Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Park ze Szklanym Zamkiem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1007
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Park ze Szklanym Zamkiem   Pią Cze 15 2018, 18:25


"Castillo de Cristal"



Położony niemalże w centrum miasta park z naturalnym jeziorkiem, stanowiący dla zapracowanych mieszkańców łatwa i przyjemną drogę ucieczki na łono natury. Jest tu wiele łąk i pięknych, kamiennych uliczek z ławkami, a do tego ogromny park zabaw z huśtawkami. Wszystko w otoczeniu kwiatów i krzewów, a także charakterystycznych dla tego regionu drzew. W sercu ogrodu, nad samą wodą znajduje się piękna altana — przypominająca szklany zamek, dzięki któremu nazwano to miejsce tak, a nie inaczej. Wchodząc przez podwójne, wysokie drzwi dostrzegasz ogromną przestrzeń, dzięki której wypełnia Cię poczucie wolności. Warto wspomnieć, że podłoga tego miejsca jest lustrzana, dzięki temu poza swoim odbiciem, dostrzec możesz przepiękną grę świateł prowadzoną przez wpadające tu promienie słońca.

Uwaga! Kostka przysługuję jednej postaci tylko raz, kolejne wątki tutaj rzutu już nie obejmują.
Rzuć kostką, aby sprawdzić, co Ci się przydarzy:

Kostki:
 

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Wyjechała bez słowa, z dnia na dzień. Obecnie Nessa jest w Ameryce, w Ilvermorny na wymianie studenckiej związanej ze stypendium z transmutacji.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Park ze Szklanym Zamkiem   Nie Sie 05 2018, 12:20

Kiedy życie daje Ci cytryny, zrób z nich lemoniadę.
A Matthew wolał za te cytrusy podziękować z całego serca. Może nie były idealnym podarunkiem, aczkolwiek doceniał starania tego, kto postanowił je wyhodować i zerwać, albowiem one piechotą niestety nie chodzą, a zawsze się przydadzą, czy to do herbaty przy seansach filmowych, czy to do utworzenia syropu cytrynowego, po prostu zastosowań jest multum. Jedynym owocem, który rzeczywiście ustępuje temu żółciakowi pod względem witaminy C, jest oczywiście dzika róża, jednak nie miał do niej żadnego dostępu. Szkoda tylko, że ktoś postanowił wepchnąć mu na siłę kwaśny posmak do ust, kiedy to powoli powracał do życia, po zaszyciu się we własnych myślach oraz książkach, a między innymi "Wariacie z Krupówek", gdzie czule śledził kolejne literki mugolskiej literatury. Ta chyba bardziej mu odpowiadała od tej czarodziejskiej, ale nie miał powodów do wytykania sobie jakiegokolwiek dziwactwa, skoro przecież wychował się w szacunku do niemagicznej części świata. Zawsze mógł się przecież pochwalić, nawet jeżeli nie posiada wymaganej wiedzy z zakresu sztuki magicznej, znajomością sprzętów oraz innych tego typu bzdet, dzięki którym ma dość szybki dostęp do informacji oraz potrafi po części wykorzystać drzemiący w nim potencjał do zagłębiania się w tajniki wiedzy czysto elektronicznej.
Dzisiaj jednak postanowił wstać na dwie nogi oraz zwyczajnie wyjść. Alexander przecież nie mógł stać w miejscu, unikać otaczającej go rzeczywistości jak ognia, nawet jeżeli obwiniał się za zaistniałą sytuację, uważając, że zawsze mógł zapobiec tragedii. Nie należysz do jasnowidzów, dlaczego więc pozwalasz, by serce zostało obarczone trudnym do przedźwignięcia ciężarem? Może dlatego, bo po prostu nawiązał więź, może nie była ona za silna, aczkolwiek wystarczająca do tego, by się martwił. Grunt, że zachował poczytalność umysłu podczas akcji ratunkowej, inaczej naprawdę nic by nie było po rudzielcu, który spotkał się z wilkołakiem w cztery oczy. Może mógł temu zapobiec, może gdyby odczytał jakieś sygnały dochodzące z otoczenia, może gdyby zwrócił na niego większą uwagę, nie doszłoby do tego, iż został znaleziony cały zakrwawiony. Blizny pozostają, fizyczne, może chłopak ma je całkowicie gdzieś, jednak Matthew będzie musiał się przyzwyczaić do tych, które sam wtedy otrzymał, całkowicie nieświadomie.
Nagły rozruch tych postawionych wyżej po całym zajściu doprowadził do tego, że dookoła rozpoczął się istny armagedon. Inni opiekunowie byli albo ciekawi, albo emocjonalnie obojętni, niektórzy przekraczali wszelkie granice prywatności, inni zaś mieli to wszystko gdzieś głęboko w nosie. Uczniowie? Różnie z tym bywało, lecz wiedzieli tyle, co z plotek, które zdołali jakimś cudem uzyskać. Wojna trwająca w jego głowie skutecznie odebrała mu chwilowo chęć do podjęcia się jakichkolwiek działań - pomijając zaszycie się, pomimo coraz to większych upałów, pod bardzo cienkim kocem, z lemoniadą na drewnianym stoliku oraz porządną lekturą między nogami. I nie obchodziło go to, jak to musi z boku wyglądać, zaś docierające do umysłu dźwięki skutecznie usuwał z swojej głowy.
Dzisiaj jednak wziął się na odwagę - charakterystyczne ciepłe powietrze opanowało pokój oznaczony numerem jedenaście, zaś promienie słoneczne zachęciły mężczyznę do wyjścia z własnej kryjówki. Nie zwalił się na głowę Bergmannowi, nie wyżalił w żaden sposób, uznając, że ten również ma swoje własne zmartwienia, a po cholerę dokładać jeszcze większą dawkę nieszczęść. Siedział, bardziej zamknięty w sobie niż kiedykolwiek, ale być może taki jest zawsze jego stan po powrocie do domu ze szpitala. Jedyne, czego mu naprawdę brakowało, to towarzystwa psiaków, które działały terapeutycznie na jego umysł, pozwalając mu się odprężyć choć na chwilę i zapomnieć o rzeczywistości. Ciało nie mogło dłużej wytrzymać w tej samej pozycji, dlatego po paru dniach uśmiechnął się słabo do siebie, w głowie prowadząc ze samym sobą konwersację, że wszystko będzie w porządku i nie ma co się zamartwiać, co było, po prostu minęło i nie ma po co rozpamiętywać. Nikogo wtedy w pokoju nie było, kiedy postanowił odsunąć na bok jedną z lektur, pozostawiając na stoliku jedynie szklankę po koktajlu owocowym, który jako jedyny odpowiadał jego kubkom smakowym. Poprawił się, przygotował do wyjścia, otworzył drzwi, poczuł zaduch wynikający ze zmiany pogody na o wiele bardziej spuszczającą łomot po łbie i postawił kroki do przodu.
Monolog własnych, przeciwnych myśli zatrzymał go przy tajemniczym obiekcie, który znajdował się w meksykańskim miasteczku. A przynajmniej na tyle kuszącym, że bez zastanowienia się nad własnymi poczynaniami, uzdrowiciel postanowił skorzystać z faktu, iż jest tutaj możliwość odpoczęcia od gwaru miejskiego, wchodząc do parku. Tego potrzebował, kiedy przebywał między ludźmi - wewnętrznego spokoju. Matthew wręcz uwielbiał naturę, gdyż ta pozwalała mu podczas swobodnych schadzek zapomnieć o problemach wynikających z jego własnej osobowości. Może nie było tutaj jak w Dolinie Godryka, aczkolwiek miejsce posiadało swój własny, niespodziewany i nietypowy urok, którego mogły mu pozazdrościć pełne życia uliczki, do których nie potrafił się przyzwyczaić. Ścieżka, nieznana dotąd jego własnym nogom, doprowadziła go do tajemniczej altanki, w której nikogo nie było. Czyżby miejsce do przeprowadzenia dialogu ze samym sobą? Alexander wziął głębszy wdech, przytrzymał go na chwilę w swoich płucach, dopóki organizm nie zaczął wołać o kolejną dawkę tlenu, by następnie do wypuścić, zaciekawiony niecodziennym miejscem. Dziwne, bo czuł, jakby znajdowało się w nim serce tętniące szczęściem oraz tajemniczą, aczkolwiek napływającą do jego żył energią. Zdziwiło go to, lecz nie miał prawa narzekać, gdyż tego mu właśnie brakowało. Czyżby ten cały teren należał kiedyś do czarodziejów?
Wyjął z kieszeni różdżkę, by dotknąć jej końcem szklanej podłogi, trochę widząc w niej swoje własne, zmęczone odbicie oraz podkrążone oczy. Wiedział, że w ostatnim czasie stał się trochę wrakiem człowieka, jednak na razie jeszcze funkcjonował. Płuca dostarczały tlenu, serce toczyło krew, a mózg myślał, otwarty wraz z tym drugim organem na uczucia innych osób. Jego empatia nie mogła zostać jednak przetestowana, gdyż znajdował się tutaj sam, a kiedy postanowił uwolnić trochę magicznej mocy, przed jego oczami pojawiły się literki, tuż po zalśnieniu podłogi podczas dotyku drewnianego patyczka ze rdzeniem z pióra feniksa. Matthew zmrużył oczy, spoglądając na to, co się tutaj dokładnie wydarzyło: chłonąc wiedzę bez większych problemów, dopóki informacje były mu przekazywane i postanowiły nie zniknąć. Coś zdołał odczytać o historii tego miejsca, zaklęciach użytych do jego zabezpieczenia, jednak były to tylko powierzchowne dane, które zdołał wyłapać czujnymi oczami. Uczucie niezwykłości tego miejsca jeszcze raz przepełniło jego ciało, analizując informacje, jakie zdołał zapamiętać.
Usiadł wygodnie na jakimkolwiek miejscu, które było dozwolone dla posadzenia na nim swoich szanownych czterech liter, zastanawiając się jeszcze raz nad tym, co się dokładnie wydarzyło. Po części uzdrowiciel prowadził rozmowę ze samym sobą, będąc całkowicie nieobecnym w rzeczywistym świecie, zamknięty w tym wykreowanym w jego umyśle. Nie wiedział, do czego to dokładnie prowadzi, aczkolwiek miał przeczucie, że jeżeli sam nie upora się z dręczącym go problemem, nie zazna spokoju ani na chwilę, a koszmary będą go dręczyć przez dłuższy czas, niż ktokolwiek byłby w stanie się spodziewać. Uśmiechnął się słabo do samego siebie, przymykając oczy i spędzając w parku jeszcze parę chwil, dopóki pragnienie i suchość w gardle nie dały o sobie znać.

