Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Hyacinthe Layton

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Hyacinthe Layton

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 154 cm
C. szczególne : Blizna na barku, której towarzyszy nienaturalny, wyżarty przez wilkołaka dół, małe zadrapania i szramy na całym ciele, brązowe piegi, drobna postura.
Galeony : 132
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 137
http://www.czarodzieje.org/t15888-hyacinthe-layton
http://www.czarodzieje.org/t16568-down-the-street-i-m-the-girl-next-door-i-m-the-wolf-you-ve-been-waiting-for#457135
http://www.czarodzieje.org/t16569-echo#457136
http://www.czarodzieje.org/t16567-hyacinthe-layton#457106
Hyacinthe Layton QzgSDG8




Gracz




Hyacinthe Layton Empty


PisanieTemat: Hyacinthe Layton   Hyacinthe Layton EmptyCzw Mar 15 2018, 22:36


Hyacinthe Layton

D A T A    U R O D Z E N I Apiętnasty listopada dwa tysiące pierwszego roku
C Z Y S T O Ś Ć    K R W I najbrudniejsza z brudnych
M I E J S C E    U R O D Z E N I A Cambridge, Wielka Brytania
M I E J S C E    Z A M I E S Z K A N I A Cambridge, Wielka Brytania/Hogwart
W    H O G W A R C I E    J E S T    O D    K L A S Y Pierwszej i nigdzie się nie wybiera
O B E C N I E    J E S T    N A    R O K U Siódmym i ma zamiar zdać
W Y M A R Z O N Y    D O M  Gryffindor
W Y B R A N Y    W I Z E R U N E K Diletta Gomez Gane

w y g l ą d

W Z R O S T Niski, mierzy zaledwie 154 centymetry przez co wygląda na dużo młodszą niż jest w rzeczywistości, ale nigdy nie miała z tym problemu. W końcu małe jest piękne.
C I A Ł O Drobne, szczupłe, kompaktowe, ale broń Merlinie wychudzone. Ma małe dłonie, zupełnie jak u dziecka i często zaciska je w piąstki - najczęściej z zdenerwowania, z emocji targających nastoletnią duszą praktycznie nieustannie; miewa częste wrażenie, że nikt nie traktuje jej młodzieńczych zmartwień na poważnie.
O C Z Y Wielkie, błękitne z ciemniejszą, granatową obwódką wokół tęczówki; błyszczą gniewnie, gdy opanowuje dziewczynę złość i irytacja, nigdy nie są puste, zawsze przemawiają przez nie emocje.
W Ł O S Y Kręcone i grube, spływają kaskadą w dół pleców aż po lędźwie, czasem służą za kryjówkę i łatwo w nich zabłądzić. Jednego dnia budzą samozachwyt, by innym razem doprowadzać do szaleństwa.
Z N A K I    S Z C Z E G Ó L N E Twarz i ciało usiane milionami tak bardzo kochanych przeze nią brązowiutkich pieg; blizna, która kiedyś budziła tylko i wyłącznie obrzydzenie, znajdująca się na barku - nazywa ją prezentem od wilkołaka; kilka mniej i bardziej widocznych skaz, pamiątki po licznych wojażach w zakazanym lesie, ale i treningach czy bójkach.
U B R A N I A Łobuz uzewnętrznia się również przez ubrania; całkowicie nie zna i nie rozumie mody czarodziejskiej. Najczęściej zakłada jasne jeansy i koszulki z śmiesznymi nadrukami. Uwielbia kolorowe, dziwne skarpety czy buty; gdy ma naprawdę cudowny humor ubieram kwiatową, dziewczyńską sukienkę. Nie znajdziesz w szafie Hyacinthe koronek, falbanek czy czerni. Ona naprawdę nie lubi czerni i szkolnych mundurków.

