Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Harold Cromwell Jr.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Hal Cromwell

Nauczyciel
Wiek : 57
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 175cm
C. szczególne : okulary do czytania, bardzo zły tatuaż na lewym ramieniu (podgląd w kp)
Galeony : 134
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t16102-harold-cromwell-jr#440448
http://www.czarodzieje.org/t16105-you-can-call-me-hal#440519
http://www.czarodzieje.org/t16104-hal-s-ono#440515
http://www.czarodzieje.org/t16101-harold-cromwell-jr#440447
Harold Cromwell Jr. QzgSDG8




Gracz




Harold Cromwell Jr. Empty


PisanieTemat: Harold Cromwell Jr.   Harold Cromwell Jr. EmptyNie Maj 13 2018, 04:27


Harold Cromwell Jr.

DATA URODZENIA 25.03.1962
CZYSTOŚĆ KRWI 25%
MIEJSCE URODZENIA Itchen Abbas, Hampshire
MIEJSCE ZAMIESZKANIA Dolina Godryka
UKOŃCZONA SZKOŁA Hogwart
WYBRANA POSADA DO OBJĘCIA Nauczyciel ONMS
PRZEPRACOWANY CZAS W POWYŻSZEJ PRACY -1 dzień (zacznie w poniedziałek)
WYBRANY WIZERUNEK Christoph Waltz


Wyglad

WZROST 69in
BUDOWA CIAŁA 160lbs
KOLOR OCZU zielone
KOLOR WŁOSÓW siwe
ZNAKI SZCZEGÓLNE Bardzo nieudany tatuaż na lewym ramieniu, który miał przedstawiać wiwerna. Wydziarał mu go nawąchany klejem kolega. Hal prawie stracił wtedy to ramię, w wyniku zakażenia.
PREFEROWANE UBRANIA Preferował zawsze T-shirty i bojówki, ale wraz z wiekiem zważniał i w jego garderobie można teraz znaleźć podejrzanie dużo koszul i marynarek.


Charakter i historia

Facet powinien być twardy, gruboskórny i oszczędny w okazywaniu uczuć, a najlepiej żeby testosteron wylewał mu się uszami. Tak przynajmniej nakazują normy społeczne. Nie powiem więc, że Hal jest wrażliwy, opiekuńczy i trochę egzaltowany, a jego ulubionym kwiatem jest stokrotka. Jakby to wyglądało?
Powiem, że jest wyrozumiały i cierpliwy. Po cichu wyznaje niepopularną zasadę, że ludzie z gruntu są dobrzy, a czasem tylko błądzą.
Powiem, że ufa ludziom i nie odmawia im pomocy jeżeli tyllko jest w stanie jej udzielić.
Powiem, że jest optymistą. Nie ma bagna, z którego nie dałoby się wyjść, czasem tylko trzeba znaleźć kogoś, kto poda nam dłoń.
Powiem, że jak każdy, ma także liczne wady, ale nie przestaje z nimi walczyć.
Nie muszę zresztą mówić wiele. O człowieku najlepiej świadczą jego czyny.

Rzekło Oko:
"Panowie piszcie swoje życie"


Historia Harolda Cromwella Juniora zaczyna się 25.03.1962r. o godzinie Merlin wie której, bo akurat wtedy ją zmieniali. Nigdy nie pytał, dlaczego został nazwany dokładnie tak jak ojciec, skoro potem i tak wszyscy nazywali go Halem, żeby uniknąć zamieszania. Podejrzewał jednak, że więcej niż tradycja miał tu do powiedzenia brak pomysłu. W końcu wszyscy spodziewali się kolejnej córki. Trzy dni później pierwszego i ostatniego zamachu na jego życie dokonała jego starsza siostra, bo "miał być siostrzyczką", nie pomyślała jednak, żeby poduszkę, którą położyła mu na twarzy docisnąć, więc dwie minuty, które pod nią spędził nie zrobiły mu chyba większej krzywdy – choć Bonnie zawsze twierdziła (nie okazując przy tym ani krztyny wyrzutów sumienia), że to przez ten krótkotrwały ograniczony dostęp do tlenu w niemowlęctwie, był później takim debilem.

