Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Maili Lanceley

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 201
  Liczba postów : 236
http://www.czarodzieje.org/t15401-maili-o-l-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15404-in-mollis-sonus-est-difficile-verba
http://www.czarodzieje.org/t15407-listy-do-m
http://www.czarodzieje.org/t15402-maili-o-l-lanceley
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Salon   Salon EmptyNie Gru 03 2017, 21:54




Salon tak jak praktycznie cała reszta domu jest jasny i elegancki. Jego centrum stanowią kanapy ozdobione puchatymi poduszkami, które zachęcają, by się o nie oprzeć. Jednak nie kanapy sprawiają, że to miejsce jest szczególnie magiczne. Znajdziesz w nim fortepian, samogrające skrzypce i  wiele innych magicznych instrumentów, które są zawsze gotowe do użycia i zaczarowania słuchaczy swoim pięknym dźwiękiem. Przede wszystkim stąd płynie melodia, którą słychać jeszcze zanim wejdzie się do domu.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1393
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon EmptyWto Cze 26 2018, 18:40

Dzisiejszy wieczór w posiadłości Lanceleyów, która znajdowała się w Dolinie Godryka był dość huczny i wesoły. Ruda wiedziała, że jej rodzice stanowią śmietankę rozrywkową życia towarzyskiego osób magicznych, o nieskazitelnej krwi, ale żeby organizować przyjęcia w środku tygodnia? Grymas zaskoczenia przemknął przez jej drobną, bladą buzię, gdy wróciła po południu z zajęć i weszła do kuchni, aby złapać za jabłko i uciec z nim na górę, do swojego pokoju, co przerwała jej matka. Oznajmiła, że spodziewają się gości, żeby wyjęła sukienkę i przygotowała się na szóstą. Nie spotkało się to z aprobatą przyszłej głowy rodu, bo kolidowało to z jej organizacją czasu, przygotowaną już wcześniej. Kiwnęła jednak na potwierdzenie, a raczej przyjęcie do informacji jej poleceń i z westchnięciem ruszyła w stronę schodów, wspinając się na górę. Jej plany na dzisiejszy dzień były takie same jak na każdy inny w przeciągu ostatniego tygodnia — nauka. Rzuciła rzeczy na łóżko, usiadła i przejechała opuszkami palców po chłodnej narzucie, ostatecznie kładąc się na chwilę i patrząc w sufit. Ugryzła owoc, szukając jakiegokolwiek sensu wydawania wystawnej kolacji, która podlewana będzie z pewnością wybornym alkoholem we wtorek. Nie widziała.
Zerknęła na zegarek, wstając od biurka i odkładając kolejny, zgrabnie wypisany rulon na bok. Uwinęła się z zaklęciami i powtórzeniem materiału z ostatniego roku znacznie szybciej, niż sądziła. Nessa była szalenie ambitna, systematycznie siedziała w książkach, powtarzając po każdej lekcji przerabiany temat i sporządzając notatki. Dzięki takiemu systemowi miała teraz znacznie mniej pracy. Przeciągnęła się leniwie, prostując ramiona i wydając z siebie ciche jęknięcie, po czym złapała za wiszącą na wieszaku, przygotowaną wcześniej sukienkę i poszła do łazienki, chcąc się odświeżyć przed przybyciem gości.
Muzyka rozbrzmiewała w całym domu, podobnie jak ciche rozmowy i śmiech, stukanie kieliszków. Ślizgonka zeszła po schodach punktualnie, wtapiając się w tłum, witając z gośćmi. Nie brakowało chyba przedstawicieli żadnych uznanych, magicznych rodów — poza ich potomkami, bo widocznie byli tego samego zdania, co ona. Posłała swojej mamie krótki, mówiący o tym, że miała rację uśmiech, po czym wzrokiem odszukała ojca, który rozmawiał z Państwem Cortez. Brew delikatnie drgnęła jej do góry, gdy dostrzegła tak dawno niewidziane twarze, jednak szybko zamaskowała je delikatnym uśmiechem, który posłała w stronę starego Lanceleya. Przywołała ją gestem do siebie, aby i z nimi przeprowadziła jakże grzeczną, klasyczną rozmowę. Jej orzechowe ślepia odważnie lustrowały twarze dorosłych czarodziejów podczas konwersacji, dotrzymując im kroku i starając się w miarę naturalnie obcować w znacznie starszym i dojrzalszym otoczeniu. Największym zaskoczeniem dzisiejszego wieczoru był jednak Aleksander, który zdecydował się na dotrzymanie rodzicom towarzystwa w przeciwieństwie do pozostałych przedstawicieli nowego pokolenia. Znali się, kilka razy rozmawiali, mijali w szkole. Nie potrafiła jednym słowem określić koloru ani intensywności tej relacji, jednak osobiście nigdy nic jej nie zrobił i nie widziała żadnego powodu na traktowanie go z góry bądź oschłe. Czemu oschłe? Bo chyba każdy wiedział o jego wizycie w Azkabanie, a te jak powszechnie wiadomo, nie spotykają się z oklaskami. Wizyta w jadalni minęła spokojnie. Matka jak zwykle przesadziła i stół zdawał się uginać pod ilością pysznego, magicznego jedzenia. Było wiele dań, zarówno zup, jak i mięs, a także półmiski przygotowane z myślą o wegetarianach. Do posiłku nie mogło zabraknąć oczywiście drogiego alkoholu, podanego w kryształowych kielichach, idealnie komponujących się z ozdobną zastawą. Na szczęście dla rudowłosej, szybko zjadła i podziękowała, odchodząc od stołu i kierując się prosto do salonu, prosząc jeszcze po drodze skrzata, aby deser podał jej tam.
Stanęła przy oknie, mimowolnie zerkając na wiszący na ścianie zegar. Dochodziła dwudziesta, a ona nadal tkwiła uwięziona na parterze własnego domu w akompaniamencie muzyki i dziwnych, przesadzonych jegomościów, wystrojonych dam. Skrzyżowała ręce pod biustem, zaciskając palce na smukłych ramionach, jakże kontrastujących z jej pomalowanymi na czerwono paznokciami. Wbrew wszystkiemu, wyglądała bardzo skromnie. Kaskady miedzianych włosów związane były w wysokiego kucyka, układającego się w naturalne fale, opadającego na plecy i łaskoczącego ją po odkrytych ramionach przy każdym, najmniejszym nawet ruchu. Górę kreacji stanowił gładki, czarny materiał, który łączył się z nieco rozkloszowaną spódnicą. Opadał na ramiona, odsłaniał wystające obojczyki i ładnie komponował się z jej delikatnie zarysowanym biustem. Równie czarną, sięgającą kawałek za kolano, tyle że posiadającą na całej powierzchni porozsypywane złote kwiaty, stanowiące element dekoracyjny. Nie mogło zabraknąć delikatnych kolczyków, bransoletki i pierścionka. Uwieńczeniem były szpilki, które stanowiły nieodłączny element jej aparycji — mikrus jej wzrostu musiał dodać sobie kilku centymetrów. Słysząc kroki, obróciła głowę przez ramię, mając nadzieję na zobaczenie skrzata z kawałkiem jakiegoś dobrego ciasta, może truskawek z czekoladą.. Zamiast tego, jej brązowe ślepia natrafiły na postać młodego Corteza, na co brew delikatnie drgnęła jej ku górze z zaskoczenia. Pomylił pokoje?

— Jeśli szukasz toalety, to do końca korytarza i drzwi po lewej stronie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
Galeony : 375
  Liczba postów : 655
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon EmptyWto Cze 26 2018, 21:49

Minęło już sporo czasu od ponownego spotkania z ojcem, który to przez jego wybryki musiał wrócić do Wielkiej Brytanii, by przypilnować swojego młodszego syna. W zasadzie jak się później dowiedział, był to tak naprawdę rozkaz jego dziadka, niż w rzeczywistości samodzielnie podjęta decyzja staruszka. Znał go na tyle, że wiedział iż ten bardziej pozostawiłby go samego sobie. Według zasady jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. I to by nawet bardziej pasowało Aleksandrowi, nie czułby się tak bardzo upokorzony w oczach dziadka, że aż postanowił wysłać tutaj opiekuna. Z drugiej strony trochę tego potrzebował, kogoś z nieskazitelnym wizerunkiem. Sam pewnie przez długi czas nie pokazałby się na salonach. Nawet teraz, w obecności ojca, musiał wymieniać sztuczne uśmiechy z rozmówcami. Którzy nie wiedzieli za bardzo jak podejść do jego osoby i o czym zagadać. No bo przecież nie o ocenach i wynikach w nauce prawda? Przecież jeszcze przed egzaminami musiał udać się na przymusowe wakacje do ośrodka z zaostrzonym rygorem.
Jedynym wyjątkiem tutaj zdawał się być gospodarz dzisiejszej uroczystości. Jako wieloletni przyjaciel rodziny nie wydawał się w żaden sposób przejęty tym co młody Cortez nawyrabiał. Zganiając wszystko na okres dojrzewania i buntowniczy charakter dzisiejszej młodzieży. Po chwili jednak ojciec dał mu dyskretny znak, że chce o czymś porozmawiać z gospodarzem, więc przeprosił kulturalnie dorosłych i oddalił się od mężczyzn po ich pozwoleniu. Zapewne teraz wtopiłby się w tłum ludzi i w ogóle nie zechciał wyróżnić na tyle by ktoś musiał się do niego odezwać. Ale dzisiejszego wieczoru to będzie raczej niemożliwe przez jego kreację. Sam wybrałby coś prostego, nadal eleganckiego, ale niezbyt wyróżniającego się. Nie czuł się jeszcze gotowy na to by być na językach większości z gości. Ale ojciec mu na to nie pozwolił. I wybrał dla niego coś zupełnie innego. Włosy młodszego Corteza były uczesane dzisiaj jak rzadko kiedy. Tym razem do tyłu, spięte z tyłu za pomocą wsuwek w taki sposób, że wyglądały jak dobrze ułożona krótka fryzura, a nie plątanina loków, którą zwykł ostatnio nosić. Było to cholernie niewygodne, ale jakże eleganckie, a według jego ojca to się teraz, najbardziej liczyło. Jednak to nie o jego włosach przecież tutaj mowa, a o garniturze koloru purpury. Miał wrażenie, że jego twarz przez parę godzin odkąd tylko stanął w drzwiach była tego samego koloru. W prawej ręce trzymał cylinder, którym to bawił się obracając nim w każdą możliwą stronę. W drugiej trzymał długą, czarną laskę gdzieś w połowie jej długości. Nie chcąc w nic uderzyć, czy też zahaczyć i zrzucić. Jeszcze tego by brakowało. Chociaż miał wrażenie, że gospodarz by pewnie zareagował na to gromkim śmiechem uznając, że Aleksander ma już w zwyczaju niszczyć jego przyjęcia. Przypominając wszystkim wokoło ten feralny wieczór, gdzie to po raz pierwszy ukazały się jeszcze w bardzo młodym Cortezie jego zdolności magiczne. Przez co nie mogąc dosięgnąć do fontanny z ponczem o smaku mandarynek. Wywrócił całą fontannę, wraz z stołem na którym stała, a co za tym idzie, także z całym wyśmienitym jedzeniem. Zakańczając tym samym całą ucztę.
Ale smak ponczu był przepyszny...
Pamiętał jego smak, jakby było to zaledwie wczoraj. I w jakiś dziwny sposób kiedy odszedł od mężczyzn i zaczął kręcić się bez celu po domu zdał sobie sprawę z tego, że właśnie szlaja się po cudzym mieszkaniu szukając właśnie fontanny z ponczem o smaku mandarynek.
I z tych poszukiwań wyrwał go nie tyle fakt i świadomość, że naprawdę tego szuka, tylko słowa pewnej niewiasty. Jego wzrok jakby oprzytomniał i skierował się na suknię dziewczyny. Zlustrował, wcale się nie śpiesząc, ani nie czując skrępowania, ją od butów po czubek głowy.
- Zapamiętałem gdzie jest już za pierwszym razem. Podczas pierwszej wizyty. Znam już twój dom niemal na pamięć i trafiłbym tam nawet z zamkniętymi oczami. Ale to najwyżej następnym razem... Bo teraz jest trochę za tłoczno by nawet spróbować. - odpowiedział, spokojnie, z delikatnym uśmiechem w kącikach ust. Przybliżył się do niej, po czym musnął ustami jej policzek.
- Nie miałem okazji się jeszcze na spokojnie przywitać Ness. A ty jak zwykle powabna i w pięknej sukni. - dodał po sekundzie jak się odsunął na swoje wcześniejsze miejsce i jeszcze raz, tym razem bardzo szybko zlustrował rozmówczynię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1393
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon EmptySro Cze 27 2018, 14:52

Nessa nie interesowała się innymi rodami ani ogólnie rzecz biorąc ludźmi, tkwiła pochłonięta swoimi sprawami i obowiązki. Miała ich aż nazbyt, żeby przejmować się tym, co kto zrobił lub czego nie zrobił. Wydarzenia towarzyskie, które tak umiłowali sobie jej rodzice, nigdy jej nie leżały, chociaż zdawała sobie sprawę, że przyjdzie dzień, w którym będzie musiała się dostosować i pogodzić z nimi. A przynajmniej tego od niej oczekiwano. Lanceleyowie od wieków zajmowali się muzyką i instrumentami, słynęli z wyszukanych przyjęć i perfekcyjnie zorganizowanych bankietów. Często też zajmowali się oprawą muzyczną wydarzeń w świecie czarodziejów, a raz na kilka lat, wprowadzali na rynek nowy instrument, stabilizując swoją pozycję w świecie rzemieślników. I tak nikt nie mógł się z nimi równać. Jedynym minusem, a przynajmniej tak sądziła ruda, było to, że nie miała rodzeństwa i wszystko chcąc czy nie chcąc, teoretycznie miało przejść w jej ręce, nawet jeśli nie była specjalnie zainteresowania. Tu wchodziła jednak w grę znacznie ważniejsza rzecz, pewna tradycja i dobytek kulturowy. Przymknęła na chwilę oczy, pozwalając by wachlarz kruczoczarnych rzęs opadł na blade lica, odsuwając od siebie tym samym natrętne obrazy i kłębowisko zbędnych myśli. Nie było sensu teraz się nad tym zastanawiać, gdybać. Wciąż miała dwa lata studiów przed sobą, a dopóki jej oceny i wyniki były satysfakcjonujące, nie było mowy nawet o rozmowie dotyczącej przyszłości. Przesunęła palcami wzdłuż swojego ramienia, kierując się do dołu i poprawiając tkwiącą na nadgarstku, prostą bransoletkę. Jej uszu ciągle dobiegały dźwięki rozmów, zagłuszane przez rozbrzmiewającą w całym domu muzykę. Ile jeszcze?
Ich spojrzenia spotkały się na chwilę, gdy spoglądała tak przez ramię, lustrując młodzieńca wzrokiem. Równie bezkarnie i bezwstydnie co on. Wyrósł. Zmienił się, odkąd miała okazję spotkać go ostatnim razem. Na jego słowa zaśmiała się cicho pod nosem, kiwając jedynie głową. Wyprostowała ją, obracając się i stając teraz tyłem do okna, a przodem do Corteza. Może nie byli ze sobą zżyci, jednak los chciał, że dzielili ze sobą kilka wspomnień, pojedynczych chwil. Był od niej starszy raptem kilka miesięcy.

