Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Laguna syren

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 334
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1543
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Laguna syren   Sro Lip 04 2018, 02:38


La laguna de las sirenas


Już z daleka można wyczuć dziwną atmosferę tej laguny. Skaliste wybrzeże charakteryzuje się jaskiniami, do których wpływa woda i to, co w niej żyje. Lepiej nie zagłębiać się w tajemnice tego miejsca, bo miejscowe legendy głoszą, że łatwo stąd nie wrócić.

Rzuć kostką, aby zobaczyć co cię spotka:
 


______________________


Let go of the light
Fall in to the darkside.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1013
  Liczba postów : 763
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Wto Lip 24 2018, 00:00

Działanie skrzeloziela z wolna się kończyło. Od godziny pływali z Jackiem, badając skaliste wybrzeże oraz występujące przy nim jaskinie i zatoczki. Na razie jednak nie znaleźli nic ciekawego. Trochę ryb, trochę ptaków, kilka krabów. Parę magicznych stworzeń mignęło w odmętach, ale szybko uciekały.
Nie narzekał mimo to. Mogli wyrwać się gdzieś z Jackiem sami. Odpocząć od pensjonatu oraz niewątpliwych atrakcji mieszkania w tyle osób w jednym pokoju. Nie wybierać się na wycieczkę krajoznawczą całą grupą.
Neirin co prawda udawał się co rano na samotne spacery. Idąc logiką, winno mu w tych okolicznościach brakować towarzystwa. Jednak kiedy padała jakakolwiek propozycja wyjścia gdzieś... Zaraz pociągała za sobą "wypada zaprosić (tu wstaw imię)" czy ze zwykłej grzeczności pytało się akurat przebywającą w pokoju osobę o towarzystwo. Co kończyło się większymi wycieczkami.
Miło było popływać. Pomilczeć razem pod wodą. Odpocząć od hałasu i dać się unosić w toni wodnej. Relaksujące.
Wskazał w pewnym momencie ręką lagunę, do której zaraz wpłynął. Skrzela z jego szyi zniknęły, ostatnie metry przepłynął już wstrzymując powietrze. A gdy przebił głową taflę, rozkaszlał się nieco, chwytając skał. Wciągnął się po nich na brzeg, czekając na Jacka.
Ścierał słoną wodę z twarzy i odgarniał włosy, gdy dosłyszał za sobą głośny chlupot. Odwrócił się, spoglądając po wnętrzu laguny, lecz nie zauważył nic niepokojącego. Wstał wobec tego, obchodząc kamień, aby rozejrzeć się.
Nikogo. Niczego. Pustka. Ah nie. Jednak nie tak całkiem nicość. Dojrzał na szorstkich skałach kartki. To ciekawe, że leżą na wilgotnym kamieniu i nie zniszczały? Podszedł, kucając przy kupce pergaminów oraz biorąc je w ręce. Papier pokryty był czymś w rodzaju plastiku, ale bardzo miękkiego. Prawie niedostrzegalnego, jedynie faktura zwojów była gładsza.
Woda z palców rudzielca spłynęła po papierze, nie czyniąc mu szkody. Nie umknęło to jego uwadze. Ale na razie nie mógł mocniej zanalizować zwojów, bowiem z wody wynurzył się drugi Walijczyk. Neirin wrócił bliżej brzegu i usiadł na nim.
- Hej, patrz, co znalazłem - miło było z kimś rozmawiać po walijsku. Rozruszać język. Tak samo jak przyjemnie słyszało się go w domu. W Hogwarcie Walijczyków nie było zbyt wielu, tym mocniej jeszcze Vaughn wdzięczny był losowi za postawienie na jego drodze szatyna.
- Wygląda to na czyjeś notatki. O roślinach i zwierzętach - dodał, kartkując pergaminy.
- Myślisz, że jakaś syrena je tu zostawiła?

1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Skąd : Aberystwyth
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 92
  Liczba postów : 381
http://www.czarodzieje.org/t15713-jack-moment
http://www.czarodzieje.org/t15795-moment#425581
http://www.czarodzieje.org/t15733-moment#424167
http://www.czarodzieje.org/t15720-jack-moment#423917




Gracz






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Wto Lip 24 2018, 22:11

Uwielbiał wodę, uwielbiał jaskinie, uwielbiał morze i niebo, a jeszcze bardziej te wszystkie rzeczy razem! To chyba był jeden z tych nielicznych momentów, kiedy Jack nie lata na miotle, a cieszy się niczym przyszły multimilioner. Żarł to skrzeloziele garściami, jakby właśnie stało się ono jego nową ulubioną potrawą. Pizza ze skrzelozielem, nachosy ze skrzelozielem, żelki ze skrzeloziela... smakowało okropnie. ALe za to jaki efekt. Na pewno pomyśli o tym aby zabrać go trochę ze sobą na odchodne. Jeszcze nigdy nie był tak długo pod wodą. Kiedy się już w niej znalazł, to nie chciał opuszczać. Jeszcze trochę, a popchnie swoją ewolucję w kierunku jakiś trytonów i wyhoduje sobie ogon, bo te skrzela to mu chyba nie zejdą do następnego roku. Przy takiej prędkości w jakiej pochłaniał te glonowate roślinki, to może zabraknąć ich w tym sezonie innym turystom. Całe szczęście, że na podbój jaskiń nie udał się sam. Neirin zachował jeszcze trochę zdrowego rozsądku, nie pozwalając się Jackowi tak całkiem zamienić w rybę, nadzorując spożywane przezeń ilości magicznego zielska. Jeszcze trochę i musieliby stawiać w pokoju osobne akwarium dla puchona. Zero umiaru. Nawet teraz gdy Rudzielec wynurzył się z wody, aby pooddychać zwykłym powietrzem dla odmiany oraz zwiedzić jaskinie, Jack był wciąż zanurzony w wodzie. Chyba reagował gorzej aniżeli Liam w czasie euforii. Jednak te chwile były tak rzadkie, że ciężko było psuć Momentowi zabawę.
Szatyn wynurzył się po dłuższym czasie, na ostatnim wydechu, głośno parskając i kaszląc wodą. Ten pierwszy oddech po byciu syrenką był strasznie ciężki. Rozejrzał się dysząc. Początkowo wyglądał tak, jakby szukał drugiej dawki skrzeloziela. Na bank się uzależnił, jednak prawda była zgoła inna. Pod wodą dostrzegł coś błyszczącego i kiedy w końcu udało mu się to wydłubać, niemal zdzierając paznokcie, chciał się koniecznie pochwalić.
-Neirin? Neirin? Patrz co znalazłem i jak to się... Aaaah?! - Wydyszał po walijsku, jednak coś mu przerwało wynurzając się tuż za jego plecami i zalewając ponownie wodą. Odwrócił się, zaciskając dłoń na kolorowej łusce, plecami przywierając do skały. - Co to jest? Kucyk? - Pierwszą jego myślą było - kto do jasnej wyrzucił takiego sprawnego kucyka do wody? Przecież mógł się utopić. Po chwili jednak dostrzegł ogon zwierzaka. - Nie jesteś kucykiem... - Nie znał się na morskich stworach ale ten był wyjątkowo ciekawy. Konie zawsze kojarzyły mu się z pewnym majestatem.. ale morskie konie? Duży był na pewno. Większy niż pławikoniki, które widział w mugolskich książkach z fauną morską.
Dłuższą chwilę mierzył go wzrokiem, trzymając się brzegu, po czym chlapnął w niego wodą. Najwyraźniej nie zrobiło to na stworzeniu wrażenia, bowiem za moment odpowiedział mu tym samym. Jedynie z większą siłą, ponownie zalewając Jacka wodą. - Hej! Czekaj... bulb... Ah! Ty jesteś... Marcepan! Tak! - Nadał mu jakże dumną nazwę słodkiej masy cukrowo orzechowej, po czym wrócił do zabawy - znaczy się, złośliwego chlapania się wodą i unikania podtopienia. Jak nie przepadał za stworzeniami wszelkiej maści, tak ten konik przypadł mu do gustu. Pewnie dlatego, że mieszkał w wodzie i miał rybi ogon. Warto respektować morskie zwierzątka czasem ratują przed utopieniem, a czasem czynią cię topielcem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1013
  Liczba postów : 763
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Pią Lip 27 2018, 23:23

