Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie Diany Hazel

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość


Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 952
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Mieszkanie Diany Hazel   Wto 2 Sty - 0:22


Mieszkanie D Hazel


Mieszkanie jest bardzo małe, tak naprawdę ma jeden duży pokój i nic poza tym. Osobna, malutka sypialnia mieści się na antresoli. Ale z tego mieszkania rozpościera się wspaniały widok na Tamizę i London Bridge. Na co dzień nie jest w tym miejscu tak czysto jak na zdjęciach. Nie wspominając o tym, że mocno wyczuwalny jest tu aromat wypalonych papierosów. Na parapecie niemal zawsze stoi popielniczka z dużą ilością niedopałków. Diana uwielbia przesiadywać godzinami na parapecie i patrzeć na rzekę, szczególnie wieczorami. Bo właśnie to, co Hazel najbardziej lubi w tym mieszkaniu to ogromne okna wychodzące na Tamizę


Salon




Kuchnia




Łazienka




Sypialnia na antresoli





Ostatnio zmieniony przez Diana Hazel dnia Czw 18 Paź - 11:13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2132
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2141
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Sro 3 Sty - 11:54

| przed Nowym Rokiem

Dogorywający papieros rozpoczynał już palić jego spierzchnięte wargi; chwycił pomiędzy palce wytworzonego peta, pozbywając się zniekształconej (porównawszy do oryginału) formy przy zaistnieniu pierwszej nadarzającej się sposobności. Chłód przebiegał pomiędzy budynkami Londynu, serca pulsującego wyrzutem przemieszczających się nieustannie sylwetek ludzi oraz pojazdów. Na swój sposób - lubił mugolską część miasta, lubił pośpiech i obojętność, w których szło bez problemów anonimowo się schronić. Odpoczywał po rodzinnych spotkaniach, i tak - w jego przypadku ograniczonych do niezbędnego minimum. Niezbyt przepadał za okresem świątecznym, choć jeden prezent wydawał się wyjątkowo udany; oraz był równie dla mężczyzny zagadką. Postanowił o tym jednakże napomnieć później.
Znajdował się właśnie przed drzwiami do oczywiście znanego mieszkania - rytuały ich spotkań, czy to w obrębie lokali, czy bardziej prywatnej scenerii, były czymś chętnie powtarzanym w swojej niepowtarzalności. Bez większych wahań zapukał - później wraz z uchyleniem skrzydła ujawniła się jego postać.
- Dzień dobry - zaczął, nie odpuszczając sobie dodatku: - zołzo. - Unoszące się w kształt nieco ironicznego uśmieszku wargi, obnażyły część zębów. Lubił jej specyficzność - była to czysta, niepodszywana cieniem pozostałych, mącących kwestii sympatia, stworzona jeszcze za pierwszym razem - kiedy nie miał absolutnie pojęcia, w jak znienawidzonym miejscu pracuje przyszła znajoma.
Do jego nozdrzy dostała się woń tytoniu. Przekroczył próg.
- Liczę - powiedział, nadal nie zniekształcając przybranej wcześniej ekspresji - na brak postanowień o zmianach. - Szczerze mówiąc, nigdy nie przepadał za ludźmi nade wszystko pragnącymi podążać z tłumem. - Niemniej możesz dla paru osób zrobić wyjątek - dodał wcale-nie-wymownie; oczywiście nie wypowiadał tego poważnie. Zdjął płaszcz, na którym tkwiły osamotnione, śniegowe płatki.
Chciałby.
Chyba do końca pozostanie on tchórzem, kiedy spróbuje znów schować skaleczenie w bandażach.


Ostatnio zmieniony przez Daniel Bergmann dnia Sro 3 Sty - 22:31, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 952
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Sro 3 Sty - 12:44

Wieczór nastał szybciej, niżby ktokolwiek się tego spodziewał. Kolejny zmierzch, który mógł wyłowić z nich to, co najlepsze, bądź to, co najbardziej mroczne. Ona sama uwielbiała tę porę doby. Pozwalała skupić się, niekoniecznie na tym, co oczywiste i proste, ale na tym, co niedoścignione. Z upragnieniem czekała kolejnej nocy, kiedy to chociaż na chwilę mogła pozostawać sama z własnymi myślami. Bez Ivy, która wtedy odpuszczała, bez kogokolwiek, kto mógłby ją niepokoić. Bo i kto by się na to odważył? Nie miała znajomych, którzy z chęcią by się na to porywali. Nie miała nikogo, kto tęskniłby za nią o świcie, kiedy jej ciało już oziębnie. Nie przeszkadzało jej to. Istniała bez nich.
Siedziała na parapecie, nie do końca pewna na co czekając. Czy na chwilę, kiedy to wszystko trafi szlak? Być może. A może raczej na grom z jasnego nieba, który odbuduję wrak, jakim się stała? Na to nie mogła liczyć.
Jedna noga zwisała miękko, druga była podciągnięta pod pierś i oparta na kamiennym blacie parapetu. Stopy miała gołe, nie zakryte przez cokolwiek, co mogłoby być zbędne. To samo tyczyło się jej reszty odzienia. Luźna koszulka, zbyt duża jak na jej drobną posturę, uwydatniała to, czego natura jej poskąpiła. Majtki, bardziej męskie niż damskie, opinały się na jej pośladkach i delikatnie dotykały ud. Uwielbiała damskie bokserki. Nie lubiła ich sobie skąpić. Palący się papieros raz po raz odnajdował swe miejsce w jej ustach i w jej dłoni. Był niecierpliwy, kończył się wcześniej, niżby to wypadało.
Słyszała, jak ktoś puka delikatnie w drzwi. Słyszała, ale nie reagowała. Jej jedynym ruchem było odwrócenie delikatnie głowy w tym kierunku i przeczesanie i tak już zmierzwionych włosów wolną dłonią. Iva poruszyła się niespokojnie w jej umyśle, pragnąc zrugać kobietę za brak odpowiedniej reakcji. Ale Diana miała to w poważaniu. Ona sama już dawno przestała bać się o własne bezpieczeństwo. Nic straszniejszego niż ona, nie mogło spotkać jej w tym żywocie. Krzywy uśmiech oszpecił pięknie jej twarz, kiedy zobaczyła Daniela w progu. Zjawił się, mimo że tego nie oczekiwała. Mimo, że nie prosiła. Ale był. Nigdy nie jej, zawsze na odległość. Dianie to odpowiadało. Nie oczekiwała więcej. Nie po nim. Nie po żadnym człowieku.
-Witaj, rudy dupku. - wyszczerzyła się przy tych słowach. Uznała, że należy opuścić swój mały azyl i ruszyć mu na spotkanie. Dźwięk bosych stóp odbijał się echem po małym mieszkaniu. Nie przejmowała się tym. W ogóle nie przejmowała się swoim wyglądem. Nie obchodziło ją, jak Daniel zareaguje.
Podeszła do niego, z papierosem wciąż w dłoni i pozwoliła sobie na ten delikatny gest, jakim było ucałowanie jego zarośniętego policzka. To tyle, jeśli chodzi o czułość z jej strony.
-Nie mam żadnych. Jestem doskonała taką, jaka jestem. Po co to zmieniać. - odpowiedziała, wiedząc, że to jedno wielkie kłamstwo. Ale po co miała zmieniać coś, co i tak było skazane na niepowodzenie? Bądź milsza, w końcu on też jest dla Ciebie miły. - Walić to - powiedziała, nieświadoma, że mówi na głos, a nie w myślach, do siostry. Oboje musieli słyszeć te słowa. - Co masz na myśli? - przechyliła głowę, niczym małe dziecko, wpatrując się w niego z uwagą.
Zaproponuj mu coś! krzyczała Iva. Diana się z nią zgadzała.
-Masz ochotę na... -mnie, seks, cokolwiek? - coś do picia? - skończyła kulawo, świadoma, że sama nie chciała tego powiedzieć. Chciała mówić inaczej, ale chyba jeszcze nie mogła. Aby zamaskować zmieszanie na jej twarzy i ten wyraz rozmarzenia, który towarzyszył, gdy rozmawiała z Ivą, ponownie się zaciągnęła. Musiała. Chciała?

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2132
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2141
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Sro 3 Sty - 23:17

Nie brał - rzecz jasna - do siebie żadnych niby-obraźliwych określeń; wyłącznie ciesząc się na jej widok, zapowiedziany głuchym odgłosem kroków. Nawet, gdy nie spodziewał się Diany Hazel dokładnie w takim wydaniu - w jakim mniej-więcej on chodził nieskrępowany po wnętrzu  własnego mieszkania, szczególnie nad ranem albo tuż po kąpieli. Z drugiej strony, nie wlepiał w nią zdziwionego wzroku - w przypadku swojej znajomej, wydawał się zawsze dalekim od odczuwania zdziwienia. Jego sweter oraz cała reszta odzieży bardziej zewnętrznej (odkładanej obecnie), przez wzgląd na tyranię zimy, tworzyły - można powiedzieć - kontrast.  
- Po prostu, zainteresowałem się wizją - zaczął, półżartobliwie - ciebie, bezwzględnie miłej. - W opinii Bergmanna wydawało się to niemożliwe, niezgodne; podobnie jak inne, zdolne zaistnieć zmiany - których większość ludzi pragnęła wraz z rozpoczęciem roku.
Zignorował jej dodatkową wypowiedź (czasami sam odpowiadał, choć ciszej oraz nie w trakcie prowadzenia dialogów, na gromadzące się myśli), decydując nie drążyć obecnie tej sprawy. Diana zawsze wydawała się specyficzna - kolekcjonował jednak to wszystko, aby na przyszłość formować stabilne wnioski. Nigdy pospiesznie.
- Tak długo, jak i ty masz ochotę - odpowiedział - być może niejednoznacznie, lecz całkowicie tkwiąc w zgodzie z prawdą. Nie lubił sączyć choć wody samotnie, zwłaszcza, jeżeli teraz miał znacznie inne, dosadniej zaznaczające się wewnątrz czaszki potrzeby. - Przy okazji, już jedną udało się tobie wzbudzić - wyznał, poszerzając swój drwiący - jak zawsze - ze wszystkiego uśmieszek, w którego towarzystwie sięgnął po paczkę swych papierosów. Dłoń zbliżona w stronę końcówki różdżki sprawdzała, czy aby istniejące wciąż zakłócenia magii nie przeszkadzały mu znowu - tak czy inaczej, niezawahanie próbował do osiągnięcia skutku. Niedługo później mężczyzna zaciągnął się gryzącym, tytoniowym dymem, pozwalając jemu wypełnić miąższ płuc. Nie było pory nieodpowiedniej na uwielbiany, nikotynowy zastrzyk. Skoro Diana paliła w swym niepozornym lokum bez przeszkód - on również nie widział przeszkód. 
- Nie obudziłem cię? - spytał, dopiero teraz lustrując dokładniej kobiecą postać. Wtłoczył jasnoszare opary po raz kolejny, chwilę później wypuszczając ich smugę; nie miał do końca pojęcia, dlaczego wybrzmiało od jego strony akurat takie pytanie. Być może był - jak zresztą zawsze - zaciekawiony osobą Hazel oraz wcielanych przez nią nawyków? Tak czy inaczej, odpowiedź z pewnością będzie stuprocentowo szczera - albo przynajmniej takie zwykł odnosić wrażenie.
Trzymająca papieros ręka opadła na krótkotrwały epizod.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 952
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Czw 4 Sty - 11:59

