Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10
AutorWiadomość


Runa Grímsdóttir

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 106
http://www.czarodzieje.org/t9479-runa-demetria-grimsdottir#263703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9490-misfit#263847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9489-maly-cwaniaczek#263844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9488-runa-demetria-grimsdottir#263840
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptyCzw Wrz 11 2014, 14:34

First topic message reminder :

Nieważne, jak mocno Eiv wpatrywałaby się w oczy Runy, i tak nie dojrzałaby w nich żadnego z fałszywych uczuć, jakich najprawdopodobniej szukała. Oczywiście, może delikatne zbicie z tropu majaczyło gdzieś pośród pokładów niezmierzonej empatii oraz czystej chęci pomocy, bo dziewczę nigdy by się nie spodziewało, że po względnie krótkiej salwie przekleństw oraz obelg ich ofiara momentalnie się załamie. Wnioskując z całej tej nienawiści, jaką słychać było w opowieściach Gemmy o podszywającej się pod nią osobie, można było pomyśleć, iż ona z wielką chęcią podejmie się takiej szermierki. Zamiast tego, po prostu opadła na ziemię. Grímsdóttir usiłowała wiec w jakiś niebywale błyskotliwy sposób rozpracować zawiłość sytuacji, ale fakt, że musiała to robić w międzyczasie oswajania Henley wcale nie pomagał. Głaskała ją z niemal siostrzaną troskliwością, której w danym momencie u Gemmy próżno było szukać. Dziewczyna powoli chyba zaczęła wierzyć w prawdziwość teorii o dawno zaginionych, nagle odnalezionych bliźniaczkach, sądząc po pełnym wyrzutu pytaniu o nieodzywanie się, ale zamiast takiego chamstwa, mogłaby się przestawić na tryb empatii. Nie pomyślała, że może Cara nie miała żadnego wpływu na ich rozdzielenie? Runa mimowolnie czuła na sobie wzrok Zaharówny, chociaż odwrócona do niej plecami nie miała najmniejszej szansy na zgadnięcie, jakie emocje w nim zawarła. Czy niecierpliwe oczekiwanie, czy nienawiść, czy może zwykłą obojętność i brak wiary w retorykę Włoszki? A może w ogóle nie patrzyła, krążąc tylko w kółko, zaś osiemnastolatce tylko wydawało się, że jest obserwowana? Jeszcze się o tym z pewnością przekona, póki co nadal delikatnie gładziła włosy Gryfonki, aby zaraz ostrożnie odebrać od niej papier wraz ze zdjęciem. Sytuacja zrobiła się trochę mniej wygodna, bo dla pełnej wygody Runa potrzebowałaby obu swoich dłoni, a to oznaczało, że nastał koniec głaskania. Westchnęła cicho, zabierając się do dokładniejszych obserwacji dwóch zadziwiająco ważnych rzeczy, których otrzymania dziewczę w żadnym wypadku się nie spodziewało.
- Gemma, jak miała na imię twoja siostra? To znaczy, na pierwsze i drugie? - spytała głośno, chcąc upewnić się, że adresat pytania dokładnie je usłyszy. Oczyma pochłaniała inicjały N. V. Z. w całej pewności, że "Z" oznacza "Zaharov". Nie chciała jednak podejmować żadnych pochopnych wniosków, więc musiała się upewnić. Rok 2004 również pasował do wersji rozdzielenia w wieku dziewięciu lat.
- W sumie wiesz co? Chodź tu i zobacz sama - dodała, podnosząc się do pionu i wyciągając dłoń ze zwitkiem papieru oraz zdjęciem w stronę dziewczyny, a kiedy ta zabrała podane jej rzeczy, Włoszka znów przykucnęła, aby ponownie zacząć głaskać Henley.
- Wszystko będzie dobrze - powiedziała cicho, nie mając w arsenale nic lepszego, a nie chciała, żeby dziewiętnastolatka miała się tu zaraz popłakać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : klątwa zaklęć (-> kuferek)
Galeony : 56
Dodatkowo : Kapitan drużyny Gryfonów
  Liczba postów : 856
http://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
http://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
http://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
http://www.czarodzieje.org/t17420-moe-davies#488355
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptySob Sty 11 2020, 11:37

Zmierzyła go wzrokiem, początkowo nie mając pewności, jak powinna zareagować. Jego nastrój należał raczej do tych mało radosnych i powoli przestawała wierzyć w to, że Elio w tym stanie nadawałby się do rozwieszania świątecznych ozdób, niezależnie od tego, czy jego artystyczna duszyczka miała do takich spraw wyczucie. Wydawał się nieobecny i nie wynikało to raczej z tego, co zobaczył na treningu. Gdyby była złośliwym chochlikiem, pewnie uznałaby, że przecież nie zobaczył u Krukonów nic nowego, więc nie było się czym przesadnie martwić.
- Słuchają Cię. I naprawdę się starają. Wiedzą, że Ci zależy. Ale nie na wszystko sami mają wpływ. - dała mu czas, aby się wygadał na temat swojej drużyny i rekrutacji skrzatów domowych, po czym wyskoczyła z tak ujmującą mową, że sama siebie zaskoczyła. No ale jednak - niebiescy w jej oczach robili, co mogli. Jasne, raz się układało, raz szło nieco gorzej, ale nikt nie poświęcał swoich starań w czasie treningów, czy meczów na to, aby zrobić kapitanowi na złość. Po prostu pewnych spraw nie dało się przeskoczyć, a i nie z każdej dziedziny krukońskie Orlęta (?) rzeczywiście mogły być zawodnikami najwyższych lotów.
- Kiedy wiem, że najlepszy kapitan w szkole organizuje trening, dokładam wszelkich starań, aby się na niego dostać. Hipotetycznie, oczywiście. - po pierwszym zdaniu zerknęła na niego z cieniem uśmiechu i natychmiast postanowiła się poprawić, aby nie brzmiało to zbyt podejrzanie. Choć w jej odczuciu całość nabrała jeszcze bardziej oczywistego wydźwięku. A może właśnie taki był jej plan?
- Mój korepetytor się opieprza. - wypaliła, kiedy po chwili byli już w okolicach choinki, a ona sama zaczęła przyglądać się magicznym ozdobom oraz pustym miejscom na gigantycznych drzewku, które aż się prosiły o potraktowanie ich wszelkimi świecidełkami.
- Właściwie to stałam się wybitną uczennicą. Szkoda tylko, że nic poza tym. - nie chciała go wtajemniczać w swoją próbę przemian poprzedzoną miesięcznym żuciem liścia. W ogóle chciała te wspomnienia wyrzucić z głowy, a jednak nadal liczyła, że mogłyby się w przyszłości okazać cenną nauką i jednym z kroków do spełnienia marzenia. Nie wychodziła z żadnym osobistym pytaniem, pozwalając mu oddać się czynności ozdabiarskiej i być może dzięki niej nieco uratować nastrój Krukona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : prawa strona ciała w luźno rozrzuconych tatuażach, ogromny wyszczerz na gębie
Galeony : 280
  Liczba postów : 596
http://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
http://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
http://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptyPon Sty 13 2020, 11:16

Ochoczo odwracał swoją uwagę od ozdabiania choinki na rzecz słuchania melodyjnie wypowiadanych słów. Przyciągała jego wzrok i choćby miała opowiadać o dziurawych skarpetkach Krwawego Barona, to dalej by spoglądał na nią w tak intensywny sposób, jakby naprawdę angażował się w zwykłą pogawędkę o kawie.
- Nooo, te oferty w kawiarniach to wyprzedzają nawet pory roku. Widziałem ostatnio, że ktoś ubrał rzeźbę goblina na trzecim piętrze w świąteczny sweterek. - napomknął i nie dodawał, że to była jego sprawka i nie jego ubranie. Skoro kadra nauczycielska rzuciła hasło, by ozdabiać zamek, to wziął sobie to do serca. Cóż rzec, nikt nie wspomniał o powściągnięciu własnej inwencji twórczej.
Słysząc jej kolejne słowa zaczął się rozglądać za siebie, a nawet obrócił się wokół własnej osi i ewidentnie czegoś szukał. - Gdzie te fanki? Chyba lecą sznurem za Elijahem albo Matthew, bo ja widzę u siebie deficyt. - wyszczerzył się, może nieco zbyt słabo jak na swoje możliwości, ale jednak dał w ten sposób znać, że się po prostu przekomarza. Zdziwił się, że nie potrafiła gotować, choć z drugiej strony zrobiło mu się miło, bowiem mają ze sobą coś wspólnego! Z tym, że Jerry ma jako współlokatora jednego z lepszych kucharzy z całej rzeszy studenciaków i dzięki temu nie głodował ani tym bardziej nie pozbywał się galeonów na gotowe żarcie. Może zamiast na kawę to zaprosić ją na kolację?
Kontynuował zawieszanie świeczników, a robił to odrobinę mechanicznie. Musiał obejść choinkę, by ubrać jej drugą stronę, bowiem zauważył, że większość ustawił w jednym skupisku na zbliżonych ku sobie gałęziach. - Wydaje mi się, że jest się wyjątkowym nie przez pochodzenie, a przez charakter...? - wtrącił między jej wypowiedzią, a zesztywniał słysząc, że ojciec wybrał jej narzeczonego, gdy była jeszcze dzieckiem. Zastygł w bezruchu ze wzrokiem wbitym w błyszczącą bombkę i słuchał jej głosu. To chyba jakieś jaja. Intuicja dobrze mu podpowiedziała - warto pytać czystokrwiste czy nie chowają przypadkiem pod pachą jakiegoś narzeczonego. Przełknął głośno ślinę czując jak coś ciężkiego przygniata mu klatkę piersiową. Wykrzywił się, a z jego twarzy zniknął cały blask. Klął w myślach szpetnie, naprawdę srogo i okrutnie, mieląc w ustach niezrozumiałą wiązankę. Rozczarowanie sprawiło, że nie zauważył wyjmowanego frisbee ani nie słyszał jej dalszych słów. Nessa ma narzeczonego. Cholera jasna! Najpierw Emily mu takie coś odwaliła, a teraz, gdy zaczęło mu zależeć na innej dziewczynie (wcześniej już zwrócił na nią uwagę), to okazuje się, że sytuacja może skończyć się tak samo. Nie wiedział o jakim "Alku" mówiła i nie chciał wiedzieć. Drgnął gwałtownie widząc jak frisbee dobiera się do dziewczyny i dopiero wtedy się ocknął. Nauczycielka pozbyła się kłopotu, ale Nessa była lekko poturbowana. Odchrząknął. - Pociął cię. Załatać ci to, by cię mróz nie szczypał po ranie? - zapytał jakimś dziwnym głosem i za wszelką cenę unikał jej wzroku. Spoglądał gdzieś na wysokości jej policzków, starannie omijając te ciepłe, ładne karmelowe oczy. Jej śmiech wiercił mu dziurę w brzuchu. A on nabrał nadziei, że może się z nią umawiać. Czemu w ogóle zgodziła się na wyjścia na kawę i na następne spotkania? Nie może być tak wyrafinowana jak Emily! To niemożliwe... Odwrócił się, by odłożyć pudła ze świecznikami i uderzył barkami w lewitujące za nim bombki. Pękły, a wydostał się z nich tuman brokatu, który pokrył większą część Jeremy'ego. - Kurwa. - wymsknęło mu się, gdy dostał się do oczu. Zakaszlał i potrząsnął głową, by pozbyć się warstw brokatu z twarzy. Przetarł powieki rękawem, dzięki mógł się po prostu rozejrzeć za siebie. - Ozdabia się choinkę, a nie ludzi! - burknął ostrym tonem w kierunku winowajcy (którym był jakiś młodszy uczeń, który lewitował za jego plecami stos bombek) i kaszlnął, ocierając przy okazji usta z drobinek. - Błyszczę bardziej niż choinka. Ciekawe kto pierwszy położy pode mnie prezenty. - starał się zażartować, ale ton głosu w ogóle nie nadążał za treścią słów. Chciał już to skończyć i się stąd zmyć, by upić się do nieprzytomności. Mrugał zawzięcie, by spojówki samoistnie się nawilżały i tak nie szczypały.

