Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Zmurszałe myśli

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Zmurszałe myśli   Sro Sie 08 2018, 02:33


Retrospekcje

Osoby: @Marceline Holmes & Riley Fairwyn
Miejsce rozgrywki: Hogwart, dział ksiąg zakazanych
Rok rozgrywki: połowa marca 2018 roku
Okoliczności: Jak wiele potrzeba, aby dwoje nienagannych uczniów złamało w przeciągu kilku minut cały komplet szkolnych zasad? Cóż, jak widać, wystarczy wymienić kilka listów...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Zmurszałe myśli   Sro Sie 08 2018, 03:16

Zmurszałe słowa, porastające papier czarnymi pętlami blaknącego atramentu, odbijały się nieustannym echem w mojej głowie. Pamiętałem je nieomal tak dobrze, jakbym nigdy stąd nie wychodził. Powracając, naznaczały ten cichy wieczór odbiciem dawnych, nadal tak samo podniecających emocji. Ekscytacją, nieodłącznie u mnie związaną z perspektywą złamania kilku nieznaczących wiele zasad, tak pogłębioną od czasu, gdy otrzymałem oznakę świadczącą o mojej prefekturze. Wąskie zaułki pradawnej wiedzy, szczyty bluźnierczych ksiąg - do tej pory tak nieosiągalnych - stały przed nami otworem. O ile tylko mieliśmy dotrzeć na miejsce.
- Cśś, nie tup tak. Obudziłabyś umarłego. - Szepnąłem wreszcie w połowie korytarza. Wyciągnąłem w bok jedną z dłoni, aby powstrzymać Marceline od postawienia kolejnego z jej niezwykle głośnych stąpnięć. Rety, czy ta dziewczyna naprawdę nigdy się nie skradała? Sądziłem, że to tylko swego rodzaju gra pozorów. Wiecie, cicha woda brzegi rwie i te sprawy. Nie byłem pewien, jak wiele osób podejrzewało mnie o szperanie po nocach w dziale ksiąg zakazanych, ale do tej pory uważałem, że mnie i Marce wrzucano pod tym względem do jednego worka. Być może dlatego byłem tak zaskoczony, gdy okazało się, że mierzenie innych moją własną miarą nie zawsze daje przewidywane rezultaty? To w tym momencie nie było ważne, chociaż mogło stanowić pewną… niedogodność. Wsłuchałem się w odgłosy korytarza, próbując nie skupiać się na prześladujących mnie podejrzeniach o zbliżającym się nauczycielu. Nikt nas nie usłyszał - próbowałem przekonać siebie samego. Tej nocy, patrole miały skupić się w innej części zamku. Ktoś uprzejmy, w anonimowym liście, przekazał szkolnej kadrze niezwykle cenny cynk o, planowanym przez Gryfonów, nocnym włamaniu do łazienki prefektów. Stara sztuczka, do tej pory nad wyraz skuteczna. - Chodźmy - poruszyłem dłonią, aby (oczywiście) zasugerować Holmes, aby za mną podążyła, po czym wychyliłem się zza rogu, aby dopaść w kilku krokach drzwi biblioteki. Pewnym ruchem przekręciłem gałkę. Przygotowane odpowiednio wcześniej zaklęciem otwierającym, drewno nieznośnie powoli ustąpiło, lecz nie obyło się bez przeciągłego jęku nienaoliwionych zawiasów. Cholera…
- Za głośno - histeryzowałem. Wydało mi się, że to pomyślałem, lecz był to kolejny, niezwykle cichy szept. A niech to, mniejsza z tym. Wpuściłem Marce przodem, wślizgując się tuż za nią i starannie zamykając za sobą drzwi zewnętrzne do biblioteki. - Przepraszam, że tak marudzę. Nie chciałbym, żeby Cię przyłapali. - Usprawiedliwiłem się szeptem, obserwując zacieniony mrokiem układ mebli w bibliotece i starając się odtworzyć w myślach plan pomieszczenia. - Nie wiem czy w to uwierzysz, ale mam swoje sposoby na uniknięcie odpowiedzialności w razie potrzeby. Nigdy dotąd nie musiałem chronić także drugiej osoby. - Byłem z nią zaskakująco szczery. Zdaje się, że już wówczas miałem tendencję do zbliżania się do ludzi w sytuacji zagrożenia. W tym przypadku, ryzyko jeszcze nie było tak dotkliwe jak to miało zdarzyć się niebawem, lecz to materiał na zgoła inną opowieść. - Dział zakazany jest w tamtą stronę. - Wskazałem dłonią odpowiedni róg pomieszczenia, chociaż nie byłem pewien czy widziała który. W środku było o wiele ciemniej, niż na widnym korytarzu, którego posadzkę oświetlało mdłe światło księżyca. Widząc czy nie, podążyliśmy dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1179
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1109
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Zmurszałe myśli   Pon Sie 13 2018, 20:43

