Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość


Runa Grímsdóttir

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 106
http://www.czarodzieje.org/t9479-runa-demetria-grimsdottir#263703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9490-misfit#263847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9489-maly-cwaniaczek#263844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9488-runa-demetria-grimsdottir#263840
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyCzw Wrz 11 2014, 14:34

First topic message reminder :

Nieważne, jak mocno Eiv wpatrywałaby się w oczy Runy, i tak nie dojrzałaby w nich żadnego z fałszywych uczuć, jakich najprawdopodobniej szukała. Oczywiście, może delikatne zbicie z tropu majaczyło gdzieś pośród pokładów niezmierzonej empatii oraz czystej chęci pomocy, bo dziewczę nigdy by się nie spodziewało, że po względnie krótkiej salwie przekleństw oraz obelg ich ofiara momentalnie się załamie. Wnioskując z całej tej nienawiści, jaką słychać było w opowieściach Gemmy o podszywającej się pod nią osobie, można było pomyśleć, iż ona z wielką chęcią podejmie się takiej szermierki. Zamiast tego, po prostu opadła na ziemię. Grímsdóttir usiłowała wiec w jakiś niebywale błyskotliwy sposób rozpracować zawiłość sytuacji, ale fakt, że musiała to robić w międzyczasie oswajania Henley wcale nie pomagał. Głaskała ją z niemal siostrzaną troskliwością, której w danym momencie u Gemmy próżno było szukać. Dziewczyna powoli chyba zaczęła wierzyć w prawdziwość teorii o dawno zaginionych, nagle odnalezionych bliźniaczkach, sądząc po pełnym wyrzutu pytaniu o nieodzywanie się, ale zamiast takiego chamstwa, mogłaby się przestawić na tryb empatii. Nie pomyślała, że może Cara nie miała żadnego wpływu na ich rozdzielenie? Runa mimowolnie czuła na sobie wzrok Zaharówny, chociaż odwrócona do niej plecami nie miała najmniejszej szansy na zgadnięcie, jakie emocje w nim zawarła. Czy niecierpliwe oczekiwanie, czy nienawiść, czy może zwykłą obojętność i brak wiary w retorykę Włoszki? A może w ogóle nie patrzyła, krążąc tylko w kółko, zaś osiemnastolatce tylko wydawało się, że jest obserwowana? Jeszcze się o tym z pewnością przekona, póki co nadal delikatnie gładziła włosy Gryfonki, aby zaraz ostrożnie odebrać od niej papier wraz ze zdjęciem. Sytuacja zrobiła się trochę mniej wygodna, bo dla pełnej wygody Runa potrzebowałaby obu swoich dłoni, a to oznaczało, że nastał koniec głaskania. Westchnęła cicho, zabierając się do dokładniejszych obserwacji dwóch zadziwiająco ważnych rzeczy, których otrzymania dziewczę w żadnym wypadku się nie spodziewało.
- Gemma, jak miała na imię twoja siostra? To znaczy, na pierwsze i drugie? - spytała głośno, chcąc upewnić się, że adresat pytania dokładnie je usłyszy. Oczyma pochłaniała inicjały N. V. Z. w całej pewności, że "Z" oznacza "Zaharov". Nie chciała jednak podejmować żadnych pochopnych wniosków, więc musiała się upewnić. Rok 2004 również pasował do wersji rozdzielenia w wieku dziewięciu lat.
- W sumie wiesz co? Chodź tu i zobacz sama - dodała, podnosząc się do pionu i wyciągając dłoń ze zwitkiem papieru oraz zdjęciem w stronę dziewczyny, a kiedy ta zabrała podane jej rzeczy, Włoszka znów przykucnęła, aby ponownie zacząć głaskać Henley.
- Wszystko będzie dobrze - powiedziała cicho, nie mając w arsenale nic lepszego, a nie chciała, żeby dziewiętnastolatka miała się tu zaraz popłakać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Scoot Ravenwood

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 115
  Liczba postów : 55
http://www.czarodzieje.org/t16769-scoot-ravenwood
http://www.czarodzieje.org/t16772-relacje-s-ravenwooda#466190
http://www.czarodzieje.org/t16771-listy-scoota#466185
http://www.czarodzieje.org/t16770-scoot-albus-ravenwood
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyCzw Lis 15 2018, 19:35

Czuł się naprawdę okropnie. Może nie powinien przychodzić na zajęcia w takim stanie, ale skąd mógł wiedzieć, że kiedy przybędzie na dziedziniec, zemdli go jak po samym patrzeniu na smarki trolla, albo jego wąchaniu; trafnie ujęła to Isabelle. Sam nie wiedział, co gorszę.
- Nie... To nie od trolla, ale jak tak... - Przerwał, bo sam obraz pojawił mu się przed oczami. - ...pomyślałem, to muszę nieciekawie wyglądać i tak się czuje. - Wybełkotał.
Stał obok @Isabelle L. Cortez, więc nie mogła mu ujść uwadze urocza puchonka @Silvia Valenti, która podeszła do Cortez. Niemal obserwował ją jak przez mgłę. Chciał coś powiedzieć... A właściwie powiedzieć cokolwiek. Jednak milczał i uśmiechnął się, jakby chcąc odwzajemnić ten jej optymizm. Żal byłoby tego nie zrobić. Jego grymas na twarzy mógł przypominać coś w rodzaju bólu zęba niż serdecznego uśmiechu. Czym był uśmiech Scoota Ravenwooda bez pokazania ślicznych, białych zębów — no właśnie tylko dziwnym grymasem.
- Hej...- Wyciągnął dłoń w stronę @Vidari Sinclair odwzajemniając uścisk jak to w zwyczaju ma męska część społeczeństwa. - Chyba się czymś strułem. - Niemal wyszeptał, zastanawiając się, czy kiedy podają jedzenie w Wielkiej Sali, sprawdzają datę ważności produktów, z których przyrządzają posiłki. Nigdy nie zagłębiał się w tajniki gotowania.
Przyglądał się gryffonowi, dostrzegając jak @Eden Sinclair, niemal kładzie się na Vidarim. Zapewne się znali, bo raczej nieznajome dziewczyny tak nie robią. Chyba. Może miał za mało doświadczenia z nieznajomymi dziewczynami? Jego uwagę szybko przyciągnęła panienka Cortez, która widocznie martwiła się o jego stan zdrowia. Musiał naprawdę wyglądać tak jak to ujął Sinclair — żywy trup.
- Lepiej. - Starał się uśmiechnąć, ale postanowił z tego zrezygnować. Tylko bardziej przestraszy tu obecnych. - Nie martw się, wytrzymam, bo już widzę, jak martwisz się przetransportowaniem mnie do Skrzydła Szpitalnego. - Postanowił nieco zażartować i trącić lekko ślizgonke dłonią.
- Vidari. - Zwrócił się do gryffona, dając mu znać, żeby przedstawił dziewczynę, która wyglądała, jakby opierała się całym ciężarem o Sinclaira. Skąd Scoot mógł wiedzieć, że Vid ma siostrę, przecież niedawno się poznali. Równie dobrze mógł mieć dziewczynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Winter Rieux

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 143
  Liczba postów : 434
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyCzw Lis 15 2018, 20:48

Rutyna zajęć
dawała się we znaki.
Na szczęście tupot podeszwy uderzającej w charakterystycznym rytmie o chodnik nie był bezpodstawny; przebywająca w Hogwarcie kobieta już dawno zdała sobie sprawę z tego, że bez jakiejkolwiek pracy oraz nauki nie ma korzyści. Mogła to wprost wywnioskować z jednej, prostej przyczyny - samozaparcia w brnięciu do celu. Nie można było jej odmówić w żaden szczególny sposób zachłanności w zakresie nauki teoretycznej, w wyniku czego była przygotowana na dzisiejsze zajęcia. Czujne, wręcz delikatnie kocie oczy, obserwowały przez dłuższą chwilę Dziedziniec; potrzeba osamotnienia wydawała się być w jej przypadku niezwykle silną cechą, będącą wręcz fundamentem do kolejnych decyzji, kolejnych krzyżyków na kartce, kolejnych zdań oraz słów wypowiedzianych za pomocą warg, nad którymi sprawowała kontrolę niemalże absolutną. Rieux doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że informacje kosztują; dopóki zaś znajdowała się w Hogwarcie, nie zamierzała tak łatwo odpuścić spijania tego, co mówią profesorowie na zajęciach. Mimo wszechobecnego zmęczenia, zdecydowała się przyjść, po to właśnie, by być zawsze o krok do przodu względem tego, co na nią czeka - w przeciwnym wypadku nie byłaby sobą.
Jesień dawała o sobie znać; chmary i kępy liści zdawały się wypełniać całokształt otoczenia różnymi barwami. Teraz tylko pozostało czekać - czekać na nadejście zimy, na pierwszy śnieg, na jakiekolwiek chmury, które nie zwiastowały deszczu, a jedynie znane wszystkim płatki składające się z wody, która znajduje się w stanie stałym. To było zaskakujące, jak perfekcyjna wydawała się być natura - wszystko tak idealnie skomponowane, wszystko tak idealnie dopasowane.
A człowiek i tak musi coś zawsze spieprzyć.

