Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Street Food Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Szkocja, Wyspa Skye
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1007
Dodatkowo : Prefekt Fabularny
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995




Gracz






PisanieTemat: Street Food Market   Sro Cze 13 2018, 21:42


Street Food Market

Położony zaraz przy centralnym placu miasteczka, kwadratowy i obszerny plac, przyciąga turystów i mieszkańców intensywnymi zapachami przypraw. Przywiedziony nosem, wkraczasz w miejsce idealne dla smakoszy! Twoim oczom ukazują się rzędy drewnianych stoisk, których blaty pokryte są kolorowymi ceratami. Umieszczone na nich są kuchenki, blaty grzejące, grille oraz wszelkiej maści tace z wyłożonym na nich, gorącym jedzeniem. Znajdziesz tu wszystkie specjały kuchni meksykańskiej — od quesadillas, tortilli,enchiladas poprzez tamales czy słodkie, chrupkie churros. Nie ma tu potrawy, której tutejsi kucharze nie mieliby opanowanej do perfekcji, aby pokazać odwiedzającym różnorodność i bogactwo regionalnych potraw. Dla miłośników owoców morza czy ryb również znajdą się przysmaki, ponieważ codziennie dowożone są tu ryby z pobliskiego portu! Jest także ogromny wybór napojów a wszystko to w papierowych kubeczkach i na cienkich, tekturowych tackach! W centralnym punkcie tego kulinarnego raju znajdują się drewniane stoliki i krzesła, przy których zjeść można zakupiony posiłek. Na każdym znajduje się taca z solą, pieprzem, pastą z chili czy pojemniczki z guacamole, którego tu nigdy zbyt mało! Miejsce to jest niezwykle kolorowe, przyozdobione pomarańczowymi wstążkami, kwiatami czy obrazkami matki boskiej. Z przyczepionych do słupków głośników rozbrzmiewa muzyka, która nadaje wrażenia, jakby czas stanął w miejscu i cały czas trwała szalona fiesta. Po zmroku zapalane są kolorowe lampki, rozwieszone na sznurkach nad całym tym miejscem! Smacznego! Tylko pamiętaj, prośba o wyjątkowo ostrą potrawę w świecie papryki może skończyć się bólem żołądka!

Dania Mięsne:
Ostra zupa meksykańska z kiełbasą i cieciorką - rozgrzewająca, pyszna i ostra. Jej trzon stanowi fasola, cieciorka, pomidory, a także świeże i aromatyczne przyprawy i oczywiście kiełbasa.
Carne con chile -pokrojona w kostkę wołowina, papryczka guajillo, fasola czerwona, pomidory, świeże przyprawy i to wszystko polane na meksykański ryż.
Quesadilla Combinada - Tortilla z masy kukurydzianej z roztopionymi dwoma serami i miękką chorizo lub z szarpanym kurczakiem w ostrym sosie.
Burrito - z pszennej tortilli z szarpanym kurczakiem i pastą fasolową lub z wołowiną, papryką i salsą.
Enchilada - kukurydziana tortilla smażona chwilę na głębokim oleju, wypełniona wybranym przez klienta farszem.
Tamales - nadziewane ciasto z mąki kukurydzianej, gotowane na parze po uprzednim owinięciu liściem z kolby kukurydzy. Wypełnione pysznym farszem z mielonej wołowiny, warzyw i salsy.
Ceviche - tradycyjna sałatka z owców morza lub ryb do wyboru, podanych na surowo w marynacie z cytrusów z cebulą, chili i solą.
Chimichanga - burrito smażone na maśle z farszem mięsnym i serem. Podawane z pikantnymi sosami lub guacamole.
Picadillo - danie z mielonej wołowiny, warzyw i bananów. Pełne aromatycznych przypraw oraz rodzynek, podawane z ryżem.
Fajita - podawane na kukurydzianej lub pszennej tortilli grillowane mięso z warzywami oraz serem.
Grillowane mięsa oraz ryby - zależnie od wyboru klienta, wołowina lub kurczak, podana z frytkami, tortillą bądź ryżem oraz mieszanką warzyw..


Dania Wegetariańskie:
Quesadilla klasyczna -tortilla z masy kukurydzianej z roztopionym serem i pieczarkami.
Chrupiące mini Tacos - pełne pieczarek, cukinii, kolorowej papryki i innych warzyw, podane z pyszną salsą.
Tradycyjne nachos - z sosem majonezowym smoked chipotle, guacamole i salsą.
Tamales   - wersja wegetariańska przypominającej pierożki potrawy, pełna warzyw.
Zupa krem z kukurydzy - o pięknym, złotym kolorze i bogatym smaku, doprawiona chili i pieprzem cayenne.
Zupa krem z pieczonej dyni - delikatna i aromatyczna z mleczkiem kokosowym, curry i imbirem.

Napoje:
Tequila - wódka meksykańska
Mchelada - lokalne piwo z limonką, przyprawami, chili oraz wybranym sosem.
Pox - tradycyjny, alkohol kukurydziany.
Mezcal - alkohol z robakiem (robak to larwa żyjąca na liściach agawy). Produkowany jest z innych niż tequila odmian tej rośliny.
Ron - rum z trzciny cukrowej
Piwo
• Woda, soki, napoje gazowane, kawa i kawa mrożona


______________________



Growing stronger the voice of my father said
"Don't give up, don't be forgotten"


Wyjechała bez słowa, z dnia na dzień. Obecnie Nessa jest w Ameryce, w Ilvermorny na wymianie studenckiej związanej ze stypendium z transmutacji.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1464
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 956
http://www.czarodzieje.org/t13356-ruth-wittenberg
http://www.czarodzieje.org/t13361-relacje-ruth
http://www.czarodzieje.org/t13357-soho
http://www.czarodzieje.org/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Street Food Market   Czw Lip 12 2018, 17:23