— Faktycznie. Ciągle o tym zapominam. Może dlatego, że niezbyt często go odwiedzałeś, odkąd skończyliśmy piąty rok w szkole. — rzuciła spokojnie, charakterystycznym dla siebie, odrobinę zadziornym i pewnym tonem głosu. Ręce wciąż miała skrzyżowane pod biustem, natomiast dłonie zaciskały się na ramionach, poprawiając materiał czarnych rękawów. Odwróciła wzrok z twarzy student, gdy przed oczyma zatańczyły jej obrazy z przeszłości. Nigdy nie zapomni wyrazu twarzy jego ojca, gdy fontanna ze specjalnością jej mamy — ponczem mandarynkowym i cała zawartość stołu runęła na posadzkę, na co jej własny ojciec zareagował gromkim śmiechem i poklepał przyjaciela po ramieniu, mówiąc, że syn mu się trafił wyjątkowy. Papa zawsze lubił Aleksandra, widział w nim potencjał i doceniał zaangażowanie Beatrix w jego obycie w towarzystwie, znajomość historii magii oraz związanych z nią tradycji. Ten mały chłopiec, którego twarz zakrył grymas kontemplacji, wyrył się w jej pamięci jednak niezwykle mocno. Wyprostowała głowę i podniosła na niego spojrzenie, nie kryjąc rozbawionego uśmieszku. — Czyżbyś szukał ponczu?
Nie potrafiła ugryźć się w język, a Aleksander zamiast ciętego komentarza przysunął się i nonszalancko musnął jej policzek, co sprawiło, że mimowolnie zmarszczyła nos i brwi, pozwalając sobie na zaskoczony wyraz twarzy. Nie utrzymywał się jednak długo, ponieważ zaraz prychnęła rozbawiona, kręcąc z niedowierzaniem głową. Lanceleyówna miała niezwykle silny charakter. Była niezależna i bezpośrednia, a wraz z wiekiem cechy te nabierały niestety na sile. Jej otwarty sposób bycia sprawiał, że samą siebie odbierała dość męsko i aseksualnie. Nie była przyzwyczajona do tego typu gestów.
— A Ty jak zwykle czarujący i doskonale przygotowany do swojej roli, Aleks. Nie martw się, nikt tu raczej nie przyjdzie. Są zbyt zajęci nadrabianiem zaległości i plotek, a także spijaniem wina.. A propo.. — przerwała z delikatnym wzruszeniem ramion na pierwsze ze swoich słów, a następnie uniosła dłoń i przejechała po marynarce od jego garnituru, ostatecznie jednak klepiąc go w ramię, niczym kumpla. Uśmiechnęła się rozbrajająco, pozwalając sobie go minąć i skierować się do stojącego na jednej ze ścian obszernego salonu barku. Była to izba elegancka, utrzymywana w jasnych kolorach i ubarwiona dodatkami, które nadać jej miały nieco ciepła. Oparła się o niego rękoma, lustrując wzrokiem zawartość szklanych karafek, po czym stanęła bokiem, opierając jedną z dłoni na biodrze. Rude, związane włosy kołysały się dziko na plecach, usiłując przedostać się na jedno z jej ramion i spłynąć do przodu. Brązowe ślepia znów powędrowały na jego twarz, szukając spojrzenia.
— Napijesz się czegoś? Nie wiem, piwa chyba nie wypada.. Ojciec ma tu jakieś burbony czy whiskey, jest też jakieś wino. Skrzat zaraz powinien przyjść z deserem, też chcesz tutaj czy wracasz do stołu?
Dodała w końcu, przekręcając głowę w bok. Cofnęła dłoń od mebla, gdy usłyszała na korytarzu kroki i wygładziła dłońmi materiał swojej sukni, odwracając się w stronę wejścia do izby. Na szczęście była to jedna z koleżanek jej matki, która posłała dwójce młodych dorosłych czarujący, chociaż niezbyt trzeźwy uśmieszek i ruszyła w stronę toalety. Chcąc czy nie, ruda go odwzajemniła, następnie wywracając oczyma. Na Merlina, był środek tygodnia. Czy ona nie powinna jutro iść trzeźwa do pracy? Zagryzła dolną wargę, słysząc we własnych myślach hipokryzję. Przecież sama miała ochotę poprawić sobie humor alkoholem, a od rana miała wykłady. Cóż, całe szczęście, że Ness miała naprawdę mocną głowę. Niemniej jednak powędrowała wzrokiem znów na Corteza, posyłając mu krótkie i intensywne, pytające spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
Galeony : 375
  Liczba postów : 655
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon EmptySro Cze 27 2018, 22:12

On kiedyś się tym interesował, za młodu bardzo lubił te przyjęcia. Z czasem to wszystko traciło swój urok, a jego myśli zaprzątały inne sprawy i osoby. W końcu i tak wiedział, że to wszystko było tylko na pokaz, zwłaszcza z strony jego matki. Tylko ojciec zdawał się tutaj bawić najlepiej i czuł się niczym ryba w wodzie. Dlatego to też on najczęściej był wybierany by reprezentować ród Cortezów, a także swoją część rodziny jako, że był jedynakiem. Staruszek w jakiś dziwny sposób opierał się całemu wpływowi, na mrok który ogarnął jego samego i całą pozostałą część rodziny. Czarna magia wypaczała, czytał o tym w jej księgach. I tak jak wcześniej jedynie przeczuwał, że coś się z nim działało złego. Tak teraz wiedział, że stał się kolejną z marionetek tej przedziwnej, mrocznej mocy. Dlatego teraz czuł się swobodniej, w obecności swojego ojca. Wiedział, że można nad tym zapanować i już sama ta myśl powodowała, że wszelkie troski odchodziły jak po jakimś zaklęciu uspokajającym.
- To z powodu większej ilości nauki i obowiązków - skłamał gładko robiąc przy okazji przepraszającą minę.
- No przestały mnie tak bawić te spotkania - dodał po krótkiej przerwie, bo miał wrażenie, że dziewczyna naprzeciwko niego nie różni się zupełnie niczym od niego w tej kwestii. Chociaż mógł się mylić, ale z tego co kojarzył na korytarzach i w komnatach Slytherinu. To dziewczyna nie była jedną z tych co to kochają się stroić w suknie i godziny spędzają przed lustrem układając grzywkę, która później i tak ucieka we wszystkie strony.
Na wzmiankę o poszukiwaniu ponczu nie potrafił się powstrzymać od nieuśmiechnięcia się bardzo szeroko. A jednak nie zapomniała. Zresztą jakby to on był na jej miejscu to też by jej tego nigdy nie wybaczył.
- Znowu zapomniałem, że od tamtego czasu nie wystawiacie fontanny z ponczem- Jęknął w odpowiedzi z wielkim zawodem. Bo miał jakąś nikłą nadzieję, że znów będzie mógł posmakować tego cudownego soku.
Przez moment zastanawiał się, czy przekroczył jakąś granicę i czy zachował się niewłaściwie. Pewnie według ojca jak najbardziej. Może powinien pocałować tylko jej dłoń, a nie się tak spoufalać i całować dziewczyny w policzek.
Teatralnie wykonał młynka oczami widząc jej zdziwienie i słysząc drugą część komentarza.
- Nie robię tego przecież pod publikę. - Urwał chociaż widocznie na usta cisnęła mu się jakaś dłuższa przemowa. Ale w przeciwieństwie do niej był tutaj gościem i powinien uważać co mówi.
Na moment zagryzł delikatnie dolną wargę spoglądając dziewczynie w oczy, kiedy ta gładziła ręką materiał jego garnituru. Lecz kiedy poklepała go po ramieniu i odeszła w stronę barku uśmiechnął się bardzo szeroko i potrząsnął głową z niedowierzaniem. Opierając się przy okazji jednym bokiem ciała co ściany. Rozbawiony powędrował wzrokiem za koleżanką. Tym bardziej, że zmierzała właśnie w kierunku gdzie zauważył przeróżne trunki w grubych, ozdobnych szkłach. Aż za dobrze wiedząc co zwykło się w takowych trzymać.
- No nie wiem, czy powinniśmy - Nie kłamał, w jego głosie słychać było powątpiewanie w ten plan. W końcu mimo wszystko czuł wobec gospodarza ogromny szacunek i podczas tego pomysłu czułby się jakby właśnie go okradał z jego własności. Z drugiej strony zawsze będzie mógł odkupić i przynieść w prezencie.
- A zresztą! Co mi tam, bierz ognistą, kryję cie - powiedział ruszając do niej i rozpinając marynarkę złapał pośrodku w taki sposób jakby chciał ją zdjąć zasłaniając dziewczynę i barek przy którym stała, stwarzając tym samym jeszcze większą szopkę i podejrzanie wyglądającą scenkę.
Kiedy Nessa wyciągnęła alkohol przejął go od niej i schował za pazuchę, szczerząc się cały czas.
- Prawie jak za starych dobrych lat. Tylko tym razem jest to sam alkohol, a nie babeczki nafaszerowane jakimś słodkim alkoholem. Już nawet nie pamiętam co to było... - Dodał i odszedł jakby nigdy nic w stronę okna, gdzie wcześniej stali.
- Ness, a możemy uciec nim skrzat zdąży wrócić? Zbyt duszno i za dużo ludzi jak dla mnie. Co powie panienka na mały spacer po ogrodzie? - Powiedział i odwrócił się w jej stronę, wyciągając przy okazji otwartą dłoń. Przybierając jakiś taki dziwnie poważny wyraz twarzy. Jakby faktycznie atmosfera w domu mu nie odpowiadała i miał ochotę jak najszybciej się oddalić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1393
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon EmptyCzw Cze 28 2018, 18:06

Dziecko wszystko dostrzega inaczej. Jest piękniej, bardziej kolorowo i wszyscy są szczęśliwi, każdy ma swoje dobre zakończenie. Takie wystawne bale przypominały kiedyś Nessie wydarzenia z baśni i książek, gdzie ubierano drogie suknie i jadło się pyszne ciasta. Też je lubiła, dopóki była głupiutka i nieświadoma, bardziej beztroska. Czas jednak mijał nieubłaganie i niestety każdy dojrzewał, a co z tym idzie, jego charakter się rozwijał i ulegał licznym zmianom. I w ten sposób zachwyt przemijał, wszystko to stawało się codziennością, a później tylko obowiązkiem, od którego jak najszybciej chciała uciec. Pewnie kiedyś do nich dorośnie i znajdzie uciechę w barwnych, kokieteryjnych dyskusjach w akompaniamencie alkoholu, jednak jeszcze nie teraz. Wciąż była za młoda.
Lustrowała wzrokiem twarz młodego Corteza, jakby poznając ją na nowo. Orzechowe ślepia najpierw badawczo, a potem już tylko zadziornie wyłapywały jego spojrzenie, prowokując je do konfrontacji. Przez swoją bezczelność i brutalną wręcz szczerość, można było z niej czytać niczym z otwartej księgi. Oczywiście, potrafiła kłamać, jak chyba każda dziewczyna czy chłopak w jej wieku, jednak bardzo tego nie lubiła i wychodziła z założenia, że gorzka prawda zawsze jest lepsza od słodkiego kłamstwa. Stąd też mógł z łatwością odczytywać to, jaki miała do niego stosunek. Niezmienny, wciąż ten sam, jakby epizod z Azkabanem wcale nie istniał. Nie był jej sprawą i nie w jej geście leżało umoralnianie Aleksandra.

—Mhm. Pewnie tak. — przytaknęła, unosząc delikatnie brwi, niezbyt mu dowierzając. Nie zamierzała jednak tego rozgrzebywać, było i minęło. W końcu każde z nich miało swoje życie i problemy, nie byli ze sobą jakoś uwiązani. Na dodatkową wypowiedź zaśmiała się cicho, przytakując mu. Wyciągnęła rękę w jego stronę, dając mu pstryczka w policzek. Delikatnego, bo delikatnego, ale konsekwencje ponosić trzeba. — I co kłamiesz, paskudo? Ty, chociaż masz tyle szczęścia, że mogłeś się od nich wykręcać. Mnie siłą ściągają na dół.
Dodała z teatralnym westchnięciem, rozkładając nieco ręce na boki w akcie bezradności. Niestety, na pewne rzeczy nie miało się wpływu, a jej matka w tej sprawie wykazywała się olbrzymią upartością. Lanceleyówna była zawsze nienagannie elegancka i czysta, na zajęcia chodziła w mundurku. Nigdy jednak nie zwracała przesadnej uwagi na detale, nie spędzała godzin przed lustrem i przed szafą, szukając kreacji idealnej. Poniekąd nosiła mundurek dlatego, że tak prościej i wygodniej. Każdy był postrzegany tak samo, zaczynał z czystą kartką. W dzisiejszych czasach strój niestety wpływał na ocenę, którą otrzymywaliśmy od innych. Nessa jednak bardziej przejmowała się rozwojem swojego charakteru, jak reputacji, która była jej względnie obojętna.
Szeroki uśmiech Corteza sprawił, że i ona przybrała triumfalny, zadowolony z siebie wyraz twarzy. Zgadła jak zwykle. Stuknęła palcami w ramię, pozwalając, aby paznokcie nieco wbiły się w górną część stroju.

