jej bukiecik kwiatów (niestety nie wiem jakich, gdyż on sam nie wiedział).
W tym krótkim czasie zdołał się jej nieco przyjrzeć. Miał w życiu do czynienia z wieloma pijanymi laskami i śmiał twierdzić, iż Włoszka zbliżała się do tego stanu, o ile nie była dobra w tuszowaniu zbytniego upojenia alkoholowego. To jednak nie sprawiło, że w głowie zapaliła mu się jakaś lampka, broń Merlinie, wręcz uznał to za świetny sygnał! Nie mylił się najwyraźniej, ponieważ dziewczę położyło ręce na jego kurtce i gwałtownym ruchem przyciągnęła go do siebie, by złączyć ich usta w pocałunku. Dobrze, że zdołał odsunąć kwiatki spomiędzy ich ciał! Drugą ręką szybko objął ją w pasie, odwzajemniając pocałunek, a kiedy odsunęli się na chwilę, by zaczerpnąć tchu, wymruczał do niej:
- Pozwól mi się rozebrać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 580
  Liczba postów : 593
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Czw Lut 07 2019, 14:15

Gdyby tylko wiedziała, co mu chodzi po głowie, prawdopodobnie od razu pokazałaby mu drzwi po drugiej ich stronie, tej zewnętrznej. Byłoby to delikatną hipokryzją, bo z ręką na sercu, musiała przyznać, że podobna myśl przeszła jej przez głowę, ale z drugiej strony, ona była kobietą. A to bardzo stereotypowe, że on myślał tylko o tym, widząc list od niej, który przyniosła sowa.
Trochę ją zaskoczyło, że przyszedł tutaj z kwiatkami. Ale w ten pozytywny sposób. I nie ważne, że zauważyła je dopiero, kiedy się odkleiła na chwilę od jego ust.
- Ooo, jakie piękne! - westchnęła głośno, przejmując od niego kwiaty. Zgodnie z zaleceniami chłopaka, pozwoliła mu się rozebrać, samej wchodząc w głąb mieszkania, by ten bukiet wstawić do wazonu z wodą. Domyśliła się, że Franklin raczej znajdzie odpowiednią drogę.
-To co Franklinie? Na co masz dzisiaj ochotę? - krzyknęła w jego stronę gdzieś z okolicy kuchni, gdzie szukała tego cholernego dzbanka na kwiatki. Odwróciła się, aby spojrzeć na niego przez ramię. Pomimo faktu, że szumiało już jej lekko w głowie, wciąż zauważała, że był cholernie seksowny! Wysoki, dobrze umięśniony, ten zawadiacki uśmiech na ustach... Ah, nic dziwnego, że wielu koleżanką ze szkoły miękły kolana na jego widok! A ona miała tą przyjemność, że tego wieczoru mógł należeć tylko do niej! Chyba powinna korzystać z takiej okazji, prawda?
-A może chcesz coś do picia? - dodała po chwili, odwracając się całkowicie w jego stronę. I oczywiście nie miała tutaj na myśli kawy czy herbaty, tylko raczej alkohol. W końcu nie po to go kupiła, aby teraz stał i wietrzał! - Co powiesz na... - złapała pierwszą lepszą butelkę, która stała na blacie i zawzięcie zaczęła odczytywać zawartość jej etykiety. -... Bombay Sapphire? Podobnież to gin, ale sama nie jestem pewna, jeszcze go nie próbowałam. - spojrzała z powrotem na chłopaka, bo trochę obawiała się błękitnej zawartości butelki. Miała nikłe doświadczenie z alkoholem, może on będzie wiedział więcej na ten temat?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Franklin R. E. Eastwood

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Montrose
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 326
Dodatkowo : kapitan drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 369
http://www.czarodzieje.org/t16551-franklin-r-e-eastwood#456789
http://www.czarodzieje.org/t16592-franklin#458389
http://www.czarodzieje.org/t16602-franklin#458950
http://www.czarodzieje.org/t16586-franklin-r-e-eastwood#458218