z.t

Kostka: 5

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 627
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1729
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Park ze Szklanym Zamkiem   Sro Sie 08 2018, 13:29

Co sobie myślał, kiedy oferował Liamowi korepetycje z Obrony Przed Czarną Magią i Zaklęć, to nie miał pojęcia. Być może w jego głowie była pustka, taka sama jaką miał teraz - albo po prostu sugestia Nessy tak mocno się go uczepiła, że dostrzegł w tym jakąś okazję? Przyjaciółka zawsze tak chętnie proponowała innym pomoc w nauce... inspirowała, żeby samemu się trochę podciągnąć. Nawet jeśli to wszystko miało być kiepskim - ba, żenującym - pomysłem, to będzie mógł jej się pochwalić, że próbował. Coś tak czuł, że marny z niego nauczyciel, a już w szczególności w momencie, gdy uczeń go tak nieprzyzwoicie rozprasza. Niestety, słowo się rzekło i chociaż Mefistofelesowi udało się nieco odwlec korepetycje, nie miał odwagi ich odwołać. Najpierw rozłożyła go pełnia, później nie mógł nawet wziąć różdżki do ręki; za każdym razem wiernie Liama przepraszał. W końcu wyszło na to, że prawa ręka działała na tyle sprawnie, że Ślizgon mógł nią ruszać - delikatnie, ostrożnie. Może i był masochistą, ale nie chciał sobie spieprzyć kończyny tak dosadnie, by problemy ciągnęły się za nim zbyt długo. Lepiej już było się z tego wylizać... mogło być gorzej, czyż nie?
Poprosił swojego małego adepta magii o spotkanie w miasteczku, trochę po obiedzie, gdy słońce już tak nieznośnie nie grzało. Mefisto ostrzegł, że ma jeszcze kilka spraw do załatwienia i będzie wygodniej, jeśli wpadną na siebie w pobliżu niesamowitej lokalnej lodziarni, którą znał już chyba każdy Hogwartczyk spędzający czas w Meksyku. Wymyślne nazwy przysmaków sprawiały, że jedynie znawcy wiedzieli na co się pisali - ci mniej hiszpańskojęzyczni musieli liczyć się z niespodziankami, ale jakże przyjemnymi!
I w kwestii niespodzianek, Liamowi miała trafić się jeszcze jedna. Nox rzeczywiście miał coś do załatwienia. Chodziło o odebranie paczki od znajomego, a potem wyklęcie samego siebie i, ostatecznie, założenie tego cholernego fraku. Może i żar nie lał się z nieba, ale z pewnością nie sprzyjał chodzeniu w koszulach czy marynarkach. Mimo wszystko Mefisto zadbał o to, by mankiety idealnie zapiąć i podwinąć, by krawat miał węzeł istnie perfekcyjny, by szelki opinały się delikatnie na mięśniach. W dużym skrócie, odstawił się jak chyba nigdy, żeby na żywo popisać się przed Borsukiem.
Przyszedł odrobinę spóźniony, ale na jego obronę - ostrzegał. Nie było łatwo wbić się w te wszystkie ciuszki, kiedy dalej miało się ograniczone możliwości poruszania ramieniem (i każdą inną częścią ręki też). Teleportował się w pobliże wspomnianej wcześniej lodziarni, a potem pospiesznie zbliżył się jeszcze bardziej, wychwytując spojrzeniem znajomą sylwetkę, odzianą - a jakże - w równie elegancki strój. Wyglądali jak idioci.
- Hej, piękny - przywitał go miękko, podchodząc od tyłu i kładąc mu dłoń na plecach. Przeszedł obok, pochylając się i muskając policzek chłopaka delikatnym, ledwie wyczuwalnym buziakiem; w końcu stanął przed nim, uśmiechając się szelmowsko od ucha do ucha, z taką pewnością siebie, jakiej świat nie widział. - Ciepło, co?

