Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pojednanie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Pojednanie   Sro Lip 18 2018, 20:00


Retrospekcje

Osoby: Riley Fairwyn & @Lotta Hudson
Miejsce rozgrywki: Rezerwat smoków w Rumunii
Rok rozgrywki: 2018
Okoliczności: Lotta i Riley w tajemnicy przed znajomymi Hudson, wspólnie wyjeżdżają do rezerwatu smoków, aby całkowicie poświęcić się opiece nad tymi olbrzymimi gadami. Nadciąga koniec roku szkolnego, a wraz z nim czas powrotu do domu.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.


Ostatnio zmieniony przez Riley Fairwyn dnia Pon Sie 06 2018, 22:49, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pojednanie   Sro Lip 18 2018, 20:01

Rezerwat smoków w Rumunii. Czy kiedykolwiek sądziłem, że naprawdę tam pojadę?
Wiele moich myśli pozostaje niewypowiedzianymi. Cisi ludzie skrywają w sobie wiele tajemnic, tych mniej i bardziej oczywistych, a jedną z moich był nieustannie drążący mnie smutek - pamiątka po dniu, w którym zginęła moja matka. Chociaż na mej twarzy gościł uśmiech, w duchu wciąż przeżywałem tę tragedię w taki sposób, jakby wydarzyła się ona ledwie kilka dni temu. Milczałem, nieustannie analizując. Oceniałem nie tylko to, na czym mogłem skupić wzrok i to raz po raz, po trosze, mnie zabijało. Wysysało siły, jakie normalni ludzie pożytkują na życie. Tak po prostu. Na codzienne zrywanie się z łóżka wraz z sygnałem budzika i wciskanie w usta porannej kawy. Nie potrafiwszy porzucić obwiniania się za to zdarzenie, nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak potężne kryje się we mnie pragnienie powrotu do smoczego towarzystwa. Największe ich siedlisko - smoczy rezerwat w Rumunii - niegdyś byłby dla mnie niczym spuścizna Merlina. Osiągalny dla nielicznych i tak wyjątkowy, iż nawet nie marzyłem, że moje wybitne z opieki nad magicznymi stworzeniami mogą ułatwić mi do niego wstęp. Lotta także miała tutaj coś do powiedzenia. Jej reputacja opiekuna smoków była więcej warta od kilku świstków z Hogwartu. Chociaż nie przewidywałem wyjazdów, potrafiłem zniknąć ze szkolnego życia z taką łatwością, jakby szkolne mury nigdy mnie nie gościły. Bałem się tego, czego miałem być świadkiem przez tych kilka miesięcy. Nie tylko dlatego, że od czasu wypadku wszystkie smoki wywoływały u mnie naprzemiennie irracjonalny lęk i palący gniew. To były także czysto ludzie obawy - czy poradzę sobie w nowej roli? Niczym nowym nie byłoby dla mnie garbowanie skór czy wyrywanie z trzaskiem zębów z pogruchotanej szczęki. Opieka miała być prawdziwym wyzwaniem. Byłem kłusownikiem. Zimnokrwistym zabójcą magicznych stworzeń, którego jedynym życiowym celem miało być zostanie kolejnym łowcą smoków. Łowcą, nie odławiaczem, a jednak odnalezienie w sobie współczucia okazało się niezwykle naturalne. Zdawałem się nie pamiętać o krwi plamiącej me dłonie i wzięcie w ramiona młodego smoczęcia wywoływało we mnie jedynie właściwe opiekunowi odruchy. Współczucie i troska zalewały moje oblodzone smutkiem serce, a ja po raz pierwszy od dawna zdawałem się naprawdę żyć, miast jedynie być. Nie pojmowałem dlaczego moja przyjaciółka musiała tak nagle, w wielkiej tajemnicy przed wszystkimi, opuścić Wielką Brytanię, ale skrycie byłem jej wdzięczny za każdy dzień spędzony z nią w tej rumuńskiej dziczy i bijąc się teraz z myślami oraz ambiwalentnymi odczuciami względem opieki nad smokami, nawet nie rejestrowałem cichych trzasków gałązek uginających się pod ciężarem naszych stóp. Byliśmy w ruchu, zmierzając po raz ostatni ku wybiegowi młodych smoków. Chciałem jeszcze raz na nie popatrzeć i nacieszyć oczy energią tryskającą z młodego stworzenia. Kiedy już wsparłem dłonie o ogrodzenie, chroniące smoczęta przed dzikimi zwierzętami żyjącymi w lesie, pozostało mi jedynie wydanie z siebie cichego westchnienia smutku. Jutro wracałem do szkolnego życia.
- Nie mogę uwierzyć, że już jutro egzaminy końcowe. - Odezwałem się, przerywając milczenie, jakie zapadło pomiędzy nami podczas spaceru po lesie. Oderwałem na moment spojrzenie od brykających wesoło gadów, łowiąc spojrzenie przyjaciółki. - Im dłużej tutaj byliśmy, tym szybciej mijały mi dni. Sądziłem, że będę odkupywał winy, a Ty sprawiłaś, iż poczułem się tutaj naprawdę potrzebny. - Smakowałem te słowa, jednocześnie oceniając jak przyjmie je Lotta. W końcu nie codziennie wywraca się światopogląd przyjaciela do góry nogami. Czy ta zmiana miała odmienić moją ścieżkę zawodową? Tego wciąż nie byłem pewien, lecz starczyła już sama świadomość, że zacząłem się wahać, aby wzbudzić we mnie dezorientację.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Pojednanie   Czw Lip 19 2018, 19:32

