Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Deptak

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1092
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1093
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Deptak    Pią Cze 15 2018, 16:12


Deptak


Przebiegająca przez centralną, starszą część miasta arteria jest jednym z częściej odwiedzanych przez turystów miejsc. Otoczona starszymi, kolorowymi kamienicami, których balkony usłane są ozdobnymi kwiatami czy wstęgami, kryje w sobie wiele sekretów architektonicznych takich jak urodziwe kapliczki czy wiekowe posągi.  Można wynająć tu również dorożkę zaprzężoną w jednego konia, przysłuchiwać się grze Mariachów, czy oglądać występy lokalnych artystów, chcących trochę zarobić na przyjezdnych. Nie brakuje tu również animatorów i starszych panów, chcących sprzedać swoje ręczne robione różańce! To idealne miejsce na randkę czy wieczorny spacer w meksykańskim klimacie.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1092
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1093
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Deptak    Sob Lip 14 2018, 18:51

Po zjedzeniu pysznego klasycznie meksykańskiego obiadu zapewnionego im przez pensjonat, Nessa postanowiła odpuścić sobie leniuchowanie w pokoju i pomimo raptem kilku godzin snu, udać się na spacer. Zaplanowaną na dzisiejszy dzień naukę już zrobiła od rana, dzięki temu wieczór i popołudnie było już typowo dla niej. Mogła błądzić brukowanymi uliczkami miasteczka i poznawać jego sekrety, ciesząc się wszechobecną muzyką i promieniami ciepłego słońca. Klimat tego miejsca był naprawdę niesamowity. Plecak wzięła ze sobą, wychodząc z pokoju na posiłek, stąd też wszystkie niezbędne rzeczy miała już spakowane i nie musiała marnować czasu. Dostrzegając swoją ukochaną Calineczkę wśród uczniów, uśmiechnęła się chytrze i ruszyła w jej stronę, oznajmiając tylko jej oraz jej towarzyszom, że niniejszym krukonka zostaje porwana. I takim oto sposobem @Marceline Holmes zmuszona była do spędzenia popołudnia w towarzystwie małego Lancelota.
Nie miały okazji do spotkania, bo mijania się na szkolnych korytarzach pomiędzy egzaminami i posyłanie sobie krótkich uśmiechów czy też życzeń powodzenia nie zaliczała do takowych. Nadal w głowie miała ostatni list od dziewczyny i osobiście chciała się upewnić, że w jakiś sposób jej wewnętrzny niepokój i ewentualne problemy zostały zażegnane. Nie była na tyle wścibska, aby zapytać ją wprost. Szły wolno, a ruda jak zwykle zatrzymywała się przy większości wystaw i straganów, podziwiając wykonane przez mugoli dobra. Cały czas wprawiały ją w zachwyt. Jak oni mogli to wszystko osiągnąć, nie mając żadnego dostępu do magii? Wydała z siebie ciche mruknięcie, wsuwając dłoń pod rękę Marceliny i obracając głowę w jej stronę, lustrując wzrokiem jej drobną, pokrytą piegami buzie. Trzeba przyznać, że wśród lokalnej ludności wzrostem się nie wyróżniały w przeciwieństwie do tych wszystkich olbrzymów ze szkoły.

— Zaaklimatyzowałaś się już tutaj? Podoba Ci się? Mnie Meksyk kupił całkowicie swoimi kolorami, chyba nawet mogłabym tu zostać! — zaczęła z uśmiechem, wolną dłonią odgarniając rudy warkocz na plecy, którego koniec uwieńczony był zieloną wstążką. Na sobie miała delikatną sukienkę w białym kolorze. Typowo letnią, dopasowaną w talii i delikatnie rozkloszowaną u dołu, utrzymującą się na ramiączkach i posiadającą delikatny, zapinany na maleńkie guziczki dekolt. Nie byłaby sobą, nie wsuwając na nogi obcasów, co by sobie kilku centymetrów dodać. Jej wzrok powędrował gdzieś przed siebie. Spacerowały deptakiem znajdującym się w centrum miasta, otoczonym kolorowymi i starymi kamieniczkami, często przyozdobionymi kwiatami oraz wstążkami, co rudej wydawało się niesamowicie urocze i eleganckie. Odetchnęła głośniej, zadzierając nieco głowę do tyłu i patrząc w niebo, korzystając z tego, że słońce skryło się za leniwie snującą się po niebie, przypominającą watę cukrową, chmurą.
— Przeglądałaś już tutejsze przewodniki? Wybrali naprawdę inspirujące miejsce na spędzenie przerwy szkolnej. Nawet opiekunowie wydają się doskonale bawić, zapominając o byciu nauczycielem i spędzając czas z nami.
Dodała jeszcze, dość zadowolonym i przyciszonym głosem. Przesunęła palcami po jej skórze, przenosząc wzrok na znajdujące się obok siebie ręce. Zaśmiała się cicho, dostrzegając jak były obydwie blade. W przypadku rudej był to magiczny krem z filtrem. Nie chciała opalić się wcale, uważała, że miedziane włosy dużo lepiej prezentują się z mleczną karnacją. Trąciła delikatnie przyjaciółkę łokciem, wskazując głową na niewielkie stoisko w oddali, gdzie sprzedawali napoje i owoce.
— Masz na coś ochotę? Wiem, że chwilę temu był obiad, ale nie wiem, czy odmówię sobie zimnego piwa, drinka albo ewentualnie arbuza. Chyba jestem od tego ostatniego uzależniona. — westchnęła, wzruszając delikatnie ramionami. Kąciki jej ust cały czas unosiły się ku górze, była widocznie bardzo zadowolona z możliwości spędzenia z nią czasu i nadrobienia wszystkich plotek i nowości z życia, o których nie miały okazji wcześniej porozmawiać. Później chciała się też zapytać o jej plany na przyszłość, bo wzmianka o powrocie do Francji niezbyt się jej podobała. Wiedziała jednak, że dojrzałość polegała na akceptacji wyborów innych, nawet jak dla Ciebie nie były ani wygodne, ani też przyjemne. Najważniejsze, żeby Marcelina czuła się dobrze i była szczęśliwa, a w ostateczności będą się odwiedzać i wysyłać sobie listy.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 960
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1033
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Deptak    Nie Lip 15 2018, 16:26