— Wiesz, mogę poprosić Migotkę, żeby Ci trochę przyniosła. Mama ciągle go robi. — zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, mając oczywiście na myśli skrzata domowego. Wiedziała, że chłopak uwielbiał ten poncz, ale faktycznie — od tamtego incydentu raczej podawano go w czarkach, gotowego do picia, a nie w formie fontanny.
Zachował się przyzwoicie i tak, jak nakazywała etykieta oraz pozwalała długość ich znajomości. Jednak towarzysząca mu studentka naprawdę nie była zwyczajna do takich gestów. Właściwie, to ona zawsze przekraczała cudzą przestrzeń osobistą i to niezależnie czy miała pozwolenie, czy też nie, jednak instynktownie unikała buziaków, a całować się nie potrafiła. Zresztą, była Lancelotem. Rycerze nie są pociągający w żaden sposób.

— Oho. Mam uwierzyć, że po prostu stęskniłeś się za dobrą, starą i rudą Lance? Oj Cortez, skarbie, to nie w Twoim stylu. — dodała z rozbawieniem w głosie, puszczając mu oczko i kierując się w stronę baru. Do rudej trzeba było się przyzwyczaić i albo się ją akceptowało, albo nie. Nie było tu miejsca na żadne "pomiędzy".
— Dlaczego nie? Papa ma tego całą spiżarkę w piwnicy. Pewnie tak się dziś z Twoim ojcem załatwi, że będzie myślał, że sam to wypił. Tchórzysz? — mruknęła zaczepnie, prowokacyjnie wręcz, łapiąc za największą karafkę, w której tkwiła wyborna i złota whiskey. Zerknęła na niego już z większym zadowoleniem, gdy postanowił przyłączyć się do niej i skorzystać z wieczoru, a także dostępu do dobrego alkoholu. Byli najedzenie, zakąsek mieli pod dostatkiem więc i nie upiją się tak szybko. Jej samej jeden drink czy dwa dobrze zrobią przed nauką. Mogła też pić czystą, miała twardą głowę. Sporo piła z kolegami i koleżankami. — Nie ma tak. Ja tu jestem rycerzem, ja kryję.
Dodała jeszcze głosem, który nie zniósłby sprzeciwu i wyprostowała się, przytulając flaszkę do piersi. Z początku zaskoczyło ją nagłe rozpięcie marynarki i niezbyt zrozumiała, co on właściwie chce zrobić. Może było mu gorąco? Na nadmiar złego, mało bystra, mamina koleżanka musiała to widzieć, wracając z łazienki i tym samym, ich uszu dobiegł dziwny chichot. Grzecznie oddała mu alkohol, opierając dłonie na biodrach i przyglądając się jego poczynaniom, które ostatecznie skwitowała rozbrajającym uśmiechem.
— Sprytnie! Nie były nasączone nalewką wiśniową albo aroniową? I oczywiście te bombonierki z advocatem! Nie zapomnę wyrazu Twojej mamy, gdy z całej patery ciasta z domieszką rumu został jeden kawałek. — odparła żywo, mając przed oczyma scenkę. Zupełnie, jakby wydarzenie to miało miejsce wczoraj! Dwójka młodzików, ledwo co poszła do Hogwartu, a już tkwiła nietrzeźwa na huśtawce ogrodowej, objedzona słodkim ciastem z kremem i alkoholem. I nikt nie mógł mieć do dzieciaków pretensji, bo to była wina dorosłych i zwykłe niedopilnowanie. Jej dłoń drgnęła ku górze, tym razem jednak nie w stronę Aleksandra, a w stronę rudych pukli włosów, uwięzionych w formię kucyka. Przeczesała je palcami, patrząc chwilę w przestrzeń przed sobą. Zupełnie, jakby cofnęła się w czasie. Jakby nigdy nie przestali ze sobą rozmawiać. Drgnęła w miejscu, a na dźwięk jego głosu mruknęła pod nosem, podnosząc wzrok. W jasnym pomieszczeniu tęczówki jej oczu miały kolor pitnego miodu. Uśmiech zniknął, a twarz chłopaka przybrała poważniejszy wygląd, który sprawił, że Ness nawet przeszło przez myśl, że wydoroślał. Bardziej niż ona może nawet? Przez chwilę biła się z myślami, wędrując spojrzeniem pomiędzy jego otwartą dłonią a otwartymi, podwójnymi drzwiami prowadzącymi na korytarz, skąd lada moment miała przyjść Migotka ze słodkościami. Jęknęła z niezadowoleniem, kiwając głową i podchodząc do niego. Zamiast jednak za rękę, chwyciła go pod ramię i pociągnęła w stronę drzwi prowadzących do tarasu.
— Potem przez Ciebie będę musiała zjeść dwa kawałki ciasta. Poza tym jesteś gościem i zdaje się, że mamy tylko siebie w podobnym przedziale wiekowym. Nie mogę odmówić, nawet jeśli kulki z musem truskawkowym byłby spełnieniem moich marzeń. Doceń poświęcenie, wężyku. — powiedziała całkiem poważnie, zadzierając nieco głowę i spoglądając na jego twarz kątem oka. Wysokie buty pomogły, jednak nadal różnica wzrostu była widoczna. Wyszli na zewnątrz, a nieco chłodniejsze, letnie powietrze uderzyło ich w twarze. Rześkie i pobudzające, przyjemne. Wcale nie było zimno na dworze, wietrznie tym bardziej — po prostu tak, jak wspominał wcześniej Aleks, w domu było zbyt duszno i gorąco. Po cichu więc przyznała mu rację, wolno ruszając do przodu ścieżką z białych kamyków. Lanceleyowie mieli naprawdę dużą posiadłość i ogromne hektary ziemi.
— Dokąd chcesz iść? Spacer bez celu czy może i ogród pamiętasz tak dokładnie, że wiesz gdzie nogi Cię poniosą?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
Galeony : 375
  Liczba postów : 655
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon EmptyCzw Cze 28 2018, 20:19

W obecnym momencie jednak ciężko byłoby mu stwierdzić, czy na powrót miałby polubić takie przyjęcia. Teraz bowiem ponownie spoglądał na nie w zupełnie inny sposób. W przeciwieństwie do dziewczyny on przeszedł teraz do kolejnego etapu. Poniekąd na własne życzenie i przymusowo. Nie był już uczniem, nie był studentem, teraz był ot jedynie czarodziejem. A brak jakichkolwiek obowiązków szkolnych zastąpiła mu zwyczajna rutyna. Dni zaczynały się zlewać ze sobą, czas przyśpieszał, a upływ dni zaczął się zmieniać w upływy tygodni. Niejednokrotnie miał wrażenie, że obudził się dopiero co po sobocie, a tutaj nagle środa lub czwartek. O weekendach nie wspominając już zupełnie. Spędzałoby się najchętniej w łóżku, po trudach całego tygodnia.
Więc tutaj takie spotkania w gronie przyjaciół, znajomych były jak świeży podmuch wiatru. Niczym pierwszy oddech morskiego powietrza, po dostaniu się na piaszczystą plażę. Zaraz po tym jak było trzeba się przedrzeć przez gęstą tropikalną dżunglę.
I skoro na niego działała tak bardzo pozytywnie przynajmniej jedna twarzyczka z dawnych lat. Z którą przecież wcale jakoś się nie przyjaźnił, a jednak nadawała jemu życiu tak wielu pozytywnych bodźców, to jak muszą się czuć ich rodzice, w towarzystwie tak wielu znajomych. Czysta euforia, śmiechy i gwary wielu rozmów, pomiędzy jeszcze większej ilością grupek które się potworzyły. I bezustannie zmieniały.
Zerknął w ich stronę, uznając, że właśnie tego brakowało we wszystkich Hogwartowych imprezach. Choć tamte zdawały się być większe, wiele razy integracyjne, nie potrafiły jednak zniszczyć całkowicie granic między domami i podziałami w grupach. Tutaj to zdawało się nie istnieć w ogóle.
Zdał sobie sprawę z tego, że za bardzo się zagapił na pozostałych ludzi. Przez co wrócił spojrzeniem do oczu Ness, uśmiechając się na momencik przepraszająco. Wiedząc, że się zagapił na dłużej niż mu było wolno podczas rozmowy z taką dziewczyną. Wyłapał jej spojrzenie, wyzywające do pojedynku. Ona naprawdę go prowokowała? Chyba nie wiedziała na co się pisze. On w końcu uwielbiał obserwować, mógłby tak godzinami siedzieć i przyglądać się nawet jednej rzeczy, jeśli go to na tyle mocno zaciekawiło. A oczy rozmówczyni bez problemu kwalifikowały się do tego i przechodziły przez wszystkie kryteria.
- No chciałbym to zobaczyć jak dzielnie walczysz z swoją matką i jak siłą zmusza cię do nałożenia tej sukienki. A buciki to sama zakładasz, czy masz już jakiegoś swojego księcia z bajki, który to wyręcza cię w tej czynności?- powiedział do niej wpatrując się bez przerwy w jej oczy. I niestety sobie to wyobraził, jak taka duża dziewczyna szamocze się na łóżku, a jej matka walczy z nią starając się ją ubrać.
On sam zawsze stawiał na elegancję, a szkolne szaty wywoływały w nim odruch wymiotny. Tutaj z pewnością nigdy by się nie dogadali. On zawsze w eleganckich butach, spodniach od garnituru i przynajmniej koszuli, z kamizelką. Marynarkę rzadziej zakładał, z tego powodu, że zazwyczaj w zamku było ciepło. No i oczywiście zawsze był pod krawatem, szkolnym, z herbem i w kolorach domu. Nigdy przecież nie próbował nawet ukrywać z jakiego domu pochodził.
- Oczywiście, że będę chciał! - odpowiedział nawet trochę za głośno niż tego chciał, ale sama wizja tego, że będzie mógł się go znowu napić powodowała wielkie emocje w jego głowie.
Na jej słowa poczuł się w pewnym sensie dotknięty.
- No ja wiem, że mawiają o mnie różne, rzeczy... Ale nawet ja mam duszę, która potrafi się stęsknić. Lecz tutaj zostawiłbym jedynie rudą. Cała reszta to jakieś pomówienia. - powiedział i wyszczerzył się zadziornie. On za to w większości przypadkach miał gdzieś to, czy go w ogóle tolerowano, nie wspominając o tym, czy w ogóle go lubiano. Osobiście przecież nienawidził większości Hogwartu i swobodnie rozmawiał z paroma osobami. Aż dziwił się, że nadal potrafił tak swobodnie rozmawiać z Nessą, bez obrzucania się wzajemnie ciągłymi złośliwościami i mięchem.
Później dziewczyna zrobiła coś, co działało na młodego Corteza niczym czerwona płachta na byka. To jedno słowo, wystarczyło rzucić w jego stronę "tchórzysz?" by owinąć go sobie wokół palca.
- Ja nigdy nie tchórzę. - zaakcentował te słowa w taki sam sposób w jaki zrobiłby niezależnie w jakiej byłby sytuacji. Stojąc tutaj właśnie naprzeciwko niej, czy na krawędzi, na szczycie jakiejś góry, nad przepaścią, czy na klifie z zamiarem skoczenia. To słowo zdawało się nie istnieć w jego słowniku, przez rodzinę poniekąd. Przez dziwne metody dziadka. Wszelki strach został zastąpiony adrenaliną. Dlatego to Aleksander nie posiadał nawet swojego bogina. Ponieważ nie znał strachu, a nawet jeśli coś na niego tak działało powodowało jedynie pozytywne bodźce, uaktywniało adrenalinę potrzebną do szybszego działania. Z tego powodu to słowo go tak zawsze drażniło. I tak na niego działało.
O to czy się upije to nawet się nie martwił. Nie pił przecież z Dymkiem i mieli pić coś tak delikatnego jak ognista.
-Że co ja cię proszę? - wybełkotał coś niezrozumiałego, nie mogąc pozbierać myśli w jedną całość.
- Zapomnij, na szczęście odszedłem z Hogwartu nim ten zdążył całkowicie zniewieścieć. I gdy mówię, że ja ochraniam to ochraniam ja. - powiedział stanowczo, a jego mina świadczyła o tym, że pod tym względem się nie ugnie. Prędzej weźmie jeszcze jedną karafkę niż odejdzie stąd nie trzymając niczego.
Na szczęście wracała tamta kobieta i Nessa oddała mu alkohol, które od razu zakrył pod marynarką. Bo jeszcze się rozmyśli i będzie musiał się z nią bić o to kto trzyma trunek.
- O właśnie! To chyba były aronie! Wiśnie były by zbyt łatwe do zapamiętania. Taaak, teraz jak się nad tym zastanawiam dłużej to przypominam sobie bardziej ich smak. - Aż zacmokał jakby gdzieś tam na końcu języka pozostał jeszcze ich smak i starał się go jeszcze wyciągnąć i chociaż przez moment dłużej nim nacieszyć.
Na wzmiankę o jego matce nie potrafił się powstrzymać i komnatę wypełnił jego perlisty śmiech. Nie śmiał się tak od... W zasadzie to już nawet nie pamiętał kiedy ostatnio się tak roześmiał.
- Tak, tylko to nie tobie później matka nagadała jak wróciliśmy do domu. Tak dostałem po dupie, że do dzisiaj zostały mi znamiona na tyłku - Oczywiście zmyślał. Ale fakt, że matka tam na niego trochę pokrzyczała. Pod tym względem miał od niej o wiele gorzej. Jednak nie narzekał z tego powodu. Narzekanie na swoje życie w ogóle nie było w jego stylu. W końcu przeszedł mu nawet chichot, zwłaszcza patrząc jak bawiła się włosami. Denerwowała się? Wydało mu się to jakoś tak nierealne, że przestał nawet o tym myśleć. Ale gdy tak dłużej patrzył miał wrażenie, że to uczesanie jej nie pasuje.
Złapała go pod ramię i dała niezły wywód o tym jak wielce będzie przez jego propozycję pokrzywdzona. Na co prychnął głośno.
- Jak nie chcesz to nie zmuszam przecież - powiedział z udawanym fochem i rezygnacją zwolnił kroku, tak jakby nie chcąc już wyjść.
- No i to ty niby jesteś pokrzywdzona tutaj najbardziej? A ja? Ty nie dostaniesz jakiegoś ciastka, a ja najwspanialszego ponczu na świecie? No i kto niby się bardziej poświęca? - dodał przyśpieszając tempa i wychodząc przez drzwi na taras.
- Pamiętam jedynie gdzie jest huśtawka. O ile jest nadal w tym samym miejscu. No ale wpierw możemy się udać po truskawki, jeśli macie w swoim ogrodzie lub szklarni. Tak by ci chociaż trochę zadośćuczynić ten brak ciasta. A później idziemy na huśtawkę! - zdradził jej swój plan działania, ciągnąc lekko przed siebie by jak najszybciej oddalić się od domostwa. Na dworze czuł się znacznie lepiej niż w środku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1393
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon EmptyPią Cze 29 2018, 00:37

