Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość


Runa Grímsdóttir

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 106
http://www.czarodzieje.org/t9479-runa-demetria-grimsdottir#263703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9490-misfit#263847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9489-maly-cwaniaczek#263844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9488-runa-demetria-grimsdottir#263840
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyCzw Wrz 11 2014, 14:34

First topic message reminder :

Nieważne, jak mocno Eiv wpatrywałaby się w oczy Runy, i tak nie dojrzałaby w nich żadnego z fałszywych uczuć, jakich najprawdopodobniej szukała. Oczywiście, może delikatne zbicie z tropu majaczyło gdzieś pośród pokładów niezmierzonej empatii oraz czystej chęci pomocy, bo dziewczę nigdy by się nie spodziewało, że po względnie krótkiej salwie przekleństw oraz obelg ich ofiara momentalnie się załamie. Wnioskując z całej tej nienawiści, jaką słychać było w opowieściach Gemmy o podszywającej się pod nią osobie, można było pomyśleć, iż ona z wielką chęcią podejmie się takiej szermierki. Zamiast tego, po prostu opadła na ziemię. Grímsdóttir usiłowała wiec w jakiś niebywale błyskotliwy sposób rozpracować zawiłość sytuacji, ale fakt, że musiała to robić w międzyczasie oswajania Henley wcale nie pomagał. Głaskała ją z niemal siostrzaną troskliwością, której w danym momencie u Gemmy próżno było szukać. Dziewczyna powoli chyba zaczęła wierzyć w prawdziwość teorii o dawno zaginionych, nagle odnalezionych bliźniaczkach, sądząc po pełnym wyrzutu pytaniu o nieodzywanie się, ale zamiast takiego chamstwa, mogłaby się przestawić na tryb empatii. Nie pomyślała, że może Cara nie miała żadnego wpływu na ich rozdzielenie? Runa mimowolnie czuła na sobie wzrok Zaharówny, chociaż odwrócona do niej plecami nie miała najmniejszej szansy na zgadnięcie, jakie emocje w nim zawarła. Czy niecierpliwe oczekiwanie, czy nienawiść, czy może zwykłą obojętność i brak wiary w retorykę Włoszki? A może w ogóle nie patrzyła, krążąc tylko w kółko, zaś osiemnastolatce tylko wydawało się, że jest obserwowana? Jeszcze się o tym z pewnością przekona, póki co nadal delikatnie gładziła włosy Gryfonki, aby zaraz ostrożnie odebrać od niej papier wraz ze zdjęciem. Sytuacja zrobiła się trochę mniej wygodna, bo dla pełnej wygody Runa potrzebowałaby obu swoich dłoni, a to oznaczało, że nastał koniec głaskania. Westchnęła cicho, zabierając się do dokładniejszych obserwacji dwóch zadziwiająco ważnych rzeczy, których otrzymania dziewczę w żadnym wypadku się nie spodziewało.
- Gemma, jak miała na imię twoja siostra? To znaczy, na pierwsze i drugie? - spytała głośno, chcąc upewnić się, że adresat pytania dokładnie je usłyszy. Oczyma pochłaniała inicjały N. V. Z. w całej pewności, że "Z" oznacza "Zaharov". Nie chciała jednak podejmować żadnych pochopnych wniosków, więc musiała się upewnić. Rok 2004 również pasował do wersji rozdzielenia w wieku dziewięciu lat.
- W sumie wiesz co? Chodź tu i zobacz sama - dodała, podnosząc się do pionu i wyciągając dłoń ze zwitkiem papieru oraz zdjęciem w stronę dziewczyny, a kiedy ta zabrała podane jej rzeczy, Włoszka znów przykucnęła, aby ponownie zacząć głaskać Henley.
- Wszystko będzie dobrze - powiedziała cicho, nie mając w arsenale nic lepszego, a nie chciała, żeby dziewiętnastolatka miała się tu zaraz popłakać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167cm
Galeony : 1014
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 2067
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyNie Paź 08 2017, 14:31

Raymond na pewno nie musiał się przejmować faktem, że przybył do Hogwartu bez wiedzy o magicznym świecie. Mnóstwo dzieciaków było w takiej samej sytuacji i wcale nie czyniło ich to gorszymi uczniami. Kwestia determinacji i chęci nauki! Dzieciaki z magicznych domów mogły słyszeć o niektórych zaklęciach czy eliksirach, ale na dobrą sprawę zaczynały z tak samo niskim doświadczeniem co mugolaki, bo przecież przed Hogwartem nie wolno im było mieć różdżki.
- Niestereotypowym? - powtórzyła, niespecjalnie wiedząc, co powiedzieć. Ją też irytowały stereotypy, względem których oceniano Hufflepuff. Często gęsto słyszała opinie, jakoby uczniowie Hufflepuffu byli mniej zdolni, tchórzliwi, niemądrzy itd., co było nieprawdą! Bridget miała mnóstwo koleżanek i kolegów, którzy obok bycia uczniami o świetnych wynikach w nauce, mieli duże ambicje oraz byli bardzo lojalnymi przyjaciółmi. - Każdy z nas jest inny i stereotypy są krzywdzące. Nie ma czegoś takiego jak stereotypowy Puchon. Może teraz jeszcze tego nie dostrzegasz, ale za kilka lat zobaczysz, że Tiara Przydziału się nie pomyliła. Ona już teraz wie, jacy będziemy - odparła z przekonaniem. Ona sama nie wiedziała, czy Hufflepuff jest jej miejscem, gdy przyszła do szkoły - przecież jej starsza siostra wylądowała w Ravenclaw, prawda? Z biegiem czasu jednak nie wyobraża sobie noszenia innego godła na piersi. Była dumna ze swojego domu.
- Och, na pewno powinieneś wiedzieć, gdzie jest kuchnia! - powiedziała z szerokim uśmiechem. Była to wiedza, którą każdy Puchon powinien posiadać. - W swoim czasie na pewno Ci pokażemy, gdzie się idzie do kuchni. Skrzaty są przemiłe i zawsze dają coś dobrego, pozwalają też przemycać jedzenie do pokoju wspólnego. Ogólnie o tym, żeby nie wchodzić do zakazanego lasu powinieneś wiedzieć. Hm... Piąte piętro w zachodnim skrzydle jest zakazane... Nie wiem w sumie dlaczego, ale na pewno znajduje się tam coś niebezpiecznego - powiedziała i pokiwała głową. Sama nigdy nie zaplątała się nawet w pobliże piątego piętra - zasady to zasady, zgadza się? - Aż mi się przypomniało, na trzecim piętrze znajduje się pokój gier, jeśli lubisz planszówki to zajrzyj tam. Możemy kiedyś zagrać w gargulki - zaproponowała jeszcze. Fajny był ten chłopiec, Bridget z pewnością pomoże mu odnaleźć się w szkolnej rzeczywistości.

Nie wiem jak długo chcesz grać tutaj, ale jeśli masz ochotę na obiecane gargulki, to możemy się przenieść do pokoju gier I love you

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Raymond Soren

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 13
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 33
  Liczba postów : 31
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15244-ray-soren?nid=3#407267
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15257-mile-dziecko-dobre-dziecko
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15251-raymnod-soren
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyPon Paź 09 2017, 13:50

Chciałbym móc kiedyś tak jak Bridget powiedzieć że jestem dumny, że jestem puchonem. Teraz tego nie powiem. To nie dlatego że boję się, czy wstydzę, po prostu muszę mieć dobre argumenty. Na razie jestem w tej szkole za krótko, aby być czegokolwiek pewny. Jednakże już teraz mogę stwierdzić, że niektórzy puchoni, a przynajmniej ci których poznałem, to bardzo towarzyscy ludzie.
Słuchałem dziewczyny gdy wymieniała miejsca do których powinienem i nie powinienem zaglądać. Kuchnia brzmiała ciekawe, szczególnie że jestem typem, który kocha słodycze. Słysząc o zakazanych miejscach tylko pokiwałem głową, że rozumiem. I tak spróbuję się tam kiedyś dostać. No wiecie, sam fakt że mają w nazwie "zakazane" sprawiają że są intrygujące. Chociaż zapewne przede mną było wielu takich idiotów śmiałków którzy tam postawili stopę. Jesteśmy w szkole, dzieciom nie mówi się że coś jest zakazane, bo i tak tam pójdę robiąc na przekór starszym.
-O! Pokój gier brzmi super! Ehh zaraz zaczynają mi się zajęcia. No cóż, miło było cię poznać. Do zobaczenia- Trochę nie podobało mi się że musiałem już iść. Bardzo fajnie się rozmawiało, ale nie chce się spóźnić na zajęcia. Mam nadzieję że dziewczyna o mnie nie zapomni i naprawdę weźmie mnie do tego pokoju gier.
Teraz tylko pomachałem na odchodne i poszedłem w stronę sali lekcyjnej w której miałem mieć zajęcia.

ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Edgar T. Fairwyn

Nauczyciel
Wiek : 42
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 180
C. szczególne : kamienny, lekko znudzony i pogardliwy wyraz twarzy
Galeony : 327
  Liczba postów : 739
http://www.czarodzieje.org/t14352-edgar-tobias-fairwyn?nid=1#379672
http://www.czarodzieje.org/t14354-there-are-two-kinds-of-people
http://www.czarodzieje.org/t14365-golebie-pocztowe-fairwyna#380360
http://www.czarodzieje.org/t14355-edgar-t-fairwyn#379705
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyPią Gru 29 2017, 01:57


Szlaban 4/25*
Mieliście doskonałe plany na dzisiejszy dzień? Hogsmeade z przyjaciółmi? Plotki w Pokoju Wspólnym, o tej nowej parze? A może po prostu pisanie zaległego wypracowania o buncie goblinów? Wygląda na to, że plany te będziecie musieli przełożyć na kiedy indziej. Bez względu na to, czy prawdziwie zasłużyliście sobie na ten szlaban, czy też zupełnie niewinnie zostaliście ukarani, pewnym jest, że teraz czekają Was długie godziny poświęcone odśnieżaniu.
Fairwyn zostawia Was na dziedzińcu pod czujnym okiem woźnego, który pilnuje byście nie korzystali z magii. Waszym zadaniem jest odśnieżyć dziedziniec. Jeśli nie zrobicie tego dzisiaj, będzicie musieli tu regularnie przychodzić w tygodniu, zawalając bieżące zadania domowe.*  


*Jeśli nie podejmiesz się wykonania szlabanu i nie pozostawisz poniżej posta w ciągu dwóch tygodni, temat z twoim kuferkiem zostanie zablokowany na tydzień.  

