Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pokój 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Inverclyde, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 322
Dodatkowo : Oklumencja
  Liczba postów : 569
http://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
http://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
http://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
http://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768




Moderator






PisanieTemat: Pokój 4   Wto Lip 10 2018, 17:14


Pokój 4


Choć pozornie organizatorzy wyjazdu postawili na klasykę wybierając pensjonat, to trudno ukryć, że w tym miejscu wszystko jest wyjątkowe! Wystrój pokoi łączy ze sobą przywiązanie do meksykańskiego folkloru oraz wyjątkowe zamiłowanie do sztuki. Na uczniów i opiekunów czekają bardzo kolorowe, przestronne pokoje z niezliczoną ilością unikalnych dekoracji - bądźcie jednak ostrożni, bo pomieszczenia są wprost naszpikowane magią! Nie zdziwcie się, gdy któregoś dnia pokój ujawni jedną ze skrywanych niespodzianek. W zależności od położenia, sypialnia ma widok na ogrody lub basen. Każdy pokój jest wyposażony w magiczne szafy, które z pewnością pomieszczą wszystkie bagaże, oraz łoże małżeńskie i cztery łóżka pojedyncze.  Miejmy nadzieję, że ten rozkład łóżek nie będzie źródłem zbyt wielu konfliktów. Wypoczynek w tak wyjątkowym miejscu musi być udany!

Lokatorzy:

1. Liam A. Rivai
2. Neirin Vaughn
3. Jack Moment
4. Mefistofeles E. A. Nox
5. Silvia Valenti
6. Lennox Moffat



______________________

Aurora Therrathiél
We keep this love in a photograph, we made these memories for ourselves. Where our eyes are never closing...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 576
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 635
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Sro Lip 11 2018, 01:29

Rozpoczął swój festiwal ekscytacji już od wczesnego świtu, nie mogąc doczekać się zbliżającej podróży. Jak przystało na niego, pakowanie zostało rozpoczęte na długo przed samą podróżą… i trzeba tutaj zaznaczyć, że sponsorowało je zaklęcie pomniejszające. Nie oszukujmy się: jak inaczej Liam pomieściłby tyle niepotrzebnych bibelotów do jednego kufra? Pomijając całą hordę koszul, spodni i szat na najróżniejsze możliwe okazje, chłopak ściągnął do bagaży również tomiki swoich mang, jakieś karty, gry, figurki… nie zamierzał się również tłumaczyć, po cholerę wziął ze sobą śmieszne, imprezowe okulary  w oprawkach przypominających ananasy. Po prostu reducio
Trajkotał do przyjaciół przez krótki moment zbiórki, a później całą krótką podróż do pokoi.
- O rany!!!! Więc jednak Meksyk! Poznałem jednego Meksykanina w kuchni, mówiłem Wam? – mówił… oczywiście, że mówił… - Jest zresztą z nami na tej wycieczce, ale teraz go nie widzę, co jest trochę dziwne, bo to człowiek-wieżo-… o matko! Wiedzieliście te rośliny?!!! – wskazał na pierwsze lepsze tropikalne chwasty, które porastały całą okolicę. – Łaaa! A tego jeszcze nigdy w życiu nie widziałem! Ale kolory, aaah! O rany, ogromna inspiracja-… czy ja na pewno wziąłem szkicownik i kredki? Jack? Myślisz, że wziąłem? Muszę machnąć taki pejzażyk, o! - ekscytował się podobnymi rzeczami jakieś pięćdziesiąt razy podczas tego krótkiego spaceru. Cieszył się wręcz niemożliwie i choć musiał tachać za sobą ciężki kufer, zdawał się niemal wesoło podskakiwać. Musiał mieć jakieś dodatkowe worki na tlen w płucach, że potrafił jednocześnie męczyć się z bagażami, iść i gadać non stop. Dziwne, że się nie udusił.
Gdy tylko drzwi pokoju się przed nimi otworzyły, pierwszym co zobaczył Liam, było ogromne łóżko małżeńskie przyozdobione w tradycyjnych, meksykańskich wzorach z przeważającym, zielonym motywem. Choć do tej pory raczej trzymał się na wysokości kolegów (by móc do nich cały czas gadać, oczywiście), teraz wyrwał się przed siebie, zostawiając swój kufer niemal w samych drzwiach. Przebiegł przez całą długość pomieszczenia, wybijając się od posadzki i padając ze śmiechem na łóżko. Rozłożył się tak, jakby chciał zająć je całe własnym ciałem, imitując tym samym wesołą rozgwiazdę.
- ZAKLEPUJĘ! – zaznaczył już na samym wstępie, nim nie zdecydował się w końcu odkleić nosa od poduszki i nieco rozejrzeć się po pomieszczeniu. Wciąż będąc jednym wielkim kłębkiem szczęścia, usiadł po turecku na pościeli i wlepił wzrok w przyjaciół. – Będę się czuł jak prawdziwa księżniczka z takim wyrkiem... – puścił im oko, nim ponownie się nie rozłożył, tym razem jednak nie tak zaborczo, zostawiając trochę miejsca obok siebie. – Hej, sporo tu łóżek, nie? Myślicie, że kto jeszcze dostał pokój numer cztery? – zagadnął, nie potrafiąc się wyciszyć choćby w stosie miękkich poduszek. – Dziwnie mi z myślą, że będę mieszkać z kimś innym… znaczy... z Wami mieszkam od siedmiu lat, ale wygląda na to, że współlokatorów będzie więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 838
  Liczba postów : 908
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Sro Lip 11 2018, 07:37

Podróż nie była tak denerwująca, jak sądził. Szybka, to najważniejsze. Ale nadal źle się czuł z myślą, że będzie tak daleko od swoich zwierzaków. Zostawił większość bezpiecznie w domu rodzinnym Liama, biorąc tylko kruka i pończosznika. Nie wie do końca po co... Kontaktu ze światem wszak mieć i tak nie będzie. Nie potrzebuje. Wszystkich, na których mu zależy, ma na miejscu. Może dla własnego komfortu psychicznego? Czułby się, jakby mu odebrano poważny kawałek jego własnej osoby, gdyby został nawet bez kruka. Ma go już tyle lat, że stał się nieodłącznym elementem jego życia. Nie było wyjścia, Aericurus jedzie z nim.
A pończosznik... Tego po prostu przemycił pod ubraniem. Bo to takie małe i kochane... Jak to porzucić? Nie wspominając, że na kimś musi ćwiczyć wężoustość. Nie po to przytargał tu ze sobą wszystkie swoje książki, aby teraz nie mieć obiektu testowego, czy jego nauki cokolwiek dają.
Czemu Nei w ogóle się łudził, że droga będzie mocniej mugolska? Statek? Samolot? Przeczesał włosy, czując gorąc. Nieprzyjemny. Meksyk, eh? Gdyby wiedział wcześniej, wziąłby ze sobą wiele kremu do opalania. Ktoś tak blady jak on nie przeżyje zbyt długo bez porządnego filtra. Czego on w ogóle oczekiwał, że wziął tylko samotną buteleczkę pośród sterty innych bibelotów? Wesołych wakacji w czasie nocy polarnej i pingwinów? Na szczęście, o ile dźwięk jego z wolna spalanej skóry nie zagłuszył słów wodzireja, jest to miasteczko częściowo mugolskie. Halleluja, cuda się zdarzają. Prawdopodobnie w takim układzie pierwsze, co uczyni po wyjściu z pensjonatu, będzie zrobienie zakupów. Nie ma to jak świetny początek wakacji.
Wziął klucz i jak tylko była możliwość, schował się w cieniu pomieszczenia. Spojrzał na plakietkę przy kluczyku oraz na wyrytą tam 4. Wygląda że wcale nie mają małej ekipy w tych wakacjach. A spośród tych wszystkich osób, Liam i Jack też mieli 4. Będzie miło. Ktoś był na tyle uczynny, że dał najbliższych sobie przyjaciół razem. Spróbowałby nie.
Oni jednak nie musieli tak zważać na słońce jak rudzielec, nic zatem dziwnego, że nie spieszyli się aż tak do środka. Neirin wobec tego udał się przodem, czekając chwilę na nich w chłodzie murów. Aż Liam nacieszy się każdym pachruściem, aż obejrzy wszystko, co tylko go zainteresowało. W drodze zaś do pokoju nie wtrącając się w jego podekscytowane pełnienie roli katarynki. A w środku pokoju pierwsze, co zwróciło jego uwagę, to łóżko. Duże. Podwójne wręcz. Ciężko, by nie zwróciło, kiedy Liam niczym dziecko na sterydach wyrwał przed nich i pognał w stronę mebla, skacząc na niego oraz zmieniając formę na rozgwiazdę. Rudzielec wszedł za nim i usiadł na krawędzi łoża, kufer z bagażem stawiając obok. Poczekał, aż Liam skompresuje się w formę zajmującą mniej miejsca, zanim sam wygodniej się rozłożył, półleżąc i wspierając na łokciu jednej ręki. Drugą wyciągnął, aby położyć na głowie Liama i wgnieść mu twarz w poduszki, trąc przy okazji oraz mierzwiąc kłaki.
- Gdzie twoja suknia i korona, księżniczko? - W tym momencie z rękawa rudzielca wypełzł wąż, poczuwając się chyba do dorobienia Liamowi insygniów władzy królewskiej. Neirin padł na plecy na łóżko, zgarniając pończosznika i nie dając mu uciec całkiem. Żywotne stworzenie.
Miał niby zostawić go z rodzicami Liama... Uniósł ręce - w tym jedną z okręconym wokół niej wężem - w geście obronnym.
- Nic więcej nie mam. Poza Aericurusem, ale tego to widziałeś - jego nie chował nigdzie, nie chcąc męczyć zaklęciem pomniejszającym. Już Walijczykowi starczyło problemów przy rzucaniu go na swoje normalne rzeczy, aby weszły do kufra. I chociaż nie zabrał bezsensownie zawartości 1/3 sklepu imprezowego co Liam, książki oraz terrarium w stanie nieruszonym nie weszłyby do bagażu za cholerę.
Opuścił ręce, leżąc teraz obok Liama.
- Tutaj będzie nam wygodniej. Nie będziemy spadać. Jack też się zmieści - trzeba przyznać, łóżkiem to sprawili mu niemałą, acz pozytywną niespodziankę. Rozejrzał się potem po pomieszczeniu na uwagę szatyna. Rzeczywiście.
- Podejrzanie dużo tu łóżek - chyba nie są tu sami... Odchodząc jednak od paranormalnych zjawisk dodatkowych mebli... W pokoju nie tylko łóżek było dużo. Ogólnie... Wszystkiego. Sypialnia przytłaczała kolorami, ozdobami, obrazkami. Kwiatami, zapachami, narzutami...
- A myślałem, że to tylko Rosjanie w żartach mają pokoje obwieszone czym się da - tyle dobrego, że tutaj wszystkie dywany znajdowały się na podłodze. Jeszcze. Kto wie, co Puszki wymyślą w czasie swojego mieszkania w pensjonacie. A Neirin obawiał się, że dywan na ścianie będzie najmniejszym problemem ich ewentualnych współlokatorów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Temple pod Edynburgiem
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 30
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 24
http://www.czarodzieje.org/t16096-lennox-moffat
http://www.czarodzieje.org/t16298-inspiracje-lexa
http://www.czarodzieje.org/t16297-skrzyneczka-na-zamglonej-polanie-swiadomosci
http://www.czarodzieje.org/t16097-lennox-moffat