Nie wyobrażała sobie życia bez Hogwartu. Była uzależniona od nauki, panujących w nim zwyczajów i wolności. Każde zajęcia sprawiały jej radość, nie opuszczała nawet run czy zielarstwa, z których była tak strasznie słaba. Ambicja ją kiedyś dopadnie i była pewna, że to będzie marny koniec samozwańczego rycerza. Nie tylko jemu uciekały dni między palcami, chociaż spędzali je w całkiem inny sposób. Nessa pomimo dobrego nazwiska i bogatej rodziny, sama radziła sobie finansowo. Pracowała na nocne zmiany w jednym z lokali w Hogsmade jako barmanka, brała zlecenia jako muzyk niezależny i otrzymała ostatnio certyfikat uprawniający do wykonywania biżuterii. Do tego nauka, ćwiczenia transmutacji, ćwiczenia na skrzypcach, pianinie czy wielu innych instrumentach, których ochoczo próbowała. Kwintesencją jej autodestrukcji była jednak bezsenność, ciągnąca się za nią miesiącami niczym widmo.
Znajdowała jeszcze w tym wszystkim czas na przyjaciół i spotkania towarzyskie. W ostatnim roku zmieniła się, dzięki namowie Beatrice, Mallory czy Caesara otworzyła się nieco na ludzi, co wbrew jej pierwszym myślą z tym związanym, miało całkiem dobry efekt. Zdawała sobie sprawę, że jest towarzystwem irytującym i nieznośnym, a jednak nie spotkała się jeszcze z nikim nastawionym do siebie negatywnie. Niemniej, jednak gdyby potrafiła czytać w myślach i miała dostęp do Aleksowej głowy, to pewnie by się z nim zgodziła. W pewnych aspektach te ich bankiety, pełne śmiechu i jedzenia były niezwykłe. Na te kilka godzin stawali się jednością, zupełnie jakby wrócili do beztroskich lat w Hogwarcie, gdzie większość obecnych w domu Lanceleyów dorosłych się poznała.
Nie przeszkadzało jej to, że nie spoglądał w jej stronę. Kontemplacja na jego twarzy mówiła jej wiele i naprawdę nie miała zamiaru przerywać. Rozluźniła dłonie, drażniąc delikatną skórę na koniuszkach palców nieco szorstkim nadrukiem jednego z kwiatów, które tkwiły na jej wieczorowej, eleganckiej kreacji. Ich spojrzenia znów się skrzyżowały, a kąciki ust dziewczyny drgnęły ku górze, nadając jej twarzy tak naturalnego, zadziornego i nonszalanckiego jednocześnie wyrazu. Obydwoje mieli dominujące cechy charakteru, lubili też patrzeć i wyłapywać szczegóły. Przez myśl jej nawet przeszło, że dobrze było go widzieć w takim stanie. Nieco obawiała się jego zachowania po pobycie w Azkabanie, jednak najważniejsze, że nadal potrafił się śmiać, przywdziać uśmiech. Może to przez wzgląd na stare, dobre czasy, które kojarzyły się z bezpieczeństwem i spokojem? Ulżyło jej jednak nawet jeśli tworzył tylko grę pozorów.

—Trochę wiary chłopcze, potrafię się sama ubrać! Chodziło mi bardziej o dosłownie ściągnięcie ze schodów na dół, po tym, jak bezczelnie wchodzi do mojego pokoju. Księcia? Czy ja wyglądam na księżniczkę? Nie rozśmieszaj mnie Aleks, jestem rycerzem. Nie jestem z takich bajek, o jakie trzy czwarte społeczeństwa mnie posądza przez nazwisko. — powiedziała z rozbawieniem w głosie, nie uciekając od niego wzrokiem. I jej podobne obrazy przeszły przed oczyma, jednak szybko je zbyła i zepchnęła gdzieś w odmęt swoich pokrętnych myśli. Na szczęście szpilki czy koturny wsuwało się niezwykle prosto i doskonale radziła sobie sama.
Jej szafa pełna była fantazyjnych kreacji, oddających jej filigranową budowę ciała. Częściej jednak sięgała po spódnice i spodnie jak sukienki. Szkoła nie była jednak miejscem do strojenia się i zdaniem rudej, tam mundurek sprawdzał się najlepiej. Zawsze wyprasowany, uwieńczony wstążką pod szyją, oczywiście reprezentującą dumnie barwy domu węża. Była ślizgonką całym sercem, a prawda była taka, że rudzi w zieleni wyglądali absolutnie najlepiej. Jego entuzjazm sprawił, że parsknęła śmiechem i kiwnęła głową.
— Masz to obiecane! Poproszę Migotkę, żeby zapakowała Ci trochę na wynos.
Milczała, słuchając jego wypowiedzi. Nie miała w zwyczaju wchodzenia komuś w słowo, to było zwyczajnie niegrzecznie. Wdając się w rozmowę z Nessą z własnej woli, trzeba było być przygotowanym na wszystko. Ona się nie szczypała i mówiąc to, co myśli, często wywoływała uczucie dyskomfortu i zabijała czyjąś pewność siebie. Siła jej charakteru sprawiała, że nie jeden męski uczeń Hogwartu mógł jej zazdrości pewności siebie niezależności. Wzruszyła ramionami, przekręcając głowę na bok, pozwalając by ruda, wijąca się w naturalne loki kitka opadła na ramię.
— Nie obchodzi mnie to, co o Tobie mówią. Ważny jest charakter, nie reputacja. Przyznam, że tęsknota nie jest emocją, o którą bym Cię posądzała, chociaż w Twoją duszę nie wątpię. Nie jesteś przecież złym dzieciakiem, jak ma się do Ciebie odpowiednie podejście, prawda? Oh. Może pomówienia, może nie.. Skąd możesz wiedzieć? Tyle miesięcy, chyba nawet lat, nie mieliśmy okazji spędzić ze sobą czasu. — odparła może nieco bezczelnie , jednak znów z brutalną szczerością i przerażającym wręcz spokojem. No tak, odważny Cortez. To prawda, tak łatwo można było go do czegoś podpuścić, zasiewając wątpliwość w jego męstwo. Puściła mu oczko, wracając spojrzeniem do stojących na szafce karafek. Postanowione, będą pić i to w ogrodzie.
Wieczór był przyjemny. Ciemne niebo pokryte było gwiazdami, a korony rosnących w ogrodzie drzew wydawały z siebie przyjemny, cichy szum za każdym razem, gdy wiatr wprawiał gałęzie obsypane zielonymi liśćmi w dół. W rześkim powietrzu dało się wyczuć lato. Odetchnęła głębiej, czując, jak luźne kosmyki włosów kołysząc się pod wpływem ich kroków, łaskocząc jej odkryte ramiona i szyję. Kitka spoczywała jednak na plecach, przypominając ruchomy, lisi ogon.

— Tak, w tym samym. Hmmm.. Szklarnie brzmią dobrze. Poza truskawkami są jeszcze maliny i inne owoce. Powiedzmy, że to dobra rekompensata za poświęcenie dla Ciebie sernika. Obiecałam przecież, że dostaniesz ten poncz na wynos, prawda? — przerwała z teatralnym wywróceniem oczu, dopiero po chwili prostując głowę i odwracając spojrzenie od jego twarzy. Zawiesiła je gdzieś w przestrzeni przed nimi, krok za krokiem, wędrując po białych kamieniach, pozwalając rozbrzmiewać stukotowi obcasów dookoła. Poprawiła rękę na ramieniu o wiele wyższego chłopaka, uśmiechając się paskudnie nieco pod nosem. — I nie. Ja ochraniam, nie Ty. Jestem Lancelotem, na Merlina! A nie jakąś naiwną i słodką panienką, co potrzebuje księcia. A nawiązując do Hogwartu.. Wracasz dokończyć studia?
Dodała jeszcze, kończąc nurtującą ją od dłuższej chwili pytaniem. Niezależnie do jakiej dziedziny magii, miał w sobie potencjał, który szkoda byłoby zmarnować. Edukacja była ważna, zwłaszcza w czasach, w których żyli. Teraz nazwisko nie załatwiało posady i innych profitów. Kątem oka zerkała na jego profil. Odżył, jego lico nabierało kolorów, a na usta coraz częściej wkradał się cień uśmiechu. Odchyliła głowę nieco do tyłu, pozwalając sobie lepiej przyjrzeć się niebu. Specjalnie ścieżka wiodąca w głąb ogrodu była tylko delikatnie, subtelnie rozświetlona przy ziemi, pozostawiając tym samym ich sylwetki tonące w półmroku. Wolną ręką poprawiła materiał sukienki, który usilnie plątał się jej pod nogami. A mogła włożyć garnitur.. Uśmiechnęła się pod nosem, szukając wzrokiem jakiekolwiek śladu księżyca. On był osobą, której nie można było być pewnym. Zawsze istniało ryzyko, niepewność. Miał swoją drugą, mniej przyjemną twarz i doskonale o tym wiedziała.
— Czym w ogóle się teraz zajmujesz, Aleks? — dodała jeszcze, posyłając mu krótkie, ale intensywne spojrzenie, powracając jednak zaraz do srebrnych, błyszczących nad nimi punktów. Znała te ścieżki na pamięć, nogi same ją wiodły, a do tego była mistrzem chodzenia na obcasach. Spomiędzy pełnych, maźniętych karminową szminką warg uciekło ciche westchnięcie. Wyprostowała głowę, omiotła spojrzeniem znajdującą się dookoła nich przestrzeń. Dom coraz bardziej zmniejszał się za ich plecami, a światła bijące z okien bladły.
— Właśnie sobie uświadomiłam, że zapomniałam o szklankach. — mruknęła z pełną powagą, unosząc dłoń i drapiąc się po głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
Galeony : 375
  Liczba postów : 655
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon EmptyCzw Lip 05 2018, 13:54

Jemu najbardziej brakowało w obecnym stanie tej beztroski jaką mieli uczniowie w Hogwarcie. Gdzie dla większości największymi zmartwieniami były dobrze napisane egzaminy. Teraz jednak zbyt mocno za tym tęsknił i właśnie tego potrzebował.
- Dobrze, rozumiem. Zresztą ja i tak bym nie chciał ci się pomóc ubierać. Bardziej rozbieranie mnie kręci - odpowiedział i machnął ręką jakby już sobie dał z tym tematem spokój. Bo wiedział, że nie potrzebowała tutaj niczyjej pomocy. I może pewna część jego nie chciała tego uznać za prawdę. To chyba faktycznie tutaj mogłaby być tym rycerzem.
- Więc powiedz mi moja droga. Skoro ty jesteś rycerzem to kim jestem ja w tej bajce? Bo z pewnością nie księżniczką. Wybacz ale jestem jak te chłopaki z tej zniewieściałej szkoły. Więc jestem smokiem?... Nie, raczej czaroksiężnikiem. Powinnaś więc chyba uważać, bo właśnie prowadzę Cię samą na spacer. I gdy będę Cię gilgotał to nikt Cię nie usłyszy - dodał i lekko dźgnął palcem w brzuch dziewczynę. Sprawdzając czy w ogóle ma łaskotki.
- Nie opuszczę twojej posiadłości bez tego ponczu - skomentował ciesząc się, że właśnie zdobył zapas ponczu na jeden wieczór. Nie spodziewał się by ten miał wystarczyć na dłużej.
- To jedno z najbardziej trafnych określeń jakie słyszałem na swój twmat. Otóż to albo masz to coś w sobie i dogadamy się bez problemu, albo też nie i czeka nas tylko walka. - odpowiedział na pierwszą część uznając, że wypowiadanie się na kolejne słowa jest za wcześnie. Bo trafnie zauważyła, że nie mieli ze sobą zbyt długo do czynienia by mógł ją bez problemu oceniać.
Dlatego na tą chwilę milczał.
-Było trzeba mówić od razu, że to sernik to bym Cię nie wyciągał wcześniej i sam bym to zamówił - powiedział z wyrzutem, że pozwoliła się mu wyciągnąć z domu. Po chwili jednak się uśmiechnął i zerkając w stronę szklarni gdzie zmierzają po czym dodał. - A tak to muszą nam owoce starczyć. Chociaż w połączeniu z alkoholem będą jeszcze lepsze. Więc tragedii nie będzie. - Po tym uśmiechnął się złośliwie bo właśnie dała mu powód do skomentowania wczesniej wypowiedzianych pretensji.
- Mówisz cały czas, że jesteś rycerzem bo jesteś Lancelotem. To nic innego jak korzystanie z reputacji swojego rodu. Ja swoją reputację z pewnością zepsułem więc pewne rzeczy które o mnie mówią są prawdziwie. Więc typowym księciem z bajki to ja tez nie jestem i raczej nie będę. - odpowiedział spokojnie i zdawało się że na moment było mu z tym źle. Ale nic bardziej mylnego. Nigdy nim nie chciał być. Nudziło go raczej odgrywanie dobrego rycerzyka w lśniącej zbroi i na białym pegazie. On bardziej nadawał się na upiornego jeźdzę na testralu.
- Ojciec nawet nie pozostawił mi wyboru. I nawet jakbym nie chciał to zaciągnąłby mnie tam siła. Ale na szczęście idę z własnej woli, więc odbędzie się bez scen. - Co do jej kolejnego pytania zastanowił się czy ona wiedziała czym on się zajmuje. Ale ich rodziny były na tyle blisko, że musiała się już dowiedzieć.
- W rodzinnym biznesie. Zwłaszcza teraz kiedy są zakłócenia zwierzęta zagrażają też mugolakom i przechodzą na ich stronę. Więc na brak roboty nie narzekam. - odpowiedział i słysząc jej słowa zaśmiał się znowu.
- Naszemu rycerzykowi przeszkadza picie z gwinta? - zapytał i wyciągnął butelkę otwierając ją i podając dziewczynie by mogla się pierwsza napić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1393
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon EmptyNie Lip 08 2018, 17:44

