Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie numer 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Nowy Jork, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -57
  Liczba postów : 46
http://www.czarodzieje.org/t16144-maisie-adler
http://www.czarodzieje.org/t16151-maisie#442241
http://www.czarodzieje.org/t16152-sowki-trixie#442247
http://www.czarodzieje.org/t16149-maisie-adler




Gracz






PisanieTemat: Mieszkanie numer 7   Czw Cze 14 2018, 17:54


Mieszkanie Maisie i Elaine



Kuchnia


Nie jest to wielkie pomieszczenie, ale wystarczające, żeby pomieścić wszystko, co potrzeba, aby dobrze ugotować posiłek. Przeważa tu biel, przełamana przez drewno i czarne dodatki w postaci uchwytów od szafek. Jak na kuchnię, znajduje się tu dość dużo roślin, w tym różne rodzaje ziół. Po lewej stronie mieści się niewielki stolik, idealny dla dwóch domowniczek, aby zjeść coś na szybko. Kuchnia jest również miejscem posiłku kota. Oprócz gotowania, kuchnia często wykorzystywana jest jako miejsce do warzenia eliksirów.



Salon


Przestronne pomieszczenie, w którym panuje, jak w całym domu, duża ilość koloru białego. Pokój stanowi połowicznie małą biblioteczkę, gdzie stoją różne książki, ale także cały zbiór ksiąg do eliksirów, który dla Maisie jest szczególnie ważny. Salon jest również ulubionym miejscem do spania kota. Z racji, że dziewczyny uwielbiają kwiaty i rośliny, dość dużo jest ich poustawianych na meblach czy parapetach.



Łazienka


Nie jest ona ciasna, ma dosyć dużo miejsca do poruszania się. Największym plusem tej łazienki jest fakt, że posiada ona i prysznic, i wannę. Nie obyłoby się bez standardowych roślin, które można spotkać choćby na parapecie okna.



Sypialnia Elaine


Przytulna sypialnia, która przełamuje biel domu swoimi szarymi ścianami. Stoi w niej standardowo szafa z ubraniami Elaine oraz mały kącik kosmetyczny dziewczyny. Pokój dziewczyny ma malutki balkonik, a cały pokój ma dużo roślin.



Sypialnia Maisie


Po prawej stronie od wejścia stoi dość duża szafa, w której dziewczyna przechowuje swoje ubrania, zarówno letnie jak i zimowe. Obok stoi wieszak, na którym ma rozwieszone ciuszki, które są dla niej "pod ręką". Oprócz szafy, łóżka, można też znaleźć tam mniejszą komodę i posłanko kota, chociaż ten preferuje spać w wspomnianym wyżej salonie albo na jej łóżku.  


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : St Andrews, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -200
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 77
http://www.czarodzieje.org/t16153-casius-malachai-reeves#442267
http://www.czarodzieje.org/t16155-gryze-i-wyje-tylko-w-pelnie#442322
http://www.czarodzieje.org/t16156-gbur#442326
http://www.czarodzieje.org/t16148-casius-reeves#442178