Nie było do końca tak, że Ruth nie chciała jechać na kolejne w swojej karierze hogwarckie wakacje. Po prostu zaskoczyła ją informacja, że zaledwie kilka dni po zatrudnieniu nie tylko powinna przeznaczyć całe lato na opiekę nad niesfornymi uczniami (choć Patton Craine miałby na to o wiele bardziej precyzyjne określenie) a w dodatku w tempie ekspresowym przygotować dla uczestników zabawę splecioną mocno z rozwijaniem umiejętności magicznych. A kiedy żyć?
Jakby tego było mało od razu po przyjeździe dowiedziała się, że ma pokój z kobietą o nazwisku Dear - oczywiście mogła być daleką kuzynką Doriena i nic nie wiedzieć o ich związku, ale Merlin sam wiedział, jaki stosunek miała teraz rodzina jej byłego partnera w stosunku do niej samej - nie mogła przecież założyć, że Dorien milczał przez ten cały czas jak grób. W końcu pewnym można być jedynie śmierci, a w świecie czarodziejów i to nie zawsze.
Wizja wielotygodniowej odpowiedzialności za cudze życia sprawiała, że Ruth nie czuła się jakoś wyjątkowo komfortowo, ale szczęśliwy traf sprawił, że razem ze Szwedką w Meksyku będzie bawiła się jej dobra koleżanka - Tilda, która jak Wittenberg dowiedziała się podczas rozmowy z dyrektor Benett, także pełniła rolę asystenki, jednak... transmutacji. Ruth naprawdę sporo widziała, ale wolontariusza, który chciałby spędzić ze starym Crainem więcej niż pół minuty nigdy.
Wyrwanie się z rozgardiaszu panującego pierwszego popołudnia w pensjonacie zajęło obu kobietom dłuższą chwilę, ale ostatecznie przerwa obiadowa była na tyle mocnym argumentem, że mogły wygospodarować sobie dwie godziny na przemierzanie wąskich uliczek w poszukiwaniu jedzenia i - oczywiście - uzupełnienie zaległości o sobie nawzajem podczas rozmowy.
-Przez ten rok pracowałam w Genewie, w Biurze Bezpieczeństwa tamtejszego Ministerstwa Magii - kontunuowała rozpoczętą już pod pensjonatem opowieść o nagłym wyjeździe z Anglii niemal rok temu -Miałam szczęście być w... - zamyśliła się, próbując odszukać odpowiednie słowo - kreatywnym zespole, ale to na tyle angażujące zajęcie, że postanowiłam zrobić sobie przerwę - uśmiechnęła się, kończąc to małe tłumaczenie i oglądając stoisko, na którym w wielkich kadziach gotowały się aromatyczne zupy, choć Ruth nie widziała do końca jakie, bo gigantyczna kolejka zwiastująca, że prawdopodobnie rozdają tu jedzenie za darmo, przeszkadzała jej w odbiorze.
-Czy mają państwo krem z dyni? - zapytała łamanym hiszpańskim, z pamięci recytując zdanie, którego nauczyła się pół godziny temu w hotelu. Jej założenie, że może się nie dogadać na targu po angielsku, a już w szczególności po szwedzku, okazało się trafne, przez co Wittenberg jeszcze bardziej cieszyła się ze swojego łupu.
-A co u ciebie? Dowiedziałam się, że pracujesz jako asystentka transmutacji... Muszę przyznać, że fakt, że nie dałaś się jeszcze zabić jest co najmniej imponujący - przyznała szczerze, przypominając sobie wszystkie wybryki starego profesora, łącznie z jego trzema martwymi żonami, oczywiście.

@Tilda Thìdley
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 648
  Liczba postów : 385
http://www.czarodzieje.org/t15607-tilda-thidley#420456
http://www.czarodzieje.org/t15651-tilda-thidley#421488
http://www.czarodzieje.org/t15652-tilda-thidley#421489
http://www.czarodzieje.org/t15637-tilda-thidley




Moderator






PisanieTemat: Re: Street Food Market   Pon Lip 16 2018, 03:19

Zawsze miałam wyrzuty sumienia wybierając się na wakacje ze szkołą. Do piętnastego roku życia jeździłam rokrocznie z Hogwartem, dopiero rodzinna tragedia sprawiła, że zastanowiłam się dwa razy przed zapisaniem na kolejny wyjazd. Pozostawienie w Dolinie Godryka ojca samemu sobie było niezwykle ryzykownym posunięciem. Zresztą chyba żadne z nas nie miało ochoty uciekać w ciepłe kraje, by tylko na moment, pozornie wyrwać się z tłamszących oków rzeczywistości. Brutalność codziennego dnia była uzależniająca - nawet teraz nosiłam się z ogromnym poczuciem winy, że moja stopa stanęła w Meksyku. Jako asystentka byłam zobligowana tu przybyć, by mieć na oku uczniów i studentów, co uważałam za bezsens, jako że znaczna część z nich była już dorosła, a niektórzy ukończyli edukację. Nie mając możliwości odmowy, należało spakować walizki i zacisnąć zęby.
Nie byłam w stanie usiedzieć w jednym miejscu, szczególnie w takim, które musiałam dzielić również z Ronnie. Nie potrafiłam zwalczyć tego dziwnego uczucia w środku, tej niezrozumiałej radości z faktu, że mimo wszystko też tam była. Rozsądek i duma kazały mi jednak zdusić w zarodku ten pierwiastek szczęścia. Obdarzywszy ją spojrzeniem, po prostu porzuciłam bagaż i wyszłam z pensjonatu. Ruth, znalazłszy mnie, zaproponowała wspólne wyjście na jedzenie.
Nie czułam się pewnie na ulicach miasteczka. Nieznajomość języka sprawiała, że jakakolwiek interakcja z drugim człowiekiem przyprawiała mnie o dreszcze, mimo że pogoda dopisywała i słońce prażyło nad naszymi głowami. Na szczęście koleżanka wzięła na siebie zamawianie zupy, wobec czego mogłam po prostu stać i czekać, aż skończy.
- Robiłaś tam coś ciekawego? - zapytałam, skrywając w głosie delikatną nutę pogardy na samo wspomnienie tej marnej instytucji, jaką było Ministerstwo Magii. - I poprzez przerwę rozumiesz zdobycie pracy polegającej na użeraniu się z uczniami? Chyba znam inną definicję tego słowa - skomentowałam, po czym parsknęłam śmiechem. Lubiłam robotę asystenta, jasne, powrót do Hogwartu był dla mnie w zasadzie jedyną opcją i nie wyszłam na niej najgorzej, lecz w ciągu mojej krótkiej kadencji zdążyłam naciąć się na niektórych, niesamowicie pewnych siebie, gagatków, którzy skutecznie uprzykrzali mi życie od czasu do czasu.
Z Danielem Bergmannem włącznie.
- Też nie wiem, jakim cudem jeszcze żyję - stwierdziłam, a ta myśl stała się przez moment zbyt realna. Fakt, że profesor transmutacji nie pozbawił mnie jeszcze życia, chociażby przez to, że zamieniłam go przypadkiem w dwumetrową rybę piłę, był imponujący i zastanawiający.

