Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Poddasze nr 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Poddasze nr 7   Pon Lut 19 2018, 12:52


Poddasze




Salon(Biuro)


Pomieszczenie, które niegdyś było miejscem, w którym przede wszystkim pracowała. Książki wciąż nie potrafią znaleźć swojego miejsca na wypełnionych po brzegi szafach. Jednak farba ze ścian została zdarta, a sam wydźwięk tego miejsca mówi, aby się do niego nie zbliżać.





Kuchnia(która jest sypialnią)


Pierwotnie Kuchnia, która nie miała w jej przypadku żadnego zastosowania. Azyl to chyba za mało powiedziane, bardziej przypomina sanktuarium. Również uległo diametralnej zmianie, okiennice nigdy nie zostają otwierane, chyba, że akurat nie ma jej w domu. Zrobiła wszystko aby sypialnia nie przypominała tej starej.



Łazienka


Z tego miejsca również pozbyła się farby ze ścian.




Ostatnio zmieniony przez Segovia Ivanowa dnia Sob Gru 15 2018, 19:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   Pon Lut 19 2018, 18:31

Zapomniała. Kompletnie zapomniała o tym, że zaprosiła do siebie Claude i to w dodatku na dokładny dzień. I nie dlatego, że było to spotkanie o małej wadze, wręcz przeciwnie. W końcu otworzyła przed nim drzwi wszelkiego rodzaju, nie tylko te na jej poddasze. Kilka dni temu przewidywała różne scenariusze tego spotkania, rozmów, które mogą odbyć oraz tych, które już zostały przebyte. Nie mogła wyjść z podziwu, z jaką łatwością nawiązała z nim ponowny kontakt oraz co czuła z myślą o ponownym ujrzeniu... Przyjaciela? Nie mogła umieścić go w jednym worku i zakwalifikować do jakieś grupy. Byłoby to zdecydowanie nie fair. Nie mogła się oszukiwać, każdy mężczyzna, który ją poznał (lub przynajmniej miał styczność z jej osobą) nigdy nie zaangażowałby się bardziej w ich znajomość. Tym bardziej ktoś, kto zna ją jeszcze z czasów szkolnych. Co dziwne, taka myśl pojawiła się pierwszy raz... Od zawsze, jeżeli miałaby być szczera... Nieistotne.
Jej biurko uginało się od dokumentów, a przede wszystkim korespondencji. Jednostronnej swoją drogą. Ojciec nie odpowiadał, nieważne jak gorliwe były jej słowa i pochyłe pismo. Za to dostała przyjemność otrzymać zaproszenie na własne "przyjęcie". Najwidoczniej arystokratyczny tupet nigdy nie opuści Vlad'a. I to był właśnie powód jej roztargnienia. Z jej ust wydobyło się ciężkie westchnienie, przepełnione goryczą, a może i nawet zawodem. Rozmowa z Archibaldem nie pomogła. Nie dowiedziała się niczego, czego sama by już nie wiedziała. Myśl, że mógł jej w jakikolwiek sposób pomóc, wydaje się teraz trochę idiotyczna. Nie mogła mieć nawet nadziei, że jego przeszpiegi osiągną chociaż jeden procent zamierzonego efektu.
Usiadła na ziemi, czyli tam, gdzie leżał jej kieliszek wina. Przeczesała włosy palcami i przegryzła mocno wargę. Czemu tak bardzo sprzeciwiała się temu wszystkiemu? W końcu była idealnym kandydatem na stanowisko reprezentanta rodzinnych tradycji. Czemu nagle coś przestało jej w tym wszystkim odpowiadać? Nie wmówi sobie przecież, że chodzi o sam fakt, iż nie ona powinna znajdować się na tej pozycji. Już dawno przestała dążyć rodzinnymi ścieżkami, czy w kwestii kariery zawodowej, czy poglądowej.
Z przemyśleń wyrwało ją pukanie do drzwi. Jak wspominała, zapomniała o wizycie Claude. Wstała szybko z podłogi i poprawiła luźny sweter, który zwisał z nagiego ramienia. I czemu nie dokończyła tematu, który zaczęła wtedy w herbaciarni? Czemu w ogóle go zaczęła? Merlinie. Jej życie wydawało się o wiele łatwiejsza, kiedy żyła w swojej ciszy i samotni.
Podeszła do drzwi i przez moment zastanawiała się, co najlepszego wyprawia. Po tej dłużącej się sekundzie otworzyła drzwi, nie żałując żadnej decyzji w swoim życiu. Bo niby czemu miałoby tak być?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 517
  Liczba postów : 579
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   Sro Lut 21 2018, 01:51

Claude początkowo nie wiedział, co miał sądzić o propozycji Segovii o odwiedzinach w jej miejscu. Jasne, że z automatu się zgodził, nie szczędząc szerokich uśmiechów i gorliwych przytakiwań. Może w tamtym momencie uważał to za wyjątkowo dobry pomysł, za ideę tak wspaniałą, możliwie niepowtarzalną, którą należało od razu wykorzystać, lecz po fakcie, gdy wrócił do domu, przebrał się z wyjściowych ciuchów w domowe, pobrudzone jedzeniem portki i zasiadł na kanapie z książką i gromadą kotów dookoła, zaczął nad tym głębiej rozmyślać.
Czy aby na pewno dobrze robił niemal nachodząc ją? Ich wcześniejsze spotkanie wynikło może w zbiegu okoliczności, może w związku z jego nadgorliwością w relacjach międzyludzkich, niemniej jednak gdyby nie jego propozycja, mogłoby się nigdy nie wydarzyć. Mogła powiedzieć to tylko z grzeczności i tak naprawdę nie chciał gościć go u siebie. Nie pamiętał już dokładnie, jaki miała wyraz twarzy, gdy przyjmował jej zaproszenie, ale może była zawiedziona faktem, że z tak ogromną chęcią chciałby się wpakować z butami do jej mieszkania?
Ostatecznie jednak zjawił się na Nokturnie tego dnia, którego wypadło ich umówione spotkanie. Rozejrzał się po niezbyt przyjemnej dla oka i ducha okolicy, czując jak serce wali mu nieco mocniej w piersi. W tej chwili cieszył się, że udało mu się dorwać magiczną kawalerkę w centrum Londynu. Nie mógłby mieszkać na Nokturnie, zbyt tu ponuro i chociaż widział niewielkie trawniczki czy pojedyncze, posadzone drzewka przed kamienicą, nie mógł wyzbyć się wrażenia, że nawet liście były szare. Wzdrygnął się, po czym zaczął wspinać się po schodach kamienicy. Mieszkanie Segovii okazało się mieścić na samej górze, na poddaszu. Dotarłszy tam, przystanął na chwilę, by uspokoić przyspieszony oddech oraz kołaczące serce. Nie był pewny, czy to w związku z wysiłkiem, czy ze stresu przed ponownym zobaczeniem dziewczyny.
Zapukał.
Nie czekał długo, by drzwi stanęły przed nim otworem - chociaż może to zbyt dużo powiedziane. W szparze między nimi a framugą pojawiła się twarz Segovii. Claude przybrał na swoją jeden z uśmiechów, które szerokim wyszczerzem starały się ukryć ogromne pokłady skrępowania.
- Cześć, przyniosłem wino - powiedział, wyciągając niezgrabnie butelkę z torby przewieszonej przez ramię.

