Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Odział Położniczo-Ginekologiczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość




Student Ravenclaw
Wiek : 25
Skąd : Irlandia
Galeony : -17
  Liczba postów : 398




Gracz






PisanieTemat: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Sob Cze 12 2010, 19:04

First topic message reminder :


Odział Położniczo-Ginekologiczny
Oddział, w którym odbierane są porody jest w bardzo jasnym odcieniu różu. Na ścianach znajdują się obrazy przedstawiające matki kołyszące swe nowo narodzone dzieci, uzdrowiciela odbierającego poród oraz kilka portretów przedstawiających zasłużonych w tej dziedzinie uzdrowicieli. Można tu odwiedzić świeżo upieczone matki oraz ich pociechy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość




Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1125
  Liczba postów : 2118




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Pon Cze 21 2010, 13:28

- Och, no dobrze - udała irytację, zakładając ręce na piersiach. Jednak w duchu była szczęśliwa, bo widziała, jak Ivette kocha swoją córeczkę. Cieszyła się także, że nie wpadła w depresję poporodową. Bo byłoby ciężko.
- Idziemy - zakomenderowała stanowczym głosem, po czym pociągnęła ze sobą Kazuo. Po chwili zrównali oni krok z młodą mamą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 25
Skąd : Japonia
Galeony : 163
  Liczba postów : 246




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Czw Lip 29 2010, 20:44

Do pomieszczenia wszedł barman z Dziurawego Kotła Tom, z Selenom Russo na rękach. Położył ją, na jedno z wolnych łóżek. Podszedł do pielęgniarki, a Selena wciąż leżała bez ruchu na łóżku.
- Myślę, że zapomniała o wszystkim. Ma też przewidzenia.- Powiedział Tom do pielęgniarki.
- Obawiam się, że Selena będzie przeniesiona.- Odparła pielęgniarka.- Tom, możesz już iść.- Tom przeszedł przez pokój i wyszedł. Gdy tylko Tom wyszedł, pielęgniarka zbliżyła się do Seleny.
Myślę że zabierze ją Daisy... Będzie bezpieczna...- Pomyślała pielęgniarka i odeszła od łóżka Seleny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 67
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 498




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Pią Sty 14 2011, 17:35

Tosia sceptycznie przyglądała się przygotowaniom, jakie poczynili w celu spakowania jej rzeczy do szpitala. Od czasu do czasu komentowała, że to, czego najprawdopodobniej szukają, wcale nie znajduje się w danej szafce, ale spanikowani Hanna i Charles raczej nie zwracali większej uwagi na jej wskazówki, dzięki czemu nie będzie mogła ani umyć zębów, ani porządnie się ubrać, bo co z tego, że zabrali jej spodnie, skoro nie raczyli wziąć do tego żadnej koszulki? Całe szczęście, że nie zapomnieli przynajmniej o bieliźnie. Cóż, być może skorzysta kolejny raz z jakiejś koszuli mężusia, bo przecież ten, w akcie odwagi i skupienia, władował do torby większość swoich rzeczy, zamiast tych, należących i pasujących na nią. Litości, z kim ona musiała pracować, do jasnej cholery? Nie dość, że dziecko się buntuje, to jeszcze jej otoczenie wpadło w większą panikę niż ona sama. Świetnie, po prostu świetnie. Przynajmniej pamiętali jak skorzystać z umiejętności teleportacji bez zagrożenia rozszczepieniem się kończyn, bo to byłoby teraz wysoce niepożądanym efektem ubocznym. Wystarczy, że odczuwała miliard skurczy na sekundę, serio.
Całe szczęście, że w końcu udało im się zebrać i przeteleportowali się prosto do Szpitala. Co prawda w recepcji najpierw zadawano im mnóstwo zbędnych pytań, a podczas tej formalności recepcjonistka popełniła kolosalny błąd i wzięła Antoinette za siostrę Charlesa, a nie żonę. Merlinie kochany, żeby ona była pierwszą osobą, która tak stwierdziła, ach! Tak czy inaczej, w końcu udzielono jej prawidłowej pomocy. Zawołano lekarza, a następnie w tempie niemal błyskawicznym zabrano ją na Oddział Położniczy i Ginekologiczny. Hannie i agentowi Primrose, zgodnie z poleceniem rodzącej, kazano zaczekać na zewnątrz, w korytarzu, którego ściany były pomalowane na szaro-kremowo, bo to przecież jedne z najbardziej uspokajających kolorów! Chyba.
Tak czy inaczej, poród miał trwać około siedmiu godzin. W tym czasie także Tośka nie szczędziła nader niepochlebnych opinii o Charlesie, które było słychać chyba na terenie całego szpitala. Deklarowała mu nienawiść po grób, oraz to, że kiedy tylko to wszystko się skończy, zabije go, ale najpierw wykastruje. Jednak zarówno pacjenci, jak i personel szpitalny musieli być do tego przyzwyczajeni, bo nikt nie zawołał jeszcze nikogo z Ministerstwa, aby aresztować panią Primrose za groźby, bo to przecież karalne, mhm. Ale, z drugiej strony, kto odważy się teraz podejść do rodzącej w bólach kobiety, by powiedzieć, że jest zatrzymana?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Wiek : 26
Skąd : London
Galeony : -7
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1004