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Nie Lut 10 2019, 02:14

Franklin nie widział nic dziwnego w wyniku równania, które sam ułożył. Wplątał się w swoim życiu w tyle relacji damsko-męskich, że nie miał problemów z odczytywaniem podobnych sygnałów. Oczywiste było, iż zakładał, że Silvia doskonale wiedziała, co też narobiła swoim listem. Zrodziła w nim duże nadzieje i zapowiedziała bardzo miły, obfity we wszelakie doznania wieczór - taki właśnie zamierzał spędzić. Kwiatki zabrał, ponieważ uznał, że postawi go to w dobrym świetle, a tylko w takim chciał się pokazywać przed dziewczyną, którą chciał podrywać. Posłał jej zawadiacki uśmiech, jakby chciał się zacząć przechwalać swoją doskonałą znajomością florystyki, po czym przekroczył próg mieszkania. Silvia zniknęła, chcąc zająć się kwiatkami, on natomiast odwiesił kurtkę, ściągnął buty i poprawił ubranie, by prezentować się jak najbardziej schludnie.
Niesamowite, jak wiele wysiłku włożył w ten jeden wieczór...
Podążył jej śladami, a raczej za jej głosem. Stanął w progu kuchni i oparł się o futrynę, przeczesując włosy palcami i mierzwiąc je, by prezentować się jeszcze bardziej seksownie. Obserwował jej poczynania, dostrzegając w jej ruchach delikatną niezdarność wynikającą z wypicia alkoholu jeszcze przed jego przyjściem. Próbował po tym ocenić, w jakim stanie była Puchonka, lecz ogólnie rzecz biorąc trzymała się bardzo dobrze. Nawet biorąc pod uwagę kolekcję butelek z różnymi trunkami na blacie.
- Jasne - powiedział w odpowiedzi na jej propozycję, po czym zaczął powoli zmierzać w jej stronę. Nie mógł powstrzymać się od wyobrażania sobie sytuacji, w której wyciąga jej z rąk butlę z ginem i odkłada na bok, a ją samą sadza na blacie...
Zamrugał gwałtownie, gdy znalazł się bliżej, po czym cmoknął nieco zniecierpliwiony, zwilżywszy wargi językiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 580
  Liczba postów : 593
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Pon Lut 11 2019, 13:00

Gdyby miała w tym momencie być ze sobą samą szczera, w ogóle by nie zakładała, że tutaj chodzi tylko o seks i że o tym głównie myślał Franklin w tym momencie. Nie myślała, że zaproszenie kolegi od wspólnego latania na miotle do siebie do domu, propozycja napicia się jakiegoś alkoholu, równoznaczna jest z jakimiś uniesieniami cielesnymi. No dobra, może przez chwilę przeszło jej coś takiego po głowie, że może fajnie by było tego jednak spróbować, w końcu miała już 18 lat. Ale czy Franklin nadawał się do tego, aby być jej pierwszym kochankiem? Ciężkie do stwierdzenia, a w stanie, w którym obecnie się znajdowała, nie planowała zaprzątać sobie głowy takimi rzeczami.
Owszem, trzymała się bardzo dobrze. Zważywszy na fakt, że w ogóle alkoholu nie tykała, to nawet tak niewielka ilość, jaką zażyła, mogła wprowadzić ją w stan lekkiego upojenia. Zakładała, że tego wieczoru wypije więcej, o wiele więcej niż kiedykolwiek w swoim życiu. Ciekawe, jak bardzo źle miałoby się to skończyć...
Kompletnie nieświadoma myśli, które buszowały teraz w głowie Gryfona, uśmiechnęła się w jego stronę uroczo i wspięła na palce, aby sięgnąć do górnej szafki, celem wyjęcia jakiegoś szkła. Stanęła pewnie na swoich stopach, ze szklanką w dłoni i zaczęła odkręcać butelkę, aby nalać alkoholu. Niestety dla niej, nakrętka zapiekła się w jakiś dziwny sposób na szyjce, przez to musiała użyć znacznie więcej siły do odkręcenia jej. Kiedy w końcu jej się to udało, siła której użyła sprawiła, że trunek rozlał się majestatycznie po blacie, podłodze, po jej ubraniu i co gorsze, po ubraniu Franklina. Spojrzała na niego z lekkim szokiem w oczach, a jej usta mimowolnie ułożyły się w kształtne "o".
-Na Merlina... Franklin... przepraszam Cię bardzo! - zaczęła próbując samą dłonią jakoś pozbyć się plamy, która powstała na jego koszulce. Szło jej to raczej mizernie, więc nic dziwnego, że zarządziła: - Jeju, zdejmij to! Wypiorę to zaraz i za pół godziny będzie jak nowa! - kompletnie zapomniała o tym, że istnieje magia i jedno skuteczne zaklęcie mogłoby unicestwić to zdarzenie? Owszem, kiedy była w Londynie, zapominała o czarowaniu. Dlatego właśnie zaczęła "dobierać" się do chłopaka, aby pozbawić go koszulki. Musiała koniecznie pozbyć się tej plamy, nie wybaczyła by sobie, gdyby zapamiętał ją jako kompletną niezdarę. Na Merlina... Co za wstyd...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Franklin R. E. Eastwood

