Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Ferrara, Włochy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 106
http://www.czarodzieje.org/t9479-runa-demetria-grimsdottir#263703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9490-misfit#263847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9489-maly-cwaniaczek#263844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9488-runa-demetria-grimsdottir#263840




Gracz






PisanieTemat: Dziedziniec   Czw Wrz 11 2014, 14:34

Nieważne, jak mocno Eiv wpatrywałaby się w oczy Runy, i tak nie dojrzałaby w nich żadnego z fałszywych uczuć, jakich najprawdopodobniej szukała. Oczywiście, może delikatne zbicie z tropu majaczyło gdzieś pośród pokładów niezmierzonej empatii oraz czystej chęci pomocy, bo dziewczę nigdy by się nie spodziewało, że po względnie krótkiej salwie przekleństw oraz obelg ich ofiara momentalnie się załamie. Wnioskując z całej tej nienawiści, jaką słychać było w opowieściach Gemmy o podszywającej się pod nią osobie, można było pomyśleć, iż ona z wielką chęcią podejmie się takiej szermierki. Zamiast tego, po prostu opadła na ziemię. Grímsdóttir usiłowała wiec w jakiś niebywale błyskotliwy sposób rozpracować zawiłość sytuacji, ale fakt, że musiała to robić w międzyczasie oswajania Henley wcale nie pomagał. Głaskała ją z niemal siostrzaną troskliwością, której w danym momencie u Gemmy próżno było szukać. Dziewczyna powoli chyba zaczęła wierzyć w prawdziwość teorii o dawno zaginionych, nagle odnalezionych bliźniaczkach, sądząc po pełnym wyrzutu pytaniu o nieodzywanie się, ale zamiast takiego chamstwa, mogłaby się przestawić na tryb empatii. Nie pomyślała, że może Cara nie miała żadnego wpływu na ich rozdzielenie? Runa mimowolnie czuła na sobie wzrok Zaharówny, chociaż odwrócona do niej plecami nie miała najmniejszej szansy na zgadnięcie, jakie emocje w nim zawarła. Czy niecierpliwe oczekiwanie, czy nienawiść, czy może zwykłą obojętność i brak wiary w retorykę Włoszki? A może w ogóle nie patrzyła, krążąc tylko w kółko, zaś osiemnastolatce tylko wydawało się, że jest obserwowana? Jeszcze się o tym z pewnością przekona, póki co nadal delikatnie gładziła włosy Gryfonki, aby zaraz ostrożnie odebrać od niej papier wraz ze zdjęciem. Sytuacja zrobiła się trochę mniej wygodna, bo dla pełnej wygody Runa potrzebowałaby obu swoich dłoni, a to oznaczało, że nastał koniec głaskania. Westchnęła cicho, zabierając się do dokładniejszych obserwacji dwóch zadziwiająco ważnych rzeczy, których otrzymania dziewczę w żadnym wypadku się nie spodziewało.
- Gemma, jak miała na imię twoja siostra? To znaczy, na pierwsze i drugie? - spytała głośno, chcąc upewnić się, że adresat pytania dokładnie je usłyszy. Oczyma pochłaniała inicjały N. V. Z. w całej pewności, że "Z" oznacza "Zaharov". Nie chciała jednak podejmować żadnych pochopnych wniosków, więc musiała się upewnić. Rok 2004 również pasował do wersji rozdzielenia w wieku dziewięciu lat.
- W sumie wiesz co? Chodź tu i zobacz sama - dodała, podnosząc się do pionu i wyciągając dłoń ze zwitkiem papieru oraz zdjęciem w stronę dziewczyny, a kiedy ta zabrała podane jej rzeczy, Włoszka znów przykucnęła, aby ponownie zacząć głaskać Henley.
- Wszystko będzie dobrze - powiedziała cicho, nie mając w arsenale nic lepszego, a nie chciała, żeby dziewiętnastolatka miała się tu zaraz popłakać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Kiszyniów, Mołdawia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 287
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9456-gemma-zaharov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9459-farao
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9457-da-vinci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9458-gemma-zaharov




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pią Wrz 12 2014, 14:40

Tymczasem zaś Gemma była zajęta udawaniem, że w sumie to przestała ją obchodzić ta cała sytuacja. Tak, tak nagle. Po prostu. Nieważne, że nią telepało, że pojawiło się milion myśli na minutę, że uczucia zmieniały się jak w kalejdoskopie - to wszystko było NICZYM w porównaniu do tej dziwacznej sytuacji. W dodatku Runa niczego nie rozumiała - nie chodzi o pretensje, że zostały rozdzielone. Nie, Zaharov zawsze chciała, aby jej siostrze żyło się dobrze, nawet, jeśli musiała być daleko od niej. Prawdziwym problemem było to, że przez dziesięć lat nie odpisała na żaden list. Nie wysłała żadnego swojego. Nie próbowała podjąć kontaktu. NIC, zupełnie NIC. To było dołujące, przygnębiające i jednocześnie wkurwiające. Czuła się jak niechciany śmieć, jak zabawka, którą można wyrzucić. Ale to oczywiście Henley była pokrzywdzona, bo miała wszystko - dom, rodziców, a nawet może i inne rodzeństwo! NO STRASZNE. Cóż, krukonka w tym momencie nie miała pojęcia, że rodzice regularnie czyszczą jej pamięć. Zapewne wtedy zmieniłaby swój stosunek do tej sprawy diametralnie. Tymczasem zaś - wyrastała w poczuciu krzywdy i ogólnej beznadziei.
Chodziła w kółko, zatrzymywała się, by tupać nogą, założyła ręce na piersi, a potem znów chodziła i chodziła, nie mając pojęcia, o czym tamte w ogóle mówią i czy powinna brać w tym udział. Dopiero, gdy usłyszała pytanie Grimsdottir, wzruszyła ramionami, nawet nie spoglądając w tamtą stronę.
- Nonna Venice - odparła głośno na tyle, aby mogła ją słyszeć, ale jednocześnie jakby bez emocji. No i co z tego? Czy to w ogóle było jakoś istotne? Cóż, gdyby miała nikłe pojęcie, że dziewczyny oglądają właśnie jakieś zdjęcie, spojrzałaby na to z innej strony. Ale, przecież była tylko chamską dziewuchą, nie oczekujmy od niej zbyt wiele!
W każdym razie, gdy pojawiła się prośba o to, aby podeszła i sama oceniła sytuację, podeszła do Eiv i Runy, po czym od jednej z nich zabrała te wszystkie jakże niezbite dowody. Przeczytała wszystko wnikliwie, tak samo jak długo wgapiała się w fotografię. To niesamowite, jak bardzo podobne do siebie były. Mołdawianka poczuła jakiś niezidentyfikowany ból w sercu i tęsknotę za czasami, kiedy były małe i beztroskie. I przede wszystkim razem, a nie osobno. Okej, naprawdę były siostrami. Ale to niczego nie zmieniało. Wciąż były dla siebie obce. Henley wciąż jej nie chciała w swoim życiu. A ona? Ona też już chyba nie chciała, nie po tym, co zobaczyła i usłyszała przede wszystkim. Oddała więc właścicielce jej własność, a sama oddaliła się kawałek od dziewczyn, by oprzeć się na jakimś murku i patrzeć gdzieś w dal. To było dziwne. I niepojęte. Krukonka nie potrafiła tego racjonalnie ogarnąć, a przede wszystkim nie miała pomysłu na to, co dalej. Ewidentnie sobie nie radziła. Ale nie zamierzała się tym z nikim dzielić. Zawsze była sama i sama radziła sobie z problemami. Teraz też tak będzie.
Na pewno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pią Wrz 12 2014, 18:48



Czasami gubimy się w natłoku zdarzeń i historii, których tak naprawdę nie planujemy, ani tym bardziej nie chcemy. Odpychamy je od siebie na wszelkie możliwe sposoby, a kończymy tak, że… Rozpadamy się na wiele kawałeczków. Tak jak teraz Gemma, czy Eiv. No i pojawia się też osoba, pokroju Runy. Niewtajemniczona, a mimo to próbująca ogarnąć każdą ze stron. Henley nie lubiła tego. Nie chciała być ogarniana. Ba, czuła się w tym momencie jak dziecko, które nie ma o niczym pojęcia, ale w sumie jakby nie patrzeć właśnie tak było. Ona nie chciała odszukiwać ukrytych gdzieś głęboko sekretów, bo to po prostu nie było dla niej. Nie tym razem, kiedy świat legł w gruzach, a ona jak bezwolny ptak szukała ucieczki z klatki, w którą powoli wpadała.
Spojrzała przelotnie na Włoszkę, zaraz potem na Mołdawiankę, która przecież była identyczna jak sama Henley, a zaraz potem do dziewczyny, wlepiając w nią niebieskie tęczówki. Nie chciała już myśleć o zdjęciu, które dostała przed sekundą, ani o zapisanych kartkach. Przełknęła głośniej ślinę, a po chwili stała na wprost Gemmy.
-Nie wiem kim jesteś. Nie wiem kim jestem ja. Mogę być kim tylko zechcesz, ale kurwa pokaż mi, co w moim życiu jest prawdą, a co kłamstwem. Nie zarzucaj mi, że czegoś nie chciałam, skoro nie mam o tym pojęcia, dobra? – W oczach Henley malowało się zwątpienie i strach. Miała wrażenie, że wszystko ją przerasta, a co za tym szło… Czuła się jeszcze gorzej niż zwykle. Nie dała po sobie jednak poznać jak bardzo ją to wewnętrznie rozpierdala, bo… To było zbędne. Umówmy się, że nikt nie lubi się rozpadać przed kilkoma osobami, a ich było tutaj za dużo o jakieś dwie osoby. Eiv mogła się rozpłakać, ale tylko w samotności. Dwie obce dziewczyny sprawiały, że traciła grunt pod nogami.
Przeczesała smukłymi palcami włosy, wzięła głębszy oddech, a zaraz potem odwróciła się na pięcie, jak gdyby nigdy nic. To co powiedziała do Gemmy mogło być niezrozumiałe dla niej, jak i zarówno jej koleżanki, ale to w tym momencie gryfonka miała po prostu w dupie. Czuła, że opada z sił i jedyne o czym marzyła to by iść dzisiaj na wagary. Tak bardzo ambitna studentka, że już miała wyjebane na cały dzisiejszy dzień. Nie odwróciła się nawet na moment, by spojrzeć na krukonkę i puchonkę. Liczyła się tylko ucieczka, a to jedyne w czym Eiv była dobra.