______________________



You are the hole in my head, you are the space in my bed
You are the silence in between what I thought and what I said

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1464
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 956
http://www.czarodzieje.org/t13356-ruth-wittenberg
http://www.czarodzieje.org/t13361-relacje-ruth
http://www.czarodzieje.org/t13357-soho
http://www.czarodzieje.org/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Street Food Market   Wto Lip 17 2018, 18:35

Ruth znała, a przynajmniej tak jej się wydawało, historię relacji Tildy z obecną asystentką Swanna. Pamiętała, że się rozstały, choć nie do końca miała świadomość, z jakiego powodu,  jednak jaki by on nie był, gdyby Wittenberg zobaczyła, że przydzielono ją do pokoju, w którym ma spędzić pół wakacji, z Dorienem, pewnie też nie byłaby zachwycona. Nie przez złość, nie przez niezręczność... Tego uczucia nie da się opisać i pozostawało jej tylko nie poruszać tematu zbyt intensywnie, o ile Tidla sama nie uzna, że powinny go zacząć.
Odbierała im obu zamówienie, kiedy koleżanka wyrwała ją z absorbującej czynności odliczania dokładnej ilości waluty do zapłacenia, trochę wytrącając Wittenberg z równowagi tym pytaniem. Zreflektowała się jednak natychmiast, mając na uwadze, że inni nie mają obowiązku interesować się każdą minutą jej życia i Tilda zwyczajnie może (a nawet powinna!) nie mieć pojęcia, czym zajmuje się genewskie Biuro Bezpieczeństwa. Ruth podpisała tyle cyrografów poufności, rozwiązując umowę ze Szwajcarią, że z pewnością mogłaby się nimi wszystkimi owinąć dwukrotnie, więc wolała przemilczeć temat, co zresztą - z uwagi na niezbyt duży szacunek koleżanki do organów ministerialnych - obu im powinno wyjść na dobre.
-Sporo czarowałam- ucięła temat, bo w końcu miała przed sobą asystentkę najczarniejszego hogwarckiego charakteru, który żniwo rozpaczy zbierał na każdej transmutacji, wydawać by się mogło lubując się w wymyślaniu najgorszych tortur psychicznych dla uczniów. Jedynym jego przeciwnikiem był w tej szkole Fairwyn, jednak z nim było przynajmniej wiadomo, że nie podniesie różdżki na ucznia. A przynajmniej Ruth miała taką nadzieję.
-No tak, biorąc pod uwagę jego szczególny charakter, plotka o zabiciu trzech żon nie wydaje się już taka nierealna - podparła brodę dłonią, przysiadając na jednym z wolnych, drewnianych stolików zarezerwowanych dla wszystkich korzystających z dobrodziejstw rynku.
-Byłaś już w pensjonacie? - zapytała koleżankę delikatnie, usiłując w ten sposób wybadać, czy Tilda widziała, z kim mają pokój. Wprawdzie nie targała za sobą walizki, ale spotkały się przecież w tak zwanym międzyczasie, przez co Wittenberg nie była do końca pewna, czy koleżanka nie zostawiła bagaży w przechowalni i uciekła od zgiełku pierwszego dnia. Jeśli tak było, informacja o Ronnie dopiero przed nią, jeśli nie - chyba będą miały o czym rozmawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 648
  Liczba postów : 385
http://www.czarodzieje.org/t15607-tilda-thidley#420456
http://www.czarodzieje.org/t15651-tilda-thidley#421488
http://www.czarodzieje.org/t15652-tilda-thidley#421489
http://www.czarodzieje.org/t15637-tilda-thidley




Moderator






PisanieTemat: Re: Street Food Market   Sro Lip 18 2018, 02:58

Prawdopodobnie była jedną z nielicznych wtajemniczonych w moje skrzętnie skrywane powiązania z Ronnie Crawford. Wittenberg wielokrotnie dała mi powody, by sądzić, że nieobca jest jej dyskrecja i pewnego rodzaju lojalność, toteż mogła wiedzieć, co w praktyce łączyło mnie z drugą Gryfonką. Dla potencjalnego widza byłyśmy wyłącznie koleżankami, przyjaciółkami z domu i dormitorium, lecz pod przykrywką pozornej, zdrowej, zupełnie zwyczajnej relacji kryło się znacznie więcej. I wszystko to wracało do mojej pamięci ze zdwojoną mocą, rozrywając szwy na zabliźnionym już sercu.
Wzruszyłam ramionami i również porzuciłam temat pracy dziewczyny. Prawdopodobnie doskonale wiedziała, że zadałam owo pytanie z czystej grzeczności, by nie manifestować zbyt wyraźnie mojej niechęci do faktu, iż pracowała dla jakiegoś rządu. Ostatecznie i tak nie musiałam udawać zainteresowania, w myślach oddychając z ulgą, że oszczędzałyśmy sobie właśnie żmudnej dysputy nad Ministerstwami. Zamiast tego skupiłam się na jej kolejnych słowach, które wywołały u mnie ogromne pokłady niemożliwego do ukrycia zdziwienia. Zmarszczone brwi to jedno, ale dodatkowo, dosłownie, opadła mi szczęka z wrażenia.
- Trzy żony? Słucham? - powtórzyłam z niedowierzaniem, kalkulując w głowie, czy to możliwe, by Bergmann posiadał aż trzy małżonki? Nie był stary, aczkolwiek nie wyglądał na materiał na męża dla jednej kobiety, co dopiero dla kilku. Bardzo długo zajęło mi powiązanie wspomnianych plotek z figurą innego nauczyciela transmutacji, starego, "poczciwego" Craine, o którym to faktycznie krążyły niestworzone opowieści. Zdając sobie sprawę z ewidentnego nieporozumienia, zaśmiałam się. - Och, już rozumiem! Asystuję głównie temu nowemu nauczycielowi, Bergmannowi. Nie wiem, czy miałaś okazję do niego chodzić na lekcje - wyjaśniłam, w międzyczasie rysując kciukiem kółka na powierzchni drewnianego blatu. - Wystraszyłaś mnie tymi żonami, szczególnie że nie mam zbyt dobrej historii z Bergmannem. Jestem pewna, że w głębi duszy chciałby mnie kiedyś zamordować - dodałam, parskając krótkim śmiechem, choć w środku nie byłam rozbawiona. Naprawdę miałam u niego przerąbane...
Jej kolejne pytanie sprawiło, że na moment zamarłam i przestałam wodzić palcem po stoliku. Spojrzałam na nią, chcąc wyczytać z jej twarzy jakieś emocje. Prawdopodobnie chciała zagadać mnie o Ronnie. Westchnęłam z rezygnacją.
- Byłam - rzuciłam krótko, wznawiając rysowanie kółek. - Mamy... Ciekawe towarzystwo. Podobnie sąsiedztwo - skomentowałam, kiwając głową powoli. Zanim opuściłam pensjonat, miałam okazję widzieć Fairwyna wchodzącego do pokoju obok.

______________________



You are the hole in my head, you are the space in my bed
You are the silence in between what I thought and what I said

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1464
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 956
http://www.czarodzieje.org/t13356-ruth-wittenberg
http://www.czarodzieje.org/t13361-relacje-ruth
http://www.czarodzieje.org/t13357-soho
http://www.czarodzieje.org/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Street Food Market   Pią Lip 20 2018, 10:24

