Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Pokój wspólny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2467
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1773
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Pokój wspólny   Wto 3 Lip - 19:17


Pokój wspólny


Mieszczący się na parterze, spełnia zarazem funkcję łącznika między kondygnacjami budynku. W jego północnej części rozpoczynają się schody, prowadzące w kierunku sypialni; sam pokój wspólny jest - podobnie jak większa część pensjonatu - jasny, przejrzysty i pełen bogactwa ozdób. Porozstawiane zostały tutaj miękkie fotele oraz wygodne kanapy - pozwalają one odpocząć i porozmawiać. Podobnie, jak w innych miejscach - jedna ze ścian posiada specjalnie zagospodarowany obszar, gdzie wisi fragment kolekcji zagadkowych obrazów.

OBRAZ:
 

______________________

it has been destined
to fail
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 256
  Liczba postów : 269
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Pokój wspólny   Wto 17 Lip - 14:54

Tego dnia nie miała ochoty wybierać się nigdzie dalej. Chciała pozostać w obrębie pensjonatu i nacieszyć się jego pięknem. Podziwiała władze szkoły, które zorganizowały dla nich tak wspaniałe miejsce wakacyjne, a dotychczas nie miała nawet okazji, aby je w pełni zbadać. Dziś postanowiła to nadrobić. Pokój wspólny wydawał się być do tego celu idealnym miejscem.
Pełno było w nim wygodnych foteli, miękkich puf i zasiedziałych kanap. Wszystko sprawiało wrażenie, jakby powstało naprawdę dawno temu. Wiele obrazów zdobiło ściany tego miejsca, a jeszcze więcej roślinności się w nim znajdowało. Wydawało się to dla Silvii idealnym miejscem do odpoczynku i zwykłego opierdzielania się.
Znalazła sobie miejsce w kącie pomieszczenia, gdzie sądziła, że nie będzie nikomu zawadzać. Usadowiła się w jednym z licznych fotel i otworzyła książkę, którą zabrała ze sobą. Ostatnio sporo czytała, pozwalało jej się to zrelaksować. Oderwać głowę od wspomnień poprzedniego życia i pozwolić uwierzyć, że uda jej się w tym kraju stworzyć coś lepszego, niż to co pozostawiła we Włoszech.
Dziś oderwanie się od tego co wokół wydawało się być niemożliwe. Pogoda nie rozpieszczała, więc wielu poszło za jej przykładem również wybierając wnętrze hotelu jako miejsce spędzenia czasu. Gwar wokół niej skutecznie odrywał od lektury, tym samym zmuszając do czytania każdego zdania po kilka razy. W pewnym momencie uznała, że ma tego zwyczajnie dość. Zamknęła książkę z głośnym trzaskiem, bo wiedziała że przeczytane kilka stron i tak będzie musiała powtórzyć, bo nie sposób było cokolwiek z nich zapamiętać. Szlag by to!
Położyła książkę na swoim podołku, a twarz skryła w swoich dłoniach, tym samym próbując przestać myśleć o tym wszystkim, co ją spotkało. Chciała się oderwać od tego, a przez niemoc przeczytania książki, wspomnienia powróciły ze zdwojoną siłą. Strach, który ogarniał jej ciało, gdy Giovanni oznajmił, że muszą z matką uciekać. Niepewność, gdy wstępowała na pokład samolotu, nawet nie wiedząc, dokąd on zmierza. Nie chciała, żeby to wracało, minął już ponad rok! Ale widać nawet w Meksyku wszystko mogło wyjść ponownie z ukrycia i zaatakować w najmniej spodziewanym momencie.

@Wendy A. Royal zapraszam! miłoooośćććć
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 740
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 612
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój wspólny   Pią 3 Sie - 10:26