/zt dla Eiv
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Ferrara, Włochy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 80
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 106
http://www.czarodzieje.org/t9479-runa-demetria-grimsdottir#263703
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9490-misfit#263847
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9489-maly-cwaniaczek#263844
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9488-runa-demetria-grimsdottir#263840




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pią Wrz 12 2014, 20:49

Runa nie była utalentowaną negocjatorką, wnioskując po tym, jak ostatecznie rozwinęła się sytuacja dziedzińcowa. W sumie nic dziwnego, przecież w swoich ukochanych Włoszech całe dnie potrafiła spędzać na tylko i wyłącznie prowadzeniu kłótni z dziadkiem. Gdyby była w tej kwestii mniej konfliktowa, to już dobre pięć lat temu byłaby w niebywałej zgodzie z całą rodziną, a dwór państwa Ferrara kojarzyłby się jej o wiele lepiej. Kto wie, może miałaby nawet inne nazwisko, zamiast tego dosyć banalnego słówka, które każdy Skandynaw potrafiłby odczytać jako "Córka Grima". Biorąc jednak pod uwagę kilkadziesiąt ważnych szczegółów, to w sumie dobrze, że Demetria wie przynajmniej, czyją córką jest. Eiv chyba nie miała tego luksusu, skoro fałszywi rodzice ciągle czyścili jej pamięć. Gdyby Włoszka znała tę historyjkę, to pewnie dziękowałaby i tak nieistniejącej Madonnie za niepodsunięcie tego typu pomysłu panu Alberto. Strasznie jest nawet pomyśleć, że ktoś mógłby się takich intryg podejmować. Zielonooka zabrała dłoń z głowy Henley, kiedy tylko zauważyła tę prawie niewidoczną zmianę w jej spojrzeniu, podnosząc się potem do pionu równo z nią. Słuchała tych wszystkich pozornie niewiele znaczących słów, jak gdyby miała się w nich zawrzeć odpowiedź na wszelkie pytania, jakie Gemma mogła kiedykolwiek postawić, dając na przykład chociażby to, gdzie pytała o powód dla którego Eiv nie odpisywała na żaden list. Po tych kilkunastu chwilach z obiema pannami sama Grímsdóttir zaczęła się ciekawić, mając szczerą nadzieję, że coś zostanie przy niej wyjaśnione. Jak jednak wszyscy widzimy, miała zbyt duże nadzieje. Czekała jeszcze parę sekund, myśląc iż może Gemma doda coś elokwentnego i naprawdę zaczną się wyjaśnienia, ale ostatecznie odpuściła. Obserwowała tylko odchodzącą Gryfonkę, obserwując z delikatnym zmartwieniem stojącą nieopodal Zaharov. Zrobiła w jej stronę kilka kroków, zbliżając się od jej lewej strony, aby zaraz położyć dłoń na jej prawym ramieniu. Przytuliła się ostrożnie. W sumie to nie wiedziała, co ma powiedzieć, ale wolała, żeby bliźniaczki nie biegały teraz za sobą z wyrzutami zbieranymi przez tyle czasu. Westchnęła cicho.
- Potrzebujecie po prostu chwili dla siebie. Chcesz żebym posiedziała z tobą gdzieś... w milczeniu? - spytała jeszcze ciszej, w pełni świadoma tego, że każde zbyt głośne słowo może obudzić wulkan. Siedzenie w ciszy było tu doskonałym rozwiązaniem. Pytanie tylko, czy Gemma zechce z niego skorzystać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Kiszyniów, Mołdawia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 287
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9456-gemma-zaharov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9459-farao
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9457-da-vinci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9458-gemma-zaharov




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sob Wrz 13 2014, 21:18

Myśli spokojnie przepływały przez głowę, a chmury leniwie przetaczały się przez ciemniejące sklepienie. Chciała się uspokoić i chyba powoli jej się to udawało. Nie myślała absolutnie o niczym, jak gdyby się zawiesiła w swym marazmie i beznadziei. Nawet się nie zorientowała, kiedy Eiv wstała, a potem do niej podeszła. Gemma spojrzała na nią nieokreśonym wzorkiem, po czym pokiwała zdawkowo głową na jej słowa. Nie rozumiała, co miała na myśli. Wiedziała jedynie, że dziewczyna musi być bardzo zagubiona. Odprowadziła ją wzrokiem, czując nieokreślony zawód tym, że już sobie poszła. Że nie zadała sobie trudu, aby dociec prawdy. Zaharov westchnęła zrezygnowana, po czym wróciła do kontemplacji horyzontu. Chwilowo zapomniała o obecności Runy i o tym, że to wszystko potoczyło się tak bardzo chujowo. Objęła się mocniej ramionami, czując, jak robi jej się zimno. A może to kwestia stresu i emocji? Sama nie wiedziała.
Zrobiło się tak dziwnie głucho i pusto.
Z letargu wybudził ją głos Grimsdottir, na którą spojrzała nieprzytomnie. Pozwoliła jej się do siebie przytulić, ale sama nie potrafiła zdobyć się na tyle siły, aby objąć dziewczynę. Nie miała już na nic siły. Czuła się emocjonalnie wypompowana. Marzyła o tym, aby zniknąć.
Nie odpowiedziała nic na jej słowa, jedynie skinęła jej głową. I dlatego stały tak jakiś czas w milczeniu, aż nadszedł ciemny wieczór. Wtedy się rozstały.

z/tx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 78
  Liczba postów : 64
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9781-stanton-llewellyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9791-super-sowa-stantona




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sro Paź 22 2014, 11:07

Szedł właśnie do pokoju wspólnego Gryffonów, mając nadzieję, że spotka po drodze Elsę, która z pewnością ochoczo wyjaśni mu swoje głupie żarty. Doprawdy, jeszcze trochę, a ta młoda lwica przyprawi zdecydowanie zbyt impulsywnego Stantona o zawał serca! Takie rzeczy, tym bardziej, jeśli czynione z premedytacją, powinny być karalne!
Przechodziwszy przez Hogwarcki dziedziniec, przez krótką chwilę miał wrażenie, że gdzieś  w oddali minęła mu znajoma twarz. Przez właśnie tą krótką chwilę jego serce zabiło szybciej, a w głowie powstał mętlik. Zmrużył oczy, chcąc upewnić się, czy to aby na pewno TA kobieta, na której wspomnienie jego wnętrzności oszalały.
Tak.
Nie zdążył  nawet się  zorientować, a już stał tuż obok swojej byłej dziewczyny.
- Uczysz się tu? - Wypalił, zadając tym samym najgłupsze chyba, pytanie na świecie. Oczywiście, że tak, co innego mogła robić  w Hogwarcie? Omiótł wzrokiem dziedziniec, szukając jakiegoś dobrego punktu zaczepienia i utkwił swój wzrok w fontannie, a z kieszeni wyjął paczkę papierosów. Szybkim ruchem wyjął jednego, odpalił go i czując, jak nikotyna napływa do organizmu, trochę się uspokoił. Jeszcze raz spojrzał na Eter. Och, jaki on był głupi, że z nią po prostu, najzwyczajniej w świecie zerwał! To kolejny dowód na to, że Tone  powinien zaufać rozsądkowi, a nie podpowiedziom tego cholernie nerwowego narządu, zwanego sercem. Na to, by następnym razem przemyśleć wielokrotnie podejmowaną decyzję, a nie pod wpływem chwili rzucać decyzjami na prawo i lewo. Aczkolwiek, och! Oczywiście, że nie przyzna się do błędu. Jego męska duma była przeciwna takim poczynaniom!
- Ja przyjechałem na wymianę. - Rzucił jeszcze, w ramach zabicia dyskomfortowej ciszy, która już za chwilę mogła nastąpić. A wszyscy wiemy, że cisza bywa początkiem czegoś bardzo niebezpiecznego. Może zapowiadać burzę, która z pewnością nadejdzie któregoś dnia. Tak oczywistych kwestii, nie da się uniknąć. Tym bardziej, jeśli naprzeciwko  siebie stoi dwójka ludzi o trochę zbyt ognistych temperamentach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Skąd : NY
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 33
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9757-eter-clarissa-risvik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9773-przydalby-sie-jakis-ziomek-xd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9812-koktajl#274449




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sro Paź 22 2014, 11:29

Po powrocie z Londyn'u i jakże miłym spotkaniu z starym znajomym, udała się na spacer. W sumie to nie widziała dzisiaj tutaj miejsca dla siebie. Wszędzie było nie tak, jakby naprawdę nie było tutaj miejsca dla jej osoby. Bliźniaki zapewne kręciły się gdzieś po szkole lub zwyczajnie poszły z kolegami do wioski. Czyli miała ich dzisiaj z głowy... Choć musi im przyznać, ostatnio ograniczyli ich kontakt i nawet nie pokazywali jej się na drodze. Za co było im niezmiernie wdzięczna... Ostatnią rzeczą jaką chciała widzieć, to ich twarze. A w sumie to jedną.
Wsunęła dłonie do kieszeni spodni i zeskoczyła z kilku schodków. Na skórze poczuła przyjemny, jesienny wietrzyk, który od razu poprawił jej humor. Lubiła taką porę roku... Gdyby tylko nie padało, byłoby już w ogóle idealnie! Kółka od jej małej, mugolskiej maszyny bardzo nie lubiły mokrego podłożona... Jak i sama Eter. Zaczesała kosmyk włosów za ucho i objęła się ramionami, dodając sobie otuchy... Co to w ogóle miało być? Jesienny humorek? Ludzie chyba mają rację mówiąc, że jest to bardzo melancholijna pora roku. Ugh. Czas się rozerwać, może lepiej było zostać w Londyn'ie nieco dłużej? Nie pójść na zajęcia i po sprawie.
Nagle się zatrzymała, bo do jej mózgu doszła bardzo niepokojąca myśl. A raczej widok? Stała a nogi nie pozwoliły jej ruszyć dalej, jakby wciąż to analizowały. Ha! Była dzisiaj czysta! Niemożliwe aby takie wizje jej się pojawiały. Jednak marzenie o zamroczonym umyśle szybko się rozwiały kiedy za sobą usłyszała znajomy głos. Odwróciła się i nie ukrywała swojego lekkiego zaskoczenia. A co TEN tutaj do cholery robił?!
Uśmiechnęła się kwaśno, a raczej... Bardziej złośliwie... Cała Eter kiedy sytuacja nie idzie po jej myśli. -Nie, sprzątam.-Powiedziała i od razu pożałowała tego co wypłynęło z jej ust. Ty głupia babo! Jej żołądek się zacisnął a coś podpowiadało, aby więcej nie otwierała ust... Przynajmniej nie w celu mówienia... Ugh. Nie!
Nie oderwała wzroku od jego osoby. Urósł? Wydoroślał? Na pierwszy rzut oka różnica nie była widoczna, ktoś kto go wcześniej nie znał a jedynie widział jeden raz, powiedziałby, że jest dokładnie taki sami. Jednak Eter potrafiła zauważyć tę niewielką różnicę. Jego twarz, która teraz nawet nie chciała na nią spojrzeć mówiła bardzo wiele. Uniosła delikatnie brwi. Czy miała do niego żal? Nie powinna. Doskonale wiedziała, czemu wtedy zakończył ich znajomość... Bo była emocjonalną niemotą i nie potrafiła dać mu tego, czego chciał. Ale była zbyt dumna aby to powiedzieć. Zbyt pewna siebie i może nieco urażona...
-Nie musisz mi się tłumaczyć.-Powiedziała spokojnie, przesuwając wzrokiem po jego sylwetce. Aby ocenić, czy naprawdę to on... Chyba efektywniejsze byłoby podejście i uszczypnięcie go... Powinna to zrobić? Nie zrobiła, za to podeszła odrobinę bliżej i przechwyciła jego papierosa. Tak, jak to zawsze robiła... Było to tak automatyczne, że nawet nie zorientowała się, że po prostu nie powinna tego robić. Nie byli razem... On NIE POWINIEN nic dla niej znaczyć. Jednak to stare przyzwyczajenie było silniejsze od niej i za nic nie chciała mu pokazać, że nie miała w zamiarze tego zrobić.
Powoli się zaciągnęła a wraz z dymem w płucach wrócił jej wewnętrzny spokój.
Nie zawalisz jej świata Stanton. Nie znowu.
-Kiedy dokładnie przyjechałeś? Widzisz, nawet nie orientuje się w sprawach szkolnych.-Powiedziała i zerknęła na niego. Po chwili usiadła na jednym z parapetów i zamachała nogami. Nie mogła znieść tego, że musiała patrzeć na niego z dołu... Poza tym, czemu wcześniej go nie spotkała?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 78
  Liczba postów : 64
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9781-stanton-llewellyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9791-super-sowa-stantona




