Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Jadalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2373
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1632
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Jadalnia   Pon Lip 02 2018, 23:59


Jadalnia

Przestronna, imponująca - oraz otoczona zielenią - nieosłonięta sufitem, wyłącznie zdaje się zapomniana i zwyciężona siłami bujnie porastającej natury. Sklepienie jadalni zostało zabezpieczone poprzez specjalne zaklęcia - dzięki obecnej magii, deszcz nie pada na spożywających posiłki, a podczas niesprzyjającej, bardziej oziębłej aury, nikt nie odczuwa przywołującego dyskomfort zimna. W jadalni zawisnął pozłacany żyrandol, dodatkowo emanujący światłem - podczas dnia, z kolei w nocy - stanowiący razem z lampami umieszczonymi na ścianach jego jedyne źródło.

UWAGA! Z racji istniejących zaburzeń magii przed napisaniem rzuć kostką w odpowiednim temacie.

1 - coś dzieje się niewłaściwego z pobliską magią - niezależnie od aktualnej pogody, krople deszczu upadają z sufitu, tylko i wyłącznie na ciebie; niezależnie od wybranego miejsca. Kończysz z przemokniętą fryzurą oraz ubraniem

2,3,4 - wszystko w porządku, zaklęcie ochronne działa dokładnie tak, jak powinno! Nie musisz się niczym przejmować

5 - jako jedyny, czujesz na sobie lodowaty zryw wiatru. Nie dość, że jest ci zwyczajnie zimno, to jeszcze możesz nabawić się przeziębienia! Rzuć kostką ponownie. Wynik parzysty - nie zachorowałeś. Wynik nieparzysty - rozwija się u ciebie Lebetus, musisz zakupić eliksir pieprzowy u lokalnego sprzedawcy (cena: 20 galeonów). Swoją opłatę uwzględnij tutaj

6 - nie doskwiera tobie tym razem żadna przeciwność losu - można nawet powiedzieć, obecnie jest nastawiony przychylnie - kiedy poszukujesz dla siebie bądź swojej grupy stolika, po drodze znajdujesz porzucone 10 galeonów. Jeśli postanowisz je zatrzymać dla siebie, nikt tego nie zauważy! Swojego zysku nie zapomnij uwzględnić tutaj.

OBRAZ:
 

______________________


chained forever to a world that's departed and silence that speaks so much louder that words
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka, kiedyś Paryż, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 252
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 111
http://www.czarodzieje.org/t14918-curtis-mousseau
http://www.czarodzieje.org/t14966-znajomi-curtisa#398628
http://www.czarodzieje.org/t14965-poczta-curtisa#398627
http://www.czarodzieje.org/t14964-curtis-mousseau#398626




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Pon Sie 06 2018, 21:08

Tak dawno nie widział się ze swoją przyjaciółką Ophe... Zaraz. On za bardzo przyjaźnił się z dziewczynami. Czyżby to nie było jakieś podejrzane? Curtis po prostu chyba bardziej dogadywał się z płcią przeciwną. Zadziwiające, jak człowiek może się zmienić, kiedyś dziewczyny go przerażały, ale wtedy to on był zasmarkanym jedenastolatkiem. Teraz dziewczyny, zmieniły się w kobiety, a on ze zasmarkanego jedenastolatka w mężczyznę. Zdecydowanie.
Wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze za nim wyszedł na spotkanie z uroczą puchonką. Wyglądał lepiej niż parę miesięcy wcześniej, jednakże psychicznie bardzo ubolewał nad tym, że zranił tak wiele osób. Terapia mu pomagała. Jeszcze trochę, a będzie normalnym przystojnym i umięśnionym facetem. Tacy zazwyczaj zyskiwali w oczach pań, która kobieta nie lubi u mężczyzny kaloryfera. Musiał dużo jeść i ćwiczyć; nie mógł jednak przesadzać z treningiem, żeby znowu nie wrócić do choroby. Nieświadomie mógł sobie zrobić krzywdę. Nie zawsze potrafił to kontrolować. Nawyków ciężko się pozbyć.
Szedł jedną z tych meksykańskich dróg, ubrany w białą koszulę, którą podwinął do łokci i krótkich, acz stylowych spodenkach; takich kolorowych. Zatrzymał się na chwile, przypatrując się tutejszym budynkom, straganom i ludziom, ty ostatnim niezbyt długo; nie chciał nikogo sprowokować. Zresztą to niegrzeczne, wpatrywać się w kogoś jak... Tu zabrakło mu słowa, więc szedł dalej. Zrobił ładną rundkę po mieście, a kiedy spojrzał która godzina zaraz to zjawił się w umówione miejsce. Usiadł sobie i wypatrywał swojej koleżanki, przyjaciółki z domu Hegli Hufflepuff. Nadal sądził, że lepiej byłoby mu w czerwonym, mimo że na dupę założył spodenki z przewagą koloru żółtego. Mousseau, ty hipokryto!
To miejsce wydawało mu się jednym z tych przytulnych miejsc. Takie ciepłe, urocze i... Nie musiał się obawiać zakłóceń magicznych. Szczęściarz. Wpatrywał się w wejście do jadalni, wypatrując cierpliwie Pannę Zakrzewski. Niespodziewanie jego uwagę przykuł okropny obraz. Jakiś talerzo-głowa z okiem na środku, które jakby bezczelnie wpatrywało się w ciebie. Poczuł się taki nagi. Nie znał się na obcych cywilizacjach, ale na pewno, jeśliby tak było, przypominałoby mu to kosmitów w jajach z wielką, czerwoną głowo-talerzem na czele.

kostka: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Cannes, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 285
  Liczba postów : 141
http://www.czarodzieje.org/t15512-ophelie-e-zakrzewski#416665
http://www.czarodzieje.org/t15514-ophelie
http://www.czarodzieje.org/t15516-poczta-ophelii
http://www.czarodzieje.org/t15513-ophelie-zakrzewski#416669




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sro Sie 08 2018, 12:41

Przyszła w umówione miejscie i pierwszym, co zauważyła, była przestronność pomieszczenia oraz jego dość nietypowy wygląd - jadalnia nie wyglądała, jakby specjalnie o nią dbano, a wręcz przeciwnie, sprawiała wrażenie zapomnianej. Było to jednak tak niesamowite, że Ophe powoli obróciła się w miejscu, chcąc dokładnie wszystko obejrzeć. W końcu uniosła głowę w górę i oniemiała. Tutaj nie było sufitu! Wraz z żyrandolem wiszącym na jednej z belek, pomieszczenie oświetlały promyki słońca przebijające się przez coś podobnego do bluszczu, co robiło za prowizoryczny dach. Z ust dziewczyny wydobyło się ciche "wow" na widok tego wszystkiego, zanim przypomniała sobie, po co tak naprawdę tu przyszła. Opuściła głowę i rozejrzała się, już po chwili znajdując wzrokiem osobę, na której widok jej humor poprawił się jeszcze bardziej.
- Curtis! - pisnęła i ignorując nagły lodowaty zryw wiatru, który na sobie poczuła i który nie wiadomo skąd się wziął, rzuciła się na przyjaciela, ściskając go mocno. Nie dość, że przecież nie widzieli się przez długi czas, to w dodatku nie dostawała od niego żadnych wiadomości i nie wiedziała, co się z nim działo. Teraz na szczęście wszystko zaczynało być tak jak dawniej, a przynajmniej taką dziewczyna miała nadzieję. - Co się z tobą działo przez ten czas? - zadała pytanie, które tak ją nurtowało i jednocześnie zatrzęsła się na skutek zimna. W utrzymaniu ciepła zdecydowanie nie pomagała jej zwiewna sukienka w kwiaty.

Kostka: 5, 5 -> rozwija się u Ophe Lebetus
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 93
  Liczba postów : 26
http://www.czarodzieje.org/t16419-oliver-detras
http://www.czarodzieje.org/t16495-zapraszam-do-olivera
http://www.czarodzieje.org/t16498-hermes#453527
http://www.czarodzieje.org/t16493-oliver-detras




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Wto Sie 14 2018, 17:28

/w innym czasie

Kręcił się po pensjonacie bez celu z książką w ręku. Szukał spokojnego miejsca, w którym mógłby poczytać i uciec na chwilę od ludzi. Miał wrażenie, że znalezienie takowego było wręcz niemożliwe. W pokoju sześć osób, a co za tym idzie - zawsze ktoś się jednak kręcił. Plaża o tej porze zapełniona, a i niektóre miejsca w samym pensjonacie bezczelnie zajęte. Naprawdę tak trudno o chwilę samotności? Miał wrażenie, że zaraz się udusi. Na szczęście nie była to pora posiłków, więc kiedy dostrzegł jadalnie, od razu zapaliła mu się lampka. Sporo miejsca i prawdopodobnie sporo spokoju. Nie było się nad czym zastanawiać. Wszedł do pomieszczenia i usiadł przy stole. Nagle poczuł coś dziwnego i mokrego. Deszcz? Świetnie, żeby człowiek musiał martwić się o warunki pogodowe nawet w pomieszczeniu. Gdzie jego ukochany, mugolski świat, w którym dach nad głową zapewniał mimo wszystko względną suchość? Jedynym od tego wyjątkiem mogła być dziura, którą można było załatać. Co ciekawe w całej reszcie pomieszczenia dalej było sucho. Tylko na niego leciały krople. Bajecznie. Zawahał się. Jeżeli stąd wyjdzie prawdopodobnie nie znajdzie już drugiego takiego cichego miejsca. Z drugiej strony zostać tu i moknąć? Mimo wszystko otworzył książkę i zaczął czytać. To może była trochę dziwna decyzja, ale co tam. Zaczytany nawet nie usłyszał, jak ktoś otwiera drzwi i wchodzi do środka, żeby zburzyć jego ciszę.

