Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pokój 1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Inverclyde, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 322
Dodatkowo : Oklumencja
  Liczba postów : 569
http://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
http://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
http://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
http://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768




Moderator






PisanieTemat: Pokój 1   Wto Lip 10 2018, 14:57


Pokój 1


Choć pozornie organizatorzy wyjazdu postawili na klasykę wybierając pensjonat, to trudno ukryć, że w tym miejscu wszystko jest wyjątkowe! Wystrój pokoi łączy ze sobą przywiązanie do meksykańskiego folkloru oraz wyjątkowe zamiłowanie do sztuki. Na uczniów i opiekunów czekają bardzo kolorowe, przestronne pokoje z niezliczoną ilością unikalnych dekoracji - bądźcie jednak ostrożni, bo pomieszczenia są wprost naszpikowane magią! Nie zdziwcie się, gdy któregoś dnia pokój ujawni jedną ze skrywanych niespodzianek. W zależności od położenia, sypialnia ma widok na ogrody lub basen. Każdy pokój jest wyposażony w magiczne szafy, które z pewnością pomieszczą wszystkie bagaże, oraz łoże małżeńskie i cztery łóżka pojedyncze.  Miejmy nadzieję, że ten rozkład łóżek nie będzie źródłem zbyt wielu konfliktów. Wypoczynek w tak wyjątkowym miejscu musi być udany!

Lokatorzy:

1. Nessa M. Lanceley
2. Vivien O. I. Dear
3. Mallory Colquhoun
4. Agnes Lumière
5. Emily Rowle
6. Caesar T. Fairwyn



______________________

Aurora Therrathiél
We keep this love in a photograph, we made these memories for ourselves. Where our eyes are never closing...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1007
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 1   Sro Lip 11 2018, 19:05

Wakacje. Słodki czas błogiego lenistwa i przygód, idealny do tworzenia przepięknych wspomnień z najbliższymi ludźmi. Pełen romansów, dobrego jedzenia i przelotnych znajomości. Dla rudej jednak również był to czas nauki i pracy, ponieważ nie potrafiła sobie odpuścić. Stąd też jej bagaż był rozmiarów nieprawdopodobnych, sprawiających, że obydwoje rodzice złapali się za głowę, gdy ich jedyne dziecko oznajmiło, że jest gotowe i mogą się pożegnać. Nessa nie była dobra w pakowaniu, a jednak zawsze pozostawała przygotowana na każdą ewentualność i tak było w tym przypadku. Dwie walizki w kolorze butelkowej zieleni sięgały jej do pasa, były szerokie i wypchane po brzegi. Spokojnie można była spakować do nich samą Nessę. Poza nimi, Lanceleyówna miała na plecach jeszcze futerał od gitary, a w ręku ten ze skrzypcami. Wyglądała jak przeładowany wielbłąd. Wyglądała jednak na podekscytowaną i zadowoloną, o czym świadczył delikatny uśmieszek i wsunięte na nos okulary przeciwsłoneczne.
Gdy okazało się, że celem tegorocznych wakacji z Hogwartem jest Meksyk, ślizgonka rozpromieniła się jeszcze bardziej. Dostępne tam bogactwo kulturowe, doskonałe jedzenie i alkohole, a także ciekawa przeszłość sprawiały, że na chwilę obecną do głowy nie przyszedł jej żaden ciekawszy kraj. Na szczęście miała ogromny zapas kremów z filtrem i do opalania, także meksykańskie słońce nie było jej straszne. Odziana w białe szorty i krótką, czerwoną bluzkę, dreptała przez korytarz w swoich koturnach, ciągnąc za torby i futerały. Gitara nadal spoczywała na plecach, a futerał od skrzypiec jakoś przyczepiła do górnej części walizki tak, że obydwie dłonie miała wolne. Chciał jej pomóc ktoś z obsługi, jednak rycerskość i męski charakter sprawiły, że oczywiście odmówiła. Dostała pokój numer jeden, a przynajmniej taka liczba widniała na kluczyku, który otrzymała od opiekuna. Z zadowoleniem stanęła przed drzwiami, otwierając je i wchodząc do środka..
Zatrzymała się gwałtownie na środku pokoju, zostawiając bagaż po prawej i lewej stronie, układając dłonie na biodrach. Rozejrzała się dookoła, lustrując wzrokiem każdy szczegół kolorowego i dość osobliwego pomieszczenia, które miało być jej sypialnią. O ile motywy folkloru jej nie przeszkadzały, tak wiszące nad łóżkami zdjęcia patrzyły jakoś krzywo i wywołały na jej drobnej buzi grymas niezadowolenia. Wsunęła okulary na głowę, wypuszczając ze świstem powietrze z ust i rozglądając się po łóżkach, próbując jakieś wybrać? Szanse, że tu zaśnie i tak są znikome, zresztą miała zbyt ambitne plany na sen, czego najbardziej obawiał się Papa Lanceley. Dostrzegła, że jedno z mebli przeznaczonych do spania jest podwójne, a z tego, co słyszała, to w pokojach miały być po dwie osoby.. Brew uniosła się jej do góry z niedowierzaniem. Nie dość, że te pokoje były koedukacyjne i każdy mógł uprawiać dzikie seksy legalnie, bo przecież tu mieszka, to jeszcze oni sami do tego prowokowali, dając taki, a nie inny wybór do spania. Konsternacja pojawiła się na jej drobnej, bladej twarzy. Odgarnęła kosmyk rudych włosów za ucho, zsuwając z pleców instrument i kładąc go na boku, a następnie masując dłonią obolałe od dźwigania ramiona. Wakacji się jej zachciało. Dopiero teraz dotarło do niej, co będzie się działo w tym pensjonacie. I niby jak ona ma się uczyć? Cóż, dziś i tak sobie odpuści, chyba że nocą. Przesunęła swoje rzeczy na bok, czekając na pozostałych z wyborem łóżka i podeszła do okna, opierając się rękoma o parapet. Wyjrzała, dostrzegając piękne, zielone ogrody. Uśmiechnęła się pod nosem, przymykając na chwilę oczy. Niby dwa miesiące to całkiem długo, jednak nauka animagii oraz poprawy umiejętności z zakresu zaklęć czy gry na gitarze również wymagały wiele czasu. A te wszystkie trunki charakterystyczne dla tego kraju tak kusiły.. Parsknęła pod nosem rozbawioną tematyką swoich przemyśleń i stała dalej w milczeniu, czekając na resztę. Głupio było jej egoistycznie wybierać sobie miejsce do spania, więc postanowiła, że weźmie to, co zostanie. Tylko ciekawe, kto będzie z nią mieszkał?