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sro Paź 22 2014, 13:24

- Tak myślałem. - Rzucił po złości, nie mogąc powstrzymać się od komentarza. - Widzę, że sarkazm wciąż cię nie opuszcza. A poza tym... - Utkwił w niej ogniste spojrzenie ciemnych tęczówek, czując, jak jego wnętrze wrze. Tłumaczyć?! Och, do licha, on nie zamierzał się nikomu tłumaczyć! Chciał raczej zabić ciszę pierwszą lepszą informacją, która wpadła mu do głowy! Do szału doprowadzał go także spokój Eter. Wydawała się być taka obojętna, taka wyluzowana, taka... Zupełnie wyprana z emocji. Tak, jakby to, co między nimi było nie miało już znaczenia. Nie powinien się dziwić. W końcu zerwał z nią. Teoretycznie mogła już kogoś mieć... Ta myśl z kolei przyprawiła go o dreszcz. - Poza tym, nie tłumaczę się. Nie czuję takiej potrzeby. Chciałem się pochwalić tylko. - Rzucił, kiwając głową na potwierdzenie swoich słów. Och, oczywiście, że nie o to chodziło, ale nie mógł wyznać przecież, że cisza wprawia go  w zakłopotanie. Już chciał wsadzić papierosa do ust i poczuć ten pozornie kojący, dym nikotynowy, kiedy... Ona po prostu, najzwyczajniej w świecie, zabrała mu fajkę! Dokładnie tak, jak robiła to wtedy, kiedy jeszcze byli razem.
- Coś ci się chyba, do kurwy nędzy, pomyliło, Risvik. - Wycedził z wyraźną nutą irytacji w głosie. Co go tak naprawdę poirytowało? Najpewniej nie sam fakt tego, że Eter przejęła jego papierosa. W końcu, wiele złego można o Stantonie powiedzieć, ale mimo wszystko, na pewno  nie należał do  skąpych.  Co więc było przyczyną jego gwałtownej reakcji? Zapewne wspomnienia. To znaczy, wraz z tym małym gestem, do głowy Gryffona napłynęły wyblakłe już nieco obrazy całkiem przyjemnych chwil, które razem spędzili, równocześnie doprowadzając go do szału. Właśnie w tej chwili, był wściekły na siebie za to, że nie może już nazwać Eter swoją kobietą. Wyciągnął z kieszeni paczkę i ze złością, wsadził kolejną fajkę do ust.
- Parę miesięcy temu. - Mruknął pod nosem. - Postanowiłem ogarnąć się trochę i trzymać jak najdalej od tych ćpuńskich klubów. One nie miały na mnie dobrego wpływu,  n o i nie  zdałem roku, ale o tym chyba wiesz. Teraz koncentruję się  na uzdrawianiu i moim motorze, tak jest lepiej. Chociaż wciąż, kurwa mać, ciągnie mnie tam, gdzie nie powinno. - Powiedział już nieco głośniej. Parę sekund później wzruszył ramionami dokładnie tak, jakby chciał wyrazić swoją obojętność i  obserwując to piękne ławeczki na dziedzińcu, to pokaźną fontannę, umieszczoną tuż przy nich, a od czasu do czasu zerkając na tutejsze drzewka, robił wszystko, by nie spojrzeć w zielonkawe tęczówki Eter.
Nie utonę w nich po raz kolejny.
Nie ma takiej, kurwa, opcji!
- A ty, jesteś pewnie Ślizgonką, co?  Oni słyną z sarkazmu i wszelkich innych dwuznaczności. - Rzucił, niewiele przed tym myśląc, ale och! Taka była prawda! W końcu o Gryffonach i Ślizgonach mówiło się, że są, jak ogień i woda, ale...  Czy to nie przeciwieństwa się przyciągają?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Skąd : NY
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 33
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9757-eter-clarissa-risvik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9773-przydalby-sie-jakis-ziomek-xd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9812-koktajl#274449




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sro Paź 22 2014, 18:49

-Poza tym...?-Uniosła brwi, czekając na dalszą część jego wypowiedzi. Raczej prześmiewczo niżeli z ciekawości... Chciała poznać to, co sobie w tej głowie wymyślił na poczekaniu. -Widzę, że wciąż trzyma się Ciebie długie myślenie nas sklecaniem porządnego zdania.-Powiedziała... Była okropna? Chyba nie spodziewał się uścisków i całusów... Nigdy nie była dziewczyną, która posłodzi ci kiedy tego właśnie oczekujesz. Czasem mówiła pierwszą rzecz, która przychodzi jej do głowy a czasem nawet jej żałuje. Tak jak teraz, żałuje tego, że tak rozpoczęli to spotkanie... Nie mogą wrócić do początku?
Stanton: "Hej Eter, dawno Cię nie widziałem. Fajnie Cię widzieć..."
Eter: "O, cześć. Ciebie też... Pójdziemy na kawę?"...
Jakaś normalna rozmowa, taka, która odbywa się między ludźmi, którzy mają wspólną przeszłość. Podejrzewała, że zaraz zaczną sobie skakać do gardeł, jeżeli będą ze sobą tak rozmawiać. Wyrzucać stare brudy... I inne gówna.
Była taka, bo stanowiło to jej obronę. Nie chciała aby ponownie wszedł w strefę, do której już kiedyś go dopuściła, a z której uciekł... Bo ten proces trwał dla niego za długo. Prawda była taka, że poza rodziną, nie posiadała wielu bliskich osób, kogoś, kto powiedziałby szczerze, że ją zna. On był cholernie blisko... I po prostu spierdolił.
-I znowu.-Powiedziała spokojnie... Utkwiła w nim swoje spojrzenie, jakby chciała aby coś z niego wyczytał, może chciała mu coś przekazać, chciała aby dostrzegł coś, czego nie mówi jej postawa... Bądź chciała po prostu dojrzeć coś w nim.
-Llewellyn, bez wulgaryzmów, dobrze?-Zmrużyła lekko oczy. I co takiego chciał udowodnić podniesionym głosem? Swoje uczucia? Czy po prostu chciał zwrócić jej uwagę? Uwagę innych? Wiedziała, że nie chodziło o papierosa... Więc o co? Czyżby ten ruch nie tylko w niej wywołał kilka wspomnień? To było okropne. Uczucia powracały i mieszały w głowach. Nie wiedziała czy to przez nie, w jej głowie zaczęła pojawiać się myśl... "A co by było gdyby..." Czy to jego obecność. Czy po prostu z nią jest coś nie halo.
Przyjęła nowe informacje do siebie, w duszy ciesząc się z tego, że jednak się tym z nią podzielił. Mógł odejść widząc jej postawę i zachowanie. Przecież nikt nie chce się użerać z wrednym babskiem, które do tego wie o tobie więcej niżeli tobie się to wydaje.
-Zawsze miałeś tendencję do pakowania się tam gdzie nie trzeba.-Powiedziała z delikatnym uśmiechem. Chciała poprawić mu nastrój? Chciała aby nie myślał o tym, co było złe i co było kiedyś? Nie wiedziała. I uciekałeś od tego, co było Tobie ofiarowane. Ta myśl pojawiła się na końcu jej języka, jednak nigdy nie wyszła na światło dzienne. Stanton nie mógł wiedzieć, że wciąż o tym pamięta... Niech myśli, że jest bez uczuć, że zleciało to po niej jak po kaczce...
Obydwoje nie przepadali za ciszą, ona jej nie lubiła bo jej następstwem było zmaganie się z własnymi myślami, z własną osobą. Nie chciała teraz tego przechodzić. Zaczęłaby myśleć o Tonym, bliźniakach... Matce.
Potarła dłonią kark i wyprostowała się, zaciągając dymem papierosowym. Lubiła takie droczenie się. Wtedy przynajmniej było ciekawie, a wiedziała, że stać go na jeszcze więcej. Czy dobrym pomysłem było stanie teraz przy niej, gdy chciał ogarnąć swoje życie? Czy nie była jakiegoś rodzaju błędem, pomyłką, przeszłością, z którą chciał zerwać.
-Jesteś równie śliski co ja, wiesz?-Przekrzywiła delikatnie głowę w bok.-Jeszcze nie dorastasz mi do pięt ale idziesz w dobrym kierunku. -Puściła w jego kierunku oczko i przegryzła lekko wargę. Potrafiła być dwuznaczna, sprzeczna... Cała ona. Ale czy za to jej nie lubił?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 78
  Liczba postów : 64
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9781-stanton-llewellyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9791-super-sowa-stantona