Owszem, korzystała z przerwy wakacyjnej, aczkolwiek – nie była pewna czy postępowała słusznie. Ogrom obaw przytłaczał ją ciągle, podobnie jak perspektywa spotykania na korytarzach pensjonatu tamtej kobiety, która doprowadzała myśli rudowłosej do całkowitego rozstrojenia. Żadne zapewnienia i słowa nie przekonywały Holmes do prawdziwości, a dziś musiała postąpić rozsądnie. Chciała zapomnieć, chociaż na chwilę, o wszelkich obawach, by zaraz potem oddać się swobodzie panującej w Meksyku. I choć sama rozważała spacer – nie spodziewała się nagłego porwania przez Nessę, która uwielbiała (chyba) ją zaskakiwać, dlatego też bez słowa przystała na jej propozycję. Liczyła, że w ten sposób porzuci czarne scenariusze i rozmyślania, które tłamsiły ją nieustannie.
Kompletnie nie pamiętała o nikłym kontakcie przez ostatnie tygodnie, głównie przez gromadzące się problemy, a szczególnie ten związanym z Petą. Nie mogłaby opowiedzieć o tym Lanceley, toteż dopasowała się do jej kroku i wędrowały deptakiem, który dzięki swym kolorom napawał Marceline spokojem. Lubiła takie różnobarwne budowle, podobnie jak kwiaty, których woń unosiła się w powietrzu, ale z pewnością zakrawało to o nikłe poczucie realnego dystansu względem rozstrojenia emocjonalnego. Raz po raz lawirowała na pograniczu bycia naturalną a spiętą, przez co nie potrafiła uzyskać jednotorowego zachowania, które nie budziłoby żadnych podejrzeń.
- Przypomina mi to trochę Annecy, do którego jeżdżę co roku z ojcem – przyznała bez zastanowienia, a dopiero potem pojęła brak entuzjazmu, którego nie podzieliła wraz z Nessą. - To znaczy!, tutaj jest pięknie… Jednak nie chciałabym mieszkać w Meksyku… Wolę więcej zieleni, lasy, pola, a nie nasłonecznienie, które zaraz sprawi, że będę czerwona… – powiedziała z całkowitą powagą, wszak doskonale wiedziała, że jej skóra nie jest przygotowana na takie temperatury. Wypuściła jeszcze powietrze ze świstem, po czym poprawiła kapelusz z szerokim rondem i obdarzyła przyjaciółkę szerokim uśmiechem. Liczyła, że ślizgonka zaakceptuje jej zdanie, bo nikogo nie chciała urazić, jednak należało wziąć pod uwagę wszelkie aspekty wynikające z dystansu względem owej miejscowości.
- Tak! Widziałam kilka przewodników i map, aczkolwiek nie jestem w stanie im całkowicie zaufać… – wzruszyła lekko ramionami i spojrzała na rudzielca, łapiąc ją przy tym za rękę. - A z kim jesteś w pokoju? Przyznam, że łudziłam się, iż będziemy razem, skoro już zdecydowałam się jechać – nie kłamała. Naprawdę wierzyła, że Lanceley wyląduje w tej samej sypialni, wszak kompilacja Bridget – Melusine – Nessa – byłaby perfekcyjna. Dziewczyny na pewno szybko znalazłaby wspólny język, a tak? Musiały pocieszać się spacerami i zwiedzaniem miasteczka, które skrywało więcej niż jedną tajemnicę. Uśmiech rozpromienił dodatkowo twarz Holmes, kiedy to wreszcie zrozumiała jak ważna była ta przyjaźń, po czym ruszyły dalej. Błękitne tęczówki przesuwały się po bilbordach i szyldach, które reklamowały kolejne kawiarenki, ale najważniejsze było to, by trafić jak najszybciej do barwnego ogródka i napić się zimnego drinka. Czyżby Lanceley czytała jej w myślach?
- Wspaniały pomysł! – zaklasnęła w dłonie i ruszyła żwawszym krokiem do przodu. Oczekiwała, że znajdą niedrogie miejsce, byleby nie stracić zbyt wielu pieniędzy, dlatego też rozglądnęła się po okolicy i zagryzła nerwowo policzek od środka. - Na co masz konkretnie ochotę? Może mają tu jakieś specjały, mhm? O, zobacz! Chodźmy tam! – wskazała niegrzecznie palcem na nieduży pub przed nim, jakby oczekując na pełną aprobatę koleżanki. Nic nie było lepsze od chłodnego alkoholu w tak gorący dzień.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1092
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1093
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Deptak    Wto Lip 17 2018, 15:37

Przychodził taki czas w życiu każdego, że problemy zaczynały się mnożyć i narastać, chcąc zwyczajnie przytłoczyć, stłamsić człowieka. Wtedy właśnie najbardziej potrzeba było siły, bo jak raz się ugniesz i dasz wrzucić sobie ciężar na ramiona, będziesz już tylko spadał, zamiast latać ku górze. Potrzeba było entuzjazmu, chęci i prób odcinania się. Tak, aby życie nie dostosowało się pod problemy, a żeby to one w jakiś sposób wpasowały się w rzeczy, które chciało się robić. Dlatego właśnie Marcelina miała szczęście, że Nessa nie siedziała jej w głowie i nie potrafiła czytać w myślach, bo z pewnością próbowałaby coś zrobić, chociaż wciskanie nosa w nie swoje sprawy nie leżało w jej naturze. W przypadku Calineczki miała jednak jakiś instynkt rycerski zaostrzony, bo pomimo podobnych gabarytów, ta wydawała się jej taka krucha i delikatna. Może przez to, że ruda faktycznie była bardzo silna psychicznie i przejęcie się czymś na dłużej i na poważnie w jej przypadku było cudem? Ucieszyła się jednak, że krukonka dała się porwać. Miała wrażenie, że spędzą razem bardzo miłe popołudnie, nadrabiając ostatni brak czasu.
Przekręciła głowę w stronę przyjaciółki, posyłając jej pytające i zaciekawione spojrzenie. Z nazwy wnioskowała, że to miejsce we Francji, którą samą w sobie niezbyt lubiła. Wzmianka o ojcu z ust Marceliny nie brzmiała jednak tak dobrze, jak powinna, jednak i tym razem nie chciała wnikać. Może Meksyk wzbudzał w niej zbyt dużo złych wspomnień, swoimi kolorami i fiestą, a przez to nie mogła w pełni się nim cieszyć? Jednak zanim zdążyła się odezwać, dziewczyna ubiegła ją i zaczęła się nieco tłumaczyć, co wywołało w Lanceleyównie rozbawienie. Zaśmiała się więc cicho, kręcąc delikatnie głową.

