Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość


Runa Grímsdóttir

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 106
http://www.czarodzieje.org/t9479-runa-demetria-grimsdottir#263703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9490-misfit#263847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9489-maly-cwaniaczek#263844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9488-runa-demetria-grimsdottir#263840
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyCzw Wrz 11 2014, 14:34

First topic message reminder :

Nieważne, jak mocno Eiv wpatrywałaby się w oczy Runy, i tak nie dojrzałaby w nich żadnego z fałszywych uczuć, jakich najprawdopodobniej szukała. Oczywiście, może delikatne zbicie z tropu majaczyło gdzieś pośród pokładów niezmierzonej empatii oraz czystej chęci pomocy, bo dziewczę nigdy by się nie spodziewało, że po względnie krótkiej salwie przekleństw oraz obelg ich ofiara momentalnie się załamie. Wnioskując z całej tej nienawiści, jaką słychać było w opowieściach Gemmy o podszywającej się pod nią osobie, można było pomyśleć, iż ona z wielką chęcią podejmie się takiej szermierki. Zamiast tego, po prostu opadła na ziemię. Grímsdóttir usiłowała wiec w jakiś niebywale błyskotliwy sposób rozpracować zawiłość sytuacji, ale fakt, że musiała to robić w międzyczasie oswajania Henley wcale nie pomagał. Głaskała ją z niemal siostrzaną troskliwością, której w danym momencie u Gemmy próżno było szukać. Dziewczyna powoli chyba zaczęła wierzyć w prawdziwość teorii o dawno zaginionych, nagle odnalezionych bliźniaczkach, sądząc po pełnym wyrzutu pytaniu o nieodzywanie się, ale zamiast takiego chamstwa, mogłaby się przestawić na tryb empatii. Nie pomyślała, że może Cara nie miała żadnego wpływu na ich rozdzielenie? Runa mimowolnie czuła na sobie wzrok Zaharówny, chociaż odwrócona do niej plecami nie miała najmniejszej szansy na zgadnięcie, jakie emocje w nim zawarła. Czy niecierpliwe oczekiwanie, czy nienawiść, czy może zwykłą obojętność i brak wiary w retorykę Włoszki? A może w ogóle nie patrzyła, krążąc tylko w kółko, zaś osiemnastolatce tylko wydawało się, że jest obserwowana? Jeszcze się o tym z pewnością przekona, póki co nadal delikatnie gładziła włosy Gryfonki, aby zaraz ostrożnie odebrać od niej papier wraz ze zdjęciem. Sytuacja zrobiła się trochę mniej wygodna, bo dla pełnej wygody Runa potrzebowałaby obu swoich dłoni, a to oznaczało, że nastał koniec głaskania. Westchnęła cicho, zabierając się do dokładniejszych obserwacji dwóch zadziwiająco ważnych rzeczy, których otrzymania dziewczę w żadnym wypadku się nie spodziewało.
- Gemma, jak miała na imię twoja siostra? To znaczy, na pierwsze i drugie? - spytała głośno, chcąc upewnić się, że adresat pytania dokładnie je usłyszy. Oczyma pochłaniała inicjały N. V. Z. w całej pewności, że "Z" oznacza "Zaharov". Nie chciała jednak podejmować żadnych pochopnych wniosków, więc musiała się upewnić. Rok 2004 również pasował do wersji rozdzielenia w wieku dziewięciu lat.
- W sumie wiesz co? Chodź tu i zobacz sama - dodała, podnosząc się do pionu i wyciągając dłoń ze zwitkiem papieru oraz zdjęciem w stronę dziewczyny, a kiedy ta zabrała podane jej rzeczy, Włoszka znów przykucnęła, aby ponownie zacząć głaskać Henley.
- Wszystko będzie dobrze - powiedziała cicho, nie mając w arsenale nic lepszego, a nie chciała, żeby dziewiętnastolatka miała się tu zaraz popłakać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Nathaniel Woods

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyWto Wrz 22 2015, 18:53

Trzeci i ostatni rok w Hogwarcie był co najmniej dziwny, przynajmniej dla Natha. Nie oszukujmy się, ta szkoła była dla niego jak dom, w końcu spędził w niej praktycznie pół swoje życia. Znał każdy jej zakamarek i wszelki wyjścia, którymi mógł się wymykać nocami. Dlatego ten zamek był mu taki bliski, zwyczajnie się przywiązał i na samą myśl, że będzie musiał go niedługo opuścić było mu dziwne smutno. Oczywiście w grę wchodzili również ludzie, wszystkie osoby, które od samego początku były mu bliskie i te, które stały się dopiero niedawno. Mimo tego, że początek roku zwykle go cieszył, w tym przypadku jego nastawienie było oschłe. Być może z powodu całych wakacji, które był nijakie, a może przez jego ślizgońskie nastawienie do wszystkiego. Właściwie druga opcja była dość prawdopodobna, zważając na fakt, że jego jedyna gryfońska podpora jakby gdzieś znikła. Oczywiście nie sama, a za sprawą pana Woodsa, którego charakter był na tyle powalony, że zdarzało mu się zachowywać jak baba w ciąży, której co chwilę zmienia się humor. Właściwe jego reakcja na wymianę listów z Collins nie byłaby taka dziwna, gdyby nie to, że coś mu się poprzewracało w głowie. Czy można to było nazwać zazdrością? Brunet na pewno by się do tego nie przyznał, jednak w jakimś stopniu tak było. Jego uczucia w kierunku Marceline nie były pewne, znaczy tak myślał Nath, który ignorując wszelkie oznaki… zakochania? Bo chyba tak można to określić? Anyway, ignorując je wmawiał sobie, że ją lubi, że jest jego przyjaciółką i nie pasują do siebie… kij z tym, że myślał co innego. Ponadto wspomnienie o Willym wywołało u niego dziwną reakcję. Wtedy jakby zdał sobie sprawę, że to jednak nie jest przyjaźń, a przynajmniej przestawała nią być. Na początku poczuł złość, choć wspólne rysowanie Marceli i tego krukona chyba nie było dziwne? Jednak Nath, to Nath i czasami tak ma. A później? Strach. Przed zranieniem bliskiej osoby, przed związaniem się z kimś, przed odrzuceniem. Wszystko mieszało się w jego głowie, co w dodatku uniemożliwiało mu normalne funkcjonowanie. Właśnie w taki genialny sposób spędził cały okres wakacji. Rozmyślał nad wszystkim, choć po jego głowie chodziło jedno szczególne imię i chyba nie muszę wspominać jakie? Przez to również jego kontakt z Marcelą nieco się oziębił, w końcu jeśli jego nastawnie było dość bucowate, to chyba nie dziwne, że listy w szybkim czasie przestały być wymieniane?
Co mogło być lepszego nić powrót do Hogwartu? Właściwie to nic. Dlatego humor Nathaniela nieco się polepszył i dzięki temu na jego twarzy malował się lekki uśmiech. Nie byłby sobą gdyby nie wyszedł z zamku, który był wylęgarnią uczniów i nie tylko tych tutejszych. Po przybyciu uczniów z Salem nagle stało się tam w cholerne tłoczno, dlatego Woods korzystał z każdej wolnej chwili na błoniach. Tym razem był zbyt leniwy, żeby ciągnąć się aż tam, dlatego wybrał miejsce, które było dość blisko. Dzieciniec. Był- co dziwne- pusty. Oczywiście było to dobrym znakiem, w końcu miał zamiar sobie posiedzieć i pomyśleć? Kij wie, co Nath miał zamiar robić, po prostu uciec z zatłoczonych korytarzy, o!
Znacie ten stan, kiedy dosłownie zapamiętujesz każdy element danej osoby i to wcale nie brzmi dziwnie! Na przykład Woods tak miał, potrafił przypomnieć sobie, jak układały się czyjeś włosy, lub jak dany kosmyk odstawał. Umiał stwierdzić, czy zna tę osobę przy pomocy jej postawy. Z daleka potrafił rozpoznać bliską osobę, nawet się nie przyglądając. A w dodatku kiedy serce podskoczyło mu do gardła i poczuł jak wszystkie myśli związane z Marcelą wracają, z tą samą dziewczyną, która siedziała na ziemi kilkanaście metrów od niego. Pewnie byłby w stanie uciec i udawać jakby go tam nie było. Jednak kiedy tylko ją zobaczył poczuł… ulgę? Szczęście? Trudno było to określić, jednak na jego twarzy malował się uśmiech, więc jego nogi jakby same zaprowadziły go w tamtą stronę, c’nie?
-Witam, drogie panie- bo w sumie dopiero kiedy się tam znalazł, zauważył, że obok Marceli siedzi druga dziewczyna. Posłał swój firmowy uśmiech i przeczesał kudły dłonią. Naprawdę się cieszył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Collins

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 189
  Liczba postów : 161
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10503-marceline-collins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10505-marcelina-sie-socjalizuje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10506-sowa-marceliny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10507-marceline-collins-kuferek#288954
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyWto Wrz 22 2015, 19:56