{ fabuła dzieje się w innym czasie, niż w poście powyższym }

Liam od zawsze ubierał się niebywale elegancko, wyraźnie wybijając się na tle innych uczniów. Jeszcze nikt nigdy nie widział go przechadzającego się w bluzie po szkolnym korytarzu, a standardowe, wytarte jeansy były jednym z naprawdę nielicznych elementów, które nie znajdowały się w przepełnionej szafie chłopaka. Zawsze widywano go w schludnie uprasowanych koszulach, spodniach w kancik oraz wypastowanych butach. Nawet jeśli wymagano od niego bardziej sportowego stroju, to zawsze wydawał się on najbardziej wizytową wersją dresów, jaka istniała na świecie… Liam mocno dbał o wygląd…
… ale zakład z kolegami powoli zaczynał go męczyć.
Mieli za dużo wolnego czasu, więc w przerwach między jedzeniem meksykańskich potraw, a pływaniem ze skrzelozielem, siedzieli z nosem w wizbookach, komentując wzajemnie swoje wpisy. Momentami wyglądali aż zabawnie, gdy w milczeniu i w pełni skupienia machali piórem w swoich książkach, tocząc zacięte dyskusje na płaszczyźnie tego magicznego social media, zamiast normalnie otworzyć do siebie usta. Właśnie takim sposobem Liam wpakował się w zakład, który wymagał od niego tygodniowego spalania się na meksykańskim słońcu, bo oto Pan Elegant uznał, że nierozstawanie się z garniturem będzie dla niego bułką z masłem… i męczył się paskudnie, a to dopiero trzeci dzień…
Płonę, płonę, płonę…
Jęczał w myślach, przeklinając samego siebie, że nie zmienił koloru marynarki na jaśniejszy. Dzisiaj paradował we fraku, który leżał na nim idealnie: podkreślał sylwetkę, współgrał z kolorami jego włosów czy oczu… generalnie mógł uchodzić za niebywale przystojnego, gdyby nie dwa przeszkadzające elementy: mina zatytułowana malowniczym „zabijcie mnie” oraz… arbuz pod pachą. Uznał, że nim rozpocznie umówioną lekcję gry na skrzypcach, wybierze się na spacer na najbliższy targ i zakupi coś słodkiego i orzeźwiającego. Gdzieś na wizbooku @Nessa M. Lanceley mignęło mu zdjęcie przedstawiające wspomnianą roślinę, więc miał nadzieję, że nie strzeli gafy, dowiadując się, że jego nauczycielka jest uczulona na arbuzy lub też za nimi nie przepada.
Usiadł na sofie, kładąc zieloną kulę na stoliku przed sobą. Nie była specjalnie duża i mocno ciężka, ale niosąc ją przez ten skwar, zdążył się nieźle napocić, toteż rzucił na siebie Chłoszczyść, a zaraz potem Fingere, by czekać na wspomnianą damę w pełni świeżości i energii. Merlinie, od razu po wyczuciu delikatnej warstewki chłodzącej, zrobiło mu się tak niebotycznie dobrze, że aż pozwolił sobie na pełne ulgi westchnięcie… niemniej nie zamierzał kończyć wymachiwania swoją tęczową różdżką. Zaraz wypowiedział odpowiednią inkantację do Diffindo, tnąc kulę na kawałki w taki sposób, by móc swobodnie się nim poczęstować, a nękany gorącem pozwolił sobie również na Glacius zamrażając soki obecne w roślinie… tym sposobem załatwił im coś na wzór mrożonego arbuza czy lodów arbuzowych, acz z pierwszym kęsem postanowił poczekać na Nessę.
Rozsiadł się na kanapie, z braku laku spoglądając na obraz zdobiący ścianę. Sam lubił sobie od czasu do czasu coś narysować i spełnić się twórczo, choć ten rodzaj dzieła wydawał mu się dość osobliwy. Przekręcił łeb w jedną ze stron, próbując dopatrzeć się jakiegoś drugiego dna lub większego sensu. Czyżby przez niektóre drzwi można było swobodnie przejść mimo tego, że były zamknięte? Piękna metafora… choć chyba wciąż mocniej identyfikował się ze swoimi infantylnymi komiksami. Niemniej podobało mu się, że malowidło było dość skromnie wykonane. Wszystko w odcieniach żółci z jedną ciemną plamą na środku… ależ on artystycznie zaczynał ten dzień. Najpierw obrazy, później skrzypce… człowiek sztuki z ciebie, Liam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1086
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1082
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój wspólny   Nie 5 Sie - 22:57

Była zaciekawiona nadchodzącym spotkaniem z Liamem, który był obiektem westchnień jej przyjaciela. Niewiele o borusku wiedziała, czasem byli razem na zajęciach. Wydawał się jej personą miłą i uroczą, ujmującą za serce. Kimś, kogo chciało się chronić, bo w całym swoim jestestwie był nieporadny. Idealny dla Noxa, który miał jakąś wewnętrzną potrzebę opieki nad wychowankami Helgi. Była zaskoczona jego prośbą. Spodziewała się listu o transmutacji, a nie o skrzypcach, chociaż trzeba przyznać, że pozytywnie ją zaskoczył.
Zsunęła się z łóżka, zerkając na zegarek i uśmiechając się pod nosem. Złapała za czarny futerał, w którym tkwił instrument oraz za przygotowaną wcześniej torbę, którą przerzuciła przez ramię. Zamknęła za sobą drzwi od pokoju, kierując się korytarzem w stronę schodów, a następnie do pokoju wspólnego. Postawiła raczej na wakacyjny, lekki i kolorowy strój. Zwiewna, żółta sukienka była gładka. Utrzymywała się na drobnym ciele Lance dzięki cienkim ramiączka, ciągnąć się w dół i subtelnie rozszerzając u dołu. Sięgała jej przed kolano, a na środku poza delikatnym dekoltem, miała jeszcze rząd guzików. Burza rudych włosów puszczona była luźno, kołysząc się dziko po plecach i ramionach przy każdym ruchu właścicielki. Była nieco podekscytowana, uwielbiała pracować z innymi, kiedy przychodziło do piosenek. Lanceley z krwi i kości, który wierzył, że muzyka może zmienić świat i nawet u największego mruka i marudy wywołać uśmiech. A gdy się ma już uśmiech i troszkę optymizmu, można już wszystko.
Weszła do pokoju wspólnego, rozglądając się dookoła i niemalże od razu dostrzegając eleganckiego, przygotowanego niczym na bal młodzieńca. Przekręciła głowę w bok, mrugając kilkakrotnie i posyłając mu pytające spojrzeniem. Ostatecznie jednak wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się promiennie, mocniej zaciskając dłoń na niesionej przez siebie walizce na instrument. Drzwi się za nią zamknęły, a Nessa już po chwili stała przed puchonem, przyglądając mu się z tym swoim zadziornym, idealnie wpasowanym w kanony Slytherinu, uśmieszkiem.