Uległa.
Uległa słowom, które przeplecione w zdobionych literach, tworzyły na pergaminie kolejne frazy i sentencje, dające swoistego rodzaju poczucie pokusy, wobec której nie była w stanie przejść obojętnie. Riley Fairwyn wydawał się osobą doskonale dopasowaną do jej postaci, która nieustannie poszukiwała akceptacji wśród tych, którzy oferowali coś więcej, aniżeli nudne, nic nieznaczące emocje, będące jedynie przystankiem na trasie, a nie całą gamą kolorytu wypełniającą szczelnie żylne tunele, w których kumulowała się karminowa krew.
- Nie tupię, ja… Ja po prostu nie umiem łamać regulaminów w tak ostentacyjny sposób! – obruszyła się lekko i zmroziła krukona wzrokiem. Nie zastanawiając się jednak nad niczym, pospiesznie przylgnęła do jego ciała, smukłe palce zaciskając na jego przegubie i próbując stawiać kroki podobne te do wykonywanych przez niego. Liczyła, że jakoś to będzie, choć z drugiej strony wydawało się to dość nierealne, niemniej oniryczna noc pozwalała na przemknięcie się korytarzami Hogwartu do odpowiedniej części, by to tam zignorować wszelkie panujące zasady. Irracjonalne, że Holmes powoli zaczynała odczuwać dyskomfort wynikający z tej sytuacji, wszak do tej pory pewne rzeczy robiła nagminnie, ale żeby tyczyło się to Działu Ksiąg Zakazanych? To był pierwszy raz, który zatrważał ją bez pamięci, a zarazem budował napięcie, cholernie podniecające i zmuszające do działania.
- Co jeśli nas przyłapią? – zapytała niepewnie, po czym zatrzymała się w pół kroku, jakby słysząc hałas. Rozejrzała się po najbliższym terenie, a następnie zastygła, nie będąc w stanie wykonać jakiegokolwiek ruchu. Wypuściła powietrze ze świstem i bez zastanowienia podjęła się dalszego spaceru, bo skoro była tutaj z Fairwynem – na pewno nic nie będzie jej grozić. Wierzyła głęboko, że chłopak wiedział co robi, bo przecież nie dość, że należał do grona prefektów to z drugiej strony – nie narażałby jej bezmyślnie. Słowa wypowiedziane przez bruneta uspokoiły Marce, dzięki czemu mogła przekroczyć próg obranego przez nich pomieszczenia, a zaraz potem poświęcić pełną uwagę już tylko Riley’owi. - Dlaczego właściwie Dział Ksiąg Zakazanych? Jakieś zamiłowania do czarnej magii? – zażartowała i nie brała pod uwagę, że tak mogłoby być. Holmes wydawała się raczej stąpać po terenach odpowiednich dla jej zamiłowań, pomimo że uwielbiała poznawać wszelkie aspekty związane z czarodziejską egzystencją i tym, dzięki czemu byłaby w stanie rozwijać swoje zdolności. Przede wszystkim – coraz częściej rozmyślała o zagłębieniu pojęcia hipnozy, ale wiedziała, że na ten moment nie tkwi w towarzystwie, które posiadałoby choć jednego znajomego, który specjalizowałby się akurat w tej konkretnej zdolności. - Cieszę się, że mnie wyciągnąłeś z dormitorium, wiesz?

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Zmurszałe myśli   Nie Sie 19 2018, 16:38