Tu znalazłam spokój.
Chociaż wyjazd do Rumunii był chyba największym objawem lekkomyślności jakiego dopuściłam się przez całe życie to niczego nie żałowałam. Czerpałam radość z Rileya robiącego powolne kroki w kwestii relacji ze smokami, znajdowałam szczęście w każdym pęcherzu nabytym podczas cholernie ciężkiej pracy. Dałam odpocząć mojej głowie skupiając się tylko i wyłącznie na smokach i pokonywaniu słabości. Oboje to robiliśmy - każde z nas musiało zmierzyć się ze strachem, który był pochodną naszych wypadków. Daliśmy radę i po tym wszystkim co nas spotkało znów byliśmy w stanie obcować z tymi niesamowitymi istotami. Nie miałam pojęcia czy zmieniło to światopogląd Rileya, w kwestiach które nas poróżniły dawno temu - jednak nie zamierzałam mu niczego narzucać. Był moim przyjacielem, a ja zaczynałam rozumieć, że nasza relacja jest ważniejsza niż rozbieżności światopoglądowe, nawet tak duże. Jedyne co mogłam robić to delikatnie go przekonywać, chociażby poprzez ten wyjazd - przymus czy agresja były w tej kwestii niewskazany.
Jednak wszystko co dobre musi się prędzej czy później skończyć - po wielu tygodniach spędzonych w rezerwacie następnego dnia czekał na nas świstoklik i końcowe egzaminy w Hogwarcie. Trudno ukryć, że czułam cholerny strach. Dla kogoś kto nie był mną ta sytuacja mogła wydawać się śmieszna - dziewczyna, która biega za smokami boi się powrotu do domu? Ale tak, bałam się.
W Rumunii byłam sobą, zaś powrót do domu oznaczał ponowne wcielenie się w rolę wyrodnej córki, siostry, przyjaciółki, nie-żony, a przede wszystkim matki.
- Ja też nie - powiedziałam enigmatycznie, mimo wszystko nie mogąc powstrzymać delikatnego uśmiech na widok bawiących się smoczków.
Z zaskoczeniem wysłuchałam tego co Riley powiedział - nie wiedziałam co odpowiedzieć, cieszyłam się jednak, że mój przejaw głupoty, czy też brawury dał korzyści nie tylko mi. Moją twarz rozjaśnił promienny uśmiech, po czym od razu go przytuliłam. - Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy, że tak mówisz.
Po chwili bliskości odsunęłam się i skierowałam spojrzenie na smoki. Zarzuciwszy dłoń na ramię przyjaciela omiotłam je czułym, matczynym spojrzeniem. W kwestii mojego syna byłam gdzieś w topce najgorszych matek świata, ale one wzbudzały we mnie najgłębsze, matczyne instynkty.
- Żałuję, ze nie mogę tu zostać - westchnęłam. Nie chodziło mi tylko o rozwój, na który miałam szansę tylko tutaj, ale również o to, że tu w końcu poczułam się jak u siebie.