— Nawet jako pomidorek musisz być urocza Marce, więc to kiepski argument. Jesteś typowym kwiatem z Francji, a tam jest chyba, trochę delikatniej i spokojniej, bardziej.. hmm elegancko i wyrafinowanie, jak w dzikiej i nieokiełznanej Ameryce Południowej, prawda? — westchnęła z delikatnym wzruszeniem ramion, uśmiechając się przy tym. Posłała jej przeciągłe spojrzenie, po czym omiotła wzrokiem okolice, w której się znalazły. Kolorowe domy, pełno świeżych zapachów i melodia, a wszystko to z domieszką tłumów ludzi i chaosu. Na dłuższą metę to faktycznie mogło męczyć, jednak obecnie miało dla Ness naprawdę olbrzymie pokłady uroku. Słońce było nieco męczące, jednak była przygotowana w olbrzymie zapasy kremu z filtrem, który dzięki swojej magicznej recepturze — pozwalał zachować jej porcelanową karnację. Często jednak sięgała po kapelusze tak jak przyjaciółka teraz. Odwzajemniła uśmiech, powracając do niego uwagą, gdy spomiędzy warg uciekły jej kolejne słowa.
— Myślę, że poza tymi najpopularniejszymi atrakcjami, ten kraj ma jeszcze wiele do zaoferowania, tylko o tym się tak nie mówi. Może uznali, że to mniej ciekawsze? Dobrze, że mamy sporo czasu na poznanie wszystkich zakątków tego miasteczka. — zaczęła, przenosząc spojrzenie na ich dłonie. Uśmiechnęła się zadziornie, zaciskając dłoń dziewczyny i przysuwając się do niej nieco, jakby chcąc ochronić ją przed światem i wszystkimi dookoła. Teraz już została damą rycerza oficjalnie. Na jej pytanie, wydała z siebie ciche mruknięcie zamyślenia, przypominając sobie. — Właściwie prawie same węże! Mam Vivi, Mallory, Emily i Caesara. A do tego puchonkę jedną, Agnes chyba. Taka słoneczna, optymistyczna dziewczyna. Miałam nadzieję, że trafię też na Ciebie albo Beatrice, tylko ona z opiekunami w pokoju. A Ty? Masz przyjemne towarzystwo?
Dokończyła pytaniem, faktycznie zainteresowana. Teraz, skoro pokoje były koedukacyjne i kadra sama pozwoliła na jakieś nieprzyzwoitości.. Cóż, musiała być ostrożna. Była pewna, że Holmes ma wielu adoratorów w szkole, ze swoją nietuzinkową aparycją. Szkoda, że nie mogła jej w żaden sposób pilnować, chociaż znając rudzielca, to i tak przyjdzie któreś nocy z nią spać. No, zdrzemnąć się, bo "pójście spać" w wydaniu Nessy to było zbyt wiele. Bezsenność sprawiła jednak, że jej organizm przyzwyczaił się do małych zastrzyków energii. No i kofeina, której piła zdecydowanie za dużo.
Ruszyła za dziewczyną, bo przecież Lanceleyównie nie potrzeba było mówić dwa razy, jeśli chodziło o alkohol. Mogły doskonale bawić się bez, ale kto odmówiłby kolorowego i orzeźwiającego, a przede wszystkim zimnego drinka w tak upalne popołudnie? Szła śladem Marceliny, rozglądając się na boki i odwzajemniając uśmiechy sprzedawców, którzy bardzo ochoczo zachęcali do kupna swoich towarów. A mieli naprawdę wszystko! Pamiątki, przekąski, napoje i różańce, które tak chętnie i tłumnie tu kupowano. Słyszała, że na niedzielnej mszy w kościele ponoć są tłumy. Złapała ją za rękę, nie chcąc zginąć gdzieś z tyłu, ponieważ z jej orientacją w terenie, byłoby to niezwykle ryzykowne.

— Może to z limonką i miętą, co smakuje trochę lemoniadą z wódką? Możemy też spróbować czegoś miejscowego, chociaż słyszałam, że tutejszy alkohol jest znacznie mocniejszy niż ten u nas. — odparła w końcu, wędrując wzrokiem za palcem dziewczyny, który wystrzelił w stronę niewielkiego lokalu. Prawda była taka, że wcześniej go nawet nie zauważyła pośród kamieniczek i kwiatów. Kiwnęła głową z uśmiechem, ruszając wolnym krokiem w jego stronę, cały czas ciągnąc Calineczkę za sobą.
— Masz oko sokoła, mówił Ci ktoś? — rzuciła ze śmiechem, oglądając się przez ramię i lustrując wzrokiem twarz Marceliny.

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 960
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1033
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Deptak    Pon Lip 23 2018, 17:00

Problemy były tym, co namnażało się w głowie Marceline i nie dawało o sobie najmniejszego cienia zapomnienia. Raz po raz dostrzegała kolejne wyboiste tereny, po których musiała przemierzać, a to tylko dlatego, że wolała zachowywać dla siebie wszelkie wątpliwości, byleby nikt nie drążył problematycznych tematów. Krukonka liczyła się także z tym, że jej bliżsi i trochę dalsi znajomi mogą tego nie akceptować, a szczególnie wtedy, gdy rozsypywała się na drobne cząsteczki, przy okazji nie ustępując i izolując się od każdego. Podobnie było podczas ostatniej sytuacji, kiedy to Peta zdominował jej wątłą sylwetkę, zaś sama Holmes nie dała szansy Holdenowi, by ten zrozumiał – co się wydarzyło. Nie umiała ubrać w odpowiednie słowa tamtej sytuacji, dlatego też zaniechała dalszych prób tłumaczenia, zapewniając Thatchera, że da sobie radę w pojedynkę, bez ingerencji kogokolwiek. (Jak mogłaby narażać tych, na których szczerze jej zależało?)
Szkoda jednak, że Nessa nigdy nie powiedziała o niechęci względem Francji. Rudowłosa z przyjemnością zabrałaby ślizgonkę na wakacje do kraju, który był prawdziwym domem dla nieświadomej dziewczyny. Może szczera rozmowa była wystarczająca? Niemniej, dopóki Marce nie dowie się o awersji względem kraju pełnego miłości – nie będzie w stanie zrobić nic.
- Och, Lancelocie… – szepnęła ledwie słyszalnie, a zaraz potem poczuła jak policzki pokrywają się delikatną nutą czerwieni. - Troszkę mnie zawstydzasz, ale dziękują za tę różnobarwną gammę komplementów – rozbawienie malowało się również w błękitnych tęczówkach Francuzki. Lubiła towarzystwo Nessy, bo było bezstresowe, a dzięki temu Marceline mogła odnaleźć spokój przy niej, którego potrzebowała bardziej, aniżeli jakichkolwiek innych zapewnień. Wolała bawić się swobodnie, korzystać z szarej codzienności, byleby tylko wymazać z poharatanego umysłu wspomnienia powiązane z sytuacją w Dolinie. Propozycja Bridget również była dla Holmes czymś nieoczekiwanym, ale postanowiła to rozważyć, głównie przez wzgląd na nikłą szansę bezpieczeństwa, którego potrzebowała jak niczego innego. Do kogo w końcu miałaby się zwrócić z jakimkolwiek problemem? Hudson? Bergmann? A może Shercliffe? Nie, to było nierealne i bynajmniej wolała pozostawić to w sferze domysłów.
- Myślisz, że celowo nam nie powiedzieli o ukrytych tajemnicach i zagadkach? Wydaje mi się, że powinni nas poinformować, bo jako studentka domu Roweny chciałabym zwiedzić ruiny, najodleglejsze zakątki, a przy okazji poznać historię tutejszej magii… Kto wie?, może nauczyłabym się nowych inkantacji! – powiedziała z entuzjazmem, po czym zaklasnęła w dłonie. Fakt faktem, wakacje oznaczały czas relaksu, ale Marce mimo wszystko nadal tonęła w książkach, które zapakowała, jakby zamierzając doszkalać swoje transmutacyjne zdolności. W przyszłości pragnęła tworzyć zaklęcia, a zarazem być kompozytorką czy nawet mecenasem sztuki! Ach, tyle perspektyw, a rudzielec nie umiała ukształtować odpowiedniej drogi.
- To jakaś nowa nauczycielka? – zapytała zaskoczona, kiedy usłyszała nieznane do tej pory imię, bo jak to możliwe, że osoby spoza Hogwartu również mogły wybrać się na wycieczkę? Na samą myśl wywróciła oczami, bo to oznaczało, że Peta też miał szansę się tutaj znaleźć, a tego by nie zniosła. - Ja jestem z Bridget, Aereum, Blasem i Meluzyną – rzuciła bez namysłu, bo perspektywa mieszkania z tymi osobami wydawała się dużo bardziej intrygująca. Przebywanie wśród nieznanych osób graniczyło dla Francuzki z cudem, bo natura introwertyczna nie pozwoliłaby zaangażować się w pełną falę nowych relacji.
Uf!, udało im się dotrzeć do wskazanego celu, gdzie to oczy rudowłosej analizowały każdą możliwą uliczkę, kwiat i kolor budynku. Chciała zaznajomić się z perspektywami skrytymi w Meksyku, a to głównie przez wzgląd na wyżej wymieniony powód, o którym zaczynała myśleć coraz intensywniej. Zagłębienie się w historię było dostateczną zaletą, by przestać rozpatrywać wyjazd do Ameryki Północnej w negatywnych barwach, a tym samym musiała odpuścić każdemu, kto stawał na jej drodze.
- Chcesz pić wó-wódkę? – zdziwiła się, po czym uniosła wymownie brwi. - Ja napiję się czegoś arbuzowego albo truskawkowego… – zaproponowała, pomimo że większość drinków opiewała w jakieś dziwne procentowe dodatki. Wypuściła powietrze ze świstem i skoro nie miała żadnego wyboru, to chyba musiała przystać na propozycję Lanceley. - Dobrze, wybieram w takim razie tequilę i coś co poda barman, mhm? – zaproponowała bez zastanowienia, a następnie wzruszyła lekko ramionami. Nie miała pomysłu na konkretny trunek, toteż zdała się na miejscowego mężczyznę, który serwował wszelkiej maści napoje. - Pamiętaj – chcę wrócić trzeźwa, bo mimo sokolego wzroku – mogłabym mieć problem – skwitowała, po czym zbliżyła się do kontuaru, by wydukać swoje zamówienie. Dobrze, że zachowała zdrowy rozsądek i zachowała kilka pesos, którymi mogły zapłacić za pobyt w tym miejscu. - Opowiadaj, co u ciebie.

