Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie #4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1303
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Mieszkanie #4   Pią Mar 30 2018, 00:05


Mieszkanie Selwyna i jego córki



Kuchnia


Najbardziej znienawidzone miejsce w mieszkaniu Anthony'ego. Z racji tego, że umie przypalić nawet wodę na herbatę, nie za często tutaj zagląda.



Salon


Jasny, ciepły, bez szczególnych udziwnień czy innowacji. Często przesiadują tutaj Anthony i Lili, zajmując się codziennymi sprawami takimi jak granie w różne gry, czy czytanie bajek.



Łazienka


Ściany pomalowane zgodnie z wolą Lili. Takie sobie zażyczyła i takie dostała. Wanna robi również za prysznic, dzięki zamontowanej zasłonie. Tony nigdy nie zrozumiał po co są tam kwiatki, ale nie dyskutował na ten temat z córką.



Sypialnia Tony'ego


To, co się rzuca w oczy, to ogromna ilość zdjęć. Porozwieszanych na ścianach, poustawianych na komodach, są wszędzie. Na większości z nich jest Jaśmina razem z Lili. Dwie najważniejsze kobiety w jego życiu.



Królestwo Lili


Dziewczyński pokój ukochanej córki Tony'ego. Życie by za nią oddał, więc nic dziwnego, że w tym pokoju ma dokładnie to, co sobie zażyczyła.



Sypialnia gościnna


Z racji dużej ilości rodziny, Anthony musiał dawną pracownię swojej żony przerobić na dodatkową sypialnię. On osobiście nie przepada za tym pomieszczeniem. Za dużo wspomnień wisi tutaj w powietrzu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 32
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 412
  Liczba postów : 90
http://www.czarodzieje.org/t15982-donna-jenkins
http://www.czarodzieje.org/t15984-ciocia-donna-was-przygarnie
http://www.czarodzieje.org/t16125-lara#441072
http://www.czarodzieje.org/t15983-donna-jenkins?highlight=Donna+Jenkins




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Wto Kwi 17 2018, 16:02

Donna postanowiła wpaść do Donny'ego. Doszły ją słuchy, że wybrał się na wyprawę do Egiptu, przed nią nic nie było w stanie umknąć. Oczywiście kompletnie jej się nie spodobało, że jej przyjaciel, mimo wszystko jeszcze w takim stanie psychicznym, a nie innym podjął się czegoś takiego. W dodatku miał córkę i nie powinien za bardzo pchać się w takie niebezpieczne wydarzenie. Cóż, na pewno Donna zamierzała wytłumaczyć mu swoje stanowisko w tej sprawie. Po drodze do niego zaszła do mugolskiej knajpki i wzięła jedzenie na wynos, nie spodziewała się, że znajdzie w mieszkaniu coś jadalnego.
Byli przyjaciółmi, chociaż jeszcze w szkole były takie momenty, kiedy myślała, że może dojść do czegoś więcej. Mężczyzna wtedy raczej nie podzielał jej zainteresowania, a Donna nie starała się w nic pchać na siłę. Nie chciała psuć przyjaźni, więc mężczyźnie nic nie zdradzała, przewracają w myślach oczami na marną spostrzegawczość facetów. Akurat wtedy ten brak spostrzegawczości jej nie przeszkadzał, więc choć raz był z tego pożytek.
Zapukała do drzwi, jak zwykle miała wysokie obcasy i ołówkową sukienkę. Była podręcznikowym przeciwieństwem wzorowej pani domu, mimo to naprawdę pomagała Tony'emu z małą w jego najgorszym okresie, pomagała się ogarnąć i motywowała do działania. Kiedy mężczyzna jej otworzył, uśmiechnęła się.
- No hej. Myślę, że chętnie mnie przygarniesz, bo przyniosłam jedzenie. Zresztą, nawet jeśli nie, to stanowczo musimy porozmawiać - powiedziała, posyłając mężczyźnie surowe spojrzenie. Widziała, że był w fatalnej formie fizycznej po tej wyprawie, co tylko bardziej utrzymało ją w fakcie, że musi go za nią zbesztać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1303
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Wto Kwi 17 2018, 23:29

Siedział w domu. Bo i co innego miał robić, skoro jego stan zdrowia na to nie pozwalał? Podróż do Egiptu w poszukiwaniu tajemniczego artefaktu, która miała być tylko formalnością, mocno dała się mężczyźnie we znaki. Różne dziwne zaklęcia, które dosięgnęły jego ciało, wciąż dawały o sobie znać. Oczywiście był z tym w Mungu. Trafił nawet na bardzo nieprzyjemną Panią uzdrowiciel (nie ma to jak wspominać o własnych postaciach xD), ale nawet cała ich grupa nie mogła sobie poradzić z niektórymi klątwami, które w niego wymierzono. W końcu, co kraj to obyczaj, lub jak zwykła mawiać Tony, co kraj to inny czar. Dlatego, kilka dziwnych czarów Tony wciąż odczuwał na swoim ciele. Po prostu, w Mungu uznali, że miną one z czasem.
Przez to wszystko, czasu miał nazbyt dużo. Wziął kilka dni wolnego w pracy i pozwalał nawet Lili zostawać na noc u dziadków. Dzięki temu zabiegowi, mała nie musiała obserwować bólu z jakim nadal zmagał się jej ojciec. Nie musiała się niepokoić jego dziwnymi jękami a i jemu taka sytuacja była jak najbardziej na rękę. Jedyne, czego nie chciał, to martwić córkę swoim zdrowiem. Chociaż, była inteligentna. Widziała, że coś jest nie tak i to bardzo. Starała się pomagać tacie w różnych domowych czynnościach, z czego Selwyn był cholernie dumny. Śmiało mógł powiedzieć, że takie dziecko jak Lili to skarb. Z tego też powodu, często dostawał herbatki do łóżka, różne laurki obrazujące jego w pełni zdrowego, czy inne, dziwniejsze rzeczy, które miały za zadanie porpawić jego ogólne samopoczucie.
Ten dzień różnił się trochę od kilku poprzednich. Czuł się na tyle dobrze, że postanowił poświęcić więcej czasu Lili. Dlatego od samego rana, siedzieli i czytali różne bajki, a potem Selwyn uczył grać córkę w szachy. Śmiechu było co nie miara, a jeszcze więcej obrażalskich spojrzeń, kiedy to młoda dama, pomimo znacznej taryfy ulgowej, nie mogła dać rady w grze z ojcem.
Tą sielankową scenerię przerwał nagły dzwonek do drzwi. Anthony nie spodziewał się gości, więc nic dziwnego, że w momencie, gdy ruszył aby je otworzyć, po drodze złapał różdżkę w dłoń. Jakie było jego zdziwienie, kiedy przez oko judasza zobaczył Donnę.
-Hej Donna! - zawołał radośnie, otwierając jej drzwi. Widać było po nim, że coś jest nie tak. Włosy potargane bardziej niż zawsze, jeszcze większy zarost, kilka blizn przybyło na jego ciele, a były one widoczne ze względu na jego ubiór. Luźną koszulkę na ramiona (żonobijka xDDD) i luźne dresy. Ale na widok przyjaciółki, uśmiechnął się ciepło, wcale nie wymuszenie.
Do jego nozdrzy dotarł zapach dobrego jedzenia. Nim kobieta zdążyła powiedzieć chociażby słowo, wyrwał jej z ręki torebkę z jedzeniem na wynos i otworzył wąchając zawzięcie. Same pyszności!
-Wejdź proszę do środka, nie będziemy rozmawiać na progu - dodał, odsuwając się, aby przepuścić kobietę.
Nie wiadomo, czy zwabiona głosem, czy zapachem, z salonu nadleciała drobna blondynka i nim ktokolwiek zdążył powiedzieć choćby słowo, zapiszczała dziko z radości na widok kobiety. -Ciocia Donna! - i po tych słowach nastąpiła seria długich przytulasów, bo dziewczynka postanowiła rzucić się w kierunku Donny, tym samym niemal zwalając ją z nóg. Anthony na ten widok, tylko uderzył się dłonią w twarz, żałując że tak wychował tego nicponia.
-Lili, opamiętaj się, bo Donna się obrazi i sobie pójdzie. - zaczął, ale zaraz błękitne oczka dziewczynki rzuciły mu nienawistne spojrzenie.
-To ty byłeś niegrzeczny i na Ciebie może się obrazić. Ja byłam grzeczna. - przemówienie zakończyła teatralnym wystawieniem języka i ponownym wtuleniem twarzy w kobietę.

