Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Hamaki na plaży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 901
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1341
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Hamaki na plaży   Pon Cze 18 2018, 12:33


Las hamacas


To miejsce oblegane jest przez ludzi, którzy lubią trochę poleniuchować. Specyficznie porozwieszane w rzędach hamaki są niesamowicie wygodne - można się zdrzemnąć w cieniu liści palm, albo poopalać na przyjemnie grzejącym słońcu. Leżaków jest tutaj mało; najwyraźniej wszyscy chcą się trochę pobujać!


______________________


I am the werewolf, the creature of the night...
But I am also the creature of passion.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 873
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 838
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   Sob Lip 14 2018, 17:41

@Daniel Bergmann

Nowy dzień ledwo, co się zaczął, a Lanceleyówna już była na nogach. Wróciła do pokoju późno w nocy, kręcąc się w nocy po deptaku. Po przespaniu czterech godzin, gdy słońce dopiero co wychyliło się zza horyzontu, jej organizm uznał, że już jest wypoczęty i ruda po cichutku wymknęła się z łóżka. Zgarnęła rzeczy i poszła do łazienki, nie chcąc nikogo budzić ani nikomu ze swoich współlokatorów przeszkadzać. Poranne odświeżenie się zajęło jej mniej niż półgodziny i następnie już szła korytarzem pensjonatu z torbą na ramieniu i podręcznikiem od transmutacji w rękach. Miała naprawdę wyśmienity humor, a perspektywa poznania kolejnych sekretów swojej ulubionej dziedziny magii sprawiała, że delikatny uśmieszek nie schodził z jej ust. Starała się być cichutko, ponieważ większość uczniów i kadry szkolnej jeszcze spała, zresztą, obsługi hotelowej kwadrans po piątej rano też na próżno było szukać. Wyszła z pensjonatu, czując na twarzy chłodniejsze i orzeźwiające, nocne jeszcze powietrze.
Skierowała kroki w stronę wybrzeża, chcąc skorzystać z palm i leżaków, aby poczytać w towarzystwie szumu oceanu oraz w chłodzie morskiej bryzy. Pomimo wczesnej godziny, kilka straganów było otwartych, a przeuroczy sprzedawcy zachęcali do kupna ranne ptaszki, które wyłaniały się ze swoich miejsc zamieszkania i z pełnymi torbami, w strojach plażowych zmierzali w tym samym kierunku, co ona. Nie mogąc się powstrzymać, zrobiła drobne zakupy, które umieściła w przenośnym pudełku chłodzącym, które w ofercie miała pewna babuleńka. Wybrała żółte, chociaż nie miała pojęcia, na jakiej zasadzie to działa bez magii i niby jak bez zaklęcia, schowane wewnątrz śniadanie i napoje miało pozostać zimne. Może to te pioruny w pudełkach, o których wspominał Holden? Będzie musiała go dopytać.
Gdy znalazła się na plaży, ruszyła wzdłuż brzegu, zsuwając ze stóp buty i spacerując po wodzie. Szukała odpowiedniego miejsca, które położone było kawałek za centralną plażą miasta. Na jasnym piasku leżeli już pierwsi turyści, rozkładając swoje rzeczy i dmuchając śmieszne, balonowe dla Nessy zwierzęta. Widziała, jak unoszą się na nich wodzie i bawią się wśród fal. Taki flaming był naprawdę uroczy i gdyby nie to, że łatwo można było się z niego wywalić, sama by takiego sobie sprawiła. Po kilku minutach dostrzegła w końcu słomiane parasole, pod którymi tkwiły leżaki, a zaraz za nimi rozwieszone między palmami hamaki. Skierowała się w stronę tych pierwszych, zsuwając torbę z ramienia i prowiant, kładąc je obok leżanki. Żółte pudełko sprawdzało się doskonale. Buty rzuciła niedbale gdzieś obok. Wyjęła z torby ręcznik w kształcie trójkąta, który przypominał kawałek arbuza i położyła na przedmiocie, rzucając następnie na niego opasłe tomisko, pełne sekretów związanych z transmutacją. Ściągnęła z siebie plażową sukienkę w białym kolorze, pod którą miała oczywiście kostium i przeciągnęła się leniwie, upewniając następnie, że sznurki są odpowiednio mocno zawiązane i zabezpieczone zaklęciem zlepiającym, chociaż i tak pływać nie planowała. Rozsiadła się na leżaku wygodnie, prostując nogi i wypuszczając ze świstem powietrze z ust, przymykając na chwilę oczy. Okulary położyła na stoliku znajdującym się pomiędzy leżankami, z którego środka wychodził parasol. Wyjęła z przenośnej lodówki kubeczek pełen pociętych w prostokątne paluszki owoców — mango, arbuzów, ananasów i o dziwo, zielonego ogórka. Złapała za kawałek tego ostatniego, wsuwając go sobie do ust. Czystą dłonią odgarnęła kosmyki włosów na bok, poprawiając się jeszcze i otwierają książkę. Wybrała rozdział o animagii, szukając jakiś nowych informacji. Wciąż miała kilka pytań, a nie mogła przecież zabrać ze sobą książki wyniesionej z działu zakazanego szkolnej biblioteki, bo jeszcze jakiś nauczyciel by zobaczył. Nie przypuszczała jednak, że o tak wczesnej godzinie kogokolwiek tu spotka. Dzięki temu mogła się uczyć w spokoju, pomimo nie pewnością związanym z wolnym miejscem obok siebie. Już po chwili ruda pogrążyła się w lekturze, konsumując zdrowe i letnie śniadanie. Było cicho, przyjemnie i jeszcze całkiem chłodno.

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2250
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1451
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   Nie Lip 15 2018, 13:27

Smuga tytoniowego dymu ciągnęła się za kroczącą bez skazy pośpiechu sylwetką - z oddaniem mglistego, utrzymanego na smyczy wydechu zwierzęcia. Przenikliwy, wgryzający się zapach - który sukcesywnie uchodził ze źródła rozżarzonej końcówki, nie opuszczał męskiej postaci nawet po wyrzuceniu palącego krawędzie warg niedopałka. Nikotynowy zastrzyk specyficznie orzeźwiał, mile podwyższał bieg znużonego serca. Wszystko - dopiero, powoli - budziło się aktualnie do życia; ulice zostały ukojone spokojem oraz zanikiem gwaru, korytarze oraz pokoje pensjonatu pogrążały się w niezmąconym milczeniu, na złotej, piaszczystej linii wybrzeża zawitało niewiele, spragnionych poranka osób. Nie spodziewał się kogokolwiek z Hogwartu - w zuchwałej myśli, z zadowoleniem organizował dla siebie drobny, samotny spacer przeplatający się z odpoczynkiem; wcześniej - zdołał wyróżnić zapamiętane, dogodne miejsce pełne hamaków i rozłożonych foteli. Nie powinno tam być nikogo - przynajmniej tak, jeszcze przed zagoszczeniem w obranym jako cel punkcie, zdołał uważać mężczyzna. Papierosy ukrywane w kieszeni wygodnych szortów nęciły - powstrzymywał się jednak przed zaczerpnięciem kolejnej porcji; mugole często okazywali beznadziejne podejście do zabijających, jakże szkodliwych! tytoniowych używek. A nigdy, przenigdy nie mógł być pewnym - kogo aktualnie spotyka, kto aktualnie prześwietla jego swym wzrokiem.
Rześkość. Niezdławione przez skwar górującego wśród kompozycji turkusu słońca - powietrze wydawało się czyste i nieduszące; całe szczęście, natrafili na porę nie największej spiekoty osiadającej na meksykańskich terenach - która mogłaby smagać bez przerwy gorącem skórę. Poranna bryza ocierała się o postać mężczyzny, mile pieściła twarz oraz jasnobrązowe, krótkie kosmyki włosów; poruszał się, nieskrępowany, wyzbyty z oficjalności, z rozpiętą hawajską koszulą na krótki rękaw - odsłaniającą częściowo szczupły, nieumięśniony tors.
Nie zabierał ze sobą zbyt wiele - najważniejszym elementem skromnego ekwipunku na plażę, była przeglądana tuż przed przełomem zaśnięcia książka, traktująca o transmutacji - o uzyskaniu symbiozy między trudnymi formułami dziedziny i bezróżdżkowej magii. Spędził ponadto część czasu na przyjemnej lekturze - zerkając ukradkiem przed wyjściem. Na ów moment - poszukiwał dla siebie miejsca, najlepiej kąpiącego się w chłodnych objęciach cienia (niezbyt przepadał za opalaniem się - niemo głosiła o tym dość blada, niepoddawana nadmiernemu działaniu promieni cera).
Zwyczajny poranek.
Stąpał spokojnie, zanim - nastała chwila, w której się zreflektował. Dokładnie, w uściślanym momencie, na jednym z dosyć ustronnych (ulubionych), porozstawianych siedzeń, zdołał wtem dojrzeć jedną ze swych studentek. Nessa Lanceley była rzecz jasna znana - w końcu, należała do jednych z najlepszych oraz najbardziej pilnych podopiecznych mężczyzny. Nie mógł jej zignorować. Nie wypadało - zwłaszcza, skoro już zmierzał łakomy na jedno z pobliskich miejsc, skoro potrafiła kilkukrotnie zostawać po lekcjach oraz podzielić się kolejnymi rozważaniami - nawet, jeśli jego obecność mogła obecnie stać się impulsem do dyskomfortu - niektórzy, niezbyt dobrze znosili niespodziewane zetknięcie się z profesorem (i vice versa).
- Panna Lanceley - przyznał; nie musiał nawet udawać goszczącego w nim aktualnie, serdecznego zdumienia; przywitał się z nią, tonem lekko wybijającym swe brzmienie spod szumu fal oraz rozmów osiadłych dalej turystów.
- Widzę, że zajęty poranek - nadmienił tylko, nienatarczywie dostrzegając (w końcu trudno nie zauważyć tych gabarytów szczegółu), sporej wielkości tomiszcze, jakże niepasujące do drobnej, przyodzianej w urokliwy, strój wakacyjny, miedzianowłosej Ślizgonki.