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Wyjechała bez słowa, z dnia na dzień. Obecnie Nessa jest w Ameryce, w Ilvermorny na wymianie studenckiej związanej ze stypendium z transmutacji.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Luss, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 270
  Liczba postów : 222
http://www.czarodzieje.org/t15706-mallory-colquhoun
http://www.czarodzieje.org/t15718-mal-wal-jakas-fajna-relke-zaprasza
http://www.czarodzieje.org/t15725-poczta-poczta#423973
http://www.czarodzieje.org/t15716-mallory-colquhoun




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 1   Wto Lip 17 2018, 23:48

Tak długo czekała na beztroskie wakacje i organizowany przez szkołę wyjazd, że kompletnie straciła poczucie czasu. Dwa tygodnie spędzone w domu rodzinnym minęły jej tak szybko, że tuż przed planowanym wyjazdem momentalnie zorientowała się, że na spakowanie walizek ma zaledwie parę godzin, a nie dni, jak myślała do tej pory. Szybko zerwała się na równe nogi, zaczynając coroczną bieganinę po całym domu w poszukiwaniu najpotrzebniejszych rzeczy. Jak zwykle nie wiedziała gdzie jadą, jednak mogła się domyślać, że będzie to raczej jakieś ciepłe miejsce, dlatego z szafy do kufra wrzuciła niemal wszystkie swoje letnie ubrania, półki zostawiając puste.
Uwielbiała te szkolne wyjazdy. Zawsze czekało na nich coś niezwykłego, a ona co rok cieszyła się jak głupia, gdy tylko o nich pomyślała. Tak samo było i tym razem. Z gigantyczną walizką i plecakiem zawieszonym na plecach w sekundę znalazła się w Meksyku, wraz z pozostałymi ludźmi, nie mogąc już po chwili oderwać wzroku od piękna, które ją otaczało. Ubrana była w letnią sukienkę, która idealnie wpasowała się w tutejszy, gorący klimat, na nosie zaś miała ciemne, przeciwsłoneczne okulary, dzięki którym nie musiała bez przerwy mrużyć oczu. 
Nie musiała długo szukać pokoju. Ten z numerem jeden znajdował się już na samym początku korytarza urokliwego pensjonatu, który jednak trochę przytłaczał ilością kolorów i wszechobecnych obrazów. Już po chwili stanęła w progu, walizkę uprzednio wstawiając do pomieszczenia, co by nie zagradzać drogi innym, po czym oparła rękę na prawym biodrze, wpatrując się przez pewien czas w sylwetkę osoby stojącej przy oknie. 
-Zgadnij kto. -Szepnęła w końcu i zakryła rudej oczy, zupełnie tak, jak robiła to parę lat temu. Momentalnie zaczęła zastanawiać się z kim będzie jeszcze dzieliła pokój, a jej wzrok powędrował w głąb pomieszczenia, chcąc zlokalizować wszystkie miejsca do spania. Jej wzrok zatrzymał się na większym, podwójnym łóżku, a na ustach pojawił się lekki uśmiech. Czyżby na wakacjach również była zmuszona dzielić się łożem z Nessą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1007
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 1   Pią Lip 20 2018, 19:18