- Dzięki, Allie.
Marcela uśmiechnęła się do Alyssy z wyraźną ulgą na twarzy. Rozmowa jej pomogła. Cóż, rozumiała jej obawy, ale widziała, że Allie jej ufa. Marcela zignorowała to, że jej siostra mówiła wszystko w kontekście związku, a nie przyjaźni, bo przecież od początku podkreślała słowo "przyjaźń", gdy mówiła o Nathanielu. W rzeczywistości próbowała sobie wmówić, że wcale tak nie jest, bo bała się odrzucenia. W końcu ostatnio i tak urwał im się kontakt, prawda? Co jeśli to się utrzyma i przestaną rozmawiać? Wtedy przecież wszystko, o czym mówiła Alyssie, straci jakiekolwiek znaczenie. Wtedy mogłaby jedynie wracać wspomnieniami do tego, jak robili razem tyle wspólnych rzeczy, jak pocieszał ją po starciu z zazdrosną Vittorią, trzymając ją za rękę, albo jak cieszył się, gdy podarowała mu prezent na urodziny, mimo że dla nikogo innego nie miały one znaczenia tylko dlatego, że Nath im tak powiedział.
Marcela pstryknęła zapalniczką, którą trzymała w ręce, a blady płomyczek pojawił się i zgasł wraz z puszczeniem guziczka. Podobną dała Nathowi w prezencie.
Marcela zdążyła wydusić z siebie jedynie podziękowania, bo niedaleko - zaledwie kilkanaście metrów dalej - zauważyła znajomą postać.
Najwidoczniej Collins i Woods mieli pewną wspólną cechę - w podobny sposób poznawali znajome osoby.
Dziewczyna zamrugała szybko, jakby chcąc pozbyć się dziwnej halucynacji, ale im dłużej się przyglądała, tym postać stawała się realniejsza, a im realniejsza się stawała, tym więcej znajomych cech mogła rozpoznać.
Wysoki wzrost. Sylwetka z zarysowanymi mięśniami, średnia. Pewny krok, choć już po tym zauważyła, że coś go trapiło. Włosy, po których przyjemnie byłoby przejechać dłonią.
- Na gacie Merlina, to jakieś szaleństwo. - szepnęła do Alyssy prawie niesłyszalnie.
W końcu mogła zrozumieć wiele rzeczy. To, że się nie odzywali do siebie długo. To, że wyżaliła się siostrze z problemu, a ta uznała, że między nią a Nathem coś jest. Ale to, że Nathaniel Woods we własnej osobie stanął na dziedzińcu jak gdyby nigdy nic, gdy akurat myślała o tym, jak dobrze byłoby go spotkać? To już przekraczało wszelkie granice jej domysłów.
I wtedy Nath je zauważył, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Marceli przeszło przez głowę, że to dokładnie ten sam uśmiech, który widziała u niego, gdy dostał od niej prezent urodzinowy. Sama uśmiechnęła się jakby z ulgą, a choć sama nie mogła tego stwierdzić, zabłyszczały jej oczy.
Gdy Nathaniel już stanął obok nich i przywitał się jak gdyby nigdy nic, Marcela nie była pewna, co ma robić. Miała już jakiś czas temu wiele pomysłów na to spotkanie. Co mogła zrobić? No, wiadomo, jako że była to Marcela, motto było proste: "najpierw Drętwota, potem pogaduszki". Ale kiedy zobaczyła ten jego uśmiech nr 1, albo inaczej - gdy zobaczyła go w ogóle - po prostu wstała i przytuliła go i wybąkała ciche "cześć" do jego klatki piersiowej, nim zdążyła to zarejestrować. Otulił ją przyjemny zapach jego perfum, a choć poczuła, że mogłaby tak zasnąć, odsunęła się po kilku sekundach. Dobra, może potem o tym wszystkim pogadają. Wtedy było dla niej ważne tylko tyle, że mogła się z nim zobaczyć.
Gdy już się od niego odsunęła, zwróciła się do Alyssy.
- Nathaniel-Alyssa, Alyssa-Nathaniel. - przedstawiła ich sobie szybko, a choć oczy nadal jej dziwnie błyszczały, posłała w stronę Alyssy niepewne spojrzenie. Usiadła z powrotem na swetrze i poklepała miejsce obok siebie.
- Siadaj. Chcesz papieroska?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Carrie Alyssa Collins

Student Hufflepuff
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 81
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11323-carrie-alyssa-collins#305223
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11378-skarbie-my-sie-chyba-znamy#305226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11380-alyssa-collins#305228
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11379-carrie-alyssa-collins
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyWto Wrz 22 2015, 20:31

Mówiła wszystko w kontekście związku, ponieważ prędzej czy później skończy się to związkiem. Tak, moi drodzy Allie była tego pewna. A jeśli nie związkiem to krótkim romansem, tak się po prostu dzieje. Nic na to nie poradzisz, bo jeśli choć jedna strona czuje coś do drugiej to zawsze co z tego wynika. Albo jest to trwałe, albo i też nie. Cóż życie jest dziwne, tego nie ogarniesz. Może nie tyle co życie, ale miłości i te wszystkie zauroczenia, motylki w brzuszku i tak dalej. Uważanie na to co się mówi. Rozpoznawanie się z daleka..
Carrie, tak szczerze mówią nawet nie zauważyła że tam z dala stał owy chłopak, czy raczej młody mężczyzna. Była akurat zajęta oglądaniem swoich wrotek, na których zrobiła się czarna rysa. Zmrużyła oczy zastanawiając się gdzie mogło dość do owego zajścia. No nic pewnie gdzieś przetarła, zahaczyła albo to przez te cholerne schody ! No cóż nie ważne, jest magia a magią da się wszystko naprawić prawda ?. Usłyszała te podziękowania Marcyśki oczywiście ale machnęła tylko ręką.. Bo przecież temat się skończyć nie będzie dalej tego drążyć. Ona jej się wygadała, Allie powiedziała swoje i tyle. Z zamyślenia wyrwały ją słowa Collins.
-Jakie szalone gacie ?- Uniosła brew ku gorze i spojrzała się w tamtą stronę co ona.
I wszystko stało się jasne, casanowa pojawił się na dziedzińcu. Oczywiście że uważała ze coś między nimi jest, no hallo. Gołym okiem można było to zobaczyć. Carrie nigdy nie miała problemów aby poznać się na ludziach od razu. Nigdy nie sugerowała się tym co mówią inni ani tym co ludzie mówią sami. Trzeba po prostu czytać z mimiki twarzy, która czasem też kłamała. Ale jest jedna rzecz która nigdy nie kłamie, one zawsze mówią jakim człowiekiem się jest. To są oczy, oczy nie kłamią. Nie da się oszukać odzwierciedlenia swojej duszy. Wracając do Nathaniela. Gdy już podszedł na tyle blisko aby mogła mu się przyjrzeć choć na chwile i nie tak aby było to natrętne, zrobiła to. Zarejestrowała jego uśmiech oraz jego oczy, widać było że się cieszył na widok panny Collins, bo Allie to od razu nie zauważył, dobry znak. Posłała mu delikatny uśmiech i skinęła głową. Trzeba przyznać że był nawet przystojny. W końcu casanowa musi być przystojny. Oczywiście Marceline też najwyraźniej cieszyła się z całego zajścia. Widząc jak na niego zareagowała była niemal pewna że siostra się w nim zakochała. Miała racje..
-Hej, hej. Miło mi - Przywitała się z uśmiechem i machnęła ręką. Po czym klasnęła w dłonie, takie nie pohamowane przyzwyczajenie. Zazwyczaj lubiła sobie klasnąć w dłonie gdy coś się jej podobało, lub była po prostu zadowolona z obrotu spraw jak teraz. Marceline znała ją jak nikt inny więc wiedziała czemu dziewczyna od czasu do czasu sobie klaśnie w dłonie. A Nathalniel ? No cóż on nie wiedział i mógł uznać ze dziewczyna jest po prostu dziwna. Trudno, przejmować się tym nie będzie. Jakby miała się tak przejmować wszystkim co ludzie o niej mówią, cóż ... Pewnie siedziała by w dormitorium i płakała do poduszki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Haeil Yong

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 368
  Liczba postów : 207
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11217-haeil-yong
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11240-haeil-i-jego-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11241-mr-alien#303044
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11242-haeil-yong#303048
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyWto Wrz 22 2015, 21:21

Po Wielkiej Uczcie udał się na Dziedziniec gdzie zastał studenta ze swojego domu i dwie dziewczyny, jedną z nich kojarzył ze statku. Nie był jakoś w nastroju na świętowanie, tym bardziej z powrotu do szkoły. W sumie chyba nie tylko on nie chciał, żeby wakacje się kończyły, oznaczało to powrót do masy nauki, ryzyko utraty punktów dla domu przez jakichś nieogarniętych pierwszaków, egzaminy... Ale z drugiej strony straszliwie tęsknił za szkolnymi meczami Quidditcha i weekendowymi wypadami do Hogsmeade z przyjaciółmi.
Korzystał ze słońca i ciepłej pogody póki jeszcze mógł. Chodził sobie w sumie bez celu w tę i w tamtą zastanawiając się czego nauczy się w tym roku, z kim będzie miał do czynienia i co najważniejsze - czy uda mu się kogoś poderwać. Chciałby mieć kogoś na dłużej, takie skakanie z kwiatka na kwiatek i uderzanie do pierwszych lepszych dziewczyn już mu się znudziło. A może by tak spróbować z facetem? Nie, to idiotyczne. Jak on by się pokazał kumplom, gdyby okazało się że Hae pieprzy się z jakimś kolesiem... Hae, który próbował podrywać nawet studentki.
Jego rozmyślania przerwało pojawienie się jeszcze jednej osoby na Dziedzińcu. Od razu rozpoznał czarnowłosego Puchona, którego poznał podczas wakacyjnego rejsu i zdobywając się na przyjacielski uśmiech podszedł do niego.
- Cześć, Lukas - przywitał się radosnym tonem. - Też nudziło ci się na uczcie?
Tak, to pytanie było totalnie z dupy. To oczywiste, że skoro z niej wyszedł to raczej mu się nudziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lucas Bielecky

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 21
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 207
  Liczba postów : 113
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11260-lukasz-lucas-bielecky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11264-luki#303388
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11262-lucasowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11263-lucas-bielecky
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyWto Wrz 22 2015, 22:38