Ich znajomość była dziwna. Mimo tego, jaka Diana była, wydawało się to nie przeszkadzać Danielowi. Nie była miła i sympatyczna. Tym bardziej czuła, czy troskliwa. Najczęściej miała wszystko w dupie. A Daniel mimo to ją lubił. Nie wiedziała czemu. Nie chciała tego dociekać. Gdzieś, pewnie cholernie głęboko, tak by nie dopuścić tej myśli na wierzch, cieszyła się z tego. Wstydem byłoby jednak przyznać się.
-Pochodzisz z Polski? Bo masz ułańską fantazję. - rzuciła w jego kierunku po czym sama parsknęła śmiechem. Oboje wiedzieli, że to nierealne. Oboje mieli świadomość, że żadne z nich nigdy się nie zmieni. Jednocześnie tak bardzo podobni i różni od siebie. Aż dziwne, że potrafili znaleźć wspólny język. Ty nie umiesz być miła. Po cholerę on się łudzi? Iva spojrzała na nią jak na wariatkę, a Diana odpowiedziała jej tym samym, nie do końca świadoma, że mogła rzeczywiście zrobić taką minę. Wystarczy, że ty jesteś ucieleśnieniem bycia miłą. Iva zamknęła się. Może dane im będzie chociaż przez chwilę porozmawiać sam na sam? A przynajmniej D będzie miała okazję porozmawiać z kimś, kto nie odpowiada jej tylko w myślach. Miła odskocznia od rzeczywiście urojonego świata.
Podeszła do parapetu, aby dogasić niedopalonego papierosa. Wtedy to usłyszała jego słowa. On cię chce! On chce się z Tobą kochać! zapiszczała radośnie Iva. Co najwyżej ruchać się chce, z pewnością nie kochać. Świadomie, czy nie, Diana przez jego słowa, wypięła się bardziej niżby to było wymagane przy czynności, jaką było dogaszanie peta. Nie wiedziała, czemu to zrobiła. Ale jej pośladki, opięte tylko cienkim materiałem, Daniel mógł teraz podziwiać bardzo mocno. Nie wiedziała, czy z tego skorzystał, po prostu uniosła się z powrotem i odwróciła do niego twarzą. Jakie to uczucia miał zamaskować ten mały uśmieszek?
-Może piwo? - zapytała ciekawa jego reakcji. Nim zdążył chociażby odpowiedzieć, ruszyła w stronę kuchni i otworzyła lodówkę. Czasem zachowywała się tak bardzo po mugolsku. Nie umiała nad tym zapanować. A może nie chciała? -Może opowiesz mi więcej o tym, co udało mi się wzbudzić? - odwróciła się do niego twarzą z szerokim uśmiechem na ustach. Chciała widzieć, jak będzie się wić w wytłumaczeniach, które i tak powiedzą jej o wiele mniej niż jego zachowanie. Przyzna się, czy się nie przyzna? Stanowił bardzo ciekawą zagadkę.
Nie, nie obudziłeś. - zaczęła, podchodząc do kanapy i siadając na niej. Na stoliku postawiła dwie butelki piwa. Ciemne, goryczkowe, jej ulubione. - Wróciłam godzinę temu do domu z dyżuru w Mungu. Masz idealne wyczucie czasu. - złapała w dłoń różdżkę i delikatnie dotknęła nią końca szyjki. Zaklęcie zadziałało, kapsel wystrzelił w górę i potoczył się gdzieś niechciany. To samo stało się z drugim piwem. Hazel rozsiadła się wygodnie i wpatrzyła w Daniela. -Przychodzisz w konkretnym celu, czy nie miałeś po prostu co ze sobą zrobić? - zapytała szczerze zainteresowana. Pod jej słowami nie krył się żaden wyrzut, czy złość. Czysta ciekawość jego postaci.

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2132
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2141
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Pią 5 Sty - 21:11

- Nie wiem, kim są ułani - oznajmił w całości szczerze, dla potwierdzenia wertując jeszcze stronice odleglejszej pamięci, czy aby nie zdołał czegoś pominąć. - A już z pewnością nie dzielę z nimi fantazji. - Tak czy inaczej, nie wiedział. Co więcej, Polacy byliby urażeni, stereotypowo, mimo upływu lat nadal nie przepadając za sąsiadami z zachodu.
Stał w milczeniu, nadal ćmiąc papierosa - którego ubywało niestety zbyt szybko. Czekał, samemu jeszcze mogąc delektować się porcją; rozmazane spojrzenie tylko pozornie nie wydawało się być utkwionym w sprecyzowanym punkcie - w rzeczywistości, jak gdyby instynktownie, wciąż obserwował sylwetkę Hazel. Zmrużył nieco swe oczy, wypuszczając spomiędzy ust mgiełkę, bez najmniejszego pośpiechu. W ułamku chwili zdołał się zreflektować - nie wypadało wlepiać w nią swego wzroku, nie teraz, nie w takiej konfiguracji; dla dobra zdarzenia, gdyby sama spostrzegła utkwione w jej postać tęczówki oraz dla dobra własnego, aby powstrzymać pęd niewybrednych myśli, wręcz całkowicie opierających się na instynktach - co, gdyby zbliżył się właśnie teraz? Odgonił pytanie niczym natrętnego owada.
Czas dalej płynął.
- Dobry pomysł - potwierdził, choć potwierdzenie to było zbędne. - Zrobiłem. - Z przywdzianym ponownie uśmiechem wskazał na kończącego się papierosa. Swoisty zapach oraz widziana przy powitaniu postać, częstująca się nikotyną, była wystarczającą zachętą. Nie umiałby również nie sięgnąć, nie wypełnić ponownie wołań nałogu (jak zwykli mawiać niektórzy).
- Podejrzewałaś coś złego? - dopytał, wciąż nie zdejmując ze swego oblicza uśmieszku. Tym razem posłał wątpliwości w jej stronę. Usiadł obok niej na kanapie, chociaż jak zawsze, zachowując stosowną odległość. Jego dłoń pochwyciła butelkę - zanim zawartość utraci swój osobliwy aromat. Przyjemny chłód przechodził po obejmujących palcach.
- I tak i nie - stwierdził jednakże najpierw. - Mam refleksje po obejściu mugolskich sklepów. - Jak zawsze. Otrzymanie płyty jednego z lubianych zespołów, zmotywowało mężczyznę do kolejnej z wycieczek. Pewnie zdecydowana większość kierowanych przez niego pytań wydawała się dziwna (zresztą słyszał też komentarze), chociaż ostatnio radził już sobie zdecydowanie lepiej. Znajdował się on zupełnie po stronie hermetycznego, czarodziejskiego świata - w jego magicznym mieszkaniu nawet nie było słynnej elektryczności.
- Poza tym - odezwał się wkrótce. - To najwyższa pora, nie sądzisz? - Obarczył ją zaintrygowanym spojrzeniem. W końcu, przez natłok ostatnich spraw dosyć długo się nie widzieli. - Jeszcze zaczęłabyś tęsknić - przyznał, po części ponownie używając ironii. Jak mógłby sobie odmówić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 952
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Nie 7 Sty - 12:18

