Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 5

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 60
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 96
  Liczba postów : 32
http://www.czarodzieje.org/t16388-rachel-brown
http://www.czarodzieje.org/t16416-relacje-rachel-brown#450095
http://www.czarodzieje.org/t16413-sowia-poczta-rachel-brown#449993
http://www.czarodzieje.org/t16390-rachel-brown#449464




Gracz






PisanieTemat: Mieszkanie nr 5   Pią Lip 20 2018, 14:19


Mieszkanie Rachel


Mieszkanie Rachel Brown mieści się na samym szczycie kamienicy nr 17, dlatego jedna z jego ścian jest skośna, jak to na poddaszu bywa. Mieszkanko ma skromne rozmiary i przytulny klimat, a wykończone jest drewnem, a w rejonie kuchni cegłą. Cechą szczególną tego miejsca są magiczne okna, które na życzenie zmieniają widok z uliczki Hogsmeade na piękny, górski pejzaż, mają jednak swoje humorki i są bardzo empatyczne, dlatego jeśli domownik jest w wyjątkowo smutnym nastroju albo zapuścił w jakimś miejscu bałagan, za oknami będzie szaroburo i deszczowo.


Parter


Wchodząc do mieszkania Rachel od razu ląduje się w przestronnym jak na swoje rozmiary pomieszczeniu. Po prawej stronie od wejścia są dwie kanapy, komódka i duże okno z krótkim balkonem, z którego widać Aleję Amortencji. Po lewej znajduje się zaskakująco duża, będąca miejscem pracy Rachel kuchnia, która zajmuje wraz z dużym stołem większość pomieszczenia. W części kuchennej przy ścianie od strony wejścia są wąskie, drewniane schodki prowadzące na piętro.

Pięterko


Wchodząc na piętro trafia się na mikroskopijny drewniany korytarz z ukośnym okienkiem i wbudowaną w skośną ścianę między pomieszczeniami szafeczkę. Na lewo od okna są drzwi do jasnej łazienki wyposażonej w wannę i kolejną wbudowaną w skos szafkę. Po stronie prawej przechodzi się do sypialni Rachel, która dzięki dużemu oknu od szczytu kamienicy jest dobrze oświetlona. Większość pomieszczenia zajmuje duże, wygodne łóżko, zaś na prostej ścianie znajduje się szafa na ubrania oraz, od strony okna, sowia przestrzeń. Przy ścianie z drzwiami, pod skosem znajduje się niewielki sekretarzyk z wygodnym krzesłem, dobrze oświetlony przez ukośne okno.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 872
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1155
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Nie Lip 22 2018, 12:26

Matthew rzadko kiedy odwiedzał Hogsmeade - wynikało to chociażby z faktu, iż nie był takimi miejscami wielce zainteresowany. Być może odbijało mu już na starość? Nie, raczej nie, ma dopiero 36 wiosen i nic nie zapowiada się na to, aby przeżywał pewnego rodzaju kryzys, chociaż nieraz praca odbijała się echem na jego umyśle. Westchnąwszy głęboko, zastanowił się jeszcze raz, czy to aby na pewno dobry pomysł wychodzić wcześniej z pracy, nawet jeżeli miał teoretycznie taką możliwość, nie mogąc pogodzić się z myślami, że ktoś będzie musiał tym razem odwalać więcej roboty, niż on sam był w stanie przyjąć. Czasami fakt, iż praca wkroczyła ze swoimi brudnymi butami w jego życie prywatne na tyle, iż praktycznie go nie miał, przerastał go - nadal nie miał żony, nadal nie znalazł sobie dziewczyny, a co najgorsza - nie czuł, żeby musiał to robić. I chociaż nie uznawał, że wystarczy poczekać, żeby przewrócić stronę w książce oraz rozpocząć nowy rozdział, niespecjalnie go do tego ciągnęło. Po prostu jeszcze zostało mu dużo czasu - a przynajmniej tak myślał. No właśnie, myślał.
A to myślenie nieraz odbijało się na jego funkcjonowaniu. Im więcej zdań znajdowało się w jego głowie i wręcz, o zgrozo, wierciły dziurę w jego brzuchu, nie chcąc przestawać działać niczym jakieś pasożyty, tym zdawał się być bardziej zagubiony, a wzrok wędrował między wieloma obiektami. Raz na lewo, raz na prawo, raz na błękitne niebo, które było pozbawione jakiejkolwiek szarej chmury, a promienie słoneczne delikatnie grzały jego skórę. Wszystko to, choć namacalne, wydawało się być dla Alexander'a czymś kompletnie nierealnym - rzadko kiedy widząc, że w Wielkiej Brytanii może być inna pogoda niż ta deszczowa.
Długo jednak się nie zastanawiał, kiedy to dotarł do magicznego miejsca, które rzadko kiedy odwiedzał. Nie przeszkadzało mu to, no ba, czuł się z tym po prostu dobrze. Dzisiaj jednak miał na celu odwiedzić bardzo miłą, starszą od niego panią, u której to własnie zamawiał posiłki do pracy za pomocą sowiego transportu, który działał wręcz znakomicie, a ciepłe obiady dodawały mu energii, kiedy to odbywał dzienną zmianę na oddziale urazów magizoologicznych. Zazwyczaj starał się nie korzystać z tego typu ofert, jednak Matthew bez problemu zauważył, że w domu zbytnio nie ma ochoty gotować, a coś jednak musi jeść. Dotarł zatem do kamienicy oznaczonej numerem 17, która znajdowała się na Alei Amortencji, by następnie wejść po schodach na samą górę oraz zapukać. Nigdy nie miał w zwyczaju wchodzić do czyjegoś mieszkania bez pozwolenia, niemniej jednak przyzwyczaił się do tego, iż Rachel mieszkała w swoim własnym domu - i to też go gryzło. Czemu kobieta zrezygnowała ze wcześniejszego miejsca zamieszkania? Tego nie wiedział, oczekując na odpowiedź ze strony właścicielki lokum.