Rzeczywiście ciężko było psuć szatynowi zabawę. Nawet Neirin nie miał serca, aby to uczynić. Szczery uśmiech na twarzy Jacka oraz jego skrzące od euforii oczy to rzadki widok w przypadku zazwyczaj gburowatego Momenta. Niech ma. Niech się bawi.
Neirin także lubił pływać. Woda była chłodna, czysta, przyjemna. Nie czuć było tak upału, nie wspominając o ruchu, od którego miejscami paliły mięśnie. Aktywność fizyczna to coś, co Walijczykowi odpowiadało, po czym czuł się odrobinę lepiej niż zwykle. Łączył zatem przyjemne z pożytecznym, zabierając Jacka na długie kąpiele w morzu, rwąc skrzeloziele porastające skały oraz pilnując, aby Moment nie przesadzał z przebywaniem w słonej wodzie. Może Neirin nie miał serca wyciągać chłopaka po godzinie zabawy na brzeg, ale zdecydowanie "miał serce", aby nie pozwolić koledze zamieszkać na dnie oceanu. Starczy im terrarium ze zwierzakami Neia w pokoju. Nie będą robić jeszcze basenika dla skrzelowatego Puchona.
Kiedy wybijała trzecia-czwarta godzina ich podwodnej przygody, zazwyczaj bez sprzeciwów wyciągał Jacka na brzeg, aby zjeść coś, co nie było glonami, odpocząć i przejść się miastem. Ewentualnie wrócić do wody, jeśli szatyn miał tyle sił. Zmęczenie odczuwało się dopiero na suchym lądzie, gdzie nie było podtrzymującej ciało wody.
Wodoodporny, mugolski zegarek nosił ze sobą także z innego powodu. Pilnowania, ile zostało im czasu do końca działania skrzeloziela. Wpierw testowali - jeden listek, dwa listki, kępka, garść. A potem wyłapali zależność między ilością a czasem utrzymywania się skrzeli na szyjach. Neirin nie zapominał się na tyle w morskiej toni, aby nie zerknąć w strategicznych momentach na czasomierz i nie pociągnąć Jacka bliżej brzegu. Tak, aby brak rybich dodatków nie złapał ich zbyt daleko od powierzchni.
Spojrzał na znalezioną przez Jacka rzecz, siadając wygodnie na skałach.
- To wygląda jak łuska. Bardzo du- oh? - Coś wychynęło z wody za nimi. Miało koński łeb oraz rybi ogon.
- Marcepan jest hipokampusem - wyjaśnił, kartkując notatki oraz znajdując zwoje dotyczące owych stworzeń.
Już miał zacząć czytać, gdy zastanowił się nad czymś. Zostawił na moment pergaminy, po czym wstał i podszedł do kępki glonów rosnącej po drugiej stronie laguny. Wrócił z garścią skrzeloziela, z którego odliczył kilka mniejszych listków.
- Chodź tutaj - reszta glonów rzucona została na kamień. Neirin za to klęknął obok Jacka i chwycił go za głowę, wsuwając kciuk między wargi. Zmuszając do otwarcia ust, w które zaraz włożył mu liście skrzeloziela.
- Nie będziesz mógł rozmawiać, ale przynajmniej nie utopi cię ten hipokampus. Masz 15 minut. Nie odpływaj za daleko - zabrał dłonie, spoglądając po tym na zegarek, aby wyłapać czas. Zabrał też łuskę, kładąc ją na skałach obok kupki skrzeloziela.
- Poczeka tu na ciebie.
Znów usiadł, biorąc na kolana notatki.
- Tu jest napisane, że jest kilka podgatunków hipokampusów. Różnią się kolorami i ułożeniem płetw. Najpopularniejsze są srebrne, płetwy są krótkie, a ogon średniej długości - spojrzał na Marcepana, aby ocenić jego wygląd. Przeleciał potem wzrokiem listę. - Nasz jest bardziej niebieski niż srebrny, co? Widzę tu parę niebieskich... Powiedz, ile on ma wyrostków na płetwie grzbietowej? Ma czerwony koniec ogona? - Zaraz dojdą, kim dokładniej Marcepan jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Skąd : Aberystwyth
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 92
  Liczba postów : 381
http://www.czarodzieje.org/t15713-jack-moment
http://www.czarodzieje.org/t15795-moment#425581
http://www.czarodzieje.org/t15733-moment#424167
http://www.czarodzieje.org/t15720-jack-moment#423917




Gracz






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Sob Sie 04 2018, 23:33

Hipokampus. Brzmiało jak nazwa jakiegoś leku na stawy. Co za nadęty wielbiciel fauny i flory nadał mu taką głupią nazwę? To przez ogon? Brak tylnych kończynek? Marcepan brzmiało o niebo lepiej. Smaczniej. Sprawiało, że od razu konik stawał się lubianym, kojarzącym się z czymś więcej niż krzywym zgryzem oraz strzykającym kolanem stworzonkiem. Nabierał osobowości. A przynajmniej w świecie Momenta. Wszystko co nie zrobiło na nim większego wrażenia, ale w jakiś minimalny sposób mu się podobało, otrzymywało swoją nazwę - zazwyczaj związaną z deserem - aby jeszcze bardziej pogłębić tę więź jaka się stworzyła miedzy nim a przedmiotem. Sympatia od pierwszego wejrzenia można rzec. Bo przecież nie miłość. O nie... To legendarne słowo Margerita czy Capricciosa pada jedynie przez słuchawkę w telefonie. Co niekoniecznie znaczy, że Moment właśnie umawia się na randkę z włoskim kucharzem, tylko zamawia sobie jedzenie na wynos.
Niemniej, Marcepan w swojej wyjątkowości odzwierciedlał również tę przypadłość, jaka występowała pośród niektórych osób pokaranych uczuleniem na orzechy. Zatem nie każdy mógł go mieć i się z nim bawić. Był niebezpieczny. Neirin dobrze wyczuł, że te zabawy mogą się źle skończyć dla Puchona, który mimo braku skrzeli znajdował się pod wodą nieco dłużej i częściej aniżeli powinien normalny człowiek.
Ledwie wynurzył się z wody, unikając zachlapania, gdy usłyszał nad sobą, niespodziewanie blisko, głos rudzielca. Nim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować, szczupłe i długie palce objęły jego szczękę, zmuszając go odchylenia głowy w tył. Niewygodna pozycja, stwierdził w myślach, zanim w jego ustach zagościł słony smak, wilgotnej skóry Neirina, a zaraz za nim miękkie i oślizgłe liście skrzeloziela. W samą porę, bowiem po chwili zalała go kolejna fala wody, wywołana poprzez zniecierpliwionego kucyka. Chyba nie spodobało mu się, że ktoś unieruchomił Momenta na dłuższą chwilę. Niestety tego wymagały środki bezpieczeństwa. Brunet osunął się pod wodę, miotając lekko, nim na jego szyi nie pojawiły się skrzela, a między palcami delikatne błony. Sądził, że Neirin nie pozwoli mu na więcej ziela. Miła niespodzianka. Zaskoczył go tym gestem.
Nie czekając dłużej - wszak dostał jedynie piętnaście minut na zabawę - natychmiast podpłynął do konika, chwytając go za ogon i próbując się nań wdrapać, co nie było wcale takie łatwe. Stworzenie było wyjątkowo żywiołową bestią i dość szybko uciekało przed jego dłońmi.
To będzie trudne. Wysunął głowę ponad taflę wody aby spojrzeć na brzeg i posłuchać tego co miał mu jeszcze rudzielec do przekazania. Może jakieś porady odnośnie postępowania? Hm? Wyrostków? Ogon? Czy czerwony? Czy to było takie ważne w tym momencie? - Zaskrzeczał nienaturalnie, niczym syrena wyciągnięta z wody i zanurkował ponownie, aby czepić się konika. Nie był w stanie dokładnie przekazać Neirinowi odpowiedzi - ten skrzek ranił uszy istot naziemnych równie skutecznie co fałszoskop - wiec jedynie wynurzył z wody wolną dłoń i najpierw na palcach wskazał ilość wypustek, a później kciukiem czy widział czerwony kolor. O ile się nie pomylił rzecz jasna. Dla Jacka wypustką mogłaby być równie dobrze odstająca nieregularnie łuska, a czerwony kolor łysą blizną po zadrapaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 601
  Liczba postów : 276
http://www.czarodzieje.org/t11832-freya-tulle
http://www.czarodzieje.org/t11867-relacyjki
http://www.czarodzieje.org/t11870-bird-s
http://www.czarodzieje.org/t11869-kuferek-frey-i