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Pią Sty 14 2011, 17:51

Jakie szczęście miał Czarles gdy wreszcie ruszył się z miejsca by pomóc jej w pakowaniu dziewczyny. Zapewne gdyby tego nie zrobił czekałoby go kilku minutowe (krótkie z powodu porodu Tosi) kazanie na temat wybitnego idiotyzmu jakim został obdarzony, lecz może lepiej, ze do takiej sytuacji nie doszło bo oczywiście Hania tak o mężczyźnie nie myślała normalnie, tylko w chwilach złości. Ale do jasnej cholery, żona mu rodzi, a ten rozsyła sobie liściki do wszystkich znajomych jakby było się czym chwalić. Aż dziwne, że nie kazał blondynce poczekać z tym dzieckiem by mógł jeszcze wyjść z kumplami do baru i opić to kilkoma piwami. Jacy mężczyźni są niedomyślni, doprawdy wiele by oddała by i oni mogli poczuć ból jaki towarzyszy porodowi. Sama panna Glau nie miała okazji (może i lepiej) go doświadczyć, lecz odkąd jedna ze znajomych jej matki porównała rodzenie do kilkugodzinnej agonii starała się współczuć wszystkim kobietom próbujących urodzić dziecko. Wszak ból musiał być nie do zniesienia i aż idiotyczne były narzekania mężczyzn na ich krzyki. Była pewna, że oni mdleli by już z pierwszym skurczem. Jakie ciężkie było życie kobiet.
Gdy przeteleportowali się do Munga kłopoty czekały na nich już w recepcji. Hanna jak i Czarls w panice wykrzykiwali niezrozumiałe polecenia,co znacznie utrudniło pracę kobiety za biurkiem, lecz na Merlina, widać było, ze Tosia rodziła i tylko kretyni pytaliby się co się stało. Po serii przekleństw jakimi rudowłosa obdarzyła recepcjonistkę w okularach udało się im skierować przyszłą matkę na odział ginekologiczni i w biegu podążali za nią gdy pewien miły mężczyzna w bardzo niemiły sposób oznajmił im, że muszą zostać i pomimo krzyków Hanny, że blondynce przyda się duchowe wsparcie on stanowczo oznajmił, że ich nie wpuści i wręcz zamknął drzwi przed nosem. Między krzykami Tosi można było dosłyszeć także narzekania rudej, która ze złości na medyka ugodziła stopą w drzwi które oddzielały ich od Tosi.
Nie mogą się dostać do środka panna Glau maszerowała od jednej ściany do drugiej nerwowo uderzając dłońmi we własną kość biodrową.
- Ile mogą ją tam trzymać ! - Krzyknęła odruchowo łapiąc się za czuprynę i przystając obok Czarlsa. Zrezygnowała jednak ze znanego chwytu wyrwania sobie pojedynczych pasm rudych kosmyków. Włosy się przydadzą, a peruka pewnie jest niewygodna, poza tym gdyby chciała wyrywać komuś kłaki wybrałaby Czarlsa lub recepcjonistkę. Musiałaby odpuścić lekarz bo biedakowi ktoś już je wyrwał i był zupełnie łysy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 22
Dodatkowo : wilkołak, teleportacja
  Liczba postów : 386




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Pią Sty 14 2011, 20:37

No na brodę, wąsy, bokobrody, brwi i wszystkie włosy na wszelakich częściach ciała Merlina, a zatem został teraz posądzony o to, że zamiast brać się za jakieś sensowne czynności, rozsyła sobie liściki do wszystkich znajomych jakby było się czym chwalić – pięknie, po prostu pięknie! Pragnę zaznaczyć w ramach wyjaśnienia, iż list ten został wysłany w akcie skrajnej desperacji, pragnienia uzyskania jakiejkolwiek pomocy, a że trafił on akurat do panny Hanny (ależ piękny rym, no doprawdy), to już zupełnie inna sprawa. Sama nie wiem, dlaczego akurat ona wydała się Czarlsowi osobą odpowiednią do pełnienia tejże zacnej funkcji przewodnika operacji: poród, jednak powinna się czuć raczej zaszczycona, a nie zirytowana jego głupotą! Szczyt wszystkiego, ot co!
Tak, istotnie, z ową recepcjonistką bardzo ciężko się konwersowało; zadawała ona bowiem takie debilne, oczywiste pytania, a poza tym, co ją obchodziło jakie stosunki czy tam więzy krwi łączą wijącą się z bólu Tośkę i obecnego duchem na jakiejś innej galaktyce agenta P.? No właśnie, właśnie – i kto tu marnuje czas, dopytując się o rzeczy tak oczywiste jak „czy pani rodzi?”? Ale oczywiście zaraz pewnie okaże się, że to JEGO wina, jak zresztą wszystko tego dnia. Hm, właściwie to brzmi to dość logicznie, bo przecież gdyby nie on, nie byłoby tej ciąży, a zatem i porodu, no ale… nie, nie przyznam wam racji, bowiem jestem skrajnie wściekła i oburzona!
Przyznam szczerze, że choć nieco go rozczarował fakt, że będzie musiał sterczeć jak jakiś frajer przed drzwiami, wsłuchując się w mniej lub bardziej nieprzyjemne odgłosy, w gruncie rzeczy gdzieś po cichu kiełkowało w nim uczucie ulgi, że nie będą go musieli wynosić na noszach, kiedy już zemdleje – a powiem wam, że byłoby to więcej niż pewne! Cóż, taki już jego nędzny los, nic na to nie poradzę. W każdym razie, był tak samo zdenerwowany i zniecierpliwiony jak Hanka, a może nawet bardziej? Tak, zdecydowanie bardziej.
Siedział na plastikowym krześle naprzeciw drzwi i kręcił młynka kciukami (jakie twórcze zajęcie, nieprawdaż?), w duchu marząc, by rudowłosa przestała tak łazić. Niezmiernie irytujące, ach, ale bał się odezwać, by nie oberwać – panna Glau była dziś jak wulkan.
- Długo – odparł o dziwo spokojnie, wzdychając. Ktoś w tym towarzystwie musi mieć tego pecha i starać się zachować zimną krew; o dziwo, padło na niego. Co prawda wątpię, by wytrzymał w tym stanie dłużej niż dziesięć minut, no ale to się okaże później.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 67
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 498