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 7   Pią Wrz 14 2018, 23:06

Życie z Cassem byłoby łatwe, gdyby nie to, że potrafił się obrazić o byle co i wyjechać bez słowa na kilka miesięcy. To znaczy, wiadomo, nigdy nie jest łatwo z takimi osobami jak on, ale na niego w dodatku oddziaływał księżyc. Zawsze łatwiej jest zwalić wszystko na głupi księżyc, który nawet sam blasku nie wytwarza i utrudnia... no właściwie wszystko utrudnia. Przynajmniej w jego życiu.
Naprawdę starał się ułożyć jakoś swoje życie i gdy już sądził, że wszystko jest w porządku, że wszystko się naprawdę układa, wszystko to piorun trzasnął. A wszystko przez jedną głupią kłótnię. Nie do końca wiedział, skąd wziął się ten jego wybuch i pochopna decyzja o wyjeździe na jakieś pustkowie, które w gruncie rzeczy aż tak wielkim pustkowiem nie było. Chociaż musiał przyznać, że dobrze mu to zrobiło. Odpoczął od Hogsmeade, Londynu, Maisie... chociaż chyba wolał od niej nie odpoczywać, ale czasem trzeba. W końcu nie mógł przyznać tego, że to on zachował się jak bachor i strzelił głupio focha.
W końcu jednak musiał wrócić. I wrócił. Nie mogę powiedzieć, że z podkulonym ogonem, bo tak nie było, a jeśli nawet, to musiał kryć to bardzo głęboko w sobie, bo stojąc przed drzwiami mieszkania Maisie z pudełkiem czekoladek w dłoni, wyglądał przede wszystkim na dumnego z siebie. Ciężko powiedzieć, z czego był taki dumny; z tego, że odważył się podejść do tych drzwi i wkrótce w nie głośno zapukać, doskonale wiedząc, że Adler nie będzie chciała z nim rozmawiać, czy może dlatego, że przyniósł czekoladki i zawsze może zagrozić, że zje je sam i będzie gruby. Logika podpowiadała mu, że nie ma bata. Jeśli Mai będzie umiała oprzeć się jemu, to nie będzie umiała bombonierce. Logika Casiusa była naprawdę zatrważająca... W każdym razie, po zapukaniu, czekał. Cierpliwie, z lekkim uśmiechem na twarzy. I tą dumą, której prawdziwej genezy nikt nie jest w stanie poznać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Nowy Jork, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -57
  Liczba postów : 46
http://www.czarodzieje.org/t16144-maisie-adler
http://www.czarodzieje.org/t16151-maisie#442241
http://www.czarodzieje.org/t16152-sowki-trixie#442247
http://www.czarodzieje.org/t16149-maisie-adler




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 7   Sob Wrz 15 2018, 00:02

Życie z nim byłoby łatwe, ale zdecydowanie nie jest.
Jak na co dzień można znieść tak wielką falę fochów, pomieszaną z flirtami oraz podtekstami, które można usłyszeć po dziesięciu minutach od rzucenia tyłkiem przez Reevesa? Jak można znieść notoryczne niezadowolenie, które po chwili zastępuje piękny uśmiech, jakby zupełnie nic się nie stało? To nie jest na siły każdego człowieka, a na pewno nie dla zdrowego czarodzieja, mugola czy kosmity, który marzy o spokojnym życiu - bo to pewnie, dla większości rozsądnych ludzi jest życiowym priorytetem, jednak człowiek zakochany nie do końca jest osobą o trzeźwych i racjonalnych poczynaniach.
Maisie, w pewnym sensie, była tym przypadkiem, w końcu wytrzymywała to wszystko przez dłuższy czas, bo od kilku dobrych miesięcy, od kiedy wpakowała się w udawane narzeczeństwo. Jednak to, co kierowało Casiusem, że wyjechał na podróż życia nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim (może z nową narzeczoną?), na pewno nie jest nie racjonalnym myśleniem z powodu miłości. Czasami to ona zastanawiała się, czy jakakolwiek chemia między nimi nie jest wymysłem jej umysłu, skoro Cass nawet nie chce z nią porozmawiać o ich relacji jak dorosły człowiek, tylko ucieka przed Mai z zakrytymi uszami. A mimo tego - albo właśnie dzięki temu - ona sama wypierała z siebie każde głębsze uczucia względem niego.
Jego wyjazd potraktowała jako spa dla siebie - kompletny odpoczynek, że w końcu zrobiło jej się dziwnie bez upierdliwego buczenia Reevesa. W końcu zdarzało mu się zachowywać jak duży dzieciak, który w jej mieszkaniu robił niemałego harmidru. Relaksowanie się było dziwne, chociaż Maisie odetchnęła. Sąsiedzi odetchnęli, Hogsmeade odetchnęło, świat odetchnął… A na pewno Londyn. Zdążyła jedynie pomyśleć o nim i o tym, że jest tu jakoś zdecydowanie za cicho, gdy usłyszała pukanie do drzwi i nawet jeśli spodziewała się, że Casius kiedyś podejdzie pod jej drzwi, to nie miała pojęcie, że akurat wybierze sobie tę chwilę.
Niby zwyczajną, ale jednak dla Mais kompletnie nieodpowiednią.
Podeszła do drzwi, otworzyła je i tym samym, widząc tę głupio uśmiechniętą twarz z bombonierką, po prostu zatrzasnęła drzwi, czynią siebie teraz może większą dramą queen niż on był przez całe życie. Oparła się ręką o drewnianą powłokę i odsuwając się od dębowych drzwi o kilka kroków, wypuściła powietrze z ust, jakby chcąc aby całe nagromadzone przez trzy sekundy napięcie minęło.
- Niech mnie w tyłek pocałuje, menda jedna - wymamrotała do siebie, idąc w kierunku kuchni, żeby bez celu zajrzeć po szafkach, jakby przynajmniej chciała ukryć się wśród herbat. Zawsze jest to jakieś rozwiązanie, prawda? Dobrze przynajmniej, że Elaine nie ma teraz w mieszkaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : St Andrews, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -200
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 77
http://www.czarodzieje.org/t16153-casius-malachai-reeves#442267
http://www.czarodzieje.org/t16155-gryze-i-wyje-tylko-w-pelnie#442322
http://www.czarodzieje.org/t16156-gbur#442326
http://www.czarodzieje.org/t16148-casius-reeves#442178