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Montrose
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 326
Dodatkowo : kapitan drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 369
http://www.czarodzieje.org/t16551-franklin-r-e-eastwood#456789
http://www.czarodzieje.org/t16592-franklin#458389
http://www.czarodzieje.org/t16602-franklin#458950
http://www.czarodzieje.org/t16586-franklin-r-e-eastwood#458218




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Wto Lut 12 2019, 12:52

Silvia była dziewczyną, która bardzo szybko wmaszerowała w życie Franklina. Może nie wywróciła go do góry nogami, lecz z pewnością ubarwiła, przez co pałał do niej pewnego rodzaju uczuciem. Czy był to szczyt romantycznych wyżyn, na jakie mógł się wznieść? Nie, jeszcze nie, za krótko się znali i choć czas, który ze sobą spędzili również nie miał imponującej długości, łączyła ich pasja, a to było dla niego naprawdę istotne. Zawsze gdzieś tam w duchu marzył o tym, by wybranka jego serca posiadała umiejętności gry w Quidditcha. Jego była dziewczyna stroniła od miotły, Silvię na miotle poznał. Może dlatego przez większość świąt nie mógł przestać o niej myśleć?
Poza tym żarty żartami, nie można zapomnieć o tym, że Franklin w istocie nie był wyłącznie nastawiony na seks. Podejrzewał taką możliwość i na nią również się przygotował, lecz jeśli wydarzenia tego wieczoru potoczą się innym torem, przecież nie będzie ani zły, ani smutny. Może odrobinę zawiedziony, ale kto by nie był - Silvia to dobra laska!
Zbliżył się jeszcze, chcąc zaoferować jej pomoc zarówno w wyjmowaniu szklanki, jak i odkręcaniu nakrętki, lecz ze wzroku dziewczyny wyczytał, iż lepiej będzie, jeśli po prostu zamilknie i poczeka. Podobała mu się ta jej niezależność i jakkolwiek chciałby u niej zaplusować wszelakimi ofertami pomocy, ostatecznie tylko uśmiechnął się i oparł się na łokciu o blat. Nim się spostrzegł, wysiłek Puchonki zaowocował oblaniem wszystkiego dookoła. Zamrugał gwałtownie, czując jak nagle koszula pod wpływem trunku oblepia mu ciało, po czym parsknął śmiechem.
- Wyluzuj, ej[ - powiedział, chwytając jej pracowite dłonie majstrujące przy guzikach jej koszuli. Gdyby tego nie zrobił, z prędkością światła pozbawiłaby go odzienia! Spojrzał jej w oczy, po czym rzekł odkrywczo: - Masz różdżkę. - On nie wiedział, jak to jest zapomnieć o magii, bowiem wychował się wśród samomyjących się naczyń, skrzatów domowych, fruwokwiatów i latających mioteł. Perspektywa ręcznego prania, czy jakiegokolwiek innego (nie znał się) wydawała mu się zabawna. - Ale skoro tak Ci zależy... - Przecież nie omieszka się popisać muskulaturą, prawda? Puścił jej dłonie i własnoręcznie odpiął ostatnie dwa guziki, po czym zsunął materiał z ramion, tym samym prezentując ciałko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 580
  Liczba postów : 593
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Sro Lut 13 2019, 13:04