Kostka: 2, potem uwzględnię
@Liam A. Rivai

______________________


Shadows fall over my heart,
I black out the moon, I wait for you to come around.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 576
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 635
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Park ze Szklanym Zamkiem   Sro Sie 08 2018, 15:20

Jeszcze tylko jeden dzień, jeden dzień….
Czuł się absolutnie wymęczony ciągłym prezentowaniem się od swojej bardziej eleganckiej strony. W pierwszym, a nawet drugim dniu jeszcze miał siłę, żeby sobie żartować z upałów, wychodzić na spacery czy specjalnie się puszyć, bo przecież wyglądał świetnie. Jednak dzisiaj, gdy mijał siódmy dzień tego nieszczęsnego zakładu, Rivai myślał, że nie wytrzyma. Od końca poprzedniego dnia było mu po prostu niedobrze. Mdłości towarzyszyły mu nieprzerwanie, zamykając mu opcję zjedzenia porządnego śniadania. Od czasu do czasu mocno bolała go głowa, a droga, którą szedł na umówione spotkanie, rozmywała mu się przed oczami. Ale czy to miałby być pretekst do zrezygnowania z korepetycji? W życiu.
Szedł ze zwieszoną głową z ręką przy twarzy, trąc co jakiś czas oczy. Łudził się, że to pomoże mu w lepszym rejestrowaniu otoczenia, które ginęło w mroczkach. Szczęście, że ścieżka była raczej niezbyt kręta, bo gdyby miał się zgubić, to najprawdopodobniej przepadłby już na amen. Wiedział, że Mefisto przyjdzie odrobinę spóźniony, toteż wykorzystał ten czas, żeby posiedzieć gdzieś w cieniu. Nie był nawet specjalnie zainteresowany szeroko znaną lodziarnią, czując, że gdyby miał zjeść stamtąd jakikolwiek przysmak, to najpewniej nie skończyłoby się to dla niego zbyt dobrze. Więc po prostu siedział z palcami zahaczonymi o brzeg czarnej marynarki i cieszył się nieco chłodniejszymi powiewami wiatru. Może nawet zrobiło mu się dzięki nim odrobinę lepiej? Przymknął oczy i tak trwał przez niewiadomo jaki czas, gdy…
„Hej, piękny.”
Wzdrygnął się, nie spodziewając się poczuć na sobie niczyjej dłoni. Otworzył oczy i wyprostował się nieco zdezorientowany, próbując odnaleźć twarz Mefistofelesa. W tym koszmarnym zdezorientowaniu i mroczkach, było to zadanie niekoniecznie łatwe. Niemniej nawet smagany przez hipertermię potrafił zarejestrować, że…
- O rany, ale jesteś słodki… hej, Mefi. - powiedział trochę cicho, ale ze szczerym uśmieszkiem na nieco poczerwieniałej twarzy, gdy powiódł ręką do cmokniętego policzka. Niby rzucał się na wszystkich z przytulasem, lubił zahaczać ręce na czyichś ramionach i sypał konkretne żarciki, ale ilekroć dostawał niezapowiedziane buziaki, to jakoś łapało go onieśmielenie. Trudno było jednak stwierdzić, czy Mefisto oglądał jego zaróżowione policzki w akcie zawstydzenia czy okrutnego przegrzania organizmu. Niemniej, dzieciak miał siłę, żeby jeszcze zachichotać, nim nieco zamroczony nie objął spojrzeniem całej jego sylwetki. Wydawał się jakiś... śpiący. Spokojniejszy… z drugiej strony nie powinno to być specjalnie alarmujące dla Mefisto. Nic dziwnego przy takiej porze i pogodzie. No i chłopak miał przymknięte oczy, gdy zastał go przy lodziarni… pewnie przysypiał, gdy na niego czekał, prawda?
Jakkolwiek koszmarnie by się nie czuł, widok fraka wywołał u Liama najszczersze zdziwienie. Wybałuszył na niego oczy, mrugając kilkukrotnie. Przez chwilę myślał, że tak mu się rzuciło na głowę, że aż dostał halucynacji… ale przysunął się do niego nieco bliżej i pozwolił sobie bezmyślnie dotknąć tego stroju, orientując się, że…
- Mefi, jesteś masochistą. – nawet nie wiedział jak idealnie trafił w samo sedno. – Weź… o rany.. przecież jest tak gorąco. Ja się rozpływam… ghh.. ale, ja mam zakład. A Ty.. dlaczego? – coś ciężko mu szło klejenie tych zdań. Ale mówił dość dużo, więc jak zawsze. – Wyglądasz świetnie… ale jesteś straszny… – przesunął znów ręką po twarzy, tym razem z uśmiechem pełnym niedowierzania. Pokręcił na niego głową. – Czyli będziemy gotować się razem, hm? Przynajmniej umrzemy w dobrym stylu… eh.. nawet krawat dopasowałeś idealnie, Merlinie... – rozpływał się, chyba samemu już nie wiedząc, co wygadywał. – To z jakiejś okazji?

