Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Dom Beatrice L. O. O. Dear

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1200
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 738
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Wto Gru 26 2017, 17:58


Dom Beatrice


Dom Beatrice Dear został zaczarowany w taki sposób, że tylko osoba, która już w nim była, bądź bezpośrednio od Bei dowiedziała się o jego położeniu geograficznym, mogła go odnaleźć. W innym wypadku nie było to możliwe. Ten zabieg pozwalał na pozbycie się ewentualnych niechcianych gości.


Front domu


Dom znajduje się w mocno zalesionym miejscu, z dala od wzroku ludzkiego i centrum miasteczka, na delikatnym wzniesieniu. Z jego werandy rozpościera się przepiękny widok na Dolinę Godryka co zdecydowanie zachęca do spędzania wieczorów w tym miejscu. Drewniane ściany i kamienne murki idealnie się ze sobą komponują tworząc bardzo enigmatyczne wrażenie.



Ogród cz.1




Ogród cz.2


Ogród jest mocno zadrzewiony i może sprawiać wrażenie mocno zdziczałego. Jednak w całym tym rozgardiaszu jest jakiś urok, który sprawia, że to miejsce jest jeszcze bardziej magiczne


Parter:
 
Piętro:
 



______________________

Are you afraid of blood?



Ostatnio zmieniony przez Beatrice L. O. O. Dear dnia Sro Wrz 05 2018, 10:32, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1200
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 738
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Czw Gru 28 2017, 17:43

Teleportowali się dokładnie tam, gdzie Beatrice miała nadzieję się znaleźć. Niewiele dzieliło ich od celu, ale musieli jednak swoje przejść. Nie mogli teleportować się od razu do domu Beatrice z racji tego, że po pierwsze, Lorenzo nigdy tam nie był, więc nie miał takiej możliwości, a po drugie teren został otoczony wieloma zaklęciami ochronnymi, które miały bronić posiadłość przed niechcianymi gośćmi. A dzięki przeprowadzonym wcześniej testom, dziewczyna wiedziała, że zaklęcia naprawdę bardzo dobrze działały.
-Od celu dzieli nas dziesięć minut drogi. - powiedziała wyraźnie podekscytowana i ruszyła przed siebie. Lorenzo mógł się zdziwić, że nie szła w kierunku centrum miasteczka, ale w stronę lasu i wzniesień, które znajdowały się w odległości kilku kilometrów. Na szczęście na żaden szczyt Bea nie musiała się wdrapywać, a do jej domu prowadziła wygodna, kamienna droga, tak szeroka, że nawet auto spokojnie by nią przejechało.
Nie odzywała się w czasie drogi, aby nie zdradzić mężczyźnie niepotrzebnych szczegółów. Miała zamiar po prostu pokazać mu budynek i czekać na jego reakcję, to byłoby o wiele zabawniejsze niż zdradzenie się ze wszystkim od razu.
W końcu, w oddali zobaczyła, jak drzewa, które rosły gęsto wokół nich, delikatnie zaczęły się przerzedzać. Nieświadomie przyspieszyła kroku pragnąc jak najszybciej znaleźć się u celu. W międzyczasie wymruczała kilka zaklęć, które pozwoliły i chłopakowi zobaczyć to, co ona dostrzegła już dawno.
Pierwsze, co zauważyła, to światło żarzące się delikatnie na parterze budynku oraz na werandzie. Wszystko wyglądało dokładnie tak, jak wtedy, gdy zostawiała swój dom kilka godzin temu, nim ruszyła do Londynu na kolację. Budynek wyglądał tajemniczo i enigmatycznie. A zalesiony teren wokół niego dodawał mu zdecydowanie magicznego uroku. Bea była niezwykle dumna z tego, co udało jej się w tym miejscu osiągnąć.
- Ta dam! - powiedziała cicho z nieskrywaną radością w głosie.
Ruszyła po schodach, ciągnąc za sobą Lorenzo. Stanęła na drewnianym tarasie i odwróciła mężczyznę w stronę, z której dopiero co przyszli. - Spójrz, jaki niesamowity widok. - dodała, sama nim się zachwycając. To przede wszystkim dlatego postawiła na kupno tego domu. -Chodź do środka. - pociągnęła go za sobą.
Stuknęła różdżką delikatnie w klamkę a drzwi otworzyły się same. W środku delikatnie paliło się światło sprawiając, że na co dzień przytulne pomieszczenie, jeszcze bardziej zyskiwało.
-Witam w domu Beatrice Dear. - wyszeptała, sama nie do końca dowierzając w to, że się jej udało. Że to było tylko i wyłącznie jej miejsce i mogła tu zrobić co by tylko zapragnęła.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lorenzo T. Sorrentino

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Czw Gru 28 2017, 18:01

Pod koniec kolacji Beatrice była... bardzo energiczna i zniecierpliwiona. Nie wiedział co się kroi, ale postanowił iść za dziewczyną, a także teleportować ich w wyznaczone przez nią miejsce. Dobrze, że zdał wszystkie testy na teleportacje, bez tego musieliby się odnaleźć gdzieś w Dolinie, co mogło być problematyczne, ponieważ było już ciemno i trochę późno.
Szedł za dziewczyną, która go prowadziła w dość dziwne miejsce. Oddalali się od centrum idąc w stronę lasu.
- Dokąd idziemy? - zapytał się, lecz nie uzyskał odpowiedzi, po prostu Trice przyspieszyła. - Wiesz... jeżeli chcesz mnie zabić, to znam lepsze miejsca. - dodał w żarcie idąc dalej. Nie obawiał się, że dziewczyna coś mu zrobi, bo wiedział że Trice nie mogłaby muchy skrzywdzić, a co dopiero swojego przyjaciela. Może i zasłużył na spoliczkowanie, ale nie na porzucenie w lesie, przynajmniej tak myślał.
Gdy dotarli do jakiegoś domu, dalej nie wiedział o co chodzi. Pamiętał, że mówiła mu o kupnie domu, lecz nie spodziewał się że zrobi to tak szybko. Myślał, że kupi go dopiero za parę miesięcy. Gdy przedstawiła posiadłość z pełnym entuzjazmem nie miał już wątpliwości. Kupiła dom. Wszedł na taras i rozejrzał się po okolicy. Prawda... widok był niesamowity. Sam kiedyś marzył o takim domku, a jak na razie utknął w mieście i pewnie jeszcze przez długi czas w nim pozostanie. Wszedł do środka i zaczął się rozglądać po pomieszczeniach. Nie mógł nic powiedzieć, ponieważ go zamurowało. Piękna okolica, piękny wystrój, prawdziwy dom.
- Niesamowite. Gratuluje! - powiedział z dużym uśmiechem i radością w głosie. - Masz swój dom. Jest przepiękny. Pewnie musiałaś na niego harować jak wół. Jestem pod wrażeniem. - dodał głosem pełnym zaskoczenia i dalej się rozglądał. Miała tutaj wszystko. Naprawdę wyprowadziła się od rodziców i to nie do jakiegoś mieszkania na raty, a do własnego domu, z ogródkiem i niesamowitą okolicą. To było bardzo duże osiągnięcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1200
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 738
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Pon Sty 01 2018, 23:29

Szczerze nie mogła się doczekać jego reakcji na widok tego miejsca. Był jej przyjacielem, najlepszym, oczywiście, że jego opinia cholernie dużo dla niej znaczyła. Liczyła się z jego zdaniem i brała je sobie do serca. Teraz mógłby ktoś zapytać, dlaczego więc nie poprosiła go o opinię wcześniej, nim kupiła ten dom? Bo ten jeden raz w życiu chciała zrobić coś zupełnie sama, od podstaw, bez proszenia kogokolwiek o pomoc i dokładnie tak, jak jej się to podobało. Chciała, aby to miejsce doskonale wyrażało to, kim była i by nikt jej nie mówił, że te różowe firanki pasowałyby tutaj lepiej. Chciała po prostu zrobić coś po swojemu. I móc się pochwalić efektami, kiedy przyjdzie na to czas.
A widząc szok na twarzy Lorenza, mogła uznać, że zdecydowanie udało się jej. Wszystko poszło dokładnie tak, jak to sobie zaplanowała. Sama jeszcze nie do końca dowierzała, że to miejsce należy do niej, więc rozglądała się wokół z dużą ekscytacją wymalowaną na jej twarzy. Sama nie wiedziała co powinna powiedzieć.
-Wiesz co, ten dom był stosunkowo tani przez to, w jakim stanie był. Trochę czasu musiałam tutaj poświęcić, rodzice wiele razy się zastanawiali, gdzie znikam wieczorami. A zakupiłam go już dłuższy czas temu. Dwa miesiące zajęło mi doprowadzenie go do takiego stanu. - odpowiedziała, wchodząc dalej i ciągnąc go za rękę wgłąb pomieszczenia. Salon połączony z kuchnią i jadalnią, był duży, ale urządzony tak, że wydawał się być o wiele bardziej przytulny niż przed remontem, który zrobiła tu Bea.
-Lorenzo, tak się cieszę! Nie mogłam się doczekać, aby pokazać Ci to miejsce! - zapiszczała radośnie i rzuciła mu się na szyję. Cholernie się cieszyła z tego, co udało jej się osiągnąć.
Chciała ucałować go w policzek, ale w tym samym momencie Sorrentino wykonał delikatny ruch głowy. Na tyle delikatny, że jej usta minimalnie zahaczyły o jego. Jej prawy kącik spotkał się z jego lewym kącikiem.
Nie wiedzieć czemu, Beatrice zamiast odsunąć się od mężczyzny, to stała w takiej pozycji jeszcze kilka sekund, patrząc mu głęboko w oczy. Przecież nic do niego nie czuła, był jej przyjacielem, najlepszym przyjacielem. Ale gdyby tak?
A potem po prostu bardzo delikatnie dotknęła jego ust swoimi ustami, jakby były najdelikatniejszym motylem na świecie, który mógłby odlecieć w każdym momencie, spłoszony i zbudzony do działania. Jego wargi, tak cudownie miękkie i różne od tych, które zwykła całować, sprawiły, że chciała więcej. Nie do końca zastanawiając się nad tym, co będzie dalej.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lorenzo T. Sorrentino