______________________




I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo, że taka was obfitość i ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę, iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 32
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 412
  Liczba postów : 90
http://www.czarodzieje.org/t15982-donna-jenkins
http://www.czarodzieje.org/t15984-ciocia-donna-was-przygarnie
http://www.czarodzieje.org/t16125-lara#441072
http://www.czarodzieje.org/t15983-donna-jenkins?highlight=Donna+Jenkins




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Czw Kwi 19 2018, 21:44

Donna naprawdę uwielbiała Lily. Miały świetny kontakt, miała do niej dobre podejście i po prostu była dla niej jak ciocia. Kobieta naprawdę nie lubiła tego określenia, czuła, że ją postarza i raz na jakiś czas delikatnie upominała małą, że wystarczy Donna. Szczególnie, że nie lubiła stawiać jakichś sztucznych barier między sobą a dziećmi, zawsze to były dla niej małe, urocze wersje tych dużych, trochę zepsutych ludzi. Po prostu tak na to patrzyła, dlatego zawsze wydawało jej się, że na matkę się nie nadaje. Nie wyobrażała sobie dyscyplinować kogokolwiek, jęczeć mu nad uchem, poprawiać, albo co gorsza dawać jakieś kary. To do niej nie pasowało i wątpiła, żeby kiedykolwiek coś takiego przeszło jej przez usta. Wiedziała, że mężczyzna też jest raczej pobłażliwym ojcem, co uważała za naprawdę urocze. Świetnie dogadywał się z córką i radził sobie z nią praktycznie sam, co naprawdę robiło wrażenie. Donna starała się zawsze być w okolicy i jakoś pomóc, nawet jeżeli nie była zbyt dobrą gospodynią domową, to zawsze mogła podrzucić kupne jedzenie, albo posiedzieć z małą, prawda?
Zmartwiła się, widzą, że nawet teraz nie jest jeszcze do końca zaleczony. Czyli jak musiało być na początku? Nawet nie chciała sobie tego wyobrażać. Spojrzała na niego bardzo krytycznie
- Wyglądasz fatalnie - powiedziała prosto z mostu, bo zdecydowanie nie należała do tych owijających w bawełnę. Co tu dużo mówić, było widać, że nie jest z nim najlepiej. Przekroczyła próg jego mieszkania, w momencie kiedy wypowiadał słowa o wejściu do środka. Odchrząknęła, patrząc na niego i kręcąc głową Miała ochotę powiedzieć w tej chwili wiele rzeczy i już w zasadzie otwierała usta, kiedy dziewczynka wbiegła do pokoju. Od razu trochę się rozpromieniła i przytuliła małą do siebie
- Nie ciocia, tylko Donna - poprawiła ją delikatnie, ale uśmiechnęła się do niej sympatycznie i tuliła ją dalej. Może straciła trochę równowagi, szczególnie będą w tych szpilkach, ale na szczęście po chwili ją odzyskała i spojrzała na dziewczynkę. Po słowach mężczyzny już przeniosła wzrok na niego, żeby coś powiedzieć, ale znowu w słowo wpadła jej mała.
- O, dokładnie tak kochanie - powiedziała w kierunku małej, trochę rozbawiona, ale jednak cały czas zerkając na Anthony'ego z lekką dezaoprobatą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1303
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Sob Kwi 21 2018, 13:55

Lili zdawała się nie przejmować uwagą skierowaną w jej stronę przez Donnę. Tony wiedział, że to przez jego wychowanie i fakt, że zawsze uczył córkę, aby do ludzi starszych od siebie zwracała się z należytym im szacunkiem. Wiedział, że w dzisiejszych czasach powinien być to raczej powód do dumy niż smutku. Teraz młodzież w ogóle nie miała szacunku do osób od nich starszych, co zdaniem Selwyna nie powinno być pochwalane.
A Donna, jak to Donna, od razu powiedziała bez owijania w bawełnę co myśli na temat stanu swojego przyjaciela. Nic dziwnego, że w odpowiedzi na te słowa niemrawo przeczesał i tak potargane włosy i uśmiechnął się krzywo, co wcale nie obaliło twierdzenia kobiety.
-Ty za to jak zwykle wyglądasz kwitnąco. - rzucił w odpowiedzi. Może to jakoś da radę ją udobruchać i pokazać, że wcale nie jest z nim tak źle, jakby to się mogło na pierwszy rzut oka wydawać.
Konwersacja pomiędzy jego córką, a rudowłosą nabierała coraz ciekawszego obrotu. Lili już zaczęła ćwierkać z przejęciem i opowiadać ze szczegółami zdarzenia, które miały miejsce w ciągu ostatniego czasu. Nie zapomniała wspomnieć o "złym stanie taty" i "spędzeniu kilku dni u dziadków, bo tata był w szpitalu". W tym momencie, Tony podszedł do córki i złapał ją w pasie. Bezpardonowo przerzucił ją sobie przez ramię, co spotkało się z falą pisków i radosnych krzyków dziecka. Ale zamierzony cel osiągnął, Lili nie powiedziała więcej Donnie i ta nie mogła się na niego jeszcze bardziej wściekać.
-Może wejdziesz do środka? Bo przecież nie będziemy stać w holu. - to powiedziawszy, sam ruszył w głąb mieszkania cały czas niosąc uchachaną od ucha do ucha córkę i w drugiej ręce trzymając torbę z jedzeniem na wynos, które jej matka chrzestna postanowiła przynieść.
Puścił dziewczynę dopiero w momencie, gdy dotarł do kuchni. Usadził ją na blacie, ale ona szybko zeskoczyła z niego i pobiegła w kierunku kanapy, gdzie wciąż stała jeszcze rozstawiona szachownica z nieskończoną partią szachów.
-Tylko nie oszukuj! - upomniał ją, rzucając karcące spojrzenie, choć wiedział, że Lili i tak będzie próbowała oszukiwać. On w tym czasie zajął się wyjmowaniem talerzy i nakładaniem jedzenia, które pachniało obłędnie.
-Może opowiesz, co u Ciebie słychać? Czy wolisz na mnie krzyczeć? - rzucił w kierunku Donny. Wiedział, że bardziej prawdopodobna jest opcja numer dwa i zdziwiłby się, gdyby kobieta go nie zrugała. O ile wiedziała coś więcej, niż to, co zdążyła wyklepać Lili.