Proszę jednak nie bazgrać,
Za margines nie włazić -
Proszę pisać należycie


Itchen Abbas było dziwnym miejscem. 450 mieszkańców wsi zapytanych skąd pochodzą, odpowiedziałoby, że z Itchen Valley. Przynależność do parafii była bowiem w ich oczach dużo ważniejsza. Wyjątkowość tego miejsca polegała jednak nie na solidarności z umiłowaną w Bogu wspólnotą, a na tym, że wśród tych 450 znajdowało się kilkunastu czarodziejów – równie gorliwych anglikanów co ich niemagiczni sąsiedzi, choć mieszkających trochę na uboczu wsi, wysyłających dzieci do jakiejś prywatnej szkoły na północy i trochę zamkniętych w swojej społeczności. Byli jednak dobrymi chrześcijanami, więc nikt nie miał nic przeciwko nim.
Pierwsze 11 lat każdego dziecka z Itchen Abbas wyglądało z grubsza tak samo. Wiejska szkoła, z której uciekało się nad rzekę, skakać z pomostu, kościół, z którego uciekało się nad rzekę łapać i nadmuchać żaby i pomniejsze obowiązki w domu, od których uciekało się nad rzekę wrzucać do wody dziewczyny. Życie toczyło się tu głównie nad rzeką. Nie inaczej było w przypadku Hala.
Następował jednak moment, w którym trzeba było zostawić rzekę oraz mugolskich przyjaciół i wyjechać do tej tajemniczej szkoły na północy, która dla jednych była prywatnym, elitarny ośrodkiem prowadzonym przez Kościół, a dla tych bardziej uświadomionych Szkołą Magii i Czarodziejstwa, które w każdym razie pochodziło od Boga.

Bo kiedy miałem lat co Ty,
Świat w oku zawirował także mi


Nie ma jednak tego złego – w Itchen zostawiało się również rodziców. Hal szybko przekonał się, że Hogwart był nie gorszym od rodzinnej wioski miejscem do uskuteczniania dziecięcych, a potem młodzieńczych harców. Szczególnie, gdy na zajęciach wyłącznie się bywało, a oceny nie były istotne, o ile pozwalały przejść do kolejnej klasy. Niemniej jednak im starszym człowiek się stawał, im więcej mógł i chciał od życia, tym większym brzemieniem wydawał się być szkolny regulamin i tym mniej miało się ochotę na kombinowanie jak go obejść. Dlatego też, ku uldze większości nauczycieli, Hal nie kontynuował nauki po owutemach. Zamiast tego wrócił nad Itchen, doprowadzać rodziców do białej gorączki swoim beztroskim, nieodpowiedzialnym i pozbawionym ambicji podejściem do życia.

Bezsenne noce, kobiety, karty, safari,
Cygara, alkohol twardy


W Itchen w gruncie rzeczy płynęła wyłącznie rzeka. Wszystko inne stało w miejscu. Każdy kolejny dzień można było przewidzieć co do minuty w oparciu o poprzedni. Większość młodych mieszkańców przechodziło okres, w którym zaklinało się, że wyrwie się z tej zapomnianej przez czas i ludzkość mieściny, aczkolwiek części z nich z czasem się jednak odechciewało. U rodziców mieli dach nad głową i obiad podstawiony pod nos za niewielką cenę okazjonalnego marudzenia, które i tak wypadało drugim uchem.
Żeby nie było, że "nie robił w życiu nic" Hal w dzień pomagał w przy zwierzętach w sąsiednich gospodarstwach. Naprawdę żyć zaczynał jednak dopiero wieczorem, gdy razem z przyjaciółmi – równymi sobie "nieudacznikami" siał zgorszenie we wsi. Wiecznie pijani, upaleni jakimś podejrzanym ziołem, sadzonym na tyłach pól lub nawąchani butaprenem, ukradzionym szewcowi, bałamucili dziewczyny i demolowali okolicę, nie dbając o opinię bogobojnych mieszkańców Itchen. Czerpali z życia pełnymi garściami, nie martwic się niczym. Wszystko co dobre, kiedyś się jednak kończy. W przypadku Hala – ciążą Lisy Mogran.