Ten jeden, dosyć ważny szczegół jej umknął, kiedy to postanowiła wyczyścić ubranie Franklina: miała różdżkę i całkiem nieźle potrafiła jej używać. Ale dopiero kiedy Eastwood powiedział jej o tym fakcie, dwie szare komórki w jej mózgu się spotkały i poinformowały, że faktycznie, mogła użyć do tego celu różdżki i na pewno byłaby to skuteczniejsza metoda, niż mugolska na wyczyszczenie odzienia. To wszystko sprawiło (no dobra, jego dłonie zaciskające się na jej własnych też miały w tym lekki udział), że Silvia zatrzymała się w momencie z konsternacją wymalowaną na jej twarzy. Tylko że ta konsternacja chwilę później zaczęła zamieniać się w zażenowanie, co objawiło się pięknym różem na jej policzkach.
- F...f...fakt. - zająkała się, cofając swoje dłonie. Dopiero w tym momencie pomyślała, jak to musiało wyglądać z jego strony. Jakby szukała byle jakiego pretekstu, aby tylko go rozebrać. Na Merlina, co też ona najlepszego wyprawiała w tym momencie...
Franklin chyba dokładnie to sobie pomyślał, o co ona go podejrzewała, bo nie minęła chwila, a on dokończył jej dzieło. Po chwili jego koszula leżała sobie luźno na ziemi, tuż obok jego stóp, ale dla Włoszki kompletnie nie miało to żadnego znaczenia. Jakimś dziwnym trafem nie mogła oderwać wzroku od jego klatki piersiowej. To chyba pierwszy raz, kiedy widziała jakiegokolwiek mężczyznę tak roznegliżowanego. Oczywiście, widywała coś podlonego wcześniej, ale nie w takim kontekście. Wychowała się w miejscu, gdzie plaża i woda były na porządku dziennym. A tam przecież ludzie się rozbierali. Ale nigdy wcześniej żaden chłopak DOBROWOLNIE nie rozbierał się u niej w domu.
-Dolce Merlino...* - wymknęło się z jej ust, zanim zdążyła ugryźć się w język. Dopiero wtedy była w stanie oderwać swój wzrok od wiadomego miejsca i spojrzeć w oczy Franklina. Ten wyraz jego twarzy sprawił, że zrobiło jej się gorąco. Jakby uważał, że tylko ona jest najważniejsza w tym momencie. Zapomniała kompletnie o całym świecie. Chyba nawet zapomniała kim jest i jak się nazywa, bo po chwili pokonała niewielką dzielącą ich odległość i zaczęła całować chłopaka, zarzucając mu ręce na szyję. Kompletnie nie przejmowała się faktem, co robi i jakie może mieć to konsekwencje. Bardziej myślała o tym, jak cholernie pociągający był w tym momencie Franklin i skupiała na tym, by jej język idealnie zgrywał się z jego własnym.


Dolce Merlino ...* - słodki Merlinie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Franklin R. E. Eastwood

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Montrose
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 326
Dodatkowo : kapitan drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 369
http://www.czarodzieje.org/t16551-franklin-r-e-eastwood#456789
http://www.czarodzieje.org/t16592-franklin#458389
http://www.czarodzieje.org/t16602-franklin#458950
http://www.czarodzieje.org/t16586-franklin-r-e-eastwood#458218