______________________




I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo, że taka was obfitość i ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę, iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 32
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 412
  Liczba postów : 90
http://www.czarodzieje.org/t15982-donna-jenkins
http://www.czarodzieje.org/t15984-ciocia-donna-was-przygarnie
http://www.czarodzieje.org/t16125-lara#441072
http://www.czarodzieje.org/t15983-donna-jenkins?highlight=Donna+Jenkins




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Pon Kwi 23 2018, 13:16

Jedną z rzeczy, za którą Donna wyjątkowo ceniła te małe, bezbronne istotki, była szczerość. Mówiły to na co miały ochotę, kiedy chciały i tak jak chciały. Mała nie miała żadnych hamulców w streszczaniu ich życia, pewnie nawet nie zwracając uwagi na to, że zdradza przy okazji Donnie sporo istotnych informacji, które mogły ją zainteresować. W końcu Lili chciała tylko, żeby kobieta była na bieżąco, dlatego bez oporu streszczała ostatnie dni a Donna wychwytywała każde słowo, chociaż swoje i tak już wiedziała. Oparła dłonie na biodrach i pokręciła głową, patrząc na mężczyznę.
- Wiem i dziękuje, ale jeżeli myślisz, że tak gładko zmienisz temat to zapewniam, że jesteś w błędzie - poinformowała go i dalej wsłuchiwała się w relację dziewczynki. Pobyt w szpitalu? Ta informacja akurat do niej nie dotarła, wiec natychmiast posłała mężczyźnie zdziwione spojrzenie. Wygląda na to, że skutki wyprawy były poważniejsze, niż się spodziewała. Donna aż wciągnęła zdziwiona powietrze, ale w najciekawszym momencie opowieści Tony zainterweniował i zabrał córkę.
- Zdecydowanie wejdę - pokręciła głową i weszła do środka. Widząc jak Lili z chęcią biegnie w kierunku szachownicy, trochę serce jej zmiękło. Ich relacja naprawdę ją rozczulała, wiedziała że Tony spędza z córką każdą możliwą chwile i ich kontakt jest znakomity. Puściła oko do dziewczynki, dając jej znać, że może bezkarnie oszukiwać, bo ona z pewnością jej nie wyda. Pomogła mężczyźnie trochę z talerzami.
- Wolę krzyczeć - zapewniła go. - Wyprawa? Szpital? Od czego by tu zacząć? - spojrzała na niego surowo. Mimo wszystko nie zamierzała podnosić głosu przy dziewczynce, ale swojego zdania na ten temat nie zamierzała przemilczeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1303
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Czw Kwi 26 2018, 00:14

Ta szczerość była niekiedy elementem, który Anthony'ego drażnił najbardziej w tych małych istotkach zwanymi dziećmi. W szczególności w momentach takich jak ten, kiedy Lili powinna zamknąć swą śliczną buzię, zanim powie Donnie o kilka słów za dużo. Niestety, coś się jej jednak wymsknęło zdecydowanie zbyt szybko. Cóż, panna Jenkins będzie miała na co narzekać.
-Nawet nie próbuję go zmieniać, bo wiem, że w Twoim wypadku to bezsensowne działanie. - brakowało tylko, aby pokazał jej język, niczym mały chłopiec, ale nie był aż tak straszny. Wolał zamiast tego uśmiechnąć się do niej porozumiewawczo w nadziei, że może to zmiękczy trochę kobiece serce. Podobnież, gdy tego chciał, potrafił być przystojny. Może tym razem na coś się to przyda?
W momencie, gdy wspomniała o wyprawie i szpitalu, spojrzał na nią groźnym wzrokiem. Jeszcze tego brakowało, aby rozmawiali o tym w obecności córki, która wcale nie potrzebowała uszu dalekiego zasięgu, aby wszystko doskonale wiedzieć i słyszeć. A wciąż nie wiedziała o tym, że Tony był w Egipcie, kiedy ona stacjonowała o jednej z jego sióstr.
-Nie przy Lili! - szepnął w kierunku kobiety, tak cicho, że prawie bezgłośnie. I nim Donna zdążyła powiedzieć choćby słowo, Tony przeniósł wzrok na córkę siedzącą na kanapie. -Lil, może pójdziesz do mnie do pokoju i poszukasz tego misia, którego tak chciałaś pokazać Donnie? My w tym czasie naszykujemy kolację. - uśmiechnął się przy tych słowach szeroko, aby ukryć prawdziwy powód, dla którego chciał się pozbyć córki z pomieszczenia.
Chyba nie wychwyciła w jego słowach żadnej nuty fałszu, bo bez słowa wstała ze swojego siedziska i pobiegła do sypialni mężczyzny.
Dopiero, kiedy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, ponownie spojrzał na kobietę.
-Lili nie wie i ma nie wiedzieć, że byłem na wyprawie. - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu. W nosie miał, co Donna sądzi na ten temat, ale nie zamierzał pozwolić na to, aby Lili się o tym fakcie dowiedziała. Była tylko dzieckiem, które powinno martwić się o kolor sukienki, którą jutro ubierze, a nie o to, czemu jej ojciec wyjeżdża z kraju na nie wiadomo jak długi czas. Jej dobro było dla niego najważniejsze.
- Pojechałem do Egiptu, razem z kilkoma innymi osobami. Możesz kojarzyć Zilya Fiodorową, współpracowałem z nią wielokrotnie. Szukaliśmy pewnego artefaktu, ale również nowych gatunków zwierząt na sprzedaż. Skończyło się nie najlepiej. - wytłumaczył wszystko szybko i zwięźle, w miarę przyciszonym głosem, gdyby jednak jego latorośl postanowiła podsłuchiwać rozmowę. -Trochę oberwałem, ale to nic poważnego. Kilka dni w Mungu i w miarę mnie połatali.