______________________

» czasami wolę być zupełnie sam, niezdarnie tańczyć na granicy zla «
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 873
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 838
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   Nie Lip 15 2018, 15:42

Westchnęła, przegryzając tym razem arbuza i czystą dłonią przerzucając stronę, pochłaniając z uwagą i ciekawością wymalowaną na drobnej, bladej buzi wiedzę o animagii. Miała wrażenie, że wszystkie księgi dostępne dla ogółu napisane są niezwykle okrężną drogą, a spora ilość tłumaczeń zawierała jakieś sprzeczności. I niby jak ona miała uzyskać dodatkowe informacje? Głupio było jej fatygować któregoś z nauczycieli lub męczyć Marcelinę, która poza nią, była chyba personą oddaną transmutacji najbardziej. Osoby znające tylko program podstawowy wcale by jej nie pomogły. Oczywiście, miała w Meksyku skradzione tomisko, jednak nie była na tyle głupia, by wyciągać je na widok publiczny, nawet jeśli miało zmienioną okładkę i teraz wyglądało jak zbiór opowieści o smokach.
Do jej uszu dobiegły kroki, co sprawiło, że spojrzenie podniosło się znad lektury. Jej twarz rozjaśnił delikatny uśmiech, gdy oczom ukazała się sylwetka znajomego, profesora, jej ub ulubionego w dodatku. Miała nadzieję, że skieruje swe kroki w jej stronę, a wtedy będzie miała okazję skorzystać ze zgromadzonej przez niego wiedzy. Na szczęście Nessa nie była jedną z nieśmiałych i cichych dziewcząt, które wstydziły się przy nim odezwać. Oczywiście, był mężczyzną przystojnym i inteligentnym, jednak nigdy nie spojrzała na niego w sposób taki, jak to kobieta na mężczyznę patrzeć powinna. Pomimo znacznie większego szacunku i uznania, starała się go traktować tak jak wszystkich pozostałych, bardzo nie lubiła robić wyjątków.

— Profesorze Bergmann! Z nieba mi pan spadł. — zaczęła optymistycznie, prostując się i odkładając książkę na kolana, zostawiając ją w spokoju. Zlustrowała go wzrokiem, zatrzymując spojrzenie na jego lekturze, która wywołała na jej twarzy jeszcze większy uśmiech, o ile było to możliwe. Doskonale! Czyli to nie tak, że będzie mu narzucała myślenie o nauce w momencie, gdy powinni odpoczywać i zostawić to na boku. Przekręciła głowę w bok, kiwając z początku głową w odpowiedzi na kolejne słowa mężczyzny. — Wakacje wcale nie zwalniają z edukacji, prawda? Chociaż przyznam, że większość niestety bardzo podczas ich trwania głupieje.. Widzę, że Pan również nie próżnuje?
Kontynuowała, z początku wzruszając ramionami, a następnie krótkim ruchem dłoni wskazując na tomisko. Poprawiła się na leżaku, zerkając jeszcze w dół, aby upewnić się, że jej kostium odpowiednio leży. Był dopasowany do tkwiącego na leżance ręcznika, również w arbuzowy wzór.
Następnie jej orzechowe ślepia znów przesunęły po jego twarzy, przyglądając się, jak wygodnie usadawia się na leżaku obok. Właściwie nawet nie myślała nad tym, co w takiej sytuacji wypadało, a co nie. Jak zawsze, była po prostu Nessą. Więc wyjęła z zakupionej na straganie, przenośnej lodówki, jeszcze jeden kubeczek owoców, a następnie butelkę zimnego, orzeźwiającego piwa, którą wysunęła w jego kierunku z uśmiechem. Byli dorośli, poza szkołą i właściwie nikogo nie powinno obchodzić, co robią w wolnym czasie.

— Chce Pan jedno? Doskonale orzeźwia, jest mieszane z lemoniadą z cytrusów, a przynajmniej tak wnioskuję po etykiecie. Owocami też proszę się częstować, może dzięki temu ja zjem mniej i potem nie zmienię się w jakieś mango... Swoją drogą, jakże zabawne byłoby zaklęcie transmutujące człowieka w jakiś owoc. Jak Pan myśli, jakim by Pan został? — rzuciła z ciekawością, podkurczając nogi i zerkając jeszcze na książkę, z której wystawała zielona zakładka. Wzięła sobie piwo, otwierając je i upijając łyka, wydając z siebie ciche mruknięcie zadowolenia. Co było lepszego do towarzystwa tych świeżych przekąsek.
— Powiem Panu, że skończyłam przerabiać transmutację Elementarną, o której rozmawialiśmy przed końcem roku. To faktycznie cudowny dział, chociaż znacznie bardziej intryguje mnie animagia. Czyżby Pan przymierzał się do korzystania z naszej ulubionej dziedziny magicznej bez patyka?
Dodała jeszcze, łapiąc tym razem za mango. Wiedziała, że dostała małego słowotoku i zasypała go pytaniami, a także błahymi opowiastkami. Cóż jednak poradzić, kiedy naprawdę lubiła z nim rozmawiać i zawsze z podziwem patrzyła na jego zaangażowanie się w próbę wbicia młodzieży czegoś do głowy? Odkąd zaczął uczyć transmutacji, zastępując starego i wrednego Craina, znacznie przyjemniej i chętniej się jej uczyła, wcale się już nie hamując. Zachęty Daniela działały skutecznie. Żałowała tylko, że nie był on opiekunem jej domu. On przynajmniej wyglądał na zadowolonego, a nie rozbawionego faktem, że chwilę po szóstej, ona siedziała z nosem w książkach.