______________________


If you can't beat fear, just do it scared.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów
Galeony : 438
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag (ryś)
  Liczba postów : 1738
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptyWto Sty 14 2020, 01:16

Cała atencja, którą jej poświęcał, wciąż była zaskakująca. Kompletnie nie potrafiła sobie radzić z taką ilością spojrzeń i ciepła, odzwyczaiła się. Obraz prefekt naczelnej w oczach mieszkańców zamku malował się raczej w szarych barwach, koncentrując się na odrobinie strachu i szacunku, gwarantując jej spokój, którego zmęczony umysł i ciało tak potrzebowały. Przerażało ją trochę to, jak bardzo ją kolorował, bo nie była nawet połową tego, co widział — tak naprawdę, była okropna. Paskudna. Otoczona murem i pełna dystansu, wrzucająca wszystko do worka relacji ogólnych. Do Lanceleyówny potrzeba było sporo cierpliwości.
- A słyszałam coś o goblinie, mówił mi chyba Riley. Musiał wyglądać uroczo. Nie rozumiem, skąd to zbulwersowanie, na pewno korytarz był bardziej świąteczny. Powiem Ci w sekrecie, że nawet dla mnie reguły panujące w tej szkole są niezrozumiałe. - odparła ze spokojem, wzruszając delikatnie ramionami. Jak zwykle, brzmiała szczerze i poważnie. Lubiła święta, więc nieco przymykała na związane z nimi wybryki uczniów. Nie chcieli przecież źle, a ogromny zamek pełen smutnych rzeźb aż domagał się odrobiny pieszczot. Obserwowała go, unosząc brwi w zaskoczeniu, kręcąc tylko głową i prychając ostatecznie, niczym niedowierzający lub niezadowolony kocur. - Okey, Matt jest całkiem przystojny, ale chyba każda dziewczyna wie po jego epizodzie z tym puchonem, że nie ma czego szukać. A Elfik.. On jest materiałem na młodszego brata, jakoś tak.. Nie wiem, dziwnie byłoby na niego patrzeć, jak na faceta. Rozumiesz, o co mi chodzi? Chociaż widziałam go ostatnio z tą przyjezdną, co jest tak uroczo nieśmiała i ma akcent.
Zakończyła swój monolog wzruszeniem ramion, nie chcąc zagłębiać się w sytuację innych i tworzyć pomówień. Każdy na świecie miał odrębny gust, skoro nawet ktoś taki, jak ona potrafił wpaść w oko, to nawet górki troll miał szanse, bo ona odpychała swoim charakterem. Odwzajemniła jego uśmiech, przywieszając kolejną ozdobę. O zgrozo, weszły te trudne tematy.
- Masz rację. Sami tworzymy siebie, nie nasze nazwisko czy czystość krwi. Tylko praca, zachowanie, codzienność.
Zgodziła się niemal natychmiast, posyłając mu krótkie spojrzenie. Coś jednak ślizgonkę zaniepokoiło. Gryfon zbladł, jego oczy przestały uroczo błyszczeć. Zdawała sobie sprawę, że wypowiadane przez nią słowa nie są najmilsze i najlepsze. Zacisnęła usta, wpatrując się w różdżkę, za pomocą której wieszała ozdoby. To był kolejny powód do izolowania się od ludzi — bycie z dobrego rodu sprawiało same problemy, rozczarowania. Powinna chyba całkiem zmienić się w cyborga, o których opowiadał jej kiedyś Holden. I tak już tak robiła. Nie miała jakoś siły na niego spojrzeć, znosić kolejnego spojrzenia w typie, który zwyczajnie jej nie odpowiadał. Nessa zawsze była szczera, wystarczyło pytać. Lubiła spędzać z nim czas, jednak na dobrą sprawę nigdy nie pozwoliła sobie na nic więcej, nie chcąc go skrzywdzić. Miała beznadziejną sytuację, na której dźwiganie nikt poza nią nie zasłużył. Był dobrym, fajnym facetem. Nie mogłaby go wykorzystać, żeby chociaż na chwilę zapomnieć, a potem porzucić. Może nazbyt chętnie przystawała na spotkania? Ostatecznie rudowłosa na niego spojrzała, otwierając jedno z pudełek, gdzie była zabawka. Walka z nią zajęła jej chwilę. Stanęła przodem do niego, chyba wciąż zaskoczona biegiem wydarzeń. Jego postawa, aura.. Sprawiała, że czuła się jakoś nieswojo, jak ciężar. Dźwięk jego głosu tym razem był naprawdę dziwny.
- Nie, nie musisz się tym przejmować. Dziękuje Jerry.
Pokręciła głową, posyłając mu krótki uśmiech. Obserwowała go jeszcze chwilę, jak odstawiał pudła, po czym bombki obsypały go stertą brokatu. Nie mogła powstrzymać roześmiania, bo wciąż myślała o nim, jako o osobie najbardziej kojarzącej się ze świętami. Pasowały mu tak bardzo, że wydawało się to studentce nierealne. Zazdrościła mu tej szczerości. Tego, jaki był. Czy nadal wysłałby jej kwiaty, gdyby znał wszystkie szczegóły i tą Nessę, którą chowała przed światem? Westchnęła, unosząc znów różdżkę, wybierając kolejną ozdobę na drzewko. Ignorowała szczypanie i zaschniętą krew. Wiedziała, żeby nie pozwalać sobie na relacje i traktować ludzi jako przelotne, jednorazowe przygody dane przez los. A potem ich unikać, niknąc w znanych sobie korytarzach.
- No, mógłbyś być na szczycie choinki. Poczekaj, pomogę Ci.
Zaproponowała w końcu, gdy skończył przeklinać i zwracać uwagę młodszym. Podeszła do niego, najpierw otrzepując mu brokat z rękawów, którymi przetarł buzię, a potem próbując pozbyć się go z policzka. Niezbyt współpracował. Zmarszczyła nos i brwi, wspinając się nieco na palce.
- Zamknij oczy. Jak Ci tego więcej wejdzie, możesz sobie paskudnie je podrażnić. - wytłumaczyła przy okazji prośby, a gdy posłuchał, dmuchnęła kilkakrotnie, wciąż stojąc na palcach. Dopiero gdy brokat zniknął z jego twarzy i ozdobił ubrania, w tym jej płaszcz, opadła na całe stopy i cofnęła się o krok, nie chcąc naruszać jego przestrzeni osobistej. Schowała ręce za siebie, ignorując schowaną do kieszeni różdżkę.
- Lepiej? Nadal boli? Możemy spróbować przemyć to wodą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : prawa strona ciała w luźno rozrzuconych tatuażach, ogromny wyszczerz na gębie
Galeony : 280
  Liczba postów : 596
http://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
http://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
http://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptyPią Sty 17 2020, 09:35