Powrót do szkoły był w tym roku dla Lucasa przygnębiający jak nigdy dotąd. Opuścił Wielką Salę gdy skończył jeść deser. Dalsze grzebanie łyżką w pustym pucharku ze wzrokiem wbitym w stół i czekanie aż ktoś do niego zagada uznał za bezsensowne. Lekko przygnębiony, czy może bardziej zawiedziony, wyszedł na dziedziniec. Zebrała się już tam pokaźna grupka ludzi, których zapewne też przytłoczyła atmosfera uczty otwierającej nowy rok nauki. Wśro nich dostrzegł Marceline, dziewczynę z Gryffindoru, którą poznał na statku. Towarzyszyła jej Carrie, znajoma z jego domu i jakiś chłopak w zielonym krawacie. Przez moment chciał podejść i się przywitać. Nie było w tym nic złego, tak robią normalni ludzie, którzy się znają, tak? Jednak po namyśle zmienił zdanie. Ma dla niej zdjęcia ze statku, kiedyś je jej da i wtedy pogadają.. Po co się wtrącać w czyjąś rozmowę.. Marceline uśmiechała się, była wesoła i zadwolona. O to przecież chodzi, prawda? Minął ich łukiem i w międzyczasie znalazł sobie idealne, odpowiednio odizolowane miejsce na murku, w kącie pod gruszą. Rozsiadł się pomiędzy dwoma słupkami, po czym oparł czarne trampki o jeden z nich. Już wyjmował książkę, by pogrożąyć się w lekturze, gdy podszedł do niego znajomy, skośnooki Ślizgon. Ucieszyła go obecność Ślizgona. Dziwne uczucie, oj dziwne.
- Witaj Haeil. - chłopak uśmiechnął się miło. - A.. jakoś tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Woods

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptySro Wrz 23 2015, 17:38

Pewnie gdyby ktoś zapytał Woodsa o Marceline, to pewnie wzruszyłby ramionami, starając się unikać tematu. Był kretynem, przynajmniej jeśli chodziło o pokazywanie jakichkolwiek emocje po sobie. A uczucia? Ewidentnie się ich wyrzekał, bo tak było łatwiej. Kolejne panie w jego życiu pojawiały się dość szybo, a znikały o wiele szybciej. Wystarczy spojrzeć, na którąkolwiek z jego przyjaciółek, które w przeciągu kliku tygodni stawały się kimś więcej, ale nie oszukujmy się były dla niego dobrymi zabawkami i tyle. Być może jego plany do Collins były inne, nie chciał wchodzić z nią w głębszą relację, w końcu jeszcze wtedy łączyło go wiele z Severusem. Pomijając wszelkie lata, przez które co chwilę się kłócili i skakali do gardeł… później wszystko się ułożyło. Znaczy tak myślał Woods, który cieszył się, że zdobył przyjaciółkę. Marcelnie była osobą, z który zawsze potrafił się dogadać i mieli wiele wspólnego. Jednak szybko zdał sobie sprawę, że ta relacja idzie w dziwnym kierunku, który pewnie by mu odpowiadał, gdyby nie jego styl życia i charakter. Z czym kojarzy się Nath? Imprezy, szalone pomysły, bycie ślizgonem na wszelkie sposoby i pół Hogwartu to powie- ranieniem ludzi. Bo w sumie miał tak od zawsze, czasami powiedział coś średnio miłego, innym razem zdradził przyjaciela… czasami rzucało mu się na mózg i nic dobrego z tego nie wychodziło. Co więcej nigdy z tego nie wyrósł, jednak zaczął sobie zdawać sprawę, że często przesadza, że powinien szanować to co ma. Być może głównym elementem tej zmiany była Marcela, której Woods serio nie cierpiał, całe jej egzystowanie go denerwowało, a później nagła zmiana i staje się jego najlepszą przyjaciółką. W tym był problem! Powoli zachowanie bruneta zaczęło się zmieniać, jakby przestawał traktować ją jak swoją bestkę, a zaczynał jak… no właśnie, jak? Tego nawet on nie wiedział, jednak był świadom, że to zaczyna przekraczać granice przyjaźni. Pewnie w normalnych okolicznościach nawet by nie czekał, ale w tym przypadku cholernie się obawiał, że rzuci czymś nie tak, albo zwyczajnie ją zrani. Choć się do tego nie przyznawał, naprawdę się bał. Zaczynał się zachowywać nie w ślizgońskim stylu, co było niedopuszczalne! Ale nawet najlepszym zdarzają się tak radykalne zmiany. A w tym przypadku było to widać gołym okiem, choć Woods wszystkiego się wypierał… Bo Marcela była jedynie dobrą przyjaciółką, która dzieliła się z nim fajkami, oraz czasami z nim pośpiewała i tyle, o!
Praktycznie nie zdążył zareagować, a głowa panny Collins spoczęła na jego klatce piersiowej. Lekko się uśmiechnął i pogłaskał po włosach. Serio się ucieszył, w końcu sam nie wiedział co ma myśleć o tamtej dość długiej przerwie podczas wakacji, kiedy to praktycznie ze sobą nie rozmawiali. Bał się, że Marcela weźmie to do siebie, przez co się od siebie oddalą.
-Hej- odparł z uśmiechem na ustach i lekko przechylił głowę, by skojarzyć twarz dziewczyny. W końcu znał większość uczniów, c’nie? Oczywiście starał się stwarzać wrażenie normalnego i nie gapić się cały czas na Marcele, bo to mogłoby wydawać się dziwnie. Szybko klapnął pod murkiem i wyszczerzył się do Gryfonki- Jasne, że chce… Widzisz, ona pogłębia mój nałóg!- tym razem skierował słowa do Puchonki, w końcu to co powiedział było czystą prawdą! Wyciągnął papierosa z paczki i wsadził go sobie do ust, szukając czegoś po kieszeniach.
-W ogóle patrz, już umiem- właściwie to teraz machał Marceli zapalniczką przed nosem, w dodatku tą samą, którą od niej otrzymał. Udało mu się ją jakimś cudem ‘uruchomić’ choć to wcale nie było takie łatwe, a następnie odpalił papierosa. Uśmiechnął się jeszcze dumnie, bo w końcu to był niezły wyczyn. Oparł głowę o murek i zaciągnął się dymem.
-To co robimy?- zapytał z błyskiem w oku i popatrzył na dziewczyny, w końcu był pełen energii i nie mógł tak siedzieć cały dzień do dupie, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Collins

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 189
  Liczba postów : 161
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10503-marceline-collins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10505-marcelina-sie-socjalizuje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10506-sowa-marceliny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10507-marceline-collins-kuferek#288954
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptySro Wrz 23 2015, 18:40

Marceline właściwie wcale nie uważała, że nic się nie stało. Bo stało się.
Tak, tęskniła jak cholera. Na początku nawet próbowała udawać przed samą sobą, że tak nie jest, ale nawet ona z tą swoją upartością typowej Gryfonki odpuściła. Po prostu jej go brakowało.
Aż zaczęła się winić, że za bardzo się z nim zżyła. Przecież to Ślizgon! Ślizgon, a w dodatku imprezowicz, alkoholik i ruchacz nad ruchacze.
No, ale choć Marcela próbowała jakoś się tymi epitetami pozbyć go z myśli, to tak naprawdę obelgi nabierały w jej głowie wydźwięku co najwyżej pieszczotliwego. Właściwie, nie do końca tak myślała. To znaczy, wiedziała, że lubi imprezy i że dziewuchy lecą na niego i tłuką się o niego tak, jakby był ostatnią parą butów na wyprzedaży, ale wiedziała, że one wszystkie to nieudolny sposób radzenia sobie z uczuciem do tamtej dziewczyny. Wiedziała to dzięki jego piosenkom.
Przypomniała sobie wtedy tę dziewczynę, o której Nath napisał piosenkę i poczuła znowu to okropne ukłucie w żołądku - zazdrości i żalu. Jak mogła być ważna, kiedy nie wiedziała, czy on nadal coś czuje do tamtej? No, oczywiście zakładając, że nie byliby przyjaciółmi, a przecież są. No nie? Przyjaciele, bestki, te sprawy, żadnych romansów, nic z tych rzeczy.
Cóż, Marceli trudno było oszukiwać samą siebie, ale jak widać nie było to niemożliwe.
W każdym razie, Marcela naprawdę bardzo chciała trzymać go na dystans, pokazać mu jakiego to nie ma focha, ale po tak długiej rozłące nie potrafiła zrobić nic innego, niż tylko go przytulić. Uznała, że zawsze mogą o tamtym pogadać, poza tym bała się, że wcale mu nie będzie zależało na tym, żeby znów być z nią blisko.
Gdy Nath usiadł obok niej, wyprostowała się nieznacznie i zerknęła na niego kątem oka. Znów otoczył ją jego zapach, a przez głowę przeszło jej, że chyba już ją do reszty popierdoliło.
Przyjaciel, Collins. P R Z Y J A C I E L.", powtórzyła sobie w myślach, ale skutek był raczej średni.
- Tak narzekasz, ale się częstujesz! - wtrąciła się. - Nie przypominam sobie, żebym cię zmuszała. - pokazała mu język. Dobrze wiedziała, że tylko prowokuje, a poza tym - pewnie chciał złapać kontakt z Alyssą, bo przecież dziwnie byłoby, gdyby ona siedziała cicho, a oni rozmawialiby we dwójkę.
Gdy Nath wyciągnął zapalniczkę z kieszeni, Marcela spojrzała na nią wielkimi oczami. I nie, nie dlatego, że Nath machał jej nią tuż przed twarzą. Po prostu... to był prezent od niej.
Marcelę tak drobna rzecz właściwie bardzo wzruszyła, choć zrobiła wszystko, by nie dać tego po sobie poznać. W końcu nie gadali prawie trzy miesiące. Zero kontaktu, a te ostatnie sowy były dość... zdawkowe? Marcela zdążyła nawet zapomnieć, że dała mu taką zapalniczkę, a nawet gdyby pamiętała nie przyszłoby jej do głowy, że Nathaniel będzie jej używać wtedy, gdy rzekomo zerwał kontakt i zapomniał o niej na dobre.
Uśmiechnęła się delikatnie, patrząc, jak Nathaniel odpala papierosa w sposób nieco... toporny.
- Brawo. - pochwaliła go, a uśmiech nie schodził z jej twarzy. Po prostu nabrała dzięki takiej głupocie nadziei, że jeszcze coś może z tego być. W sensie, że dalsza przyjaźń, oczywiście...
A może po prostu tonący brzytwy się chwyta?
Marcela wyjęła sobie papierosa i podpaliła go swoją zapalniczką.
- Kurczę, szkoda, że nie mamy jeszcze dwóch par wrotek. - mruknęła Marcela, patrząc zazdrośnie na nogi Alyssy. Co prawda kuzynka czasem pożyczała jej wrotki, ale co z Nathem? Dziewczyna nie chciała, żeby siedział na tyłku i się nudził, bo wiedziała, że to by go chyba zabiło. Poza tym - nagle poczuła chęć nauczenia go sztuki jazdy na wrotkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Carrie Alyssa Collins