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1092
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1093
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Deptak    Nie Lip 29 2018, 17:32

Ruda starała się żyć bez problemów. Gdy coś pojawiało się na horyzoncie, starała się natychmiast to rozwiązać i sobie poradzić, aby broń boże nie zdążyło się nic namnożyć. Wiedziała, że im więcej, tym gorzej, człowiek tracił grunt pod nogami i pewność siebie. Ulegał wątpliwością. A co mogło być gorszego? Nessie zdecydowanie było łatwiej walczyć dzień czy dwa, szukając intensywnie rozwiązania, czy gdybać. Zdawała sobie sprawę, że jest inna i silna psychicznie, stąd też nie negowała i nie komentowała metod innych. W końcu każdy był odpowiedzialny za siebie i za swój spokój psychiczny.
Zdolności międzyludzkie Lanceley były zbyt ograniczone, aby wpadła na to, żeby wspomnieć o Francji niepytana. Nie przykładała wagi do takich rzeczy, nie sądziła, że kogokolwiek mogą interesować. Uwielbiała frytki i takie słodkości, które wyglądają niczym kolorowe hamburgery, bardzo eleganckie i urocze. Kiedyś jedna ślizgonka ją poczęstowała i był naprawdę smaczny, chyba pistacjowy. Na pewno Marce znała swój kraj od innej, mniej popularnej i turystycznej strony. Może faktycznie i ona zdołałaby go wtedy polubić?
Gdy usłyszała — a przynajmniej tak sądziła — "Lancelocie", odwróciła głowę w jej stronę i posłała jej krótkie, pytające spojrzenie. Widząc pokryte rumieńcem lica dziewczyny, uśmiechnęła się, wzruszając delikatnie i kręcąc głową, bo przecież wcale nie miała za co jej dziękować. Nie powiedziała nic, co nie byłoby oczywiste.

— Ja Cię zawstydzam? No co Ty. — rzuciła z niedowierzaniem i nutką rozbawienia, którą Holmes mogła z łatwością wyczuć w jej głosie. Wolną dłonią poprawiła materiał zwiewnej sukienki, odgarniając kosmyk włosów za ucho. Każdy podmuch wiatru sprawiał, że uciekał i zadziornie łaskotał ją po policzku czy szyi. Cieszyła się, że dziewczyna nie jest w jej towarzystwie spięta i po prostu mogła być sobą. Zawsze jej na tym zależało, aby ludzie nie musieli zakładać masek, nie musieli niczym się przejmować. Mogli być przecież pewni braku oceny czy dziwnych stwierdzeń, rzuconych w ich kierunku. Codzienność wcale nie była taka szara! Małe rzeczy potrafiły zdziałać cuda, sprawiając, że zmieniała kolory jak szalona! Raz była czerwona, a innym razem niebieska. Nessa zawsze starała się wyciągnąć z dnia jak najwięcej, zrobić coś pożytecznego i nie zmarnować czasu, którego przecież wcale nie mieli aż tak wiele. Wpatrywała się gdzieś w przestrzeń przed sobą, podziwiając tkwiące na mijanym stoisku pamiątki, kiedy jej uszu dobiegł głos krukonki, skupiając na sobie uwagę Lance.
— Mi się wydaje, że to podstęp skarbie! — zaczęła, równie entuzjastycznie, lustrując ją spojrzeniem orzechowych oczu. Ją również intrygował ten temat i była bardzo ciekawa ruin oraz tajemnic, które w sobie kryła. Starożytni Majowie byli bardzo obeznani w magii i ślizgonka była pewna, że wielu ich zaklęć jeszcze nie znali. — Myślę, że chcieli nas zachęcić do wysiłku i odnajdywania smaczków! Tak, żebyśmy i podczas wolnego używali mózgu, żeby nie było za prosto. I uważam, że to bardzo fajny pomysł. Wakacje strasznie rozleniwiają.
Dodała z uśmieszkiem, wzruszając ramionami. Ona miała mnóstwo zabawy, szwendając się nocą po brukowanych uliczkach i odnajdując coraz to nowe miejsca, pomniki czy fontanny. Nessa w ogóle nie myślała nad przyszłością,starając się to odwlec aż do trzeciego roku. Musiała lepiej poznać samą siebie, rozwinąć swoje umiejętności — projekt, nad którym siedziała z Calumem również miałby wpływ na całe jej życie, gdyby się udało. Obiecała sobie, że zrobi wszystko, aby być mistrzem transmutacji i opanować sztukę animagii.
— Bea? Nie, co Ty. Zgłosiła się jako pomoc, a Dearowie raczej nie mają problemów z dostaniem takich fuch. — odpowiedziała, machając ostentacyjnie ręką. Jej przyjaciółka była doskonała z eliksirów i z łatwością dostałaby posadę, jednak wolała indywidualną pracę przy miksturach , nie sądziła, że miałaby aż tyle cierpliwości, aby poradzić sobie z całą klasą. — To też masz dobre towarzystwo, Melu jest cudna. Resztę niestety słabo znam. Jesteś zadowolona?
Zakończyła pytaniem, szukając spojrzeniem wzroku Calineczki. Były już na miejscu, a ruda omiotła wzrokiem znajdujące się dookoła rzeczy. Słodki zapach kwiatów uderzył w jej nozdrza, a kąciki ust mimowolnie uniosły się do góry. Uniosła brwi na jej zdziwienie, przekręcając głowę w bok.
— A dlaczego nie? — zapytała również zdziwiona, zostawiając delikatnie rozchylone wargi. Czyżby Marce była abstynentką? Cóż, były pełnoletnie, mogła pozwolić sobie na drinka czy dwa. Nadal było w Meksyku wiele alkoholi, których nie miała jeszcze okazji próbować, skupiając się na owocowych drinkach. — Arbuzowe drinki są obłędne. Ja jestem zakochana. Tequila brzmi też super!
Ruszyła za dziewczyną, składając zamówienie zaraz za nią i płacąc, uśmiechając się promiennie. Było ciepło, a zimny napój procentowy na takie momenty był czymś perfekcyjnym. Rozejrzała się, a dostrzegając wolny stolik na zewnątrz, ruszyła w jego stronę, ciągnąć za rękę przyjaciółkę. Metalowy stoliczek był okrągły, a nad nim rozłożona była ciemnozielona parasolka. Usiadła na krześle, zakładając nogę na nogę i kładąc torbę na kolanach. Oparła się wygodnie, odrzucając włosy na bok.
— U mnie? To, co zwykle. Praca, ćwiczenia, muzyka. Pracuję nad biżuterią, mam kilka projektów. Zwolniłam się z baru, bo rodzice poprosili o pomoc w sklepie. W sumie dobrze, bo będę mogła przyjrzeć się tajnikom tworzenia instrumentów. A co u Ciebie?