@Ezra T. Clarke aż tryska miłością
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1097
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1663
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Wto Sie 14 2018, 19:03

Jeśli Ezra miałby wybrać miejsce, które najbardziej przypadło mu do gustu w pensjonacie, to bez wątpienia byłaby to jadalnia. Nie tylko dlatego, że praktycznie o każdej porze można było tam znaleźć coś do skubnięcia; przyzwyczaił się już do oryginalnego wystroju pensjonatu, ale tutaj wystrój zdecydowanie bił inne miejsca na głowę. Chyba nawet z bardzo prozaicznej przyczyny - to ten nieosłonięty sufit sprawiał, że pomieszczenie nie wydawało się tak przytłaczające. Ezra jednak nie miał zwyczaju jadać w samotności i początkowo swoją zdobycz chciał zanieść do pokoju numer trzy, aby zrobić przyjemność swoim współlokatorkom; właśnie wracał z miasta z wziętymi na wynos churros i wciąż ciepłą rozpuszczoną czekoladą do maczania. Tak naprawdę zainteresował go dziwny dźwięk, który dobiegał z jadalni, jakby coś kapało na posadzkę. Pchnął więc drzwi z ciekawości, w końcu Ezra chwilę temu był na zewnątrz - słoneczko przygrzewało przyjemnie i nie było mowy o żadnym deszczu... A jednak chłopak siedzący przy stoliku ewidentnie mókł. I co najdziwniejsze, zdawało się, że wcale mu to nie przeszkadza, skoro tak beztrosko dalej czytał sobie książkę.
- Och, cholera, dlaczego tu jest tak zimno? - rzucił trochę z pretensją, zamiast się przywitać, i zadrżał mimowolnie. Bardzo przypominało to zakłócenia, które dotykały ich od dawna w Anglii. Tyle że w Meksyku wszystko zdawało się działać idealnie; Ezra dawno nie czuł takiej swobody przy rzucaniu zaklęć, a do dobrego zdecydowanie łatwo się przyzwyczaić. Dlatego teraz niespodziewana przeciwność jeszcze mniej przypadła mu do gustu.
Dopiero teraz spojrzał na chłopaka otwarcie, choć już od momentu postawienia nogi przez próg miał świadomość tego, z kim miał do czynienia. Oliver Detras, być może z własnej niewiedzy, sprowadził na siebie okropnego pecha. Ezra nie lubił być lekceważony, tym bardziej nie w momencie, gdy sam wyciągał do kogoś dłoń z bezinteresowną sympatią, a właśnie takiego afrontu doświadczył ze strony tego chłopaka. I właśnie dlatego, nawet pomimo przeszywającego chłodu, Clarke nie zdecydował się opuścić jadalni. Na jego ustach błąkał się pewny siebie uśmieszek, kiedy z małym szurnięciem odsunął sobie krzesło naprzeciwko Olivera. Na blacie stolika wylądowało pudełko z meksykańskim specjałem z niemym przyzwoleniem na częstowanie się.
- Nie przeszkadzam, prawda? Nie chciałbym się narzucać. Ale skoro nawet deszcz ci nie przeszkadza to chyba w porządku. Jestem mniej denerwujący niż deszcz - zapewnił z promiennym uśmiechem, sięgając w międzyczasie po churros. Kiedy gestykulował, kilka drobnych okruszków i nadmiar cukru pudru przypadkiem posypały się na blat. - Twoja książka nie przemięknie? Co w ogóle czytasz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 93
  Liczba postów : 26
http://www.czarodzieje.org/t16419-oliver-detras
http://www.czarodzieje.org/t16495-zapraszam-do-olivera
http://www.czarodzieje.org/t16498-hermes#453527
http://www.czarodzieje.org/t16493-oliver-detras




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Wto Sie 14 2018, 21:28

Dopiero dobiegający z okolicy względnie znajomy głos krukona uświadomił Oliverowi, że ktoś postanowił zburzyć jego spokój. No tak, ile to mogło trwać, pięć minut, mniej? Na więcej w tym pensjonacie najwidoczniej nie miał co liczyć. Wziął sobie na cel oddalić się w trochę bardziej mugolskie miejsce, znaleźć dostęp do internetu i wyszukać informacje o jakichś pustych, przestrzennych i czystych miejscach. Oczywiście mógłby zaszyć się w jakiejś dziczy, ale siedzenie na brudnej ziemi nie było ciekawą perspektywą. Tutaj było czysto (powiedzmy), trochę chłodniej i w miarę przyjemnie. Może pomijając deszcz. Niestety nie było już dłużej spokojnie, to na pewno. W pierwszej chwili nawet nie podniósł wzroku, licząc, że intruz czym prędzej stąd wyjdzie. Nadzieja jednak jest matką głupich. Do Meksykańskiej kuchni miał ambiwalentny stosunek. Z jednej strony lubił jeść, przepadał za pikantnymi potrawami i doceniał ich miejscowe receptury. Jednak na widok niechlujnych budek, których było tutaj pełno, robiło mu się słabo. Nawet z zewnątrz całość nie prezentowała się estetycznie, wolał sobie nie wyobrażać jakie warunki panują w ukrytej przed klientami kuchni. Zgroza. Właśnie dlatego nie zamierzał częstować się wątpliwym przysmakiem niechcianego towarzysza.
- Mniej? Odważna teza - mruknął pod nosem, w końcu podnosząc wzrok z nad książki i z niezadowoleniem obserwując promienny uśmiech chłopaka, który postanowił mu zepsuć miłą chwilę sam na sam. - Nie wiem, czy to ważne. Po Grecku, więc nie sądzę, żebyś zrozumiał - odparł spokojnie, wzrok jednak wlepiając w okruszki, które upadły na stół i automatycznie rozdrażniły chłopaka. Wstał powoli, znalazł serwetki, które znajdowały się w jadalni i delikatnym gestem zebrał bałagan krukona. Kiedy wszystko było jak należy (nie licząc towarzystwa), Oliver z powrotem usiadł i wlepił wzrok w książkę, mając nadzieje, że Ezra znudzi się i sobie pójdzie.
Nie zawsze separował się od ludzi. Dla niektórych był naprawdę miły. Ciągle nad sobą pracował i uczył się rozmawiać z innymi. Jednak Clarke w jakiś sposób od początku go drażnił swoją otwartością i... sam nie wiedział czym jeszcze. Twarzą? Tonem głosu? Było w nim coś irytującego, dlatego bez wahania przy ich ostatnim spotkaniu go zlekceważył. Czasami zresztą robił to przypadkiem. Jak był zamyślony, miał moment dla siebie - nieświadomie odpychał ludzi i trzymał wyjątkowo mocny dystans.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1097
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1663
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sro Sie 15 2018, 00:57