______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pojednanie   Sob Lip 21 2018, 11:13

Wybuchy czułości nie przychodziły mi łatwo. Czym innym były przemyślane w zaułkach własnych myśli słowa, każde wyważone i szczere, ale skupione w odpowiednią formę od decyzji podejmowanych pod wpływem chwili. Dotyku nie można było analizować, przychodził naturalnie. Strach przed obdarzaniem nim drugiej osoby nie dla każdego był jedynie lekkim dziwactwem, a chociaż Lotta była mi teraz tak bliska niczym siostra, której nigdy nie miałem, bez słów rozumieliśmy jak (paradoksalnie) potrzebne jest mi zniesienie tego muru niedostępności. Nawet tutaj, gdzie dzień w dzień gładziłem smocze łuski i na brak towarzystwa nie mógłbym narzekać. Dlatego też każda taka chwila była dla mnie niezwykle cenna. Ktoś mógłby powiedzieć, że segreguję i kolekcjonuję odpowiednie wspomnienia, a dotyk, tak dla mnie skomplikowany, jest kluczowym elementem wspomagającym zapamiętanie jak największej ilości szczegółów. Kto wie co wyniknie z tego w przyszłości. Na tę chwilę byłem po prostu zbyt szczęśliwy, aby przejmować się własnymi ograniczeniami. Zwłaszcza, że mojego towarzystwa nie stanowiła pierwsza lepsza koleżanka ze studiów. Przegapiliśmy tak wiele wspólnych lat i teraz mieliśmy szansę na nadrobienie każdego miesiąca. Przez ostatnie tygodnie spędzaliśmy ze sobą niemalże każdą chwilę, a ja uparcie starałem się nie ingerować w problemy Lotty. Nie chciałem, aby zmarszczki niepokoju nawet na kilka sekund zburzyły spokój ducha, jaki w niej dostrzegałem, gdy byliśmy ze smokami, lecz chyba wreszcie nastała ta chwila. Uświadomiłem to sobie dopiero wówczas, gdy wraz z jej ramionami, przylgnął do mnie niepokój. Czy w Wielkiej Brytanii nie czeka na nią ktoś, kto bardziej zasługuje na jej uwagę od dawnego przyjaciela i garstki gadów? Czując jej dłoń na swoim ramieniu, nie pozwoliłem jej odejść. Objąłem ręką jej talię, trącając nosem jej długie, pachnące popiołem i ogniem włosy. Wciągając w nozdrza zapach smoków, jakim z pewnością oboje przesiąkliśmy, zastanowiłem się czy kiedykolwiek przestanę czuć lęk na samo wspomnienie tej woni, a odpowiedź przyszła mi naturalnie, szybciej, niż mógłbym podejrzewać. Jeżeli tylko moi przyjaciele będą przy mnie, nie będzie mi straszny żaden smok.
- Rezerwat zaczeka. Smoki będą zawsze, niezależnie od tego jak wielu Fairwynów będzie poszukiwało smoczej krwi. - Zdaje się, że sam chciałem w to uwierzyć, gdyż wizja Garretta biegającego po rezerwacie z różdżką wydawała mi się teraz aż zanadto realna. - Poza tym... są długowieczne, my nie. Założę się, że jeśli wrócisz tutaj za rok, te maluchy wciąż będą na etapie podgryzania naszych szat. - Po tych słowach niemalże z czułością musnąłem krawędź swojej prostej czarnej szaty, pomysłowo oskubanej i pracowicie przeżutej przez smocze szczęki. Zapatrzyłem się na wyjątkowo aktywnego smoczka, jaki właśnie przekoziołkował przez połowę wybiegu. - Czujesz tu - odsunąwszy się nieznacznie, stuknąłem palcem w pierś Hudson - że to miejsce jest ważniejsze od wszystkiego co zostawiliśmy za sobą? - Spróbowałem złowić jej spojrzenie. Jej odpowiedź miałem zapewne potraktować niemalże personalnie. Jakby nie patrzeć, byłem w połowie sierotą, a matka, którą mi odebrano wciąż była dla mnie tak ważna, jakby jej los rozłączył się z moim zaledwie jeden oddech temu.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Pojednanie   Sro Lip 25 2018, 02:27