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Wto Sty 02 2018, 16:42

Dobrze zrobiła, że nie pytała się go o zdanie. Lorenzo miałby pewnie wątpliwości co do takiej inwestycji. Myślałby, że to zabierze dużo pieniędzy, a efekty nie musi być taki oszałamiający. Oczywiście myliłby się, ponieważ dom był przepiękny. Sam by chętnie taki sobie sprawił. Beatrice miała swoją wizję i ją zrealizowała, to go cieszyło. Była niesamowita. Była dorosłą i poważną kobietą. Czasami jest mu trudno patrzeć na nich nie przez pryzmat jak byli dziećmi, a przez to że są już dorośli i myślą przyszłościowo.
- Naprawdę jestem pełen podziwu. Poradziłaś sobie perfekcyjnie, zwłaszcza że trzymałaś takie przedsięwzięcie w tajemnicy. Myślałem, że już niczym mnie nie zaskoczysz. - powiedział z uśmiechem. Podziwiał salon, rozglądając się po nim, zaglądając tez do kuchni. Naprawdę się postarała. Podobało mu się to połączenie pokoi, były tylko oddzielone ściankami i kominkiem. Prawdziwy dom marzeń.
Gdy rzuciła mu się na szyje nie odsunął się, tylko objął ją w talii. Wiedział, że się cieszyła, sam się cieszył jej szczęściem bo naprawdę było co podziwiać. Nie spodziewał się, że zamierzała go pocałować w policzek, dlatego też delikatnie ruszył głową, a gdy to zrobił poczuł jej usta na swoich. Stał jak wryty, bo niezbyt wiedział co to oznacza. Spojrzał jej tylko w oczy, wyczytał z nich, że sama nie wie co się w tej chwili dzieje. Byli przyjaciółmi to fakt, nie czuli nic do siebie poza tą przyjaźnią, ale...
Czując jak znowu go delikatnie pocałowała odwzajemnił ten pocałunek. Jej usta smakowały bardzo dobrze. Nigdy jej nie całował, to był pierwszy raz. Objął ją mocniej, przyciągając do siebie. Zaczął ją całować pewniej, namiętniej i teraz nie przypominali zwykłych przyjaciół. Nie wiedział jak daleko może się posunąć, ale wiedział jedną... chciał ją, wręcz pragnął bliskości. Delikatnie zaczął przesuwać się w stronę stołu, który był w salonie. Gdy znajdowali się wystarczająco blisko, postanowił ją podnieść i posadzić na tym stole. Nawet na chwilę nie przerwał całowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1200
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 738
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Wto Sty 02 2018, 21:26

Mogła zaskoczyć. Chciała zaskakiwać. Chciała być nieprzewidywalna, chciała być taką, o jaką nikt jej nigdy nie podejrzewał. Chciała, aby patrząc na nią, zastanawiali się "Gdzie się podziała ta Beatrice, która rozpaczała po Maximillianie?" Chciała być lepsza niż ona sama i chciała, aby to nadal było realne i możliwe do spełnienia.
Może właśnie dlatego zachowała się w tym momencie w taki, a nie inny sposób? Może właśnie to było wytłumaczeniem złączonych w pocałunku ust?  Zaskakiwać można było na wiele sposobów, a ten, który obrała Beatrice był jednym z nich. W końcu, przecież jeszcze tego samego wieczoru, coś zupełnie innego mówiła Lorenzowi. A teraz zachowywała się tak, jakby przeczyła samej sobie i kłóciła się sama z własnym jestestwem. Ale, nie umiała inaczej. Nie chciała. Nie mogła. Nie była w stanie nic poradzić, że pod wpływem tego pierwszego zetknięcia się ust, zachciała więcej. A to pragnienie nie było podparte żadnymi uczuciami, które mogłyby definiować ją jako zakochaną. Po prostu była to chwila, gdzie rozum się wyłączył i zadziałał instynkt. Ciężko stwierdzić czy zdrowy.
To, gdy on również zdecydował się ją pocałować zadziałało na nią jak magnes. A ona była stopem najczystszej stali, który nie mógł mu się w żaden sposób oprzeć. I nawet tego nie próbowała. Nie miało to sensu. Po co miałaby żałować sobie czegoś, na co po prostu miała ochotę? Od tak, bez żadnych podtekstów czy wyrzeczeń na rzecz kogokolwiek. Po prostu zapragnęła go. Jego, jako mężczyzny, przyjaciela i być może kochanka, o ile będzie pragnął tego samego, co i ona.
Jego gesty pokazywały, że nie była dla niego obojętna, że się liczyła. W jakiś dziwny i pokręcony sposób, nie zrozumiały przez żadnego z nich. To, jak pogłębił pocałunek, powiedziało Beatrice wiele, mimo, że może i nie powinno. Sama nie pozostawała mu dłużna. Jej język szybko zetknął się z jego i połączył w namiętnym tańcu. Jej dłonie, zarzucone na jego szyję, przeniosły się na głowę i plecy mężczyzny, przyciągając go jeszcze bliżej, tak by nawet pojedynczy atom nie mógł się między nimi prześlizgnąć. Jej całe ciało przylgnęło do niego. Byle bliżej Lorenza, byle bliżej. Czuła palącą rządzę bliskości, nie mogła jej sobie w tym momencie odmawiać. I nie zamierzała tego robić. Nie zniosłaby teraz odmowy.
Na odmowę się nie zanosiło. Każdy czyn mężczyzny to udowadniał. To, jak jej pośladki zetknęły się z zimnym drewnianym blatem. To, z jaką intensywnością wcześniej na nią patrzył.
Odsunęła się, na chwilę. Dla kogoś mogła by być to tylko chwila, ale dla niej była wiecznością. Spojrzała mu w oczy, zaintrygowana, co dane jej będzie w nich ujrzeć. Czy spokój, czy tęsknotę, czy może opanowanie i rządzę?
-Chcesz tego? Chcesz mnie? - wyszeptała niebezpiecznie blisko jego ust. Ponownie złożyła na nich pocałunek, tym razem delikatniejszy, niż te, którymi wzajemnie przed chwilą się raczyli. Zjechała swoimi ustami na jego szczękę, znacząc ją pocałunkami, niezwykle łagodnymi, może trochę ospałymi, niepewnymi? Zeszła jeszcze niżej, rozpinając jedną dłonią guzik przy jego koszuli, który blokował dostępu do jego szyi. Pocałowała go w miejsce tuż pod jabłkiem Adama, kierując się jeszcze niżej i zostawiając mokre ślady języka na jego skórze. -Czy może życzysz sobie, abym przestała? - wyszeptała nie odrywając ust od jego skóry, szorstkiej, tak cudownie różnej od jej samej.
Nie myślała o tym, aby się zabezpieczać. W końcu, od wielu lat to robiła. Jeszcze zanim ponownie zeszła się z Maxem, to stosowała eliksir antykoncepcyjny, a że miała duże zdolności warzenia ich to nigdy jej nie zawiódł. Nie mogło być inaczej i tym razem.

______________________

Are you afraid of blood?



Ostatnio zmieniony przez Beatrice L. O. O. Dear dnia Nie Sty 14 2018, 14:42, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lorenzo T. Sorrentino

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Wto Sty 02 2018, 22:17

Najbardziej zaskoczyło Lorenzo to, że pocałowała go, gdy wcześniej naskoczyła na niego, że są tylko przyjaciółmi. Naprawdę nie rozumiał co się stało, co się nagle odmieniło. Ale czy mu w tym momencie to przeszkadzało? Nie, absolutnie nie. Sam nie wiedział czemu się nie odsunął i powiedział coś w stylu: "to zły pomysł", bo najprawdopodobniej takim był. Teraz jego mózg i jakiekolwiek poczucie odpowiedzialności czy godności zanikły. Zostało tylko i wyłącznie pragnienie. Pragnienie jej ciała, bliskości i seksu. Mogło być to spowodowane, że dawno z żadną panną nie był, ale głównym czynnikiem było to, że tego chciał. Nie mógł się jej oprzeć. Była piękna i atrakcyjna, zwłaszcza w tej sukience. Jakiekolwiek hamulce mu puściły i gdy dojrzał choć cień szansy, żeby ją zdobyć postanowił to wykorzystać. Zdobyć... duże słowo, lecz odnosi się tylko i wyłącznie do dzisiejszej nocy. Któż to wie co się stanie potem. Pokłócą się? Zerwą kontakt? A chuj go wie, teraz go to nie obchodziło.
Nie protestował, wręcz przeciwnie, sam ją postanowił rozgrzać tak, że nie będzie mogła odmówić. Choć zauważył, że wcale nie musiał tego robić. Sama go chciała, sama go prowokowała do dalszego działania. Podobało mu się to i to bardzo. Czuł jak podniecenie rosło, jak bardzo jej pragnął. Rozsunął tylko jej piękne nogi i usadowił się pomiędzy nimi, żeby znaleźć się bliżej i dalej ją całował. Prowadził zacięty pojedynek z jej językiem, a walka kończyła się remisem. Spojrzał na nią gdy się go zapytała.
- Chce Ciebie. - także wyszeptał pośpiesznie, wpijając się ponownie w jej usta. Powiedział to całkowicie szczerze. Pozwolił jej na to aby całowała go po szyi i brodzie. Było to niesamowite uczucie. Nie miał zamiaru zostawać dłużny, dlatego też zaczął powoli rozpinać sukienkę, za jej plecami. Robił to powoli, ponieważ lubił ten moment przesuwania suwaka i rozbierania partnerki. - Nawet się nie waż teraz przestawać. - powiedział poważniej pogrążony w ekstazie. Mogło to brzmieć jak groźba, ale w żadnym wypadku tak nie było. Był podekscytowany, napalony i chciał aby ta chwila trwała wiecznie. Rękoma wodził ją po nogach, od kolna po biodra, delikatnie przechodząc na jej brzuch i dekolt. Miała bardzo gładką skórę, której mógłby dotykać przez cały czas. Chciał spróbować jej szyi, dlatego w przerwie jaką zrobiła, wpił się w nią robiąc kilka mokrych śladów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1200
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 738
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Wto Sty 02 2018, 23:48