— Liam! Przepraszam, jeśli długo czekałeś! Czytałam i wciągnęłam się w recepturę na eliksir wielosokowy oraz jej tajemnice. — wytłumaczyła, unosząc wolną dłoń i odgarniając kosmyki włosów za ucho. Bezceremonialne położyła skrzypce obok kanapy, opadając wygodnie obok niego — wcześniej upewniając się, że sukienka nie podniesie się do góry. Założyła nogę na nogę, rozsiadła się wygodnie, sadowiąc się nieco po skosie, aby móc swobodnie przyglądając się twarzy Rivai'a. — Gdybym wiedziała, że mamy dress code, ubrałabym małą czarną skarbie. Ciesze się, że napisałeś! Skrzypce są cudowne, chociaż znacznie trudniejsze od pianina.
Dodała jeszcze, posyłając mu pełen entuzjazmu uśmiech. Omiotła orzechowymi ślepiami pomieszczenie, dostrzegając tkwiący przed nimi owoc, który przypominał teraz lody. Usta dziewczyny rozdziawiły się delikatnie, a w dużych ślepiach wykwitła jakaś dziecięca, nieopisana radość. Skąd wiedział, że lubi arbuzy? I naprawdę fatygował się tylko po to, żeby przyjemniej było grać na skrzypcach? Wędrowała wzrokiem pomiędzy najlepszą przekąską świata, a jej przyszłym uczniem z dziedziny artystycznej.
— Też lubisz arbuza? — zapytała poważnie, posyłając mu krótkie i intensywne spojrzenie, szturchając go nieco dłonią po ramieniu, zaczepnie. Bezczelnie i bezpośrednio, jak to ślizgonka miała w zwyczaju. Na kilkanaście sekund jej wzrok przykuł tkwiący na ścianie obraz. Nigdy nie miała talentu plastycznego, chociaż w jakiś sposób uzdolniona manualnie być musiała, skoro radziła sobie z biżuterią. Doszła do wniosku, że kolor obrazu idealnie oddaje barwy domu, do którego pasował jej towarzysz, a do tego sugerował, że nie ma drzwi czy też muru - ogólnie rzecz biorąc osłony wewnętrznej, przez którą nie da się przebić. Czemu od razu na myśl przyszła jej Fire? Uśmiechnęła się delikatnie do własnych myśli, wzdychając cicho i znów zawieszając spojrzenie brązowych oczu na twarzy puchona.
— Powiedz mi Liam, czy Ty w ogóle potrafisz czytać nuty? Bo od tego wypadałoby zacząć. Od razu Ci mówię, że nie będziesz wirtuozem po godzinie, wybrałeś sobie dość trudny i wymagający instrument. Lubisz brzmienie skrzypiec? — kontynuowała wcześniej przerwaną wypowiedź, przyglądając mu się z ciekawością wymalowaną na drobnej, bladej buzi.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 740
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 612
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój wspólny   Wto 7 Sie - 10:27

Dziwaczny obraz okupujący ścianę zabrał Liamowi na tyle dużo uwagi, że chłopak spostrzegł obecność Nessy dopiero, gdy zdecydowała się do niego odezwać. Wzdrygnął się lekko, wybity z rozważań, natychmiast odklejając spojrzenie od dzieła sztuki. Powiódł je zaraz na twarz dziewczyny, witając ją wyjątkowo sympatycznym uśmiechem.
- Hej! Nie, nie… w zasadzie sam przyszedłem dopiero chwilę temu. – zapewnił, robiąc jej miejsce na kanapie, nim nie zerknął na nią z nieco głupiutkim niezrozumieniem. – „Receptura eliksiru wieloskokowego?” O rany… nawet w wakacje kujesz? Znaczy, dobra… też jestem winny, bo umówiłem się na korepetycje nie tylko z gry na skrzypcach, ale i zaklęć, ale to drugie robię przede wszystkim z powodu marnych ocen i rodzicielskiego bata nad głową, a nie dla samej rozrywki! – zaczął z miejsca się rozgadywać, nie zmazując z twarzy wesołego wyrazu, jakby szczerze cieszyło go samo towarzystwo Ślizgonki: nawet, jeśli uderzał bardziej w marudne tony. Lubił się uczyć, ale po tylu reprymendach od rodziców miał serdecznie dość czytania w kółko podręczników. – Chociaż mam nadzieję, że lekcja zaklęć jednak będzie przyjemna-… Mefi zadeklarował się, że coś dla mnie przygotuje. – pochwalił się, oczywiście trajkocząc dalej i byłby pewnie opowiedział swoją historię życia, gdyby (na całe szczęście) nie wybiło go pytanie dziewczyny.
Zaśmiał się wesoło, poprawiając tę nieszczęsną marynarkę, która ledwie dwie minuty temu była adresatem mnóstwa przekleństw i klątw, pałętających się po myślach Rivaia. Fingere pozwalało mu przeżyć, ale i tak odczuwał pewien dyskomfort… eleganckie stroje nie nadawały się na meksykańskie temperatury.
- Wyglądasz pięknie i bez żadnych galowych kreacji. – rzucił jej zupełnie naturalnie ze szczerym uśmiechem. – To raczej ja z naszej dwójki mocno odstaję. – podrapał się zaraz po karku, chichocząc. – Nie ubrałbym się tak, gdyby nie zakład z Neirinem i Jackiem. Może widziałaś na wizbooku? Taaak… nie mamy zbytnio co robić, więc w przerwach między pływaniem, jedzeniem i innym nicnierobieniem, piszemy sobie komentarze. Niemniej tam zrodził się zakład. Uderzono w moje ambicje i tak skończyłem we fraku na najbliższy tydzień. – chłopcy… jakkolwiek miły i łagodny nie bywałby Liam, to jednak posiadał w sobie tę głupią, męską chęć do rywalizacji o absolutne pierdoły, byleby się popisać.
- Ha! Pewnie! Jest mi tak gorąco, że aż musiałem go zamrozić... mam nadzieję, że taka coś al’a lodowa wersja arbuza ci pasuje? – dopytał, ciesząc się, że najwyraźniej trafił z przekąską w dziesiątkę. Zaraz jednak zauważył, że dziewczyna przez kilka dobrych sekund zawiesiła wzrok na wcześniej oglądanym przez niego obrazie. Sam znów zdecydował się zahaczyć na nim spojrzenie, choć teraz mniej analitycznie, a po prostu lekko i swobodnie. – Intrygujący, co nie? Ciekawe kto go namalował… zupełnie jakby ktoś zapomniał Alohomora i zdecydował się przejść przez zamknięte drzwi nieco inną metodą. – zażartował, parskając śmiechem. – Mam nadzieję, że sam nie będę musiał powoływać się na takie rozwiązania, gdy zachce mi się uciekać ze wstydu, z powodu moich umiejętności gry na instrumentach, a raczej jego braku… - powiedział z pewną nutą żałości, przysłuchując się dalszym pytaniom dziewczyny.
- Umm.. no… niezbyt umiem czytać nuty. – uśmiechnął się przepraszająco. – Traktuj mnie jak kompletnego początkującego. Brzmienie skrzypiec? Hm.. uważam, że jest bardzo ładne, choć jak mówiłem, niespecjalnie odnajduję się w jakichkolwiek instrumentach. Chciałbym nauczyć się zagrać jakąś melodię na skrzypach dla dziadka. – na wspomnienie członka swojej rodziny, uniósł kąciki ust nieco wyżej. – Jest muzykiem i upodobał sobie między innymi ten instrument. Dziadek to trochę zdarta płyta i ilekroć się z nim widzę zawsze podpytuje, jak mi idzie gra na tych skrzypcach, czy coś już umiem czy mogę już z nim coś zagrać… mam nadzieję, że nie brzmi to zbyt głupio…? Chciałem nauczyć się zagrać chociaż coś prostego, żeby zrobić mu przyjemność.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1086
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1082
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój wspólny   Nie 12 Sie - 13:05