Końcem dotknęły i mnie tej niewoli bezsensy,
Nie mogłem nic zrobić, miałem związane rzęsy


Miał dziewiętnaście lat. Nie wiedział jak zareagować, kiedy mu powiedziała. Nie zdążył nawet wytrzeźwieć, żeby podjąć jakąś decyzję, kiedy wyręczył go w tym ojciec Lisy. Czy można go winić, że nie chciał żeby jego córka miała cokolwiek wspólnego z wykolejeńcem pokroju Hala?
Zarządził, że dziewczyna wyjedzie do ciotki w Winchester, a Cromwell miał trzymać się z daleka. Żadne z nich nie miało nic do gadania.  Do Hala ostateczność tej decyzji jednak nie docierała.
Pierwszy raz próbował złamać zakaz w szpitalu. Nie dotarł nawet do porodówki, kiedy dopadł go stary Morgan, wyciągną z budynku i ręcznie przedstawił swoje argumenty. Hal nie dał jednak za wygraną. Przestał ćpać, mniej pił, więcej pracował. Trzy razy przychodził jeszcze do domu Morganów w Itchen błagając o adres Lisy – trzy razy kończył skopany i pobity na ich trawniku. Później próbował dotrzeć do niej na własną rękę.
Ich dziecko miało już ponad 3 lata, kiedy wyciągnął od przyjaciółki Lisy z Itchen, gdzie ich szukać. Siedział w kawiarni naprzeciwko kamienicy w Winchester cały dzień, bojąc się wejść do środka. W końcu wyszła, trzymając za rączkę małą dziewczynkę. Jego córeczkę.
Podszedł do nich w parku, ale gdy tylko się zbliżył, Lisa kazał mu się wynosić. Próbował jej wszystko wytłumaczyć, ale nawet nie chciała z nim rozmawiać. O tym, że zaczął krzyczeć zorientował się dopiero, gdy dziewczynka schowała się za matką płacząc. Lisa szybko zabrała przerażone dziecko, zostawiając go samego i zupełnie złamanego.

Mając życie miałkie, na duszy kalekie,
Chciałem z sobą skończyć i zmrużyć powiekę


Wrócił do Itchen, a pozbawiony sensu w życiu, wrócił też do starych przyzwyczajeń, udowadniając poniekąd, że Lisa i jej ojciec mieli rację. Był skończonym nieudacznikiem i bardziej niż na pewno fatalnym materiałem na rodzica. Jednak świadomość tego wcale nie sprawiała, że było to łatwiejsze do zniesienia.
Po jednej z kolejnych nocy wypełniania wewnętrznej pustki wódką, przewiesił gruby sznur przez gałąź martwego drzewa na końcu cmentarza i założył pętlę na szyje. Na szczęście to drzewo było już naprawdę suche.
Pierwszym co zobaczył, ocknąwszy się następnego dnia na ziemi, była kościelna wieża i padające na nią zza ciężkich chmur słoneczne promienie. Wielu powie, że to przypadek, ale Hal uczęszczał do szkółki niedzielnej. Hal wiedział. To był cud i nie mógł zmarnować otrzymanej od Boga szansy.

Myślę: "Oko. Czemu to właśnie oko?
Czemu nie noga zamiast oka?"


Trudno powiedzieć czy Harold Sr. i Marigold Cromwell byli bardziej szczęśliwi czy zaskoczeni, kiedy ich syn marnotrawny zupełnie bez zapowiedzi stanął przed nimi - pierwszy raz od miesiąca trzeźwy - przepraszając i oznajmiając, że idzie na studia. Dla niego największym szokiem było, że do tych studiów faktycznie go dopuszczono.
Orłem nadal nie był. Nie był nawet kurą. Mimo wszystko nie zrażał się, a ponieważ zwierzęta i przyroda zawsze były mu bliskie, skupił się na tej jednej dziedzinie i jakoś dobrnął do końca. Co było jeszcze bardziej zaskakujące, to fakt, że zaraz po studiach znalazł pracę i nawet był dobry w tym co robił. Pracował w rezerwacie, opracowując projekty ochrony gatunków i ich siedlisk, jednocześnie rehabilitując pojedyncze osobniki dzikich zwierząt. Jego życie w końcu nabrało faktycznego sensu. W końcu był naprawdę samodzielny i odpowiedzialny. Oszukiwał się jednak, myśląc, że będzie w stanie zacząć wszystko od nowa. Były rzeczy, o których się nie zapominało. Jak mała dziewczynka, nieporadnie drepcząca za stawiającą zbyt duże kroki mamą.