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 7   Sob Wrz 15 2018, 00:46

Mógł się tego spodziewać. Pewnie gdzieś w głębi wiedział, że tak to się wszystko skończy; że teraz to jej pora na focha, ale i tak się zdziwił, gdy zatrzasnęła mu drzwi przed nosem, zanim nawet cokolwiek powiedział. A planował spytać o to, czy tęskniła, bo na pewno tęskniła. No, on tęsknił na pewno. Gdyby nie tęsknił, to nie przyszedłby do niej zaraz po powrocie ze swojej podróży po mugolskim świecie. To znaczy... Nie żeby gdzieś wybitnie jeździł. Chodził jedynie na piesze wycieczki z ponurakiem. Tak na ogół to siedział w domu siostry i przeglądał Internet. Bo tak, może i był czarodziejem czystej krwi, ale jako buntownik z wyboru, kochał mugolską kulturę. Szczególnie teraz, gdy poznał memy. Poza tym, oglądał filmy. Bajki. Tego całego Disneya czy czegoś... W każdym razie, bardzo mu się to spodobało i gdyby nie zatęsknił za magią, wciąż pewnie udawałby mugola w domu swojej siostry. A raczej domu jej chłopaka mugolaka za którego już dostała ostry opierdol od matki. Ale hej, przynajmniej jej nie wydziedziczyła! Casiusa też, o dziwo, ale o tym innym razem, bo oficjalnie nie miała ku temu powodów.
— Zatrzasnąć drzwi przed swoim facetem, który się pięknie uśmiecha i chce wręczyć czekoladki? No wiesz co... — powiedział i zapukał ponownie. Przez myśl przeszło mu nawet to, żeby wyjąc różdżkę i po prostu alohomorą lub bombardą otworzyć drzwi, ale potem przypomniał sobie o zakłóceniach. Och, cholerne zakłócenia. źle by mógł skończyć rzucając bombardę na drzwi "narzeczonej"... — No nie gniewaj się, moja ty wiedźmo, przecież mój wyjazd przysłużył się pewnie też tobie. Zregenerowałaś się, odpoczęłaś ode mnie, to musiało zrobić ci dobrze, choć pewnie czułaś się samotna? — kontynuował i dalej pukał. Był pewien, że jak tak dalej pójdzie to wyjdą sąsiedzi i będzie hurr durr niech pan przestanie pukać, pukać to może pan sobie żonę. Raz coś takiego usłyszał, ale nie odpowiedział, bo chciał odpowiedzieć pytaniem "pańską?". Dostał wtedy w mordę, ale nigdy nie żałował. Zresztą, nieważne, bo jeszcze Maisie się nauczyła legilimencji pod jego nieobecności i jeszcze mu w myślach przeczyta...
Cicho westchnął i przestał pukać. Wtedy też postanowił zastosować swój plan b. — W porządku, więc idę. I sam zjem te czekoladki... A to twoje ulubione — dodał na tyle głośno, aby mogła go usłyszeć i zaczął powoli tupać w posadzkę, chcąc aby myślała, że faktycznie odchodzi. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że ten plan może być nawet bardziej do dupy niż poprzedni, który skończył się tym, że prawie dostał drzwiami w twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Nowy Jork, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -57
  Liczba postów : 46
http://www.czarodzieje.org/t16144-maisie-adler
http://www.czarodzieje.org/t16151-maisie#442241
http://www.czarodzieje.org/t16152-sowki-trixie#442247
http://www.czarodzieje.org/t16149-maisie-adler