Student Hufflepuff
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 81
  Liczba postów : 121
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11323-carrie-alyssa-collins#305223
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11378-skarbie-my-sie-chyba-znamy#305226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11380-alyssa-collins#305228
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11379-carrie-alyssa-collins
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptySro Wrz 23 2015, 19:12

No to wiem siedzieli sobie teraz w trójkę, oparci o murek. Allie od czasu do czasu zerkała na nich z uśmiechem, było delikatny uśmiechem. Oczywiście nie gapiła się ciągle na nich. Może oni dwoje tego aż tak nie widzieli, ale Allie wiedziała że mają się ku sobie. Nie jak przyjaciele tylko coś WIĘCEJ, niż przyjaciele. Może nie każdy mógł to zobaczyć, ale Alyssa po prostu znała się na ludziach. A jej intuicja ją jeszcze nie zawiodła. Trzeba czasu aż to wszystko wyjdzie na jaw, ale wyjdzie i ona była tego pewna. W sumie to ich sprawa, prawda ? Ona nie miała zamiaru im się wcinać w to wszystko i nie będzie bawiła się w swatkę. Bo nigdy nic dobrego z tego nie wychodzi.
-Rozumiem Twój ból, Nathaniel, mam to samo z nią. Zazwyczaj nie palę, prawie wcale. A tu proszę jedno spotkanie z Collins i.- No i w tym momencie pokazała mu prawie spalonego papierosa, uraczyła go delikatnym uśmiechem i zaciągnęła się. Co prawda to prawda, Allie nie pali (papierosów), a gdy spotyka się z drugą panną Collins to ta ją zawsze poczęstuje. - Oh Marcyś ale Tobie nie da się odmówić.- Szturchnęła ją delikatnie w ramię z szerokim uśmiechem na twarzy.
Spojrzała się na to jak panicz Wood odpala zapalniczkę z radością na twarzy. Alyssa o mało nie parsknęła śmiechem. Oczywiście nie dlatego że to była tylko zapalniczka i dla niej to nic nowego. Ale dlatego że przed chwilą Marcyśka również się chwaliła że umie obsługiwać się takim mugolskim sprzętem. Po prostu są siebie warci, oby dwoje. Następny razem na urodziny kupi jej zapalniczki z zabezpieczeniem dla dzieci. Ciekawe jak z tym sobie poradzi. Taki level hard.
-No tak szkoda że wy nie macie wrotek. - Westchnęła cicho i dodała do tego zmartwioną minę. Prawie zapomniała o tym że ona ma gdzieś jeszcze dwie pary takich wrotek. Oczywiście są trochę zniszczone ale jeżdżą! Klasnęła podekscytowana w dłonie i od razu wstała do pionu. -Zaraz wrócę. Posłała im szatański uśmiechem i pojechała czym prędzej w stronę zamku.

(sorki ze tak krótko i bez składu ale robie lekcje :P i z/t na jakąś chwile )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Woods

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyWto Wrz 29 2015, 12:52

-Tak, częstuję się, bo… bo jesteś agresywny karzełkiem, który może mi zrobić krzywdę, jeśli nie wezmę papierosa, prawda?- zapytał szczerząc się do Marceli, w końcu nazywaniem jej krasnalem, stawało się jego ulubionym zajęciem. A raczej wysłuchiwanie tłumaczeń dziewczyny, że wcale nie jest niska. Jednak humor mu dopisywał, dlatego grzecznie pogłaskał Gryfonkę po głowie, żeby się nie denerwowała. Następnie popatrzył na drugą pannę Collins i żywo poruszył głową, żeby przyznać jej rację- Dokładnie! A mówią, że to ja jestem tym złym- powiedział udając oburzenie, bo w końcu taką miał opinię publiczną, prawda? Którą swoja drogą psuła Marcela, bo przy niej nie był aż tak ślizgoński i nawet powiedziała, że ma coś z tych czerwonych, co dla Woodsa było skandalem… ale czy tak naprawdę, aż tak mu to przeszkadzało? Właściwie to całe nastawienie do Gryfonów, wzięło się od zwykłego stereotypowego myślenia, w końcu zawsze konkurowali z zielonymi, o wszelkie pierdoły, więc Nath uznał, że tak trzeba. Być może gdyby nie poznał Marceline, jego nastawienie nadal byłoby takie same. A nawet w jego towarzystwo wplątało się kilku Puchonów, tu już moglibyśmy posłać gratulacje dla Collins, za nawrócenie Nathaniela Woodsa, największego buca Hogwartu, tak!
Jasne, że miał zapalniczkę. Po prostu… była dla niego ważna? Tak, to brzmi absurdalnie, w końcu jak mógłby przywiązać się do zwykłego przedmiotu, a w dodatku mugolskiego. W tym przypadku wszystko było zupełnie inaczej, zapalniczka była jego prezentem. Gdyby dłużej się zastanowił stwierdziłby, że ostatni prezent (oprócz tego oczywiście) dostał mając może dwanaście lat, jakoś tak. W dodatku podarowała mu ją Marcela. Co śmieszne, przez ten czas, kiedy praktycznie ze sobą nie rozmawiali, on cały czas miał ją przy sobie. Zwyczajnie czuł taką potrzebę? Kto by to wiedział, po prostu nie miał chęci odłożyć jej na półkę i zupełnie zapomnieć o osobie, która była dla niego tak ważna.
-Nawet nie wiesz, jak długo się zbierałem, żeby w końcu spróbować ją odpalić- powiedział z lekkim przerażeniem w głosie. W końcu nigdy nie miał żadnego mugolskiego wynalazku w rękach, a tu nagle dostaje taki dziwny przedmiot, który robi ogień, czy to nie magia? Szybko jednak oderwał się od zapalniczki i zmarszczył brwi.
-Czym są… wrotki?- zapytał jakby co najmniej było to jakieś narzędzie tortur, lub coś równie okropnego. Następnie przeniósł wzrok na nogi Puchonki, na których powinny znajdować się buty, a tam? Jakieś dziwne wynalazki, przez które automatycznie Woods pobladł. A co jeśli później nie da się z nich uwolnić? Albo odcinają dopływ krwi, a później traci się stopy? Wszystkie myśli zaczęły kłębić się w głowie Natha, ale oczywiście udawał, że wcale nie schodzi na zawał. Pognał jeszcze wzrokiem za Allie i oparł się głową o murek- Czy to może mnie zabić?- zapytał cicho, oczywiście nadal mając na myśli wrotki, bo co innego? Jak zwykle odezwał się szeptem, żeby przypadkiem nikt nie usłyszał. W końcu to Ślizgon, a Ślizgoni niczego się nie boją. Przeniósł wzrok na Marcelę i lekko się uśmiechnął, dobrze było ją zobaczyć po tak długim okresie czasu, chciał się ponownie odezwał i.. przeprosić? Wyjaśnić wszystko? Nie no chciał, ale stchórzył i nie wyszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Collins

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 189
  Liczba postów : 161
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10503-marceline-collins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10505-marcelina-sie-socjalizuje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10506-sowa-marceliny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10507-marceline-collins-kuferek#288954
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyWto Wrz 29 2015, 16:18

- Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo groźnym. - uśmiechnęła się niby to złowieszczo, a tak naprawdę raczej uroczo, jednak jej słowa wcale nie mijały się z prawdą aż tak bardzo. O to, jak agresywna potrafi być, można zawsze zapytać któregoś jej ex, który był zbyt upierdliwy nawet po rozstaniu; ewentualnie po prostu kogoś, kto za bardzo zaszedł jej za skórę.
- Poza tym wcale nie jestem niska. To przeciętny wzrost. - dodała po chwili ciszej, jakby czytała Nathowi w myślach. No, bo co z tego, że na większość ludzi patrzyła podnosząc głowę? To na pewno średni wzrost. Tak.
- No, a tu jest na odwrót. Dobry Ślizgon i ten morderczy skrzat z Gryffindoru. - mruknęła pod nosem, niby to zirytowana, ale dobrze wiedziała, że Nath tylko się z nią drażni. W końcu takie teksty o wiele lepiej się udają, gdy mówi się je do osoby trzeciej, prawda? Woods najwidoczniej dobrze rozumiał zależność, a poza tym się integrował.
Niedługo potem Allie po prostu wstała, powiedziała że wróci niedługo i pojechała w stronę zamku, a Marcela poczuła gdzieś w okolicach żołądka nieprzyjemne ukłucie - niezwiązane jednak z żadnymi romantycznymi względami. Może raczej z paniką.
No, nie widzieli się tyle czasu, nie zamienili ani słowa, nic nie wiedziała... Może to faktycznie miało się zaraz posypać?
- To te cosie z kółkami, które Alyssa miała na nogach. I wszystko z nimi w porządku, poza tym, że można się nieźle poobijać. Ale tak ogólnie to fajna zabawa. Jeździmy czasem po zamku, a ja już nawet całkiem nieźle jeżdżę! - opowiedziała, a w ostatnim zdaniu było słychać dumę. A zatem generalny sens wypowiedzi wskazywał na to, że wrotki nie mogły zabić. To znaczy, pewnie mogłyby, gdyby się zjechało z klifu do morza czy coś w tym stylu, ale po co mówić o tym na głos? Chciała z nim pojeździć, więc trzeba było pokazać dobre strony.
Poza tym, w okolicy dziedzińca nie było żadnego klifu.
Na chwilę zapadła cisza, a Marcela postanowiła nie dopuszczać do tego, by ta się pojawiała na długo.
- Jak ci minęły wakacje, Nathie? - spytała, patrząc na niego kątem oka i zaciągając się dymem. Jagodowe balonówki. Nath chyba tylko z nią palił te fajki, bo na co dzień widziała go tylko z paczką tych kopcących na zielono. Ślizgońsko do bólu!
I od razu postanowiła opowiedzieć o swoich - i tu już chyba nie w celu podtrzymania rozmowy, ale tak po prostu. Chciała się z nim wszystkim podzielić.
- Bo wiesz, ja byłam na tym statku i się zakumplowałam z takim Puchonem, fotografem. Mamy strasznie dużo zdjęć z rejsu, mogę ci pokazać! - zaczęła grzebać w torbie i wyjęła zdjęcia. Zdjęcia grupowe z paroma osobami, których Nath miał prawo nie znać, parę zdjęć widoczków, które Marcela wzięła do namalowania, a także te w czerwonej kloszowanej sukience.
- O, to jest z imprezy. - wskazała na zdjęcie, na którym granatowa sukienka wiruje razem z nią. -Śpiewaliśmy szanty i jakoś tak znalazłam się na scenie. Podobało im się. - powiedziała, a z jej głosu można było wyczytać, że naprawdę się z tego cieszyła. W końcu lubiła śpiewać i lubiła mieć widownię, a gdy jeszcze ktoś się przy słuchaniu dobrze bawił... No, czego chcieć więcej?
W każdym razie, Marcela postanowiła być nieco bardziej bezpośrednia. To znaczy, i tak była bezpośrednia, ale chciała skierować rozmowę na inne tory. Musiała się dowiedzieć, o co chodziło. Albo spróbować, bo nie była pewna, czy Nath ot tak powie. Pewnie nie. Ale może na coś ją naprowadzi. Skoro Alyssa sobie poszła i zostawiła ich samych w takiej dziwnej atmosferze, to trzeba to wykorzystać, nie?
- Jesteś na mnie zły o coś? Wiesz, bo w wakacje... - nie dokończyła, ale była niemal stuprocentowo pewna, że Nathaniel zrozumie aluzję do tych ich "cichych dni". Czy tam "cichych prawie trzech miesięcy". - Chyba, że coś się stało... - dodała trochę ciszej, niż wcześniej, a to był wyczyn, bo mówiła teraz cicho, niepewnie. Bała się odpowiedzi, że coś się między nimi zniszczy. Zaciągnęła się papierosem mocno, jakby chciała sobie tym pomóc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Woods

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 339
  Liczba postów : 405
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10490-nathaniel-woods
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10492-woods-nie-gryzie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10493-sowa-natha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10494-nathaniel-woods#288855
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptySro Paź 14 2015, 23:10

-No jasne, że jesteś groźna. Aż dziwne, że trafiłaś do tych czerwonych- serio, czasami się zastanawiał, czy tiara się nie pomyliła i jej się domy nie pomyliły. W końcu Marcyś nadałaby się na ślizgonkę, a przynajmniej niektóre z jej cech charakteru na to wskazywały, ale o domach siebie kiedyś porozmawiali i Woods dostawał szału jak tylko słyszał, że może mieć coś wspólnego z Gryfonami. Więc wolał nie wspominać o zielonych przy Collins, bo pewnie nie byłaby sobą gdyby mu nie odpyskowała, wspominając, że ładnie wyglądałby w czerwonych szatach. A tego widoku to chyba by nie zniósł, serio.
-Tak to sobie tłumacz słońce, tak- powiedział głaskając Marcelę po włosach, z tym swoim kretyńskim uśmieszkiem na twarzy. Trzeba przyznać, że używał go dość często i wszystkich wnerwiał tak samo. Jednak w tym przypadku droczenie się z blondynką było naprawdę komicznie, a o dziwo nie robił tego złośliwe, a jedynie przyjacielsko, co już było jakimś postępem.
-Popatrz to nawet nie brzmi ‘dobry ślizgon’… za to morderczy skrzat z Gryffindoru jak najbardziej- odparł pogodnie i oparł głowę o murek. O tak, w końcu musiał zacząć się integrować, a sytuacja temu sprzyjała. W końcu zaczął rozmawiać z osobą od żółtych, a to naprawdę był wielki przełom. Pamiętajmy, że jego stereotypowe myślenie zazwyczaj lekko wadziło w nawiązywaniu jakichkolwiek przyjaźni, ale chyba teraz wydawał się być całkiem… miły? Aż dziwnie złączyć jego imię z tym określeniem, ale jednak kiedyś musiał, w końcu jego chamowate zachowanie musiało się kiedyś zmienić na coś lepszego i może właśnie panny Colins były świadkami tego przełomu?
-Ty serio chcesz mnie zabić, co?- zaśmiał się po chwili, choć Marcela mogła spodziewać się innej reakcji. Pewnie gdyby zaproponowała mu jazdę na wrotkach parę lat wcześniej, to zwyczajnie by ją wyśmiał, twierdząc że honor nie pozwala mu na takie zabawy. A teraz? Nie dość, że zaczynał rozumieć mugoli i niektóre z wynalazków całkiem się mu podobały, to jeszcze zaczynał z nich korzystać i to z pełnym uśmiechem na ustach. Collins mogła zastanawiać się, czy przypadkiem Nath nie został gdzieś podmieniony podczas wakacji.
-Całkiem dobrze, choć sądzę, że twoje były bardziej pasjonujące- powiedział po chwili, wpatrując się w Marcele. Właściwie to chciał ją zachęcić, żeby o tym opowiedziała by był naprawdę ciekawy. On sam musiał spędzić nieco czasu ze swoimi krewnymi, co równie dobrze można było nazwać piekłem na ziemi, ale przynajmniej mógł dłużej porozmawiać z braćmi. W końcu na korytarzu byli w stanie zamienić jedynie kilka słów i się żegnali, zaczynając od tego, że byli w zupełnie innych domach. Więc, jego wakacje były całkiem przeciętne, ale przecież nie można mieć wszystkiego- Jasne, że chcę- szybko wyciągnął łapki w kierunku Marceli, przejmując zdjęcia. Były naprawdę ciekawe i nawet kojarzył kilka osób ze szkoły, przeglądał wszystkie z uśmiechem na ustach. Cieszył się, że blondynka miała udane wakacje, przynajmniej z tego co widział.
-Szanty są świetne! Aż żałuje, że nie mogłem tego posłuchać- powiedział lekko wzruszając ramionami. Pewnie cieszyłby się jak głupi, gdyby tylko Marcela pojawiła się na scenie. W końcu kiedyś z nią śpiewał i wiedział, że ma naprawdę niesamowity głos. Później cała atmosfera nagle się zmieniła i Nath nie do końca wiedział co ma powiedzieć- Nie, jasne że nie jestem. Po prostu.. eh, sam nie wiem- no to się chłopak postarał z wypowiedzią, nie? Ale naprawdę nie miał bladego pojęcia co właściwie się stało w te wakacje, być może w jakimś stopniu był zazdrosny i bał się tego po sobie pokazać? Było naprawdę wiele możliwości, a on nie wiedział, która z nich może okazać się trafna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Collins

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 189
  Liczba postów : 161
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10503-marceline-collins
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10505-marcelina-sie-socjalizuje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10506-sowa-marceliny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10507-marceline-collins-kuferek#288954
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyCzw Lis 05 2015, 14:30

- No, jasne - mruknęła, jednak od razu się rozpromieniła. -Ty za to jesteś taki kochany, w dodatku ślicznie byłoby ci w czerwono-złotym krawacie! - uśmiechnęła się najsłodziej jak potrafiła, doskonale wiedząc, że Nathaniel raczej nie uzna tego tekstu za komplement. Cóż, Nath chciał tego uniknąć, ale nie bardzo mu wyszło. Marcela za bardzo lubiła się ot tak z nim podroczyć, w końcu tak uroczo się denerwował. Jak taki wielki, zły, obrażony Ślizgon! Reagowała na to w dokładnie taki sam sposób, w jaki reaguje się na małe, słodkie szczeniaczki.
Marcela miała zamiar mu jakoś odpowiedzieć, ale kiedy tylko dotknął jej włosów, mruknęła pod nosem ciche, niby to obrażone "pff" i pozwoliła się pogłaskać po włosach. Wyprostowała się nieznacznie, co zdradzało, że takie głaskanie było dla niej czymś miłym, ale dobra. Stwierdziła, że w razie czego wytłumaczy się odruchem.
- Dobry ślizgon? Brzmi genialnie. Taki dobry człowiek, który wnika w środowisko złych, mrocznych zielonych, by móc pod przykrywką czynić dobro. Wiesz, taka akcja... filmowa. - ostatnie słowo wypowiedziała zabawnym tonem, który zazwyczaj przybierała po poznaniu nowego, fajnego, mugolskiego słowa. Również oparła głowę o murek, przekręcając głowę na Nathaniela delikatnie i patrząc na niego kątem oka. Chcąc nie chcąc musiała przyznać, że okropnie się za nim stęskniła. Za tym dogryzaniem sobie i za głaskaniem po włosach i za trzymaniem za rękę i przytulaniem nawet może trochę.
- Ojeju, daj spokój! Będzie fajnie. Ja już umiem jeździć, więc mogę ci pomóc, pokazać wszystko i na początku będę cię podtrzymywać, żeby nie ucierpiały w najmniejszym stopniu twoje arystokratyczne wrażliwe kolanka. - wyszczerzyła się. Okej, nie mogło obyć się bez docinków, ale co poza nimi miało ich do siebie zbliżyć po kilku miesiącach nierozmawiania?
...cóż, jazda na wrotkach za rękę pewnie była taką rzeczą, a że przy osobie początkującej było to nieuniknione, nie było na co narzekać. Taka kolej rzeczy.
- Oj, no mów, co robiłeś. - zarządziła, patrząc na niego. - Wiesz, u mnie poza rejsem nic szczególnego się nie działo. Posiedziałam w domu, chodziłam z babcią na plenery, z dziadkiem na ryby, spotykałam się ze znajomymi, takie rzeczy. Prawie jak w dzieciństwie. - podsumowała nieco zamyślona. Cóż, rzeczywiście było niemal jak w dzieciństwie, dość beztrosko, jednak nie do końca. Im się człowiek robił starszy, tym więcej problemów na niego spadało, a cała ta "przyjaźń damsko-męska" była chyba jedną z najuciążliwszych rzeczy pod słońcem.
- O, widzisz to przy burcie? W tej czerwonej sukience? - Marcela spojrzała Nathowi przez ramię, gdy przeglądał zdjęcia. - Wiesz, Lucas miał dużo ujęć tego. Nie wiem, czy uznał wtedy, że mu nie wyszło i próbował dalej, czy co, ale bardzo mu się podobało to zdjęcie. Nie wiem dlaczego. - dziewczyna podzieliła się tym spostrzeżeniem i dopiero gdy wypowiedziała je na głos zauważyła, jak to brzmi. Wzruszyła ramionami, uznając, że skryte sympatie obcych ludzi do jego gryfońskiej przyjaciółki raczej go niewiele obchodzą, więc może nawet tego nie wychwyci.
- To trzeba się umówić, weźmiesz gitarę i będziemy śpiewać cokolwiek chcesz. Szanty, rock, disco polo. - wyszczerzyła się, ciesząc ze swojego wyrafinowanego żarciku o mugolskiej muzyce króla zenka.
Gdy Nath odpowiedział na jej pytanie, spojrzała na niego jakby nieco smutniejsza, poważniejsza. Teraz była już kompletnie skołowana.
- Coś się stało? Nie wiem, jak byłeś w domu, albo ja coś zrobiłam, ale nie chcesz mi powiedzieć... - powiedziała cicho. - Ale no, na gacie Merlina, przecież wiesz, że możesz mi powiedzieć. Chyba że nie możesz, albo bardzo nie chcesz, ale po prostu, nie wiem, zróbmy coś żeby tak już nie było. - ostatnią część zdania powiedziała tak cicho i nieśmiało, że prawie szeptała. W końcu to było otwarte przyznanie się, że jej zależy, nie? A reakcja Nathaniela mogła być inna. Mimo to patrzyła na niego, nie unikając jego wzroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vanila Ttivien