Sztuka miała to do siebie, że często skutecznie odwracała uwagę ludzi od całej reszty. Lance była doskonałym przykładem! Podczas konwersacji nie raz się zdarzyło, że usłyszała jakąś melodię, która sprawiła, że nie zanotowała wszystkiego, co do niej mówiono. Miała bardzo dobrą, wyćwiczoną podzielność uwagi, a pomimo tego zdarzały się momenty, że to nie wystarczyło. Odwzajemniła uśmiech puchona, lustrując go zaciekawionym spojrzeniem. Pierwszy raz miała przyjemność spędzania czasu z obiektem westchnień swojego przyjaciela. Zaśmiała się na jego słowa, machając ostentacyjnie dłonią. Była przyzwyczajona do tego, że jej uwielbienie do książek i nauki wprawiało innych w zaskoczenie.
— To dobrze, że się aż tak nie spóźniłam, Panie elegancki. — zaczęła w odpowiedzi, siadając wygodnie i cały czas skupiając na nim swoją uwagę. Ruchem dłoni zgarnęła kosmyk włosów za ucho. — Właściwie to tak z przyzwyczajenia i z hobby. Nie lubię marnować czasu, a chciałabym podciągnąć oceny w przyszłym semestrze, bo nie wszystko udało mi się zdać tak, jak powinnam. Z Zaklęć? Ambitnie! Meksyk to doskonałe miejsce do praktyki. Poza tym wiesz, jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebował pomocy z jakimś przedmiotem, to śmiało. Może nie z run czy zielarstwa, ale z resztą sobie radzę. Kogo wykorzystałeś na korepetytora? Ludzie chyba nie są fanami spędzania wakacji na nauce. Aa, bo Ty teraz zaczniesz studia czy idziesz na siódmy rok?
Zakończyła swój przydługi monolog, zasypując go delikatnie pytaniami. Właściwie to nic o nim nie wiedziała, poza skromnymi informacjami od Mefisto. Nie była tym plotkary, nie była też wścibska, więc jeśli przy niej ktoś coś gadał na temat innej osoby, zwyczajnie nie słuchała. Nikt nie lubił być obgadywany, więc nie powinno się tak robić. Zaskoczył ją entuzjazm Liama. Po sposobie wypowiedzi, błyszczących ślepiach i nieodłącznym uśmiechu na wargach z łatwością mogła wywnioskować, że to energiczna i pełna zapału osoba. Wydawał się kimś, z kim ciężko było się nudzić. Westchnęła cicho, pozytywnie, poprawiając znajdujący się w ustach liść, który tkwił już tam od ostatniej pełni księżyca. Z początku było jej strasznie ciężko, miała wrażenie, że się zadławi albo go połknie, jednak w końcu zaczęła sobie radzić, a na noc przyklejała go pod język albo do policzka, co by przypadkiem się nie udusić. Na wzmiankę o Noxie uśmiechnęła się promiennie, kiwając głową.
— Nie wątpię. To dobry chłopak, ma cierpliwość. Jestem pewna, że przygotuje coś fajnego i nauka sprawi Ci przyjemność. Często właśnie młodzież jest zniechęcona nie samym zdobywaniem wiedzy, a formą uzyskiwania bądź przekazywania informacji. — westchnęła, podpierając głowę na ręku, wbijając się bardziej w miękkie oparcie kanapy. Jej wzrok wznów powędrował w stronę obrazu, któremu przez chwilę przyglądała się w milczeniu. Intrygowały ją te drzwi z dziurą w tak ciepłym kolorze. Na komplement spojrzała w dół, lustrując swoje ciało skryte pod cienkim materiałem zwiewnej, żółtej sukienki. Każdy znał podeście rudej do samej siebie, więc wzruszyła jedynie ramionami.
— Nie przesadzajmy borsuczku, ale dziękuje. Myślę, że wszyscy na Ciebie patrzą, gdy chodzisz korytarzem w pensjonacie. Wyglądasz, jakbyś miał zabrać ukochaną osobę na kolację przy świecach! Jak Cię to pocieszy, to będziesz bardzo dostojnie wyglądał ze skrzypcami. — odpowiedziała pogodnie, raz jeszcze przesuwając brązowymi oczyma po sylwetce chłopaka, zatrzymując się na jego twarzy. Tak bardzo przypominał jej słoneczko! Nie wiedziała, czy to kwestia szczerości wymalowanej na chłopięcej wciąż buzi, czy może tej emanującej entuzjazmem aury! Gdy kontynuował wypowiedź i wspomniał o zakładzie, zmarszczyła nieco brwi, po czym roześmiała się pod nosem, przypominając sobie, że faktycznie, ostatnio powiadomienia o komentarzach skakały naprawdę często!
— No tak.. Jesteście bardzo zgraną paczką, co? Miałam okazję spędzić z Neirinem trochę czasu w bibliotece, interesujący człowiek. Bardzo dobrze go wspominam. Lubię ludzi, których nie potrafię ot tak zrozumieć. A Jack.. Chciałam go zaprosić na arbuzowego drinka, bo zdaje mi się, że też je uwielbia. Tylko jakoś nie miałam okazji. — dodała po chwili namysłu, wzruszając delikatnie ramionami. Znów. Miała to w nawyku, jej ciało pokazywało dokładnie to, o czym myślała i w jaki sposób na coś spoglądała. Było bardzo łatwo czytać ze ślizgonki niczym z otwartej księgi, no, chyba że chodziło o własne uczucia. Kiwnęła głową, klaszcząc w dłonie, niczym zadowolone dziecko. Sam fakt, że pomyślał o takim drobiazgu i załatwił owoc, który umilić im miał letnie popołudnie, sprawiał, że nie mogła być bardziej zadowolona. Prosty człowiek zawsze cieszył się z małych rzeczy.
— Uwielbiam go pod każdą postacią. I nikt mi nie powie, że te sprzedawane u nas arbuzy smakują tak samo. — wyjaśniła z rozbrajającą szczerością i delikatnym zbulwersowaniem w głosie, który miał świadczyć o rozczarowaniu gorszą jakością produktu. Gdy zaczął mówić, wędrowała spojrzeniem pomiędzy jego twarzą, a opisywanym obrazie. Nieczęsto się zdarzało, że płeć przeciwna tak otwarcie i mądrze prawiła o sztuce i artyzmie.
— A może to był zamek, na który alohomora nie działało? Wiesz, drzwi mogą symbolizować człowieka. Zamkniętego, samotnego, otoczonego murem i takiego, który nie dopuszcza do siebie innych. Druga osoba była uparta, szukając odpowiedniej metody, aż w końcu postawiła na brutalny atak i zrobiła dziurę, aby przekonać się, jaka ta persona jest naprawdę. Chociaż znacznie lepiej radzę sobie z muzyką, jak z obrazami. — odparła ze śmiechem, już całkiem zatrzymując wzrok na Liamie. Słuchała go w milczeniu, od razu szukając w głowie odpowiedniej metody do nauki. Wybrał sobie naprawdę trudny instrument, znacznie łatwiej poszłoby im z pianinem albo perkusja. Nie przerywała, nie mogąc przestać się uśmiechać. Jak to możliwe, że był tak porządnym i dobrym chłopakiem, który tak bardzo nie pasował do dzisiejszych czasów? Nikomu nie chciałoby się fatygować, poszedłby na łatwiznę, nie marnowałby wakacji na naukę gry na instrumencie, który nie był jego pasją. Wszystko to sprawiało, że jeszcze bardziej chciała mu pomóc. Przysunęła palec do ust, przenosząc spojrzenie na tkwiący w dole futerał.
— Nie martw się. Zagrasz tak, że będzie z Ciebie dumny. Już moja w tym głowa skarbie. — mruknęła cicho, pod nosem, zsuwając się z kanapy i siadając na ziemi. Złapała za futerał, otwierając go i wyjmując z niego skrzypce. Jej instrument wykonany był z olchy, natomiast boczne ścianki zrobiono ze świerku. Były to jedne z najlepszych rodzai drewna przez idealny rezonans. Pokryte specjalnym lakierem, miały białą barwę, przyjemnie komponującą się ze srebrnymi strunami. Oczywiście nie były to jedyne skrzypce, które miała, a jednak jej ulubione. W zestawie był też smyczek. Wyjęła przedmiot, wysuwając w stronę Liama i patrząc na niego z dołu. W dużych, brązowych ślepiach kryła się zawziętość.— Dobrze więc.. Poznaj je. Oswój się. Najpierw musimy nauczyć Cię odpowiedniej postawy, bez niej nie zagrasz poprawnie. Jak już to opanujesz, wybierzemy Ci piosenkę. Mam nadzieję, że mugolska Ci nie przeszkadza? I jeszcze powiedz mi, zamierzasz wracać do muzyki czy ma to być jednorazowe?
Oparła dłonie o kolanach, poprawiając wcześniej materiał sukienki. Przekręciła głowę w bok, wciąż spoglądając na buzię puchona, szukając jego spojrzenia. Miała w nawyku utrzymywanie kontaktu wzrokowego z rozmówcą, tak było jej łatwiej. Wiedziała, że nie wszyscy to lubią, a części nawet wręcz przeszkadza, jednak Nessa taka już była.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 740
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 612
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój wspólny   Pon 13 Sie - 11:58

