Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sklep odzieżowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2467
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1780
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Sklep odzieżowy   Czw Sie 09 2018, 00:21


Sklep odzieżowy

Zwyczajny sklep, mieszczący się w drobnym budynku - właścicielami są czarodzieje o silnie mugolskich korzeniach; stąd - lokalizacja wśród niemagicznej dzielnicy. Handlują ubranami - które można by uznać jako uniwersalne; ponadto, oferują również pomniejsze usługi krawieckie.

______________________

it has been destined
to fail
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2467
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1780
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep odzieżowy   Czw Sie 09 2018, 00:28

Nadciągał skwar.
Emanujące o stosunkowo wczesnej godzinie ciepło było zaledwie preludium - zdołał przywyknąć do swoistego rytmu złocistych, spuszczanych na ląd promieni - z nieustępliwej tarczy, rozświetlającej błękit. Kolorowe szeregi kamienic przesiąkały tą aurą - przesiąkało nią wszystko, jednomyślnie kamienne mury rozprowadzały spotęgowaną dozę gorąca, przyprawiały o duszność, smagały membranę skóry o załamanej nieco bladości. Daniel Bergmann nie znosił się bowiem opalać - wolny czas spędzał z książką bądź - w obecności przyrody, ewentualnie przychylnych osób jak Matthew, z którym zmuszony był (preferował samotność) dzielić obecnie pokój. Nie wystawiał samego siebie przesadnie na dotyk górującego ponad głowami słońca - wręcz przeciwnie, najczęściej skrywał się w cieniu, przyjemnej, częściowej oazie; rzucaną na ziemię chłodną, spłaszczoną formą.
Obecny dzień - stanowił przymus do skierowania kroków, dokładnie w stronę odzieżowego sklepu; część niefortunnych zdarzeń, wypadków, okradała mężczyznę z zasobów swych ulubionych koszul. Nie miał zbyt wiele luźnych oraz zarazem wpasowujących się w rolę nauczyciela i opiekuna elementów odzienia; niestety. Kiedy wkroczył do środka - kilka zwiewnych, zarówno kolorowych jak skromnie, zwyczajnie białych, poszukiwanych ubrań, przykuła jego uwagę - bez większych wahań, porozglądał się jeszcze oraz zadecydował najbardziej interesujące przymierzyć. Zasłona ustąpiła, odgradzając Bergmanna chwilowo we własnym świecie; świecie rytuału chwilowej zmiany, zapinania guzików oraz przyjrzenia się wreszcie samemu sobie. Nie był największym miłośnikiem zakupów, chociaż - dbał o siebie, nie dało się owej tezie zaprzeczyć. Była to dbałość w typowo męski, nieprzesadzony sposób; poszukująca pewnego złotego środka. Swą powierzchowność dostosowywał - rzecz jasna - do sytuacji; starał się nie popadać z jednej skrajności w drugą, następującą skrajność. Wyszedł już z przymierzalni, aby obejrzeć całą sylwetkę w większym i dogodniejszym lustrze - kilka rzuconych spojrzeń, w stronę własnego odbicia - aby utwierdzić siebie w konkretnym wniosku.
- Za duża - mruknął, cicho - wyłącznie do siebie samego - zdecydowanie korzystniej prezentował się w bardziej dopasowanych strojach. Jego szczupła sylwetka - przypominała niekiedy wieszak dla nałożonego ubrania - jeśli nie było dobrane wedle właściwego poczucia.

______________________

it has been destined
to fail
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 740
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 612
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep odzieżowy   Pią Sie 10 2018, 12:09