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Pią Sty 14 2011, 23:07

Niewiele ponad siedem godzin. Dokładnie tyle trwały jej katusze, podczas których cały czas doświadczała niewyobrażalnego wręcz bólu. Nie znosiła tego także z godnością, zaciskając zęby i cierpiąc w milczeniu, bo po prostu nie była w stanie tego zrobić. Wskazówki położnej docierały do niej z opóźnieniem, co mogło nieco irytować zarówno pielęgniarkę, jak i uzdrowiciela, ale wykazywali się fachowym zrozumieniem i cierpliwością. Przynajmniej się na nią nie wydzierali, a starsza kobieta, która udzielała jej rad i pomagała lekarzowi, nawet przez około dwie godziny trzymała ją za rękę! Biedna, teraz na jej skórze było mnóstwo czerwonych śladów po paznokciach Antoinette, ale nie wydawała się być za to zła, ba, wręcz przeciwnie. Była dumna z nowej pacjentki i dopingowała ją w miarę swoich możliwości, mhm. Natomiast pani Primrose miała już serdecznie dosyć i pragnęła tylko, by jak najszybciej skończyć, wrócić do domu ze zdrową, śliczną dziewczynką na rękach i żyć dalej w świętym spokoju. No cóż, niestety poród był nieunikniony i całe szczęście, że nieuchronnie zbliżał się do końca. Najwyższy czas, w końcu siedmiogodzinne męczarnie nie należą do najprzyjemniejszych wspomnień. I to akurat powinna rozumieć każda kobieta, która miała okazję to przeżyć.
Po tym czasie na sali rozległ się płacz dziecka, który jednakże był teraz najcudowniejszym dźwiękiem pod słońcem dla uszu świeżo upieczonej mamy. Wydała na świat swój najdroższy skarb mimo trudu i niesamowitego cierpienia. Udało się jej, a to piękne, choć fioletowawe dzieciątko, które położna pokazała jej dosłownie na moment, pokochała od razu. O ile w trakcie ciąży już czuła więź z Lusią, tak teraz zostało to dobitnie przypieczętowane. Tosia uśmiechnęła się blado i nawet zapomniała o bardzo powoli ustającym bólu. Niestety, zaraz po tym, jak pępowina została przecięta, kobieta zabrała jej córeczkę do standardowego procesu mycia i ważenia noworodka. Wyjaśniła oczywiście uprzednio, że pani Primrose zaraz dostanie z powrotem swoją agentkę, i chyba tylko dzięki temu Krukonka wyraziła zgodę.
Po upływie najwyżej pół godziny, owinięta w jasnoróżowy becik Lucy znalazła się w ramionach swojej mamy, przebywającej już w łóżku na sali szpitalnej. Trzymała ją jak najostrożniej tylko mogła, by przypadkiem nie uszkodzić dziewczątka o anielskiej buźce. Jej córeczka tylko przez chwilę przyglądała się nowemu światu i twarzy Antoinette, bo zaraz zapadła w słodki sen. Nic dziwnego, w końcu obie nieźle się namęczyły! Tymczasem uzdrowiciel, upewniwszy się, że wszystko jest w porządku, wyszedł z pomieszczenia i z uśmiechem podszedł do Charlesa.
- Moje gratulacje, ma pan zdrową córkę - oświadczył uroczyście, wskazując przy tym ręką uchylone drzwi do sali, gdzie leżała jego żona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Wiek : 26
Skąd : London
Galeony : -7
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1004




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Pią Sty 14 2011, 23:33

W ciągu tych kilku godzin Hanna zdążyła zrobić co najmniej kilka kilometrów wzdłuż szpitalnych korytarzy, wypić dwie kawy i nakrzyczeć na pielęgniarkę. Nie jej wina, że stresowała się jakby to ona była ojcem lub matką dziecka, które właśnie pchało się na świat. Po prostu z chwilę gdy zjawiła się w domu państwa Primrose stwierdziła, że bycie honorowym gościem na ślubie zobowiązuje do martwienie się o dzieci, zresztą jak nie kochać maluchów, były słodkie, nawet jeśli spoczywały w brzuchu matki. I właśnie w tym momencie obiecała sobie, że przygarnie do siebie kilka sierotek i urodzi jeszcze własne dzieci by stworzyć dużą, szczęśliwą rodzinkę. Nie wiedziała jeszcze jak będzie sobie z nimi dawać radę, ale gdyby nie dawała wyśle je wszystkie do domu Tosi i Czarlsa żeby Lusia miała towarzystwo, a ona w tym czasie będzie mogła im wybierać słodkie ciuszki w słodkich sklepach dla małych dzieci. Poza tym co było trudnego w opiece na dziećmi ? Rano dajesz im jeść, zaprowadzasz do szkoły, odbierasz, bawisz się, dajesz jeść i kładziesz spać w między czasie uwzględniając jeszcze przykre niespodzianki jak zmienianie pieluch. Pomijając kilka nieprzyjemnych kwestii rodzicielstwo musiało być fajne. Całe szczęście, że zajęła się rozmyślaniem o rodzinie, bowiem klapnęła na krześle i przestała już spacerować, krzyczeć na innych czy próbować zajmować czymś dłonie. Nie zdołała nawet zorientować się kiedy czas zdążył tak szybko upłynąć i niemal za chwilę (jak się jej wydawało) ciszę przerwał głośny płacz dziecka na który Hania podskoczyła na krześle i mało delikatnie poczęła szturchać Czarlsa mrucząc niezrozumiałe gratulacje i na koniec przytulając go mocno.
Gdy lekarz uchylił drzwi obydwoje równocześnie podnieśli się do góry, lecz obecny już tatuś w przeciwieństwie do Hanny miał zamiar wysłuchać lekarza, a ona nie pytając się o zgodzę i trącając po drodze lekarza wdarła się do sali i po chwili pochylała się nad dzieckiem i Tosią, choć bardziej nad dzieckiem.
- Jakie słodkie. - Jęknęła rozkosznie spoglądając na malutkie rączki i drobną główką. - Ciocia Hania już cię kocha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 22
Dodatkowo : wilkołak, teleportacja
  Liczba postów : 386