c h a r a k t e r


Równie nieodpowiedzialnej i bezmyślnej osoby trudno szukać Hogwartcie. Sama Hya reprezentuje wszelkie negatywne cechy związane z domem, do którego trafiła na swej pierwszej uczcie powitalnej. Rodzice i przyjaciele liczyli, że może z wiekiem wyrośnie z nieposkromionej dzikości, jednak razem z upływającymi latami było coraz gorzej. Sama zainteresowana zrzuca winę na likantropię, ale nikt nie jest w stanie uwierzyć w wilkołactwo generujące tak wielkie pokłady głupoty.
Ona nie przyciąga kłopotów, Layton jest ich istnym uosobieniem. Zaczyna się niewinnie, wystarczy słówko lub dwa, krótka rozmowa, podjudzenie szalonych zapędów mugolaczki i powstaje chaos w najczystszej postaci. Większość sytuacji, w jakich bierze udział, wymaga naprawdę wielkich pokładów odwagi, ale i bezmyślności. Ona sama bardzo wcześnie opanowała umiejętność ignorowanie rozumu i wyrzutów sumienia, bez skutku walących o ściany jej pustej łepetyny Cysi. W tych własnie chwilach dochodzi do istnego spięcia, czas jakby zatrzymywał się w miejscu, a w głowie Layton zachodzi skomplikowany proces myślowy. Krótki i bezowocny co prawda, ale wskazujący na to, że może jest jeszcze dla niej nadzieja.
Dziewczyna jest jednocześnie na tyle pechowa, że praktycznie zawsze ponosi konsekwencje swych durnowatych czynów, paradoksalnie, na błędach nie uczy się niczego i całkowicie ignoruje przeszłość, męczące szlabany wykonywane w pocie czoła pod nadzorem nauczycieli oraz wszystkie punkty odjęte domowi. Spora część uczniów szczerze znienawidziła ją za to, wyklinając jakby była co najmniej plagą egipską na stałe nawiedzającą ich wspólny dom.
Dzielnie wtacza dziwaczne poczucie humoru, będące istną mieszanką ojcowskich sucharów i mugolskich memów, wprost do krwiobiegów zaprzyjaźnionych sobie uczniów. Słynie z durnych pomysłów, dziwacznych figli i bezsensownych rozmów, prowadzonych z nauczycielami, byleby jak najbardziej odsunąć nieubłaganie nadchodzący początek zajęć.
Uczciwa do bólu, brzydzi się kłamstwem, lizusostwem i hipokryzją. Wielu uważa ją za bezczelną smarkulę, wielokrotnie usłyszała, że ma naprawdę wielki tupet, a jeszcze częściej razy oberwała nieprzyjemnym zaklęciem pomiędzy oczy, Hya pomimo to dzielnie trwa wierna swoim ideałom, nie obgaduje ludzi, jednocześnie nie kryje ze swoimi emocjami i bez zbędnych ceremonii, mówi o tym, co myśli. Z łatwością wygarnie innemu człowiekowi wszelkie wady, które namacalnie ranią innych ludzi. Tego również wymaga od swoich przyjaciół czy rodziny, uważa, że najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa.
Hyacinthe nienawidzi się uczyć, monotonne formułki wypowiadane przez znudzonych życiem nauczycieli oraz tysiące słów, które jest zmuszona napisać w czasie lekcji będących dla belfrów rutyną, wywołują ból brzucha i nudności. Musi się ruszać, tupać, stukać, mrugać, robić cokolwiek i być zajętą, żeby naprawdę korzystać z wiedzy przekazywanej przez profesorów, a to niekoniecznie podoba się reszcie uczestniczącej w zajęciach, dlatego liczbę godzin lekcyjnych ograniczyła do minimum, każdą wolną sekundę swego czasu, poświęcając treningom Quidditcha i grze na instrumentach.
Na nieszczęście całej szkoły, każda kolejna nadchodząca pełnia uwydatnia wszystkie negatywne cechy charakteru nastolatki. Hyacinthe staje się agresywna i bardzo nerwowa dlatego, jeśli tylko może ucieka ze szkoły, by za wszelką cenę nie skrzywdzić postronnych osób.