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 960
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1033
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Deptak    Sro Sie 15 2018, 19:27

Każdy miał swój sposób na reagowanie wobec problemów, czy to tych małych, tudzież – ewentualnie – tych całkiem dużych. Marceline wolała uciekać w odmęty własnej wyobraźnie, byle nie sięgać po prośby związane z ewentualną pomocą, jak gdyby to czyniło z niej niedołężną emocjonalnie, a przecież potrafiła wychodzić z kłopotów, o ile te nie obciążały jej nastoletniego serca, które coraz wolniej biło na myśl o pewnych aspektach dnia codziennego. Trzymała się z dala od emocji, tak jakby celowo uciekała przed odpowiedzialnością związaną ze swoistego rodzaju wyrzeczeniem, bo przecież tym było ich obopólne myślenie, prawda?
Za dużo myśli kłębiących się w ścianie czaszki.
- Oczywiście, że tak… Mówisz rzeczy, których nie mówił nikt wcześniej – szepnęła ledwie słyszalnie, a następnie przygryzła nerwowo policzek od środka. Wiedziała, że Nessa nie jest typem osoby, który krzywdziłby z czystą premedytacją, a to czym obdarzała Holmes było dostatecznie wyjątkowe, by pielęgnować to niczym najcenniejszy kwiat. Niemniej, tym razem rudowłosa wydawała się być pogrążona we własnych rozmyślaniach, które raz po raz wywiercały w niej dziurę. Brak odpowiedniej ilości czasu, podobnie jak dystans wobec egzystencji był czymś iluzorycznym, przelewającym się przez smukłe palce. Lawirowała na pograniczu obecności w towarzystwie Lanceley, a z drugiej strony – uciekała w swych wyobrażeniach do dni, kiedy doprawdy była szczęśliwa.
- Miałaś kiedykolwiek leniwe wakacje? – zagaiła w odpowiedzi na stwierdzenie ślizgonki, nie dowierzając w wypowiadaną frazę. Zaskoczyło ją to o tyle, że przecież sama raczej unikała odpoczynku, ciągle poszukując nowych wrażeń, skupiając się na muzyce i rozwijając w dziedzinie transmutacji, by na kolejnym zjeździe zaprezentować kolejne projekty. Lubiła te etapy w życiu, dzięki którym poświęcała się swoim pasjom, stąd Meksyk wydawał się jej oderwany od rzeczywistości. Uczniowie i studenci wypoczywali, podobnie jak nauczyciele, a przez to rudowłosa nie umiała w pełni odnaleźć się w nowym otoczeniu. - Co już widziałaś? – rzuciła jeszcze pytanie, chcąc zmusić dziewczynę do mówienia, bo słuchanie jej sprawiało Marce większą przyjemność, aniżeli tym razem otwierać się niczym księga. Gdyby jednak wiedziała, że Nessa tak zawzięcie dąży do perfekcji, którą ona sama osiągała latami, właściwie od tych szczeniackich, kiedy uczyła się wszystkiego od podstaw, doradziłaby cokolwiek, ale pytanie pozostawało jedno – czy doprawdy potrzebowała jej pomocy? Wątpliwe, wszak Francuzka w transmutacji poszukiwała już zupełnie innych sfer, dalekich od animagii czy zaklęć, które były nauczane w Hogwarcie. Dzięki ojcu, który pisał księgi oparte o inkantacje z kilku dziedzin, miała łatwiejszy dostęp do materiałów, których zwykły student nie otrzymałby na pstryk palców. Były one przekazane dla profesorów i to tych najbardziej znaczących, podobnie jak dla uczonych, a Holmes kreowała w podświadomości inny pomysł na siebie, daleki od standardów przyjętych przez społeczeństwo czarodziejów.
- No tak, nazwisko robi swoje… – mruknęła pod nosem, bo czy doprawdy była między przeciętnym magiem a tym z rodu szlacheckiego różnica? Oczywiście, że nie. Dążyli do wyznaczonych celów, tak jak pozostali, często pozostając dalekimi od ideału, choć jedynym Dear’em jakiego rudzielec szanowała w pełni za umiejętności była Vivien. - Tak, lubię Melu, właściwie… Mam do niej słabość, a jeśli chodzi o Bridget to nie mogłam lepiej trafić.
Alkohol jawił się jako wybawienie. Idealne w obliczu popołudnia i żaru, który lał się z nieba. Potrzebowała jednego lub dwóch drinków, tylko po to by zagłuszyć pragnienie, o ile to w ogóle możliwe. Wzrokiem przeczesywała wielką tablicę, na której litery łączyły się w słowa, a gdy podjęły się wyboru napoju, Marceline postawiła na to samo, o czym wcześniej wspominała Nessa.
- Zatem, arbuzowe! – zakrzyknęła radośnie i doprawdy próbowała ukryć swój wisielczy humor, który znikał z każdym wypowiadanym przez ślizgonkę słowem. Starsza z dziewcząt otworzyła nawet szerzej usta, gdy wreszcie zdała sobie sprawę, że Lanceley to istny człowiek orkiestra. - Merlinie! Skąd ty masz na to wszystko czas? Biżuteria, projekty, tworzenie instrumentów, praca w sklepie, nauka i jeszcze życie? Zapomniałaś, że jesteś młodziutka i masz dopiero dziewiętnaście lat? – nie krytykowała jej, nawet niech tak nie myśli, ale było to szokujące. Od razu przypomniała sobie słowa ojca, który ciągle powtarzał o doskonaleniu się na jednej płaszczyźnie, by czasem nie stać się przeciętnym biorąc na siebie zbyt wiele i dążąc do perfekcji, która w społeczeństwie bywała nierealna. - Zastanawiałaś się przy takim wachlarzu zainteresowań, co chciałabyś robić w przyszłości?