Kostka: 2 i również efekt dam później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 627
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1729
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Park ze Szklanym Zamkiem   Sro Sie 08 2018, 15:51

Wiedział o Liamowym zakładzie. Ciężko byłoby nie wiedzieć, skoro widział jak dzieciak sypia w garniturach, jada, chodzi i robi wszystko inne - z gotowaniem się na czele. Mefisto swoje komentarze rozpoczął od rozbawionego uśmiechu, później przeszedł do coraz bardziej sceptycznych spojrzeń, a piątego czy szóstego dnia to już nawet kąśliwe uwagi subtelnie podrzucał, że „teraz to jest gorący”. Szybko się zorientował, że nie odwiedzie Borsuka od pomysłu psucia sobie zdrowia - zresztą, nie docierało do niego, że może być aż tak źle. Pewnie dlatego zdecydował się na swój głupiutki pomysł z dobraniem stroju pod ten puchoński.
- Dopiero zauważyłeś? - Zacmokał z dezaprobatą, zawiedziony brakiem spostrzegawczości u swego rozmówcy. Rumieńce zbagatelizował - sam pewnie od słońca zrobił się nieco bardziej czerwony, niż by tego pragnął. Rozczulił się za to na ten drobny gest dotknięcia pocałowanego policzka, na ten przesłodki uśmiech i na ten cień onieśmielenia, gdzieś tam chowający się pomiędzy plamkami na tęczówkach Liama. Pewność siebie Mefisto odrobinę wyparowała. Również przybrał postawę bardziej opanowaną, topniejąc pod wpływem swojego malutkiego zachwytu nad Puchonem.
- Jestem - przytaknął, z doświadczenia wiedząc, że szczerość ludzie w tego typu sytuacjach bagatelizowali. Nie ukrywał wcale, że masochistą był, jedynie nie spodziewał się po Liamie zrozumienia. Nie w tej kwestii. Zmarszczył lekko brwi, słuchając mało składnych wypowiedzi chłopaka i czekając, aż dostanie trochę czasu na wrzucenie odpowiedzi. Pomyślałby kto, że można się do gadulstwa przyzwyczaić... - Dzięki... no mam nadzieję, że ci się podoba. To specjalnie dla ciebie - zaśmiał się, by jakoś zabarwić żartobliwie swoje słowa. Niespiesznie ruszył do przodu, gestem zapraszając Liama, żeby jednak nie sterczeli pod lodziarnią i udali się do parku, który Ślizgon niedawno odkrył. - No, z okazji twojego ostatniego dnia zakładu. Przynajmniej dzisiaj nie będziesz wyglądać jak przesadnie odstawiony głupek. - Bo teraz obaj tak wyglądali, a jak wiadomo, w towarzystwie zawsze raźniej.
Szedł energicznie, choć jak na siebie to i tak dość niespiesznie. Nieustannie poprawiał krawat, najbardziej w tym wszystkim nieznośny, bo parszywie duszący - gorąco jeszcze aż tak Mefistofelesa nie drażniło, chociaż i tak miał ochotę zrzucić marynarkę. - E, nie zaśnij mi tu tylko, zaraz się zabieramy za robotę...

______________________


Shadows fall over my heart,
I black out the moon, I wait for you to come around.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 576
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 635
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Park ze Szklanym Zamkiem   Sro Sie 08 2018, 23:14

„Dopiero zauważyłeś?”
Zmarszczył delikatnie nos, przejeżdżając po całej jego sylwetce niemal analitycznym spojrzeniem: a przynajmniej na tyle naukowym i pełnym skupienia, na ile pozwalał mu obecny stan. Czyli efekt wyszedł raczej mierny, bo Liam nie potrafił odgonić od siebie rozkojarzenia. Myśli biegały mu w tę i z powrotem, podrzucając jakieś wyrwane z kontekstu wzmianki… dlatego odpowiedział po trochę dłuższym czasie, niż zazwyczaj.
- Ano. – potrzebował tyle sekund zastanowienia, by to powiedzieć? Przetarł jedno z oczu i zaraz się uśmiechnął. – Bo zazwyczaj nie jesteś słodki. Szczerze mówiąc, to w ogóle nie jesteś. Jack jest słodki. Warren jest słodki… lunaballa Neirina jest słodka… ty jesteś raczej z tych „seksownych” typów. – rozpoczął swoją szeroką analizę, najwyraźniej nie do końca wiedząc, w co brnął. Ale brnął dalej, trochę się chyba gubiąc po drodze. Czyżby miał swoją prywatną kategorię mężczyzn? – Taki sportowiec, o. Jesteś duużyy… i dbasz o ciało. Raczej niezbyt uroczy, a prędzej dojrzały… - co ty pleciesz, Liam…? – No bo w sumie chyba nie widziałem, żebyś się do kogoś specjalnie kleił jak taki szczeniaczek. Ale słyszałem, że lubisz raczej ostrzej i mniej grzecznie, a w tym nic słodkiego nie ma. – pokiwał głową i zaśmiał się cicho. – Słyszałem o barze u Irka… i o lekcji z Bennett… pfff. – parsknął i pokręcił z niedowierzaniem łbem. – Ale tak. Teraz byłeś słodki. I jesteś. Głupi i słodki… ten frak. Niedobrze…
Przyjrzał mu się znów nieco pobłażliwie, niemniej nawet w takim niewyraźnym stanie nie potrafił ukryć, że stylizacja po prostu mu się podobała. Był ogromnym wielbicielem eleganckiej prezencji, a Mefisto przygotował się dziś na tip top. I Liam był tym faktem rozczulony.
„To specjalnie dla ciebie”
Aż szerzej się uśmiechnął, mrugając kilka razy oczami, żeby lepiej mu się przyjrzeć przez upierdliwe mroczki. A później zrobił żartobliwie urażoną minę.
- No wiesz?! „Przesadnie odstawiony głupek?!” – obruszył się. – Nawet nie wiesz ile par oczu się za mną obejrzało przez ten cały czas. A nawet i jedno oko, bo jakaś połowicznie oślepiona Meksykanka posłała mi ciepły uśmieszek… Samoocena skacze ku górze! – prawie tak samo, jak temperatura jego ciała. On się zaraz zagotuje… ale. Wyprężył się dumnie i ciągnął dalej, ruszając niezgrabnie za Mefisto. - Szkoda, że w większości to kobiety zwracają na mnie uwagę…
Szedł tuż obok niego, z tym samym uśmieszkiem, co zawsze, może trochę zbyt rozkojarzony, ale z perspektywy Ślizgona, Liam mógł być po prostu otępiały przez senność… specjalnie się nie odznaczał, bo dokładał naprawdę sporo wysiłku, byleby wypadać jak najnormalniej. Ale Puchon czuł się tak potwornie źle… znów go zemdliło.
- Nie zasnę, spokojnie… no, chyba, że korepetycje dasz mi w formie wykładów. Wtedy niczego nie obiecuję…! – rzucił mu jeszcze zaczepnie, przykładając jedną rękę do skroni i próbując rozmasować bolącą głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 627
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1729
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Park ze Szklanym Zamkiem   Czw Sie 09 2018, 00:39