______________________




I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo, że taka was obfitość i ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę, iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 32
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 412
  Liczba postów : 90
http://www.czarodzieje.org/t15982-donna-jenkins
http://www.czarodzieje.org/t15984-ciocia-donna-was-przygarnie
http://www.czarodzieje.org/t16125-lara#441072
http://www.czarodzieje.org/t15983-donna-jenkins?highlight=Donna+Jenkins




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Czw Kwi 26 2018, 19:20

Okej, musiała przyznać, że wspominanie o tym przy małej nie było przemyślane. Jednak kiedy dziewczynka zaczęła opowiadać o szpitalu i różnych okolicznościach z tym związanym, była pewna, że mniej więcej (wiadomo, bez szczegółów, ale jednak) orientuje się, gdzie Anthony był wcześniej. Mimo wszystko powinna bardziej przemyśleć co mówi przy małym dziecku. Donna mimo swojej całej empatii i wyczucia wobec dorosłych, gubiła czasami to w stosunku do tych maleństw. Zapominała, że dzieci to tylko dzieci i nie wszystko muszą wiedzieć, trzeba się przy nich bardziej pilnować i uważać na słowa, bo wychwycą wszystko, o każdy szczegół dopytają i nic nie umknie ich uwadze. Drugim aspektem było to, że bardziej pokierowały nią emocje, kiedy Lily wspomniała o szpitalu. Realnie się zmartwiła, nie wiedziała, że wyprawa tak nieprzyjemnie się dla niego skończyła. Możliwe, że martwiła się o niego odrobinę za bardzo, w końcu byli tylko przyjaciółmi, nie była ani jego matką, ani też nie była jego w żadnym innym sensie. A jednak przejęła się. Sama przed sobą musiała przyznać, że to trochę dziwne i nieuzasadnione, nie potrafiła sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego? Spojrzała na niego.
- Przepraszam, nie powinnam przy małej - przyznała, bo faktycznie, Lili nie powinna się takimi rzeczami przejmować. Westchnęła, kręcąc głową, kiedy dziewczynka wyszła.
- Słyszałam o tej wyprawie - kiwnęła głową. Trochę ochłonęła. - Trochę? Leżałeś w szpitalu! - oburzyła się mimo wszystko. To nie było takie trochę. W dodatku dalej wyglądał nieciekawie. - Mogło się stać coś o wiele gorszego. Co w ogóle tobą kierowało, żeby podejmować takie ryzyko. Przecież masz tutaj małą, nie może ci się stać krzywda - zauważyła, patrząc na niego. Widać było, że trochę zmiękła i zamiast złości w jej spojrzeniu pojawiła się troska. - No nic, przynajmniej wróciłeś w jednym kawałku. Powiedzmy. Mam nadzieje, że drugi raz nie będziesz się już pchał na takie ryzykowne wycieczki? Skocz do jakiejś Grecji, czy coś, jak normalni ludzie - wywróciła oczami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1303
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Pon Kwi 30 2018, 12:32

Od kiedy tylko zobaczył Donnę, wiedział, że nie będzie to proste i po prostu przyjemne spotkanie. Wiedział, jakie ogólnie zdanie ma kobieta na temat tego, w jaki sposób zarabia na życie. On nie mógł i nie zamierzał siedzieć za biurkiem w bibliotece i rozkoszować się zapachem starych książek. Dla niego to było nudne. On musiał żyć. Żyć w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ryzykować i ponosić konsekwencje tego ryzyka. On nie mógł siedzieć i nic nie robić. Musiał robić znacznie więcej, niż normalny człowiek. Inaczej nie byłby sobą. Po prostu.
Nie wiedział, co chciał swoim zachowaniem osiągnąć. Może brakowało mu czułości a może po prostu był to jego zdaniem zwykły gest, jakim przyjaciele się obdarzali. Dlatego po prostu po monologu Donny, podszedł do niej i przytulił. Objął mocno i docisnął do swojej piersi. Był od niej wyższy i to znacznie, dlatego ucałował ją pieszczotliwie w czoło i oparł swój podbródek na czubku jej głowy uśmiechając się delikatnie.
-Jestem tutaj. Cały i zdrowy. Nie musisz się niczym przejmować. Nie pozwoliłbym, aby stała się mi jakaś dotkliwa krzywda. - wyszeptał prosto w jej rude włosy, wciąż się uśmiechając. Nie wiedział, czy w ten sposób zdoła trochę uspokoić kobietę o swój los, ale nawet, jeśli nie, było warto chociażby po to, aby poczuć jej zapach.
Po dłuższej chwili odsunął się od niej, zaglądając w jej oczy. Nie do końca był pewny, co powiedzieć, co zrobić i czy aby przypadkiem nie przegiął tą poufałością, na jaką sobie pozwolił. Dlatego podrapał się w lekko niezręczny sposób po głowie i wrócił do nakładania jedzenia na talerze.
-Don, musiałem jechać na tą wyprawę. Ostatnio nie dzieje się najlepiej na rynku i każda ewentualna oszczędność jest wskazana. - dodał po chwili, delikatnie spoglądając na nią z nad ramienia. -Poza tym, znasz mnie. Wiesz, że dobro Lili zawsze stawiam na pierwszym miejscu. Dopiero gdzieś tam daleko dalej jestem ja i moje potrzeby. Ale tej jednej nie jestem w stanie sobie odmówić. Wiesz, że muszę podróżować. - dodał uśmiechając się szeroko. I wcale nie dopowiedział tego, choć bardzo miał ochotę, że w razie czego, Lili ma najlepszą matkę chrzestną na świecie, która z całą pewnością by się nią zaopiekowała, gdyby coś stało się Tony'emu.
-Lili, kolacja! - zawołał i wziął w dłoń dwa napełnione już talerze po czym postawił je na stole w jadalni. Po chwili przyszła mała blondyneczka, jakoś dziwnie naburmuszona.
-Nie ma go tam. - rzuciła tylko gniewnym głosem.
- No przecież od samego początku mówiłem, że jest w Twoim pokoju. - powiedział Tony szczerząc zęby do córki. Doskonale miał świadomość, że wysłał ją początkowo w złe miejsce, aby zyskać więcej czasu na rozmowę z Donną.

______________________




I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo, że taka was obfitość i ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę, iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 32
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 412
  Liczba postów : 90
http://www.czarodzieje.org/t15982-donna-jenkins
http://www.czarodzieje.org/t15984-ciocia-donna-was-przygarnie
http://www.czarodzieje.org/t16125-lara#441072
http://www.czarodzieje.org/t15983-donna-jenkins?highlight=Donna+Jenkins




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Pią Maj 04 2018, 18:38

To nie było tak, że Donna nie rozumiała jego ducha przygody. Wręcz przeciwnie, miała na koncie dużo więcej, niż mogłoby cię wydawać. Tuż po skończeniu szkoły podróżowała bez przerwy, właściwie nie miała wtedy żadnego stałego przystanku, raz wywiało już tu, raz tam. Pracowała dorywczo, podejmowała się wszystkiego, żeby móc spędzić tyle w danym miejscu, ile akurat miała ochotę. Czasami była bez grosza i musiała szukać bardzo ekstremalnych sposobów na załatwienie sobie noclegu, czy jedzenia. Lubiła to, miała w sobie coś co ciągnęło ją do tego. "Ustatkowała się" dopiero w teatrze, praca była w jednym miejscu, stała, względnie stabilna. Jednak zawód aktora nie był też taki przeciętny i wiązał się z dosyć niestandardowym stylem życia. Biorąc pod uwagę to wszystko, tak naprawdę poukładała sobie życie dopiero trzy lata temu, podejmując wyjątkowo spokojną pracę w Hogwarcie. Wcześniejszy styl życia na tyle ją wykończył, wydarzenia, które za sobą niósł sprawiły, że potrzebowała od tego wszystkiego przerwy. Dlatego bez wątpienia wiedziała co czuje Tony, jednak nie zmieniało to faktu, że martwiło ją to. Bała się o niego.
- Z tym zdrowym to bym nie szalała - mruknęła, kiedy ją przytulił, ale uspokoiła się trochę w jego objęciach. W końcu najważniejsze, że tutaj był, że nic większego mu się nie stało. Uścisk mężczyzny dawał jej spokój, chociaż dobrze wiedziała, że to tylko jeden z jego pomysłów, które jeszcze niewątpliwie zrealizuje. Znała to.
- Nie musisz mi tego tłumaczyć - powiedziała, patrząc na niego. - Wiem, dlaczego pojechałeś. Tylko to o czym myślałeś i co czułeś, kiedy zgłosiłeś się na ten wyjazd... miało niewiele wspólnego z rozsądkiem, tego też jestem pewna - przewróciła oczami. - Nie twierdzę, że masz się zamknąć w domu, dlatego, że masz córkę. Każdy ma prawo do swojego życia. Tylko... z doświadczenia wiem, że nie każde ryzyko jest warte podejmowania go - pokręciła głową, ale widać było, że już całkiem jej przeszło. Po chwili wbiegła do nich dziewczynka, a Donna uśmiechnęła się do niej. Miała uroczo naburmuszoną minkę.
- Potem mi pokażesz, Lili. Zjedzmy na razie póki ciepłe - uśmiechnęła się i usiedli w końcu wszyscy do stołu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1303
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Wto Maj 08 2018, 13:44