+18

Nikt nie mógł przewidzieć tego, co miało nastąpić za chwilę. Nikt też nie był w stanie zapewnić ich o konsekwencjach podjętych przez nich decyzji. Oboje tego pragnęli, oboje próbowali sięgnąć po coś, co mogłoby okazać się zakazanym owocem. Co mogło ukarać za głupi błąd, grzech tak bardzo ludzki i nieludzki jednocześnie w swej prostocie. Coś, co wydawać by się mogło prawdziwe i piękne, dla niektórych musiało być zakazane. Teraz pozostawało zadać sobie pytanie: do której grupy wy się zaliczacie? Beatrice nie chciała i nie wiedziała jak odpowiedzieć na to pytanie. Tęsknota za odrobiną bliskości, czułości, była zbyt silna. Nie mogła przerwać tego, co miało się zdarzyć. Nie chciała, choćby na moment. Aby się zastanowić, zadać to niezadane przez żadne z nich pytanie czy tak można?!
Czuła, że to wszystko nastąpi. Za chwilę. Za moment. Zaraz. Teraz. Czuła, ze to odpowiedni czas, pora i miejsce. I czuła, że Lorenzo też to odczuwał. Mogła to odczuć przede wszystkim fizycznie, gdy jego biodra znalazły się pomiędzy jej gorącymi od pożądania udami. Odczuwała to intensywnie, kiedy jego palce rozpinały zamek błyskawiczny jej sukienki. I kiedy delikatnie ześlizgiwała się ona z jej biustu, nie mogąc ochronić go już przed napastliwym wzrokiem, czy pożądaniem. Małe sutki były doskonale dla niego widoczne. Obrona w tym momencie nie była wskazana. Skazałaby ich na zagładę.
Oddawała mu to, co w tym momencie należało tylko do niego. Coś, co złośliwi określiliby jako jego od dawien dawna. Co powinno do niego należeć już od wielu lat. Ale nigdy nie było. Dopiero w tym momencie tak się działo. Czy to dlatego, że nie miała już siły się bronić? A może dlatego, że nastał w końcu ich czas?
Uśmiech zagościł na jej twarzy, sprawiając, że nabrała bardzo dziewczęcego wyglądu. Usłyszała to, czego pragnęła usłyszeć. Co musiała usłyszeć tego wieczoru, aby poczuć się spełnioną. Te słowa, upewniły ją w fakcie, że Lorenzo należał do niej. Tylko do niej. Chociaż na te kilka chwil. Może na trochę dłużej? Wystarczyła najbliższa godzina. O więcej prosić nie chciała.
Nieświadomie odchyliła głowę do tyłu, wyginając w łuk swe plecy. Czuła jego język na swojej szyi, który całował ją z pewną dozą pożądania połączonego z niepewnością tego wspólnego pierwszego razu. Chciała więcej. Musiała mieć więcej. Nie zamierzała poprzestawać na tym.
Złapała jego koszulę. Mocno, pewnie, patrząc mu w oczy. Biło z nich pożądanie i obietnica rozkoszy czającej się pomiędzy jej udami. Rozkoszy, którą oboje mieli doznawać.
-Nie zamierzam przestawać. - wyrwało się z jej ust, jakby to w ogóle nie były jej słowa. Pociągnęła, mocno, szybko. Guziki poleciały po podłodze. Pewnie nie sposób byłoby je odnaleźć. Nie były teraz potrzebne przecież. Bo przecież dziewczyna mogła patrzeć. Na to, co do tej pory było jej zakazane, a teraz jawiło się niczym najpiękniejsza z gwiazd na niebie.
Szybko, byle szybciej, pozbawiła go marynarki, którą wciąż miał na sobie. Jeszcze szybciej zdjęła koszulę, która nie była teraz potrzebna. Dotknęła torsu. Z początku nieśmiało, samymi koniuszkami palców. Badała strukturę i to, na jak wiele może sobie pozwolić. Wodziła wzrokiem za tym ruchem. Widziała, jak jej paznokcie wbijają się w jego skórę zostawiając czerwone pręgi na piersi. Widziała, jak dłoń zmierza niżej, znacznie niżej. Jakby kontrolowana przez kogoś, kim ona nie była. Ale kogo chętnie chciała poznać.
Bez skrępowania wędrowała dalej, znacznie dalej, pociągając delikatnie za kilka włosków powyżej paska od spodni. Spojrzała mu w twarz. Uśmiech wykwitł na jej licu. Złośliwy, wredny, nie pasujący do jej ładnej twarzy. Ale jaki mógłby być w tym momencie, gdy w końcu dotknęła go dłonią TAM, gdzie każdy mężczyzna najbardziej lubił?

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lorenzo T. Sorrentino

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Sro Sty 03 2018, 12:04

+18

Konsekwencje ich czynu mogą być różne, lecz nie będę ich tutaj wymieniał, bo jeszcze ktoś mógłby sobie pomyśleć, że Lorenzo trzeźwo myśli. Może i pił alkohol, ale w małych ilościach. Jego nietrzeźwość nie jest spowodowana winem, a bardziej zatraceniem w podnieceniu. Nie myślał o niczym innym jak o nich, teraz, na tym właśnie stole. Cały świat mógł się teraz walić, Ministerstwo mogło upaść, ale to nie miało dla niego żadnego znaczenia. Liczyli się tylko oni we dwoje. Pewnie jakby był w stanie upojenia alkoholowego miałby na co zwalić swoje zachowanie, a teraz? Pożądanie z nim wygrało.
Przyglądał się jej pięknemu ciału, jej ramionom, dekolcie, piersią. Znali się tak długo, a dopiero teraz widział ją gołą. Powstrzymywali się bardzo długo, a ich hamulcem był nie kto inny jak Max. Gdyby Beatrice nie była z nim, któż to wie... może doszłoby do tego wcześniej. Trudno jest utrzymać zwykłą damsko-męską przyjaźń gdy obydwoje potrzebują bliskości, odrobiny cielesnej ulgi.
To prawda, Lorenzo był teraz jej. Mogła z nim zrobić co tylko zapragnęła i nie będzie się sprzeciwiał, ponieważ sam wiedział, że ona teraz należy do niego. Nie ważne ile miałoby to potrwać, będzie dbał, żeby każda sekunda była wyjątkowa i nie do zapomnienia.
Poczuł jej zniecierpliwienie. Jak chce wszystko przyspieszyć. Uśmiechnął się tylko, ponieważ stało się to co chciał. Nie mogła się już powstrzymać. Musiała go rozebrać. Pozwolił jej na to, pozwolił jej nawet na gwałtowne rozpięcie koszuli, która już nie będzie zdatna do ponownego użytku. Takie przyjemności wymagają poświęceń.
Czuł jej dotyk na swoim torsie. Jak badała każdy centymetr jego ciała. Stał tylko jak skała i spoglądał na nią. Miała bardzo ciepłe palce, lekko rozsunął usta. Bardzo mu się to podobało. Nigdy tak intensywnie, z taką dozą pożądania nie wodziła go dłońmi. Takiej Beatrice jeszcze nie znał, ale bardzo chętnie ją pozna. Miał tylko nadzieje, że szybko nie odejdzie.
Gdy dotknęła jego męskości, mogła poczuć jaki jest już twardy. Miał na sobie cały czas spodnie, ale i tak było to wyczuwalne. Lorenzo był sporym mężczyzną, więc wszystko inne rosło proporcjonalnie.
Nie miał zamiaru być dalej pasywnym obserwatorem. Miał zamiar zadziałać. Ponownie zaczął całować ją po szyi, jedną ręką podtrzymując jej kark i bawiąc się jej włosami, drugą zaś wodził po jej biodrach, delikatnie palcami sięgając po jej pośladek. Ustami zjeżdżał niżej, najpierw na dekolt, następnie na piersi. Całował jedną, drugą, bezczelnie lizał sutki, delikatnie podgryzał. Miała bardzo kształtne piersi, więc złapał jedną w dłoń i zaczął ściskać, przelewać w dłoni. Zawsze chciał to zrobić i nareszcie miał ku temu okazje. Jedno jego młodzieńcze życzenie się spełniło, czas teraz na całą resztę. Na piersiach nie miał zamiaru po przestawać, chciał jej spróbować. Całował dalej, mijając brzuch, trochę drażniąc się z jej pępkiem. Postanowił pozbyć się reszty sukienki. Tak też znalazł się głową pomiędzy jej nogami. Spojrzał jej w oczy ze wzrokiem cwanym i zdecydowanym. Najpierw pocałował jedno udo, potem drugie, aż w końcu ściągnął jej bieliznę. Swoją ucztę zaczął delikatnie, od prostego pocałunku w łechtaczkę, ale z każdą chwilą posuwał się coraz dalej. Zaczął ją lizać, drażniąc jej kobiecość. Robił to w równych odstępach czasu. Wchodził trochę do środka, chciał poczuć jej ciepło i czuł je... była bardzo gorąca. Włożył także w nią jeden palec, podróżując nim po jej wnętrzu, dotykając każdej, możliwej ściany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1200
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 738
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Czw Sty 04 2018, 01:28

+18

Nie pora była na to, aby rozmyślać o przyszłości. Bliższa, czy dalsza pozostawała nieznana. Tak pięknie niepewna i cudownie niewiadoma. Tak wspaniale nieodkryta. Po prostu, nieznana. A to w niej było najlepsze. Mogli myśleć, zastanawiać się, co by było, gdyby. Mogli również zastanowić się nad tym później. A mogli nie myśleć o tym wcale. Po prostu poddać się, niczym przegrani. Aby czerpać radość z wygrania tej sytuacji. Tego miejsca. Tych pocałunków, tych pieszczot ciała i duszy. Ona zamierzała tak właśnie poczynić. Nie rozmyślać nad konsekwencjami. Wyłączyć zdrowy rozsądek i trzeźwość umysłu. Pozwolić sobie popłynąć i zatracić się. Chociaż raz. Choć na chwilę.
Obserwowała go. Dokładnie badała reakcję jego ciała i umysłu na jej widok. Musiała wiedzieć, co to oznacza. Musiała mieć pewność, że nie ma dla niego w tym momencie nikogo innego. Że liczyła się tylko ona. Oczy były zwierciadłem duszy. Chciała w jego źrenicach wyczytać to, czego nigdy nie powiedział głośno. Upewnić się, że w tym momencie byli tylko oni, dwoje. Bez żadnych podtekstów, żadnego mamienia, czy niepewności. Ona była zdecydowana. Już dawno. Tylko chyba bała się przyznać do tego, przed samą sobą.
Czuła, jak twardnieje za sprawą jej dotyku i zmienia się. Czuła, jak rośnie i nie mogła się doczekać, aby to zobaczyć. Chciała mieć go tylko dla siebie. Ale w tym momencie nie było jej to dane. Szybko przejął kontrolę.
Oparła się łokciami na stole, wyginając plecy w łuk.
Pozwolił, aby była niewinną temu zdarzeniu marionetką. A ona pozwoliła, aby mógł grać. Zamierzała tańczyć. Dokładnie tak, jak jej zagrał. Dokładnie tak, jak tego wymagał. Chciała, aby ją posiadł i by jej pokazał swoją siłę. Aby wiła się pod nim jak piskorz i czuła go w swoim ciele. By uznał ją za swoją własność. Poddała się jego dotykowi. Jej usta rozchyliły się, kiedy to zaczął tą walkę z jej ciałem. Pierwsze jęki rozkoszy wyrwały się na wolność, gdy zaczął bawić się jej sutkami. Tak spiesznie, tak łapczywie. Czuła, jak zbiera w niej gorączka. A tylko on i jego przyrodzenie mogły ją ugasić. By najpierw rozgrzać do czerwoności jej uda, łechtaczkę, całą kobiecość a potem całe ciało.
Była mu wdzięczna, kiedy pozbawił ją sukienki. A jeszcze bardziej, gdy ogołocił z koronkowych majtek. Nie mogła się doczekać tego, co mogło nastąpić. Co musiało się dzisiaj stać.
Drażnił ją. Tak cholernie ją drażnił. Rozbudzał podniecenie i sprawiał, że pragnęła go. Byle więcej, byle szybciej, byle mocniej. Byle by znalazł się w niej. Byle by mogła go poczuć. Tak intensywnie, jak nigdy nie było jej dane. Na razie poprzestawał na tańcu językiem w jej wnętrzu. Dodał do tego palec. Kolejne westchnienie urwało się ze smyczy. Uciekło na wolność, ale zaraz dogoniło je drugie. Trzecie ruszyło za uciekinierami w pościg. Nie mogła doczekać się tego, co zrobi dalej. Pragnęła więcej i więcej.
Nie mogła pozostać bierna. Chciała więcej i chciała na to zapracować. Podniosła się. Czy to pożądanie zalśniło w jej oczach? Z pewnością. Cholernie duże pożądanie. Odepchnęła go od siebie. Delikatnie, acz stanowczo. Sama wstała ze stołu i szybko rozprawiła się z nim. Najpierw z paskiem, potem z rozporkiem i guzikami. By po chwili zsunąć mu spodnie do kostek. Bokserki zostawiła na deser. Uśmiechnęła się do niego lubieżnie, kiedy je zdejmowała. A uśmiech ten poszerzył się, gdy chwyciła go mocno w dłoń. Zacisnęła palce. Mocno. Wprawnym ruchem ręki zaczęła zaspokajać Lorenza. Chciała, by błagał o więcej. By pragnął tylko jej i tego, co mogła mu oferować. A mogła wiele mu dać. Wystarczyło poprosić. Lub ją zmusić do tego. Każda opcja była dobra. Byle by wykazać inicjatywę. Przejąć kontrolę nad sytuacją?
Zbliżyła usta do jego męskości. Delikatnie przejechała językiem po całej jego długości. Drażniła się z nim. Dokładnie tak, jak on przed chwilą z nią. Chciała, aby jej pragnął. Tak nachalnie i łapczywie, jak nikt nigdy wcześniej. I by wziął, co swoje.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lorenzo T. Sorrentino