Zawsze mógł wrócić na studia, kontynuować naukę. Z początku faktycznie mogłoby być nieco ciężko i niezręcznie, bo niestety zszargana opinia by się za nim ciągnęła, jednak z czasem zacząłby od nowa. Nessa wiedziała, że Aleksander jet silną osobowością, o dużym temperamencie i pewności siebie. Nie dałby wejść sobie na głowę. Może nigdy nie miała okazji poznać jego drugiej twarzy i zawsze był wobec niej w porządku, jednak ruda miała świadomość, że ona gdzieś tam, wewnątrz ciemnowłosego istnieje. Prychnęła na jego słowa, wywracając teatralnie oczyma, wolno spacerując obok. Szturchnęła go ramieniem, tak trochę za karę i na przekór.
— Oho, chcesz mi pomóc zrzucić sukienkę? Przykro mi skarbie, radzę sobie sama doskonale i w tym. — powiedziała rozbawionym głosem, wcale nie przejmując się tym, co jej w rozmowie wypadało, a co nie. On też się raczej nie przejmował. Bardzo ceniła sobie panującą między nimi szczerość. — Częściej potrzeba pomocy przy zapięciu sukienki niż jej rozpięciu, wierz mi. To samo ze stanikiem.
Kontynuowała jeszcze z westchnięciem, akcentując tragizm swojej wypowiedzi bezradnie rozłożonymi na bok rękoma. Niemniej jednak jej spojrzenie powracało do twarzy Corteza, zatrzymując się na niej dłużej zawsze, gdy mówił. Nie umiała ignorować oczu kogoś, z kim prowadziła konwersację, bo wydawało się jej to zwyczajnie niegrzeczne. Gdy zapytał o swoją rolę, mruknęła cicho, przesuwając palcami po swojej szyi i poprawiając materiał sukienki na ramionach, wlepiając zamyślone ślepia gdzieś przed siebie. No właśnie, kim był Aleks, skoro ona pełniła najznamienniejszą z ról? Nie, nie pasował do księżniczki, chociaż pewnie nieźle wyglądałby w sukni, zdobionej koronkami i gorsetem. Nie chciała też widzieć go jak smoka, to były bardzo chciwe i egoistyczne stworzenia w bajkach, zawsze tak jej znajomi ze szkoły mówili, którzy nie mieli czystej krwi i mieli na ten temat pojęcie. No i smoki porywały kobiety. Posłała mu krótkie spojrzenie, kręcąc głową do swoich myśli. On nie wyglądał na takiego człowieka, co by jakąś durną babę porywał i więził, aby go pokochała. Jego ostatnie słowa sprawiły, że zmarszczyła nos i brwi, posyłając mu spojrzenie pełne kontemplacji. Nie rozumiała. I jeszcze ten palec, który wbił jej w brzuch z premedytacją i z zaskoczenia, sprawiając, że zgięła się nieco w pół, czując chęć roześmiania się. Z trudem jednak powstrzymała ten zapęd.
— W sensie, że jesteś czarnoksiężnikiem i rzucisz na mnie jakiś paskudny czar? Daj spokój Aleks, nie boję się Ciebie. — zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, łapiąc jednak oddech i wracając do zaczętego przez chłopaka wcześniej tematu. Nadal przecież nie odpowiedziała mu nic na temat bajki! — W sumie ta rola, co sobie wybrałeś, to Ci pasuję.. Jednak może gorszy rycerz? Albo jakiś przyszły król odległej krainy. Ciężkie pytanie, Paniczu Cortez. Bardzo nieładnie atakować z zaskoczenia.
Zaśmiała się na jego słowa, krzyżując ręce pod biustem. Posłała mu dyplomatyczne spojrzenie, a wyraz jej buzi sugerował, że znów wpadła na jakiś dziwny, pasujący do jej pokrętnego toku myślenia, pomysł. Ruszyła głową, pozwalając by kosmyki włosów z ramienia, opadły na plecy, łaskocząc odkrytą skórę.
— To teraz mam kartę przetargową. — mruknęła spokojnie, pozwalając jednak aby ton głosu zasugerował mu, że łatwo nie odda tego przysmaku. Mogła być chociaż pewna, że bezpiecznie wrócą do posiadłości. Może nawet jak się Alek postara, to i dostanie większy zapas! Migotka na pewno uszykuję odpowiednie porcje, gdy tylko się ją poprosi. Wydała z siebie ciche "mhmm", zgadzając się z nim w pełni. Chociaż istniała też opcja trzecia, że będą dla siebie całkiem obojętni, mijając się niczym nieznajomi. Teoretycznie Nessie szkoda było życia na nienawiść czy walki, które pochłaniały zdecydowanie więcej czasu, niż powinny, a ona miała go i tak zbyt mało.
— Owoce też brzmią nieźle. Nie sądzę, że zjedzą nam cały sernik przy ilości alkoholu, którą pochłaniają. — zaczęła z rozbawionym uśmiechem, oczyma wyobraźni wędrując do jadalni i stojącego tam stołu, przy którym starsze towarzystwo zapijało smutki i sukcesy. Pewnie już zaczynał się im plątać język, narzucili sobie naprawdę porządne tempo. Była pewna, że patera z sernikiem z białej czekolady i malin była bezpieczna. A jak nie, to jej skrzatka była na tyle bystra, aby coś zachować. Do wieczornej kawy kawałek ciasta był idealny. — Jakbyśmy wzięli dobre wino albo szampana, doskonale komponowałby się z jagodami czy truskawkami. A tak, nie boisz się komplikacji po połączeniu ich z mocną i cierpką whiskey?
Dodała z nutą niepokoju w głosie, odwracając w końcu spojrzenie od jego twarzy i skręcając w jedną z alejek, które zaprowadzić ich miały do niewielkiej szklarni, wewnątrz której znajdowały się owoce. Parsknęła pod nosem, wywracając oczyma. On nie był typem księcia, nigdy! Chociaż jako mało brzdąc był całkiem uroczy z tymi swoimi lokami.
— Nie podejrzewałam nigdy, że jesteś. To zdecydowanie nie Twoja rola w bajkach. Mówię, że jestem rycerzem, bo tak jest, a nazwisko po prostu pasuję, więc sobie dopowiadam. Jednak na swoje miano zapracowałam sama. Wiesz, ratuję niewiasty i staram się być głosem rozsądku i pomocną dłonią w wolnych chwilach. Może dobre uczynki zasłonią te złe.
Odparła z delikatnym wzruszeniem ramion. Nie zastanawiała się nigdy nad tym, a bycie rycerzem samym w sobie pozwalało jej zbroję zmieniać i raz nosić piękne, srebrne blachy, a za drugim razem czarne i mroczne, zdobione onyksami czy coś. Nie miała nigdy z góry ustalonego planu działania czy przemyślanych rozwiązać, wędrując zgodnie ze swoimi myślami i sumieniem. Na wzmiankę o ojcu posłała mu krótkie spojrzenie i przelotny uśmiech, rozumiała. Czyli znów będą się mijać w Hogwarcie? Ciekawe, czy kontakt im zostanie. Z pewnością zabawnie będzie znów współpracować z nim na zajęciach, chociaż pewnie ubolewał nad brakiem tych związanych z magią niekoniecznie jasną i dobrą. Każdy miał swoje hobby i pasję. Czarna magia była interesującym tematem, warto było coś o niej wiedzieć i znać zastosowania zaklęć do ewentualnej obrony, jednak ruda nigdy nie maczała w niej palców i raczej nie zamierzała.
— No tak. Rodzinne biznesy zawsze prosperują w ten sposób, że roboty nie brakuje. Nie wiem jak to możliwe, ale u nas też ciągle zamówienia i spotkania z asystentami, dotyczące nowych materiałów i ich połączeń do tworzenia instrumentów. Chociaż ja wybrałam pracę w barze. Mam bliżej zamku, łatwiej mi operować czasem. — westchnęła, zatrzymując się razem z nim. Obróciła się przodem do niego, jedną z dłoni obejmując się w pasie i układając ją pod biustem, dłoń zaciskając natomiast na boku, na materiale sukienki. Zadarła nieco głowę, patrząc na twarz chłopaka pytająco, a na jego słowa spomiędzy warg uciekło jej parsknięcie, natomiast w brązowych ślepiach zatańczyły chochliki. Miał prawo nie wiedzieć, długo się nie widzieli! Ruda była prawdziwym mistrzem w przyjmowaniu alkoholi, mogła poszczycić się naprawdę mocną głową.
— Złotko, to już nie te czasy, gdzie byłam grzecznym i dostosowanym do zasad reguł. Z gwinta jak najbardziej mi odpowiada. Tylko Cortez, nie odpadnij pierwszy, bo wstyd, patrząc na nasze gabaryty. — rzuciła nonszalancko, zadziornie, posyłając mu wyzywające spojrzenie. Wyciągnęła rękę i złapała za szyjkę butelki, unosząc ją na znak toastu. — To co, za spotkanie?
Mruknęła jeszcze krótko, uśmiechając się pod nosem i przysuwając szklane naczynie do ust, biorąc kilka większych łyków, niczym prawdziwy chłop. Oj tak, piła po męsku. Zwilżyła wargi, pozbywając się z ich resztek alkoholu. Trunek był mocny, palił ją w przełyku i pozostawił cierpki, lekko gorzkawy smak w ustach. Zrobiło się jej cieplej, a na skórze pojawił się dreszcz. Nie ma to, jak porządna whiskey. Przez chwilę wydawać się mogło, że przez moc napoju zaszkliły się jej oczy. Wysunęła dłoń w jego stronę, zachęcając go do wzięcia butelki i wypicia swojej partii.
— Mój ojciec zawsze miał gust do ognistej i burbonów, naprawdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
Galeony : 375
  Liczba postów : 655
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon EmptySro Lip 18 2018, 21:32