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 22
  Liczba postów : 12
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12257-vanila-ttivien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12259-vaniliowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12258-vanila-ttivien
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyNie Lut 21 2016, 13:53

Popołudniem zdecydowałam się na odwiedziny dziedzińca, który w tych godzinach pozostawał pogrążony w anielskiej ciszy. Żółty placek przebijający się przez szarawe chmury przyprawiał me oczy o łzawienie. Przez chwilę wydawało mi się, iż chce przeżreć się przez moje tęczówki i wyżreć mózg. Wykrzywiłam usta w grymasie, dlaczego nie tolerowałam nawet śladowej styczności ze słońcem? Szukając w torbie przewieszonej przez głowę pożądanej książki zbiegłam po marmurowych schodach prowadzących na dziedziniec. Spojrzałam przed siebie i ujrzałam wieże otaczające kwadratowy placek ziemi. Rozejrzałam się z ciekawością dookoła, nie dlatego, że byłam tutaj po raz pierwszy, wręcz przeciwnie - byłam tutaj po raz setny. W tym miejscu zwykłam spotykać Crystal z którą łączyły mnie przeróżne tematy. Między innymi przez nią tak często odwiedzałam owe miejsce. Zdecydowanie interesowała mnie jej osobowość co prawdopodobnie spowodowane było zamiłowaniem, którym darzyłam tajemnicze charaktery. Tak oto spostrzegałam Chris, jako wielką niewiadomą, która sporadycznie dzieliła się ze mną przejmującymi przemyśleniami.
Dookoła dziedzińca usytuowane były niskie murki, cupnęłam na jednym z nich rozglądając się ponownie. Wyjęłam z torby książkę, którą ułożyłam na kolanach bezskutecznie próbując wyłowić z pamięci ostatnie spotkanie z Chris oraz gdzie ono się odbyło. Miałam niesamowitą skłonność do zapominania błahych rzeczy więc porzuciłam te myśli i pogrążyłam się w lekturze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Crystal White

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 108
  Liczba postów : 112
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyNie Lut 21 2016, 18:17

Pogoda nie była zbyt sprzyjająca. Opady śniegu ciągle nawiedzały okolice szkoły magii, a niska temperatura utwierdzała nas tylko w przekonaniu, że koniec jeszcze daleko. Niespodziewanie na dziedzińcu pojawiła się panienka White. Ubrana w czarną, krótką kurtkę. Nie było Crystal zimno. Słońce wyszło zza chmur, a promienie zostały zjadane przez jej strój. Zmrużyła oczy, aby po przeciwnej stronie dziedzińca dostrzec osobę, która tam siedziała. To na pewno była Vanila. Od jakiegoś czasu krukona niemal intuicyjnie wiedziała, o jakiej porze pojawi się tu puchonka. Znały się już od dłuższego czasu, więc może szósty zmysł ingerował w ich relacje. Zresztą to tak, jak z podróżowaniem tramwajem do szkoły. Wysiadasz na konkretnym przystanku, powtarzasz tą czynność kilka razy, a potem nieświadomie nawet, kiedy się zagadasz z nieznajomy, nagle jakaś część twojego umysłu każe ci przerwać rozmowę, bo musisz wysiąść. Czy też, kiedy zasypiasz, nagle budzisz się i patrzysz, że to już czas wysiąść. To jest, jak pewien rodzaju trans, a my sami jesteśmy nieświadomymi hipnotyzerami, przekazują sugestie do podświadomości, aby wykonała zaprogramowaną czynność. W tym wypadku wyjście z mugolskiego tramwaju. C, miała coś podobnego jeśli chodzi o V. Ruszyła do przodu w kierunku koleżanki, a może nawet przyjaciółki. Chociaż... czy to nie było za prędko? Minął właściwie rok, albo i nawet nieco więcej, a ona nadal wolała jakoś nie wplątywać się w skomplikowane relacje. Aczkolwiek co mogłoby się skomplikować między White, a Ttivien? Wszystko.
Mroźne powietrze, dostające się do jej płuc, nieco ją obudziło. Wypuściła parę z ust i uśmiechnęła się do siebie przypominając sobie moment, jak miała siedem lat i razem z tatą na parkingu rysowali twarze na zaparowanych szybach samochodów. Jakiś pan ich wtedy pogonił.
- Cześć V, co czytasz? Może i ja bym przeczytała? - Uśmiechnęła się do puchonki, odgarniając włosy z twarzy. A trzeba było je związać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vanila Ttivien

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 22
  Liczba postów : 12
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12257-vanila-ttivien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12259-vaniliowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12258-vanila-ttivien
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyNie Lut 21 2016, 23:09

Z lektury wyrwał mnie spokojny głos, który wydawał się pojawić znikąd. Książki często odcinały mnie od poczucia rzeczywistości, więc nie wywarło to na mnie żadnego zdziwienia. Ostrożnie zagięłam róg kartki i zamknęłam książkę by móc pokazać dziewczynie okładkę. Przedstawiała ona zabarwioną na głęboką czerń różdżkę spoczywającą pośród wszelakich symbolów o których nie miałam nawet nikłego pojęcia.
- Cześć. - Za każdym razem gdy otwierałam wargi by wypowiedzieć kilka niewiele znaczących słów byłam zaskoczona barwą jaką przybierał mój głos. Ten słodkawy dźwięk powinien być już dla mnie czymś naturalnym a z przyzwyczajenia nie powinnam przywiązywać do niego żadnej uwagi. Miałam jednak tendencje do zauważania zbędnych szczegółów. Często porównywałam własny głos do syropu klonowego czy daktyli, z których oba uważałam za niebywale przesłodzone. Nie narzekałam jednak na tę barwę, stanowczo pasowała do osobowości oraz sylwetki jaką posiadałam. Jedyny problem poległ w tym, iż często za sprawą głosu oraz wzrostu zostawałam postrzegana jako dziecko. Ale nie o tym! Potrząsnęłam delikatnie głową by odgonić od siebie niepotrzebne myśli.
- Nic nowego, po raz setny czytam Władcę Różdżek. - Wzruszyłam niedbale ramionami podkreślając tym, że ponowne czytanie książek należało według mnie do normalnych czynności. Nie czekając chwili dłużej poklepałam dłonią murek sugerując Chris by zajęła miejsce obok mnie. Wzrok podniosłam z okładki książki na twarz dziewczyny i poświęciłam chwilę na próbę doszukania się jakichkolwiek znaków, które mogłyby zdradzić humor C. Nie znałam jej od urodzenia, ale zdążyłam zostać wtajemniczona w niektóre przemyślenia książkowej towarzyszki. Dzięki nim często byłam w stanie ocenić po samym wyrazie twarzy w jakim nastroju spędziła obecny dzień. Uśmiechała się więc w odpowiedzi również uniosłam delikatnie kąciki ust. Z twarzy krukonki wyczytałam dyskretne poirytowanie włosami, które chłodnemu wiatru zawdzięczały wpadanie w twarz. Zaśmiałam się cichutko pod nosem, codziennie miałam podobny problem.
- Może Ty wyszukałaś coś nowego? - Podjęłam wsuwając niedoczytaną książkę do torby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Crystal White

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 108
  Liczba postów : 112
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyPon Lut 22 2016, 09:06