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 7   Sob Wrz 15 2018, 22:41

Nawet gdyby usychała z tęsknoty, to odpowiedź dla niego byłaby jedna - oczywiście, że nie tęskniła. Najprostsza i najbardziej ‘brutalne’ dopowiedzenie to że nie miała za czym i wreszcie miała święty spokój. Chociaż prawdą było, że może chciała czasami spędzić z nim trochę wolnego czasu, ale… szybko to wybijała sobie z głowy. W końcu miała super współlokatorkę, z którą mogła robić praktycznie wszystko i wszędzie, bo nie tylko z nią mieszkała, ale była także jej przyjaciółką. I to od ilu lat! Mimo gorszych dni, zawsze znajdzie się ten dobry moment, w którym wszystko wraca do standardów. To chyba po prostu jest magia przyjaźni.
Najwyraźniej słyszała to o piękny uśmiechu i czekoladkach, na które miała w obecnym momencie najmniej ochoty. I najchętniej to otworzyłaby drzwi i spoglądając na niego zapytała się jedynie jakim moim?, skoro nawet - nieoficjalnie - nic ich nie łączy.
Wersja oficjalna: zachowują się jak stare dobre małżeństwo, co zdecydowanie uszczęśliwia matkę Casiusa. Pomijając, oczywiście, fakt, że jej wymarzone zaręczyny syna to jeden wielki pic na wodę, ale czego Millicenta nie wie, tym bardziej gwarantuje jej spokojny sen.
A bombą jej serca nie otworzy. Czekoladkami najwyraźniej też nie. Jak na złość miała pewnie ochotę dostać kwiaty, ale życie to nie film ani nie koncert życzeń. Maisie zdecydowanie powinna się do tej perspektywy przyzwyczaić, a nie ciągle marzyć.
- Nie czułam się samotna, zajebiście się bawiła i spędzałam czas zdecydowanie lepiej niż z tobą w każdej wspólnej minucie - mówiła do siebie, otwierając słoik z herbatą z taką zaciętością, że gdy wreszcie jej się udało, to wysypała listki na blat. Przeklinając pod nosem i mając dosyć uporczywego pukania do drzwi, do które dołączyło jeszcze bardziej irytujące tupanie - które niestety nie ustawało - poszła do drzwi. Wizja zjedzonych czekoladek nie zmotywowała jej tak bardzo, jak wszystkie hałasy wydawane przez tego uporczywego człowieka. W końcu nie chciała mieć problemów z sąsiadami przez to, że zaprosiła do kamienicy stado słoni.
Bez słowa, nie zamierzając się kompletnie odezwać, otworzyła drzwi i wciągnęła go do mieszkania. Nawet nie zaszczyciła go swoim spojrzeniem, tylko poszła do kuchni pozbierać porozrzucane po blacie herbaciane liście. Cieszyła się chwilami ciszy przed kolejnym, głupim tekstem, chociaż gdzieś w głębi siebie… czekała na niego. Co to za dziwny stopień relacji, że i za tym tęskni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : St Andrews, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -200
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 77
http://www.czarodzieje.org/t16153-casius-malachai-reeves#442267
http://www.czarodzieje.org/t16155-gryze-i-wyje-tylko-w-pelnie#442322
http://www.czarodzieje.org/t16156-gbur#442326
http://www.czarodzieje.org/t16148-casius-reeves#442178