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   Sro Lut 21 2018, 10:50

Szczerze? Ona również nie wiedziała, co miała o tym myśleć. Nie była skora do sprowadzania gości, po to zapłaciła, aby ukryć swoją tożsamość. Było to jej małe zacisze, miejsce, do którego zawsze mogła wrócić, które nie jest obarczone tym, z czym mierzy się codziennie. Jedno jest jednak pewne, do niczego jej nie zmusił. Naprawdę chciala, aby się tutaj spotkali, nie pod czujnym okiem innych ludzi czy Ministerstwa, które krąży wśród cywilów. Nie czuła z jego strony żadnego nacisku, jakby doskonale wiedział, że wystarczy niewiele, aby ponownie się od niego odgrodziła. Tak było kiedyś, kiedy jej świat przewrócił się do góry nogami, a niektóre z priorytetów były kompletnie inne od tych obecnych. Uważała, że nie musi mu o tym mówić. O tym, że skoro się z nim spotkała wtedy i zaprosiła go do siebie, naprawdę nie zamierza odpuszczać tej znajomości. Dopóki on sam nie będzie tego chciał. Jednak po jego ostatnich słowach oraz tym, co sama mu powiedziała... Chyba obydwoje nie powinno mieć wątpliwości.
Tak, to była chyba jedyna rzecz, której była aktualnie pewna. Wszystko to, co działo się w jej domu i jego otoczeniu nie szczególnie przypadało jej do gustu. A zwrócone listy oraz zaproszenie, które piętrzyło się na biurku, nie poznawało jej zapomnieć. Nie przyzna tego, ale w jakiś dziwny sposób go potrzebowała.
Wpuściła mężczyznę do środka, przechwytując od niego delikatnie butelkę, coby mógł w spokoju się rozebrać. Oczywiście musiała osądzić swoim "znawczym" spojrzeniem trunek, który przyniósł.- Świetnie. Moje zapasy są lekko nadwyrężone, choć będę potrzebowała Twojej pomocy przy dokończeniu tego, co już zaczęłam.- Nigdy nie była zwolenniczką ciężkich trunków, to wina i ich smak do niej przemawiał. Dlatego nie ukrywała zadowolenia, które wypłynęło na jej usta. Korytarz był naprawdę niewielki, dlatego od razu przeniosła się do salonu, kierując się do szafki obok biurka, gdzie trzymała wszelkiego rodzaju szkła. Wyciągnęła kieliszek i nalała wino już z otwartej butelki.-Muszę Cię jednak rozczarować, mój czworonóg gdzieś zniknął. Musisz zadowolić się moim towarzystwem.-Czy ta kobieta właśnie sobie... żartowała? Gdzie podziała się ta cała sztywność i podążanie za etykietą i manierami. Usiadła na kanapie, która wyjątkowo była odziana jedyne w koc. Zasugerowała gestem, aby usiadł obok. Chyba że wolał zająć miejsce naprzeciwko odgrodzone stolikiem i stosem książek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 517
  Liczba postów : 579
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   Sob Lut 24 2018, 23:22

Gdyby wiedział, że Segovia specjalnie płaciła dodatkowe sumy pieniężne, by miejsce jej zamieszkania było dodatkowo chronione zaklęciami, aby mogła się ukryć, z pewnością znacznie poważniej potraktowałby jej zaproszenie i doceniłby podwójnie fakt, że w ogóle wyszła do niego z taką propozycją. Nie miał świadomości tego, jak wiele Segovia włożyła trudu w to, aby zachować swój mały świat w tajemnicy, również nie zdawał sobie sprawy, jak wielki zaszczyt go kopnął, że miał okazję uchylić jej rąbek. Nigdy nie nalegał, by to zrobiła, wobec tego fakt, iż była to jej samodzielna decyzja na pewno mocno wpłynie na ich dalszą relację.
Przekroczył próg jej mieszkania i zamknął za sobą drzwi. Pozwolił, by wzięła od niego butelkę (trochę obawiał się, że Segovia za winem nie przepadała, w końcu nie widzieli się tyle lat, nie zdążył jeszcze wybadać tych kwestii. Nie wydawała się być jednak zawiedziona widokiem trunku, wobec tego odetchnął w duchu z ulgą), po czym ściągnął płaszcz i szalik, który włożył następnie do rękawa. Odwiesił okrycie wierzchnie na jeden z wolnych wieszaków (lub do szafy, bo w sumie nie wiem jak wygląda przedpokój tego mieszkania), po czym podążył za nią do salonu.
- Dobrze, że Ci odpowiada. Nie byłem pewny, czy w ogóle pijesz wino, a tu taka niespodzianka i trafiłem w gust! Ja sam niespecjalnie się znam, na co dzień nie obcuję z alkoholem, tylko na jakichś wyjściach zdarza mi się pić - powiedział, po czym przypomniał sobie, że ostatnio pił w swoim mieszkaniu wino z Beatrice. Czy on właśnie skłamał? Nie, raczej po prostu zapomniał o tym i tak rzadkim wyjątku. - Nie ma sprawy, chętnie pomogę Ci skończyć coś innego - dodał, licząc w głębi duszy, żeby to nie było nic zbyt mocnego jak na jego głowę. Skoro jednak okazało się, że było to po prostu inne wino, klasnął raz w dłonie, nie kryjąc zadowolenia. Gdy powiedziała mu o nieobecności jej kota, zrobił minę, jakby cały jego świat w jednej sekundzie runął w gruzach. - No nie, to co ja tu robię? - zapytał zrezygnowanym głosem, ale jego niesamowita gra aktorska nie trwała zbyt długo. Claude jak zwykle wystraszył się, że kobieta nie zrozumie jego żartu i jeszcze wyprosi go z mieszkania, a przecież dopiero co wszedł! - Oczywiście nie mówię poważnie - rzekł niemal natychmiast jak skończył się śmiać. - Może to i lepiej? Uwielbiam koty, naprawdę, ale zawsze wściubiają nos w nieswoje sprawy. W ten oto sposób mamy zagwarantowaną większą prywatność - dodał, szczerząc się.