Jej oburzenie okazało się niezwykle zabawne, a jednak udało mi się powściągnąć chęć do parsknięcia cichym śmiechem. Na szczęście, gdyż mogłoby się to okazać niezwykle niefortunne i to nie tylko pod względem towarzyskim. Chichoczący nastolatek, szwendający się nocami po bibliotece, z pewnością wzbudziłby większe zainteresowanie od nieznacznych szmerów, ulotnych szeptów wiatru, za jakie uchodzić mogły nasze słowa oraz stąpnięcia. Pokryty grubą warstwą kurzu dywan, wyściełający zimną posadzkę, zachłannie pożerał każdy niefrasobliwy dźwięk wywoływany przez nasze obuwie. Pozostawało mi mieć nadzieję, że pokaźne karty otaczających nas ksiąg, bywały równie nienasycone oraz chętne do zatajenia nieoczekiwanych, nocnych gości. Nic jej nie odpowiedziałem, skupiając się na swojej misji - doprowadzeniu nas do celu podróży bez zarobienia tuzina szlabanów. Jej dłoń, nieoczekiwanie oplatająca mój przegub, była jedynie jednym z wielu drobnych niedogodności, z jakimi musiałem sobie poradzić. Jak dotąd, nie udało mi się rozgryźć Marceline, lecz chcąc czy nie, musiałem przyznać się przed samym sobą, że nie jest mi ona obojętna. Czy łączyło nas coś więcej od nici milczącego porozumienia? Wątłej sympatii, należnej wielu znajomym dzielącym dom Roweny Ravenclaw? Sądziłem, że tak. Jeżeli było inaczej, ten stan z pewnością mogła odmienić dzisiejsza podróż przy świetle księżyca. Niemniej jednak, taka bliskość naszych ciał nie była przeze mnie pożądaną. Nawet przy Melody, nie do końca potrafiłem sobie poradzić z paraliżującą mnie niechęcią do dotknięcia drugiego człowieka. A przecież Marceline Holmes była mi o stokroć bardziej obca od Kingston. Ten gest, tak niewygodny dla mej psychiki, okazał się pokrzepiający dla ciała. Spiąłem się, zachowując należytą czujność, prowadząc ją zgrabnie w tunel zawiłych stosików, uginających się pod ciężarem papierowej wiedzy. Nieodkrytej, zapraszającej.
- Wtedy wpadniemy w tarapaty. Spróbujmy do tego nie dopuścić. - Spróbowałem spławić jej wątpliwości, wiedząc aż zanadto, że jeżeli chociaż przez chwilę zwątpimy w naszą misję, o wiele ciężej będzie nam zachować należyty spokój i podtrzymać konieczne skupienie. Nie mogliśmy pozwolić sobie na nieostrożność. Nie wybaczyłbym sobie tak łatwo, gdybym zafundował Marce jej pierwszy szlaban w nowej szkole.
Nagle uśmiechnąłem się. Blady blask księżyca oświetlał nasze twarze, więc spojrzałem w lśniące w mroku oczy dziewczyny bez większych trudności.
- To proste - oznajmiłem, przechylając zaczepnie głowę w bok. - Czy znasz lepsze miejsce, oferujące poznanie nagiej prawdy o magii? Wszystkie ogólnodostępne księgi są ocenzurowane, nieszczere w swych świadectwach o brutalności czarodziejskiej społeczności. - Nie musiałem dodawać, że poznanie tych tajemnic jest dla mnie pokusą o niezwykłej sile. Znalazła ona odbicie na mojej twarzy, w tych błyszczących podekscytowaniem oczach i psotnym uśmiechu błąkającym się na wargach. Nie potrafiłem oprzeć się wiedzy i przygodzie, jakakolwiek by one nie były. Nie odpowiedziałem na jej kolejne słowa. Po prostu zacisnąłem palce na jej dłoni, nareszcie ją ujmując, a potem pociągnąłem ją dalej. Wprost do królestwa opasłych tomiszczy. Gdy dotarliśmy na miejsce, oddałem nam swobodę, wypuszczając jej ciepłą dłoń z chłodnego uścisku mojej własnej. Zarezerwowałem ten ziębiący dotyk dla najbliższej z ksiąg, ujawnionej po odsłonieniu ciężkiej od duszącego kurzu kotary.
- "Tajemnice transfiguracji zwierzęcej" - odczytałem tytuł, nastawiając lśniące złotem litery frontem do mdłego blasku księżyca. Podważyłem kciukiem okładkę, sądząc że księga traktuje o sztuce animagii. - Ugh - jęknąłem cicho, gdy moim oczom ukazały się rozmaite propozycje krzyżowania magicznych stworzeń. Powykrzywiane kończyny, zrośnięte skrzydła i straszliwie uszkodzone, naturalne kształty dzikich mieszkańców europejskich lasów. - To mogłoby być ciekawe, gdyby nie było takie niesmaczne. - Ukryłem szkarady przed naszym spojrzeniem, oddając bibliotece ten bluźnierczy tomik średniowiecznego mistrza transmutacji. - Wiesz czego będziesz poszukiwać? - Spytałem Marceline, ciekaw czy towarzyszy mi jedynie ze względów towarzyskich czy faktycznie ją także fascynuje zakazana magia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1179
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1109
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Zmurszałe myśli   Sro Sie 29 2018, 21:16