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Sob Sty 15 2011, 12:20

Tak, tymczasem podczas tych jakże fascynujących, długich godzin nieustającego marszu Hanny, która w międzyczasie zapewniła mu rozrywkę, wylewając na niego pół pierwszej kawy, a także awanturując się z pielęgniarką, Czarli siedział właściwie nieruchomo, od czasu do czasu wstając, by zrobić kilka kroków w stronę wiszącego nieco za daleko zegara, zarejestrować godzinę, wrócić do rudowłosej i ją powiadomić, następnie zaś wysłuchać jej zdziwienia, przytaknąć i opaść na krzesło z powrotem. A warto zaznaczyć, iż było ono tak paskudnie niewygodne, że po około czterech godzinach został zmuszony do opuszczenia go i rozpoczęcia spaceru; by zająć się czymkolwiek (kręcenie młynka kciukami już mu się znudziło, a poza tym zaczęły go boleć palce, biedaczek), zaczął więc czytać niezwykle porywające teksty na plakatach promujących zdrowie, rady dla młodych rodziców i wreszcie niezliczony stos kolorowych ulotek. Te ostatnie wpadły mu w oko pod koniec męczarni (choć czy ja wiem, w porównaniu do Tośki, ich położenie było wręcz nieziemsko komfortowe), zatem chwycił plik wielobarwnych karteczek i usiadł znów, a za chwilę dołączyła do niego zamyślona kobieta. Trzeba przyznać, że nie rozmawiali wiele, poza standardowymi uwagami w stylu „Ileż można czekać!” (Hania) , „Chcesz kawę?” (Hania) czy „Dajcie jej na drugie imię Hanna! To takie piękne, arystokratyczne…” (rzecz jasna również Hania). Wszystkie jej stwierdzenia zostały jednak skwitowane mruknięciami tudzież kiwnięciami głowy.
Nie wiem, jak długo tam siedzieli, w każdym razie możliwe było, iż zajęty czytaniem niezwykle porywających ulotek agent P. po prostu przysnął – a może po prostu był tak znudzony, że siedział nieruchomo, sprawiając wrażenie śpiącego? Otóż tego nie wie nikt, co za piękny sekret, mhm. Poczuł szturchnięcie, następnie z dziwnym opóźnieniem dotarło do niego, że słyszał też płacz dziecka, a potem wszystko potoczyło się jeszcze szybciej niż w chwili, kiedy dowiedział się, że poród się zaczyna. Został boleśnie szturchnięty, usłyszał też jakieś gratulacje, ktoś zmiażdżył mu żebra w uścisku, następnie owy ktoś wystrzelił jak z procy i wbiegł do sali, kiedy lekarz oznajmił mu, że ma córeczkę.
LUSIA LUSIA LUSIA LUSIA LUSIA LUSIA LUSIA LUSIA
Tak! Nie wiem, co odpowiedział, nie wiem też jakim cudem udało mu się utrzymać pion i jednym susem doskoczyć do drzwi, by już po chwili ujrzeć dwie agentki Primrose, a obie wyglądały razem tak rozkosznie, że aż nie wiedział, która była cudowniejsza, naprawdę. Tworzyły bowiem tak perfekcyjną całość, jak dwa puzzle, jak dwie połówki jakiegokolwiek owocu, jak… jak… (usilnie usiłuję znaleźć jakieś ładne porównanie, nie w stylu „stopa i skarpeta”, a to bardzo trudne)… jak matka i dziecko! Nie, stop one przecież były matką i dzieckiem, zatem to dość logiczne. Ach, nieważne, nieważne; pochylił się nad nimi z drugiej strony, bo rozemocjonowana Hanka zajmowała już jedną, i, niezdolny wykrztusić z siebie ani słowa, pogładził Antoinette po dłoni, nie przestając z zachwytem wpatrywać się to w nią, to w Lucy. W Lucy Hannę Primrose!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Paryż
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 67
Dodatkowo : Metamorfomagia, teleportacja
  Liczba postów : 498




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Sob Sty 15 2011, 12:46

Tosia natomiast z początku nawet nie zauważyła Hanny, która wpadła do sali omijając przy okazji kordon pielęgniarek, które kręciły się przy drzwiach. Była zbyt pochłonięta przyglądaniem się swojemu skarbowi, którzy trzymała na rękach. Widok śpiącej córeczki był tak niemożliwie rozkoszny, że nie mogła zmusić się do oderwania od niej wzroku. Lusia była idealna w każdym calu i jeżeli Antoinette kiedykolwiek starała się ją sobie wyobrazić, to było sto razy lepsze od każdego obrazu kreującego się w jej głowie.
Dopiero po dłuższej chwili zdała sobie sprawę z tego, że nie są już same w sali. W zasadzie uświadomił ją w tym głos Hanny. Krukonka kiwnęła zgodnie głową, bo przecież sama uważała dokładnie tak samo, i przesunęła nader delikatnie palcem po malutkim policzku nowej agentki Primrose. Jeżeli wcześniej miała nadzieję na zdanie końcowych egzaminów w szkole, a przynajmniej planowała kiedyś zasiąść do nauki, cóż, przykro mi, ale przez najbliższy czas trzeba będzie nacieszyć się porządnie niemowlaczkiem. Już wiedziała także, że łóżeczko wcale nie będzie stało w przeznaczonym dla Lucy pokoiku, tylko w ich sypialni, naturalnie. Gdzieżby mogła się rozstać ze swoim maleństwem na tyle godzin stanowiących noc, nigdy!
- Jest przepiękna - odezwała się w końcu nieco zachrypniętym, lecz pełnym zachwytu głosem.
Była cholernie zmęczona i wycieńczona, ale nawet to nie było w stanie teraz zepsuć jej świetnego humoru. Skutecznie odganiała od siebie potrzebę snu, a za każdym razem, gdy czuła, że powieki nagle stają się cięższe, przysuwała bliżej dzieciątko i cieszyła się od początku. Nawet mimo to, że jej noc poślubna z mężem musiała zaczekać (choć akurat może to i lepiej), nie żałowała ani trochę takiego rozwoju wydarzeń. I pomyśleć, że gdyby nie Dział Ksiąg Zakazanych, najprawdopodobniej teraz nie byłoby się czym tak bardzo cieszyć!
Kiedy przy jej łóżku znalazł się także Charles, podniosła wreszcie głowę i spojrzała na niego z nieukrywaną radością. Choć w tym momencie zapewne wyglądała jak jakiś potwór, na całe szczęście nie dał jej tego odczuć. Ani on, ani Hanna. Uśmiechnęła się znów z oczywistym zmęczeniem, po czym przeniosła spojrzenie na buźkę córeczki. Już nie mogła się doczekać, aż wrócą do domu i będą mogli cieszyć się z jej narodzin we własnym towarzystwie, bo tutaj co rusz niestety plątały się jakieś pielęgniarki i robiły zamieszanie, pytając o samopoczucie Tosi, to, co dzieje się z dzieckiem, czy oddycha prawidłowo, i tak dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Slytherin
Wiek : 26
Skąd : London
Galeony : -7
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1004