h i s t o r i a

Nie lubię wracać do tego, co było. Moje życie mniej więcej co miesiąc ulega całkowitemu odwróceniu i naprawdę trudno połapać się w tym, co aktualnie się w nim dzieje, dlatego już dawno zrezygnowałam z ciągłego śledzenia tego, co było, jest albo i będzie.
Nie umiem przewidzieć przeszłości, tego, jak skończę i kim będę, i chociaż, jak każdy człowiek chodzący po ziemi mam marzenia, to nie chce udawać wróżki. Jeszcze się zawiodę, raz się zawiodłam i naprawdę — wystarczy mi.
Ale poniekąd jestem zmuszona dlatego, w tej skromnej notatce dość skrótowo opiszę moje życie.
Urodziłam się, żyłam, ugryzł mnie wilkołak, umarłam, zmartwychwstałam i znów żyje.
Kurde, tak też nie mogę.
Już od szkraba byłam prawdziwym wrzodem na tyłkach rodziców (pomijam w tym momencie czasy, gdy jeszcze nie orientowałam się, że żyje, a moim ulubionym zajęciem było żarcie, spanie, kupa i darcie mordy, bo w tym okresie, nie za bardzo panujesz nad swoim zachowaniem). Nikt nie wiedział, dlaczego jestem, aż tak agresywna, ba, ja sama nie wiem, co zrobiły mi te wszystkie biedne dzieciaki, których buzie obijałam, tak już było, działali mi na nerwy, więc brałam sprawy w swoje ręce. Nad naszą rodziną wisiało widmo mugolskiej pomocy społecznej, bo ta zaalarmowana przez wzburzone matki spranych przeze mnie dzieciaków, zrzucała całą winę na moich rodziców i ich sposób wychowywania, nawet jeśli nie mogli nic z tym zrobić.
W każdym razie mama i tata szukali pomocy wszędzie, u psychologa, psychiatry, zaprowadzili mnie nawet do rabina, bo całkowicie stracili wiarę w racjonalne metody działania. Nie, jednak nic mnie nie opętało, a rodzice tylko bardziej się podłamali. Wszyscy rozkładali ręce, nikt nie wiedział co ze mną zrobić, na ośrodek wychowawczy byłam za mała, a rodzicie nie wierzyli, że tam dojdzie do poprawy mego zachowania.
Jeden szalony i nowy w swym fachu psychoterapeuta stwierdził, że może warto wziąć mnie od drugiej strony — skoro tak bardzo lubię się bić (czerpałam i dalej czerpie z tego wiele przyjemności), to warto zapisać mnie na sztuki walki. Tak, żebym wyżyła się na osobach, które wiedzą jak się bronić i chociaż trochę pozbyła wielkich pokładów energii, które wręcz mnie rozsadzały.
Pierwszy miesiąc był ciężki, trenerzy dawali mi wycisk, wiedzieli, że niezłe ze mnie ziółko, nawet jeśli byłam uroczą i słodką ośmiolatką, ale jakoś mi się udało. Terapia okazała się zbawieniem, wyżywałam się na workach albo trenerach i przestałam być postrachem własnego podwórka.