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Pią Sty 05 2018, 12:26

+18

Nie tylko ona badała jego. On też ją obserwował. Musiał mieć pewność czy nie myśli o kimś innym. Lorenzo nie chciał być tylko zamiennikiem. Chciałby żeby w tej chwili myślała tylko o nim. Chciała tylko go. Poprzez dotyk i pieszczoty, był w stanie stwierdzić co czuje. Napięcie mięśni, pojawienie się gęsiej skórki świadczyły o tym, że się jej podoba. Chciał dać więcej. Chciał sprawić aby zwariowała, błagała o więcej.
Lubił dominować i własnie to okazał. Był niczym maestro, a ona jego orkiestrą. Pokazywał jej dźwięki, których jeszcze nigdy nie słyszała, ponieważ to była jego muzyka. Niesamowicie go podniecała. Chciał zrobić wszystko. Całować ją, pieścić, macać, wodzić, a także pieprzyć, ale ciężko jest to wszystko połączyć. Mówi się, że mieli dużo czasu, ale Lorenzo nie chciał czekać. Chciał ją. Chciał wejść w nią i odkryć rzeczy, które nawet Kolumbowi się nie śniło.
Pieszcząc jej kobiecość widział i czuł jak bardzo się podnieciła. Robiła się mokra, bardzo mokra. Podobało mu się to. Chciał doprowadzić ją do szaleństwa. W tym momencie musiała zwariować na jego punkcie, żeby mógł bez żadnych przeszkód przejść do głównego dania.
Gdy odepchnęła go od siebie był lekko zdziwiony. Postanowiła przejąć pałeczkę. Bardzo sprawnie rozprawiła się z jego spodniami. Jego wzrok skierował w dół. Cały czas stał na prostych nogach. Gdy wzięła go w dłoń, otworzył lekko usta. Czuł jej dłoń. Bardzo dokładnie. Jak zaczęła robić charakterystyczne ruchy, już to wiedział. Był jej. Kupiła go i to z full pakietem. Chciał więcej i mówiły o tym jego oczy, które cały czas się w nią wpatrywały. Jak wzięła go do ust, lekko jęknął. Czuł ciepło i był jeszcze bardziej podniecony. Nie wiedział, że jest to możliwe, ale to ona doprowadzała go do szaleństwa. Jedną rękę położył na jej głowie, delikatnie wspomagając ją aby weszła głębiej. Nie chciał zrobić jej krzywdy, więc nie przesadzał, ale nie mógł już wytrzymać. Miał zamiar wziąć to co jego. Podniósł ją do góry i obrócił tyłem do siebie. Chwycił za jej nadgarstki i sprawił by położyła się przodem na stole. Jej ręce trzymał nad jej głową, a sam wszedł w nią agresywnie, szybko i z dużym impetem. Nie mógł już dużej czekać. Musiał w nią wejść. Zaspokoić ich pragnienia. Wchodził dość szybko jak na sam początek, ale to nie koniec. Dopiero się rozkręcał. Z czasem przyspieszał i robił mocniejsze ruchy obijając się o jej pośladki tworząc dźwięk jakby ktoś klaskał. Pochylił się nad jej plecami i zaczął całować ją po karku i całych plecach. Była jego, przynajmniej na tą godzinę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1200
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 738
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Sob Sty 06 2018, 13:22

+18

Nie był zamiennikiem. Nigdy nim nie bywał. Nigdy nie mógł być zastąpiony przez kogokolwiek innego. Lorenzo był jedyny i niezwykle wyjątkowy dla Beatrice.  Nikt nie mógł go po prostu zastąpić i ona nigdy by się nie odważyła na taki czyn. Był jej przyjacielem, powiernikiem tajemnic, "miłością". Nic dziwnego, że ona pragnęła go właśnie teraz. Tak naprawdę wiele lat temu zastanawiała się nad tym, jakby to wszystko wyglądało, gdyby coś między nimi zaiskrzyło. Na szczęście teraz to był tylko czysty seks. Bez uczuć, czy zobowiązań. Bez żadnych podtekstów. Tylko z możliwością zaspokojenia swoich potrzeb seksualnych.
Wiła się pod nim doprowadzana do szaleństwa. To, jak ją zaspokajał było czymś nieziemskim. Robił to z ogromną wprawą, więc nic dziwnego, że szybko zrobiła się wilgotna. Chciała, aby ją posiadł i nie wypuszczał ze swych ramion przez najbliższy czas. Aby była tylko jego i by zrobił z nią co tylko sobie zapragnie. Chciała się poddać i zostać zdobytą. Aby już nigdy nie musiała udawać niezwyciężonej. Chciała, aby zwyciężył.
Czując, jak zagłębia się w jej ustach, czuła się dokładnie tak, jak tego pragnęła. Wydawać by się mogło, że to on miał teraz stu procentową kontrolę, ale nie miał. To ona nad nim panowała i mogła równie szybko zakończyć wszystko jak rozpocząć. Ale nie chciała. Nie mogła się doczekać kontynuacji.
Czuła konsternację, kiedy nagle ją odepchnął. Czyżby nie podobało mu się, to co robiła? Może coś było nie tak? Może pragnąc doprowadzić go do szaleństwa sprawiła tylko, że wszystko się spieprzyło? W końcu tak blisko było od miłości do nienawiści. Od rozkoszy do rozczarowania równie blisko. Wszystko się wyjaśniło, kiedy położył ją na brzuchu na stole. Jęk rozkoszy wydostał się z jej ust, gdy wszedł w nią. Trochę brutalnie, ale wspaniale. Delikatny seks nie był czymś, na co miała teraz ochotę. Teraz chciała, aby Lorenzo ją pieprzył. Aby ze zmęczenia wymieszanego z podnieceniem nie mogła złapać oddechu. Chciała go dotknąć, ale skutecznie jej to uniemożliwił. Nie mogła i nie chciała wyrwać swoich nadgarstków z jego żelaznego uścisku. Chciała, aby to trwało wiecznie. Było jej tak dobrze. Dawno nie czuła się tak wspaniale.
Jęczała głośno, przyciskając policzek do zimnego blatu. Gdy poczuła jego usta na swoich plecach, karku, podnieciła się jeszcze bardziej. Czy można było sprawić, aby było lepiej? Z każdą chwilą tak się działo. Czuła się jednocześnie zwyciężona i była zwycięzcą. Dawał jej to, co należało zarówno do wygranej jak i przegranej Beatrice.
Nie mogła się ruszyć, ale i nie chciała. Mogła za to popracować mięśniami kegla. Zaczęła je regularnie zaciskać i rozluźniać, co z pewnością musiał odczuć Lorenzo i musiało mu sprawić dużo przyjemności. Nie chciała być bierna. Chciała dawać i brać. Jak najdłużej to było możliwe.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30051
  Liczba postów : 47668
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Sob Sty 13 2018, 19:07

Niestety przeszłość bywa bardzo bolesna i niesie za sobą pewne konsekwencje, a seks bez zabezpieczenia to nie tylko ryzyko ciąży, ale również możliwość zarażenia się chorobą weneryczną. Wszystko wskazuje na to, że chociaż Beatrice sama nie zachorowała to przeniosła wirusa ninitii od poprzedniego partnera.  @Lorenzo T. Sorrentino rzuć kostką! Jeśli wypadło 1 lub 6 to zaraziłeś się ninitią, jeśli 2,3,4 i 5 to jesteś bezpieczny!

Akcja nie ma bezpośredniego wpływu na wątek - jeśli się zarazisz to nie musisz tutaj wspominać o chorobie, a jedynie napisać posta w Szpitalu Świętego Munga!


Tutaj możesz zapoznać się z dokładnym opisem tejże dolegliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lorenzo T. Sorrentino

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2
  Liczba postów : 91
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15536-lorenzo-t-sorrentino#417060
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15538-lorenzo#417079
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15539-lorenzo#417131
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15535-lorenzo-t-sorrentino#417046




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Pon Sty 15 2018, 19:37

+18

Pocieszające było, że tak o nim myślała. Ona też była dla niego wyjątkowa. Kimś niezastąpionym. Tylko ona umiała naprawdę go rozweselić, pocieszyć, zrozumieć. Pewnie dlatego byli najlepszymi przyjaciółmi, bo pasowali do siebie jak dwa puzzle. Tak... był to zwykły seks, bez żadnych głębszych uczuć. Oboje potrzebowało zaspokojenia i jak prawdziwi przyjaciele postanowili pomóc sobie wzajemnie.
Gdy na jej twarzy pojawiła się pytająca mina kiedy ją odepchnął na stół, była bardzo rozweselająca. Wiedział, że przez jej głowę przeleciało przynajmniej kilka pytań, które wręcz domagały się odpowiedzi. Otrzymała je, gdy ją posiadł. Był brutalny. Rzadko kiedy taki jest, bo zazwyczaj mało z którą się znał i nie chciał wyjść na jakiegoś dziwaka. Jednak przy Beatrice, nie maił co ukrywać. Chciał być brutalny, ostry i stąpać po granicy bólu, a rozkoszy. Poczuł to gdy zaczęła się ruszać. Idealnie się zgrali, dzięki czemu ruchy nie traciły na tempie, ale dawały więcej rozkoszy. Jednak nie chciałby to tak się skończyło. Trzeba było zmienić pozycje. Dlatego wyszedł z niej i obrucił ją, spoglądając jej w oczy pocałował namiętnie. Ponownie się usadowił między jej ciepłymi od podniecenia udami i wszedł, jedną rękę trzymając na jej pośladku, żeby ją bliżej wziąć do siebie. Drugą rękę położył na jej udzie, drapiąc nie za mocno.