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Sro Paź 22 2014, 23:28

- Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek miał problem ze  składaniem zdań. - Posłał jej jeszcze jedno złowrogie spojrzenie. Och, nie był poetą, czy innym pisarzem, ale potrafił się porządnie wysłowić, a przynajmniej w swoim mniemaniu! W końcu osoba postronna mogłaby powiedzieć coś innego, aczkolwiek... Ach, pomińmy tą kwestię! W każdym razie, on wcale nie chciał się kłócić, ale wszyscy wiemy, że chcieć, a móc, to dwie różne rzeczy. Tone ze swoim ognistym wręcz temperamentem, mógł pomarzyć o spokojnej rozmowie z byłą dziewczyną, do której, o zgrozo, chyba wciąż coś  czuł! No bo, jak inaczej nazwać mętlik w głowie Llewellyna, towarzyszący temu spotkaniu od samego początku? Czym uzasadnić przyspieszone tętno?  Do diabła!
- Nie pouczaj mnie, Risvik. - Zawsze, kiedy chciał być złośliwy,  zwracał się do niej po nazwisku. A czasami, pod wpływem irytacji, robił to niemalże odruchowo.  Och, doprawdy, nie znosił być pouczany. To on ustalał zasady, a do tych odgórnie narzuconych, nigdy nie chciał się stosować. Buntownik z krwi i kości, lub, jak kto woli – prawdziwy Gryffon, prawda? Nie bez kozery został przydzielony do innych lwów. Aż dziw, że jeszcze się w tym dormitorium nie pozabijali...  Kolejne słowa Eter przywołały na twarz Stantona lekki, a przede wszystkim pierwszy tego dnia szczery, uśmiech. Miała rację. Młody Llewellyn zawsze szedł tam, gdzie nie wolno, robił to, czego nie powinien i często mówił tak, że inni zatykali uszy. Wszystko na przekór, po złości, nonkonformistycznie, no bo w końcu tak jest ciekawiej! Jak można dobrze się bawić, idąc utartymi ścieżkami? No właśnie! Choć, z drugiej strony, one są bezpieczne. One są dobre, sprawdzone...
- Racja. - Przytaknął. - I podoba mi się to, nie zaprzeczę, ale... Ostatnie wydarzenia skłoniły mnie do tego, by zwolnić i przemyśleć wszystko. - Wyznał enigmatycznie, mając na myśli swojego dobrego kumpla, który na jego oczach umierał. Przedawkował prochy, ale Tone nie chciał o tym mówić. Nie był wylewny, nie użalał  się nad sobą, a przede wszystkim, nie lubił słuchać wyrazów pozorowanego współczucia, choć... Nie sądził, by Eter w ten sposób zareagowała. Tak, czy inaczej, tą informację zachował dla siebie, a na kolejne słowa Ślizgonki, prychnął głośno.
- Ja?! Śliski?! Phi! Obrażasz mnie, mała! - I zmarszczył na chwilę brwi, orientując się, że nazwał ją tak, jak zwykł to robić, kiedy byli  jeszcze razem. Wzruszył jednakże ramionami, dochodząc do wniosku, że to w końcu nic takiego! Przyzwyczajenie robi swoje! Ta. - Ale wiedziałem, że jesteś ze Slytherinu! - Dodał jeszcze, posyłając jej pełen satysfakcji, a może trochę zadziorny, uśmiech.  - Wczoraj prawie najebałem jednemu od was, bo skurwiel się przyczepił do mojej siostry. Taki gruby, mało kumaty... Żebyś widziała, jak uciekał w popłochu. - Roześmiał się na wspomnienie tamtej sytuacji. Och no co? Przecież musiał chronić Elsę przed natrętnymi typami! Tym bardziej, że sporo takich się wokół niej kręciło, a on jako starszy brat, zobowiązany był spełniać swoją rolę.
- Macie tu gdzieś jakiś pub? - Rzucił, czując, ze atmosfera trochę się  rozluźnia. - Fajnie byłoby napić się piwa, czy czegoś mocniejszego, a ty, jak chcesz, to możesz mi potowarzyszyć. - Słowo ,, możesz'' szczególnie zaakcentował, jakby chcąc podkreślić fakt, iż Eter zdecydowanie nie jest Stantonowi niezbędna do dobrej zabawy. No bo jeszcze czego!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Skąd : NY
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 33
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9757-eter-clarissa-risvik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9773-przydalby-sie-jakis-ziomek-xd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9812-koktajl#274449




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Czw Paź 23 2014, 12:46

Wywróciła oczyma, co miało jasno dać mu do zrozumienia, że wcale nie liczyła na jego odpowiedz... Ba! Odpowiedz nie była potrzeba, ani żadne wytłumaczenia. Czemu wywoływał w niej tyle negatywnych emocji? Przecież byli skończeni. Pogodziła się z faktem, że nigdy go już nie spotka a nawet zapomni o nim. Nie była kimś, kto rozpamiętuje przeszłość. Nie wraca do niej, bo do cholery, to przeszłość! Ona skupia się na tym co teraz i dziś.
A co przynosi jej teraz i dziś? Stanton'a. Dzięki losie! Jesteś zajebisty.
Pewna część niej chciała aby było tak jak kiedyś. Bo wprawdzie, był to jeden z lepszych okresów w jej życiu. Chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy, że będąc wtedy z nią, podtrzymywał ją i nie pozwolił aby rozpadła się na kawałki. To wtedy Anthony porzucił rodzinę, porzucił ją... A jego milczenie trwa do dzisiejszego dnia. I wtedy Stanton odszedł... Bo nie potrafiła powiedzieć mu prosto w twarz, co czuła... Bała się? Czy po prostu nie chciała go tym wszystkim obarczać...
-Przepraszam, Panie i Władco.-Mruknęła, z delikatnie uniesionymi brwiami i dziwnym, znudzonym wyrazem twarzy. Jednak w kącikach jej warg krył się uśmiech, a one same lekko drgały. Nie chciała aby zauważył ten ruch... Kiedyś widział bardzo wiele, czemu teraz nie może dostrzec najważniejszej rzeczy? Tego wrażenia. Uciechy... Przecież każda chwila dłużej spędzona w jego towarzystwie jednocześnie pobudza, straszy, ekscytuje... A może nawet prowadzić do wybuchu! Tylko kto wybuchnie? Ona? On? Czy może obydwoje?
To nie był rozkaz... Sama się nie stosuje do rozkazów. Pamięta wielkie zdziwienie Imogen na brak posłuszeństwa malutkiej Eter. Już wtedy wiedziała, że będzie z tym dzieckiem problem. Kobieta przyzwyczajona była do ładu i porządku. Przyszła córka jej zmarłej siostry i zniszczyła jej idealne wyobrażenie. Przykro mi, ale nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Eter była osobą, która nie lubi ograniczeń... A w większości przypadkach, ludzie byli zwyczajnie w świecie ograniczeni przez siebie samych. Uwięzieni w umysłach, które przysłaniają im widok na wiele spraw... Ukrywają się za nimi, jakby bali się myśleć samodzielnie.
Strasznie ją to irytuje.
Nie ma czegoś takiego, jak bezpieczeństwo, wiesz? To jest jedynie złudzenie... Coś co nie istnieje, albo istnieje w naszych głowach. Chodzenie śladami tłumu jest łatwiejsze, jednak jest niczym ciekawym.
-Nie zmienisz tego, kim jesteś.-Powiedziała i zmarszczyła delikatnie brwi. Jakby doskonale znała jego problem... Nie znała, pomyślałby, że to co mówi to gówno prawda. Oh, jest to po prostu gówniana prawda.
Mina chłopaka spowodowała, że nie zamierzała drążyć tematu. Szanowała ludzką przestrzeń i prywatność, w końcu czy sama nie była taka wobec innych? Niby była obok, jednak oddalona od wszystkich o kilometry. Te w przenośni. Jakaś część niej chciała chwycić go za dłoń, przejechać palcem po jej knykciach i uśmiechnąć się w jego kierunku. Zawsze tak robiła, dla uspokojenia, dla wiadomości, że jest przy nim, choć wcale nie musi wiedzieć wszystkiego... Zrobiłaby to. Bez użycia żadnych słów. Czasem wypowiedziane słowa powodują stratę całej wartości, która może być przekazana jednym prostym czynem.
Jednak nie zrobiła tego, tylko mocniej zacisnęła palce na papierosie. Najwyraźniej przyszła mu rola ostoi.
Zaśmiała się, co w ogóle nie powinno mieć prawa bytu. Skóra przy jej oczach delikatnie się zmarszczyła a usta wykrzywiły w uśmiechu... Tak nie wyglądała normalna Eter, ta, którą widzi każdy mijając ją na korytarzu. To określenie jej, zawsze wywoływał u niej reakcje przewracania oczyma... Teraz, sytuacja wydała jej się chyba nazbyt komiczna.
Udała, że robi lekki ukłon, jakby przynależność do jej domu napawała ją dumą. Bo tak było.-Wiesz, spodziewałabym się wszystkiego. Ale nie tego, że będziesz kierował się szufladkowaniem domów... Zawiodłeś mnie.-Powiedziała spokojnie, wzruszając delikatnie ramionami. Posłała mu równie złośliwy uśmieszek.
-Tak? I ma to komuś zaimponować? Nie sztuką jest przestraszyć kolesia, który nie odróżnia pomarańczy od grejpfruta. Zmierz się z kimś Twojego pokroju.-Powiedziała i oparła się ramieniem o framugę.
Piękna jest obrona młodszej siostry. Naprawdę. Szczerze zazdrościła komuś, kto miał takiego brata przy swoim boku. Niech się go trzymają, bo nawet nie zorientują się, kiedy może zniknąć z tego stanowiska.
-W wiosce. -Powiedziała i zgasiła papierosa. -Lub możesz się teleportować do Londyn'u. -Spojrzała na niego.-Oh, dziękuje. Zaszczytem będzie towarzyszyć Tobie w tej jakże ciekawej podróży.-Wywróciła oczyma.
Oczywiście, że z nim pójdzie! Aby pokazać, że właśnie jest niezbędnym elementem dobrej zabawy!
Choć prawda jest taka, że chciała się napić... Czegoś mocniejszego i niekoniecznie legalnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 78
  Liczba postów : 64
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9781-stanton-llewellyn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9791-super-sowa-stantona