Spotkanie z Rileyem Fairwynem o tak późnej porze – było podniecające.
Ktoś będący jedynie obserwatorem tej schadzki, mógłby wywnioskować, że jest to spacer zakochanych, a oni przecież łamali perfidnie regulamin, który dla Marceline Holmes wydawał się być od zawsze świętością. Uległa jednak wizjom spędzania czasu z krukonem, którego nad wyraz lubiła i sądziła, że nie zmarnują tego wieczoru, toteż ekscytowała się coraz bardziej, każdy kolejny krok opiewał nutą podekscytowania i pasji w podążaniu za zagadką. Liczyła też, że nie zachowuje się głupio czy irracjonalnie, bo rudowłosa nigdy wcześniej nie podejmowała się tak radykalnych prób przełamania wykreowanych barier, ale czy to było ważne?
Istotnym był fakt.
Fakt, że tkwili tutaj razem – bez względu na konsekwencje.
Gdyby wiedziała o onirycznej nucie fobii powiązanej z dotykiem – nie odważyłaby się. Wolałaby tkwić w odległości metra, aniżeli przytłaczać go swoim ciałem, które dla niej samej było ledwie żywą marą, fatamorganą utkaną z nici skórnych tkanek. Głupie? Niepoważne? Być może ułatwiłoby im to swoistego rodzaju funkcjonowanie przy sobie i obok siebie, byle tylko nie przyprawiać się o szybsze bicie serca wywołane negatywnymi emocjami, których Francuzce w tej jednej chwili brakowało. Radość wynikające z przekraczania nakreślonych barier była większa, nadająca przykrym wspomnieniom zupełnie innego wymiaru, przez co zapominała o rzeczach sprawiających jej niebywałą przykrość.
- Tarapaty… Zamknięcie w jednej sali chyba nie jest aż tak złe? A może ty się mnie boisz? – zagaiła nieznacznie rozmarzona, by zaraz potem pokręcić dla własnych słów z dezaprobatą głową. Nie dopuszczała do siebie zmiany tej relacji, jak gdyby wierząc, że to wszystko jest bezpieczniejsze, gdy zakrawa o znaną sferę, aniżeli po dojściu do ścieżek splątanych w pajęcze pasmo niezrozumiałych uczuć.
- Nie znam, fakt, ale… Ja nigdy… No wiesz… – wydukała ledwie słyszalnie, bo było jej wstyd. Tak, po prostu. Wstyd, że poważna Marceline Holmes uchodząca za odludka nie znała pojęcia życia dalekiego od perfekcyjnego. Jako nastolatka powinna korzystać z młodości, podobnie jak z chwil, które już się nie powtórzą, a to tylko dlatego, by w przyszłości nie tęsknić za czasami akademickimi, gdzie to zamknęła się w okowach dystansu i własnego pokoju.
- Niesmaczne? Właściwie, jesteś dobry z transmutacji, prawda? Mam pewną propozycję – powiedziała dość poważnie, dając mu w ten sposób zalążek i szansę na sięgnięcie po jeszcze nieznane. Zbierała się przez dłuższy czas, by wypowiedzieć enigmatyczną sentencję, a zaraz potem zbliżyła się, choć niedostatecznie, pozostawiając go w sferze domysłów, wszak – nie mógł dostać wszystkiego na tacy, prawda? - O ile jesteś ciekawy, Rileyu Fairwyn.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Zmurszałe myśli   Nie Wrz 16 2018, 16:20

Jej słowa, tak odrealnione, wywołały na mojej twarzy niespodziewany uśmiech. Chciałem się zaśmiać, ale zdusiłem w sobie to pragnienie. Postawiłem na powagę. W końcu, co może być bardziej rozbrajającego od słów, jakie właśnie zamierzałem rzec?
- Prawdę mówiąc... tak, tak właśnie jest - wyznałem, starając się na nią nie patrzeć, gdyż wówczas jak nic eksplodowałbym śmiechem na całą bibliotekę i zarobilibyśmy tak długi szlaban, że nie opuścilibyśmy Hogwartu do końca przyszłego roku szkolnego. - Odkąd tylko cię zobaczyłem, boję się z tobą porozmawiać. Bo wiesz, jesteś taka niedostępna, powściągliwa, a ja, wulkan emocji, nie chciałbym cię urazić swoją bezpośredniością. - Brnąłem w swoich kpinach coraz dalej, wyśmiewając swoje wady, chociaż nadałem im zupełnie innej formy. Dopiero teraz spojrzałem w jej okrytą cieniami zamku twarz, uśmiechając się z rozbawieniem. Oczywiście, że się jej nie bałem. Wręcz przeciwnie. Fascynowała mnie jej tajemnica, ale nie mogłem się do tego przyznać głośno. Zresztą, po cóż?
- Spokojnie, wiem co czujesz. Też kiedyś po raz pierwszy łamałem szkolny regulamin. Po trzecim udanym wypadzie zaczynasz czuć się bezkarnie. - Uśmiechnąłem się nieco wyzywająco, jakbym starał się skłonić ją do dalszego testowania własnych granic. Może naprawdę tak było? Obserwowanie, jak z tego delikatnego pąku białej konwalii (lub może lilii?) rodzi się kolczasta róża, mogło być niezwykle fascynujące.
Wyciągnąłem dłoń, nie mogąc się powstrzymać od sięgania po kolejne zmurszałe tomy, ale zatrzymałem się nagle, z palcem wciśniętym pomiędzy okładkę, a stosik pożółkłych kartek. Moje niebieskie spojrzenie uniosło się znad zniszczonej księgi i odnalazło jej twarz. Nie trzeba było być detektywem, aby zauważyć, że udało jej się wzbudzić moją ciekawość. Prawdę mówiąc, nie byłoby to trudne nawet wówczas, gdyby pozbyła się nawet i połowy z towarzyszącym jej słowom enigmatyczności.
- Jestem - potwierdziłem, zatrzaskując księgę, ale nie odkładając jej jeszcze. Wpatrzyłem się w jej twarz, upstrzoną pojedynczymi plamami księżycowego blasku. - Słucham - zachęciłem ją, niemalże strzygąc uszami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1179
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1109
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Zmurszałe myśli   Pon Paź 01 2018, 19:42