Od pewnego czasu ta jego druga, gorsza twarz zdawała się jakby uśpiona, a to wiązało się z kolejnymi świeżymi bliznami po nacięciach ukształtowanych w taki sposób by tworzyły konkretny symbol. A w zasadzie to dwie runy Way i Tun jedna pod drugą. W to wszystko wlane spore połacie magicznej energii i bardzo stary rytuał odprawiony przez jego dziadka. Przybył do Anglii na trzy dni i w pełni spędził je nad pracą przy zaklinaniu tych symboli. Nie szczędząc wnukowi przy tym bólu, dawkując ją prawie, że do granicy utraty przytomności. Cały czas sprawiając, że jawa mieszała mu się z błogim spokojem jaki odczułby po utracie przytomności. Po wszystkim wrócił do Meksyku jakby nigdy nic się nie stało. A on obudził się dopiero na następny dzień i czuł się jakoś inaczej. Znacznie spokojniej, zdecydowanie mocniej niż poprzednim razem, gdy wracał w tamtym jeszcze roku do szkoły po wakacjach pędzonych właśnie w Meksyku.
Wtedy też głowa rodziny pozostawiła mu jedną z run mającą na celu wymusić na nim pewnego rodzaju spokój umysłu. Dać większą władzę nad emocjami, ale jak to runy. Nie są wieczne i ich efekty względem ludzi bywają krótkotrwałe ze względu na bardzo chwiejną naturę charakteru człowieka.
- Nic takiego nie powiedziałem. Mówiłem, że wolę to robić. To nie oznaczało jednak, że chcę ją zedrzeć z ciebie.- Mówiąc to zaczął rozpinać guziki od marynarki by móc ją z siebie zdjąć, co też uczynił.
- Wręcz przeciwnie, Ciebie Nessa to bym jeszcze grubiej ubrał - Powiedziawszy to narzucił na jej ramiona swoją marynarkę. - Teraz to masz zbroję mój rycerzyku, bo wcześniej w tej sukience to nadawałaś się wyłącznie na księżniczkę - dokończył i uśmiechnął się złośliwie. lecz szybko uśmiech przerodził się w bardzo przyjacielski.
- Nie wiem, nie noszę takich rzeczy, ale świetnie sobie radzę z tym i z tym. Więc jeśli będziesz potrzebowała czyjejś pomocy to wiesz do kogo możesz przyjść. - Mrugnął do dziewczyny na sam koniec nie mogąc się powstrzymać od ciągłego uśmiechania. Zapytał się w głębi ducha, czy on w ogóle stara się ją podrywać, czy raczej się z nią droczy, bawiąc się przy okazji tymi wszystkimi gestami odstawiając kolejną pokracznie przerysowaną sztukę.
- A może powinieneś zacząć Neasie Marianie Lancelocie rycerzu króla Artura. Bo zło nigdy nie śpi i tylko czyha na dogodną okazję by zaatakować z zaskoczenia. A wtedy nawet tak dzielny i dumny rycerz ugnie się pod czarnomagicznymi torturami.- Powagę i niski ton głosu jakim to wszystko powiedział był ledwo co w stanie utrzymać. I kąciki warg lekko drgające do góry co parę sekund zdradzały to, że sam w to wszystko nie wierzy. Do tego ściągnął brwi i starał się zrobić groźną minę. Chociaż już samo nadanie jej tego cudacznego miana sprawiało, że miał ochotę ryknąć gromkim śmiechem i paść na ziemię pod wpływem jego ciężaru, nie mogąc złapać tchu.
- Gorszy rycerz?- Zapytał się oburzony.- To jest coś w ogóle takiego? Ja bym raczej powiedział, że upadły rycerz, taki którego nie obowiązuje już kodeks rycerski, więc jak najbardziej właśnie rola czarnoksiężnika. - dopowiedział nie dając za wygraną dziewczynie i nie rezygnując z dobranej samemu sobie roli.
Na wieść o tym, że ma kartę przetargową uniósł brew wyżej nie bardzo rozumiejąc co miała na myśli.
- Ale, że co dokładniej? Na to bym nie opuścił twojej posiadłości zbyt wcześnie i bez twojego pozwolenia? Ojjjj Ness, aż tak bardzo się za mną stęskniłaś, że nie chcesz mnie wypuścić? - zażartował sobie z tego nawiązując do swoich poprzednich słów o tym, że nie wyjdzie stąd zanim nie dostanie ponczu. Wszystko mówił bardzo słodko, wręcz wydając się rozczulony jej słowami.
- Dosłownie sprawiłaś, że moje serduszko prawie drgnęło by powrócić do życia. Aż mam ochotę cię przytulić. - ciągnął dalej i wystawił już ręce w jej stronę chcąc objąć dziewczynę i wtulić się w nią bardzo mocno.
Odetchnął ciężko i powrócił do poprzedniej powagi - o ile można tak to nazwać, zważywszy na fakt w jaki sposób ze sobą rozmawiali do tej pory.
- Szczerze powątpiewam w to, że goście nie chcąc upić się zbyt wcześnie będą wybierać desery zamiast pełnowartościowych posiłków, czy też przekąsek. Echhhh - Odpowiedział, wzdychając na koniec ciężko.- Przez tą rozmowę o jedzeniu sam poczułem się głodny. Musimy szybciej dotrzeć do tych owoców bo wszamałbym całego jednorożca wraz z kopytami i rogiem. - dodał i na potwierdzenie swoich słów przyśpieszył odrobinę kroku.
- Nie, dlaczego niby? Tylko w przeciwieństwie do wina i szampana to owoce serwować będziemy po trunku a nie przed. By ewentualnie pozbyć się smaku.- Wzruszył ramionami w odpowiedzi, jakby to było jedyne wyjście w tej sytuacji. Skręcił za dziewczyną starając sobie przypomnieć jak tutaj było pięknie za dnia. Noc wcale niczym nie ujmowała widokom jakie pamiętał, a wręcz nadawała teraz zupełnie innych pięknych akcentów. Które teraz jako stary chłop doceniał o wiele bardziej niż za czasów gdy byli dziećmi. Dla których mrok bywał oznaką niebezpieczeństwa. A teraz Cortez o wiele bardziej komfortowo czuł się w tej ciemności, niż w świetle podczas dnia. Uwielbiał spędzać noce właśnie na zewnątrz, medytować sobie w błogiej ciszy, wśród szumu drzew i odgłosów nocnego życia zwierząt. To działało na niego kojąco, niczym zimny strumień wody podczas spędzenia całego dnia na otwartym słońcu.
- Tutaj znów nie mogę nic powiedzieć, bo zbyt długo nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Ale pierwsze co mi się nasuwa na język to pytanie - czy ty w ogóle masz jakieś złe uczynki? Zawsze wydawałaś mi się taka wesoła i otwarta wobec wszystkich, że nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. - odpowiedział na jej monolog odnośnie jej dobrych i złych zachowań. Odpowiedział jej uśmiechem ciesząc się, że nie chciała kontynuować kwestii spornych z swoimi rodzicami. Domyślał się, że ona przeżywała to samo, więc w pełni rozumiała to w jakim położeniu był by i on. Ale w końcu wracał tam z własnej woli, a tak nagle odnowiona znajomość zdawała się być wysuniętą pomocną ręką w jego stronę, której po prostu nie mógł nie złapać. Potrzebował takowej w tej chwili bardziej niż czegokolwiek co mogliby mu zaoferować. Więc najprawdopodobniej ta znajomość nie urwie się znów na X lat, jak poprzednim razem.
- No proszę! A jaki to bar? Będę wiedział gdzie wpadać gdy będę miał trochę czasu wolnego - odpowiedział, zaintrygowany jej słowami. Nagle się zatrzymała, więc on uczynił to samo. Stanęła naprzeciwko niego i ich spojrzenia znów się ze sobą starły. On milczący, bez lęku wpatrywał się w jej oczy, starając się wyczytać z nich o co też chodzi. Dojrzał w końcu w nich rozbawienie.
- Ależ kwiatuszku, od paru...- Nagle urwał, język odmówił posłuszeństwa. Od razu zdał sobie sprawę z jakiego powodu. No tak zaklęcie - Pomyślał przypominając sobie zaklęcie dziadka, które nie pozwalało mu w ogóle poruszać pewnych kwestii i tematów odnośnie jego rodziny.
- Niee, no dobra, nie lat, a od pewnego czasu. - kontynuował szybko, jakby wcześniejsze słowa mu wyłącznie nie pasowały i stąd tak nagłe przerwanie zdania. Nie był to pierwszy raz, więc już się nauczył jak z tym żyć.
- W moich żyłach płynie rosyjska krew. Więc jeśli ktoś ma się tutaj upić pierwszy to tylko ty. Może nie wychleję tyle samo co Dymek, ale już swoje z nim wypiłem. I wiem, że tą jedną butelką, na dwoje... To my nawet nie zdążymy poczuć jej smaku, a co dopiero się upić.- Roześmiał się na koniec spoglądając pogardliwie na ich zapas alkoholu z jakim to się wybrali na wspólne picie.
- Dzisiaj to raczej tak czysto rekreacyjnie. By nie siedzieć o suchym pysku, niż faktycznie się iść upić. Na to jeszcze będzie pora- dopowiedział i mrugnął po raz kolejny tego wieczora do dziewczyny wraz z szelmowskim uśmieszkiem.
- Za spotkanie! Hej! Hej ale mi też coś zostaw! - zakrzyknął zgadzając się co do toastu, a już musiał ratować szkło przed całkowitym opróżnieniem go.
- Na Merlina, przy takim tempie to my nawet nie zdążymy dojść do tych owoców i nie będziemy mieli co pić. - roześmiał się znów po czym odebrał od niej szkło i sam wypił identycznego łyka. Z oczywistych powodów - nie mógł przecież pozostać tutaj gorszym. Po wszystkim dmuchnął przed siebie czując pieczenie.
- Ojj to prawda, ale tego mogłem się po nim spodziewać. Nic dziwnego, że się aż tak do niej przyssałaś - powiedział wraz z złośliwym uśmieszkiem cały czas czując się rozbawiony tą sytuacją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1393
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon EmptySob Lip 21 2018, 19:14

Był aktorem. Miał doskonałą maskę, potrafił dostosować swoje zachowanie do sytuacji. Aleksander był człowiekiem skomplikowanym, przynajmniej zdaniem Nessy. W jednej chwili potrafił być uśmiechniętym, fajnym chłopakiem, żeby w ciągu kilku sekund zdominowała go złość i charakterek godny prawdziwego czarnoksiężnika. Nigdy jednak nie przejawiał takich zachowań względem niej, dzięki czemu ich znajomość przebiegała raczej spokojnie i ciepło. Nie bała się go w żaden sposób, nigdy też nie oceniała i nie słuchała historii, które inni ludzie tworzyli na jego temat. Była tym typem osobowości, który musiał przekonać się na własnej skórze, Właściwie nie do końca rozumiała dlaczego, przecież doskonale znała siebie i to, jak irytująca i nieznośna potrafiła być, a jednak nigdy sprowokowała go do czynów, które mogłyby diametralnie zmienić jej pogląd na Corteza. Nie miała pojęcia o czarnej magii, o runach czy o metodach wychowawczych jego dziadka. Z pewnością jednak by go nie polubiła, bo na chwilę obecną była tą osobą, która by się za nim wstawiła. Jej niechęć do run umocniłaby się jeszcze bardziej, gdyby tylko wiedziała..
Przekręciła głowę w bok, przyglądając się chłopakowi, gdy ten zaczął rozpinać guziki od swojej marynarki, wybierając na to idealny moment. Skrzyżowała ręce pod biustem, unosząc na chwilę brwi ku górze i uśmiechając się z rozbawieniem pod nosem, po czym spojrzenie orzechowych oczu powędrowało do jego twarzy.

— No tak, brzmisz teraz niesamowicie wiarygodnie Alek. — powiedziała tonem, który pierwotnie miał być poważny, chociaż trochę jej nie wyszło i rozbawiona nuta była wyczuwalna z łatwością. Ruch głowy sprawił, że ruda kita spłynęła jej na ramię, drażniąc końcówkami wystające obojczyki. Czując rozgrzany przez ciało Corteza materiał na swoich ramionach, wydała z siebie ciche i nieco zaskoczone "hmm", szukając wzrokiem jego spojrzenia. No nozdrzy uderzył jej zapach męskich perfum, który mieszał się z jej własnymi i tworzył całkiem przyjemną kompozycję. Prychnęła na próbę ubrania jej pantofelków i diademu, chociaż w jej obecnej kreacji wyszło to raczej komicznie. — Taka ze mnie księżniczka jak z Ciebie elfia wróżka, mój Drogi. Zbroję mam na polerowaniu i wzmacnianiu, to tylko odzienie tymczasowe, zastępcze.
Dokończyła dość pewnie, wzruszając delikatnie ramionami, a następnie rozluźniając dłonie i pozwalając im opaść wzdłuż ciała. Marynarka chłopaka mogłaby robić jej za sukienkę, gdyby odpowiednio ją przywdziała i pozakręcała, zważywszy na swoje gabaryty. Nawet jak był złośliwą małpą, nie była na niego zła. Może przez to, że tak długo się nie widzieli? Nie chciała, aby pierwsze ot, tak długie czasu spotkanie u Lanceleyów kojarzyło mu się ze sprzeczką, zwłaszcza po Azkabanie. Była jednak zaskoczona. Miejsce to powinno sprawić, że byłby ponury i jakiś przygaszony, a z niego zrobił się przyjemniaczek większy, niż wcześniej. Droczenie się tylko w głowie! Ruda nie zauważyłaby, gdyby ją podrywał. Tym wcale nie musiał się przejmować.
— Mhmm.. Nie zapomnę Twojej oferty.
Jego kolejne słowa sprawiły, że z trudem powstrzymała salwę śmiechu, wysuwając dłoń w jego stronę i wbijając mu palec w brzuch, tak w ramach kary. Wcale nie przeszkadzała jej męska forma wypowiedzi, którą skierował w jej stronę. Rycerz i tak powinien być traktowany bezpłciowo. I ten grymas na twarzy, jakże komiczny! Gdy tylko dostrzegła jego minę, próba zachowania powagi spełzła na niczym i zaczęła się śmiać, wyobrażając sobie cały przedstawiony przez niego scenariusz. Jak na takiego łobuza to wyobraźnie miał naprawdę niezłą. Chwilę zajęło jej opanowanie się i powrócenie do względnej normalności. Szli więc dalej w całkiem dobrych nastrojach, a Aleks zdawał się dominować całe to spotkanie i skutecznie je prowadził, utrzymując ciepłe i przyjemne barwy.
Wzruszyła na jego pytanie ramionami, robiąc niewinną minię i zerkając kątem oka. Aż tak oburzył go tak malutki szczegół, związany z nazewnictwem? Cóż poradzić, że ciężko było go wpasować w ramy i schemat rycerza światłości? Nie nazwałaby go też złym, więc wszystko musiało zostać gdzieś pośrodku.

— Jesteś za dobry na taką czysto złą postać, wiesz? — westchnęła, zupełnie jakby stwierdzała najbardziej oczywistą rzecz na świecie. Może była faktycznie głupia i naiwna, a może po prostu nie wiedziała, że było inaczej, a całe jego zachowanie przy niej było tylko iluzją, mającą omamić jej umysł? Tak czy siak, działało. Nie chciała wnikać co zrobić i dlaczego to zrobił, a przede wszystkim, za co trafił do więzienia. Było, minęło. Akurat ona mocno powątpiewała w skuteczne działanie magicznego wymiaru sprawiedliwości i najchętniej przeprowadziłaby reformę całego systemu, bo jej zdaniem, absurdalne było, żeby drobne złodziejaszki trafiały pod oko dementorów obok seryjnych zabójców.
— Mam na myśli to, że tylko ode mnie zależy, czy wyjdziesz zabezpieczony w poncz, czy też nie, złotko. Tak, umierałam z tęsknoty. Zostańmy razem na zawsze. — powiedziała nieco zadziornie, wywracając teatralnie oczyma i posyłając mu krótkie, aczkolwiek intensywne spojrzenie. Na jego następne słowa zrobiła "awww", powstrzymując śmiech i też wyciągając w jego stronę łapki tak, że przytulili się na niby. Tak, dojrzali, dorośli czarodzieje. Kiwnęła głową, łapiąc go za nadgarstek i ciągnąc za sobą, dość szybkim tempem. Już nie odpowiedziała, czując na plecach oddech pustej patery z ciastami. Miała nadzieję, że kochana Migotka coś dla niej schowała! Skoro już wypili, mogli ruszyć dalej.
Nikt by chyba nigdy nie podejrzewał Aleksandra Corteza o romantyczne predyspozycje. Z pewnością byłaby pod wrażeniem i tej maski, która w gruncie rzeczy może była częścią tej prawdziwej twarzy chłopaka. Ciekawe, czy sam się w tym nie pogubił? Nie zajmowała sobie tym jednak głowy, dostrzegając zarys szklarni wyłaniający się z ciemności. Była to konstrukcja starsza od nich, zadbana i restaurowana okazjonalnie, co by się nie zawalić i komuś krzywdy nie zrobić. Szkło celowo było mleczne tak, aby ukryć wszystko, co znajdowało się wewnątrz. A były tam trzy metrowe korytarze, dookoła których wznosiły się powieszone krzewy truskawek, wystające z ziemi maliny oraz jagody. Było wiele owoców z tej rodziny, nawet tych rzadszych, takich jak poziomka czy aronia. Na środku znajdował się okrągły placyk, gdzie tkwił maleńki stolik z białego drewna i dwa krzesełka, które miały w oparciu wyryte nutki. Przy ziemi leżała gdzieś równie biała skrzynka narzędzi ogrodniczych, konewka w grochy i inne przedmioty, bez którego to miejsce nie mogłoby się obyć. Gdy weszli do środka, zamknęła za nimi drzwi, odcinając ich tym samym od świata zewnętrznego. W szklarni było ciemno i wilgotno, znacznie przyjemniej niż na dworze.