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   Nie Lut 25 2018, 14:57

Tak, ceniła sobie swój azyl. Miejsce, w którym naprawdę mogła być sobą. Nie Segovią, która codziennie kroczy korytarzami Ministerstwa, chłodna dla otoczenia i ludzi, z którymi dane jej było współpracować. Nie była Ivanową, na którą czekają obowiązki związane z kontynuowaniem rodzinnych tradycji i kierowaniem się jej ideałami. Była tylko sobą. I postanowiła podzielić się tym wizerunkiem z kimś, kto już raz zobaczył jego cień. Ukrywanie tożsamości było jej rozwiązaniem na anonimowość. Ojciec nigdy nie zgodziłby się gdyby wiedział, gdzie i w jakich warunkach żyła. Nieistotne jest to, że jest to jej świadomy wybór. I to, że jest po prostu dorosła. A zatajanie pewnych rzeczy to po prostu jej specjalność. Największą tajemnicą, jaką udało jej się dochować, jest ona sama.
Przez moment przyglądała się sygnetowi, który zdobił jej palec. Czy ponownie będzie musiała zamieszkać w rodzinnym domu? I kiedy dowie się, kto został wybrany przez jej ojca? Cholera.
Zapewne ubrania schował do niewielkiej szafy, która stoi w korytarzu, nie przepadała za widocznie wiszącymi ubraniami. Claude wszedł do salonu, a jej wyraz twarzy diametralnie uległ zmianie.
-Nie mam wygórowanego gustu, po prostu bardziej przyswajam smak win, niż czegoś mocniejszego.-Powiedziała spokojnie, podając mu wcześniej wyciągnięty i przez nią napełniony kieliszek. Podciągnęła nogi pod brodę, kompletnie niecodzienny widok kogoś, kto jest powściągliwy w ruchach, wyprostowany jak struna i niemalże wyniosły w każdym, nawet najmniejszym ruchu.-Kolacje, bankiety, a ostatnio zacisze mojego mieszkania... To chyba jedyne miejsce, w którym sięgam po kieliszek. Jakkolwiek to brzmi.-Dodała, a jej wargi lekko drgnęły. Tak, ostatnie wydarzenia sprawiły, że tylko kieliszek wina pozwala jej spokojnie zamknąć oczy. Spokojnie, nie zbliżała się nawet do tak powszechnego problemu z alkoholem. Lubiła smak wina i jego zapach, nigdy jednak nie doprowadziła się do stanu, w którym jej umysł mógłby zostać przyćmiony przez chociaż niewielką ilość procentów. To była jej taka cicha dewiza, mieć oczy, uszy i umysł szeroko otwarty.
Uśmiechnęła się lekko, kręcąc głową, jakby w akcie rezygnacji. To również była jej gra aktorska, która miała być odpowiedzią na jego słowa. Prawdopodobnie całkowicie nieudolna, choć kunszt aktorski znajduje się u niej na wysokim poziomie. To raczej sytuacja jej na to nie pozwalała.
Po chwili zmarszczyła lekko brwi, dostrzegając ten dziwny cień wahania, który przebiegł przez jego twarz. I słowa, które nastąpiły zaraz po tym. Mogła jedynie podejrzewać, jakie zdanie mógł mieć na jej temat. Czemu chciała je poznać? I czemu chciała jakkolwiek na nie wpłynąć?-Claude, nie musisz się przy mnie powstrzymywać. Nie chcę abyś czuł się nieswojo...-Przegryzła lekko wargę, patrząc na swojego towarzysza. Nigdy nie przejdą tej bariery, która ich dzieli. Tej, którą sama stworzyła odchodząc. A może to przez to, KIM jest. Była naiwna? Objęła szczupłymi palcami kieliszek.
-Mir zawsze wie kiedy przyjść, a kiedy powinien zostawić mnie w spokoju. W kwestii prywatności dogadujemy się jak mało kto.-Powiedziała. Słowo "prywatność" dziwnie zabrzmiało w tym kontekście, tak, jakby robili tutaj nie wiadomo co. Coś, czego żadne oczy nie powinny być świadkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 517
  Liczba postów : 579
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   Sro Lut 28 2018, 01:11

Claude czuł się odrobinę onieśmielony całą tą chłodną aurą Segovii, którą wokół siebie rozsiewała. Ciągle miał wrażenie, że wygląda przy niej jak skończony idiota, wiecznie szczerzący się półgłówek z rudą czupryną, który kręcił się gdzieś obok jak natrętna mucha. Dziewczyna miała w sobie ogromne pokłady skrytości i tajemnicy, podczas gdy u Faulknera wszelkie emocje były wymalowane grubą kreską na jego twarzy, doskonale widoczne w oczach, w ruchach lub w słowach, które zdawał się wypluwać nawet jeśli nie był o to proszony. Ona potrafiła zachować powściągliwość, on manifestował niemal wszystko. To niemal niemożliwe, by dwójka tak różnych od siebie ludzi mogła związać się mocniejszą, trwalszą relacją niźli przypadkowe pogawędki na korytarzach Ministerstwa.
A jednak.
- Och, bankiety... Ja miałem na myśli bardziej towarzyskie piwko z kolegą z pracy czy coś. Bankiety to trochę nie mój klimat, zresztą nikt mnie nigdy nie zaprosił - stwierdził, wzruszając ramionami. Niespecjalnie interesowały go tego typu wyjścia, nie czuł się dobrze zapięty w koszulę z kołnierzem po samą brodę, nie wspominając już o zupełnym braku umiejętności brylowania w towarzystwie i prowadzenia rozmów odpowiadających sytuacji bycia na bankiecie, uroczystym przyjęciu, czy też czymś w tym rodzaju. Jedynie w Hogwarcie chadzał na bale i każdy z nich miło wspominał, ale wtedy bawiło się w nieco inny sposób. - Chociaż muszę przyznać rację, kieliszek wina w mieszkaniu to coś, po co ja nawet ostatnimi czasy sięgałem! Koleżanka podarowała mi znakomite wino, chyba opróżniłem już pół butelki zupełnie sam... - Wspomniał przez chwilę Beatrice, która przyszła do niego w święta z butelką w ręce. Zrobiło mu się nagle nieco dziwnie, że w towarzystwie Segovii wspominał o innej dziewczynie, więc nieco zmieszany machnął ręką. - Ale to nieważne - rzekł, po czym poczuł się nieco dziwniej. Jak mógł powiedzieć o Beatrice, że jest nieważna?
Segovia odczytała jego konsternację jako poczucie niepewności, na co zareagował najpierw nieco zdziwioną miną, a następnie szerokim uśmiechem.
- Ach, nic się nie martw, czuję się jak u siebie! - powiedział, po czym rozsiadł się, zakładając nogę na nogę oraz splatając ręce za głową, wciąż nie zmazując wyrazu zadowolenia z twarzy. Zaraz jednak opamiętał się i wrócił do normalnej pozycji siedzącej, pochylając się nieco do przodu. - Dobrze, nie będę się powstrzymywał. Nie powstrzymasz mnie również przed wypiciem tego kieliszka, a wtedy to już kompletnie mi puszczą hamulce! - zaśmiał się, po czym chwycił go w dłoń. Zerknął na nią jedynie, kiedy wspomniała o prywatności, bowiem posiadał podobne odczucia do tego doboru słów. Jego wzrok na moment zsunął się z jej twarzy na sygnet zdobiący jeden z palców jej dłoni. Przypomniał sobie, że pokazywała mu go wtedy w herbaciarni, lecz do tej pory nie zrozumiał problemu pierścienia. Otrząsnął się szybko, powracając do rozmowy. - Nie pamiętam, żebym widział Cię w podobnej pozycji od Hogwartu - stwierdził, uśmiechając się lekko i patrząc na jej kolana podciągnięte pod samą brodę. Znów wyglądała jakby miała osiemnaście lat.