Jak miał się źle czuć w jej obecności (pomińmy taktownie brokat na twarzy), skoro popierała nawet ubieranie goblinów w świąteczne sweterki (pierwotnie miały być ubrane w bikini i z czerwono- białą czapką)? Czuł, że mogliby gadać bez końca, a to dla kogoś takiego jak Dunbar dużo znaczy. Czemu... czemu u diabła Nessa ma narzeczonego? To wszystko zmienia...
- Coś w tym jest, choć jestem przekonany, że Elijah woli laski. Znam gościa od wielu lat i to po prostu romantyk. - wzruszył ramionami czując, że powinien wstawić się za krukońskim kumplem. Epizodów Matthew ze Skylerem nie zamierzał w żaden sposób komentować, bowiem dużo czasu zeszło zanim im ostatecznie wybaczył całe to oszukaństwo. Gdy już raz zerknął na Nessę, tak raz po raz jego wzrok wracał do jej karmelowych oczu, do ułożenia ust, gdy prychała, a to do wątłych ramion, którymi poruszała w bezradności albo bagatelizowaniu detali. Mógłby ją oglądać długo i intensywnie, doceniając każdy jej gest, a teraz czuł się taki zgnieciony i stłamszony. Dziewczyna przypisana jest komu innemu i nawet jeśli go nie kochała (a przecież nazwała Alka przyjacielem), to tak czy siak jakże miałby konkurować z kimś, kto został wpleciony w jej życie? On, mugolak? W dodatku bez własnej rodziny (która się go wyrzekła, a o czym wiedziały raptem dwie osoby), z galeonami, które ciułał, odkładał, oszczędzał na przyszłość...? Z góry przegrana sprawa. Nie czuł się teraz Gryfonem. Chciało mu się upić do nieprzytomności i nawet nie miał ochoty udawać, że wszystko jest w porządku. Zerknął na Ślizgonkę i z przykrością stwierdził, że ta już to zauważyła i wzięła do siebie. Powiesił ostatnią serię świeczników i potrząsnął ramionami, by poprawić w nim przepływ krwi. - Będę się przejmować, Ness. - zapewnił, sięgając na moment do jej poranionej ręki, by sprawdzić głębokość nacięcia ranki. Spoufalił się, to fakt. Nie powinien tego robić, to też fakt. A jednak co ma do stracenia? Skoro i tak nie wybrnie poza zauroczenie nią, to co mu szkodzi? Miała miękką, drobną dłoń. Ciepłą, pomimo panującego chłodu. Wypuścił ją, gdy tylko upewnił się, że to płytkie nacięcie i do rana się zagoi. Broń Merlinie nie zamierzał rzucać na nią zaklęć, gdy tego nie chciała.
Brokatowa bomba tylko namieszała, bo przez to obserwowanie rudych pukli Nessy było nadzwyczajnie utrudnione. Zamknął posłusznie oczy i wstrzymał oddech czując z bliska zapach jej włosów i skóry. Nie powinna tego robić, skoro on tutaj próbował przełknąć gorycz, że chociażby nie wiadomo jak mocno ją lubił to ma nikłe szanse, by cokolwiek z tego wyszło. Ba, nie miał pojęcia co ona czuje, bo przecież nie znali się na tyle ile by chciał. - Dzięki. - zamrugał kilkakrotnie i dzięki załzawionym gałkom ocznym odzyskał nieco ostrości wzroku. Mimo wszystko Nessa była zamazana ku jego niepocieszeniu. - W sumie to dobry pomysł. Ja i tak wszystko powiesiłem. - w pierwszym odruchu miał odmówić, ale uznał, że to niezły powód, by uszczknąć jeszcze odrobinę czasu Nessy, skoro od następnego spotkania będzie musiał traktować ją po prostu przyjaźnie i nie oczekiwać niczego więcej.

______________________


If you can't beat fear, just do it scared.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów
Galeony : 438
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag (ryś)
  Liczba postów : 1738
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptyNie Sty 19 2020, 03:18

Prawdopodobnie olbrzymi wpływ na delikatny rozwój jej poczucia humorów i akceptowanie niewinnych, świątecznych aspektów na szkolnych posągach, miał Holden. Sympatia do świąt pewnie też. Kto by oparł się na co dzień smutnemu goblinowi w czerwono-białym swetrze, którzy przypominałby świąteczną rózgę na choinkę? Nie ona. Jego skwaszona mina, utrata tego naturalnego — jak się Nessie wydawało — blasku, nieco ją zmartwiła. I tak wyszedł poza schemat, widział się już z nią drugi raz i niczego od niej nie chciał, co dawało prefekt sporo do myślenia. Odzwyczaiła się od bezinteresowności. Zbudowany przez nią chiński mur dookoła własnego "ja" skutecznie jednak wrzucał ją do worka bezpłciowego, ograniczającego się do funkcji spełniania oczekiwań innych, grania wedle ich muzyki i nieangażowania się. Przecież tyle razy na tym źle wyszła! Sentyment do gryfonów sprawił jednak, że uciekło jej spomiędzy ust westchnięcie. Skąd mogła wiedzieć, że posiadanie narzeczonego odejmie mu uśmiech z twarzy? Nie mogła przecież skłamać, to byłoby okropne. Była niestety dość uboga w pozytywne relacje międzyludzkie i brakowało jej doświadczenia na wielu polach. Co innego, gdyby obudzić ją w środku nocy i poprosić o inkantację połowy podręcznika. Wtedy doskonale wiedziała, miała kontrolę. Kochała mieć kontrolę. Zapomniała o czymś takim, jak spontaniczność, co ostatnio odświeżył u niej właśnie Dunbar.
- Nie, nie, nie! - zaprzeczyła szybko, przyjmując gest obronny rękoma, kręcąc głową, wprawiając rude włosy w kołysanie. - To nie tak, że elf jest gejem czy coś! Nie wątpię, że woli dziewczęta i ma pewnie powodzenie! Po prostu, gdy go poznałam, przypominał mi rodzeństwo swoją opiekuńczością i zachowaniem.
Wytłumaczyła szybko, chociaż dość chaotycznie. Wciąż pamiętała to spotkanie przy wodospadzie podczas ostatnich ferii, gdzie los wrzucił ich w chłodny odmęt wody. A ona nadal nie nauczyła się pływać! Jakiś sentymentalny uśmiech przemknął przez jej twarz, zdając sobie sprawę, że tak jak w przypadku innych — była to jedna przygoda, stłamszona do rzucania sobie "cześć" pomiędzy lekcjami. Znów miała rację. Powróciła spojrzeniem na twarz Jeremyego, poszukując jego spojrzenia z nutą zmartwienia i zaciekawienia w swoim. Dziwny był bez tego swojego uśmiechu, do którego chyba ją trochę przyzwyczaił. To był jeden z niewielu razy, gdy żałowała, że nie czyta w myślach, bo chociaż mogłaby go zrozumieć. Zamiast tego wieszał świeczniki z miną porzuconego szczeniaka, a ona szukała powodu, za który mogłaby się obwinić, wieszając niedbale bombki niewerbalnym zaklęciem. Różdżka jednak wróciła do kieszeni, a pudełka zostały puste. Wszystko to przypieczętowała dzika, zakazana zabawka. Chciała się odezwać, wytłumaczyć, że nie musi — jednak gdy złapał jej dłoń, zostawiła tylko delikatnie rozchylone usta, ostatecznie kiwając głową i podążając do niej spojrzeniem. Zaskoczyło ją to, że jego dłonie były chłodniejsze od jej własnych, które zazwyczaj utwierdzały ludzi w przekonaniu, że poza alabastrową karnacją, ma z zimą jeszcze jedną rzecz wspólną. Mimowolnie ścisnęła nieco jego dłoń, podnosząc na niego spojrzenie. Czuła dziwny uścisk, gdy ktoś przekraczał jej bariery przestrzeni osobistej. Nie potrafiła szybko reagować na takie ataki z zaskoczenia, nic więc dziwnego, że po ciele ślizgonki przebiegł delikatny dreszcz. Tak prosty gest był dla niej tak obcy, odległy i zaskakujący, że aż jej było głupio. - Dziękuje. Zwykle to ja mam lodowate dłonie, a teraz chyba to Tobie jest zimno.. Chcesz jeszcze herbaty? Widzisz? Mówiłam, to nic groźnego!
Zauważyła ciszej, niż planowała. Gdy cofnął dłoń i ona swoją uniosła, przyglądając się chwilę rozcięciu lub pomalowanym, zadbanym paznokciom. Ciężko było stwierdzić. Sytuacja z brokatową bombką była równie niespodziewana, co z głupim frisbee w pudełku, chociaż jego przygoda była bardziej przyjemna i niewątpliwie nadała mu ducha świąt. Nie mogła powstrzymać uśmiechu na widok błyszczących włosów i ubrania. Nie mogła go tak zostawić, więc gdy tylko zauważyła tarcie oczu, zaoferowała pomoc. Wybrała podobną metodę, co z rzęsami i życzeniami, korzystając z własnego oddechu. Jak to było możliwe, że wcześniejszy uścisk w ogóle się nie pojawiał, gdy to ona robiła to, co chciała?
- Nie ma za co. - zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, bo chyba nikt by go tak nie zostawił w cierpieniu. Przecież to paskudnie szczypie! Kiwnęła głową na jego słowa, łapiąc go za rękaw i ciągnąc za sobą w stronę jednej z ławek na uboczu, tak, aby nauczyciel nie mógł zobaczyć. Przecież obiecała, że będzie ubierała choinkę, aż do końca, a w ten sposób nawet nie zauważy, że jej nie było. Pomogła mu usiąść, zajmując miejsce obok. Usiedli okrakiem, bo tak było jej wygodniej pozbywać się błyszczących drobinek. - Zaraz będzie lepiej, zobaczysz.
Wyjęła różdżkę i z pomocą prostego czaru, wydobywała się z niej struga letniej wody, w której zmoczyła zdjęty chwilę wcześniej z szyi szal. Nie miała chusteczki, a materiał galanterii był delikatny i przyjemny, nie powinien go obetrzeć. Zmoczyła róg, zawijając dookoła palca i przysunęła się, powoli zabierając się do pracy. Zaczęła od policzków, idąc w górę, w skupieniu obserwując jego twarz, czując zapach perfum w nosie i oddech gdzieś na swojej twarzy. Biło od niego ciepło, chociaż nonszalancka i rozrywkowa aura została chyba gdzieś pod świątecznym drzewkiem.
- Jakby było za mocno i będzie bolało, to powiedz. Postaram się, żebyś nie stracił oczu, ale wiesz, daleko mi do pielęgniarskiej wprawy.
Brzmiała jak zwykle, dość łagodnie i spokojnie, zbliżając się materiałem do oczu, pozbywając się spod nich po drodze brokatu. Teraz i ona będzie miała go na płaszczu, jednak ślizgonce nie sprawiało to żadnego problemu, nawet nie zwróciła uwagi. Miał szczęście, bo tworzenie biżuterii również wymagało od niej delikatności i precyzji, więc była w rzeczywistości lepiej przygotowana, niż mu powiedziała. Złapała więcej powietrza w płuca, czując znów dominację zapachu Jeremyego w nozdrzach, niwelującego jej własne perfumy. Ruchem głowy zgarnęła włosy na plecy, dmuchając delikatnie, aby przyklejony do skóry wcześniej brokat, poruszony wilgotną apaszką odleciał. Z oczami gryfona była najbardziej delikatna, jak umiała, chociaż pewnie nie było mu przyjemnie, gdy musiał je otworzyć i spojrzeć w górę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 634
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 1209
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Moderator