Chyba było już lepiej i najgorszy kryzys został właśnie zażegnany, a przynajmniej tak tłumaczył sobie Tony, kiedy kobieta rozluźniła się w jego ramionach. Teraz nie mogło być już gorzej, skoro wyjaśnił jej wszystko rzeczowo i klarownie. Wiedział doskonale, że Donna nie jest tym typem osoby, której tak łatwo przejdzie i odpuści, ale wiedział również, że nie jest w stanie złościć się na niego nie wiadomo ile czasu. W końcu, znał ją naprawdę długo. Była dla niego niczym czwarta siostra, ta starsza, ale w życiu nie odważyłby się tak do niej powiedzieć. Miał jakieś dziwne przeświadczenie, że za takie słowa jego klejnoty rodowe mogłyby dosyć mocno ucierpieć. A pomimo, że nie planował więcej dzieci posiadać, to mógłby tego nie znieść.
-Nic mi nie jest, poważnie jest ok. - dodał po chwili, zupełnie świadom faktu, że zapewne i tak mu nie uwierzy. Odsunął się przy tym od niej na niedużą odległość i uśmiechnął szeroko, pokazując zęby. Chociaż tyle dobrego, że na wyprawie ich nie stracił i nie wyglądał jeszcze gorzej niż w rzeczywistości.
Miała rację. Musiał to przyznać sam przed sobą, ale w życiu by nie powiedział tego na głos. Jego duma mu na to nie pozwalała. Wiedział, że kwestie pieniężne zeszły na drugi plan, kiedy tylko usłyszał, że jest możliwość wzięcia udziału w niebezpiecznej wyprawie. Czuł się tak, jakby adrenalina wręcz musiała krążyć w jego żyłach, aby czuł, że żyje. W innym wypadku czuł, jakby tylko bytował, bez określonego celu i konkretnych planów. To nie było życie, jakiego pragnął. I nigdy nim się nie stanie.
-To nie do końca tak i dobrze o tym oboje wiemy. - odparł wymijająco, delikatnie się przy tym zaperzając. A co, jak ma grać to na całego, nie da jej tej satysfakcji wynikającej ze stu procentowej racji.
W końcu usiedli wspólnie do stołu, a Tony z uśmiechem na ustach obserwował, jak Lili zajada się przyniesionym przez Donnę jedzeniem. Chciał dać jej wszystko, co najwspanialsze na świecie. Zagwarantować wspaniałą przyszłość i dobry byt. Dotychczas mu to wychodziło. Ale wiedział, że bez takich osób w pobliżu, jak chociażby Donna, nigdy nie dałby sobie z tym rady. Tak wiele ciepła i pomocnych dłoni wysuwało się w jego kierunku i dziękował losowi, że miał tak wspaniałą rodzinę i przyjaciół, którzy zdecydowali się mu towarzyszyć w tym życiu.
Sam jadł niewiele i powolnie. Pomimo faktu, że czuł się już prawie całkowicie dobrze, nie chciał przesadzać, aby potem nie odchorować swojej zachłanności.
-A tak z innej beczki, może opowiesz mi coś a propos tego, jak tam życie w szkole? - powiedział pomiędzy jednym a drugim kęsem jedzenia przyglądając się rudowłosej. Swoją drogą, pięknej rudowłosej. Nim którekolwiek zdążyło coś do tego dodać, Lili postanowiła wtrącić swoje trzy grosze.
-Tato, a kiedy ja pójdę do Hogwartu? - zapytała patrząc to na jedno, to na drugie, jakby tylko oni znali odpowiedź na to tajemnicze pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 32
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 412
  Liczba postów : 90
http://www.czarodzieje.org/t15982-donna-jenkins
http://www.czarodzieje.org/t15984-ciocia-donna-was-przygarnie
http://www.czarodzieje.org/t16125-lara#441072
http://www.czarodzieje.org/t15983-donna-jenkins?highlight=Donna+Jenkins




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Czw Maj 17 2018, 20:34

Wiedziała, że nie może robić mu zbyt dużych wyrzutów. W końcu był dorosły, a ona nie była ani jego siostrą, ani matką, ani nikim takim. A jednak nie mogła sobie odpuścić tego początkowego oburzenia. Tak się to kończy, jak się o kogoś wyjątkowo troszczy. Miała nadzieje, że skoro jest tak poturbowany to już nie będzie nic kombinował w najbliższym czasie i wszelkie niebezpieczne pomysły odłoży na później. Przynajmniej na to liczyła. Chyba mała przerwa nie zaszkodzi, prawda?
- Niech ci będzie - kiwnęła w końcu głową. Nie wyglądało to na nic, co nie jest w stanie się zagoić, więc chyba faktycznie nie było aż tak źle. Przemilczała fakt, że mogło być. Dobra, może przemilczała to za dużo powiedziane, patrząc na to, że przed chwilą wygłosiła mu swoje opinie dobitnie. Jednak mogłaby dalej cisnąć, a tego nie robiła, prawda?
Z uśmiechem obserwowała jak dziewczynka chętnie sięga po jedzenie. To było naprawdę sprawdzone miejsce i potrawy były wyjątkowo smaczne. Nigdy nie starała się na siłę nauczyć gotować - nie miała do tego ręki i tyle. Po co było się pchać w coś co z góry było skazane na porażkę, skoro istniały inne sposoby na rozwiązanie sytuację. Od czego są gotowe dania, restaurację i wszystko inne. Można było sobie przynajmniej ułatwić życie.
- Hm, w Hogwarcie ostatnio nawet ciekawie. Wyrzucili nauczyciela, pewnie słyszałeś. Niektórzy mają naprawdę chore pomysły w głowie - przewróciła oczami. Zrobiła się w okół tego spora afera. Poza tym nic wyjątkowego się nie działo. Czasami ta praca trochę ją nudziła - nie dało się ukryć, ale miała też wiele plusów i dawała jej poczucie bezpieczeństwa, którego o dziwo wyjątkowo teraz potrzebowała. Czasami trzeba było pożyć we względnej stabilizacji. Spojrzała na Lili, kiedy dziewczynka zadała pytanie. Pamiętała to wyczekiwanie przed pójściem do Hogwartu. Wszyscy mówili o tym jak o wyjątkowo wspaniałym miejscu i była wyjątkowo podekscytowana tym wszystkim. Świetnie rozumiała niecierpliwość Lili.
- Jeszcze trochę i zamek będzie czekał otworem. Wiesz już do jakiego domu chcesz trafić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1303
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Sro Maj 30 2018, 13:43