Uśmiechnęła się niemiło, słysząc jego słowa. Ot, to był taki mały docinek z jej strony. Doskonale wiedziała, że Daniel ma niewiele wspólnego z krajem słowian, ale nie mogła poskąpić sobie tej uwagi. Wiedziała, że kraj z którego pochodzi, od wieków ma spory ze swoimi sąsiadami. Czyż to nie wspaniałe? Nawet i bez jej pomocy, gdzieś na świecie kwitła wrogość!
Nie zauważyła, aby spoglądał na jej sylwetkę. Ale była tego więcej niż pewna. W koncu, był tylko facetem. A oni mieli to zakodowane w DNA. Musieli robić takie rzeczy. Ile to razy Hazel była obmacywana przez pacjentów? Zawsze mężczyzn. Zbyt wiele. Przywykła do takiego zachowania z ich strony. Tym razem może tylko troszkę sprowokowała Daniela. Zbyt mocno? Nie uważała tak. Może on myślał inaczej.
-Ciebie zawsze należało podejrzewać o coś złego. W szczególności, gdy jesteś w Hogwarcie - nie mogła wiedzieć o jego związku z nieletnią uczennicą. Ale nie zmieniało to faktu, że mogła snuć insynuacje zupełnie nieświadoma, jak blisko jest prawdy. Chwyciła butelkę w dłoń. Zimne krople wody prześlizgnęły się po jej palcach na przedramię. Stukneła szyjką delikatnie o zielone szkło, które dzierżył Daniel . -Na zdrowie - powiedziała, przysuwając swoje spragnione usta do źródła trunku. Upiła łyk, dwa, cztery, nim odstawiła butelkę z powrotem na blat stolika. Nie pijała alkoholu. Ale piwa nigdy nie odmawiała. Ten smak po prostu uwielbiała i nie lubiła go sobie żałować. Tak było i tym razem.
Wyciągnęła swoje długie nogi przed siebie, z gracją splatając je na kawowym stoliku. Czy zachowywała się niekulturalnie? Z pewnością. Czy przejmowała się tym faktem? Zdecydowanie nie. W jego obecności czuła się spokojnie i wyluzowanie. Nie przejmowała się rzeczami, które nie miały znaczenia. Idealnym tego przykładem było chociażby to, w jakim ubraniu siedziała w jego towarzystwie.
Jestem niezmiernie ciekawa tej refleksji. Może powiesz o czymś, o czym jeszcze nie wiedziałam? - Z pewnością... prychnęła Iva. Prawda była taka, że Diana, pochodząc z mugolskiego świata, doskonale znała jego zasady działania. Świadczył o tym chociażby fakt, że posiadała wiele mugolskich sprzętów w swoim mieszkaniu. Lodówkę, telewizor, mikrofalę. Nie miała nigdy problemów z ich działaniem pomimo tego, że w mieszkaniu unosiło się jednak sporo magii. Powinno to powodować zakłócenia, ale na szczęście nie powodowało. Nigdy nie zastanawiała się nad tym, czemu tak jest, ale cieszyła się z tego faktu.
Prychnęła słysząc jego słowa. Oczywiście było to tylko po to, aby z niego zakpić. Tak naprawdę, wiedział, że cieszyła się na jego widok. Jak zawsze. Ale nie umiała tego okazać jak normalny człowiek. Po prostu, już taka była i tyle.
-Chyba żartujesz. Miałabym tęsknić za Tobą? Śmieszne. - jak mała dziewczynka, pokazała mu język.

/następnym razem się poprawię, za tego gniota przepraszam :(

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2132
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2141
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Nie 7 Sty - 18:26

Przystosowanie się oraz życie pośród majaczeń pozorów należało do specjalności Bergmanna - każdy jakby poznawał odmienne jego oblicze, inną cząsteczkę osobowości; przed zdecydowaną większością ukrywał cień popełnianych (a licznych) grzechów. Kłamstwo nigdy nie nastręczało mężczyźnie problemów - dlatego, pewny niewiedzy uzdrowicielki, nie zawahał się ani przez moment, automatycznie posyłając w stronę kobiety kolejny, jak zawsze drwiący uśmieszek.
- W Hogwarcie jestem wzorem do naśladowania - oświadczył, kontrastująco poważnie, jak gdyby w istocie postrzegał siebie w kryteriach autorytetu. W rzeczywistości funkcja nauczyciela zawsze była tą drugorzędną kwestią; prym wiodła sama nauka, zgłębianie transmutacji we własnym zakresie - jedynie motywowane codziennym obcowaniem z nią, dzięki spełnianiu takiej nie innej funkcji.
Butelki podczas zetknięcia brzdęknęły, a on podobnie nie odmówił sobie zwilżenia gardła odpowiednio oziębłym, bursztynowym napojem. Uwielbiał piwo, najbardziej ze wszystkich trunków; niczym typowy przedstawiciel swej połowicznej narodowości. Nic nie równało się temu specyficznemu, chmielowemu, gorzkiemu aromatowi - zostającemu jeszcze przez jakiś czas na języku.
- Ciekawi mnie część wynalazków. Konkretnie, ostatnio jeden, pozwalający słuchać muzyki gdziekolwiek, choćby na dworze. - Nie miał najlepszej pamięci do nazw w tym przypadku, ponieważ jego zdaniem nie były zbytnio intuicyjne. Cóż, poza odtwarzaczem, określeniem tym samym w sobie. Wiedział, że nie powinien zaskoczyć tym Diany - jego wiedza, przyrównawszy do obeznania kobiety, wypadała o wiele bardziej ubogo niźli w rzeczywistości. - Widziałem przy stoisku jakiegoś dzieciaka i on akurat wygłosił, że nikt praktycznie już z nich nie korzysta. Dziwne. - Dzieciak wspominał o jakimś smartcośtam, niemniej Daniel niewiele zrozumiał z jego rozmowy z prawdopodobnie rodzicem. Stał dalej, nie chcąc wyjść na wścibskiego. Musiał powstrzymywać zdziwienie przy niektórych przedmiotach, aby nie wzięto jednomyślnie go za dziwaka. Miał jeszcze zamiar tam wrócić.  
- Ranisz moje uczucia. - Skrzywił się i powiedział z wypracowanym, teatralnym wręcz smutkiem, jak gdyby właśnie zamiast wystawienia języka, ubodła go materialnym ostrzem. Naprawdę - oboje wiedzieli, jak było. Gdyby się nie znosili, unikaliby siebie nawzajem - nic więcej. A już bynajmniej nie aranżowaliby spotkań.
- Skoro więc nie tęskniłaś - nawiązał - czym tak bywałaś zajęta? - W zasadzie był ciekaw, czy zdołało się u niej cokolwiek zmienić, jak minęły ostatnie dni - liczył, że prawidłowo oraz bez większych narzekań. Nie miał zamiaru drążyć szczegółów, pozwalając - jak zawsze - wypowiedzieć jej tyle, co uważała za słuszne.
W odwecie (?), wcześniej neutralnie obserwując wyłożone na stole kobiece nogi, niby przypadkiem położył zimną butelkę tuż obok jej nagiej skóry.
Pozostawało wyłącznie liczyć na zakładaną reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 952
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Pon 8 Sty - 18:10

Odpowiedziała uśmiechem na uśmiech. Tylko, że jej nie mógł być uznany w żadnym wypadku za sympatyczny. Na tyle, na ile zdążył poznać Daniela, wiedziała, że zdecydowanie nie można było go uznać za "wzór do naśladowania". Może i posiadał ogromną wiedzę w zakresie swojej dziedziny, ale nie tylko o wiedzę chodziło. Czasami Diana uważała, że ten mężczyzna miał jeszcze gorsze przystosowanie do życia w społeczeństwie, niż ona. Oczywiście, że tak jest! Przecież ty masz mnie do pomocy, a on jest sam jak palec! skwitowała Iva. Diana nie mogła się z nią nie zgodzić w tej kwestii.
-Próbujesz oszukać mnie, czy siebie? - uniosła jedną brew ku górze szczerze zaintrygowana odpowiedzią, którą od niego uzyska. Czy on naprawdę uważał się za kogoś takiego? Czy mógłby mieć aż tak wybujałe ego? Nie, chyba aż tak narcystycznie ludzie nie żyli na tym świecie. Może. Podobnież.
Obserwowała go, gdy próbował pierwsze krople złocistego trunku. Była zaintrygowana tym, czy wpasował się on w jego kubki smakowe. Ale Daniel nie wyglądał tak, jakby coś mu nie odpowiadało. Wręcz przeciwnie, był zadowolony z rezultatu. To pozwoliło się dziewczynie trochę odprężyć.
-MP3 to się nazywa, potoczniej mówiąc odtwarzacz. Pozwala zgrać do niego dowolne utwory a potem odtwarzać w dowolnym, wybranym przez Ciebie momencie. - wyjaśniła, nie do końca pewna, czy w ogóle Bergman chce o tym słuchać. Dla niej, takie rzeczy z mugolskiego świata, nie były niczym niezwykłym. W końcu, do jedenastego roku życia żyła jak jeden z nich. Jej matka, wraz ze swoim partnerem, dalej tak żyli. Technologia ruszyła do przodu i nikt nie mógł tego rozwoju powstrzymać. Diana tylko się dziwiła, dlaczego technologia czarodziejów pozostawała nadal w miejscu. - Bo miał rację. Teraz każdy dzieciak, czy dorosły, ma w kieszeni smartfona, czyli rodzaj telefonu, na którym możesz zrobić dosłownie wszystko. - wiedziała, bo sama ostatnio widziała taki w posiadaniu Tomasa. Kto by przypuszczał, że ta wiedza kiedykolwiek się jej przyda? Może jakbyś czasem skupiała się na bardziej istotnych rzeczach, to wyszłoby to dla Ciebie lepiej? Od tego mam przecież Ciebie. Diana wyszczerzyła się, Daniel mógł uważać, że w jego kierunku, ale tak naprawdę robiła ten gest w kierunku siostry. Tego mężczyzna już nie mógł wiedzieć.
Zbyła jego pytanie, dotyczące jej codziennych zajęć, zwykłym wzruszeniem ramion. I ona i on wiedzieli, że żadne z nich nie chce o tym słuchać. Ona poświęcała się swojej pracy, on nienawidził jej za to, jakim zawodem się parała. Po co było rozpoczynać ten drażliwy temat?
Zamiast tego, kiedy postawił zimną butelkę tuż obok jej gołej nogi, spojrzała na niego z urazem wymalowanym na twarzy. Jak powinna zareagować? Czyżby była to prowokacja? Czy może przypadek? Na przypadek mi to nie wygląda.
-I masz rację, to nie przypadek. - powiedziała spokojnie, patrząc mu prosto w oczy. -Danielu, czy masz może ochotę na seks? - nie wiedziała, czemu to z siebie wyrzuciła. Ale nie czuła się z tym źle. Jeśli się zgodzi, to pewnie będą się ze sobą pieprzyć. Jeśli nie, to zaobserwuje u niego rumieniec, świadczący o zażenowaniu. Ona czegoś takiego nie odczuwała, więc nawet potencjalne odrzucenie, by jej nie zraziło.