Przewidywania znalazły swoje potwierdzenie: nadszedł skwar.
Był to dopiero drugi dzień jego idiotycznego zakładu z przyjaciółmi, toteż Liam, niedoświadczony cierpieniem gorąca, porwał się na spacer po meksykańskim mieście, łudząc się, że na pewno wytrzyma ten upał. Przekroczenie czterdziestej kreseczki od zera na termometrze i ciemny, dopasowany garnitur? No przecież co może pójść nie tak?
Na przykład: wszystko.
Chociaż humor miał nie najgorszy po przezabawnych wyznaniach miłosnych, które podejrzał podczas odczarowywania ksiąg w bibliotece, to teraz powoli zaczynał mu spadać. Był beznadziejnym miłośnikiem dobrej prezencji, więc oczywiście nie poluźnił sobie nawet krawata, gdy tak szedł uliczką w pełnym słońcu, a marynarka niezmiennie pozostawała mu na grzbiecie – ani myślał jej zdejmować. Zauważył, że zaszył się w jakiejś mugolskiej dzielnicy, toteż pożegnał się ze swoją ostatnią deską ratunku – zaklęciami chłodzącymi. Z cierpiętniczym westchnięciem uznał więc, że pora wykorzystać jakąś niemagiczny metodę na obniżenie temperatury ciała. Takim oto sposobem wylądował przed pierwszą lepszą budką z lodami. Zadowolony zamówił sobie ze trzy gałki… i wszystkie trzy zgodnie wylądowały mu na ubraniu… a przecież nie rzuci Chłoszczyść na środku mugolskiej ulicy…
… ale! Postarał się znaleźć plusy całej sytuacji: miał teraz dobry pretekst do wydania pieniędzy na nowe ubrania. Nie, żeby już nie miał rozepchanej do granic możliwości szafy, no skąd. Oczywiście, mógł się zawrócić, pójść do pensjonatu i tam przebrać, ale nie oszukujmy się. Liam miałby nie skorzystać z okazji na zakup ciuszka?
Wchodząc do sklepu natychmiast poczuł się jak lwica na polowaniu, od razu zaczynając wychwytywać co modniejsze kąski do zarzucenia na grzbiet. Nazbierał tak dużo szmatek, że ich ilość ledwie mieściła mu się na rękach, a już na pewno przysłaniała mu pole widzenia… i tym oto sposobem spowodował małą stłuczkę.
Wpadł na stojącego przed lustrem Daniela, wypuszczając z palców wszystkie wyżej wymienione koszule i marynarki i odbijając się nieco od samej jego sylwetki. Jęknął cicho z żalem spoglądając na porozrzucane rzeczy, zaraz kucając i zabierając się za zbieranie.