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2250
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1451
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   Sro Lip 18 2018, 23:41

Spadł z nieba? -
- oraz zatrzymał się, aktualnie w połowie drogi, w stronę piekielnych czeluści? Z całą pewnością - ugryzłby ironicznie tę kwestię - przez większość czasu, w wypowiadanych żartach, posługiwał się właśnie ironią. Nie chciał jednakże, broń Merlinie! zostać źle odebranym przez Nessę; inną pozostawała natura, innym wizerunek nauczyciela, prezentowany w spojrzeniach innych. Z wyżej wymienionego względu, wielokrotnie wybierał złoto tajemniczego milczenia - w opiniach wielu był raczej człowiekiem skrytym, skrywającym się za kotarą niedomówień, precyzyjnie układającym słowa - nigdy w nadmiarze, wyłącznie w niezbędnej do utworzenia przekazu liczbie. Z tego powodu stanowił swoisty kontrast dla panny Lanceley, ewidentnie rozmownej, zasypującej mężczyznę obecnie lawiną wieści - których cierpliwie słuchał.
- Ten moment nazwałbym odpoczynkiem - przyznał swojej studentce z uśmiechem; trudno zaprzeczyć, jako opiekun potrafił utonąć wśród obowiązków - nie wszyscy byli rozważni, nie wszyscy spełniali treści porozstawianych ustaleń. Podróż na tereny Meksyku nie mogła stać się chaosem; Hogwart gwarantował bezpieczeństwo zarówno dla młodszych jak starszych swych wychowanków - on z kolei, stanowił jedno z uosobień nadmienionego bezpieczeństwa. Chwilowo, był w stanie pozwolić sobie na wyskok prosto w ramiona relaksu. Chwilowo. O zgrozo - brzmiało to dość okrutnie.
- Nie, dziękuję - zrezygnował z jej propozycji; w dodatku, preferował prawdziwe piwo, bez żadnych, przesładzających dodatków. Jakkolwiek z Nessą rozmawiał częściej niż z resztą szarych studentów, jakkolwiek oboje byli dorośli - nie dało się zanegować - tak, mimo wszystko, w oczach przypadkowego przechodnia z Hogwartu, mogliby wypaść niezręcznie. Chcąc nie chcąc, musiał zachować dystans.
Jakim owocem?
Cudaczne pytanie.
- Wilczą jagodą - zażartował posępnie - zdaniem niektórych uczniów. - Cóż, teraz wyszło poczucie humoru mężczyzny, wstąpiło na dzienne światło. Był nieco zdziwiony gwałtownym podejściem Lanceley oraz zlustrowaniem dzierżonego tytułu; z drugiej strony - przesadne ukrywanie lektury również nie pozostało wskazane. Owszem, interesował się transmutacją uciekającą od różdżki, niemniej - w innych względach, niż zakładały jej podejrzenia. Nie przymierzał się. Umiał (chociaż - zachowywał dla siebie). Daniel Bergmann nie przepadał opowiadać w swoim temacie zbyt wiele - wobec tego, wiele spraw chował skrzętnie za taflą zasłony milczenia. Tym razem również chciał wybrnąć - z gracją, na ile będzie potrafił.
- Przeglądam różne tytuły, aby mieć pogląd na aktualne zbiory osiągnięć - oznajmił, skądinąd szczerze - rzeczywiście wypełniał tego rodzaju praktyki. - Umiejętności to inna sprawa - dodał niejasno; tym samym zamknął (miał nadzieję?) tę kwestię. Zaintrygował się niemniej jednak czymś innym - nie transmutacją elementarną, lecz kwestią poruszenia przez Lanceley animagii. Mężczyzna miał o niej - w końcu - świetne pojęcie nie tylko w zakresie wiedzy, co również w zakresie posiadanego zbioru doświadczeń; od wielu lat był już w stanie przybierać zwierzęce wcielenie, przedstawiające się w upierzonej sylwetce kruka. Nie poruszał z nią - dotąd - owego tematu. Specjalnie odczekał na moment ciszy, kiedy dziewczyna skończyła długi szlak wypowiedzi.
- Animagia? W zakresie czysto teoretycznym - z zaciekawieniem drążył - czy w ramach bardziej konkretnych planów?

______________________

» czasami wolę być zupełnie sam, niezdarnie tańczyć na granicy zla «
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 873
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 838
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   Pią Lip 20 2018, 18:47

Nie wiedział, że po części miała nadzieję wpaść na niego w najbliższych dniach. Nie wiedział, że miała diabelski plan z wykorzystaniem jego wiedzy i inteligencji do własnych celów, zupełnie jakby jego słowo miało być przypieczętowaniem mądrości lub głupot wyczytanych w książkach. Ich projekt wolno ruszał, a Lanceleyówna chciała się upewnić odnośnie do ewentualnych konsekwencji w przypadku niepowodzeń. Kto był do tego lepszy niż poczciwy Bergmann?
Nie był prostym w obyciu nauczycielem, a jednak jego fascynacja transmutacją i sposób przekazywania wiedzy od pierwszych zajęć całkowicie Nesse kupiły. Był skryty, małomówny i na pozór chłodny, ciężko było z nim prowadzić żywszą konwersację. Posiadał jednak inteligencję i wrodzony talent, a informację przekazywał konkretnie i prosto, tak, aby każdy był w stanie zrozumieć. Nie wywyższał też swojego przedmiotu ponad inne, nie wymagał samych wybitnych, chociaż osoby zaangażowane zawsze wspierał i zadawał dodatkowe pracy, które dodatkowo mogły wpłynąć na potencjał. Wiedział, że nie chciał źle i nie zamierzał być wobec niej złośliwy. Taki był po prostu — on i jego sposób okazywania jakiejkolwiek sympatii. Sporo rozmów z nim przeprowadziła, wiele razy pożyczała księgi. Wiedziała, że może na niego liczyć i że będzie dzielnie znosił lawinę pytań.

— Ma Pan rację. — zgodziła się z uśmiechem, odgarniając kosmyk włosów za ucho i sięgając po kawałek mango, który natychmiast spałaszowała. Było doskonałe. Nessa nie miała pojęcia, jakim cudem te wszystkie owoce jeszcze jej nie zbrzydły, skoro spożywała je w liściach hurtowych. Niemniej jednak, spojrzenie orzechowych oczu przesunęło po sylwetce nauczyciela, a następnie skupiło się na twarzy. Wiedziała, że jako jeden z opiekunów licznej grupy, lekko nie miał i pomimo wszystko, zawsze był gdzieś potrzebny. — Jakby Pan zmienił zdanie, to proszę się częstować.
Dodała ze wzruszeniem ramion, przecierając dłoń w ręcznik i otwierając wcześniej wyjęte piwo, którego zrobiła kilka łyków. Było przyjemnie chłodne, orzeźwiające. Sprawiło, że na ciele ślizgonki pojawił się dreszcz, spowodowany niską temperaturą napoju na niemalże pustym żołądku. Zdawała sobie sprawę, że musiał dbać o opinię wśród pozostałych, romans z uczennicą, a nawet samo podejrzenie o niego gwarantowałoby utratą posady i przykrościami w związku z próbą znalezienia nowej pracy. Nie naciskała więc zapytała, jak kultura nakazywała i nie oczekiwała, że zmieni zdanie. Jednak owoce, jak i lodówka, stały otworem. Poprawiła się na leżaku, siadając bokiem i po turecku, przodem do niego. Na swoich nogach położyła opasłe tomisko, stukając w okładkę paznokciami w czerwonym kolorze. Zaśmiała się na jego odpowiedź, kręcąc przecząco głową.
— Myślę, że jest Pan jednym z ciekawszych i bardziej lubianych Profesorów. Niektórzy mają znacznie gorszą opinię na korytarzach. — odparła zgodnie z tym, co słyszała, chociaż nigdy plotkom nie poświęcała większej uwagi. Nie były jej przecież potrzebne do życia. Jednakże Craine czy Fairwyn, oni mogli nazywać się wilczą jagodą. Ona widziała go bardziej w roli kiwi albo grapefruita, jednak jej myśli nie uciekły na zewnątrz, zostając w głowie. — Jest Pan strasznie zaangażowany w swoją pracę. Miło widzieć, że pomimo tak dużych osiągnięć i wiedzy, nadal Pan się kształci. To ciekawy sposób na czary, niewątpliwie praktyczny.
Zakończyła temat faktycznie, spełniając jego ukryte pragnienie, przypieczętowując to kolejnym łykiem napoju. Opuściła głowę w dół, zawieszając spojrzenie na książce. Odstawiła butelkę na stolik, otwierając podręcznik i wertując kartki, ostatecznie zatrzymując się na temacie związanym z animagią. Tak skąpym, zajmującym jedynie trzy strony podstawowych informacji. Nie miała pojęcia, że osoba, której opinii chciała zasięgnąć, w istocie tę sztukę miała opanowaną. Dla Nessy było to jednak wciąż marzenie, do którego realizacji uparcie dążyła. Zaśmiała się cicho na jego słowa, podnosząc nań wzrok i wzruszając ramionami.
— Myślałam o poruszeniu tego tematu na mojej pracy kończącej studia, którą mam nadzieję, będzie Pan recenzował. Niemniej jednak, na razie chciałabym rozszerzyć wiedzę teoretyczną, ale.. — przerwała, wzdychając cicho i odgarniając na plecy kosmyki włosów, obracając książkę przodem do niego tak, że bez problemu mógł zlustrować wzrokiem literki. — Gdybym poprawiła swoje umiejętności, to kto wie. I właśnie, Panie Bergmann! Właśnie dlatego spadł mi Pan z Nieba, bo żadna z książek nie wyraża się jasno, błąkają się i rzucają jakieś sugestie między wierszami.. Jak to jest z tą animagią? Czy faktycznie uwarunkowanie genetyczne jest konieczne tak jak w przypadku metamorfomagi?
Mówiąc, stuknęła palcem w miejsce, gdzie znajdowała się podobna wzmianka, traktująca właśnie o predyspozycjach. No bo na jakiej zasadzie niby sprawdzało się, czy się do tej sztuki człowiek nadaje, czy nie nadaje wcale?