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2132
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2141
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Wto 9 Sty - 17:46

- Siebie nie byłbym w stanie oszukać - uciął, niby odwdzięczając się ironicznym ciosem z podobnym, zakwitłym na obliczu trucizną uśmieszkiem. Czy aby na pewno, Danielu? W swoich oczach był święty, był nieobarczony winą, był centrum, dookoła którego wytyczone zostały orbity spraw innych, składowe otaczającej rzeczywistości. Każdy cel, każdy gest, każde słowo - którym uraczył zewnętrzność, które wybiegło, stało się dostrzegalne dla zmysłów - nigdy nie powstawało bez konkretnego powodu. Z Hazel przyjaźnił się, ponieważ uważał ją za ciekawą; ponieważ od zawsze interesowały go osoby odstające od tłumu, niechętnie płynące z tym prądem pozbawionych rozumu sylwetek, gardzące tym, co zwyczajne, bezmyślne - wykonywane bez własnej woli.
- Nie wierzę, żeby coś było dobre we wszystkim. - Pokręcił już później głową. Miał w zwyczaju buntować się przeciw niektórym, mugolskim rozumowaniom - dla niego absolutnie niezdolnym wobec przyjęcia. Nie akceptował niektórych rzeczy, miał problem z procesem zgłębiania pomysłów i uzasadnień dlaczego zostały uznane jako przydatne. Nie umiał pojąć, z jakiego powodu mugole uznali odtwarzacze za niepotrzebne - musiał przyznać, że spodobało mu się urządzenia i nawet, gdyby ktoś umiał zasilić je w określoną muzykę, z pewnością chętnie by je zakupił. Szkoda, że w przypadku Hogwartu okazywało się nieprzydatne - jak zresztą większość tworów mugolskiej techniki, przy tak ogromnej ilości magii zwyczajnie popadających w otchłań metalowego obłędu.
Rozsiadł się nieco wygodniej, lądując swymi plecami w miękkim oparciu kanapy. Butelka z piwem leżała już bezproblemowo na stole - odpuścił, nie wychwytując żadnej, pełnej zdenerwowania - słownej - reakcji.
Zamiast tego, usłyszał inne, nieco konsternujące go słowa.
Wpierw nastąpiło zdziwienie - przez krótki okres, potrzebny na skierowanie spojrzenia, odwrócenia się głową w stronę kobiety; jej bezpośredniość zdołała go nieuchronnie zaskoczyć. Ślizgał się przez moment spojrzeniem po jej obliczu, dzięki zmianie ułożenia ciała - przybliżony, mając jak gdyby wszystko na wyciągnięcie ręki. Nie wpadł mimo to w obnażające z pokładów pożądania szaleństwo, zamurowanie z nastającego szoku, tym bardziej oburzenie (żałosne); wydawał się niesamowicie spokojny, jak gdyby rozmowa tyczyła się zgoła innego tematu. Zapieranie wyburzyłoby własne prawa - tak długo, jak widział, że jest w swej sugestii poważna (a przynajmniej odnosił tego rodzaju wrażenie).  
- Cóż - wyznał dopiero leniwie, po chwili, być może przeciągniętej zbyt długo; wyciągnięta przez niego dłoń musnęła kobiecy policzek - jak gdyby w przeprowadzanym badaniu miękkości membrany skóry, mógł znaleźć każde z wyjaśnień nurtujących go wówczas pytań - taka jest słabość gatunku. - Dłoń zsunęła się, zahaczając opuszkami o wrażliwszą strukturę szyi. W rzeczywistości - cały czas testował ją, sprawdzał, nachylając się oraz wpierw powoli łącząc ich usta, dozując tę intensywność, pozwalając swojemu dotykowi zstępować, celowo - po materiale koszulki, między nieznacznym wzniesieniem piersi, ustępując dopiero przy zwodniczym draśnięciu linii podbrzusza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 952
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Czw 11 Sty - 0:18

Każdy próbował oszukiwać w tej pięknej grze zwanej życiem. Jednym udawało się to trochę lepiej, innym znacznie gorzej. Każdy nie bywał szczery. Czy to sam ze sobą, czy przed wszystkimi wokół. Tak naprawdę zależało od punktu widzenia. Czasami kłamstwo było dobrym rozwiązaniem. Zdaniem Diany, nigdy słusznym. W niewielu aspektach z Ivą się zgadzały, ale w tym i owszem. Diana nigdy nie kłamała. Nawet w tak błahych sprawach jak to, czy podobał jej się wczorajszy film. Takie po prostu miała zasady. I cholernie dokładnie ich przestrzegała.
-Byłbyś w stanie. Nawet pewnie nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak często to robisz. - jej śmiertelnie poważna mina tak pięknie kontrastowała z jego drwiącym uśmieszkiem. Co za nim chciał ukryć? Prawdę? Zażenowanie? Czy może to, że wiedział, że ma rację? Nie chciała się nawet domyślać. Oczywiście, że kłamie. Na każdym kroku. Nawet teraz, mówiąc coś, co pozornie nie miało żadnego znaczenia. Iva nie chciała odpuścić tego tematu. Była znacznie bardziej dociekliwa niż jej siostra. Bo jej siostry nie interesowały tak błahe kwestie. Ją interesowało coś zupełnie innego.
- Za mało widać znasz świat, Danielu. Kiedyś Ci to udowodnię. - tym razem nie poskąpiła sobie uśmiechu, który był idealnym zwieńczeniem tej rozmowy. Ona, niespełna ćwierćwieczna panna miała nauczać jego, starego wygę. Diana nie mogła sobie tego odmówić.
Z nieskrywaną ciekawością obserwowała jego reakcję na jej słowa. Widziała, jak ślizgał się wzrokiem po jej ciele. Czy je oceniał? Czy próbował stwierdzić, czy jest wystarczająco dla niego dobra? Może to tylko kolejna gra, w którą życie miało zamiar zaangażować ją bez jej wiedzy? Może on tylko pragnie tego, aby zobaczyć, co skrywają jej ciepłe uda? Idiotko, zdecydowanie tylko tego pragnie. Wiem Iva. Ale nie psuj mi tego. Mnie to nie przeszkadza. A powinno! Niby czemu? Nie mam zobowiązań, on też nie, czemu powinno mi to przeszkadzać? Ale na to pytanie Iva nie chciała już udzielić odpowiedzi.
Przymknęła oczy, czując jego szorstką dłoń na swoim delikatnym policzku. Rozkoszowała się tym dotykiem. Było w nim coś z lęku? W końcu, nigdy wcześniej tego nie robił. Każdy nowy kontakt mógł lękać.
-Każdy ma jakieś potrzeby, prawda Danielu? Możemy ulżyć dzisiaj tej jednej. - powiedziała, otwierając swoje błękitne jak niebo oczy i wpatrując się w niego. Szukała w jego spojrzeniu czegoś, co mogłoby zdradzić jego odczucia. Był tak wkurwiająco spokojny! Nie okazywał nic, bo mogłoby naprowadzić ją na to, z jakiego typu Danielem ma dzisiaj do czynienia.
Gdy poczuła jego wargi na swoich, przymknęła oczy, aby móc jeszcze bardziej skupić się na tym delikatnym dotyku jego ust. Czuła jego dłoń, badającą strukturę jej ciała. Czuła i chciała czuć więcej. Nie po to proponowała mu coś takiego, aby teraz zachowywać się jak dziecko w przedszkolu. Buzi buzi i do domu? Nie, to nie było w jej stylu.
Czuła, że Iva się wycofała, zostawiając ją samą, kiedy pogłębiła pocałunek, którym obdarował ją Daniel. Nie chciała teraz przeszkadzać. Wiedziała, że Diana i tak nie usłucha. I słusznie. Nie zamierzała.
Pewnie dlatego pozwoliła sobie na to, aby nie odrywając ust od jego ust, po prostu usiąść na nim okrakiem. Ten delikatny pocałunek uznała za przyzwolenie. Skoro on ją testował, czemu ona nie mogła jego? Wdarła się językiem do jego ust. Chciała tańczyć i chciała, aby ten taniec trwał długo. Aby rozwijał się, delikatnie, z czasem, ale by wciąż nabierał tempa. Złapała w swoje dłonie garść jego włosów, przyciągając go jeszcze bliżej siebie. Czy zareaguje tak, jak się tego spodziewała? Czy może zamierza ją zaskoczyć?

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2132
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2141
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Sob 13 Sty - 0:53

Składał hołd przyjemnościom - z a w s z e, kiedy tylko mignęły, kiedy tylko kusiły go sposobnością ich zaczerpnięcia; z tego źródła chciał czerpać garściami, wydobyć - ile tylko był w stanie, zachłysnąć się, na ile potrafiły zgromadzić przestrzenie w płucach. Dlatego poddał się wpływom chwili, potęgując w namiętności ich pocałunek - odpowiadał za każdym razem, również ofiarowując od siebie coś jeszcze. Kosztując wciąż bliskość warg, obejmował ją niespokojnymi dłońmi, nieustającymi w wędrowaniu po plecach, po linii nakreślającej sylwetkę - być może nieeksponującej zmysłowych, kobiecych zaokrągleń przy poszczególnych punktach, niemniej wciąż delikatnej.
Nie chciał posłusznie usłuchać dyktanda pojedynczej konfiguracji postaci - zmuszając ją pod naporem swojego ciała do ułożenia się na kanapie - mając nadal w bliskości jego ciało i powtarzalny oddech.
Początkowo przyglądał się jej - wyłącznie, jak gdyby badał i wyszukiwał czegoś bez tej zwierzęcej aury, która jak mgła zalegała na iskrzących się w pożądaniu oczach. Uśmiechnął się, lekko, znów bez pośpiechu. Jego opuszki palców tym razem zstąpiły w swym ruchu, przerwawszy wcześniejszy układ; rozprowadzały delikatnie swój dotyk, przez uda, zahaczając o okolice pośladków.
- Nie patrzę pod takim kątem - odpowiedział dopiero teraz ściszonym tonem, spoglądając prosto w jasnoniebieskie tęczówki Hazel. Pofolgowanie żądzom nie było w tym najważniejsze - nigdy nie postrzegał się w ramach materialisty podczas intymnych kontaktów z kobietą. Najważniejsze pozostawało jak oraz ile będzie mógł zebrać z tych krótkich, efemerycznych momentów. Epizodów, uciekających od zobowiązań.
- Ulga - dodał, nachylając się - jest zbyt krótkotrwała. - Ucałował podbrzusze, choć wcale nie wydawał się zmierzać niżej - podwijając już wcześniej koszulkę Hazel, aby uzyskać dogodny dostęp (muskał ponadto wargami wyraźnie odczuwalne pod skórą wzniesienia grzebieni biodrowych), w kolejnym, zdecydowanym ruchu - zbliżonym swym charakterem wobec szarpnięcia - postanowił ją ściągnąć, aby już więcej nie stanowiła zbędnej, obecnej pomiędzy nimi przeszkody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 952
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Nie 14 Sty - 0:33