Aby dowiedzieć się jak radzisz sobie ze szlabanem, rzuć kostką  we właściwym temacie.  
 
1 oczko - Kończysz już, kiedy z dachu spada ogromna czapa śniegu i przykrywa sporą część dziedzińca. Musisz znów chwycić za łopatę, ale nie ma tego złego - przynajmniej nie spadła na Ciebie.
2 oczka - Pod śniegiem znajdujesz 10 galeonów. Odnotuj zysk w rozliczeniach.  
3 oczka - Nie bardzo chce Ci się pracować, a dodatkowo jesteś w bardzo rozrywkowym nastoju. Rzucasz śnieżką w jednego z partnerów w niedoli, ale nie trafiasz i śniegowa kulka ląduje na woźnym. Mężczyzna jest wściekły każe Ci odśnieżać dalej samemu, zwalniając pozostałą dwójkę.
4 oczka - Uwinęliście się szybko, a Ty nie masz jeszcze dość przebywania na dworze. Postanawiasz ulepić na dziedzińcu bałwana, a w trakcie wkręcasz się tak bardzo, że tworzysz śniegową rzeźbę smoka. Tym samym zdobywasz punkt z działalności atrystycznej do kuferka. Zgłoś się  po niego tutaj.
5 oczek - Machacie łopatami, więc jest Wam ciepło. Tego samego nie można jednak powiedzieć o przyglądającym się Wam woźnym. Po jakimś czasie zmarznięty mężczyzna zaczyna pomagać Wam w pracy, dzięki czemu kończycie wcześniej.
6 oczek - Szczęście w nieszczęściu! Poślizgnąłeś się na warstwie lodu i chyba skręciłeś nadgarstek. To koniec szlabanu dla Ciebie - musisz iść do Skrzydła Szpitalnego.


@Aleksander Cortez, @Bridget Hudson, @Leonardo O. Vin-Eurico

______________________



  Work as a teacher, they said.

It will be fun, they said.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167cm
Galeony : 1014
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 2067
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyWto Sty 02 2018, 00:10

Bridget w końcu się doczekała szlabanu za swoje karygodne zachowanie z Leonardo. Do tej pory nie miała pojęcia, co im strzeliło do głowy, żeby porywać szkolną łódkę i wypływać na jezioro. Mieli wielkie szczęście, że jedyny potwór, na którego się natknęli, to profesor Fairwyn, bowiem po czasie, gdy dziewczyna zaczęła rozważać przebieg tego spotkania z Gryfonem, uznała, że mogli skończyć znacznie gorzej. Przy obecnych zakłóceniach magii i wypadkach ze zwierzętami magicznymi, mogło im się stać coś znacznie gorszego niż szlaban. Nie oznaczało to wcale radości z faktu, że przyjdzie jej odśnieżać szkolny dziedziniec pod okiem woźnego, choć ponownie, i tak mogło być gorzej i mogła wylądować w toaletach, czyszcząc je bez użycia magii. Niemniej jednak popołudnie spędzone na ciężkiej pracy fizycznej nie uśmiechało się jej. Nie była szczególnie silna czy wysportowana, machanie łopatą do odśnieżania było naprawdę męczące, a Bridget powoli wymiękała. Nie chciało jej się tego robić. Choć na co dzień była bardzo pracowita, to zadanie przerastało jej możliwości i wytrzymałość. Oparła się o drążek łopaty, rzucając okiem na postępy prac. Miała szczęście, że akurat do tego zadania została przydzielona razem z dwoma chłopakami, w tym jednym ćwierćolbrzymem. Leonardo z pewnością radził sobie najlepiej, a machanie łopatą nie sprawiało mu wiele problemów, o czym Bridget przekonała się chwilę później, gdy o jej ramię rozbiła się śnieżka. Spojrzała za siebie i dostrzegła rozbawiony uśmiech Gryfona. Nie chciała pozostać mu dłużna!
Z celnością dziewczyny było wszystko w porządku, tylko Leonardo okazał się być znacznie zwinniejszy, niż podejrzewała. W sekundzie znalazł się poza zasięgiem śniegowej kuli, za to na horyzoncie pojawiła się odwrócona plecami postać woźnego. Złapała się rękami za usta, widząc rozbijającą się o jego potylicę śnieżkę. W ciężkim szoku nie była w stanie nic powiedzieć, jedynie popatrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami, gdy odwrócił się powoli, szukając winowajcy.

3

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonardo O. Vin-Eurico

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 217
C. szczególne : Blizny na udzie i łopatce; umięśniony
Galeony : 2164
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1679
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Moderator




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyWto Sty 02 2018, 14:43

Żałował, że nie udało im się dłużej popływać łódką - wtedy przynajmniej faktycznie mieliby za co zostać ukarani. Leo wiedział, że nie było to szczególnie inteligentne, co więcej mogło przytrafić się kilka tragedii... Ale jego zdaniem warto było czasem narazić się na odrobinę niebezpieczeństwa. W całej swojej gryfońskości właśnie to lubił najbardziej. Pozostawał przy tym święcie przekonany, że Bridget do niczego nie namawiał, a ona podjęła równie świadomą decyzję. Na szlaban przyszedł z odrobiną zaciekawienia, bo nie miał pojęcia czego się po Fairwynie spodziewać; prawdę mówiąc czekał, aż nauczyciel zostawi ich samych lub pod opieką kogoś innego, bo doskonale wiedział, że nie chciałby sam ich pilnować. Leonardo nie zdziwił się zatem, gdy pozostali pod czujnym spojrzeniem woźnego. Odśnieżanie dziedzińca całkiem mu się podobało - było wysiłkiem fizycznym, a Vin-Eurico nigdy sobie tego nie odmawiał. Poza tym wolał machać łopatą, niż czyścić toalety albo przepisywać jakieś dokumenty. Nie mógł niestety przyznać Fairwynowi, że sprawę przemyślał, bo na tym wszystkim najbardziej ucierpiała panna Hudson. Gryfon był całym sercem za silnymi kobietami, ale najzwyklejsza w świecie budowa ciała dawała mu przewagę, której drobna Puchonka przeskoczyć nie mogła. Leo postanowił zatem sumiennie wykonywać swoje obowiązki, najlepiej jak najwięcej biorąc właśnie na siebie. Szybko mu się to oczywiście znudziło; na widok zmęczonej Bridget odpoczywającej przez raptem chwilkę, już w jego głowie pojawił się diabelski pomysł. Obejrzał się na woźnego, ale ten stał tyłem i nie miał szans zobaczyć zajścia. Chłopak rzucił lekko śnieżką w koleżankę, uśmiechając się radośnie i puszczając jej oczko. Dziewczyna nie pozostała mu dłużna i niemal od razu postanowiła się zrewanżować, a Leo w zupełnie naturalnym odruchu po prostu odchylił się w bok. Trochę śniegu spadło i na niego, rozpryskując się dramatycznie o głowę woźnego i oficjalnie przypieczętowując los szlabanowiczów.
- O Merlinie - wyrzucił z siebie prędko, nawet nie spoglądając na Bri, którą musiało kompletnie zatkać. Woźny odwrócił się z niezadowoleniem i Vin-Eurico widział, że niewiele brakuje do wybuchu. - Mój błąd. Chciałem sobie tak trochę śniegu odrzucić - skłamał gładko, wspierając się na swojej łopacie. Widział, że mężczyzna nie kupił tej wymówki i bez zastanowienia uznał, że bezczelny Gryfon chciał sobie zażartować i celowo pacnął go śnieżką - chłopakowi było wszystko jedno, bo skutecznie ściągnął cały gniew na siebie. W milczeniu wysłuchał wykładu, a karę przyjął kiwając głową z ledwie zauważalnym uśmieszkiem czającym się na ustach. Woźny odesłał Bridget i Corteza, nakazując Leo dokończenie pracy. Meksykanin mrugnął wesoło do ciemnowłosej zanim odeszła, ściskając mocniej trzonek łopaty dla pokrzepienia.
Dużo tego było. Ćwierćolbrzym był bardzo wysportowany, ale z czasem zwyczajnie się zmęczył. Woźny nie spuszczał go już teraz z oczu i prychał na każde spowolnienie, wjeżdżając Gryfonowi na ambicję i zmuszając go do podwojenia wysiłku. O ile wcześniej Leośkowi szło świetnie, teraz odczuwał solidne zmęczenie w ramionach, a dłonie skostniały z zimna. Nie powstrzymało go to oczywiście od dokończenia pracy; dziedziniec wyglądał jak z bajki, a woźny niechętnie musiał przyznać, że Vin-Eurico uwinął się z tym szybciej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Skoro szlaban został odbębniony, to chłopak mógł pozwolić sobie na chwilę relaksu, a nie wyobrażał sobie nic równie przyjemnego, jak pobawienie się tym cholernym śniegiem. Pozagarniał go w końcu tak ślicznie... Mruknął jakieś pożegnanie do swojego kata, kucając obok jednej górki białego puchu i zaczynając rzeźbić w niej coś, co miało zostać bałwanem. Sam nie wiedział skąd inspiracja smokami, ale czuł ogromny przypływ kreatywności!

4

______________________

Remember, when you were young?
You shone like the sun.