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pon Lis 03 2014, 23:25

Na widok tego delikatnego, zakamuflowanego wręcz uśmiechu, który mimo wszystko nie umknął uwadze Stantona, Gryffon uśmiechnął się ciepło. Zawsze lubił rozbawiać Eter. Świadomie, czy nie świadomie, uwielbiał patrzeć, jak kąciki jej ust unosiły się do góry. Wtedy była jeszcze piękniejsza i... Ach, do diaska! Jego myśli  wciąż niebezpiecznie krążyły wokół tematów, które powinny omijać szerokim łukiem, ale... jebać to. Tak, można spodziewać się, że te dwa niezbyt wyszukane słowa, wypowiedział w myślach młody Llewellyn, jeszcze zanim z jego ust wypłynęły kolejne, tym razem łagodniejsze wyrazy.
- Nadal uroczo się uśmiechasz, nawet jeśli próbujesz to ukryć. - Rzucił znienacka, nie myśląc wiele. No bo któż spodziewałby się po tym Gryffonie ważenia słów, czy rozsądnego operowania nimi? Zadowolony z siebie, puścił jej oczko, po czym wsadził papierosa do ust i zaciągnął się dymem, by już po chwili powoli wypuścić go  z płuc. Musiał wyglądać teraz prawie tak, jak gangster z tych mugolskich filmów, które oglądał czasem z Elsą. Chociaż, Stantonowa burza włosów w żaden sposób nie czyniła go groźniejszym, straszniejszym czy też  nawet poważniejszym. Raczej dodawała mu chłopięcego niemalże uroku, dając tym samym nadzieję, że może z tego małego, uroczego Llewellyna, jakim był za dzieciaka, coś  jeszcze zostało, ale... Nie łudźcie się. Nie zostało.
- Nie próbuję nawet. - Wzruszył ramionami, jakby była to najbardziej oczywista rzecz na świecie. Fakt faktem, on akceptował siebie. Można powiedzieć nawet więcej – gdyby mógł w jakiś sposób zmienić dowolną cechę swojego wyglądu, czy charakteru... Po krótkim zastanowieniu odpowiedziałby zapewne, że... jemu, to w sumie wszystko pasuje. Ot, cały Tone, choć przyznać trzeba, iż ów nieuzasadniony do końca pociąg ku temu, co nielegalne i zabronione, mógł zrujnować jego życie. Dobrze, że młody zmądrzał trochę.
- Nic nie poradzę na to, że idealnie pasujesz do Slytherinu, młoda. - Rzucił, uśmiechając się w rozbrajająco szczery sposób. - Tak samo, jak ja jestem typowym Gryffonem. Takie są fakty, Eter. F a k t y. - Ostatnie słowo zaakcentował, oddzielając każdą z liter, po czym kiwnął głową na potwierdzenie swoich słów po to tylko, by już po chwili przybrać złowrogi wyraz twarzy i zakląć pod nosem.
- Myślisz, że robiąc to, chciałem komuś zaimponować? - Posłał jej krótkie spojrzenie, a w ciemnych oczach  zatańczyły złowrogie iskierki, zapowiadające nadchodzący wybuch. - Po  prostu  nie pozwolę, by jakiś jebany skurwiel zbliżał się do Elsy. Niezależnie od tego, czy to kurwa dwumetrowy koleś, czy jakiś gruby typek. I ty dobrze o tym wiesz, Risvik! - Och, wybuchowy jest ten Tone, cóż poradzić. Co gorsze, w głębi duszy ten mały narwaniec, miał nadzieję, że Eter podchwyci temat. Ze wybuchnie. Sam nie wiedział dlaczego, aczkolwiek najprawdopodobniej podświadomie chciał wzbudzić w niej emocje. Jakiekolwiek. Chciał wyprowadzić ją z równowagi, dostrzec irytację w jasnych oczach.
- Spoko. - Rzucił lakonicznie, kiedy ochłonął już trochę, po czym jak gdyby nigdy nic, posłał jej lekki uśmiech i dodał. - To co, idziemy na ognistą, mała? - Spojrzał na Eter, a jego spojrzenie było trochę bardziej zadziorne i można było dostrzec w nim nutkę... Ekscytacji? Radości? A może obydwu naraz? W końcu przyznać trzeba, iż spotkanie ze Ślizgonką od samego początku dostarczało młodemu Llewellynowi przeróżnych, często skrajnych emocji.
I wiedział już, że nie przestanie o niej myśleć.
Doprowadzisz moje zmysły do szaleństwa.
Znów.

Westchnął cicho, próbując dać tym samym upust natrętnym myślom, ale już po krótkiej dość chwili, przywołał na twarz uśmiech i spojrzał na Eter.
- No to prowadź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Skąd : NY
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 33
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9757-eter-clarissa-risvik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9773-przydalby-sie-jakis-ziomek-xd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9812-koktajl#274449




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Wto Lis 04 2014, 17:51

I już wiedziała, że przegrała tę bitwę. A co zostało z jej niewzruszeniem? Dystansem i obojętnością? A tak naprawdę... Czemu chciała taka wobec niego być? Chodziło jedynie o tą cholerną dumę? Przecież chłopak zaliczał się do niewielkiego grona ludzi, którzy naprawdę "znali" Eter. Wiedzieli o niej dosłownie wszystko... A jednak wciąż nie potrafił przebić się przez tę dziwną granicę, którą sobie stworzyła, o której zapomniała...
Pewne obrazy, chęć zrobienia wielu rzeczy w tym momencie ciągle przychodziły jej do głowy a ona upajała się w nich. Nie powinna tego robić, bo im bardziej się w to zagłębia, tym bardziej nieprzewidywalna może stać się ona...
Spojrzała na niego, raczej zmieszana... I zaskoczona. Umiesz zrobić z jej myśli sieczkę. Potrafisz spowodować jej zamarcie. Potrafisz wywołać w niej uczucia, których nawet nie chce. Wielkie dzięki.
-A Ty wciąż potrafisz go wywołać.-Powiedziała spokojnie, a jeszcze większym zaskoczeniem była jej szczerość i lekkość z jaką wypowiedziała te słowa. Jakby było to dokładnie to co miała na myśli i wcale nie czuła się źle z tym, co powiedziała.
Jakby to było w porządku.
Jakby to było normalne.
Zapewne jego nonszalancja powodowała, że i jej przyszło to z łatwością. Uśmiechnęła się delikatnie, troszkę jak to ona, z wyższością... Choć jest to jedynie takie wrażenie. Ona ma po prostu taki wyraz twarzy. Jaka matka, taka córka. Choć i tej nigdy nie widziała, cały czas jej to powtarzano. Jakby była to rzecz zła i przyprawiająca o wymioty. A ona jak na przekór wszystkiemu i wszystkim, robiła dokładnie to, czego najbardziej się obawiali. Szła jej śladem.
Choć ucieczki i zajścia w ciąży jeszcze nie chciała próbować.
Spojrzała na niego i tak to już zostało. Chciała zobaczyć, czy naprawdę przez ten rok coś się w nim zmieniło. Czy doszła jakaś nowa rzecz, jakaś ubyła? Chciała zobaczyć, czy wciąż był "jej" Stanton'em, co wydaje się wręcz absurdalne... Bo on tak naprawdę nigdy nie był "jej". Choćby tego bardzo chciała, nigdy nie mogła powiedzieć, że do siebie należeli. Uczucie nienasycenia jakby w niej wzrosło i wisiało na tym poziomie...
Nikt nie powinien chcieć zmiany w sobie. Ludzie, którzy widzą w sobie problem i chcą go zmienić, uczestniczą w tak zwanej "walki z wiatrakami". Nie da się zmienić czegoś, co jest częścią nas, a udając, że nam się to udało... Mogła nazwać ich albo tchórzami albo głupcami. Wybieraj.
Ona nie żałowała tego co zrobiła, nie rozpatrywała sytuacji i nie zastanawiała się, co by było gdyby... Tak samo myślała o sobie samej. Jest jaka jest, a jak to komuś nie pasuje, cóż... Musi to przełknąć, jak wiele niesprawiedliwości na tym cholernym świecie.
Uśmiechnęła się do siebie, lekko wyginając wargi, jakby się nad czymś zastanawiała... -Myślę Stanton, że strasznie nas ograniczasz. Mnie? To jeszcze rozumiem... Ale siebie?-Uniosła delikatnie brodę, jakby wyzywająco. Tyle miała do powiedzenia w tym temacie.. Doskonale wie, jak bardzo nie lubiła przyklejania komuś etykiety... Choć czy ona była idealna? Czasem po prostu się wie... Czy to była podobna sytuacja?
O-o. Zrobiła coś, co wywołało w nim niezbyt pozytywne emocje, co o dziwo, niezmiernie ją ucieszyło. To znak, że miała przewagę, znak, że jeszcze potrafiła na niego wpłynąć. Wiedziała gdzie uderzyć i to wykorzystywała. Bo łatwiej jest się dobrać do innych niż do siebie samego, prawda?
Poza tym... Nic nie mogła poradzić na to, że uwielbiała dreszcz, który przechodził po jej plecach kiedy podnosił głos a jego spojrzenie gotowe było posłać iście mordercze fale. Była stuknięta.
-Elsa potrafi o siebie zadbać, bo jest już dużą dziewczynką. Nie zgrywaj idealnego starszego braciszka.-Powiedziała. A w jej głosie było słychać jedynie gorycz.
Stanton odszedł, zanim jeszcze zdołał się dowiedzieć. Zanim zdołał zobaczyć w niej kogoś złamanego i smutnego. Nie mógł wiedzieć, nie mógł zdawać sobie sprawy, jak bardzo poruszały ją takie słowa. Ułamki sekundy, których nawet ona nie byłaby wstanie rozpoznać, to właśnie był ów smutek. Żal... Po stracie tego wszystkiego, co względem Elsy reprezentuje Stanton. Kurwa.
Chciał wywołać w niej emocje? Irytacje? Proszę bardzo! Niech jednak nie zadaje zbędnych pytań. Bo jedynie pogorszy sprawę.
Sytuacja jakby opadła a oni znów byli dwójką ludzi, którzy spotkali się po dłuższym czasie... Nie było powrotu do tego, co działo się dosłownie sekundy temu. Zeszła z parapetu, niebezpiecznie blisko niego. Stanęła przed nim i uniosła głowę, aby móc mieć na niego lepszy widok. Wyzywające spojrzenie i zadziorna mina, czyżby?... Chciała go za sobą pociągnąć samym swoim spojrzeniem... Aby nie myślał nad tym, dokąd idą i w jakim celu... Nigdy nie był z niej typ kokietki... Jednak kiedy chciała, potrafiła zrobić z ludźmi co chciała.
To jest wyzwanie, Stanton.
-Nie dasz mi rady.-Uniosła lekko brwi i uśmiechnęła się, swoim pełnym uśmiechem. I odwróciła się, aby ruszyć w kierunku błoni. Nawet nie spojrzała czy za nią poszedł, przecież musiał to zrobić!

[z/t x2 i przenosiny do...]


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : posiadłość Sullen Ridge w Walii
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 45
  Liczba postów : 21
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9950-anastasja-catherina-rose
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9953-zapraszam-wszystkich-chetnych-zazwyczaj-nie-gryze#277324
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9954-ana-z-mila-checia-pokoresponuje-z-toba#277325
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9955-anastasja-rose#277327




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Wto Gru 02 2014, 15:29

Weszła razem z Aleksandrą na Dziedziniec. Mimo tego, że była już prawie zima, to pogoda nadal była w miarę dobra.
- Ale dzisiaj jest nudno. Może zrobimy coś ciekawego? - spojrzała na koleżankę. - Co Ty na to, żeby urozmaicić trochę dzień męskiej części tej bandy nudziarzy? - w oczach Any pojawił się dziwny blask zwiastujący pomysł, który nie tylko zakrawał o szlaban, ale również o posądzenie o niezrównoważenie psychiczne. - Taka mała rewia mody na Dziedzińcu, w trochę skąpych ciuszkach. Przy okazji wymigamy się od jutrzejszych nudnych zajęć. - puściła do niej oczko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 19
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 196
  Liczba postów : 181
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9876-aleksandra-johanson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9916-szukam-przyjaciol#276718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9917-sowia-poczta#276719
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9922-aleksandra-johanson#276754




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Wto Gru 02 2014, 20:57

Weszła razem z Anastazją na Dziedziniec i usiadła na równo przystrzyżonej trawie. Oparła się na jednym ramieniu, bo drugie dalej bolało ją po ostatnim treningu Quiddicha, gdy Sarah uderzyła ją kaflem. Spojrzała w niebo i zamyśliła się. Od wczoraj nic ciekawego się nie zdarzyło, a Aleks nie mogła długo wysiedzieć w jednym miejscu nic nie robiąc. Przez chwilę obserwowała inny uczniów siedzących na trawie lub opierających się o mur. Jak oni mogą siedząc tak spokojnie i nic nie robić pomyślała.Westchnęła i stwierdziła:
- Faktycznie strasznie nudno. - Słysząc jednak dalszą wypowiedź Any roześmiała się i przytaknęła. - Faktycznie trochę tu za spokojnie. Przydało by się rozruszać nieco nasze towarzystwo. Zaczynamy. - Podskoczyła i wyszczerzyła zęby do Krukonki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 30
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10084-valyria-dwyres
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10087-kom-at-mi-bro
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10093-piszcie-listy-do-valyrii-kluseczki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10089-valyria-dwyres