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptyNie Sty 19 2020, 22:09

Narzekam na nich, ale tak naprawdę to jestem zły na siebie – przyznał po chwili zastanowienia, zmiękczony jej słowami, które naprawdę do niego trafiły – ba, wzruszyły go nawet, bo miał świadomość, że kto jak kto, ale Moe nie jest osobą, która rzucałaby je na wiatr. Nie sądził, by chciała go tylko pocieszyć, choć z drugiej strony... nie wiedziała jak to wygląda, bo nie była na ich treningu od pamiętnego wrześniowego spotkania. Bał się wpuszczać osoby z innego domu, bo, jak zdążył zauważyć, generowało to same problemy i konflikty – co zaskakujące, również w przypadku Pandory. – Bo wiesz, w tamtym semestrze wszystko szło jakoś lepiej, mimo że ja byłem w dużo gorszej formie. Nie wiem już czy wymagam za mało, za dużo, czy po prostu Krukoni lepiej sprawdzają się w bibliotece niż na boisku. Może mają mnie już dość – westchnął, dostrzegając, że chyba nadużywa jej uprzejmości, wobec czego dodał – dzięki. I... przepraszam, to nie są Twoje zmartwienia
Zaśmiał się na tę uwagę o najlepszym kapitanie, bo nawet jeśli nie powiedziała wprost, że miałoby chodzić o niego, jakoś tak poprawił mu się humor. Miło było wiedzieć, że opaski na ramionach nie zmieniają nic w ich wzajemnych stosunkach. Żałował, że Moe nie jest Krukonką – po pierwsze zdobywałaby wówczas znicze dla jego drużyny, a po drugie nie musiałby się wiecznie gryźć, że jeśli wpuści ją na trening, zostanie posądzony o swego rodzaju zdradę.
Na jej odpowiedź, odchrząknął wymownie.
No tak – nie wyczuł by robiła mu wyrzuty, ale i tak zrobiło mu się głupio – przeceniłem chyba swoje możliwości, na nic nie mam ostatnio czasu i czuję, że powinienem z czegoś zrezygnować, ale problem jest taki, że właściwie nie ma czegoś, co mógłbym tak po prostu porzucić. Cholera, znowu chrzanię. Powinnaś rozważyć zawód terapeuty albo coś w tym stylu. – Z chęcią podrapałby się po głowie, ale trzymał w ramionach pudła, które odstawił dopiero po chwili. Nim to zrobił, zakurzone ozdoby dały mu się we znaki i wywołały kichnięcie, które niebezpiecznie zachwiało stosem. Z trudem udało mu się tego nie potłuc – chyba spędziłby nad składaniem tego do kupy resztę tego dnia. Czym prędzej postawił pudełka na ziemi i odetchnął z ulgą.
Szczerze mówiąc, bardziej zdziwiłbym się gdybyś mi powiedziała o gigantycznych postępach. To musi przecież trwać – podparł się pod boki, artystycznym (podobno) okiem przypatrując się choince. W istocie wymagała upiększenia i zaraz miała je od niego otrzymać. Wyciągnął różdżkę, by rzucić zaklęcie i zawiesić pierwszą bombkę na jednej z wyższych gałęzi. – Może warto jednak przemyśleć naukę z użyciem różdżki? – zagadnął, ciekaw czy porzuciła już ten szalony pomysł. Nauka transmutacji bez rzucania zaklęć mogła być interesująca, ale zdawała mu się zupełnie niewystarczająca – nie dla celu, do którego dążyła Gryfonka.

______________________

Ravenclaw Quidditch Team


No one can whistle a symphony. It takes a whole orchestra to play it.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : klątwa zaklęć (-> kuferek)
Galeony : 56
Dodatkowo : Kapitan drużyny Gryfonów
  Liczba postów : 856
http://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
http://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
http://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
http://www.czarodzieje.org/t17420-moe-davies#488355
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptyPon Sty 20 2020, 00:45

Przymrużyła oczy, nie bardzo wiedząc, jak mogłaby pomóc w kontekście atmosfery, czy motywacji. Sama niedługo miała stanąć przed tym samym wyzwaniem i zaproszenie kogokolwiek spoza Gryffindoru na trening, choć wydawało się tak błahą rzeczą, faktycznie mogło okazać się w skutkach wyjątkowo wredne. Kompletnie nie dziwiła mu się, że przestał ją akceptować w kontekście wspólnych ćwiczeń. Zwłaszcza, że już zdążył spotkać się w związku z tym z nieprzyjemnościami. A w niej akurat z jednej strony mógł mieć koleżankę. Z drugiej - rywala, który niekiedy wręcz poniżał zawodników z jego drużyny.
- Co z Gabrielem? - pytanie było bardzo otwarte. Jasne, martwiła się o jego stan zdrowia po feralnym meczu, ale skłamałaby, gdyby utrzymywała, że nie obchodziły jej aktualne relacje między kuzynostwem. Zdołała trochę usłyszeć na temat podejścia Gaba do 'tej Czeszki'. A czy zapowiadało się na to, by usłyszała cokolwiek na ten temat? Cóż.
- Porządne treningi to nie przestępstwo, Eli. Ale rozumiem, że zaufanie i dobrą atmosferę trudno budować wokół porażek, kontuzji i z obcymi ludźmi dookoła. Choć prawda jest taka, że Twoja herbatkowa inicjatywa sprawiła, że nawet ja prawie zmieniłam barwy. Po prostu daj im czas. I zacznij się cieszyć grą. Może wtedy za Tobą pójdą.
- Ja bym poszła. - figlarnie puściła do niego oko, po czym gwałtownie odwróciła się w stronę choinki celem jej udekorowania i natychmiast tego pożałowała, kończąc w chmurze brokatu z jakichś bombek, czy innej radosnej twórczości. Pochyliła głowę, zamknęła łzawiące oczy i milczała, czując brokat już nawet w nosie i na języku. Ble.
Stwierdzając, że za pomocą nieopanowanego Anapneo mogłaby się zabić, uznała, że zdrowiej będzie najzwyczajniej czegoś się napić, żeby zapobiec uduszeniu. Herbatka rzeczywiście trochę pomogła.
- Wymieniłam różdżkę. Mogę szaleć. - kiedy już wykaszlała, co mogła, wykrztusiła z siebie również tych kilka słów. Może i skłamała, do tego w obu zdaniach, ale w pierwszym przypadku była to bardziej część prawdy, bo szkoda jej było sił i czasu na szczegóły, a w drugim sama była przekonana, że to już była wyłącznie kwestia wprawy i dogadania się ze świerkiem.
- Tak naprawdę to wszystko mi się w tym pieprzy, Eli. Następny raz będzie ostatnim. - wyszły z niej rozgoryczenie i wściekłość, być może uwolnione właśnie przez choinkowy wypadek. Zacisnęła zęby, bo na usta pchało jej się więcej nieprzyjemności, ale wolała się do tego ograniczyć. Przeklinanie brokatowym obłokiem raczej nie należało do najpoważniejszych obrazków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : prawa strona ciała w luźno rozrzuconych tatuażach, ogromny wyszczerz na gębie
Galeony : 280
  Liczba postów : 596
http://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
http://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
http://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptyWto Sty 21 2020, 14:33