______________________

I take your hand Now you'll never be lonely Not when I'm home, sweet home...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 60
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 96
  Liczba postów : 32
http://www.czarodzieje.org/t16388-rachel-brown
http://www.czarodzieje.org/t16416-relacje-rachel-brown#450095
http://www.czarodzieje.org/t16413-sowia-poczta-rachel-brown#449993
http://www.czarodzieje.org/t16390-rachel-brown#449464




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Nie Lip 22 2018, 12:54

Rachel wprowadziła się do przytulnego mieszkanka na poddaszu bardzo niedawno i nie zdążyła jeszcze do konca się w nim zorganizować. Oczywiście poinformowała klientów o zmianie adresu, a posiłki nadal były dostarczane zgodnie z harmonogramem, jednak w samym mieszkanku stały jeszcze nie rozpakowane bagaże z książkami i roznymi drobiazgami, takimi jak ozdobne poduszki czy obrusy. Wszystko było dość surowe, widać było, że Rachel nie zdążyła się jeszcze zadomowić, jednak na swój sposób miejsce było bardzo przytulne mimo niedociągnięć.
Kobieta własnie zagniatała ciasto na placek drożdżowy, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Oho! Czyżby któreś z dzieci albo wnuków? Szybko wytarła ręce w lnianą ścierkę i otrzepując z fartucha mąkę otworzyła wejscie do mieszkania.
- Matthew! Kochany chłopcze, wejdź wejdź!
Staruszka uściskała mężczyznę w wyjątkowo matczyny sposób i zrobiła mu przejscie do mieszkania.
- Siadaj gdzie chcesz. Herbaty?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 872
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1155
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Nie Lip 22 2018, 13:17

Niedawno otrzymał wiadomość od bardzo matczynej staruszki o tym, że jej miejsce zamieszkania zmieniło się na tyle, iż z trudem starał się znaleźć odpowiednią odpowiedź na pytanie nurtujące jego głowę - dlaczego? Dlaczego się przeprowadziła? I chociaż nie było tego po nim widać, myśli te zastanawiały go na tyle, że nie mógł zaznać spokoju, chociażby z powodu dbania o innych. Niby robił to samo w pracy, aczkolwiek poznanie kogoś prywatnie i dopuszczenie do utworzenia więzi powodowało, iż czasami za bardzo się martwił i nieraz zaśmiecał właśnie głowę zbędnymi zmartwieniami bądź przypuszczeniami. Wiedział, iż to należy do jego wad, jednak niespecjalnie brnął do tego, żeby się za siebie wziąć, uznając dogoterapię za terapię wystarczającą do jego potrzeb. No cóż, mylił się na tyle, iż nieraz kroczył w zupełnych ciemnościach, z maską na przewrażliwionych oczach, niepewnie stawiając kolejne kroki do przodu - jednak zawsze, ale to zawsze wiązało się z tym jakieś ryzyko.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam w żaden sposób... - powiedział, przyjmując jej uściśnięcia na tyle, iż poczuł się dość nieswojo, a wynikało to z nieprzystosowania do tego typu sytuacji. Mimo wszystko pozwolił sobie, o zgrozo, również uścisnąć Rachel, chociaż nie dawał po sobie poznać, że ta czynność powodowała, iż nie wiedział, co ma do końca robić. Nie uznawał tego jednak za coś negatywnego, wszak nawet jeżeli było to uczucie nieznane, to na pewno nie należało do nieprzyjemnych. Już po chwili wszedł do mieszkania, z czystego szacunku do podłogi zdjął buty oraz wziął głębszy wdech, czując, że kobiecina coś robi, coś pichci, jednak nie wiedział do końca, czym tym razem zajmowała się pewnego rodzaju kucharka. - Nie trzeba, podziękuję tym razem. - oznajmił wdzięcznie, zajmując miejsce na jednej z kanap, które znajdowały się nieopodal balonu. Były o wiele przytulniejsze niż w jego domu. Wzrok od czasu do czasu lądował na tym, jak wiele rzeczy nierozpieczętowanych w bagażach, tuż po przeprowadzeniu się Rachel do nowego miejsca zamieszkania, a przynajmniej tak zdołał wywnioskować. Czuł się trochę głupio, iż wszedł bez zapowiedzi oraz, być może, kobiecina nie chciała jego obecności, jednak na razie nie wyczuł od niej jakiegokolwiek gniewu skierowanego w swoją stronę. - Jest tutaj całkiem... przytulnie. - przyznawszy, rozejrzał się jeszcze raz zagubionym wzrokiem po pomieszczeniu, by następnie skierować, o ile staruszka (dobra, nie przesadzajmy, aż taką staruszką nie jest!) nie powróciła do roboty w kuchni, spojrzenie na jej lico. - Jeżeli mogę zapytać, gdyż nie chcę być w jakikolwiek sposób nachalny, a to pytanie nurtuje już od pewnego czasu moją głowę... - rozpoczął, by następnie, być może niezbyt kulturalnie, przynajmniej w jego mniemaniu, wypuścić to, co męczyło jego łeb. - Z jakiego powodu się przeprowadziłaś?