Kostka: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1200
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 738
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Nie Sty 21 2018, 15:36

+18

Wzajemna pomoc dwóch przyjaciół bywała niekiedy wręcz nieoceniona. Tak jak i chociażby w tym momencie, kiedy to zarówno u jednego jak i u drugiego napięcie seksualne wzmogło się na tyle mocno, że szybko trzeba było coś z tym zrobić. Układ był idealny, zarówno dla niego jak i dla niej. Ona nie czuła niczego głębszego do Lorenza, dla niej był to tylko czysty seks podjudzany ogromnymi pokładami pożądania. Nie chciała, aby z tego powodu cokolwiek pomiędzy nimi się zmieniło, czy popsuło, ale miała świadomość, że jakaś rozmowa na ten temat jest po prostu nieunikniona. Należało ustalić zasady, wyjaśnić sobie wszystko, bez żadnych niedomówień, czy nieścisłości. Tak, aby każdy dokładnie wiedział na czym stoi i co może oczekiwać od drugiego. Ale w tym momencie było to nie ważne, musieli skupić się na czymś o wiele ważniejszym.
Czuła się nieziemsko kiedy po prostu brał ją w taki brutalny sposób, bez obawiania się o to, co o niej pomyśli. Potrzebne jej było coś takiego. Swojego rodzaju poniżenie samej siebie, aby potem pewniej spojrzeć na siebie w lustrze. Na kim innym jak nie na Lorenzie mogła w tym momencie polegać? Czuła, że z każdą chwilą jej mięśnie pochwy zaczynają się zaciskać mocniej i mocniej. Czuła, jak jej ciało zaczyna drżeć z zachwytu. Znała ten stan. I nie mogła się doczekać, aby w pełni go powitać.
Ale w tym właśnie momencie, Lorenzo postanowił zmienić pozycję. Teraz, siedząc na blacie stołu, mogła patrzeć mu w oczy, kiedy to poruszał się coraz szybciej i szybciej. Niewiele myśląc, położyła mu dłoń na karku, tym samym przyciągając go do siebie, jak najbliżej. Musiała i chciała skosztować ponownie jego ust. Dlatego wpiła się w nie, a ich języki ponownie połączyły się w nieziemskim tańcu. Tym samym Lorenzo skutecznie zakneblował ją, nie pozwalając, aby jęki rozkoszy opuściły jej usta. Każda chwila zbliżała ją do szczytu i z każdym momentem czuła się tak, jakby nie mogło być już lepiej. A bywało tylko coraz lepiej. Przez głowę przechodziła jej myśl, dlaczego, do cholery, tak późno się na to zdecydowała?!
Niedługo potem wszystko się skończyło. Beatrice pożegnała się kulturalnie, a Lorenzo wrócił do domu. I tyle po ich namiętnym spotkaniu.

/Zt. x2

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1200
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 738
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Pon Mar 12 2018, 15:18

Dotarcie z Claudem do jej nowego domu w Dolinie okazało się nie być wcale takie łatwe, jak się jej początkowo wydawało. Pomimo faktu, że kapliczka znajdowała się w nie dalekiej odległości od jej domu, pokonanie tych kilku kilometrów nie było idealne i przyjemne. Zatroskana stanem Faulknera, Beatrice cały czas zerkała, czy krwotok ustał, czy jeszcze nie. Nie mogła się z nim teleportować, bo po pierwsze, nie miała uprawnień na teleportację łączną, po drugie nie ufała jego stanowi i temu, że on dałby teraz radę to zrobić, a po trzecie, sama w swoje umiejętności teleportacji nie do końca wierzyła. Zakrzepła krew na jego twarzy nie wyglądała najlepiej i Bea obawiała się, że w momencie, gdy wejdą do jej domu, rozgrzane po mrozie ciało chłopaka zacznie jeszcze szybciej pozbywać się krwi. Miała tylko nadzieję, że nie ma racji w swoich rozmyślaniach. W razie czego, wiedziała już, jak powinna mu pomóc.
-Już nie daleko. - wyszeptała tylko, kiedy w niedużej odległości zamajaczyły drewniane ściany jej domu. Cały czas mocno trzymała Clauda pod ramię, w razie gdyby jednak postanowił zemdleć z przez widok krwi, bądź jej ubytek.
Na szczęście, kiedy stanęli na ganku, zaklęcie alohomora zadziałało bez problemu i mogli wejść do środka. Wydawać się mogło, że w tym domu, poza hałasem przez nich robionym, nic się nie dzieje. Niekoniecznie było to prawdą. Z pracowni Beatrice, leniwie snuły się po ziemi kłęby pary i Merlin jeden raczy wiedzieć czego jeszcze. Kilka skomplikowanych eliksirów, które tworzyła od dłuższego czasu, powoli zaczynały wchodzić w końcowe stadium, co niekoniecznie mogło powodować przyjemne zapachy. Gdzieś walały się niepozmywane naczynia, gdzieś było zdecydowanie za dużo kurzu na meblach, a jeszcze innym miejscu leżały obierki różnych składników eliksirów. Gdyby Bea spodziewała się gości, z pewnością coś by z tym wszystkim zrobiła. Ale w tym przypadku panował w pomieszczeniu lekki nieład. No cóż, trudno, jeszcze nie dorobiła się skrzata, który by za nią sprzątał. Jak na razie musiała sobie radzić sama, a nie zawsze miała na to czas i ochotę.
Podprowadziła Clauda w stronę kanapy, sama ściągając po drodze zbędną jej kurtkę.
- Połóż się, zaraz znajdę coś, co Ci pomoże. - powiedziała, kiedy chłopak usiadł już na kanapie, a sama ruszyła do swojej pracowni. Prócz wielu półproduktów, znajdowało się tam na półkach przynajmniej kilka idealnie uwarzonych eliksirów. Ślepy by zauważył, że dziewczyna naprawdę ma do tego dryg. Po kilku chwilach grzebania między półkami, odnalazła to, co ją w tym momencie interesowało.
-Przepraszam za bałagan, ale nie spodziewałam się dzisiaj żadnych gości. - rzuciła, wracając do pomieszczenia, w którym zostawiła Clauda. Przywołała do siebie jedną z czystych szklanek i nalała niedużą porcję eliksiru wiggenowego. -Nie jest najprzyjemniejszy w smaku, ale z pewnością Ci pomoże. - powiedziała, podając mu szklankę i ponownie korkując flakonik z eliksirem. Nie lubiła marnotrawstwa, więc nie widziało jej się rozlanie tego specyfiku.  -Trzeba Ci przyznać, że nie można się przy Tobie nudzić. Zawsze musisz się w coś wpakować. - rzuciła, niby zła, ale na ustach czaił jej się uśmiech.

@Claude Faulkner , chodź do mnie :3

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Claude Faulkner

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 535
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Sro Mar 14 2018, 00:47

Teleportacja w tym stanie mogłaby się skończyć dla obojga tragedią, przy czym Claude nie zamierzał ryzykować i się przypadkowo rozszczepiać, bo krwawiący nos to wystarczająco dużo wrażeń jak na ten jeden dzień. Chłopak niestety był mięczakiem, jeśli chodziło o widok krwi, więc jedną zakrwawioną rękę na zmianę przykładał do twarzy, a następnie chował za plecy, żeby przypadkiem na nią nie spojrzeć, drugą rękę natomiast zarzucił Beatrice na ramiona i bezpardonowo podpierał się na niej trochę podczas drogi. Dał się prowadzić, jako że kompletnie nie wiedział, gdzie się znajdował i wciąż czuł się skołowany przez ów wcześniejszy wybuch magii w kapliczce. Poczuł się pewniej i zdjął z niej rękę, starając się iść o własnych siłach i nie było najgorzej! Czuł tylko nieustające drżenie w kolanach i niesamowitą wiotkość ramion, ale nie miał zamiaru mdleć ani nic takiego.
Dotarli pod dom dziewczyny i szybko weszli do środka. Claude, przyprowadzony do kanapy, walnął się na nią odchylając głowę w tył. Zaraz jednak tego pożałował, czując spływającą po tylnej ściance gardła strużkę i czując metaliczny posmak w ustach. Czym prędzej się poderwał i usiadł, pochylając się nisko i trzymając głowę między nogami. Niemal nie reagował na jej słowa, czekając tylko, aż przyjdzie upragniona pomoc, aż skończy się ten koszmar. Marzył o umyciu twarzy, o starciu z ubrań wszelkich śladów po wcześniejszym krwotoku, o poczuciu smaku innego niż krew w ustach. Gdy Beatrice przyniosła mu eliksir wiggenowy, Claude podniósł głowę i spojrzał na nią smutnym wzrokiem, mając piekielnie udręczony wyraz twarzy i cerę bladą jak ściana. A może zieloną? Ciężko powiedzieć. Drżącą dłonią wziął od niej szklankę i przyłożył do spierzchniętych warg, wypijając ohydny napój. Skrzywił się potwornie i potrząsnął głową.
- Fuj! Czemu nie mogli wymyślić eliksiru, który robi dobrze I smakuje dobrze? - rzucił pytaniem w przestrzeń. - Moja babcia robiła takie pyszne syropy, zawsze pomagały, a tak cudownie smakowały! A jeden to nawet z cebuli był, dasz wiarę? - dodał, gdy już trochę wrócił mu dobry humor.
Po uwadze o porządkach, przypomniało mu się spotkanie z Segovią, która przepraszała dokładnie o to samo, podczas gdy Claude w ogóle nie zwróciłby uwagi na takie rzeczy. U niego bywało gorzej, serio!
- Wy, dziewczyny, chyba serio za bardzo przejmujecie się sprzątaniem - skwitował ze śmiechem. - Nawet bym nie zauważył, że coś jest nie na swoim miejscu. Poza tym wolę tak, niż jakbyś wypolerowała podłogę na moje przyjście. Wolę widzieć w domu ślady jego życia, a nie własne odbicie - dodał, tłumacząc trochę swoje podejście. Miał nadzieję, że Beatrice nie strzeli do głowy, żeby nagle robić porządki... - Ej no, weź, przecież też tam byłaś, to nie była moja wina! - zaperzył się, wspominając kapliczkę. - Zresztą nie ma tego złego, mam pelerynę! - dodał, unosząc do góry przezroczystą szatę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1200
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 738
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Czw Mar 15 2018, 16:54