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   Sro Lut 28 2018, 10:35

To chyba przerabiali dawno temu, prawda? Całe to onieśmielenie drugą osobą, jej zwyczajami i byciem. Wiedziała, jaka potrafi być, ludzie reagowali na nią różnie, ale przeważnie właśnie tak na nich wpływała. Choć nie robiła niczego szczególnego, taka miała po prostu osobowość. I właśnie dlatego lubiła tego szczerzącego się półgłówka. Nie zmieniał się przy niej, nie udawał kogoś, kim nie jest. Nie odsuwał się, kiedy przypadkowo go dotknęła, a wręcz (przynajmniej po ostatnim spotkaniu) sam chciał tego kontaktu. Szczerość, która bila z jego oczu mogła być onieśmielająca. Nie do takiego rodzaju osób została przyzwyczajona, szczerych i bezinteresownych. Nie kierował się ukrytymi pobudkami.
-Zazdroszczę Ci.-Powiedziała spokojnie po chwili, upijając łyk z kieliszka. Wino było słodko-gorzkie, zapewne dzięki dodatkowym składnikom, których nazw jeszcze nie mogła zidentyfikować. Spojrzała na mężczyznę, a do niej nagle doszło, że naprawdę nim był. Mężczyzną, a nie tamtym chłopakiem, ledwo zaczynającym studia i szukającym przyjaciela.-Nie ma nic specjalnego we wciskaniu się w piękną kreację i lawirowaniu po pomieszczeniu wypełnionym ludźmi, którzy widzą w Tobie... Cóż, to co aktualnie jest im potrzebne. Prawie dosłownie pożerają żywcem.- "Oni", a przecież była jedna z nich. To nie była gorycz czy żal. Taka była rzeczywistość, w której dorastała. I pomimo jej skromnego zdania na ten temat, z boku wydawać się mogło, iż jest to świat stworzony właśnie dla niej. Byłby zdziwiony, kim jest, w stanie się stać.
Uniosła delikatnie brwi na jego słowa, a może raczej na ten cień, który przeszedł przez jego twarz, kiedy zorientował się, co powiedział . -Dużo masz takich koleżanek, które raczysz winem w mieszkaniu?- Utkwiła w nim swoje spojrzenie, czujne i uważne. Jednak jej twarz nie wyrażała podejrzliwości, było to połączenie ciekawości i rozbawienia. Choć było coś jeszcze, chciała dowiedzieć się więcej o niej. Kim była i przede wszystkim ile dla niego znaczyła. Wydawało jej się, że nie wspomniałby o kimś, gdyby ten nic dla niego nie znaczył. Samo myślenie o drugiej osobie, kiedy ta nie znajduje sie nawet w tym samym pomieszczeniu o czymś mówi. Prawdopodobnie.
Po co Ci ta wiedza, co?
A może ponownie chciała zobaczyć to lekkie zakłopotanie widoczne na jego policzkach.
-Zauważyłam.-Mruknęła, choć z jej ust wydobył się dźwięk, który mógłby uznać za śmiech. Może nie była do tego przyzwyczajona, jednak mniej więcej o to jej chodziło. Aby nie przejmował się tym, że mógł zrobić coś nie tak. Chciała, aby stawiał ją w innych sytuacjach, jakby chciała podjąć się wyzwania, którym był sam Claude.-Proszę bardzo. Częstuj się, sama nie będę w stanie, sobie poradzić. -I to dobrze, że w kwestii znaczenia słowa byli zgodni?
Kiedyś mu wyjaśni. W zasadzie wystarczyło zadać jej pytanie, a odpowiedź sama popłynęłaby z jej ust. Przekrzywiła lekko głowę, nie do końca rozumiejąc, co miał na myśli. Spojrzała na niego, nie wiedząc, jak powinna interpretować jego słowa. Potarła lekko policzek, czując jak jej jasna skóra, delikatnie się nagrzewa. Co to było?-Nie mieliśmy zbyt wielu okazji, prawda? Poza tym... - Przerwała. Uświadamiając sobie nagle, że naprawdę nie robiła tak od czasów szkolnych. Była jej to zwyczajowo pozycja, na którą pozwalała sobie na osobności lub z bratem... Lub z nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 517
  Liczba postów : 579
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   Nie Mar 04 2018, 16:25