Jeżeli zgłaszano się na wakacje, a tym samym zgadzano się na zamknięcie się z bardzo dużą grupą młodych ludzi, którzy zazwyczaj mieli do dyspozycji cały zamek, można się było liczyć z niemożliwością spędzenia czasu w samotności. Pensjonat był próba ich tolerancji w stosunku do pozostałych ludzi. Oliver z towarzystwa Ezry mógł zatem wyciągnąć jakąś naukę!
- Pewnie nie, chciałem być uprzejmy, ale ty tego słowa zdecydowanie nie znasz. Ale w porządku, zacznijmy jeszcze raz. Co czytasz? - zapytał ponownie, opatrując to w miły uśmiech. - Szybko przyswajam języki, ale prawda, że jak byliśmy w Grecji, to lepiej wchodziły mi słowa z ulicy... Może jestem za głupi na alfabet, ale treść może załapię. Chyba że to jakiś wielki sekret. Potajemnie uczysz się czarnej magii? - próbował zgadywać. Ezra wcale nie należał do czołowych gaduła Hogwartu i słowotoki w jego wykonaniu były raczej rzadkością. Czasami musiał się jednak przemóc, kiedy trafiał na opornego rozmówcę.
Zagryzając churrosa, uniósł brwi, kiedy Oliver się podniósł; Ezra był już niemalże pewny, że udało mu się przepłoszyć mało rozmownego kolegę i wcale nie napawało go to satysfakcją. Przecież Detras nawet nie pozwolił mu się rozkręcić! Śledził go jednak z uwagą, aż do stolika z serwetkami.
- Nie musisz po mnie sprzątać, sam to zrobię. Jak skończę. Widzisz ile jeszcze ich mam? Zamierzasz chodzić w tę i we w tę za każdym razem, jak coś strącę? - zaśmiał się, wskazując na kompletny brak logiki takiego postępowania. Wyciągnął kolejnego churrosa i tym razem specjalnie postukał w niego palcem, aby strącić małą lawinę. Nie spuszczał wzroku z twarzy Olivera, próbując wyłapać każde nerwowe spięcie; obserwacja była czynnością, którą Ezra całe życie brał sobie do serca. Jeśli rozumiało się mowę ciała rozmówcy, łatwo było sprawić mu jakąś miłą niespodziankę. Lub odnaleźć jakiś słaby punkt. Ezra miał wrażenie, że zupełnym przypadkiem natknął się na to drugie i po prostu chciał sprawdzić teorię. W każdym eksperymencie po wystawieniu tezy należało dokonać próby badawczej.
Ludzie albo z miejsca uwielbiali Ezrę, albo nie mogli znieść jego towarzystwa, a on sam to akceptował, nie mogąc znaleźć nic gorszego od obojętności. Oliver zresztą nie doświadczał prawdziwie złośliwych przytyków ze strony Clarke'a, który jedynie obrał sobie go za tymczasową rozrywkę. Przeczekiwanie było nawet dobrą metodą, o ile było się gotowym na walkę na cierpliwość. Ezra rzeczywiście szybko się nudził, ale tylko po osiągnięciu swojego celu. W innym wypadku potrafił być bardzo uparty. Tak jak teraz, gdy siedział, wbijając intensywne spojrzenie w Olivera i ani myśląc o wyjściu. Choćby od tych zimnych podmuchów miał szczękać zębami.
- Oliver... Ollie. Olive. Jak lubisz, żeby się do ciebie zwracać? Myślę, że to ważna informacja na drodze naszej znajomości. Ja jestem Ezra, już ci się przedstawiałem kiedyś, ale rozumiem, że z wrażenia moją osobą mogłeś nie zapamiętać. - Skinął głową ze zrozumieniem, w tym momencie żałując, że nie zaszedł jeszcze kupić kawy. Kawa dobrze by mu zrobiła...[/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1090
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1720
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sro Sie 15 2018, 23:30

Sytuacja dzieje się w innym czasie i dniu, przepraszamy, potrzebujemy przestrzeni w pensjonacie poza pokojem.

Bridget wydawało się, że w kwestii jej spraw rodzinnych nie może być już gorzej, niż teraz, lecz jak zwykle życie pokazało jej, że jest bardzo naiwną dziewczynką. Spędzała całkiem miłe przedpołudnie, planując późniejsze aktywności, uwzględniając kilka godzin leżenia plackiem na plaży i opalania prawie nagiego ciała, a także napisanie listu do swej rodzicielki, by opowiedzieć jej o tym, co dotychczas się działo.
Teraz jednak rozważała pisanie do matki w ogóle, bowiem sięgnąwszy po wizbooka niecałą godzinę temu, jej koncepcja na cały list uległa diametralnej zmianie. Starała się odciąć od wszelkich plotek, szczególnie tych pisanych w Obserwatorze, lecz mimowolnie włączyła jego najnowszy artykuł, długi czas po premierze. Jego treść niemal dosłownie zmroziła jej w żyłach krew. Czuła w brzuchu prawdziwą sensację, wcale nie związaną z głodem, który odczuwała i właśnie starała się zaspokoić - mieszanka strachu, smutku i złości skutecznie odebrała jej jakiekolwiek chęci do jedzenia. Z otwartymi ustami patrzyła na zapisane w numerze zdania.
To, że napisano o jej domniemanym romansie z Ezrą, nie zrobiło na niej wielkiego wrażenia. I tak nie sądziła, że uda im się to długo utrzymać w tajemnicy. Nawet tu, w Meksyku, od czasu do czasu zdarzało im się znikać ze sobą na dłuższą chwilę i prędzej czy później zbudziłoby to podejrzenia w kilku bardziej ciekawskich głowach. Sprawa, która nią wstrząsnęła, dotyczyła jej siostry. Lotta uciekła z Anglii już kilka miesięcy temu, podobno jakoś zaliczyła egzaminy końcowe - może pocztą, może indywidualnie z profesorami, tego nie wiedziała. Nie miała z nią kontaktu, a wina leżała po obu stronach. Lotta zdecydowała się porzucić swoją rodzinę, samej Bridget zostawiając wyłącznie trzy słowa. "Opiekuj się nimi" - tak wiele od niej wymagała. Nawet nie miała okazji spełnić jej prośby, ponieważ William zabrał dziecko i także zniknął, tym samym zostawiając Hudsonów nie tylko bez informacji, ale również dostępu do wnuka i siostrzeńca. Bridget nie zliczyłaby nocy, podczas których płakała. A teraz?
Lotta siedziała w Londynie. U Caluma Deara.
Bridget cisnęła kromką chleba w talerz, a następnie ukryła twarz w dłoniach. Chciało jej się jednocześnie płakać i krzyczeć, załamać ręce i rzucać przedmiotami o ściany.

kostka: 1

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 93
  Liczba postów : 26
http://www.czarodzieje.org/t16419-oliver-detras
http://www.czarodzieje.org/t16495-zapraszam-do-olivera
http://www.czarodzieje.org/t16498-hermes#453527
http://www.czarodzieje.org/t16493-oliver-detras




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Czw Sie 16 2018, 11:06

Przewrócił oczami. Najwidoczniej krukon nie zamierzał sobie zbyt szybko odpuścić. Oliver w końcu pokazał mu okładkę książki, którą czytał. Ostatnio sporo siedział w filozofii, chociaż nie traktował tej dziedziny zbyt poważnie. Miał wrażenie, że to takie o wszystkim i o niczym, a przede wszystkim bardzo mało praktycznie.
- Zebrane pisma Arystotelesa. Taki mugolski filozof i naukowiec - wytłumaczył spokojnie, bo nie spodziewał się, żeby Ezra wiedział, o co chodzi. W sumie autora doceniał bardziej za naukowe osiągnięcia, ale przekonał się do sięgnięcia po te filozoficzne wywody. W wakacje zdecydowanie częściej wybierał mugolskie książki. Miał naiwną nadzieję, że odpowiedź zakończy rozmowę.
Bycie pedantem bywało bardzo uciążliwe. Nie dlatego, że ciężko było utrzymać porządek. Raczej dlatego, że nikt inny o to nie dbał. Oliver zacisnął żeby, jak Ezra celowo zabrudził stół kolejna porcją okruszków. Nie mógł tak tego zostawić, nie potrafił. To niewątpliwie była obsesja. Nie był w stanie poczuć się dobrze w brudnym, niepoukładanym miejscu. Wszystko musiało być idealnie. Ten pensjonat pod tym względem pozostawial wiele do zyczenia, ale po odkażeniu łóżka i okolicy udało mu sie z tym jakos pogodzić. Jednak nie zamierzał pozostawiać okruszków tuż przed swoim nosem. Znowu poszedł po serwetki, wziął ich więcej, przetarł stół.
- A nie umiesz normalnie trafiać do buzi? To może zjedz na zewnątrz a jadalnie zostaw cywilizowanym osobom - pokręcił głową z niezadowoleniem. Nic go tak nie irytowało jak bałagan. Nawet gadatliwość była lepsza i łatwiej było ją znieść.
Często poprostu nie przywiązywał wagi do ludzi. Nie było to złośliwe, ale bez wątpienia mogło kogoś urazić. Takie rzeczy jak twarz, imię, po prostu osoby - łatwo mu umykały. Jego mózg chyba nie uważał ich za istotne informacje i wypierał je z pamięci. A Oliver nie był z tego powodu specjalnie niezadowolony.
Za zdrobnieniami nie przepadał, więc skrzywił się lekko, kiedy Clarke zaczął kombinować i zmieniać jego imię ja wszelkie sposoby.
- Oliver, po prostu. Ale nie przesadzałbym, z tą ważna informacją. Mhm, coś kojarzę. Nie przywiązuje wagi do przypadkowych imion. Wolę zachować pamięć na istotniejsze rzeczy - podsumował. Mówił do niego, jednak wzrok miał wlepiony głównie w książkę. Za to powoli tracił nadzieję, że chłopak tak po prostu sobie pójdzie. Widocznie bawiło go irytowania innych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1097
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1663
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Pią Sie 17 2018, 18:27