Gracz






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Nie Sie 12 2018, 17:23

/zupełnie inny czas./

Freya uwielbiała zwiedzać, miała to we krwi. Zgrabnie sterowała łódką za pomocą swojej różdżki. Poznała trochę tamtejszych zwierząt, między innymi ryby, ptaki i meduzy. Parę magicznych stworzeń też przykuło jej oczy ale nie specjalnie, nie lubi wodnych stworzeń mających magiczne zdolności. Uraziły ją z lekcji Opieki Nad Magicznymi stworzeniami kiedy to musiała oswoić wodnika kappa. Zaraz w pewnym momencie zerknęła na lagunę, skierowała swój przekaźnik mocy i rozkazała łódce aby ta wpłynęła w tamtą stronę. Płynęła, płynęła docierając do brzegu. Wyszła z łódki mocując ją liną na jedną z skał, sama zaś następnie rozejrzała się po terenie. Słońce zbytnio nie docierało do laguny, lecz padały z małych szczelin promyki które na chwile rozświetlały tą okolicę. Dziewczyna nie musiała długo zwlekać aby coś znaleźć, szczególnie gdy to się świeciło. Potupała parę metrów przed siebie dostrzegając naszyjnik. - A co to jest? Rzekła podnosząc go do ręki przyglądając mu się. - Wygląda to na syreni naszyjnik, jaka syrena go tutaj zostawiła? Uniosła brwi i schowała go do swojej torby. Szybkim krokiem ruszyła do swojej łodzi twierdząc - Nie mogę tutaj zostać bo jeszcze te harpie tutaj przyjdą - I gdy odcumowała łódź, wbiła na nią i wróciła tak samo jak przypłynęła. Tą samą trasą.

z/t

Kostki: 3 - co mnie czeka, 6 - syreni naszyjnik Ing face
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Llanfihangel-yng-Ngwynfa
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1013
  Liczba postów : 763
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916




Gracz






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Pon Sie 13 2018, 17:44

Strzepnął z dłoni kropelki śliny - albo wody, w tym momencie ciężko było stwierdzić - zanim wrócił do siedzenia na skałach. Kilka chwil przyglądał się zabawie Jacka z hipokampusem. Woda w morzu jak i lagunie była niesamowicie czysta, mógł przez fale wciąż śledzić poczynania obu towarzyszy, jakkolwiek konik (czy też Marcepan) nie byłby przygodnym i tymczasowym kolegą.
Przekręcił lekko głowę do boku, kiedy Jack wynurzył się i zaczął skrzeczeć.
- Nie rozumiem cię - przypomniał, ale nie zrobił nic więcej. Niech sobie skrzeczy. Nieprzyjemne to nieprzyjemne, acz nie przeszkadzało chłopakowi jakoś szczególnie. Wkrótce i tak rudzielec wrócił do wczytywania się w notatki.
- Hm? - Uniósł głowę znad papieru, słysząc plusk. Jakieś dziwne znaki. Czy to liczba wyrostków oraz kolor? Sprawdził, co ma na liście zanotowane, czy jakiś opis odpowiada podanym przez chłopaka informacjom.
- To podgatunek atlantycki - przeczytał, wodząc mokrym palcem po wodoodpornym papierze.
- Młode wykluwają się z cienkim paskiem czerwonego koloru na krawędzi płetwy. Wraz z dorastaniem, barwa ta nabiera intensywności, rozprzestrzeniając się na całą płetwę. Dorosłe osobniki mają czerwony nie tylko koniec ogona, ale także pręgę wzdłuż kręgosłupa. Wielkość, natężenie koloru i jego odcień określają stan zdrowia hipokampusa. Im jaskrawsza barwa, tym zdrowszy jest osobnik. Jest to znak dla płci przeciwnej, że dany hipokampus posiada dobre geny - przeczytał, przerzucając po tym stronę. - Dojrzałość płciową osiągają w wieku czterech lat. Samica składa od trzech do czterech jaj, z których po roku wykluwają się młode. Zwykle przeżywa tylko jedno z miotu, rzadziej dwa - zakończył. - Więcej o tym podgatunku nie ma. Ale są informacje ogólne. Wielkość: do dziewięciu metrów długości. Waga: do półtora tysiąca kilogramów. Dieta: wszystkożerne. Glony, skorupiaki, ryby, głowonogi. Myślisz, że by zjadł skrzeloziele? Chyba nie jest głodny. Po prostu się bawi. Tutaj jest jeszcze sporo o ich zachowaniu, mam czytać dalej? - Czy cię to nudzi i wolisz po prostu popływać sobie z konikiem? Zamachał nogami, rozbryzgując nieco wodę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Skąd : Croydon
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 147
  Liczba postów : 345
http://www.czarodzieje.org/t16487-charlie-c-chapman#453068
http://www.czarodzieje.org/t16492-charlie-c-chapman
http://www.czarodzieje.org/t16494-chips#453415
http://www.czarodzieje.org/t16488-charlie-c-chapman#453086




Gracz






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Czw Sie 16 2018, 20:05

Zwiedzanie Meksyku sprawiało mu nie tylko ogromną radość, ale także ogromny stres. Mimo wcześniejszych wydarzeń, nie miał zamiaru ot tak poddawać się oraz pogrążać - hej, wypadki chodzą po ludziach, nawet jeżeli tamto wydarzenie nie nadawało się do kategorii najprzyjemniejszych, nie mógł zwyczajnie stać w miejscu oraz zatrzymać się - dlatego ponownie pierwsze zawitał u ulicznych grajków (którzy zresztą zaczęli go kojarzyć ze względu na jego ogromną chęć do śpiewania oraz zabawy), by następnie ruszyć na mniej zaludnione tereny, które mimo wszystko nie należały do typowo bezpiecznych, jednak na pewno nikt go nie porwie... To znaczy się, chyba. Miał taką względną nadzieję, że nic nie założy na jego kudłaty łeb jakiegoś czarnego worka, wbije igłę i wtłoczy do organizmu jakąś nieznaną substancję, która spowoduje, że opadnie w ciemność oraz zwyczajnie obudzi się w innym miejscu... Na pewno nie chciałby w momencie, w którym wycinaliby mu nerkę czy coś - w sumie, to kto by chciał? No właśnie. Tak jakoś nie śpieszyło mu się do tego, by utracić ten narząd, więc wolałby raczej, żeby przestępcy nie dosięgnęli go swoimi brudnymi łapeczkami oraz zwyczajnie się od niego odjaniepawlili, jak to oczywiście przystało.
Szedł zatem w rytmie "Seven Nation Army", dostając się do ciut mniej oświetlonego miejsca. Bez zastanowienia młodzieniec wyciągnął różdżkę, by następnie rzucić Lumos oraz zwyczajnie oświetlić sobie drogę do celu. Nie widział jednak, co jest dokładnie jego celem - bezkresne siedzenie przy brzegu? A może wejście do wody? Może nie widział, co się tam znajduje, jednak postanowił zdjąć swoje ubrania, by następnie pozostać w samym stroju kąpielowym oraz zwyczajnie wejść do przyjemnej wody, która może była trochę wzburzona, aczkolwiek starał się nie odpływać aż nadto od bezpiecznego miejsca. Wtem, jak błyskawica, bez żadnego ostrzeżenia, poczuł, jak ogromna fala wody zwala mu się na tę biedną głowę oraz zwyczajnie zostaje kompletnie mokry, zauważając dziwne stworzenie. Koń? Koń tutaj? Czy mu się śni? Niemniej jednak poczuł, że nie wie, co ma dokładnie zrobić, kiedy niezbyt kojarzone przez niego zwierzątko postanowiło bardziej zapoznać się z Charliem, zaczepiając go co chwilę.
- H-hej, chyba nie zamierzasz mnie zjeść, co? Smaczny jakoś nie jestem... - powiedział, by następnie poczuć, jak dłoń delikatnie przejeżdża po grzywie stworzenia. Było ono... dziwne. Nie miał wcześniej do czynienia z konio-rybą żyjącą w odmętach tej dziwnej, jeszcze bardziej zaskakującej laguny. Myślał jednak, że zwierzę będzie nim zainteresowane tylko przez chwilę - kiedy przysiadł na brzegu, te zaczepiało równie przyjaźnie, co wcześniej. No dobra, fala nadchodzącej wody nie była zbyt ciekawa, niemniej jednak Chapman czuł, że może nie jest taki zły w relacjach ze stworzeniami i moooże po prostu nie miał wcześniej szczęścia? Uśmiechnął się szerzej do stworzenia, kiedy to poczuł pod dłonią dziwny materiał - łuska należąca do stworzenia. Czy da się ją jakoś oddać? Chyba nie, skoro sama odleciała... Niemniej jednak, Charlie postanowił ją wziąć ze sobą, tak na wszelki wypadek - kto wie, czy się do czegoś nadaje, o!