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2250
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1451
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   Nie Lip 22 2018, 20:00

Życie nauczyciela było faszerowane wadami - zwłaszcza nauczyciela pokroju Daniela Bergmanna - pozbawionego jakże wspaniałych powołań wlewania wiedzy (w mniej albo bardziej chłonne) naczynia młodych, kształtujących się jeszcze umysłów. Trudno zaprzeczyć - wyłamywał się ze schematów, nie pasował do układanek stereotypów, był całkowicie i n n y, nawet - jeżeli sprawiał zgoła odmienne wrażenie.
Jednego jednak, nie było w sposób mężczyźnie jakkolwiek odmówić - jego zamiłowanie do transmutacji, życiowa pasja i talent przy wyjaśnianiu zagadnień - były wyzbyte z rys, całkowicie prawdziwe i naturalne. Niestety - pilnowanie hałastry, wytężanie czujności w nakierowanym spojrzeniu, w chmarze niezdolnych do przewidzenia sylwetek - nie było cenioną przezeń, preferowaną czynnością. Dlatego oddychał z ulgą; całe szczęście mógł aktualnie poddać się dotykowi spokoju, był w stanie - bez żadnych przeszkód - otworzyć swój pracujący z intensywnością, wiecznie zajęty umysł. Jego myśli wiły się pośród niezliczonych kół zębatych powiązań - zachodziły na siebie przyczyny oraz przewidywane skutki. Z kolei większość - zdecydowaną większość rozważań zachowywał dla siebie.
Nie lubił, kiedy to ludzie - wiedzieli więcej na jego temat, niż aktualnie powinni.
- Pocieszająca wiadomość. - Uśmiechnął się, delikatnie, lawirował na pograniczu żartu; był oczywiście uświadomiony wobec opinii, wytworzonych wśród grona obecnych uczniów. Patton Craine, drugie transmutacyjne wcielenie - zarządzające lekcjami z nadmienionego przedmiotu - był szorstki, również dla całej kadry. Niektórych rzeczy nietrudno było się w pełni, z uzasadnieniem - domyślić. Słowa Nessy były - tak czy inaczej - niezmiernie miłe oraz (co najważniejsze) zdawały się całkowicie szczere, czyste, niewymuszone. Daniel Bergmann niestety, wciąż twardo stąpał po ziemi. Niektórzy go nie znosili - nielitościwie karał spóźnienia oraz wywoływanie zamętu w czas prowadzonych zajęć. Kiedy jednakże grupa nie weszła mężczyźnie w drogę - on nie poczuwał się również do utrudniania życia. Prosta wymiana. Obopólna korzyść, interes w zamian za inny.
- …uciekający od ignorancji - dopowiedział pannie Lanceley. W rzeczy samej - na pierwszym miejscu nazywał siebie uczonym. Kwestie włączone w program były dla niego błahostką; jako uczony nie znosił okrucieństwa i żałosności - pozostawania w miejscu. Ambicje, nieustanne dążenia w samorozwoju, wypalały jego od środka - dołączając ponadto niezwykłość w przystosowaniu do aktualnych warunków, przybieraniu przeróżnych masek i odpowiednich postaw - uzyskiwało się obraz doskonałego Ślizgona; z całą pewnością zostałby wychowankiem (wzorowym) owego domu w Hogwarcie. Obecna wśród innych krewnych, ciążąca na brzmieniu nazwiska tradycja, wysłała - mimo mieszkania na wyspach - Daniela Bergmanna do Trausnitz.
Animagia była osobie nauczyciela - bliższa - niźli ktokolwiek sądził; niż uważała ona? W jednym z wykładów dogłębniej poruszał jej kwestie, w wolnym czasie wykorzystywał zalety swojej zwierzęcej formy, znanej niektórym uczniom - z całą pewnością nie wszystkim.
- Oczywiście, że nie - wyjaśnił, z pobrzmiewającym w głosie ugruntowaniem pewności. Zdolność przemiany w zwierzę była zdolnością nabytą przez czarodzieja, zdolnością nie dla każdego - aczkolwiek z całkiem odmiennych przyczyn.
- Powiedziałbym raczej - dodał, odrobinę enigmatycznie - potrzebne jest uwarunkowanie psychiczne.
Wiedziała, co miał na myśli?

______________________

» czasami wolę być zupełnie sam, niezdarnie tańczyć na granicy zla «
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 873
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 838
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   Wto Lip 24 2018, 21:00

Dlatego właśnie Lanceley nigdy nie celowała w pozycję nauczyciela, nawet jeśli transmutacje kochała całym sercem. Był to zawód bardzo niewdzięczny i wymagający. Tyle, o ile miała cierpliwość do uczenia jednej czy dwóch osób, starała się je zachęcać i samodzielnie naprowadzać na popełniane błędy, tak była pewna, że z całą grupą by sobie nie poradziła. Zawsze miała więc ogromne pokłady podziwu oraz szacunku do person pokroju Daniela, który poza miłością do wykładanego przedmiotu, przejawiał jeszcze cierpliwość i obiektywizm, którego nie miał Fairwyn. Może nie trzymał się schematów w swoich metodach, ale były one jednak na tyle skuteczne, że zawsze podczas jego zajęć ławki były pełne. Wiedział, że nie każdy uczeń musi być asem, że to nie jego przedmiot dla młodzieży może być najważniejszy.
Kiwnęła głową, na jego krótką, a jakże treściwą odpowiedź, podkreśloną uśmiechem. Sam fakt, że potrafił w taki sposób z nią konwersować, było wystarczającym dowodem, że cenił ją jako ucznia. Nie uśmiechał się przecież do byle kogo. Ruda nie była kimś, kto kłamał. Zawsze wolała brutalną prawdę od słodkiego kłamstwa i tym starała się w życiu kierować. Nikt przecież nie lubił być okłamywany. Dlatego właśnie z jej ust mógł się zawsze liczyć z opinią najprawdziwszą, chociaż niestety ta nie zawsze była miła. W tym przypadku jednak wiedziała, że jej ocenę i tok myślenia w tej sytuacji popiera znaczna większość mieszkańców Hogwartu. W przeciwieństwie do Crainea, Bergmann wydawał się mieć duszę. Traktował kogoś tak, jak on traktował jego.

— Mhmmm. I to nie miało być pocieszające, bo tak po prostu jest, Panie Bergmann.— mruknęła, robiąc kolejny łyk zimnego piwa. Przeniosła spojrzenie z mężczyzny znów na leżące na nogach tomisko, wcześniej posyłając jeszcze krótkie i tęskne spojrzenie w stronę tkwiącego na stoliku kubka z owocami. Może dlatego się tak dogadywała z Danielem? Obydwoje byli ambitni, kochali transmutacje i patrzyli na siebie, jako na osoby oczytane i stworzone do powiększania zdobytej wcześniej wiedzy. Potrzebowali rozwoju, uznając tkwienie w miejscu za coś złego i niezbyt korzystnego. I właśnie dlatego, że był tak dobrym przykładem cech faworyzowanych przez Salazara, nie mogła pogodzić się z myślą, że innymi swego pokroju się nie opiekował.
Nawet nie wiedziała, jak duże miała szczęście. Własne doświadczenia były czymś niezastąpionym, a nauczyciel animagie opanowaną miał do perfekcji. Patrzyła na niego, słuchając i nie wchodząc w słowa, z ciekawością wymalowaną na twarzy i oczach.