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Sro Lip 11 2018, 13:25

A więc Meksyk! Lexowi bardzo to na rękę. I choć nie jest to cudowna Islandia, czy Nowa Zelandia, to jednak Meksyk również miał swój urok. Zwłaszcza że w grę wchodzi półwysep Jukatan. Starożytne kultury Majów i Azteków! Fantastyczne miejsce! Nic tylko odnaleźć ruiny, usiąść na jakiejś zrujnowanej ścianie i przelewać myśli i cały świat dookoła na pergamin. Nie był by przecież sobą, gdyby połowę jego dobytku nie stanowiły pióra, atrament, ołówki, kredki, zeszyty, farby, pędzle, flet no i rzecz jasna tony pergaminu. I wszystko się zmieściło, razem z ciuchami i jakimiś innymi zbędnymi pierdołami. Czyż magia nie jest fantastyczna!? Czuł że wyjazd będzie na prawdę fajny - jak nigdy wręcz.
Gdy cała grupa szła do pensjonatu, Lex rzecz jasna trochę się ociągał. Chłonął widziane obrazy i dźwięki, chłonął tutejszy klimat i starał się zamknąć wszystko cienkim woalu odczuć i emocji, które wciąż się jeszcze nie ustabilizowały i tworzyły bezkształtną papkę, która wymagała starannego uporządkowania. Do pokoju trafił więc nieco później. Powiedziano mu, że przydzieloną ma 4 i że ktoś wziął już klucz. Zastanawiało go szczerze, z kim go przydzielili. Nie żeby miało to dla niego większe znaczenie. Chyba... To znaczy, z kim by nie był, pewne rzeczy trzeba po prostu przeżyć, więc jak źle by nie było, dał by se przecież radę. Otworzył więc drzwi i wszedł cicho, niczym duch. Odetchnął z ulgą, gdy zobaczył w środku Neirina i Liama. Dobrze wylosował. Spojrzał na chłopaków, zalegających na jednym łożu małżeńskim. Nie wnikał, bo po co. Zamiast tego rzucił tylko dosyć ciche, oszczędne:
- Cześć - po czym znalazł sobie jakieś łóżko w kąciku, po czym zaczął wyładowywać swój "bagaż podręczny". Bo przecież zeszyty, atrament, pióro i ołówek zawsze muszą być pod ręką. Nawet jeśli nie miał jeszcze zamiaru pisać - to znaczy nie koniecznie w tej chwili - to musiał mieć to na wierzchu.
Usiadł na łóżku i oparł się plecami o ścianę. Teraz dopiero znalazł chwilę, by pokontemplować otaczający go wystrój pokoju. Bardzo żywy, kolorowy. Dużo zieleni, co było dobrym znakiem. Z resztą, przecież są w Meksyku, tu z założenia jest dużo zieleni. Mimo pozornego przerostu formy nad treścią, wszystko dość dobrze się ze sobą komponowało. Pasowało do siebie, tworząc całkiem przyjemną, egzotyczną całość. Jednak co obca kultura, to obca kultura - w Europie wszystko wygląda niemal tak samo. A przynajmniej taka była opinia Lexa.
Gdy już analiza pomieszczenia została przez Lexa dokonana, dopiero wtedy dostrzegł, a może raczej zwrócił uwagę na węża w rękach Neirina.
- Nie mogłeś się powstrzymać, co? - zagadnął, z delikatnym uśmieszkiem. Wiedział jak chłopak uwielbia swoich podopiecznych. Ten przemyt wcale go nie dziwił. Ciekawe tylko jak spodoba się to pozostałym lokatorom, a patrząc po ilości łóżek, jeszcze się tu kilku zjawi. Miejmy nadzieję, że pończosznik nie wpełźnie w nocy nikomu do nogawki piżamy, hihi. Już sobie to puchon wyobraził...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 627
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1729
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Sro Lip 11 2018, 20:28