______________________

I take your hand Now you'll never be lonely Not when I'm home, sweet home...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 60
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 96
  Liczba postów : 32
http://www.czarodzieje.org/t16388-rachel-brown
http://www.czarodzieje.org/t16416-relacje-rachel-brown#450095
http://www.czarodzieje.org/t16413-sowia-poczta-rachel-brown#449993
http://www.czarodzieje.org/t16390-rachel-brown#449464




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Nie Lip 22 2018, 13:49

Rachel pamiętała, że Matt nigdy nie był specjalnie wylewny, nie mniej jednak regularnie dawała wyraz wlasnej sympatii do niego, licząc, że moooże kiedyś przebije się przez jego skorupkę.
- Ależ skąd! Przyjaciele nie przeszkadzają mi nigdy. Musisz jedynie wybaczyć mi mój stan roboczy. Jeśli nie masz nic przeciwko, będę kontynuować pracę przy rozmowie.
I faktycznie wróciła do zagniatania ciasta, ale twarzą była wciąż zwrócona do mężczyzny. Odległość też nie nastręczała problemów, taka zaleta małych mieszkanek.
- Daj znać, jeśli byś zmienił zdanie. I dziękuję, dziękuję! Faktycznie bardzo przyjemne mieszkanko, ale jeszcze nie zdążyłam się przyzwyczaić. To dla mnie zupełna nowość. Oh, z jakiego powodu? - tutaj zachichotała cichutko, po czym z konspiracyjnym błyskiem w oku odpowiedziała. - Wybieram się na studia!
Była bardzo ciekawa reakcji mężczyzny.
- Ale spokojnie, nie wpłynie to na mój mały biznesik. A swoją drogą, jesteś wciąż zadowolony z moich dań? Może chcesz coś zmienić? To ciasto - pokazała masę w swoich dłoniach. - bedzie na jutrzejszy podwieczorek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 872
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1155
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Nie Lip 22 2018, 15:09

Właśnie to był główny problem mężczyzny - brak jakiejkolwiek wylewności. Być może udałoby mu się brnąć na przód z większą skutecznością, gdyby chciał się chociażby troszeczkę zwierzyć ze swoich niecodziennych problemów - z tego, że boi się za każdym razem o życie pacjentów ze względu na to, iż może popełnić błąd, z tego, iż ktoś kiedyś zabierze jego psy, z tego, że matka nigdy się nie odnalazła... Wiele jest rzeczy, które dusi w siebie Matthew i z których raczej się nie zwierzy - nie chcąc okazywać swojej słabości. Poza tym... kto chciałby go wysłuchać? Jest przecież dorosłym mężczyzną - niemniej jednak czuł się nieraz tak, jakby za jego sylwetką, gdzieś wewnątrz, chowało się małe, trudne do okiełznania dziecko, nieraz wyjące z tęsknoty oraz chęci odpoczęcia od całego zgiełku. Od stereotypów, które malowane są jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - ale nie tej, którą trzyma zza pazuchą, po prostu takiej magicznej, co rzeczywiście dotykiem zmienia rzeczywistość. Przebicie przez jego skorupkę graniczy z cudem, wszak przecież Rachel już zna od dawna swojego klienta.
- Cieszę się z tego powodu. - pozwolił, by jego lico przeszył delikatny, aczkolwiek widoczny, ciepły uśmiech, który po chwili zniknął, kiedy to wszedł do mieszkania, by móc porozmawiać ze starszą kobietą. - Nie, nie mam nic przeciwko. - odpowiedziawszy, zajął miejsce gdzieś na tej kanapie, która była bliżej kuchni, by móc się z nią w jakiś w miarę ludzki sposób porozumieć. Nie chciał również wychodzić na kogoś bez manier, ale czuł, że gdy wkroczy do kuchni, stanie się jakieś nieszczęście - być może niesłusznie? Możliwe, że był za bardzo przewrażliwiony, lecz za cholerę nie mógł znaleźć przyczyny takiego stanu. Może nie trząsł się jak galareta, chociaż musiał przyzwyczaić się do nowego miejsca, gdzie mieszkała specjalistka od domowych obiadów, które powodowały u niego sentyment. - Ja... raczej nie byłbym w stanie się przyzwyczaić. A w szczególności psiaki. - kiwnął na pierwsze słowa dotyczące herbaty głową, wychylając swój puchaty łeb w taki sposób, by móc nawiązać z kobieciną chwilowy kontakt wzrokowy. Matthew obserwował tym samym procedurę przyrządzania ciasta drożdżowego, które w wykonaniu Rachel nie miało sobie równych!
Słowa o studiach widocznie go zdziwiły, to znaczy się, nie miał nic przeciwko temu, aczkolwiek wizja starszej kobiety w szkole wydawała mu się trochę komiczna - ale w tym pozytywnym sensie! Czyżby Brown chciała dokończyć to, czego wcześniej nie mogła? Wziął wdech, opierając się łokciami o kolana, by następnie zwrócić raz jeszcze spojrzenie ciepłych, zielono-niebieskich oczu w jej stronę. Mało co go potrafiło ruszyć, aczkolwiek widać było po nim, że to, jakie słowa wydobyły się z jej ust, zaintrygowało go. - Na naukę nigdy nie jest za późno. - stwierdził pogodnie, zastanawiając się nad tym, jakie kroki podjęła w tym celu Rachel. - Wysłałaś już list do Ursulli Bennett? - i, rzuciwszy zaciekawiony pytanie w jej stronę, był niezmiernie ciekaw odpowiedzi, jaką przyszykowała dla niej dyrektorka Hogwartu. Rzadko kiedy, przynajmniej jego zdaniem, ktoś ma zamiar powrócić do nauki po tylu latach - niemniej jednak, uznawał to za dość ciekawy przypadek.
- Żałowałbym, gdybym nie mógł jeść przygotowanego przez panią jedzenia. - o ile jeść musiał, to mimo wszystko trudno byłoby mu zrezygnować z tego, co oferuje Brown pod względem gotowania. Knajpy oraz inne lokale nie oferowały tego, co ma w zanadrzu starsza kobiecina, a naprawdę szkoda by było, gdyby Matthew musiał chodzić głodny do pracy i głodny z niej wracać - gdyż każde inne potrawy, jakie zjadał, nie te przygotowane przez Rachel, wydawały mu się być pozbawione smaku. - Oczywiście! Wiem, że może zabrzmieć to dziwnie, ale na pewno umarłbym z głodu, gdyby nie pani. - uśmiechnął się pod nosem ciepło, patrząc na nią oczami szczeniaka. Widać było po nim, że samo towarzystwo Rachel powodowało, iż z gburowatego uzdrowiciela stawał się troszeczkę bardziej zwykłym człowiekiem. - W sumie to... tak, chciałbym. O ile takie stałe dania sycą, to przez te upały człowiek traci apetyt. Czy ma pani w swojej ofercie chłodniki? - zapytał się trochę niepewnie, wszak nie chciał wyjść na kogoś bez grosza szacunku do tego, co przygotowuje Brown, aczkolwiek mówił to szczerze - upały wpływały źle na jego chęć jedzenia, a na pewno lepiej pochłonąłby taką zupę niż coś cięższego i ciepłego.
- Nie mogę się doczekać. - wszak nie mógł stwierdzić inaczej, albowiem nawet jeżeli jadł mało ciast oraz ogólnie unikał cukru, to przed tym nie mógłby się powstrzymać. - Jakie owoce zamierzasz do niego dodać? - zapytał się zaciekawiony, spoglądając na masę trzymaną przez kucharkę w dłoniach.