Lanceleyówna nie potrafiła odpoczywać długo, tak więc perspektywa wakacji cieszyła ją i jednocześnie zasmucała. Niby jak miała wytrzymać bez pracy czy dostępu do biblioteki? Nie była też w stanie przywieźć ze sobą wszystkich książek czy instrumentów, bo walizki nie były w stanie wszystkiego pomieścić. Westchnęła cicho, opierając się dłońmi o parapet. Jej ślepia z ciekawością spoglądały na to, co działo się za szybą, na tętniący życiem, kolorowy ogród. Próbowała zgadnąć, jakie kwiaty pokrywają ogrodowe murki i balustrady, jednak jej znajomość zielarstwa była zbyt ograniczona. Cóż, na szczęście wakacje były długie i dziewczyna miała czas nadrobić trochę materiału, a podręcznika od tego przedmiotu w jakiś magiczny sposób nie zapomniała ze sobą zabrać. Zerknęła na zegarek, wydając z siebie ciche mruknięcie zamyślenia. Trochę czasu już minęło, a ona wciąż nie wiedziała, z kim dzieli pokój. Obróciła głowę przez ramię, rozglądając się po folklorystycznej, meksykańskiej izbie, którą jak na razie miała tylko dla siebie. Może to przeznaczenie i to olbrzymie, podwójne łóżko czeka właśnie na nią? Uśmiechnęła się pod nosem, wracając spojrzeniem orzechowych oczu za okno.
I pewnie tkwiłaby tak w zamyśleniu jeszcze chwilę, gdyby nie skrzypnięcie drzwi, a wraz z nimi para rąk, która zakryła jej oczy, pogrążając w ciemnościach. Na drobnej buzi pojawił się jednak zadowolony grymas zamiast tego rozzłoszczonego, a dłonie Ness powędrowały ku górze, łapiąc ręce przyjaciółki. Wszędzie by ją poznała. Jej głos, zapach, dotyk. Mall była dla niej unikalna, była jej człowiekiem.

— No nie wiem, jakiś duch może, co udaje moją wakacyjną żonę? — rzuciła teatralnym tonem, nie zapominając o westchnięciu, mającym podkreślić jej rzekomą niewiedzę i dramaturgię. Nie omieszkała też nawiązać do olbrzymiego łóżka, które przecież musiało być przeznaczone dla pary. Dwie ślizgonki miały doświadczenie w spaniu ze sobą już od wielu lat, kiedy to Lance zaczęła się wkradać do Panny Colquhoun, a ta jej wcale nie odrzuciła. Chociaż nikt nie zmuszał jej do spania z rudą, ona zwyczajnie tego pragnęła, tylko się przed sobą nie przyznawała! Dziewczyna zaśmiała się pod nosem do swoich myśli, obracając się gwałtownie i opierając pośladkami o parapet, złapała przyjaciółkę za ręce. Zlustrowała ją wzrokiem, jak to miała w zwyczaju i przekręciła głowę w bok, pozwalając, aby miedziane kosmyki włosów zsunęły się po ramieniu, łaskocząc ją w odkryte partie skóry.
— Nie sądziłam, że możemy mieć tyle szczęścia i mieć ze sobą pokój też tutaj, na wakacjach. Będziemy mogły zrealizować nasze wszystkie plany! — zaczęła z dosłyszalną ekscytacją w głosie, zaciskając palce na dłoniach ślizgonki. Miała nadzieję, że Mallory będzie idealnym towarzystwem na każdą okazję, gdyby zdążyła przeczytać wszystkie podręczniki zbyt szybko. Wychyliła się, zerkając na bagaż brunetki. Cóż, podobnie jak jej, był dość pokaźny.
— Jeszcze ten Twój prefekt i pełnia szczęściaaa! Ah, nie widziałam Cię dwa tygodnie! Będziesz musiała opowiedzieć mi wszystko, co się u Ciebie działo. A przede wszystkim, jak Ci poszły egzaminy? — mówiła z ciekawością i spokojem, nieco może głośniej niż planowała. Pociągnęła przyjaciółkę za sobą, tak że obydwie usiadły na małżeńskim łóżku. Po chwili jednak Nessa zsunęła ze stóp buty i położyła się wygodnie, kładąc ręce na brzuchu i posyłając jej przeciągłe spojrzenie.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Wyjechała bez słowa, z dnia na dzień. Obecnie Nessa jest w Ameryce, w Ilvermorny na wymianie studenckiej związanej ze stypendium z transmutacji.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1462
Dodatkowo : ścigająca Slytherinu
  Liczba postów : 1544
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Pokój 1   Pią Sie 03 2018, 18:47