Dużo czasu nie zajęło mi odnalezienie kolejnej pasji, chociaż miłość do tej najprawdopodobniej wypiłam razem z mlekiem matki. Moja rodzina jest bardzo muzykalna i nie mówię tylko o rodzicach czy braciach, czynnie grających na wielu instrumentach, dziadkowie oraz pradziadkowie również bardzo kochali muzykę. Nikogo nie zdziwiło więc, że gdy miałam pięć lat, złapałam za dziecięce skrzypce brata. Niestety, nie bardzo wiedząc co z nimi zrobić, roztrzaskałam je w drobny mak (podejrzewam, że brała w tym udział pulsująca w mych żyłach magia, która powoli objawiała się światu). Nie obyło się bez łez, wkurzenia rodziców i wielkich wyrzutów sumienia, bo może i byłam młodsza, ale rozumiałam, że zrobiłam bardzo, bardzo źle.
W którejś trawie coś piszczało, ale totalnie nie wiedziałam, czego powinnam spróbować. Rodzice postanowili wybrać za mnie i popchnęli w stronę pianina, niby coś tam grałam, niby coś mi wychodziło, ale to nie było to. Nie poddałam się i szukałam dalej, szukałam, szukałam i nie mogłam się za nic zabrać. Pianino, skrzypce, flet, cymbałki, gitara — wszystko wydawało mi się jakieś ni jakie, zupełnie niepasujące do mego charakteru i stylu. Będąc w szkole muzycznej, trochę przypadkowo natknęłam się na perkusję, bo tej wcześniej nie myślałam. Rodzice jako muzycy grający na bardzo klasycznych instrumentach, raczej z pobłażaniem patrzyli na perkusje i zespołu, których słuchałam, więc wolałam nie poruszać przy nich tego tematu, w głowie mając niepochlebne spojrzenia matki, zmuszanej do słuchania punkowych zespołów.
Zmęczona poszukiwaniami, czułam, że coś mnie do niej ciągnie, wieczorami myślałam o tym, że może fajnie byłoby walić w bębny, a nie męczyć z kolejnymi, coraz to bardziej wymyślnymi instrumentami, do których raczej się nie przekonam. Całkowicie poddać się nie mogła, bo chęć tworzenia czegoś, co może zostać zapamiętane na zawsze, nie dawała mi spać w nocy.
W tajemnicy przed wszystkimi, przed nauczycielką pianina, rodzicami, zakradłam się na próbę pewnego zespołu skleconego z uczniów. Nie grali niczego specjalnego, ale to nie w celu krytyki ich utworów tam przyszłam. Zrobili sobie chwilę przerwy, w której czasie oddalili się od instrumentów. Korzystając z okazji, zasiadłam więc przy perkusji. Zaraz w moich dłoniach pojawiły się pałeczki, dotyk drewna wydawał się tak bardzo znajomy, a ja w jednej chwili zostałam oczarowana. Nie musiałam grać, by wiedzieć, że właśnie to jest dla mnie, do tego zostałam stworzona.
Zaczęłam ćwiczyć, ale w tajemnicy przed wszystkimi. Stwierdziłam, że jeśli postawię rodziców przed aktem dokonanym, to Ci nie nakażą mi dalej błądzić w poszukiwaniu instrumentu. Od tamtej chwili wylewałam siódme poty, grając i ćwicząc. Opłacało się, dostrzegałam swój rozwój i wreszcie czerpałam nieograniczoną przyjemność z dwóch rzeczy, nie raniąc nikogo swoimi głupimi czynami.