Nie chciała się spieszyć. Chciała rozkoszować się tym, co właśnie było dane jej zaznać. Uczucie bliskości było jej niemalże całkowicie zapomniane. Nie tylko uczuciowej, fizycznej również. Teraz, czuła się jak ćpun, który po bardzo długim czasie posuchy dostał działkę najlepszego towaru w mieście. Z jednej strony, chciała znów znaleźć się na haju, jak najszybciej, z drugiej strony, chciała rozkoszować się chwilą, która mogła przez zbyt długi czas już się nie powtórzyć. Nie potrafiła stwierdzić, co w tym momencie będzie lepsze dla niej. Postanowiła działać na ślepo. Wiedziona pożądaniem i pragnieniem zaznania tej bliskości.
Przecież ja jestem blisko Ciebie... wyszeptała Iva, kiedy Daniel zdecydował się popchnąć Dianę na siedzisko kanapy. Zamknij się Iva. tylko tyle była w stanie wydusić z siebie, aby pozbyć się natrętnej siostry. Nawet teraz nie potrafiła odpuścić. Nie mogła pozwolić być jej samej. Nie w takim momencie...
Diana, ja zawsze będę o Ciebie dbać, usłyszała, gdzieś pomiędzy kolejnymi zetknięciami się ust, jej i Daniela. Czemu nie chciała dać jej spokoju?! Czemu nawet teraz? Przez tyle lat z nią była, czemu tym razem nie mogła dać jej spokoju?! Postanowiła nie odpowiadać. Może to właśnie była metoda, która miała uspokoić apetyt na konwersacje Ivy. Może dzięki temu.
Skupiła się na tym, co tu i teraz. Z przyjemnością patrzyła w oczy Daniela, delikatnie poznaczonymi dookoła zmarszczkami doświadczenia przez los. Niekwestionowanym był fakt, że przeżył więcej, niż ona. Ale czy aż tak intensywnie, jak ona?
-Więc niech to nie będzie ulga. - wyszeptała, nim zdjął z niej koszulkę i zaczął błądzić po jej ciele. Rozkoszowała się jego pocałunkami, na jej poznaczonym tatuażami i bliznami ciele. Z pewnością musiał zwrócić uwagę na te liczne zgrubienia świadczące o ranach, które w tych miejscach zostały zadane. Tylko ślepiec by nie zauważył.
To będzie czysty akt zezwierzęcenia, nie miłości zawyrokowała Iva, gdy Daniel pozbawił ją koszulki. W tym momencie coś pękło w Dianie. Jej "siostra" poszła o jeden most za daleko i niezmiernie zdenerwowało to kobietę.
Zamknij się Iva! - krzyknęła, nieświadoma tego, że słowa te wypowiedziała na głos. Dopiero po chwili, dopłynął ten fakt do jej świadomości. W momencie cała zesztywniała pod Danielem. Nie wiedziała, co powiedzieć, zrobić. Jak się zachować. Jak to wytłumaczyć. Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi.
Czekała na jego reakcję. Nie dopuszczała do siebie myśli, że B A Ł A się jego reakcji. Nigdy wcześniej, nikt. Nikt nie słyszał, aby mówiła do Ivy! Dlaczego akurat on? Dlaczego teraz...

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2132
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2141
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Pon 15 Sty - 10:48

Pośpiech był niepotrzebny.
Nie lubił nadto się spieszyć - był częścią ludzi, tych, czekających cierpliwie na odpowiedni moment. Tych, którzy potrafili wciąż czyhać z nieugaszoną determinacją, aby uderzyć wtem w najwłaściwszy akord, dostosowany do sytuacji, nastroju, wszystkiego - co pomagało im w osiągnięciu celu. Chciał najpierw poznać jej ciało, zazwyczaj, zgodnie z obyczajami skrywane za fałszywością ubrań; eksplorując dotykiem warg oraz opuszek palców. Dostrzeganą całość - jej blizny, układające się w zagadkową historię - zachowywał dla siebie, owiewając tę kwestię milczeniem, aby skupiać się na sprawianych i odczuwanych doznaniach. W końcu każde zasklepienie się rany, widoczna szrama, najczęściej bledsza, o różnorakich zdolnych w przybraniu kształtach - stawała się alegorią wydarzeń, symbolem bezwzględnie odciskającej piętno przeszłości. Na jego szczęście, własne blizny przypominały wręcz oparzenie - zadane czarnomagicznym zaklęciem, oszpeciły wyraźniej struktury przedramion, niemniej pozwalały przy kwestii ich pochodzenia zalepiać oczy odbiorcy kłamstwem. Nie zadawał większej ilości pytań, ponieważ zwyczajnie nie czuł obecnie takiej potrzeby, ponieważ wszystko inne, oprócz wdrażanych czynności wydawało się zbędne, zakłócające rytm aktualnie trwającej metamorfozy spotkania.
Być może powinien. Może.
Pełen zdenerwowania ton Hazel wbił się jak gdyby zgrzytem w receptory mężczyzny, dźwięcząc wyraźnie długo i jakby odbijając się wewnątrz umysłu echem. Nieadekwatność oraz jej spięcie, zagęszczająca nagle się atmosfera - kiedy jedyną myślą było nurkować znów w pocałunkach przenoszonych na pagórki jej piersi, odrzuciło wcześniejszą chęć ich zbliżenia - odrzuciło wszystko, pozostawiając wyłącznie niechciane zdziwienie. Zatrzymał się; podniósł się nieco, zwiększając zaległy ponownie dystans. Przez moment panowało nieprzyjemne, dławiące w klatce piersiowej milczenie, a atmosfera prężyła się niczym struna tuż przed następstwem pęknięcia. Spojrzenie Bergmanna znowu wbijało się w niemal bliźniacze swą barwą oczy; tym razem jakby zastanawiając się, jakby usiłując odnaleźć odpowiedź dlaczego. Wcześniejsze obawy zdołały się nieuchronnie potwierdzić.
Nie chciał tego. Oboje nie chcieliby o tym wiedzieć.
- Nikt nic nie mówił - oznajmił jednakże, nagle, ledwie zmuszając swój narząd głosu. Spokojnie, neutralnie - mimo skradającej się niepewności. Zbyt oschle? Nie było tutaj nikogo. Żadnej Ivy. Wyłącznie oni. Cholera jasna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 952
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Pon 15 Sty - 18:57

Widziała, jak nagle zmienia się jego twarz. Widziała, jak pojawia się na niej konsternacja i niezrozumienie. Ona sama również tego nie rozumiała. To wszystko było zbyt skomplikowane i zagmatwane. Gubiła się w tym wszystkim. Nie wiedziała, co powinna powiedzieć, bądź zrobić. Jak naprawić tak zjebaną sytuację. A tym razem żadne podpowiedzi nie przychodziły do jej głowy. Natrętna Iva dała spokój w momencie, gdy wszystko się już posypało.
Trzeba to zakończyć, zdecydowanie zawyrokowała Diana, gdy Daniel odsunął się od niej na tyle, aby móc znów spojrzeć jej w oczy. [i]Może być tylko gorzej, więc należy temu zapobiec.
Uniosła się, zgrabnie wysuwając z pod jego ciała. Oddaliła się, na niedużą odległość, ale taką, która w tym momencie była murem nie do przebycia. Nie patrzyła na niego. wiedziała co ujrzy. Zawód, rozczarowanie. Nie chciała się z tym teraz mierzyć.
Sięgnęła po swoją koszulkę i niezgrabnie zakryła nią dopiero co uwolniony biust. Podciągnęła kolana bliżej swojej piersi, aby jeszcze bardziej się od niego odgrodzić. Nie poradziłaby sobie w tym momencie z rozmowami, które być może chciałby zapoczątkować.
-Danielu wyjdź proszę. - powiedziała cicho. W końcu odważyła się spojrzeć na niego. W jej błękitnych tęczówkach była ogromna determinacja. Musiała sobie to wszystko przemyśleć. Wiedziała, że musi to zrobić we względnej samotności. Bo sama przecież nigdy nie bywała.
Szybko założyła koszulkę i wstała z miejsca. Podeszła do okna i sięgnęła po jednego z leżących na parapecie papierosów. Gdy odpalała go mugolską zapalniczką, jej dłonie się trzęsły. Ale zapanowała nad tym.
-Wynoś się. - wysyczała w jego kierunku, gdy w końcu udało jej się zaciągnąć dymem papierosowym. Tak bardzo chciała z kimś o tym porozmawiać. Ale nie mogła. Musiała być sama. Już zawsze miała pozostać sama. Nikt nie był w stanie jej pomóc. A już szczególnie nie ktoś taki, jak Daniel. Ktoś, kto miał nazbyt dużo własnych zmartwień. Była skazana na samotność. Bądź półśrodek samotności, który powstał za sprawą Ivy...

/Zt.