(w innym czasie)

Nawet nie spodziewałam się, że wyjazd na wakacje może być jednocześnie źródłem radości, jak i nieskończonej ilości zmartwień. Co z tego, ze mogłam godzinami taplać się w ukochanej, gorącej wodzie, skoro moje myśli utknęły gdzieś za oceanem - między moimi studiem nagraniowym, a ramionami narzeczonego, którego naprzemiennie pragnęłam i odrzucałam. Cóż za ironia losu - gdy pół roku temu tkwiłam po drugiej stronie wielkiej wody, moje myśli były tutaj, przy innym mężczyźnie.
Mimo wszelkich zmartwień dni upływały mi swobodnie - oddychałam morskim powietrzem świetnie się bawiąc w towarzystwie koleżanek i ulubionego kuzyna. Gdy nie myślałam o premierze to w końcu odpoczywałam, jadłam, czerpałam z życia. Jedyne co mnie niepokoiło to dziwne zdarzenia mające miejsce w pensjonacie - dziwne obrazy, niespotykane zdarzenia nie powinni mnie zaskakiwać biorąc pod uwagę, że wychowałam się w czarodziejskiej rodzinie, a jednak tak było. Coś w tym budynku nie grało.
Pewnego wieczoru zmęczona wojażami zasnęłam wcześniej niż reszta współlokatorów, co doprowadziło do tego, że również wcześniej wstałam z łóżka. Tuż po podniesieniu się chciałam wyjść z pokoju do łazienki, żeby trochę się obmyć, niestety potknęłam się o zagięcie dywanu.
- Na galopujące hipogryfy – przeklęłam. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że wypowiedziane przeze mnie słowa nie były ostrym mruknięciem, a delikatnym i łagodnym śpiewem. Mimo wszystko uznałam to za przypadek i ignorując tę sytuację udałam się do łazienki. Wróciłam do pokoju po dwudziestu minutach i zaczęłam budzić moich przyjaciół. Jakież było moje zdziwienie, gdy zamiast łagodnego szeptu wydałam z siebie cichy, aczkolwiek dosyć energiczny śpiew. O co do kurwy nędzy chodziło?
Początkowo reszta pokoju myślała, że robię sobie z nich żarty, bo przecież śpiewanie było moją domeną, a na tego typu wyjazdach każdy pozwalał sobie na odrobinę więcej wygłupów niż podczas roku szkolnego. Wszystko zmieniło się, gdy okazało się, że każdy z nich odpowiada mi śpiewem. Początkowo przestraszyłam się całej tej sytuacji nie wiedząc co się dzieje i jakie będzie miało skutki, jednak po chwili zaczęłam żałować, że nie jesteśmy w Londynie – śpiew zastępujący mowę był bardzo naturalny, przez to gładszy, a co za tym idzie idealnie brzmiałby na płycie, zaś moi współlokatorzy świetnie sprawdziliby się jako chórek. Próbowaliśmy zdjąć zaklęcie, ale nie udało się, czego początkowo wcale aż tak bardzo nie żałowałam. Po kilku godzinach początkowy zachwyt przeszedł w mieszankę irytacji i rozbawienia – trudno ukryć, ze Caesar informujący nas, że idzie do kibla wyśpiewując to niemal jak arię operową był przekomicznym widokiem. Wyobraziłam sobie reakcję wuja Edgara na śpiewy swojego bękarta i z trudem powstrzymałam śmiech – strasznie nie lubiłam tego człowieka, więc każda próba zbicia go z tropu wydawała mi się niesamowitym zdarzeniem.
Całe szczęście, że urok dotrzymał tylko do końca dnia – pod koniec nasz śpiew przypominał już raczej nucenie i całe szczęście, bo na dłuższą metę tego typu zjawisko było cholernie upierdliwe, nie tylko dla nas, ale w sumie dla każdego kto z nami gadał. Następnego ranka ocknęliśmy się już w normalnych warunkach głosowych.