To prawda, ciężko było szukać u Claude'a jakichś ukrytych przesłanek w słowach, którymi zwracał się do ludzi i w czynach, którymi je okraszał. Nie miał w zwyczaju planować czegoś na wyrost, nie wykazywał żadnych chęci (oraz umiejętności), by manipulować kimś. Przemawiała przez niego szczerość, prostota myśli i uczuć, choć te ostatnie potrafiły nieco namącić mu w głowie.
- Nie ma czego zazdrościć, to chyba powinno działać na odwrót - zauważył. Zazwyczaj ludzie zazdrościli tym, którym się lepiej powodziło, którzy mieli w życiu więcej luksusu i dostatku. Czy Claude wolałby chadzać na bankiety zamiast na piwo z kolegą z pracy? Prawdopodobnie nie, choć od czasu do czasu pewnie czuł pewne ukłucie gdzieś w środku, że inni w ogóle mają okazję przekonać się, jak to jest. Podrapał się po nosie, w okolicy którego musiał zakręcić się jakiś koci włos. Spojrzał na napełniony winem kieliszek, po czym postanowił w końcu skosztować trunku. Przemielił językiem w buzi, rejestrując słodko-gorzki smak, choć w jego mniemaniu nuta słodyczy pojawiała się znacznie później niż początkowa gorycz. - Całkiem dobre - powiedział z nieco zmarszczonymi brwiami, jakby jeszcze ważył w głowie dopiero co wypowiedziane słowa.
Ocknął się jednak, bowiem Segovia podchwyciła temat, którego jednak wolał uniknąć, w sumie nie wiedzieć czemu. Jakoś tak po prostu głupio mu się zrobiło, że poruszył na spotkaniu z nią temat innej dziewczyny. Czy to naprawdę tak ogromne faux pas jak mu się wydawało? Może przesadzał? Wydawała się być szczerze zainteresowana, nawet nieco rozbawiona jego próbą zatuszowania zakłopotania.
- Nie, tak szczerze mówiąc to nie. Jednorazowa przygoda - stwierdził, po czym niemal się zakrztusił, gdy zdał sobie sprawę, co właśnie powiedział. - Merlinie, nie, Seg, ja nie to miałem na myśli. Jednorazowa w sensie, że tylko raz piliśmy wino u mnie. Nie że była moją przygodą na jeden raz. Omrln - wymamrotał na koniec, chowając twarz w dłoni i tuszując okropne zawstydzenie za niepewnym uśmiechem. Oczywiście nie mogło się obyć bez upokarzania samego siebie, brawo Faulkner!
Spostrzegł, że zrobiła nieco zdziwioną minę, gdy skomentował pozycję, w której siedziała. On sam postanowił ponownie "rozwalić" się w swoim siedzeniu, jedną rękę kładąc z tyłu na karku, drugą opierając na udzie, wciąż trzymając w ręce kieliszek z winem.
- Poza tym co? - zapytał, zainteresowany dalszym ciągiem zdania, które urwała.

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   Nie Mar 04 2018, 17:58

Dlatego szukała jego towarzystwa. Zawsze pragniemy tego, czego nie mamy prawda? Nie było w nim niczego skomplikowanego, nie licząc tego, co działo się w jej głowie w związku z jego osobą. Nie mogła pozwolić sobie na resztę tych luksusów. W końcu i tak wiele zostało jej odpuszczone.
-Czego mógłbyś zazdrościć osobie mojego pokroju.-Utkwiła w nim swoje zaciekawione spojrzenie. Naprawdę chciała dowiedzieć się, co takiego miał na myśli. Jak mówiła wcześniej, zwykle zazdrościmy tego, czego nie znamy. Jednak w momencie zasmakowania tego, czujemy tylko gorycz i niesmak. Prawdopodobnie istotą jest docenienie tego, co mamy. Zapewne, gdyby zerwała ich kontakt, nigdy nie pomyślałaby o czymś podobnym. W końcu była dumna z tego, gdzie się urodziła i kim była. Nigdy nie myślała o tym, aby znaleźć się w innej skórze.
-Całkiem dobre? Pijesz z prywatnego źródła samej panny Ivanowej. Powinieneś okazać większy szacunek i zadowolenie- "Panna", jak długo będzie jej dane używać tego miana? Słowa były ostre i każde wypowiedziane z wielką uwagą, nawet dało się wyczuć jej akcent, którego nigdy się nie pozbyła. Jednak jej twarz rozjaśniał cień rozbawienia.
Skoro zaczynali wszystko od nowa... To chyba nic dziennego, że chciała poznać kilka ciekawostek z jego życia. Oparła podbródek na kolanie i zagryzła lekko wargę. Po chwili ukryła swój szeroki uśmiech, jakby wstydziła się z tej reakcji na jego słowa. Lub wstydziła się razem z nim.-Chyba nic mi do tego, nawet jeżeli miałaby być Twoją przyjaciółką na jedną noc. Choć myślę, że masz większy szacunek do kobiet. -Uniosła delikatnie brwi. Prawdą jest, że nie powinien to być interes Segovii. I pomimo rozbawienia, które było widoczne na jej twarzy... Oczy uciekły gdzieś w bok, jakby nie chciała, aby dostrzegł ten dziwny błysk. Ludzie nie dostrzegają tego, co pokazywała... W tym momencie liczyła na to, że również należał do tych osób.
Podniosła kieliszek, delikatnie kręcąc napojem, który osiadł na kilka sekund na ściankach naczynia.- Poza tym... Naprawdę nie pamiętam, kiedy tak robiłam. To znak, że czuje się swobodnie. I nie wiem jeszcze, co to znaczy dla mojej osoby. To, że tak na mnie działasz.-Powiedziała, unosząc kieliszek wyżej. Upiła szybki łyk wina. Rozgrzał jej gardło, gryząc je w najdelikatniejszych miejscach. Nie widziała powodu aby tego ukrywać. Poza tym, zadał jej pytanie... Mijanie się z faktami nie miało najmniejszego sensu. W końcu chciała odbudować ich relacje, a zaczęłaby raczej z złej strony.
-Będziesz chciał coś zjesc? Lepiej abysmy na pusty żołądek nie pili za dużo.-Suptelna i szybka zmiana tematu. Naprawdę była w tym dobra, jakby to o co się spytał oraz jej odpowiedź, wcale na nią nie wpłynęła... -Oczywiście nie ja gotuję. Zamówimy.- Uniosła lekko podbródek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 517
  Liczba postów : 579
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   Nie Mar 11 2018, 00:12