z.t

Kostka: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 105
  Liczba postów : 296
http://www.czarodzieje.org/t16163-carson-o-gilliams
http://www.czarodzieje.org/t16172-dolacz-do-mojej-swity#442693
http://www.czarodzieje.org/t16171-poczta-pantoflowa-carson#442692
http://www.czarodzieje.org/t16162-carson-o-gilliams




Moderator






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Sro Sie 22 2018, 23:51

Carson nie sądziła, że kiedyś zbłądzi i znajdzie się przy tajemniczej lagunie. Wybrała się tego dnia na przebieżkę po plaży i chyba za bardzo zagłębiła się w swoje rozmyślania, bowiem przestała zwracać uwagę na otoczenie, zwyczajnie oddalając się od znanej sobie okolicy, do której przyzwyczaiła się w ciągu ostatnich tygodni. Zorientowała się, że oddaliła się od pensjonatu na bardzo daleką odległość, gdy piaszczysty brzeg ustąpił skalistemu wybrzeżu, po którym musiała znacznie ostrożniej stąpać. Zatrzymała się na chwilę, łapczywie wciągając powietrze w płuca i wydychając je ze świstem. Czy powinna zawrócić?
Krukonka należała do osób mało spontanicznych. Potrzebowała planu na wszystko i to najlepiej takiego, który co do minuty wylicza czas poszczególnych aktywności. Lubiła kontrolę nad sytuacją, nad swoim życiem i wolnym czasem - w tej chwili znajdowała się w sytuacji, w której wybiegła poza własnoręcznie postawione ramy i nie wiedziała, co z tym zrobić. Z jednej strony czuła, że najlepszym rozwiązaniem będzie powrót na znaną jej trasę, na złotą plażę i następnie do pensjonatu, gdzie spróbuje nadgonić resztę spraw do załatwienia. Z drugiej jednak wydawało jej się, że w tym miejscu powietrze było jakieś... Inne. Nie potrafiła tego wytłumaczyć, lecz jej serce zabiło nieco szybciej, gdy w umyśle pojawiła się myśl o zajrzeniu do pobliskiej jaskini. Widziała, że woda wlewa się swobodnie pod skały, że gdzieś tam znajdowała się najpewniej malownicza laguna, a kto wie, czy będzie miała jeszcze jakąś okazję, by ją zobaczyć?
Wybór w tamtej chwili wydawał się wręcz oczywisty - kroki skierowała ku wejściu do jaskini. Zejście po skałach było niebezpieczną, choć atrakcyjniejszą opcją niż skakanie do wody. Zajrzała najpierw wgłąb, dopiero po chwili stawiając stopy na nieco stabilniejszym gruncie - i wtedy TO się stało. Blask bijący z wody wydawał się hipnotyzować... I kto tak pięknie śpiewał? Czułe ucho Carson zaczęło wychwytywać dźwięki, jedne z piękniejszych, jakie miała okazję usłyszeć w całym swoim życiu. Coś ją wzywało - do wody. Przykucnęła, a następnie wsunęła nogi do wody. Tylko nogi, to przecież nic złego...
Lecz nim się spostrzegła, smutna pieśń syren zawładnęła jej umysłem i reszta jej ciała zsunęła się pod spienioną taflę. Zanurzyła się cała, na moment wstrzymując oddech pod powierzchnią wody, niemalże delektując się pięknym, żałobnym śpiewem.

kostka: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : przedmieścia Londynu
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 100
  Liczba postów : 25
http://www.czarodzieje.org/t16511-blair-blue-baldwin
http://www.czarodzieje.org/t16514-relacje-blair#454075
http://www.czarodzieje.org/t16513-bill
http://www.czarodzieje.org/t16510-blair-baldwin#454052




Gracz






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Wto Sie 28 2018, 21:09

Już z daleka czuje dziwną atmosferę laguny. Słucha z uwagą miejskich legend, które głoszą, że łatwo stąd można nie wrócić. Jednak to miejsce ją mami swoimi skalistymi wybrzeżami, które charakteryzują się jaskiniami, wpływającymi do nich wodami i to, co w nich żyje. Przede wszystkim tajemniczość tego miejsca. Człowiek zawsze podąża tam, gdzie nie powinien. Ma zakodowany gen autodestrukcji. Ma świadomość zagłady, która go czeka, ale brnie w to, chcąc tego zakosztować. Sycić się tym i upaść. Blair nie jest inna. Jest człowiekiem, a nawet nie czarodziejem, tylko mugolem. Może geny destrukcyjne bardziej oddziałują na takich ludzi? Nawet w drodze do tego miejsca, zaczepia ją jakiś tubylec, wspominając coś po meksykańsku o niebezpieczeństwie; peligro, peligro... Powtarza brodaty mężczyzna. Nic jej to nie mówi. Postanawia, że sprawdzi to słowo później w słowniku. Nikt nie kazał przecież uczyć się jej języka na wakacjach.
Powinna posłuchać pana peligro... Baldwin czuje, jak długie palce owijają się wokół jej kostek. Chwila grozy i intuicyjne szarpnięcie. Bliskie spotkanie z druzgotkami. Wpada do wody. Na szczęście uratowana! Wychodzi na brzeg. Mokra i przestraszona. Odsuwa się od tafli wody, kucając, masuje obolałe, posiniaczone kostki i przedramiona. Kurna będą siniaki. Myśli, a z jej ust wydobywa się coś w stylu westchnięcia; ból, nie minie tak szybko. To nie koniec przygód.
Spogląda w tafle i zauważa, że ktoś tam jest.
- Kurwa. Pewnie trup. - Ma nadzieje, że nie, ale... Nie widzi jej się, żeby ponownie znaleźć się w wodzie. Chociaż tym razem zrobiłaby to dobrowolnie. Rozsądek podpowiada jej, że pomoc osobie, znajdującej się pod wodą w tej chwili jest najważniejsza. Nie waha się ani chwili dłużej i wskakuje do wody. Nadal odczuwa siniaki, które woda przyjemnie chłodzi, ale jest też lekkim szokiem dla organizmu. Płynie, nie myśląc o żadnym niebezpieczeństwie i konsekwencjach. Chwyta dziewczynę za ramię, wyciągając ją na brzeg. Pada obok, ale zaraz to znajduje się przy krukonce, aby sprawdzić, czy oddycha.
- Ej, ty żyjesz? - Kurwa. Przeklina w duchu. Tylko spróbuj mi nie żyć, to cię ukatrupię. W tej chwili nie zdaje sobie sprawy ze swoich myśli, które jak zwykle nie potrafią dopasować się do jej wypowiedzi, a może to na odwrót?