Mefistofeles chyba faktycznie był strasznym idiotą, skoro aż tak bardzo nie zorientował się, że z Liamem nie jest najlepiej. Puchon mówił nieskładnie, był jakiś zaspany i rozkojarzony - ale to nie wskazywało na chorobę, a prędzej nieznaczne zmęczenie spowodowane sterczeniem w upalnym Meksyku, idealnie podczas cudownej siesty. Ślizgon słuchał go z uśmiechem, który z każdą chwilą blednął coraz bardziej, odpędzany przyspieszonym biciem serca. To już chyba śmiało można było nazwać paniką.
- Czemu to w twoich ustach brzmi tak negatywnie? - Spytał cicho, a że jeszcze szczycił się śladowymi ilościami uśmiechu, to pewnie nie wyszło zbyt poważnie. Normalnie seksowność i dojrzałość uznałby za zalety, teraz czuł się mniej atrakcyjny niż aspołeczne stworzenie z wielkimi oczami, którego srebrzyste odchody świetnie działały na rośliny. Nie, żeby miał coś do lunaballi, ale nie chciał być do niej przyrównywany. Nie w takim kontekście. - Nie widziałeś? Ojej, skarbie, muszę nam lustro załatwić - to już niemal wymamrotał pod nosem, z wyraźną złością na samego siebie. Mogło dotrzeć do Liama, prawie na pewno dotarło, choć wcale nie powinno. Jeszcze nie weszli do parku, a już Ślizgon miał ochotę zawrócić. Jakim cudem zgodził się na coś tak idiotycznego?...
Zatkało go. Bar, lekcja Bennett - wszystko to, co sprawiało, że miał ochotę sobie serce wyrwać i boleśnie dosłownie podarować je Borsukowi. Nie dał rady z siebie niczego wydusić, a Liam poszedł dalej ze swoją wypowiedzią, oburzając się, żartując... Tylko jakie znaczenie miały teraz jego przemyślenia odnośnie starej Meksykanki, czy jakiejkolwiek innej kobiety? Tu już nawet Mefistofelesowi nie chciało się żartować - milczał, nie dbając o to, że zastygnięty na ustach uśmiech nie wyglądał realistycznie. Nox był zamyślony i tego nie ukrywał. Po prostu w uszach mu szumiało... i w gardle zaschło... i przeklinał samego siebie, bo nie wiedział co zrobić, a jednocześnie miał stuprocentową pewność, że nie zachowa się odpowiednio...
Weszli do parku, chociaż Ślizgon ledwie to zarejestrował.
- W kwestii tego baru i lekcji - zaczął ostrożnie, jak gdyby miało mu to w czymś pomóc. Wszystko w nim krzyczało, żeby się zamknął. Nie mógł po prostu przełknąć tego emocjonalnego ciosu, jak każdego innego? Mogliby się zająć korepetycjami i byliby sobie takimi radosnymi kumplami. Nox nie chciał utrudniać Liamowi życia, poważnie. Po prostu nie wiedział jak odpuścić i czuł, że to ponad jego siły. - To było głupie. Znaczy, nawet nie jestem w stanie tłumaczyć się z debilnej gry, a-ale lekcja to... no... nie zrozumieliśmy się z Neirinem j on- no nieważne, chodzi po prostu o to, że ja naprawdę nie... - Jak to było? Seksowny i dojrzały? No, jak diabli. W szczególności gdy wgapiał się w kamienną dróżkę, plątał we własnych słowach i gubił pośród pokręconych myśli.
I w końcu doszedł do wniosku, że teraz albo nigdy, bo drażniło go to od stanowczo zbyt dawna. Nie dał Liamowi szansy na wstrzelenie się z jakimś komentarzem, mówiąc ciągiem - chaotycznym, ale jednak ciągiem.
- Powiedziałem ci, że mam dość i chcę się w końcu ogarnąć, trochę ustatkować - pozbył się drżenia z głosu, a niespokojne dłonie wcisnął do kieszeni. Teraz nawet dał radę się uśmiechnąć. - A potem wszystko równiutko spieprzyłem i sam sobie zaprzeczyłem. I w sumie chcę cię za to przeprosić, bo raczej staram się nie rzucać słów na wiatr i pewnie masz o mnie mylne wrażenie, ale to... jedna wielka pomyłka. - I chcę ją naprawić.
Przystanął przy jednej z ławek, odwracając się do Liama i rozkładając lekko ręce, w bezradnym geście pod hasłem „przepraszam, staram się”.

______________________


Shadows fall over my heart,
I black out the moon, I wait for you to come around.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 576
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 635
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Park ze Szklanym Zamkiem   Czw Sie 09 2018, 11:27