______________________

I take your hand Now you'll never be lonely Not when I'm home, sweet home...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 60
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 96
  Liczba postów : 32
http://www.czarodzieje.org/t16388-rachel-brown
http://www.czarodzieje.org/t16416-relacje-rachel-brown#450095
http://www.czarodzieje.org/t16413-sowia-poczta-rachel-brown#449993
http://www.czarodzieje.org/t16390-rachel-brown#449464




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Pon Lip 23 2018, 17:49

- Oh, to zupełnie inna sytuacja. Wiesz, po tylu latach życia podopiecznymi mam ochotę pomieszkać sama. Należy mi się. Oni sobie w zupełności poradzą sami, myślę, że to będzie dla nich nawet całkiem zdrowe. A psiaki, jak by na to nie patrzeć, są zdane na ciebie. I dobrze, masz jeszcze sporo czasu, żeby zatęsknić za samotnością. Najbardziej mi tu brakuje ogrodu, ale cóż. Jak zatęsknię, to się przeprowadzę. W tym wieku jeszcze mogę sobie pozwolić na takie akrobacje!
Ciasto powoli zaczęło osiągać zamierzoną konsystencję, ale potrzebowało jeszcze trochę czasu. Rachel wolała nie przyspieszać pracy magią, wychodziła z założenia, że spod własnych rąk dania wychodzą pełniejsze miłości i zwyczajnie lepsze niż spod różdżki. Choć, oczywiście bez odrobiny magii się nie obywało! I równie magicznych składników.
- Wysłałam, a jakże! I otrzymałam odpowiedź. Twierdzącą, wyobraź sobie! Przeczytaj, leży jeszcze tutaj – tu ruchem głowy wskazała list na stoliczku przed Mattem. Zachichotała cichutko, uśmiechając się. – Podobno będę mieć dobry wpływ na młodzież! Ciekawa jestem ich min, jak mnie zobaczą na zajęciach. Oh, mój drogi! Możesz być pewien, że nawet jeśli musiałabym zmniejszyć moją drobna działalność, dla ciebie zawsze będzie miejsce na mojej liście klientów.
Wysłuchała uważnie uwag i pytań uzdrowiciela, obmyślając wprowadzenie ich w życie.Rachel była bardzo otwarta na wszelkie propozycje zmian, o ile nie odbiegały zbyt mocno od jej umiejętności i nie wchodziły w zbytnio zagraniczne klimaty. Szczyciła się jedzeniem domowym, ot co!
- Oh, oczywiście, że mam chłodnik. Ale tak sobie myślę… Może byś chciał koktajle z malin kongijskich? Doskonale chłodzą, no i to jednak płyny! Wspaniałe na drugie śniadanie. Albo gdyby tak… Lody na śniadanie? Zupełnie zdrowe, z mrożonych owoców, rzecz jasna. Chłodnik na obiad, tak… Hmmm. Myślę, że od jutra mogę wprowadzić różne warianty chłodniku, ale zastanowię się nad innymi letnimi propozycjami. Co o tym sądzisz? A do ciasta dodam samosterowalne śliwki. Ah, dobrze radzę, do podwieczorku trzymaj swoją porcję pod czymś ciężkim, bo inaczej będziesz ją gonić po całym Mungu! Ale smak, mmm! Ręczę, że będziesz nim zachwycony!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 872
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1155
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Pon Lip 23 2018, 21:30