Kostki: 5, 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Harriette Wykeham

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168
C. szczególne : za duży, powyciągany wełniany sweter na grzbiecie, łańcuszek z obrączką na szyi
Galeony : 67
Dodatkowo : pałkarz Gryffu
  Liczba postów : 1565
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyPią Lis 16 2018, 04:24

Normalnie zaklęcia były zdecydowanie jej działką. Nigdy nawet specjalnie się do nich nie przykładała, może oprócz pierwszego roku, ale szybko odkryła, że miała do tego naturalny talent i w większości przypadków wystarczało, żeby machnęła różdżką i działa się magia. Dlatego też te lekcje były jednymi z jej ulubionych - uwielbiała być najlepsza, szczególnie jeśli przychodziło to samo.
Nie dziś jednak. Dziś wolałaby być wszędzie indziej, ale nie na przeklętym dziedzińcu, na którym pizgało wiatrem i złem w czystej postaci. Nie mówiąc już o tym, że od kilku godzin walczyła z potężnym bólem głowy. Tak się kończy zarywanie nocy, żeby zrobić zostawione na ostatnią chwilę zadania z run. A wszystko przez głupi kurs w Ministerstwie, na którym oblali ją z jakiegoś gówno-powodu, którego nawet nie umieli jej wyjaśnić. Obstawiała, że po prostu wyciągają z niej hajs, albo nabijają jakieś statystyki. Powieki ją piekły, czaszka pulsowała, a mózg wręcz krzyczał, błagając o jakąś drzemkę. Orzeźwiający wiatr wcale nie pomagał.
Kiedy przyszła na dziedziniec Bennett jeszcze nie było, co dawało nadzieję na przycięcie komara. Oparła się plecami o mur, upewniając się, że stoi na tyle stabilnie, żeby nie upaść. Opatuliła się szczelniej płaszczem i zamknęła oczy, momentalnie odlatując. Słyszała głosy innych uczniów, ale dochodziły do niej jak przez mgłę pozbawione sensu, kontekstu i znaczenia. Nie czuła nawet dotyku ściany na plecach. Jakby była świadoma, ale poza czasem i przestrzenią.

Kostki:
1 i 6

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 586
  Liczba postów : 604
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyPią Lis 16 2018, 11:24

Tak, też zdecydowanie miała nadzieję, że kolejne jej spotkanie z Isabelle nie odbędzie się przez przypadek na w sowiarni. Trochę to smutne, że pomimo takiej zażyłości w pewnym momencie ich życia, teraz nie były w stanie wygospodarować dla siebie nawet sekundy czasu. Zdecydowanie powinny to nadrobić i to tak szybko, jak to tylko możliwe.
Dopiero po chwili zorientowała się jak bardzo nieprzyzwoicie się zachowała, kiedy przywitała się tylko z nią, a całą resztę miała głęboko w nosie. Zaróżowiły jej się policzki, szybko postanowiła naprawić ten błąd. Dlatego odwróciła się w stronę @Scoot Ravenwood uśmiechając się uroczo. Cóż, Ślizgon bynajmniej wyglądał fantastycznie, niczym jakiś wzorcowy okaz zdrowia. Jak na jej, to jak najszybciej powinien udać się do skrzydła szpitalnego, ale tę uwagę postanowiła zostawić dla siebie.
-Wybaczcie, mój błąd, nie przedstawiłam się. Silvia Valenti, miło mi. - wyciągnęła dłoń w jego kierunku, a silny włoski akcent od razu mógł powiedzieć coś na temat jej pochodzenia. -Może jednak powinieneś darować sobie te lekcje i sprawdzić, czy na pewno wszystko jest w porządku? - nie, jednak nie zdołała ugryźć się w język.
Odwróciła się w stronę @Vidari Sinclair i jakiejś dziewczyny, która uwiesiła się na nim niczym na linie. Wejście smoka? Czy tak odbierany był jej dobry nastrój? Dziwne, ale kimże ona była, aby to kwestionować?
-Cóż, do smoka mi tak daleko jak to tylko możliwe. - odpowiedziała z szerokim uśmiechem na ustach. Nie zamierzała udawać mniej szczęśliwej niż była tylko po to, by inni poczuli się lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vidari Sinclair

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 149
  Liczba postów : 146
http://www.czarodzieje.org/t15786-vidari
http://www.czarodzieje.org/t15877-ten-starszy-blizniak#428988
http://www.czarodzieje.org/t15875-vidari-sinclair#428974
http://www.czarodzieje.org/t15794-vidari-sinclair#425558
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyPią Lis 16 2018, 12:53

Przyglądając się blondynowi, skinął głową na jego tłumaczenie i posłał łagodny uśmiech do @Isabelle L. Cortez, gdy ta się przedstawiła. Zdawała się zamknięta w sobie, albo może była zwyczajnie introwertyczką i niezbyt ufała nowo poznanym? Cóż, chłopak niekoniecznie się tym przejął, jedynie uściskując lekko jej dłoń z przyjaznym nastawieniem.
- Miło mi Cię poznać - odpowiedział, udając nader formalny głos, mając nadzieję ją nieco rozluźnić. - Swoją drogą, długo się znacie? - zapytał, zerkając na Scoota i Isę. Cóż poradzić? Niebieskooki był ciekawski z natury.
Jego wzrok co chwila jednak padał na blondyna, sprawdzając czy aby nie padnie mu tu zaraz. W razie czego ktoś musi go zanieść na Skrzydło Szpitalne, a Sinclair nie zamierzał pozwolić mu upaść zbyt szybko. Kumpli w potrzebie się nie zostawia, czyż nie? Szybko jednak został wybity z rozmyślań, gdy pewna drobinka uwiesiła się na nim i się w niego wtuliła. Istniała tylko jedna osoba, która była do tego zdolna bez żadnego zawahania. Uśmiechnął się delikatnie zerkając na znajomą czuprynę i lekko ruszył się tak, żeby objąć @Eden Sinclair i delikatnie pogłaskać ją po głowie.
- Nie wyspałaś się dzisiaj? - zapytał ją, przyglądając się jej. Trudno było nie zauważyć, że podobnie jak Scoot, wyglądała słabo. Po chwili podniósł głowę, słysząc odpowiedź radosnej smoczycy. - Raczej był to komplement. Zaskoczyłaś mnie, stąd wejście smoka - chwilowo, puścił jedną reką Eden, aby przedstawić się poprawnie. - Vidari Sinclair, a ten maluch tutaj - wskazał głową na wtuloną w niego dziewczynę - to moja siostra, Eden.
Po uściśnięciu ręki puchonki, wrócił do obejmowania opiekuńczo siostry, zerkając na Scoota, którego starsza ślizgonka ponownie zapytała o samopoczucie. Słysząc słowa o Skrzydle Szpitalnym blondyna, postanowił się wciąć.
- O to się nie martw, przeniosę go wtedy - po chwili jednak usłyszał głos starszego mężczyzny i zerkając na jego wzrok zrozumiał o co chodzi. Zapomniał przedstawić mu i Isabelli swoją siostrę. Cóż, zdarza się. - Ah i poznajcie moja siostrę, Eden. Skrzacie to Scoot i Isabella - mruknął, czując się dosyć dziwnie jako tymczasowy host.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170,5 cm
C. szczególne : krzywy zgryz, dużo pieprzyków, w tym nad górną wargą
Galeony : 538
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 256
http://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
http://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
http://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
http://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyPią Lis 16 2018, 13:41