— Więc czemu piszą takie głupoty? Niemniej jednak.. Uwarunkowanie psychiczne? Mógłby Pan to nieco rozwinąć? Wydaje mi się, że wiem, o co chodzi, jednak lepiej bym się czuła, znając Pana opinię. — zaczęła, przesuwając dłonią po puklach miedzianych włosów i odgarniając je na plecy. Poprawiła też górę od arbuzowego kostiumu, odstawiając butelkę piwa i łapiąc księgę w dłonie. Zamknęła ją, odkładając na bok. — Czy to prawda, że osobowość oddawać może jedynie zwierzę niemagiczne? A co jeśli dany czarodziej reprezentuje sobą, nie wiem, hipogryfa? Były takie przypadki? W starych podaniach prawiono, że animag zmienia się w swój zwierzęcy totem. Zastanawiał się Pan, jakie stworzenie opiekuje się Panem?
Zakończyła, pozwalając sobie zadać jeszcze kilka pytań. Nadal było wiele rzeczy, które chciała wiedzieć i zweryfikować, zanim podczas najbliższej pełni skorzysta z listka mandragory, przygotowując się do próby transmutacji. Dlatego też nawet we wakacje się uczyła. Miesiąc to było bardzo długo, aby znacznie zwiększyć poziom swojej wiedzy.

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2250
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1451
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   Nie Lip 29 2018, 13:08

Nie przeszkadzał mężczyźnie - zupełnie - poruszony, naukowy temat w obrębie błogiego odpoczynku od pracy. Animagia była bezsprzecznie gałęzią dziedziny, w której posiadał spore zaplecze zarówno w kwestii teorii, jak i warsztatu doświadczeń; przygotował niektórych uczniów, niegdyś - przygotowywał też siebie. Wyraźnie, z ogromu kolekcji wspomnień - potrafił wyłowić to jedno, pierwsze spotkanie ze swoim nauczycielem w Trausnitz. Nie przyznawał się jemu, o swoich wcześniejszych eskapadach w kierunku działu zakazanego (nie tylko w przypadku zaklęć transmutacyjnych, młodość obfitowała w ciekawość; zresztą, nadal pozostał nieopisanie ciekawy, zgłębiałby zakazane zaklęcia - o ile tylko napotkałby sprzyjającą sposobność). Podszedł - w tamtym momencie - podszedł i w końcu wyznał swoje pragnienie nauki - od zawsze zapamiętany był jako ambitny uczeń, wyróżniający się na tle innych - głównie, zwłaszcza przez wzgląd na samą specjalizację placówki. Zdecydowana większość, skupiała się dookoła poznania historii magii; reszta przedmiotów traciła swój rozwijany priorytet. Daniel Bergmann, jednakże, od zawsze w swoich dążeniach bywał nieustępliwy - usłyszał wobec tego odpowiedź
to będzie zależało wyłącznie od ciebie. Na jego twarzy, młodej i nieskażonej siateczką zmarszczek, ówcześnie zagościł uśmiech. Oczywiście, tylko od niego; on z kolei - nigdy się nie poddawał. Identycznie - uwielbiał rozmawiać o transmutacji, niezależnie od pory oraz zstępującego nastroju. Nessa Lanceley imponowała swoim ambitnym podejściem mężczyźnie - tym lepiej, konwersacja w przypadku ponadprogramowych rozterek, stanowiła najczystszą przyjemność. Nie zamieniłby tego czasu na samo - bezczynne, planowane leżenie w schronieniu rzutowanego cienia (nie znosił bezpośredniego, rozgrzanego dotyku promieni słońca).
- Nie mam pojęcia, skąd nabyła pani tę wiedzę - przyznał, zupełnie szczerze; czyżby któreś tomiszcze, chciało złośliwie zmylić osobę, posiadającą sprecyzowane plany nauki? - Niemniej, animagia, w odróżnieniu od metamorfomagii, jest procesem całkowicie nabywanym przez czarodzieja. Każdy kandydat przechodzi przez identyczną, długotrwałą naukę - przypomniał. Nic nie uległo zmianom w tej kwestii - zawsze, niezmiennie wymagała poświęceń, nie tylko w kwestii przetrzymywania liścia, co również - odpowiedniego zaplecza umiejętności.
- Efekty pozostają zależne wyłącznie od niego - dodał. Animagia jednakże, pomimo samego skomplikowania w mniemaniu czarodziejów - transmutacji, słusznie wydawała się niedostępna. Nie była ona - dostępna dla każdego z talentem; nie każdy nauczyciel, wybitny w danej dziedzinie, posiadał zdolność swobodnej przemiany w zwierzę. Zamierzał - o tym wszystkim - Nessie bezzwłocznie przypomnieć; skoro interesowała się daną umiejętnością, powinna znać każdy jej zakamarek, dobre i negatywne efekty, wyrastające przeszkody wymagań, pewnego rodzaju selekcję.  
- Osoba, która ma w planach zostać animagiem, musi odczuwać wyraźną, wewnętrzną potrzebę - spieszył więc z tłumaczeniem uwarunkowania psychicznego, które wydawało się jemu od zawsze, niezaprzeczalnie nadrzędne. - Niektórzy lepiej się czują w zwierzęcej postaci i nawet, zostają w takim wcieleniu do końca swojego życia. Gdybym nazwał to powołaniem, z pewnością nie byłbym w błędzie. Każdy ma własny, nietuzinkowy powód - kontynuował wywód. - Jeśli ktoś chce zostać animagiem dla samego osiągnięcia, nic więcej, nie wróżę mu dobrej przyszłości.
Sam w końcu - miał dosyć introwertyczną, skrytą naturę, preferował uciekanie w samotność; nie byłby w stanie zbyt wiele przebywać w tłumie. Potrzebował pobyć sam - w towarzystwie myśli, ze stłumionymi, wcześniej zgromadzonymi w chaosie pętlami ambiwalentnych emocji. Nie spodziewał się - konkretnie, jaką przybierze postać, aczkolwiek wnoszenie się - ponad przeciętność, tym samym, metaforycznie - opanowanie powietrza - wydawało się od początku przewodzić w życiu mężczyzny.
- Nie znam żadnego animaga, który posiadałby formę magicznego stworzenia - oznajmił po chwili namysłu. - Istnieje sporo teorii, dlaczego konkretnie tak jest. - Lista animagów nie należała do zbytnio obszernych, ponadto - cieszyła się sporym zainteresowaniem ze strony różnych badaczy. Na przestrzeni wieków - usiłowano wyjaśnić w niej absolutnie wszystko.
Zwierzęcy opiekun? Ciekawe.
- Myślę, że już poznałem odpowiedź - odpowiedział (nie)jednoznacznie, z pogodnym wyrazem twarzy oraz mrugnięciem w oczach zabłąkanego refleksu.

______________________

» czasami wolę być zupełnie sam, niezdarnie tańczyć na granicy zla «
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 873
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 838
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   Nie Sie 05 2018, 21:37