Praca dla organów rządowych dawała wprawdzie zastrzyk sporej gotówki i pozwalała całkiem nieźle rozwijać umiejętności, dając solidne doświadczenie, jednak trzeba było bardzo uważać, żeby nie wpaść w wir administerialnego koła, które kręcąc się z zawrotną prędkością potrafiło przyprawiać o nudności. Ruth wiedziała o tym aż za dobrze, bo pół życia mogła obserwować nużącą pracę swojej matki, toteż wybierała raczej stanowiska, o których miała pewność, że będą zapewniać akcję popychającą jej rozwój do przodu. Genewa była outsiderem na płaszczyźnie ministerialnych dzieci, więc mieli z tego względu nieco wiecej swobody działania,  co dawało im z kolei pole do popisu przy wymyślaniu nowych sposobów kontrofensywy do mugolskich wynalazków. I chyba ogólnie cierpieli na jakiś przerost ambicji, bo takich zaklęć jak tam, Ruth nie widziała przez całe życie, a sporo ksiąg magicznych przeleciało jej przez ręce. Miała też gigantyczną ochotę pokazać część z nich Tildzie, ale rozmowa na temat morderstw dokonanych przez Craine’a skutecznie oddaliła temat aktualności w branży zaklęć i uroków. Słysząc nieznane sobie nazwisko Wittenberg przekrzywiła głowę jak sowa, wpatrując się w koleżankę jakby nie rozumiała po angielsku.
-To niemieckie nazwisko? – zapytała wręcz z niepokojem, pamiętając, jaką opinię o imigrantach miał stary profesor transmutacji i z miejsca szczerze zaczęła współczuć konieczności obcowania z nim zarówno Tildzie, jak i owemu Bergmannowi.
-Nie, nie znam go. Czemu miałby cię chcieć mordować? Czy w wymaganiach na tę posadę są jakieś skłonności do agresji? – zażartowała, przypominając sobie turlające się pod jej nogami kielichy na którejś lekcji tego wspaniałego przedmiotu. Liam był przecież bardzo sympatycznym człowiekiem, choć Ruth nie miała teraz ochoty przypominać sobie o tym, jakże jej przecież komplikującym życie, nauczycielu transmutacji. Chciała jednak wiedzieć, jakie tym razem czary uskuteczniła Tilda, żeby twierdzić tak radykalne kwestie – Szwedka miała też nadzieję ze swojej strony, że sama długo będzie mogła unikać madame Cortez, która za krzywe spojrzenie mogłaby ją zamienić w pufka i zrobić sobie z niej czapkę.
-Wiesz, co ona tutaj robi? – zapytała bezpośrednio, zawieszając czujne, skoncentrowane spojrzenie na twarzy koleżanki. Wiedziała o tym, co je łączyło i wiedziała też, jak niezrozumiały krok wykonała Ronnie, kończąc tak gwałtownie ich, wydawać by się mogło, bardzo szczęśliwy związek. Ruth po odpowiedzi Tildy zrozumiała, że i ona dowiedziała się o niespodziewanej lokatorce ich pokoju dopiero na miejscu, w innym razie nie zareagowała by taką demotywacją, a przynajmniej tak się Wittenberg wydawało, choć ostatnimi czasy coraz częściej życie przypominało jej, że zanim wyciągnie wnioski musi przeanalizować nie sto, a tysiąc założeń. A w przypadku niektórych jednostek nawet więcej.
-Mogę strzelać w Reeda, albo Sharkera, ale w zeszłym roku otarłam się o pokój z Mikkelem, więc nie sądzę, żeby ktoś miał mnie zdziwić bardziej niż oni – odniosła się do „ciekawego” sąsiedztwa i nawet przez myśl nie przeszedł jej stary runiarz, z którym spotkań miała przecież dość na najbliższe dziesięć lat. Til mogła też przecież mówić o kimś ciekawym dla samej siebie, ale Szwedka szczerze wątpiła, że można było zrobić asystentce transmutacji bardziej ponury żart, niż wspólne nocowanie z Ronnie przez resztę wakacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 648
  Liczba postów : 385
http://www.czarodzieje.org/t15607-tilda-thidley#420456
http://www.czarodzieje.org/t15651-tilda-thidley#421488
http://www.czarodzieje.org/t15652-tilda-thidley#421489
http://www.czarodzieje.org/t15637-tilda-thidley




Moderator






PisanieTemat: Re: Street Food Market   Nie Lip 22 2018, 02:09

Praca dla organów rządowych mnie samą przyprawiała o mdłości. Musieliby mi chyba wyczyścić pamięć, bym w ogóle postawiła nogę w Ministerstwie z własnej nieprzymuszonej woli. Zbyt dużo nosiłam w sobie złości i goryczy skierowanej w jego kierunku. Po tym, jak wysłannicy rządu zrujnowali naszą rodzinę, zabierając nam niemalże wszystko, co na dany moment posiadaliśmy, nie byłam w stanie wybaczyć ogółowi tej instytucji. Patrząc na to, w jak tragicznym punkcie zawieszenia znajdowaliśmy się teraz my, Thìdley'owie, nie miałabym czystego sumienia pracując dla Ministerstwa. Oczywiście nie zamierzałam przekładać moich osobistych przekonań na to, co powinna bądź czego nie powinna czynić Ruth, lecz znacznie lepiej poczułam się, gdy temat jej zawodowych doświadczeń zszedł na dalszy plan w naszej rozmowie.
- Chyba tak - potwierdziłam, kiwając głową. Z tego co kojarzyłam, uczył wcześniej w Trausnitz, a to z kolei była niemiecka szkoła. Usłyszawszy, że jednak nie miała z nim do czynienia, westchnęłam ciężko. W sumie nie miałam się czemu dziwić, wszystkie nieprzyjemności, które wynikły między mną, a nauczycielem transmutacji były zgoła nowymi sprawami, a Ruth była w tyle z nowinkami z Hogwartu. Przetarłam czoło wierzchem dłoni, bowiem ciepło bijące od budek z jedzeniem, a także całkiem wysoka temperatura sprawiały, że poczułam gromadzące się na nim kropelki potu. - Cóż, naraziłam mu się już więcej niż raz, czy dwa - zaczęłam, po czym zamyśliłam się na kilka sekund, cedząc w myślach wydarzenia. Z pewnością nie potrzebowałam wspominać jej o tym, że zdążyłam zobaczyć go nago w niemalże pierwszym tygodniu pracy, również nie wiedziałam, czy rozsądne było "chwalenie się" o zamianie go w rybę piłę. - Przez te zakłócenia mam spore kłopoty z czarowaniem. Moja różdżka wielokrotnie się zbuntowała, niestety w jego obecności, przez co podważył moje kompetencje, niejednokrotnie - wyjaśniłam pokrótce, starając się mieć jak najbardziej neutralny ton głosu.
W międzyczasie odebrałyśmy swoje zupy, za którą zabrałam się niemal od razu. Podróże świstoklikami zawsze sprawiały, że potem robiłam się diabelsko głodna, zupełnie jakby moje ciało przenosiło się w nowe miejsce, lecz poprzedni posiłek zostawał gdzieś indziej lub gubił się w locie. Oczywiście hipotetycznie, bowiem w praktyce rzecz ta nie miała miejsca, oczywiście.
Obrzuciłam Ruth badawczym spojrzeniem, po czym wzruszyłam ramionami.
- Przyszła pod sam koniec roku szkolnego do pracy. Też asystuje - powiedziałam w końcu po przełknięciu ciepłej zupki. - A tutaj jest pewnie z tych samych powodów co Ty i ja - dodałam i ponownie wzruszyłam ramionami. Mimo że starałam się wyglądać, jakby mnie to kompletnie nie ruszało i nie obchodziło, mój wyraz twarzy zdecydowanie mnie zdradzał. - Och, naszym sąsiadem jest chociażby profesor Edgar Fairwyn! - odparłam, udając niezwykle zadowolony uśmiech. Ten też był udany... Nie miałam jednak szansy rozwinąć myśli, bowiem usłyszałam jakiś dźwięk z mojej torby. - przepraszam... - wymamrotałam w łyżką w buzi, po czym sięgnęłam do niej, by wyciągnąć wizbooka. Wyciągnęłam z ust łyżkę, nabrałam zupy... I to był błąd. Gdy otworzyłam zeszyt, ujrzałam to... Prawie się zachłysnęłam zupą, zaniosłam się kaszlem, a potem spojrzałam z przerażeniem na Ruth. - Dlaczego?! - zapytałam głosem pełnym dramaturgii, pokazując jej wpis Bergmanna.