Oddychanie tutejszym powietrzem wydawało się naturalniejsze niz cokolwiek innego. Moje płuca były stworzone do życia tutaj, moje poranione, chore ciało tutaj w końcu odnalazło spokój. Trawa, zapach popiołu, Riley - to wszystko dawało mi pewnego rodzaju komfort, którego nie potrafiłam osiągnąć w Anglii.
- Czuję się jakby to one były moimi dziećmi - odparłam wpatrując się w młode, wygłupiające się gady z troską zahaczającą o czułość - Chciałabym na nie patrzeć, dbać, zestarzeć się w ich towarzystwie.
Spojrzałam na nie z nieskrywanym żalem i stłumiłam chęć szlochu, po czym skierowałam spojrzenie na Rileya. Nawet jeśli nie chciałam wracać, to przyjaciel miał sto procent racji.
- Chyba nie - powiedziałam chwytając jego dłoń skierowaną w stronę mojego serca - Problem w tym, że nie jestem pewna czy dam radę się z tym zmierzyć.
Byłam w stanie wyobrazić sobie siebie jako matkę EJ'a - zapewne najgorszą matkę wszechświata, ale jednak matkę. Wyobrażałam sobie jak od maleńkości ugania się za psidwakami, jak dzielnie dorasta u mojego boku, choć byłam dla niego tak podła. Problem zaczynał się, gdy rozważałam czy w moim życiu jest jeszcze miejsce na obecność Williama. Wspólne wychowanie dziecko w dość przykry sposób rozwiało bajki o księciu na białym koniu.
Nasze spojrzenia się spotkały, a ja mimo iż czułam wstyd i strach nie starałam się odwrócić wzroku. Ufałam mu bezgranicznie, pewnie jeszcze bardziej niż przed naszą kłótnią. Był moją bratnią duszą, podporą w ciężkich czasach. Mimo wszystkich popełnionych występków mogłam mu spojrzeć w oczy bez wahania - pewnie jako jedynej osobie na świecie.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pojednanie   Pon Sie 06 2018, 22:25

Wybaczenie, jakie mi zaoferowała, oczyściło mnie. Noszenie w sobie nostalgii wbrew pozorom wcale nie jest tak łatwe, jak sądziliby Ci, którzy nigdy nie musieli mierzyć się z codzienną tęsknotą, a dzień, w którym nareszcie wyciągnęliśmy do siebie ręce, był ważny także i dla mnie. Tak naprawdę czerpać z niego korzyści mogłem dopiero w tej chwili, gdyż pozbawiona ciężaru macierzyństwa Lotta była kompletnie inną osobą od tej, jaką zapamiętałem w okresie okołoświątecznym. Wreszcie widziałem w niej jedynie młodą dziewczynę - radosną, zaangażowaną, szczęśliwą - zamiast podlotka, jaki musiał zbyt szybko dojrzeć, gdy delikatny pączek w jej łonie nieoczekiwanie zakwitł, a którego dostrzegali także wszyscy wokół nas. W tamtej chwili szczerze nienawidziłem siebie za swoje dobre intencje i nieustannie towarzyszące mi poczucie obowiązku. Musiałem przypomnieć jej, że warto wracać, nawet jeżeli sama jeszcze tego nie rozumiała i najpewniej miało ją to znowu przygnębić. Jak zawsze zbyt dojrzały i zamknięty w sztywnych ramach, jakie sam dla siebie zbiłem z samokontroli i wycofania. Chociaż czułem się w tym momencie jak najgorszy towarzysz spontanicznego wypadu na koniec świata, kontynuowałem burzenie jej upragnionego szczęścia, prąc do konkluzji niczym lodołamacz. Może to dlatego zacisnąłem palce na jej drobnej dłoni? Nie pozwoliła mi jej cofnąć, a ja naturalnie odpowiedziałem na jej gest, czując jak gdzieś wewnątrz mnie rozlewa się miłe ciepło. Zaufanie i więź, jakie były dla mnie tak drogocennymi. Poczułem się naprawdę podle, kiedy tak spoglądała z przygnębieniem na smocze maleństwa i wtedy po raz któryś z kolei zakiełkowała we mnie zazdrość o jej emocje. Była tak rozdarta, a jednak pewna w swej miłości do tych łuskowatych stworzeń. Ja mogłem jedynie powiedzieć, że tak naprawdę to chyba nigdy się nie zrozumiem. To w końcu chcę je pozabijać czy jednak wychować?
Spojrzałem na Hudson łagodnie, chociaż gdzieś w głębi mojego spojrzenia czaiła się determinacja. Gotowa, aby wyciągnąć ją na pierwszy plan w chwili zawahania, lecz Lotta niezwykle mnie zaskoczyła. Jej odpowiedź nieco skruszyła moją gotowość do bojowania o to co właściwe. Poczułem wstyd, że w ogóle podejrzewałem ją o możliwość udzielenia mi odmiennej odpowiedzi.
- Nie zostałaś z tym sama, wiesz o tym? - Zapytałem, twardo utrzymując kontakt wzrokowy. Nie chciałem, aby akurat w tym momencie dostrzegła, że tak naprawdę to ja także bałem się obietnicy, jaką miałem zamiar jej właśnie złożyć. Czy powinienem, skoro EJ miał już ojca, a ja nijak znałem się na macierzyństwie? Nie byłem tego taki pewien, a jednak z jakiegoś powodu przełamałem się. W końcu, nie zamierzałem zastępować Walkera, chciałem jedynie odciążyć Lottie. - Masz nie tylko swoją rodzinę. Szepnij tylko słowo do lusterka, a wezmę małego do siebie, żebyś miała chwilę dla siebie. Obiecuję, że nie będziemy rozbierać traszek na części pierwsze. - Zdobyłem się na nieśmiały uśmiech. Całokształt mojej kariery zawodowej chyba wciąż był dla nas dość delikatną kwestią.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Pojednanie   Sro Sie 08 2018, 22:21