Humor Mefisto był daleki do idealnego. Nie potrafił cieszyć się na szkolne wakacje, chyba trochę tkwiąc w takim durnym naburmuszeniu, że "i tak nie będzie fajnie". Przyzwyczaił się już do prywatności, którą zapewniało mu mieszkanie w Hogsmeade, a doskonale wiedział, że z jego szczęściem, to wyląduje w pokoju z gromadą nieznośnych dzieciaków. Zresztą, to miał być dłuższy wyjazd, a Nox nigdy nie czuł się dobrze ze świadomością spędzania pełni księżyca w jakimś dziwnym miejscu; jednocześnie szkoda było mu pieniędzy na świstokliki, a załatwianie tego w obcym państwie dodatkowo utrudniało sprawę. Przewidywał całą masę problemów, a nade wszystko drażnił go brak głosu. W szpitalu Świętego Munga ekspresowo wyleczyli gryszopryszczkę nieszczęsnego studenta, ale ta jedna dolegliwość nijak nie chciała odpuścić, chociaż minęło już sporo czasu. Okazjonalnie był w stanie wydusić z siebie kilka słów, ostatecznie potem tylko bolało go całe gardło, albo skrzypiał jak nienaoliwiony sprzęt. To denerwowało jeszcze bardziej, zatem wolał milczeć.
Pierwsze wrażenie po skoku świstoklikiem - którego, swoją drogą, nigdy nie lubił - to było po prostu gorąco. Stał sobie z boku i słuchał o tym cudownym Meksyku, podczas gdy słońce prażyło, a niefortunnie dobrane ciemne ubrania zdawały się gotować chłopaka żywcem. Zamiast zabrać się jak najszybciej do pokoju, po otrzymaniu kluczyka przysiadł w ogrodzie pensjonatu, odnajdując cień pod wielką, kolorową rośliną. Meksyk w sumie brzmiał dość ciekawie, a podłapanie kilku prostszych zwrotów z hiszpańskiego nie powinno być problemem. Chwilę sobie tam siedział, walcząc z kufrem, który nijak nie chciał się domknąć; zakłócenia magiczne w Wielkiej Brytanii nie pozwoliły Mefistofelesowi na pomniejszenie wszystkiego i chociaż sam transport nie był problemem, tak ciągnięcie bagażu do pokoju nijak mu się nie uśmiechało. Ostatecznie wyszło na to, że musiał wyjąć niewielką skrzynkę z upchniętymi dwupiętrowo fiolkami wywaru tojadowego (nużyło go dopłacanie za dodatkowe dawki, ale Blanc sama wspominała, że warto zażywać eliksir cały miesiąc, w razie niezapowiedzianych przemian - sam już się przekonał, że było to rozsądne). Nie chciał, żeby kufer ponownie otworzył się na jakichś schodach i wyrzucił z siebie cholernie cenną zawartość. Potem mógł szarpać się z bagażami, w nieznośnym upale i z paskudnym humorem wywalczając sobie drogę do pokoju numer 4.
Chociaż wcisnął kluczyk w zamek, prędko przekonał się, że jego współlokatorzy już dostali się do środka - było otwarte. Obładowany, dość entuzjastycznie wkroczył do środka i zaraz tego pożałował. Zderzył się z porzuconym przy drzwiach bagażem, niemal opuszczając skrzynkę z fiolkami i boleśnie obijając sobie nogi; Nox wyrzucił z siebie szaloną wiązankę najpaskudniejszych przekleństw i wyzwisk we wszystkich językach, jakie tylko znał, rzucając zupełnie niemagiczną klątwę na właściciela tego pioruńskiego bagażu (pozdrowienia dla @Liam A. Rivai). Warto dodać, że wszystko to odbyło się bezgłośnie i musiało wyglądać jak wielka walka z samym sobą. Kiedy w końcu uniósł wzrok, spotkał znajomych Puchonów i jakiegoś chłopaka, którego chyba średnio kojarzył, ale w tej chwili zupełnie go to nie obchodziło. Jedyna osoba, która nie miała obok siebie bagaża, to oczywiście najcudowniejsze słoneczko, bardziej promienne niż to palące prosto z nieba.
I weź tu się człowieku denerwuj.
Zostawił na chwilę swój kufer, żeby wskazać znacząco na ten należący do Liama; nieme "żartujesz sobie?" zdawało się dość wyraźne. Potem dotargał wszystko do wolnego łóżka, umiejscowionego przy oknie - jak ćma do światła, tak on do powietrza i prowizorycznej drogi ucieczki. Biorąc pod uwagę aktualny skład Czwórki, mogło mu się to przydać. Zostawił rzeczy, skrzynkę stawiając na łóżku jak największy skarb, a potem postukał się lekko w gardło, przypominając znajomym, że dalej nie może mówić. Różdżki w kieszeniach nie znalazł, a to oznaczało, że wylądowała gdzieś w kufrze...
To był świetny początek!

______________________


Shadows fall over my heart,
I black out the moon, I wait for you to come around.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 478
  Liczba postów : 401
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Sro Lip 11 2018, 21:20

Bardzo chciała pozwolić sobie na ten wyjazd. Nie miała możliwości odpocząć od naprawdę długiego czasu i było to dla niej cholernie ważne. W szczególności jeśli weźmie się pod uwagę bardzo stresujący dla niej rok w Hogwarcie i wyczerpującą naukę, tylko po to, aby uzyskać bardzo mierne wyniki na egzaminach. Miała zaległości. Duże zaległości, których nie mogła nadrobić w niespełna rok czasu. Ale teraz, po prostu chciała odpocząć i udać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Wiedziała, że na ten wyjazd udają się również jej znajomi. Że gdzieś tam będzie Daisy, z którą pewnie spędzi bardzo miło czas. A upewniła się w tym przekonaniu, kiedy świstoklik dowiózł ich na miejsce. Meksyk! Nigdy tu nie była. Nie mogła się doczekać, aż przyjdzie jej zwiedzać wszystko, poznawać obcą kulturę, być może nauczyć się nowych, ciekawych zaklęć. Z niecierpliwością słuchała słów starszego mężczyzny, który wyszedł im na spotkanie. Niby go słuchała, ale tylko jednym uchem, bo w jej głowie pojawiały się już wspaniałe wizje nurkowania w wodzie, picia drinków z palemką i wspaniałych widoków o zachodzie słońca. To była piękna wizja i nie mogła się doczekać jej urzeczywistnienia.
Wzięła posłusznie mały kluczyk, który miał być przepustką do jej tymczasowego domu, zastanawiając się mocno nad tym, z kim przyjdzie jej dzielić tę niewielką przestrzeń. Z bijącym mocno sercem szła za grupą ludzi w stronę pensjonatu, ciągnąc za sobą niebieską walizkę w kwiatki. Uśmiechała się delikatnie, poprawiając na głowie swój beżowy kapelusz. Oczy skrywały się za ciemnymi okularami, ale po jej minie od razu można było poznać, jak bardzo jest podekscytowana nadchodzącym czasem.
Chwilę jej zajęło, nim odnalazła właściwy pokój w tym wielkim budynku. W końcu jednak stanęła przed odpowiednimi drzwiami z wielką czwórką przybitą do drewnianych klepek. Próbowała włożyć kluczyk do zamku i przekręcić go, ale szybko się zorientowała, że bezsensowne to jest zadanie. Ktoś już był w środku a jej przyszło zmierzyć się z tym, co zastanie po przekroczeniu progu.
Otworzyła drzwi i niepewnie wsadziła swoją głowę do środka. Jej uśmiech spełzł z twarzy, kiedy zobaczyła gromadę chłopaków, którzy już radośnie rozgościli się w pokoju, który miała z nimi dzielić. Nie tak to sobie wyobrażała. Ale nie miała zamiaru się załamywać.
Widziała, że Mefisto również stanął w progu, prawdopodobnie zatrzymany przez coś, więc delikatnie poklepała go po ramieniu, zmuszającym tym samym do spojrzenia w tył.
-Cześć - uśmiechnęła się do niego i wsunęła do środka, ciągnąc za sobą walizkę. Dopiero wtedy spostrzegła, że w pomieszczeniu rozgościł się już Liam, a razem z nim oczywiście Nei. Widziała również chłopaka, którego kojarzyła, ale nie miała okazji bliżej poznać.
-Hej wam wszystkim - dodała po chwili, podchodząc do jednego z wolnych jeszcze łóżek. -Liam, nie będzie Ci tam zbyt wygodnie? - zapytała zwracając się bezpośrednio do chłopaka, którego przyszło jej uczyć jej ojczystego języka.
Dopiero po chwili spostrzegła gada owiniętego wokół nadgarstka Neirina a jej serce przyspieszyło swój rytm chyba stokrotnie, o ile w ogóle to było możliwe. W momencie cofnęła się niemal pod samą ścianę, zderzając się z nią z hukiem. Oczy miała szeroko otwarte, nozdrza rozszerzone. Oddychała szybko i płytko, jakby właśnie przebiegła niemiłosiernie długi dystans.
-Trzymaj to coś z dala ode mnie. - wyszeptała tylko, wpatrując się uparcie w węża. Już wiedziała, że nie będzie mogła słodko spać w swoim łóżku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Skąd : Aberystwyth
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 95
  Liczba postów : 387
http://www.czarodzieje.org/t15713-jack-moment
http://www.czarodzieje.org/t15795-moment#425581
http://www.czarodzieje.org/t15733-moment#424167
http://www.czarodzieje.org/t15720-jack-moment#423917