Nie był fanem filozofii - o ile faktycznie kojarzył dosyć podstawowe zagadnienia i pewnie gdyby ktoś go zapytał, nie zrobiłby sobie wstydu, o tyle nie byłby w stanie się zmusić do rozumnego czytania wczesnowiecznych pism w ramach rozrywki. Nie tylko zawarte w nich myśli były trudne, ale również składnia, odbiegająca od współczesnego języka greckiego, wymagała pewnej dozy skupienia. Ciekawe jaką podzielność uwagi miał Oliver...
- Arystoteles? To ten od słów "przyjaciel wszystkich nie jest niczyim przyjacielem" albo "truskawki rosną i pod pokrzywą"? Chociaż to drugie to chyba Szekspir... W każdym razie, wielki człowiek. Ale żeby przebrnąć przez te wszystkie traktaty to chyba trzeba mieć czterdzieści lat. - Posłał chłopakowi oceniająco-badawcze spojrzenie. - Nie wyglądasz na czterdzieści lat. Więc naprawdę to najlepsza rozrywka, jaką potrafisz znaleźć w Meksyku? - Bynajmniej nie chciał Oliverowi sugerować, że był nudny... ale na to się na razie zapowiadało. Ezra oczywiście szanował każdą wiedzę, imponowała mu wiedza nawet z dziedzin bardzo mu odległych, tyle że lubił, kiedy chodziła ona w parze z towarzyską osobowością.
Potrafił zrozumieć pedantyzm - no, do pewnego stopnia. Ezra nie wysłałby pracy, na której rozmazał się atrament (chyba że chciałby zamanifestować w ten sposób lekceważenie w stosunku do przedmiotu lub nauczyciela) i bez powodu nie wyszedłby z mieszkania w niedopasowanych lub pogniecionych ubraniach (co się z nimi działo w trakcie dnia, to już była inna sprawa). Jednak to, w jaki sposób zachowywał się Oliver, było dla Krukona niezbyt zrozumiałe. To nie tak, że siedzieli w jakimś bałaganie albo zarastali brudem.
- Może jeszcze powinienem wziąć widelec i nóż. I rozłożyć serwetkę na kolanach. A drugą włożyć za kołnierz - parsknął z mały szyderstwem i dając towarzyszowi jasny sygnał, że nie miał zamiaru robić żadnej z tych rzeczy. I wcale nie uważał, że daleko mu było do cywilizowanej osoby.
Najwyraźniej Oliver nie otrzymał jeszcze ważnej lekcji od życia - czasami lepiej było zaśmiecić sobie trochę umysłu imionami i banalnymi ciekawostkami na temat ludzi niż pięknie recytować fragmenty filozoficznych traktatów. Dużo więcej dało się zdziałać, kiedy zyskało się już cudzą sympatię.
- Nie chcę kreować się na złego wróżbitę, ale możesz się przejechać na takim podejściu, Ollie - poinformował go z miną osoby bardziej doświadczonej. I oczywiście sam skrupulatnie zapamiętał, aby nie korzystać zbyt często z pełnego imienia kolegi, przynajmniej do momentu, kiedy droczenie się z nim było jeszcze zabawne. - Przy każdym jesteś takim gburkiem, czy mam szczególny zaszczyt?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 983
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 938
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sob Sie 18 2018, 20:03

/do Bri

Te dni wydawały się niekończącą walką z emocjonalną breją, która wtłoczona pod membranę skóry, w gęstą siateczkę żył, przemieniała się niezwykle wolno w truciznę wypalającą pozostałości po sentymentach. Widocznie rzadkie spotkania z Bridget sprawiły, że w egzystencji obu dziewczyn zaczęły nawarstwiać się problemy wszelkiej maści, a szczególnie tych, które nie dawały szansy na wyjście ponad granicę rozmyślań. Żadna jednak o tym nie miała pojęcia, przez co ich rozmowa mogłaby wywołać realny Armagedon.
K u r w a.
Marceline Holmes już – n i g d y – więcej nie weźmie alkoholu do ust.
Głód zaczynał powoli dawać się we znaki rudowłosej istocie, która po wczorajszym wieczorze nie była w stanie wygrzebać się z przyjemnej faktury pościeli. Tequila ukoiła rozkołatane serce, gdy to zabiło szybciej na myśl o dziecku, siostrze (wiadomej, ale nieoczekiwanej); ów informacje wyczytała z listu wysłanego w ostatnich dniach przez seniora Holmes. Czy to miało oznaczać, że Clement do reszty porzuci wspomnienie o córce i zajmie się swoją kochanką? Sama Marce nie brała pod uwagę jego okrucieństwa, tak intensywnie wbijającego od lat nóż między żebra, byle tylko pozostawić głęboką ranę, zapewne nie mającą szansy na zasklepienie. Niemniej, musiała coś zjeść. Zapełnić żołądek, wytrzeźwieć i dojść do siebie, choć nie znała w tej chwili nawet pojęcia czasu, który wydawał się odległą-rozumną. Kolejnym zmartwieniem wydawała się relacja z Danielem Bergmannem, który przez ostatnie tygodnie traktował ją jak powietrze, odbierał resztę nadziei na normalność w relacji, która dostatecznie zakazana – uzależniła Francuzkę.
Porzucił ją; była tego niemal pewna.
Błękitne tęczówki osiadły na Hudson, gdy wreszcie przekroczyła próg jadalni, a następnie wypuściła powietrze ze świstem. Miała nadzieję, że puchonka posiadała choć odrobinę wody, która ukoiłaby zapewne sensacje żołądkowe krukonki, o ile to w ogóle było praktykowane w Meksyku.
- Hej – szepnęła ledwie słyszalnie, kiedy to usiadła na wprost przyjaciółki i uniosła wymownie brew, gdy Merlina ducha winna kanapka wylądowała z impetem na talerzu. - Uch, masz zły humor? – zagaiła, pomimo że głowa zaczynała boleć ją ponad miarę, a do tego powoli odczuwała skutki poprzedniej nocy. Gardło wydawało się być dostatecznie podrażnione, przez co Marce wolała w tym momencie szeptać, nie odzywać się wcale, byle nie odczuwać dyskomfortu wynikającego z przeziębienia(?). - Co się stało?


Kostka: 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1090
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1720
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Nie Sie 19 2018, 16:04

Nie chciało jej się wierzyć, że Lotta była w stanie wrócić do Anglii i zamieszkać w Londynie bez powiadomienia o tym ani jej samej, ani rodziny - a nie zrobiła tego, ponieważ Bridget owe informacje posiadała z wizbooka, z kolei od matki wiedziałaby jeszcze szybciej niż od Lotty, że córa marnotrawna zjawiła się w kraju. Może było to zbyt naiwne z jej strony, wierzyć w to, co pisał Obserwator. Dla wielu były to wyłącznie plotki bez pokrycia, lecz Bridget aż za dobrze wiedziała, że niektóre z informacji, a nawet duża ich część, którą zamieszczał w swoich artykułach naczelny plotkarz Hogwartu, posiadały w sobie więcej niźli wyłącznie ziarnko prawdy. Co więc jeśli ona naprawdę była w mieszkaniu Deara? Czemu tam, a nie na przykład w Dolinie Godryka, gdzie miała cały dom? Dlaczego postanowiła się chować? Czy sądziła, że w ten sposób nie pogorszy i tak słabej sytuacji?
Czuła się po prostu zraniona.
Podniosła wzrok, słysząc kroki tuż obok siebie i jej spojrzenie padło na Marceline. Oblicze Bridget od razu rozjaśniło się nieco, choć rozciągnięte w uśmiechu usta nie były w stanie do końca przyćmić smutku w jej oczach. Cieszyła się jednak, że osobą, która postanowiła zakłócić jej spokój, była właśnie Krukonka. Choć dzieliły razem pokój, ostatnio zdawały się mijać i nie rozmawiać tak często, jak zwykły.
- Hej - przywitała się na wstępie, również mówiąc nieco ściszonym głosem. - Niestety... Trochę mam - zaczęła, chcąc niemalże od razu opowiedzieć jej wszystko, ale to wszystko, co tylko leżało jej na wątrobie. Dostrzegła jednak, że Marcelina sama nie wyglądała zbyt dobrze. Mrużyła nieco oczy, a jej ledwo słyszalna chrypka ewidentnie przeszkadzała jej w głośniejszym mówieniu. - Wszystko Ci opowiem, ale dobrze się czujesz? Wyglądasz trochę niewyraźnie - powiedziała zmartwiona, posyłając jej badawcze spojrzenie pełne troski. - Może chcesz herbaty? - zapytała, gotowa wstać po dzbanek i filiżanki.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 983
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 938
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Nie Sie 19 2018, 22:20