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2467
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1780
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Deptak    Pon Sie 27 2018, 00:25

| soreczki, to w innym czasie

Panował ukrop; rządy meksykańskiego słońca przebiegały bezwzględnie, wyzute z okazywania litości - niezmiennie, ciepło spływało z turkusowego nieba, nieskażonego przez stada pielgrzymów chmur. Ciepło - panoszące się, wszechobecne, rozlane na opalonej skórze (opalonej nieznacznie; odcień przełamał lekko uprzednią bladość, mimo usilnych starań - przez większość czasu, bowiem, Daniel Bergmann przebywał pośród oazy cienia); ciepło - obejmujące ciągle w swym odczuwanym uścisku. Zdecydowanie wyraźnie - grasowało, niedaleko szeregów różnobarwnych kamienic, w wąskich, wyznaczających strukturę sieci uliczkach, mniej albo bardziej stłoczonych od przechodzących turystów - przeplatających się z tubylcami. Daniel Bergmann - spacerował obecnie, zwiedzał we własnym, niezależnym zakresie miasto; spojrzeniem szukał intrygujących lokali oraz zachęcających sklepów. Pomiędzy spierzchniętymi wargami wetkniętego miał papierosa - zmierzał tak, niewzruszony, pogrążający się w sprawach własnych, w obserwacjach i wyciąganych wnioskach. W miąższ swoich płuc podsuwał powietrze, wzmacniane nikotynową dawką; uchodzące w postaci smugi jasnoszarego dymu. Ostatecznie papieros się skurczył; niedopałek wyparzał usta - stąd, mężczyzna zatrzymał się i wyrzucił ów spopielony, bezużyteczny odpadek do najbliższego kosza gromadzącego śmieci. Po krótkiej chwili, uniósł swój wzrok - zakorzeniony ponownie w teraźniejszości.
Co za spotkanie.
Miał zbyt wyborną pamięć do twarzy - zresztą, nierozpoznanie jej w tłumie, nieważne jakim, najzwyczajniej nie wchodziło w rachubę. Pamięć odświeżona została przez wymieniane listy - zaś teraz, mógł spotkać się twarzą w twarz z nauczycielem wyklętym. Ciekawe.
- Powinienem zazdrościć samotnej wyprawy? - zapytał z samego początku, w ironicznym rozbawieniu unosząc wzrok; och, oczywiście - powinien, przecież roztrwaniał czas, poświęcając się jako opiekun.
Nawet, jeśli to brzmiało wspaniałomyślnie, cudownie
nie miało z tym nic wspólnego.

______________________

it has been destined
to fail
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1092
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1093
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Re: Deptak    Pon Sie 27 2018, 00:52

Każda decyzja zdaniem Nessy wiązała się z odpowiedzialnością i konsekwencją. To one właśnie tworzyły i kształtowały charakter młodych ludzi najlepiej ze wszystkiego. Pomimo tego, że starała się żyć w taki sposób, aby niczego nie żałować — i takie emocje były potrzebne, aby perspektywa była lepsza. Sama starała się przez tyle lat unikać jakiegokolwiek zaangażowania emocjonalnego, a teraz miała takie olbrzymie braki.. Oczywiście ruda była specyficzna, nie traktowała siebie na równi z innymi i była dość głupiutka w sprawach, które dla osób w jej wieku były chlebem powszednim. Takich, na które to drżało serce Panny Holmes.
— Mówię rzeczy, które są oczywiste skarbie. — odparła krótko, wzruszając ramionami, zupełnie automatycznie. Lance była znana z posiadania odpowiedzi na każde pytanie niczym adwokat diabła. Nie rozumiała, dlaczego tak się zawstydziła. Pewnie dlatego karmelowe ślepia rudzielca zlustrowały twarz krukonki, zaczepnie trącając ją łokciem. Zrobiła to jednak na tyle delikatnie, aby Calineczki nie uszkodzić. Zaraz jednak jej dłoń czule zacisnęła się na ręku dziewczyny, a ślizgonka uśmiechnęła się promiennie, sprawiając, że cała zadziorność zniknęła z jej drobnej, bladej buzi. — Marce, chodzisz z głową w chmurach jakbyś była tak mocno zakochana, że nic poza Twoim rycerzem by się nie liczyło. Aż taką konkurencję mam jako Lancelot?
Dodała jeszcze, nieco ciszej zaciekawionym głosem. Nie chciała być wścibska, nie pytała więc dokładnie, o co i kogo chodzi, a jedynie zagaiła temat. Na kolejne słowa przyjaciółki uciekło jej spomiędzy warg ciche mruknięcie zamyślenia, a spojrzenie powędrowało w przestrzeń przed sobą, zawieszając się na wystającym z tłumu, kolorowym kapeluszu. Właściwie, to zależy, co rozumiała przez leniwie, bo według Nessy, to nie wykorzystywała czasu spędzanego w Meksyku tak dobrze i intensywnie jak powinna.
— Przecież te są leniwe. Nawet połowy ksiąg nie przeczytałam i nie opracowałam, a moje umiejętności z zielarstwa nadal błagają o pomstę do nieba, Marce. Meksyk jednak jest tak kolorowy i pełen muzyki, a do tego arbuzów, że zwyczajnie nie jestem w stanie mu się oprzeć. — zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, sugerując tym samym, że nawet jeśli chciałaby coś z tym zrobić, to wszystko dookoła ją rozpraszało. Błękitne niebo, kolorowe czaszki, zapach owoców, wieczna fiesta i rozkoszny szum morza. Czego chcieć więcej? — Niewiele. Była w dżungli przy starej ścianie, chodziłam po plażach i parkach, bocznych uliczkach miasteczka czy promenadzie. Czas mi tu bardzo ucieka między palcami. A Ty co już miałaś okazję zobaczyć?
Zakończyła, posyłając jej krótkie i ciepłe spojrzenie. Tłum był coraz większy. Deptak był popularnym miejscem do spędzania czasu, które turyści chętnie odwiedzali. Malutkie kawiarenki czy sklepiki oferowały inne przedmioty, czy posiłki niż te, które serwowano w większych galeriach. Oddawało to klimat tego kraju. Uważała, że krukonka postrzega transmutację w sposób wyjątkowy, głębszy. Miała ogromną wiedzę i potencjał, była od rudej znacznie inteligentniejsza. Wiedza Nessy opierała się na godzinach spędzonych w księgach, a Holmes zdawała się to wszystko po prostu wiedzieć, mieć w jednym palcu. Po tym, jak dziewczyna udzieliła jej korepetycji, Lance z łatwością widziała ją pełniącą funkcję profesora lub asystenta nauczyciela. Uśmiechnęła się pod nosem do własnych myśli, gdy głos Francuzki wyrwał ją z zamyślenia, na jej temat zresztą.
—Z nazwiskiem jest łatwiej, nawet jak to nie jest ani w porządku, ani sprawiedliwe. Tak jednak ten świat działa. — westchnęła cicho, wlepiając wzrok w czubek swoich butów, zupełnie jakby czuła się temu winna, że jest z rodu Lanceley. Ona z Dearami się wychowywała, więc każdy z nich był dla niej ważny. Na wzmiankę o Melu, uśmiechnęła się i kiwnęła głową. Co jak co, ale nawet Lance przyznawała, że była wyjątkowo piękną dziewczyną. — Ciesze się, że trafiłaś dobre współlokatorki, nie będę się o Ciebie tak martwiła.
Siedziały wygodnie, skryte przed natrętnymi promieniami słońca. Wygładziła materiał ubrania, opierając się wygodnie i czekając na zamówione napoje, które dostarczą im do stolika. Omiotła wzrokiem otoczenie, zatrzymując się na twarzach ludzi. Podobało się rudej to, że spotkać tu można było człowieka z każdego zakątka świata! A do tego ludzie z miasteczka byli tak mili i pomocni, nawet jeśli nie posługiwali się płynnym angielskim. Na jej słowa wzruszyła ramionami.
— Jestem przyzwyczajona do pędu, nie umiem funkcjonować inaczej. Czas? Wszystko da się zorganizować.. — przerwała na chwilę, uśmiechając się zadziornie. Przecież jej nie powie, że cierpi na bezsenność i dzięki temu jej doba jest znacznie dłuższa. — Nie. Nie mam pojęcia, co chcę zrobić ze swoim życiem. Wiesz Marce, jestem jedynym dzieckiem swoich rodziców, liczą na to, że zajmę się sklepem i rodzinnym biznesem, gdy ojciec przejdzie na emeryturę. Niestety nie młodnieje. A Ty? Co Ty byś chciała robić po studiach?