Zajęcia na świeżym powietrzu właściwie powinny go cieszyć, a tymczasem nie bardzo potrafił wykrzesać z siebie radość na myśl o przejmującym zimnie, które najpewniej panowało na dziedzińcu. Złe przeczucia miał już w dormitorium, całe szczęście, że miał dość rozsądku by warstwą czarnego płaszcza przykryć wygnieciony mundurek, a długim szalikiem w barwach domu ciasno otulić szyję. Podziękował sobie za to w chwili gdy wyszedł na parter, a w oczy uderzyła go smutna szarość sączącego się przez szyby światła. Zatrzymał się przy jednym z okien, wyglądając na opustoszałe błonia. Jesień miała w sobie dużo uroku, lecz trwał właśnie poranek i nader trudno było mu go dostrzec. Zauważył za to coś innego i zgoła urokliwszego niż deszczowa aura – na ławeczce, przy której stanął leżał opuszczony, zagubiony lub nienależący do nikogo konkretnego pluszowy dementor. Zawahał się przez moment, podrapał po głowie, a potem wzruszył ramionami i sięgnął po zabawkę, uznając, że po zajęciach spróbuje w jakiś sposób zwrócić go właścicielowi. Chowając go do przewieszonej przez ramię torby, przelotnie zerknął na zegarek, a w myślach zaklął szpetnie. Gdzie podział się jego starannie wygenerowany zapas czasu? Jeśli nie przyspieszy kroku, znów będzie spóźniony. Niedbale wepchnął zabawkę do środka, nie zauważając, że jej część wystaje, w dodatku w dość widoczny sposób.
W końcu wyszedł na dziedziniec, w policzki uderzył go chłód poranka i delikatne krople listopadowej mżawki. Nie przerywając marszu, dopiął tych kilka guzików, które wcześniej lekkomyślnie pominął, przywitał się ze wszystkimi których chociażby kojarzył i ostatecznie zatrzymał się przy Finnie, któremu jak zwykle udało się przybyć przed nim. Jak on to, do licha ciężkiego, robił?!
Mógłbyś choć raz mnie obudzić. – powiedział z udawanym wyrzutem, któremu zresztą przeczył uśmiech czający się w kącikach ust. Obaj wiedzieli, że dobudzenie Marlowa graniczyło z cudem.

Kości:
6, 1
1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neirin Vaughn

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 196cm/106kg
C. szczególne : Oparzenia: noga(P), pół lewej, część torsu, wew ręki(P). Blizny: w poprzek gardła, 3 na piersi, 4 na nodze(L). Porażenie prądem: wew dłoni i przedramienia (L).
Galeony : 216
  Liczba postów : 1057
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyPią Lis 16 2018, 14:40

Było chłodno. Z dnia na dzień zima skradała się coraz bardziej, coraz bliżej, zostawiając lodowate pocałunki na szyjach spieszących ludzi. Poranki witały ich szronem, popołudnia deszczem, a dzień kończył się ślizgawicą.
Okręcił się szalikiem, wyciągając z szafy ostatnią kurtkę. Jeszcze jedna pełnia i zostanie bez ubrań na zimę. Będzie musiał iść do sklepu. Na razie jednak skupił się na zamknięciu domu, aby żadne z jego zwierząt nie uciekło. Nie licząc tych, które nie wytrzymają w pokoju bez otwartego okna. Ale one poradzą sobie do końca lekcji.
Na dziedziniec przyszedł od strony błoni, czując, że to będzie dobry dzień. Po ostatniej wyprawie był pewniejszy swoich umiejętności, nie wspominając o tym, iż trochę wertował podręcznik.
Rozejrzał się po otoczeniu przelotnie, zanim stanął gdzieś z boku, wbijając spojrzenie w niebo. Czekał na początek zajęć, nie mając ochoty rozmawiać z innymi.
Bezmyślnie zaczął bawić się założoną na rękę bransoletką z ahuyascą.

5, 4
Dodatkowy przerzut i 1 pkt z zaklęć.

______________________

Głos
I myself will become the apostle of
M̸͈̓A̴̮̋D̵̞͝N̷̬̒E̸̹͒Ș̸͊S̴͓̕!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hemah E. L. Peril

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
C. szczególne : Białe włosy, brwi i rzęsy, jasna cera. Akcent cockney.
Galeony : 880
  Liczba postów : 267
http://www.czarodzieje.org/t16565-help-budowa
http://www.czarodzieje.org/t16591-do-you-need-help#458347
http://www.czarodzieje.org/t16590-help-me-mr-postman#458344
http://www.czarodzieje.org/t16566-help-budowa
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyPią Lis 16 2018, 16:30

Spieszyła na zajęcia, jak zwykle ostatnio spóźniona na prawie wszystko. Żyła lekko w ciągłym biegu, od pracy do szkoły i od szkoły do pracy. Na styk wszędzie, gdzie się dało. Na razie nie rzucało się to na jej zdrowie nadmiernie, jednak czuła, że stres odchoruje po czasie. Prawdopodobnie bardzo długim.
Słysząc kroki, skręciła w boczny korytarz, nie chcąc w razie wpaść na nauczycielkę. Jeśli pobiegnie, zdąży przed dyrektorką...
Nigdy nie miała szczęścia w życiu. Może i wyprzedziła Bennett, ale wpadła na Irytka. Zamknęła oczy, biorąc głębszy wdech, kiedy szkło uderzyło o ziemię, rozbijając się na setki odłamów. Już czuła, że za to oberwie.
Nie trzeba było długo czekać, aż hałas zwabił patrolującego korytarz Craina. Nie zdążyła nawet rzucić reparo. Co tam zaklęcie, różdżki nie dobyła, a nauczyciel już stał i nad nią sapał.
Nie było sensu się tłumaczyć. Profesor transmutacji tyle miał zrozumienia, co przeciętna dziwka wstydu. Chciała czy nie, musiała zacząć sprzątać. Jeszcze jakby jej dał chociaż szczotkę i zmiotkę... Ale nie. Ręcznie. Toż to czysty sadyzm. Szczególnie, iż w pośpiechu wielokrotnie zraniła się o ostre odłamki, plamiąc posadzkę i resztki wazonu posoką. Wcisnęła mu zakrwawione szkiełka w łapy i zerwała się znów w stronę dziedzińca.
Na szczęście zdążyła. Odetchnęła i stanęła gdzieś z boku, patrząc na swoje pocięte ręce. Po najgorszym dniu w pracy nie miała ich w tak złym stanie, jak teraz. I nie umiała nawet magii leczniczej, aby spróbować się zaleczyć. Nie zamierzała jednak rozpaczać. To jedynie kilka płytkich ranek. Często była gorzej ranna. I tylko szkoda jasnej kurtki, na której aż za dobrze widać było czerwone plamy.
Wyciągnęła jakąś chustkę z torby i wytarła krew, czekając, aż skaleczenia się zasklepią.
Najgorzej, że zdążyła zakrwawić podarowaną przez Leo bransoletkę z ayuahascą, jaką wzięła dziś na nadgarstek. Oby te plamy zeszły...

Kostki: 2, 3
-1 przerzut, pokaleczone palce
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eden Sinclair

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
  Liczba postów : 42
http://www.czarodzieje.org/t16775-eden-bae-sinclair
http://www.czarodzieje.org/t16777-four-little-swans#466544
http://www.czarodzieje.org/t16779-poczta-eden#466582
http://www.czarodzieje.org/t16776-eden-bae-sinclair
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyPią Lis 16 2018, 18:00

Jezioro Łabędzie i Dziadek do Orzechów przenikały się wzajemnie, tworząc rozsadzającą mózg kakofonię dźwięków niosących się echem od jednej skroni do drugiej. Pas de Deux, trzepot łabędzich skrzydeł, najpierw tempo powolne, a potem chaos, burza, ulewa, ból tętniący w żyłach, bez perspektyw na rozpogodzenie się nieba jej tymczasowej egzystencji. Gdy Vidari zamknął ją w uścisku, delikatnym i łagodnym, miała wrażenie, że całość zjedzonego wcześniej obiadu przepłynie swobodnie przez jej gardło by wylądować wprost na jego butach. Szare promienie słońca przenikającego przez uparte chmury zdawały się wypalać jej oczy. Mięśnie ugniatane plagą spazmów nie tyle były efektem trwających do późnego wieczora prób baletowych, ale jej obecnym stanem zdrowia; tą niepomierną katastrofą, która miała rzutować na całokształt jej obecności na zajęciach. Czy to klątwa? Czy zamieniam się już w łabędzia, czy to tak boli?