Now there's a look in your eyes,
like black holes in the sky.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
Galeony : 374
  Liczba postów : 654
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptySro Sty 03 2018, 11:20

Przed szlabanem przeszedł się jeszcze w okolice skrzydła szpitalnego gdzie stojąc i wypatrując swojej ofiary w postaci przeziębionego ucznia, który kierował się do pielęgniarki po eliksiry pieprzowe na rozgrzanie i zwalczenie przeziębienia. W końcu jakiś młodzik z zasmarkanym nosem mu się trafił, który najwidoczniej otrzymał od pielęgniarki dawkę na dwa dni. Niestety wychodząc z SS, był w trakcie wypijania jednej mikstury pieprzowej, ale nadal w ręku trzymał jedną buteleczkę, nie spodziewając się nawet co może go spotkać tuż za wrotami do pielęgniarki. Czekał spokojnie, złudnie zajmujący się niby czytaniem szkolnej gazetki. Ta natrafiła się po drodze tutaj. Leżała w rękach jakiejś uczennicy, zafascynowanej najwidoczniej w poznawaniu szkolnych ploteczek od najmniej zaufanego źródła. Poznał się na tym już pierwszego roku, tym samym od tamtej pory nie czytając tego szmatławca i nie wierząc z ani jedno słowo jakie się tam pojawia. Bo jedyne co się na stercie tego papieru zgadzało to nazwa gazetki.
Kiedy zasmarkany uczeń dopijał ostatki Cortez szybkim ruchem złapał za drugą buteleczkę i bez najmniejszego problemu wyciągnął mu ją z ręki. Nie musiał się nawet szarpać, zresztą tak samo jak z gazetką. Ruszył do wyjścia nim młody w ogóle zdążył pojąć co się stało i pozbierać słowa w całe zdanie, albo nawet zaklęcie.
Oczywiście, o wiele szybciej i łatwiej byłoby pójść samemu po eliksir który zapewne dostałby bez problemu od pielęgniarki. No ale gdzie tutaj zabawa i przyjemność z brania tego na co ma się ochotę i nieponoszenia z tego powodu konsekwencji. Nie wspominając o tym, że jako student nie musiał chodzić na wszystkie zajęcia lecz te które sobie wybrał, a przez to miał aż nadmiar czasu wolnego.
Gazetkę wyrzucił przy najbliższej możliwości do kosza, a eliksir pieprzowy schował do płaszcza, na głowę naciągając kaptur i skierował się na dziedziniec szkoły.
Po dotarciu na miejsce kolejnego szlabanu nie był wielce zszokowany widokiem dwójki innych uczniów. Chodził przecież z nimi na zajęcia by wiedzieć doskonale jak zachowują się na innych przedmiotach, więc trafienie tutaj z polecenia Edka, nie było wcale tak okrutną karą. Oczywistym było to, że nie zamierzał czekać na profesora i woźnego na dziedzińcu, lecz w odrobinę cieplejszym wnętrzu zamku. Tuż przy bramie za której zaglądał na zewnątrz, czy już przybyli. Wyszedł dopiero jak woźny i Edek sami pojawili się przy szkolnych wrotach ograniczając tym samym marznięcie do jak minimum. Woźny targał ze sobą trzy łopaty, więc już domyślił się co będą musieli robić. Przypominało to nieco poprzedni szlaban, a może to było jeszcze wcześniej? Nie pamiętał już dokładniej, tak dawno to było. A przez to, że Edek leżał jak warzywo mu czas się wydłużał. Co z jednej strony było męczące, zaś z drugiej strony jeśli tak będzie to leciało, to do końca studiów skończy może połowę z nich. A przez to jego kara będzie znacznie mniejsza.
Nie zamierzał się opieprzać, tylko wykorzystać to jako trening dla ramion. W końcu na siłowni było teraz strasznie zimno, a więc i ćwiczyło by się nieprzyjemnie. Z tego powodu nie trafiał tam też tak często. Dlatego jeśli dano mu taką okazję to chciał też to wykorzystać dla swojego dobra. Nie śpieszył się więc, bardziej zależało mu na wykonywaniu prawidłowych zgięć, ułożeniu rąk by cały ciężar nakierować na poszczególne partie mm.
Z pracy wyrwała go przelatująca śnieżka. W końcu śnieg sam z siebie nie lata w tą stronę, więc podnosząc głowę na wysokość dwójki innych uczniów, zauważył jak dziewczyna chyba oberwała i sama zaczyna lepić śnieżkę by oddać Gryfonowi. Ten jednak odskoczył, a oberwał sam woźny.
Cortez prychnął cicho rozbawiony i potrząsnął głową niemal niezauważalnie. Leo zaczął wciskać mu jakiś kit, że to on jest za to odpowiedzialny. Ślizgon jednak do kapusiów nie należał i takimi gardził, więc nie odezwał się nic. Stał jedynie patrząc się na to co się stanie. Przez to poczuł jak do kości wkrada się zimno o wiele większe niż przed chwilą. Wyciągnął więc eliksir pieprzowy i wypił go jednym łykiem. Trochę popaliło w przełyku, ale w końcu uwielbiał ostre potrawy, więc i to nie zrobiło na nim wrażenia. Woźny już zaczął wrzeszczeć i prawić jakieś kazania, lecz to chyba bardzo głośne kichnięcie sprawiło, że za nim, z daszku spadła spora warstwa śniegu, która nagromadziła się tam i widocznie niewiele było jej trzeba do tego by spaść na dziedziniec, ponownie go nieco zasypując.
Potarł nos chowając butelkę do kieszeni płaszcza. Spoglądając się za siebie na leżący śnieg. I wzruszył ramionami jakby mówiąc. " No wiecie... To przez pieprz... Nie moja wina". Wtedy padło to cudowne hasło, a Aleksander wcale nie czuł potrzeby by zachowywać się solidarnie z tym półludkiem. Oddał więc łopatę woźnemu i rzucając ciche "Do widzenia" ruszył do zamku. W końcu jeszcze trochę zostało mu tych szlabanów.

Kostka: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice R. Zakrzewski

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 13
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 49
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t16227-beatrice-ristananna-zakrzewski#444625
http://www.czarodzieje.org/t16230-beatrice#444671
http://www.czarodzieje.org/t16235-beatrice-p#444945
http://www.czarodzieje.org/t16229-beatrice-r-zakrzewski#444663
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptySro Cze 13 2018, 19:10

// przed zajęciami w kuchni

Czerwcu grzechem było by siedzieć zamkniętym pokoju i ciężko było wytrzymać na zajęciach. Więc nic dziwnego, że większość uczniów i studentów postanowili zaczerpnąć świeżego powietrza. Wśród nich była Beatrice miała dzisiaj bardzo dobry humor. Dzisiaj kilka dni temu może dwa lub trzy ciężko stwierdzić miała urodziny i z tej okazji dostała od ojczyma książkę, a od mamy to co zawsze jakiś ciuszek. Bardziej cieszyła się z książki... Jest powiedzenie, że nie należy ich oceniać po okładce. Jednak ta to już całkowicie nic nie mówiła była brązowa, a tył dawno zniknął z niej przez upływ czasu. Beatrice miała wrażenie, że książka miała zaraz rozpaść się w jej dłoniach. Jednak wiedziała, że to tylko złudzenie. Chociaż nie mogła wcześniej do niej zajrzeć bo wiadomo nauka i takie tam psoty z Feliksem. Przecież nie wystawi przyjaciela, bo jest ciekawa co dostała na urodziny. Czekała cierpliwie, kiedy będzie miała okazje przeczytać ją.
Grzechem było siedzieć w pokoju czy salonie w taką piękną pogodę. Postanowiła poczytać na zewnątrz tak więc zawędrowała na dziedziniec. Widząc ile osób zdecydowało się spędzić czas na zewnątrz przez chwilę zastanowiła się czy nie usiąść na krużgankach. Jednak nie zwykła zmieniać zdania gdy już raz sobie coś postanowi. Energicznym spojrzeniem powędrowała spojrzeniem po nim szukając miejsca dla siebie. Fontanna odpada jeszcze książka wpadła by do niej. Więc stanowczo nie... Pod drzewem było najwięcej osób więc rozmowy ich będą ją rozpraszać. Murek pod oknem był wręcz idealnym pomysłem. Nie za dużo osób, a jeśli ktoś to również z książką dłonią. Więc szybko skierował się tam i zajęła miejscem usiadła wygodnie opierając plecy o ścianę i zagłębiła się w lekturze. Szybko dowiedziała się, że książka opowiada o magicznych zwierzętach więc z pewnością będzie musiała ją kiedyś pożyczyć przyjacielowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 68
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 325
http://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
http://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
http://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
http://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptySro Cze 13 2018, 20:03

Gdyby nie głód spowodowany tygodniową kuracją w Skrzydle Szpitalnym, zapewne nie ruszałby teraz swojego tyłka jak najszybciej ze szkoły. Miał dosyć tego dziwnego zapachu, który unosił się na szkolnych korytarzach. Potrzebował powietrza, odrobiny wolności, nieważne, że udawanej. Po drodze zahaczył o Wielką Salę, z której z jednego ze stołów zwinął paszteciki i kilka słodkich bułeczek. Tego mu było trzeba. Porządnego, wysoko tłuszczowego jedzenia, które mogłoby jakoś zaspokoić tego potwora, który w nim siedział.
Poprawił bandaże, choć i tak wiedział, że to na nic się zda. Był tam mocno owinięty, że ledwo mógł się ruszać. Wiedział, że wyglądał jak jakaś cholerna mumia i naprawdę nie rozumiał, czemu miałby kryć się z tym, co znajdowało się pod nimi. Utrapienie.
Nie spodziewał się tylko, że dostrzeże znajomą postać gdzieś na dziedzińcu. A raczej w pierwszym momencie rzucił się kolor jej włosów i wyraz twarzy, który w jakimś stopniu wydawał się zamyślony. Wyglądała jak ona. To dlatego jego serce szybciej zabiło, a pięści samoistnie zacisnęły się w pięści. Cholera. Wsadził sobie jednego pasztecika do buzi i zasiadł bezceremonialnie obok dziewczyny. Co z tego, że nie widział jej tak długo, a rozmowy w ich wykonaniu nigdy nie przebiegały tak, jak powinny zdrowe rozmowy między rodzeństwem.
Pobędzie pięć minut, podokucza trochę, wkurzy i sobie pójdzie. Zerknął na to, co czytała. I aż uniósł brwi ze zdziwienia. Bea i czytanie? Oddawanie się lekturze chyba było mniej przyjemne niż oddawanie się samouwielbieniu, nieprawdaż?
-Nie wiedziałam, że w końcu nauczyłaś się czytać.-Mruknął i wzruszył ramionami. Był to głupi docinek, na poziomie pięciolatka, jednak nie zrobiło mu to większej różnicy. Nic już mu różnicy nie robiło. Był jednak ciekawe reakcji siostry na nowinki o nowym rodzeństwie. Czy dobili już do dziesiątki?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice R. Zakrzewski

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 13
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 49
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t16227-beatrice-ristananna-zakrzewski#444625
http://www.czarodzieje.org/t16230-beatrice#444671
http://www.czarodzieje.org/t16235-beatrice-p#444945
http://www.czarodzieje.org/t16229-beatrice-r-zakrzewski#444663
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyCzw Cze 14 2018, 21:05