Dawniej, kiedy zaczynał szkołę oraz podczas jej kilku pierwszych lat, prawdopodobnie odpowiedziałby jej, że może zazdrościć jej pochodzenia i czystości krwi. Może nie dosięgnęło go w taki sposób, w jaki mogło przed rokiem 1997, lecz mimo wszystko wciąż po świecie chodzili czarodzieje, którzy byli niesamowicie dumni z faktu, że ich ród nie skalał się krwią mugolską od wielu pokoleń. Claude jako mugolak doświadczył w swoim życiu wytykanie palcami i uznawanie, że jest gorszy od innych, bo w ich rodzinach nie płynęła krew czarodziejów (co poniekąd nie było prawdą, ale chłopakowi nigdy nie chciało się mieszać w jakieś rodowody, bo w końcu ludzie nie byli psami i dla niego było to głupie). Co prawda czasy się powoli zmieniają i ci, dla których czystość krwi stanowi podstawowe wymaganie do zawierania jakichkolwiek relacji międzyludzkich.
Poświęcił temu pytaniu odrobinę czasu, autentycznie zastanawiając się nad tym, czy miał czego jej zazdrościć i po kilku chwilach intensywnego marszczenia brwi stwierdził... Że nie. Był dumny z siebie, ze swojego pochodzenia, ze swojej wspaniałej rodziny, która zawsze za nim stawała i wspierała go w ciężkich chwilach. Miał dobrych znajomych, pracę, o której marzył i chociaż jego życie nie było usłane płatkami róż, chyba nie zmieniłby w nim nic. No i na dodatek siedział tutaj z nią, o czym nie pomyślałby jeszcze kilka miesięcy wcześniej, że w ogóle byłoby możliwe.
Nie wiedział tylko, czy jeśli odpowie, że niczego jej nie zazdrości, dziewczyna nie pomyśli, że w jakiś sposób się nad nią wywyższa? Nie chciał jej urazić, jednak był bardzo kiepski w kłamaniu.
- W sumie... No nie wiem. - Nie zaczął zbyt rezolutnie. Spojrzał na nią nieco zakłopotany, masując delikatnie kark palcami. - Myślałem w sumie o tej kwestii pochodzenia, krew, te sprawy, ale w gruncie rzeczy mnie taka zazdrość nie dotyczy. Lubię to co mam - i kim jestem, ale tego już nie powiedział. Liczył, że nie rozgniewa Segovii swoimi słowami.
Zaraz zrobił wielkie oczy, gdy powiedziała mu o większym okazywaniu szacunku i niemal się nabrał, że mówiła to poważnie. Jej ton głosu przez moment zwiódł go i zrozumiał, że naraził się brakiem wylewnych komentarzy, jednak w porę dostrzegł ów cień rozbawienia, którzy przebiegł przez jej twarz i delikatnie się rozluźnił.
- Już się bałem, że zaraz mnie jakoś ukarzesz - powiedział ze śmiechem, udając, że ociera z czoła wyimaginowaną kropelkę potu. - Fiu, fiu, nie kłamałaś, że potrzebowałem przygotowania do odwiedzin u Ciebie - nawiązał do ich rozmowy w kawiarni, oczywiście w żartobliwym tonie. Jego twarz przyozdabiał szeroki uśmiech. - Och, ba, jasne, że mam! - obruszył się. Szacunku do kobiet naprawdę mu nie brakowało, a wszystko było zasługą wychowania matki oraz dwóch starszych sióstr, które rządziły całym domem. Nie czuł, żeby jego osobista przestrzeń została w jakikolwiek sposób naruszona i nie był zły, że Segovia w ogóle podchwyciła ten temat - w końcu sam się wsypał, prawda? Niemniej jednak było mu trochę niezręcznie, opowiadać o obecnych "przyjaciółkach" swojej byłej dziewczynie...
Podniósł do ust kieliszek, by upić kolejny łyk wina, po czym niemal się nim zakrztusił. Niewielka ilość płynu zdawała się stanąć w poprzek jego gardła. Skrzywił się, gdy z siłą przełknął alkohol, czując napływające do oczu łzy w wyniku prawie zadławienia i pod wpływem drażniącego gardło wina. To był kolejny raz, gdy dziewczyna mówiła mu, że czuje się przy nim swobodnie - tylko czemu słowa Segovii miały zabójczy potencjał?
- Ja działam na Ciebie? - zapytał, będąc w ciężkim szoku, że w ogóle ma jakikolwiek wpływ na pannę Ivanowę. Cudem ugryzł się w język, by nie wypalić, że ona też na niego oddziałuje, bo jeszcze by sobie coś pomyślała. Z chęcią chciał zatuszować swoje wcześniejsze zdziwienie nagłą chęcią na jedzenie. - Och, pewnie, że zjem coś! Jeszcze nie jestem głodny, ale jak tylko wspomniałaś o jedzeniu, mój brzuch za chwilę się obudzi. Masz jakiś pomysł, skąd zamówić? - zapytał.