- Nic mi nie jest - wymamrotała spod slytherinowskiego szalika w odpowiedzi na zadane przez Gryfona pytanie, zmrużyła oczy. Nawet mimo tego, że jej wnętrze smagane było katorgą migreny, mówiły o tym tylko jej skąpane w niedoli źrenice; reszta pozostawała wciąż niewzruszona, wciąż obojętna, jak lodowa figura umieszczona w nieodpowiednim ogrodzie. Przynajmniej stojący nieopodal Ślizgon wydawał się również podzielać jej przeznaczenie, a w tym fakcie Eden znalazła odrobinę słodkiego pocieszenia. Choć i tak cierpiała bardziej. Cierpiała najbardziej, najmocniej, najmocniej, karana przez los za przyjęcie do serca uroku czarnoksiężnika, za niemożność zaspokojenia cudzych ambicji i obsesję, jaka wypełniała jej tętnice. Przedstawiona grupie, jedynie skinęła głową w ich kierunku, wiedziona obawą, że każde wypowiedziane słowo może jeszcze bardziej pogorszyć jej stan. Werbalnie nie oburzyła się nawet na skrzata; jedynie wbiła Gryfonowi łokieć w bok, mocno, mocno, by przeprosił, by się kajał, ale to naruszyło stabilność jej podpory. Ach, co za to za los.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Fabien E. Arathe-Ricœur

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 178 cm
C. szczególne : Niewidomy. Cienkie, białe blizny na palcach.
Galeony : 465
Dodatkowo : Jasnowidz
  Liczba postów : 127
http://www.czarodzieje.org/t16060-budowa
http://www.czarodzieje.org/t16768-what-are-you-afraid-of#466051
http://www.czarodzieje.org/t16766-hootie#466049
http://www.czarodzieje.org/t16059-budowa
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyPią Lis 16 2018, 18:58

W wieży Ravenclaw było cicho jak prawie zawsze. Krukoni nie należeli do zbyt hałaśliwych stworzeń, tym lepiej dla Fabiena. Spokojnie mógł wstać i zająć się przygotowaniami do nadchodzącego dnia. A pomiędzy szukaniem szczotki do włosów oraz krawata, natrafił dłonią na coś osobliwego. Nie zwykł przestawiać swoje rzeczy. Odkłada je zawsze w te same miejsca, aby niczego nie pogubić.
Obrócił opakowanie w dłoniach. Płyta? Może ktoś zostawił. Potem sprawdzi. Na razie odłożył osobliwy prezent znów na parapet, a potem przygotował się do wyjścia.
Nie spieszył się, chociaż co jakiś czas ręka uciekała mu do zegarka, aby palcami sprawdzić godzinę. Z pozoru wyszedł wcześnie, niemniej droga należała do dłuższych. Sporą część zamku miał do przejścia tego dnia.
Na dziedziniec wyszedł jako jeden z ostatnich. Miał wręcz wrażenie, że słyszy za sobą szybkie, miarowe kroki dyrektorki. Na szczęście nie był oficjalnie spóźniony... Stanął zatem gdzieś, gdzie swoją osobą nie będzie przeszkadzać żadnemu z uczniów. Zasłuchał się w ich rozmowy, ręce chowając w kieszeniach.
Założył zwyczajowy mundurek, jaki przykrył szarym, wełnianym płaszczem. Do tego cieplejszy szalik. Pogoda stawała się coraz gorsza każdego dnia, zwiastując rychłe nadejście zimy. Jeszcze brakuje, aby się blondyn rozchorował. Chociaż trochę żałował, iż nie zabrał z sypialni rękawiczek.

6, 6, (6)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177
C. szczególne : Na torsie ma pięć blizn. Zawsze wyprostowany, półuśmiech na ustach.
Galeony : 255
  Liczba postów : 228
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyPią Lis 16 2018, 19:05

Brak słońca powoli dawał się we znaki. Człowiek robił się ospały i pozbawiony energii, a dla kogoś takiego jak Finn, który nie spał większą część nocy, dzisiejsza aura pogodowa jedynie dostarczała zmartwień. Przesiadywał sobie na dziedzińcu z kubkiem gorącej kawy w dłoni. Delektował się jej aromatem i marzył, by postawiło go to na nogi. Oczywiście brał pod uwagę, że zarywając noc w środku tygodnia nazajutrz będzie przypominać wampira, jednak nie wpadł na to, iż kochana profesor Bennett postanowi zmusić uczniów do marznięcia na dworze. Nie miał bladego pojęcia co ta kobiecina wymyśliła, jednak cokolwiek sobie zaplanowała - było na to zbyt chłodno. Co rusz poprawiał kołnierz płaszcza, wszak jego puchoński szal spoczywał sobie przerzucony przez ramę łóżka. Powoli i leniwie wlewał do swego zmęczonego ciała życiodajną kawę, myślami zaś pomknął ku niedokończonym nutom piosenki, nad którą pracował od trzech dni. Odczuwał pewien dyskomfort mając świadomość, że nie ukończył jakiegokolwiek zadania. Skoro już zaczął, jego obowiązkiem było skończyć. Cóż jednak zrobić, z lekcji nie mógł się urwać. Siódma klasa to nie przelewki.
Gdy pojawiały się sporadycznie znajome twarze, kiwał głową na powitanie lecz nie wdawał się w pogawędki. Tłumił ziewnięcie, zaś cienie pod oczami jasno dawały do zrozumienia co musiał robić zeszłej nocy, skoro teraz stał taki osowiały. Żywił nadzieję, że profesor Bennett szybko ich rozrusza, raz dwa przepędzając z powiek potrzebę snu. Oderwał ramię od kamiennego filara i wyprostował sylwetkę, gdy dołączył do niego Vinci. Odruchowo uśmiechnął się półgębkiem na powitanie.
- Prędzej dobudzę prehistorycznego wampira niż ciebie o tej porze roku. Szturchałem cię, to powiedziałeś, że za dziesięć minut wstaniesz. - zadrżał od powiewu chłodnego powietrza. Momentalnie upił kawy i poprawił płaszcz. Uniósł wzrok gdy dostrzegł w plecaku Vinciego pluszową zabawkę. Uniósł brwi i roześmiał się krótko. - Miśka mogłeś zostawić w dormitorium. - zauważył wskazując dłonią na dementora, wystającego perfidnie z kieszeni.

4 i 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ariadne T. Fairwyn

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 840
  Liczba postów : 343
http://www.czarodzieje.org/t16556-ariadne-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t16572-you-don-t-know-my-mind
http://www.czarodzieje.org/t16575-verheyen
http://www.czarodzieje.org/t16555-ariadne-t-fairwyn
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptySob Lis 17 2018, 09:04

Zaciskam mocniej wełnianą wstęgę szalika; oddech wiatru jest chłodny, szorstkim językiem gładzi wciąż moją cerę. Wymijam drzewa, których fryzury liści, wzorzyste diademy - niesione na setkach ramion gałęzi - leżą, już porzucone, zeschnięte jak nieprzydatne wylinki. Jestem ubrana szczelnie, z premedytacją - jesienna powłoka płaszcza przykrywa częściowo powinność mojego mundurka. Nigdy nie uznawałam Ursulli Bennett za nader przewidywalną jednostkę - podejrzewałam - nie bez powodu kazała nam przybyć tutaj. Moja obecność na tym przedmiocie była obowiązkowa - zaklęcia, od zawsze wpisane były w krąg intrygujących mnie rzeczy. Usiłowałam poznawać ich kwestię nie tylko - podczas zleconych ćwiczeń - poszukiwałam także na własną rękę; skrywałam się w bibliotece, wśród labiryntu regałów, wciąż szlifowałam praktyczne zastosowanie formuł.
Dzień zapowiadał się nawet dobrze - nie licząc drobnej, pojawiającej się nieścisłości. Padłam niestety ofiarą idiotycznego żartu; ktoś podrzucił na moje miejsce - płytę Dona Lockharta. Nie trzeba niesamowicie być obeznanym w posiadanych przeze mnie gustach - aby dowiedzieć się - nie znosiłam młodocianego artysty. Traktuję jednak to w kategorii idiotycznego żartu; kto wie, może Marceline Holmes postanowiła być znikąd złośliwa - dostrzegając mój brak ekscytacji w okresie jego występu?