Marceline Holmes żyła w samotni, która coraz bardziej wypalała w niej resztki nikłej potrzeby obcowania wśród ludzi, jak gdyby to wiązała się ze swoistego rodzaju tłumaczeniami, których wcale nie chciała i nie pragnęła. Lawirowała na pograniczu niewiedzy, co doskonale sprawdzało się w relacji z Bridget, bo – czy ona nie teraz potrzebowała najmocniej wsparcie? Gdyby rudowłosa wiedziała o tym, wszystko potoczyłoby się inaczej, a tak(?) – musiały egzystować obok, ale nie ze sobą, co z pewnością utrudniało niemało ich wspólne życie w jednym pokoju. Brak rozmów, a nawet zwykłej chęci wyciągnięcia drugiej strony skutkował dezinformacją, dzięki czemu obie tonęły w gęstwinie myśli, nie dostrzegając przy tym perspektyw na wyjście obronną ręką z zaistniałych sytuacji, choć… Marce wcale nie pragnęła wychodzić z korytarzy niejasności, które tkały w jej umyśle silne nici potwierdzonych przypuszczeń. Była dla niego nikim.
Wzrok krukonki powędrował od razu na twarz Hudson, gdy ta się odezwała i pomimo ogromnego kaca, który wypalał w jej organizmie jakieś chore poczucie zmęczenia, musiała tu zostać i porozmawiać z dziewczyną, oczekując w ten sposób odrobiny prawdy. Chciała pomóc, być podporą i ofiarować ramię, gdyby puchonka preferowała jednak wypłakać się i ulżyć w swoim cierpieniu, które ewidentnie ją trapiło. Francuzka jedynie naiwnie wierzyła, że sprawa nie tyczy się Ezry, bo jeżeli tak to zapewne w tej chwili pędziłaby do niego, niczym szalony hipogryf i stratowałaby go swoją wątłą i dość kruchą sylwetką.
- Nie wiem, ale jeszcze nie umieram – szepnęła cicho, choć ból gardła coraz bardziej zaczynał jej doskwierać, a tym samym każde wypowiadane słowo otulone było swoistego rodzaju skrzekiem. Sądziła, że to typowy objaw na dzień po libacji alkoholowej, ale prawdopodobnie wiązało się to z poważniejszymi aspektami, które tłumiły w Marceline potrzebę wizyty u magomedyka. - Tak, chętnie – skwitowała propozycję i usiadła na wprost Bri, by wsłuchać się w wypowiadane przez nią frazy, nie szukając szansy na wyduszenie z siebie choćby słowa związanego z własnymi zmartwieniami. Oddech dziewczyny spłycił się od razu, a czarne myśli zaczynały tłamsić umysł rudzielca, który coraz bardziej zaczynał martwić się o swoją przyjaciółkę.
Nigdy jej takiej nie widziała.
N i g d y.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1090
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1720
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Pon Sie 20 2018, 18:02

Smutek, który siedział w głębi Bridget, wcale nie był aż tak skrzętnie schowany, jakby chciała. Zorientowała się widząc pełny zmartwienia wzrok Marceline, w odpowiedzi któremu posłała przepraszający uśmiech. Jednocześnie współczuła jej kiepskiego stanu zdrowia. Może dziewczyna się przeziębiła?
- Musiałaś zachorować bardzo niedawno, jeszcze wczoraj czy przedwczoraj nie brzmiałaś w ten sposób - ośmieliła się zauważyć, stawiając przed nią filiżankę z herbatą. Dopiero wtedy ją olśniło. - Ach, to pewnie przez ten festyn! Musiało Cię zawiać albo nieźle popiłaś - rzuciła, nie mogąc zdecydować się między uśmiechem współczucia, a łobuzerstwa. Ona sama festyn bardzo szybko wymazała z głowy, bo umówmy się, że w porównaniu do tego, co wyczytała dzisiejszego poranka o siostrze w Obserwatorze, wielkie wydarzenie towarzyskie w centrum miasteczka nic dla niej nie znaczyło. Zresztą nie bawiła się tak wspaniale, jak sądziła, że mogłaby. Za dużo krzyku, chaosu, uszczerbków na zdrowiu i innych takich.
Zajęła miejsce na krześle, na którym siedziała wcześniej, po czym wsparła brodę na dłoni, opierając łokieć na blacie i westchnęła ciężko. Wzięła w drugą dłoń łyżeczkę i zaczęła nią mieszać we własnej herbacie, zbierając w głowie wszystko to, co chciałaby powiedzieć Marceline.
- Wiem, że nie powinnam, ale otworzyłam dziś na wizbooku ostatni artykuł Obserwatora i... Czytałaś go może? Ja już jakiś czas temu obiecałam sobie, że nie będę się przejmowała pisanymi tam rzeczami, jakkolwiek prawdziwe by nie były - zaczęła, po czym urwała. Nie wiedziała, czy właśnie zrobiony przez nią wstęp nie sprawi, że jej dalszy wywód będzie brzmiał jeszcze bardziej irracjonalnie, niż w pierwotnej wersji. Musiała jednak wyrzucić z siebie to wszystko, niezależnie od tego, jak spojrzy na nią koleżanka i co pomyśli o jej aktualnym zdrowiu psychicznym. - Mniejsza o to, chodzi mi głównie o fakt, że napisano o Lotcie. Na pewno słyszałaś o mojej starszej siostrze, idealna Charlotte Hudson, prefekt Ravenclawu, zaszła w ciążę ze swoim chłopakiem. Urodziła syna, po czym go porzuciła i uciekła z kraju. Pomijam już to, jak w ogóle mogła to zrobić... - znów zawiesiła głos, nie mogąc opanować jego drżenia. Odkaszlnęła krótko, po czym upiła łyk ciepłej herbaty. Niestety była zbyt gorąca i Bridget sparzyła sobie język. To jednak nie powstrzymało jej przed dalszą częścią opowieści. - Obserwator napisał, że wróciła do Anglii - dodała w końcu, podnosząc wzrok znad herbaty i wbijając smutne spojrzenie w piegowatą buzię Marceline. - Dlaczego mi nic nie napisała?

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 93
  Liczba postów : 26
http://www.czarodzieje.org/t16419-oliver-detras
http://www.czarodzieje.org/t16495-zapraszam-do-olivera
http://www.czarodzieje.org/t16498-hermes#453527
http://www.czarodzieje.org/t16493-oliver-detras




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Wto Sie 21 2018, 00:22

Czy Oliver nazwałby siebie nudziarzem? Pewnie nie, w końcu dla niego wszystkie te zainteresowania były szalenie ciekawe i intrygujące. Cały dzień spędzony nad książką kojarzył mu się raczej z dobrą rozrywką, a nie z poczuciem zmarnowania czasu. Jeżeli chodziło o towarzyskość chłopaka to sprawa była dosyć skomplikowana. Wszystko zależało od jego nastroju, no i oczywiście - od osoby, której uwagę miał poświęcić. Ostatnimi czasy potrafił się czuć naprawdę dobrze nawet w większej grupce ludzi. Przeważnie jednak przegrywało to z godzinami spędzonymi na wczytywaniu się w greckie książki, nawet te w najbardziej skomplikowanym wydaniu. Może nawet lepiej, kiedy takie były?
Trudno było ukryć zaskoczenie, że Ezra w ogóle wie, o czym mówi. Przeciętny czarodziej raczej nie słyszał o Arystotelesie, czy Szekspirze, chyba, że na lekcji mugoloznastwa, ale raczej nie zapamiętałby tego na zbyt długo. Widocznie Clarke musiał albo przejawiać spore zainteresowanie tym światem, albo z niego pochodzić.
- Wiesz o czym mówię. Mugolak? - spytał, o dziwo nawet zaciekawiony. Nad tym czy pytanie o pochodzenie było na miejscu oczywiście nawet nie zamierzał się zastanawiać. Po co? - Przyznam, że faktycznie filozofia nie jest najciekawszą dziedziną, jaką mogłem wybrać. Lepsze by było coś z fizyki... ale jeżeli pytasz, czy wolę to, od przesiadywania na plaży, to na ten moment, owszem - potwierdził niezrażony.
Cóż, krukon był przewrażliwiony na tym punkcie. Nie ważne jak bardzo irracjonalne by to było, nawet krzywo ułożona na biurku książka potrafiła wyprowadzić go z równowagi. Dbał o każdy detal i miał prawdziwą obsesję, co było widać po jego otoczeniu, wyglądzie, zachowaniu. Wszystko musiało być jak należy i pewnie wcale nie zraziłoby go jedzenie tej ulicznej przekąski nożem i widelcem. A na pewno dużo mniej, niż takie niezdarne rozrzucanie okruszków.
- Jeżeli nie umiesz sobie poradzić bez sztućców to być może byłoby to jakieś rozwiązanie - podsumował swoje myśli, pilnując wzrokiem, żeby krukon przestał rozprzestrzeniać bałagan, na ich - w tej chwili - wspólnej przestrzeni.
- Dzięki za radę, ale takie przepowiednie zostaw dla siebie - chłopak świetnie zdawał sobie sprawę, że jego ograniczone umiejętności w budowaniu relacji międzyludzkich nie pomogą mu w życiu, ale nie wyglądało, żeby zamierzał coś z tym zrobić. - A ty zawsze jesteś taki irytujący, czy też mam ten wątpliwy zaszczyt?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 983
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 938
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sro Sie 22 2018, 21:27