______________________



You are the hole in my head, you are the space in my bed
You are the silence in between what I thought and what I said

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1464
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 956
http://www.czarodzieje.org/t13356-ruth-wittenberg
http://www.czarodzieje.org/t13361-relacje-ruth
http://www.czarodzieje.org/t13357-soho
http://www.czarodzieje.org/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Street Food Market   Czw Lip 26 2018, 16:35

Zakłócenia magii dawały w kość chyba każdemu, kto posługiwał się różdżką częściej niż raz dziennie, więc w zasadzie wszystkim czynnym czarodziejom i Ruth doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jakie nieprzyjemności potrafi zadziałać. Sama niejednokrotnie przekonała się o problemach z kontrolowaniem magii, gdy w Genewie przez pół popołudnia usiłowała wyczarować coś związanego z nowym zaklęciem a kończyła gasząc pożar w biurze. Stąd też miała pełną świadomość, że zakłócenia te nie wynikały z czyjejś ułomności, a podejrzanego, bardzo tajemniczego przypadku, nad którym mądre głowy wisiały już niemal rok. I zupełnie nie rozumiała, jakim sposobem nauczyciel transmutacji miałby zarzucać asystentce niekompetencję, szczególnie że znała umiejętności Tildy i nigdy nie miała im nic do zarzucenia, a Ruth zważywszy na swój charakter potrafiła znaleźć "ale" naprawdę w wielu aspektach.
-Ciekawe... Na szczęście swoją wiedzę musisz potwierdzić przede wszystkim przed dyrekcją szkoły, która raczej nie ocenia czarodzieja pod kątem tego, jak bardzo padł ofiarą zakłóceń - zmarszczyła brwi, zniżając ton do poważnego, choć prawdę powiedziawszy nie była to z jej strony krytyka, a zwykłe stwierdzenie faktu. Tilda była tak dobrą czarownicą, że Bennett zdecydowała się ją zatrudnić i w gruncie rzeczy to liczyło się najbardziej, przynajmniej w oficjalnym postępowaniu zatrudnianego pracownika Hogwartu.
Wittenberg wysłuchała uważnie, co koleżanka miała do powiedzenia w sprawie Ronnie i jej wyraz twarzy w ogóle się po tych słowach nie zmienił. Wciąż czujnym wzrokiem obserwowała Tildę, przecierając kropelki potu zebrane na skroni z gorąca, które uprzykrzało im obu życie od ładnych paru chwil.
-Mogła się chociaż odezwać - spojrzała w bok, jakby chciała wyrazić swojego rodzaju pretensję względem tak dziwnego zachowania asystentki onmsu, mimo że miała pełną świadomość tego, że nie jest to absolutnie jej sprawa. Miała jednak prawo wyrazić swoją opinię i to właśnie zrobiła, stając całkowicie po stronie Tildy, bo choć ta nie miała z Ronnie najlepszych czasów, przynajmniej teraz, to zasługiwała choć na wiadomość. Zdaniem niektórych, jak widać, nie.
-Co? - podniosła głos, kiedy usłyszała o Fairwynie, zupełnie przestając kontrolować jego głośność - Może nie wyjdzie z pokoju do końca pobytu - stwierdziła z nadzieją w głosie, myślami błądząc po mękach piekielnych, jakie czekałyby ją, gdyby miała nieprzyjemność się na niego natknąć. Rysowała w głowie mapę bezpiecznych tras, które pozwolą jej uniknąć niewygodnej konfrontacji, szczególnie po tym, jak jej dyplom wylądował na jego biurku i zmarnował mu cenny czas, który mógłby przeznaczyć na papierosa, kiedy Tilda podsunęła jej pod nos swojego wizbooka.
Ruth zaśmiała się szczerze, nie dając ani grama współczucia złapanej w okowy nowego, wizbookowego znajomego koleżance.
-Widzisz, nie może być aż taki straszny, skoro zaprasza cię do znajomych - uśmiechnęła się, biorąc małego gryza kukurydzianego kubeczka, w którym dostała zupę - Było nie wstawiać tam niewygodnych treści - zaśmiała się ponownie - Jesteś w tak szczególnym gronie, że za tydzień możesz dostać zaproszenie od drugiego profesora transmutacji, patrząc na to z tej strony pan Bergmann nie wygląda wcale tak źle - skończyła zdanie, wyjmując też swojego wizbooka i wchodząc na profil nauczyciela, żeby sprawdzić, jak wiele kontentu na swoim profilu zabokował.
-Swoją drogą wizbook zrobił się ostatnio dość niebezpiecznym narzędziem. Na tę chwilę jestem w stanie określić zaklęciem twoją tożsamość po samym zdjęciu, jeśli tylko masz profil  na wizie - stuknęła palcami w rozgrzane drewno stolika, przy którym siedziały i rozejrzała się po ludziach, umęczonych piekielnym gorącem.
-Szwecję trawią pożary, wiedziałaś? - zapytała, zmartwionym wzrokiem patrząc w niebo. Temperatura dotykała każdego, jej znajomi - czarodzieje - którzy uczyli się w Stavefjord, acz byli sąsiadami Ruth lub Mikkela, informowali ją, jak straszna jest obecnie sytuacja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 648
  Liczba postów : 385
http://www.czarodzieje.org/t15607-tilda-thidley#420456
http://www.czarodzieje.org/t15651-tilda-thidley#421488
http://www.czarodzieje.org/t15652-tilda-thidley#421489
http://www.czarodzieje.org/t15637-tilda-thidley