Kości: 5,6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ursulla Bennett

Nauczyciel
Galeony : 46
  Liczba postów : 176
http://www.czarodzieje.org/t3264-nauczyciele-fabularni
http://www.czarodzieje.org/t15196-poczta-profesor-bennett#405506
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptySob Lis 17 2018, 09:29

Na dziedziniec wkroczyła niezwykle pewnym - jak zawsze - krokiem. Nie garbiła się; przepełniona energią obdarowała grupę swych uczniów nieznacznym, odrobinę rzucającym wyzwanie uśmiechem. Nie zamierzała, jak zawsze - przedłużać specjalnie przebiegu swej prowadzonej lekcji, aczkolwiek również nie zawierała w obrębie swych planów ułatwień. Nie. Nieustępliwie była wciąż zdania, że oto sami powinni wydedukować przyczynę zjawienia się właśnie tutaj. Ursulla Bennett z kolei niezmiernie rzadko zmieniała swą posiadaną opinię - była osobą stanowczą i pewną swoich poglądów. Swojemu zdecydowaniu mogła zawdzięczać wiele - dumnie wspinała się po kolejnych szczeblach kariery nauczycielki.
- Witam was wszystkich - oznajmiła na sam początek. - Miałam nadzieję, że ubierzecie się ciepło. - Na tym kończyły się dywagacje oraz przemiłe stwierdzenia. Zrywający się nagle deszcz zmusił wszystkich do udania się w stronę podcieni. Rzęsiste krople nie ugaszały jednak entuzjazmu u Bennett - wręcz przeciwnie - była niezmiernie zadowolona z takiego przebiegu zdarzeń. Wszystko zdołało przebiegać zgodnie z jej myślą.
- Zadam wam podchwytliwe pytanie - odezwała się niedługo później do uczniów. - Jak sądzicie, dlaczego was tu zabrałam? Które z zaklęć możemy w takich warunkach ćwiczyć? Zapiszcie swoją pierwszą myśl na kartkach, nie zastanawiajcie się długo, będę je prędko zbierać! Potraktujcie to jako gimnastykę umysłu - dodała - żadnych konsekwencji bez względu na udzieloną odpowiedź.




Termin

DO 21.11, 23:59


Zasady

Jak zostało napisane, piszecie kartkówkę, a raczej - zapisujecie pierwszą i słuszną (mam nadzieję) myśl waszej postaci.

Rzuć jeden raz kością. Każde 10 pkt z OPCM i zaklęć gwarantuje ci jedną możliwość przerzutu. Nie zapominaj o uwzględnieniu dodatku/odjęcia przerzutów wynikających z poprzednio wylosowanych kości! Osoby spóźnialskie, zobowiązane są rzucić i uwzględnić w swym poście też pierwszy etap (w przypadku kości uwzględniających nadejście przed czasem wykonujecie przerzut).



Kości

1,2 - niestety, oddałeś pustą kartkę / napisałeś zupełnie nieprawidłową nazwę i treść zaklęcia.

3,4 - coś kojarzysz… Niemniej jednak częściowo. Pomyliłeś się albo w nazwie albo - w przypadku, gdy znałeś poprawnie nazwę zaklęcia, niepoprawny jest jego opis (możesz dowolnie wybrać).

5,6 - gratuluję, udzieliłeś perfekcyjnej odpowiedzi na pytanie profesor Bennett!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Winter Rieux

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 143
  Liczba postów : 434
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptySob Lis 17 2018, 14:43

Dziedziniec.
Zaskakiwał on swoim dostępem do otoczenia. Pozwalał na ucztowanie myśli, a przede wszystkim - chwilowe odcięcie się od problemów. Siedziała? Nie, skądże, czekała na profesor, która to miała w zwyczaju zaskakiwać uczniów. Jej lekcje, w przeciwieństwie do tych prowadzonych przez chociażby Edgara, były o wiele bardziej przydatne, pozwalały na praktyczne zastosowanie zdobywanej wiedzy. No cóż, nie ma co się dziwić, aczkolwiek ostatecznie nie mogła narzekać na to, co się tutaj działo. Uczniów przybywało coraz więcej, zaś Winter - przyzwyczajała powoli do ich obecności. Na szczęście - nikt nie śmiał jej zaczepiać, tudzież nie musiała narażać strun głosowych na dodatkowe nieprzyjemności ze strony świata zewnętrznego. Cichym westchnięciem zasygnalizowała tylko przybycie dyrektorki; ostatnio czuła się znacznie lepiej, aczkolwiek nadal w pewnym stopniu istniały wątpliwości. Zbliżał się grudzień, a ona nie miała ani mieszkania, ani stosownych ubrań, by zaspokoić ciało chcące obronić się przez przymrozkami. Czyżby wszystko zaczynało się pieprzyć? Najwidoczniej. A może by tak w swojej ptasiej formie przetrwać całą pozbawioną jakiegokolwiek kolorytu porę roku? To zawsze byłby jakiś plan.
Okazało się, że Ursulla, jak w sumie wszyscy inni nauczyciele, wpadła na genialny pomysł zrobienia krótkiej kartkówki. Kreatywna babka, nie ma co. Jak na złość, Winter podała właściwe zaklęcie, aczkolwiek całkowicie je pomyliła z tym od ochrony terytorialnej, które wymaga uczestnictwa paru czarodziei. Gratulacje? Ależ owszem. Inaczej być nie mogło

Kostka: 4 → 4 → 4 → 3 XD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vidari Sinclair

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 149
  Liczba postów : 146
http://www.czarodzieje.org/t15786-vidari
http://www.czarodzieje.org/t15877-ten-starszy-blizniak#428988
http://www.czarodzieje.org/t15875-vidari-sinclair#428974
http://www.czarodzieje.org/t15794-vidari-sinclair#425558
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptySob Lis 17 2018, 15:49

Jakoś nie uwierzył Eden, gdy zapewniła go o tym, że nic jej nie jest. Ba, obyło się nawet bez jakichkolwiek uszczypliwości poza wbiciem mu łokcia w bok na jego idealną ksywkę dla niej. Jeszcze się nie przyzwyczaiła? Cóż, chłopak jedynie się uśmiechnął, lekko się od niej odsuwając z uniesioną brwią. Nie powiedział jednak nic, nawet gdy na teren dziedzińca przybyła pani Bennett. Jedynie skinął głową w jej kierunku i uważnie zaczął się przysłuchiwać jej poleceniom.
Jak się szybko okazało mieli napisać odpowiedź na jedno, stosunkowo proste, pytanie. Ciekawe czy możnaby to uznać za kartkówkę. Chociaż bardziej brzmi na masowe odpytanie całej klasy. Niemniej Sinclair spokojnie wyjął kartkę i po krótkim namyśle napisał nazwę zaklęcia wraz ze swoim wytłumaczeniem. Szczęście dzisiaj go nie opuszczało, skoro nawet zwykle surowa dyrektorka zadała pytanie, na które odpowiedź już znał. A może był zwyczajnie przygotowany? Cóż, niezależnie od tego szybko oddał nauczycielce swoją karteczkę, na której jeszcze tylko się podpisał.