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Sro Lip 11 2018, 22:43

Prawdopodobnie miał najlżejszą walizkę ze wszystkich wycieczkowiczów. Wszak nie widział sensu w pakowaniu do niej całej swojej szafy, której zawartość zresztą nikogo na nogi nie powalała. Dzięki ojcu jego dobytek uszczuplał się dosyć regularnie. Zatem nawet jeśli cokolwiek miał, szybko stawało się to miniaturą ukrytą pod podłogą. Jedyną rzeczą za którą by tęsknił, a której zabranie rozważał nieco dłużej, była olbrzymia, różowa akromantula. Naprawdę posmutłby gdyby rodziciel postanowił się jej pozbyć. Ostatecznie jednak pozostała w jego domu, zmniejszona do typowych pająkom rozmiarów i ukryta przed tatusiem w słoiku... bo jak to tak. Prawie dorosły człowiek i jedzie z pluszanką na wakacje? Jak fajna by ona nie była, nie weźmie jej ze sobą do pokoju pełnego wścibskich i szyderczych oczu. Co to to nie. To miała być ucieczka od ojca, zasłużony odpoczynek, a nie gehenna z koceniem lamusów oraz nowicjuszy.
Co do samej wycieczki, również spodziewał się jakiegoś nieco bardziej mugolskiego środka transportu. Chyba aż nazbyt przyzwyczaił się do pociągu. Może był on tylko pretekstem ku temu by nie stresować pierwszoklasistów, oraz osób mających pierwszy raz styczność z prawdziwą magią? Gdyby i jego, mającego 11 lat żółtodzioba ktoś wyrzucił nagle w Meksyku, pewnie dostałby jakiegoś nieuleczalnego uszczerbku na psychice. Trauma i mdłości na myśl o podróży do końca życia. Brzmi naprawdę super... szczęściem żołądek miał wytrzymały, a i upał nie przeszkadzał mu jakoś specjalnie. Owszem, trochę prażyło. Klimat zupełnie inny aniżeli w Walii czy Londynie, ale dało się przyzwyczaić. Jakaś butelka wody, lżejsze ubrania i powinno być w sam raz. Karnacja naprawdę nie miała tu nic do rzeczy... prędzej, typowa jemu obojętność sprawiła iż nabył jakąś typową dla podobnych sobie gadzin zmiennocieplność.
Tylko gdzie ten pokój? Zagapił się na rosnące nieopodal sukulenty, ostatnie co odnotowując, to fakt iż Liam pytał Jacka o jakieś kredki. Nie, nie miał. Po kij mu kredki w Meksyku?
Docierając do pokoju spostrzegł, że było tam już dość tłoczno. Puchon, Puchonka, dwa Puchony... i NOX. Co wychowanek Slytherina robił w ich pokoju? Te panienkę jeszcze zrozumie. Jakieś deficyty miejsc, krótkie włosy, równouprawnienie płciowe... ale Nox? Przeliczył naprędce ilość łóżek, w milczeniu coś sobie kalkulując. Nie spieszyło mu się do zajmowania czegokolwiek, ale na podłodze spać również nie miał zamiaru. Co jeśli tu są skorpiony? Albo jakieś inne pędraki? Oparł dłonie na rączce od swojej walizki, krzywiąc się lekko.
- Jesteście głośni.
Węża na dłoni Neirina nie skomentował. Może to dobry argument ku temu, aby panienka opuściła ten pokój? Jak nie teraz to kiedy? Skoro Neirin gada przytachał, to nie będzie teraz za specjalnie leciał do Londynu go odwieźć. Czy też łaził po ścianach dla czyjegoś widzimisie... zwalczamy słabości, zwalczamy. Liam z tego co widac, bedzie musiał dzielić pokój z wilkołakiem, a jakoś nie chowa się na tę myśl pod prześcieradło. Moment ustawił swoją walizkę pod ścianą. Bliżej, jednego z ostatnich - jak sądził - wolnych łóżek i zerknął dookoła na ten pstrokaty design. Raziło w oczy i ciężko było skupić na czymś wzrok choćby na dłużej. Jedyne czego był pewien to to, że nie chce się obudzić w pobliżu jakiegoś kaktusa, których tu tez niemało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 576
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 635
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Czw Lip 12 2018, 04:23

„Gdzie twoja suknia i korona, księżniczko?”
Uśmiechnął się szeroko na zadane pytanie. Oh, był całkowicie pewien, że coś by się w jego kufrze znalazło. Być może ciężej byłoby z samą sukienką, bo jakkolwiek zróżnicowanej garderoby by nie miał, raczej nie palił się do zakładania żadnych dziewczyńskich kiecek. Za to korona? Bez problemu. Najwyżej ją sobie narysuje i wytnie z papieru poprzez Diffindo.
- Jestem dobrze wychowaną księżniczką. Nie chcę się obnosić z moimi królewskimi korzeniami. – powiedział z wręcz teatralnym dostojeństwem, prędzej przypominając napuszonego diuka, niż delikatną i słodką córkę samego monarchy, ale chyba nawet Liamowi nie chciało się wnikać którą drogą poszły jego zapędy interpretacyjne. Wszystko i tak zbył niewyraźnym śmiechem, który został zmuszony wybełkotać w poduszkę. Zaczął się delikatnie szarpać. – Weź, mnie puść, niegodny! Bo wezwę straże!
- O rany, Nei… – jęknął, gdy tylko rudzielec pozwolił mu unieść się na łokciach i dojrzeć gada, który postanowił wyjść i przywitać się z całym towarzystwem. - … myślałem, że zostawiłeś go u moich rodziców. Przecież nie mamy dla niego terrarium. Chyba, że je wziąłeś? – tutaj posłał nieco pytające spojrzenie w kierunku kufra, by zaraz wrócić do przyjaciela z lekko zmarszczonym nosem. – Ale i tak… nie powinieneś go zabierać. Nie ucieknie Ci? Nic sobie nie zrobi…? To jednak obce miejsce i… eh. Dobra. Trzeba będzie go chować przed opiekunami-… - westchnął cierpiętniczo, nie chcąc, by zwierzę zostało odesłane w niewiadomo jakie miejsce przez nauczycieli. – Prefekt roku, nie? – tu posłał mu nieco smutny uśmieszek. Ale co miał zrobić? Naskarżyć na przyjaciela? Wierzył, że co jak co, ale Nei na zwierzętach się znał, więc może warto było mu zaufać…?
- Hej, Lennox! – powitał nowoprzybyłego, nie omieszkując pomachać mu wesoło ręką.  Podniósł się do siadu. – Więc tobie też przypadła czwórka? Póki co jesteśmy na dobrej drodze, by zrobić z tego pokoju następne dormitorium Hufflepuffu, nie? – zachichotał. – Lepiej bierz się za wybieranie sobie łóżka… kto pierwszy ten lepszy, nie? – zagadnął znów, odprowadzając chłopaka wzrokiem do wybranego przez niego łoża, gdy do pomieszczenia wpadł następny osobnik.
- Oops. - skulił się nieco na rzucane przez Mefistofelesa bezgłośne klątwy. No tak… nie wpadł na to, że zostawienie kufra w samym przejściu nie było zbyt mądrym pomysłem. – Wybacz, Mefi… - uśmiechnął się do niego przepraszająco. - … ale! Hej, takie łóżko wymagało natychmiastowego zarezerwowania! Kufer musiał poczekać w drzwiach! No spójrz tylko jakie duże! – a później wyszczerzył się trochę głupiutko, poklepując zieloną pościel. W końcu jednak wyciągnął tęczową różdżkę z kieszeni i przyciągnął do siebie bagaż niewerbalnym Carpe Retractum, wydając się szczerze zaskoczony, że zaklęcie w ogóle mu wyszło. – Woah! Pierwszy sukces. Myślałem, że wypadnie na korytarz i znowu ktoś się o niego zabije-… widocznie nie jest mi pisana rola mordercy. – westchnął z udawanym zawodem. – W ogóle! Psujesz nam Wioskę Borsuka, Mefi. Super, że jesteś z nami w pokoju, ale Tiara chyba się pomyliła dając Ci zielony… no! Chyba, że jesteś tu w formie miłośnika Puchonów! Powinieneś mieć taką śmieszką koszulkę… taką, no.. no.. mugole mają podobne czasem. Wiecie o co mi chodzi, nie? – powiódł wzrokiem po obecnych, nim nie pokusił się o nieco podejrzany uśmiech w kierunku Ślizgona. – Taką. – machnął różdżką raz jeszcze, wyrysowując zaklęciem Exemplar wyobrażony przez siebie wzór: od teraz Mefistofeles miał uroczą koszulkę z napisem I Hufflepuff i małym borsuczkiem u dołu materiału, który był najprawdopodobniej odtwórczym smaczkiem od strony Rivaia. Chłopak zaraz zaśmiał się zaczepnie, ale jednocześnie na tyle sympatycznie, że mężczyzna nie mógł mieć żadnych wątpliwości co do tego, że chłopak sobie niewinnie żartował. Najpewniej za chwilę od razu zdejmie urok z przerobionej koszulki. Póki co nie mógł przestać chichotać. – Weź, wygląda świetnie! I och… dalej nie możesz mówić? Rany, Mefi… umrzesz tutaj z nami. – a teraz posłał mu wzrok pełen szczerego współczucia, najpewniej domyślając się, że taka skumulowana ilość wychowanków Hufflepuffu może być nieco uciążliwa. Ewentualnie miał na myśli tylko siebie i swoje gadulstwo, bo jak na razie wyrobił w gadaniu dwie normy za wszystkich obecnych w pomieszczeniu. – Dobra, naprawić tę koszulkę czy chcesz w tym pocho… o, hej Silvia! – pomachał dziewczynie z uśmiechem, nim ponownie nie rozłożył się na pościeli. – A w życiu! Najprawdopodobniej wyląduję tutaj z Neirinem, a ten czasem kopie w nocy, zabiera kołdrę i się rozpycha. – wszystko byłoby prawdą, gdyby tylko mówił sam o sobie. – Mówię ci… katorga wylądować na takim wielkim, wygodnym, przyozdobionym łożu… poświęcam się za wszystkich! – zrobił udawaną minę męczennika, wyciągając łapy jak rozciągnięty kot. Zahaczył nieco dłońmi o bok rudzielca na chwilę odwracając w jego kierunku łeb, by posłać mu roześmiany uśmiech. Absolutnie nie zamierzał rezygnować z tego lokum i fakt, że musiał spać z rudym w ogóle mu nie przeszkadzał… w zasadzie był dość typowy. A później do rozmowy włączył się wąż.
Och… - nieco spoważniał, znowu wracając do siadu. – Spokojnie, nie jest groźny. Nei masz dla niego jakąś przestrzeń, żeby odseparować go od Silvii, prawda? – spojrzał na niego znacząco, niemo prosząc go, aby takową natychmiast skombinował. Najwyżej zaraz wspólnie wybiorą się na zakupy, wydając swoje pierwsze pieniądze nie na pamiątki, a terrarium.
„Jesteście głośni.”
- Pff... – parsknął, machając ręką w lekceważącym geście. Głośni? No gdziee… Liam tylko non stop nadaje jak katarynka i burzy spokój meksykańskiego klimatu swoim donośnym śmiechem. Gdzie tutaj hałas, Jack? – Wcale nie jesteśmy. Za to… hej, zajmujesz tamto łóżko? – zagadnął, zauważając, że Moment niebezpiecznie zbliża się do jednej z prycz. – Nei, Jack już nas nie kocha. Nie chce z nami spać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 838
  Liczba postów : 908
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Czw Lip 12 2018, 21:37