Kostka

/zt

______________________

We ain't leaving this room 'til we both feel more. They say love is pain, well darling, let's hurt tonight


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Luss, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 270
  Liczba postów : 222
http://www.czarodzieje.org/t15706-mallory-colquhoun
http://www.czarodzieje.org/t15718-mal-wal-jakas-fajna-relke-zaprasza
http://www.czarodzieje.org/t15725-poczta-poczta#423973
http://www.czarodzieje.org/t15716-mallory-colquhoun




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 1   Sob Sie 04 2018, 17:01

Ona za największy cel tegorocznych wakacji obrała nic innego jak wypoczynek i błogie lenistwo. Nie łudziła się, że w ciągu tych dwóch miesięcy poczuje nagłą potrzebę pogłębienia swojej wiedzy, dlatego nawet nie wzięła ze sobą żadnych ciężkich podręczników. W jej bagażu owszem znaleźć można książki, jednak w żaden sposób nie związane ze szkołą. Jeszcze zanim podbiegła do przyjaciółki, rzuciła okiem na stojący koło niej bagaż, uświadamiając sobie, że pół pokoju zajęte będzie przez wielkie walizki rudej. Oprócz nich spostrzegła jeszcze futerał od skrzypiec, ciesząc się w duchu, że Lanceyówna postanowiła jednak wziąć ze sobą instrument. Uwielbiała patrzeć, jak na nim gra.
-Udaje? -Zmarszczyła brwi, nie spuszczając wzroku z obracającej się w jej stronę Nessy, po czym uniosła jedną, zupełnie jakby nie wiedziała o czym stojąca przed nią dziewczyna mówi. Albo jakby ją to zaskoczyło. -Nie udaje- jest nim. I nie tylko wakacyjnym. -Uśmiechnęła się w jej stronę, wreszcie całkowicie szczerze. Stała jeszcze chwilę przed przyjaciółka, trzymając ją mocno za ręce, nie chcąc już więcej powracać do szarej rzeczywistości. Meksyk był przecudny i tak nierealny w swej nadzwyczajności, że trudno było nawet przestać o nim myśleć.
-Pewnie wszyscy zdawali sobie sprawę, że i tak byśmy coś wykombinowały... -Zaczęła, po czym uniosła do góry podbródek, chcąc wskazać „górę”. -Wiesz, szefostwo. -Dokończyła, po czym zaśmiała się na reakcję rudej. Była tak podekscytowana, że jej nastrój udzielał się również stojącej naprzeciwko Mall. Uśmiechnęła się pod nosem, po czym wzrok skierowała w stronę wielkiego łóżka, do którego została brutalnie zaciągnięta przez Lanceyówną.
-Prefekt chyba jest w innym pokoju, ale jak tak bardzo chcesz, bez problemu Ci go tu załatwię. -Specjalnie zignorowała słowo „mój”, a do Nessy puściła oczko. Rzuciła się na miękki materac, a parę razy zmieniła pozycje, by po chwili stwierdzić, że będzie raczej wygodny. Znów wzrok skierowała w kierunku rudej, odgarniając na plecy opadające jej na twarz włosy. -Egzaminy? Hmm, całkiem nieźle mi to wszystko poszło. W zasadzie jestem zadowolona, może nawet więcej niż zadowolona. Z pewnością praca nie poszła na marne i to się przede wszystkim liczy. A potem jeszcze odpoczęłam dwa tygodnie u rodziców i szczerze? Jestem gotowa na odkrywanie Meksyku. -Odpowiedziała zgodnie z prawdą, po czym sięgnęła do torby, w której schowaną miała całą, nie otwartą jeszcze tabliczkę czekolady. Otworzyła ją pospiesznie i oderwała kawałek. -A co u Ciebie Ness? Nie widziałyśmy się tak długo! Masz, bo jeszcze zjem wszystko sama. I opowiadaj. A potem idziemy na obiecane drinki. -Podsunęła jej pod nos przysmak, z nadzieją, że zje chociaż trochę i okaże się dobrym pomocnikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1007
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 1   Pią Sie 10 2018, 18:09