Nie miałam pretensji.
Musiał być moim głosem rozsądku, bo w innym wypadku najpewniej nigdy w życiu nie zdobyłabym się na powrót. Gdybym wyjechała sama byłabym stracona na zawsze - najpewniej ukończyłabym naukę w Rumunii i przez najbliższe miesiące, jeśli nie lata zostałabym tutaj. W swoim egoizmie zrosłabym się z tutejszym życiem, porzuciła dawne zwyczajne i ludzi, których tam zostawiłam. Byłam mu wdzięczna, że stał przy mnie jako nieodłączny głos rozsądku, który nie dał mi zatonąć w swobodzie i tym lepszym życiu na stałe. Był moim kołem ratunkowym i każdego dnia dziękowałam losowi, że zdecydował się wyciągnąć dłoń w moją stronę podczas Bożego Narodzenia i że wtedy jej nie odrzuciłam. Niewiarygodnie mocno brakowało mi jego osoby w moim życiu - byłam gotowa znosić nasze różnice zdań licząc, że w końcu dzięki delikatnym staraniom uda mi się go przekonać, a nawet jeśli nie to i tak możemy żyć w przyjaźni, ważniejszej od drobnych niesnasek.
- Wiem, Riley - powiedziałam z wdzięcznością niemal wybuchając śmiechem usłyszawszy uwagę o traszkach. Po chwili jednak spoważniałam i zastanowiwszy się jak najskuteczniej przedstawić mu mój widzenia w końcu powiedziałam - Nie chodzi nawet o EJ'a. Istnieje całkiem duża szansa, że go okiełznam. Chodzi o rodziców, Bridget i Willa, o starcie się z nimi i całą tą resztą ludzi, którzy będą pytań.
Na moment milknę, znów skupiając spojrzenie na smokach, bo nie do końca wiem jak mu przekazać to o czym myślałam od tygodni i co w gruncie rzeczy jest bardzo trudną rzeczą, której sama bym się po sobie nie spodziewała.
- Chcę wrócić, ale nie jestem pewna czy wciąż chce być z Williamem - powiedziałam łamiącym tonem, jakbym wyznawała najgorszy na świecie sekret - Zawiódł mnie jako partner i mam do niego żal o całą sytuację, w której stanęłam.
Nikt kto mnie znałby nie spodziewałby się po mnie takich słów. Dotąd byłam wręcz zaślepiona chorą miłością do Walkera, lecz moja ciąża i narodziny EJ'a zweryfikowały wiele spraw. Willowi mogło się wydawać, że robił wszystko dobrze, ale ja nie byłam pewna czy mogę mu po raz kolejny zaufać.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pojednanie   Pią Sie 10 2018, 19:13