Drzwi dość szybko się otworzyły. Nie spodziewał się jednak ujrzeć w nich Lennoxa. Raczej myślał, że idzie za nimi Jack. Gdzie on się zapodział?
- Hej - przywitał się z rok młodszym kolegą ponad jęczeniem Liama o pończosznika. Lennox rozumiał. Lennox to dobry kolega. Bądźcie jak Lennox.
Na pytanie długowłosego Puchona wzruszył nieco bezradnie ramionami.
- Skoro Atet tutaj jest, na to wygląda - podsuwał co chwilę stworzeniu drugą rękę do wpełznięcia na nią. Był wyjątkowo żywy. To zapewne kwestia wysokiej temperatury. Nawet przez moment zawahał się, czy nie za wysokiej.
- Czuje się jak w domu - ocenił stan węża, zanim wrócił uwagą do Liama. - Oczywiście, że mam terrarium. Obrażę się - za twierdzenie, że bym zabrał zwierzaka bez przygotowania mu lokum.
Nie wyglądał jednak, jakby faktycznie miał się boczyć. Zamiast tego bawił się z gadem dalej.
- One występują naturalnie na północy Meksyku. Będę tylko basenik napełniał mu przegotowaną wodą, bo nie chcę ryzykować takiej z kranu - ocenił, gładząc stworzonko po grzbiecie, kiedy przepełzał z lewej ręki do prawej.
- Wszystko inne przywiozłem. Nic mu się nie stanie - zapewnił raz jeszcze, trzymając gada na wyciągniętych rękach nad twarzą, leżąc wciąż na łóżku.
Spokój borsuczego lokum zmąciło wpadnięcie Noxa. Niemalże dosłowne, bo potknął się o kufer Liama. Chłopak uniósł się do siadu, patrząc na Ślizgona i jego gestykulację.
- Gramy w roszady? - Podkulił nogi, siedząc teraz po turecku. - Strzelam, że to... "Gdyby nie cholerna choroba, nie zostałaby na was sucha nitka, ale nadal nie mogę mówić, więc miejcie tyle przyzwoitości, aby nie rozwalać rzeczy po całym pokoju, bo po następnym razem znajdziecie je na najbliższym drzewie" - przekręcił lekko głowę do boku, widząc koszulkę. - A teraz podejrzewam, że będzie coś z chęcią mordu na Liamie.
Weselej się robiło z chwili na chwilę. Oto bowiem do pokoju weszła Silvia, a Liam zaczął się przeciągać jak leniwy kot. Neirin nie mógł się powstrzymać, aby nie wyciągnąć ręki i nie pogłaskać go po brzuchu... Zaraz zaczynając łaskotać. Musiał jednak szybko przerwać, słysząc donośny huk. Uniósł wzrok, dostrzegając dziewczynę starającą się z uporem godnym wyższej sprawy stopić w jedno ze ścianą.
- To nie "coś" tylko Atet - sprostował, unosząc dłoń z wężem w stronę dziewczyny. Nie ma to jak pogorszyć sprawę, co Nei?
Nie do końca zrozumiał, że się go boi. Przez ciemne okulary na nosie Puchonki nie widział w pełni wyrazu jej twarzy. Wiedział tylko, że obecność węża wywołała w niej skrajne emocje. To chyba dobrze?
- Chcesz go potrzymać? On jest bardzo pewny siebie i nie boi się ludzi. Ayase jest mocniej wycofana, ale ten to mały odkrywca - dodał jeszcze, kiedy wąż zatrzymał się w końcu, najwyraźniej mając dość pełzania w kółko. Teraz wysuwał język, rozglądając się po pokoju i starając się w swoim gadzim łepku wymyślić, jak dostać się na łóżko.
- Odseparować? Po co? Przecież on jej nic nie zrobi - naprawdę? Taka czarno-niebieska sznurówka, która zagrożeniem może być najwyżej dla narybku płoci? Ewentualnie w porywach dla żabki?
Na samym końcu dołączył Jack. Wisienka na puchonim torcie z nutą ślizgona. Chociaż samej Cherry tu nie mieli, ale Moment nadrabia urokiem osobistym.
Walijczyk popatrzył po nim, opuszczając rękę z wężem.
- Jack, śpisz z nami - żadnego pytania czy zawahania. Po prostu jasne stwierdzenie. I się chłopak nie wykręci. Ba, nawet Neirin sięgnął po różdżkę Liama, aby rzucić niewerbalne Carpe Retractum. Ku zaskoczeni prawdopodobnie wszystkich... Zadziałało, przyciągając wybrany mebel obok małżeńskiego łoża dwóch puchonów.
- Chyba służy mi kradzenie różdżek innym... - Wcześniej ta Jacka, teraz Liama. To dość przykre, gdy badyle innych lepiej działają od twojego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Temple pod Edynburgiem
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 30
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 24
http://www.czarodzieje.org/t16096-lennox-moffat
http://www.czarodzieje.org/t16298-inspiracje-lexa
http://www.czarodzieje.org/t16297-skrzyneczka-na-zamglonej-polanie-swiadomosci
http://www.czarodzieje.org/t16097-lennox-moffat




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Czw Lip 12 2018, 22:45

Robiło się coraz bardziej żywo. A z pewnością coraz śmieszniej. Niemy ślizgon, który zawsze wydawał się Lexowi jakiś podejrzany, puchońska trójca i... Dziewczyna. No tak średnio, bym powiedział. To znaczy Lex jakoś zawsze miał mieszane uczucia wobec pokoi koedukacyjnych. Może faktycznie był dziwakiem, ale jakoś go to szczególnie nie cieszyło. Z resztą mniejsza. Liam rzecz jasna jak zwykle postawił sobie chyba za cel, by usłyszano go aż w Londynie. Z drugiej strony, siedział w pokoju z uciszonym Mefciem, Dwoma raczej małomównymi puchonami i... W sumie to Jacka i Sivlii jakoś nie znał zbyt dobrze, więc ciężko stwierdzić.
- Głośni? Ja to bym powiedział, że tak ze sto pięćdziesiąt procent wszystkich dźwięków dobiegających z tego pokoju, to sprawka Liama - rzucił, po czym dodał jeszcze pod nosem - No, może poza tym huknięciem w ścianę - Lennox znów przejrzał wszystkie swoje graty "na teraz" i stwierdził z przekonaniem, że nie będzie w tej chwili nic pisać czy rysować - trzeba się przecież socjalizować - ale że miał straszną ochotę dać jakiś upust swojej wenie, wygrzebał z torby swój drewniany flet. Obejrzał dokładnie instrument, sprawdzając czy nie uszkodził się nigdzie podczas podróży. Było by to wielce słabe... Na szczęście jednak wszystko było jak trzeba, więc puchon zaraz złapał za różdżkę i przyłożył ją do drewna.
- Cantabunt Mihi - mruknął, lecz nic się nie wydarzyło. Cmoknął zdegustowany, po czym warknął jeszcze raz, nieco wyraźniej
- Cantabunt Mihi - i znów nic. Westchnął zrezygnowany. Może gdyby nie opierdzielał się tak na zaklęciach, to pewnie dał by radę. Trudno więc, rzucił różdżkę obok siebie, na łóżko i zdecydował się na tradycyjne metody. Uniemożliwi mu to co prawda rozmowę, ale trudno, coś zrobić musiał, bo inaczej Meksyk by go rozsadził nadmiarem natchnienia. Przytknął więc ustnik do warg i dmuchnął, a po chwili pokój wypełniła skoczna, wesołą melodia. Miał nadzieje że nie przeszkadza nikomu. Z resztą, kto normalny nie lubi muzyki? To chyba fajnie, że ktoś sobie z boku przygrywa! Grunt by nie siedzieć z fletem do późna. Ale co tam. Nocami można odpalić Lumos pod kołdrą i chwycić za ołówek lub pióro. Ahh, uroki samodzielnych rozrywek. Trzeba się przecież socjalizować Lex! Grunt że muzyka sprzyja kontaktom. Kolejny plusik dla muzyki! Tak więc starając się nie przeszkadzać specjalnie pozostałym, a starając się raczej wkomponować w tło, dla rozmów między nimi, świergotał sobie na swoim flecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 627
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1729
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Czw Lip 12 2018, 23:40