I w końcu zagrożenie zostało zażegnane! Co prawda Tony miał w pełni świadomość faktu, że gdyby skończył wtedy gorzej, to Donna nie byłaby tak pobłażliwa w stosunku do niego. Ale z drugiej strony, może wtedy przychodziłaby do niego z ciepłą zupką dostarczoną prosto do łóżka, a on mógłby tylko leżeć i pierdzieć w materac? Nie, taka wizja zdecydowanie mu nie odpowiadała i nie zamierzał dopuścić do tego, aby kiedykolwiek się ziściła.
Jedli spokojnie, a przynajmniej większość z nich. Selwyn z zadowoleniem przyglądał się temu, z jakim zapałem Lili połykała swoją porcje potrawy, którą przyniosła Donna. Nic dziwnego, że to robiła. On był marnym kucharzem, nawet wodę w czajniku potrafił przypalić. Nigdy nie miał do tego drygu i nie zanosiło się na to, aby coś się zmieniło. Dlatego Lili była skazana na odgrzewane jedzenie od dziadków lub na tak wspaniałomyślne niewiasty jak panna Jenkins, które czasem miały ochotę ich dokarmić.
Na wzmiankę o wyrzuceniu jednego z nauczycieli, szczerze się zaciekawił. Wbił wzrok w Donnę i nawet nie zauważył, że widelec zawisł w połowie drogi pomiędzy jego ustami a talerzem.
-Nic mi o tym nie wiadomo. Jak to wyszło? - jego ton brzmiał pozornie normalnie, ale wcale taki nie był. Interesował się tym, co tam się działo. Kurde, niedługo miał tam posłać swoją córkę, więc nic dziwnego, że go to interesowało! Miał tylko nadzieję, że Donna nadal tam będzie, kiedy Lili przekroczy już próg Hogwartu, aby mogła mieć oko na swoją chrześnicę.
Lili również zainteresowała się tematem i patrzyła wyczekująco na swoją matkę chrzestną, jakby ta miała znać odpowiedzi na wszystkie pytania tego świata. Taka mała blondyneczka musiała wyglądać śmiesznie w takim wydaniu. Na pytanie zadane przez rudowłosą, uśmiechnęła się szeroko pokazując wszelkie ubytki zębowe.
-Oczywiście, że do Gryffindoru! Tak samo jak tatuś! - dla niej to było coś oczywistego. Nie widziała innej możliwości.
Dopiero w tym momencie do głowy przyszła mu zupełnie inna kwestia, którą wcześniej w ogóle nie zaprzątał sobie głowy, bo była dla niego zupełnie nieistotna. Wesele niejakiego Doriena Deara. Nie był pewny, czy w ogóle znał tego typa, ale kiedy zapytał o niego rodziców, to odpowiedzieli, że rodzina Dear jest dosyć znaną i wypływową w Wielkiej Brytanii. A jako, że jego własna rodzina była czystokrwista, to jakoś się tam znali. Co prawda Tony nie miał zielonego pojęcia, dlaczego w ogóle ktoś taki postanowił zaprosić Selwyna na swój ślub, ale nie zamierzał odmówić. W końcu, to dobry pretekst, aby się napić i najeść na czyjś koszt!
- W ogóle, Donna, może chciałabyś iść ze mną na wesele niejakiego Doriena Deara? Bo dostałem zaproszenie, ale nie bardzo mam z kim tam się wybrać. - nie zamierzał owijać w bawełnę i mówić coś w stylu, że Donna jest miłością jego życia i dlatego ją zaprasza. Mówił tak, jak było faktycznie.

______________________




I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo, że taka was obfitość i ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę, iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 32
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 412
  Liczba postów : 90
http://www.czarodzieje.org/t15982-donna-jenkins
http://www.czarodzieje.org/t15984-ciocia-donna-was-przygarnie
http://www.czarodzieje.org/t16125-lara#441072
http://www.czarodzieje.org/t15983-donna-jenkins?highlight=Donna+Jenkins




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Wto Cze 05 2018, 20:16

No i jak ona mogła ich od czasu do czasu nie dokarmiać, widząc jaką im to sprawia przyjemność? Nawet jak sama nie potrafiła gotować, to chociaż tak mogła trochę pomóc. Bycie samotnym ojcem musiało być trudne i Donna wolała sobie tego nawet nie wyobrażać. Wiedziała oczywiście, że Tony kochał małą i oddałby za nią wszystko i na pewno nie żałował, że ją ma, ale nie oszukujmy się. Bywało ciężko i nikt nie chciałby się znaleźć w takiej sytuacji. Ona nawet nie wyobrażała sobie takiej odpowiedzialności rozłożonej na dwie osoby, a co dopiero mieć to wszystko samemu na głowie. Jej wszechstronność się kończyła w miejscu, w którym życie kładło na drodze tego typu problemy. Nie śpieszyło jej się do roli matki. Obserwowała małą z uśmiechem i spojrzała na mężczyznę, zaskoczona tym, że nic o tym nie słyszał. To przecież była naprawdę głośna afera. A może tylko w Hogwarcie ludzie tak o tym gadali, a poza mało kogoś obchodziło, że nauczyciel bawi się na lekcjach w czarną magię i testuje to na uczniach? Może takie problemy powinny innych obchodzić odrobinę bardziej?
- Cóż, nauczyciel czarnej magii chciał rzucać na uczniów zaklęcie przesuwające narządy. Na lekcji, w ramach nauki - prychnęła. - Było podobno nawet paru ochotników. Chore, nie? - spytała mężczyzne, nie pomyślała, że interesuje się tym ze względu na córkę i że może go trochę zmartwić co się wyprawia w tym zamku. Jakoś zwyczajnie nie połączyła tych faktów i znowu z zainteresowaniem spojrzała na dziewczynkę.
- To miejmy nadzieje, że tiara też tak uzna - uśmiechnęła się do niej. Donna nie znała Doriena, ale słyszała jakieś odległe plotki o tym ślubie. W końcu o Dearach słyszał chyba każdy, a co dopiero ona, starająca się być na bieżąco ze wszystkimi plotkami. Spojrzała na mężczyznę i pokiwała głową:
- Jasne, bardzo chętnie. Nie znam za bardzo pary młodej, ale na pewno będzie miło - stwierdziła i dokończyła swoją porcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1303
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Wto Lip 03 2018, 00:06