Wyglądał źle, to trzeba było przyznać. W sumie, było to dla Beatrice trochę dziwne, że chłopak okazał się być tak wrażliwy na krew tego typu zranienia. Sama (a jakże by inaczej...) nie bała się widoku krwi, ani nie miała nic przeciwko jej smakowi. Nie to, żeby ją nagminnie spożywała, jak jakiś wampir. Ogólnie, chyba byłaby skłonna stwierdzić, że jeśli chodzi o reakcje na ból, czy coś tego typu, mogła to znosić o wiele lepiej niż on.
Zaśmiała się głośno, widząc jego reakcję na eliksir. Nikt nie powiedział, że to co ma działać, musi też smakować. Niektórzy wręcz sądzili, że im gorzej coś smakuje, tym skuteczniejsze jest.
-A kto powiedział, że takich nie ma? Zawsze można dodać odpowiednie składniki, które poprawią smak wywaru, ale po co to robić? Lepiej męczyć ofiarę - rzuciła luźną uwagę. Nie lubiła, jak ktoś krytykował jej eliksiry, więc Claude zupełnie nieświadomie zaczął stąpać po cienkim lodzie. Wzięła od niego pustą szklankę i zaniosła z powrotem do kuchni, nie omieszkując po przedrzeźniać go bezgłośnie, gdy była tyłem i nie mógł widzieć jej twarzy. Niech się idzie do babci leczyć następnym razem, a co! A jeśli dalej tak się będzie zachowywał, to może nawet nastąpi to o wiele szybciej niżby się spodziewał. Nie daj Boże Beatrice potknie się po drodze i łupnie w niego jakąś klątwą. Co wtedy? Babcia nie pomoże.
Na szczęście, w drodze powrotnej się nie potknęła więc i Claude został cały, bez widocznych ubytków zdrowotnych przez nią spowodowanych.
Usiadła w jednym z fotelów, wygodnie wyciągając swoje niedługie nogi przed siebie. Pomimo tego, że nie minęło wiele czasu od momentu, gdy się tutaj wprowadziła, dobrze się czuła w tym miejscu. Powoli zaczynała czuć, że to naprawdę jej dom, że nie musi już do wieczór wracać do Brighton, tylko tu, do Doliny. Było to dla niej czymś niesamowitym wręcz, nie mogła nacieszyć się tą wolnością, którą zdobyła.
Machnęła ręką, kiedy usłyszała jego kolejne słowa. Co prawda, mając kilka skrzatów w domu i jeszcze mniej roboty, niżby to wypadało, nauczona było, że wokół zawsze panował idealny porządek, to obecny stan rzeczy w ogóle jej nie przeszkadzał.
-Wiesz, że powiedziałam to tak tylko pro forma? Jeśli by Ci to nie odpowiadało, to pewnie powiedziałabym coś w stylu, abyś sobie posprzątał. - dodała, szczerząc do niego zęby. Tak, to by było bardzo w jej stylu.
Wywróciła oczyma, słysząc jego tłumaczenie się z tej sytuacji.
-Tak, jasne, to nie Twoja wina. Ale zwróć uwagę na to, że zawsze w Twoim towarzystwie mnie coś dziwnego spotyka. Mam wymieniać? - uniosła jedną brew ku górze, szczerze ciekawa, czy podejmie rękawicę. W razie czego, już miała gotowych w głowie kilka historii, które ostatnio jej się "dzięki niemu" przydarzyły.
Gdy ponownie wspomniał o pelerynie, wstała z fotela i usiadła obok niego na kanapie. Delikatnie dotknęła lejącego się materiału, jakby w obawie, że zaraz się rozpadnie.
-Jesteś pewny, że to peleryna niewidka? W końcu są cholernie rzadkie. - odnalazła spojrzeniem jego wzrok, jakby w tych tęczówkach miała znaleźć odpowiedź na zadane pytanie.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Claude Faulkner

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 535
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Nie Mar 18 2018, 02:13

Claude nie znosił, wręcz nie nienawidził krwi! Jej smak przyprawiał go o mdłości i dreszcze, jej widok o gęsią skórkę i zawrót głowy. Pal sześć jak była czyjaś, ale swoja? Niestety uzdrowicielem byłby tragicznym, więc może jednak dobrze zrobił, że obrał ścieżkę kariery za biurkiem w ministerstwie, gdzie jedyne, co na niego czekało, to sterta papierów i okazjonalny wyjazd w teren, gdzie i tak nie pozwalano mu zbyt wiele robić.
- Męczyć ofiarę, a więc o to chodzi! - Udał, że właśnie rozwiązał jakąś niesamowicie trudną zagadkę i bardzo się z tego powodu cieszył, unosząc w górę wskazujący palec w geście zwycięstwa. Ominęło go bezgłośne przedstawienie, które Beatrice odstawiła będąc odwrócona tyłem do rudzielca. Niestety nie zdawał sobie sprawy, że aż tak obruszy ją jego uwaga na temat smaku eliksiru, który był przecież jakościowo dobry, jedynie nie posiadał dodatku owych smakowych składników, o których sama wspomniała. Broń Merlinie, nigdy nie zakwestionowałby jej umiejętności - wszak nie bez powodu zajmowała się rodzinnym biznesem Dearów i kierowała sklepem z eliksirami, bezapelacyjnie miała o tym ogromne pojęcie. Miejmy nadzieję, że następne słowa staczające się z niewyparzonego języka Faulknera nie przysporzą mu kłopotów u dziewczyny!
Zaśmiał się, gdy usłyszał odpowiedź na jego uwagę odnośnie porządków.
- Lubisz wyłamywać się ze wszystkich schematów, prawda? - zapytał, szczerząc się, chociaż doskonale znał odpowiedź na to pytanie. Beatrice bez wątpienia była najbardziej niezwykłą kobietą, z jaką miał okazję obcować i czuł się zaszczycony, że wywiązująca się między nimi relacja sprawiała wrażenie, jakoby zbliżała się ku przyjaźni. - Wiesz co, skoczę się się trochę umyć - stwierdził, poniekąd chcąc uniknąć wyliczania przez nią sytuacji, w których zachował się nieodpowiedzialnie, nierozsądnie lub po prostu sprowadził na ich oboje nieszczęście (jak chociażby ich pierwsze spotkanie, na którym najpierw on podpalił obrus ognistym oddechem, a następnie ona zgasiła go [dosłownie] zimnym strumieniem wody).
Skierował swoje kroki do łazienki, którą łaskawie mu wskazała. Nie zamykał za sobą drzwi, jedynie podszedł do umywalki i oparł się o nią dłońmi - bardzo dobrze, bo widząc w lustrze swoje zakrwawione odbicie ponownie poczuł się niezbyt stabilnie. Pochylił się nad kranem i odkręcił wodę, z ulgą zmywając z siebie zastygłe, brunatne już plamy. Skorzystał z ręcznika do rąk, osuszając nim delikatnie twarz, po czym poprawił nieco zmoczone włosy i wyszedł z powrotem do Beatrice.
- Od razu lepiej - stwierdził, uśmiechając się do niej. Jego wzrok ponownie padł na nowe znalezisko. - Wiesz, jest tylko jedno wyjście, aby się o tym przekonać. Któreś z nas musi ją ubrać - dodał, patrząc na nią poważnym wzrokiem. Odważy się?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1200
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 738
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Pon Mar 19 2018, 00:38

Miała ochotę się ukłonić przed nim i jego rzekomą "inteligencją", którą wykazał rozwiązując tą niesłychaną zagadkę. Zamiast tego, pokazała mu tylko język i zaśmiała się cicho z tej reakcji na jej słowa. Tak łatwo było przy nim wyluzować i zapomnieć o bożym świecie. Bearice chyba powinna nauczyć się jakiegoś nowego rodzaj samokontroli, który pozwoli jej na normalne zachowywanie się w jego obecności. Tak, aby wciąż nie dogryzać Bogu ducha winnemu Claudowi, bądź nie robić z siebie idiotki w jego obecności. Bo zarówno pierwsza jak i druga opisana sytuacja, zdarzały jej się nazbyt często ostatnimi czasy. Gdyby tylko jej rodzina widziała, jak ona zachowuje się w towarzystwie MUGOLAKA! byłaby wyklęta szybciej niż Liam wróci z Francji...
- A co? Do tej pory tego nie zauważyłeś? - zaśmiała się, w odpowiedzi na zadane przez niego pytanie dotyczące schematów. Fakt Bea nieczęsto trzymała się utartych ścieżek. Podążała nimi tylko wtedy, gdy było to dla niej korzystne i wartościowe. W innych wypadkach (czyli o wiele częściej) wolała robić tak, jak jej odpowiadało, co niekoniecznie wiązało się z wykonywaniem cudzych poleceń czy sztywnym trzymaniem się reguł. Bo tak było po prostu wygodniej. Na swoje szczęście, umiała utrzymywać doskonałe kłamstwo idealnego zachowania, dzięki czemu wciąż mogła sobie na wiele pozwolić, bez ryzyka narażania swojego dobrego mienia czy pozorów, które na przestrzeni lat wokół siebie wytworzyła. W końcu, z takim nazwiskiem musiała sobie jakoś radzić w życiu,
-Claude, jak ty seksownie wyglądasz z tak zmierzwionymi, mokrymi włosami. - zamruczała, kiedy chłopak wrócił z powrotem do pomieszczenia. Może i można by było potraktować jej słowa poważnie, gdyby nie to, że po chwili przestała zagryzać seksownie dolną wargę i uśmiechnęła się szeroko w jego kierunku. Co prawda, gdy tak stał przed nią, z mokrymi włosami i wciąż obecnymi plamami krwi na odzieniu, miała ochotę na kilka innych rzeczy niż uśmiechanie się jak głupi do sera. Ale cicho, nie możesz sobie przecież na to pozwolić.
Gdy wspomniał o zakładaniu peleryny, wstała z kanapy i delikatnie ujęła tkaninę w dłonie. Nigdy wcześniej nie miała do czynienia z tak dziwnym materiałem, więc przez kilka sekund stała tak, po prostu "przelewając" go w dłoni. Dopiero potem, jakby oprzytomniała i podeszła wolno do Clauda. W pierwszym odruchu, chciała ją włożyć na siebie, ale przecież nie mogła. To była jego zdobycz i to on powinien się z niej cieszyć, nie Beatrice. Dlatego wspięła się na palce i zarzuciła pelerynę na niego.
Pewnie jej mina wyrażała wiele emocji, ale sama czuła, jak jej usta otwierają się szeroko w niemym zachwycie. To samo stało jej się z oczami, które nagle stały się znacznie większe, niż powinny, nie za sprawą metamorfomagii, ale jej własnego zdziwienia. Bo w końcu, prócz lekko wystających stóp chłopaka, widziała tylko jego głowę, niezmiennie rudą oraz piegowatą twarz.
-Claude, bo wiesz co, to chyba działa. - powiedziała cicho, niepewna co powinna zrobić czy jak się zachować. Ale już po chwili, jakby oprzytomniała i zapiszczała dziko z zachwytu. -To działa! To prawdziwa peleryna niewidka! - po tych słowach, rzuciła się w jego kierunku, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, że wpadając na chłopaka z takim impetem, może go zwyczajnie przewrócić. To było nie ważne! Ważne było, że chciała go teraz przytulić! Przyciągnęła go do siebie, oplatając ramiona wokół jego szyi. -To peleryna niewidka! - wykrzyknęła jeszcze, niemal wprost do jego ucha, nim opamiętała się na tyle, aby odsunąć się na stosowną, w miarę, odległość, kilku centymetrów.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Claude Faulkner