- Ojej… najmocniej pana przepraszam! Chyba za dużo sobie wziąłem, choć przyznam, że nie mogłem się powstrzymać: za dużo tu tych koszul! Mam nadzieję, że nic panu nie-… - roztrajkotał się w swoim zwyczajowym stylu, dopiero teraz unosząc głowę ku górze i rejestrując z kim miał do czynienia. Wybałuszył oczy i rozdziawił delikatnie buzię, czując jak policzki najpierw gwałtownie mu bledną… a później czerwienieją. O Merlinie… o rany.. o nie.. aaaaaaaaaa. Chciał się zapaść pod ziemię. Na domiar złego tak przestraszył się widoku Daniela, że z klęczek… poleciał na tyłek, jakby próbował od niego odskoczyć, dość gwałtownie okazując zaskoczenie jego widokiem. – P-Profesor Bergmann?! – wyglądał na absolutnie zażenowanego. Natychmiast zaczął przypominać sobie jakie bzdury nawypisywał do niego w omyłkowym liście… coś o tyłkach chłopców z drużyny Quidditcha, coś o tym, że miał nudne zadania domowe, sugerował, że jest zauroczony w Morrsie, paplał coś o gejowskich różdżkach… chciało mu się krzyczeć. Jeszcze musiał oczywiście upaść tak, żeby głową być na wysokości jego „różdżki”. Wspaniale.
Natychmiast wstał, chwiejnie i niezdarnie. – E-em-…! Ach! Przepraszam za wpadnięcie na pana! - powiedział aż za szybko nawet dla siebie. Panika. Panika. Panika. Daniel powinien kojarzyć Liama z lekcji. Chłopak uwielbiał transmutację i zawsze wydawał się raczej pociesznym uczniem. Uczył się, starał, a przy tym non stop chodził uśmiechnięty. Był grzeczny, a jeżeli już przeszkadzał na lekcji to zawsze z powodu swojego gadulstwa, choć jedno zwrócenie mu uwagi zazwyczaj działało. Zupełnie nieszkodliwy szczeniak… a teraz zachowywał się tak, jakby co najmniej wpadł na Bergmanna pod prysznicem. Liam czuł się podwójnie zestresowany. Raz, oczywiście z powodu listu, dwa… że jakimś dziwnym sposobem, stojąc tak blisko niego, niekoniecznie chciał odwracać od niego wzrok. – Nie spodziewałem się pana w tym miejscu… zakupy? Ahah… mają fajne promocje w tamtej początkowej alejce, ale w sumie pana wybór koszuli był równie świetny. – roztrajkotał się na pełnym stresie. – Tylko tak, ta jest za duża… i w sumie muszę przyznać, że wolę pana w jaśniejszych odcieniach… ładnie podbijają pana kolor oczu. – co. Co ty gadasz, Liam. Chyba zaczynał nieco dygotać, nie rozumiejąc skąd to nagłe zainteresowanie osobą Daniela… odwrócił speszony wzrok, drapiąc się po karku. – Ale każda inna też wygląda na panu super! – okay, teraz chciał się zabić. Najgorzej, że im dłużej tak przed nim stał, zestresowany i wlepiony w niego jak w obrazek, tym bardziej było mu głupio nie za ten nieszczęsny list… a za to, że miał brudną marynarkę i źle się przed nim prezentował.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2467
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1780
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep odzieżowy   Nie Sie 12 2018, 09:45