Nic dziwnego, że zaskoczył cię widok czytający Beatrice, bo jeśli poświecił byś chociaż trochę swojego cennego czasu. Wiedziałbyś, że nie tylko umie czytać ale też bardzo to lubi. Czyżby nie była taka zła za jaką ją uważasz? Możliwe kto ci tam wie... Jakie są twoje priorytety. Bea kochała czytać im starsza książka tym lepsza i ciekawsza dla dziewczyny. Wiedział byś o tym gdybyś zechciał dowiedzieć się czegoś o swojej siostrze. Jednak ty tylko widzisz w niej to co chcesz czyli swoją matkę... Jasne była bardzo do niej podobna ale nie była jej klonem. Miała też inne cechy, których za pewnie nie dostrzegałeś.
Bea była właśnie na opisie Aragoga, zainteresował ją fakt, że podobno ten pająk żyje w Zakazanym lesie. Nie interesowało ją czy dlatego został nazwany zakazanym. Tylko to jakie jeszcze stworzenia magiczne w nim żyją. Felix cały czas namawia ją na wycieczkę na niego. Czy przed nią nie powinni dowiedzieć się co jeszcze tam żyję. Pewnie spróbowała by poszukać tych informacji w książce gdyby pewna osoba jej nie przeszkodziła.
Gdy tylko dziewczyna usłyszała głos swojego brata pierwszą jej myślą było ,,jeszcze jego tutaj brakowało". Zamierzała mu odpowiedzieć, przecież nie odpuść mu tej zniewagi i obrażenia. Jak w ogóle śmiał kwestionować to, że umiała czytać. Z drugiej strony była rozczarowana poziomem tej odzywki. Serio jako prefekt Slytherina powinien bardziej się postarać.
- Po... Co ci się stało? - i tyle z jej odzywki wystarczyło jedno spojrzenie na niego, by wiedzieć, że los ostatnio nie obchodził się z nim delikatnie. Jednak domyśliła się, że za jej głosie było słychać zbyt duże zainteresowanie jego osobą i tym czemu wygląda jakby spotkało się... sama nie wiedziała czym. - Jeśli planujesz swój nowy image to ten ci nie pasuje do twojej karnacji - dodała skoro uważa ją za pustą lalkę, którą nic nie interesuje po za jej osobą. To czemu ma go wyprowadzać z błędu.
- A co do książki tak tylko ją trzymam prawda, że pasuję mi do butów, po za tym wyglądam z nią bardzo inteligentnie. Prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 68
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 325
http://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
http://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
http://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
http://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyPią Cze 15 2018, 17:15

Bo lepiej jest zrzucić wszystko na niego. Winę za to, że miał o niej wyrobione zdanie. O to, że wnioskował jedynie po jej zachowaniu i po wiecznym uwielbieniu ich matki. Owszem, były do siebie niemiłosiernie podobne. Nawet charakter miały podobny, ale to wina ślepego podążania za kobietą, która tylko powierzchownie posiadała wszystko. Nie rozumiał tego, nigdy nawet specjalnie się nie starał aby to zrozumieć.
Pamiętał czasy, kiedy wraz z Olie opiekowali się młodszym rodzeństwem. Wtedy było inaczej. Oni byli inni. ON był inny. Teraz? Cóż, był zgorzkniały. Nikt również nie zadbał o to, aby uległo to zmianie. Więc nic z tym nie zrobił. Beatrice nie miała zielonego pojęcia co działo się między nim, a ich matką. Nie wiedziała jakich słów używała, co dokładnie mu przekazała i jak się zachowywała. Przynajmniej teraz jeszcze tego nie dostrzegała. Jednak to dosyć przykre kiedy twoje rodzeństwo, pomimo tego, jak wiele mu poświęciłeś, wybiera tę drugą stronę. Tej, której nigdy nie ma, która ma ich kompletnie w dupie... Jednak jest piękna, ma uznanie społeczności, jest kimś w tym cholernym świecie.
-To co zawsze.-Wzruszył jedynie ramionami, z pełną buzią. Cóż za kultura osobista Lennox, niby jak ktokolwiek miałby brać z ciebie przykład? A nie robił tego właśnie specjalnie, aby nigdy do czegoś podobnego nie doszło?
-To moje standardowe odzienie, wiedziałabyś, gdybyś widziała coś poza czubkiem własnego nosa.-Powiedział spokojnie. Cóż, chyba każdy wiedział jakiego rodzaju człowiekiem był Lennox. Był chodzącymi kłopotami, czy sam je powodował, czy zwyczajnie chodziły za nim jak uparte. Cóż, niech udowodni mu, że się myli i jest inaczej.
-Przestań pieprzyć. Daj to.-Powiedział, a raczej burknął. Przechwycił jej książkę i szybko ją przekartkował. Znał to. Mogła nie zdawać sobie z tego jeszcze sprawy, ale była to rzecz, która łączyła tę dwójkę. Jednak o tym nie wiedział nikt, oprócz jego własnej osoby. Po chwili oddał jej książkę i przymknął powieki, zajadając się kolejnym pasztecikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice R. Zakrzewski

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 13
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 49
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t16227-beatrice-ristananna-zakrzewski#444625
http://www.czarodzieje.org/t16230-beatrice#444671
http://www.czarodzieje.org/t16235-beatrice-p#444945
http://www.czarodzieje.org/t16229-beatrice-r-zakrzewski#444663
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyCzw Cze 21 2018, 17:43

Nie oceniaj książki po okładce... Jest takie powiedzenie i w sumie pasuje do ich relacji. Gdyby Beatrice nie wierzyła matce, że Lenmox jest zły i takie tam nie zachowywała by się przy nim tak jak się zachowywała. Nie starała się za wszelką cenę sprawiać wrażenia pustej lalki, która nie widzi nic prócz siebie i nic nie interesuje prócz modnych ubrań. Tak na prawdę Beatrice robiła to wszystko, bo mama jej powiedziała różnych głupot na temat starszego brata. Dziewczyna nie wiedziała czy są prawdziwe czy nie... Jednak zauważyła, że Lennox jest takim samym chłopakiem jakiego zapamiętała kiedy opiekował się nią wraz z Olie.
Co jeśli chodzi do uwielbienia jest najmłodsza z ich czwórki... Miłość może sprawiać, że człowiek nie dostrzega tych złych cech ukochanej osoby. Widzi tylko to co dobre jak spędzony czas z matką. Tak wyrwany z jej zaplanowanego czasu, ale przywołujący uśmiech. To jak siedziała z nią gdy ta szykowała się do wyjścia na przyjęcia. Pamiętała jak podziwiała wtedy rodzicielkę ile wysiłku wkłada swojej zabiegi kosmetyczne, jak wielką wagę przykłada by wyglądać pięknie. Chociaż w oczach tej kilkuletniej Beatricy zawsze była piękna. Pamięta również jak Lennox nie dogadywał się zarówno z matką jak z ojczymem. Jak coraz rzadziej bywał domu... To wszystko sprawiło, że on miał wyrobione zdanie o niej, a ona o nim. Wnioskowali z tego co widzieli, co inni im powiedzieli. Zamiast samemu poznać jaka jest prawda.
Skoro nie wiedziała jaka jest ich rodzicielka to niech ją uświadomi... Niech jej to powie prosto twarz, a nie zachowuje się jak dupek. W tedy być może ona nie będzie zachowywać się rozkapryszona księżniczka.
- Kiedyś zginiesz przez te swojej hobby - rzuciła do siebie lekko niby od niechcenia. Chociaż wcale jej na tym nie zależało. Lennox był być dupkiem i inne określenia jakim obdarza go młoda Zakrzewski. Które lepiej zachować dla siebie. Mógł nie być idealnym ale to nie oznaczało, że przyjemnie było go oglądać całego w bandażach i słyszeć, że znowu wylądował skrzydle szpitalnym. Chociaż chłopak o tym nie wiedział to interesowała się tym co u niego słychać. Wiedziała, że jeszcze nie tak dawno był przykuty do łóżka szpitalnego.
- Uważaj bo zniszczysz - rzuciła w jego stronę gdy wyrwał jej książkę i zaczął jak szybko przekartkowywać. Beatrice naprawdę obawiała się, że może ją zniszczyć i naprawdę ulżyło gdy w końcu oddał jej własność. Od razu schowała ją do torby. Wolała nie ryzykować, że coś stanie się jej.
- Powinieneś napisać do mamy - powiedziała skoro już jest skazana na jego towarzystwo to wolała zmienić temat, bo i tak nie wyciągnie z niego co tym razem mu się przytrafiło. Zdawała sobie doskonale sprawę, że nie kontaktował się ich matką od bradzo dawna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 68
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 325
http://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
http://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
http://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
http://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptySob Cze 23 2018, 11:04

Nigdy już taki nie będzie. A przynajmniej te cechy, które jeszcze w nim po tym okresie pozostały... Usilnie i ze skutkiem, unicestwia je jedna po drugiej. Nie było mu to potrzebne. Nie była mu potrzebna akceptacja rodziny, bo już dawno pogodził się z tym, że w tej kwestii został sam. Nawet Ophelie tak postanowiła.. Za niego. Za nich. Byłoby to w porządku, gdyby zamierzała się z nim tym podzielić. A nie, pozwolić mu żyć w jakimś chorym przeświadczeniu, że posiadał chociaż ją.
Wierzyła w to. Wierzyła w to, co jej naopowiadano. I to nie dlatego zachowywała się tak, a nie inaczej. Taka była, może nie w całości, a cały ten fałsz, w którym żyła jedynie podsycał te podłe zarodki. Nieważne. Już dawno wybrała, słysząc jedynie jedną stronę, ba, wybierając ją i nie dając dać do głosu tej drugiej. Gdyby naprawdę nie była taka, za jaką się podaje. Coś by z tym zrobiła.
Nigdy nie możesz zarzucić Lennoxowi tego, że czerpie wiedzę z zasłyszanych historii. Gówno prawda. Jest to jakiś nieśmieszny żart, który mówi, jak niewiele wie o swoim bracie. Jednak nie będzie nikogo wyprowadzał z błędu, bo po chuj mu to było. Nie będzie wyciągał ręki, bo obydwie miał zajęte o wiele ważniejszymi sprawami.
-Czekam na ten dzień z niecierpliwością.-Powiedział spokojnie, ustawiając się wygodniej, coby rozłożyć ból po całym ciele, a nie tylko po jednej kończynie. -Pamiętaj, że na stypie ma być góra pyszności. Nie chcę aby ktokolwiek wyszedł stamtąd głodny.-Dodał, oddając jej książkę jeszcze zanim mogła cokolwiek powiedzieć. Obydwoje nie mieli pojęcia o tym, kim byli. Tak samo jak on nie miał pojęcia o tym, że istniała jakaś część Beatrice, która nie była zadufaną w sobie gówniarą... Tak Bea nie wiedziała, a może nie pamiętał, jaki kiedyś był Lennox. Mogą to sobie wypominać do usranej śmierci, to i tak niczego nie wniesie do ich życia.
Żartowała sobie, prawda? To, że miał na sobie bandaże, pakował się w kłopoty na każdym kroku... Nie znaczy, że zaraz zacznie rzucać książką i rozrywać ją na jej oczach. Sam był miłośnikiem czytania, zawsze był... Nieważne. Jednak naprawdę niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Uniósł wysoko brwi i prychnął z pogardą.-Słucham? Po co mam pisać do tej kobiety?-Przeniósł swoje ostre spojrzenie na siostrę. Wiedziała chyba, że wchodziła na niemiłosiernie grząski grunt. Oczywiście, że zdawała sobie sprawę. A jednak, zrobiła to. Nawet Olie nie poruszała tematu, który doprowadzał chłopaka do szaleństwa. Dosłownie.-Lepiej powiedz jak stoisz z spotkaniem naszej nowej siostry.-Szybko zmień temat Zakrzewski. Już wolał myśleć o nowej córce ojca, którą to sobie zaadoptował. Swoją drogą, wciąż nie dostał od niego listu zwrotnego. Czy był za ostry? Być może. Nic jednak nie mógł na to poradzić i nawet nie chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice R. Zakrzewski