Kostki: 2 i 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 105
  Liczba postów : 296
http://www.czarodzieje.org/t16163-carson-o-gilliams
http://www.czarodzieje.org/t16172-dolacz-do-mojej-swity#442693
http://www.czarodzieje.org/t16171-poczta-pantoflowa-carson#442692
http://www.czarodzieje.org/t16162-carson-o-gilliams




Moderator






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Sro Sie 29 2018, 02:47

Ów tajemniczy głos wzbudzał w jej wnętrzu bardzo wiele emocji, nie do końca pozytywnych, bowiem odczuwany przez nią smutek w tamtej chwili skłaniał ją bardziej ku wzięcia "oddechu" pod wodą, niźli do płakania na brzegu. Dźwięki, choć piękne, zdawały się ją ranić. Dawno nie była tak przygnębiona swoją własną egzystencją. Nie zdawała sobie sprawy z ciężaru, jakim było życie - a teraz przecież miała możliwość je zakończyć. Cóż mogło być złego w zatonięciu? Znajdowała się w przepięknej lagunie, jej uszy pieściły żałobne śpiewy i Carson była pewna, że nikt równie pięknie nie zaśpiewałby na jej faktycznym pogrzebie.
W samą porę jej ramię zostało szarpnięte przez obcą dłoń. Zanurzone pod taflą lazurowej wody ciało pod wpływem tej tajemniczej siły zaczęło zbliżać się do brzegu. Krukonka podniosła głowę, wolną dłonią opieszale ścierając z zamkniętych powiek ciężkie krople. Powietrze zakuło ją w klatce piersiowej. Wciąż była przekonana, że wypełnienie jej wodą byłoby dla niej przyjemniejszym, bardziej pożądanym doświadczeniem. Dociągnięto ją jednak na ląd. Oparła się najpierw rękami o kamienne podłoże, po czym upadła na nie całym ciałem, oddychając ciężko i przytulając policzek do zimnej skały.
- Niestety tak - odparła głucho, a jej głos wyprany był z wszelkich emocji. Nie słyszała już tych pięknych śpiewów i odczuwała ich brak, zupełnie jakby brakowało jej czegoś w życiu. Obróciła się na plecy, dopiero wtedy spojrzawszy na swojego "wybawcę". Znajomo wyglądająca blondynka, chyba o imieniu Blair, spoglądała na nią ze strachem w oczach. Znajdowała się teraz bardzo blisko - na tyle, że Carson miała naturalną potrzebę odsunięcia się. Zamiast tego odwróciła głowę w przeciwnym kierunku, wzrok zatrzymawszy na falującej wodzie. Westchnęła ciężko. - Dobrze mi tam było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : przedmieścia Londynu
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 100
  Liczba postów : 25
http://www.czarodzieje.org/t16511-blair-blue-baldwin
http://www.czarodzieje.org/t16514-relacje-blair#454075
http://www.czarodzieje.org/t16513-bill
http://www.czarodzieje.org/t16510-blair-baldwin#454052




Gracz






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Sro Sie 29 2018, 19:59

Obserwuje dziewczynę z szybkim biciem serca. Adrenalina buzuje w jej krwi i nadal objawia się w lekkich drgawkach ciała. Właśnie kogoś uratowała. Dziwne uczucie. Nie miała nigdy możliwości nikogo ratować w taki sposób i nigdy nie chciała. Niestety życie nie działa w taki sposób. Chcieć to nie zawsze mieć. Przygląda się drobnemu topielcowi, płci żeńskiej, który na szczęście oddycha. Dziewczyna starsza od niej, a wręcz przeciwnie; nie wyglądała na takową. Blair mogłaby się pokusić o stwierdzenie, że jest starsza od tej laski, ale nie znała faktycznego wieku ofiary.
Baldwin nie spodziewała się, żeby ktokolwiek chciał tu popełnić samobójstwo. Idąc sama wpadła na zabójcze druzgotki, więc... prędzej coś wciągałoby kogoś w głębiny, niż jakaś osoba zdecydowałaby się tu zakończyć swoje życie. Tak sądziła, zresztą nigdy się jakoś nad tym nie zastanawiała. Uważała się za spełną rozumu.
- Niestety? - Łapie oddech gwałtownie, jakby to jej brakowało powietrza, a nie topielcowi. - Czy ja się przesłyszałam? - Nie może tego zrozumieć. Całej tej durnej sytuacji, w jakiej się znalazła. Nie zna się na psychologi człowieka, a szczególnie na załamaniach rówieśniczek, nawet tych o rok starszych. Nie ma pojęcia, co mogłaby powiedzieć. Wpatruje się w bladą twarz dziewczyny.
- Wątpię. - Stwierdza i odsuwa się od Carson, ale nie za daleko. Trzyma bliski dystans, w razie czego wskoczy znowu do wody. Skrzywia się na samą tę myśl. Pływa tam nie wiadomo co. Kto chciałaby się tu utopić? Nie lepsze jakieś mugolskie jeziorko bez stworów. Ma zamiar zaproponować to ślicznej dziewczynie, ale nic nie mówi. Nie byłoby to odpowiednie w tej sytuacji.
- Spróbuj złapać podwodny oddech. Nic przyjemnego. - Blair doskonale o tym wie. Mugole nie są głupi. Utonięcie to najgorsza śmierć. Podobno boli cholernie. Czujesz, jak woda wypełnia twoje płuca i pali. Podobno tak jest, ale co ona tam wie o umieraniu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 105
  Liczba postów : 296
http://www.czarodzieje.org/t16163-carson-o-gilliams
http://www.czarodzieje.org/t16172-dolacz-do-mojej-swity#442693
http://www.czarodzieje.org/t16171-poczta-pantoflowa-carson#442692
http://www.czarodzieje.org/t16162-carson-o-gilliams




Moderator






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Pią Sie 31 2018, 18:12

Były to naprawdę niefortunne okoliczności, by te dwie dziewczyny się poznały. Na co dzień Krukonce było niesamowicie daleko do obrazu, który rozpościerał się przed oczami Blair - mokra, smutna, roztrzęsiona, mówiąca o chęci śmierci w głębokiej wodzie laguny. To przecież ona była tą, która tryskała optymizmem i pozytywną energią, która lgnęła do ludzi i uwielbiała poznawać nowe osoby, żartując z nimi i aktywnie spędzając czas. Aż strach pomyśleć, jakie zdanie o Carson zachowa się w pamięci bohaterskiej Gryfonki... Co gorsza - gdyby nie jej interwencja, cała osoba panny Gilliams byłaby wyłącznie wspomnieniem. Krukonka westchnęła ciężko, z utęsknieniem patrząc na wodę, choć w tej chwili nie miała już przemożnej potrzeby zanurzenia się w niej. Nie czuła już tego czegoś, nie wzywał jej żaden śpiew, bowiem jedynymi odgłosami były teraz niespokojne, świszczące oddechy dziewcząt i okazjonalne pluski dochodzące z głębi jednej z jaskiń.
Przeniosła spojrzenie na jasne oblicze swojej wybawczyni, lecz w jej brązowych tęczówkach krył się ogromny smutek. Ach, cóż ja piszę, on wcale się nie krył - dosłownie wylewał się z niej w postaci dużych, słonych łez. Nie wiedziała, czemu płacze, lecz była w stanie zidentyfikować uczucie, którą ją ogarnęło - poczucie pustki nigdy nie smakowało tak gorzko, jak wtedy.
- Doprawdy? - odfuknęła się, spoglądając na Blair z wielkim wyrzutem. Czy naprawdę musiała mówić do niej takim tonem? Miała wrażenie, że każde jej pojedyncze słowo wbijało się szpilką w jej biedne, małe serduszko, raniąc je i sprawiając ból. Otarła wierzchem dłoni spływającą po policzku łzę. - Byłam tam taka spokojna, a-a teraz? Dramat - zawyła z prawdziwą dramaturgią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : przedmieścia Londynu
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 100
  Liczba postów : 25
http://www.czarodzieje.org/t16511-blair-blue-baldwin
http://www.czarodzieje.org/t16514-relacje-blair#454075
http://www.czarodzieje.org/t16513-bill
http://www.czarodzieje.org/t16510-blair-baldwin#454052