Podobnie się nie spodziewał.
Nie spodziewał się nawet - rozmazanego zarysu, prezentującej się z niewątpliwym rozmachem, ogarniającej ich sytuacji; nie spodziewał się tak bliskiego spotkania którejś z zapamiętanych twarzy. Los jednak - na ścieżce prowadzonego życia - przybierał postać prześmiewczą, szyderczo rechotał nad komplikacją ludzkich, ciągnących się egzystencji, w okrucieństwie, ironii - albo obydwu razem - splatał coraz to wymyślniejsze pułapki otaczających absurdów. Przyodziany garnitur wydawał się nie pasować (aczkolwiek równie, nieadekwatnym byłoby zapytanie dlaczego? zdecydował się go założyć), zaś skazą na elegancji była powstała plama. Oczywiście - rozpoznał oblicze, z rozsypanymi na nosie przebarwieniami piegów - identycznie skonsternowane (a może bardziej?) od jego; nawet, jeśli Puchoni nie byli w oczach Bergmanna najbardziej absorbujący, potrafił przywołać imię oraz nazwisko. Nie doceniał on, owszem, przedstawicieli nadmienionego domu - pracowitych, pogodnych i sprawiedliwych, jeśli wyłącznie wierzyć upodobanym cechom. Rivai nie dołączał do grona uczniów - którzy to wymagali natychmiastowych reakcji; był pilny, utalentowany i znacznie prędzej otrzymywał pochwały, wieńczone w ostateczności subtelnym, zadowolonym uśmiechem. Co zabawne! Daniel Bergmann, nie przykładał ogromnej wagi do nieszczęsnego wypadku z listem; ba, w pierwszych linijkach wszystko pozostawało jasne - był niepoprawnym odbiorcą. Nie przetrzymywał tej wiadomości - bez większych wahań przekazał adresatowi. Jego prywatna opinia o tej personie nie miała w tym oczywiście czegokolwiek do rzeczy; prędko otrzymał właściwą formę zadania i nie poświęcił zgrzytowi żadnej z kąśliwych uwag. Nietrudno zaprzeczyć - sam w sobie, Bergmann - był prędzej małomówny, poniekąd okrywający się tajemnicą - niczym chroniącym płaszczem - nie powinna więc dziwić spuszczona zasłona milczenia. (Tak naprawdę, w większości kwestii podążał czystym, przemawiającym w nim egoizmem.)
Słowa rozchodziły się - jedno za drugim; niefortunne zdarzenie jakby uruchomiło kaskadę werbalizacji, idąc od toru nieświadomości - po sprawiającą policzek świadomość, kogo naprawdę spotkał. Wyrwany z objęć skupienia mężczyzna, przez moment wyłącznie przywrócił ostoję zachwianej - przez krótki moment - równowagi (całe szczęście, powstrzymał spontaniczną opinię patrz, jak leziesz, uformowaną w głowie). Był przeciwieństwem - obecnie, przeciwieństwem milczącym, cierpliwym słuchaczem całego, spontanicznego wywodu.
- To nic - usiłował załagodzić wypadek; dłoń zacisnęła się na wieszaku jednej z pobliskich koszul - podał ją Liamowi, ułatwiając przynajmniej w ten drobny sposób zaprowadzenie porządku. Dziwne. Naprawdę dziwne. Nieświadomość oślepiała Bergmanna - mimo, że intuicja znowu podniosła się, niebywale czujna, sama nie potrafiła uzyskać niezbitych - wyraźnych wniosków. Lękał się jego, zdenerwowanej reakcji? Próbował się przypodobać, aby uniknąć gniewu? Wolał zakończyć - wyjść jak najprędzej z bagna zażenowania oraz poniekąd wstydu. Prawdę mówiąc, ciemne koszule też lubił.
- Nie przesadzajmy - postanowił zakończyć, z lekko serdecznym, rozpogodzonym wyrazem twarzy. Przekonującym. - Planuję wziąć tylko jedną. - Nie miał zamiaru robić przesadnie wielkich zakupów - przyszedł tutaj, aby wzbogacić jedynie swój zasób, uszczuplony ostatnio przez różne, niefortunne wypadki. Odsunął się - udostępnił dość wąskie przejście dla ucznia - w końcu, zjawił się tutaj w podobnym celu. Zachęcił jego spojrzeniem, wymownym, wyczekującym.
- Druga przymierzalnia jest wolna - oznajmił. W kilku sekundach spóźnienia, nagle się zreflektował - tak, Rivai był cholernie obładowany tym wszystkim. - …potrzebujesz pomocy? - postanowił zapytać; w dużej mierze - dla własnego spokoju. Limit dziwacznych zajść oraz rozmów wydawał się wyczerpany.
Wydawał.