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 13
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 49
  Liczba postów : 50
http://www.czarodzieje.org/t16227-beatrice-ristananna-zakrzewski#444625
http://www.czarodzieje.org/t16230-beatrice#444671
http://www.czarodzieje.org/t16235-beatrice-p#444945
http://www.czarodzieje.org/t16229-beatrice-r-zakrzewski#444663
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptySro Cze 27 2018, 15:58

Nigdy nie mów nigdy nie ta się tak po prostu wybrać cech charakteru. Można je jedynie je zakryć innymi, ukryć przed całym światem. Jednak one cały czas tam będą może nie używane, zakurzone, zapomniane, ale tam będą. Czekały aż sobie o nich przypomnisz, czekały na chwilę w której będą mogły wyrwać się na światło dnia. Wyjdą na jaw prędzej czy później... Możesz mi uwierzyć, że wyjdą chociaż uważasz, że nie są ci potrzebne, że tylko ci komplikują życie. Tak już jest czasem trudno zmienić nam kogoś innego, ale najtrudniej jest zmienić samego siebie... Nie powinien wątpić Olie ani nikogo z rodziny. Może nie okazują ci tego ale im na tobie zależy. Chociaż może ci się wydawać, że jesteś sam na tym świecie i nikomu na tobie nie zależy. Jednak tak nie jest...
Oczywiście, że wierzyła czemu miała nie wierzyć. Przecież to wszystko mówiła jej matka czemu miała niby kłamać. Nie rozumiała czemu kobieta jej to mówiła, a tym bardziej nawet nie podejrzewała by to wszystko było jednie kalumnie. Tak już w życiu było, że najczęściej wierzymy tym, którym nie powinniśmy. Tym, którzy najbardziej nas ranią. Nie dostrzegając ich wad, wręcz ich idealizując widzieć obraz idealnej osoby. Nawet jeśli daleko tej osobie do ideału. Ślepo wierzymy tej osobie zapominając o wszystkich i wszystkim, bo liczy się tylko to by dobrze wyglądać tej ,,idealnej osobie". Nie dopuszczając do siebie inne głosy w tym też rozsądku.
- Nie gadaj głupot - powiedziała spokojnie i cicho, ale tak by usłyszał to on. Chociaż jej głos był spokojny to wewnątrz niej panowało istne tornado. Miała ochotę potrząsnąć mu by te głupoty wyleciały mu z głowy. Ponieważ jak tylko usłyszała słowa brata poczuła ukłucie w sercu, które nie powinno się pojawić. W końcu powinna spodziewać się takiego obrotu spraw. - Nie będzie żadnej stypy, bo będziesz żył. Jasne i nie chce więcej słyszeć podobnych bredni - dodała po chwili, bo nie chciała więcej o tym słyszeć. Jeśli chce gadać o swojej śmierć, stypie to niech poszuka sobie innych osób do tego. Beatrice nie chce o tym słyszeć ani myśleć. Żałuje, że w ogóle sprowadziła rozmowę na ten temat.
Skąd mogła wiedzieć, że Lennox lubi czytać książki i wie jak obchodzić się z nimi. Noe wyglądał na takiego zresztą ona też pewnie w jego oczach nie wyglądała na mola książkowego.
- Bo jest twoja matką... Gdybyś zapomniał ta kobieta cię urodziła i przez większość twojego życia opiekowała się tobą i troszczyła - oj tak wiedziała jak na grząski grunt wchodziła. Podszedł tutaj by ją zirytować to czemu nie mogła jego zirytować. Grać najgorszą kartą jaką tylko mogła. Wiedziała, że relacje między ich matką, a chłopakiem są dość napięte delikatnie mówiąc. Jednak nie była tchórzem i nie będzie celowo unikać trudnych tematów do rozmów. Często słyszy, że w jej przydatku granica między odwagą, a głupotą często się zaciera. Nie wiadomo czy postępuje niezwykle odważnie czy głupio. Może jedno i drugie... - Nie wiem z jednej strony jestem ciekawa. Może będzie ciekawsza od niektórych, a z drugiej nie interesuje mnie - odpowiedziała, bo było ich już tyle, że przestała ekscytować się kolejnym członkiem rodzinny. Nie zdziwiła by się gdyby ich matka wraz z ojczymem wyskoczyli z informacją, że spodziewają się dziecka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lennox X. Zakrzewski

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 68
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 325
http://www.czarodzieje.org/t15432-lennox-zakrzewski
http://www.czarodzieje.org/t15445-nieprzyjemniaczek#414806
http://www.czarodzieje.org/t15448-ostrzy-sobie-pazury#414843
http://www.czarodzieje.org/t15438-lennox-zakrzewski#414740
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyPią Cze 29 2018, 09:35

To może zacznijcie coś kurwa robić, a nie siedzicie z założonymi rękami. Pierdolicie jak to bardzo zależy wam na drugim człowieku, a gówno potraficie z tym robić. Puste słowa i zapewniania, których tak bardzo nienawidził. A od sprawy z Olie, to lepiej aby się nie wtrącała, bo nie miała pojęcia o czym do cholery mówiła.
P I E R D O L E N I E. Ideał nie istnieje, tylko my sobie go wyobrażamy. Każdy jest innych, każdemu czegoś brakuje. Jest to pojęcia, do którego podobno każdy z nas dąży. Kolejne brednie.
-Beatrice, każdy gdzieś zmierza. Ja zmierzam właśnie tam.-Powiedział, wzruszając lekko ramionami. Poczułby się szczerze dotknięty jej troską o jego osobę. Szkoda, że troszkę za późno na zmiany.-Teoretycznie, to wszyscy tam idziemy... Ja tylko troszkę szybciej.-Jego wargi wykrzywiły się w szerokim uśmiechu, który godny był jego podłemu nastrojowi, za który mogła sobie sama podziękować. Poza tym, co złego jest w rozmowach o tym? Myśleniu o tym? Śmierć jest naturalną koleją rzeczy, a Lennox nie zamierzał się jej obawiać. Przyjdzie to przyjdzie, najwidoczniej to jest właśnie jego czas.
-To nie są brednie. Obudź się wreszcie.-Mruknął. Pokręcił jednocześnie głową, jakby dawno skreślił ten temat z listu możliwych rozmów z jego siostrą. Powiedziałby nawet, że lista ta z dnia na dzień coraz bardziej się zawęża. Nie rozumiał obawy rozmowy przed czymś, co może być dla nas nieprzyjemne. Czy właśnie dzięki temu nie poszerzamy swoich horyzontów? Patrzenia na świat, na sprawy, które w jakimś stopniu nas dotyczą. Nie mówił tylko o kopnięciu w kalendarz. Nie zamierzała rozmawiać na tematy trudne, bo zwyczajnie jej się to nie podobało? Nie chciała tego słuchać? Cóż, coś musiało zdecydowanie się przekręcić w tej główce kiedy z zapałem słuchała rad ich matki.
Wyśmiał ją. Autentycznie, jeszcze przed skończeniem tego cholernie idiotycznego zdania... Wyśmiał ją, głośno i wyraźnie, a ten dźwięk wcale nie przypominał śpiewu skowronków. Był ostry i dziki. Tak jak czuł się właśnie w tym momencie. Wstał, nie mogąc dłużej usiedzieć w miejscu. Zirytować? Nie. Ona go chciała wkurwić i właśnie jej się to udało.-Ta kobieta mnie urodziła. Tutaj się kończy jej ingerencja w moje życie.-Warknął.-Jak chce, to może je sobie kurwa odzyskać.-Dodał na jednym wydechu.-Opiekowała i troszczyła?! Czy Ty kurwa oczu nie masz?-Rozłożył ręce, jakby próbował się czegoś złapać, jednak nic nie znajdowało się w zasięgu jego rąk. Może to i dobrze. Na jego język rzucało się milion słów, które chciał jej powiedzieć. To, że sam się wychował, sam z Olie dbał o to, aby otoczyć troską siebie i młodsze rodzeństwo kiedy matka rozstała się z ojcem. Kiedy wychodziła na swoje bankiety, kiedy dzieci nie miały przygotowanej kolacji podczas gdy ona bawiła się w najlepsze z szampanem i kawiorem pod ręką. Kiedy oparzył się pierwszy raz, nieumiejętnie korzystając z tych dziwacznych przyrządów kuchennych. Troska nie objawiała się w rozmowach o sukniach, o tym, jak należycie podejść mężczyznę aby owinąć go sobie wokół palca. Ile to galeonów należy od niego wyciągnąć, aby nie być postrzeganą za podstępną dziwkę.
On nie posiadał matki. Matka raczej nie wyrzuciłaby syna z domu, w jakiś sposób troszczyłaby się o niego, martwiła tym, co w danym momencie robi. Przejęłaby się jego pierwszym koncertem, na który i tak nie przyszła. Martwiłaby się przypadkowo złamaną nogą. Nie znikałaby na całe dnie i wieczory, tylko po to aby nie musieć oglądać swoich dzieci. Były ujmą dla jej nieskazitelnej postaci. Dlatego Lennox postarał się, aby największą ujmą dla jej imienia był właśnie on.
Nie miał w co przywalić, a czuł, że właśnie to powinien zrobić. Była pierwszym obiektem, który znajdował się pod jego ręką. Wycofał się, jedne krok, później drugi... Kurwa. Naprawdę mógł znieść wiele rzeczy, obelg, wyzwisk, najlepiej wymierzonych ciosów. Nie mógł jednak znieść pieprzenia o kimś, kogo szczerze nienawidził. Kogoś, kim gardził...
-Matka byłaby z Ciebie dumna, Beatrice.-Była już na tyle duża aby móc słyszeć te słowa z jego ust. Doskonale wiedziała w co się bawiła i jej się to udało. Mógłby się teraz pokłonić i złożyć jej szczere gratulacje. Za byciem idealnym naśladowcą, za bycie wzorem swojej mamusi. Podarował jej jednak największą obelgą na jaką było go stać. Wiedziała, co to dla niego znaczyło...