Nigdy nie obrażał ludzi ani z nimi nie konfliktował bez odpowiedniego powodu. Zawsze starał się tego unikać, osobiście uważając, że będzie na straconej pozycji. Kiedy jednak rodzice kilkuletniego dziecka podali na obiad Langustnika Ladaco, mając jego słowa w głębokim poważaniu, coś w nim pękło, ale do końca nie wiedział, co dokładnie uległo destrukcji reaktywnej, według trzeciej zasady dynamiki Newtona. Był wtedy w stanie podnieść głos, trochę skrzyczeć dorosłych, którzy byli jeszcze bardziej obrażeni niż kiedykolwiek wcześniej. Osobiście uważał, że oni za własną głupotę mogą płacić, ale niechaj nie wtrącają pod ich nieodpowiedzialne skrzydła młodych istot. Mimo wszystko, ciągle pozostawał ugodowym człowiekiem i rzadko kiedy te sytuacje miały kiedykolwiek odtworzenie w świecie rzeczywistym, chociaż z kolejnymi latami Matthew zdołał wyrobić sobie zdanie posiadania tego wszystkiego w głębokim poważaniu. A, jak to na niego przystało, nawet jeżeli miła pani Brown, jakkolwiek by to nie wyglądało (oczywiście dla niego cała ta sytuacja miała pozytywne barwy!), postradała zmysły, mając ochotę w tak późnym wieku kontynuować porzucone wcześniej studia, nie wyśmiewał jej. No ba, po cichu, w tym zamkniętym cielsku, gdzieś w bijącym sercu, kibicował najlepszej kucharce świata, aby wszystko powiodło się według jej myśli.
- Nie spodziewałbym się, naprawdę. - rzuciwszy wzrokiem niezwykle ciepłych, choć skrywających pod tęczówkami pewnego rodzaju niepokój, oczu, podniósł wargi w delikatnym akcie uśmiechnięcia się, co mogła oczywiście kobiecina zaobserwować bez najmniejszego problemu. Rzadko robiąc cokolwiek z tymi kącikami ust, ich widok wpuszczonych w działanie pozytywnych emocji, potrafił napawać radością. A lico było w tym momencie o wiele przyjaźniejsze, chociaż cholera wie, co tak naprawdę skrywa się w jego łbie, który przyozdabiają charakterystyczne, kręcone włosy. - Też pani odpocznie od nich, albowiem każdemu należy się odrobina czasu dla siebie. - przyznał, chociaż nigdy nie stosował się do tej zasady. Za bardzo przywiązał się do swojej pracy, a ta, jak podstępny wąż, owinęła się wokół jego sylwetki, powoli ją ściskając oraz dusząc. Niemniej jednak, Matthew czerpał z tego pewnego rodzaju satysfakcję, jak gdyby był urodzonym masochistą w zadawaniu sobie bólu. Gadzina powoli wypuszczała z niego powietrze, powoli zbliżała swój język do jego grdyki, a on tylko czekał, aż ta zada ostateczny cios. Ostatecznie uważał, że jest się odpowiedzialnym za to, co się oswoi w ciągu życia, dlatego nie potrafi ot tak zrezygnować z tego, co, nawet jeżeli powoduje nieraz z niego wrak człowieka, pomaga innym ludziom. - Pani jest u mnie zawsze mile widziana – mam ogród, więc jeżeli tylko poczuje pani taką ochotę, zapraszam do siebie. - zaoferował, mimo wszystko, wszak tę kobiecinę lubił i nie był w stanie odeprzeć tej myśli. Starał się nie nawiązywać zbyt głębokich relacji, wszak właśnie na tym potknął się podczas początków swojej kariery jako uzdrowiciela, jednak i również do tej zasady zbytnio się nie stosował.
Z zaciekawieniem godnym kilkuletniego dziecka obserwował proces powstawania ciasta drożdżowego z rąk Rachel. Bez problemu zauważył, że ta nie stosuje aż nadto magii do swoich wypieków, stosując się do tradycji typowo mugolskich. Aż miło wspominał czasy, kiedy to radośnie biegał po podwórku, a rodzicielka z okna wołała go właśnie na obiad - który robiła właśnie bez żadnych czarów. Wkładała do nich więcej serca, a przede wszystkim smakowały mu o niebo lepiej. Czyżby znalazł powód, dla którego potrawy pani Brown trafiły w czuły punkt?
- Naprawdę? - zaskoczony, co prawda nie widział w Hogwarcie starszej osoby z innymi uczniami w dowolnym z domów, tuż po chwili wahania wewnętrznego nad przeczytaniem tego, co należy uznać za prywatną korespondencję, chwycił chudymi opuszkami palców za list z odpowiedzią ze strony Ursulli. Jego reakcja była pozytywna, a gdy założył okulary (wszak wtedy mu się lepiej czyta tego typu dokumenty), rozpoczął dość szybką lekturę. Uśmiechnął się szerzej, jakby chcąc tym gestem pogratulować starszej wiekiem kobiecie nie tylko za fakt tego, iż dostała się na rok 2018/2019, ale także za ambicje. Mało kto chciałby po tylu latach kontynuować naukę, a co dopiero się za to wziąć! - Nie śmiem wątpić, rozsiewasz wokół sporo pozytywnej energii. - przyznał ciut weselej. - Na pewno będą zaskoczeni, ale czuję, że nikt nie będzie niezadowolony. - oznajmiwszy, pozwolił, by raz jeszcze, delikatny uśmiech pojawił się na jego licu – ale o wiele delikatniejszy od poprzednich, z którymi Rachel miała do czynienia. - Naprawdę dziękuję i oczywiście mam nadzieję, że nie sprawiam tym sposobem żadnych kłopotów. - trochę przeprosił, wszak mógł być zbyt nachalny bądź zbyt... bezpośredni? A on trochę unikał okazywania emocji, a starsza pani, jak na złość, powodowała, że te delikatnie opuszczały jego bańkę prywatności.
Być może miał za wiele wymagań, być może okazał się niewdzięczny za to, co potrafi zrobić Brown, aczkolwiek nie mógł tego ukrywać - upały w Londynie po prostu przeszkadzały - czy tego chciał, czy też i nie. Bezlitosne promienie słońca tylko powiększały ból głowy wynikający z przepracowania, a brak apetytu na sycące posiłki niezbyt ładnie odbijał się na jego zdrowiu.
- Kongijskie maliny? - aż podniósł brew ze zdziwienia. - Naprawdę takie istnieją? - zapytał się Rachel, by po chwili powrócić do rozmowy. - Jadłem te zwykłe maliny, lecz naprawdę nie wiem, jak wyglądają kongijskie. Myślę jednak, że spod Twojej ręki nic nie może wyjść źle. - przyznał bez problemów, wszak gdyby Brown nie gotowała tak jak jego matka, która zaginęła wiele lat temu, na pewno korzystałby rzadziej z jej usług. No i gdyby jeszcze zamiast miłej kobieciny była jakaś trudna do przełknięcia i narzekająca! - Sorbety również brzmią ciekawie. - nie był w stanie odrzucić propozycji. - Osobiście znam się mało na gotowaniu, więc zdam się na panią. - gdyby mógł, to by wzruszył ramionami, wszak jego wiedza dotycząca gotowania była na poziomie podziemnego parkingu samochodowego – po prostu trochę ubolewała. Coś tam umiał zrobić, coś tam potrafił, jakaś jajecznica, jakiś rosół, ale nic poza tym. Prędzej wysadziłby pół dzielnicy w powietrze niż wydał wykwintną kolację.
- Chyba kilkutonowe stosy papierkowej roboty wystarczą, żeby ciasto naprawdę nie poszło zwiedzać Munga... Chyba. - przyznał i lekko się uśmiechnął, wszak wyobrażenie samego siebie biegającego po różnych oddziałach w celu odzyskania należytej porcji słodkości wydawało mu się być czymś naprawdę zabawnym. - Nie inaczej, nikt nie może pani zastąpić w pieczeniu ciast!