„Z Zaklęć? Ambitnie!”
Oj, jego ambicja w niczym nie umywała się do tej, którą wylewała z siebie Nessa. Potrafił się spiąć, zależało mu na wielu rzeczach i raczej rzadko bagatelizował sprawy, które wymagały od niego przystanięcia nad podręcznikiem i przeczytania kilku stron, ale trudno doszukać się w tym ambicji. Raczej nie uczył się tak zaciekle, jak dziewczyna, a już na pewno nie nazywałby poszerzenia swojej książkowej wiedzy „hobby”. Chyba wolał sobie porysować, poczytać komiksy, pośmiać się z kolegami…
Za to nie czuł się przytłoczony jej małą lawiną pytań, a wręcz nabrał śmiałości. Chętnie prowadził dyskusje i jeśli nie były one tylko jednostronne, to tym lepiej. Nie przeszkadzało mu gadanie non stop i samodzielne zagadywanie rozmówcy, ale czasem miło było przystanąć i zastanowić się nad samym sobą.
- Rany, gdybyś była moją siostrą, moi rodzice zdecydowanie przykleiliby ci łatkę ulubionego dziecka-… podziwiam zapał, naprawdę! – zażartował w kwestii rodzeństwa, doskonale wiedząc, że jego rodzina potrafiła być istnym wrzodem na tyłku jeśli chodziło o oceny. Niemniej nie czuł zazdrości względem Nessy, a szczerze się cieszył, że miała w sobie na tyle samozaparcia i siły, by brnąć przez te wszystkie nudne lektury i poszerzać swój wachlarz umiejętności. Takie cechy wymagały docenienia. – Mefi sam się zgłosił na korepetytora. Neirin też obiecał pomóc mi w Opiece nad Magicznymi Stworzeniami. Zobaczymy co z tego będzie~! A my może jeszcze kiedyś odhaczymy transmutację. Chciałbym się w niej doszkolić, a słyszałem, że świetnie sobie z nią radzisz. Ale tak, to nie teraz, a w przyszłości. Dzisiaj chciałbym ujarzmić muzykę! – powiedział z uśmiechem, gotowy do lekcji. – Zaczynam studia. – wyprężył się dumnie, jakby cieszył go sam fakt, że zdał te potworne owutemy i dopuszczono go na wyższy szczebel. – Mam nadzieję, że nie będzie tak źle. Szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać! W końcu trochę więcej luzu. Będę mógł wychodzić na spacery do Londynu, kiedy tylko zechcę! – wydawał się rozkosznie ucieszony perspektywą spędzania czasu wedle własnego uznania. A później tylko chętniej parskał śmiechem.
- Uważałbym się za sporego szczęściarza, gdyby naprawdę przyszło mi przez cały tydzień codziennie odhaczać randkę. Siedem dni kolacji, spacerów i rozmów… aż mi teraz szkoda, że to tylko głupi zakład o byle materac w kształcie jednorożca-… to brzmi już zdecydowanie mniej romantycznie, prawda? – zaśmiał się szczerze, przysłaniając usta dłonią. No, wydało się, że to potworna durnota. Z drugiej strony czego innego można było się spodziewać po tej trójce Puchonów? Przecież nie zorganizowaliby sobie konkursu wiedzy z dziedziny Historii Magii… - Tak, trzymamy się blisko. – odparł bez zawahania. Jakby nie patrzeć bardzo blisko, skoro przez ostatni czas zdarzyło im się nawet ze sobą spać w trójkę w jednym łóżku. Przylepy. – Taaak… Neirin jest bardzo barwną osobowością. – zaśmiał się na wspomnienie wszystkich dziwactw, które robił rudzielec. – A Jack… jeśli chcesz mogę mu o Tobie przypomnieć. Jestem pewny, że będzie chciał spróbować tego arbuzowego drinka. – szczególnie, jeśli powiesz, że oba kieliszki szłyby na koszt Nessy…
Ucieszył się, że dziewczynie zasmakowała zimna przekąska, którą jej sprezentował, choć szybko wróciło mu na twarzy najczystsze skupienie. Nie był aż tak dobry w interpretowaniu sztuki. Jego arcydzieła były raczej… lekkie. Karykaturalne, niezbyt ładne. Lubił się śmiać i żartować, toteż podobną manierę przelewał w swoich pracach, raczej nie kusząc się o dodanie im drugiego dna.
- Myślę, że z obrazami idzie ci równie dobrze. Wydaję mi się, że ogólnie masz sporą wrażliwość na sztukę. Jakby nie patrzeć mnie nie przeszło przez głowę, żeby przyrównać ten obraz do ludzkich osobowości… to już chyba za wysoki poziom interpretacyjny jak dla mnie. – zaśmiał się, samego siebie nieco ganiąc.
Skrzypce wydały mu się niesamowicie eleganckie i… drogie. Dziewczyna z pewnością nie brała pierwszego lepszego instrumentu z półki, a przykładała dużą wagę do tego, w jaki sposób miał się prezentować. Z pozycji Liama póki co cacko wydawało się po prostu prześlicznie ozdobione. Zapewne gdyby wiedział też o innych funkcjach jakie spełniał dobór drewna, byłby w jeszcze większym zachwycie.
- Rany są takie ładne, że boję się je wziąć do ręki… - zaśmiał się, a później wstał, gotów do pierwszych instrukcji. – Absolutnie mi nie przeszkadza. – uśmiechnął się. Był małym fanem mugolskiej kultury. Fascynowała go. – Hm… myślę, że sporo zależy od tego jak będę się czuł z tym instrumentem. Kto wie.. może spodoba mi się na tyle, że poczuję ambicję, żeby zostać nowym wirtuozem…? – oczywiście nie minęła chwila, a zbył wszystko śmiechem. Raczej nie dorówna komuś, kto gra na skrzypcach od maleńkości, ale… gdyby mu się faktycznie spodobało, to czemu nie kontynuować nauki?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1086
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1082
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Pokój wspólny   Wto 21 Sie - 20:49