„Czemu to w twoich ustach brzmi tak negatywnie?”
Pewnie wykazałby się większym obeznaniem w sytuacji i zareagował w jakiś bardziej kontaktowy sposób, gdyby tylko czuł się lepiej. Trajkotał bez ładu i składu, co najpewniej w uszach przechodniów nie odbiegało jakoś specjalnie od normy, ale Liam czuł pewną różnicę. Przede wszystkim trochę ciężej było mu się uśmiechać, gdy jedyne o czym myślał to potrzeba wyrzygania się na ścieżkę… ewentualnie niemiłosierny upał. Miał wrażenie, że skóra mu płonie.
Niemniej Mefistofelesowi dość gwałtownie zmienił się humor i Liam, nawet targany swoimi problemami natury zdrowotnej, zauważył, że coś było nie tak. Tylko nieszczególnie potrafił powiedzieć co, toteż słysząc oklapły ton głosu rozmówcy, nieco się wyczulił, zerkając na niego pytająco.
- Coś się stało? – zagadnął ostrożnie, mrugając kilka razy, by pozbyć się mroczek przed oczami. Sekundę temu Ślizgon tryskał energią. Przyszedł do niego we fraku, wyprężony jak dumny lew, zaczepiał go, zagadywał, nawet jeśli młody wyglądał nieszczególnie żwawo. Prowadził go teraz na zaplanowaną lekcję… skąd ta zmiana nastawienia? Powiedziałem coś nie tak? Mignęło mu przez myśl gdzieś pomiędzy „Merlinie, idę na oślep… błagam, żebym tylko się nie wywalił”, a „Płonępłonępłonę…”
Im dalej jednak szli, tym Puchonowi ciężej było oddychać. Zawiązał sobie krawat pod samą szyję, koszula była idealnie dopasowana, a marynarka nie mogła uchodzić za luźną… chyba zaczynał się dusić, ale zarejestrował, że Ślizgon zaczął o czymś mówić, toteż chociaż wgapiał się cały czas w ziemię, próbując wyłapać między plamkami drogę, wytężył słuch.
„W kwestii tego baru i lekcji…”
Słuchał go, trochę nie czając, dlaczego w ogóle o tym rozmawiają w takim tonie. Rivai rzucił tę sprawę lekko i zaczepnie, tak jak zawsze lubił się z Mefistofelesem drażnić. Mocno zdziwiła go sytuacja, która połączyła go z jego najlepszym przyjacielem, ale w gruncie rzeczy nic złego się nie stało, więc szatyn odbierał to tylko jako okazję do zaczepek… przecież Puchon też robił idiotyczne rzeczy z Neirinem. Aż tak mocno leżało to Noxowi na sercu? Przecież jakoś na wiosnę, chyba w marcu, sam bez oporów opowiadał o miłosnych początkach z jakąś straszą od siebie dziewczyną… i mówił bez żadnego zająknięcia o całowaniu, seksie, alkoholu, narkotykach… Liam nie spodziewał się, że mężczyzna tak nagle wyleje z siebie poczucie winy i… wstyd? Anglik był potwornie zbity z tropu… na co ta spowiedź?
- Um… - zawirowało mu nieco w głowie, ale dzielnie szedł dalej, choć jego oddech stawał się z każdym krokiem coraz bardziej nierówny i… słyszalny. Brzmiał jakby dostawał zadyszki od zwykłego spaceru. – Ale w zasadzie dlaczego mnie za to przepraszasz, Mefi? – uśmiechnął się do niego lekko, a przynajmniej tak mu się zdawało, że do niego. Podniósł głowę czy nie? – Brzmisz jakbym miał o tobie najgorsze zdanie na świecie, a przecież nic złego o tobie nie myślę… obraziłeś się za powiedzenie, że nie jesteś słodki? – zaśmiał się cicho. Przecież go to w gruncie rzeczy nie interesowało, czy Mefisto chce się ustatkować czy nie, czy chce się z kimś całować czy nie… sam nie robiłby takich rzeczy, ale z tego co zrozumiał, Nox raczej nikogo nie krzywdził, więc wszystko było w porządku. Ciężko byłoby mu skrzywdzić, skoro obrał sobie za cel Neirina… to prędzej rudy załamałby mu serce… i niekoniecznie w tym romantycznym ujęciu, a tak naprawdę, stojąc z obiema rozpołowionymi komorami i przedsionkami w palcach… Liam po prostu nie rozpatrywał Mefisto w żadnej innej formie jak przyjaciela. Czy przyjaciele muszą się przepraszać za to, że całowali się z kimś innym…? Jasne, akurat likantrop wybrał sobie najważniejszą dla Rivaia osobę w Hogwarcie, ale przecież doskonale wiedział, że młody sobie z tego wszystkiego po prostu żartował i w żadnym razie nie odbierał tego poważnie. – Zresztą… wiem, że Neirin i tak kocha tylko mnie, więc nie czuję się specjalnie zagrożony. – machnął ręką, śmiejąc się delikatnie w akcie próby rozrzedzenia atmosfery. Naprawdę nie czaił dlaczego tak nagle zrobiło się poważnie…
… tak samo jak nie czaił dlaczego w pewnym momencie zrobiło mu się tak pusto pod nogami. Na krótki moment straci równowagę i poleciał przed siebie, w ostatniej chwili łapiąc się ramienia Noxa i chroniąc twarz przed przyrżnięciem o ziemię. Wyglądał tak, jakby się o coś potknął i szczęśliwie zaparł się jednym kolanem o ścieżkę, nie puszczając się ręki Mefisto. Tylko zamiast zacząć się śmiać, kpić z samego siebie i przede wszystkim wstać… oparł się o niego jeszcze głową, czując, że zaczyna mu być naprawdę źle… nie mógł wykrztusić słowa, wiedząc, że jeśli teraz coś powie, to chyba puści pawia… a Nox, mając młodego uczepionego na swojej ręce z łatwością wyczuł, że… Puchon był rozpalony do granic możliwości. I oddychał trochę zbyt ciężko na ja spokojny spacerek po parku…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Skąd : Croydon
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 147
  Liczba postów : 345
http://www.czarodzieje.org/t16487-charlie-c-chapman#453068
http://www.czarodzieje.org/t16492-charlie-c-chapman
http://www.czarodzieje.org/t16494-chips#453415
http://www.czarodzieje.org/t16488-charlie-c-chapman#453086




Gracz






PisanieTemat: Re: Park ze Szklanym Zamkiem   Wto Sie 14 2018, 20:16

| Inny czas |

Charakter ucznia, iście przyjazny, nie pozwalał mu opuścić miasteczka ani na krok, mimo że czuł, iż całkowicie wpadł w sidła zapomnienia i zwyczajnie nie wie, jak powrócić do pensjonatu - najwidoczniej, czy tego chciał, czy też i nie, został skazany na niefortunny fakt swojej własnej nieudolności. Mimo to nie załamywał się, no ba, w towarzystwie mieszkańców tego niezwykłego kraju czuł się wyjątkowo swojo - z łatwością, mimo nieznajomości języka hiszpańskiego, nawiązywał z nimi kontakt, śpiewając określone piosenki (choć tekstu nawet nie znał) oraz, gdy otrzymywał oczywiście taką możliwość, grał na gitarach oraz mniej zaznajomionych instrumentach, które sprawiły mu ogromną zabawę. Nieraz zdarzało się, że siadał do kręgu, mówił jakieś dziwne rzeczy, uczył się trochę nowych faktów, zaś sam przekazywał odpowiednią wiedzę - nie mógł narzekać! Na pewno jest o niebo lepiej niż w rodzinnym domu, gdzie wszyscy, dosłownie wszyscy, uznają go za względnego dziwaka, nie chcąc z nim utrzymywać jakiegokolwiek kontaktu - no tak, mugolak. Rodzice nadal nie potrafili zaakceptować tego, że ten jest czarodziejem - no ba, starali się to utrudnić, często zabierając mu różne przedmioty z jego pokoju. Na szczęście zdołał się wpakować w wycieczkę, użył świstokliku i zadowolony odbywa swoje wakacje w tym słonecznym, przepełnionym radością kraju.
Ostatnio pogoda jednak nie dopisywała - przelotne opady, grzmoty i sztorm raczej nie zadziałały na korzyść turystów, aczkolwiek na pewno nie mogli ominąć tej prawdy - było przyjemniej. Nawet jeżeli świat przybrał jakichś smutnych, melancholicznych barw - na pewno chłodniej. Przyjemny wiatr muskał jego skórę, kiedy to wydostał się z kręgu i jakimś cudem trafił do nieznanego wówczas parku, gdzie turyści zaczęli mówić o szklanym zamku. Nie wiedział, do czego jest to odwołanie, jednak liczył na to, iż zobaczy coś, co na pewno ucieszy jego oczy. Ubrany w białą koszulę (o swój styl dbał) z niepokolorowanymi kosmykami włosów sombre oraz nutą zapachu wody kolońskiej, zaczął zwiedzać okoliczne tereny. Aż tak dużo ludzi tutaj nie było, jednak miejsce na pewno miało swój urok - wydawało się być przepełnione przepychem, gdy Charlie rzucił okiem na fason wykonania i dokończenia budowli. Wszystko wyglądało prześlicznie, aczkolwiek nie skakał z miejsca na miejsce, jakby coś go zaczęło gryźć - zwyczajnie, ostrożnie i przyjaźnie, z wymalowanym uśmiechem pogody ducha na twarzy, przemieszczał się między drzewami, kiedy to natrafił na nieznaną altankę. Zaciekawiony pierwsze wychylił swój kudłaty łeb, by następnie wejść powoli do środka - znajdował się tutaj całkowicie samotnie. Żadnej żywej duszy. Mimo to, podłoga wydawała się emitować nieznaną wówczas energię, co skłoniło go do przyłożenia różdżki do szklanej nawierzchni oraz zwyczajnego uwolnienia trochę mocy z jej rdzenia. Czuł się bardzo dziwnie szczęśliwy oraz wolny, zaś na jego twarzy zawitał znacznie szerszy uśmiech, kiedy to dziwna poświata doprowadziła do pojawienia się tekstu, z którym zaczął się dość szybko zapoznawać - jednak nie na tyle, by wszystko z tego zapamiętać. Stojąc na środku, zdawał się posiadać nieokreśloną energię, jego serce zaś zaczęło bić ciut mocniej, kiedy promień nieznanej magii zniknął, zapoznając się z tym, jak ta altanka została zabezpieczona. Kto wie, może coś znalazło się w jego głowie? Nigdy nie wiadomo!
No i teraz wyjść... Co prawda z budynku nie było problemu, jednak gorzej z tym, że tego miejsca kompletnie nie znał. Na szczęście ścieżka, którą szedł, była oznaczona, więc po dłuższym spacerze wydostał się z parku, ciesząc się na duchu, że jakimś cudem tutaj nie utknął - mogło być znacznie gorzej.