Rodzice. Nie sądziłem, że milczenie Lotty sięgało aż tak daleko. Bardzo starałem się ją zrozumieć, nie oceniać jej w tym wszystkim, ale nie było to łatwe. Moja natura obserwatora pozwalała mi dostrzegać wszelkie możliwe luki w jej planie ucieczki. Powiem więcej, od razu zacząłem pracować nad znalezieniem wyjścia z jej sytuacji, lecz gdy sobie to uzmysłowiłem, natychmiast przerwałem takie rozważania. Ten powrót do codzienności należał wyłącznie do niej i pojednanie się z nią (oraz z nimi) musiało być jej indywidualną decyzją. Musiała zrobić to tak, aby potem mogła żyć w zgodzie z własnym postępowaniem.
- A niech pytają. Znajomych się spławi, a rodzina wybaczy. Muszą zrozumieć. Jeżeli tego nie zrobią, będzie to oznaczało, że nigdy tak naprawdę Cię nie rozumieli. - Chciałbym móc całym sobą wierzyć w te słowa i czerpać z nich także we własnym przypadku. Niestety, w tym momencie nawet mnie jawiły się one jako optymistyczna próba uspokojenia ukrytych lęków. Nigdy już nie będzie mi dane dowiedzieć się czy matka wybaczyłaby mi tę wyprawę z Garrettem. Hudson miała jeszcze czas, aby rozsupłać wszystkie komplikujące się więzy. Trzymałem za nią kciuki i również milczałem, dając jej czas na zebranie myśli. Wpatrzony w brykające gady, wyobrażałem sobie, że jestem częścią tego smoczego życia i czułem się jedynie zdezorientowany.
Odwróciłem głowę, aby przyjrzeć się przyjaciółce. Cała jej delikatna sylwetka, prawie uginająca się od ciężaru zmartwień, jakie spadły jej na głowę i ten drżący głos sprawiły, że moje ramiona zadziałały szybciej od głowy. Objąłem ją ponownie. Czasami dotyk znaczył o wiele więcej niż słowa i kto jak kto, ale akurat ja wiedziałem o tym bardzo dobrze.
- Porozmawiaj z nim. Musisz być pewna tej decyzji. - Szepnąłem w jej włosy, dobrze wiedząc, że i tak mnie usłyszy. Łatwiej mówić, trudniej zrobić. Takie rozmowy nigdy nie były przyjemne. - Nawet jeżeli nie dojdziecie do porozumienia, będziesz miała pewność, że zrobiłaś absolutnie wszystko co tylko było w Twojej mocy.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Pojednanie   Pią Sie 17 2018, 12:12

- Pewnie masz rację - odparłam mimo ciągnących się za mną wątpliwości. Miałam świadomość, że nie do końca dobrze zaplanowałam moją ucieczkę, jednak czasu nie można było cofnąć i musiałam jakoś się z tym pogodzić, a co za tym idzie ponieść konsekwencje swoich czynów. Fakt, że Riley mnie nie oceniał, a trwał u mojego boku znacznie ułatwiał całą tę sytuację.
Korzystałam z jego dotyku. Otulona szczupłymi ramionami, które dzięki pracy ze smokami powoli nabierały siły czułam się bezpieczna. Czułam, że tutaj - wśród smoków, lasu i spokoju, u boku przyjaciela odnalazłam mój dom, przystań i miejsce, w którym miałam szansę być naprawdę szczęśliwa. Praktycznie na dniach miałam to stracić i choć myśl na ten temat dręczyła mnie bezustannie to dzięki obecności Rileya udało mi się uspokoić choć na moment skołatane myśli. Nie odrywając się od przyjaciela i czerpiąc podwójną ulgę z jego bliskości milczałam wysłuchując jego rad. Nie byłam pewna czy chcę postąpić tak jak mówi, lecz znając go wiedziałam, że w swoich radach niesie mi mądrość i jak najlepsze intencje.
- Pewnie masz rację, ale muszę to wszystko sobie przemyśleć - wyszeptałam nie odsuwając się od niego nawet o centymetr - Chciałabym zacząć od pogodzenia się z Calumem.
Bardzo przeżywałam fakt, że przez Williama i ciążę mój kontakt z Dearem całkowicie się urwał - w końcu znaliśmy się od dziecka i przez wiele lat mimo licznych spięć byliśmy wobec siebie lojalni. List w którym Krukon podawał mi swój nowy adres można było uznać za jakąś chęć pojednania, uważałam jednak, że w imię naszej wieloletniej przyjaźni potrzebujemy dłuższej rozmowy. Skoro udało mi się zdobyć wybaczenie Rileya de facto w znacznie poważniejszej sprawie, to wciąż miałam nadzieję, że uda mi się również z Calumem.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pojednanie   Nie Sie 19 2018, 16:33