Moderator






PisanieTemat: Re: Street Food Market   Sob Sie 04 2018, 20:44

Zakłócenia były moją najgorszą zmora i choć nie przepadałam nad użalaniem się nad sobą i swoim losem, niejednokrotnie miałam wrażenie, że ich pełna siła rażenia dotykała wyłącznie mnie. Wielokrotnie przy cudzych sukcesach, moja różdżka zdolna była wyłącznie do wpędzania mnie w tarapaty. Możliwe, że była to kwestia rdzenia, lecz wybranie się na konsultację do Fairwynów w Dolinie Godryka kosztowało swoją cenę, której w tej chwili nie byłam w stanie pokryć. Niestety w domu nadal się nie przelewało, interes szedł, bo szedł, lecz nie był zbyt dochodowy, a ja nie mogłam trwonić pieniędzy na bzdury. Być może to wyłącznie kwestia rdzenia? Podobno niektóre z nich wyjątkowo źle reagowały na wszelkie wahania i zakłócenia w magicznej energii.
Nie byłam jednak różdżkarzem, mogłam wyłącznie spekulować.
Kiwnęłam głową na słowa Ruth, uśmiechając się półgębkiem.
- Wciąż mam pracę, co nie? - rzuciłam, w głębi duszy rada, że przeświadczenie Bergmanna o moim rzekomym braku kompetencji w praktyce nie zbierało żniw i nie pozbawiło mnie pracy, którą bądź co bądź całkiem lubiłam, mimo przeróżnych przejść zarówno z przełożonym, jak i z uczniami. Dyrektorka nie bez powodu pozwoliła mi na bycie asystentką i zatrudniła mnie w Hogwarcie, miałam przez poprzednie lata bardzo dobre i wybitne wyniki w dziedzinie transmutacyji, co nie podlegało wątpliwościom. Szczególnie że część z tych znakomitych ocen wystawiał mi sam Craine.
Temat Ronnie nadal był dla mnie drażliwy. Nie miałam pojęcia, na jakim etapie znajdowała się nasza relacja - nie było ani lepiej, ani gorzej niż w chwili, w której zjawiła się w Hogwarcie. Jasne, że mogła dać znać - mogła to zrobić lata temu, a jednak postanowiła się odciąć i wrócić bez słowa, zapewne nieświadoma, że zastanie mnie na starych śmieciach. Cmoknęłam z lekkim niesmakiem na słowa Ruth, po czym zajęłam się mieszaniem zupki, którą w międzyczasie dostałyśmy. Szczerze mówiąc w tamtej chwili byłam ciekawsza jej smaku, niż osoby Crawford.
Szkoda, że się oszukiwałam.
Informacja o Fairwynie okazała się być na tyle szokująca, że zaskoczony okrzyk Ruth wywołał u mnie drgnięcie. Spojrzałam na nią na poły zaintrygowana, na poły rozbawiona.
- Fairwyn to jeszcze nic, chyba naprzeciwko mieszka sam Daniel Bergmann - dodałam. - Fairwyn jest... Nieszkodliwy. Raczej się na niego nie natkniesz, wydaje się mocno unikać kontaktu z ludźmi i zdziwiłabym się, jakby Cię zaczepił - rzuciłam jeszcze, przywołując z pamięci swoje spotkania z nauczycielem. Czyli w sumie sytuacje, których liczbę można było zliczyć na palcach jednej dłoni. Znacznie większą panikę wywoływał u mnie ten drugi profesor, może nie do końca uzasadnioną, ale z pewnością realną - w jego obecności martwiłam się nawet o to, że nie stoję wystarczająco prosto. Fakt, że postanowił zaprosić mnie do znajomych był mrożącym krew w żyłach doświadczeniem, nie czymś, z czego się cieszyłam. Jasne, to tylko wizbook...
- Mhm, pewnie właśnie po to, aby te "niewygodne treści" wyciągnąć - skomentowałam, prychając ze śmiechem. Oczywiście, że nie wrzucałam na wizbooka rzeczy, które mogły mnie kompromitować lub mogły być niewygodne - niemniej jednak wieczorem zamierzałam bardzo dokładnie sprawdzić, co się na nim znajdowało... - Och, naprawdę? - zapytałam z uniesionymi brwiami, szczerze zaintrygowana rzeczą, o której mówiła Ruth. - Takich rzeczy uczyli Cię w Genewie? - spytałam jeszcze. W końcu mówiła, że dużo czarowali. - Coś mi się obiło o uszy, ale że aż tak? Radzą sobie? - Pytaniom nie było końca, a mi coś wpadło do głowy. - Myślisz, że to ma związek z zakłóceniami?

______________________



You are the hole in my head, you are the space in my bed
You are the silence in between what I thought and what I said

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1464
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 956
http://www.czarodzieje.org/t13356-ruth-wittenberg
http://www.czarodzieje.org/t13361-relacje-ruth
http://www.czarodzieje.org/t13357-soho
http://www.czarodzieje.org/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Street Food Market   Sro Sie 08 2018, 19:55