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ursulla Bennett

Nauczyciel
Galeony : 46
  Liczba postów : 176
http://www.czarodzieje.org/t3264-nauczyciele-fabularni
http://www.czarodzieje.org/t15196-poczta-profesor-bennett#405506
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptySob Lis 10 2018, 23:59

Ursulla Bennett trwała jak zawsze w biegu.
Wydawała się być chaosem, chociaż - chaosem w pełni kontrolowanym, szaleństwem, w którym utkwiony był rdzeń metody. Nie miała w zwyczaju się spóźniać, miała czas absolutnie na wszystko - chociaż - poświęcała się każdej możliwej rzeczy. Trwała niezłomnie na stanowisku nauczyciela, pomimo stania się dyrektorką Hogwartu; na jej kobiecych barkach spoczywało mnóstwo obowiązków, z których zdołała się nienagannie zobowiązywać - nie uginała się pod ich wagą.
Tym razem - zmierzała już na kolejną ze swoich lekcji.
Postanowiła zorganizować ćwiczenia w dość nietypowym miejscu - nie wyjaśniła, niemniej, podopiecznym dlaczego nie spotykają się w klasie. Chciała pobudzić ich kreatywność, wyrwać ich z jesiennego marazmu, dopomóc - aby znaleźli kolejną garść motywacji. Chłód dzisiejszego powietrza mógł być uznany jako otrzeźwiający.
Na dziedzińcu obecnie próżno było jej szukać. Nie chciała wywierać presji - pozwalała każdemu przybyć, w miarę wyrozumiale patrzyła na zadyszanych spóźnialskich. Sama - zjawi się oczywiście o ustalonej porze, jak zawsze emanując pewnością i zachęcając do prędkich choć przemyślanych działań. Spotkania z uczniami były jak gdyby zastrzykiem nieopisanej energii - niezbyt lubiła zastygać za swoim biurkiem, oddawać się wypełnianiu stosów przybywających wciąż dokumentów. Właśnie dlatego - nie mogła wyłącznie spełniać tej najważniejszej, czysto reprezentującej placówkę funkcji.
Echo jej kroków brzmiało wzdłuż korytarzy, kiedy to kierowała się w stronę drzwi głównych.




Termin

DO 16.11, 23:59


Zasady

Przyjmuję spóźnialskich - chociaż muszą odegrać zaległe kości. Maksymalnie można się spóźnić do zakończenia drugiego etapu.

Obecnie każdy z was wykonuje rzut kością i reaguje zgodnie z otrzymanym wynikiem. Są to czynniki losowe; wydarzenia, które przydarzyły się waszym postaciom w drodze na wspominany dziedziniec. Reszta zasad będzie rzecz jasna dodawana z każdym kolejnym etapem - czekają na was rozmaite zadania.



Kości

1,2 - masz dzisiaj wyjątkowego pechaTracisz jeden z możliwych przerzutów, gwarantowanych podczas kolejnych etapów lekcji.

RZUĆ JESZCZE RAZ KOŚCIĄ:
 

3,4 - dzień zapowiadał się pospolicie

RZUĆ JESZCZE RAZ KOŚCIĄ:
 

5,6 - wygląda na to, że dopisuje ci dzisiaj szczęście! Każda tych z kości gwarantuje dodatkowo +1 przerzut w każdym z kolejnych etapów zajęć.

RZUĆ JESZCZE RAZ KOŚCIĄ:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isabelle L. Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 163
C. szczególne : leworęczna, blizna na ramieniu zakryta tatuażem, hiszpański akcent, szczupła.
Galeony : 1306
  Liczba postów : 558
http://www.czarodzieje.org/t16449-isabelle-l-cortez
http://www.czarodzieje.org/t16476-welcome-in-my-world#452752
http://www.czarodzieje.org/t16500-skrzynka-pocztowa-i-l-c#453646
http://www.czarodzieje.org/t16459-isabelle-cortez
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyWto Lis 13 2018, 11:00

Każdy ma jakieś swoje przyzwyczajenia. Niektórzy lubią wstawać wcześnie rano i robić od razu kawę. Inni wolą sięgnąć po różdżkę aby magia wykonała każdą czynność za nich. Począwszy od rozsuniecia zasłon, a skończywszy na napełnieniu wanny wodą. Byli też tacy co poranek zaczynali od aktywności fizycznej. Isabelle nie należała do żadnej z tych grup. Co prawda spóźniać się nie lubiła ale na te zajęcia nie miała ochoty wstawać. Chodź były jej ulubionymi. 
Nie śpiesznie ubrała się zakładając zwykłą szatę na zajęcia po czym wyszła z dormitorium. Nie spodziewała się zastać kogoś na korytarzach ,bo pomimo, że wyszła dość późno to i tak było jeszcze wcześnie. Usiadła na jednej z ławek stojących na korytarzu. Rześkie powietrze owiewało jej twarz lekko targajac włosami. Ciekawe czy @Scoot Ravenwood pojawi się na zajęciach. Śpiew ptaków wyrwał ją z za myślenia. Rozglądając się dookoła podniosła się z ławki lecz zanim ruszyła dalej coś przykuło jej uwagę. Obok ławki leżało kilka galeonów. Zadowolona podniosła je chowając do kieszeni. Już ona wiedziała w jaki sposób można je spożytkować. 
Tak jak sądziła, na dziedzińcu była pierwsza. Westchnęła cicho odkrywając się szczelniej szatą . Dobrze, że były ciepłe i nie potrzebowała żadnego innego okrycia. 

kostki: 6 - +1 przerzeut w każdym z kolejnych etapów , 2 - 10 galeonów dla mnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vidari Sinclair

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 149
  Liczba postów : 146
http://www.czarodzieje.org/t15786-vidari
http://www.czarodzieje.org/t15877-ten-starszy-blizniak#428988
http://www.czarodzieje.org/t15875-vidari-sinclair#428974
http://www.czarodzieje.org/t15794-vidari-sinclair#425558
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyWto Lis 13 2018, 20:10

To może się wydawać dziwne, ale jednak istnieją lekcje, na które gryfon się raczej nie spóźnia. Ba, są takie tylko dwie! Dobrze się jednak składało, że tego dnia chłopak miał całkiem dobry dzień. Wyspał się, nic złego się nie wydarzyło - nic, tylko iść na jedną ze swoich ulubionych lekcji, prawda? Bez pośpiechu, szatyn szedł w kierunku dziedzińca, co swoją drogą jest dosyć nietypowym miejscem na lekcję, gdy nagle zauważył w oddali zagubionego chłopca. Mógłby uchodzić za kogoś na drugim roku maksymalnie, ale widząc, że jest on nie tylko przerażony to i usilnie stara się coś dostrzec - wydedukował, że to raczej pierwszak. Zdawałoby się, że młodszy gryfon, a przynajmniej tyle mówiły kolory na jego szacie, znalazł to, czego szukał - dokładnie w tym momencie ich oczy spotkały się i mały blondyn podbiegł do niebieskookiego. Po chwili jąkania się i nerwowego tłumaczenia, Sinclair zrozumiał, że był on spóźniony na lekcję zielarstwa, ale nie miał kompletnie pojęcia jak tam dotrzeć. Może niektórzy powiedzą, że Vidari jest zwykłym gnojkiem przez własną dumę lub innego rodzaju spory - prawda jest jednak taka, że chłopak zwyczajnie ukrywa swoje emocje, toteż podjęcie decyzji odprowadzenia młodszego kolegi, który okazał się nazywać Weylyn, do jego sali i wytłumaczenie jego nauczycielowi, że nie ma on dobrej orientacji w terenie i to pierwszy dzień w tej części szkoły, więc mógł się zagubić. Ot, czemu by nie stanąć po stronie świeżo upieczonego gryfona? Zaraz po tym, przybił z Weylynem piątkę i poszedł na własną lekcję. Pomimo tej jednej dystrakcji, wciąż dotarł jako jedna z pierwszych osób, więc tragedii nie było. Czekając na pojawienie się nauczycielki, Sinclair postanowił usiąść w cieniu i czekać. Kto wie, może pojawi się jakaś znajoma twarz?