Patrzyła szeroko otwartymi oczami na Rileya, kiedy wypowiedział tę jakże niespodziewaną frazę. W pierwszej chwili pomyślała, że to tylko żarty, wszak sądziła, że krukon nie mówił tego poważnie, jak gdyby odrealnione wyznanie zakrawało o jej nietypową postawę. Owszem, była wycofana ponad miarę, a to tylko przez wzgląd na własne obawy, które przyprawiały ją o niemały zawrót głowy, kiedy to należało ułożyć frazy dłuższe, aniżeli dwa słowa. Podobnie było w pierwszym kontakcie wzrokowym, gdy to speszona odwracała błękitne tęczówki, analizując myśli rozmówcy, jednak – czy dała kiedykolwiek powód Fairwynowi, by stronił od bezpośredniości?
Do tej pory miała nadzieję, że tak.
- Och… – szepnęła ledwie słyszalnie, usilnie próbując odnaleźć na jego twarzy uśmiech. Przygryzła nawet nerwową dolną wargę, dając sobie dodatkowe sekundy na rozgryzienie jego wypowiedzi. Dopiero sentencje wyjaśniające pozwoliły na bezwzględne zrozumienie wszystkiego. - Może to głupie, ale próbowałam być wobec ciebie bardziej otwarta, choć zapewne robiłam to nieudolnie… Wybacz. – Głos rudowłosej drżał, nie tylko z obawy, która powoli przepływała pod membraną skóry, ale także przez faux pas, jakie być może nieświadomie czyniła.
Opuszkami palców przesunęła po fakturze jednej z ksiąg, a zaraz potem cień uśmiechu począł błąkać się na jej karminowych wargach. Słuchała z uwagą porad Rileya, nieustannie zastanawiając się nad prawdziwością ów tezy. Mogłaby się czuć bezkarnie łamiąc regulamin? Być może, choć wydawało się, że takie podejście u Francuzki graniczyło z cudem, wszak uciekała się od przekraczania barier, które niosły za sobą ryzyko problemów. Od dni spędzonych w Trausnitz próbowała tego unikać; bezskutecznie.
- Chciałabym stworzyć medalion o nietypowych właściwościach, ale nigdy – n i g d y – powtórzyła dobitniej - nie używałam czarnej magii, która być może jest kluczem do rozwiązania zagadki. Właściwości tejże biżuterii są nie do końca doprecyzowane, choć chciałabym, aby zaklęty klejnot przymuszał do bezwzględnej prawdy, coś jak Veritaserum, jednak nie do końca, wszak czarodziej posiadający dostateczną wiedzę w dziedzinie transmutacji, byłby w stanie przeciwstawić się mocy umieszczonej w medalionie… – wyjaśniła, lecz nie była pewna jasności przekazywanych informacji. - To tylko dywagacje, jednak gdybyś był zainteresowany… – to czy potrafiłbyś się temu oprzeć, Rileyu Fairwyn?

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Zmurszałe myśli   Sro Paź 03 2018, 20:09

Na gacie Merlina. Marcelina wygrała to starcie. Zmarszczyłem czoło, nieoczekiwanie zaniepokojony jej powagą. Do tej pory wydawało mi się, że Krukonka jest nieco bardziej wprawiona w egzystowaniu w społeczeństwie kłamców i kpiarzy, a dzisiaj musiałem zderzyć się z murem niezrozumienia. A może po prostu podjęła pałeczkę, lecz grała o wiele lepiej ode mnie? Popatrzyłem na nią zmieszany, podarowując nam w ten sposób bite pięć sekund niezręcznego milczenia.
- Ale… ja tylko żartowałem - odezwałem się wreszcie. Cicho, niepewnie. Ton mojego głosu był tak potulny i niewinny, jakbym wciąż pozostawał ledwie niedorostkiem. Nieświadomym konsekwencji własnych czynów i zaskoczonym, gdy nieznaczna psota wywołała prawdziwy efekt motyla. W obliczu jej realnej obawy, drżałem z lęku. Czy byłem w stanie urazić ją swoją dziecinnością. Oczekiwałem na jej odpowiedź z takim wytęsknieniem, jakby tylko to i nic więcej pozostało mi w życiu do uczynienia.
Nie trwało to długo, skutecznie odwróciła moją uwagę. Może Marceline Holmes była jednak tą lisicą (o co podejrzewali ją niektórzy uczniowie), a nie jedynie niewinnym króliczkiem? Cóż, nie dało się ukryć, zagapiłem się na nią. Zapomniałem nawet o opuszczeniu ręki i tak trzymałem ją sobie wyciągniętą, chociaż moje palce już od dawna nie dotykały księgi, jaka wróciła na swoje miejsce z cichym stukotem twardej okładki.
- Sądzisz, że znam się na czarnej magii. - To było pytanie, ale przez beznamiętny ton zabrzmiało raczej jak stwierdzenie. Na mojej twarzy pojawiła się odrobina niesmaku. Wynikająca nie z poruszanego przez nią tematu. Nieczęsto nie miałem o czymś pojęcia i musiałem się do tego przyznawać. - Prawdę mówiąc, wiem pewnie tyle co ty. - Przyznałem, ale nie wyglądając już na zniechęconego, a raczej na zamyślonego. Rozważałem wszelkie dostępne metody. - Jesteś pewna, że tradycyjna transmutacja i zaklęcia nie zdadzą egzaminu? Czego już próbowałaś? - Wypytywałem ją, czując, że czarna magia powinna być tylko i wyłącznie ostatecznością. Jednakże, byłem gotów podjąć to ryzyko. - Mógłbym go zobaczyć?
Nie pytałem po co jej taki przedmiot. Wszyscy mamy tajemnice.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1179
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1109
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Zmurszałe myśli   Sro Paź 10 2018, 15:54