Przyglądała się puchonce, której kręcone włosy poruszały się w rytmie, lekkich podmuchów powietrza. Podobały się jej. Na pewno nie musiała ich czesać tak często, jak Crystal. Nawet nie było widać, czy są potargane.
White pamiętała, że kiedy chodziła do szkoły z mugolami, koleżanka z klasy Isabell, nie przepadała za swoimi włosami, które były znacznie podobne do fryzury V. Chciała mieć taką czuprynę, jak White.  Długie, proste włosy nie były takie złe dopóki nie atakował je wiatr, czy deszcz. Krukonka jednak często zapominała o wiązaniu ich ze zwyczajnego roztargnienia, a właściwie zapominała, że ma na głowie coś takiego, jak włosy.
Oczy Vanilii skupione były na tekście, który miała przed sobą. Zawsze pochłaniała książki, a one ją, jednakże nigdy nie była zaskoczona, kiedy nagle przed nią wyrastała ni stąd, ni zowąd C. Głos wychowanki domu Helgi Hufflepuff, brzmiał zawsze tak dziecięco, że wydawałoby się, że nie mamy tu do czynienia ze studentką pierwszego roku. Crystal znów się uśmiechnęła i usiadła na wskazane miejsce. Zerknęła na okładkę i już wiedziała co to za lektura, nim V odpowiedziała.
- Rozumiem. Fajna, nawet jeśli czyta się nią po raz setny. - Ułożyła ręce na udach, a jej wzrok powędrował gdzieś w dal.
C również potrafiła czytać w kółko i to samo, aż do znudzenia. Robiła to nawet, jeśli miała się uczyć do ważnego egzaminu, czy odrobić prace domową. Zawsze wolała czytać tą samą książkę, niż zrobić coś pożytecznego. Wciągało ją to. Izolowało od otoczenia i relaksowało. Pasja? Hobby? Czy choroba? Podobno od czytania można ześwirować i to nie były tylko plotki. Kiedy uczęszczała jeszcze do szkoły podstawowej, pana bibliotekarza znaleziono śpiącego w bibliotece, przykrytego książkami, a kiedy się obudził podobno mówił tak od rzeczy, że przyjechało pogotowie. Diagnoza. Schizofrenia.
Na szczęście panience White nie mieszała się rzeczywistość z fikcją literacką. Jeszcze nie.
- Nie, ostatnio nie.- Machnęła lekko nogami i spojrzała na V. - Powinnyśmy wybrać się do biblioteki i trochę poszperać. Co ty na to? - Tym razem uśmiechnęła się cwaniacko, odsłaniając swoje proste, białe zęby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vanila Ttivien

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 22
  Liczba postów : 12
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12257-vanila-ttivien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12259-vaniliowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12258-vanila-ttivien
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyPon Lut 22 2016, 12:46

Przytaknęłam twierdząco na stwierdzenie Chris. Często w ręce wpadały mi książki, które w moim mniemaniu zdecydowanie były warte wielokrotnego przeczytania. Nie raz usłyszałam, iż to strata czasu dlatego też na twarzy pojawił się uśmiech gdy krukonka wyraziła zrozumienie w tym temacie. Pośród wielu innych cech, które posiadała Chris, zamiłowanie do książek całkowicie przekonało mnie co do jej osoby. Rzadko zdarzało się, że miałam okazję do poznania kogoś rozumiejącego o czym mówię opisując swoją pasję.
W obecnym momencie zawieszałam wzrok na wieżach wyrastających z ziemi po drugiej stronie dziedzińca jednak słowa towarzyszki nagle przybrały obcą nutę przez którą przeniosłam wzrok na jej twarz. Miałam dobrą intuicję, cwaniacki uśmiech Chris sprawił, że ponownie z ust wyrwał mi się cichy śmiech.
- Mówisz tak jakby wyprawa do biblioteki była zbrodnią. - Zmrużyłam oczy kręcąc niedowierzająco głową. Cień uśmiechu na twarzy zdradzał jednak zupełnie co innego.
- Ty mnie tylko, droga panienko, nie wpakuj w żadne kłopoty. - Uniosłam brwi jednak po chwili ponownie zaśmiałam się powoli wstając z murka. Na zmarznięte dłonie wsunęłam ciepłe rękawiczki, które i tak niewiele pomagały. Zastanawiałam się dlaczego zimą nie zmieniałyśmy miejsca spotkań na o wiele cieplejsze pomieszczenia zamku. Przeskakując z nogi na nogę wyglądałam niezwykle głupio, ale cieszyłam się, że prawdopodobnie ogrzewa to nawet w nikłym stopniu mój organizm. Nie czułam palców u stóp co zawsze uważałam za przerażające uczucie. To tak jakby część mojego ciała przestała nagle istnieć. Twarz wykrzywiła się w delikatnym grymasie a policzki ukryłam w żółto czarnym szalu dokładnie owiniętym wokół szyi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Crystal White

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 108
  Liczba postów : 112
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyPon Lut 22 2016, 19:45

Krukonka uważała, że dobra książka zawsze jest warta wielokrotnego przeczytania, dlatego doskonale rozumiała Ttivien. I może między innymi dziewczyny się tak dobrze rozumiały.
Trzeba było czasami wyjść na powietrze, nawet jeśli na zewnątrz pogoda była nie do zniesienia. Patrząc na zmarzniętą puchonke, miało się wrażenie, że dziewczyna na pewno nie była przyzwyczajona do takich temperatur i pragnęła, jak najszybciej znaleźć się w ciepłym pomieszczeniu. Chris w przeciwieństwie do Vanili nie przeszkadzał, aż tak bardzo mróz mimo, że nos zrobił się jej czerwony, a policzki zaróżowiały.
Zeskoczyła z murka, jakby ten był bardzo wysoko. Jakość tak miała. Może to przez przeszłość... Nie posiadała przy sobie rękawiczek, więc wsadziła dłonie do kieszeni. Szalik zostawiła w dormitorium - niestety.
- W kłopoty? Oj Vanilie, ty nawet nie znasz znaczenia tego słowa. - Lubiła czasami podroczyć się z V.
Wyprzedziła nieco puchonke i odwróciła się do niej twarzą, idąc teraz do tyłu.
- W naszym przypadku wyprawa do biblioteki jest prawdziwą zbrodnią. - Przymrużyła oczy sprawdzając reakcje V, po czym roześmiała się i pobiegła w stronę wejścia.
Zatrzymała się kilka metrów przed drzwiami i zerknęła, czy koleżanka idzie za nią, czy może zamarzła. Ups, wtedy to dopiero byłby problem. Jakie zaklęcie jest na odmrażanie? Jeśli chodzi o zaklęcia, C znała ograniczoną ich ilość i zazwyczaj nie używała magii w praktyce, ale to już była jedna z tajemnic...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vanila Ttivien

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 22
  Liczba postów : 12
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12257-vanila-ttivien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12259-vaniliowe-relacje
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12258-vanila-ttivien
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyPon Lut 22 2016, 21:52

Przewróciłam oczami by okazać udawane poirytowanie wywołane odpowiedzią Chris. Niekiedy miałam wrażenie, iż krukonka starała się w żartach mi dogryzać. Zawsze jednak słyszałam w jej głosie nutę, która dawała mi do zrozumienia, że zwyczajnie się droczyła. Zmarszczyłam delikatnie nos wyrażając pozorowany niesmak wywołany żartami dziewczyny.
- Sprawiasz, że czuję się jak otwarta książka. - Zrobiłam smutną minę, symulując smutek. Po części miała rację, stosownie rzadko wpadałam w kłopoty. Wolałam omijać je szerokim łukiem, nawet jeśli miałoby to oznaczać, że będę postrzegana za odrobinkę nudną. Zanim kompletnie zdążyłam pogrążyć się w swoich myślach, Chris rzuciła kolejnym żartem na który zaśmiałam się jedynie pod nosem. Pokręciłam niedowierzająco głową, obydwie zdecydowanie odbiegałyśmy od normalności i często miałam wrażenie, że dlatego tak dobrze się dogadywałyśmy.
- Wybacz, że nie dostarczam Ci upragnionych skoków adrenaliny. - Zaśmiałam się ponownie ukrywając twarz w szaliku. Obserwując biegnącą Chris zaczęłam zastanawiać dlaczego nie odczuwa tego okrutnego chłodu. Chciałam pobiec za nią, ale kończyny odmawiały mi posłuszeństwa. W porównaniu do biegnącej, roześmianej dziewczyny, musiałam zmuszać swe nogi by postawiły kolejny krok.
- Gdzie Ty się wychowałaś? Na Alasce? - Zawołałam za nią wciąż jednak nie będąc pewna czy jest w stanie mnie usłyszeć. Chris stała przy wrotach więc przyspieszyłam nieco kroku dodatkowo wsuwając dłonie schowane w rękawiczkach do kieszeni płaszcza. Dochodząc do towarzyszki odetchnęłam głośno by odzwierciedlić ulgę, którą odczułam.
- Rusz się szybciutko, zamarzam! - Wyminęłam jej sylwetkę i pociągnęłam wrota, które przez ból kości spowodowany zimnem, wydawały mi się niezmiernie ciężkie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Crystal White

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 108
  Liczba postów : 112
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyCzw Lut 25 2016, 16:51

Krukonka zawsze odnosiła wrażenie, że Vanila jest za bardzo spokojna, uprzejma i w ogóle miała w sobie piękno. Wrażliwość. Tak, nie zniszczoną, delikatną, czystą, niewinną wrażliwość. Crystal miała nadzieje, że puchonka zostanie taka na zawsze. Nie chciała, żeby to piękno w dziewczynie zostało unicestwione. C nie mogła być taka. Stała się szara. Bezbarwna. Dobrze o tym wiedziała i nie chciała pozwolić, żeby to stało się z V, którą lubiła. Poznała w końcu świruske, kochającą książki do szaleństwa, jak ona sama. Relacje White i Ttivien pogłębiała się za każdym razem, gdy dziewczyny się spotykały. W pewnym sensie była to przyjaźń, ale może ostrożna. C zawiodła się nie raz na ludziach i tym razem zamierzała się bronić do końca.
Adrealina? Crystal uwielbiała ją, ale w rozsądnych ilościach. Czasami zrobiło się coś głupiego lub dla zwykłego tak zwanego fanu i to na pewno nie przez przypadek.
Poczekała, aż koleżanka dobiegnie. Słysząc ostatnie zdanie White pokazała język puchonce.
- Nie. W USA i Londynie. - Puściła oczko i zaśmiała się.- Wystarczy nie myśleć o zimnie. - Rzuciła, jakby to było takie proste, jednakże nie o to chodziło. Nie odczuwała tego zimna bo... było jej wszystko jedno. Wystarczy być martwym.
Weszła do budynku za V.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rose Nelson