______________________

it has been destined
to fail
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 740
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 612
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep odzieżowy   Czw Sie 16 2018, 11:42

Paplał bez sensu, nawet sam nie wiedział po co. Znaczy – nie oszukujmy się – trajkotanie nie było w jego przypadku niczym nadzwyczajnym, bo dzieciak uchodził za wyjątkowo rozmownego nawet w oczach osób, które niespecjalnie utrzymywały z nim kontakt. Gdyby nie zaliczył ciągu niefortunnych zdarzeń z profesorem Bergmannem w roli głównej, to najpewniej również by go trochę zaczepił, z pewnością przywitał bez krzty stresu z głupiutkim uśmiechem, bo „ojej, wpadłem na pana”, a później poszedł w swoją stronę nieprzejęty całym zajściem, tocząc swój dalszy puchoni żywot w spokoju.
Ale nie. Dzisiaj tak nie miało być.
Oczywiście dalej nękał go ten list, bo doskonale wiedział jakie bzdury tam nawypisywał. Adresatem był Mefistofeles, więc chłopak tym bardziej w niczym się nie hamował, czując się w jego towarzystwie na tyle swobodnie, by bezwstydnie wypominać o tyłkach, tęczy czy innych przystojnych osobistościach w Hogwarcie. Nawet nie zakładał takiej możliwości, by Bergmann mógł po prostu nie przeczytać jego wiadomości. Szczerze mówiąc, chyba sam Liam miałby dylemat moralny, bo jednak ciekawość piekłaby mocno, nawet jakby wyraźnie zobaczył, że pierwsza apostrofa zwraca się nie do niego. I pewnie posłuchałby tego diabełka na lewym ramieniu, strącając aniołka z prawego i wziął się za prywatną korespondencję, czując się później brudniejszym na duszy o jeden grzech więcej. Przecież zrobił coś podobnego nawet dzisiaj – przeczytał te miłosne wiersze w jednej z ksiąg, choć był absolutnie pewien, że nie był ich odbiorcą. Chociaż w tym przypadku nie nękał go jakiś wielki wstyd… te poematy były zbyt chyba zbyt zabawne.
No właśnie, te poematy. Gdyby Liam wiedział, że to właśnie ciekawość, która skłoniła go do zapoznania się z romansami nieznanych mu osób, była głównym powodem jego dziwnego samopoczucia w chwili obecnej, najpewniej już dawno splunąłby sobie w brodę… nie miał zielonego pojęcia, że właśnie w momencie wpadnięcia na nauczyciela transmutacji subtelne działanie eliksiru miłosnego uaktywniło się na tyle, by sprawić chłopakowi  jeszcze więcej krępacji tym spotkaniem. Przecież mógł sobie już pójść… pożegnać się, ewentualnie życzyć miłych zakupów i zwiać, skoro wyraźnie nie czuł się w jego obecności zbyt komfortowo. Niestety… Liamowi widok Bergmanna, jakkolwiek nie sprawiał, że zaciskał mu się żołądek, a policzki nieco czerwieniały, po prostu się podobał. Nie chciał kończyć tej rozmowy.
- Um.. dziękuję! – powiedział niemal od razu, gdy mężczyzna podał mu wieszak z koszulą. Od razu przełożył ją sobie przez rękę, wiedząc, że miał jeszcze z piętnaście innych, które musi jakoś na tych dłoniach pomieścić. Ponura perspektywa, ale kto by się smucił, gdy chwile później Daniel przybrał na twarz bajecznie sympatyczny wyraz? Taki podobał mu się zdecydowanie bardziej. Może niekoniecznie rozluźniał, ale dawał nadzieję, że nie było między nimi bardzo źle. – Och, tylko jedną? – zerknął na stos swoich zdobyczy. – Mój portfel szczerze by mi podziękował, gdybym ja też ograniczył się wyłącznie do jednej sztuki. Ale rzeczywistość chyba będzie inna. – rozgadał się, trochę folgując. Stres nieco z niego zszedł, a na twarzy przybrał nieco szczerszy uśmiech. – Zapowiada się, że będę chodził podobnie ubrany przez najbliższy tydzień – wskazał na swoją marynarkę i krawat – więc dobrze byłoby porobić zapasy. – Daniel nie musiał wiedzieć, że szafa Liama już była przepełniona tego typu fatałaszkami. – A że nie umiem jeść lodów i już zdążyłem pozbawić się jednej z nich…
Aż czuł potrzebę wytłumaczenia się, dlaczego był ubrudzony. Jeszcze Bergmann by pomyślał, że to nie przypadek, a Liam po prostu tak wyszedł z pokoju.
„…potrzebujesz pomocy?”
Uśmiechnął się szeroko, paradoksalnie starając się szczerzyć jak najsubtelniej.
Oh, ależ on bardzo chciał pomocy. Byleby tylko cieszyć się jego towarzystwem i patrzeć na niego odrobinę dłużej.... i poniekąd chciał po prostu pomocy-pomocy. Sam się nie zabierze.
- W zasadzie, bardzo bym poprosił... – przytaknął, a później bezmyślnie rzucił kolejny temat do rozmowy. – Kupuje pan koszulę na jakąś wyjątkową okazję? Może panu coś doradzić? Nie żebym uważał się za specjalnego eksperta, ale trochę znam się na modzie. Wybiera się pan na randkę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2467
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1780
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep odzieżowy   Wto Sie 28 2018, 21:10