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Wto Gru 30 2014, 01:33

Było lekko pod wieczór gdy Valyria pojawiła się na terenie dziedzińca. W ręce miała zeszyt i ołówek, choć nie była taka pewna tego, że go tego wieczoru wykorzysta. Rozejrzała się wokoło i dostrzegła jedynie kilka przypadkowych, nieznanych jej osób, które prawdopodobnie w przeciągu chwili pójdą do dormitoriów. Zadowolona wysnutym wnioskiem, powłóczystym krokiem ruszyła przed siebie, prosto w stronę fontanny. Nie potrzebowała dużo czasu, by znaleźć się przy niej, w końcu znajdowała się ona zaledwie kilkanaście metrów od miejsca, w którym Val stała. Zamiast usiąść na jej murku, jak to większość by uczyniła, Dwyres ulokowała się wygodnie na ośnieżonej trawie, o murek zaś się tylko opierając. Położyła głowę na płaskiej powierzchni siedziska, oczy kierując ku niebu. Tył głowy przeszyło zimno, co zapewne przyniesie ze sobą późniejszy ból głowy, jednakże widok nieboskłonu zawsze był tego wart. Widok był lekko zachmurzony, aczkolwiek dało się dostrzec gwieździste prześwity, a nawet kontur pojawiającego się już księżyca. Valyria westchnęła, wciągając do płuc haust zimnego powietrza, po czym pozwoliła myślom płynąć po jej głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 19
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9815-rosh-smith
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9820-rosh-smith
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9817-poczta-rosha-smita
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9819-rosh-smith




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Wto Gru 30 2014, 11:34

Wybrał się z samego rana po za teren szkoły, aby zebrać potrzebne mu rośliny. Nie był może mistrzem z eliksirów, czy zielarstwa, ale chciał przynajmniej spełniać wymagania. Cały dzień poszedł na marne. Znalazł jedynie, jedną roślinę i akurat tą, której najmniej potrzebował. Zdenerwowany postanowił, iż wróci i skieruje się do swojego dornitorium. Gdy wszedł powolnym krokiem na dziedziniec dostrzegł niebo zapełnione gwiazdami. Cóż ten widok należał, do tych ładniejszych jakie widział. Astronomia tak, najsłabszy jego punkt w nauce. Nie lubił, a w prost nienawidził tej lekcji. Może czegoś się nauczę, jeśli popatrzę na niebo? Szczerze wątpię, ale takie widoki, aż żal przegapić, skoro mają miejsce tak rzadko. Popatrzył po dziedzińcu, już pustym od wszelakich ludzi. Ruszył ku fontannie, by przy niej usiąść. Minął tył fontanny. Nagle prawie padł z zdziwienia. Przy fontannie, ale nie na niej tylko pod nią siedziała dość wysoka dziewczyna. Troszkę wyższa od niego. Tył głowy oparła o płaską powierzchnię siedziska. Najdziwniejsze, było, jednak, to , że w ogóle go nie zauważyła. Podszedł bliżej, usiadł wygodnie, po czym powiedział:
- Cześć, chyba nierozważnie, tak siedzieć na ziemi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 30
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10084-valyria-dwyres
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10087-kom-at-mi-bro
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10093-piszcie-listy-do-valyrii-kluseczki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10089-valyria-dwyres




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Wto Gru 30 2014, 12:09

Valyria siedziała sobie spokojnie na ziemi, myśląc, że już nic nie zdoła zakłócić jej wieczornych obserwacji nieba. Chmurki płynęły po nim spokojnie, z każdą chwilą odsłaniając coraz więcej gwieździstego nieboskłonu. Przez myśl jej przeszło, że skoro już ta pora, to może powinna wrócić do dormitorium, jednak zmartwienie szybko zniknęło gdy jej oczom ukazał się księżyc. Mentalnie machnęła na to ręką, nie pierwszy raz sobie tak folguje, jeżeli nikt jej nie zauważy to nie przyniesie to jakichkolwiek problemów. 
Żałowała, że nie ubrała czapki. Zimno przeszywało jej kark coraz dotkliwiej. Niedługo będzie musiała podnieść głowę z tego nieszczęsnego siedziska, bo tu przymarznie. Chwilę później, z daleka usłyszała trzeszczenie śniegu pod czyimiś stopami. Była przekonana, że ktoś, wykorzystując ostatnią chwilę, zreflektował się i poszedł do dormitorium. Mimo to jednak kroki były coraz bliżej... to również jej nie zmartwiło, doszła do wniosku, że ktoś musiał czegoś zapomnieć lub chcieć wejść do Hogwartu z drugiej strony. 
Nie spostrzegła nawet, kiedy kroki ucichły.
- Cześć, chyba nierozważnie tak siedzieć na ziemi? - pytanie dotarło do jej uszu, przeszywając ciszę panującą wówczas wokół. Lekko przesunęła głowę w stronę źródła głosu, narażając swoje ucho na atak zimna z lekko oblodzonego siedziska. Doszła jednak do wniosku, że ucha woli sobie nie odmrażać, więc podniosła głowę i spojrzała na nieznajomego. W ciemności nie widziała zbyt wiele, prócz tego, że był to chłopak o włosach koloru blond.
- Nie. Dlaczego? - zapytała, a po krótkiej chwili dodała jeszcze - Nie jest wcale tak zimno.
To stwierdzenie trochę mijało się z prawdą, gdyż jej krzyż i nerki darły się wniebogłosy by oszczędzić im żywot i pozwolić spełniać swoje funkcje w miarę umiarkowanym cieple. Nie dała jednak tego po sobie poznać, kobietą trzeba być wyzwoloną, twardą!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 19
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9815-rosh-smith
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9820-rosh-smith
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9817-poczta-rosha-smita
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9819-rosh-smith




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Wto Gru 30 2014, 12:31

W końcu się odezwała, a jej odpowiedź doprowadziła, do tego, że uśmiech zagościł na jego twarzy. Tak, tak nie jest zimno. Już nie udawaj, przecież widać. Nie śmiał, jednak jej tego powiedzieć. Co jak co, ale z tego na pewno wybuchła, by awantura. A tego wieczoru naprawdę, tego nie chciał. Skierował wzrok na nią, lecz w takiej ciemności trudno było cokolwiek zobaczyć. Następnie popatrzył, ku gwiazdą mówiąc:
- Było dosyć dziwne, że nagle postanowiłaś podnieść głowę, a nie tylko przekręcić. Uznałaś pewnie, iż będzie, to grozić, zapaleniem, czy czymś? - Tylko, to zauważył w ciemności - Jak chcesz zresztą, ale uważam, za lepszy pomysł, gdybyś usiadła na murku fontanny, tak jak ja. Daję, tylko radę, nie chcę, żadnych kłótni. A tak po za tym, umiesz coś wyczytać z tych gwiazd? Bo ja jak na razie do niczego nie doszedłem i raczej nie dojdę.
Po skończeniu przemowy, wyciągnął różdżkę, po czym wypowiedział zaklęcie "Lumos". Zabłysnęło małe światełko, a on zaglądnął do torby, aby wyciągnąć książkę związaną z Astronomią. Dopiero w tym świetle zobaczył jak naprawdę wygląda jego rozmówczyni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 30
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10084-valyria-dwyres
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10087-kom-at-mi-bro
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10093-piszcie-listy-do-valyrii-kluseczki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10089-valyria-dwyres




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Wto Gru 30 2014, 14:46

Ależ on ją podpatrzył! Dobrze spostrzegł, Valyria faktycznie chciała uniknąć zapalenia swego jakże cennego ucha, acz to nie był jedyny powód, dla którego podniosła głowę. Rotacja jej karku nie była tak duża by z położoną głową wygodnie patrzeć w bok.
Po prostu, było mi zimno w głowę. Tobie też by było, gdybyś poleżał na tym lodzie. - powiedziała, marszcząc brwi.
Czy umie czytać z gwiazd? Owszem, coś tam umie, zagłębiała się w temat astronomii gdyż wiąże się to z jej ulubioną dziedziną - wróżbiarstwem. Trzeba przyznać, całkiem ją to pociąga. Woli jednak poznawać więcej tajników wróżbiarstwa oraz ONMS, zaś wiedzę astronomiczną poszerzyć później. Na ten czas woli pozostawić sobie możliwość prawie nieświadomego patrzenia w gwiazdy, bez doszukiwania się gwiazdozbiorów czy też Gwiazdy Polarnej.
Fajnie, że nie chcesz patrzeć na mnie z góry. - uśmiechnęła się półgębkiem, ukazując dołeczek - Nie skorzystam. Kamień jest z pewnością równie zimny co śnieg. - stwierdziła wciąż nie spuszczając wzroku z rozmówcy - Zbyt dobrze nie, ale do czasu. - powiedziała, nawiązując do pytania o astronomię.
Nagle nieznajomy wyciągnął różdżkę i gdy wypowiedział zaklęcie lumos, kijaszek rozbłysł. Valyria przymrużyła oczy przez nagłą zmianę jasności. Kiedy źrenice przyzwyczają się do panującej ciemności, nagłe oświetlenie ich nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy, jakich w życiu Dwyres doświadczyła. Przyzwyczaiwszy się do nowego światła udało jej się spostrzec, iż nowy znajomy studiuje książkę od astronomii.
Lubisz astronomię? - zapytała. Choć powiedział, że nic z niej nie rozumie, nie wyklucza to tego, że jej nie lubi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 19
  Liczba postów : 22
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9815-rosh-smith
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9820-rosh-smith
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9817-poczta-rosha-smita
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9819-rosh-smith




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Wto Gru 30 2014, 15:42

Czytał, coś w książce od astronomii. Cóż rozumiał z tego całe nic. O wiele bardziej od czytania z gwiazd lubił opiekę nad magicznymi stworzeniami. Sprawiało mu, to niejaką przyjemność. Jego marzeniem, jeśli można tak powiedzieć, była chęć zostania nauczycielem tego przedmiotu. Wiedział, że czeka go bardzo długa droga, lecz się nie poddawał. Rozmyślenia przerwały mu słowa nowo poznanej dziewczyny.
- Cóż trudno mi powiedzieć. Może i bym lubił, jednak, prawie nic z tego nie rozumiem. A, jeśli się czegoś nie rozumie, ciężko, to lubić, nieprawdaż? Jednak... na gwiazdy lubię sobie popatrzeć. A ty? Z twoich słów "Zbyt dobrze nie, ale do czasu" można wywnioskować, iż masz jakieś ambicje z tym związane. - uśmiechnął się i kontynuował wypowiedź - Zatem, skoro przepadasz za astronomią, to lubisz też wróżbiarstwo, prawda? Ja zdecydowanie od tych przedmiotów wolę Opiekę nad magicznymi stworzeniami. Bym zapomniał, nazywam się Rosh Smith. Miło mi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 30
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10084-valyria-dwyres
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10087-kom-at-mi-bro
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10093-piszcie-listy-do-valyrii-kluseczki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10089-valyria-dwyres