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Sob Lut 16 2019, 02:11

Eastwood posiadał własną, pokrętną niekiedy logikę i w jego głowie zachowanie dziewczyny sprowadzało się do jednego - tak jej się podobał, że straciła wszelki rozum lub wystraszyła się, że ubrudzeniem mu ubrania straciła w jego oczach i przejęła się koszulą nadmiernie. Puchoni chyba też tak mieli, że troszczyli się o innych, a przynajmniej tak to sobie zawsze wyobrażał Franklin (dwie Puchonki dbające jedna o drugą na kanapie w zaciszu pokoju wspólnego sutereny to jedna z jego rozlicznych fantazji). Zaśmiałby się nawet w odpowiedzi, ale żaden chichot nie opuścił jego ust. Dziewczyna zdawała się być nieco zaskoczona, skołowana, jakby faktycznie było jej głupio, że w ogóle zaproponowała mu zdjęcie koszuli. A może to jej taktyka? Może wolała zgrywać niewiniątko, przyłapana na braku logiki w motywacjach do rozebrania go?
Niemniej jednak jego czyn wywarł na niej spore wrażenie. Wybałuszyła oczy, wpatrując się w jego młode, zadbane, wyrzeźbione sporą dawką ćwiczeń ciało, a sam Franklin w tym momencie wprost nie mógł się powstrzymać przez napięciem niektórych mięśni, by jeszcze bardziej odcinały się pod nieco śniadą skórą. Na jego twarzy pojawił się nikły uśmiech zadowolenia i pewnego rodzaju satysfakcji - czyż nie tego właśnie chciał? By go pożądała? By był dla niej pociągający? Czy nie tego oczekiwała od niego, zapraszając go w progi swojego mieszkania?
Silvia postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, przyciągając go do siebie i złączając ich usta ponownie w pocałunku, który teraz wręcz kipiał od namiętności. Gdyby Franklin wiedział, jak zadziała na nią widok jego półnagiego ciała, rozebrałby się już na boisku quidditcha. Objął ją ciasno ramionami, by przylgnęła do jego nagiej skóry, by poczuła bijące od niego ciepło. Odwzajemniał pocałunki z uczuciem, które jakby z nagła zaczęło się budzić w jego wnętrzu, rozpalając się żywym ogniem. Do tej pory nie zdawał sobie sprawy, jak mocno pragnął tej dziewczyny. Chwycił ją oburącz i podsadził na jeden z tych suchych blatów, by ich twarze zrównały poziom oraz by bezwstydnie wpakować swoje biodra między jej nogi, którymi pozwolił się objąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 580
  Liczba postów : 593
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Wto Lut 19 2019, 14:56

To wszystko działo się tak szybko. Dziewczynie wciąż szumiało w głowie, ale mało prawdopodobne aby dalej na wskutek spożytych procentów. To raczej nieznane do tej pory uczucia tak w niej buzowały i kompletnie nie zamierzały jej opuścić. Ten chłopak działał na nią cholernie mocno. Czuła się, jakby płonęła i on wciąż coraz mocniej podjudzał ten ogień, zamiast próbować go ugasić. To było wspaniałe uczucie. Tak skrajnie różne od tego, co znała do tej pory. Co miała okazję doświadczyć. Tutaj, z Franklinem, wszystko było proste, przyjemne, łatwe. Nie to, co z pewnym jednym dupkiem, który jakimś dziwnym trafem właśnie pojawił się w jej głowie na kilka sekund. Pozbyła się tej myśli jednak równie szybko, jak Franklin usadził ją na kuchennym blacie. Jakby instynktownie otuliła jego biodra swoimi udami, pragnąc, aby odległość między nimi jeszcze bardziej się zmniejszyła. Jakby mimowolnie jej palce zacisnęły się mocno na gołej skórze jego pleców. Dobrze, że paznokci nie miała jakichś cholernie długich, to mu przynajmniej ran nie zostawi!
Niby nie wiedziała, jak to wszystko powinno wyglądać, bo sama nigdy nie myślała nawet o seksie (no, myślała, ale nie o tym, aby miała go uprawiać...) ale wiedziona jakimś pragnieniem oderwała się od jego ust. Chciała zasmakować jego szyi. Złożyć na niej kilka pocałunków. Dlatego też zaznaczyła swoimi ustami ścieżkę na jego szczęce, prowadzącą właśnie do szyi. Bawiła się świetnie, kiedy pozwoliła sobie na podrażnienie jej delikatnie językiem. Czuła dziwne ciepło schodzące powoli z jej podbrzusza niżej i niżej. Na Merlina, ależ ją ten chłopak kręcił! Jaką cholerną miała ochotę pozbawić go wszystkich ciuchów i po prostu pozwolić na to, aby działa się wola Tych Tam Na Górze... Nie była w stanie po prostu myśleć w tym momencie o niczym innym jak o Franklinie, jego smukłych biodrach, szerokiej klatce piersiowej, silnych barkach. O tym, że cholernie chciałaby go zobaczyć nago, że sama chciałaby się przed nim rozebrać. Na Merlina, co się z tą dziewczyną działo...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Franklin R. E. Eastwood

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Montrose
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 326
Dodatkowo : kapitan drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 369
http://www.czarodzieje.org/t16551-franklin-r-e-eastwood#456789
http://www.czarodzieje.org/t16592-franklin#458389
http://www.czarodzieje.org/t16602-franklin#458950
http://www.czarodzieje.org/t16586-franklin-r-e-eastwood#458218