Czuła go całą sobą.
Smutek przelewał się z postaci Bridget tak intensywnię, że Holmes nie była w stanie przejść obok tego obojętnie, nawet mimo parszywego nastroju i okropnego uczucia, które towarzyszyło jej od chwili przebudzenia. Jak to możliwe, że Lys całował się z Terreyem? Myślała, że chłopak z całą pewnością woli dziewczyny, ale chyba przeoczyła jakiś istotny szczegół… Niemniej!, to Daniel Bergmann był w dużej mierze powodem, dla którego wczorajszego dnia straciła bez pamięci głowę.
- Trochę mnie zawiało, ale fakt – popiłam, mają niesamowitą tequilę! – powiedziała zgodnie z prawdą, choć każde wypowiedziane słowo zadało jej niewyobrażalny ból. Przygryzła nawet policzek ze swoistego rodzaju nerwowością, by ukoić to okropne wrażenie wbijanych szpilek w krtań. Jak to możliwe? Sądziła, że podczas takiej pogody nic nie jest w stanie zaszkodzić zdrowiu, a jednak – widocznie pogoda wcale nie sprzyjała takim wojażom, jakie urządziła sobie szanowna i cichutka Marceline w dniu wczorajszym.
Wizzbook.
Obserwator.
Selma Fairwyn.
Wspomnienia odżyły na samo wspomnienie tego diabelskiego ustrojstwa, które napsuło rudowłosej niemało krwi. Mimowolnie zacisnęła też smukłe palce w piąstki, by zaraz potem skupić się na Hudson. Nie mogła dać po sobie poznać, że ta czarodziejska książka jakkolwiek wpływała na jej świadomość rzeczywistości. Liczyła się jedynie z tym, że w każdym kłamstwie jest ziarenko prawdy, czyż nie?
- Nie czytałam, a co tam napisali? – w pierwszej chwili pomyślała, że został opisany romans Bridget i Ezry, ale z drugiej strony czy to mogło być powodem rozpaczy przyjaciółki? Jeżeli sprawy zaszły jednak za daleko, a ciemnowłosa cierpiała z powodu chłopaka to Francuzka na pewno załatwi honorowo sprawy z Clarkiem! Niech sobie ten przebrzydły krukon nie myśli, że będzie w najlepsze bawił się jej małą, rozkoszną puchonką!
- Tak… Po jej odejściu zaproponowano mi prefekta, ale nie znałam jej – przyznała od razu, a chwilę później ugryzła się w język. I po co o tym mówiła? Głupia. Jęknęła w momencie, gdy usłyszała dalszą część wypowiedzi, jak gdyby nie rozumiejąc żalu. Owszem, było to nieodpowiedzialne i głupie, bo rodzina winna być pierwszą od takich informacji, ale czy powrót nie był istotniejszy od kłótni i pretensji? Sama wielokrotnie uciekała, toteż rozumiała pobudki Charlotte, mimo że wcale się nie znały, ale pojmowała też zamartwianie się Bri, która była niezwykle emocjonalną istotą. - Rozmawiałaś już z siostrą? Napisałaś do niej sowę? Wiadomo dlaczego wróciła? Gdzie się zatrzymała – w domu? – fala pytań, które musiały znaleźć kluczowe odpowiedzi, by Marce była w stanie doradzić cokolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1090
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1720
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Pią Sie 24 2018, 02:20

Większość wydarzeń festiwalu ominęło Bridget, która postanowiła ulotnić się z niego, nie znajdując zbyt wiele frajdy w atrakcjach. Może to i lepiej, bowiem gdyby wiedziała o całuśnej przygodzie Lysandra Zakrzewskiego, byłego naczelnego pogromcy płci pięknej w Hogwarcie, chyba by się już zupełnie załamała i przestałaby spotykać się z chłopakami raz na zawsze. Jeden Ezra mający epizod homoseksualnego związku wystarczył, zmiany orientacji Gryfona chyba by nie przeżyła.
Ze strony Puchonki niezbyt wyrozumiałe było skupianie się wyłącznie na swoich problemach. Wydawało się, że nie dostrzegała zupełnie tego, iż Marceline również była zmartwiona, prawdopodobnie zwalając nietęgą minę na kaca i kiepskie samopoczucie, czy też przeziębienie. Może jednak jeśli zdoła się wygadać, zobaczy, że dziś nie tylko jej przyda się pogawędka?
- Straszne rzeczy... - powiedziała, kręcąc głową na samo wspomnienie. Na moment przygryzła wargę, mieląc w ustach słowa, które chciała wypowiedzieć w następnej kolejności. Starała się, by emocje nie przejęły nad nią góry, by mimo wszystko trzymała nerwy na wodzy - cała ta sytuacja jednak była dla niej bardzo ciężka. Zawsze wydawało jej się, że dobrze zna swoją siostrę i że mają ze sobą bliskie relacje. Zawsze była z nią szczera i nie sądziła, że kiedyś stanie twarzą w twarz z jawnym kłamstwem z jej strony. - Pisali o jej zniknięciu i porzuceniu funkcji prefekta - rzekła normalnym tonem, w żadnym wypadku nie dając Marcelinie do zrozumienia, że mogłaby się czuć źle z powodu przejęcia przez nią tej funkcji. Mimo wszystko cieszyła się z takiego stanu rzeczy - rudowłosa z pewnością zasługiwała na wyróżnienie i chociaż z pozoru wydawała się być lepszym przykładem dla młodszych uczniów, niż młodociana matka. - Podali też informację, że uciekła z Rileyem Fairwynem, co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Dlaczego z nim? Oskarżyli ją o posiadanie romansów na boku. Podważają ojcostwo Williama, rozumiesz? Narobiła takiego bagna... - dodała, po czym ukryła na chwilę twarz w dłoniach, przetwarzając w umyśle wszystkie te fakty i po prostu nie dowierzając. - A teraz podobno mieszka u Caluma Deara. Rozumiesz to? U Caluma Deara - prychnęła. - [b]Tego nie jestem w stanie zrozumieć już w ogóle. Jeszcze jakoś przetrawiłabym myśl, że wróciła, zamieszkała gdzieś sama i boi się do nas odezwać, ale żeby pakować się w łapska tego... - Aż jej zabrakło słów, którymi mogłaby określić postać Krukona. Wiedziała, że kiedyś się przyjaźnili, aż Dear nie dostał jakiegoś okresu i stwierdził, że będzie fajnie, jak zniszczy ich wieloletnią przyjaźń na rzecz jakiegoś widzimisię. Bridget doskonale pamiętała, jak Lotta przeżywała odrzucenie, szczególnie że przyszło w możliwie najgorszym momencie, w którym najbardziej potrzebowała wsparcia bliskich. - Nie wiem, co mam z tym zrobić. Ciągle się waham, czy cokolwiek powinnam, skoro sama z siebie postanowiła milczeć... - rzuciła na koniec i westchnęła ciężko. Liczyła, że Marceline pomoże jej zdecydować, jakie będzie najlepsze wyjście z tej beznadziejnej sytuacji.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 983
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 938
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Nie Sie 26 2018, 22:28

Gdyby Holmes wiedziała, że Bridget nie przypadł do gustu festyn - zapewne ulotniłaby się razem z nią. Nie czuła się tam swobodnie, oczywiście do momentu, w którym nie napisała się chociaż łyka alkoholu, a zaraz potem cały świat stał się dostatecznie folklorystyczny, by zapomnieć o niepotrzebnym dystansie. Ten dopiero wkroczył na tereny umysłu krukonki, gdy dostrzegła jak Terrey całuje Lysandra, co nie przypadło jej do gustu i zmusiło dziewczę do nieoczekiwanej ucieczki. Szkoda tylko, że konsekwencje odczuwała tak intensywnie, jakby co najmniej wypiła o kieliszek lub dwa za dużo, ale co jeśli faktycznie tak było?
Okropne cholerstwo.
Straszne rzeczy?
Marce nigdy nie była w temacie plotek, a już w szczególności od tamtego momentu, gdy wszyscy pisali o romansie Daniela z Selmą, przez co Francuzka musiała raz jeszcze zamknąć swe serce na kogokolwiek, wycofując się i pogrążając we własnych myślach. Teraz nikt nie musiał wrzucać absurdalnych artykułów, wszak Marce doskonale wiedziała jak pewne sprawy się mają i to dlatego przestała reagować na jakiekolwiek sugestie, by w spokoju przeżyć te wakacje, co mogło wydawać się idiotyczne.
- Riley jest dobrym chłopakiem, chyba że się o nią martwisz pod kątem zrobienia jeszcze jakiejś głupoty? – zagaiła, bo było to absurdalnie irracjonalne. Rudowłosa nie miała pojęcia jak wygląda sprawa między Lottą a chłopcami, choć wywnioskowała, że naprawdę siostra Bri może być dość lekkomyślna… Niemniej, nie dała po sobie poznać choćby cienia zszokowania i zniesmaczenia, pragnąc dać młodszej koleżance ogrom wsparcia.
- Ty jej wierzysz? – zapytała w końcu, aczkolwiek nie było to szczególnie delikatne. Musiała jednak wiedzieć przez wzgląd na ewentualne porady,, które wydawać się mogły być nic niewarte, wszak Holmes nie miała rodziny; ojciec trzymał ją na dystans, rodzeństwo nie istniało, a babcia coraz gorzej się czuła. Doświadczenie rudzielca było wręcz absurdalne i niedorzeczne na tle koligacji rodzinnych, niemniej pojmowała iż Bridget przejmuje się tym wszystkim. - Słyszałam, że to straszny kut… – zawiesiła głos, bo przecież Caluma także nie znała, ale pamiętała jak Sanne jej o tym wspominała. Nawet Marceline zaczęła się zastanawiać – dlaczego on. - Nie lubisz go? Pisałaś już do niej? Nie chcesz wrócić wcześniej do Londynu? - gdyby tego potrzebowała, mogła liczyć na krukonkę, która na pewno nie zostawiłaby jej w tej sytuacji samej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1090
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1720
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Sro Sie 29 2018, 01:50