Kiedy wreszcie potok moich mądrości się urwał, na moment oboje zamilkliśmy. Lotta z pewnością przetrawiała moje słowa, a ja... cóż, dopiero teraz zastanowiłem się czy są one jej potrzebne. Wielu ludzi potrzebowało wsparcia bliskich, ale byli też tacy, którzy starali się samodzielnie uporać z własnymi wątpliwościami. Ja zazwyczaj korzystałem ze swych własnych rad, chcąc oszczędzić zmartwień moim bliskim, lecz nigdy nie szczędziłem im doradztwa, kiedy to ich zadręczały ich własne problemy. Ostatecznie, Hudson przyznała, że wszystko sobie przemyśli, co przyjąłem z lekkim uśmiechem, ulotnym niczym powiew pachnącego smokami, zadymionego powietrza. Może jeszcze nie wszystko stracone i mały EJ nie stanie się kolejną ofiarą rodzinnych zawiłości? Nie chciałbym patrzeć jak dorasta nowa - "prawie" - sierota, a chociaż nie narzucałem się Lottcie ze swoim towarzystwem, musiałem przyznać przed samym sobą, że starałem się roztaczać pieczę nad owocem jej związku z Williamem. Chyba miałem ambicje do zostania jego wujkiem. Nie do końca rozumiałem kiedy do tego wszystkiego doszło. Czy wówczas, gdy widziałem go po raz pierwszy, jeszcze w ramionach zmęczonej niedawnym porodem, matki, czy może później, kiedy to mogłem usłyszeć o jego postępach w dorastaniu?
Oddychałem zapachem jej włosów, analizując pokrótce sytuacje, w której znalazła się Lotta w odniesieniu do Deara. Pomyśleliśmy dokładnie o tym samym, a jednak to ja ubrałem tę myśl w słowa. - Ze mną Ci się udało. Jestem pewien, że uda wam się znaleźć odpowiednie słowa. - Dopiero, gdy wyraziłem tę pewność na głos, podarowałem Krukonce wolność od swojego uścisku. - Chodźmy - zaproponowałem nagle, nieoczekiwanie energicznie, co zaskoczyło nawet mnie samego. Pochwyciłem jej dłoń, przekroczyłem ogrodzenie. - Nie chcę, abyś zapamiętała ten dzień jako melancholijne pożegnanie. Niech to będzie tylko chwilowy odpoczynek od obowiązków. Popatrz na smoki, niech one dadzą nam siłę.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Pojednanie   Wto Wrz 04 2018, 16:06

Choć nie potrafiłam się przyznać do tego wprost to pragnęłam jego opieki dla siebie i syna - potrzebowałam czuć, że jesteśmy dla kogoś ważni, bo choć ciężko było mi pogodzić się z rodzicielstwem to EJ mimo wszystko był moim dzieckiem i w jakiś chory, zdecydowanie odstający od normy sposób martwiłam się o niego. Mimo wszystko nie potrafiłam postawić go w centrum wszechświata - bardziej martwiłam się o siebie, moją relację z Williamem, rodziną, czy przyjaciółmi. Bez wątpienia byłam samolubną idiotką.
- Dużo zależy od niego - powiedziałam cicho urywając temat. Moja sytuacja z Rileyem była znacznie trudniejsza, jednak młody Fairwyn w przeciwieństwie do Caluma miał w sobie mnóstwo pokory. Jasne - miałam całe pokłady nadziei, że pójdzie dobrze, niemniej jednak wciąż bardzo obawiałam się konfrontacji.
W końcu wypuściliśmy się z objęć i ruszyliśmy przed siebie trzymając się za dłonie. Czułam między nami niesamowitą, braterską więź, która przez ostatnie tygodnie wzrosła na siłach do tego stopnia, że przerastała wszystko co łączyło nas nawet w czasach przed kłótnią. Ufałam mu, odnajdywałam u jego boku bezpieczeństwo i zrozumienie - dawno nie doświadczyłam czegoś takiego.
- Wiesz, że musi być trochę melancholijnie - powiedziałam mimo wszystko uśmiechając się lekko - Nigdy nie byłam w tak niesamowitym miejscu jak to.
Zrosłam się z Rumunią, co sprawiło że powrót do Londynu z każdą kolejną sekundą wydawał mi się przykrym obowiązkiem, mimo iż dotychczas wszystko co najważniejsze w moim życiu leżało właśnie tam.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 864
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 872
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Pojednanie   Nie Wrz 09 2018, 14:18