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Sro Lut 27 2019, 20:49

Dlaczego miałby gasić ów ogień?
Właściwe jego istnieniu było właśnie podjudzanie, rozpalanie, a następnie rzucanie się w takie płomienie "na pożarcie". Wrodzona odwaga, czy też raczej brawura, sprawiała, że dawał się porywać takim chwilom. Nieskrępowanie pchało go, by ustami jeszcze bardziej napierać na cudownie wilgotne wargi Silvii, dając jej tym samym przyjemność. Gdy odsunęła się, by pocałunkami znaczyć ścieżki po linii jego szczęki i na powierzchni skóry szyi, przymknął na moment oczy, jedną z dłoni wplatając w jej gęste, ciemne włosy. Opuszką kciuka przejechał delikatnie po jej uchu. Jej bliskość działała na niego wyjątkowo silnie, co niedługo mogło być i dla niej w pewien sposób wyczuwalne.
Blat kuchenny nie był jednak miejscem, na którym mogliby rozwinąć skrzydła, wobec czego podjął męską decyzję, by ponownie podnieść ją, dłonie umieszczając na jej pośladkach i przyciskając ją do siebie, gdy pokonywał tę zawrotną odległość między kuchnią, a kanapą w salonie. Oczy mu błyszczały z ekscytacji i gorąca, które biło z jego ciała, zupełnie jakby był żywym piecykiem. Odłożył Silvię delikatnie na kanapę, a potem już się nie patyczkował, pochylając się nad nią i całując ją namiętnie. Palcami jednej dłoni powoli zajął się jej bluzką, licząc na szybkie jej pozbycie się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 580
  Liczba postów : 593
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Pią Mar 01 2019, 23:34

Nie mogła mieć stu procentowej pewności, ale coś jej podpowiadało, że to, co robiła chłopakowi, sprawiało mu przyjemność. W końcu nie codziennie słyszało się taki pomruki jak w jego wydaniu. Dodatkowo, wcześniej żaden facet nie obejmował ją w ten sposób. Gdyby mu się nie podobało, czy robiłby coś podobnego? Dla niej odpowiedź była bardzo jasna i wyraźna. Co zaskakujące, jej samej te wszystkie czynności sprawiały bardzo dużo przyjemności. Każdy kolejny pocałunek składany na jego obojczykach, płatkach uszu, szyi sprawiał że czuła jeszcze większe podniecenie.
Nie wiedzieć kiedy, dłonie chłopaka znalazły się na jej pośladkach, a ona jakby instynktownie objęła go rękoma za szyję. Chyba jednak kuchnia nie była miejscem, które podobało się Franklinowi, skoro poczuła nagle pod swoimi plecami miękkie obicie sofy w salonie. Czując jego dłonie błądzące gdzieś w okolicach jej bluzki, uniosła delikatnie plecy do góry, aby pomóc chłopakowi zdjąć ją z jej ciała. I tak po chwili leżała pod nim na kanapie w samej bieliźnie, cholernie szczęśliwa z faktu, że pomyślała, aby dzisiaj założyć jakiś ładniejszy, ciemny komplet. Inaczej byłoby dosyć nieciekawie, gdyby Franklin zobaczył ją w jakichś babcinych pantalonach. Sama nie zamierzała pozwolić chłopakowi na to, aby pozostawał w tyle. No, albo chociaż aby wyścig był sprawiedliwy, o to zamierzała zadbać. Dlatego zaczęła szarpać się z jego klamrą przy pasku od spodni, z rozkoszą rejestrując, jak po chwili puszcza, dzięki czemu mogłaby opuścić jego spodnie po prostu na ziemię. Tylko... no właśnie... Czy na pewno chciała to zrobić? Jakiś cichy głosik zaczął szeptać w jej głowie dziwne słówka. Był natomiast skutecznie zagłuszany przez pożądanie i słodkie usta Franklina wciąż i wciąż dające jej nowe partie rozkoszy. Ale czy na pewno chciała dzisiaj stracić dziewictwo? Czy Franklin był odpowiednim do tego mężczyzną?
-P...p...poczekaj chwilę. - wyszeptała, delikatnie acz stanowczo odpychając swoimi dłońmi chłopaka od siebie. W tym momencie jakoś niekomfortowo czuła się z faktem, że przez cienki, koronkowy materiał bielizny prześwitywały jej sutki. -Franklin, ja... - ale nie wiedziała, co powinna właściwie powiedzieć. Stchórzyłam? Rozmyśliłam się? Niepotrzebnie Cię nakręcałam? Jednak nie chcę się dzisiaj z Tobą kochać? Chcę, żeby ten pierwszy raz coś znaczył? Naiwna jesteś... podszeptywał głosik. Ale przecież... Franklin na pewno zrozumie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Franklin R. E. Eastwood