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Wto Gru 30 2014, 19:25

Z wypowiedzi chłopaka wnioskować można było, że do astronomii nastawiony jest neutralnie. Zawsze jednak nakierować można było go w stronę polubienia jej. Ta nauka nie była aż taka trudna, jeżeli miało się do tego dobre warunki pogodowe, mapę nieba oraz kogoś, kto ewentualnie pomoże w poszukiwaniach gwiazdozbiorów. Gdyby Valyria lubiła pomagać, zapewne wyciągnęłaby do niego pomocną dłoń, jednakże z powodu, że nie należała do osób cierpliwych oraz empatycznych, wolała tego nie czynić. Może kiedyś, jeżeli okaże się on na tyle wartościową osobą by zasłużyć na kumplowanie się z Dwyres - i pozna już jej wady i zalety - skusi się na lekcje od niej.
- Owszem, lubię astronomię, choć wróżbiarstwo bardziej.
Gdy usłyszała fragment o opiece nad magicznymi stworzeniami, z jej wzroku wyczytać można było większe zainteresowanie niż dotychczas. Ciekawiło ją, jak bardzo chłopak lubi zajmować się tymi zwierzętami oraz czy będzie z nim mogła na ten temat pogadać, a może nawet dowiedzieć się od niego czegoś nowego? Wyglądał na ciut starszego, więc zapewne ma nieco większe doświadczenie w tej dziedzinie od niej. 
- Naprawdę? - zapytała z zaskoczeniem w głosie, nawiązując do ONMS - Ja też to uwielbiam. Te stworzenia potrafią być bardziej empatyczne niż ludzie. - uśmiechnęła się lekko - Valyria Dwyres, cała przyjemność po mojej stronie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Santa Monica, USA
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 428
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 363
http://www.czarodzieje.org/t10007-quietus-ettreval#279078
http://www.czarodzieje.org/t10008-cisza-przed-burza
http://www.czarodzieje.org/t10065-cichnacy-szept#280286
http://www.czarodzieje.org/t10074-quietus-ettreval#280494




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Sty 18 2015, 19:28

[przeniesiony temat]

Coś poszło chyba nie tak. Nawet bardzo nie tak a Quiet przekonał się o tym całkiem dotkliwie, gdy nadprzyrodzony i najpewniej przedwieczny głos rozległ się przeraźliwym echem w jego głowie. Mentalna napaść była na tyle silna, że pod chłopakiem ugięły się kolana a on sam upadł na biały puch, próbując wypędzić ów demoniczny odgłos ze swoich myśli. Jeśli tak miało wyglądać opętanie i przejęcie kontroli nad czarodziejem - to on dziękuje za tego typu atrakcje. Natomiast, słysząc krzyk Utopii, spiął w sobie wszelkie pokłady sił i energii i cały czas walcząc we własnej głowie - starał się podnieść do pionu jednocześnie podpierając się obiema dłońmi o gorące niemal diabelnie gorące krawędzie tego pieprzonego kotła do którego upuścił parę kropel własnej życiodajnej krwi. Zastanawiając się gorączkowo, co też takiego schrzanili .. nagle zrozumiał. Ta cholerna szałwia! Zapomnieli o spopieleniu tych cholernych, idiotycznych liści szałwii nad każdym z kotłów! Nawet mugol ma pojęcie o tym, że właściwości tego zielska mają moce ochronne i zazwyczaj mają za zadanie odpędzać złe duchy. Niestety dzisiejszej nocy, Quiet bardziej wolał być skupiony na gryfonce aniżeli starać się zorientować, że zamiast amatorskiego wskrzeszenia kota Zleva, przywołał demona z samych otchłani piekieł. Gdy na rozkaz demona, wszystkie kotły buchnęły i próbowały uwięzić stojącą w samiuteńkim kręgu Utopię, tworząc istną rzekę śmierci i zniewolenia - Cichy miał ochotę wyć z rozpaczy. Na szczęście jego zapobiegliwość po raz pierwszy w życiu, okazała się być najlepszym pomysłem na dzisiejszą noc pełną niespodzianek. Miotła niemalże wpadła mu w roztrzęsione dłonie a być może to sam krukon niemal instynktownie wskoczył na przedmiot wybawienia i w mgnieniu oka również Utkę do siebie przyciągnął i chaotycznie ją usadził przed sobą niczym prawdziwą amazonkę. Jak na złość, bariery bezpieczeństwa stworzone przez Quiestusa padły w tej samej chwili i tylko sam Merlin tych dwoje uratował przed zaatakowaniem wilczura, który najwyraźniej czaił się na jego gryfonkę. A tenże potwór mając najpewniej w zamiarze rozerwać im gardziele - na ich szczęście przewrócił jeden z dymiących kotłów. Ten z krwią Quiestusa. Krukon nie musiał nawet patrzeć na ten makabryczny widok, by nie domyślić się, że jego krew z przerażającą szybkością wsiąkała w ziemię. Czyżby rzeczywiście uwolnił przedwieczną bestię? Wiedział natomiast jedno - odtąd w zakazanym lesie raczej nie będzie mile widziany. A może będzie raczej usilnie poszukiwany przez innych? Centaury za skażenie hogwarckich ziem, przeklętym rytuałem z pewnością, by nabrały bardziej morderczych zamiarów względem niego. Byleby tylko Utki nie tknęli bo ona niewinnym stworzeniem była. Uciekając z miejsca zbrodni i czarnej mszy, wzbili się wysoko niemalże wtapiając się w nocne niebo a lodowaty podmuch powietrza owionął ich twarze. Sam Quiet niemalże zachłysnął się powietrzem lecz zamiast panikować - nie stracił zimnej krwi. Objął mocno ramionami Blytheówną siedzącą przed nim i muskając uspokajająco wargami jej czubek głowy, zaczął do niej szeptać słowa kojarzące się z bezpieczeństwem. Był marny w pocieszaniu ale cóż poradzić? Stopniowo obniżając lot skierował się bardziej na zachód w stronę szkolnego dziedzińca i chwilę potem raptownie hamując, zeskoczył zwinnie ze swojej miotły i ściągnął z niej swojego gryfońskiego bohatera. Widząc łzy spływające po jej policzkach, wściekł się na siebie nie na żarty i blednąc coraz bardziej, bez namysłu przyciągnął ją do swojego ciała i przytulając mocno, omotał ją swoją peleryną. Unosząc zdecydowanym ruchem to maleństwo nieco w górę, na miękkich nogach dotarł do murka i osuwając się na murowane siedzisko, posadził płaczące dziewczę na swoich kolanach i ponownie mocno uścisnął, gładząc ją delikatnie po plecach.
- Ciii Utka, nie płacz już proszę. Blytheówna już jesteśmy bezpieczni, słyszysz? Uspokój się maluchu, błagam. - jęknął cicho do jej ucha i począł się z wolna kołysać, co by uspokoić gryfonicę. I teraz do szczęścia brakuje mu tylko szlabanu. A najlepiej od własnego brata.

Chciałoby się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 28
Skąd : USA
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 657
Dodatkowo : opiekun Ravenclawu
  Liczba postów : 143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9998-blaze-ettreval-revie#279035
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9999-pan-profesor-wiecznie-plonie#279039
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10000-spalone-listy-ze-stanow#279041
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10001-blaze-ettreval-revie#279045