Twarz Bergmanna przybrała nieco zamyślony wyraz, a rudzielec przyglądał mu się z zainteresowaniem wymalowanym na własnej. Był człowiekiem zagadką, niewątpliwie ciekawym i dobrym, jednak wciąż zaskakującym. Zastanawiała się, ileż to sekretów skrywa głowa nauczyciela transmutacji i w ogóle, o czym kontempluję, jeśli nie jest aktualnie pogrążony, jeśli chodzi o wykładanej przez siebie dziedziny magicznej? No, teraz był. Uśmiechnęła się pod nosem. Miała wrażenie, że w jego oczach pojawiają się wciąż jeszcze chłopięce, podekscytowane płomyczki, gdy nawiązywał do ich ulubionej tematyki. Pomimo lat doświadczenia i obranego zawodu, nie sprawiał wrażenia człowieka znudzonego bądź zniechęconego. Złapała za kawałek mango, wsuwając sobie owoc do ust i następnie wycierając dłoń o skrawek ręcznika. Czując, jak słodki i orzeźwiający jednocześnie smak rozchodzi się jej w buzi, wydała z siebie ciche mruknięcie zadowolenia. Nawet jeśli była członkiem starego i uznanego rodu, o czystej krwi, to wciąż tak niewiele potrzeba jej było do szczęścia i tak bardzo różniła się od zadufanych przedstawicieli czarodziejskiej arystokracji.
Uśmiech na jego twarzy sprawił, że dziewczyna poczuła się już całkiem swobodnie, a poprzednie wyrzuty sumienia związane z poruszeniem kwestii naukowych na wakacjach, gdzieś zniknęły. Odgarnęła włosy na plecy, zawieszając na nim zaintrygowane i podekscytowane jednocześnie ślepia, które pod wpływem panującego dookoła światła miały przyjemną, karmelową barwę. Kiwnęła głową na jego słowa, utwierdzając się tylko w swoich wcześniejszych przypuszczeniach. Niestety, wiele podręczników i książek, które obowiązywały w szkole, było nieprecyzyjnych. Nie miała w zwyczaju przerywać, więc słuchała uważnie nauczyciela, zapamiętując każde jego słowa, wyłapując najmniejszy nawet gest. Wychodziła z założenia, że ciało i twarz czy oczy mówiły znacznie więcej niż słowa i będzie mogła zorientować się, kiedy faktycznie zacznie działać mu na nerwy w jakikolwiek sposób. Wspominała wcześniej Calumowi o tym, że chciałaby skorzystać z doświadczenia Daniela i jego wiedzy, zanim podejmą się próby i zaczną proces z liściem. Szczęście jej dopisywało, że miała okazję zrobić to tak szybko.

— Podsumowując, Profesorze — każdy ma szanse i może podejść do próby, jednak ostatecznie będą liczyły się także kwalifikację psychiczne, o których Pan wspomniał wcześniej? — rzuciła, sunąc palcem po odłożonej na bok książce, a konkretniej po okładce. To był dobry znak. Wiedziała, że wciąż ma trochę czasu i może jeszcze bardziej się przyłożyć, nawet zarywać noce do doskonalenia swoich umiejętności, a także poszerzania wiedzy z transmutacji. Nie wiedziała przecież, gdzie leży granica. — Zależnie od niego..? Czyli liczy się też siła i charakter?
Wiedziała, że znów go męczy i zasypuje, chciała jednak wiedzieć wszystko i poznać najdrobniejsze nawet ryzyko, zasadę, o której nie mówiły książki. Korzystając z chwili milczenia, schyliła się i wyjęła z leżącej obok leżaka torby pergamin oraz pióro. Ułożyła tomisko na kolanach, umieszczając na nim papier i zabierając się do pisania. Drobna dłoń szybko kreśliła kolejne litery, które jak na warunki — były nadzwyczaj zgrabne. Gdy tylko wrócił do kontynuowania swojej wypowiedzi, zawiesiła na nim spojrzenie, dotykając się piórem po policzku, stukając miękkim puszkiem po wrażliwej, bladej skórze. Powołanie.. Wargi rozdziawiły się jej nieco. Z Nessą było tak, że od kiedy tylko dowiedziała się o możliwości przekształcenia własnego ciała i poznała tajniki transmutacji, od razu to pokochała. Wiedziała, że chce, że musi, że potrzebuje. Nie tyle, ile dla samego osiągnięcia i spełnienia marzenia — chciała też poznać kryjące się w sobie zwierze, a także mieć możliwość zobaczenia świata w jego skórze. Jak bardzo to się różniło? Jak wiele możliwości otwierało? Poczuła, jak serce nieco szybciej kołacze jej w piersi, a na lica wstępuje delikatny rumieniec, który zbyła krótkim, aczkolwiek szczerym uśmiechem. Bardziej martwiła się Calumem.. Zagryzła dolną wargę na chwilę, odwracając wzrok. Musiała się dowiedzieć więcej.
— Rozumiem. Czy w przypadku fałszywego powołania i chęci osiągnięcia. Nie wiem, gdy coś pójdzie nie tak, jak powinno.. Co stanie się z kandydatem? Czy zmiany będą trwałe albo niebezpieczne dla życia i zdrowia? Czy próba przemiany może go zabić, Panie Bergmann? — zapytała spokojnie, chociaż palce zacisnęły się jej na trzymanym przedmiocie. Ona nie bała się ryzyka, chciała tego, musiała to zrobić.. Jednak co z Dearem? Nie był tak dobry w transmutacji, jak powinien. Nie była też pewna, czy animagia faktycznie była dla niego czymś więcej, jak ambicją. Powróciła do niego wzrokiem, gdy się odezwał, kiwając głową. No tak, żmijoptak odpadał.
— Zastanawiał się Pan, jaki byłby Pana magiczny, zwierzęcy opiekun? Chętnie posłuchałabym też kilku teorii, jeśli to nie problem. To interesujące. Jest Pan lepszy od podręcznika!. — zaczęła z entuzjazmem, przenosząc wzrok w dół, prosto na częściowo zapisany pergamin. Znów zaczęła skrobać, podkreślając ważniejsze rzeczy czy wyszczególniając pojęcia, którymi się z nią dzielił. Na jego ostatnie stwierdzenie, gwałtownie podniosła głowę i wlepiła w niego zainteresowane, przypominające dziecięce, oczy.— Byłby Pan sową? A może Orłem? Właściwie, przepraszam, że zapytam, ale niesamowicie mnie to nurtuje, Panie Bergmann — próbował Pan kiedyś sam uzyskać przemianę całkowitą i przejść ostateczną próbę transmutacji?
Dodała, zanim ugryzła się w język. Rzuciła pióro na książkę i złożyła dłonie w przepraszającym geście, posyłając mu pociągłe i intensywne spojrzenie,
— Przepraszam! Nie powinnam być wścibska.

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2250
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1451
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   Wto Sie 07 2018, 09:45

Nie odczuł uporczywego zmęczenia - transmutacja była zbyt różnorodna; zbyt wiele, nieznanych dotąd terenów skomplikowanych zagadnień - oczekiwało na dodatkowe zgłębienie, zbyt wiele zdolności - stawiało wymóg dopracowania, aby pokazać się w pełnej - sobie właściwej krasie. W przypadku samej animagii, Daniel Bergmann absolutnie potrafił - godzinami prowadzić dysputy bez najmniejszego znużenia; była ona przedmiotem również i jego badań - oprócz tego, był doświadczony rzecz jasna w czysto praktycznych aspektach tej niebywałej sztuki.
- Charakter posiada wpływ przede wszystkim na samą przybraną formę - oznajmił. Trudno wyjaśnić jest powołanie - dotyczy osób, niekiedy o skrajnych naturach, trudno nazwać ten impuls, to przekonanie dotyczące nabycia umiejętności, przejścia metamorfozy - odnalezienia się w nowej, trudnej do przewidzenia postaci. Droga każdego animaga, mimo powtarzalności procesów - była wyjątkową pielgrzymką w stronę upragnionego celu - tak samo, jak każdy animag, w człowieczej niepowtarzalności był inny. Z pewnością, najistotniejszą cechą - łączącą każdego kandydata, który mógł odnieść sukces - była determinacja, w podjęciu się żmudnej miejscami pracy oraz solidny warsztat z samej dziedziny przemian. Nie tylko - samego siebie.
- Niekoniecznie zabić - powiedział po chwili. - Nazwałbym zagrożenie gorszym od samej śmierci. - Wyprowadził - stosunkowo zuchwałe stwierdzenie; odnosił niemniej wrażenie bezsprzecznej prawdy w pobrzmiewających głoskach - brutalnie zapadających w pamięć. Osobiście nie zetknął się (całe szczęście) z takim fatalnym przypadkiem - bynajmniej niebezpośrednio.  
- Tego rodzaju śmiałkowie kończą przemienieni w hybrydę zwierzęcia oraz człowieka - kontynuował, stawiając jasno zagrożenie przed zaintrygowaną Ślizgonką - mowa o rozległych, poważnych dysfunkcjach, nie mówiąc już o wyglądzie. - Żadnych, wyłącznych uszu czy elementów sierści; postaci te były pokraczne, poniekąd odrażające, wynaturzone - podobnie, niczym podjęta próba, złamanie praw własnych; częstą przyczyną była - przesadna pewność, lekceważące podejście wobec rytuału przeżuwanego liścia - zwołującego ogrom problemów, żądającego poświęceń.
- Niegdyś nie potrafiono im zapobiegać - rozwijał ciągle wypowiedź, acz nadal czynił ją zwięzłą - obecnie niepowodzenie wiąże się z bardzo długą wizytą w szpitalu, nie wiem, na ile skuteczną - przyznał. Nie chciał eksponować swej wiedzy - lub raczej nie-wiedzy - w przypadku magii leczniczej. Nie zajmowała ona przenigdy Daniela Bergmanna, wręcz przeciwnie, zawód uzdrowiciela zwykł się mężczyźnie kojarzyć w złych, nieprzychylnych barwach. W owym przypadku nie był (o ile był kiedykolwiek) - lepszy od podręcznika, dosadnie pojawiającej się czerni słów na pobladłej stronicy.
- Zdaniem niektórych, owe stworzenia posiadają unikatowe pokłady magii - stąd różnorodność eliksirów i różdżek - podzielił się z rudowłosą najbardziej intrygującą, w swym subiektywnym mniemaniu teorią. - Ich formy są wobec tego nieosiągalne dla ludzi - podsumował. Zdaniem Bergmanna - miało to rzeczywisty sens. Był szczerze mówiąc ciekawy samej opinii Nessy, która jak zawsze - lubiła drążyć, która nie chciała (za żadne skarby) pozostać w danym przypadku bierna. Drążyła dalej, tym razem inne przestrzenie, tyczące już jasno - samego w sobie mężczyzny.
- Miło, że wspomniała pani o skrzydłach - pochwalił, z nieco enigmatycznym uśmiechem, błąkającym się aktualnie po jego wargach. Stwarzanie przeszkadzającej i niewłaściwej aury tajemniczości, byłoby idiotyzmem - ba, mężczyzna żył w przekonaniu ogólnej, zaistniałej wśród podopiecznych wiedzy - tyczącej opanowanej przezeń umiejętności.  
- Jestem zarejestrowanym animagiem, panno Lanceley - powiedział już oficjalnie. - To żaden sekret. - Dorzucił tę oczywistość. Nie bez przyczyny, bowiem - prowadził osobiście wykłady, usiłował przybliżyć im animagię w zarysie bardziej dokładnym, odmiennym od suchych i wyuczonych frazesów - prosto wyjętych z książek.
- Przybieram postać kruka - doprecyzował. Czyżby zaspokoił już jej ciekawość?