Nessa była przykładem osoby nazbyt ambitnej, lekceważącej własne zdrowie dla książek, ocen i własnej wiedzy. Czuła się źle, gdy nie znała odpowiedzi na pytanie albo nie potrafiła pomóc jakiemuś uczniowi ze szkoły. Może było tak dlatego, że teoretycznie przyszłość miała ustaloną od małego, a jednak ciągnęło ją tak wiele innych dziedzin... Lance przez cały okres nauki w Hogwarcie żyła książkami, praktycznie nie spotykając się z ludźmi, skupiając się na własnym rozwoju. Muzyka, oceny, zajęcia dodatkowe i okazjonalne spotkania z Beatrice, Blaith, Heaven czy innym Dearem były jej jedynym zajęciem. No, jeszcze był Caesar, który w pewien sposób zawsze się nią opiekował i miał na nią oko. Wszystko zmieniło się podczas wakacji, zaraz przed rozpoczęciem studiów. Dlatego rudowłosa miała takie braki w stosunkach międzyludzkich i nie rozumiała postępowania ludzi, stąd też zdarzało się, że jej zachowania uznawane były za dziwne. Westchnęła cicho, przeżuwając liść i przekładając go na drugą stronę policzka. Gorzkawy smak niemalże nie wadził, zdążyła się już do niego przyzwyczaić. Zawiesiła na nim spojrzenie, pozwalając sobie na zlustrowanie twarzy puchona z towarzyszącym temu uśmiechem. Wydawał się zachęcony jej pytaniami, a to sprawiało, że miała ochotę zadać ich jeszcze więcej. Wolała słuchać niż mówić, chociaż większych problemów z konwersacją nigdy nie miała.
— Nie sądzę, jesteś zdecydowanie bardziej uroczy ode mnie. — odpowiedziała automatycznie, wzruszając ramionami. Liam miał w sobie coś niezwykle słodkie, dającego mu tytuł "idealnego braciszka" w głowie ślizgonki. Nie dziwiła się wcale Mefowi, że chciał go za wszelką cenę chronić, zwłaszcza po tym, jak widziała, w co zmienia się bogin borsuka. Nie przerywała mu jednak dalej, pozwalając, aby spokojnie zakończył wypowiedź. Każde słowo chłopaka poszerzało uśmiech na jej twarzy,a w oczach pojawił się niemalże chochliczy błysk. Nie wiedziała, że Pan wilkołak "nie wiem co zrobić z Liamem" w końcu się ruszył, a nawet wykorzystał pomysł na korepetycje. Każdy pretekst był dobry, aby spędzić czas i dać się lepiej poznać drugiej osobie. Zagryzła dolną wargę, uśmiechając się pod nosem i kiwając głową na jego słowa.
— Dziękuje skarbie, jednak nadal wiele mi brakuje. Wiesz, zawsze możesz na mnie liczyć — napisz tylko, a pomogę Ci ze wszystkim. No prawie, jestem dość słaba z run i bardzo przeciętna z zielarstwa. — przerwała, unosząc dłonie w obronnym geście. Obydwa przedmioty były jej piętą achillesową, do której na szczęście umiała się przyznać. Roześmiała się cicho na stwierdzenie o ujarzmieniu muzyki, unosząc dłoń i mimowolnie klepiąc go po ramieniu. Dla niej takie gesty były czymś naturalnym, nie była wstydliwa i w większości z nich nie widziała absolutnie nic złego. Tylko ludzie robili jakieś tabu ze spania z kimś czy przytulania się. — Mhm, zrobię z Ciebie skrzypka! O, studia! Gratuluję zdania Owuetmów! Jesteś zadowolony z wyników? Teoretycznie więcej luzu, praktycznie, jeśli chcesz coś osiągnąć, znacznie więcej samozaparcia. Swoją drogą, czego będzie uczył Cię mój ulubiony wąż?
Zakończyła, cofają dłoń i odgarniając kosmyk włosów za ucho, przekręcając głowę w bok i posyłając mu pytające, widocznie zainteresowane spojrzenie. Studia faktycznie dawały bądź dużo wolności i możliwości, a jednak ludzie, którzy nie potrafili się opanować — niewiele z nich wynosili w gruncie rzeczy, jedynie przedłużając sobie młodość.
Zamrugała kilkakrotnie, krzyżując ręce pod biustem. Materac w kształcie jednorożca nadal brzmiał dla Nessy bardzo zachęcająco, więc doskonale rozumiała, dlaczego się zgodził.