Dokładnie słuchał wszystkich słów, które padały z jej ust i nie dowierzał temu, co docierało do jego uszu. Jaki chory musiał być to nauczyciel, aby takie zaklęcie stosować na uczniach, którzy mieliby czuć się przy nim bezpiecznie i od niego uczyć?! Nic dziwnego, że martwił się, skoro za niedługo do tej samej szkoły miała udać się jego ukochana córeczka Lili. Gdyby ktoś w jej obecności zaproponował naukę czegoś takiego, to pewnie rączki urwałby przy samej dupie, z pewnością bez żadnych przyjemności z tego płynących.
Spojrzał kątem oka na dziewczynkę, która na szczęście nie była za bardzo zainteresowana tematem, który dalej był prowadzony. Grzebała niechętnie w talerzu, a Tony wiedział, że za chwile rzuci w niego pytającym wzrokiem, czy już może odejść od stołu. Kiedy uśmiechnął się w jej kierunku, to ta szybko odłożyła sztućce i ruszyła w kierunku swojego pokoju, aby podjąć jakąś zabawę. Dopiero wtedy pozwolił sobie na odpowiedzenie Donnie.
-Chore? To jest przynajmniej skandaliczne! Coś takiego używać na uczniach?! Ja bym nie pomyślał, aby takie zaklęcie na największą szumowinę rzucić a co dopiero na młodego czarodzieja.- Nie pokazywał tego, ale w środku aż się gotował ze złości na samą myśl, że coś takiego mogłoby dojść do skutku. I co za chore pojeby były chętne na to, aby posmakować na sobie tego typu zaklęcia?! Co się dzieje z tymi ludźmi, zadawał sobie w głowie pytanie.
Ucieszył się, kiedy wspomniała, że z chęcią uda się razem z nim na to wesele. Samemu nie zamierzał tam iść, bo i po co? A tak, z Donną na pewno będzie się świetnie bawił.
-To cudownie, w takim razie pojawię się po Ciebie dokładnie godzinę wcześniej i razem możemy się już udać na miejsce. - uśmiechnął się do niej szeroko, jakby chciał tym uśmiechem potwierdzić, że szczerze się cieszy z nadchodzącego towarzystwa w postaci Donny Jenkins.

/Zt.

Błagam Cię, nie zabijaj mnie, że to tak długo trwało...

______________________




I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo, że taka was obfitość i ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę, iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 56
  Liczba postów : 40
http://www.czarodzieje.org/t16310-jacqueline-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t16312-relki-uroczej-blondyneczki
http://www.czarodzieje.org/t16314-luwr#447620
http://www.czarodzieje.org/t16309-jacqueline-selwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Nie Lip 15 2018, 11:19

Od razu poznała sowę Tonego, który nie raz do nie pisał. Chwyciła za list i odczytała go z wielkim zainteresowaniem. Selwynowie wiedzieli, że wróciła, ale o dziwo mijały dni za dniami, a ona nadal nie miała czasu dla swojego rodzeństwa. Jacqueline czy ty kiedykolwiek się zmienisz? Ten kochany Anthony. Wydawał się taki wrażliwy. Czytając jego listy, zawsze uśmiechała się pod nosem, a jeśli nawet coś było nie tak, miała wrażenie, że potrafi wyczuć w jego literach; ich kształt jakby mówiły o jego emocjach, uczuciach. Miała ochotę przyjechać, przytulić go i chronić przed całym złem świata. Nigdy jednak tego nie okazywała. Nie okazywała, aż tak...
Chwyciła za miotłę. Nie mając zamiaru korzystać z teleportacji. Co to byłaby za frajda? Ruszyła przez podniebne ścieżki, gdzie mogła rozwinąć prędkość i nie trafić przypadkiem w kogoś. Czuła jak powietrze wdziera się między jej włosy, a jej ciało przeszywa dreszcz. Zawsze się tak czuła dosiadając miotły. Niestety nie miała swojej miotły. Pożyczyła. Wszystko zostawiła we Francji albo oddała czy sprzedała. Nie miała ani grosza przy duszy, a z chęcią kupiłaby swojej siostrzenicy jakiś wypasiony model. Sama musiała kupić sobie wypasiony model.
Jakie tajemnice skrywasz Jacqueline Selwyn?
Pojawiła się chwile później pod kamienicą numer 66 na ulicy Tojadowej. Nie odpisywała na list. Nie było sensu. Prędzej doleciałaby do mieszkania brata niż jej sowa. Nie, żeby ubliżała swojemu Luwrowi. Powinna coś kupić, ale może jej wybaczą, że przybyła bez prezentu. Dawno jej nie było i czuła się głupio, że zjawiła się pod jego drzwiami nawet z pożyczoną miotłą. Zrobiła głęboki oddech jak przed testem kwalifikującym do drużyny Quidditcha i zapukała. Puka się, no nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1303
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Wto Lip 17 2018, 17:09

Szlag by to wszystko jasny trafił. Problemy piętrzyły się w życiu Selwyna. Wszystko szło nie tak i się zakałapućkało. Kiedy już myślał, że może tym razem wyjdzie na prostą i wszystko potoczy się lepiej, życie codzienne mocno zdeptało jego nadzieje. Ba! Wgniotło je obcasem kilka metrów w bruk. Wszystko spadło na jego głowę w momencie, gdy jego matka zachorowała. Niby zwykłe przeziębienie, ale to od razu dyskwalifikowało ją jako opiekunkę do Lili. Z tego też powodu, Anthony musiał poświęcać córce więcej czasu, co odbijało się na częstszym niechodzeniu do pracy. I do tego wszystkiego jeszcze na głowę spadł mu jednorożec. Tak, jednorożec...
Jeden z jego klientów zamówił jednorożca. Wszystko miało odbyć się łatwo i sprawnie, ale siłą rzeczy, gdy coś idzie dobrze, to coś musi po prostu się spierdolić, nie ma innej opcji. W związku z tym, kiedy Selwyn w końcu zobaczył swojego klienta na oczy, aby przekazać mu zwierze, uznał, że nie może tego jednak zrobić. Jego wygląd sugerował mężczyźnie, że może on mu się przydać tylko do jednego celu: do zabicia i pozyskania jego krwi. A choć naprawdę ciemne interesy prowadził, nie mógł pozwolić na to, aby takie zwierze zginęło. Nie w ten sposób.
I tak oto niespełna roczne źrebie zamieszkało na jakiś czas w jego mieszkaniu, ku ogromnej uciesze jego córki Lili. Piszczała z zachwytu ilekroć go tylko widziała, a to małe gówno latało za nią krok w krok, radośnie przy tym rżąc. A Tony próbował wymyślić, co zrobić w tej sytuacji, aby to zwierze bezpiecznie wróciło na wolność i by nikt mu już nie zaszkodził. Co wcale nie było łatwe.
Dlatego, gdy usłyszał pukanie do drzwi, zaklął siarczyście pod nosem, bo wiedział, że gdyby tylko ktoś zobaczył jednorożca w jego mieszkaniu, byłby skończony po prostu.
-Lili, do siebie. Zabierz go. - rzucił tylko, powoli zbliżając się do drzwi z różdżką w ręku. Nie trzeba było jej tego powtarzać, rozumiała powagę sytuacji. Kiedy miał już pewność, że mała i jej nowa pociecha znaleźli się bezpiecznie skryci, otworzył drzwi.
Jakie też było jego zdziwienie gdy zobaczył twarz swojej młodszej siostry w progu.
-Jeju, Jacq! Co ty tu robisz? - rzucił zupełnie zaskoczony jej widokiem. Po chwili wetknął sobie różdżkę za ucho i wziął siostrę w ramiona dopiero wtedy zauważając, że nawet miotłę ze sobą przytargała! Co za szczęście mieć ją obok. Może ona pomoże mu ogarnąć ten cały bajzel...