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 


Ostatnio zmieniony przez Diana Hazel dnia Wto 16 Sty - 12:55, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2132
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2141
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Wto 16 Sty - 12:18

Wszystko mijało zdecydowanie z b y t szybko. Zmieniało się. Rozpadało?
Drastyczna zmiana - rozprzestrzenianie się zakłócenia, w którym pęcznieje uprzednio zdegradowany dystans. Nie bronił się - wiedział, tak być musiało, odkąd zapadły te słowa - słowa, które paść nie powinny. Czy Diana w istocie słyszała głosy, nieuchodzące z żadnej realnej krtani? Widziała ludzi, jacy wszak nie istnieli, nie teraz, nie tutaj? Nie wiedział, nie odpowiadał oraz starał się ignorować smagające ze wszech stron jego umysł pytania oraz dyskomfort usadowienia w miejscu tej sytuacji.
Nie przeczył, nie chciał rozmawiać - z jednej strony na swój sposób się niepokoił (martwił? nie, to określenie dość niefortunne w jego przypadku odwiecznie trudnych w zdefiniowaniu emocji). Nie odpowiadał. Usłuchał jej, wymykającej się teraz - bez żadnych dźwięczeń sprzeciwu, bez niepotrzebnie ciskanych spojrzeń, podniósł się z jeszcze niedawno ugiętej pod ciężarem obu ich ciał kanapy. Wstał, układając przelotnie wymięty materiał ubrań oraz podążył po kurtkę. Wtedy coś jego tknęło - jakby dotyk pokusy, odezwania się jednak, niezostawienia tego; wzrok powędrował na postać Hazel, lecz powtórzenie komunikatu, rażąco ostrzejsze, niczym zirytowane zwierzę, które prężąc się oraz szczerząc, nie zawaha się w żadnym stopniu podjęcia ukąszeń - odciągnęło mężczyznę od jakichkolwiek, wcale nie ratujących pomysłów. Wiedział, że to nie koniec - a jeśli zmieni kształt końca, uczyni w ten sposób tylko oraz wyłącznie z jej własnej, nieprzymuszonej inicjatywy.
- Przecież wiem - odpowiedział bezbarwnie, bez jakichkolwiek emocji. Wiedział, już wiedział. Nie potrzebował nic więcej. Narzucone odzienie wierzchnie nie było nawet zapięte z należytą dbałością - na to miał czas w trakcie schodzenia ze schodów. Poszedł oraz zostawił ją samą.
Wedle wyrażonego życzenia.

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2132
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2141
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Czw 15 Lut - 16:28

| jakiś czas po ostatnim spięciu ._.

Wspomnienia męczyły go.
Cisza, nastająca po zakończeniu (?) łączącej  z Hazel relacji, nie dawała mężczyźnie spokoju; kreowała poczucie nie winy, lecz czegoś blisko pojęcia niewłaściwości. Była nienaturalna, zbyt nagła i zbyt raptowna - niewłaściwie wypowiedziane zdania, niewłaściwy ciąg konwersacji, nieszczęsne zbiegi okoliczności. Wyrzuty sumienia były jednakże czymś obcym, ogółem samo pojęcie grzmiącego we wnętrzu głosu - a jednak, pojawiła się drobna pustka, której nie umiał odrzucić.
Czy brakowało mu na swój sposób?
Od niepamiętnych czasów miał problem przy określaniu swych uczuć, od zawsze nieodgadnionych, z enigmą wijących się w jego wnętrzu. Żywione względem kobiety nie były co prawda wzniosłe, były tylko i aż sympatią, zdaje się - porozumieniem, które ostatnio zdołał przecinać nóż różnic. Najwyraźniej tylko sympatia była wystarczająca. Nie oczekiwał już zrozumienia, nie pragnął prawić kobiecie przeprosin, błagać o wybaczenie swych słów uchodzących impulsem przy pożegnaniu. Chciał się wyłącznie przekonać, czy uda im się powrócić w obręby wcześniejszych ścieżek, pełnych ironii i luźnych, nieskrępowanych spotkań.  
Zjawił się jako kruk; wylądował na parapecie jednego z okien. Sfrunął, odruchowo przeczesał masywnym dziobem swe skrzydła; owa forma była korzystna pod względem odrzucenia za pierwszym razem - łatwiej było dobijać się do jej okien, niźli stać jak słup soli na klatce schodowej (lub jako natarczywy jej adorator), ściągając zaciekawienie głównie starszych mieszkańców. Zwierzęca postać gwarantowała bezkarność. Kruk przyjrzał się, uważnie, gdzie się znajduje, lustrując jasnymi ślepiami - co tylko zdołał. Zastukał dziobem raz w szybę. Jeśli nie pomagało - zastukał kolejny. I tak, ciągle, albo jak Diana Hazel zdecyduje się ulitować, albo jak nie wytrzyma z nerwów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 952
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Czw 15 Lut - 22:44

Drama dramę goni, czy tym razem ją dogoni?

Kilka ostatnich dni było dziwnych i dla niej w zupełności niezrozumiałych. Natłok codziennych wyzwań sprawiał, że nie miała czasu i nie chciała rozmyślać o zdarzeniach, które niedawno miały miejsce. Bo tak naprawdę chciała się odciąć. Od świata zewnętrznego i od jego brzydoty. Chciała tylko egzystować, bez konsekwencji łatania swojego jestestwa w jakikolwiek sposób. Cóż... Nie wychodziło jej to najlepiej.
Pomimo tego, jak usilnie próbowała, to gdzieś jednak w zakamarkach jej umysłu, nadal kołatało się jej ostatnie spotkanie z Bergmannem. To, jak ją potraktował i jak ona potraktowała jego. To wszystko... chyba należy powiedzieć, że w jej mniemaniu zaszło zdecydowanie za daleko. Nie wiedziała, co z tego wyjdzie i wiedzieć nie chciała. Ale brak kontaktu z nim mimo wszystko w jakiś sposób jej doskwierał. Nie wiedziała tylko czemu? Może powodem tego stanu był fakt, że był jednym z nielicznych ludzi, którzy w ogóle chcieli mieć z nią kontakt?
Tego dnia było lepiej. Myśli o nim nie doskwierały jej już tak często. Zaplątana w codzienność zapomniała o tym, co kalało jej umysł od dłuższego czasu. Tak było lepiej i bezpieczniej. Jeszcze chwila, a Bergmann zostanie tylko wspomnieniem. Czy miłym, czy niemiłym, to się okaże. Kiedyś. Nie dziś.
Zmęczona, po całodniowym dyżurze otworzyła drzwi do swojego mieszkania. Tak charakterystyczny dźwięk przekręcanego w zamku klucza rozległ się w głuchym i cichym mieszkaniu. Po chwili drzwi otworzyły się na oścież, a mrok jej "apartamentu" został rozjaśniony przez światło bijące z korytarza. Zamknęła za sobą drzwi znów pogrążając się w ciemności. Nie chciała światła. Światło niosło za sobą konieczność rozmyślania. Przynajmniej dla niej. Wolała, aby było ciemno.
Znała to miejsce jak własną kieszeń. Ruszyła wolno przed siebie, niespiesznie powłócząc nogami w kierunku kanapy. Chciała na niej się położyć i porozmawiać. Z Ivą. Dowiedzieć się, co tak naprawdę sądzi o tym wszystkim. Jak ona by postąpiła. Chociaż w taki sposób poznać opinię siostry. Nie tę prawdziwą. Tą "jej" opinię. Niestety, nie było jej to dane.
Dźwięk skrobania o szybę wyrwał ją z letargu i w ułamku sekundy wprowadził w stan pełnej gotowości. Nie zarejestrowała nawet, kiedy różdżka znalazła się w jej dłoni, wiedziała tylko, że jest, gotowa do użycia. Dźwięk powtórzył się, a Diana dokładniej przyjrzała "miejscu zbrodni". Zobaczyła tam ptaka. Małego, czarnego jak smoła, którzy uparcie stukał dziobem i wpatrywał się w głąb mieszkania. Zaskakująco rozumnym wzrokiem.
-Szlag - zaklęła tylko pod nosem i ruszyła w stronę okna. W tym samym momencie machnęła różdżką i pomieszczenie zostało rozświetlone za pomocą zaklęcia lumos.
Otworzyła okno i od razu ruszyła w kierunku kanapy na której zległa ciężko. Nie patrzyła, czy Bergmann zechce wejść do środka. Nie interesowało ją to. Chciała, aby ten człowiek w ogóle jej nie interesował. Ale tak nie było.
-Zapomniałam, że wiesz, gdzie mieszkam. - rzuciła, z lekkim prychnięciem w głosie, zamiast zwyczajowego powitania. Zresztą, w ich relacji nigdy nie sprawdzało się nic, co kultura i obyczaje nakazywały.

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2132
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2141
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Czw 15 Lut - 23:34

Swoje stuknięcia w szybę odmierzał z bezwzględną, niemijającą rytmiką, niczym naturalny irytujący metronom, nawołujący do skierowania uwagi. Sukces. Ptak ożywił się - odstępując od poprzedniego zajęcia - obarczając spojrzeniem Hazel. Oczywiście musiała go poznać. W kilku zwinnych, wyprowadzonych susach, przemieścił się z parapetu ku wewnątrz; poderwał się nagle - jakby do lotu - niemniej w połowie rozpostarcia swych lśniących, czarnych jak nocna kopuła skrzydeł, przybrał właściwą postać człowieka. Daniel Bergmann uśmiechnął się, lekko, z tą osobliwą pogardą i serdecznością - doskonale znaną jej grą nieustannych sprzeczności, zaistniałą na rozciągniętych wargach.
Rzeczywiście - brakowało mu tego.
Na swój, dziwaczny dość sposób.
Z reguły wracał. Z natury był mącicielem oraz uwielbiał na nowo budować z ruin, zakrzywiać uspokojone relacje, zsyłać niepewność - niezdolność przewidzenia następnych, mających zaistnieć działań. Jego krnąbrne usposobienie, poruszanie się zawiłością nieodgadnionych ścieżek nakazywało dochować tradycję, nie przekreślać relacji, nadal drążyć mimo ewentualnych odrzuceń, nadal próbować - odzyskać choć garść żywionej wcześniej sympatii. Chciał to wszystko zobaczyć. Chciał obserwować, jak reaguje, jak bardzo jest wściekła - czy będzie w stanie ją znów przekonać. Była to specyficzna i dziwna gra, w którą lubił wplątywać wszystkie znane osoby. Wszystko wszak było grą - on dziś był innym sobą niż wcześniej. Tym, którego poznała, sącząc swe piwo w jednym z londyńskich pubów.
- Dałaś mi przyzwolenie na nawiedzanie - odpowiedział od razu, niby-wzgardliwie, niby-zwycięsko, w kolejnych, ludzkich już krokach pokonując dzielącą ich sylwetki odległość; z zauważalną pewnością poruszał się (niczym cień) w stronę kanapy. W najgorszym wypadku był w stanie oberwać zaklęciem bądź tradycyjnie - w twarz, pulsującą impulsem bólu wraz z nadchodzącą czerwienią.
- Kto inny nazwie mnie rudym dupkiem? - dopytał nagle, zatrzymując się ostatecznie; ciekaw, czy każe mu wyjść czy może przekona się oraz postanowi rozmawiać. Przechylił nieco swą głowę, śledząc uważnym wzrokiem kobiecą postać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 952
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Czw 15 Lut - 23:56