Patrzyła nieustannie na Rileya.
Wlepiała w niego swoje błękitne tęczówki, raz po raz taksując go wzrokiem, jakby chcąc wydobyć z niego skryte tajemnice, a zarazem ukrywając swoje własne. Oszronione piegami policzki pokryły się delikatną czerwienią, zaś karminowe wargi wygięły się w subtelnym, aczkolwiek uspokajającym uśmiechu.
- A ja odbiłam zręcznie piłeczkę – odpowiedziała poważne, po czym parsknęła śmiechem. Aktorka była z niej marna, lecz niewątpliwym był fakt, że… Potrafiła obrócić sytuację, czyniąc z niej karykaturalny żart, co wiele osób mogło irytować. Chciała nawiązać jeszcze lepszą nić porozumienia z Rileyem, jakby podświadomość sugerowała jej, że to jest właściwa osoba, która niewątpliwie mogłaby zajść w jej hierarchii relacji dalej, aniżeli mijane codziennie na korytarzach postacie. Fairwyn wpasowywał się idealnie w charakterystykę ludzi, którzy dla Marceline byli nieodgadnioną zagadką, w których towarzystwie chciała przebywać, a im śmielej mogła dukać jakiekolwiek słowa, tym chętniej spędzała czas u boku nielicznych person o intrygującym usposobieniu.
- Naprawdę? Railey Fairwyn czegoś nie wie? Dobrze, że przyznałeś się do tego przede mną – zażartowała, oddychając z ulgą, wszak ona sama nienawidziła nie posiadać wiedzy. Preferowała momenty, w których informacje wyprzedzały pogląd na świat, a cóż było piękniejszego od rzeczy znajdujących się na wyciągnięcie ręki? - Tak naprawdę, chciałabym żeby za kłamstwo zaklęty kamień karał, chociażby bólem… Nie myśl o mnie źle, bo chcę zrobić tylko trzy takie kamienie, ale może nie będę aż tak się znęcać nad ludźmi? – zagaiła z udawaną nonszalancją i wyrzutem, po czym opierając się o jedną z ksiąg w Dziale Zakazanym, ta jakby sama się osunęła i w ostatniej chwili rudowłosa zdołała ją złapać. Zmarszczyła nawet nos, jak gdyby mając nadzieję, że sprawa wyjaśni się już niebawem, lecz ciekawość zwyciężyła. - Sprawdzamy, co jest tam ukryte?
Po to tutaj przyszli, prawda?

/możesz zdecydować o zagadnieniu <3

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Zmurszałe myśli   Czw Paź 11 2018, 20:45

Zmarszczyłem brwi czując się jakoś tak... głupio. Prawdę mówiąc, do tej pory zdawało mi się, że Marceline Holmes jest niezdolna do wypowiadania się w sposób nieszczery czy ironiczny. Ta cicha wymiana zdań, w samym sercu zakazanej części biblioteki, wywołała u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony poczułem się tak, jakby ze mnie zadrwiła. Może nawet zdołałbym unieść się emocjami, gdybym tylko w życiu codziennym nie kierował się bardziej rozumem, niż porywami uczuć. Wobec tego jedynie zaśmiałem się, machając lekceważąco dłonią, aby zbyć całą tę sytuację niedbałym ruchem.
- Jeden do zera dla Ciebie - przyznałem jej punkt w potyczkach słownych, uśmiechając się doń wesoło. Będę musiał nieco popracować nad rozgryzieniem Marce, aby uniknąć takich sytuacji w przyszłości. Wbrew pozorom bardzo nie lubiłem być przegadywany. Najpewniej dlatego, że z duszą Krukona najczęściej to ja miałem najwięcej do powiedzenia.
Tak, naprawdę udało jej się mnie nabrać. Nawet pomimo tych rumieńców wstydu! Gdzie podziała się ta słynna, Fairwynowska przenikliwość? Cóż, najpewniej zostawiłem ją dziś w sennym dormitorium Ravenclawu, aby w pełni cieszyć się tym spotkaniem (i poszukiwaniami, oczywiście!).
- Dobrze jest posiadać braki w wiedzy. Wówczas można je wspólnie uzupełniać. - Spróbowałem obrócić sens jej komentarza w taki sposób, aby moje braki zmieniły się w nowe roztaczające się przed nami perspektywy. Nie mogłem oddać jej dwóch punktów do zera! Zmarszczyłem brwi, kiedy nie odpowiedziała na moje pytanie, ale pozwoliłem jej mówić. Gdy skończyła, zmarszczka na moim czole jedynie się pogłębiła.
- Kto jest wobec Ciebie tak nieszczery, że musisz karać go przy pomocą zaklętych kamieni? - Zapytałem, lecz nie łudziłem się, że szczerze mi odpowie. Niemniej jednak, okropnie byłem ciekaw któż taki jest Marceline tak bliski, aby ryzykowała zgłębianie czarnej magii tylko po to, aby wydusić z niego prawdę. - Nie łatwiej byłoby skorzystać z veritaserum? - Zapytałem, ale bardziej dla formalności. Chyba jak większość Krukonów, ja także nie lubiłem korzystać z drogi na skróty. Parsknąłem cicho, kiedy Holmes zrzuciła książkę i dopiero wówczas przypomniałem sobie o swojej własnej dłoni, wciąż wyciągniętej w stronę regału. Rozluźniłem ramię, przytulając je do boku jedynie na kilka sekund. Tyle wystarczyło, aby i mnie skusiła ciekawość. Pochyliłem się nad tomem trzymanym przez rudowłosą, lecz zanim to uczyniłem, zajrzałem jej w oczy. Szukałem w nich wyzwania. Odpowiedziałem swoim własnym. Jednym palcem rozdzieliłem kartki na dwoje.
- Najsilniejsze trucizny po tej stronie globu - przeczytałem na głos tytuł siódmego rozdziału, na którym otworzyła się książka. Przy czym "ta strona globu" była ewidentnie niewłaściwą. W końcu, w Wielkiej Brytanii nie było pustyń, prawda? - Pudło - zauważyłem, podchwytując natychmiast nową zabawę. - A może w tej...? - I sięgnąłem po pierwszą lepsza księgę po swojej lewej stronie. Podsunąłem ją Marce, pozwalając jej wybrać stronę i przedstawić nam w ten sposób jej treść. - I jak...? - Dopytywałem, nie mogąc znieść tej sekundy czy dwóch milczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1179
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1109
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Zmurszałe myśli   Nie Paź 21 2018, 18:26