Uwielbiała różnice, które były pomiędzy nimi i często wystawiały ich przyjaźń na próbę. Sądziła, że to je wzmacnia i wspólnie pozwala na odnalezienie większej ilości rozwiązań, bo jedna potrafiła dostrzec to, czego nie widziała druga. Istotnie, bagaż Nessy był większy niż ona sama, po brzegi wypełniony niezbędnymi w mniemaniu ślizgonki rzeczami, bez których po prostu na wakacje jechać nie mogła. Książki, zioła, leki, kosmetyki, ubrania, pergaminy — wszystko, co mogłoby się przydać. Skrzypce również nie były jedynym instrumentem, który ze sobą przywiozła aż do Meksyku, chociaż tylko one nie zostały potraktowane zaklęciem zmniejszającym. Za bardzo je kochała i szanowała. Miała nadzieję, że tutejsza kultura i spojrzenie na muzykę sprawi, że nauczy się czegoś nowego.
Na jej minę i ton głosu, którego użyła do powtórzenia po niej słowa, wzruszyła niewinnie ramionami, uśmiechając się zadziornie. Orzechowe ślepia rudzielca zlustrowały brunetkę od góry do tyłu, a drobne dłonie zacisnęły się na rękach Mallory. Nawet nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo Lance się cieszyła, że mogą być razem w pokoju. Zawsze czuła się doskonale w jej towarzystwie, a do tego Panna Colquhoun nie narzekała, gdy wchodziła jej do łóżka o dziwnych porach. Kosmyki rudych włosów zakołysały się nerwowo, gdy przekręciła głowę w bok.

— Ciesze się, że nasza relacja w końcu ujrzała światło dzienne i przyznałaś się do niej otwarcie! — westchnęła teatralnie, starając się zachować powagę na twarzy. Nie było to jednak proste! Musiała aż zagryźć dolną wargę, żeby się nie roześmiać. Przyznała jej racje, kiwnięciem głowy i delikatnym wzruszeniem ramion, jakby to Mall oznajmiła najbardziej oczywistą rzecz na świecie. Faktycznie łatwiej było je umieścić w jednym pokoju, jak ganiać Nessę po korytarzach pensjonatu, kiedy to szukałaby po nocach odpowiedniej sypialni. — Oszczędzili nam wszystkich problemów. Są naprawdę wspaniałomyślni!
Przeciągnęła się leniwie, rozkładając wygodnie i bez skrępowania na podwójnym łóżku, które chciała zająć razem z przyjaciółką, która w tej chwili już nie miała nic do powiedzenia w tej sprawie. Zawiesiła na niej wzrok, unosząc brew na jej odpowiedź i pominięcie słowa "jej", które miała chęć usłyszeć. Tak, celowo tak zagrała. Nic dziwnego, że kibicowała Mall w sprawach sercowych i chciała być na bieżąco, a skoro nie użyła jeszcze przywłaszczenia.. Skrzyżowała dłonie pod biustem, wydając z siebie ciche mruknięcie zamyślenia. Nadal nie byli razem? A przecież chemia pomiędzy nimi była możliwa do nakładania łyżkami!
— Myślę, że on by bardziej chciał do Ciebie, niż ja do niego. I czy nie Ty czasem, skarbie, powinnaś go tu chcieć? — zapytała wprost, nie spuszczając wzroku z twarzy dziewczyny. Palcami wolno stukała o własną rękę, mając ciekawość i zaintrygowanie wymalowane na buzi. Nawet nie przeszkadzał jej opadający na policzek i łaskoczący w okolicach szyi kosmyk włosów, który normalnie zgarnęłaby za ucho.
No tak. Egzaminy. Lance wciąż nie mogła uwierzyć, że pierwszy rok studiów minął jej tak szybko i owocnie. Nim się obejrzy, dorośnie całkiem i będzie musiała zostawić ukochaną szkołę, co u niej skończy się złamanym, kujońskim sercem. Znów westchnęła, uśmiechając się jednak na entuzjazm brunetki.