Kiwnąłem głową, nie chcąc drążyć tego tematu, gdyż pewien byłem, że ani mnie, ani Lottcie nie sprawi to przyjemności. Wiedziała, że gdyby tylko dała mi znać, wsparłbym ją w tej sytuacji czymś więcej, niż jedynie słowem. Nawet, jeżeli wchodzenie między nią i jej znajomych nie od dziś mnie przerażało. Nasza relacja była dla mnie tak ważna, że sam nigdy nie omawiałbym szczegółów naszych kłótni z kimś innym, niż z nią samą. Niemniej jednak, starałem się, aby wiedziała, że nie musi to działać w dwie strony. Jednakże teraz, gdy nie padła żadna prośba o pomoc, uznałem, że nie ma sensu ocierać łez i jedynym sposobem na to, aby dobrze zapamiętać to miejsce będzie działanie. Przedarliśmy się przez wypaloną od ognia ziemię, docierając bliżej małych smoków. Ich matki zerkały na nas podejrzliwymi, żółtymi oczyma, lecz nie robiliśmy nic, co mogłoby wzmóc ich czujność. Znały nas nie od dzisiaj, więc ta poświęcona nam połowicznie uwaga była jedynie ostrzeżeniem, abyśmy potrafili się zachować.
- Pewnie, że tak, a jednak czy warto jest się smucić, skoro wciąż tutaj jesteśmy? Skradnijmy sobie ostatnie chwile beztroski. - Kusiłem, prowadząc ją do stadka swoich ulubieńców. Łuskowate maleństwa, które je tworzyły, były już zaskakująco wyrośnięte. Cholera, czy naprawdę widziałem ich wyklucie, czy to były zupełnie inne smoczęta? - Rosną jak na eliksirze wzrostu - zauważyłem z lekką trwogą. Najmniejszy z nich niedługo miał mnie przerosnąć, chociaż jeszcze mieścił mi się w ramionach. Dotknąłem jego chropowatej, nieprzyjemniej w dotyku skóry i pogładziwszy ją lekko, zwróciłem na siebie uwagę. Smok rozwarł szerokie szczęki, ziewając przeciągle. To był mój ulubieniec. Pomimo, że zawsze wyglądał na zaspanego, nieustannie obserwował swoje rodzeństwo i gotów był interweniować, gdy zabawa stawała się zbyt agresywna. Rozdzielał krwawiące rodzeństwo i przy tym nawet nie kłapał na nich zębiskami! Nie mogąc powstrzymać odruchu opiekuna, zajrzałem mu między szczęki. - Zanim pojedziemy, trzeba będzie wyczyścić im zęby. - Zauważyłem, dostrzegając na smoczych kłach kilka potencjalnie niebezpiecznych zanieczyszczeń. Przyciągnąłem bestię do siebie. Mały smok, nauczony już przez czarodziejów wstępnej uległości, nie wydawał się zachwycony tą inspekcją, lecz nie zaczął się wyrywać. Cóż, przynajmniej nie od razu.

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Pojednanie   Nie Wrz 09 2018, 22:21

- Masz rację - powiedziałam, choć wiedziałam, że nawet jeśli będę się bardzo starać to niewiele to zmieni i że smutek jest nieunikniony. Nie chciałam jednak martwić Rileya, więc starałam się skupić na teraźniejszości i cieszyć obecnością jego i smoków.
Ostrożne spojrzenie smoczyc wywoływało we mnie respekt. Zawsze, cokolwiek się działo, musieliśmy uważać na to, żeby nie wkurzyć matek - gdyby któraś z nich zirytowała się albo przestraszyła mogłaby uszkodzić nie tylko nas, ale również cudze pisklęta.
Gdy Riley zajmował się jednym z najbardziej przywiązanych do siebie smoczków, ja wzięłam na ręce mojego ulubieńca. Był drobniejszy niż większość, jednak i tak z trudem mieścił mi się w ramionach. Uwielbiałam go - jego mama zginęła, gdy jeszcze siedział w jajku, dlatego ja zajmowałam się nagrzewaniem jego jaja, a potem karmieniem. Wychowywałam go od małego, zdążyłam się do niego przywiązać, a teraz miałam to wszystko rzucić. Miałam świadomość, że jak wrócę tu ponownie, mój mały smoczek nie będzie już dzieciąteczkiem, a dorosłym, niebezpiecznym osobnikiem. Mimowolnie przycisnęłam go do piersi, a on (co mogło być odrobinę zaskakujące dla postronnego obserwatora) wtulił się we mnie. Pogłaskałam jego łuski - dla Rileya w dotyku nieprzyjemne, dla mnie zaś przecudowne. Kochałam smoki w każdym calu, mimo iż zawdzięczałam im całą masę cierpienia. Rozstanie z rezerwatem bolało za mocno.
Widząc, że Riley sprawdza zęby swojego pisklaka poszłam za jego przykładem, żeby nie skupiać się na ckliwości pożegnania. Moje pisklę miało niemal czyste zęby, jednak okazało się, że kolejne zbadania smoki nie wyglądały aż tak dobrze. Wkrótce potem zabraliśmy się do pracy, co zajęło nam większość popołudnia i trochę odwróciło uwagę od wyjazdu.

/zt

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Pojednanie   

Powrót do góry Go down
 

Pojednanie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
retrospekcje
-