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Sob Sty 15 2011, 14:55

Niczym zaklęta przyglądała się malutkiej Lusi w ramionach Tosi i nawet dostrzegła małe podobieństwo do mamy, a żeby Czarlsowi nie było smutno to niech będzie, że słodkie, wielkie oczy odziedziczyła właśnie po nim. W każdym razie zauważyła też podobieństwo do siebie (nie wiem z jakiej to okazji) i w myślach orzekła, że na pewno będzie miała rude włosy, a jeśli nie i przez przypadek wda się w mamę lub tatę to ona się wkradnie nocą do sypialni małej Primrose i pofarbuje je zaklęciem, bo co jak co, ale te duże oczy i czupryna jak u Hani będą się razem prezentować cudownie i z pewnością rodzicie jeszcze jej pogratulują tego czynu.
Już miała wrzeszczeć żeby Czarls także się pojawił zamiast słuchać porad lekarza, ale chyba sam wpadł na ten pomysł i po chwili stał obok nich, najwyraźniej strasznie zadziwiony, bowiem jeszcze nie udało wykrztusić mu się ani jednego słowa i aż chciała go szturchnąć, ale uznała, że w tej sytuacji byłoby to nie grzeczne i poza tym musiałaby obejść to wielkie łóżko żeby stanąć obok niego.
- Wymęczyła Cię no nie ? - Zapytała uśmiechając się głupkowato ( tak, odbiło jej trochę do tego czekania) - Szkoda, że nie nagrałam tego jak krzyczałaś na Czarlsa, miał minę jakby miał zaraz zemdleć i o...
Przerwała widząc jak oboje rodzice rzucają w jej stronę spojrzenia co najmniej dziwne (pewnie trochę wściekłe), że przerwała tą piękną chwilę jakąś paplaniną.
- No to ja będę szła, trzymajcie się i takie tam. - Stwierdziła prostując się i oddalając się od łóżka. - I koniecznie napiszcie list jak będziecie w domu z Lusią !
No i kończąc swój wywód zostawiła rodziców samych z pociechą i teleportowała się do Hogwartu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Birmingham
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 22
Dodatkowo : wilkołak, teleportacja
  Liczba postów : 386




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Pią Sty 21 2011, 17:26

Oj, nie no, nie szkodzi, sam Czarls również dopatrzył się w niej podobieństwa do równie uroczej mamusi. Bynajmniej jednak mu to nie przeszkadzało, bowiem zdecydowanie czuł się brzydszy od żony, a zatem mimo wszystko okazało się, że te odziedziczone po Tośce rysy będą plusem. Tym bardziej, że równowaga musi być, a zatem (jeśli się nie domyślacie), wygląda na to, że skoro Lusia ma wygląd mamusi, charakter przejmie po ojcu. Tak, cudownie! Znaczy to bowiem, że będzie tak samo cudownie czarująca, oszałamiająco inteligentna, zaskakująco odważna, niesamowicie rozsądna i bardzo przyjazna, tak jak i agent P. No patrzcie, wygląda na to, iż będzie istnym ideałem o anielskiej twarzy i równie perfekcyjnym charakterze, w dodatku obdarzoną pięknym domkiem i dwójką najfajniejszych rodziców na świecie. Zdecydowanie, w chwili gdy na nią spojrzał, wiedział już, że będzie należała do dzieci szczęśliwych i lubianych, a wszystkie rozwrzeszczane koleżanki (od biedy też koledzy, ale tylko ci poniżej dwunastego roku życia – potem zaczyna się im przewracać we łbach, a układa się dopiero po trzydziestce, ot, co. I to nic, że z myślenia tego wynika, że sam Primrose jeszcze do owej nieogarniętej grupy należał, ciiii) będą z radością ją odwiedzać, zapraszać do siebie i cenić jej zdanie. Ale rzecz jasna nie wyrośnie na zadufaną w sobie księżniczkę, o nie, broń Merlinie; już on o to zadba. Już on się postara, żeby była w porządku wobec siebie i innych, żeby była świetnym człowiekiem i jeszcze lepszym czarodziejem, żeby nie popełniała takich kretyńskich błędów jak on. Jednym słowem, zadba o wszystko, tak, by było perfekcyjnie. Przecież nie ma innej opcji, prawda? Porażka absolutnie nie wchodzi w grę.
Zatem, zajęty owymi rozmyślaniami i wpatrywaniem się w dziecko, nie słuchał paplaniny Hanki, choć od czasu do czasu wydawał z siebie jakiś pomruk tudzież skinięcie głową na znak, że tak, oczywiście, słucha z całą uwagą i nawet popiera jej zdanie. Wreszcie zarejestrował, że okazało się, iż zostali sami, rzecz jasna nie licząc przejętych nad miarę pielęgniarek, najwyraźniej usiłującej wmówić im, że świat zawali się, gdy otrzymają choć pięć minut spokoju.
Ale nieważne, chwilowo był w stanie znieść nawet to; chwile spędzone w szpitalu z Lucy i Antoinette tak czy siak będą się kwalifikowały jako najszczęśliwsze wspomnienia, zdecydowanie. Po odejściu Hanny on rzecz jasna został, by wspólnie z żoną (nie, wybaczcie, nie jestem w stanie się przyzwyczaić do tego słowa!) czerpać magię z tej chwili. Nawet marudzenie pielęgniarki, że powinien sobie iść i dać im odpocząć, zostało zignorowane.
Tymczasem minęła noc, a ponieważ wszystko szło idealnie (tak, zgodnie z jego wcześniejszym planem – hej ho!), lekarz zarządził, że jak najbardziej wskazane będzie, jeśli razem z Lusią znajdą się w domu - cóż, bardziej niż chętnie przyjęli jego rozporządzenie i już po chwili oboje wszyscy w trójkę znaleźli się z powrotem w Hogsmeade, gotowi stanąć na zupełnie nowej drodze życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 27
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Nie Maj 29 2011, 13:44