Faktycznie zakłócenia magii dawały się we znaki wielu czarodziejom ostatnimi czasy, jednak wciąż pozostawały zakłóceniami właśnie, a więc odbiegnięciem od normy, którego przyczyn należało bezwłocznie szukać w czynnikach zewnętrznych, a nie samym sobie. Tilda bezzmiennie pozostawała świetną czarownicą, z zakłóceniami czy bez nich, a sprawę rdzeni Ruth mogłaby skomentować wyłącznie opowieścią, że sama, na przekór wszystkim poradom, kupiła różdżkę u wytwórców w Hogsmeade, mimo sławy fairwynowskiej potęgi w tym temacie. Nie twierdziła, że jakość nie miała znaczenia, ale nie chciała też sugerować się samą mechaniką wytwarzania uznając produkt za mniej lub bardziej wadliwy – ostatecznie magia leżała w ich żyłach, o czym mogła się przekonać rezygnując z różdżki jakiś czas temu. Co ciekawe, zakłócenia jak były, tak uparcie trwały dalej, uniemożliwiając czarowanie w losowych momentach, a zakończenia historii wciąż nie było widać na horyzoncie...
Odnośnie Ronnie, Ruth nie chciała być pierwszą rzucającą kamień, bo chcąc nie chcąc była w podobnej sytuacji – także pojawiła się praktycznie znikąd, informując o tym wyłącznie Caluma i kilka innych najbliższych osób, resztę pozostawiając w osłupiającym zdziwieniu, kiedy pojawiała się przed ich oczami. Miała powody, dla których wróciła i wydawało jej się, że podobnie mogło być z Ronnie, nic nie zmieniało jednak faktu, jak zachowała się względem Tildy i ta miała zupełne prawo mieć teraz mieszane odczucia. Koleżanka wyglądała jednak tak, jakby nie chciała dalej kontynuować tematu, więc zajęły się tymczasowo stukaniem palcami w drewniany stół i mieszaniem zupy, póki Tilda nie użyła stwierdzenia „sam Daniel Bergmann”. Kim był w ogóle ten człowiek, że była Gryfonka właśnie wyniosła go ponad jeden z gorszych koszmarów połowy hogwarckich uczniów?
-Nie znam go – wzruszyła ramionami, bagatelizując temat profesora transmutacji i sugerując w ten sposób, że raczej więcej na jego temat nie wymyśli – Odnośnie Fairwyna częściowo masz rację, jednak czasem mam wrażenie, że zwykłe „dzień dobry” może stać się zapalnikiem, ale wydaje mi się, że obaj nie są jakimś arcyciekawym tematem do dyskusji – urwała temat, bo nie przywykła do rozmów o zjawiskach i ludziach, o których nie miała pełnych danych, z drugiej strony profesorska śmietanka Hogwartu nie była też dla niej priorytetem do analizy, a zostawienie w spokoju obcych ludzi zawsze wyglądało na odpowiednie rozwiązanie, o ile nie wołali przeraźliwym krzykiem o pomoc.
Po nawiązaniu rozmowy o wizbooku sama miała ochotę go wyciągnąć, ale powstrzymała się tym razem, bo ostatnimi czasy miała wrażenie, że zbyt go nadużywa i postanowiła ograniczyć kontakt z tym tworem wyłącznie do spraw zawodowych i – czasami – wrzucania losowych zdjęć, które wydawały jej się warte odkrycia także przez innych lub też po prostu takich, o których sama chciała sobie od czasu do czasu przypomieć.
Zaśmiała się na komentarz Tildy o jej domniemanych wizbookowych grzeszkach i zaczęła gryźć jadalny kubek swojej skończonej już zupy. Nie smakowała jak dyniowa, którą zwykła jadać, ale Ruth właściwie mogłaby przyznać, że smakowała zgoła lepiej, co było całkiem zastanawiające, jak na zwykły stragan. Może jakieś magiczne sztuczki?
Nie mogła też pohamować delikatnego uśmiechu, gdy koleżanka zainteresowała się genewską pracą Wittenberg.
-Nie każdy departament to przewracanie dokumentów – stwierdziała z pobrzmiewającym w głosie rozczuleniem, przypominając sobie ich ostatnie działania – poza tym znasz mnie, nie mogę funkcjonować, gdy się czegoś nie uczę – przyznała z westchnieniem, bo w istocie nawet podczas ich szkolnej znajomości, ulubionym zajęciem Ruth było siedzenie w pokoju wspólnym (lub gdziekolwiek indziej) z książką wciśniętą w nos i wyżebraną od skrzatów słodką bułką. Jednakże ten brak napastliwości, który cechował innych, Wittenberg ceniła w Tildzie chyba najbardziej.
Potarła skroń na wspomnienie o pożarach.
-Tak mi się wydaje i niestety znazłam potwierdzenie w kilku artykułach czarodziejów badających sprawę – odpowiedziała marszcząc brwi i znów taksując otoczenie, jakby miała tam znależć odpowiedź na nurtujące ją pytania, niestety znikąd nie nadeszła. Może siedziały w złym miejscu?
-A skoro już o tym rozmawiamy – Co o tym wszystkim myślisz?– zapytała, odnosząc się do niewytłumaczalnych zjawisk, trawiących strachem cały czarodziejski świat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 648
  Liczba postów : 385
http://www.czarodzieje.org/t15607-tilda-thidley#420456
http://www.czarodzieje.org/t15651-tilda-thidley#421488
http://www.czarodzieje.org/t15652-tilda-thidley#421489
http://www.czarodzieje.org/t15637-tilda-thidley




Moderator






PisanieTemat: Re: Street Food Market   Wto Sie 21 2018, 00:13

Moje mieszane uczucia wynikały z faktu, że w praktyce nigdy nie dowiedziałam się, jaki był faktyczny powód jej nagłego zniknięcia. Nie postanowiła zostawić mi żadnej wiadomości, toteż mogłam się jedynie domyślać, a pozostawienie mnie samej sobie z myślami było jeszcze gorsze, niż gdyby w prostych kilku słowach napisała mi notatkę, że już mnie nie chce. To, co przechodziłam w samotności, nie pozostawało złudzeń, jak bardzo zostałam zraniona. I jakkolwiek własnymi siłami załatałam dziury, wyleczyłam rany - wraz z ponownym ujrzeniem jej twarzy, bez zapowiedzi, szwy pękły i zaczęła się sączyć gorycz.
Tematy powoli się urywały, jako że ja nie miałam ochoty analizować sytuacji z Ronnie, z kolei Ruth nie miała potrzeby mówić o nauczycielach z Hogwartu. Zajęłam się więc przez chwilę zupą, kontemplując nad jej niecodziennym acz wyśmienitym smakiem.
- Och, moje wyobrażenie o iście ciekawym Ministerstwie legło w gruzach - rzekłam z przekąsem, uśmiechając się jednak pod nosem. Poruszanie tematu pracy dla Ministerstwa, jakkolwiek mogłaby być ciekawa, nie ruszało mnie na tyle, bym nie mogła tego robić, lecz z tyłu głowy jakaś jedna, zabłąkana igiełka zbierała żniwa i co jakiś czas dotkliwie o sobie przypominała. - Dlatego wracasz do szkoły? - skomentowałam jeszcze, naprawdę zaciekawiona. Co miała na celu wracając?
Rozmowa szybko zeszła na sprawę zakłóceń magicznych, a tych mogłabym rozprawiać godzinami. Każdy posiadał temat, który go uruchamiał i wręcz zmuszał do wyrzucenia z siebie wszystkiego, co się sądziło w danej sprawie.
- Co myślę o tym wszystkim? Że ten shit show powinien być szybciej rozwiązany przez knypków z Ministerstwa - stwierdziłam, prychając. - Nie wiem, jak bardzo żyłaś pod kamieniem w tej całej Genewie, ale na wizbooku jakiś czas temu publikował jakiś koleś, tak podejrzewam, o pseudonimie Tropiciel. Masa ludzi leciała za jego słowami do Egiptu, przemierzaliśmy pustynie w poszukiwaniu tego... czegoś, co powodowało zakłócenia - zaczęłam pokrótce tłumaczyć. - Mi się nie udało, spędziłam tam przeszło tydzień i jedyne co, to się opaliłam i nażarłam piachu. Niemniej jednak uważam to za żart, że cywile zapierdalają po świecie i rozwiązują jakieś zagadki - dodałam, wywracając oczami. Normalni ludzie mieli normalne życia i prace, w których musieli być, by zarabiać i móc te życia przeżyć. To Ministerstwo w moim odczuciu powinno dołożyć wszelkich starań, by zakłócenia zostały rozwiązane. Zamiast tego miałam tylko wrażenie, że zakopują wszystko pod dywan. - Tropiciel już długo milczy, więc zastanawiam się, czy przypadkiem go nie przymknęli. Ministerstwo nie lubi, gdy ktoś mówi głośniej od nich - zakończyłam, patrząc na Ruth pełnym zirytowania wzrokiem.