Ja tego nie rozumiem, nie lubię, się boję,
Bo to jest Kanta arytmetyka


Napisał do Lisy list – najdłuższy, najbardziej emocjonalny list w jego życiu. Odpowiedź była krótka, niesatysfakcjonująca, a jednak – na dłuższą metę – zawierająca wszystko, co było do powiedzenia.
"Ma na imię Sally. Ma już ojca. Zostaw nas."
Sally. Najpiękniejsze imię, jakie kiedykolwiek istniało. Sally. Dla której się spóźnił. Którą kompletnie zawiódł, nawet jeżeli nie miała o tym pojęcia.
Początkowo nie rozumiał. Oczywiście, że miała ojca! Jego! Wściekł się, ale kiedy opadły pierwsze emocje, doszedł do wniosku, że Lisa miała rację. Mała miała już z osiem lat i najwidoczniej szczęśliwą, pełną rodzinę. Nie mógł nagle pojawić się i z własnych samolubnych pobudek całkowicie jej ten obraz zburzyć.
Po cichu nadal liczył jednak na to, że może dziewczynka odziedziczy po nim dar magiczny i skonsternowana Lisa zwróci się do niego. Chyba właśnie dlatego nie uprzedził jej to takiej ewentualności wcześniej. Lata jednak płynęły, a on nie otrzymywał żadnej wiadomości. Starał się, więc pogodzić z tym, że nie ma dla niego miejsca w życiu jego córki i zająć swoim własnym, by znów się nie stoczyć.

I Oko to czuje
Bezwzględnie inteligentne
Sukces winszuje


Bardzo chciał założyć własną rodzinę, ale na tym polu nie miał szczęścia. Nie ma powodu rozpisywać się nad licznymi upadkami jego związków – życie toczyło się dalej. Być może właśnie dzięki temu poprawiły się jego kontakty z siostrą, z którą paradoksalnie zbliżył się, gdy przeprowadziła się do Kanady. Mimo potężnej bariery, jaką był Atlantyk, został ulubionym wujkiem czwórki wspaniałych dzieciaków. Może nawet sam by się tam przeniósł, gdyby nie rodzice. Ojciec chorował, a po jego śmierci, matka początkowo źle znosiła samotność, Hal zaś czuł się zobowiązany wynagrodzić im w jakikolwiek sposób to, jaki beznadziejny był przez lata.
Zawodowo niezmiennie zajmował się ochroną zwierząt, dorabiając się nawet jakiejś tam rangi autorytetu, mimo, że sam się tak nie czuł. Z czasem zaczął dostawać propozycję objęcia kierowniczych stanowisk przy rezerwatach, ale te odrzucał. Być może już dziwaczał na starość, ale od ważnych stanowisk wolał wprowadzać w życie edukacyjny aspekt projektów ochrony przyrody. Bez zwiększania świadomości społecznej żadne działania i tak nie miały sensu, a tak się składało, że lubił dzielić się wiedzą i miał do ludzi mnóstwo cierpliwości.
Nie pamięta, kto pierwszy powiedział mu, że powinien być nauczycielem. Pamięta, że go wyśmiał, czemu nie można się dziwić, kiedy zna się jego szkolne doświadczenia. Nie była to jednak odosobniona opinia i z czasem przestało wydawać się to tak bzdurnym pomysłem. W każdym razie nie szkodziło spróbować.
Zapisując się na kurs i staż nauczycielski myślał przede wszystkim o Riverside, gdzie nadal uczęszczała jego najmłodsza siostrzenica. Matka trzymała się doskonale jak na swój wiek, więc naprawdę mógłby przeprowadzić się do Kanady, kiedy jednak uzyskał uprawniające do zawodu papiery, w kanadyjskiej szkole nie było wakatów. Z dyplomami w kieszeni nadal zajmował się tym samym, a po trzech latach to propozycja pracy znalazła jego. Nie w Riversiade wprawdzie, a w Hogwarcie, ale i tak przyjął ją z entuzjazmem. Wątpliwości dopadły go dopiero dwa dni przed pierwszą lekcją…