______________________

I take your hand Now you'll never be lonely Not when I'm home, sweet home...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 60
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 96
  Liczba postów : 32
http://www.czarodzieje.org/t16388-rachel-brown
http://www.czarodzieje.org/t16416-relacje-rachel-brown#450095
http://www.czarodzieje.org/t16413-sowia-poczta-rachel-brown#449993
http://www.czarodzieje.org/t16390-rachel-brown#449464




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Sro Gru 12 2018, 11:41

-Oh proszę, mów do mnie Rachel - uśmiechnęła się ciepło, kończąc wyrabianie ciasta. - Coś czuję, że wszystkich w Hogwarcie będę musiała poprawiać! A przecież zamierzam się odmłodzić... Nie żartuj tak, oczywiście że mi nie sprawiasz problemów! Kongijskie maliny mają bardzo chłodzące właściwości. To fascynujące rośliny! Myślę, że dużo ciekawsze od samosterowalnych śliwek, choć nie powiedziałabym, żeby były od nich smaczniejsze. To kwestia gustu, po prostu nie są złe. Ale śliwki... Śliwki mają w sobie to coś! No i owszem, z pewnością tyle wystarczy, by powstrzymać latanie.
Rachel odgarnęła z czoła niesforny kosmyk, ktory opadł jej na oczy, zostawiając przy tym mączny ślad na twarzy. Wyciągnęła przygotowaną wcześniej blaszkę, a potem podzieliła ciasto na pół. Jedną część odłożyła na chłodzącą półkę, a drugą zaczęła wykładać formę.
- Powiedz mi proszę, czy w Mungu zdarzają się pracownicy po przebranżowieniu? Tacy, których w moim wieku natchnęło na zostanie uzdrowicielem, albo kimś tego rodzaju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 872
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1155
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Sro Gru 12 2018, 14:35