Marceline nie chciała sprawiać Rileyowi przykrości w jakikolwiek sposób. Wolała ich spontaniczną relację zostawić na linii swoistego rodzaju niedomówień, wyzbytych z jakiejkolwiek złośliwości, toteż nie sądziła, iż chłopaka mogła ubodnąć jej postawa, która prawdopodobnie wydawała się nader niewłaściwa. Kiedy zatem padło stwierdzenie o iluzorycznej wygranej w boju, którego podjęli się (zapewne) bezmyślnie, zastygła w bezruchu. Karminowe wargi ułożyły się w subtelną podkówkę, zaś oczy rozbłysły niezrozumieniem.
Nie chciała komentować słów Fairwyna,
bała się, że zostanie opacznie to zinterpretowane.
Wiedza. Informacje. Tak, to z pewnością należało do ukochanych czynności Marceline, zaś ona zgadzała się z krukonem w pełni, wszak sama doświadczała niejednokrotnie zgłębiania wiedzy od Daniela czy innych dorosłych, którzy oddawali jej część własnego doświadczenia. Pewnie dlatego tak chętnie zgodziła się na spotkanie z Rileyem, by jak najszybciej przekonać się o jego zdolnościach.
- To nie jest kwestia nieszczerości, a obawa przed ewentualnym kłamstwem, o ile to już nie nastąpiło… – szepnęła, pomimo iż ukrywała faktyczne intencje. Nie byłaby w stanie ofiarować jakiegokolwiek kształtu kamienia mężczyźnie, wszak nie miał wobec niej zobowiązań, ale gdyby choć przez moment poczuł wobec niej dumę? Byłoby to niezwykłe, nader intensywne i uczyniłoby z niej osobę, która z rozkoszą poddaje się kolejnym, wykreowanym przez siebie projektom.
- Veritaserum jest dostatecznie silne, ale widzisz… Gdyby mężczyzna dał w podarku swojej kobiecie taki medalion, miałby bezwzględną pewność, że ta nigdy go nie okłamie, o ile będzie go nosić; w drugą stronę działałoby tak samo, ale nie powiesz mi chyba, że to zły pomysł, prawda? – zapytała jeszcze przekornie, jak gdyby sugerując, że co złego to nie ona. Rozmyślała o tym zbyt długo, a także zbyt bardzo chciała dorównać ojcu, który przez lata potępiał ją i przypominał o bezużyteczności.
Spojrzała na Rileya, gdy przeczytał tytuł książki i od razu pokręciła z dezaprobatą głową. Eliksiry nie były szczególnym upodobaniem dziewczęcia, które raczej wolało zamykać się w sferze inkantacji i transmutacji, aniżeli łączenia składników. Wzięła więc od razu zaproponowaną pozycję przez bruneta w dłonie i uniosła wymownie brwi.
- Przygotowanie taktyczne przeciwdziałaniu czarnoksięskiej mocy… – szepnęła i zastanowiła się na moment. - Czemu to jest w dziale Ksiąg Zakazanych, skoro zapewne jest to książka dla aurorów? – owsem, było to nietypowe, toteż otworzyła księgę na pierwszej lepszej stronie, na której było spisanych zbyt wiele niejasnych haseł związanych z czarną magią. - Rozumiesz coś z tego?