Dokładnie nie potrafię określić, kiedy pierwszy raz objawiła się moja magia, gdzieś z tyłu głowy majaczy wspomnienie. Pamiętam, że mama była na mnie wściekła, stłukłam jej ulubioną wazę, pamiątkę po babci przywiezioną z kraju naszych przodków. Nie krzyczy, płacze i cholera wolałabym żeby krzyczała na mnie najbardziej na świecie. Nie potrafię znieść jej płaczu. Resztki naczynia zabieram do pokoju, przykładam do siebie kawałki w nadziei, że stanie się cud. Nagle rozbite kawałki łączą się w jedność. Chyba pierwszy raz milczę, w szoku nie potrafię wydusić z siebie słowa. Zanoszę ją do mamy, która dalej płacze. Stawiam przed nią na stoliku do kawy. Co było dalej, nie pamiętam, mama chyba była zadowolona. No właśnie, chyba.
Kolejne lato przyniosło ze sobą list z Hogwartu.
Jak to było dowiedzieć się o byciu czarownicą? Ciekawie. Nieznajomy, który dość niespodziewanie targnął do naszego domu, narobił nam wszystkim stracha. Podejrzewaliśmy, że to ktoś z opieki, by sprawdzić, jak się sprawuje i czy moja sytuacja chociaż trochę się poprawiła.
W pierwszej sekundzie było zdziwienie, gdy mężczyzna mówił, o co chodzi, otwierałam pięknie napisany list, dla bezpieczeństwa zaklejony lakiem. Coraz bardziej zaskoczona, czytałam kolejne słowa - „Została Pani przyjęta i takie tam" i nie wiedziałam co o tym myśleć. Jestem bezmyślna, ale akurat takie czary nie mieściły mi się w głowie, gdy doniczka kwiatków w kuchni mego domu rodzinnego lewitowała, dalej nie ufałam — myśląc, że to kolejny żart moich braci. Dopiero nauczyciel, który przetransmutował się na moich oczach w zwierze, sprawił, że naprawdę uwierzyłam.
Słabo pamiętam pierwszy rok w Hogwartcie, ale chyba czułam się dobrze. Wszystko było takie nieznane, szkoła, czary, półprzeźroczyste duchy przechadzające po korytarzach. Nierealne. Już wtedy nie lubiłam większości zajęć, największą sympatią obdarzając lekcje latania oraz ONMS. Pierwszy rok zleciał mi szybko i w sumie nie lubię o nim opowiadać, było fajnie, ale no właśnie b y ł o.
Po pierwszej klasie doszło do ugryzienia.
Do dzisiaj nie lubię o tym rozmawiać, chociaż w stu procentach pogodziłam się z byciem wilkołakiem, to atak dalej wzbudza we mnie strach. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że był wyjątkowo brutalny i no cóż, ciężko żyje się ze świadomością, że ktoś dla własnego widzimisię chciał zakończyć mój krótki żywot.
Załamałam się, miałam jedenaście lat, wyżartą dziurę w ramieniu i świadomość, że już do końca życia będę przemieniać w bestie. Nie wierzyłam wilkołakowi, który miał mi się pomóc oswoić z nową naturą, mówił, że likantropia nie jest najgorszą rzeczą, jaka mogła mnie w życiu spotkać, jednak trudno było uwierzyć w słowa potwora.
Z wesołego i aktywnego dzieciaka, stałam się chodzącym trupkiem. Terapia zajęła kilka lat, ale w stu procentach pogodziłam się z tym, czym zostałam.
Obecnie mam szesnaście lat i korzystam z młodości na tyle ile mogę, często przekraczając zasady panujące w szkole. Nie wiem, czy się zmienię, szczerze wątpię, zresztą nie wiem, czy chcę. Może i jestem nieznośna, może i wielu mnie nienawidzi, ale czy to ważne? No właśnie.
r o d z i n a