Trochę zignorował Silvię, zbyt przejęty próbą przedostania się do pokoju. Jedynie kiedy już przysiadł na "własnym" łóżku, skinął jej lekko głową; wcześniej mogła liczyć na mało entuzjastyczne spojrzenie pod tytułem "sugeruję zachować dystans". Lubił Puchonkę, lubił też Liama i Neirina, ale w tej chwili po prostu nie miał dobrego humoru. Były tylko dwie opcje - albo go wychowankowie Hufflepuffu nieźle rozruszają, albo szlag go trafi. Na chwilę obecną trzeba było przyznać, że bardziej skłaniał się w stronę drugiej opcji; w szczególności, kiedy słowotok Rivaia zaowocował zmianą koszulki Noxa na jakąś żałośnie upokarzającą. Rękę by sobie dał odciąć, byleby nie być w Slytherinie, ale robienie z niego jakiegoś fanatyka czy miłośnika Domu Borsuka było po prostu uwłaczające. Najwyraźniej nie był wystarczająco dobry, żeby rzeczywiście tam trafić, ale wolał aż tak się z tym nie obnosić. Zacisnął mocniej szczęki i uniósł kciuk w górę, patrząc na Neirina. Całkiem nieźle odczytywał to, co działo się w głowie Mefisto.
Został za to zmotywowany do znalezienia tej cholernej różdżki. Przykucnął przy kufrze, otworzył go i zaczął przekopywać zawartość, przy okazji kilka rzeczy wyjmując, żeby mieć je bardziej pod ręką. Na łóżku wylądowało schowane w pokrowcu ukulele, etui z okularami przeciwsłonecznymi, beżowa koszulka z wyciętymi ramionami (lepsza na upały niż to, co miał wcześniej; lepsza na psychikę niż to, co załatwił mu Liam), paczka papierosów (o których nawet nie pamiętał, ale widocznie zawieruszyły się w jakiejś kieszonce - dobrze, bo teraz wyglądały bardziej kusząco, niż kiedykolwiek). Znalazł jasne drewienko i, dusząc znużone westchnięcie, zaczął pisać w powietrzu za pomocą zaklęcia Scribo.
"Jest trochę lepiej, ale mam nie nadwyrężać głosu, także jeszcze trochę muszę pomilczeć."
Nie skomentował tego, że Jack narzekał na hałas. Sam do tego nie przyłożył małego palca, zatem zupełnie się nie poczuwał. Zamiast denerwowania tym, że trafił do pokoju z nieznośną dzieciarnią i dostał rolę niemej niani, postanowił skoncentrować się na tym, że Liam miał dobry humor, a to zawsze miło się obserwowało. Kiedy już Ślizgon był prawie pewny, że zaczyna łagodnieć na widok tego słodkiego uśmiechu, to pojawił się problem pod postacią węża Neirina i lęku Silvii.
A w międzyczasie nieznany mu Puchon zaczął grać na flecie.
Faktycznie było głośno. Trajkotanie, muzyka, wpadanie na ścianę... a wszystko potęgował oczopląs wywoływany szalonym wystrojem wnętrza.
"Silvia, skarbie, nie wiem czy nie współczuję tobie nawet bardziej, niż sobie - w kwestii przydziału pokoju, oczywiście. Znajdziemy jakoś miejsce i dla ciebie, i Atet" - siebie w tym wszystkim pominął, bo co do tego to jeszcze nie był zbytnio pewny. Wziął ręcznik, porzucony na wierzchu porozwalanych w kufrze rzeczy, a także bardziej dopasowane do warunków atmosferycznych ubrania, a następnie podniósł się do pozycji stojącej. Nie wiedział nawet, czy komukolwiek będzie się chciało czytać zawieszone w powietrzu literki, ale udawało mu się je utrzymać na tyle długo, by nikt zainteresowany niczego nie stracił. "Idę pod prysznic, nie roznieście pokoju", poprosił jeszcze, z odrobinę cynicznym uśmiechem. Chłodna woda z pewnością pomoże... Zabrał się zatem za kluczenie pomiędzy porzuconymi bagażami i prowizorycznie połączonymi łóżkami, by dotrzeć do łazienki.

______________________


Shadows fall over my heart,
I black out the moon, I wait for you to come around.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 478
  Liczba postów : 401
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Nie Lip 15 2018, 13:42

Wiedziała, że jej zachowanie można odczytać przynajmniej jako irracjonalne. Bo to nie było normalne, aby z taką zawziętością czegokolwiek się bać. Nic jednak nie mogła na to poradzić. Węży, nie ważne jak by one wyglądały, jakiej wielkości były, bała się od kiedy tylko sięgała pamięcią. Nawet nie umiała logicznie wyjaśnić, skąd ten strach w ogóle wynikał, ale był nieprzenikniony. I nie do przezwyciężenia przez nią. Dlatego wiedziała, że będą ją czekały ciężkie czasy na tych wakacjach, była tego wręcz pewna. Mieszkać z jednym z nich w pokoju, było dla Silvii niczym ziszczenie najgorszych sennych koszmarów.
Pewnie dlatego, nie mogła się skupić w żaden sposób na słowach i czynach jej współlokatorów. Nie bardzo wiedziała, co się działo, bo skupiała się tylko na tym małym gadzie. Niby gdzieś tam o uszy jej się obiła nagła zmiana koszulki Mefistofelesa, czy to, że Liam zainteresował się jej stanem i ewentualnym zakupem terrarium. Ona widziała tylko węża.
Podniosła okulary na czubek swojej głowy, próbując jednocześnie trochę się rozluźnić. W końcu, znajdował się on w stosunkowo dużej odległości od niej. Może jednak nie będzie tak źle? Lubiła Neirima i nie chciała sprawiać mu przykrości, ale nie mogła inaczej zareagować.
Odkleiła się nieco od ściany i ciężko usiadła na wybranym przez nią łóżku. Nadal oddychała mocno, ale starała się nieco uspokoić. I pewnie wszystko szło by dobrze, gdyby Nei nie zdecydował się na bliższe zapoznanie węża z jej skromną osobą. Miała świadomość tego, że pewnie nie wiedział, jak wielki popełnia błąd wyciągając dłoń, wokół której tamten postanowił się owinąć, w jej stronę. Zapiszczała głośno w ogóle nie przejmując się tym, co sobie o niej w tym momencie pomyślą. To była chyba ostatnia rzecz, która zajmowała jej umysł w tym momencie.
-Nei, proszę Cię, zabierz go ode mnie. - była bliska rozpłakania się, nic dziwnego, że jej głos był mocno niestabilny, jakby na skraju rozpaczy. Po chwili postanowiła dodać, aby postawić sprawę jasno. -Ja się go po prostu boję. Boję się wszystkich węży, bez wyjątku i bez względu na to, jak duży on jest.
Na propozycję potrzymania gada w swoich własnych rękach, tylko pokręciła mocno przecząco głową. No jeszcze tego by tylko brakowało, żeby czuła łuski na swoich palcach... To pewnie byłby gwóźdź do jej trumny, inaczej tego nie widziała.
Wtedy dopiero zorientowała się, że Mef milczy dosyć mocno. Nie była pewna, czym jest to spowodowane, ale zagadka szybko się rozwikłała, kiedy zaczął w powietrzu opisywać problem, który go spotkał.
Szybko przeczytała słowa skierowana bezpośrednio do niej i uśmiechnęła się w kierunku ślizgona. Nie był to jednak uśmiech czuły czy chociażby miły. To pewnie był delikatny uśmiech przez łzy, którego tłamsiła w swojej małej osóbce. Nie zamierzała się rozkleić na oczach tylu facetów!
-Dzięki. Przed nim też mnie obronisz? - rzuciła w jego kierunku, nawiązując swoimi słowami do jednego z ich pierwszym spotkań, kiedy to Nox okazał się być dla niej kimś w rodzaju rycerza w lśniącej zbroi, który to biegnie na ratunek niewiastą. Szybko stało się jednak faktem, że pewnie nie zamierzał tego robić, bo kroki swoje skierował prosto do łazienki na Silvia pozwoliła sobie tylko na głośne przełknięcie śliny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Skąd : Aberystwyth
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 95
  Liczba postów : 387
http://www.czarodzieje.org/t15713-jack-moment
http://www.czarodzieje.org/t15795-moment#425581
http://www.czarodzieje.org/t15733-moment#424167
http://www.czarodzieje.org/t15720-jack-moment#423917