______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Pobudzona. Uzależniona od kawy, ciut od alkoholu + bezsenność,zaburzenia żywienia. Rozdwaja się jej obraz, kręci się w głowie, wyłącza się.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Dallas, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 51
  Liczba postów : 215
http://www.czarodzieje.org/t15018-aiden-mograine#399718
http://www.czarodzieje.org/t15031-a-mograine#399916
http://www.czarodzieje.org/t15030-anis#399904
http://www.czarodzieje.org/t15025-aiden-mograine#399873




Gracz






PisanieTemat: Re: Deptak    Pon Sie 27 2018, 01:21

/Ja z Danielkiem

Gorące klimaty były tym czego potrzebował po siedzeniu w celi. Panująca w Azkabanie wilgoć, ziąb i warunki sanitarne nie spełniające minimalnych wymogów odbiły się na zdrowiu fizycznym Aidena. Psychika bardzo nie ucierpiała, z dementorami praktycznie nie miał kontaktu a swój wyrok uważał za dziecinadę. Wziął swój przedmiot zbyt poważnie a uczniów uznał za dorosłych, to były jego jedyne błędy. Proste zaklęcie powodujące ból, a oni go zamykają w więzieniu. Ciekawe czy w taki sposób traktują pojedynkujących się czarodziejów, jak któryś straci ucho albo rękę. Absurd gonił absurd, a mentalność niektórych ludzi błagała o leczenie psychiatryczne. Brak zrozumienia ze strony Mograine'a dla strachu przed czarną magią i poczucia obrzydzenia prowadził do powyższych wniosków. Potrzebował wakacji, chwili odpoczynku dla umysłu ciała, poczucia smaku wolności. Pełniąc funkcję nauczyciela nie mógł podróżować tak jak wcześniej, trzeba było nadrobić zaległości zanim znowu wróci do ponurego Londynu obsługiwać 11-letnie bachory i starszych wymieniających różdżkę. Wędrując sobie pod deptaku nie spodziewał się spotkania 1 stopnia z nauczycielem transmutacji. Owszem, wymieniali ze sobą listy i nawet umówili się na piwo w pobliskim pubie, ale termin spotkania był jeszcze daleki. Mężczyzna przekrzywił głowę i uniósł brwi ze zdziwienia. Machnął rękę przed siebie jakby sprawdzając czy Bergmann jest prawdziwy...a może próbując go przepędzić niczym siłę nieczystą?
-Tak, nikt mi się nie płacze pod nogami ani nie zaczepia bo chce siku. Co jak co, ale nie widziałem Ciebie nigdy w roli opiekuna, a tu proszę. Teraz jak rozumiem masz przerwę w niańczeniu bachorów?
Zapach tytoniu który poczuł od Daniela spowodował krótki zawrót głowy. Więzienie wiązało się również z brakiem papierosów, efekt rzucania nałogu nie należał do przyjemnych i doprowadziłbym Aidena do szaleństwa gdyby nie jego ciągłe myśli o niesprawiedliwości wyroku. Uratować się dzięki swojej ignorancji, ciekawe.
-Jak się miewają uczniowie? Śnie się im w koszmarach, a może ułożyli sztukę pod tytułem "szalony psor od OPCM"? Powiem Ci, że pomimo gorąco lubię to miejsce. Nikt nie wytyka mnie palcem, nie ucieka na mój widok ani nie straszy nieposłuszne dzieci. Chociaż to ostatnie raz się zdarzyło, ale stawiam bardziej na moją niezadbaną brodę niż personalia.
Cały Aiden, jak zwykle zapatrzony w siebie i w swoją wspaniałość. Traktując Daniela jak przyjaciela ujawnił parę swoich sekretów oraz rozszerzył pulę swojego charakteru poza "cześć, mam na imię Aiden i jestem fajny". Osoby które go dobrze znały wiedziały jak bardzo przeżył utratę poważania. "Od szanowanego profesora do obszczymora z ulicy", dobry tytuł na autobiografię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2467
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1780
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Deptak    Pią Sie 31 2018, 00:15

Mograine zawierał wszystko z precyzją - oraz niezbitą racją; rzeczywiście, Daniel Bergmann nie zdawał się być wyznawcą patosu nauczycielskich wzorców. Nie podjął się owej pracy przez samą chęć edukacji niedojrzałych, plastycznych umysłów - nie posiadał wyraźnej, ponad społeczną konieczność troski oraz nie znosił poświęcania się ponad miarę. Wszystko musiało pozostawać w harmonii, z jego własną potrzebą oraz przyrostem korzyści - w owym przypadku, bilans wydawał się być kusząco dodatni. Praca opiekuna potrafiła (dosłownie) spędzać sen z powiek, chociaż zarazem czerpał garściami z dobroci wolnego czasu - zwiedzał, oddawał się w samotności przechadzkom.
- Dzielimy się obowiązkami - wyjaśnił. - Wygrała chęć zobaczenia Meksyku - przyznał z uśmiechem; nie widział powodów, aby udawać przed samym Aidenem innej, dominującej przyczyny - to byłoby nade wszystko żałosne kłamstwo.
- Byłeś tutaj już wcześniej? - spytał, zaciekawiony. Prawdę mówiąc, to była - w przypadku Daniela Bergmanna - pierwsza podróż na zachód, z przekroczeniem błękitu fal oceanu, prosto na inny kontynent; co prawda, nie zwiedził on Stanów Zjednoczonych - aczkolwiek wszystko miało być odwiedzone wraz z mijającym czasem.
W stosunku do samych osób - obmawiających dawnego (niestety) nauczyciela, odnosił się oczywiście z pogardą; nie wygłaszał jednakże swojej opinii na głos - okoliczni nie musieli poznawać szczegółów sprawy. Był jak najbardziej dyskretny.
- Nic głośnego nie słyszałem - przyznał, zgodnie z zaznaną prawdą. - Niemniej, nie interesują mnie plotki. - Nie interesowały Bergmanna wymieniane za plecami, nieoficjalne treści. Opowieści Aidena wysłuchał uprzednio w milczeniu - cholerna banda hipokrytów, oburzająca się oficjalnie a pózniej - sama zaciekawiona niezgłębionymi polami tych zakazanych dziedzin.
- Największym problemem nadal są zakłócenia - dodał. Tutaj, w Meksyku, dało się o nich bez większych przeszkód zapomnieć; przynajmniej częściowo, nie włączając przeklętych murów pensjonatu.