Anna Layton — Wysoka kobieta o czarnych i długich, kręconych włosach oraz zielonych oczach. Hiacynta w dużej mierze odziedziczyła po niej urodę, ale tylko i wyłącznie na tym się skończyła. Bardzo spokojna i kochająca, ostrożna w swych działaniach i słowach. Okrzesana, idealna pani w domu.
Potrafi opanować swą rodzinę, gdy ta wpada w szał, dorzucając do harmidru dozę zdrowego rozsądku.
Dla Cysi podręcznikowy przykład poukładania i grzeczności, nastolatka z całego serca kocha swą matkę, nawet jeśli w wielu kwestiach ich charaktery i podejścia do życia się ścierają. Na szczęście matka dziewczyny nie wchodzi z córką w żadne dyskusje, bo lata doświadczenia nauczyły ją, że kłótnie i tak nic nie dają.
Tak jak wszyscy w rodzinie Laytonów wielką miłością darzy muzykę i właśnie tego przedmiotu uczy w mugolskiej szkole podstawowej.

Anthony Layton — Niski, przysadzisty, w czasach młodości słyną z pięknych, długich włosów — na starość jednak wyłysiał. Ma niebieskie oczy i wyjątkowo miły uśmiech.
Szalony i nieokrzesany twórca muzyki poważnej, dyrygent. Z racji ciągłych wyjazdów i koncertów, spędza w domu mało czasu, pomimo tego, że zawsze był trochę z boku, jego dzieci odziedziczyły po nim głównie złe cechy charakteru, pod wieloma względami upodabniając do mężczyzny.
Pan Layton jest wyjątkowym pechowcem i przez swą nieuwagę kilka razy skończył połamany. Niestety, uszkodzenia ciała nie wpływają na zmianę jego charakteru, a może nawet pogarszają całą sytuację, co wyraźnie dostrzega jego rodzina oraz przyjaciele.
Hiacynta traktuje go bardziej, jak kumpla niż ojcowską figurę. Po nim odziedziczyła suche poczucie humoru i gdy już spotykają się razem, godzinami przekrzykują, opowiadając sobie nowo poznane żarty z mugolskiego i czarodziejskiego świata.

Georg i Felix Layton — bracia Hiacynty, bliźniacy. Wysocy i szczupli, o krótko przystrzyżonych czarnych włosach i zielonych oczach. Wyglądają, jak dwie krople wody, ku ucieszy młodszej siostry, często zamieniali się rolami, tylko by podenerwować biedną Anne. Wyjątkowo inteligentni i ponadprzeciętnie uzdolnieni muzycznie. Nauka gry nie sprawiała im żadnych problemu, są multiinstrumentalistami.
Dużo roztropniejsi i mądrzejsi od Hiacynty, chociaż i tak uwielbiają się wygłupiać i na każdym kroku szczycić swoimi psikusami.
O swoją siostrę martwią się, jak nikt inny — dlatego też żałują, że nie są czarodziejami, bo będąc w Hogwartcie, w dużo łatwiejszy sposób mogliby sprawować nad nią opiekę.
Co roku pomagają nastolatce w zakupach na Pokątnej, szczerze zafascynowani kulturą czarodziejów, mają nadzieje na bliską współpracę pomiędzy nimi i mugolami — szczególnie upodobali sobie Magiczne Dowcipy Weasleyów.
c i e k a w o s t k i