4 i 6 - kostki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Scoot Ravenwood

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 115
  Liczba postów : 55
http://www.czarodzieje.org/t16769-scoot-ravenwood
http://www.czarodzieje.org/t16772-relacje-s-ravenwooda#466190
http://www.czarodzieje.org/t16771-listy-scoota#466185
http://www.czarodzieje.org/t16770-scoot-albus-ravenwood
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyWto Lis 13 2018, 20:39

Chłód. Deszcz. Jesień. Zimne powietrze wdzierało się pod jego szatę z godłem Slytherinu. Zrezygnował z cieplejszych ubrań, dla tego uczucia. Uczucia chłodu i zimna, które orzeźwiało jego skórę. Powodowało, że trwał w chwili. Tu i teraz. Lubił, jak pogoda nakazywała mu być obecnym. Dzięki temu nie błądził w swoim umyśle; tam, gdzie nie powinien się zapuszczać. W mroczne odmęty swej psychy. Delektował się zimnem, czując jak włosy na jego rękach, a także na nogach stają dęba, jakby były przeciwne temu, co on uważał za przyjemne.
Nie chciał tu być. Pragnął wsiąść na miotłę i dać sobie porządny wycisk. Chciał, żeby powietrze szczypało go w oczy, a włosy czesał wiatr, od którego głowa bolałaby przy samym wzbiciu się w powietrze. Chciał mrozu wgryzającego w płuca. Potrzebował tego, a nie zaklęć.
Jednak przyszedł na dziedziniec, lekko zdziwiony. Może Ursulla Bennett wiedziała czego pragnie Scoot Ravenwood. Zapowiadało się ciekawie, a jak już wyjdą na zewnątrz... I tak irytowało go, że było ciepło. Chciał deszczu i wichury, z mroźnym powietrzem. Musiał się zadowolić przeciętną pogodową aurą.
Zerknął wewnątrz szaty, czy ma przy sobie różdżkę. Lubił zaklęcia, ale... bywało, że zapominał o różdżce, bardziej tkwił w książkach o historii magii. Myślał poważnie o pracy w Wizengamotcie. Jeszcze niecały rok szkolny i zacznie dorosłe, odpowiedzialne życie. Jak czas szybko mija. Kilka lat wstecz zapewne pragnąłby tego, jak nikt inny, a teraz wydawało mu się to oczywiste. Niemal jakieś monotonne i nudne. Może to tylko ta depresyjna jesień. Oby.
Niestety nie tylko, kiedy Scoot już przybył na zajęcia, zrobiło mu się niedobrze. Musiał się czymś zatruć. Tak podejrzewał. Nie mógł obwinić jesiennej aury, a co ostatnio jadł... Może to te paszteciki dyniowe przed kolacją. Wyglądały dość dziwnie.
- Hej. - Przywitał się z @Isabelle L. Cortez, nie mając do powiedzenia już nic. Co było naprawdę nie w jego stylu. Czuł się fatalnie, mając wrażenie, że przy najmniejszym gwałtownym ruchu czy kolejnym słowie zemdleje, albo – co gorsza – puści pawia, ale ubaw mieliby pierwszoroczniaki.

2, - masz dzisiaj wyjątkowego pecha… Tracisz jeden z możliwych przerzutów, gwarantowanych podczas kolejnych etapów lekcji.
4 i 4 - nie mdleje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 586
  Liczba postów : 604
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptySro Lis 14 2018, 22:41

No cóż... Czuła się naprawdę wspaniale i wydawało jej się, że ten dzień nie może po prostu pójść źle. Wszystko wydawało się błyszczeć i śpiewać. I nie, nie naćpała się Merlin jeden raczy wiedzieć czego. Po prostu miała bardzo dobry humor. I wcale nie przypisywała go wydarzeniom z nocy duchów, co to to nie. Chociaż w sumie... Może troszeczkę powinna... Ciężko stwierdzić. Nie mniej, szła dziarskim krokiem na zajęcia i nawet jeśli były to zaklęcia, to wcale jej to nie przeszkadzało.
Zapewne jak wielu innych uczniów mocno się zdziwiła, gdy usłyszała, że tym razem odbędą się one na dziedzińcu szkolnym. Była to odmiana jednak z pewnością przyjemna odmiana. I nawet w tym przypadku, gdy po prostu sobie szła na zajęcia, okazało się, że ma dzisiaj szczęście. Bo po drodze udało jej się znaleźć 10g leżących sobie luźno na jednym z korytarzy. Dużo czy nie, zawsze lepiej było mieć, niż nie mieć.
Zaskoczyła się, kiedy zobaczyła jak mało jest jeszcze uczniów na miejscu. Dwoje ślizgonów i jeden gryfon. Ale uśmiech powrócił na jej twarz, gdy zobaczyła, że jedną ślizgonkę zna i to bardzo dobrze. Dlatego dziarskim krokiem ruszyła w kierunku @Isabelle L. Cortez z szerokim uśmiechem na ustach.
-Isabelle! Tak dawno się nie widziałyśmy! Koniecznie trzeba to nadrobić w niedługim czasie. - cóż, pewne było jedno: tylko największy gbur na świecie nie uśmiechnąłby się w tym momencie na wskutek jej dzisiejszego optymizmu. I naprawdę cieszyła się, że widziała Ślizgonkę. Zdecydowanie uważała, że muszą się spotkać na spokojnie, miały sobie tyle do powiedzenia.

Kostki: 6 i 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Riley Fairwyn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1290
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 885
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptySro Lis 14 2018, 22:44

Dotarcie na zajęcia nie było proste. Snując się od klasy do klasy, sprawiałem wrażenie wydartego z dotychczasowego życia. Zmuszonego do podejmowania akcji, które w żaden sposób mi nie odpowiadały, chociaż do tej pory stanowiły cząstkę składową mojej egzystencji. Nie wiedziałem co powinienem zrobić. Zapędzony w kozi róg przez własne sumienie, szarpałem się z niewyobrażalnym wstydem. Prawdę mówiąc, nigdy nie podejrzewałem, że to właśnie mnie będzie dręczył kac moralny.
Pogrążyłem się w niepewności, na każdym kroku uważając na następne posunięcie. Za nowym rogiem upatrywałem przyczyn swojej porażki, lecz nic nie było w stanie przekonać mnie o konieczności porzucenia zadręczania się. Nawet pluszowy dementor, jaki wpełzł mi do torby. Pomyślałem, że później się nim zajmę i oddam go pierwszoroczniakowi, jaki na pewno go zgubił, ale jakoś nie miałem serca. Przykucnąłem na dziedzińcu, delikatnie muskając dotykiem torbę... a właściwie jej zawartość. Dotykając stworzenia, myślałem o wszystkim co sprowadzało na mnie zadumę. A miałem o czym rozmyślać. Póki nie było Bennett, mogłem sobie na to pozwolić.

Kostki: 6, 1 (potem 4)

______________________


It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Vidari Sinclair

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 149
  Liczba postów : 146
http://www.czarodzieje.org/t15786-vidari
http://www.czarodzieje.org/t15877-ten-starszy-blizniak#428988
http://www.czarodzieje.org/t15875-vidari-sinclair#428974
http://www.czarodzieje.org/t15794-vidari-sinclair#425558
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptySro Lis 14 2018, 23:01

Przez jakiś czas szatyn zdał się jedynie na obserwację otoczenia, a w tym przyjrzeniu się pozostałej osobie, która najwyraźniej pojawiła się przed nim. Widział ją po raz pierwszy, a jeśliby ocenić po samym wyglądzie - pierwszakiem nie była. Niewątpliwie była minimalnie w wieku Vidariego, co jedynie skłoniło go do podniesienia swoich czterech liter z pobliskiego murku z zamiarem podejścia do owej osóbki, gdy zauważył znajomego ślizgona, który wyprzedził go z tym zamiarem. Dodatkowo wyglądał przy tym jakby miał zaraz osunąć się na posadzkę.
Zaniepokojony Sinclair - i wciąż z chęcią poznania @Isabelle L. Cortez - podszedł do owej dwójki, początkowo jednak dokładnie przyjrzał się @Scoot Ravenwood, nim postanowił się odezwać.
- Cześć Scoot - przywitał się, podając mu dłoń na przywitanie. - Wszystko w porządku? Wyglądasz jak żywy trup - dodał bez czekania na odpowiedź blondyna.
Może i znają się krótko, ale ślizgon zdążył już zrobić na niebieskookim dobre wrażenie, co sprawiło, że chłopak zmartwił się widząc drugiego w tym stanie. Nie wspominając już, że do skrzydła szpitalnego mieli kawałek i jakby jednak zemdlał to wypadałoby go jakoś tam przenieść, a to może się okazać trudnym zadaniem. W teorii. W praktyce lepiej będzie tego nie testować. Po jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony blondyna - czy to zwykłego gestu, czy też mowy - szaty odwrócił się w stronę brązowowłosej ślizgonki i z delikatnym uśmiechem zaproponował jej swoją dłoń jako powitanie.
- Hey, jeszcze nie miałem okazji Cię spotkać - powiedział luźnym tonem. - Jestem Vidari.
Dosłownie w jedną chwilę cała atmosfera zmieniła się w jego oczach, gdy usłyszał czyichś donośny głos zza swoich pleców, który wesoło wołał najwyraźniej brunetkę, której się właśnie przedstawił. Sprawczynią tej sytuacji okazała się kolejna uczestniczka zajęć, która pewnym siebie krokiem i z uśmiechem od ucha do ucha ruszyła ku znajomej twarzy. Całość wydała mu się zabawna i musiał przyznać, że brązowooka miała bardzo dobre wyczucie czasu. Albo zwyczajnie szczęście.
- Wejście smoka, hm? Chociaż tu bardziej pasowałaby smoczyca - zaproponował w żartach, widząc, że dziewczyna, którą na pierwszy rzut oka można porównać do kulki energii, niewątpliwie zmieniła atmosferę. Chociażby minimalnie.

//Is, Scoot wybaczcie mi za biedę ;c//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eden Sinclair

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
  Liczba postów : 42
http://www.czarodzieje.org/t16775-eden-bae-sinclair
http://www.czarodzieje.org/t16777-four-little-swans#466544
http://www.czarodzieje.org/t16779-poczta-eden#466582
http://www.czarodzieje.org/t16776-eden-bae-sinclair
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptySro Lis 14 2018, 23:06

Chciała pobudzić ich kreatywność.
Wyrwać ich z jesiennego marazmu.
Dopomóc - aby znaleźli kolejną garść motywacji.


Intencje, białe pióra uśpione na dnie zaklętego jeziora. Intencje, cyjanek przenoszący się drogą srogiego, jesiennego powietrza. Intencje, uschnięte liście raz po raz kruszące się pod obcasem grubych, ciemnobrązowych butów. Wszystko to tylko trucizna, oliwa dolewana do ognia piętrzących się oznak absolutnej niedoli, jaka dopadła ją tego dnia. Ból w skroniach był tak rozdzierający, tak oszałamiający, że podczas całej drogi z bezpieczeństwa dormitorium na dziedziniec - przeklęty zresztą, bo kto z migreną powinien przechadzać się wśród tak nieprzyjaznego świata pozazamkowego? - Eden mogła tylko chować się szczelnie za warstwą zielono-srebrnego szalika oplatającego jej szyję. Pełne ekscytacji powitania rzucane w jej kierunku na korytarzach czy chociażby uśmiechnięte twarze znanych jej osób działały na nią jedynie jak płachta na byka. Ach, tak daleko ci dziś do łabędzia.