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 7   Pon Wrz 17 2018, 22:07

Gdyby to usłyszał, zrobiłoby mu się przykro. Po prostu przykro. Poczułby realny smuteczek, no bo on tęsknił, choć zdawał sobie sorawę z tego, ze zachował się jak... Jak chuj. Jak taki chujek, co porzuca laske, którejś robił dziecko. Oczywiście, w tym przypadku nie zrobił. Ba, oni nawet oficjalnie razem nie byli a spali ze sobą tylko raz, kilka długich miesięcy temu, ale nawet jego matka pewnie się zastanawiała co takiego się stało, że Casius przyjechał najpierw na kilka dni do niej, a potem do Callah. Pewnie Millicenta założyła, że ta jego narzeczona okazała się dla niego zła, że złamała mu serce czy coś, a prawda była taka, że Cass po prostu strzelił wielgachnego focha. Ale dość o tym.
Ale w sumie to szkoda, że tak wyszło. Był w końcu szczęśliwy przy szatynce, lubił te ich kłótnie i droczenia się przez całą dobę, cały tydzień. Dziwił się, że jeszcze wytrzymywał, ale był szczęśliwy, choć często marudził, ze za dużo gada, za bardzo się czepia o jego marudzenie i tak dalej. Ale jak miał nie być szczęśliwy? Czuł się znowu jak ten piętnastoletni szczyl, który pisał jej listy miłosne, których nigdy nie wysłał. Dam sobie błowę uciąć, że przez ostatnie miesiące tez napisał sporo takich listów, które wyładowały finalnie w koszu na śmieci, zmięte w kulkę, zabazgrane, żeby Callah nie orzeczytała. Równie dobrze mógł użyć magicznego tuszu, ale jak żył po mugolski, to musiał zrezygnować z tych magicznych rzeczy. Znaczy się, nie całkowicie. Ale wciąż. W dodatku zrobił to dobrowolnie! Matka by nie uwierzyła! Ale im mniej wie, tym lepiej śpi.
Stał tak w tej ciszy i naprawdę chciał usłyszeć cokolwiek, co Maisie mogła mówić do siebie. Na chwile nawet oparł czoło o drzwi, ale szybko z tego zrezygnował i wtedy zaczął udawać, że odchodzi. W końcu jednak podziałało, choć już zaczął tracić nadzieje i miał ochotę się zwyczajnie teleportować. Widząc ją, uśmiechnął się szeroko i wpniewinnie, a gdy go wciągnęła do środka, wyglądał na zdziwionego. I choć trwało to przez kilka krótkich sekund, nie dało się tego nie zauważyć. Szybko jednak się ogarnął i na nowo uśmiechnął wesoło. Jak kundel przybłęda, któremu da się coś do jedzenia.
— Gdybys nie tęskniła, nie wciągnęłaby mnie w ten sposób do środka, Mai — stwierdził i zapukał kilka razy opuszkiem palca wskazującego w swoją skroń. No logiczne. Gdyby nie tęskniła, zrobiłaby coś innego. Może wcale by nie wciągała go do środka? Może by go zrzuciła ze schodów? Kto ja tam wie!no na oewno nie Casius. Wyciągnął w jej stronę dłoń, w której trzymał czekoladki i odrobinę złagodził swój uśmiech. Był w stanie nawet ja orzeprosić, choć wiedział, że to by ugodziło w jego dumę, która na to nie pozwalała. — Co u ciebie? — zapytał jakby nigdy nic, patrząc na nią i to jak odchodzi w kierunku kuchni. Poszedł więc za nią, wcześniej ściągając buty, bo nie chciał nagrabić sobie bardziej, brudząc jej korytarz. Oparł się prawym barkiem o framugę drzwi, bacznie ją obserwując. — Tęskniłem za oglądaniem jak się denerwujesz. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że twojej piękności wcale złość nie szkodzi. — Uśmiechnął się lekko i położył czekoladki na blacie, bo w końcu ich od niego nie wzięła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Nowy Jork, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -57
  Liczba postów : 46
http://www.czarodzieje.org/t16144-maisie-adler
http://www.czarodzieje.org/t16151-maisie#442241
http://www.czarodzieje.org/t16152-sowki-trixie#442247
http://www.czarodzieje.org/t16149-maisie-adler