Po paru chwilach zrozumiał, że jeśli dalej będzie wieszać świeczniki z taką miną to Nessa może pomyśleć, że go czymś uraziła, a on nie będzie w stanie szczerze powiedzieć co się stało. Zmusił się zatem do przybrania jakiejś neutralnej miny, ale o ile na na co dzień był z niego całkiem przekonywujący aktorzyna, tak teraz zabrakło mu na to mocy i charyzmy. Ze sporym opóźnieniem zauważył, że wstrzymywał oddech, gdy trzymał przez moment jej dłoń. Miała miękką skórę tak, jak to przypuszczał. Dla Jeremy'ego Dunbara przekraczanie fizycznych granic nie było czymś trudnym, a więc działał intuicyjnie i naruszał jej prywatność w przypływie spontaniczności. Nie musiał tego robić... być może nawet nie powinien, ale nim się zorientował to było już po wszystkim. Nie żałował, a gdy ścisnęła lekko jego dłoń to odniósł wrażenie, że Ness docenia ten gest. Mimo wszystko zabrał swoje ręce i zawiesił wzrok na jej twarzy, gdy przemawiając znów okazywała mu troskę. Odrobinę nadmierną, szczyptę nadopiekuńczą, ale i tak ujęło go to w taki ciepły sposób. Mimo, że nie miał na to najmniejszej ochoty to jakimś cudem Nessa sprawiła, że się uśmiechnął. Nie tak jak zawsze, ale na kilka sekund wrócił jego dawny wyraz twarzy.
- To tylko zimne ręce. Zapewniam, nie zamarznę, a nawet jeśli to jest wiele sposób na rozgrzanie się. - starał się, by nie było w tym podtekstu, ale czasami bywało to silniejsze od niego. Sam siebie zaskoczył, bowiem nie sądził, że uda mu się jeszcze wysilić, by powiedzieć coś pogodnego. A jednak najwidoczniej Nessa powstrzymywała go przed totalnym przygnębieniem. Opóźniała to i był jej za to wdzięczny, bowiem wiedział, że jak tylko opuści Hogwart to ucieknie z niego cała energia. Dał się zaprowadzić na ławkę, mimo że dałby radę dojść sam. Oczy piekły, ale widział drogę. Żałował tylko, że kontury twarzy Nessy były zamazane i jedyne, co wyraźnie dostrzegał to kolor jej włosów. Znów coś go ukłuło w okolicach serca, gdy umysł podsunął mu obraz jak jego dłoń zanurza się w rudych puklach. Wypuścił powietrze z płuc, by się otrząsnąć z tych kuszących wizji. Ona ma narzeczonego. Ona ma narzeczonego. Trzymaj ręce przy sobie. Próbował się upominać w myślach, ale świadomość, że Nessa jest niejako zakazana sprawiała, że tym bardziej chciał się do niej zbliżyć. To było całkowicie niepoprawne. Klął w duchu na brokat, przez który nie mógł obserować jej twarzy z bliska. Zmuszony został do zamknięcia oczu, gdy dotknęła wilgotnym rąbkiem jakiegoś materiału (nie interesował się jakim) jego policzków. Nie chciał czuć wilgoci, a więc nastrajał swój zmysł czucia na delikatnie przebijające się ciepło jej palców. Były tak blisko jego policzka, a ona sama była bliżej niż na wyciągnięcie ręki... czuł zapach jej włosów, od którego coś połaskotało go w żołądku. Nic nie mógł poradzić, że serce zgubiło na chwilę swój rytm, gdy mówiła łagodnie, przestrzegała go przed nawet najmniejszym bólem, a przecież to było nic w porównaniu do ran, które już kiedyś nosił na ciele. Nie odpowiedział od razu, będąc zbyt skoncentrowany na przyjemnych bodźcach, które mu dostarczała. Myśl, że nie mógł rozwinąć tej relacji w tę stronę, która mu się marzyła tylko go przytłoczyła. Ciążyła mu niczym kamień, do którego został przywiązany niezniszczalnym łańcuchem. Mimowolnie odprężył się pod jej dotykiem i w końcu mógł otworzyć oczy. Nie piekło tak bardzo jak wcześniej, ale wciąż miał przekrwione białka. Zamrugał, by wyostrzyć wzrok i w końcu mógł zobaczyć ją nieco wyraźniej, a to, co ujrzał sprawiło, że niemal się w niej zakochał. Nim pomyślał, położył rękę na jej łokciu i uśmiechnął się z większą swobodą. - Dzięki, Ness. Gdybym stracił oczy to nie mógłbym teraz ich cieszyć pięknymi widokami. - wcisnął w słowa połowicznie ukryty komplement, mając nadzieję, że Nessa to wyczuje. Pamiętał kolor jej policzków i szczerze powiedziawszy, była to piękna barwa. Zaraz po karmelu. - Szkoda, że masz narzeczonego. - wyrwało mu się zanim pomyślał, ale czuł, że ta chwila, w której się znaleźli - między szeptem a ciepłym milczeniem - była idealna na szczerość. Jego powieki drgnęły, bowiem próbował powstrzymać się i zamknąć oczy, co niestety mu się nie udało. Wzrok uciekł na jej usta, a to było już naprawdę niepokojące. Nie poznawał siebie. Dawny Jerry już by zainicjował pocałunek, a ten tutaj, na ławce, powstrzymywał się, bo nie był pewien czy ona w ten sam sposób odczuwa atmosferę między nimi i nie chciał jej spłoszyć. Trzymaj ręce przy sobie. Zostaw ją. A on dalej trzymał rękę na jej łokciu i wiedział, że potrzeba go teraz zdzielić w twarz, by zmusić go do cofnięcia jej. - - Chcę... chciałem... w sumie dalej chcę cię bliżej poznać, ale to byłoby nie fair wobec twojego narzeczonego. - te dwa ostatnie słowa niemal wypluł i aż musiał zacisnąć usta w bladą linię, by nie przekląć po przecinku. Przeniósł ciemne ślepia w kierunku jej oczu i uśmiechnął się krótko, a na jego twarzy malowała się głównie bezradność. Lubił łamać zasady, ale ostatnio dostał mocno po tyłku za zbliżenie się do dziewczyny posiadającej (utajonego co prawda) narzeczonego. Nie chciał doznawać podobnego poniżenia, więc musiał być ostrożny. Najlepiej wycofać się, wstać i odejść lecz sęk w tym, że nie potrafił się zmusić do ruchu.

______________________


If you can't beat fear, just do it scared.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów
Galeony : 438
Dodatkowo : Prefekt Naczelny, animag (ryś)
  Liczba postów : 1738
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptyWto Sty 21 2020, 22:37

Myślała tak. Była dobra w obserwowaniu maleńkich zmian na twarzach ludzi, ale już radzenie sobie z tym zagmatwanym światem emocji — było inną bajką. Miała mieszane uczucia. Tak bardzo przypominał jej Thatchera, a jednocześnie był tak inny i orzeźwiający! Miał taką aurę, która pozwalała zapomnieć o szarej rzeczywistości i obowiązkach, które miała na barkach. Potrafił ją rozbawić, miał niebanalne tematy. Nie wiedziała, czy los ją testuje, rzucając jej na spotkanie kolejnego gryfona o podobnym usposobieniu i pochodzeniu. Pomimo tego, że ona była córką swojego ojca i potencjalną przyszłą żoną amatora czarnej magii i kogoś, kto nie lubił mugoli. Jej zdanie było całkiem inne. Miała wrażenie, że osoby pochodzenia niemagicznego są bardziej otwarte i potrafią postrzegać świat w sposób, którego czarodzieje nie umieli. Znów westchnęła, przesuwając po jego twarzy spojrzeniem. Dlaczego w ogóle przejmowała się ledwo znanym sobie chłopakiem, kiedy tak bardzo było jej to w życiu niepotrzebne? Trzymał jej rękę delikatnie, chcąc sprawdzić, czy zabawka nazbyt nie uszkodziła skóry, a ona proste gesty niezwykle ceniła. Wiedziała, że miała głupi nawyk nadmiernej troski — pewnie wzięty z bycia prefektem i dosadnego brania do siebie "opiekuj się innymi uczniami". Pracowała nad tym, próbowała wyplenić. A jednak w sytuacji, w której tkwiła, nie mogła tego powstrzymać. Widząc przebłysk uśmiechu, iskierek w młodzieńczych oczach — nie mogła powstrzymać satysfakcji, przyjemnego ciepła gdzieś w środku, że może jest jeszcze nadzieja i smutny Jerry zniknie równie szybko , co się pojawił. Osoba kojarząca się ze świętami nie mogła być przygnębiona, to było nienaturalne.
- Ah tak? Nie wiem, gorąca kąpiel, kakao czy jeszcze coś innego miałeś na myśli?
Zapytała, powstrzymując parsknięcie i na chwilę unosząc brew, posyłając mu rozbawione spojrzenie. Sekrety ukryte pomiędzy wierszami jego słów wcale nie były nachalne lub obrzydliwie nieprzyzwoite. Stanowiły smaczek, zaproszenie do bardziej kokieteryjnej, wymagającej rozmowy. Na szczęście chłopak nie protestował, gdy zaciągnęła go za rękaw w stronę jednej z ławeczek, zasłoniętej akurat przed spojrzeniem opiekuna grupy ubierającej szkolną choinkę. W atmosferze kolęd, śniegu, błyszczących lampek oraz świerkowego zapachu — nawet prosty, kamienny dziedziniec zyskał odrobiny uroku. Obserwując jego twarz, oczyszczając ją z drobinek — ruda zastanawiała się, o czym myślał. Przekonała się już, że w najprostszych i najbardziej bezpośrednich osobach kryło się sporo tajemnic i niespodzianek. Przygryzła dolną wargę, skupiona na tym, aby wilgotna apaszka przesuwała się w okolicach oczu jak najdelikatniej. Różnica wzrostu sprawiała, że siedziała może odrobinę bliżej, niż powinna, aby swobodnie manipulować palcami. Aż tak jej ufał? Dmuchnęła raz jeszcze, a on otworzył ślepia, widocznie chcąc sprawdzić, czy brokat nadal tkwił pod powiekami. Westchnęła cicho, lustrując bezwstydnie jego ciemne oczy.
- Nadal piecze? Taka niewinna ozdoba, a tak dała Ci w kość... Huh? - odparła, nie słysząc z początku drugiej części wypowiedzi, która nastąpiła po niepotrzebnych podziękowaniach, nie czuła też dłoni tkwiącej w okolicach jej łokcia. Otwierała usta, żeby coś powiedzieć, gdy wspomniał o Aleksie. Zamknęła je po prostu, czując, jak palce wbijają się w materiał apaszki. I co ona miała niby z nim teraz zrobić, jak patrzył na nią z dziwną łagodnością, a jednocześnie czającym się za nią smutkiem? Nie potrafiła znaleźć słowa, które mogłoby przerwać tkwiąca pomiędzy nimi ciszę, zwyczajnie patrząc, nie ruszając się z miejsca. Nie wiedziała, czy bardziej przejmuje się bijącą od niego szczerością, czy może nagłym wyznaniem, które wprawiło ją w zaskoczenie. Nie wiedziała, czy jego tak bezpośrednie słowa kosztują tyle samo, ile kosztowałyby ją. Nigdy nie była w tym dobra. Łatwiej było jej przekazywać intencje przez gesty, a w związku z tym — nie zostało jej nic innego, jak dać się porwać intuicji. Westchnęła głośniej, czując zapach jego perfum w nozdrzach, ciężar jego dłoni na swojej. Odwzajemniła spojrzenie, pozwalając sobie na delikatny uśmiech w jego stronę. Przeciągając odrobinę milczenie, musnęła miękkim, chłodnym materiałem jego policzek, pozbywając się drobinek, które dopiero teraz zauważyła. Może spadły z rzęs?
- Mhm.. To wiele komplikuje, na wielu płaszczyznach. Wiesz.. Na pewne rzeczy nie mam wpływu, nie znalazłam jeszcze rozwiązania. Masz rację, byłoby. A ja nie jestem kimś, kto zraniłby druga osobę dla własnej przyjemności lub naraził ją na konsekwencję. Aleksander jest porywczy, a ja wciąż nie wiem, na czym stoimy z tym pierścionkiem, bo zniknął, niczym kamień rzucony w wodę. - przerwała na chwilę, zdając sobie sprawę, że mówiła szeptem. Wypuściła z rąk materiał, opuszczając na chwilę spojrzenie gdzieś w przestrzeń, jakby znów szukając słów. We wszystkich innych sytuacjach była niczym adwokat diabła — zawsze wiedziała, co ma mówić. Bo w nim jednak coś tak znajomego, że nie potrafiła powstrzymać pewnych gestów czy wyjaśnień. - Nie chcę, żeby Ci było przeze mnie przykro, nawet jeśli sama jestem Ciebie ciekawa. Bo nie mogę Ci niczego obiecać, niczego dać.
Położyła palce na jego policzku, przesuwając po nim dłonią delikatnie. Spojrzała mu krótko w oczy, przysuwając się odrobinę i muskając wargami jego policzek, nie wiedząc zbytnio, jak inaczej może przeprosić i powstrzymać jego rozczarowanie, smutek. Nie mogła egoistycznie się nim bawić, nie zasługiwał na to. Zanim cofnęła głowę, dmuchnęła mu jeszcze w ucho, aby zaraz cichutko rzucił w jego stronę. - I uwierz mi.. Zasługujesz na więcej niż na marnowanie swojego zainteresowania na kogoś tak nudnego, jak ja. Źle bym się czuła, okropnie, gdybyś przeze mnie przestał być hmmm... sobą i przestał się uśmiechać.
Wyprostowała się, ruchem wolnej dłoni zgarniając włosy na plecy i schylając się po leżącą na ziemi apaszkę. Było w tym coś wyjątkowo słodko-gorzkiego. Nie wiedziała, czy to kolejna fala uświadomienia, że angażowanie się w relacje z ludźmi nie przynosi jej niczego, poza większym chaosem w głowię oraz możliwością podjęcia bolesnych dla nich decyzji, czy może fakt, że naprawdę go polubiła i dobrze się razem bawili. Gdy się wyprostowała, znów na niego spojrzała, nie zmniejszając wcale odległości, przekręcając głowę w bok. Chciała zapytać, czy nadal go pieką oczy, ale gula utkwiła jej w gardle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jeremy Dunbar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 179
C. szczególne : prawa strona ciała w luźno rozrzuconych tatuażach, ogromny wyszczerz na gębie
Galeony : 280
  Liczba postów : 596
http://www.czarodzieje.org/t17312-jeremy-p-turner#485467
http://www.czarodzieje.org/t17314-awiza-pana-dunbar#485553
http://www.czarodzieje.org/t17313-j-turner#485466
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptySro Sty 22 2020, 00:25