Słaniając się na nogach, ledwo dysząc, z fioletowawym wręcz kolorem zastępującym róż policzków i światem niczym witraż łamiącym się przed oczyma setkami kolorów - ale przebrnęła przez plątaninę wszelkich dróg prowadzących na nieszczęsny dziedziniec. Absolutnie nie będąc w stanie wykonać jakichkolwiek ćwiczeń w trakcie zajęć o zaklęciach, na domiar złego. Jednak równie niezdrowa ambicja nie zgodziła się, by Eden tę lekcję przegapiła. Zamiast tego, zauważywszy znajomą figurę na horyzoncie, w otoczeniu figur innych sztuk ogrom, od razu podreptała w kierunku Vidariego, by potem uwiesić się na jego ramieniu. Bez słowa wtuliła się do jego pleców, mocno, jakby szukając schronienia od bombardującego jej czaszkę łupania, dudnienia, stukania, rozrywania, rozkładu... I zamknęła oczy, licząc, że lekcja przebiegnie jak najszybciej. Choć nic jednak tak słonecznego scenariusza zdawało się nie zapowiadać. Jedyną tarczą od tego, co nieuniknione, był teraz jej szalik pachnący truskawkami. I @Vidari Sinclair.

Kostki: 2 i 6, najgorzej na świecie :/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cassius Swansea

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 586
  Liczba postów : 206
http://www.czarodzieje.org/t16705-cassius-swansea
http://www.czarodzieje.org/t16707-cham-prostak-i-idiota
http://www.czarodzieje.org/t16709-hyperion
http://www.czarodzieje.org/t16706-cassius-swansea
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptySro Lis 14 2018, 23:44

Ursulla Bennett powinna była dzisiaj zdecydować się na klasę. Im wokół mniej stymulujących wyobraźnię bodźców, tym lepsze zachowanie niepokornych Ślizgonów. Czyżby? Cóż, tego nie byłem pewien, lecz w klasie z pewnością nie mógłbym co chwila tracić koncentracji. Na dziedzińcu było ku temu więcej okazji. Zapewne winę po części ponosił także fakt, że udało mi się zjawić na zajęciach przed czasem. Co zdecydowanie było ogromnym odbiegiem od normy i jeśli kogoś to zaskoczyło to z pewnością mnie samego. Co mi pozostało, jeżeli nie gryzmolenie w notatniku? Z początku chciałem zaczepić Isabelle, lecz widząc jak zbierają się wokół niej pijawki, zadecydowałem o skoncentrowaniu się na otoczeniu. Krótkimi, ostrymi liniami rysowałem liście, potem drzewa. Dopiero na absolutnym końcu w tej harmonii kresek i tuszu znalazło się miejsce na nogi, tułowia, ramiona. Bezpłciowe ciała - manekiny, zawieszone w postępującej jesieni. Kłębiące się wokół siebie tak jak prawdziwi ludzie. Ich odpowiedniki w świecie rysunku. Nachyleni ku sobie, rozmawiający nienarysowanymi jeszcze ustami. Stuknąłem w kartkę. Raz, drugi i trzeci. Najwyraźniej niepewien co dodać lub ująć.

Kostki: 4, 3

______________________


Jestem zepsuty, zgubiony,
jestem gorzej niż najgorszy
Hotel, pasodoble, skarbie,
znowu tańczę tu samotny
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isabelle L. Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 163
C. szczególne : leworęczna, blizna na ramieniu zakryta tatuażem, hiszpański akcent, szczupła.
Galeony : 1306
  Liczba postów : 558
http://www.czarodzieje.org/t16449-isabelle-l-cortez
http://www.czarodzieje.org/t16476-welcome-in-my-world#452752
http://www.czarodzieje.org/t16500-skrzynka-pocztowa-i-l-c#453646
http://www.czarodzieje.org/t16459-isabelle-cortez
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyCzw Lis 15 2018, 11:29

Stojąc na dziedzińcu nie spodziewała się jakichkolwiek niespodzianek. Na chwilę przymknęła oczy rozkoszując się chłodem poranka. Ciepłe dni przeminęły i dało się to już odczuć. Teraz tylko czekała aż spadnie śnieg. W Hiszpanii nigdy go nie było. Zawsze musieli wyjeżdżać w bardziej zimne miejsca lub ze zmiennym klimatem aby poczuć chodź odrobinę tej magii. A święta zbliżały się wielkimi krokami. Pewnie stała by tak zamyślona, gdyby nie głos Scott'a. Od razu otworzyła oczy spoglądając na niego. Nie wyglądał najlepiej.
- Cześć Scott. - przywitała się z chłopakiem patrząc na niego podejrzliwie. - Wszystko z Tobą dobrze? Wyglądasz jakbyś wąchał trolla. - na samą myśl o tym skrzywiła się starając się usunąć to ze swojej głowy. Czemu pomyślała akurat o tym? Podeszła do niego powoli w razie czego móc szybko go złapać. Może i nie była bardzo silna ale nie pozwoli aby jej kolega upadł na bruk robiąc sobie krzywdę.
Na szczęście nie musiała długo czekać na "pomoc". Podszedł do nich... gryfon, patrząc na herb domu wyszyty na szacie. Dziewczyna odetchnęła cicho z ulgi. Nie wyobrażała sobie niesienia Scott'a do skrzydła szpitalnego w pojedynkę. Spojrzała na gryfona chcąc przyjrzeć się mu. Nie widziała go wcześniej ale nie było to niczym zjawiskowym. Większość uczniów jej umykała. Gdy przedstawił się jej od razu wyciągnęła swoją dłoń w jego stronę, jak zrobił to on, i uścisnęła delikatnie.
- Bardzo możliwe.. - zaśmiała się przyjaźnie w dalszym ciągu jednak trzymając dystans do nowo poznanej osoby. - Isabelle. - specjalnie nie mówiła nazwiska. Wiedziała jakie zdanie mieli uczniowie o jej kuzynie. Czy wstydziła się go? W żadnym wypadku. Po prostu wolała budować swoją reputację od zera, a nie na wyrobionym nazwisku. Czy tą dobrą czy złą.
Silvię dostrzegła kątem oka. Szła szybko w ich stronę z uśmiechem na ustach. Czyżby spotkało ją od rana coś dobrego? NA pewno tak. Bo niby co innego mogło ją wprowadzić w taki nastrój? Isabelle nie poświęciła tej myśli więcej niż to było konieczne. Sam widok puchonki wystarczył aby sama zaczęła się uśmiechać do niej.
- To prawda. A tym razem niech nie będzie to sowiarnia. - zaśmiała się przypominając sobie ich pierwsze spotkanie. Było to tak niespodziewane, że do tej pory nie mogła wyjść z szoku, chodź był on już mniejszy. Pierwsze kilka dni w szkole, a już wpadasz na swoją przyjaciółkę z poprzedniej szkoły. Zbieg okoliczności czy przeznaczenie? Odwróciła się w stronę Scott'a sprawdzając czy z nim wszystko w porządku. - Jak się czujesz? Lepiej już? - jej głos nie był już tak radosny jak jeszcze chwilę temu. Naprawdę martwiła się o chłopaka. Nawet nie zauważyła jak obca dla niej dziewczyna wiesza się na Vidarim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jacqueline A. Berkeley

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 147
  Liczba postów : 128
http://www.czarodzieje.org/t16735-jacqueline-annise-berkeley#464015
http://www.czarodzieje.org/t16746-znajomosci-jack#464655
http://www.czarodzieje.org/t16745-poczta-jack#464647
http://www.czarodzieje.org/t16738-jacqueline-a-berkeley#464108
Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 EmptyCzw Lis 15 2018, 13:56

Zajęcia z zaklęć zapowiadały się... Chłodno. Na zewnątrz panowała coraz bardziej skłaniająca się w stronę mrozów jesień, a w najbliższych miesiącach nic nie zapowiadało poprawy. Miało być tylko gorzej. Czasami dziękowała Merlinowi, Morganie i całemu zakonowi arturiańskich rycerzy, że jej dormitorium znajdowało się pod ziemią i w paskudne dni nie była zmuszona do oglądania rozciągającej się za oknem scenerii. Przy innych okazjach klęła na los, że jej sypialnia nie znajdowała się w jednej z wież i nie było jej dane z łóżka podziwiać widoków, jakie oferował szkolny zamek, ale tę kwestię w tym momencie wolała pominąć. Nie do końca wiedząc, czego się spodziewać, postanowiła ciepło się ubrać. Bardzo ciepło. W końcu czekał ją dłuższy kontakt z niskimi temperaturami, skoro lekcja miała odbyć się na dziedzińcu.
Po podniesieniu się z wyrka ujrzała prezent, choć nie do końca była przekonana, czy butelka smoczej krwi faktycznie mogła być zaadresowana właśnie do niej. Niemniej, upominek, skądkolwiek się wziął i z jakiej był okazji, wylądował w jednej z pojemnych szuflad szafki nocnej Puchonki. Nie dołączono podpisu, dedykacji, niczego. Berkeley pewnie nabrałaby podejrzeń, gdyby nie konieczność wyjścia na lekcję. W ciepłych butach, w szkolnym mundurku pod płaszczem, w czapce i opatulona szalikiem była gotowa do wyjścia na zewnątrz. Być może przesadziła, bo aż strach pomyśleć, jaki arsenał ciuchów założy na siebie, kiedy już nadejdą większe mrozy. Póki co jednak miała zamiar czuć się komfortowo podczas zajęć.
Trafiła na dziedziniec i dostrzegła grupkę osób, które znała, bądź przynajmniej kojarzyła. Był nadgorliwiec z lekcji DA, byli partnerzy do tańca Jack i Florki z Nocy Duchów. A na tym lista dopiero się otwierała. Florence, jak zwykle, przed rozpoczęciem zajęć nie dało się uświadczyć. Kolejne spóźnienie? A przecież Saga robiła, co mogła, by doprowadzić starszą z sióstr Berkeley do porządku. Jackie nie miała chwilowo zamiaru zbliżać się do nikogo, kto miał puls. Było zbyt wcześnie. Myślała bardziej o nadchodzącej nauce czarowania, niż o wplątywaniu się w jakąkolwiek dyskusję.

Kostki: 5,3. Dodatkowy przerzut co etap + smocza krew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Dziedziniec - Page 5 QzgSDG8








Dziedziniec - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Dziedziniec - Page 5 Empty

Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Dziedziniec - Page 5 JHTDsR7 :: 
hogwart
 :: 
Parter
 :: 
dziedziniec
-