______________________




I wy, o których zapomniałem, lub pominąłem was przez litość, albo dlatego, że się bałem, albo, że taka was obfitość i ty, cenzorze, co za wiersz ten zapewne skażesz mnie na ciupę, iżem się stał świntuchów hersztem,
Całujcie mnie wszyscy w dupę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 56
  Liczba postów : 40
http://www.czarodzieje.org/t16310-jacqueline-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t16312-relki-uroczej-blondyneczki
http://www.czarodzieje.org/t16314-luwr#447620
http://www.czarodzieje.org/t16309-jacqueline-selwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Nie Wrz 16 2018, 09:17

Stała przy drzwiach, za którymi musiał być Antoś i jego śliczna córeczka. Życie strasznie się chrzani. On znalazł miłość, mieli dziecko, ale w jednej chwili stracił wszystko. Została mu tylko albo aż córeczka. Jacqueline nigdy nie miała szczęścia do mężczyzn, a może to oni nie mieli szczęścia do niej. Przed jednym uciekła, drugi ją zranił... Mogła wyliczać bez końca, co poszło nie tak. Uważała, że życie wręcz specjalnie rzuca na jej drogę takich dwulicowych ludzi. Nie chciała już miłości. Gdzieś tam w głębi duszy jej pragnęła, ale wypierała się tego.
Patrząc na brata, miała wrażenie, że stoi przed nią inny człowiek. Bardziej zmęczony, bardziej udręczony... Nie wyobrażała sobie, jak mogłaby się po czymś takim pozbierać. Nie wiedziała, czy dałaby radę zając się swoim dzieckiem, ale Tosiek zawsze miał dobre serce i spoczywała na nim odpowiedzialność ojca. Jacqueline bała się, że ona nie miałaby instynktu matki. Uciekłaby od wszystkiego, jak uciekała zawsze. Pragnęła miłości, ale bała się zostać matką. Nie sądziła, żeby podołała. Mężczyźni w jej życiu na jakimś etapie pragnęli mieć z nią dziecko, dlatego uciekała... Jednak nigdy nie przyznała się do swojego lęku, który niemal ją paraliżował. Może prawdziwa miłość w tym życiu nie będzie jej dana?
- Tony... - Zdążyła wyszeptać, bo jego entuzjazm niemal zagłuszył jej przemowę, którą już szykowała w głowie. Stresowała się przed tym spotkaniem. Niby z najstarszym bratem dogadywała się najlepiej, ale... Obawiała się spotkania, a jeszcze bardziej obawiała się spotkania z rodzicami, o młodszym rodzeństwie nie wspominając.
Przytulił ją, jak jej tego brakowało. Odwzajemniła jego uścisk, nakazując sobie, żeby się nie rozbeczeć (bo ona taka nie jest). W tej chwili uwierzyła, że będzie dobrze i opowie mu o swoich kłamstwach, powodzie przyjazdu i kurwa wszystkim, co w życiu ją spotkało, ale nie mogła. Nie teraz. W tej chwili dała ponieść się radości.
- Już myślałam, że nie ma cię w domu. Nie powinieneś być w pracy o tej porze? - Zerknęła podejrzliwie bratu przez ramię, spodziewając się jakichś gości, a może Lilki, ale nikogo nie ujrzała. - Co ja tu robię? Jeszcze się pytasz. Przyszłam do swojej najukochańszej bratanicy. - Niemal prychnęła jak ten źrebak. - Nie myślałeś, że chyba do ciebie? - Zaśmiała się i zmierzwiła mu włosy dłonią. W rodzinie Selwynów wszyscy byli wysocy, a Jacq nawet chodziła w szpilkach, więc nigdy nie miała problemu z czochraniem go po tych jasnych kudłach. Tosiek momentami sam wyglądał jak zwierzę, ale to u Slewynów było rodzinne. Niektórzy wyglądali jak zwierzęta, inni nimi byli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1303
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   Sro Wrz 19 2018, 15:13

Prawda była bolesna. Żadne życie nie było idealne. Wręcz ciężko było znaleźć kogoś takiego, kto z pełną świadomością wagi wypowiadanych słów, pokusiłby się o takie stwierdzenie. Tylko że z Selwynem był jeden, zasadniczy problem. Nie zamierzał się poddawać i pozwalać na to, aby jego życie wciąż było beznadziejne. Próbował walczyć o lepszy los dla siebie i swojej córki. Było ciężko, ale nie niewykonalne. Chyba właśnie ten fakt codziennie od nowa motywował go do dalszego działania.
Dobrze było móc wziąć ją w ramiona. W jego opinii zbyt wiele czasu minęło od ich ostatniego spotkania. Jak na złość, los nie mógł postawić ich na swoje drodze. Jacqueline do niedawna przebywała we Francji, zajęta swoim życiem i swoimi problemami. Dopiero od niewielkiego czasu Tony mógł się cieszyć większą obecnością siostry w jej życiu.
Wypuścił ją ze swoich objęć, ale tylko na odległość otwartych ramion. Wciąż chciał się jej dobrze przyjrzeć, sprawdzić, czy aby na pewno wszystko u niej jest w jak najlepszym porządku. Jakiś dziwny grymas plątający się na jej twarzy, upewnił go w przekonaniu, że nie do końca mógł mieć rację.
-Tam dadzą sobie beze mnie dobrze radę. Tutaj pojawił się większy sajgon. - bezpardonowo wciągnął dziewczynę ze sobą do środka mieszkania i po prostu zamknął za nią drzwi. Przez jej przybycie, na chwilę nawet udało mu się zapomnieć o nowym, kopytkującym przyjacielu Lili. Nierozsądnym byłoby pozwolić na to, aby ktoś przechodząc się korytarzem, zobaczyłby za drzwiami mieszkania Selwyna jednorożca.
Parsknął śmiechem na wzmiankę o tym, że nie była tutaj dla niego, tylko dla jego córki.
-A czego innego mógłbym się spodziewać. - zdążył tylko powiedzieć, bo po chwili niczym pocisk wypuszczony z procy, do pomieszczenia wpadła mała blondyneczka o zaróżowionych z podekscytowania policzkach.
-Jacq! - zapiszczała Lili i nim ktokolwiek zdążył zareagować, rzuciła się z rozpędu w stronę panny Selwyn, swoim pędem niemalże zwalając ją z nóg.
-Słodka Morgano, Lili! Zachowuj się trochę lepiej! - upomniał ją ojciec, ale dziewczynka zdawała się w ogóle nie przejmować jego słowami.
Na domiar wszystkiego, w ślad za nią, do pokoju wparował dwumiesięczny jednorożec, o pięknej, złotej sierści i mieniącej się w podobnym kolorze grzywie. Zarżał cicho i podszedł do Jacqueline, aby obwąchać jej ubrania i następnie otrzeć się głową o swoją ulubienicę Lili. Widok ten musiał być przynajmniej dziwny. Bo kto by się spodziewał w mieszkaniu w niewielkiej kamienicy jednorożca?
-No, to już wiesz, co u mnie słychać. - powiedział znużonym głosem Tony, w odpowiedzi na zadane wcześniej przez siostrę pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie #4   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie #4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Tojadowa
 :: 
Kamienica nr 66
-