Uśmiechnął się pod nosem wobec pytania, na które nie zamierzał odpowiadać. Zawisło zatem między nimi  nie zostało w żaden sposób skomentowane. Czyż nie wiedziała, że potrafiła rozgrzać swoim spojrzeniem? Przymknął powieki, niby po to, by podrażnione spojówki naturalnie zwilżyły się łzawą powłoką wywołaną pieczeniem, a tak na dobrą sprawę zamknął oczy, by się przywołać do porządku. Nie może w ten sposób o niej myśleć, przecież to jest z góry skazane na niepowodzenie. Sam sobie to robi, a powinien wycofać się nim nie jest za późno. Gdy je otworzył, karmel jej oczu błyszczał od rozbawienia i było to ciosem w kolano - jeśli będzie przyglądać się odcieniom jej tęczówek to w końcu przepadnie. Powinien wstać i odejść póki go jeszcze czymś nie zachwyci i niechcący nie rozkocha.
Chwilowe milczenie z jej strony trochę go bolało, ale było potrzebne. Zastanawiała się nad jego wypowiedzią, wszak ją zaskoczył nieplanowanymi słowami. Nie traktował tego jako wyznania, a jedynie jako okazanie zainteresowania. Czemu zatem wydawała się zaskoczona?
- Wierzę ci, Ness. - odpowiedział od razu, bowiem w przeciwieństwie do Emily Ness opowiadała o narzeczonym teraz i przez to dzięki temu może zatrzymać galop swoich emocji pędzących w jej stronę nim na dobre się w nich zatraci. A czuł, że łatwo byłoby zakochać się w Nessie Lanceley. Zwłaszcza w zimowej aurze, gdzie w tle świeciła choinka, w oddali ktoś nucił świąteczne piosenki, z nieba zlatywały wirujące w tańcu płatki śniegu, a jej twarz oświetlała lewitująca nieopodal pochodnia. Powstawało pytanie - gdyby nie dzisiejsze pytanie Jeremy'ego to czy kiedy Nessa wspomniałaby mu, że jest "zajęta"? Nie wiedział czy chciał znać na to odpowiedź. Już wystarczająco sparzył się przy Emily. Wierzył w intencje Nessy, bowiem widać było, że troszczy się o wszystkich, a na końcu o siebie. Nie skrzywdziłaby świadomie, miała bowiem w sobie jakąś łagodność, która rodziła w nim zapytanie - jakim cudem ta dziewczyna trafiła do Slytherinu? Nie chciał robić sobie nadziei zniknięciem Alexandra. W innym przypadku zaryzykowałby, ale naprawdę bolał go incydent z Emily i Nathanielem. Zraził się, więc zachowywał większą ostrożność. Nie sądził, że będzie to takie trudne.
Nie powinien cieszyć się, gdy wyznała, że jest go "ciekawa" - cokolwiek to znaczy, brzmiało mile i obiecująco, a przecież sama od razu zabiła szansę, by ta ciekawość miała się w cokolwiek przerodzić. Wykrzywił usta w grymasie, bowiem dotarł do niego ciężar prawdy. Nic z tego nie wyjdzie, koniec i kropka. Więc co tu jeszcze robi i czemu wciąż trzyma dłoń na jej łokciu? Nachmurzył się, a ona wtedy musnęła jego policzek, zostawiając na nim ulotny i ciepły ślad swoich ust. Jeszcze bardziej utrudniła, namieszała, pokomplikowała, bowiem to zasiało w nim nie tylko więcej ciekawości ale też tęsknotę za czymś więcej. Kolejna dziewczyna, z którą "nie wyjdzie". Następna porażka, raz za razem, a przecież naprawdę szukał kogoś na dłużej. To nie tak, że skakał z kwiatka na kwiatek. Po prostu miał pecha z dziewczynami. Nachmurzał się jeszcze bardziej, gdy pokazała się w negatywnym świetle. Nie rozumiał czemu go to tak zdenerwowało wszak chwilę temu był rozluźniony. Siedziała za blisko. Zbyt długo jak na drobną pomoc ogrzewała go swoim oddechem. Nieumyślnie zacisnął mocniej palce na jej łokciu, a w jego oczach pojawiło się coś niezrozumiałego. - Nie przez ciebie. - wydusił z siebie, czując jak coś go od środka topi. Coś gorącego, ale nie był pewien czy to aby była czysta złość. - I wierz mi, Ness, ale nigdy nie pocałowałbym zanudzającej dziewczyny. - w jego głosie zabrzmiało zirytowanie, co bardzo nie pasowało do tego, co zrobił chwilę później. Z pełną świadomością jak bardzo to między nimi pomiesza, pochylił się do jej rozchylonych ust i je z wyczuciem ucałował. Powoli acz nieznośnie krótko. Wystarczyło to jednak, by uderzyła go fala gorąca zmieszana z zapachem jej włosów i smakiem ust. Ledwie zaczął, a już chciał sięgnąć po więcej i zanurzyć palce w jej włosach lecz zrobił coś zgoła odwrotnego. Puścił jej łokieć, odsunął się niechętnie, a w jego oczach nie było ani grama żalu z powodu zainicjowania pocałunku. Nie żałował. - Jemioła. - skinął głową, by zerknęła nad ich głowy, gdzie faktycznie beztrosko lewitowała świąteczna roślina. Zrzucał na nią winę, gdyby Ness chciała go jednak uderzyć albo zbulwersować się za to, co zrobił. Nabuzowany splątanymi w kłębek emocjami wstał z ławki i popatrzył na rudowłosą dziewczynę jeszcze raz. Odnosił wrażenie, że zrozumie czemu musi iść.  - Lepiej będzie jak się rozejdziemy. Wesołych świąt, Ness. Do zobaczenia w nowym roku. - położył na chwilę rękę na jej ramieniu i ruszył w kierunku błoni. Narzucił kaptur na głowę, schował dłonie do kieszeni i gniewnym krokiem opuścił zamek na czas świąt. A przez ich czas non stop prześladowało go wspomnienie tego spotkania.

| zt

______________________


If you can't beat fear, just do it scared.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 634
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 1209
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Moderator