— Ciesze się, że jesteś z siebie zadowolona! A ja.. Odpuściłam egzamin z run, więc jestem trochę na siebie zła. Poza tym — mogło być lepiej z Zielarstwa, bo mam tylko Zadowalający i z Eliksirów, ONMS i Uzdrawiania nie zdążyłam już wyciągnąć na Wybitny. Będę musiała w przyszłym roku. I nadal nie rozumiem, dlaczego nie pozwolili mi zdawać wszystkiego. — zaczęła swój monolog, rozkładając bezradnie ręce na boki i pokazując jej tym samym brak swojego zrozumienia dla tego fragmentu szkolnego regulaminu. Spokojnie dałaby radę jeszcze z Astronomią czy Numerologią, ale głupi limit jej to uniemożliwiał. Machnęła jednak ręką, sięgając po wysuniętą czekoladę i urywając kawałek, który wrzuciła sobie do ust.
— Zmieniłam pracę w lipcu, rodzice poprosili o pomoc w sklepie w Dolinie. Udało mi się też zdobyć kilka zleceń na występy ze skrzypcami czy fortepianem, między innymi w Teatrze podczas ostatniej premiery Romea i Julii. A tak to.. W sumie brakuje mi czasu. Przygotowałam plan na wakacje, który uwzględnił wszystko, co chciałam zrobić, ale dwa miesiące to zbyt krótko. Wiesz Mall, że mam raczej nudne i mało ciekawe życie.. Ty mi lepiej opowiedz co z tym Lennoxem, bo umieram z ciekawości jako wasz wierny kibic!
Zakończyła w końcu, uśmiechając się zawadiacko i obracając tak, że leżała na plecach z nogami opartymi o ścianę i miała głowę przekręconą w bok, wpatrując się wyczekująco w ślizgonkę.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Wyjechała bez słowa, z dnia na dzień. Obecnie Nessa jest w Ameryce, w Ilvermorny na wymianie studenckiej związanej ze stypendium z transmutacji.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Eguisheim, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 259
  Liczba postów : 126
http://www.czarodzieje.org/t16150-agnes-lumiere
http://www.czarodzieje.org/t16165-gwardia-sloneczek-agnes?nid=4#442597
http://www.czarodzieje.org/t16269-poczta-agnes-lumiere#445294
http://www.czarodzieje.org/t16161-agnes-lumiere




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój 1   Czw Sie 16 2018, 00:37