Bridget od dziecka miała wpajane do głowy, że rodzinę stawia się na piedestale - to rodzice i rodzeństwo miało być osobami, za którymi jest się w stanie wskoczyć ogień, które się wspiera, którym można powierzyć swoje największe tajemnice i nie bać się o ich wyjawienie niepożądanym uszom. Coś jednak w tym systemie zawiodło, bowiem w sytuacji największej próby siostry okazały się nie być na tyle blisko, by podzielić trudy codzienności na dwoje i ulżyć sobie nawzajem. Fakt, że Lotta dokonała takiego wyboru bolał Bridget na wiele sposobów. Nie tylko mówiło jej to, że nie była dla niej na tyle ważna, aby dostać bardziej szczegółowe informacje dotyczące jej sytuacji, samopoczucia, planów i kierunku podróży. Dało jej to również znać, że rodzina w pojęciu Lotty była jakimś wyjątkowo dziwnym tworem, skoro porzuciła zarówno rodziców, siostry, a także syna.
- Wiem, że Riley to porządny chłopak - odparła zrezygnowanym tonem. Akurat z faktu, że to akurat on towarzyszył Lotcie, cieszyła się w głębi duszy, bowiem nie podejrzewała go o wspieranie szaleństwa siostry, a raczej o doraźne kojenie jej zszarganych nerwów. Jedyne, co ją martwiło, to to jak ta sytuacja jawiła się w oczach postronnego obserwatora. Czy ktoś stojący z boku, nawet mimo świadomości o jej faktycznych uczuciach względem Williama, nie pomyślałby ani przez sekundę, że definitywnie miała romans z młodym Fairwynem?
Nie. Wszyscy by tak pomyśleli.
- Nie sądzę, że miała z nim romans. Wiem, że się przyjaźnili i podejrzewam, że po prostu towarzyszył jej przez wzgląd na przyjaźń, nie głębsze uczucia. Lotta kochała Willa, widziałam to. Przynajmniej do czasu - powiedziała, wzdychając. Była w naprawdę kiepskim nastroju i niestety nawet rozmowa z Marceliną nie pomagała jej uporządkować myśli. Oparła głowę na dłoni, zatapiając palce w swoje włosy. - Czy go nie lubię? - powtórzyła z niedowierzaniem w głosie, patrząc na Marcelę trochę jak na kosmitkę. - Nie znoszę tego człowieka! Nie chciałabym mieć z nim nigdy do czynienia! Na pewno nie po tym, jak potraktował Lottę. Wiesz, że kiedy powiedziała mu o ciąży, zupełnie się od niej odciął? Tak po prostu zerwał wieloletnie więzy przyjaźni, bo tak - dodała, kręcąc głową z krzywą miną. - Obrzydliwy koleś. I to do niego przyszła... - Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, jak bardzo ją to ubodło. Oczy jej się trochę zaszkliły, lecz ostatecznie przełknęła łzy. Sama nie wiedziała, skąd jeszcze miała tyle siły, by nie rozkleić się na amen. - Nie pisałam, bo nie wiem, czy powinnam. Może lepiej będzie, jak napiszę to mamie? Czy lepiej jej nie pisać? Och, Marceline, nie mam pojęcia, co robić... - zawyła żałośnie.
I jakby na sygnał z sufitu zaczął padać deszcz - prosto na czubek głowy i tak mizernie wyglądającej panny Hudson.
Tylko na nią.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1097
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1663
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Pią Sie 31 2018, 23:25

Zbyt szybko tracił zainteresowanie i uwagę, aby uważać książki za najatrakcyjniejszą formę zdobywania wiedzy. Zdecydowanie za łatwo przychodziło mu odwracanie wzroku od zapisanych stron pergaminu, gdy w zasięgu działo się coś przynajmniej odrobinę bardziej emocjonującego. Raczej należał do typu słuchowców; o wiele łatwiej przyswajał informacje, kiedy ktoś mu je przekazywał, jak choćby szanowne grono pedagogiczne Hogwartu. Zresztą, Clarke starał się unikać zagadnień, które z góry wykluczały możliwość praktyki.
Wzruszył skromnie ramionami, jednak na twarzy odbiło się wyraźne zadowolenie z faktu, że udało mu się (pozytywnie) zaskoczyć drugiego Krukona. Całe szczęście, że Oliver nie rzucił jakimś Anaksagorasem, pozbawiając Ezrę okazji do popisania się. Zazwyczaj Clarke nie lubił chwalić się swoim pochodzeniem; pewien kompleks niższości wywodzący się z dzieciństwa jak rzep uczepił się go pewnie na całe życie. Zazwyczaj więc tylko dawał do zrozumienia, że nie jest osobą czystokrwistą lub że od strony matki ma pochodzenie mugolskie, o ojcu nie wspominając nawet słowem. Istotne było, że żadna z tych opcji nie zakładała kłamstwa - uważał, że posuwanie się do oszustwa na tym polu byłoby zwyczajnie głupie w dobie tak rozwiniętej tolerancji dla mugoli. Skoro więc Oliver nie ubrał pytania w ładne słowa, Ezra był zmuszony do prostego skinienia głową.
- We własnej osobie. Swego czasu chodziłem nawet do mugolskiej szkoły. Chwilę. Chodziłem to duże słowo, bo więcej mnie w niej nie było niż byłem, ale chyba się liczy - zaśmiał się, ciekawy jak długo uda mu się utrzymać zainteresowanie Olivera. Podejrzewał, że straci je tak za... trzy, dwa, jeden... - Fizykę też uważam za nudną - dodał jeszcze, aby rozwiać wątpliwości chłopaka, który oczywiście absolutnie tym zdaniem nie musiał się przejmować. Ezra miał tendencję do komentowania, ale szanował każdą wiedzę. - Jak w ogóle ty to odkryłeś? Świat mugolski, mam na myśli - dopytał jeszcze. Nawet w rękach czystokrwistych czasem przewijały się takie lektury. A Oliver z tym swoim pedantyzmem odrobinę pasował mu do arystokrackiego wychowania. I właśnie ta przypadłość Olivera zainteresowała Ezrę najbardziej. Wspaniałomyślnie przestał - na razie - porządkować przestrzeń na własny sposób (czytaj: brudzić). Nawet pyszne churrosy poszły w zapomnienie!
- I po co być takim niegrzecznym, Ollie? - zatrajkotał z dezaprobatą, ściągając usta. - Musisz często używać chłoszczyścia, nie? Albo żelu antybakteryjnego. Czy jeśli cię dotknę, to stanie się coś bardzo złego? Dostaniesz jakiegoś ataku? - Ręka Clarke'a zawisła w powietrzu jakby w niemej groźbie. Pojedyncze krople, które dotąd atakowały tylko Detrasa, zaczęły uderzać w skórę Ezry. Nie było to zbyt przyjemne w połączeniu z chłodnymi podmuchami, które za to odczuwał Clarke. Koszulka na krótki rękaw była słabym odzieniem w tych warunkach i Ezra podejrzewał, że niedługo będzie trzeba się z tej jadalni wynieść. Nie chciał się pochorować.
- To zależy, w moim odczuciu to jeszcze takie umiarkowane bycie irytującym. Jakbyś nie zauważył, to próbuję się z tobą zaprzyjaźnić. Dałem ci nawet radę. A ty odrzucasz moją wyciągniętą rękę. A jak jestem odrzucany, to swój ból wyrażam denerwowaniem innych. Cieszę się, że to rozumiesz. - Błysnął szeroko zębami i wyciągnął się, aby rzeczywiście poklepać Olivera po ramieniu. A potem tą samą dłonią wziął kolejnego churrosa i z poczuciem spełnienia (nie było nic lepszego od drażnienia przewrażliwionych ludzi. Nic.) czekał na zawał towarzysza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 983
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 938
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Nie Wrz 02 2018, 23:38