Gracz






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Pon Wrz 03 2018, 22:42

Nie miała pojęcia jak rozmawiać z samobójcami. To typ ludzi, z którymi potrafią rozmawiać tylko oni sami. Blair nigdy nie odczuwała czegoś takiego jak głęboki smutek albo nie miała świadomego o tym pojęcia. Nie potrafiła zrozumieć co jest nie tak z Carson Gilliams. Wyglądała naprawdę uroczą. Chociaż takie myśli wydawały się teraz nie na miejscu to i tak Baldwin musiała to pomyśleć. Obserwując dziewczynę, postanowiła nieco zmienić ton. Jednak nie wiedziała, właściwie na jaki ma go zmienić.
- Eemmm... - Westchnęła. - Dlaczego tak Ci smutno? - Zadała pytanie na poziomie dziesięciolatka, który nie zna jeszcze słowa "cierpienie". Smutek każdy znał. Cierpienie należało tylko do wybrańców.
W tej chwili Blair Baldwin miała ochotę przytulić tę smutną duszyczkę. Tylko nie wiedziała, czy może. Nie chciała bardziej ranić tej dziewczyny poprzez niespodziewany dotyk. Zaburzenie strefy komfortu, które mogło bardziej spłoszyć smutną dziewczynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Skąd : Croydon
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 147
  Liczba postów : 345
http://www.czarodzieje.org/t16487-charlie-c-chapman#453068
http://www.czarodzieje.org/t16492-charlie-c-chapman
http://www.czarodzieje.org/t16494-chips#453415
http://www.czarodzieje.org/t16488-charlie-c-chapman#453086




Gracz






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Wto Wrz 04 2018, 20:25

@Daniel Bergmann, @Mistrz Gry

Los dla Charliego uśmiechnął się niekorzystnie, wędrował nietypowymi ścieżkami, sprowadzał na siebie nieświadomie problemy. Rytmicznie, z każdą sekundą było coraz gorzej, on zaś nie mógł w żaden szczególny sposób odzyskać przytomności przez moment bycia niesionym przez Bergmanna. Tyle dobrego, że nie należał do kategorii ciężkich, zaś nie powinien w tym zakresie sprawiać żadnych większych problemów profesorowi, co nie zmienia faktu, iż nadal został zabrany przez dłuższy czas do świata snu, w którym to zatopił się całkowicie. Na szczęście ta chwila dłużyła się tylko i wyłącznie przez uciekający niczym przez palce piach pustynny, co zaskutkowało tym, że Chapman w pewnym momencie się obudził, ocknął, powrócił do świata realnego, osłabiony, oszołomiony, aczkolwiek żywy. Nadal jednak zastanawiał się, dlaczego jego głowa porusza się rytmicznie do góry i na dół, jakby niesiona przez tajemniczą siłę, dlaczego czuje się niebiańsko lekko, a przede wszystkim, dlaczego słyszy czyiś oddech, jeszcze do tego w pewnym stopniu zakłócony, jakby niestabilny. Było mu po prostu wygodnie i wcale nie szykowałby się do tego, żeby opuścić tę jakże niewygodną dla leżącej osoby pozycję, gdyby nie to, że wszędzie dookoła panowała całkowita ciemność. Podniósł się - niefortunnie zahaczając o inne części ciała - o słodka Morgano, jak nie chciał wiedzieć, jak blisko znajduje się kogoś, kto tracił do niego cierpliwość. Nie wiedział, nie robił tego specjalnie, co nie zmienia faktu, iż był ciągle lekki, a na pewno lżejszy od innych mas ważących nawet prawie setkę. Zakłócenia teleportacji? Owszem, w najgorszym z wydań specjalnie dla Charliego. Nadal nie czuł się na siłach, by powstać, potrzebował chwili, co nie zmienia faktu, iż z łatwością znalazł różdżkę dzierżoną we własnej kieszeni. Nie pamiętał, co się wydarzyło, siedział niefortunnie okrakiem, pierwsze świecąc Lumos, no i w sumie pozostawiając w wątpliwość to, gdzie się znalazł, jak się znalazł, a przede wszystkim na kim się znalazł.
Och, jak bardzo tego pożałował.
I o mało co nie krzyknął, powstrzymując się przed tym
Przekręcił głową, chwycił się za własne kudły, z ogromną zwinnością godną aprobaty zszedł z nauczyciela, po chwili przechodząc do stania w części bezpiecznej, nadal dzierżąc różdżkę w swojej dłoni. Jak? JAK? Nie chciał, cholera, nie chciał, część osób - owszem, co nie zmienia faktu, iż zwyczajnie dla Chapmana to był szok. Niestety - za cholerę nie potrafił sobie przypomnieć tego, z jakiego powodu właśnie jemu przyszło zagrzać tutaj miejsce oraz przede wszystkim co tutaj robi nauczyciel od transmutacji. Okej, jakieś przebłyski były, ale żeby naruszył jego prywatną przestrzeń? W głowie panował istny mętlik - czyżby utrata przytomności przyczyniła się w najgorszy z możliwych sposobów do zaniku pamięci, do dziury w jego głowie, do braku możliwości odbycia w związku z tym retrospekcji? Piwne oczy zlustrowały nauczyciela, jednak nie na długo. Uznał to po prostu za niezbędny chaos wprowadzany przez nieznane siły, zamiast tego przeszedł do konkretów. - Em, przepraszam, nie chciałem... Pomóc panu wstać? - oczywiście zaproponował, bo nie widział sensu rozpamiętywania tego, nawet jeżeli był zszokowany. Zamiast tego, zamiast kończyć na słowach, skierował dłoń w jego stronę, pomocną, oferującą jakiekolwiek wsparcie, jeżeli oczywiście zechciał z niej skorzystać. No właśnie, jeżeli zechciał z niej skorzystać, a w międzyczasie rozejrzał się po okolicy, rozpoznając odrobinę te tereny - musiał jednak bardziej się skupić.
- Laguna syren... - mruknął cicho pod nosem, nie oczekując jednak wyjaśnień - coś nie czuł, że chciałby je poznać, poza tym, mieli coś kompletnie innego do roboty, pomijając fakt chwilowego szoku, nagłej reakcji i w ogóle. Laguna. Światło rzucane z różdżki z łatwością rozświetlały wcześniej znane tereny - wiedział, że spotkało go tutaj ostatnio coś miłego w wodzie, jednak teraz nie rozpalił żadnej ku temu nadziei. Iście niebezpieczne miejsce; ewidentnie nie dla Puchona, który słynie z nieustannej tułaczki wśród nieszczęść rzucanych przez zrzędzenia losu. Nie, nie chciał widzieć; nie spieszyło mu się do ewentualnego zakończenia życia w tak młodym wieku; nie interesowało go, co znajduje się na dnie na razie spokojnej tafli wody. Ewidentnie - przeczuwał z niej w pewnym stopniu niebezpieczeństwo, nawet jeżeli wcześniej miał okazję pobawić się z hipokampusem.
Spojrzał pytająco na profesora Bergmanna, zastanawiając się, co dokładnie powinni począć. Ponowna teleportacja w poprzednią stronę? No, tylko żeby ich tym razem nie wywaliło na otwartą wodę, skoro okazało się, że wyrzuciło ich gdzieś tutaj. Teoretycznie - mogą wrócić na nogach bądź jakimś magicznym środkiem transportu, niemniej jednak, jaką cierpliwość okaże sam nauczyciel w stosunku do odzienia, w którym się znajdował? Nie każdy przecież chciał widzieć, nawet jeżeli to jest dość tolerancyjny kraj o niezwykle intrygującej kulturze, dorosłego mężczyznę popierdzielającego w bokserkach po ulicy. I o ile Charliemu to jakoś zwisało, mogłoby to zostać po prostu źle odebrane, chociaż to wydawało się być na razie najmniejszym zmartwieniem. Wziął głębszy wdech, spoglądając ostrożnie w stronę wejścia do laguny, tym samym wyjścia z niej, a także po chwili tam, gdzie woda zdawała się zachować wszelkie pozory normalności. Miał nadzieję, że passa nieszczęść została wyczerpana właśnie w tym momencie. Pewnie bardzo się mylił, stając się powoli zmęczony tym wszystkim, co ich spotkało. Rzuciwszy wzrok na ziemię, zdołał zauważyć jedną niedokładność - cholera, mentor ma poparzoną nogę. Widząc to, zacisnął oczy na ułamek sekundy oraz uciekł wzrokiem w jakieś bezpieczne miejsce, jakoby wczuwając się w to, jaki ból płomienie musiały powodować podczas tego niefortunnego wypadku. Czemu inni zawsze muszą dostawać po dupsku za to, że jest po prostu niezdarą? Przegryzł nerwowo policzek od środka. Gdyby jego to spotkało, pal licho, jednak po prostu Charlie jakoś nie potrafił przełknąć myśli, że ktoś przez niego ucierpiał - znowu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1556
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Sro Wrz 05 2018, 13:18

/Nie przeszkadzajcie sobie, inny czas zupełnie.