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Sro Lip 18 2018, 21:47

Nie zdążył nawet usadzić tyłka na miękkiej pościeli w babine wzorki, kiedy łóżko skrzypnęło donośnie i zaszurało dramatycznie pod wpływem zaklęcia, przyklejając się gwałtownie do łoża małżeńskiego. Moment w ostatniej chwili cofnął nogę, unikając tym samym niechybnej kontuzji na start wakacji. Jego kufer miał mniej szczęścia, bo oto upadł, wysypując z wewnątrz całą swoją zawartość. Poważnie? Zmierzył Neirina krzywym spojrzeniem.
- HAa?! Wydawało mi się, że nie wolno tu wprowadzać żadnych zmian? - mruknął, zaraz po tym kierując swoje spojrzenie w stronę jęczącego Rivaia - Kiedy stałem się częścią tego Haremu? - Zaczął coś liczyć na palcach, dając sobie spokój po drugiej rundce... tak, też by się obawiał spać sam w jednym pokoju razem z wilkołakiem. Można im to wybaczyć. Odczekał chwilę, aż Nox usunie swoją osobę z widoku, czując jak jego wewnętrzna irytacja wzrasta za sprawą koszulki wyznawcy puchońskiej żółci. Po czym ponownie wrócił zainteresowaniem w stronę Silvii, która to usilnie starała się znaleźć oparcie w drażliwym ślizgonie.
- Nie uważasz, że wilkołak przeciwko takiej sznurówce to trochę nie fair? -  I kto to mówił? Sam miał zamiar zabrać ze sobą szczura, któremu spotkanie z wszelakimi pełzakami na pewno nie wyszłoby na dobre. - W Meksyku jest więcej węży, zapewne większych i groźniejszych od tego małego tasiemca. Znajdź mu może lepszego przeciwnika? - Zaczął gadać, prawdopodobnie nieświadomie tym samym pogarszając stan dziewczyny. - Jakiś skorpion albo grzechotnik? Zawsze się zastanawiałem czy one naprawdę grzechoczą ogonem. - Z chęcią obejrzałby taką walkę. Może być nawet na śmierć i życie o ile Mefistofeles ma ochotę na porządne mięso z gada, a nie na makaron.
Podszedł na chwilę do kufra, zgarniając ręka zawartość ponownie do środka - zostawiając sobie jedynie jakieś bokserki i koszulę, po czym za chwilę znalazł się bliżej Liama, kierowany słowami Lennoxa na temat hałasogenności. Co prawda dla Momenta jego gadanina przypominała biały szum, ale puchon z piszczałką miał rację - Liam był głośny... nie potrafił nie być. Nawet jeśli zatrzymać go na chwilę, to zaraz znów się uruchomi. Trzeba go stąd wyprowadzić, bo wprowadzał zbyt duże stężenie decybeli na metr kwadratowy. - Rozbieraj się! - Rzucił stanowczo, zatykając Liamowi usta dłonią. - Pora trochę pozwiedzać. - Moment też chciał wziąć kąpiel. Jednak w przeciwieństwie do Noxa, nie miał ochoty zadowalać się prysznicem. Takie rzeczy istniały wszędzie na świecie. Chce pływać. Już. Teraz. Zaraz! Tylko to rozwodzenie się nad głupotami odrobinę go drażniło. Łóżko, wąż, bałagan, fujarka... Im szybciej się czymś zajmą tym lepiej - a jak wyjdą z pokoju, zanim Nox skończy swoją kąpiel, byłoby cudownie. - Nei, ty też. Nie jesteśmy już w Londynie. - Tu jest zdecydowanie za gorąco. - Lennox, dołączysz się? - Umrzecie z przegrzania, zanim zjedzą was te węże. Z drugiej strony, totalnie nie wziął pod uwagę obecności Silvii. Ale on nigdy nie bierze pod uwagę gapiów ile razy nie wylądowałby gdzieś bez koszuli, czy bez gaci. Taka propozycja skierowana w jej kierunku, mogłaby zabrzmieć nieco dziwnie. Chyba się nie obrazi? W końcu są w większości. Ciężko dostosowywać się do jednej odrębnej osoby. Tym bardziej, że trafił im się koedukacyjny pokój... chyba, że panienka skrywa pod tą sukienką jakąś tajemnice, o której żadne z nich nie chciałoby się dowiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 576
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 635
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Czw Lip 19 2018, 14:54

Wciąż nie wydawał się specjalnie przekonany obecnością węża w ich pokoju, ale uznał, że jeśli Neirin potrafił robić coś dobrze, to poza zmienianiem toru rozmowy na wyjątkowo niezręczny dla rozmówcy, z pewnością była to również opieka nad zwierzętami. Słysząc, że przyjaciel jest przygotowany i nie zamierza puścić pończosznika wolno po pokoju, pokiwał tylko głową, mówiąc pod nosem „niech będzie, zaufam Ci”, tylko w dłuższej i szybszej wersji, bo przecież w tym momencie robił za karabin maszynowy, który zamiast naboi, wypluwał z siebie słowa. Nawet sam pozwolił sobie pogładzić węża po łbie, gdy Neirin powtórnie położył się na łóżku.
A w przypadku roszad, znów nieco schował głowę w ramiona jak ganione dziecko. Może faktycznie powinien się opanować z tą swoją erupcją szczęścia i entuzjazmu?
- Już przeprosiłem… zazwyczaj wszystko trzymam na swoim miejscu! - uśmiechnął się delikatnie, ale szybko zaczął machać łapami, gdy przyjaciel podjął się wygłaszania tez o mordzie... w dodatku popartych mefistofelesowym kciukiem w górę. – Oj no! – jęknął, ale chyba nie miał nic więcej na swoją obronę. – Przynajmniej teraz wiecie, że w razie jakbym umarł podczas tej wycieczki, to pierwszym podejrzanym na pewno będzie Mef. – wzruszył ramionami z delikatnym uśmieszkiem, oczywiście próbując ubrać sytuację w żart.
- KDHJDFHJ… NEIRIN. STOP! – zdążył wypiszczeć, gdy rudzielec zabrał się za łaskotanie go po brzuchu. Bardzo nie fair zagranie. Pomijając fakt, że łaskotki były najgorszą możliwą próbą tortur, Liam czuł, że ma związane ręce. Normalnie zaraz by się rzucił do kontrataku. Położył na chłopaku, zaczął się z nim siłować, jak bawiący się szczeniak… ale nie chciał przypadkiem uszkodzić zwierzaka przy okazji tych szamotanin, więc dawał się gilgotać, śmiejąc się opętańczo ze szczerą prośbą o ratunek w oczach. Z tym wężem było coraz więcej problemów…
Dobrze, że szybko zostawiono go w spokoju.
- Serio, Nei… - wysapał, próbując sprawnie zebrać się po łaskotkach do kupy. – Skoro Silvia nie chce, to niech Atet zostanie po tej części pokoju. – uśmiechnął się do niego łagodnie, choć mówił na tyle stanowczo, na ile pozwalała mu osobowość i wyjątkowo lekki humor. Miał swoją wewnętrzną misję, by każdy czuł się w towarzystwie rudzielca komfortowo i wolał nie psuć nikomu wyobrażeń o przyjacielu tym, że po prostu średnio rozumiał czym jest prawdziwy strach i fobia. – Szkoda, że William został w Londynie. Znaczy… najpewniej by się zamęczył w tym Meksyku, ale gdyby tu był, to chętnie dałbym Ci go w ramach obrońcy, Silvia. – puścił jej oczko z sympatycznym uśmieszkiem. – To mój kot… albo w sumie… czekaj! – zerwał się znów do kufra, wyjmując z niego na szybko szkicownik. Zaraz potem wyjął pióro i naszkicował naprędce rysunek. Wyrwał kartkę, zgiął ją w pół i położył na łóżku dziewczyny, tak, aby mogła sama stać na poduszce, by zaraz znów spojrzeć na nią z szerokim, wesołym uśmiechem, nim ponownie nie wrócił na łóżko.
- Voilà! Teraz jest jasność! – po czym z lekkim zaskoczeniem obserwował jak rudy zabiera mu różdżkę i przysuwa łóżko Jacka do ich łoża małżeńskiego. Cóż… nie czuł się absolutnie urażony takim zabiegiem. – Służy ci? Naaah… – odebrał swoje kolorowe drewienko z teatralnym namaszczeniem unosząc je lekko ku górze, jak ciało chrystusowe w kościele lub inny cenny artefakt. – To po prostu zasługa tęczowej siły!
„Kiedy stałem się częścią tego Haremu?”
- Dokładnie w 2011 roku, gdy przydzielono cię z nami do pokoju. Nie mów, że jesteś zaskoczony…. mm.. czy to było w 2010 raczej?
A później zrobił podkówkę.
- Dobra, przyjąłem, Lex. – odparł z udawanym smutkiem i zasalutował. – Postaram się gadać o połowę mniej-… - zachichotał nieco niezręcznie. – Ewentualnie zagłusz mnie tym fletem! Brzmi chyba trochę ładniej, niż mój głos, więc przynajmniej ulżymy innym, nie? – uśmiechnął się. Rany, największym problemem w tym wszystkim było to, że Rivai sam niekoniecznie nad sobą panował w kwestii trajkotania. Czasem zauważał dopiero po fakcie, ile wypowiedział zdań. – Niech reszta mnie pilnuj…-  Rozbieraj się! Wybałuszył oczy na przyjaciela. Wyjście z zaskoczenia zajęło mu aż trzy mrugnięcia, nim znowu nie parsknął śmiechem, choćby w dłoń Momenta. – Jack, no wiesz? Może przed taką propozycją zaprosiłbyś mnie chociaż na randkę? – a później chwilę się zastanowił. – Chociaż dobra. Pierwszy byłem bezwstydny, zapraszając Cię do łóżka. – uśmiechnął się głupiutko, klepiąc kolorową pościel obok siebie. – Tylko, Jack, czemu nie możemy iść zwiedzać w ubraniach? – przekrzywił delikatnie łeb, nie do końca wychwytując, że Momentowi chodziło o pływanie. – I poczekajmy na Mefiego. Silvia, też chcesz iść z nami? Ghaa… choćby na jakąś plażę! Jestem ciekaw czy woda jest faktycznie taka czysta. Ewentualnie na ten basen… albo do miasta! Ciekawe czy mają coś do fajnego do kupienia… wiecie jak wyglądają jakieś tradycyjne, sztampowe pamiątki z Meksyku? Bo super byłoby taką…  - zerknął na Lennoxa. – A, tak. Dobra. Mniej mówić-… hahah… ups.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 838
  Liczba postów : 908
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Pon Lip 23 2018, 19:35