— Sama bym chciała taki materac! Ma kolorową grzywę...? Chociaż nie zrobiłabym z niego najlepszego użytku, to nadal świetnie musi się prezentować. Wygrałeś, chociaż, elegancki borsuku? — odparła z zaintrygowaniem, starając się wyobrazić sobie najpiękniejszy, dmuchany materac w kształcie konia z rogiem na środku czoła, jaki mogła. Z pewnością w wydaniu ślizgonki miał bujną, barwną grzywę. Musiała przyznać, że słuchało się go naprawdę dobrze, więc dziewczyna nadal mu nie przerywała, uśmiechając się na wzmiankę o znajomych puchonach. Dobrze, że miał bliskich przyjaciół i kogoś, kto się nim opiekuję. Neirin pomimo braków związanych z emocjami wydawał się jej odpowiedzialny i troskliwy, a Jack.. Jack ją zawsze intrygował. Był naprawdę nieprzewidywalnym borsukiem, miał w sobie jakąś dzikość i był znacznie trudniejszy w obchodzeniu się niż Neirin. I w ogóle miała wrażenie, że nawet jej nie lubił.
— To dobrze. Takie szkolne przyjaźnie są ponoć na całe życie. Tak! Ciesze się, że miałam okazję z nim porozmawiać. Mam nadzieję, że uda mi się go wyciągnąć na jakieś zajęcia z ONMS albo może do mugolskiego Zoo! Zawsze tam chciałam iść, a nigdy nie miałam okazji. Podziwiam go za pasję, którą ma do magicznych stworzeń. Teoretycznie nie reaguje emocjonalnie, ale oczy zawsze mu błyszczą, gdy mówi o zwierzętach. Tak samo było z Ayase. — teraz ona nieco się rozgadała, przypominając sobie spotkanie z puchonem w bibliotece, któremu towarzyszył wąż. Uśmiechnęła się pod nosem, mając nadzieję, że znalazł książkę, której szukał i będzie mógł spełnić swoje marzenie o zrozumieniu podopiecznej. Roześmiała się, kręcąc głową na wzmiankę o Momencie. — Mam wrażenie, że on niezbyt za mną przepada. W ogóle, za kobietami. Obiecałam sobie jednak, że go na tego drinka w jakiś sposób wyciągnę. Strasznie cenie sobie ludzi oryginalnych, którzy mają kolor. Szarość mnie nie interesuję.
Dokończyła z delikatnym wzruszeniem ramion, posyłając mu delikatny uśmiech. Nie była typem dziewczyny, która wstydziła się gdzieś kogoś zaprosić, złapać za rękę, porwać albo postawić drinka. Nie miała różowych policzków i ataków jąkania się podczas rozmów sam-na-sam z płcią przeciwną. Może dlatego, że uważała się za personę aseksualną i niebędącą w stanie absolutnie nikogo zainteresować?
Przyglądała mu się z podłogi, czekając, aż weźmie instrument do rąk. Faktycznie, przez to, że była Lanceleyem i jej rodzina od pokoleń zajmowała się instrumentami, miała dostęp do najlepszego drewna czy strun, a także grono osób, które mogły jej w tym doradzić. Skrzypce, które ze sobą wzięła, były dla niej szczególne — ojciec zrobił je specjalnie dla niej na urodziny, kilka lat temu, gdy jeszcze była w Hogwarcie. Nie mogłaby jednak trzymać ich tylko dla siebie. Instrument był zbyt wyjątkowy. Dopracowany, lekki, nastrojony.