z.t

Kostka: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 627
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1729
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Park ze Szklanym Zamkiem   Czw Sie 30 2018, 16:04

Osobiście uważał, że to była tragiczna rozmowa. Kiedy tylko zaczął odrobinę przygasać, Liam wyraźnie się zgubił - ten dzieciak miał raczej niezłą intuicję, pomijając pewne istotne dla Mefisto szczegóły. Był empatyczny, a takie osoby, o ile tylko ktoś nie stawał na głowie by ukryć emocje, z łatwością czytały ludzi. Teraz wszystko wskazywało na to, że jeśli Mefisto nie wyduka swoich problemów, to Puchon za cholerę się nie domyśli. "Coś się stało?"... Oczywiście, że tak. Nox raczej normalnie się tak nie zachowywał, a teraz w dodatku coraz bardziej jawnie informował o co mu chodzi. Próbował jakoś wyplątać się z sytuacji, którą sam sobie wyszykował i która kompletnie mu nie pasowała.
- Co? Nie - Westchnął z niedowierzaniem, bo nie miał pojęcia jakim cudem Puchon aż tak zafiksował się na tym aspekcie bycia - czy raczej, nie bycia - słodkim. Jakkolwiek nie bolałaby go informacja, że zwyczajnie nie wpasowuje się w typ Liama, tak chodziło mu raczej o wyczyszczenie własnego sumienia. O ile nie knuł akurat jakichś debilnych planów i nie podawał błędnych informacji specjalnie, to po prostu nie lubił rzucać słów na wiatr. Nie lubił tego, że mógł wyjść na osobę niehonorową - Rivai mógł zauważyć, że dane słowo miało dla Mefisto sporą wagę. - Mówię ci to, bo nie chcę po prostu, żebyś miał o mnie mylne zdanie. - Podsumował, chyba trochę kończąc temat, bo nie wiedział jak jaśniej dzieciaka uświadomić o swoich zamiarach. Już i tak wystarczająco sobie popsuł humor; zresztą, nie potrzebował dobitniejszych wyjaśnień ze strony Liama, że rozpatrywany był jedynie jako przyjaciel. Chciał iść dalej przez ten cholerny park i wmawiać sobie, że jego sumienie będzie spokojniejsze, bo jakoś - nieznacznie, ale może jednak? - wyszedł na czysto.
Otworzył usta z zaskoczeniem, dusząc jęk; nie spodziewał się nagłego szarpnięcia za kończynę, którą sprawną jeszcze by nie nazwał. Spojrzał z zaskoczeniem na Liama, który uwiesił się na nim i jeszcze przyklęknął. To miała być kara, czy raczej nagroda? Ból promieniował przez ramię Ślizgona, ganiąc go za wszelkie niezadowolone czy poddenerwowane myśli. Cóż, w tej konfiguracji nie było tak źle...
- Młody? - Zainteresował się, bo chłopak nie wstawał i nie wyglądał najlepiej. Podciągnął go do góry, pomagając sobie zdrową ręką, którą też postarał się dzieciaka jakoś przytrzymać. Rivai był rozpalony i niezbyt przytomny, a Mefisto... Mefisto jakimś cudem wcześniej tego nie zauważył.
Ty idioto.
- Na Merlina, dzieciaku, ty płoniesz - wymamrotał, rozglądając się za jakąś ławką, najlepiej w cieniu; w oko wpadł mu budynek, w którym może mogło być odrobinę chłodniej. Pytanie tylko, czy Liam był na siłach przebierać nogami, czy nie potrzebował chwili na wzięcie oddechu, czy w ogóle jeszcze kontaktował...
Świetnie mu szło to udzielanie korepetycji, nie?

______________________


Shadows fall over my heart,
I black out the moon, I wait for you to come around.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 106
  Liczba postów : 298
http://www.czarodzieje.org/t16163-carson-o-gilliams
http://www.czarodzieje.org/t16172-dolacz-do-mojej-swity#442693
http://www.czarodzieje.org/t16171-poczta-pantoflowa-carson#442692
http://www.czarodzieje.org/t16162-carson-o-gilliams