To, że tutaj się znalazła było wynikiem zbyt dużej dawki wolnego czasu. Nie miała za bardzo co robić w Meksyku. Zwiedzanie ruin znudziło jej się już po kilku dniach, spędzać czasu ze znajomymi też nie mogła aż tyle ile by sobie tego życzyła. Dlatego pewnie postanowiła udać się do Laguny syren. Teoretycznie legendarne miejsce, w którym to naprawdę można było spotkać syreny. W praktyce? Się okaże.
Od wielu lat uwielbiała pływać. Jednak z braku czasu nie mogła sobie pozwolić na ten komfort, jakim było wylegiwanie się w wodzie godzinami. Natłok obowiązków w pracy, obowiązków rodzinnych i ogólnych zajęć dnia codziennego zmuszał ją do porzucenia wielu pasji, których wcześniej nigdy by sobie nie odmówiła. Teraz miała poświęcić trochę czasu tylko dla samej siebie.
Dziwną atmosferę tej laguny można było wyczuć już z daleka. Skaliste wybrzeże naznaczone było przeróżnymi jaskiniami, do których Beatrice nie miała śmiałości wejść. Zamiast tego zanurzyła się w wodzie, zdejmując uprzednio zbędne odzienie.
I to był błąd.
Bowiem już po chwili jej nogi zostały zaatakowane przez wszechobecne drugzotki. Wierzgała z całych sił, ale na nic zdawały się jej poczynania. Dopiero, kiedy użyła zaklęcia petryfikującego, to skutkowało na tyle dobrze, że była szansa na uwolnienie się dziewczyny z tej jakże dziwnej zasadzki. Czym prędzej wyszła z wody aby zobaczyć swoje obrażenia. Na szczęście były one niewielkie, ledwie małe poparzenia na przedramionach i kostkach. Pewnym jednak było, że Trice więcej tutaj pływać nie będzie.

Kostki: 2 i 4

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 105
  Liczba postów : 296
http://www.czarodzieje.org/t16163-carson-o-gilliams
http://www.czarodzieje.org/t16172-dolacz-do-mojej-swity#442693
http://www.czarodzieje.org/t16171-poczta-pantoflowa-carson#442692
http://www.czarodzieje.org/t16162-carson-o-gilliams




Moderator






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Sro Wrz 05 2018, 23:50

Carson wydawało się, że nikt nie byłby w stanie teraz zrozumieć stanu, w jakim się znajdowała. Ona sama nie wiedziała do końca, co się z nią działo i dlaczego odczuwała tak wszechogarniającą ją pustkę. Nawet obecność drugiej dziewczyny nie sprawiała jej radości, co było wręcz niespotykane u takiej osoby jak Krukonka, pragnącej spędzać niemalże cały swój czas w czymś towarzystwie. Czyżby zwariowała? Nie miała siły na zastanawianie się nad tym. Jej dłonie opieszale powędrowały do dotychczas związanych w luźny koczek włosów. Palcami zaczęła wyciskać z nich wodę, delektując się każdą opadającą na jej gołe ramię zimną kroplą, mimo że co któraś wywoływała skradający się po plecach dreszcz.
Spojrzała na Blair z pewnego rodzaju niezrozumieniem w szklistych, brązowych oczach. Dlaczego była smutna? Czy naprawdę musiała jej zadać to pytanie? Po kilku mrugnięciach na jej lewym policzku pojawiła się samotna, duża, okrągła łza.
- Nie wiem - odrzekła płaczliwym głosem, wierzchem dłoni ocierając szlak, po którym przepłynęła słona kropla. - Słyszałam taki piękny głos... Ktoś śpiewał, tam, w wodzie - powiedziała po chwili, wskazując ręką miejsce, w którym jeszcze nie tak dawno temu zanurzyła głowę. - To były dźwięki nie z tej ziemi, musisz mi uwierzyć - dodała, a na koniec westchnęła dramatycznie. Było jej przykro, że już prawdopodobnie nigdy nie usłyszy na własne uszy czegoś takiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29623
  Liczba postów : 44105
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Pon Wrz 10 2018, 21:17

Z całą pewnością można było teleportować się w znacznie bezpieczniejsze miejsce. Laguna syren była wyjątkowo urokliwa, ale trzeba było zachować w niej czujność i uważać, żeby nie natknąć się na żadne niebezpieczne stworzenie. Jeżeli akurat miało się szczęście - odkrywało się ciche i przyjemne miejsce, z dala od typowo turystycznych atrakcji miasta. Jednak jeżeli tego szczęścia trochę zabrakło - wchodziło się na ryzykowny grunt a taka wycieczka mogła skończyć się nieszczęściem. Po wydarzeniach dzisiejszego wieczoru niewątpliwie zasługujecie na to, żeby los uśmiechnął się do was choć trochę. Jednak czy będzie on na tyle łaskawy? Czy uzna, że wystarczy rzucania kłód pod nogi?



Oboje rzucacie kostką na możliwy scenariusz. Sumujecie swoje oczka:

Parzysta: Na szczęście wygląda na to, że to koniec wrażeń na dzisiaj. A przynajmniej tych negatywnych sytuacji z których ciężko znaleźć rozwiązanie. Wokół was cisza, spokój, a wyjście z laguny stoi otworem. Może jednak teleportowanie się tutaj nie było najgorszą opcją? Lepiej opuśćcie to miejsce póki czas! Kiedy już zamierzacie wyjść, w piasku dostrzegacie podejrzany błysk. Okazuje się, że płytko zakopany jest totem protekcyjny. Który z was dostrzeże i zgarnie go pierwszy? (Rzućcie kostką, wyższy wynik wygrywa! Zgłoś się po przedmiot do kuferka.) Na szczęście kiedy jeden z was bawi się w poszukiwacza skarbu, ten drugi też coś wypatruje na powierzchni wody. Okazuje się że to butelka, niestety pusta. A raczej prawie pusta. W środku znajduje się list! Jest napisany po hiszpańsku, jeśli jednak zdecydujesz się na przetłumaczenie go, okaże się że to głównie wyznania miłosne, które pewnie nigdy nie ujrzały światła dziennego. Może nie jest to cenny skarb, ale na pewno niezapomniana i unikatowa pamiątka z wakacji.

Nieparzysta: Prosiliście o chwile wytchnienia? W takim razie wymagaliście stanowczo za dużo. Po chwili dostrzegacie spoczywającą nieopodal syrenę. Niestety ona również was dostrzega i nie wygląda na zachwyconą z odwiedzin. Rzucacie kolejną kostką i znowu sumujecie:
Parzysta: Wiecie, że najmądrzejszą decyzją jest się powoli wycofać? To dobrze, bo tym sposobem oddalacie się od niej na bezpieczną odległość. Widocznie nie dostrzega w was żadnych złych zamiarów i nie planuje wyrządzić wam większej krzywdy, bo udaje wam się uciec. Zdobywacie jeden punkt z ONMS! Pamiętajcie zgłosić się po niego do kuferka.
Nieparzysta: Ledwo na was spojrzała i już wydała z siebie okropny, bolesny wrzask. Na moment zupełnie tracicie słuch i chociaż uciekacie, macie ogromny problem z komunikacją. Na szczęście efekt ten utrzyma się tylko do końca dnia, a wy uszliście bez większego uszczerbku na zdrowiu. Nie oszukujmy się - pożar, syrena. Ten wieczór mógł zakończyć się gorzej.