Uzdrowiciel spojrzał na nią swoimi charakterystycznymi tęczówkami, jakoby próbując dopatrzeć się czegoś, co znajdowało się poza możliwościami jego przepełnionego różnymi informacjami umysłu. Pani Rachel zdawała się być pełna energii, a nie to, co on potrafił sobie zepsuć - i chociaż obecnie żadnych problemów nie miał, o tyle wiedział, że jego dobry nastrój kiedyś minie. Czy chciałby posiadać humor podobny do kobiety, która obecnie zajmowała się gotowaniem? Bardziej chyba stabilność, ostatecznie jednak jego myśli znalazły się całkowicie na innym torze - tym głównym, a nie bocznym. Jakby nie było - rzadko kiedy widziało się studentów w aż takim wieku, co nie zmienia faktu, że właśnie wyobrażał ją sobie w barwach jednego z domów. Wydawało się być to czymś dziwnym, aczkolwiek ostatecznie - każdy miał prawo spełniać marzenia z przeszłości. Sam chętnie by powrócił do szkoły, gdyby nie fakt, że targały nim niezbyt pozytywne wspomnienia. Owszem, zdobywanie wiedzy wydawało się być kuszącą opcją, prześladowania ze strony Ślizgonów - niezbyt. A było ich coraz więcej, zaś rody czystokrwiste zdawały się nie próżnować oraz zwyczajnie jeszcze istnieć. Zaskakiwało go to mocno, aczkolwiek dłużej nie trwożył swoich myśli wokół tego obrazu, poprawiając prostym ruchem dłoni koszulę.
- W porządku. - przystanął ostatecznie na jej prośbę, aczkolwiek wydawało się to być czymś dziwnym. Niemniej jednak - nadal pozytywnym, skoro i tak miał dość formalnych odzywek w szpitalu, zazwyczaj również przesiąkniętych jadem - ze strony innych uzdrowicieli, oczywiście. - De gustibus non est disputandum. - wypowiedziawszy te słowa bez większych problemów, skierował spojrzenie w stronę kuchni, starając się wydobyć jak największą ilość informacji z otoczenia. Jego analityczny umysł domagał się wystarczająco za dużo rzeczy; odkrywał drugie dno nawet w najprostszych rzeczach, co nieraz go doprowadzało do szału; obecnie siedział spokojnie, nawet jeżeli od czasu do czasu w jego głowie trwała istna zawierucha.
- Czasami, ale zazwyczaj wyjątkowo rzadko. - odpowiedział prosto w jej stronę, zastanawiając się nad sensem tego pytania; czyżby kobieta tak dobra w gotowaniu zachciała pozostać w dość podobnym zawodzie co do jego? A może jakieś inne rzeczy nakierowywały ją na temat Świętego Munga? - Tym bardziej, że jest to dość długa droga i jednocześnie jedna z trudniejszych. - musiał dodać; nie bez powodu był to zawód najbardziej doceniany. Nie zawsze można było znaleźć osoby podchodzące z łatwą ręką do czyjejś śmierci; upływających sekund, czasu starającego się przebrnąć przez palce w jak najszybszy sposób. To tylko chwila, kiedy z kogoś ujdzie życie.

Kostka na chorobę: 2, nie zarażam.

______________________

I take your hand Now you'll never be lonely Not when I'm home, sweet home...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29918
  Liczba postów : 46930
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Sob Gru 15 2018, 14:24

@Rachel Brown | W innym czasie.

Zawód ten, choć niezwykle istotny, zdawał się ostatnio stracić na popularności. Na szczęście klientów nigdy nie brakowało - a Święta zdawały się przynieść największe zyski w ciągu całego roku, właśnie to one były prekursorami do zarobku. Mogłaś tym samym liczyć na dodatkowe atrakcje w postaci zwiększonej liczby zamówień na różnorakie ciasta, nieraz nawet domki z piernika, choć czarodzieje bardziej byli zainteresowani tradycyjnymi potrawami. W ruch poszły zatem magiczne serniki, paszteciki dyniowe, jak również napoje - a zleceń naprawdę było sporo i ich zwyczajnie nie brakowało. Tym razem jednak musiałaś się postarać, dostając naprawdę sporą listę potraw do przygotowania oraz wysłania za pomocą poczty sowiej; czy podołasz wyzwaniu i czy zdołasz zdobyć przede wszystkim wymagane składniki? Jakby nie było, półki sklepowe, wcześniej wręcz uginające się pod natłokiem najróżniejszych produktów, zdawały się teraz stracić na wadze, w wyniku czego niektórych przedmiotów zwyczajnie brakowało - począwszy nawet od najbardziej podstawowych produktów! No cóż, należało zatem wyruszyć z samego rana na świąteczne polowania.

Rzuć kostką, by dowiedzieć się, co spotkało Twoją postać.
1, 2 - budzik nastawiony, wszystko nastawione, idealnie niczym w szwajcarskim zegarku, a jednak i tak obudziłaś się za późno. Okazało się, że żaden z przedmiotów nie chciał Cię obudzić i wyrwać na nogi, w wyniku czego zaspałaś! Spóźniona powędrowałaś do sklepów, szukając składników potrzebnych do wykonania dość sporego zamówienia; niestety, paru z nich brakowało, w wyniku czego nie mogłaś ich zwyczajnie zrobić. Zrządzenie losu? Najwidoczniej! Rzuć literą. Spółgłoska - na szczęście klient przyjmuje tę wiadomość bez większego problemu, dziękując tym samym, po tym, jak przygotowałaś potrawy, za poświęcenie własnego czasu i przede wszystkim chęci. Samogłoska - niestety, wraz z tym incydentem osoba składająca zamówienie nie zapłaciła pełnej kwoty; odnotuj stratę dwudziestu galeonów w odpowiednim temacie.