Gracz






PisanieTemat: Re: Park ze Szklanym Zamkiem   Sob Wrz 01 2018, 01:23

Jej czas w Meksyku dobiegał końca i choć podczas pisania ostatniego listu do Irony umieściła w nim wzmiankę, że zaczyna jej się nudzić siedzenie tutaj, mimo wszystko postanowiła jeszcze co nieco zwiedzić. Szybko okazało się, że nie była taka sprytna, jak sądziła i jeszcze nie poznała wszystkich pięknych zakamarków miasteczka - między innymi nie była zobaczyć szklanego zamku! Kojarzyła, że kiedyś podczas spaceru tym właśnie parkiem coś błyszczącego zwróciło jej uwagę, lecz nigdy nie poszła zbadać owego obiektu i dziś był ten dzień!
Z bliska okazało się, że zamek był niesamowitą, chyba zupełnie szklaną konstrukcją, co rozdziawiło buzię Carson i przez bardzo długi czas nie pozwalało jej zamknąć ust. Wpatrywała się w wędrujące po lustrzanej posadzce kolorowe plamy z zapartym w piersiach tchem. Sięgnęła po swój stary, niemalże rozpadający się aparat - jeśli miałaby opowiedzieć o czymś Irony, chciałaby również móc jej pokazać, co widziała! Nie sądziła, że uda jej się złapać na fotografii choć niewielki ułamek widocznego tu piękna, lecz spróbowała.
Przechadzając się dalej dostrzegła coś błyszczącego w nieco inny sposób - na złoty kolor! Och, czyżby szczęście w końcu się do niej uśmiechnęło i znalazła jakiś ciekawy przedmiot? Jakiś mały skarb? Chyba za szybko chciała podejść do tego miejsca, bowiem poślizgnęła się i runęła na posadzkę z hukiem, ściągając na siebie uwagę wszystkich obecnych w okolicy turystów. Pozbierała się szybciutko, rzucając w ich stronę na poły przepraszające, na poły zirytowane spojrzenie (no bo nie mieli się gdzie patrzeć, co nie?), a następnie sięgnęła po to, co przykuło jej uwagę - och, pieniążek... I to nawet nie magiczny.
Super.
Postanowiła po chwili opuścić szklaną altanę, jako że czuła na sobie wzrok wielu ludzi i nieco ją to krępowało.
/zt

3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 576
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 635
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Park ze Szklanym Zamkiem   Sro Wrz 05 2018, 12:22

Czy poważna czy też nie, ich poprzednia rozmowa przygasła, przytłoczona przez najświeższe wydarzenia, które prezentowały się w sposób następujący: Liam utożsamiał się z metalowym czajnikiem ułożonym na palniku, stopniowo zagrzewając się niemal do nieprzytomności, by zaraz z tego palnika spaść i uwiesić się na niedysponowanej ręce Mefisto (bo przecież nie będzie specjalnie go obchodzić, gdy miał w planach omdlenia, szanujmy się), by przestać rozumieć już cokolwiek… ale hej. Jeśli ciągnąć porównanie z czajnikiem, to młody był ewidentnie najbardziej elegancko ubranym, metalowym dzbanem na wodę, jaki chodził po całym Meksyku.
Oddychał bardzo ciężko ze wzrokiem wbitym w ziemię, łudząc się, że z takiej pozycji lepiej będzie mu utrzymać nie tyle co równowagę, bo o to nawet już nie marzył, uwieszony na ramieniu Ślizgona, jak na ostatniej desce ratunku, a po prostu świadomość. Ale mroczki przysłaniały mu powoli cały widok.
- D-Dzięki, nie? - za podtrzymanie? Za zwrócenie uwagi, jak tragicznie się czuł? Nah… chodziło mu o bycie rozpalonym. Resztkami energii spróbował się żartobliwie uśmiechnąć, ale czuł, że zaczyna go mdlić. – Głowa mi zaraz eksploduje… z ust.. ale lawa ci się nie spodoba… - wyglądał równie słabo, jak słabe były jego metaforyczne zapowiedzi nadchodzących wymiotów. Zdecydowanie nie był w stanie samodzielnie przebierać nogami, choć jeżeli Ślizgon pokusił się o kilka kroków na przód, Liam dawał radę jeszcze się nimi ewentualnie podpierać, by nie zwalić całego swojego ciężaru na barki starszego kolegi. – Przepraszam…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 627
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1729
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Park ze Szklanym Zamkiem   Nie Wrz 16 2018, 00:42

Jedno trzeba przyznać - Mefistofelesowi świetnie myślało się w momencie, w którym czuł ból. Choć większości osób raczej to przeszkadzało, nieprzyjemnie rozpraszając, on właśnie odnajdywał w tym dyskomforcie komfort; punkt zawieszenia. Umysł miał rozjaśniony, zupełnie tak jakby czerwone światełka wywołane przez ból jako jedyne potrafiły pozbyć się czającej w zakamarkach ciemności. Teraz, kiedy Liam wisiał na jego rozwalonym ręku i słaniał się z jakiejś tajemniczej niemocy - albo raczej, po prostu przegrzania - Nox czuł się świetnie. Bez problemu chłopaka podtrzymywał, trochę panikując i cholernie się martwiąc, ale najzwyczajniej w świecie myśląc. Było to bardzo pomocne w obliczu tego, że wyrzuty sumienia miały poźniej nie pozwolić mu oddychać ze względu na zaniedbanie, prezentowane brakiem zauważenia niepokojących symptomów u Puchona.
- O nienienie. - Zaprotestował szybko. - Nie rzygaj. - Proste, stanowcze polecenie raczej nie miało zbyt wielkiej szansy wpłynięcia na organizm Liama... Ale Mefisto chyba po prostu musiał coś powiedzieć, żeby zabić ciszę i jednocześnie zyskać odrobinę czasu. Mógł przynajmniej podprowadzić go trochę w stronę szklanego zamku. Pewnie nawet ciągnąłby go tam dalej, gdyby nie dotarły do niego jakieś słabe przeprosiny. - Nie masz za co, skarbie. Pozwolisz? - Nie czekając na odpowiedź, po prostu wziął chłopaka na ręce, w tej konfiguracji znacznie szybciej przedostając się do budynku. Tam mógł znaleźć spokojny kącik, ułożyć Liama na chłodnej posadzce i, cóż, samemu odpocząć od upałów.
Wyciągnął różdżkę i rzucił niewerbalnie Frigus, mając nadzieję, że zaklęcie przyniesie prefektowi Hufflepuffu choć odrobinę ukojenia. Zaraz potem opuścił różdżkę, pozwalając, żeby końcówką stuknęła lekko o podłogę...
Ta zalśniła, mieniąc się kolorami i ukazując napisy tłumaczące zaklęcia nałożone na zamek, a także samo w sobie jego powstanie. Mefistofeles zupełnie nie miał głowy do studiowania takich rzeczy, ale wzrok mimowolnie przemknął po kilku zdaniach, choćby dla samego wyrażenia zachwytu nad ich pięknem. Gdzieś z tyłu głowy przemknęła mu też myśl, że taki uroczy efekt byłby perfekcyjnym dopełnieniem randki; o ile ta kiedykolwiek miałaby wystąpić.
O ile nie traciliby czasu na głupie rozmowy, albo mdlenie.
- Trochę lepiej? - Spytał cicho, odrobinę walcząc ze strojem Rivaia. Chciał rozpiąć przynajmniej kilka guzików koszuli, poluzować co tylko mógł; żeby dzieciak zwyczajnie mógł oddychać. O korepetycjach mogli na tę chwilę zapomnieć i wiadomo było, że kiedy tylko Liam zbierze trochę siły, to Mefisto teleportuje ich prosto pod pensjonat.

/zt x2

______________________


Shadows fall over my heart,
I black out the moon, I wait for you to come around.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Park ze Szklanym Zamkiem   

Powrót do góry Go down
 

Park ze Szklanym Zamkiem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Meksyk
 :: 
Miasteczko
-