Liam zawsze był głośny. Miejscami można mieć wrażenie, że fizyczną niemożliwością jest, aby on zamilkł. Jednak tak, jak to było dość oczywiste i do przewidzenia, nikt raczej nie spodziewał się, że Lex zacznie jeszcze grać. Rudzielec spojrzał na młodszego kolegę. Muzykę ciężko było uznać za biały szum, ale po chwili istotnie przestała przeszkadzać.
- Od dawna grasz? - Spytał go, zanim temat wrócił na jego węża. Zerknął co prawda na wiadomość od Mefa, ale nie miał, jak inaczej ją skomentować poza kiwnięciem głową.
- Jack ma rację. To tylko pończosznik. Dla wilkołaka to nawet boa dusiciel nie byłby przeciwnikiem. Ale może jakiś z jadowitych węży? - Pozwolił, aby Atet zawrócił i pełzł teraz w górę jego przedramienia. - Dostatecznie duży wąż da radę przebić kłami futro. Starczy jeden nieodpowiedni ruch, aby ugryzł. W czasie pełni Nox nie da rady użyć różdżki, by wyssać truciznę odpowiednim zaklęciem. Grzechotnik straszliwy dorasta do dwóch metrów, a jego jad powoduje ślepotę i porażenie mięśni - obserwował, jak wąż pełznie po skórze do barku, gdzie podał mu drugą dłoń do wejścia na nią. - Zaczyna się od szyi i postępuje w dół. Kończyny bolą i palą, jakby były nieustannie łamane. A potem człowiek dusi się w pełnej świadomości własnej niemocy - przeniósł spojrzenie na Ślizgona.
- Ale myślę, że w niewielkiej dawce to by ci się podobało. Trwanie w ciemności ślepoty, kiedy każdy skrawek ciała rozpalony jest bólem. Odpowiednio mała ilość jadu nie zabije. Po jakimś czasie ślepota minie. Ból też. To co, postarać się, Mef?
Popatrzył na Liama i Silvię, w końcu dając za wygraną w kwestii węża. Wstał za to.
- Zajmę się terrarium.
Skupił się na powiększeniu i ustawieniu każdego elementu szklanego domku jego podopiecznego, kiedy wspomniany owinął się wokół szyi rudzielca, próbując wpełznąć na czubek głowy. Jednym uchem Walijczyk słuchał, co dzieje się w pokoju, rzucając od czasu do czasu komentarz.
- Haremu? Nie... To bardziej trójkąt.
Jego uwagę od gada odciągnął dopiero Jack, który kazał mu się rozbierać. Chłopak popatrzył po szatynie, zanim zdjął węża z barków i włożył go do nowego lokum, zamykając dokładnie drzwiczki. Terrarium zostawił na szafce nocnej obok małżeńskiego łoża. Chwilę po tym zdjął koszulkę. Niech go ktoś upomni, jeszcze zostanie nago.
- Liam, bo za każde nadprogramowe zdanie będziesz płacił nam po 5 galeonów - ostrzegł, rzucając podkoszulek na kufer.

Zakłócenia obowiązujące od nowego wątku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 478
  Liczba postów : 401
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Pokój 4   Sro Sie 01 2018, 21:12

Nie bardzo zwracała uwagę na to, co mówili chłopaki, ale musiała przyznać, że rysunek na prędce stworzony przez Liama bardzo ją rozczulił. Musiała mu przyznać, że chłopak mocno się starał o to, aby i ona poczuła się w tych warunkach komfortowo, za co była mu ogromnie wdzięczna. Wiedziała, że wcale nie musiał tego robić, że mógł, jak większość, mieć to głęboko w nosie, ale on był inny.
Słysząc słowa Jacka, momentalnie przeniosła swój wzrok w jego stronę. A trzeba przyznać, że to spojrzenie wcale nie było miłe. Bo w sumie nie miało takim być. Świadomość, że wąż będzie znajdował się daleko od niej, jakoś dodał jej odwagi.
- Rób, co chcesz, ja też tak zamierzam. A skoro Mefisto nie miałby nic przeciwko, to zamierzam go wykorzystać. - odparła tylko, podnosząc podbródek do góry, jak to miała w zwyczaju. Ach ta włoska krew, która potrafiła nieźle buzować w żyłach. Słysząc jednak kolejne słowa chłopaka, uśmiechnęła się delikatnie, po czym dodała. -Czy ja wiem, czy dawać mu grzechotnika, to dobry pomysł? Może lepiej niech zacznie od sznurówki, żeby go to nie przerosło? - Nie mogła się powstrzymać od delikatnego docinania wilkołakowi.
Zdjęła kapelusz z głowy i przeczesała dłonią swoje niedługie włosy. Czuła się już zdecydowanie lepiej, niż przez ostatnie kilkanaście minut. Zaczynała czuć, że może wcale nie będzie tak strasznie, jak na początku przypuszczała, że może być.
Kolejna propozycja, jaka padła ze strony chłopaka, była przynajmniej dziwna. Nic więc szczególnego w tym, że dziewczyna taka jak ona, zmieszała się delikatnie i starała się więcej nie patrzeć w stronę Jacka. Nie chciała okazywać skrępowania, ale wiedziała, że na wzmiankę o rozbieraniu się, jej policzki się zaróżowiły. Dlatego pewnie szybko odwróciła się w stronę ściany twarzą, udając, że bardzo pochłonęło ją szukanie czegoś w swojej walizce.
-Wiesz co Liam, chyba sobie daruję. Jestem zmęczona po podróży i z chęcią odpocznę gdzieś w hotelu. - odpowiedziała na zaproszenie ze strony Liama, dalej grzebiąc w swojej walizce. Nie chciała, aby widzieli jej zakłopotanie. Ona i rozbieranie się w ich towarzystwie? Już tak jakby na to poszła! Spaliłaby się ze wstydu, nim zdążyłaby zdjąć sandałki na samą myśl, że zdejmie z siebie coś jeszcze. Ale o tym wspominać nie zamierzała. Tego wiedzieć nie musieli.
Kiedy miała pewność, że temat został zakończony, a jej policzki wróciły do normalnych kolorów, odwróciła się w ich stronę z uśmiechem. Chyba powinno się przyznać, że jak nie bała się okropnie węży i nie paliła się ze wstydu, była dosyć ładną dziewczyną.
-Jak sądzicie, jakie ciekawe miejsca można tutaj zobaczyć? - zagaiła, ciekawa, czy oni również wcześniej rozglądali się w poszukiwaniu okolicznych atrakcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Pokój 4   

Powrót do góry Go down
 

Pokój 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Meksyk
 :: 
Pensjonat
 :: 
Pokoje mieszkalne
-