3, 4 - wstałaś wyjątkowo wcześnie, w wyniku czego nie miałaś problemów z dorwaniem się do tych mniej spotykanych składników. Bez trudu zdobywasz produkty z listy i bez trudu udaje Ci się, po powrocie do domu, dowiedzieć z książki kucharskiej paru ciekawostek dotyczących zastosowania czarodziejskich produktów. Mimo swojego wieku, ten fakt bardzo miło Cię zaskoczył i tym samym mogłaś skończyć pracę w domu o wiele szybciej. Gratulacje! Otrzymujesz jeden punkt do kuferka z Magicznego Gotowania - zgłoś się po niego w odpowiednim temacie.

5, 6 - rześki poranek został zaowocowany niezbyt przyjemnym chłodem panującym na zewnątrz. Mimo ubrania ciepłych rzeczy oraz przykrycia się kurtką podczas schadzki w celu znalezienia odpowiednich składników, nadal odczuwałaś przeszywające Twoje kości zimno. Nie wiedziałaś, co to oznacza, czy może jest to jednak chwilowe, co nie zmienia faktu, że nie było to wcale normalne odczucie; tym bardziej, że musiałaś zwiedzić więcej sklepów, w wyniku czego zachorowałaś Lebetiusa. Powoduje on wydostawanie się pary z Twoich uszu oraz posiada typowe objawy mugolskiej grypy. Aby się wyleczyć, należy zastosować eliksir pieprzowy, który kosztuje dziesięć galeonów - w przeciwnym wypadku przez dwa następne wątki będziesz zmagać się z chorobą. Odnotuj (w zależności od wyboru) stratę pieniędzy w odpowiednim temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29918
  Liczba postów : 46930
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Czw Sty 10 2019, 12:43

Wystarczyło tylko trochę zakłóceń magicznych, żeby w kuchni zapanował zamęt. Ciężko stwierdzić, czy w ogóle o to chodziło... kiedy pierwsze drobinki mąki zawirowały w powietrzu, winą można było obarczyć niedomknięte okno czy przeciąg pomiędzy pomieszczeniami. Dopiero kiedy z chłodzącej półki z cichym trzaskiem odłamał się sopel lodu, można było rzeczywiście się zmartwić. Drobne anomalie prędko rozprzestrzeniły się po kuchni - z jednego miejsca buchał żar, w drugim można było zamarznąć. To była tylko kwestia czasu, aż wydarzy się prawdziwa katastrofa; naprawienie drobnych usterek na nic się nie zdawało, zaś jakieś nierozważne zaklęcie zdołało nawet podpalić ścierkę!
W takich warunkach ciężko prowadzić rozmowę, zatem spotkanie towarzyskie raczej wypadało uznać za zakończone... Najwyraźniej w kuchni potrzeba było więcej uwagi, niż mogłoby się wydawać!

@Matthew Alexander, ugasisz pożar? Pamiętaj o zakłóceniach!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 872
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1155
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   Czw Sty 10 2019, 17:16

Czas by mijał nieustannie, upływające sekundy oraz minuty skutecznie zdawały się odcisnąć piętno na ich rozmowie. Chwila nieuwagi, chwila braku rozwagi, by nagle, jakby piorun zdawał się uderzyć w ziemię, wybuchł pożar. Z początku jednak sopel lodu zdawał się upaść na podłogę, rozpaść na mniejsze kawałki, kiedy to znajdowali się w innym pomieszczeniu, stanowiącym połączenie; westchnął, kiedy to zauważył, zareagował, kiedy to podniósł własne, szanowne cztery litery, nie zważając uwagi na to, że jest kompletną niedorajdą w zaklęciach. Chwycił za własną, jedyną różdżkę - rdzeń z ogona feniksa dodawał mu po części wiary, albowiem zaufanie musiał wyrobić, by następnie skierować drewniany patyczek w stronę kuchni, przybliżając się głośnymi krokami w stronę rozprzestrzeniającego się pożaru. Było tutaj zwyczajnie ciepło; mniej znane niebezpieczeństwo zdawało się zbierać żniwa, choć mężczyzna przyszedł, by zwyczajnie zabronić dalszym niepewnościom, odszukując tym samym w pewnym stopniu szczęścia w swoich działaniach. Skoro wcześniejsze zaklęcia rozpętały ten zamęt, przydałoby się modlić teraz po nadzieję, choć był z wyznania ateistą; zacisnął mocniej palce na drewnianej manufakturze, czując, jak dym przedostaje się do jego płuc, powodując tym samym niesforne drapanie.
- Aquamenti. - wypowiedział, choć na chwilę obecną zdawało się, że różdżka zwyczajnie odmówiła posłuszeństwa - zakłócenia zdawały się działać na najwyższych wówczas obrotach, oczywiście wbrew woli samego uzdrowiciela. Szlag by to trafił. Kolejna próba, kolejne pokładanie nadziei w coś, co wydawało się być nierealne, niemniej jednak osiągnął zamierzony cel - strumień wody wydostał się z różdżki, tym samym przyczyniając się do zniknięcia zagrożenia. Po tym pozostał tylko niesmak - w postaci bałaganu oraz zniszczeń. - Chłoszczyść. - załatwiło sprawę po części, niemniej jednak wydawało się być odpowiednie, zanim opuścił mieszkanie, uznając rozmowę z Rachel za zakończoną.

| zt

Kości: 1 → 5, 6, 6
http://www.czarodzieje.org/t16946p700-kostki#474413

______________________

I take your hand Now you'll never be lonely Not when I'm home, sweet home...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 5   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 5

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 17
-