______________________



You are the hole in my head, you are the space in my bed
You are the silence in between what I thought and what I said

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Uppsala, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1464
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 956
http://www.czarodzieje.org/t13356-ruth-wittenberg
http://www.czarodzieje.org/t13361-relacje-ruth
http://www.czarodzieje.org/t13357-soho
http://www.czarodzieje.org/t13358-ruth-wittenberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Street Food Market   Pon Wrz 03 2018, 15:38

Niewyjaśnione sprawy, niedokończone rozmowy i niejasne intencje zawsze pozostawiały w duszy ślad, którego nie dało się tak po prostu wymazać. Odchodzenie bez słowa było bronią, która zadawała głębokie, nieuleczalne wręcz rany, które nie mogły zostać zasklepione, przez ciągnące się nocami pytania „dlaczego?”. Ruth wiedziała o tym aż za dobrze, ale cała sprawa z Dorienem wyjątkowo naruszała jej życiową stabilizację, stąd desperacko usiłowała pozbyć się wszelkich złudzeń, zakopując żal i bezsensowną potrzebę analizowania wszystkiego w kółko głęboko pod ziemią. Cóż, wychodziło różnie, a nawet całkiem marnie, ale w tym jednym kobiety musiały przyznać sobie obu rację – bywają serca, które choć z kamienia, można przebić skutecznie na długi, niemożliwy do przeskoczenia czas.
Szwedka na kąśliwą uwagę dotyczącą Ministerstwa zareagowała bladym uśmiechem, bo zasadniczo zgadzała się z Tildą w temacie. Trudno było o wyjątkowo pasjonującą pracę na urzędniczym stanowisku, szczególnie w Ministerstwie Magii, ale Wittenberg niejednokrotnie przekonała się, że genewski departament był nim chyba tylko z nazwy, bo to, co tam robili, nawet nie stało obok ministerialnych zasad. Coraz częściej pytała samą siebie, czy dobrze zrobiła, wracając, ale w końcu nic przecież nie mogło się stać, a nawet jeśli, Szwajcarzy czekali na nią z niecierpliwością, więc miała bezpieczny grunt pod nogami, jednocześnie niejako bawiąc się swoimi własnymi zamiarami. I może właśnie dlatego pytanie koleżanki nieco zbiło ją z tropu.
-Musiałam zrobić sobie przerwę od tej szwajcarskiej niedorzeczności – wymieniła  jeden z powodów (choć niedorzeczność nie była dla niej pejoratywnym słowem), jakby Dorien i cała reszta w ogóle nie istnieli. Nie spodziewała się go oczywiście, nie przyjechała też do Londynu, żeby go odszukać, doskonale zdawała sobie sprawę z biegu spraw, niemniej jednak na Wyspy przyciągnęło ją coś, co musiało być z nim powiązane – tylko Wittenberg nie dokońca potrafiła jeszcze powiedzieć co.
Gorzkie słowa Tildy na temat pracy Ministerstwa były niestety prawdą i Ruth musiała przyznać jej rację, kiwając lekko głową na opinię koleżanki. Prawdę mówiąc przez chwilę nawet poczuła, jakoby koleżanka po części zarzucała winę i jej, jako że Wittenberg pracowała wyłącznie w ogranach publicznych. Cóż jej jednak miała powiedzieć? Było oczywistością, że to zawsze desperacja skłaniała do tak niedorzecznych kroków, jednak z drugiej strony fakt, że tyle osób zdecydowało się pomóc budziło w Ruth spore nadzieje – zwrócenie na sprawę tak wielu par oczu w końcu mogło pomóc w jej rozwiązaniu, a o ile dobrze jej się zdawało, Tropiciel nie nakładał kar za absencję w wyprawach, a ich dobrowolność wynikała właśnie z potrzeby zapewnienia społeczeństwu wolnej woli. Dobry, ale jak się okazało nieskuteczny krok, choć wszystko mogło się jeszcze wydarzyć.
-Prawdę mówiąc nie wiem – odniosła się do jej ostatniego zdania – Podczas gdy ministerstwo podejmowało, jak słyszę, nieskuteczne próby przywrócenia nam stabilności magii, my budowaliśmy zasieki, gdyby coś miało pójść nie tak. Chwilowo wszystko idzie nie tak – skomentowała sytuację z dziwną nutą tęsknoty w głosie, bo w końcu Szwajcaria okazywała się być jej miejscem na ziemi z każdą kolejną minutą spędzoną w Meksyku i – jak się miało okazać potem – także i na Wyspach.
-Ale przyznaję ci rację, trwonimy tu najcenniejszą, nieodnawialną walutę – czas. Nie potrafię przewidzieć, co będzie dalej, jeśli ktoś nie zatrzyma tego koła – zakończyła, podnosząc się z miejsca o wiele ciężej, niż sama by się tego spodziewała. Zaczynało robić się późno, a one, czy tego chciały czy nie, miały obowiązki wobec uczniów, którzy bardzo typowo stawali się nadaktywni właśnie o tej porze dnia.
-Wracamy? – zapytała, zgarniając napuszone włosy z karku, ale w ten upał i to niewiele pomogło. Miały za sobą ciężki dzień, przed sobą prawdopodobnie jeszcze cięższą noc, czas zbierać siły, żeby wszystkiemu sprostać.
zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 648
  Liczba postów : 385
http://www.czarodzieje.org/t15607-tilda-thidley#420456
http://www.czarodzieje.org/t15651-tilda-thidley#421488
http://www.czarodzieje.org/t15652-tilda-thidley#421489
http://www.czarodzieje.org/t15637-tilda-thidley




Moderator






PisanieTemat: Re: Street Food Market   Czw Wrz 06 2018, 02:14

Nie zdawałam sobie sprawy z położenia Ruth względem jej poprzedniego związku i rzeczy z nim związanych. Nie była na tyle skora, by podzielić się ze mną swoimi przemyśleniami na ten temat, a ja sama nie śledziłam poczty pantoflowej aż tak dokładnie, by wyłapać z plotek wieść o niedawnym ślubie niejakiego Doriena Deara. Szkoda, że nie miałam świadomości, jak dobrze rozumiałaby mnie samą. Choć kiedyś zwierzyłam jej się z mojej sytuacji z Ronnie, nie chciałam nigdy później tego tematu rozwijać, mimo iż mogłabym.
Czułam satysfakcję widząc minę Ruth oraz jej przytakiwanie. Dawało mi to poczucie, że moje osądy były słuszne i skoro sama Wittenberg przyznawała mi rację, coś musiało być na rzeczy. Ministerstwo nie radziło sobie z obecną sytuacją i nie było sensu zaprzeczać. Po prostu ich to przerosło. A dziewczyna rzuciła jeszcze bardzo cenne spostrzeżenie - trwonienie czasu było zdecydowanie tym, czego nie rozumiałam najbardziej. Wyłącznie wywróciłam oczami, nie mając już siły do kontynuowania tego tematu. Przyjechałam do Meksyku, a zamiast cieszyć się tym, co mnie otacza i chłonąć tutejszą kulturę, psioczyłam na Ministerstwo.
- Jasne, chodźmy - powiedziałam, bo akurat skończyłam zupę. Pozostał mi jedynie chlebek, który zdecydowałam się zjeść w drodze do pensjonatu, a którego część rzucałam po drodze siedzącym na bruku ptakom.

/zt

______________________



You are the hole in my head, you are the space in my bed
You are the silence in between what I thought and what I said

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Street Food Market   

Powrót do góry Go down
 

Street Food Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
reszta świata
 :: 
Meksyk
 :: 
Miasteczko
-