/Dziękuje za sesję! aż tryska miłością
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2467
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1780
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Sro Wrz 12 2018, 18:53

Osobliwe szarpnięcie teleportacji nie wskazywało na anomalie - bynajmniej nie wskazywało z początku. Nie wskazywało - dopóki, przed jego wzrokiem nie wyłonił się absolutnie niepożądany widok; Daniel Bergmann wylądował (niespecjalnie spektakularnie) na utkanym z piasku i drobnych kamieni podłożu, przykryty chudą sylwetką Chapmana. Kanciasta, wyrzeźbiona erozją sceneria przyprawiała o ból wielu mięśni; czuł wpijające się aż po kości krawędzie, uwierające w miednicę, uwydatniane przy każdym, chwytającym powietrze - niezbędnym poruszeniu się żeber. Szlag by to.
- Poradzę sobie. - Odmówił jakiejkolwiek, wspaniałomyślnej pomocy; był obolały - lecz w zupełności sprawny. Zamrugał, podnosząc się dość ospale; przed spojrzeniem mężczyzny rozpostarł się pełen widok, początkowo wciąż zniekształcany półmrokiem (Lumos sphaera - wymruczał wkrótce). Widok - przedstawiający poprzecinane skałami wybrzeże; gdzieniegdzie - były obecne wejścia, prowadzące wprost do rozległych wnętrzności jaskiń, stromych i wypełnionych przepychem pułapek, przystrojonych dekoracjami krasowego rzeźbienia. Wspaniale. Ogień pozostał, zaś oni - przenieśli się - w cóż - możliwie najbardziej nieadekwatne miejsce. Z Laguną Syren Daniel Bergmann miał się okazję zapoznać jedynie w postaci historii, opowiadanych z przejęciem lekko drżącego głosu. Nie należała do całkowicie bezpiecznych terenów - stąd przyspieszało serce, zaś oczy rozglądały się niebywale wnikliwie, wypatrywały niekorzystnych symptomów. Siła przypadku przywiodła jednak ze sobą dziwną łaskawość - jedynym, spostrzeżonym przez samego Bergmanna szczegółem był wystający przedmiot; pobłyskiwał on dość wymownie, zagrzebany częściowo w podłożu piaszczystych drobin. Dostrzegł go jako pierwszy - bez zbędnego wahania podniósł, lustrując wówczas dokładniej. Totem protekcyjny? Widział podobne, znajdujące się w pamiątkowym sklepie.
Nowy nabytek zanurzył w swym zagłębieniu kieszeni oraz spojrzał wymownie na swego towarzysza niedoli. Musieli wracać.

Kości: suma oczek parzysta + ja wyrzuciłam 3>1

sama powpisuję przedmioty

______________________

it has been destined
to fail
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Skąd : Croydon
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 147
  Liczba postów : 345
http://www.czarodzieje.org/t16487-charlie-c-chapman#453068
http://www.czarodzieje.org/t16492-charlie-c-chapman
http://www.czarodzieje.org/t16494-chips#453415
http://www.czarodzieje.org/t16488-charlie-c-chapman#453086




Gracz






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Sro Wrz 12 2018, 19:24

Oj, Charlie, Charlie, powinieneś popracować nad samym sobą. Nie dość, że spowodowałeś prawdopodobnie te wszystkie zakłócenia, to jeszcze wylądowałeś w miejscu, które owiane było wszelkimi niepozytywnymi opiniami. Co prawda - pan Chapman nie miał niczego sobie do zarzucenia w tym przypadku, co nie zmienia faktu, iż mógł po prostu wrócić wcześniej, nie tą uliczką, która wysłała na niego wszelkie nieszczęścia, rozpoczynając od wizyty na komisariacie, a kończąc właśnie na Lagunie Syren. Jedno było pewne - że nie będzie miał w jakikolwiek sposób się po tym pozbierać, oczywiście pod względem reputacji - co nie zmienia faktu, że zapomni o tym, co się wydarzyło tego pamiętnego wieczoru. Tonął w morzu pechowych sytuacji, krztusił się wodą dostającą do płuc, nie myślał zbytnio nad tym, że może to doprowadzić go do większych nieszczęść, poza tym niska pamiętliwość niosła ze sobą pewne zagrożenie w postaci tego, że może dopuścić się przestępstwa. Co najgorsze - nie będzie tego pamiętał, nie będzie wiedział, dlaczego jest oskarżany, dlaczego nie ma żadnych wspomnień, chociaż gdyby zrobił coś złego, na pewno pamiętałby to przez jakiś dłuższy czas, nie tylko parę dni.
- Uhm, okej. - mruknął cicho pod nosem, rozglądając się po niebezpiecznej okolicy. Całe szczęście - los okazał się być wyjątkowo łaskawy, pozbawiony tym razem wszelkich kłód rzucanych z niebywałą precyzją pod nogi, zamiast tego jako drugi zauważył to, po co sięgnął profesor - pozostało mu chyba tylko przyglądać się w świetle rzuconego czaru na wodę, która skrywała w sobie wiele tajemnic. Zastanawiało go to - czy spotka poprzedniego hipokampusa, czy może jednak pożre go coś o znacznie większej posturze, chociaż z takiej ameby umysłowej nic by praktycznie nie było - żadnego pożytku, żadnego jedzenia, prędzej jako przystawkę traktowany? Nie wiedział. Rzuciwszy wzrokiem na piaszczysty brzeg, który obmywała woda, bez trudu dostrzegł pewnego rodzaju błysk, a w związku z tym - naiwnie wyciągnął rękę ku przedmiotowi zanurzonemu w połowie w odmętach słonej  piany. W jego dłonie wpadła butelka z dziwną zawartością, której na razie nie otwierał, zamiast tego zaciekawiony przysiadł wygodnie po turecku i zaczął analizować to, co się tam znajduje. Jakieś słowa po hiszpańsku... Nie rozumiał ich, poza tym znajdowały się pod tak dziwnym kątem, że nawet będąc biegłym tłumaczem, popełniłby wiele radykalnych błędów. Długo to nie trwało, kiedy to schował pod pachą przedmiot oraz przeteleportował wraz z nauczycielem do pensjonatu.

| zt x1

Kostki: 2, 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2467
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1780
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Laguna syren   Sro Wrz 12 2018, 20:54

Jedno pozostawało pewnym - nie mogli tkwić tutaj zbyt długo. W wyniku - zaznawanych ostatnio doświadczeń, Daniel Bergmann nabierał coraz to okazalszej podejrzliwości - miejsce zaś nie sprzyjało im z założenia. Ciemne, rozległe jaskinie wydawały się w sobie skrywać ogromne pokłady magii; nieprzewidywalnej i tajemniczej, w jednym momencie zdolnej obciążyć klątwą.
Dlatego musieli się stąd wydostać.
Liczył na powodzenie - teleportacja, w tym także - teleportacja łączna, dotąd nie sprowadzała problemów. Jedynie pensjonat okazał się nieprzychylny - Daniel Bergmann żywił zaś cichą nadzieję, aby pożar już został opanowany. Najchętniej nie kierowałby siebie obecnie w stronę tych murów - wybrał się sam na spacer oraz zawierzył myślom. Niestety - ponosił odpowiedzialność za Chapmana, któremu, chwalić Merlina, nic się nie stało. Wolał - aby nie wprowadzono choć drobnych zmian, ewentualnych chorób czy innych zachwiań, aby - jego reputacja jako opiekuna nie została choć odrobinę zachwiana.
Niedługo później pochwycił studenta za rękę; szarpnięcie teleportacji zostało uruchomione ponownie; całe szczęście - tym razem - wprost do tymczasowego domu.

| zt Daniel

______________________

it has been destined
to fail
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Laguna syren   

Powrót do góry Go down
 

Laguna syren

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Meksyk
 :: 
Wybrzeże
-