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Montrose
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 326
Dodatkowo : kapitan drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 369
http://www.czarodzieje.org/t16551-franklin-r-e-eastwood#456789
http://www.czarodzieje.org/t16592-franklin#458389
http://www.czarodzieje.org/t16602-franklin#458950
http://www.czarodzieje.org/t16586-franklin-r-e-eastwood#458218




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Sro Mar 13 2019, 16:56

Choć Franklin posiadał znacznie więcej doświadczenia niż Silvia, sam przed sobą musiał przyznać, że TAK przy dziewczynie jeszcze nie miał okazji się czuć. Wszystko to, co działo się teraz między nimi, nakręcało go podwójnie i nie miało to związku wyłącznie z fizycznością. Na gacie Merlina, on naprawdę lubił tę dziewczynę! Może jeszcze nie tak bardzo, jak lubi się, czy też kocha, życiową partnerkę, ale było to uczucie zdecydowanie silniejsze niż takie, na które zasługiwałaby jedynie koleżanka z drużyny. Nie potrafił go jeszcze zdefiniować i szczerze mówiąc - nie miał do tego głowy. Zajął się całowaniem Puchonki, dotykaniem jej ciała, rozbieraniem jej...
Może robili to wszystko za szybko? Wszak nie znali się od dawna - ale czy czas kiedykolwiek był dla niego wyznacznikiem słuszności łóżkowych przygód? Nie. Ona też zdawała się tego pragnąć. Odwzajemniała pieszczoty, odpowiadała westchnieniami i jęknięciami, które dodatkowo rozpalały i tak wrzące z gorąca ciało Gryfona. Ba, sama podjęła inicjatywę, by pozbawić go większej ilości ubrań, czemu przystał, wszak nie wstydził się niczego.
Delikatne acz stanowcze odepchnięcie sprawiło, że otworzył oczy i obrzucił ją bardzo zdziwionym spojrzeniem.
- Coś nie tak? - zapytał, mimowolnie wodząc wzrokiem po jej ślicznej buzi i ciele odzianym w seksowną koronkę. Oblizał zaczerwienione od namiętnych pocałunków wargi i wbił w nią spojrzenie, które mówiło jedno - "kiedy wrócimy do tematu?".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 580
  Liczba postów : 593
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Sro Mar 20 2019, 14:00