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptySro Sty 22 2020, 02:26

Wbił wzrok w warstewkę śniegu pokrywającego dziedziniec. Zdeptanego, przybrudzonego, a mimo wszystko dodającego całej scenerii niemożliwego do opisania słowami uroku. Choć Elijah nigdy nie był najlepszy w opisywaniu czegokolwiek słowami... i w przypadku Gabriela ta reguła chyba nie miała odbiec od normy.
„Chujowo, ale stabilnie”, miał ochotę powiedzieć, ale nie zwykł kląć z byle powodu, zwłaszcza w towarzystwie kobiet. Na domiar złego młodszych kobiet.
Sam nie wiem... – odpowiedział ostrożnie, zastanawiając się o co właściwie pytała... i co on sam miał na myśli kiedy odpowiadał. W końcu uznał jednak, że mimo że jego relacje z kuzynem stanowiły dla niego duży problem, nie znaczyło to, że żyje nimi cały Hogwart; przywołał się do porządku. – wczoraj wyglądał kiepsko, ale Blanc na pewno go poskłada. Nie zdziwię się, jeśli nie będzie chciał więcej wchodzić na boisko... dobrze, że gra nigdy nie była dla niego bardzo ważna – wargi wykrzywiły mu się w niekontrolowanym, brzydkim grymasie, a po chwili po długim wpatrywaniu się w ziemię, przeniósł na nią błękitne tęczówki – ten Sharker... sam nie wiem, Quidditch to brutalna gra, ale chyba trochę przesadził i wcale nie wyglądał jakby było mu z tym źle. Pamiętam, że był kiedyś kapitanem Ślizgonów. Aż strach pomyśleć co będzie na lekcjach, a podobno w tym semestrze ma być już pełnoprawnym nauczycielem.
Nic nie wiedział o tym mężczyźnie, a jednocześnie miał w sobie coś, co budziło w nim pewien niepokój. Z drugiej strony Nessa zdawała się mieć z nim dobrą relację, a ona przecież była sympatyczna... może znaczyło to, że oceniał mężczyznę zbyt pochopnie? A może to jej nie znał tak, jak mu się zdawało?
Rozgrzewająca herbata w chłodny dzień zawsze wszystkim poprawia hu... – przymrużył oczy, bo dopiero w trakcie odpowiadania zrozumiał co właśnie powiedziała Morgan. Podglądała ich trening? Po co? Żeby znaleźć inspirację? Ale gdyby tak rzeczywiście było, chyba nie zdradziłaby się w tak oczywisty sposób? Właściwie... od samego początku rozmowy w pewnym sensie nawiązywała do treningu Krukonów. – Byłaś tam. – nie zapytał, a stwierdził, przypatrując jej się badawczo. Była tam i nie wiedział jak jej się to udało. Naprędce przeanalizował swoje niezbyt długie spotkanie z Krukonami, próbując doszukać się niepasującego do całości elementu. Jedynym co było nietypowe, to zachowanie Billie – a raczej sam fakt, że pojawiła się na treningu, choć zakładał, że nie wyściubi nosa za próg dormitorium. W końcu jednak nie pociągnął tematu, uznając, że potrzebuje chwili żeby się nad tym zastanowić.
U Fairwynów? I co, faktycznie są takie dobre? – pamiętał przecież, że sam podarował jej kupon zniżkowy. Zastanawiał się wówczas czy nie odbierze tego jako obrazę, ale... cóż, z jej różdżką niezaprzeczalnie nie było najlepiej i lekcja zaklęć nie pozostawiła na tym polu żadnych wątpliwości. Choć może nie był to dobry przykład, bo sam postanowił wówczas zostać niekwestionowanym mistrzem aquamenti.
Gdyby to było łatwe, wszyscy zamienialibyśmy się w zwierzęta. Zdziwiłbym się gdyby tak szybko Ci wyszło – próbował uśmiechnąć się szerzej, by jakoś ją pocieszyć. Musieli wyglądać komicznie – stojąc tu i krzywiąc się na zmianę jakby w kubkach z herbatą dostali za dużo soku z cytryn, podczas gdy wokół wszyscy tryskali radością podczas ubierania choinki w towarzystwie wyjącego bezlitośnie chóru. Właściwie było to wszystko tak głupie, że Swansea... po prostu się roześmiał. Wpierw drgnęły mu kąciki ust, potem wyrwało mu się pojedyncze parsknięcie, a na koniec przez dobrych kilka chwil nie potrafił się uspokoić, zaśmiewając się w najlepsze. Chyba tak odreagowywał stres. Dopiero kiedy przywołał się nieco do porządku, wyjął z pudła pojedynczy łańcuch i zarzucił go jej na szyję jak szalik.
Nie poddawaj się. Gdybym nie ćwiczył wystarczająco długo, dalej na każdą pojedynczą emocję zmieniałbym kolory. A i tak non stop się tego uczę.
Rozmowa z nią chyba mu pomagała. Nie był już taki spięty, nie przemawiała przez niego sama gorycz, a na dodatek nie zastanawiał się nad tym, że ilość rzeczy, które powinien dziś zrobić nijak nie zmieści się w standardowej dobie. Zaczął się śmiać, a teraz odzyskał nieco naturalnego ciepła. Może powinien częściej przebywać w jej towarzystwie...
Zawiesił na drzewie kilka bombek, po czym odezwał się tak jakby wcale go to nie interesowało:
To jakaś transmutacyjna sztuczka? Ten trening. Ty byłaś Billie, hm? – nie chciał okazać ciekawości, ale prawda była taka, że bez mała paliła go od wewnątrz. Chciał... nie, potrzebował dowiedzieć się w jaki sposób tak go zmyliła. Miała eliksir wielosokowy? Gdyby weszła w posiadanie tak cennej mikstury, raczej nie traciłaby go na głupi trening.
Być może potrzebował upewnić się, że nie obwiesza głupiego drzewa głupimi łańcuchami, śmiejąc się głupio ramię w ramię z nie takim głupim wrogiem. Nie chciał w niej go widzieć.

______________________

Ravenclaw Quidditch Team


No one can whistle a symphony. It takes a whole orchestra to play it.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : klątwa zaklęć (-> kuferek)
Galeony : 56
Dodatkowo : Kapitan drużyny Gryfonów
  Liczba postów : 856
http://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
http://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
http://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
http://www.czarodzieje.org/t17420-moe-davies#488355
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptyCzw Sty 23 2020, 23:59

Nie chciało jej się wierzyć w sugestie Elijah na temat dalszych poczynać Gaba w ramach miotlarstwa. Jasne, oberwał i pewnie na jakiś czas czekała go przerwa, albo przynajmniej swego rodzaju blokada w głowie dotycząca tłuczków. Być może nie znała go na tyle, by się tutaj mądrzyć, ale sama przed sobą nie widziała tego, aby poturbowany Łabądek zrezygnował z quidditchowania w ogóle.
- Wolę wierzyć, że niedługo stanie się jednym z pewniejszych punktów w Krukolandzie. A Ty się nie czaj, tylko go w tym wspieraj. - czy to było pouczenie? Przytyk odnośnie podejścia do zawodników, czy, idąc nieco dalej, rodziny? Zmarszczyła brwi i pomyślała, że może warto byłoby się pohamować. Jej kapitański staż wynosił aktualnie jakieś minus dwa tygodnie, choć już zdawała sobie sprawę, że przejmie opaskę. Zresztą już od dłuższego czasu była to wyłącznie kwestia oczekiwania na odpowiedni moment w roku szkolnym na całe te gryfońskie przetasowania.
Na wspomnienie o Sharkerze wyłącznie popukała się w czoło, z ewidentnie niepocieszoną miną. Mecz towarzyski. Spotkanie o nic. W świątecznym klimacie i odbywające się tuż przed wyjazdami na rodzinne wigilie. A koleś wyżywał się tak, jakby wyrzucał z siebie całą frustracje zbieraną przed 30 lat nauczania w szkole. Może tak jej się tylko wydawało i nie miał złych zamiarów, a całość wyniknęła przez przypadek? No cóż.
- Do niczego. Nadal nie umiem czarować. - powstrzymując się od dalszego kaszlu, postanowiła zakpić, ale chyba bardziej z siebie, na co sugerowałby sposób, w jaki kontynuowała wyjaśnienia.
- Przede wszystkim są dopasowane. I potężne. Tylko co z tego. - nie miała zamiaru dalej drążyć całej sprawy, bo musiałaby się dzielić podejrzeniami na temat tego, w jaki sposób to Z NIĄ mogłoby być coś nie tak. Wolała najpierw nabrać jakiejkolwiek pewności w tym temacie, zanim brałaby się za opowiadanie światu na temat swoich słabości.
Najwyraźniej nie wyczuł, albo zignorował wspominkę na temat tego, że Moe jedną próbę, jakże wcześniej przygotowywaną i przemyślaną, miała dawno za sobą. Wtedy jednak, być może na jej szczęście, do niczego nie doszło. Ale jej zapewnienie o tym, że kolejny raz będzie ostatnim, mocno pobrzmiewało jej w głowie i nie było szans, aby zmieniła zdanie. I już nawet nie chodziło o paskudny smak liścia. Wzruszyła ramionami, nie godząc się na to, że jej animagiczna ambicja miała jakikolwiek powód, aby się buntować przed zostaniem spełnioną. Nawet nie brała tego pod uwagę.
- To nie mnie miałeś stroić, śmieszku. - rzuciła trochę przez łzy, choć kompletnie nie wywołane smutkiem. Po prostu brokat był drapiący, wszędobylski i nie chciał się dać zwalczyć. Ale to chyba nie przez niego Swansea się tak zanosił rechotem. Zza przymkniętych oczy trudno było ocenić.
- Wygadałam się? Szlag. Jak Ci opowiem, co to było, to możesz nie uwierzyć. Uwierzyć za to powinieneś w to, że nie miałam złych intencji. - przez jej sylaby przebijała się szczerość, choć w każdym innym przypadku takie zachowanie byłoby szalenie podejrzane, jeżeli tak naprawdę nie skazywałoby ich na konflikt. Czy z Moe miało być inaczej? Tak naprawdę to Swansea mógł się solidnie zeźlić i miał ku temu oczywiste powody. Ale Gryfonka miała też swoje. Tak na to, aby pojawić się na ich treningu, jak i na to, aby podsunąć mu wiedzę o swoim szpiegowaniu osobiście.
- Nawet jak masz swój kapitański kryzys to trochę mi imponujesz, gumochłonie. - pochwała, aby mydlić oczy i uciec od konsekwencji? Znów w większości sytuacji właśnie tak można byłoby to rozczytywać. A jednak...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 634
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 1209
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Moderator