✧ Jedyny roślinożerny wilkołak. Nigdy nie jadła mięsa i nie ma zamiaru tego robić, za bardzo kocha wszystkie istoty żywe by zrobić im jakąkolwiek krzywdę. Warto dodać, że w zaparte walczy o prawa zwierząt i istot magicznych.
✧ Muzyka egzystuje w rodzinie Hyacinthe od lat - dziadkowie byli muzykami, ojciec został dyrygentem w jednej z Cambrifgowskiej orkiestr i koncertuje po wielu zakątkach świata, matka uczy muzyki w jednej ze szkół podstawowych. Bracia również grają na instrumentach i chociaż cała rodzina jest przychylna instrumentom bardziej klasycznym to dziewczyna przeogromną miłością obdarzyła perkusję i gitary. Rodzice kręcili nosem podsuwając jej coraz to nowsze instrumenty, ale nic nie było w stanie pokonać tak wielkiego uczucia, z czasem odpuścili jednak, a dziewczyna w stu procentach poświęciła się swojej muzyce czyli punkowi i rockowi.
Obecnie przymierza się do założenia zespołu razem z jednym z gryfońskich przyjaciół.
✧ Od najmłodszych lat życia miała problem z okazywaniem swoich emocji, była jak wulkan, nie odzywała się dużo, prawie nigdy nie płakała, by nagle wybuchać krzykiem i przemocą. Nikt nie wiedział o co tak naprawdę Hyacinthe chodzi. Lekarstwem okazały się być wszelkiego rodzaju sporty - od piłki nożnej i ręcznej, po tenis, ping pong, na kickboxingu i quidditchu kończąc.
✧ Zdecydowanie za często daje się ponieść emocjom, nerwy puszczają szczególnie, gdy ktoś obraża rodzinę. Bardzo kocha swoich bliskich, śledzi mugolską kulturą i to co dzieje się w niemagicznym świecie dlatego też chętnie rozwali komuś nos swą malutką piąstką lub wyrwie tchawicę zębami, i nie, nie pod postacią wilkołaka. Warto zapamiętać, by w jej obecności mugoli nie obrażać.
✧ Wychowana w wierze judaistycznej. Państwo Layton nigdy nie przestało wierzyć w Boga nawet po tak zmieniającej spojrzenie na świat wiadomości, jak to, że ich córka jest czarownicą. Z tego powodu musi przestrzegać wszystkich obrzędów i zasad związanych z religią, gdy tylko jest w domu, przy ojcu i matce udaje pokorną żydówkę, by w szkole całkowicie olewać wszelkie zasady i zachowywać wbrew wszelkim normom społecznym.
✧ Jedynym przedmiotem, jaki lubi jest ONMS, ale w żadnym wypadku przez to, że jest z niego wybitnie dobra - kocha zwierzęta i niejako utożsamia się z nimi przez swój futerkowy problem, ale nie potrafi spamiętać nazw wszystkich roślin, którymi powinna karmić poszczególne gatunki, ani reszty informacji, którymi zalewają dziewczynę nauczyciele. Bez bólu przyznaje, że wychodzą jej tylko sporty i muzyka.
✧ Hyacinthe marzy o tym by powiedzieć całej swej rodzinie i wszystkim mugolskim przyjaciołom o tym, gdzie znika na całe dziewięć miesięcy w roku. Nie lubi i nie potrafi kłamać i kilka razy prawie się wygadała, bo utrzymanie tajemnicy okazało się wyjątkowo problematyczne. Dodatkowo za idiotyczne uważa brak współpracy pomiędzy czarodziejami, a niemagicznymi - obie społeczności mogłyby dzięki temu wiele zyskać; dlatego bierze czynny udział w wszelkich debatach na temat współpracy czarodziejów i chętnie przedstawia innym magom swój punkt widzenia.
✧ Gra w Quidditcha, ćwiczy, prowadzi naprawdę zdrowy tryb życia, dlatego nikt nie posądziłby dziewczyny o jakikolwiek niezdrowy nałóg, prawda jest jednak zgoła inna. Pali i bardzo się tego wstydzi. Sekret znają tylko trzy osoby, a sama Cysia bardzo dba o to, by nikt poza tego kręgu tajemnicy nie poznał. Wymaga to niebanalnego sprytu i umiejętności znikania w najbardziej odpowiednim momencie, ale praktyka czyni cuda. Zdolność ta zresztą okazała się wyjątkowo przydatna, bo czasem dobrze jest kogoś podsłuchać, oczywiście przez przypadek.
✧ Uwielbia prymulki, a na widok wielbłądów i leniwców piszczy, i płaczę.




Ostatnio zmieniony przez Hyacinthe Layton dnia Nie Wrz 09 2018, 23:18, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hyacinthe Layton

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 154 cm
C. szczególne : Blizna na barku, której towarzyszy nienaturalny, wyżarty przez wilkołaka dół, małe zadrapania i szramy na całym ciele, brązowe piegi, drobna postura.
Galeony : 132
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 137
http://www.czarodzieje.org/t15888-hyacinthe-layton
http://www.czarodzieje.org/t16568-down-the-street-i-m-the-girl-next-door-i-m-the-wolf-you-ve-been-waiting-for#457135
http://www.czarodzieje.org/t16569-echo#457136
http://www.czarodzieje.org/t16567-hyacinthe-layton#457106
Hyacinthe Layton QzgSDG8