Słońce zdążyło schować się już w morzu, spowijając Meksyk w półmroku, który mąciły porozwieszane nad uliczkami, kolorowe lampiony i ciepłe, żółte światło padające z okien domów, w których wciąż tętniło życie. Koniec końców nie było przecież tak późno, nic więc dziwnego, że ludzie nie zamierzali kłaść się jeszcze do łóżek. Przemierzając powoli pustoszejące zaułki, można było co jakiś czas usłyszeć dobiegające z mieszkań śmiechy lub muzykę, świadczące o tym, że dla wielu wieczór dopiero się rozpoczynał.
Pomiędzy wracającymi do swoich domów Meksykanami, a bawiącymi się w najlepsze, pijanymi turystami można było dostrzec jeszcze jedną postać, zdającą się nie pasować kompletnie do tego obrazka, przedstawiającego nocne życie byłej hiszpańskiej kolonii. Drobna Puchonka przemierzała wąskie uliczki, które zapewne w innych okolicznościach uznałaby za niezwykle urokliwe, jednak teraz miała ich zwyczajnie dość. Nieważne gdzie by skręciła, i tak wszystko wyglądało podobnie, co skutecznie utrudniało jej powrót do pensjonatu. Kilka razy próbowała zapytać o drogę napotkanych przechodniów, jednak ci albo nie byli w stanie sklecić logicznego zdania, albo mówili wyłącznie po hiszpańsku, dlatego szatynce pozostało polegać na własnej orientacji w terenie, która nie oszukujmy się, do najlepszych nie należała. Można więc wyobrazić sobie ulgę i radość, które malowały się na twarzy dziewczyny, gdy wychynąwszy zza kolejnego rogu, dostrzegła znajomą fasadę pensjonatu. Czym prędzej popędziła do wejścia, odzyskując nagle wszystkie siły, których wcześniej brakowało jej czy to z powodu przebywania cały dzień na słońcu, czy niespodziewanej kąpieli pod wodą.
Pierwszą rzeczą, która uderzyła ją zaraz po wejściu, była pustka, niczym z klasycznego filmu grozy; kiedy Agnes była tutaj ostatnim razem, hall aż pękał w szwach od dopiero co przybyłych na wakacje uczniów, którzy czym prędzej chcieli otrzymać kluczyki do swoich pokoi i rozejść się, by odkryć z kim będą dzielić te kilka metrów kwadratowych przez najbliższych perę tygodni. Teraz jednak nie było tu żywej duszy, nie licząc podstarzałego portiera, któremu bliżej było chyba do ducha niż żywego człowieka. Mężczyzna siedzący za biurkiem spojrzał na Puchonkę z grymasem na twarzy, czemu trudno się dziwić, bowiem z włosów dziewczyny wciąż spływały małe strumyki wody, kapiąc na idealnie wypolerowaną posadzkę. Już na mieście różni ludzie z tego powodu oglądali się za nią, w końcu widok dziewczyny w mokrej bieliźnie, która odznaczała się pod białą sukienką należał do dość niecodziennych. Agnes posłała więc staruszkowi przepraszający uśmiech i odebrawszy od niego klucz z zawieszką, na której widniał namalowany numerek jeden, ruszyła po swoje bagaże, modląc się, by żaden geniusz nie wpadł na pomysł przestawienia ich w inne miejsce. Całe szczęście duża torba i niewiele mniejsze pudło leżały dokładnie tam, gdzie szatynka pozostawiła je rano - w kącie, schowane za nienaturalnie wielką paprocią w glinianej doniczce. Zebrawszy wszystkie swoje rzeczy, dziewczę ruszyło w kierunku długiego korytarza, którego ściany poobwieszane były przeróżnymi obrazami, w tym kilkoma portretami, których bohaterowie zdawali się śledzić każdy jej krok. Nie musiała długo szukać, bowiem już pierwsze drzwi okazały się być tymi, do których zmierzała, napawając szatynkę ulgą, że choć raz udało jej się nie zgubić. Jednak stojąc przed wejściem do pokoju, Agnes napotkała inny problem - obie ręce miała zajęte przez karton, którego zawartość była dla niej cenniejsza niż cokolwiek innego, więc nie bardzo miała możliwość, by otworzyć sobie drzwi. Niezbyt widziało jej się stawianie pudła na ziemi, może to z czystego lenistwa, ponieważ później znów musiałaby je podnieść, dlatego spróbowała nacisnąć klamkę łokciem. Pierwsza próba - nic, druga - też nic, za trzecim razem cierpliwość dziewczyny powoli się kończyła, przez co jej ruchy stały się bardziej niedbałe, a skupienie nieco mniejsze i nagle...Bum! Drzwi otwarły się, a opierające się o nie dziewczę runęło przez próg, lądując plecami na podłodze, przygniecione własną torbą, która do tej pory zwisała jej na ramieniu. Zdezorientowana Puchonka zamrugała kilka razy, a gdy jej oczom ukazały się dwie Ślizgonki stojące w pobliżu okna, z ust szatynki wydobył się cichy jęk. Świetnie, znów dała popis swojej niezdarności, i to w dodatku przed prawie obcymi dziewczynami, z którymi miała mieszkać przez następne dwa miesiące. Obie znała ze szkoły, w końcu były na tym samym roczniku, jednak nigdy nie miała z żadną z nich szczególnie bliskich relacji - może kiedyś pożyczyła notatki z transmutacji od Nessy lub poprosiła Mallory o pomoc z eliksirami, jednak raczej nie było to nic, przez co mogłaby zapaść w pamięć którejś ze ślizgonek. Westchnęła ciężko, próbując podnieść się z ziemi i rumieńcem zawstydzenia na twarzy zwróciła się w stronę swoich nowych współlokatorek.
-Hej, to nie tak, że za każdym razem moje wejścia są tak efektowne. Obiecuję, że następnym razem postaram się nie zdemolować pokoju. - uśmiechnęła się niezręcznie, starając się obrócić potknięcie w żart. Doprawdy musiała wyglądać dość żałośnie w przemoczonej sukience, z posklejanymi, wciąż mokrymi włosami i rumianymi z zażenowania licami, tuż po tym, kiedy wyłożyła się jak kłoda na progu ich pokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Pokój 1   

Powrót do góry Go down
 

Pokój 1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Meksyk
 :: 
Pensjonat
 :: 
Pokoje mieszkalne
-