— Mam szukać jakiegoś światła czy chcesz tkwić w ciemności? — zaczęła, poprawiając tkwiącą na ramionach marynarkę, gdyż chciała się zsunąć. Nad jego odpowiedzią nawet nie musiała się zastanawiać. — Oczywiście, że mam. Nie ma chyba osoby, która miałaby czyste sumienie Aleks. Hmmm... Właściwie to tak się od roku dzieje. Wcześniej raczej unikałam ludzi, tkwiłam w książkach. Zresztą, nadal często wybieram ich towarzystwo. Ty też każdemu wydajesz się inny, prawda?
Zakończyła z delikatnym uśmiechem, czego raczej zauważyć nie mógł. Ruszyła wolno do przodu, a znajdując się koło krzaku malin, zerwała jedną i wsunęła sobie do ust, wydając z siebie ciche mruknięcie zadowolenia. Była naprawdę prostym człowiekiem, skoro byle owoc mógł zrobić jej dobry humor na resztę dnia. Pomimo tego, że tak długo nie mieli ze sobą kontaktu, wcale nie odczuwała jakiegoś dystansu. Miała wrażenie, jakby minęły dwa dni i nic się nie zmieniło.
— Zabiorę Cię tam, jak będziesz chciał. Mogę też Ci pomóc z materiałem w szkole. — rzuciła, zaangażowana w poszukiwanie kolejnego owocu. Gdy znalazła, wyprostowała się i odwróciła przodem do niego, pozwalając, aby ich spojrzenia się skrzyżowały. — Chcesz jedną?
Zapytała, wysuwając malinę w jego stronę, na otwartej dłoni. Na "Ależ kwiatuszku..", które urwał tak nagle, zamrugała i posłała mu pytające spojrzenie, a gdy tylko zakończył wypowiedź, pokiwała głową z niedowierzaniem. Dobre sobie! Miała jedną z najmocniejszych głów w szkole, a jego rosyjska krew będzie niezbyt pomocna.
— No nie wiem. Mam wprawę.— westchnęła tylko krótko, wzruszając ramionami. — Muszę Ci jednak przyznać rację, taka buteleczka na naszą dwójkę to jak soczek. Przydałoby się ją powielić.. Chociaż wydaje mi się, że mama gdzieś tu ma butelkę wina albo nalewkę z aronii.
Dodała jeszcze, rozglądając się. W półmroku dostrzeżenie niewielkiej karafki było jednak trudne. Jej to było naprawdę bez różnicy, ile wypije — szanse na to, że się upije, były równie niskie, jak ona.
Zabrali się więc za picie ponownie. Wciąż czuła gorzki posmak na ustach i rozgrzewające płomienie w gardle, gdy jej ślepia w kolorze whiskey przyglądały się, jak Cortez zajmuje się swoją działką. Z westchnięciem dotarło do niej, że ich łyki wcale nie są małe, a alkohol skończy się wcześniej, niż go zaczęli. Skrzyżowała ręce pod biustem, przesuwając wcześniej kitkę do przodu, a jeden z rudych kosmyków, który z niej uciekł, odgarniając za ucho.

— To teraz, za co pijemy? Oh, Ty jak zwykle masz podobny gust do naszych ojców pod względem trunków, co? — szepnęła z niedowierzaniem, wsuwając sobie kolejną malinę do ust. Przyjemnie niwelowała goryczkę, dominując słodyczą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Aleksander Cortez

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 194
Galeony : 375
  Liczba postów : 655
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon EmptyPią Sie 10 2018, 20:16

Do tego był przygotowywany ponad połowę swojego życia, od czasu gdy nauczył się mówić, wyrabiano u niego umiejętność stwarzania pozorów, łgania prosto w oczy i przy tym wyzbycia się jakichkolwiek negatywnych emocji z tym związanych. Sumienie miał dziurawe jak durszlak, przez co wszelkie złe uczynki uciekały, nawet jeśli naczynie zapełniłoby się całe, to może przez moment gryzło go sumienie, lecz po kilku sekundach wszystko uciekało i znów pojawiała się obojętność. A to, że kogoś lubił i znosił wszystko dzielnie, gdzie w innych przypadkach nie oszczędzałby w słowach i łagodności, zdawało się być czasami czystym losowaniem. Albo kogoś lubił i miał pozytywne nastawienie, niezależnie jak się rozmowa potoczyła, albo balansowało się na cienkiej linii między tolerowaniem, a wrogością. Nessa trafiła do tej pierwszej, tak samo jak i jej cała rodzina. Z pewnością to było największym plusem, dla którego to Aleksander zaakceptował dziewczynę w całości. Lubił Nessę i to było mało prawdopodobne, że się zmieni. Tak samo jak lubił jej przybraną siostrę z razem którą to przecież dopuścił się tego nielegalnego czynu jakim był atak na milicję. Przez co też nie rozumiał do końca dlaczego ona uważała go nadal za zupełnie niegroźnego.
Powodu dla którego to zrobił wolał nawet nie wspominać przy dziewczynie, bo przez to mogła się jednak do niego zrazić. A tego nie chciał.
- No i nie musisz mi wierzyć, w końcu nie ważne są słowa, a czyny prawda? - odpowiedział do dziewczyny i mrugnął. A on obiecał ojcu, że dzisiejszego wieczoru będzie bardzo, ale to bardzo grzeczny i będzie się pilnować. A obietnicy musi dotrzymać. Picie alkoholu się nie liczyło, w końcu byli już dorosłymi czarodziejami, więc alkohol był dozwolony. Nawet ten ukradziony z barku.
Prychnął słysząc do jakiego stworzenia go porównała. Lecz mimo wszystko uśmiechnął się.
- Ja osobiście stawiam na szybkość i zwinność w walce, co pełna zbroja płytowa mocno uniemożliwia. Ale to trzeba umieć walczyć, dla nowicjuszy lepszy będzie pancerzyk by ciężej było ich jakoś skrzywdzić - odpowiedział wyobrażając sobie taką drobną dziewczynę w takiej zbroi. Wyglądałaby jak manekin do ćwiczeń niż faktycznie przeciwnik.
Sam był zaskoczony tym jak udało mu się wyjść z Azkabanu w tak dobrym stanie, ale w końcu był tam zaledwie miesiąc. Ten czas spędził praktycznie na medytacji i treningu ciała. Zamykając swój umysł praktycznie na wszystkie zewnętrze bodźce i ludzką krzywdę jaka tam miała miejsce. Obojętność na ból jaki sprawiały dementory innym więźniom. Do niego się nie zbliżały, na całe szczęście. Nie był mordercą przez co musiały dostać jakiś zakaz ruszania go, czy coś w tym stylu. Nie interesowało go to nawet za bardzo.
- Będzie to dla mnie sama przyjemność, że jakoś mogłem ci pomóc- dodał powstrzymując się od dodania czegoś jeszcze. No ale miał być grzeczny, to chociaż pozory chciał takowe zachować. Zresztą miał wrażenie, że Nessa była odporna na wszelkie jego aluzje - co go jedynie podkręcało jeszcze bardziej. Nie wiedział nic przecież o ciężkiej przypadłości dziewczyny i o tym, że ona jest odporna na każdą z płci.
- No chyba tak. Nie atakuję raczej od tak przechodniów dla samej satysfakcji- odpowiedział i zaakcentował słowo "raczej" może nawet o wiele mocniej niż tego by sobie życzył. Nie zdając sobie z tego nawet sprawy, że mógł się z czymś zdradzić.
- Doprawdy? A twoja mama by mi go nie dała na drogę, jakbym ładnie poprosił? - powiedział wyszczerzając ząbki w złośliwym uśmiechu. On nie da się tak łatwo podejść i uniezależnić od jednej dziewczyny, a już tym bardziej od tylko jednej karty przetargowej. Przytulił się do Nessy kiedy wyciągnęła do niego ręce. - Chociaż nadal wolałbym dostać go od ciebie, a nie musieć...- tutaj przerwał, bo do głowy przyszło mu pewne słowo, które gdyby użył w tym momencie mógłby nawet niechcący obrazić dziewczynę jak i jej matkę. Przez co szybko zmienił je i kontynuował dalej: - Chuchać alkoholem twojej mamie, który by ode mnie od razu wyczuła - dodał i jakby na potwierdzenie tej teorii pociągnął łyka Ognistej. Ciężko byłoby mu jednogłośnie określić, czy sam już gubił się w swoich grach. Zapewne poniekąd tak, w końcu grał przez większość swojego życia, wiec i odgrywana sztuka stała się częścią prawdziwego Aleksandra, lecz on to już odczuwał jako jedynie zabawę. Zwłaszcza od kiedy to rozstał się z Andreą. Jeszcze przed tym czuł w sobie jakieś uczucia znacznie mocniejsze, teraz jednak, wszystko zdawało mu się tak bardzo płytkie i sztuczne, że nie podchodził znów do tego na poważnie. I wszelka romantyczna strona była już jedynie wyuczonymi gestami. Jak choćby to oferowania dziewczynie swojej marynarki. Bo tak wypada, bo tego by od niego oczekiwali rodzice, bo tak by się zachował zauroczony dziewczyną chłopak. A on nie odczuwał zresztą zimna w tej chwili. Wręcz przeciwnie było mu gorąco, od zawsze był ciepłokrwisty i przyzwyczajany był do znacznie zimniejszych temperatur. Jakie panowały na Syberii. Tutaj równie dobrze mógłby się rozebrać do samych spodenek i tak czułby się świetnie. I lada moment wszelki alkohol wyparowałby z jego ciała, a w zamian tego czułby ogromne orzeźwienie przez późno wieczorny podmuch wiatru i spacer wśród gwiazd. Nie wspominając, że ostatni miesiąc spędził w pasiastej piżamie, w celi gdzie trzaskał zewsząd mroźny wiatr z połączeniem z lodowatą, morską bryzą.
W końcu dotarli do szklarni do której wszedł za dziewczyną. W zasadzie to zatrzymał się w wejściu badając opuszkami palców jej konstrukcję, przeciągając po framudze ręką. Spojrzał na mleczne szyby, które dobrze chowały to co było w środku. Rozejrzał się niepewnie za sobą, lustrując szybko teren, czy nikt nie szedł za nimi i zaraz po tym zamknął drzwi przechodząc przez próg.
- Ja tam lubię ciemność i skoro jeszcze nie zapaliłaś jakiegoś światła to oznaczać to musi, że żadna z roślin tutaj nas nie zaatakuje- Powiedział rozglądając się po wnętrzu budowli ogrodowej. - A szkoda - dodał ciszej pod nosem jakby do samego siebie, niż do dziewczyny. - U mnie w szklarni matka ma w zasadzie wszystko, więc z każdej strony należy spodziewać się jakiegoś trującej rośliny, która czeka tylko na nieostrożnego gościa by go złapać pnączem i najlepiej udusić na miejscu - dodał przechadzając się po szklarni i obserwując co tam się znajduje.
Delikatne światło księżyca jednak musiało przenikać nawet przez te mleczne szyby, co mu wystarczało. W końcu i do tego był przygotowywany od dzieciństwa. Od małego, jego oczy zdecydowanie wolały mrok. I choć wolał miejsca które jakoś poznał za dnia, to i teraz był w stanie rozpoznawać poniektóre kształty.
- No chyba, że bardzo się boisz ciemności to proszę bardzo. Ale to wystarczyło powiedzieć wcześniej, zresztą wiesz Nesska, ja cię obronię jak coś - Dodał nie ukrywając nawet rozbawienia z tego powodu, że ponownie wkroczył na temat tak bardzo drażniący godność dziewczyny. Przez który to znów musiałby robić za jej rycerza.
Na jej dalsze słowa wzruszył obojętnie ramionami.
- Inny? Każdy uważa mnie za kogo tam chce, zależnie od sytuacji. Mi to nie przeszkadza, raczej w pewnym sensie nawet bawi. Wtedy lubię grać tego za kogo mnie uważają. Szkoda by było niszczyć ich wyobrażenia o mnie. Psuć ich jakże trafne opinie na mój temat. - Jak zwykle dostosowywał się do otoczenia, było to poniekąd już silniejsze i nie zawsze nad tym panował. Grał tego kogo chcieli w nim widzieć.
- No i jakież to masz grzeszki Nessa - Zapytał nagle zmieniając temat, wyrastając zarazem nagle za jej plecami kiedy to zrywała malinkę, nachylając się ku niej, układając ręce za plecami i spoglądając zainteresowany na to co robiła.
- Z pewnością się przyda mi jakaś pomoc. Wiem! Coś za coś Nessa. Ty mi pomożesz z materiałem, a ja cię odciągnę czasami od książki i zmuszę do jakiegoś aktywniejszego ruchu, co ty na to? O! Powiedzmy nauka walki mieczem? W końcu rycerz powinien umieć walczyć mieczem prawda? A nie machać nim jak byle chłop cepem. - przyjął jej ofertę, uznając, że sam musi zaproponować coś w zamian. A skoro powiedziała, że woli siedzieć w książkach. To dobrze będzie ją od czasu do czasu od nich odciągnąć.
- No jasne, że chcę- odpowiedział na pytanie, czy chce malinę. Jednak nie zmienił postawy, nadal trzymając założone ręce za plecami trzymając się za nadgarstek. I zamiast sięgnąć po owoc, nachylił się ponownie w jej stronę i otworzył lekko usta by mogła go nakarmić.
Na wieść o tym, że jej matka ma tutaj jakieś winko wyprostował się i zaczął się rozglądać, przy okazji puszczając swoje nadgarstki i pocierając dłoń o dłoń.
- Zdecydowanie wolę winko gdzie ono jest? - zawołał pobudzony tą informacją i znów ruszył na spacer po szklarni.
- Majstrowanie magią przy alkoholach powoduje, że te tracą swój smak. Tak to by było zbyt proste Nessa - dodał na temat powielania butelek z ognistą.
Nie wiedział jednak gdzie mógłby jej nawet zacząć szukać więc wrócił do dziewczyny i pozwolił jej by to ona znalazła tego ich Świętego Grala.
- Ja wypiję zdrowie umiejętnego ogrodnika dzięki któremu możemy teraz raczyć się tymi dobrymi i słodkimi owocami - odpowiedział sięgając po Ognistą i upił z niej już normalny łyk podając po tym butelkę Ślizgonce. Po tym zagryzł jakimś owocem który zerwał prosto z krzaczka. Trawił akurat na jakiś kwaśny, na co lekko skrzywił usta. Chyba właśnie aronia... Oby wino było znacznie lepsze.
Po tym znów ruszył na przechadzkę po szklarni, zgarniając przy okazji jakiś niewielki koszyk. I zatrzymał się w pewnym momencie zrywając coś i wkładając do koszyka.
- No wiesz, skoro mój ojciec pija coś konkretnego, to i u mnie musi się wyrabiać ten sam smak i zamiłowanie do tego trunku, poprzez to, że mam tego pełno u siebie w domu. - odpowiedział znów wzruszając lekko ramionami. Dla niego było to oczywiste, że będzie miał taki sam styl jak ich rodzice i będzie lubił to co oni. Łatwiej będzie dobierać prezent dla jej ojca...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 654
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1393
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Salon QzgSDG8