Odpowiedź:
 
6 - kostka
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 586
  Liczba postów : 604
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyNie Lis 18 2018, 00:22

Uśmiechnęła się w stronę nowo poznanych osób i już miała coś dopowiedzieć, kiedy to na horyzoncie pojawiła się dyrektorka Hogwartu. Nie zamierzała ryzykować, że jeszcze ją wyrzuci z zajęć, czy coś, więc szybko skupiła się na tym, co kobieta miał do powiedzenia. Co prawda zaklęcia nie były jej ulubionym przedmiotem w szkole, ale w sumie nie przeszkadzały jej a nawet uważała, że czasami są potrzebne, więc wypadałoby coś więcej wiedzieć w tym temacie.
Co prawda kartkówki się nie spodziewała, ale jednak było to do przewidzenia. Ostatnio było to często praktykowane przez wielu nauczycieli w szkole, więc było czymś, o czym powinna pomyśleć. Problem polegał na tym, że nie pomyślała. Sądziła po prostu, że to, że wychodzą na dwór to objaw dobrej woli profesor Bennett, nie że jest to ściśle powiązane z tematem lekcji. Jej entuzjazm opadł więc nieznacznie, ale nie na tyle, by nie spróbowała podjąć się napisania kartkówki.
Niby domyślała się o jakie zaklęcie mogło chodzić, ale pewności stu procentowej nie miała. Wiedziała jak działa, co powinno dokładnie robić, tylko za żadne skarby gringotta nie mogła sobie przypomnieć, jak brzmiała jego nazwa. No cóż, nie mogła tego wymyślić, więc w końcu poddała się i po prostu oddała kartkę nauczycielce z niewymyśloną nazwą zaklęcia, ale z dokładnym jego opisem. Wystarczy? Nie była tego taka pewna...

Kostka: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jacqueline A. Berkeley

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 147
  Liczba postów : 128
http://www.czarodzieje.org/t16735-jacqueline-annise-berkeley#464015
http://www.czarodzieje.org/t16746-znajomosci-jack#464655
http://www.czarodzieje.org/t16745-poczta-jack#464647
http://www.czarodzieje.org/t16738-jacqueline-a-berkeley#464108
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyNie Lis 18 2018, 13:44

Pogoda tego dnia nie rozpieszczała, jednak Jackie była przygotowana właściwie na każdą ewentualność. Byli w Wielkiej Brytanii. Tutaj parasol, jak różdżkę, należało mieć zawsze w pogotowiu. Niezależnie od tego, czy był upał, czy temperatury zbliżały się do okolic zera stopni. Jednak mimo posiadania składanej, czarnej parasolki gdzieś w wewnętrznej kieszeni płaszcza, nie zdecydowała się po niego sięgnąć. Wszyscy schowali się w miejscach, do których opadające krople nie dosięgały. Poza tym, jak się okazało, na wstęp przypadła im kartkówka. Niby nic trudnego, niby bez konsekwencji. Ale Berkeley miała mnóstwo pomysłów na zaklęcia, które przeznaczone były do rzucania ich na zewnątrz. Gdyby nie ten deszcz, bardzo chętnie wyczarowałaby sobie na przykład ognistego węża, przy którym grzałaby sobie łapki. Do głowy przyszedł jej również mobilicorpus, za pomocą którego dyrektorka mogłaby ich wszystkich szybciutko przenieść do ciepłych łóżek. Po krótkiej walce z samą sobą uznała, że nie jest w stanie odpowiedzieć poważnie, bo w tym mrozie powoli zanikają jej funkcje życiowe, z prawidłową pracą szarych komórek na pierwszym miejscu. Nabazgroliła pierwszą głupotę, która przyszła jej do głowy.

Kartkówka:
 

Kostki: 4 -> 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vinícius Marlow

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 170,5 cm
C. szczególne : krzywy zgryz, dużo pieprzyków, w tym nad górną wargą
Galeony : 538
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 256
http://www.czarodzieje.org/t16781-vinicius-oliver-marlow-budowa#466597
http://www.czarodzieje.org/t16785-vini-da-vinci?nid=2#466756
http://www.czarodzieje.org/t16786-vini-da-vinci#466765
http://www.czarodzieje.org/t16784-vinicius-marlow
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyNie Lis 18 2018, 13:52

Przyjrzał się bladej twarzy przyjaciela, szybko dochodząc do wniosku, że zarwał noc, w dodatku najprawdopodobniej którąś z rzędu. Nosiła charakterystyczne dlań znamiona niewyspania, które przez siedem lat wspólnej nauki zdążył poznać aż za dobrze.
Mówiąc "prehistoryczny wampir" masz na myśli siebie? – uśmiechnął się w końcu, nie potrafił powstrzymywać tego zbyt długo. Nie lubił gdy Finn rezygnował ze snu na rzecz nauki lub muzyki, lecz nie zamierzał robić mu na ten temat kolejnego wykładu. Dość zdążył się już nagadać, a mimo starannie dobieranych argumentów, zachowanie Garda pozostawało niezmiennie lekkomyślne. Po latach znajomości ograniczał się już tylko do pełnych wyrzutu spojrzeń posyłanych mu kiedy w samym środku nocy udawało mu się złapać go na gorącym uczynku. – I uwierzyłeś mi? Naiwniak.
Zaśmiał się cicho i krótko i rozejrzał dookoła jakby szukał wzrokiem dyrektorki. Jeszcze jej nie było, zmarzną więc o kilka nadprogramowych minut. Rozważał zajęcie miejsce obok Finna, lecz senność, która wciąż mu towarzyszyła mogłaby wówczas ogarnąć go w zbyt dużym stopniu, utrudniając myślenie. Powrócił wzrokiem do blondyna w chwili gdy ten odezwał się ponownie i zmarszczył nieco brwi, z początku nie rozumiejąc co ma na myśli. Zdążył zapomnieć o pluszowym dementorze w pośpiechu wciśniętym do torby, nie przykuł do tego znaleziska większej uwagi, co teraz się na nim zemściło. Kiedy pojął co ten ma na myśli, na trzy sekundy zamarł w bezruchu; następnie zerknął w dół, na torbę, z której w iście komiczny sposób wystawała głowa całuśnej zabawki. Spojrzał na Finna i... nie wytrzymał. Zatrzęsły mu się ramiona, policzki wydęły się pod wpływem wstrzymywanego powietrza, a ostatecznie, pomimo wszelkich prób powstrzymania tego i tak się zaśmiał – szczerze, głośno, niekontrolowanie. Wciąż chichocząc, upchnął pluszaka tak, by tym razem nic już nie wystawało, po czym wziął kilka głębokich wdechów aby się uspokoić. Profesor Bennett mogła przyjść w każdym momencie i zdecydowanie nie chciałby wówczas zwijać się ze śmiechu na ziemi – a przecież w ich przypadku nie było to wcale niemożliwe. W końcu się opanowali; chciał powiedzieć coś jeszcze, zażartować, lecz w oczy rzuciło mu się delikatne drżenie i nieustanne poprawianie kołnierza. Jak mógł nie zauważyć tego wcześniej? Milcząc, bez wahania sięgnął do swojej szyi i odwinął ją z ciepłych warstw żółto-czarnego szalika. Zimne powietrze nieprzyjemnie uszczypnęło rozgrzaną skórę, lecz nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Wcisnął szalik w ręce Finna.
Znów zapomniałeś swojego, co? Załóż. – słowom tym towarzyszył dobrze znany Gardowi ton nie znoszący sprzeciwu. Zresztą i tak nie było mowy o protestach, na dziedzińcu bowiem pojawiła się wiecznie zabiegana dyrektorka. Wsunął zmarznięte dłonie do kieszeni płaszcza, zerknął w niebo, z którego coraz gęściej spadały krople deszczu i, czekając na Finna, przemieścił się do podcieni, tam opierając się ramieniem o filar.
Gotów na gimnastykę umysłu? – mruknął z niejakim przekąsem i uśmiechnął się kącikiem ust. Potem zamilkł, nie chcąc grabić sobie u nauczycielki. Skupił się na zadaniu, nieświadomie marszcząc brwi w zamyśleniu. Miał wrażenie, że wie o co chodzi, dobrze znał działanie zaklęcia i bez problemu opisał je na karteczce, ale nazwa... cóż, nazwa zupełnie uleciała mu z pamięci. Szukał jej gorączkowo, lecz bezskutecznie, próbował zapisać aż do momentu gdy musiał oddać kartkę.