Czy ona miała kiedyś okazje czuć coś podobnego, jak teraz w tej sytuacji z Franklinem? Chyba tak. Chociaż alkohol wciąż szumiący w jej głowie, jakby go znalazło się tam zdecydowanie za dużo, skutecznie utrudniał skupienie się na tym. Kierowała się własnymi pragnieniami w tym momencie, nie do końca przejmowała się uczuciami, bądź tym, co Franklin mógłby o niej pomyśleć. To chyba zdecydowanie można było zgonić na ten alkohol. Nabrała znacznie więcej odwagi niż te ilości, o które w ogóle siebie podejrzewała, że je posiada.
Jednak coś w jego spojrzeniu, kiedy poprosiła go o chwilę przerwy, dało jej mocno do myślenia. Wyglądał tak, jakby w ogóle nie brał pod uwagę faktu, że ona może jednak nie chcieć. Że coś mogło sprawić, iż jej nastawienie się zmieniło. W końcu nigdy nie zakładała, że będzie dzisiaj spać z tym Gryfonem. Liczyła na fajny wieczór, w przyjaznej atmosferze. I chyba naprawdę nie była gotowa na to, czego on od niej oczekiwał.
Chyba właśnie sobie to zbyt boleśnie uświadomiła.
Delikatnie zaczęła podnosić się do pozycji na wpół siedzącej, niekoniecznie chętna do tego, aby na niego patrzeć. Czuła, jak na jej policzkach pojawia się róż, który nie miał nic wspólnego z podnieceniem, które jeszcze nie tak dawno szalało w jej ciele. Ono ewidentnie świadczyło o jej zażenowaniu całą tą sytuacją. Ale to się wszystko popieprzyło...
-Franklin, ja nie chcę tego robić - powiedziała cicho, przenosząc wzrok na jego twarz i odpowiednio akcentując jedno, bardzo kluczowe słowo. Dla niej to w żaden sposób nie podlegało w tym momencie dyskusji. Miała w sobie resztki jakiejś samokontroli, która wyraźnie dawała jej znać, że nie powinna tego dzisiaj robić. Nie była na to gotowa. - To znaczy... - zaczęła, jakby czując potrzebę wytłumaczenia się ze swoje decyzji i jednocześnie przeczesując zmierzwione włosy dłonią. -Nie zrozum mnie źle... ale ja po prostu... -delikatnie przygryzła dolną wargę, rozglądając się wokół, jakby jakiś mebel miał jej podpowiedzieć słowa, których powinna teraz użyć. -Lubię Cię. Ale nie chcę tego dzisiaj robić. Nie chcę się spieszyć. - znów wróciła wzrokiem w stronę Gryfona, niezmiernie ciekawa reakcji na jej słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Franklin R. E. Eastwood

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Montrose
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 326
Dodatkowo : kapitan drużyny Quidditcha
  Liczba postów : 369
http://www.czarodzieje.org/t16551-franklin-r-e-eastwood#456789
http://www.czarodzieje.org/t16592-franklin#458389
http://www.czarodzieje.org/t16602-franklin#458950
http://www.czarodzieje.org/t16586-franklin-r-e-eastwood#458218




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   Sob Mar 23 2019, 23:14

Franklin nie potrzebował alkoholu, by szumiało mu w głowie z pożądania. Jednocześnie chyba zapomniał już w tym wszystkim, że Silvia się procentami już napoiła. Jakoś tak nie przyszło mu do głowy, że odwaga, z jaką oddawała jego pocałunki, z jaką pozwoliła rozebrać siebie czy też jego niekoniecznie płynęła z jej wnętrza. Czy też raczej niekoniecznie była jej prawdziwą intencją. On już się uruchomił, odpalił się i płonął jak pochodnia, gotów niemalże na wszystko. Spojrzeniem łaknął dalszej bliskości, dotykiem żądał więcej, napięciem szczęki obwieszczał delikatnie drzemiącą w nim niecierpliwość. Czy brał pod uwagę fakt, iż mogła nie chcieć robić tego kroku dalej? No jakoś tak nie - bo przecież sama zaczęła, prawda? Zaprosiła go do siebie, poleciła mu rozebrać się pod doprawdy głupim pretekstem, rzuciła mu się na szyję i wbiła w usta z namiętnym pocałunkiem, jakby pragnęła jego i tylko jego. I choć pieszczota przedłużała się, dopiero teraz postanowiła zaprotestować.
Wciąż jeszcze ciężko oddychał, gdy zaczęła się spod niego gramolić. Z nieco kwaśną miną odsunął się, wyczekująco patrząc na nią i szukając w jej oczach czy też ruchach jakiegokolwiek wyjaśnienia. Co się stało, iż ów czar prysł bezpowrotnie? Co zrobił nie tak albo co jej nie pasowało?
Odmowa była policzkiem. Nie jakimś silnym; nie takim, po którym musiałby zbierać się godzinami. Niemniej jednak bolała, bowiem była... Nieoczekiwana? Niechciana? Niezadowolenie wyraźnie wymalowało się na jego twarzy. Ściągnięte na moment brwi świadczyły o tym, iż zasłyszane słowa nie były tymi, których się spodziewał.
- Nie chcesz? - zapytał, jakby nie zrozumiał. Jak to nie chce? - Nie chcesz się spieszyć? Co? - powtórzył, ponownie marszcząc brwi, jakby mówili w dwóch różnych językach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Mieszkanie Valenti   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie Valenti

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Świstokliki
 :: 
Mieszkania
-