W sprawach jednak wielkich
Wciąż widzę Was małych


Wiedzę i doświadczenie w dziedzinie na pewno posiadał, uwielbiał dzieci i młodzież, ale czy rola nauczyciela nie była poważniejsza i trudniejsza niż rola zabawnego wujka? Miał być odpowiedzialny za te dzieciaki praktycznie dwadzieścia cztery na dobę, a nie tylko w trakcie godzinnej prelekcji czy krótkiego spaceru ścieżką edukacyjną w parku. Miał być autorytetem, musiał nauczyć ich nie tylko opieki nad magicznymi stworzeniami, lecz także życia. Czy ktoś z jego przeszłością się do tego nadawał? Przecież wcale nie zmienił się tak bardzo. Nadal na każdym kroku, z każdego zakamarka, wyciągały w jego stronę ręce te same słabości i grzechy, które w młodości uważał za styl życia. I tak bardzo korciło go czasem, żeby się im poddać.
Było już jednak za późno, żeby zrezygnować.

Za nogi chciało mnie złapać
Siedmiu nie zawsze wspaniałych

Rodzina


★ Harold Cromwell Sr. – ojciec; zmarł w 2006 roku na kagonotrię
★ Marigold Cromwell – matka; 94letnia kobieta, która przeszła w życiu chyba wszystko i jest do niego tak przyzwyczajona, że trzeba by ją ściągać z Ziemi siłą
★ Bonnie Cromwell-Moreau + Felix – siostra + szwagier; Bonnie zaraz po studiach zaczęła pracę w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, gdzie poznała Falixa – Kanadyjczyka. Kanada wydała jej się przyjemniejszym miejscem do życia i zakładania rodziny niż Wielka Brytania, więc przeprowadziła się z mężem za ocean.
★ Christophe (35l.), Mona (33l.), Clara (30l.) i Loulou (15l.) Moreau – siostrzeńcy; Kanadyjczycy; czarodzieje
★ Eve (7l.) i Maxence (2l.) Moreau – dzieciaki Christophe’a
★ Benoit Gagnon (4l.) – synek Clary
★ Lisa Morgan – była dziewczyna; matka jego córki; mugolka
★ Sally Morgan – dorosła już córka, której nie miał okazji poznać; być może ma już nawet własne dzieci; niemagiczna i istnienia magi nieświadoma


Ciekawostki


★ "Harold to mój ojciec. Mów mi Hal."
★ Został wychowany w wierze, że  jego magiczne moce pochodzą od Boga. Jego matka powiedziałaby wprawdzie, że jego praktykowanie polega wyłącznie na wzywaniu Jego imienia nadaremno, a jednak, kiedy odwiedzając ją, zabiera ją do kościoła, nie robi tego tylko po to, żeby ją zadowolić
★ Wszystko jest dla ludzi – Hal nie stroni od alkoholu, popala, choć nieregularnie, a za młodu trochę się narkotyzował. Szczęśliwie nigdy nie był podatny na uzależnienia i kiedy chciał, naprawdę przestał.
★ Młodość musi się wyszumieć i chociaż absolutnie nie popiera, ani nie poleca trybu życia, jaki sam kiedyś prowadził, pamięta dobrze, co mu po tym durnym łbie wtedy chodziło i jakoś tam tych postrzeleńców rozumie.
★ Bardzo dokładnie pamięta swoją młodość, ale jego pamięć krótkotrwała najwyraźniej szwankuje. Zawsze zapomina, gdzie położył trzymany przed chwilą w ręku przedmiot, przedstawiać trzeba mu się z dziesięć razy, a jeżeli nie zapisze sobie, że miał coś zrobić w kalendarzu, na bank o tym zapomni.
★ Do czytania potrzebuje okularów.
★ Wierny po grób fan Led Snitch.
★ Jego życiową misją jest uświadomienie ludziom, że najszczęśliwsze zwierzę, to dzikie zwierzę i żadne mizianie nie zastąpi mu wolności.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 167cm
Galeony : 1014
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 2066
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson
Harold Cromwell Jr. QzgSDG8




Moderator




Harold Cromwell Jr. Empty


PisanieTemat: Re: Harold Cromwell Jr.   Harold Cromwell Jr. EmptyNie Maj 13 2018, 11:57



DOROSŁY!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!



______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Harold Cromwell Jr.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Harold Cromwell Jr. QCuY7ok :: 
karty postaci
 :: 
karty doroslych
-