Gracz




Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon EmptyNie Wrz 23 2018, 23:05

Powszechnie wiadomo było, że potomek znanego rodu jest do czegoś przygotowywany od dziecka. Role te były różnorodne, wszystko zależało od polityki prowadzonej przez rodzinę. Najczęściej jednak pierworodny miał przejąć pałeczkę po ojcu lub interes, a pozostała część wzmocnić wpływu i być przygotowana do dorosłego życia w jak najlepszym stylu oraz miejscu. Dodatkowe kursy, wymagania, aranżowane małżeństwa czy wielkie bale miały trzymać rodziny ze skorowidza ze sobą tak, aby Ci, w których żyłach płynęła krew pozbawiona skazy, trzymali się razem. Według starszych pokoleń tylko tak magia i jej równowaga mogła zostać zachowana, bo gdyby wszyscy zaczęli mieszać się z mugolami, nic by z tego nie zostało. Nessa była jedynym biologicznym dzieckiem swoich rodziców, a do tego dziewczyną — jej mąż z pewnością będzie wyznaczony do roli głowy Lanceleyów, natomiast ona miała skupić się na muzyce i interesach. Tradycjach. Tak mało było przypadków, gdy czarownicy pozwalano być najważniejszą wśród noszących dane nazwisko. I chociaż była świadoma, że pewnych ścieżek zmienić nie mogła, to starała się rozwijać w każdym kierunku, aby chociaż mieć namiastkę niezależności. Westchnęła cicho, kręcąc niezauważalnie głową i przenosząc spojrzenie na równie, wydawać by się mogło, zamyślonego Aleksandra. Zlustrowała wzrokiem znajomą twarz, zastanawiając się co takiego właściwie siedzi mu w głowie. Nie wiedziała, czy była aż tak naiwną idiotką, czy może jednak młody Cortez miał w sobie namiastkę człowieczeństwa i dobroci, która sprawiała, że nie mogła ot, tak porzucić. Zwłaszcza że patrząc na niego wciąż, nie mogła przyzwyczaić się, że nie jest tym małym i uroczym chłopcem z loczkami, którego pamiętała. Wiedziała, że współwinna sprawy z milicją była jej siostra. Cóż, był dorosłymi ludźmi i powinni być odpowiedzialni, konsekwentni. Nic jej do tego. Oczywiście miała na młodą oko, jednak nie mogła zrobić nic więcej.
- Jeszcze pomyślę, że masz w środku romantycznego poetę Alek. Wierzę Ci, tak tylko się z Tobą droczę. Wiesz, może społeczeństwo łatwo ocenia i zbyt szybko podejmuje osąd, jednak ja naprawdę wierzę, że nie jesteś taki zły, jakim Cię malują. Poza tym, ktoś, kto uwielbia mandarynki, po prostu nie może być okropną osobą. - odparła cicho, wzruszając delikatnie ramionami, wolną dłonią przeczesując włosy i przenosząc wzrok gdzieś w przestrzeń przed sobą. Jego prychnięcie na porównanie sprawiło, że uśmiechnęła się niewinnie, posyłając mu pytające, głębsze spojrzenie. Tak jakby zastanawiała się, o co mu właściwie chodzi. Musiała mu jednak przytaknąć, bo ze zbroją miał całkowitą rację. Nigdy nie wątpiła w inteligencję chłopaka, jednak nie sądziła, że jego zainteresowania sięgają aż średniowiecznych ochraniaczy. Wolała nie wiedzieć, że w głowie porównał jej do manekina, do czego przyczyniły się z pewnością niewielkie gabaryty.
- Zaskakujesz mnie, Panie Cortez. Niemniej jednak komuś z Twoimi gabarytami trudno byłoby polegać na zwinności i szybkości, skoro wyglądasz na całkiem silnego i ciężkiego. Czasem zastanawiam się, ile musiałeś pić mleka, że tak urosłeś. Powinnam brać przykład. - westchnęła teatralnie, rozkładając na boki ręce. Zawsze miała drobne kompleksy na punkcie swojego wzrostu i gabarytów. Ruda splotła ręce pod biustem, nie mając pojęcia, że jej towarzysz wrócił myślami do celi więzienia. Zresztą, nawet gdyby wiedziała to i tak by go nie zapytała, była to prywatna sprawa.
- Uważaj, bo jeszcze się do Ciebie obok przyzwyczaję i będę nadużywała Twojej pomocy. Raczej? Masz więc ukryty pazur? A moja matka na pewno będzie już spała, jak wrócimy. Ma słabszą głowę od ojca.
Przerwała na chwilę, nieco zdziwiona tym, że faktycznie zareagował na jej zaczepny gest przytulenia. Wcale się tego nie spodziewała, bo nie podejrzewała Aleksandra o tego typu zachowania. Niemniej jednak była osobą, która zwyczajnie przytulać się lubiła. Wszytko, to wydawało się faktycznie, odrobinę sztuczne. Zbyt perfekcyjne, jakby ktoś z góry ułożył scenariusz i przedstawił go chłopakowi. Nie była jednak kimś, kto wypowiedziałby tego typu słowa na głos, wręcz przeciwnie — analizowałaby je w samotności, zastanawiając się, czy gdzieś po drodze ślizgon nie zgubił sam siebie. A przecież każdy miał taki moment, że to, co było konieczne, zlewało się mu z tym, czego pragnął. Na dłuższą metę było to jednak działanie ryzykowne, mogące mieć straszne konsekwencje. Odsunęła się delikatnie, uśmiechając jedynie łagodnie. - Nie martw się, dam Ci ten poncz. Nawet dwie butelki.
Nie wiedziała dlaczego, ale wzbudzał w niej podobnie jak Marcelina rycerza. Coś kazało się jej nim opiekować, nie zostawiać. Może to przez pryzmat przeszłości i widma małego chłopca z fontanną, a może przez jego ostatnie eskapady i opinię w świecie czarodziejskim. Nessa może miała pełno wad, jednak gdy na kogoś się już uparła, nie było lepszego sojusznika i opiekuna od niej. Pomimo rozmiaru, mogła naprawdę wiele zdziałać.
W szklarni było cicho i spokojnie. Miejsce to zawsze uspokajało rudą, chociaż odwiedzała je tylko nocą. Widok wszystkich tych roślin, których nazw nie znała, sprawiał, że czuła się wyjątkowo głupia, a do tego jakby jej zaległości z zielarstwa były znacznie większe, niż w rzeczywistości. Poprawiła marynarkę na ramionach, przechadzając się po brukowanej ścieżce. Stukot obcasów roznosił się echem, a mieszanina rozmaitych zapachów wypełniała jej nozdrza. Ruchem dłoni przejechała po dolnej części eleganckiej sukni, przyglądając się chwilę jak złote, narysowane na materiale kwiaty. Pociągnęła solidnego łyka trzymanej przez siebie whiskey, czując jak paląca ciecz, pozostawia w ustach gorzki posmak. Głos chłopaka przedzierający się przez mrok robił mocne wrażenie. Sprawił, że zatrzymała się i obróciła głowę w stronę, z której dochodził. Zabawne, jak bardzo ciemność wyolbrzymiała odbierane bodźce.
- Masz rację. To grzeczne kwiatki. -odparła ciszej, jakby przytłaczało ją echo roznoszącego się głosu. Jej ślepia z wolna przyzwyczajały się do ciemności, znów więc ruszyła przed siebie, odnajdując wśród alejek znajomą sylwetkę. - Czyżby Pani Cortez uwielbiała ryzyko? Zawsze wydawała mi się kobietą silną i charakterną. Masz zamiłowanie do zielarstwa i eliksirów po niej?
Kontynuowała z ciekawością w głosie, zdając sobie sprawę, jak niewiele o nim wiedziała. Sporo musiało zmienić się od czwartego czy piątego roku w Hogwarcie. Zawsze jednak był pilnym uczniem, przykładał się do nauki i odrabiał prace domowe. Prychnęła na jego kolejne stwierdzenie niczym niezadowolony kot, znów uraczając się łykiem alkoholu.
- Oh Alek. To ja Cię będę bronić, nie martw się tym. Naprawdę.
Jej ton głosu brzmiał niezwykle pewnie, jakby była stworzona do tej roli i doskonale o tym wiedziała. Miała duże doświadczenie w tych sprawach. Wielu ludzi na niej polegało, wielu szeptało jej swoje sekrety. Nigdy nie potrzebowała drugiej osoby, która musiałaby się nią zająć. Zresztą, po co ją chronić? Przecież ona zawsze sobie poradzi, zawsze znajdzie rozwiązanie. Zauważyła, że zachowywała się nieco egoistycznie, trzymając całą butelkę dla siebie, więc wysunęła ją w stronę młodzieńca, stając przed nim. Na szczęście wysokie szpilki robiły swoje i nie musiała aż tak wysoko zadzierać głowy. Widziała zarys jego twarzy, więc starała się skupić spojrzenie w miejscu, gdzie powinien mieć oczy.
- A jaki jest prawdziwy Aleksander Cortez? Taki, który nie ma masek? - zapytała automatycznie, zanim zdążyła pohamować ciekawość. Prędzej czy później i tak by to zrobiła, więc wzruszyła jedynie ramionami, opierając ręce na biodrach, skoro dłonie miała już wolne. Milczeli chwilę, a ona zdążyła się obrócić i odejść w kierunku alejki z owocami, mając ochotę na coś dobrego. Kroki w ciszy roznosiły się szybko, jednak nie spodziewała się cienia, który poczuła na karku. Nie drgnęła jednak stanęła w bezruchu i odchyliła głowę do tyłu, patrząc na przeszklony dach konstrukcji. Owoc tkwił w jej dłoni, podobnie jak oddech chłopaka na jej osobie.
- Jak Ci powiem, to zdradzę Ci sekrety. A jak Ci zdradzę sekrety, to będę nudna. I znowu nie będziesz chciał ze mną rozmawiać. Jestem jednak gorszym człowiekiem, niż wy wszyscy sądzicie. - odparła jedynie, wzruszając ramionami i prostując głowę, zawieszając spojrzenie w krzaku. Zmienił temat, proponując naukę walki mieczem, co przyjęła dość entuzjastycznie. Obróciła się gwałtownie w jego stronę, posyłając mu pociągłe spojrzenie.
- Stoi. Naucz mnie walczyć mieczem i strzelać z łuku, a ja dam Ci korepetycję i sprawię, że odnajdziesz się w szkole raz-dwa! I tak bym Cię pilnowała, no ale drobna zachęta jeszcze nikomu nie zaszkodziła, prawda?
Zaśmiała się, kręcąc z niedowierzaniem głową i unosząc dłoń z owocami, aby spełnić jego chłopięcą zachciankę i wsunąć mu owoc do ust.
- Kwaskowe, chociaż z czasem przebija się słodycz. - rzuciła tylko, odprowadzając go wzrokiem, gdy pobudzony ruszył na poszukiwanie skarbu. Doprawdy, to też udawał? Ruszyła za nim, chowając za siebie dłonie tak jak on wcześniej. Zaciskając palce na nadgarstkach.
- Powinno być w skrzynce, o tam. A to nie jest tak, że po któreś butelce już i tak smaku nie czujesz? Miło z Twojej strony, Alek.
Odparła, biorąc butelkę i robiąc kolejnego łyka. Robiło się jej coraz cieplej, a na bladych licach pojawiał się ślad rumieńca. Niewiele zjadła przed wyjściem, chociaż nadal daleka droga była do upicia się i narobienia sobie wstydu. Skierowała się w stronę wspomnianych skrzynek, po omacku szukając butelek z winem. Nie była pewna, czy faktycznie był to napój aroniowy , czy może różany, zależy, co mama zdążyła z koleżankami wypić. Cóż, po ciemku i tak nie zauważy. Trzymając w jednej dłoni butelkę z winem, a w drugiej otwartą whiskey, przysiadła na blacie stołu, zakładając nogę na nogę.
- Czy to nie jest złe, jak stajemy się małymi kopiami naszych rodziców..? Mam na myśli.. No wiesz, nie przeszkadza Ci to czasem? Chociaż whiskey jest akurat dobre. Chcesz jeszcze, czy mam pić sama, bo masz dość? - rzuciła zadziornie, przekręcając głowę w bok i pozwalając, aby włosy spłynęły jej na ramię. Jak powiedziała, tak zrobiła i kolejny łyk z butelki z ognistą zniknął.
I tak oto przypadkowe spotkanie po latach zmieniło się w długi, pełen rozmów wieczór. Trochę wspominali, trochę żartowali i trochę poznawali się na nowo, a wszystko to w towarzystwie dobrego alkoholu. Krótko przed północą wrócili do domu, a Nessa pożegnała się z rodzicami Aleksandra, prosząc wcześniej Migotkę, aby uszykowała mu ciasto oraz poncz. Po udanym przyjęciu każde poszło w swoją stronę, najpewniej do własnego łóżka.


/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Salon QzgSDG8








Salon Empty


PisanieTemat: Re: Salon   Salon Empty

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Salon JHTDsR7 :: 
Dolina Godryka
 :: 
Domy i mieszkania
 :: 
Dom Lanceleyow
-