Manu, o dziwo, tym razem doskonale wiedział, że zbliża się trzeci etap turnieju, z tym że tym razem, tak dla odmiany, jednak trochę się przejmował. No, nie dziwcie się mu, skoro miał tak traumatyczne przeżycia w pierwszym i drugim zadaniu, poranił się biedaczek i narobił wstydu, odpadając jako jedyny w obu zadaniach jako pierwszy (chyba), to oczywiste, że nie miał zbyt wielkich chęci na trzecie. Nadzieje, że wygra turniej pogrzebał już dawno; przekonanie, że dojdzie do końca trzeciego zadania również. Chciał tylko przeżyć!
Gdy jednak wszyscy milczeli a on nie otrzymywał żadnych sygnałów o zbliżającym się terminie, zaczynał już się cichaczem cieszyć, że może jednak je odwołali, zapomnieli albo zrobili spisek i celowo go nie powiadomili, hihi. To by było bardzo mu na rękę, no nie powiem, że nie! Niestety, jego pragnienia legły w gruzach, bowiem otrzymał ważniacki list od samego ordynatora, oho, to dopiero zaszczyt.
Przebył długą i męczącą drogę najpierw od Hogwartu do Hogsmeade, a potem musiał jeszcze teleportować się do Londynu, a że nigdy tam nie był, to trochę pobłądził, ale dał radę. Warto jeszcze zaznaczyć iż, ponieważ nie wiedział, że zbliża się trzecie zadanie, nie założył swojego żółtego ortalionku, a za to równie cudowny, choć mniej szpanerski tiszercik z tęczowym jednorożcem i napisem „Nobody loves me enough to buy me a unicorn”. Awww!
Pojawił się zatem w szpitalu i udał do recepcji, by tam spotkać jakże uroczą recepcjonistkę.
- Dzieńdoberek, przyszedłem do… pana… Ver…Vem… ee… ordynatora – zakończył kulawo, bo to nazwisko było doprawdy masakryczne, co to w ogóle za łamaniec językowy na początek! Uśmiechnął się też uroczo do kobiety, z nadzieją, że zamaskuje tym wpadkę z nazwiskiem i chyba mu się udało, bo odpowiedziała równie cudownym uśmieszkiem, by następnie przekazać mu niezbędne informacje. Uprzejmie poinformowała go, że ma się udać na pierwsze piętro, następnie poinstruowała, by oddał jej różdżkę, bowiem tego wymagają przepisy. O heloł! Przez chwilę miał ochotę się oburzyć i targować, ewentualnie zarzucić jakimś bojowym hasełkiem po hiszpańsku, żeby ją zawstydzić, ale dał sobie spokój i oddał różdżkę z miną skopanego jelonka.
Następnie udał się na owe nieszczęsne piętro (oddział ginekologiczny, wtf), by znaleźć odpowiedni gabinet i stwierdzić, iż… jest on pusty. Pięknie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 26
Skąd : Dover
Galeony : 436
  Liczba postów : 473




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Nie Maj 29 2011, 14:44

Nie, żeby jej jakoś się chciało tu być, no, ale! Zdecydowanie wolała być teraz w Czechach, u boku jej kochanego Julka i zajmując się HH, jego małżonką i ich dziećmi... No, nie no, z tymi kotami to trochę przesada, bo miała ich odrobinę dosyć, ale nie ma tego złego! Ale nie myślcie, że nasza Cirka stała się łagodna i potulna jak baranek, co to, to nie! Charakterek nadal jej został, trochę przytępiony, owszem, ale w odpowiedniej sytuacji mógł się znowu rozwinąć i wybujać jak w dzikiej dżungli, ha! Ale, wróćmy do sedna, bo zbyt długo się rozwlekam.
Mianowicie, była sobie w tych kochanych Czechach (cudowny kraj, szczerze mówi.ac, lepszy niż ta cała Anglia i ten śmieszny język) no i właśnie pracowała nad nowym zapaszkiem dla kotów (tak w ogóle, to miała zamiar rozszerzyć asortyment również na perfumy dla ludzi, bo "Kocimiętka" prosperowała znakomicie), kiedy tu nagle przyleciała do niej sowa z listem, który mówił, że została wybrana do pomagania w Turnieju. Zapomniała całkiem, że zgłosiła się jakiś czas temu i wypięłaby się na całe te zamieszanie, gdyby nie jej ciekawość, komuż to miała pomagać! (pomagać, dobre sobie, ona?) Dlatego też zostawiła naprędce napisany liścik, w którym poinformowała Juliana, że wyjeżdża w ważnych sprawach do Anglii, ale niedługo wróci i po tym teleportowała się przez świętego Munga. A to, jak dotarła do tego pomieszczenia, z którego wychodziło się do tego gabineciku, niech pozostanie tajemnicą. Gdy powiedziano jej, że może już wchodzić do gabinetu, zrobiła to. Nie, żeby jej się jakoś szczególnie chciało, nie. I była w sumie zaskoczona tym, kogo dostała. No, bo nie myślała, że dostanie samego Manuela Rosado, no! I co tam, że liczyła na Żelka, Manu też dobry jest!
- Dobra, zgaduję, że to nie ze mną miałeś się spotkać, ale to nic - zaczęła, nie witając się, bo po co? Bezpośredniość jest the best! - Miałeś się spotkać z tym lekarzem, prawda? Otóż, wiem, gdzie on jest, ale... nie chce mi się o tym mówić, zgadnij sam! - dodała, mówiąc oczywiście swym zajebiście ironicznym tonem i nie przejmując się wcale, że to mogło wkurzyć pana Różowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 27
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Nie Maj 29 2011, 17:09