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 7   Sro Wrz 19 2018, 23:46

W takim razie, Maisie musiała stać się koszmarną kobietą w oczach swojej niedoinformowanej teściowej. Zależało jej na swojej dobrej opinii, aczkolwiek samą Millicentę miała tam, gdzie słońce nie dochodzi. Po pierwszym - i najprawdopodobniej ostatnim - obiedzie, gdzie kobieta pokazała swoje oblicze najgorszego koszmaru, Adler kompletnie nie miała ochoty widywać się z nią jeszcze kiedykolwiek. Jedyną przeszkodą były wciąż trwające “zaręczyny”, jednak będzie spać spokojnie dopóki nie dostanie informacji o kolejnym rodzinnym obiadku, gdzie będzie musiała symulować chorobę albo kolejną ciążę, byleby się tam nie pojawić. Co prawda mogłoby to wzbudzić niemałe podejrzenie w oczach głowy rodziny, ale Maisie na pewno nie ma zamiaru się tym przejmować. A zdecydowanie nie w tym momencie.
Raczej większość dziewczyn, a zwłaszcza nastolatek, marzy o dostaniu jakiegoś listu miłosnego albo walentynki do przystojnego chłopaka, tudzież teraz już faceta. Na pewno Maisie gdybała o czymś takim, chociaż dostała raz jedną kartkę od jednego kolegi, którego w Hogwarcie unikała bardziej niż Casiusa. Może gdyby wtedy dostałaby i od Reevesa taką karteczkę, to miałaby bardziej pozytywny pogląd na jego osobę? Teraz też by się cieszyła z takiego listu, bo w porównaniu do szczenięcych lat, z bliżej niewyjaśnionego powodu, zależało jej na tej relacji i może udałoby mu się zmiękczyć serce Adlerowej jakimiś romantycznymi wypocinami - a przynajmniej na tyle, żeby się do niego odezwała, bo na obecną chwilę samej sobie ślubowała milczenie.
Nawet nie skupiła się na jego zdziwionej twarzy, na kolejnym głupim uśmiechu, bo wypchnęłaby go z mieszkania szybciej niż wciągnęła. Zostało jej tylko popatrzeć na niego z politowaniem, kiedy przeanalizowała jego słowa i dotarło do niej, że pociągnięcie za koszulkę odebrał w sposób, jakby przynajmniej za progiem miała się na niego rzucić.
Nic bardziej mylnego, w końcu nawet nie odebrała czekoladek, także dzikie fantazje Casiusa nadal pozostaną jedynie w jego wyobraźni. Wzruszyła ramionami na pytanie, co u niej, chcąc dłużej ciągnąć niemą gierkę z jej strony, ale aż ją język piekł, żeby cokolwiek odpowiedzieć, żeby na cokolwiek się odgryźć. Kiedyś mówił, że za dużo gada - teraz jest zdecydowanie za cicha. Co gorsze?
- Tylko za tym tęskniłeś? - zapytała, unosząc brew i obserwując jak podchodzi bliżej i odkłada czekoladki na blat. - Nie podlizuj się, nadal jestem obrażona - przypomniała mu, bo dobrze nie wszedł do domu, a już rzucał jej kolejnymi tekstami, oczywiście miłymi, ale musiała mu przypomnieć, że nie będzie łatwo. Zaplotła ręce na klatce piersiowej i spojrzała na niego surowym spojrzeniem. - Gdzie znowu uciekłeś? - zapytała bez owijania w bawełnę i nie ukrywając, że jednak interesuje ją ten fakt. A ciągle gdzieś daleko strzelał swoje fochy, więc ciekawa była jego kolejna droga, byle z dala od niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : St Andrews, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -200
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 77
http://www.czarodzieje.org/t16153-casius-malachai-reeves#442267
http://www.czarodzieje.org/t16155-gryze-i-wyje-tylko-w-pelnie#442322
http://www.czarodzieje.org/t16156-gbur#442326
http://www.czarodzieje.org/t16148-casius-reeves#442178