______________________

» czasami wolę być zupełnie sam, niezdarnie tańczyć na granicy zla «
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 873
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 838
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   Nie Sie 12 2018, 14:54

Im dłużej była w towarzystwie Daniela Bergmanna, tym większym szacunkiem darzyła jego i miłość, którą pałał do wykładanego przez siebie przedmiotu. Nie było nic fałszywego w tym oddaniu czy w błysku w oczach na wzmiankę o skomplikowanych zagadnieniach. Zgodziłaby się z nim całkowicie, pełno było rzeczy jeszcze nieodkrytych, zaklęć pominiętych lub niewynalezionych. Transmutacja sprawiała, że wyobraźnia mogła szaleć. Wydobywała potencjał, potrafiła sprawić, że ze zwykłego czarodzieja mogłeś zostać pionierem. Westchnęła cicho, nieco rozmarzona. Karmelowe spojrzenie powróciło jednak na twarz ulubionego nauczyciela zaraz, gdy się odezwał.
— A co jeśli pasujesz do więcej niż jednego zwierzęcia? Co wtedy decyduje? — dopytała jeszcze, przesuwając opuszkami palców po szyi i kierując się w dół, poprawiając ramiączko od zdobionego arbuzami kostiumu. Omiotła wzrokiem otoczenie. Robiło się coraz później, więc na plaży przybywało ludzi. Wciąż jednak było przyjemnie, rześko i względnie cicho. Słońce coraz śmielej rzucało promienie na plaże, a dryfujących po niebie białych obłoków było coraz mniej. Przepis na zostanie animagiem brzmiał banalnie, gdy czytała go z ukradzionej książki. Nessa wiedziała jednak, że to tylko puste słowa, a wszystko to wymaga skupienia, wiedzy i determinacji. Magia była kapryśna, nie nagradzała ludzi bez powodu. Wydawało się Lanceleyównie, że osoba bez głosu wewnątrz nie będzie w stanie opanować tej wyjątkowej sztuki i nie uzyska okazji na zapoznanie się z samym sobą pod nową postacią. Stuknęła paznokciami o kolano, wydając z siebie ciche mruknięcie zastanowienia na jego słowa. Na bladej buzi mógł dostrzec cień ulgi, chociaż wcale nie chodziło o nią samą. Za nic nie pozwoliłaby Calumowi na próbę, gdyby mógł stracić życie. Na szczęście w dzisiejszych czasach uzdrowiciele mieli większe możliwości i byli w stanie coś zrobić, cofnąć, nawet jeśli proces był długi i bardzo nieprzyjemny. To, co powiedział, wcale nie sprawiło jednak, że poczuła się lepiej, nawet jeśli na twarzy tkwił delikatny uśmiech.
— Sposób, w jaki Pan to przedstawił, daje do myślenia.. — mruknęła w końcu, milcząc jeszcze chwilę po tym, jak skończył mówić. Znów spojrzenie ślizgonki tkwiło bezczelnie na twarzy Profesora. Zmarszczyła nieco brwi, mając przed oczyma obraz zdeformowanego Caluma, który miał skrzela, jedną płetwę i ogon zamiast nóg. Była pewna, że jego podejście było zbyt lekceważące, chociaż jej ostrzeżenia i słowa nie robiły na nim wrażenia. Rzucie tego liścia nie mogło być tak banalne, musiał tkwić w tym kolejny haczyk, nie mówiąc już nawet o niemożności pozbycia się go z ust. — Nic dziwnego, że wiele świetnych z transmutacji osób rezygnuje z podjęcia próby. Chociaż dziwi mnie ilość śmiałków, których wiedza bądź szacunek do przedmiotu nie jest dostateczny. Ma Pan rację, zmiany zewnętrzne są najmniejszym problem. Organy, układy.. Paskudna sprawa.
Dokończyła w końcu, sięgając po kolejny kawałek arbuza, który miał ją pocieszyć. Wyglądała na pewną siebie, a jednak wciąż tkwił w jej głowie czerwony guziczek, który bardzo mocno świecił. Wątpliwość we własne umiejętności. Dlatego ciągle powtarzała materiał, dokształcała się. I ilekroć odpuszczała, odzywał się głosik w głowie, który oznajmiał jej, że to coś, co musi do niej należeć. Musi się udać. Że to brakujący element.
— O. Ciekawe. Brzmi rozsądnie, chociaż po cichu liczyłam, że gdybym za kilka lat odważyła się spróbować, to byłabym żmijoptakiem. Kocham żmijoptaki. — powiedziała z entuzjazmem na jego teorię, która jednak nieco uszczupliła zawartość jej marzenia o mistrzostwie z dziedziny transmutacji. Cóż, nie można mieć wszystkiego, a Nessa do chciwych nie należała. — Właściwie to gdyby animag mógł przybrać formę jednego ze zwierząt naszego świata i się nie zarejestrował, a nawet zarejestrował, a wyruszył na tereny, gdzie problemem jest kłusownictwo i nielegalne pozyskiwanie materiałów na różdżki.. Cóż, wielu z nas mogłoby naprawdę paskudnie skończyć.
Zakończyła już nieco ciszej, przypominając sobie o artykule, który ostatnio miała okazję przeczytać. Wielu tego jeszcze nie dostrzegało, ale zagrożenie dla magicznych stworzeń, stawało się coraz bardziej realne. Kto miał ich bronić jak nie czarodzieje? Nadal jednak Ministerstwo poświęcało tej sprawie zbyt mało uwagi. Przełknęła ślinę, siadając wygodniej na leżaku i prostując teraz nogi. Zrobiła kilka łyków wciąż chłodnego piwa z lemoniadą, gasząc pragnienie. Było ciepło, a ona naprawdę dużo mówiła. Uśmiech mężczyzny zaintrygował ją na tyle, że posłała mu krótkie i pytające spojrzenie. Jego kolejne stwierdzenie sprawiło, że rozszerzyła ślepia, wpatrując się w niego z większym uznaniem, niż kiedykolwiek.
— Łaaa! Naprawdę? Przepraszam, nie interesuję się życiem i plotkami na temat Pana czy kogokolwiek innego, więc albo to mi nie doszło do uszu, albo po prostu to zignorowałam. Plotki są paskudne, mogą zrobić krzywdę. A poza tym, nic nikomu do tego, jak kto żyje. — zaczęła szybko, unosząc wolne już dłonie w przepraszającym geście. Chciała wytłumaczyć swoją niewiedzę, brak znajomości faktu, że Daniel potrafił przybrać zwierzęcą formę, a ministerstwo o tym wiedziało. Oczy zabłysnęły jej diabelsko, jakby to uzyskała dostęp do najważniejszej informacji na świecie.
— Wracając jednak do animagi! Jak to się zaczęło? Czuł Pan powołanie? Sądzi Pan, Panie Bergmann, że kruk oddaje pana charakter i osobowość? — dodała jeszcze, znów nie mogła się powstrzymać i nie zdążyła ugryźć się w język. Smukłe dłonie dziewczyny zacisnęły się na udach, a ona sama jakby pochyliła się nieco do przodu, pozwalając, aby burza rudych włosów spłynęła po ramionach i kołysała się w powietrzu. I dlaczego on jej nie uczył od samego początku? Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo korciło ją, aby wszystko mu powiedzieć i się poradzić. Kto jak nie Daniel mógł stwierdzić, że zdobyta przez nią wiedza jest wystarczająca?