______________________

it has been destined
to fail
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 960
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1033
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Deptak    Sro Wrz 05 2018, 16:50

Holmes natomiast uwielbiała ciszę, ucieczkę od problemów dnia codziennego, zaszycie się pomiędzy regałami książek, jak gdyby tylko to było w stanie sprawić jej swoistego rodzaju radość. Wątpiła bowiem we wszystko, a jej pasje czy zainteresowania – pomimo nazwiska – ulatywały w eter, stając się jedynie wspomnieniem po niegdyś zakorzenionych marzeniach. Irracjonalne wizje doprowadzały dziewczynę do szału, zmuszały do zachowań, na które nie była w żaden sposób gotowa, a wieloletnia walka na tle emocjonalnym wypalała w niej poczucie własnej wartości (i tak już dostatecznie zaniżonej).
- Nie jestem zakochana i nie chodzę z głową w chmurach, po prostu… Chyba się nie wyspałam… – szepnęła bez przekonania, bo pomimo iż nie było to kłamstwo, niestety – Marceline czasami pragnęła odcięcia się od świata. Lawirowała na pograniczu wykreowanej rzeczywistości, by zaraz potem zanurzyć się w spisanej na pergaminach tafli oceanu czy zielonej trawy i zapomnieć o obowiązkach i przymusach. Lubiła to, nadając dzięki temu zupełnie innego wymiaru codzienności, która tłamsiła. - Nie masz konkurencji, Ness.
Ojciec – Clement Holmes – znany pisarz, twórca zaklęć i uczony – nie pozostawiał córce wyboru, pomimo że była nią tylko na papierku. Stawiane wymagania przed nastolatką przypominały o oniryczności pewnych sytuacji, w których to nadal pozostawała jedynie studentką, a nie skonstruowaną z roszczeń istotą. Wyplewiała z umysłu własne zachcianki czy hobby, chcąc uszczęśliwić rodziciela, który od kilku dni cieszył się nowym dzieckiem, zapewne wypierając się wizji posiadania dorosłej córki. Czy to możliwe?
Czy ktokolwiek mógł postępować tak okrutnie?
Tak,
owszem – mógł.
- Leniwe, naprawdę? – zdziwiła się, bo rudowłosa nie była w stanie odpoczywać. Nawet podczas nauki w Beauxbatons, gdy wyjeżdżali na wakacje, na których Marce była tylko raz, nieustannie wdrażała się w kolejne tajniki czarodziejskich zagadnień. Błądziła w korytarzach wyobrażeń, by wreszcie otrzymać pochwałę, na którą pracowała długimi miesiącami. - Ja staram się raczej wyrównać to, bo nie będę ukrywać, ale Meksyk mimo uroku – nie jest dla mnie… Źle się tu czuję, a dodatkowo od paru dni mam parszywy nastrój, ale to nieistotne, przejdzie mi za jakiś czas, gdy już rzecz jasna skończę projekt – przyznała otwarcie, bo o tym akurat wiedział tylko Matthew, zaś sama Francuzka spisywała wszelkie możliwości, jakie otrzymała od losu. Inwestowanie w księgi transmutacyjne, podobnie jak najważniejszy element całego działania – opłacały się, tak bezwarunkowo, dając jej perspektywy na minimalistyczne zwycięstwo nad własną kreacją w oczach Clementa. - Byłam na basenie, który jest na wzgórzach, przy pradawnym ołtarzu, gdzie znalazłam piękny różaniec, trochę na plaży i w zatoce, a także na festynie z Lysandrem, wiesz? Bawiłam się dobrze, ale tylko do pewnego momentu, w którym to Terrey nagle pocałował Zakrzewskiego… Obrzydliwe, serio – wydukała na jednym wydechu, bo nie tolerowała takich zachowań. Sama postępowała czasami głupio, jednak wybryk ten zasługiwał na naganę! Do tej pory sądziła, że Lys jest typowym samcem alfa, niestety – to co się wtedy wydarzyło, zmusiło Marceline do spoglądania na niego pod innym kątem, bo nawet pocałunek złożony chwilę później na jej ustach nie wymazywał z głowy dziewczęcia tamtego zdarzenia.
- Moje nazwisko też jest znane i co? I nic z tego nie mam, bo ojciec woli zabawiać się z Julią i ich nowym dzieciakiem, a ja? Ja na to wszystko pracuje sama, dlatego nie toleruję tych, którzy wykorzystują własne koneksje, bo zapewne bez nich – cóż, byliby nieudacznikami… – i nie był to przytyk kierowany bezpośrednio do znajomej Lanceley. Nie obchodziło jej nawet to czy ta musiała wypełniać wszelkie papiery, bo nosiła znamienite nazwisko rodowe – Dear. I co z tego? Była taką samą czarownicą jak Marce, Bridget czy Nessa, a człon w danych osobowych uzupełniał jedynie metryczkę, która odgórnie została nakreślona. Niemniej, to nie należało też w ocenie samej Holmes, bo nie każdy mógł pracować samodzielnie na swój sukces, tym samym poddając się na tacy osądom. Niedorzeczne? Prawdopodobnie, ale ileż jest w dzisiejszym świecie autentyczności płynących z naturalnej chęci i czystego działania?
- O mnie nie możesz się martwić, Lancelocie; zawsze dam sobie radę – zapewniła jeszcze, choć tym razem już bez przekonania.
- Odpowiedz sobie na jedno, ważne pytanie – czy tego dla siebie chcesz… Jeśli nie – rodzice muszą to uszanować - stwierdziła pewnie, bo jej działania niosły za sobą jedynie chęć udowodnienia Clementowi, że jest cokolwiek warta. - A ja? Ja chciałabym wrócić do Francji, grać na fortepianie i zapomnieć o wszystkim, zaczynając gdzieś daleko od nowa, znowu – pierwsza, niezwykle szczera wypowiedź, która być może skrywała drugie dno, ale po co o tym gdybać? Należało się bawić – w końcu miały wakacje. - To co? Toast za Meksyk?

______________________

i've been waiting so, so long
i will judge myself
guilty of loving you too much
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Deptak    

Powrót do góry Go down
 

Deptak

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Meksyk
 :: 
Miasteczko
-