Jaka szkoda, że Marceline nie miała pojęcia o istotności takich fraz, przysiąg, wartości(?). Była pogubiona w iluzorycznym świecie obłudy, gdzie to królował fałsz i kłamstwo, bo przecież Clement nie uchodził w towarzystwie za jej ojca, odbierając dziewczynie prawo do tytułowania go tatą, co zapewne będzie robić nowonarodzona córeczka, której Marceline wcale nie chciała poznawać. Owszem, były siostrami, ale wynikało to jedynie z krwi, która tętniła w ich żyłach, bo nici zażyłości stały się dla rudowłosej jedynie wątpliwej jakości aspektem, nieuzasadnioną realizacją widzimisię - niby - dorosłych.
Zatem - czy to był powód, dla którego z trudem pojmowała tok rozumowani Bridget, mimo że cholernie chciała jej pomóc?
- Riley jest... Po prostu inny, tak myślę, ale jestem też pewna, że nie zszargałby imienia twojej siostry z premedytacją, a co za tym idzie - na pewno liczyli się z konsekwencjami - szepnęła ledwie słyszalnie. Nie zamierzała roztrząsać tego tematu, by inni nie dostali powodu do plotek, toteż nachyliła się nad stołem, by wsłuchać się w opowieść koleżanki i zaufać jej bezwarunkowo, jak gdyby nie liczyło się nic ponad wypowiadane sentencje. Hudson lepiej znała swoją siostrę, stąd pomimo emocji, z pewnością lepiej analizowała zaistniałe nieścisłości wynikające z nieoczekiwanego powrotu Lotty.
- Do czasu? - zapytała skonsternowana, bo czy to uczucie nie było trwałe? Wieczne? Holmes postrzegała to w taki sposób, wszak łączyło ich dziecko; nawet jeśli z wpadki to przecież zdecydowali się na założenie rodziny; popełniała błąd układając tak prawdopodobny scenariusz? Niejasne, nierealne, nieutkane prawdą zdarzenia sprawiały, że Marce gubiła się w gąszczu nagromadzonych spraw, irracjonalnie kreując egoistyczną wizję świata.
Podniesiony głos Bri sprowadził krukonkę na ziemię. Cóż ten Calum nabroił, że każda ze znanych jej dziewcząt gardziła tym chłopakiem? Oczywiście, powody ciemnowłosej wydawały się być jasne, ale...
- A może to właśnie jego potrzebowała najbardziej? Wiesz, niektóre uczuciowe sprawy są dość, ekhem... Niepojęte, dlatego tę kwestię powinnaś wyjaśnić z siostrą - dlaczego o n - zaproponowała ze stanowczym naciskiem na ostatni człon wypowiedzi. Dopiero nuta desperacji w głosie przyjaciółki zmusiła Francuzkę do podjęcia pewniejszych i bardziej radykalnych kroków. - Spróbujemy napisać list, to znaczy ty go stworzysz, a ja sprawdzę czy nie nacechowałaś go przypadkiem zbyt dużą falą emocji - rozsądne? Dla Marceline cholernie, dopóki nie dostrzegła chmury, z której lał się gęsty deszcz, wprost na głowę Bridget. - Uspokój się, bo zaraz będziemy mieć kłopoty - rzuciła z nutą rozbawienia, choć do śmiechu wcale jej nie było. W szczególności, gdy dostrzegła ogromną kałużę w obrębie puchonki.
Należało liczyć się z nawrotem zakłóceń?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1090
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1720
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Pon Wrz 03 2018, 14:00

Bridget wierzyła, że Riley nie miał na celu zaszkodzenia jej siostrze, raczej kierował się chęcią pomocy, może czuwania nad nią, gdy była w kiepskim stanie - bo musiała w takim być, skoro jedynym wyjściem wydawało jej się opuszczenie kraju, dziecka, rodziny i swojego chłopaka. To z kolei dawało jej do myślenia, że miała w tym wszystkim również swój udział - dlaczego nie widziała jej wołania o pomoc? Dlaczego nie była przy niej, gdy najwyraźniej tego potrzebowała? Z drugiej strony czemu ona nigdy nie powiedziała, jak naprawdę się czuła i co jej się kręciło po głowie? Bridget w swojej miała wyłącznie mętlik.
- Nie wiem - mruknęła, nieco zbyt mocnym ruchem masując skronie, aż się skrzywiła z bólu, który sama sobie zadała. - Wydawało mi się, że dadzą radę, ale najwyraźniej ich to przerosło. Nie dziwię się w sumie... Ale i tak przykro. William też zniknął, zabrał dziecko i ślad po nich zaginął. Ta sytuacja jest naprawdę... pojebana - wyrzuciła to z siebie w końcu, nawet nie powstrzymując się od używania brzydkich słów, jako że emocje przejmowały nad nią górę.
Ona osobiście nie wiedziała, co Lotta widziała w Dearze. Wielokrotnie słyszała, jak beznadziejnie ją traktował i jak często przekładał swoje prywatne sprawy nad nią, pokazując jej tym samym, że nie znaczyła dla niego tak wiele, jak początkowo utrzymywał. Była w stanie zrozumieć jakąś kwestię przyzwyczajenia do swojej obecności, w końcu tyle lat chodzili razem na zajęcia - lecz czy naprawdę musiała iść akurat do niego po pomoc? Czym na to zasłużył? A czym ona zawiniła, że nie dostąpiła podobnego zaszczytu? Strasznie ją to bolało.
- Bardzo bym chciała wiedzieć, dlaczego on - przyznała, po czym westchnęła z rezygnacją. Wisząca nad nią chmura dobitnie wyrażała jej obecny nastrój. Niestety tym samym zwracała większą uwagę na dziewczęta i ich pochylone sylwetki. Bridget rzuciła spojrzenie na siedzących nieopodal uczniów, wyraźnie rozbawionych i zaintrygowanych tą sytuacją, po czym popatrzyła w oczy przyjaciółce. - Dobrze, tak zróbmy. Bardzo Ci dziękuję Marceline, jesteś najlepsza - powiedziała z prawdziwą wdzięcznością wymalowaną w oczach. Wyciągnęła dłoń, by chwycić jej rękę we własną i pokazać jej, że naprawdę docenia jej pomoc. Niestety kropel spadało coraz więcej i w bardzo szybkim tempie Bridget przemokła do suchej nitki. - Zróbmy to gdzieś indziej, póki nie biją nade mną pioruny - rzekła, po czym wstała, gotowa opuścić pechową jadalnię.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 983
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 938
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Jadalnia   Pią Wrz 07 2018, 10:34

- Powinnaś porozmawiać z Lottą – doradziła bez przekonania, bo cóż mogłaby zdziałać? Prawda była taka, że każdy z nich był dorosły – Bridget, jej siostra, William, Riley, a nawet Marcela, która ze swoimi problemami czuła się jak dziecko we mgle. Lawirowała na pograniczu niesłusznych sytuacji, a to tylko dlatego, że pragnęła zaszczepić w sobie pasję do ewentualnej zmiany drogi życiowej, obrania nowych pasji i poukładania wszystkich spraw. Wymagała jednak od siebie za dużo, bezwarunkowo poświęcając się tym, którzy byli jej faktycznie bliscy.
Błękitne tęczówki osiadły na twarz Hudson, a wargi uniosły się w subtelnym kąciku, byle dodać jej otuchy, jakiegoś niemego wsparcia, którego być może potrzebowała. Najistotniejsze było to, że Francuzka starała się przekazywać to niezwykle szczerze, toteż wierzyła, że puchonka odbierze to wszystko we właściwy sposób.
- A może mu ufa? Wiesz, czasami tak jest, że ludzie się ze sobą kłócą, odchodzą, a potem wracają – powiedziała ze stuprocentowym przekonaniem, wszak sama doświadczyła tego niejednokrotnie. Potrafiła kłócić się z Danielem wielokrotnie, a potem i tak – on – lub – ona – wyciągali do siebie dłoń, by zażegnać wszelkie spory. W tej materii ciemnowłosa nie mogła mieć pewności, czy czasem Lotta nie utrzymywała kontaktów z Calumem, co mogłoby sugerować – dlaczego wybrała właśnie jego.
- W porządku, chodźmy do podcieni – zaproponowała, po czym obie wstały i ruszyły w wyznaczonym przez Holmes kierunku.
Może akurat ten pomysł był naprawdę dobry i mógł cokolwiek pomóc?

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Jadalnia   

Powrót do góry Go down
 

Jadalnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Restauracja i Jadalnia Hotelowa
» Kuchnia i jadalnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Meksyk
 :: 
Pensjonat
-