Gdy wszedł i ogarnął, że jest sam i nie zapowiada się na to, by ktoś się pojawił, zaczął rozważać, czy nie jest to odpowiedni moment na tajniackie zapalenie papierosa (co z tego, że w szpitalu na pewno jest zakaz, nikt się przecież nie dowie, co nie?), bo wydawało mu się, że to ostatni moment, który może na to wykorzystać. Za chwilę nadejdą bowiem fascynujące godziny ględzenia o niczym i wartkiej narracji ordynatora, z których zapewne ciężko będzie się wymknąć, a potrwają na pewno długo. Dwie godziny? Trzy? Spodziewał się, że to minimum. I wcale nie miał jakiejś szczególnej ochoty na to, by tego wysłuchiwać, no ale mimo wszystko chciał wyjść żywy z turnieju, a najlepiej w ogóle dojść do końca i nie wylądować po raz trzeci w skrzydle szpitalnym. A informacje zdobyte tutaj mogły być przecież bardzo przydatne, albo chociaż troszkę. Jest w stanie poświęcić parę godzin swego cennego czasu dla tego, żeby przeżyć, hehe.
W każdym razie, uznał to za dobry pomysł, lecz akurat gdy sięgał do kieszeni, ktoś wszedł, Manu się zestresował, paczka wyleciała mu z dłoni i wylądowała na podłodze, a on sam szybko przyklęknął, by je podnieść zanim osoba, która się pojawiła, je zdepta albo gwizdnie (nigdy nie wiadomo!!!); w efekcie tego klęczał przed Cirillą de Sauveterre, bo to właśnie ją rozpoznał, gdy podniósł wzrok. Nie bardzo wiedział, co robi tu owa uczennica Hogwartu, którą znał raptem z widzenia, dlatego chwilę gapił się na nią z bezmózgim wyrazem twarzy (który zresztą miał na co dzień, ale okej). Szczególnie zaś zdziwiły i zirytowały go jej słowa, dlatego pospiesznie wstał, otrzepał markowe dżinsy marki dżinsy i wzruszył ramionami.
- Sponio, to nie mów – mruknął – Elo.
Następnie zaś odwrócił się i wyszedł na korytarz, jednak na tym nie było żywej duszy; były za to dziesiątki drzwi po obu jego stronach i jakoś nie bardzo uśmiechało mu się zaglądanie do każdych. Grrrr. W związku z tym westchnął głęboko i powrócił do gabinetu, w którym wciąż znajdowała się dziewczyna.
- Dobra – oznajmił – Potrzebuję twojej pomocy. Powiedz mi, prrrrrrrrroszę – dodał – No weź, jak się spóźnię PRZEZ CIEBIE to nie zdążę na wykład, nie dowiem się, co robić w trzecim zadaniu turnieju i coś mnie zje, a ty będziesz miała mnie na sumieniu. Nie chciałabyś tego, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 26
Skąd : Dover
Galeony : 436
  Liczba postów : 473




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Nie Maj 29 2011, 18:52

No kurde. To nie było tak, jak sobie planowała. To miało zupełnie inaczej wyglądać, no heloł. On miał tu ją prosić, błagać, by mu powiedziała łaskawie, miał nawet uklęknąć przed nią (no nie no, takiej opcji to ona nie przewidywała, to tylko i wyłącznie moja wizja). No, w każdym razie on miał się zainteresować tym, gdzie jest lekarz i próbować wyciągnąć od niej tę informację, a nie tak sobie powiedzieć sponio, to nie mów. To bardzo zdenerwowało Cirillę, która przybrała zacną minę, znaną pod nazwą poker fejs i w sumie Manuel dobrze zrobił, ze wyszedł, bo trzasnęłaby go zaklęciem, niewątpliwie. No, ale cóż, zaraz wrócił, więc wyszło na jej. Czyli sam sobie nie poradził i będzie potrzebował jej pomocy.
Tak, tak, wspaniałomyślne wysłuchała jego żalów, jednak nie znaczyło to, ze mu tak powie od razu, nie nie, nie myślcie sobie.
- Prosić sobie możesz długo - och, zaczynała swoje gierki. Jak ona uwielbiała się droczyć! - PRZEZE MNIE? Chyba przez ciebie i twoja głupotę - oho, tu zaczynała jazdę po ludziach - to twój problem, skoro nie potrafisz mnie odpowiednio przekonać.
I nawet, jeśli wiedziała, że to już jest trzecie zadanie, to i tak zapomniała, więc nie powie mu o tym, ha!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 27
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Nie Maj 29 2011, 22:04

Tak, tak, jasne, a potem jeszcze wyjąć bukiet herbacianych róż, wielki naszyjnik z pereł, czekoladki Lindt, a z kąta wyjdzie kwartet smyczkowy, przygrywający mu w rytm serenady, którą zaśpiewa, by ją przekonać, a potem z innego kąta wyjdzie Krzysztof Ibisz z kamerą, innymi kwiatami i zakrzyknie bojowe hasło „Jeśli chcesz, by Cirilla de Sauveterre wyjawiła Manuelowi Rosado miejsce, w którym przebywa ordynator, wyślij TAK na 7225, a wygrasz konto Czarodziej Plus, oferujące miesiąc odpisu, pelerynę niewidkę i dozgonną ochronę przed działaniem zaklęć Miszcza”. To by było dopiero coś, prawda?
Niestety, Manu aż tak bujnej wyobraźni nie miał, a nawet jeśli miał, to i tak nie chciałoby mu się realizować tego kunsztownego planu, wymagającego od niego tak wiele wysiłku i zaangażowania. Tak, wyjście i wzruszenie ramionami było lepszym pomysłem, chociaż niestety nie przyniosło oczekiwanego skutku, bo w efekcie i tak musiał tam wrócić i ją prosić.
Swoją drogą, co to w ogóle miało być? Niesmaczny żart? Nieporozumienie? Myśl o trzecim zadaniu nawet nie wpadła mu do głowy, bo nigdy by nie pomyślał, że rzucą ich na tak głęboką wodę. Ej, w porównaniu z tym ten cały smok, jezioro i labirynt, nad którymi ubolewał Potter, to w ogóle bułka z masłem! I dżemorem.
Już miał jej równie chamsko odburknąć, ale dotarło do niego, że musi być miły, jeśli chce coś osiągnąć. Dlatego też opanował najgorsze odruchy, przemilczał jej obraźliwe słowa i uśmiechnął się przymilnie.
- No dobra no, nie bądź taka kwaśna bo cię na ocet przerobią HE HE HE – aż sam zarechotał po usłyszeniu tego cudownego dowcipu, a następnie oparł się luzacko i zalotnie o ścianę – Powiedz mi, laleczko – zarzucił jeszcze, chociaż widząc wzrok Cir trochę tego pożałował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 26
Skąd : Dover
Galeony : 436
  Liczba postów : 473