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptyNie Sty 26 2020, 22:23

Skrzywił się, ale nic już nie powiedział. Do licha ciężkiego, wiedział przecież, że powinien go wspierać, ale chwilami było to tak koszmarnie trudne. Z jednej strony tego potrzebował – tych słów, jasnych instrukcji co do tego co powinien zrobić, z drugiej zaś cierpiała na tym nieco jego duma. Powinien sam wiedzieć co jest słuszne, a okazywało się, że nie dostrzegał oczywistych rozwiązań, po omacku wybierając same niewłaściwe ścieżki. Jakież to było frustrujące.
Czarowanie i tak jest głupie – wzruszył ramionami, mówiąc to tylko po to żeby jakoś ją pocieszyć, zwłaszcza że obleczona w brokat, wyglądała jak siedem nieszczęść i naprawdę robiło mu się jej coraz bardziej szkoda. Z drugiej strony wiedział, że okazanie tego wprost może nie być najrozsądniejszym posunięciem, lwice tak już miały; w obliczu problemów tylko mocniej szczerzyły kły. – Właściwie zastanawiałem się kiedyś czy mógłbym żyć w mugolskim świecie... i chyba tak, przecież też mają swoich fotografów. Tylko z metamorfomagią byłoby ciężko. Właściwie poza Hogwartem różdżka wcale nie powinna być aż tak przydatna... chyba że chcesz zostać aurorem. – Żeby nie zaprzeczyć swoim własnym słowom, zamiast zaklęcia, do próby strzepnięcia brokatu z jej płaszcza użył wyłącznie własnej ręki, z raczej miernym skutkiem. W końcu zaprzestał jakichkolwiek prób, bo były one pozbawione sensu, zamkowe skrzaty powinny błyskawicznie sobie z tym poradzić – również z jego płaszczem, który oberwał, choć w mniejszym stopniu.
Przymrużył oczy, przyglądając jej się przez chwilę, a potem wzruszył ramionami i zawiesił kolejną z bombek na choince.
Mogę nie uwierzyć, a mogę uwierzyć. Sama się przekonaj. W dobre intencje wierzę... jakimś cudem – uśmiechnął się półgębkiem, bo właściwie sam nie pojmował dlaczego dobre intencje Davies są dla niego taką oczywistością. Miała wszelkie podstawy do tego, by chcieć mu zaszkodzić albo przynajmniej wykorzystać znajomość z nim na własne potrzeby. Gryfoni byli niby tymi prawymi i honorowymi, ale ludzie potrafili robić różne rzeczy kiedy w grę wchodziła własna korzyść.
Wbił wzrok w choinkę, by nie pokazać jak dużą przyjemność sprawiła mu swoim komplementem, choć drobne metamorfomagiczne zmiany przy dokładniejszej obserwacji pokazywały wszystko jak na dłoni. Cały jakby nieco pojaśniał, zdecydowanie zyskując na urodzie – nieprzykryte czapką włosy stały się trochę bardziej błyszczące, policzki nabrały zdrowszego, choć nie czerwonego odcienia i nieznacznie urósł, choć nie na tyle, by ubrania zaczęły go pić.
Straszny z Ciebie głupol, Davies – skomentował tylko, powstrzymując drżący kącik ust przed rozlaniem na jego twarzy uśmiechu. Uratował go podchodzący do niego skrzat, który wręczył mu drabinę, prosząc o pomoc. Swansea nie zawahał się ani przez chwilę, wziął od stworzenia przedmiot i rozstawił go, z zaciekawieniem obserwując długość jaką ostatecznie osiągnęła.
Przytrzymasz? Bardzo nie chciałbym spaść zanim zagramy mecz z Puchonami... – upewnił się, że Moe chwyciła za drabinę, po czym zaczął całkiem szybko wspinać się po szczeblach – za szybko, gdyby tak mu się nie spieszyło, pewnie zdążyłby ogarnąć sytuację ze znikającym stopniem, a tak... cóż, poczuł jak grunt usuwa mu się spod stóp, dech zamiera w piersi, a adrenalina wypełnia jego organizm w ułamku sekundy. Dokładnie tym samym ułamku, w którym pochwycił szczebel wyżej ręką, chroniąc się przed niechybnym upadkiem. Zacisnął zęby, czując ból w ramieniu.
Czy w tej pieprzonej szkole wszędzie muszą znikać stopnie? Nawet na drabinie? – zawołał z góry, choć nie na cały dziedziniec i nie miał pewności, że Gryfonka go usłyszy. Z mocniej bijącym sercem, znacznie bielszymi włosami i ostrożniej ruszył ku górze... wciąż miał przecież do zawieszenia cholerną gwiazdę i uparł się, że wykona swoje zadanie.

______________________

Ravenclaw Quidditch Team


No one can whistle a symphony. It takes a whole orchestra to play it.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Morgan A. Davies

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 162
C. szczególne : klątwa zaklęć (-> kuferek)
Galeony : 56
Dodatkowo : Kapitan drużyny Gryfonów
  Liczba postów : 856
http://www.czarodzieje.org/t17419-morgan-a-davies#488348
http://www.czarodzieje.org/t17423-znajomoesci#488376
http://www.czarodzieje.org/t17421-listy-do-moe#488357
http://www.czarodzieje.org/t17420-moe-davies#488355
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptyPon Sty 27 2020, 00:27

Odgruzowała się z przeklętego brokatu na tyle, że już przynajmniej mogła bezboleśnie mrugać i wysławiać się bez plucia błyszczącymi drobinkami.
- No Ciebie to już magia zdążyła trochę ponękać w życiu. Ale nie tak łatwo jest dostosować się do innych realiów. Zwłaszcza, gdy włosy lubią Ci samoistnie zmieniać kolor. - poniekąd zgodziła się z jego stwierdzeniem, również dlatego, że sama nie była największą fanką stosowania zaklęć przez widzimisię. I już nawet nie ze względu na chroniczne trudności z rzucaniem zaklęć. Zdawała sobie jednak sprawę, że po dwudziestu latach spędzonych wśród czarodziejów, gdzie nie znało się właściwie zupełnie niczego poza ich rzeczywistością, zmiana środowiska mogła skończyć się bardzo traumatycznie.
- Na szczęście animagia jest docelowo bezróżdżkowa. Ale pytałeś o używanie świerka podczas nauki. Tak. - odparła na jego wcześniejszą wątpliwość związaną z niechęcią Moe do korepetycji z udziałem zaklęć. Minęło już sporo czasu od jej trudnych przeżyć związanych z czarowaniem. Ostatnie wypadki przy pracy były co najwyżej cieniem tego, do czego dochodziło dawniej. Czuła się gotowa. I nie zrażała się ewentualnym krztuszeniem różdżki raz na jakiś czas.
- Po meczu z Wami zrobiliśmy sobie popijawę w którymś ze szkolnych, zabawowych pokoi. W końcu trochę ich znam. Tam znalazłam buteleczkę whisky z efektem zbliżonym do wielosokowego. Paskudztwo.- zanim odpowiedziała, obdarowała go powątpiewającym spojrzeniem, kiedy starał się pomóc jej z brokatem na płaszczu. Już dzisiaj to się chyba nie zapowiadało na to, aby go jakimkolwiek sposobem była zdolna doczyścić. Ale nie miała też takiego zamiaru. Mogła nim dzisiaj połyskiwać, o ile tylko nie drażnił oczu. Na wspomnienie o alkoholu zauważalnie skrzywiła się. Nie miała zamiaru tego szybko powtarzać.
- Promieniejesz w oczach, Swansea. Może sam wskocz na górę zamiast tej gwiazdy. - zachichotała, zauważając kilka spośród zdradzających poprawę jego nastroju detali. Dobrze było go zobaczyć w trochę mniej pochmurnym stanie. Na prośbę o pomoc zebrała się i podeszła do drabiny, aby spróbować zapewnić mu względną stabilność. Na nic się to zdało. Prawie rozbił sobie łeb przez znikające szczebelki. Nawet przed świętami wszystko było zdradzieckie.
- Trzeba było przyjść z miotłą! - odezwała się, podnosząc głos na tyle, aby komunikat dotarł na górę. Z własnym Nimbusem pod pachą życie za każdym razem wydawało się łatwiejsze. I akurat Moe miała na to sporo dowodów w postaci unikniętych dzięki miotle uszczerbków na zdrowiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 634
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 1209
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8




Moderator




Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 EmptyToday at 01:46

Pokiwał głową, nie dokładając dodatkowych słów, bo kimże był, by prawić jej morały lub uciekać się do prostego i satysfakcjonującego „a nie mówiłem”? Skoro wcześniej unikała rzucania zaklęć, musiała mieć swoje powody. Kto wie, może jakąś traumę? Prawdę powiedziawszy po wrześniowej lekcji z Voralbergiem sam nabrał jakiegoś wstrętu do aquamenti i raczej unikał rzucania go w obecności innych osób. Pewnie miała jakieś nieprzyjemne przeżycia związane z używaniem różdżki i dlatego wolała unikać jej jak tylko mogła. Jedyne co go dziwiło, to to, że wcześniej w ogóle nie chciała się do tego przyznać; nie uważał tego za powód do wstydu, właściwie wiele osób nie najlepiej dogadywało się ze swoimi różdżkami. Bywały kapryśne.
No tak... chyba rzeczywiście trzeba typowo gryfońskiej odwagi żeby wypić coś tak podejrzanego – skomentował z rozbawieniem, bo sam mocno zawahałby się przed wypiciem czegoś, co znalazł w jednym z „zabawowych pokoi”, a jeśliby to zrobił, to tylko dlatego, że czasem lubił ubarwiać swoje życie bezpodstawnym ryzykiem. W istocie trudno było uwierzyć w tak duży zbieg okoliczności, ale Elijah był z natury ufny wobec ludzi – może nawet delikatnie naiwny? W każdym razie nie zwykł bezpodstawnie zarzucać kłamstwa osobom, których nazywał swoimi przyjaciółmi. A Moe od jakiegoś czasu zaliczała się do ich grona.
To przez to światło – powiedział, siląc się na neutralny ton – dobre by w nim były zdjęcia – puścił do niej oczko i wspiął się po szczebelkach, by po bolesnych chwilach grozy i zawieszeniu choinkowej gwiazdy, powoli i ostrożnie zejść na ziemię. Kiedy poczuł twardy grunt pod stopami, odetchnął z pewną dozą ulgi i zaczął rozmasowywać bolące ramię.
Chyba powinienem wziąć z Ciebie przykład – zgodził się z nią, bo jeśli ktoś kojarzył mu się z zabieraniem miotły w każde możliwe miejsce, to była to właśnie Davies – Uważaj żeby Nimbus nie przyrósł Ci na trwałe do tyłka. To musiałoby być szalenie niepraktyczne.
Jego uwagę na moment odwróciła profesor Blanc, która dała mu sporą porcję eliksiru wiggenowego, najwyraźniej nie mając czasu na to, by poratować go zaklęciami. Elijah wzruszył na to tylko ramionami i pociągnął z fiolki łyczka, na tyle by naprawić swoją niewielką kontuzję. Prawdopodobnie nie było to konieczne, ale wolał dmuchać na zimne i nie ryzykować, że zwykła głupota przez zaniedbanie przerodzi się w coś poważniejszego.
Wiesz... – fiolka, którą wciąż trzymał w ręce przywodziła mu na myśl użyty przez Moe eliksir – też chciałbym wpaść na Twój trening... ale nie zrobię Ci tego, zbyt łatwo naruszyć zaufanie drużyny. Gryfońsko-krukońska drużyna, to by było coś... Idziemy? – wsunął resztkę eliksiru w szklanym pojemniczku do kieszeni płaszcza i wskazał jej ręką Hogwart. Rozwiesili wszystko co mieli do rozwieszenia, więc chyba odpłacili się już za ciepłą i całkiem smaczną herbatę. Mogli w spokoju ogrzać się w ciepłych pokojach wspólnych.

| z/t x2

______________________

Ravenclaw Quidditch Team


No one can whistle a symphony. It takes a whole orchestra to play it.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Dziedziniec - Page 10 QzgSDG8








Dziedziniec - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 10 Empty

Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Dziedziniec - Page 10 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Parter
 :: 
dziedziniec
-