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 7   Pon Wrz 24 2018, 21:46

W gruncie rzeczy Maisie wcale się nie stała nagle zła w oczach matki Casiusa, bo już po słynnym obiedzie każdy w rodzinie choć raz słyszał o tym, jaką sobie Casius znalazł okropną dziewuchę. Gdyby Cass to usłyszał, prawdopodobnie już nigdy w życiu by się do matki nie odezwał. Ale nie słyszał i wciąż mu się zdarza ją odwiedzać. Odwiedziny na ogół składają się z samych wzajemnych docinek i narzekania Millicenty na to, że urodzenie tego człowieka było jej najgorszą życiową decyzją, ale hej, rodziny się nie wybiera! Niestety. Reeves naprawdę by dusze oddał za kochającą matkę której nie musiałby wciąż i wciąż udowadniać, że wcale nie jest tak wielkim nieudacznikiem, za jakiego go wiecznie uważa. W sumie był nieudacznikiem bez żadnych większych życiowych celów, ale czasami się starał. No i był dobrym kłamcą. Czasami aż zbyt dobrym.
Może kiedyś dostanie jeden ze starych liścików? W sumie nie zdziwiłoby to chyba nikogo, choć Cass, naturalnie, udawałby, że to nie od niego. W końcu gdy był młodszy, miał inne pismo. Nie było tak pochyłe, staranne i... ładne. Zupełna przeciwność jego charakteru i osobowości. Jego pismo było ułożone, a on był istnym chaosem. Kiedyś za to bazgrolił jak kura pazurem, więc może... Może nie zauważyłaby, że to od niego? Może stwierdziłaby, że to od jakiegoś miłego ziomalka? Byle nie Puchona. Chryste, Casius by się chyba zabił na miejscu jakby ktoś go porównał do jakiegoś Puchona. I choć na ogół nic do tego domu nie miał, nie lubił ludzi, którzy tam trafiali. Jasne, mieli przeróżne charaktery, ale... Jak na złość on spotykał samych mdłych, którzy nie umieją życia chwycić w garść i nie wypuszczać.
No ale przejdźmy do gwoździa programu. Gdy już stał przy nim i w końcu łaskawie się odezwała, uśmiechnął się odrobinę szerzej przez co wyglądał bardziej jak wyszczerzony i żerujący na rybki rekin a nie jak Casius, niewinny wilkołak, co to nie zabił nikogo w życiu.
— Niee, tęskniłem za wieloma rzeczami. — Już chciał wymieniać te wszystkie rzeczy, ale wolał nie mówić ich na głos. Nie że były uwłaczające, seksistowskie czy inne takie. Po prostu wolał nie mówić ich na głos, bo musiałby przed sobą przyznać, że żałuje swojego wyjazdu i że tęsknił w większości za jej zachowaniami i charakterem, rozmowami z nią, a nie za jej ciałem. choć to pewnie też, bo lubił ją przytulać, choć robił to rzadko. — Kto się podlizuje? Ja? Chyba ty — odparł i cicho prychnął. Bo to wydało mu się bardzo zabawne. Bo przecież on się w c a l e nie podlizywał. Nawet nie próbował! Słodził jej i dawał czekoladki ot tak, bez powodu. — Pozwól, że zignoruję to twoje znowu i wyrzut w twoim głosie. Byłem u swojej siostry i jej mugolskiego chłopaka, dzięki któremu poznałem memy i ich znaczenie w świecie przyziemnego mug... człowieka. Bo mugole to ludzie tacy sami, jak my. Matka by mnie wydziedziczyła, gdyby to słyszała. Mam nadzieje, że nie jesteś jej szpiegiem czy kimś w tym stylu... — ostatnie zdanie wymruczał pod nosem. — A jak tobie życie mija? Jak tam kot? Już od ciebie uciekł? — zaczął się z nią droczyć. Wolał nie mówić o zdychaniu, bo wiedział, e zdychanie kotów to w jej przypadku zbyt drażliwy temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie numer 7   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie numer 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-