Gracz




Hyacinthe Layton Empty


PisanieTemat: Re: Hyacinthe Layton   Hyacinthe Layton EmptyNie Wrz 09 2018, 21:13

Skończone.
Ogólnie może być trochę mało o wilkołactwie, ale nie widzę sensu w niepotrzebnym wydłużaniu historii i pisaniu dwa razy tego samego, bo jednak bardziej szczegółowo rozwodzę się na ten temat w genetyce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 586
  Liczba postów : 603
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti
Hyacinthe Layton QzgSDG8




Gracz




Hyacinthe Layton Empty


PisanieTemat: Re: Hyacinthe Layton   Hyacinthe Layton EmptyNie Wrz 09 2018, 22:04

Pierwsza moja uwaga tyczy się wieku Twojej postaci i roku nauki w Hogwarcie. Skoro zawsze zdawała, to powinna być obecnie w 7 klasie, nie w 6.

W Twojej karcie jest zdecydowanie zbyt mało opisu tego, co wskazywało na to, że Hyacinthe miała magiczne zdolności. Poza tym to niemożliwe, aby dziecko kilkuletnie transmutowało nauczyciela w zwierzaka, więc to zdecydowanie nie przejdzie.

Proszę, przejrzyj jeszcze raz swoją kartę w celu wyeliminowania literówek i dodaniu niektórych zjedzonych słówek :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Hyacinthe Layton

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 0%
Wzrost : 154 cm
C. szczególne : Blizna na barku, której towarzyszy nienaturalny, wyżarty przez wilkołaka dół, małe zadrapania i szramy na całym ciele, brązowe piegi, drobna postura.
Galeony : 132
Dodatkowo : wilkołak
  Liczba postów : 137
http://www.czarodzieje.org/t15888-hyacinthe-layton
http://www.czarodzieje.org/t16568-down-the-street-i-m-the-girl-next-door-i-m-the-wolf-you-ve-been-waiting-for#457135
http://www.czarodzieje.org/t16569-echo#457136
http://www.czarodzieje.org/t16567-hyacinthe-layton#457106
Hyacinthe Layton QzgSDG8




Gracz




Hyacinthe Layton Empty


PisanieTemat: Re: Hyacinthe Layton   Hyacinthe Layton EmptyNie Wrz 09 2018, 23:20

Dobra, ten fragment z czarodziejem mogłaś nie zrozumieć, bo chodziło mi o to, że czarodziej zmienił się w zwierze, a nie, że Cysia tego dokonała. W każdym razie zmieniłam go trochę i chyba jest bardziej logiczne.
Dodałam coś o magii, ale jednak dziwnie mi jest pisać coś więcej, bo jednak jest z mugolskiej rodziny, a przewiduje, że dzieci z takich rodzin dużo rzadziej i subtelniej objawiają swą magię.
A co do roku poprawiłam, kartę zaczęłam pisać jak Cysia była jeszcze na 6 roku, więc no XD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 586
  Liczba postów : 603
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti
Hyacinthe Layton QzgSDG8




Gracz




Hyacinthe Layton Empty


PisanieTemat: Re: Hyacinthe Layton   Hyacinthe Layton EmptyNie Wrz 09 2018, 23:33



GRYFFINDOR!

Witamy Cię na Czarodziejach! Twoja karta zostaje zaakceptowana, dostajesz więc uprawnienia do gry. Poniżej znajdziesz przydatne w dalszych krokach na forum linki, z którymi warto abyś się zapoznał!



stwórz pocztę
załóż relacje
zacznij grę




Życzymy

miłej gry!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Hyacinthe Layton QzgSDG8








Hyacinthe Layton Empty


PisanieTemat: Re: Hyacinthe Layton   Hyacinthe Layton Empty

Powrót do góry Go down
 

Hyacinthe Layton

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Hyacinthe Layton QCuY7ok :: 
karty postaci
 :: 
karty uczniow
-