Administrator






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Sty 18 2015, 20:27

Trzecia rano. Nawet trzecia dwie, a on wciąż nie spał. Właściwie nic wcześniej nie wskazywało na to, by spędził tę noc nie zmrużywszy oka. Wszystko było w porządku. Zajęcia się udały, zatem co mogło pójść nie tak? Odpowiedź kryła się po jednym imieniem: Quietus.
Jego młodszy brat musiał sprawiać problemy zawsze i wszędzie, jakby nie docierało do niego, że w ten sposób niszczył również reputację samego Blaze’a. Obowiązkiem Ettréval-Reviego było utrzymanie Quieta we względnym spokoju w szczególności, że opiekował się domem, do którego należał. Tak trudno zrozumieć, gdzie leży granica między spokojem a dręczeniem umęczonego życiem nauczyciela? Cóż, Cichy tego nie wiedział, a on nie chciał tworzyć między nimi przepaści. I tak ich wzajemne kontakty były dość ożywione, a zniszczenie tej cienkiej nici porozumienia, która od paru dobrych lat drgała w jedną bądź drugą stronę. Jak to się możliwe, że jeszcze jeden nie otruł drugiego? To znaczy Blaze nie otruł Quietusa, choć nie wątpił w umiejętności młodszego brata, to miał pewność, że brakowało mu tej ogłady oraz doświadczenia. Nie musiał się wysilać, by łatwo go przystopować, jeśli chodziło o tę część magicznego świata. Wystarczyło podsunąć kilka sugestywnych myśli i zaczynał działać, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Tak jak on. Kiedyś. W przeszłości.
Wiedział, że to Cichy jakimś cudem wyniósł kotły z klasy, ale nie przejmował się tym, dopóki nie odkrył zniknięcia jednego, bardzo ważnego składnika z półki. Oczywiście natychmiast udał się do pokoju wspólnego Krukonów, próbując odnaleźć brata, lecz okazało się to daremne w skutkach. Dopadnie go później. Jak już odpocznie w swoim gabinecie, co stało się niemożliwe, bowiem wybita szyba, głośno miauczący kot oraz francuskie obelgi obrazu chroniącego jego komnaty nad wyraz dobrze powiedziały mu, co miało miejsce. Z trudem powstrzymał się od rzucenia kilku opryskliwych w stronę portretu, ale wystarczyło jedno spojrzenie, by malunek zamilkł, ulatniając się na swoje prawowite miejsce.
Przechodząc przez gabinet, starał się nie podeptać rozrzuconych papierów oraz fiolek ze składnikami. Koty narobiły bałaganu wystraszone nagłym hałasem, ale całe szczęście niczego nie zniszczyły. Quiri był przerażony do tego stopnia, iż znalazł go skulonego pod poduszką w sypialni, natomiast Susu wydawała z siebie okropne odgłosy kociego zawodzenia pod rozbitym oknem. Dopiero wzięcie jej na ręce uspokoiło zwierzaka, ale nie dało to Blaze’owi miejsca do działania. Dobrą godzinę trzymał kotkę na kolanach, próbując uporządkować rozrzucone papiery oraz zebrać resztki potłuczonych, na szczęście pustych, naczyń. Wszystko szło sprawnie dzięki szybkim zaklęciom, chociaż wiedział, że nadal coś było nie tak. Nie mógł przestać myśleć o Quietusie i jego wybrykach. Miał też świadomość, iż krukoński buntownik nie posłucha próśb, zatem musiał działać stanowczo. Jak na opiekuna domu przystało. Dlatego tak niebotycznie dużo czasu poświęcił na siedzenie we własnym gabinecie, aby równo o trzeciej opuścić komnatę w towarzystwie kotów.
Schodząc schodami, czarny płaszcz delikatnie łopotał, a światło wyciągniętej różdżki rzucało tak przerażający cień, iż Quiri wskoczył w ręce Blaze’a, czego Susu nie uczyniła. Uśmiechnął się sardonicznie, obserwując kotkę dumnie kroczącą przed nim. Niewątpliwie oba zwierzaki różniły się niczym dzień i noc, tak jak on i Cristina. Jednakże uzupełniali swoje braki w tak idealny i zgodny sposób, iż nie widział bardziej zgranej pary. Wprawdzie miewali swoje złe dni, okresy ciszy, ale nigdy nie rzucili na siebie ani jednego zaklęcia. On nie potrafił zrobić tego przez wzgląd na uczucia, którymi ją darzył, a Cristina... nie kryła tego, że różdżki używała jedynie do sprzątania po swoich eksperymentach. Blaze nawet zastanawiał się, czy jego żona znała chociaż jedno zaklęcie rozbrajające. Oczywiście umiała zdecydowanie więcej, ale nie chwaliła się swoimi umiejętnościami, a nawyk skromnego afiszowania własnych talentów przejął właśnie po niej. Nie potrzebował zachwytu ani uwielbienia, skoro wystarczał mu zwykły szacunek. Szacunek, którego Quiet najwyraźniej posiadał ani krztynę, lekceważąc nie tylko szkolny regulamin, ale też brata. Podobno byli rodziną, ale zaczynał wątpić, że łączyło ich cokolwiek poza więzami krwi. Idąc korytarzami czuł się tak, jakby wszystko stracił i naprawdę nie miał sił na użeranie z krnąbrnym nastolatkiem, u którego najwyraźniej wciąż buzowały hormony oraz wszędobylska głupota. W tej chwili nie był jego bratem, a opiekunem domu i nauczycielem. Nie zamierzał powoływać się na rodzinne koneksje. Nie chodziło nawet o cokolwiek, poza okazaniem sobie odrobiny szacunku i sprawdzeniem siebie, czy rzeczywiście nadawał się na nauczyciela, bo szczerze wątpił, by jego próby załagodzenia sprawy poszły pomyślnie w jakikolwiek sposób.
Schodząc na niższe piętra, zgasił różdżkę delikatnym machnięciem różdżki oraz wypowiedzeniem niemal niesłyszalnego Nox. Nie chciał robić zbędnego hałasu, bowiem portrety na czwartym piętrze były szczególnie nieprzewidywalne. Zwłaszcza ten jeden, który budził grozę, jakby chciał go zjeść na obiad. Cóż, skoro on czuł respekt przed tym stworem, to co mogli odczuwać biedni uczniowie? Niektórzy najwyraźniej czuli jedynie własną chuć oraz chęć sprawiania kłopotów, dlatego już teraz zaczął układać plan swoich zajęć tak, aby wcisnąć między nie dodatkowe szlabany. Nie zamierzał nikomu popuścić, jeśli złamie choć jeden punkt regulaminu. Nieważne jak bardzo by się stawiał ten osobnik, postawi na swoim. Po kimś odziedziczył tę upartość w dążeniu do obranych celów, ale wspominanie o niezbyt opiekuńczej matce ani trochę nie poprawiała jego nastroju. Wszak musiał znaleźć Quieta, gdziekolwiek był i jakiekolwiek sprawiał kłopoty. Jednak Morgana jedna jedyna wiedziała, gdzie go zaprowadzić. I dlaczego miał całkowitą pewność, że to, co tam ujrzy nie skończy się dobrze?
Ledwie rejestrował własną świadomością pokonywanie kolejnych stopni wielkich schodów. Nie dbał o potencjalny hałas oraz zbudzenie portretów. Nawet nie zważał czy deptał Susę po ogonie albo ściskał Quiriego odrobinę zbyt mocno we własnych ramionach. Tak bardzo chciał dotrzeć na miejsce, że w pewnym momencie pozwolił kocurowi prowadzić całą trasą, jakby był jego prywatnym kompasem. Cóż, oba zwierzaki dość mocno zaznajomiły się z naturalnym zapachem Quietusa oraz Ametha, więc mógł spokojnie wysyłać je w poszukiwaniu obu braci, lecz tym razem najmłodszy Ettréval nie został w zamieszany. Dzięki Merlinie, że przynajmniej on spał w swoim dormitorium o tej porze i nie musiał wiedzieć, co wyprawiało starsze rodzeństwo na dziedzińcu – wszak tutaj właśnie trafił ani na chwilę nie przystając, lecz dążąc ku dwójce ważniaków z różdżką wyciągniętą przed siebie. Zdołał szepnąć Lumos, nim zbliżył się na tyle, aby ocenić sytuację. Widok dziewczyny w jego ramionach, kompletnie wytrącił go z równowagi i właściwie odechciało mu się wrzeszczeć, patrząc na akt opiekuńczości w wykonaniu Quietusa. Uśmiechnął się smutno, patrząc to na jedno, to na drugie, próbując wywnioskować jakąś wstępną wersję wydarzeń, co i tak nic by nie dało, bowiem Blaze nienawidził teoretyzowania.
- Quiet, co żeście znowu wyprawiali?! – warknął nieco zbyt ostro jak na jego standardy oraz zaistniałą sytuację, a potem uniósł dłoń, nakazując mu być cicho. – Rozliczę się z wami później. Co jej jest? – Podszedł bliżej, starając się obejrzeć twarz dziewczyny, ale podejrzewał, że oświetlenie różdżką niespecjalnie przyniesie jakiekolwiek skutki. Odłożywszy patyk na ziemi, zaczął grzebać w fałdach szat, jakby magiczne kieszonki miały skrywać jakieś lekarstwo. Rzeczywiście miał ze sobą kilka fiolek na wszelki wypadek i jedną z nich był flakonik Eliksiru Spokoju. Jednak poświęcił jeszcze chwilę na wyciągnięcie drugiej buteleczki o zupełnie innym kształcie – Eliksir Słodkiego Snu. Obie podstawił Cichemu pod nos, starając się zachować wskazaną w tej sytuacji powagę. Cóż, miał ochotę wyszczerzyć się, widząc go takiego opiekuńczego, ale jedno spojrzenie na dziewczynę wystarczyło, żeby się opanować.
- Jeszcze jedno: – urwał, patrząc na Quieta – Jestem tobą cholernie rozczarowany, panie Ettréval, panną Blythe również. Oboje tracicie po dziesięć punktów. Z pewnością profesor Blythe będzie chciał się dowiedzieć, co jego podopieczna i siostra wyprawia o tej godzinie. Oczekuję was na szlabanie. Wkrótce otrzymacie sowy z informacjami. – Wręczył fiolki bratu i chwyciwszy różdżkę, wygasił ją, po czym odwrócił na pięcie i ruszył w stronę zamku, biorąc Quiriego na ręce.
- Za pół godziny macie być w swoich łóżkach! – krzyknął jeszcze na odchodne, lecz nie zniknął, a wcisnął się w pobliską wnękę, by poczekać, aż rzeczywiście wrócą do swoich dormitoriów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Hereford, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1231
Dodatkowo : najmłodsza Blythe, klon Psyche
  Liczba postów : 1084
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8678-utopia-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8680-utopia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8682-utopia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8681-utopia-blythe




Gracz






PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Nie Sty 18 2015, 21:01

Nadal płakała, choć głównie dlatego, że nie mogła przestać. Cała dzisiejsza sytuacja najwyraźniej przerosła ją na tyle, że musiała odnaleźć ujście dla skołatanych nerwów, a znajdując się w objęciach Quietusa całkowicie wymiękła. Jego słowa tylko wzmagały to uczucie, bo im bardziej starała się skończyć ze łzami, tym więcej ich płynęło. Jedyną możliwością pozostawało czekanie, aż się jej skończą.
Wtulając się w ramię Cichego nawet nie spostrzegła światła z różdżki dopiero co przybyłego profesora. Dopiero jego słowa sprawiły, że podskoczyła z przerażenia i odwróciła głowę, aby sprawdzić, co się dzieje. Gdy dostrzegła starszego brata Krukona, natychmiast zerwała się do pionu i otarła łzy. Mieli kłopoty i to pewnie spore, skoro ktoś ich przyłapał na nocnych wędrówkach.
- Nic poważnego – odpowiedziała po chwili cicho, czerwieniąc się. Nie dość, że nauczyciel widział ją rozryczaną, to jeszcze przytulaną przez jego brata. To się z pewnością dobrze nie skończy, zwłaszcza jeśli wyjdzie na jaw wszystko, co działo się w Zakazanym Lesie. Spodziewała się tu każdego, nawet Archibalda, ale nie Ettrevala-Revie, którego przecież wyzbyli z kilku przedmiotów.
Przyglądała się, jak mężczyzna wciska Quietowi buteleczki, zastanawiając się, co w nich właściwie było. Z eliksirami nie radziła sobie najlepiej, więc pewnie rozpoznałaby to dopiero przy sporej ilości podpowiedzi.
Nie obyło się oczywiście bez nagany, przy której spuściła głowę, by poprzyglądać się swoim przesiąkniętym śniegiem butom. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Archibaldem aż tak bardzo się nie przejmowała, bo pewnie on sam machnie ręką na tą sprawę. Było jej po prostu wstyd, zwłaszcza z powodu tego, że pomimo tak niebezpiecznych sytuacji i płaczu, niczego nie żałowała. Fakt, że demon z piekieł mógł się wściec i ich pożreć, albo ten wilk, który swoim atakiem szału ich ocalił… Jednakże przeżyła mrożącą krew w żyłach przygodę, taką jak w tych wszystkich książkach, które czytała. I to na dodatek z Cichym. Co nie zmienia faktu, że pewnie otrzymają bardzo bolesny szlaban.
Gdy nauczyciel zniknął, wcześniej posyłając ich oczywiście do łóżek, spojrzała na Quietusa, a zaraz potem opadła z powrotem na murek i ukryła twarz w dłoniach.
- No to po nas – skwitowała niemrawo, zastanawiając się, czy nauczyciel już wiedział, co wyczyniali czy też dostali ten szlaban tylko ze względu na nocne przechadzki. – Myślisz, że on…
Zaczęła, mając oczywiście na myśli „doskonale wie, że przywołaliśmy jakieś demony”, ale wolała tego nie wypowiadać na głos, bo zabrzmiałoby jeszcze straszniej niż w jej głowie. Ale przecież przeżyli i znajdowali się na powrót w zamku. I chyba tylko to się liczyło.
Znów podniosła wzrok na Cichego, mając szczerą nadzieję, że coś wymyślił. Właściwie to odechciało się jej spać, tyle że jeśli zostanie nakryta na kolejnych spacerach, zapewne wyląduje na dywaniku dyrektora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Dziedziniec   

Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Parter
 :: 
dziedziniec
-