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 445
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Zmurszałe myśli   Nie Paź 21 2018, 19:11

Przez chwilę milczałem, trawiąc w myślach jej słowa. Nie miałem wcześniej pojęcia, że Marceline ma taki problem z zaufaniem drugiej osobie. Tak szczerze mówiąc, nie mogłem wiedzieć. Nie zwierzaliśmy się sobie. W ogóle raczej nie rozmawialiśmy ze sobą o czymś więcej poza głupotkami, jakimi dzielą się ze sobą znajomi z jednego domu. Może dlatego czułem się aż tak zmieszany, gdy poznałem jej plan. Mimo wszystko, nie zamierzałem przeszkadzać jej w realizacji tego planu. Wprost przeciwnie, mogłem pomóc jej na miarę własnych możliwości.
- Żałuję, że w ogóle wpadłaś na podobny pomysł, Marceline. - Odezwałem się cicho. Szeptem rzuconym wprost w objęcia ciemności. Smukła struga księżycowego blasku wpełzła na me plecy, podążając niespiesznie wzdłuż ramienia. - Przepraszam, chyba potraktowałem to zbyt osobiście. Czasami zbyt mocno wierzę w ludzi i nie dopuszczam do siebie myśli o oszustwie, jakie może kryć się tuż pod ich skórą. A przecież kłamstwo jest jadem drążącym od wewnątrz. - Kiedy tak mówiłem, czułem się niezwykle dwulicowy. Moja osobowość wykazywała zaskakującą akceptację dla mojego własnego kłamstwa, a zarazem potępienie dla oszustw i matactw w wykonaniu innych ludzi. W moje spojrzenie wkradła się powaga, chociaż usta zabarwił lekki uśmiech. Zapewne dla złagodzenie tego dziwnego chłodu, jaki postanowił wziąć mnie w objęcia. Nie mogłem już wyraźniej dać jej znać, że skrywam swój własny sekret. Idiota Fairwyn. - To może być bardzo przydatny artefakt. Popracujmy nad nim jutro. Jestem pewien, że profesor Bergmann udzieli nam pomocy, jeśli go poprosimy. Słyszałem, że zna się nie tylko na transmutacji. - Zaproponowałem, zupełnie nieświadom co takiego rozgrywa się pomiędzy Marce i Danielem. Chciałem tylko pomóc.
Zajrzałem w księgę, którą obejmowały te szczupłe ramiona, próbując odcyfrować zagadkowe pojęcia. Niknące światło niczego nie ułatwiało, tak samo jak niezwykła skomplikowanie terminów. Jednakże zamiast odpowiedzieć, nieoczekiwanie zamarłem. Zanim zdążyłem pomyśleć, zasłoniłem usta Marceline własną dłonią. Popatrzyłem na nią wymownie, wskazując ruchem głowy drzwi.
Słyszałem kroki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1179
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1109
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Zmurszałe myśli   Nie Paź 21 2018, 19:49

Nie sądziła, że Riley potraktuje to aż tak poważnie, choć może miał rację? Może nie powinna postępować w ten sposób? Tworzenie jakiegokolwiek medalionu, który mógłby mieć wpływ na życie kogoś innego było egoistyczne, a ona przecież chciała tylko udowodnić własną wiedzę, która dla ojca Marceline – Clementa Holmesa – nie istniała. Była ledwie głupią dziewczynką, zaś rudowłosa potrafiła obnażać niedoskonałości innych, chełpiąc się tym w jakiś cudaczny sposób.
- Widzisz, a ja często tego doświadczyłam, poza tym – chcę udowodnić ojcu, że nie jestem bezwartościowa… – mruknęła pod nosem i oparła się o potężny regał, by zaraz potem obdarzyć chłopaka nikłym uśmiechem. Oczywiście, nie było jej do śmiechu, niemniej – musiała skupić się na pobycie tutaj i wyciągnięciu jak największe ilości informacji. Z drugiej zaś strony, nie mieli powodu, by podejmować się szeroko pojętych analiz, skoro i tak lawirowali w tym momencie na pograniczu szlabanu. Powinni zachować bezwzględną czujność, toteż kiedy Fairwyn wydukał nazwisko profesora transmutacji, szerszy uśmiech przyozdobił oszronione piegami lico Francuzki.
- To prawda, choć może nie mieć czasu… Zapewne mad dużo obowiązków – odpowiedziała bez przekonania, bo co miałaby powiedzieć Danielowi? Chcę mieć pewność, że mnie nie oszukujesz? – to nie miało racji bytu i przysporzyłoby ogrom niewytłumaczalnych kłopotów. Z drugiej zaś strony, Marce wiedziała, że mężczyzna nie chciał, by się jakkolwiek narażała, a kto wie czy magia, która powinna wykorzystać nie uderzyłaby w nią z impetem?
- Słyszałeś? – jęknęła, a jej oczy otworzyły się bardziej, wytężając równorzędnie słuch. Powinni stąd uciekać czym prędzej lub jakkolwiek się ukryć. - Wracajmy, Riley… – zaproponowała, a potem nie pozostało im nic innego jak wrócić do dormitorium.

/zt x2

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Zmurszałe myśli   

Powrót do góry Go down
 

Zmurszałe myśli

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-