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7138-rose-nelson#203959
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7140-relationships#203996
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7139-nelsonowna#203992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7208-rose-nelson#204501
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyNie Maj 22 2016, 15:22

Miała ochotę trochę się przewietrzyć, ale niekoniecznie wybierać się przy tym w dalekie wyprawy. Była dzisiaj jakoś wyjątkowo zmęczona, chociaż spała tak jak zwykle. Wybór na przewietrzenie się padł na dziedziniec. Może nie było tam wiele świeżego powietrza, ale Puchonka nie potrzebowała dzisiaj jakichś wielkich przestrzeni przed sobą. To jej wystarczy. Skierowała kroki od razu do fontanny. Pogoda była już coraz bardziej wiosenna i Rose postanowiła nawet nie zakładać nic grubszego na siebie. Jest tak blisko, że jeśli będzie jej za chłodno, w każdej chwili może wrócić. Usiadła sobie pod fontanną i chciała wygodnie się rozsiąść. Coś pod jej plecami jednak ją uwierało. Sięgnęła za siebie i wyjęła... no właśnie, co? Pozwoliła sobie otworzyć na pierwszej stronie. Być może będzie podpisane. Nie pomyliła się. "Naeris Sourwolf" - pięknie wykaligrafowane na pierwszej stronie. To ta Krukonka. Tak się złożyło, że znała tę dziewczynę, ale nie była do końca pewna czy ją lubi czy nie. Zaczęła jej się wydawać sympatyczna, więc możliwe, że ją polubi. Wiedziała też, że rysuje, ale nie miała pojęcia jak. Nie mogła się więc oprzeć i zaczęła wertować rysownik. Na jej twarzy pojawiała się coraz bardziej widoczna mina wyrażająca uznanie. Miała wielki szacunek do ludzi z talentami. Szczególnie takimi, których ona sama nie posiada. Postanowiła, że przy pierwszej okazji odda jej go. Pewnie spotkają się na jakiejś lekcji. Musze jej go oddać, bo jest tu jeszcze kilka stron do wykorzystania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Naeris Sourwolf

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 167 cm
C. szczególne : Tatuaż anielskich skrzydeł na plecach
Galeony : 3337
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1205
http://www.czarodzieje.org/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://www.czarodzieje.org/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://www.czarodzieje.org/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://www.czarodzieje.org/t12511-naeris-sourwolf#337284
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyNie Maj 22 2016, 21:36

Dużo zajęć w ciągu dnia wiązało się z pospiesznym wrzucaniem podręczników do torby, przemierzaniem korytarzy biegiem i kompletnym roztargnieniem. Nic dziwnego, że Naeris nie za bardzo ogarniała co się wokół niej działo. A to pędziła na zielarstwo, a to ledwo zdążyła złapać podręczniki na onms, a o różdżce na zaklęcia prawie zapomniała. Dopiero w połowie drogi do dormitorium zorientowała się, że czegoś jej brakuje. Gorączkowo przetrząsnęła torbę, zajrzała do kieszeni, ale nie... Nie miała ze sobą rysownika. A przecież zawsze, absolutnie zawsze go nosiła.
Lekko spanikowana zaczęła myśleć o miejscach, gdzie ostatnio była i na myśl przyszedł jej dziedziniec. Poczuła jednocześnie ogromną ulgę, widząc, że jakaś dziewczyna trzyma w dłoniach jej szkicownik, ale z drugiej strony niepokój.
- Przepraszam, ale to moje. - podeszła szybko do nieznajomej i chwyciła swój szkicownik. Od razu poczuła się lepiej, gdy był w jej dłoniach. - Chyba go... nie przeglądałaś? - spytała niepewnie. To tak jakby postanowiła zajrzeć sobie w duszę Naeris. Krukonka poczuła, że serce bije jej szybko. Miała tam rysunki praktycznie wszystkiego i do tej pory nikt ich nie widział, nikt...
Dopiero w tej chwili rozpoznała Rose. Wydawało jej się, że na początku ich znajomości zniechęciła Puchonkę do siebie, ale była tylko sobą... W końcu nie umiała być aż tak otwarta, ale nie skrywała przez to żadnych niecnych planów. Ostatecznie odkryły, że trochę je łączy, więc nie patrzyły już na siebie tak nieprzychylnie. A teraz Rose odnalazła jej mały skarb, za co Naeris powinna być wdzięczna, ale czuła tylko niepokój o to, że Puchonka zdążyła całą ją odkryć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rose Nelson

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7138-rose-nelson#203959
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7140-relationships#203996
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7139-nelsonowna#203992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7208-rose-nelson#204501
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyNie Maj 22 2016, 22:03

Usłyszała tylko jakieś pospieszne krotki zbliżające się do niej i już po chwili nie miała w ręce szkicownika. Nawet przed tym nie zdążyła spojrzeć kto to tak pędzi. Podniosłe głowę ze zmarszczonym czołem jakby trochę zdziwiła się tym zachowaniem. Okazało się, że to właścicielka zguby. Zdziwienie zamieniło się w lekki uśmiech. Była lekko rozbawiona tym, jak dziewczyna stojąca przed nią była przejęta. Jednocześnie zrozumiała, że musi to być dla niej naprawdę cenna rzecz. Dobrze, że ona to znalazła, a nie jakiś wredny Ślizgon, który mógłby nie mieć ochoty jej tego oddawać.
- Wiem, że twoje. - Powiedziała spokojnie. Mówiąc to już zdradziła to, że musiała chociaż zajrzeć na pierwszą stronę. - A jeśli przeglądałam, to co? - Spytała lekko zadziornie, choć była świadoma tego, że istnieje wielu bardzo skromnych artystów, którzy wręcz wstydzą się swojej roboty. Często jest to bardzo niesłuszne. Rose uważała, że z Krukonką jest podobnie. Spojrzała mimowolnie na jej rysownik i uśmiechnęła się nieco szerzej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Naeris Sourwolf

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 167 cm
C. szczególne : Tatuaż anielskich skrzydeł na plecach
Galeony : 3337
Dodatkowo : Szukająca Ravenclawu
  Liczba postów : 1205
http://www.czarodzieje.org/t12503-naeris-cynthia-sourwolf
http://www.czarodzieje.org/t12509-zapraszam-dobre-duszyczki#337107
http://www.czarodzieje.org/t12508-listy-do-cierpkiej-wilczycy
http://www.czarodzieje.org/t12511-naeris-sourwolf#337284
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptySob Maj 28 2016, 17:02

Może zachowała się trochę gwałtownie, ale naprawdę przestraszyła się tego, że rysownik mógł wpaść w niewłaściwie ręce. Nie wiedziała co by zrobiła, jakby ktoś postanowił ją dzięki niemu zaszantażować, a mógłby to zrobić z łatwością. Niektórzy zdolni byli do wykorzystywania ludzi, gdy mieli coś na czym im zależało...
Uśmiechnęła się teraz przepraszająco do Rose.
- Może odrobinę przesadziłam. Jeśli przeglądałaś to bardzo cię proszę, byś nikomu o tym nie mówiła. - wysiliła się na spokój. Schowała szkicownik do torby i dopiero teraz poczuła, że jest już bezpieczny. To było dość niebezpieczne, tak przywiązywać się do jednej rzeczy. - Dziękuję, że go znalazłaś. Zwykle nie jestem taką gapą, ale zbliżają się Owutemy i nie nadążam za własnym życiem.
Rose pewnie wiedziała, jak to jest. Musisz być w trzech miejscach na raz, a bez zmieniacza czasu trochę z tym kiepsko... Eris miała nadzieję, że Puchonka nie będzie miała jej za złe, jeśli po prostu usiądzie obok niej. Odetchnęła, wyrównując oddech po niedawnym biegu.
- Przyszłaś tutaj w konkretnym celu? - zapytała z umiarkowanym zainteresowaniem. Pewnie znowu wychodzi na wścibską. Co jeśli Rose na kogoś tutaj czekała? Naeris przemknęło przez myśl, że po prostu zawraca dziewczynie głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rose Nelson

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7138-rose-nelson#203959
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7140-relationships#203996
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7139-nelsonowna#203992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7208-rose-nelson#204501
Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 EmptyPią Cze 17 2016, 12:36

Rose miała plan, żeby namówić Naeris na jakieś pochwalenie się tym, co robi. Może nie od razu wernisaż, ale na prawdę była dobra i nie należało tego ukrywać.
- Dlaczego tak się wstydzisz tego szkicownika? - Wypaliła może trochę za ostro, ale zirytowało ją to, że ma nie mówić o tym, jakby to było zakazane. - Nie masz za co dziękować. Jak się coś znajduje to się oddaje. - Zaczęła spokojniej. - Gdybyś tu nie wróciła to pewnie i tak bym cię znalazła i jeszcze dziś trafiłoby to do twoich rąk. - Uśmiechnęła się, dając jeszcze bardziej do zrozumienia, że ma dobre intencje. Wiedziała, jak to jest być gapą. W dodatku kiedy ma się tyle na głowie, to już w ogóle było to wręcz naturalne. Już siedziały przy fontannie razem.
- W zasadzie chciałam tylko przewietrzyć się. Dosłownie na chwilkę wyjść, rozprostować też kości. Ileż można siedzieć i się uczyć . - Mrugnęła do niej. - Ciebie nie pytam, bo domyślam się, że szukałaś rysownika. Też masz teraz tyle na głowie? - Spytała spoglądając w niebo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Dziedziniec - Page 3 QzgSDG8








Dziedziniec - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 3 Empty

Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Dziedziniec - Page 3 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Parter
 :: 
dziedziniec
-