Kostka: 4

______________________


I’ll follow you into the dark.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eden Sinclair

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
  Liczba postów : 42
http://www.czarodzieje.org/t16775-eden-bae-sinclair
http://www.czarodzieje.org/t16777-four-little-swans#466544
http://www.czarodzieje.org/t16779-poczta-eden#466582
http://www.czarodzieje.org/t16776-eden-bae-sinclair
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyNie Lis 18 2018, 14:05

Ból. Agonia, kłucie, łamanie, łu pa nie paleniegnie cenierozkładgnicie. Absolutna niemożność powstrzymania tego, co potężne, co okrutne; wciąż uwieszona na ramieniu Vidariego Eden podążyła za wskazówką nauczycielki co do ukrycia się przed hulającym deszczem. I w pewien sposób szaruga panująca na świecie odpowiadała temu, co zachodziło w jej wnętrznościach; nic, nic, nic, tylko szarość, tylko deszcz. Bez słowa zabrała bratu jedną z kartek pergaminu, końcówką pióra dudniąc o jej fakturę, tak beznamiętnie, beznadziejnie. Bezwiednie, bez wiedzy, bez pomysłu. Czy w ogóle usłyszałaś pytanie, Odetto? Duma nie pozwalała jej zajrzeć przez ramię na nakreśloną przez drugiego z Sinclairów odpowiedź. Nie dość, że biła od niego tak odrzucająca duma, to charakter jego pisma z pewnością nie pozwoliłby jej na rozczytanie bazgrołów przeznaczonych wyłącznie dla oczu pani dyrektor. Nie. Nie zniżyłaby się do poziomu korzystania z jego wątpliwej jakości wiedzy. Nigdy, nigdy, nawet gdyby jej ciało łamane było kołami ośmiu karoc zaprzęgniętych w najbardziej gwałtowne konie.

Zamiast tego nakreśliła na pergaminie jedynie swoje imię, jedynie dwa słowa, Eden Sinclair, dogorywająca tragiczną klątwą królowa łabędzi, po czym zwinęła świstek kilkukrotnie, gotowa do jego oddania. Oprócz tego nie napisała nic. Absolutnie nic. W uszach dźwięczał jej huk kaskady spadających kropel deszczu, dudniących o kamień, ceramikę, wkrótce formujące się kałuże. To nie był dobry dzień na zajęcia.

_________
Kostki: 2


Ostatnio zmieniony przez Eden Sinclair dnia Nie Lis 18 2018, 14:20, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177
C. szczególne : Na torsie ma pięć blizn. Zawsze wyprostowany, półuśmiech na ustach.
Galeony : 255
  Liczba postów : 228
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyNie Lis 18 2018, 14:17

Policzek mu zadrgał od powstrzymywanego uśmiechu. Powoli się rozbudzał, a wystarczyła chwila pogawędki na temat prehistorycznych wampirów. To lepszy sposób na ożywienie ospałego umysłu niż najsilniejsza kawa świata.
- Mnie łatwiej dobudzić. Muszę przestać wierzyć we wszystko co mówisz nad ranem. - podrapał się po brodzie i dopił resztki kawy. Zmiażdżył papierowy kubek między otwartymi dłońmi i wcisnął go do kieszeni szaty. Ta płynna energia musi mu wystarczyć na cały czas trwania lekcji inaczej mógłby podpaść nauczycielce, gdyby niezapowiedzianie przysnął na stojąco, a wolał jednak pozostać z nimi na przyjaznej stopie.
Udało mu się opanować wybuch śmiechu i zminimalizować go do parsknięcia. Automatycznie odwrócił wzrok od Vinciego, aby nie dać się porwać niekontrolowanemu napadowi radości. Tylko Marlow mógł spacerować sobie po Hogwarcie z pluszowym dementorem i się tym absolutnie nie przejmować. Może ma do nich słabość? Skoro tak to na święta skombinuje mu całą kolekcję takich... pluszaków, choć czy tylko jemu wydawało się to cokolwiek dziwne? Jego ojciec kolekcjonował motyle, a tutaj napotykał zamiłowanie do zbierania różowych dementorów. Czego to ludzie nie wymyślą.
Zrobił zdziwioną minę,gdy znikąd pojawił się w jego ręku viniciusowy szalik. Popatrzył na niego zaskoczony i uniósł wysoko brew przenosząc spojrzenie na Vinciego. Znał tę upartą minę. - Pogięło cię, przecież wytrzymam... - już protestował, już chciał wdać się w sprzeczkę, gdy na dziedzińcu pojawiła się nauczycielka. Tym samym uniemożliwiła mu poprowadzenie dalszej rozmowy, choć wymowny wzrok jaki posłał Vinciemu mówił jasno i wyraźnie, że sobie pogadają na ten temat. Doceniał troskę lecz niezbyt umiał ją przyjmować, taki to już był. Zacisnął usta w bladą linię i obwiązał szyję miękkim w dotyku szalikiem. Od razu zrobiło się mu cieplej i przyjemniej, odzyskał nawet odrobinę dobrego humoru. Popatrzył nań z ukosa i westchnął z rezygnacją. Niech mu będzie. Później podziękuje. Bardzo chętnie schronił się przed nasilającym się deszczem. Odpowiedzią na pytanie Vinciego było tłumione ukradkowe ziewnięcie.
- Jak zawsze, mistrzu. - szepnął i mrugnął do niego. Nie zdziwił się kartkówką. Na siódmym roku było ich od groma i już w październiku przestał się dziwić ich wzmożonej ilości. Westchnął głęboko i wyciągnął dla nich obu kartki. Podpisał swoją, przysunął bliżej twarzy i zanotował to, co pierwsze przyszło mu na myśl. Nie miał absolutnie żadnej pewności czy dobrze odpowiedział, kojarzył inkantację zaklęcia ale wyjaśnienie jej myliło mu się z inną. Przekreślił dwie linijki i zapisał co innego, mając ogromną nadzieję, że ta druga odpowiedź jest tą prawidłową, nie zaś ta pierwsza.

Kostka: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isabelle L. Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 163
C. szczególne : leworęczna, blizna na ramieniu zakryta tatuażem, hiszpański akcent, szczupła.
Galeony : 1306
  Liczba postów : 558
http://www.czarodzieje.org/t16449-isabelle-l-cortez
http://www.czarodzieje.org/t16476-welcome-in-my-world#452752
http://www.czarodzieje.org/t16500-skrzynka-pocztowa-i-l-c#453646
http://www.czarodzieje.org/t16459-isabelle-cortez
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyNie Lis 18 2018, 21:48

Na chwilę wyłączyła się zapominając, że swoi na dziedzińcu otoczona znajomymi i przyjaciółmi. Czuła się jakby ktoś rzucił na nią zaklęcie. Nie była pena jakie ale czy chciała to wiedzieć? Przenosiła wzrok z jednego do drugiego szukając jakiejś oznaki, że wszystko jest ok. I znalazła ją. Każdy rozmawiał i nawet mówili coś do niej. Widziała to, gdy patrzyli na nią poruszając ustami. A ona? Stała tylko i uśmiechała się co jakiś czas przytakując. Całą swoją uwagę skupiła na Scott'cie. Nie wierzyła mu, gdy mówił, że wszystko jest dobrze. Nie wierzyła teraz w ani jedno jego słowo. Zbyt bardzo się martwiła, a przecież nie było to do niej podobne. Ona martwiła się o bliskich. Martwiła się o tych ludzi którzy coś dla niej znaczyli. A ten chłopak? Był jej bliskim znajomym. Pokusiła by się nawet o stwierdzenie, że bardzo bliskim ale to tyle. Nie był najbliższym przyjacielem, ukochanym czy bratem. Więc czemu się tak martwiła.
Przedstawienie siostry Vidariego było jak obudzenie się ze snu. Spojrzała na dziewczynę która uwiesiła się na jego plecach i uśmiechnęła delikatnie.
Rozmowy ucichły, gdy na dziedzińcu pojawiła się Nauczycielka. Każdy przestał rozmawiać wsłuchując się w jej słowa. W końcu była też dyrektorką tej placówki. Każdy traktował ją z szacunkiem. Isabelle nie umiała pojąć czemu? Czy zrobiła coś wielkiego dla tej szkoły? Czym sobie na to zasłużyła. Dla niej tytuł był niczym. Liczyły się czyny. Dlatego też założyła ręce na piersi, przechylając lekko głowę w bok. Oczywiście, że jej słuchała w końcu czegoś chciała się nauczyć. Pytanie dyrektorki ją zaskoczyło. Aczkolwiek nie było w tym nic dziwnego. Nawet dziewczyna była tym faktem zdziwiona. Spojrzała po znajomych szukając odpowiedzi w ich oczach jednak takowej nie znalazła. Wzdychając wyciągnęła kawałek pergaminu i zanotowała odpowiedź. NIe była pewna czy jest poprawna jednak to była pierwsza myśl jaka przyszła jej do głowy. Spojrzała na @Scoot Ravenwood.
- Jakby było źle albo gorzej niż jest mów mi. NIe chcę abyś tutaj padł. - poczekała aż jej odpowie bądź kiwnie głową i znów przeniosła swoje spojrzenie na nauczycielkę.