Ciężko określić, czy czuła złość, lęk czy strach zważywszy na okoliczności jego pojawienia się. Tak naprawdę, ona postawiła już na tym wszystkim kreskę. Przekreśliła całą relację, która udało im się utworzyć. Bo należy wiedzieć, że D nie należała do osób szczególnie cierpliwych i łaknących atencji. Nigdy nie zabiegała o niczyje względy i raczej nigdy nie przyjmowała do wiadomości ewentualnej informacji dotyczącej swojej winy, bądź udziału w rzeczach, które nie działy się względnie według jej woli. Była dziwna. Inna. Specyficzna. Czy właśnie nie to go do niej przyciągnęło?
Nie mniej, gdzieś, bardzo głęboko, czuła radość, że go widzi. Ale nie mogła się do tego przyznać. Nie w obecności Ivy, która wciąż czyhała na jakikolwiek moment zawahania z jej strony. W końcu, dokładnie wiedziała, jak pokierować "rozmową" aby zmusić siostrę do zdradzenia ich niewinnego sekretu. Ostatnio się przekonała, że zdradzanie się, przed KIMKOLWIEK, nie mogło mieć miejsca. To wszystko, musiało pozostać w niej samej. Choćby miało rozerwać od środka, pozostać musiało tajemnicą.
Czemu na jej twarzy wykwitł delikatny uśmiech, kiedy usłyszała jego słowa w tym półmroku? Czemu nie potrafiła pozostać obojętna względem niego i wszystkiego co go dotyczyło? Bo po prostu czuła, że zwyczajnie zdążyła go polubić. Tę nietypowość, niezdolność do normalnie ludzkiego zachowania i sposób, w jaki się do siebie odnosili. Nie wiedziała, czy to prawda, czy tylko jej umysł płata jej figle, ale zdawało się to być wszystko takie naturalne w ich wykonaniu. Takie proste, jak być powinno. Przynajmniej z jej strony.
-A czy nasze ostatnie spotkanie nie było jednoznaczne z anulowaniem tego przyzwolenia? - uniosła jedną brew do góry, kiedy zadawała to pytanie. Można by było je potraktować poważnie, gdyby nie niewielkie wykrzywienie ust, które sugerowało uśmiech. U niej raczej wyglądało jak grymas bólu niżli uśmiech. Ale tak już miała.
-Pewnie dostatecznie szybko byś mnie zastąpił lepszym modelem. - dodała, przy czym pokazała mu język, niczym mała dziewczynka.Zachowujesz się jak wariatka zaszumiało jej w głowie ze strony Ivy. Ale co mam na to poradzić, skoro dobrze się czuję w jego towarzystwie? Chwilę trwało nim jej siostra skomponowała godną odpowiedź. Odciąć się. On Cię tylko skrzywdzi. A wrak ja będę doprowadzać do ładu.
Ciężko było nie przyznać Ivie racji. Ale jeszcze ciężej było nie zaryzykować. Odciąć się i nie wrócić. Diana miała dosyć uciekania. Tego, że uciekała już tak daleko, że zgubiła drogę powrotną. A gdyby tak zaryzykować i poprosić o nawigowanie do portu? Zaryzykować?
-Cieszę się, że Cię widzę. Nie przypuszczałam, że jeszcze będę miała okazję. - dodała po chwili, przeczesując dłonią swoje i tak już zmierzwione włosy. Wstała z zajmowanego miejsca. Mimo, że była cholernie zmęczona, że nie miała siły, coś ją pchnęło w tę stronę. Po prostu podeszła i dotknęła go. Delikatnie, jakby się bała, że Bergmann rozpadnie się na milion kawałków. Dłonią zabłądziła w jego rudym zaroście by po chwili nieśmiało objąć mężczyznę. Tak nieśmiało, że w każdym momencie była gotowa na odrzucenie, odepchnięcie. Jednak nie była pewna, czy w tym momencie by to zniosła.

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2132
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2141
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Pią 16 Lut - 12:29

Wszystko wydawało się nagle wracać do normy. Kto wie? być może, po prostu nie byli w stanie rozwlekle obarczać się gniewem, pogrążać w zdenerwowaniu oraz zupełnie odcinać łączącą ich nić relacji. Słysząc ze strony kobiety, zapadający komentarz, dotyczący przyzwoleń, Daniel Bergmann przybrał twarz niewiniątka, do którego pierwszy raz docierają zaskakujące wieści.
- Nic mi o tym nie wiadomo - odpowiedział, udając (jak często czynił) niewiedzę. Nigdy nie obchodziły jego (ponad czynione pozory) zasady, nic dziwnego, że nie rozważał czy aby powinien zastukać w szybę i nieustannie dobijać się do jej lokum. Jak widać - niezależnie od konwenansów - takie działania przyniosły mu zamierzony skutek. Były zdecydowanie lepsze aniżeli kreślenie na pergaminie listów, które łatwo przez adresata wrzucić do tańczącego ognia lub najzwyczajniej spopielić jednym machnięciem różdżki. O wiele lepiej było spotkać się tu i teraz mieć przed oczami reakcje, zmusić niejako swą obecnością do odpowiedzi.
Zaśmiał się krótko, co brzmiało raczej - podobnie do urwanego prychnięcia. Refleksy, osiadłe na powierzchni tęczówek błysnęły, zanim rozbrzmiały sprecyzowane słowa.
- W tej kategorii jesteś niepodważalnie najlepsza - wyznał. Trudno było nie przyznać pierwszego miejsca kobiecie, jeśli chodziło o bycie brutalnie szczerym, wysyconym w każdej cząsteczce duszy ironią, pełnym prawionych bez wytchnienia docinek. Miła i ułożona Diana Hazel wydawała się praktycznie nie istnieć - była nieomal pojęciem abstrakcji, ba, antytezą, która nie byłaby zdolna koegzystować z postacią, z zachowaniami pani uzdrowicielki. Owszem, miała swe epizody - odwiecznie pełne wyjątkowości, jakby dziwaczne, choć na swój sposób przyjemne. Owym razem, również jej czyny nie mogły być przewidziane, a on jedynie poddał się dotykowi, muskającemu szorstki policzek, jak gdyby oczekiwał spokojnie kontynuacji. Odpowiedział na prosty gest bez podtekstów, również obejmując swoimi ramionami kobietę, bez zbędnego pośpiechu, dostosowując się należycie do sytuacji. Trwając tak, chwilę bez większych ruchów.
- Nigdy nie doceniałaś mojej osoby - odpowiedział dopiero wtedy. - Już, już. Lepiej zbyt długo mnie nie przytulać - rzucił półżartobliwie, jakby ją przed czymś ostrzegał - sam z siebie niemniej nie odstąpił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 952
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Nie 18 Lut - 12:09

Może jednak dane im będzie zachowywać się dokładnie w taki sposób, jakby to wszystko nigdy nie miało miejsca? Obcować ze sobą w taki sposób jak dotychczas, bez zbędnych komentarzy czy rozmów? D wiedziała, że to nie może się udać. Oboje mieli zbyt silne charaktery. Takich kłótni, jak poprzednia będzie tysiące. Każdy z nich miał własne zdanie. Chciał grać we własną grę, która niekoniecznie zawsze musiała przypasować partnerowi rozgrywek. Próbować przeciągnąć na swoją stronę, zmusić do czynienia wedle swoich zasad. On grał z nią. Ona nie pozostawała mu dłużna. To już zawsze miało tak wyglądać.
Ale jej to nie przeszkadzało. Wiedziała, że mimo swojej zawiłości i popierdolenia, ta sytuacja była dobra. Odpowiednia do ich wymagań i standardów. Bo względem siebie nie mieli żadnych. Zarówno jedno jak i drugie, bezsprzecznie mieli być tylko rozrywką. Bez rozmów, zawiłości z tym związanych, czy (Melinie uchowaj!) uczuć. Po prostu być, kiedy drugie tego wymaga. To jedno, w tej całej relacji było stałe. Bezsprzecznie i niepodważalnie. Teraz już o tym wiedziała.
-W takim razie, niezmiernie mi miło, że w czymś jestem najlepsza. - powiedziała, nie żałując mu w tym wypadku ironii. Poza tym, pozwoliła sobie na wykonanie teatralnego wręcz gestu, jakbym był głęboki ukłon przed nim. Jakby w ogóle przejmowała się nadaniem tak zaszczytnego tytułu.
To, że odpowiedział na jej gest, miało dla niej jakieś symboliczne znaczenie. Mówiło coś, czego sama przed sobą przyznać nie chciała. Że może, może jednak, istniała gdzieś na świecie osoba, na którą będzie mogła liczyć. Że nie ma tylko nieżyjącej siostry. Że nie jest sama. Diana, przestań. On nie jest wart niczego więcej jak oplucia. zawyrokowała Iva, goszcząca w jej umyśle. Iva, zrób coś dla mnie i odpierdol się, choć na chwilę. Chciała ją urazić. Wiedziała, że tylko powstrzyma siostrę od komentarzy, chociaż na chwilę. Było warto.
-A co tu doceniać? Bergmann, nie schlebiaj sobie aż tak. - odpowiedziała, wtulając delikatnie polik w jego obojczyk.
Słysząc jego kolejne słowa, tylko uśmiechnęła się sama do siebie. Wiedziała, że postępuje dokładnie w taki sam sposób, w jaki ona się zachowywała od wielu, naprawdę wielu lat. Ale nie zamierzała go w tym momencie usłuchać. Miała inny pomysł na to, jak sprawdzić jego granice. Poprzednim razem nie wyszło. Może dziś wszystko potoczy się lepiej? Pozostawało tylko mieć nadzieję na takie rozwiązanie.
-A czym to niby grozi? - przy tych słowach, odsunęła się od niego nieznacznie, aby móc spojrzeć mu w oczy. Na jej ustach wykwitł dziwny, niekoniecznie jasny uśmiech, który, miała nadzieję, chociaż jeszcze przez chwilę pozostanie dla niego zagadką. Jedną ręką powoli, niespiesznie, rozpoczęła spacer po jego torsie, tak niebezpiecznie blisko jej własnego. Wędrowała, delikatnie wodząc koniuszkami palców. Zmierzała w jedno miejsce, dlatego stanęła dopiero w momencie, gdy jej palce zahaczyły o pasek jego spodni. Wciąż spoglądała mu prosto w oczy, szukając reakcji i ewentualnego zganienia za niegrzeczne zachowanie.
-I co zrobisz, skoro nie zamierzam usłuchać Twojego ostrzeżenia? - zapytała cicho, wciąż się uśmiechając.