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 535
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Sob Mar 24 2018, 16:36

- Zauważyłem, no przecież Ci mówię - odparł, śmiejąc się. Oczywiście, że zdążył dostrzec nieschematyczność Beatrice, niemal na kilometr bijącą od niej niezależność. Szczerze mówiąc bardzo mu to imponowało, że dziewczyna tak skutecznie potrafiła postawić na swoim i nie sugerować się opinią i zdaniami innych, wybierając wyłącznie te ścieżki, którymi miała ochotę podążać i dążąc do celów, które sama sobie postawiła. Była twardą babką, prawdopodobnie znacznie twardszą niż sam Claude, ale tego już nie chciał jej mówić. Miał wystarczająco okazji, by pokazać się z tej ciapowatej, nieudolnej wersji siebie, może w końcu przyszedł czas, żeby się trochę popisać?
Gdy wrócił z łazienki i otrzymał taką reakcję, wyszczerzył się szeroko, a jego ręce od razu wystrzeliły do włosów, by zmierzwić je jeszcze bardziej. Pech chciał, że z artystycznego nieładu zrobiło się ptasie gniazdo.
- I jak teraz? - zapytał, ale zaczął się zaraz śmiać i przygładzać fryzurę, z trudem przeczesując palcami kołtuny, które przed sekundą sam sobie pozwijał na czubku głowy. Oczywiście plam na ubraniu nie dostrzegł, wobec tego paradował w brudnej od krwi koszuli jeszcze przez jakiś czas.
Zajęli się peleryną niewidką. Faulkner słyszał o takich, nawet kiedyś miał przyjemność widzieć jedną w akcji (całkiem niedawno ktoś mu pokazywał podobną w dormitorium, chociaż może to była bardziej jakaś zaczarowana kurtka, a nie peleryna?), ale nigdy nie posiadał swojej i na pewno nie miał takiej na ramionach. Zaproponował jej pierwszeństwo chyba tylko z grzeczności, bo nawet jeśli chciałaby ubrać ją jako pierwsza, nie pozwoliłby jej na to - w końcu mogło się okazać, że była jakimś czarnomagicznym, zaklętym przedmiotem, który sprowadzi na nią klątwę i inne nieszczęścia, jeśli nie gorzej. Nie wiedział, czy dziewczyna doszła do podobnych wniosków i zdecydowała się poświęcić jego życie zamiast swojego, ale zanim się obejrzał, zarzuciła mu pelerynę na ramiona. Zacisnął na kilka sekund oczy, przygotowany na najgorsze, lecz nic takiego się nie stało. Otworzył jedno oko, potem drugie, a na końcu spojrzał w dół... By dostrzec tylko podłogę.
- Wow! - zakrzyknął, robiąc dwa kroki do tyłu, jeden do przodu i wciąż nie dostrzegając nawet najmniejszego zarysu swojego ciała, które przecież tam było! Powinno być, przecież je czuł! Ruszał nim! Ogarnęła go ogromna radość, że peleryna, którą znalazł, okazała się być działająca. Kto by pomyślał? Dodatkowo został zaskoczony przez Beatrice, która niemalże rzuciła się na jego szyję, oplatając go rękami i podskakując w miejscu jak podekscytowane dziecko. Claude zrobił to samo, tyle że oplótł ją rękami wokół talii. - Chcesz też zobaczyć? - zapytał od razu, teraz gotów, by dać jej pelerynę w ręce, pewny, że nie stanie jej się żadna krzywda. Gdy tylko zdjął ją i ponownie ujrzał samego siebie, dostrzegł również plamy na koszuli. Wywrócił oczami i jęknął. - No nie, tu też się ubrudziłem? Jak dziecko - zaczął narzekać sam na siebie, szukając wzrokiem różdżki. Sięgnął po nią i już chciał rzucić zaklęcie, lecz coś go powstrzymało - zuchwała myśl, a co jeśli z różdżki wskutek magicznych zakłóceń wystrzeli strumień krwi? Claude niejednokrotnie przekonał się o tym, że zaklęcia potrafią odwrócić swoje działanie w obecnie panujących w Anglii warunkach. Nie, nie będzie ryzykował. - Wiesz co? Chyba muszę uprać koszulę. Nie odważę się czarować przy krwi, czuję, że to się źle skończy - powiedział słowem wyjaśnienia, po czym zaczął odpinać koszulę. Zorientował się dopiero po trzecim guziku, że zrobiło się niezręcznie. - No co, mam się tak rozbierać bez muzyki? Na sucho? - zażartował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1200
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 738
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Wto Mar 27 2018, 01:50

Wielu mogło nie doceniać Clauda. Uważać, że jest marnym czarodziejem, nie do końca rozgarniętym. Beatrice nie dziwiła się, że za takiego mógł uchodzić. Nie ma co się oszukiwać: ktoś, kto pierwszy raz go widział, musiał zwrócić uwagę na to, że nie jest on najbardziej męskim przedstawicielem swojego gatunku. Jednak kiedy kobieta poznała go bliżej, przekonała się, że zawsze gdy tego trzeba, potrafi zachować się w sposób słuszny i niejednokrotnie lepiej, niżby zrobił to ociekający testosteronem macho. Może po prostu, w przeciwieństwie do wielu innych mężczyzn, nie myślał tylko i wyłącznie przy użyciu tego samego sprzętu, co służył do rozmnażania? Może właśnie to ostatnimi czasy tak pociągało dziewczynę w jego kierunku? Że różnił się, jednocześnie w ten korzystny jak i nie do końca korzystny sposób.
- Jeszcze lepiej niż poprzednio. - wymruczała, ale nie mogła oprzeć się pokusie parsknięcia śmiechem. Bo to, co wyprawiał ze swoją fryzurą Faulkner, z pewnością nie zaliczało się do grona rzeczy pociągających. Ok, Bea była ostatnimi czasu dziwna, ale nie aż do tego stopnia, aby wielbić ptasie gniazdo na jego głowie.
Cieszyła się. Jednocześnie z jego reakcji jak i z takiego znaleziska. To było coś niesamowitego. Prawdziwa peleryna niewidka, która z pewnością mogła posłużyć mu przez długi, naprawdę długi czas. Aż nie dziwiła się jego krzykom szczęścia, sama też przecież zapiszczała z radości, chociaż to nawet nie była jej zdobycz! Cieszyła się jego szczęściem i nie miała zamiaru tego faktu ukrywać, bo i po co? A skoro jeszcze on też ją przytulił to w ogóle miała powody do radości.
-Jesteś pewien, że nie zepsuję Twojej nowej zabawki? - rzuciła, ale nim zdążyłby się rozmyślić, czy chociażby powiedzieć cokolwiek, wzięła pelerynę i narzuciła na swoje ramiona. To było coś niesamowitego, kiedy jej niemalże całe ciało od tak, po prostu zniknęło. Brakowało jej słów, aby opisać to, co czuła w tym momencie. Bo przecież, to ciało było, czuła je i w ogóle miała jego zupełną świadomość. A jednocześnie go "nie było"!
Wykonała kilka kroków wciąż z peleryną niewidką narzuconą na siebie, podziwiając to cudo, kiedy do jej uszu dotarły słowa Clauda. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, czy zareagować, zauważyła jak zaczyna rozpinać swoją koszulę a jej oczom zaczął ukazywać się jego tors. Patrzyła tylko w osłupieniu na niego. To nie to, że nie spodobało jej się to, co robi, bo przecież nie raz rozmyślała, jakby Claude wyglądał bez ubrań. Tylko po prostu nie wiedziała, jak powinna na to zareagować. Bo w końcu nie często się zdarzało, aby w jej domu rozbierał się jakiś facet od tak, bez choćby słowa zachęty.
-Wiesz, jak chcesz, to mogę zaśpiewać, aby było Ci raźniej. - rzuciła, tym samym próbując rozładować napięcie, które mogło się niechcący pomiędzy nimi wytworzyć.
Nim pomyślała nad tym, co właściwie zamierza zrobić, naciągnęła pelerynę na głowę. Miała tą przewagę nad Claudem, że była niższa, co prowadziło do tego, że po odpowiednim ułożeniu niewidki, całkowicie zniknęła z jego oczu. Ostatnie, co mógł ujrzeć, to dziwny uśmiech na jej twarzy, który nie mógł zwiastować niczego dobrego.
Poczekała chwilę, aby zasiać panikę w jego umyśle i cicho pokonała dzielącą ich odległość. Sięgnęła dłonią przed siebie i zręcznie rozpięła jeden z kolejnych guzików jego koszuli. Po tym czynie odsunęła się czym prędzej, mając niesamowitą uciechę ze swojej zabawy i z faktu, że ciężko z pewnością było mu zgadnąć gdzie właściwie w tym momencie jest.
-Łuuu! - zabuczała, naśladując, jak jej się wydawało, jakąś ewentualną zjawę. -Tu są chyba jakieś dziwne duchy - dopiero wtedy zdjęła ze swojej głowy pelerynę, tym samym ukazując Claudowi trochę rozczochrane lico z gamą wyszczerzonych w uśmiechu zębów.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Claude Faulkner

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 535
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Czw Mar 29 2018, 02:41