— Śmiało. Musisz się z nimi poznać, żeby na nich grać. Po to zostały stworzone, aby ręce nadały im mocy i z ich pomocą mogły wydać z siebie melodię, która obudzi w ludziach uśmiech. — westchnęła cicho, wstając i opierając dłonie na biodrach. Śledziła jego ruchy wzrokiem, dochodząc do wniosku, że we fraku i ze skrzypcami wygląda bardzo porządnie i przyzwoicie. Z pewnością żadna panna bądź kawaler by mu nie odmówiła. Ruchem dłoni zgarnęła włosy na plecy, podchodząc bliżej. Bezceremonialnie dotknęła rękoma jego pleców, prostując je. Obeszła go dookoła, stając przed nim i poprawiając instrument na jego ramieniu. Bezwstydnie ustawiała jego palce, dłonie i policzek, starając się uzyskać jak najlepsze położenie.
— Może być Ci niezbyt wygodnie z początku, ciało musi przywyknąć. Ręce szybko cierpną. Wygodnie Ci? Możesz trochę obniżyć palce przy końcu skrzypiec.— zaczęła ze spokojem, schylając się i podnosząc smyczek, który wsunęła mu do drugiej dłoni, zaciskając ją nim dla zachęty. — Nie bój się nim operować, nie możesz mieć sztywnego nadgarstka. Nawet jeśli dźwięki będą fałszywe i złe, pograj trochę. Przyzwyczaj się.
Zakończyła z delikatnym kiwnięciem głowy jakby na potwierdzenie swoich słów. Cofnęła się, siadając na kanapie i biorąc się za mrożonego arbuza, dając mu trochę czasu. Wpatrywała się w niego z dołu tymi swoimi wielkimi, brązowymi ślepiami.
— Mogę dawać Ci lekcję w trakcie roku szkolnego, jeśli się zaprzyjaźnicie. Możemy też spróbować z fortepianem, altówką, perkusją, jeśli te by Ci nie odpowiadały. Pytanie tylko, czy obudzisz w sobie pasję Liam. Człowiek całe życie się uczy.
Rzuciła jeszcze z delikatnym wzruszeniem ramion, wsuwając sobie mrożonego arbuza do ust i zachęcając go ruchem dłoni do grania. Ze skrzypcami jak z animagią — to wszystko nie było takie proste! Zanim przełknęła mrożony owoc, upewniła się, że liść jest na swoim miejscu.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Pokój wspólny   

Powrót do góry Go down
 

Pokój wspólny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Meksyk
 :: 
Pensjonat
-