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2132
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2141
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Pon 19 Lut - 18:46

Pewność siebie nie opuszczała mężczyzny - pod wpływem słów, wyłącznie pęczniała dalej, rozkwitała w obecnym układzie; tak naturalnym dla nich jak wyjątkowym. Zazwyczaj grali, aczkolwiek nigdy nie byli blisko - gesty czułości były zdecydowanie obce im dwojgu, nawet zdawkowe i pozbawione konkretniejszego znaczenia. Zupełnie, jakby ironia stanowiła powietrze, którym musieli oddychać, bez którego nie przetrwaliby ani chwili.
- Nie przesadzaj. Czymś mogę się na pewno poszczycić - mruknął, wciąż nie ścierając przybieranego uprzednio wyrazu z twarzy. Wszystko wydawało się wracać na dawne ścieżki, z naturalną łatwością po opadnięciu jak kurz tych nieszczęsnych, zrodzonych nagle emocji. Nie należał do osób (gdy nie istniała tego rodzaju potrzeba), które gniewały się długo; rozpamiętywał tylko prawdziwe krzywdy, raniące najgłębiej - wówczas potrafił wymazać ślady relacji. Tym razem jednak - odwrócenie się od osoby Hazel byłoby nieuchronną, odniesioną porażką, cierpko raczącą w swych konsekwencjach goryczą, do jakiej nie chciał dopuścić; lubił spędzać z nią chwilę, tak najzwyczajniej, tak w krystalicznym znaczeniu słowa, bez materialnych celów bądź innych, rozpatrywanych korzyści.
Nie spodziewał się.
W swoich planach zakładał (jak zawsze) otwarte wyśmianie od głupków, ewentualne pytanie złośliwe dlaczego, samo w sobie, nic więcej; perspektywa wcześniejszej kłótni nie wydawała się nadto nakłaniać do otwartości. Poddał się jednak jej woli, ze spokojem przyjmował jej dotyk, zwodniczo osiadający tuż przy konkretnym punkcie; odwzajemniał spojrzenie, owiane opanowaniem z nutą niejednoznaczności - to była gra, w grze zakazanym było nakręcać się całkowicie natychmiast, rzucać, ujawniać słabość jak erotyczna maszyna, której do rozpoczęcia reakcji wystarczy drasnąć leniwie jeden, właściwy przycisk. Zerwanie reguł było słabością, jakiej to Daniel Bergmann nigdy, swojej osobie nie miał zamiaru wybaczyć. Nie musiał, nie chciał tak prędko wszystkiego uczynić jawnym.
Dlatego więc jedna dłoń, zstępowała mozolnie, zbyt wolno, wzdłuż linii jej kręgosłupa, w stronę pośladków, w stronę ud - do których, jak widać, nie było wcale jej śpieszno. W zamian za to, druga ręka musnęła policzek Hazel, niby badając fakturę, igrając z granicą zaistnienia dotyku opuszkami swych palców. Odwzajemniał jej uśmiech, nadal był jakby drwiący - choć swą postawą zapraszał, nie negował, przyzwalał owym razem prowadzić.
- Wyciągnę konsekwencje - szepnął, w końcu odpowiadając na zawieszone w przestrzeni, osamotnione (zuchwałe?) pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 952
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Wto 20 Lut - 14:10

Nieodłączny element ich rozgrywki wciąż znaczył te dwa charaktery w tak dotkliwy sposób. Żadne nie umiało i nawet nie chciało z tego zrezygnować. I dobrze, może właśnie dlatego, ich znajomość była tak "wyjątkowa". Lub raczej różnoraka od wszystkich spotykanych i nawiązywanych.
-Fakt, mógłbyś poszczycić się byciem najbardziej rudym dupkiem. - nie odmówiła sobie przyjemności jaką było rzucenie tego komentarza w eter. Tym samym, nawiązywała do wcześniej wypowiedzianych słów przez niego samego, wcześniej, tego wieczoru.
Czuła, że odwrót byłby w tym momencie zupełnie niewskazany i bezsensowny. Sama rozpoczęła nową grę i zamierzała doprowadzić ją do końca. Myśl o tym finale sprawiała jej przyjemność, a miała świadomość, że po drodze będzie tylko i wyłącznie lepiej. Lub przynajmniej tego oczekiwała po ich ewentualnym zbliżeniu, do którego, miała nadzieję, dojdzie dzisiejszego wieczoru.
Rozkoszowała się delikatnym dotykiem, którym ją raczył. Tym nikłym błądzeniem jego palców po jej ciele. Przymknęła oczy czując muśnięcie policzka, które zaoferował. Nie rezygnowała przy tym z naturalnego dla tej relacji wyrazu twarzy, którym był złośliwy uśmieszek. Choć wydawać by się mogło, że jej reakcja musiała być inna, Diana nie mogła postąpić tak, jakby ktoś się po niej czegokolwiek spodziewał. Zawsze była indywidualistką nie podążającą za żadnymi normami, czy przejmującą się panującymi zasadami. Wspięła się na palce, otwierając oczy i patrząc prosto w jego własne tęczówki. Zbliżyła się niebezpiecznie.
-Próbuj szczęścia. - wyszeptała prost do jego ust. Nie pozostawiła mu czasu na jakąkolwiek odpowiedź, zbyt zachłannie wpijając się w jego usta. Przyciągnęła go do siebie, nie zważając na jakiekolwiek chęci protestu. Skoro chciał grać, nie mógł się teraz wycofać. A z pewnością ona by mu na ten ruch nie pozwoliła. Chciała kontrolować sytuację i jej rozwój. Nie dopuścić do momentu, w którym to on zacznie decydować o zdarzeniach mających nadejść. Chciała sprawować władzę nad jego ciałem i pokazać, że jest do tego zdolna.
Wdarła się językiem do jego ust nie oczekując niczego innego jak równie natarczywego ataku. Jej palce wplątały się w jego włosy ciągnąc za nie nieświadomie. Po chwili jednak i tego było dla niej mało. Musiała działać dalej.
Dlatego oderwała się od niego, a wtedy w jej oczach mógł zauważyć nieskrywane w żaden sposób, czyste pożądanie, uwolnione z uwięzi po zbyt długim czasie. Pchnęła go, silnie, ale odpowiednio w stronę kanapy. Sama po chwili usiadła na nim okrakiem i znów odnalazła drogę do jego ust. Nie zamierzała poprzestawać na tym, ale chciała mu wskazać jakie plany miała względem niego i co mogłoby go czekać za chwilę, jeśli tylko odważyłby się zaryzykować.

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 37
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2132
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2141
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   Czw 22 Lut - 22:34

Uformowany dosadniej uśmiech ozdobił ekspresję mężczyzny; przepływający leniwie początek równie niespodziewanie załamał się w zachłanności spotkania warg. Odpowiedział na pocałunek, przymknąwszy oczy w coraz intensywniejszym etapie; nie zwracał nadto uwagi na potargane, krótkie kosmyki, mierzwione przez wnikające, kobiece palce. Ochoczo niszczył zachowywane strzępki dystansu, nie oponował, dał porwać się impulsowi, jej żądaniom, nakazującym zgodność z uzewnętrznianą wolą. Była niezwykle śmiała w swych poczynaniach, aczkolwiek śmiałość nigdy nie odstraszała Bergmanna - wręcz przeciwnie, nęciła i zachęcała do dalszych, mających być zaznanymi wrażeń. Aktualna zachłanność nie była wystarczająca; nadal dostosowany, wylądował raptownie plecami zagłębianymi w miękkość kanapy. Dłonie położył delikatnie na biodrach, chociaż w rzeczywistości był bardziej ciekawy niż zgodny, uzależniony od czynów pragnącej mieć całkowitą władzę kobiety. Czekał na odpowiedni moment - kontrola była akurat tym, co uwielbiał, również w tych sprawach, unosząc nieubłaganie się nad sylwetką. Był równie krnąbrny i równie trudny do przewidzenia, rzadko kiedy w całości oddając się w dominacji kobiecym rękom. Dostrzegał jej pożądanie; tliło się również, wzmagało w jego tęczówkach, barwnych pasmach zżeranych przez narastanie źrenic.
Przygryzł jej dolną wargę, dalej bawiąc się pocałunkiem, choć chwilę później odstąpił - aby móc krótko powiedzieć:
- Mam jeszcze czas - wyznał z zadowoleniem (ostrzeżeniem?) wobec nieokreślonych planów. Na razie jednak nie włączał swoich zamierzeń, jedynie błądząc niespokojnymi dłońmi po ciele; miękkie wargi przylgnęły, muskając cienką membranę skóry jej szyi, wyznaczając ścieżkę wiodącą niżej, absolutnie niespiesznie, jak gdyby lękał się pominięcia któregokolwiek fragmentu. Jednym z palców umyślnie, złośliwie zahaczył o zapięcie jej spodni; doskonale wiedząc, że przecież - najpewniej nadal nie będzie chciała jego skromnej osobie pozwolić przejąć inicjatywę oraz zagarnąć wszystko.
Prowokował ją.
P r a w d a?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Mieszkanie Diany Hazel   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie Diany Hazel

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Mugolskie miejsca
 :: 
londynskie mieszkania
-