______________________



I’m tough, ambitious and I know exactly what I want.
If that makes me a bitch, o k a y.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2250
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1451
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   Sro Sie 15 2018, 19:45

W pełni pojmował ogrom zaciekawienia Nessy - zakorzeniony w każdym, choć najdrobniejszym szczególe; ba - w przeciwnym wypadku nie traktowałby jej poważnie. Nie znosił ignorantów, bez ambicji, bez pragnień w poszukiwaniu wiedzy. Kształcenie się w określonej dziedzinie musiało oznaczać liczne wyłonienie się pytań; wyłącznie - osoby poszukujące, niestrudzone przy zaskarbianiu kolejnych faktów - mogły mieć szansę na osiągnięcie sukcesu. Niby-nauczyciele, unikający bardziej złożonych dyskusji, niewzrastający w pragnieniu odnalezienia powiązań między niezależnymi faktami - zdawali się w oczach Daniela Bergmanna żałośni. Podczas rozmowy, czuł się jak gdyby w swoim żywiole i nie uważał za straconego czasu na odpoczynek. Cóż mógłby czynić - jako alternatywę? Najprędzej zająłby się, najzwyczajniej sam sobą, ułożony wygodnie w cieniu, obserwujący z oddali jeszcze nielicznych turystów.
- Zawsze - przyznał, z lekkim, rozjaśniającym oblicze uśmiechem - do któregoś pasuje bardziej. - Była to sprawa dosyć skomplikowana, zawiła, niezdolna do zupełnego pojęcia - jak cała, obecna w ich egzystencjach magia. Istota zaklęć przeczyła bowiem racjonalności - magii nie dało się w całkowicie usidlić. Zawsze - pozostawała niewiedza, nieprzewidywalność; w owym przypadku, decyzja leżała w dłoniach bliżej nieznanej siły, odnajdującej ludzkiemu ciału właściwą, zwierzęcą formę. Wierzył jednakże w jej nieomylność - musiała perfekcyjnie oddawać charakter danej jednostki. W przeciwnym razie - to wszystko - byłoby pozbawione jakiegokolwiek sensu.
Animagią, podobnie jak panna Lanceley, zaintrygował się jeszcze w szkole.
- W przeciwieństwie do wielu osób, które zgłębiały historię magii - przyznał półżartobliwie (w końcu, Trausnitz słynęło ze swoich wybitnych badaczy dziejów, rozdrabniających daty, wprost na bogactwo czynników zdarzeń) - od początku interesowałem się transmutacją.
Od zawsze drążył; z kolei - powołanie było czymś zawsze, niesamowicie złożonym, trudnym przy szczegółowym wytłumaczeniu. Zaszyty w ignorancji - poniekąd - w stosunku do pozostałych przedmiotów, przy transmutacji swoim nazwiskiem od zawsze - wybijał się ponad przeciętność. Nic dziwnego, skoro wiązał z nią przyszłość, skoro wewnętrznie określał ją sztuką, w której sam był artystą, ponad pospolite podejście. Natura samotnika odnajdywała Bergmanna również, w otoczeniu przyrody - uwielbiał zaszywać się, w kruczej formie, opuścić nadmiar tak natarczywych uczuć; niekiedy, w ramach rozrywki - zwodził niektórych ludzi, niekiedy - ludzie zwodzili jego (aczkolwiek, preferował zapomnieć momentu obrączkowania przez wówczas-przyszłego nauczyciela Opieki nad Magicznymi Stworzeniami).
- Myślę, że tak - przyznał. - Odnajduję się w tej postaci. - Brak zainteresowania plotkami był jak najbardziej zaletą; większość uczennic szeptała pomiędzy sobą wyssane z palca historie. Sam Daniel Bergmann, również był obojętny na idiotyzmy, zaczynające się od podobno bądź też pokrewnych fraz; wypowiadanych w gronie pedagogicznym. Nie chciał tłumaczyć zbyt bardzo genezy kruka - symbolika zawsze wydawała się jemu złożona, zresztą, nie była ściśle tematem w obecnej chwili (poza tym, mógłby zbyt bardzo obnażyć siebie z niektórych, skrywanych faktów).
- Gdyby chciała pani w przyszłości znów porozmawiać, jestem do dyspozycji - oznajmił później. Niestety - musiał się już pożegnać - czas odpoczynku, w przypadku wywiązywania się z roli opiekuna, bywał ograniczony.
Wiedział, że to nie koniec ich spotkań, rozszerzających wiedzę.  

| zt x2

______________________

» czasami wolę być zupełnie sam, niezdarnie tańczyć na granicy zla «
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 21
  Liczba postów : 16
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   Yesterday at 20:34

Tydzień. Minął cały cholerny tydzień zanim udało się go pozbierać do kupy, a przynajmniej do stanu, który umożliwiał mu chodzenie i zakładanie na siebie t-shirtu. Zdarzały się jednak momenty, w których materiał odrywał kawałek skóry i cała kuracja musiała rozpocząć się od nowa. I chociaż nie narzekał na ból, wiedział, że nie mógł tego ubabrać. A to, że miał to kompletnie gdzieś i nie zawracał sobie tym głowy, było jego głównym problemem.
Siedem dni to chyba wystarczająca ilość czasu, jaką mógł spędzić na wsmarowywaniu maści i męczenia się w towarzystwie uzdrowiciela i sprawcy całego wydarzenia. Ciężko nazwać to walką, z której był zadowolony, szczególnie, że odbyła się na tragicznych warunkach. Jeszcze nigdy nie oberwał w plecy, a wiele razy bawił się w pojedynki bez kompletnych zasad i skrupułów... Cóż, zasadnicza różnica jest taka, że chociaż miał świadomość, że w nich uczestniczył.
Wynurzył się z wody, chcąc zaczerpnąć jak najszybciej powietrza. Był to łapczywy odruch, robił tak za każdym razem od przeszło dziesięciu lat. Ilekroć tylko znajdzie się w pobliżu wody. Sprawdzając jak długo uda mu się wytrzymać pod wodą. Czas się wydłużał, jednak to nie o bicie rekordów najbardziej mu chodzi. Przeczesał włosy palcami i przez moment mocował się z wodą w gardle, która dostała się tam w bardzo tajemniczy sposób. Przez chwilę unosił się na wodzie, aby po chwili podpłynąć do brzegu.
Gdzie była Earl? Za każdym razem kiedy znikała na dłużej z radaru tylko jedna osoba mogła być za to odpowiedzialna. A nie chciał o nim myśleć, nic jednak nie poradził na zacisk szczęki i splunięcie na samo wspomnienie.
Podbiegł do jednego z hamaków, który upatrzył sobie wcześniej i wpakował do niego swoje cztery litery. Oparł głowę na skrzyżowanych dłoniach i zamknął oczy. Czas na regeneracje? Dajmy mu godzinę.

/sorki za jakość tego posta, ale to chyba nie mój dzień xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Hamaki na plaży   

Powrót do góry Go down
 

Hamaki na plaży

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Meksyk
 :: 
Wybrzeże
-