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   Nie Mar 11 2018, 12:23

To były same brednie. I mówi to osoba, która od urodzenia była wychowywana w przekonaniu sprzed 1997 roku. Jednak nie zmieni tego, gdzie się urodziła i kim jest. Wpajana nienawiść do czarodziejów, którzy pochodzili z mugolskich rodzin (a nawet tych, których status krwi był trochę wyższy) w Dumstrangu jedynie narastała. Tam wciąż trzymali się surowych zasad, które wniósł jej ojciec do wychowania. Nie czuła więc tej wielkiej różnicy, która uderzyła w nią wraz z przybyciem do Hogwartu. I zapewne gdyby nie jej brat, oraz to, że przyjaźnił się właśnie z jedną z takich osób... Wciąż święcie stała by przy tej dewizie. Choć to nie była czysta nienawiść, w końcu nie miała powodów do tego, aby obdarzać ich tak wielkim uczuciem. To była zwykła, czysta pogarda. Nie zaszczycała takich osób spojrzeniem... Tak, jakby ich istnienie nie miało dla niej większego znaczenia.
Do czasu.
Czy zdawała sobie sprawę, że to głownie za sprawą Claude zmieniła swoje nastawienie?
I właśnie tak podejrzewała. Raczej żadna odpowiedź nie byłaby według niej rażąca. W końcu wiedziała co jej powie, jeszcze zanim usłyszała słowa, które popłynęły z jego ust. Nie musiała być jasnowidzem, nie musiała czytać mu w myślach. Może to przez to, że go znała. Wiedziała co oznacza ledwo uniesiony lewy kącik ust, czy po prostu spojrzenie, które rzuca w dal kiedy o czymś myślał. Oparła się wygodnie na kanapie i posłała mu jeden ze swoich najdelikatniejszych uśmiechów. Czemu wciąż przejmował się tym, aby jej nie urazić? Czuła się trochę tak, jakby obchodził się z jajkiem... Była mieszanką wybuchową? Myślał, że wystarczy jedno złe słowo i ponownie się od niego odwróci?
Sama to na siebie zrzuciłaś.
Dlatego nie skomentowała jego wypowiedzi. Doskonale go rozumiejąc.
Była w tym naprawdę dobra. Czasem udawało jej się nabrać nawet samą siebie. Cecha bardzo przydatna, jednak potrafiąca być bardzo zgubna. Dlatego lubiła to miejsce. Wybrała je sama, nie musiała więc nikogo udawać. Nieważne czy był to dom, w którym się wychowywała... Czy szkolne dormitorium. Nigdzie nie mogła swobodnie oddychać.
-Spokojnie. Mamy jeszcze sporo czasu. Coś wymyślę, choć nie wiem jaka kara byłaby najodpowiedniejsza.-Powiedziała, lekko gryząc wargę i zastanawiając się przez kilka sekund nad tym. Do jej głowy przyszło jednak zbyt wiele pomysłów, dlatego postanowiła odpuścić sobie ten temat. Zdecydowanie jej wyobraźnia poniosła ją za daleko.
-Widziałeś tylko przedsionek i salon, myślałam, że już po tym pokazie uciekniesz z krzykiem.-Powiedziała, lekko wzruszając ramionami. Naprawdę nie przygotowywała się do tego spotkania, wszystko leżało tak, jak to zostawiła. Dokumenty i książki walały się po całym pomieszczeniu. Nawet w łazience znajdowało się kilka tomiszczy. I prawdopodobnie jeden z jej kałamarzy.
Nie wątpiła w to. Nigdy. Tak samo jak wierzyła w jego upartość. Dał jej chyba wiele powodów, aby właśnie tak uważać. Podsunęła kieliszek pod usta i upiła łyk z naczynia.
Dziwnie było słuchać o jakichkolwiek dziewczynach z ust mężczyzny... Nie była do tego przyzwyczajona? Oczywiście, wiedziała, że żaden z niego mnich. Miał tyle cech, które na pewno zainteresowałyby wiele kobiet. Dodatkowo, brzydki też nie był... Po prostu. To było dziwne uczucie, którego na ten moment nie chciała identyfikować. Miała jedynie nadzieję, że nie wrócą już do tego tematu.
Nie wiedziała, że tak mocno zareaguje na to, co powiedziała. To było takie dziwne? Nie było tak, że to wszystko co zdarzyło się kiedyś, nie powróciła ze zdwojoną siłą? Była osobą szczerą. Przynajmniej jeszcze do niedawna uważała, że taka mogła być wobec niego. Zmarszczyła delikatnie brwi i dopiła wino, które osiadło na samym dnie kieliszka. Podniosła się z miejsce w poszukiwaniach kart, które pomogłyby im coś zamówić. Czy po prostu chciała się czymś zająć, wciąż będąc w lekkim szoku? -A to takie zaskakujące?-Spytała, podchodząc do biurka i otwierając jedną z szuflad. Był to szybki ruch, trochę nazbyt wyćwiczony. Słowa rzuciła w przestrzeń, niekoniecznie oczekując na odpowiedź.
Tak. To byłoby straszne, prawda? Gdyby coś sobie pomyślała... Powinna uważać na to, co mówi. Szczególnie teraz. Powinna zamknąć się zaraz po tym, jak zadał jej to pytanie. Wyciągnęła z szuflady stos kart i podeszła do kanapy, odkładając kieliszek na stolik i kładąc karty przed nimi. Chwyciła jedną z nich. Co ona sobie myślała?
-Zależy na co masz ochotę. Pożoga jest najbliżej. I jest to raczej jedzenie nie na delikatne żołądki. Po resztę i tak będę musiała przenieść się do konkretnego miejsca. Są to mugolskie knajpy... A mieszkanie mam ukryte.-Powiedziała spokojnie, przejeżdżając wzrokiem po kolejno to pozycjach na karcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 517
  Liczba postów : 579
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   Wto Mar 13 2018, 23:53

Poczuł na twarzy niczym niewyjaśnione uderzenie gorąca, gdy jego wzrok padł na jej wargę, którą akurat postanowiła przygryźć. Przełknął głośno ślinę.
- To może ja się już zwinę? - zapytał, usłyszawszy o karze, aczkolwiek jego twarz zdobił łobuzerski uśmiech. Nie, naprawdę nie podejrzewałby jej o podobne zagrywki. Mocno by się zdziwił, gdyby wycelowała w niego różdżką. - Jakoś się trzymam, nie jest tu tak strasznie jak opowiadałaś - odparł, wiercąc się odrobinę na siedzeniu i rozglądając po pokoju. Kompletnie nie przeszkadzał mu fakt, że Segovia niespecjalnie sprzątała przed jego przyjściem. Zdecydowanie bardziej wolał takie wydanie mieszkań swoich znajomych, niż wysprzątane, lśniące i wypolerowane powierzchnie, przywodzące na myśl bardziej muzeum niźli przestrzeń, w której ktoś mieszka. Codzienny bałagan, rozgardiasz widoczny w dynamicznie ułożonych papierach, ubraniach, innych rzeczach na regale, biurku, półce, podłodze, w sumie gdziekolwiek, dawały wyobrażenie tego, jak na co dzień toczyło się życie Segovii, a był to aspekt, który bardzo go ciekawił. Trochę głupio było mu wypytywać o sprawy tak prywatne jak chociażby to, gdzie siada pijąc herbatę lub skąd najczęściej wybiera książki do czytania, toteż wyłącznie chłonął oczami rozkład rzeczy w jej mieszkaniu i sobie wyobrażał, jaka opcja byłaby najbardziej prawdopodobna. Ocknął się jednak, orientując się, że nie tylko milczał, ale robił jakieś rozmarzone miny. - Przepraszam, czasem zdarza mi się zgubić we własnej głowie - palnął, machnąwszy lekceważąco ręką, co by zignorowała ten chwilowy odpał.
Tematu dziewcząt postanowił już nie kontynuować, bowiem wydawało mu się, że po jego wspomnieniach o Beatrice, mimo że nie nazwał jej z imienia i nazwiska, zapanowała jakaś dziwna atmosfera. Wolał, by ich pierwsze spotkanie na czyimś prywatnym gruncie było nieco lepsze niż sączenie w cichy wina z kieliszków. Ten jego był już niemal pusty. Po ciele chłopaka rozchodziło się przyjemne ciepło, a w gardle wciąż czuł delikatne drapanie w związku z piciem drażniącego napoju. Niemniej jednak wino mu smakowało, a może to przez słabą głowę, dzięki której w bardzo ekonomiczny sposób kończył degustacje zazwyczaj przy drugim kieliszku?
Trochę się speszył, jak to Claude, gdy Segovia zapytała, czy czuje się aż tak zdziwiony faktem oddziaływania na nią. No co on miałby jej powiedzieć? Jasne, że był zdziwiony! Może to kwestia interpretacji, możliwie wybujałej, może to kwestia samooceny, zdecydowanie niskiej, ale nigdy łatwo nie przychodziło mu zaakceptowanie podobnych komplementów. No bo co on niby takiego robił, że kobiety czuły potrzebę wyróżnienia sposobu, w jaki na nie działał? Gdyby tylko Claude wiedział, co robi dobrze, może nie byłby tak beznadziejny w szukaniu życiowej partnerki.
- Nie no, nie, niby nie, ale... No nie wiem - wybełkotał, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Postanowił jednak porzucić ów temat i bardzo skupił się na sprawie jedzenia. Obserwował Segovię, która zdawała się kolekcjonować menu restauracji i knajpek w jednej z szuflad. Spojrzał na kartę, którą podsunęła mu pod nos, marszcząc nieco brwi i czytając po kolei propozycje. Dopiero po chwili dotarło do niego, co powiedziała. - Ukryte? Jak to ukryte? - zapytał, nie do końca rozumiejąc, dopiero sekundę później przypominając sobie, że istnieją zaklęcia mogące ukryć miejsca przed niechcianymi gośćmi. - Czekaj, ale to skoro i tak musisz stąd wyjść po to jedzenie, to może po prostu pójdziemy zjeść na mieście? - zaproponował, widząc w tym atrakcyjną formę spędzenia czasu i traktując jako najbardziej logiczne wyjście z sytuacji.