kartkówka:
 

kostka:3 -> przerzut na 6
kuferek: 19 -> +1 przerzut
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ariadne T. Fairwyn

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 840
  Liczba postów : 343
http://www.czarodzieje.org/t16556-ariadne-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t16572-you-don-t-know-my-mind
http://www.czarodzieje.org/t16575-verheyen
http://www.czarodzieje.org/t16555-ariadne-t-fairwyn
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyPon Lis 19 2018, 19:06

Pytanie - które chce drążyć o tematyce zajęć - kręci się niecierpliwie po mojej czaszce. Nadreaktywne, wciąż przeskakuje między strumieniem myśli, wybrzmiewa znacznie, donośnie, plącze się po przestrzeniach wnętrza. Czekam niemniej cierpliwie - pozwalam profesor Bennett rozwinąć swoją wypowiedź; nie będzie jednak zbyt łatwo. Muszę wyizolować spośród moich podejrzeń możliwie najbardziej dopasowane do panujących realiów; nie zastanawiam się długo - nie dysponuję nawet ogromnym czasem. Porywam jakąś stronicę, spisuję naprędce pierwsze i (mam nadzieję) właściwe przewidywanie; nie zdaję się mieć zadatków do prekognicji, chociaż - zaostrzenie się deszczu - sprawia wrażenie nieść swą bębniącą odpowiedź. Spoglądam przez moment na strumień upadających z chmur kropel, zupełnie - jakbym została nagle wprawiona w pewien gatunek transu. Dopiero po chwili, wręczam ten fragment kartki nauczycielce - pozostaje wyłącznie, równie cierpliwie czekać na ogłoszenie wyników.

ODPOWIEDŹ:
 

Kostka: 1, przerzucone na 6 dowód
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Scoot Ravenwood

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 115
  Liczba postów : 55
http://www.czarodzieje.org/t16769-scoot-ravenwood
http://www.czarodzieje.org/t16772-relacje-s-ravenwooda#466190
http://www.czarodzieje.org/t16771-listy-scoota#466185
http://www.czarodzieje.org/t16770-scoot-albus-ravenwood
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyPon Lis 19 2018, 22:33

To na pewno uroczy uśmiech @Silvia Valenti sprawił, że poczuł się lepiej. Nie dało się inaczej, patrząc jak niemal szczęście, optymizm i żółta tęcza promieniuje w każdą stronę. Mogło to się skończyć napromieniowaniem. Wtedy nie przeżyliby tego.
- Scoot Ravenwood. - Również przedstawił się pełnym imieniem jak puchonka. Nie dało się inaczej. - Już czuje się lepiej. - Uśmiechnął się, w jej stronę nadal nieco niemrawo, przy tym mrugnął zaczepnie, jakby miał wypisane na twarzy "dzięki tobie". Zebrało mu się na komplementy. Może Silvia Valenti rzuciła na niego jakiś urok? Ach, te dziewczyny.
- Zawsze. - Nadal blady, odpowiedział Vidariemu na długość znajomości jego z Isabelle. Szczerze, nie potrafił dokładnie sprecyzować. Obecnie daty i godziny były dla niego czymś odległym, zwłaszcza w jego stanie mdłości i zatrucia pokarmowego. Od "zawsze", nikt się chyba jeszcze nie obraził. Po prostu jego zagadkowa odpowiedź może uciszy na chwile ciekawskiego gryffona.
Przeniósł wzrok na Eden, zastanawiając się, kto jest bliższy omdleniu. On, czy ona. Czuł się trochę lepiej, ale nie na tyle, żeby móc skoncentrować się na lekcji.
Kiedy zjawiła się Bennett, ucichł jak wszyscy. Nie chciał się narażać. Nikt raczej nie zamierzał z jego towarzystwa tracić bezsensownie punktów dla domów, zwykłym gadaniem. Pogadać to oni mogli po zajęciach.
Czuł się kiepsko, a pogoda nie ułatwiała mu przejść przez te zajęcia, a bardzo chciał przeżyć. Może i znałby odpowiedź na te pytania, które padły na kartkówce. Niestety wpatrywał się w kartkę pergaminu z uczuciem, które mu się co najmniej nie podobało.
- Jasne. - Uśmiechnął się, jak najlepiej potrafił w tym stanie do @Isabelle L. Cortez. Następnie oddał pustą kartkę i chyba nie tylko on... Ślizgoni dzisiaj złapali jakąś klątwę faraona. Jego wzrok powędrował do siostry Vida, która wydawała się wręcz być w innym wymiarze.

2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1290
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 885
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyWto Lis 20 2018, 18:10

Mój umysł nieustannie mierzył się z narzuconą mu gimnastyką. Nie potrzeba mu było do tego kartkówek, ani uciekania przed deszczem. Ignorowałem rozmowy innych uczniów, nawet nie starając rozejrzeć się za kimś znajomym. Pogrążony we własnym ciągu myślowym, próbowałem odszukać myślą powód, dla którego nie odpuściłem sobie tej lekcji. Znalazłszy go, wcale nie poczułem się lepiej. Poczucie obowiązku nieustannie przypominało mi o powinności. I chociaż chciałem oddać pusty pergamin, zdobyłem się jedynie na przelotny grymas niezadowolenia, jaki zniknął niemalże tak niespodziewanie, jak się pojawił. Ktoś mógłby pomyśleć, że ukułem się szpilką (tylko bez szpilki). Silverto. To była pierwsza myśl. W głowie nawet nie postały mi bardziej zaawansowane czary, byłem dzisiaj zbyt rozkojarzony, aby sięgać pamięcią do podręczników. Nie wziąłem nawet pod uwagę faktu, że to zaklęcie musi być wszystkim doskonale znane. Po udzieleniu odpowiedzi, natychmiast uciekłem od dalszego sprawdzania wiedzy, jakby w obawie, że zostanę wywołany do ustnej odpowiedzi. Umknąłem na bok, nieświadomie zbliżając się do Fabiena, ale nie uciekałem od przeznaczenia. W pełni świadomie przystanąłem u jego boku, nawet nie kłopocząc się zadawaniem mojego pytania na głos. Byłem pewien, że i tak nie omieszka opowiedzieć mi "jak leci". O ile tylko Bennett negatywnie nie odbierze takich szeptów.

2 -> 2 -> 5

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 586
  Liczba postów : 206
http://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
http://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
http://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
http://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 EmptyWto Lis 20 2018, 19:21

Nie słucham, jak zwykle zresztą. Poświęciwszy się rysunkowi, jestem na lekcji jedynie z przymusu. Dyktowanego nie koniecznością pozyskania nowych ocen, a namowami matki, która w moich studiach widzi zdecydowanie więcej sensu, niż ja. Zupełnie tak, jak gdyby ta szkoła kiedykolwiek starała się wspierać artystów. Kiedy pojawiła się Bennett, jedynie wymieniłem kartkę. Skupiłem się na gryzmoleniu jej sylwetki, darując sobie wszelkie szczegóły - takie jak ubranie i wszystkie inne elementy anatomii mające odróżniać od siebie obie płci. Na szybko nakreśliłem jej twarz, skupiając ruchy nadgarstka wokół owalu zawieszonym na szczycie szyi i właśnie to tę kartkę oddałem, gdy poprosiła o jakąś tam formułę zaklęcia. Przecież nie będę marnował czystej na wyrażanie swojej niewiedzy.

2

______________________


Jestem zepsuty, zgubiony,
jestem gorzej niż najgorszy
Hotel, pasodoble, skarbie,
znowu tańczę tu samotny
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Dziedziniec - Page 6 QzgSDG8








Dziedziniec - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 6 Empty

Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Dziedziniec - Page 6 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Parter
 :: 
dziedziniec
-