N i e w i e d z a -
- jest słowem-kluczem w dzisiejszym zrządzeniu losu. Jest niesłyszalnym chichotem sił niezależnych, mimo potęgi (?) człowieka ujawniających swe wpływy; kpi z nich, kpi nieustannie - jakby uznając zachwale podlegające istnienia za marionetki - tańczące zgodnie z zadrżeniem sznurków. Daniel Bergmann potrafi - wybitnie się doszukiwać metafor; owym razem, jednakże - w swojej diagnozie jest beznadziejnie bezsilny. Słabość zaciska nań swoje macki - któż przecież, o zdrowych zmysłach, bez prześladowczej manii opętującej umysł - podejrzewałby dość niezwykłe w swej banalności - zauroczenie, inicjowane poprzez opary mikstury? Daniel Bergmann znał doskonale zauroczenie wśród kobiet - niekiedy był w stanie czytać jak z oczywistych książek, otwartych przed nim swą naiwnością; sprawa w przypadku płci identycznej wzmagała się w swej przeciwnej metamorfozie. Był najzwyczajniej ślepy; wysycający się aż po brzegi niewiedzą - w stosunku do wywieranych efektów; zazwyczaj uzyskiwanych świadomie. W owym przypadku, Daniel Bergmann był ślepcem, wiodącym ich nieuchronnie przed samo oblicze zguby.
Nie ustawał w swej drodze - acz nie wydawał się w pospolitym spotkaniu zmienić, balansując przy lekkiej, niewydającej się przymuszoną uprzejmości, spowijającej jego nauczycielską postać.
- To spore poświęcenie - skomentował wyłącznie fakt podjętego wyboru; garniturowego wyzwania - jak mniemał, musiało być to pokłosie zakończonego fiaskiem zakładu; inaczej - całość działania byłaby idiotyzmem. Idiotyzmem - oczywiście dopasowanym pod bezlitośność upałów, spływającego z nieba, nieustannego gorąca, rozgrzanych, upadających promieni światła. Nie pomagałby nawet ochładzający deser.
- Poszukuję czegoś przydatnego na dłużej - odpowiedział, pośrednio negując potrzebę wynikłej randki. Podczas wakacji - wręcz przeciwnie, ograniczał on nici łączących go, mniej albo bardziej zażyłych kontaktów. Nie chciał, ażeby liczna, racząca się odpoczynkiem za granicami wyspy - społeczność uczniowska - także społeczność nauczycieli - posiadały pojęcie na temat szczegółów czysto prywatnych, nakreślających dokładny kształt życia. W oczach każdego był kawalerem; zatwardziałym - jak dotąd - oraz prócz powiązania (już nieobecnego) z dawną nauczycielką astronomii, nic więcej nie wskazywało na zmiany.
- Powinieneś się skoncentrować na sobie. Masz znacznie więcej do rozpatrzenia - zachęcił - oferującego swoje doradztwo Puchona; zdarzenie tego gatunku zdawało się Bergmannowi kompletnie nienaturalne. Był całkowicie świadomy nakreślonego dystansu - pomiędzy nauczycielem a uczniem; w oczach zdecydowanej większości jego widok i towarzystwo - poza murami szkoły - byłyby zbędnym i niepoprawnym przymusem (o ile zdołały zaistnieć przez najzwyklejszy przypadek). W związku z tym, swoje usuwanie się - delikatne - interpretował w ramach sprzyjającego ukłonu - w kierunku obopólnych korzyści.
Spisywał się - niemniej jednak - z uczynionych obietnic. Wdzięcznie pochwycił część ubrań - wypełniał deklarację pomocy - oraz odsunął zasłonę prowadzącą do znajdującej się nieopodal przymierzalni.
Jak bardzo nie wie. Jak beznadziejnie.
Zatrzymuje się wkrótce - w klaustrofobicznej przestrzeni, dzierżąc wciąż kandydatów na nowe nabytki koszul.
- Położyć tutaj? - pytanie rozbrzmiewa miękko w ograniczonej przestrzeni; jeszcze nie czuje ograniczenia, jeszcze nie zdaje sobie sprawy - jak prosty gest zwodzi ich i ustawia zbyt blisko. Nie wie, jaki narzuca dyskomfort, tworząc subtelny powiew ocieplonego powietrza - wymykający się z jego nozdrzy. Dystans był zawsze względny.
Dystans - nie zależał owym razem od niego.

______________________

it has been destined
to fail
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Sklep odzieżowy   

Powrót do góry Go down
 

Sklep odzieżowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sklep z protezami
» Sklep z drobiazgami
» Sklep Gaya
» Sklep spożywczy.
» Rezultaty śmietniska mass mediów.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Meksyk
 :: 
Miasteczko
-