Niestety dokładnie tak jawił się w oczach wielu ludzi - nierozgarnięty, niedoświadczony, kiepskiej jakości czarodziej o niewielkich umiejętnościach, mimo że rzeczywistość poświadczała nieco inaczej o jego faktycznych zdolnościach. Miał niewątpliwie wyjątkową zdolność do pakowanie się w trudne, niekomfortowe i problematyczne sytuacje, które wcale nie poprawiały jego wizerunku. Chociażby w tym miesiącu, ledwo zachował pracę po tym, jak nie był w stanie zapisać odpowiednio raportu z wypadku na stadionie Quidditcha oraz naraził się przy tym wszystkim kolegom z sąsiedniego biura.
Możliwe jednak, że Beatrcie dostrzegała w nim nieco więcej niźli niezdarną powierzchowność - ciepłe wnętrze, pełne radości z życia, ludzi, chęci do rozwijania się, do zawierania przyjaźni, do odkrywania nowych rzeczy i przeżywania przygód, niezliczone pokłady cierpliwości, dobrego humoru i nieodstępujący go na krok szeroki uśmiech. Może to ją ujmowało, ta prostota w obyciu?
Nie trzeba mu było więcej, jej uwaga wypowiedziana w tonie mruczenia oraz tylko przez moment jawiący się zalotny uśmiech rozciągający jej usta, który chwilę później ustąpił rozbawionemu parsknięciu - Claude też szczerzył się jak głupi. Oczywiście, że robił z siebie durnia tylko dla uciechy ich obojga, bardzo lubił widzieć ją taką roześmianą.
- Och, nie przejmuj się... - Chciał jeszcze oddać coś, że tak naprawdę to mu na niej aż tak nie zależy i że równie dobrze mogłaby sobie ją wziąć na stałe, jako że sądził, iż Beatrice będzie się obawiała wzięcia peleryny lub będzie się wstydziła, żeby ją założyć. Oczywiście jego założenia okazały się być błędne i dziewczyna nie potrzebowała dodatkowych zachęt, by wypróbować znalezisko. Najwyraźniej jej się to podobało, bowiem naciągnęła ją nawet na głowę, tym samym kompletnie znikając Claude'owi z pola widzenia. Dopiero wtedy coś go tknęło, że ta jej niewidzialność to dość niebezpieczna sprawa. Miał problem z przewidywaniem jej kolejnych ruchów, zawsze zastanawiał się, co by zrobiła w konkretnych sytuacjach i nigdy nie potrafił znaleźć poprawnej odpowiedzi. Rozejrzał się nieco nerwowo w prawo i w lewo, uśmiechając się niepewnie. - No fajnie, fajnie, dobrze, że się bawisz i tak dalej, ale ja naprawdę lubię Cię widzieć, wiesz? - rzucił, zaśmiawszy się krótko. Wtedy też poczuł, jak coś delikatnie szarpnęło za jeszcze nieodpięty guzik jego koszuli, tym samym uwalniając go z objęć materiału sąsiedniej strony koszuli. Łobuzerski uśmiech ozdobił jego piegowatą twarz, a w oczach coś błysnęło. - Ale za to jakie pomocne te duchy! - rzucił, po czym rozpiął ostatni guzik. Koszula zwisała po obu stronach jego torsu, odsłaniając jego nagą pierś i niemal alabastrową skórę, gdzieniegdzie upstrzoną rudymi i brązowymi piegami. Nigdy nie był specjalnie atletyczny, lecz nie można było powiedzieć, by wyglądał na zapuszczonego. Może nie posiadał sterczącego kaloryfera, ale piwnego brzucha ani sterczących żeber też nie. Przed nim zmaterializowała się rozczochrana głowa Beatrice.
I już nie wiedział, co w niego wstąpiło, ale skoro ona sama nie zamierzała mu ostatecznie śpiewać, zrobił w tył ze dwa kroki po czym... Ugiął nogi i przybrał jakąś przyczajoną pozycję, po czym zaczął bardzo powolnymi ruchami przesuwać koszulę po ramionach i plecach, trzymając ją w okolicach kołnierza. Przy tym wszystkim wydawał jakieś dźwięki, mogące być nuceniem, choć próżno było szukać w jednostajnych "tum tum tum" znanej wszystkim melodii. Improwizujący Claude sam sobie zrobił akompaniament do striptizu.
Biedna Bea.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Beatrice L. O. O. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1200
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 738
http://www.czarodzieje.org/t14885-beatrice-l-o-o-dear
http://www.czarodzieje.org/t14916-are-you-afraid-of-blood
http://www.czarodzieje.org/t14920-poczta-beatrice-l-o-o-dear#397481
http://www.czarodzieje.org/t14915-beatrice-l-o-o-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Czw Mar 29 2018, 23:08

Beatrice była mocno spostrzegawczą osobą. Przez wiele lat uczyła się obserwować otoczenie, dostosowywać do zmian w nim panujących, kontrolować swoje emocje. Musiała się tego uczyć, ale nie tylko dla metamorfomagii. Po prostu fascynowała ją ta dziedzina. Dla niej magiczna, dla innych niekoniecznie istotna w życiu.
Ona jednak, dzięki swojej zdolności obserwacji, potrafiła dostrzec znacznie więcej, niż sam obiekt chciał jej zademonstrować. Każde, z pozoru nic nie znaczące zachowanie umiała zdefiniować, wytłumaczyć, dobrać do niego odpowiednie obrazowanie tego, co rzeczywiście działo się w danym momencie w głowie osoby, z którą miała do czynienia. Może właśnie dlatego dostrzegła w Claudzie coś, co na pozór było niezauważalne przez jego częste, głupkowate zachowanie. Nie raz i nie dwa zauważyła, że chciał w ten sposób coś zamaskować. Nigdy nie dociekała co, bo ta wiedza nie była jej potrzebna. Ale lubiła mieć świadomość, że każdy posiadał dwie twarze, a taki Faulkner mógł mieć ich nawet więcej. Mogłoby mu się wydawać, że coś przed nią ukrywa, a ona pozwalała mu tak myśleć.
Rozbawiła ją konsternacja wymalowana na jego twarzy. Czyżby ten jegomość bał się tego, co Beatrice może w tym momencie zrobić? Dodatkowo jeszcze te słowa... Nic dziwnego, że panienka Dear parsknęła śmiechem w ramach reakcji.
-Oczywiście, że pomocne! - zdążyła tylko powiedzieć, zanim ukazała swoje oblicze. Wiele rzeczy wydarzyło się wtedy jednocześnie.
Po pierwsze, zauważyła, jak chłopak rozpina ostatni guzik koszuli, tym samym sprawiając, że opadła ona po bokach jego torsu. Po drugie, zobaczyła właśnie jego tors, który, bądź co bądź, nieźle się prezentował i zrobił na niej wrażenie. Przede wszystkim dlatego, że nie spodziewała się go dzisiaj ujrzeć. Może, gdzieś tam myślała nad tym, ale nie przypuszczała, że tak się stanie. No bo zupełnie inaczej zawsze reaguje się, gdy można zobaczyć coś po raz pierwszy, a kolejny z rzędu.
Tylko, problem polegał na tym, że Beatrice zupełnie się nie spodziewała obserwować jakieś herezje w wykonaniu Clauda. Jakieś mruczenie, jakieś dziwne, dzikie kocie ruchy, jakaś pseudo seksowna mimika. I do tego wszystkiego jej mina, nie zwiastująca niczego dobrego. Uniesione brwi, szeroko otwarte oczy, lekko rozchylone usta. Po prostu nie miała pojęcia, jak powinna to skomentować. Nie takiego obrotu spraw się spodziewała. Chociaż w sumie, po Claudzie powinna spodziewać się wszystkiego.
Wybuchnęła śmiechem. Po prostu, zaczęła się śmiać jak małe dziecko, nie zdolna do powiedzenia czegokolwiek. Skuliła się pod peleryną, co musiało wyglądać dziwnie. Jej głowa nagle znalazła się znacznie niżej niż normalnie, dodatkowo miała załzawione od śmiechu oczy. Ale to nie jej wina! Tylko jego!
Śmiała się tak przez dobrą dłuższą chwilę, nim uspokoiła się na tyle, by móc wydusić z siebie choćby słowo.
-Na Merlina, Claude! - po tych słowach wzięła bardzo głęboki oddech, który pozwolił jej się uspokoić na tyle, aby znów się nie śmiać. Chociaż ramiona wciąż jej delikatnie falowały od powstrzymywanego śmiechu. -Bądź moim prywatnym striptizerem na wieki! Zrobię co zechcesz za takie codzienne pokazy! Miałabym swojego prywatnego klauna. - i nici z całego niecnego planu. Znów zaczęła się śmiać na samą myśl, że mogłaby go zatrudnić w takiej postaci.
Zdjęła z siebie pelerynę niewidkę i rzuciła gdzieś w bliżej nieokreślonym kierunku. Wciąż chichocząc, podeszła do chłopaka i spojrzała mu prosto w oczy, nie do końca pewna, co chce tak naprawdę zrobić.
-Jak to możliwe, że przy Tobie czuję się tak bardzo swobodnie? - rzuciła, wciąż szeroko uśmiechnięta, nie do końca pewna, czy w ogóle chce usłyszeć odpowiedź na to pytanie. Bo, miała świadomość, że chyba już dawno ją poznała. Pozwoliła sobie na delikatne szturchnięcie Clauda palcem w pierś, sama nie wiedziała dlaczego.

______________________

Are you afraid of blood?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Claude Faulkner

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 26
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 535
  Liczba postów : 623
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Gracz






PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   Nie Kwi 01 2018, 17:18

Jej reakcja była dokładnie taka, jakiej sobie życzył. Napawał się dźwiękiem jej perlistego śmiechu, samemu nie mogą powstrzymać przemożnego uczucia rozciągającego jego usta i ukazującego zęby w szczerym uśmiechu. Po co to robił? Żeby się powygłupiać, a jakże! W żadnym wypadku nie starał się być seksowny, to nie leżało w jego naturze (niestety). Zamiast tego produkował coraz to płynniejsze ruchy, kręcąc biodrami, ruszając ramionami i jeżdżąc dłońmi o rozczapierzonych palcach po swoim ciele, po udach i po włosach. Koszula już dawno temu wylądowała w jego dłoni, teraz wymachiwał ubraniem nad głową jak lassem. Bawił się znakomicie! Koszula poszybowała gdzieś w powietrze, lądując gdzieś na podłodze. Claude zreflektował się, że przecież miał ją zaraz zaprać, bo była brudna i w sumie niekoniecznie musiała w tej chwili służyć jako szmata do podłogi, więc ze śmiechem przeszedł tych kilka kroków i podniósł ją z ziemi - oczywiście w bardzo pociągający sposób.
Odwrócił się i ujrzał ją, całą rozczochraną, roześmianą, lekko zgiętą w pół, prawdopodobnie z powodu bólu brzucha. Ależ ona była piękna! Zbliżył się kilka kroków.
- Och, oczywiście! Jeszcze nie wiem, ile bym sobie życzył za wynagrodzenie, ale poważnie przemyślę twoją propozycję - powiedział, udając rzeczowy ton. Zaraz jednak znów się uśmiechnął, nie umiał z tym walczyć Czuł się tak lekko, tak swobodnie, tak... szczęśliwy? Beatrice najwyraźniej miała podobnie. Sięgnął dłonią i przygładził kilka sterczących kosmyków na jej głowie. - Bo mnie lubisz - odparł spokojnie.
On ją też lubił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Dom Beatrice L. O. O. Dear   

Powrót do góry Go down
 

Dom Beatrice L. O. O. Dear

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Domy i mieszkania
-