Możemy serio się przenieść do jakiegoś lokalu!

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 172
Dodatkowo : Likantropia
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   Nie Mar 18 2018, 21:45

Nie zamierzała wywoływać żadnej reakcji, tik, którego w żaden sposób nie mogła opanować. Choć udaje jej się to podczas pracy, czy ważniejszych spotkań. Jednak teraz? Czemu miałaby udawać?
-Dużo się zmieniło. Pewnie o wiele rzeczy mnie nie podejrzewasz.-Powiedziała, śmiejąc się cicho. Mogłaby nawet polubić to uczucie, w którym czuła jak skóra na jej twarzy delikatnie się napina pod wpływem takiej reakcji.
-Nie widziałeś reszty.-Mruknęła spokojnie. Owszem, nie starała się szczególnie. Niby czemu miała tutaj sprzątać? Wszystko znajdowało się na swoim miejscu, w dziwnym porządku pośród całego tego chaosu. Udawanie przed nim świętej i idealnej Pani Domu nie wchodziło w grę. W końcu o czym ostatnio rozmawiali? Jak miał ją ponownie znaleźć się w jej świecie, nie wiedząc kim była? Jedynym miejscem, które znajdowało się w niemalże idealnym porządku, była sypialnia. Kompletnie odstawała od reszty jej mieszkania. Przepych wręcz krzyczał, a biel pościeli biła po oczach. Sama nie wiedziała czemu utrzymała ten jeden pokój w takim stylu.
Uśmiechnęła się lekko.-Nie przejmuj się... Cisza między nami nigdy nie jest krępująca.-Powiedziała spokojnie, patrząc na swoje palce. Nigdy nie operowała dużą ilością słów. Dłuższa i bardziej rozległa rozmowa ją zwyczajnie męczyła. Potrzebowała towarzystwa, w którym nie musiała otwierać niepotrzebnie ust. To była rozluźniające... Dziwne i nieswoje uczucie. Jednak mogła się do niego przyzwyczaić. Do tego, że ponownie miała kogoś przy swoim boku. Zerknęła na mężczyznę.
Cóż, została im jeszcze jedna butelka, choć nikt nie mówił, że nie może być przeznaczona na kolejne ich spotkanie. A w końcu miało ich się odrobinę odbyć, prawda?
Czy o to jej właśnie chodziło? O to, aby zobaczyć jakąś reakcję na jego twarzy w związku z jej pytaniem? Zastanawiała się przez moment, czy nie było ono czysto retoryczne i rzucone gdzieś w przestrzeń. Nie. Naprawdę chciała wiedzieć. Co to by dla niej oznaczało? Tego pytania nawet sobie samej nie zadała. Nie powinna. Po pierwsze, nie po tym co mu zrobiła. A po drugie, w tym momencie żadna z takich myśli nie powinna pojawić się w jej głowie. On był tragiczny? Spójrzmy na nią. Odsuwała od siebie ludzi, była wyniosła i chłodna w jakichkolwiek międzyludzkich stosunkach. Taka była. Tyle. Albo ktoś to zaakceptuje, albo nie.
Wzruszyła delikatnie ramionami, jakby odpowiedź naprawdę nie była taka istotna.-Dbam o swoją prywatność. Mój ojciec dostałby szału wiedząc, gdzie i w jakich warunkach mieszkam... To jeden z powodów...-Dodała spokojnie. Po chwili lekko się nad nim nachyliła i ściszyła głos.-Pamiętaj, że żyję z tajemnic. Może nawet sama jestem jedną z nich.-Szept, który na pewno doszedł do jego uszu. Uśmiechnęła się konspiracyjnie i powróciła do swojej poprzedniej, wyprostowanej pozycji.
Skinęła lekko głową, analizując tę możliwość. Spojrzała na swoje ubranie i delikatnie się skrzywiła, ponownie gryząc mocno wargę. Nie mogła tak wyjść... Jeden minus wychodzenia z tego mieszkania. Nie mogła być swobodna. Nie tam. -Poczekaj. Tylko się przebiorę.-Powiedziała spokojnie. Powyciągany sweter nie był odpowiednim strojem na takie wyjścia, nawet do miejsca, w którym nikt by jej nie rozpoznał.
Przeszła do sypialni, która znajdowała się zaraz za drzwiami, które znajdowały się naprzeciwko kanapy. Otworzyła szafę i wyjęła jedną z czarnych, dłuższych sukien. Tym razem jednak odpuściła sobie golfy, pozwalając aby jej ramiona były lekko odkryte. Już wiedziała dokąd się udadzą, a tam raczej szybciej by się zgrzała niż cokolwiek skosztowała. Po dosłownie chwili wyszła z pomieszczenia i chwyciła po drodze skórzaną kurtkę, która przewieszona była przez oparcie krzesła. Podeszła do Claude i wyciągnęła w jego kierunku dłoń.-Skoroś taki odważny, chodźmy.-Powiedziała spokojnie.
Odczekała aż mężczyzna ujął jej dłoń i po chwili przeniosła ich w odpowiednie miejsce. Bez sensu byłoby zjawiać się tutaj osobno, nie wiedziała nawet czy wiedział o istnieniu tego miejsca. Sama wykazała się chyba niebywałą odwagą (choć jest to kwestia sporna), zjawiając się tutaj.

/zt x2




nie oceniaj za miejsce, tak wyszło xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Poddasze nr 7   

Powrót do góry Go down
 

Poddasze nr 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
smiertelny nokturn
 :: 
poddasza na Nokturnie
-