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Pon Maj 30 2011, 19:40

Rozwalający jest ten Krzysiu Ibisz, normalnie i przez ciebie nie mogę normalnie napisać posta. Tym bardziej, że przypomina mi się Krzysiu song i jego zacna stronka, a to jest już tak rozpraszające, że muszę ochłonąć parę minut, ale nic, dałam radę i już jestem i mogę pisać, choć ten post nie będzie jakiś super. Nie no, to wszystko to byłoby coś, NIEWĄTPLIWIE, ale w sumie nie wiem, czy zrobiłoby to na niej wrażenie, bo ona jest dziwna, ALE TO CHYBA TY JUŻ O TYM WIESZ.
W sumie to chyba tylko ty masz tak bujną wyobraźnią, bo ja bym sama czegoś takiego nie wymyśliła, nie, na pewno. I w sumie to w ogóle rozumiem podejście Manuela, bo ja pewnie na jego miejscu zachowywałabym się podobnie, hehe.
Nie no, ja osobiście podejrzewam, że specjalnie dali trudniejsze zadania, aby uatrakcyjnić turniej. A co, że może przecież ktoś przy tym zginąć, to już się nie liczyło.
- To prędzej ciebie stłuką na kwaśne jabłko - odmruknęła i już, już miała w sumie odpuścić i nie użerać się z tym osobnikiem choć przez chwilę, ale, gdy powiedział do niej laleczko, to się już zdenerwowała do reszty, bo czego, jak czego, ale nie znosiła, jak mówił ktoś tak do niej. Wtedy wyjęła różdżkę i machnęła nią, wymyślając pierwsze lepsze zaklęcie. A że nieraz jej się udają zaklęcia niewerbalne i, że tym zaklęciem było akurat Subitopelo, to cóż, tak bywa. Skutkiem tego było, że afro chłopaka powiększyło się do ogromnych rozmiarów. Dobra,. to przeraziło trochę Cir, ale nie dała po sobie tego poznać, w ogóle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 27
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Pon Maj 30 2011, 20:42

Wiadomo, Krzysiu pasuje do każdej sytuacji, a że Manu jest jego wielkim fanem i bardzo chciałby być taki jak on, ale niestety nie może. W każdym razie, on chętnie by go tu ujrzał, nawet jeśli nie w roli pana z kamerą i kwiatami, to może chociaż tego ordynatora albo pielęgniarza albo pacjenta albo przypadkowego przechodnia. Kogokolwiek.
Naprawdę, przydałby mu się ktoś, kto raczyłby go uratować ze szponów tej może i pięknej, ale jakże wkurwiającej persony, z którą był zmuszony przebywać – naprawdę, rzadko kiedy ktoś wzbudzał u niego taką irytację. Okej, rastamanu, wdech wydech i tak dalej, trzymaj fason luzaka i udawaj, że dalej masz to gdzieś, chociaż dopada cię ochota wybiegnięcia z płaczem i huknięcia drzwiami.
Zdołał nawet zignorować jej odzywkę, którą zgasiła jego ciętą ripostę tak jak Karol Sztrasburger gasi wszystkie świeczki i lampy i wszystko swoimi zajebistymi sucharami, ale niestety, na tym się nie skończyło, bo ta mała cholera cisnęła w niego zaklęciem I TO JAKIM.
Gdyby w normalnej sytuacji ktoś trzasnąłby w niego zaklęciem powodującym coś dziwnego z jego włosami, zapewne ryknąłby śmiechem albo chociaż rechotem albo chociaż cichym chichotem no w najgorszym wypadku by się uśmiechnął, ale tym razem ogarnęła go raczej złość, tym bardziej, że ciężko było mu zachować równowagę, jako że głowa strasznie mu ciążyła, aaaaaaaaaaaaaa, masakra jakaś.
- OSZALAŁAŚ COFNIJ TO NATYCHMIAST TY WYSŁANNIKU SZATANA – huknął, przytrzymując się ściany, by nie upaść; chciał tez ruszyć do drzwi i efektownie nimi trzasnąć, ale w porę wykalkulował, że on i jego nowe mega afro w rozmiarze XXXXXXL się w nich nie zmieszczą. Pięknie. Cudownie.
Złorzecząc pod nosem i klnąc siarczyście, ruszył chwiejnie w stronę jakiegoś krzesła, by po chwili na nim opaść.
- Skoro nie masz zamiaru mi pomóc, a tylko wkurwiać, to może sobie idź – zaproponował – Byłbym wdzięczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 26
Skąd : Dover
Galeony : 436
  Liczba postów : 473




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Wto Maj 31 2011, 19:04

On niestety nie może być taki jak Krzysiu, bo jest znacznie lepszy, ha! Ale faktem jest, że pan Krzysztof (Christopher po angielsku, ha!) na pewno swoją osobą wprowadziłby dodatkowe napięcie, które chyba było już niepotrzebne, bo i tak napięcie było ogromne i nie trzeba było go zwiększać, nie.
Gdyby tylko wiedziała, jak on o niej myślał. W sumie, to było czystą prawdą i nawet ona o tym wiedziała (tak, tak, wielu swoich wad była świadoma, jednak to nie znaczyło, że zamierzała z nimi coś robić, nie, nie). Kurczę, chciałabym zobaczyć, jak Manuel wybiega i malowniczo trzaska drzwiami, ale to takie... hm, nie powiem, że niemęskie, ale... no na pewno Cir pomyślałaby, że to nienormalne. Bo ja sama to raczej nie, chociaż w sumie nie wiem.
Na jego miejscu, gdybym była, to pewnie bym po prostu wkurzyła się na Cirillę i walnęła ją w policzek, a potem jakimś sposobem zmusiłabym ja do rzucenia zaklęcia odwracającego. Chociaż... nieelegancko jest, żeby mężczyzna bił kobietę.
- CHCIAŁABYM, ALE NIE PAMIĘTAM FORMUŁKI, TY CIULU NIEMYTY - no to pojechała po bandzie, ale o mało co nie roześmiała się, widząc manewry Manuela. Sama też usiadła na krześle, bo to jednak ciężko było tak ciągle stać.
- Nie mogę stąd wyjść - odparła, co w istocie było prawdą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 27
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Czw Cze 02 2011, 21:14

Oczywiście, wartka narracja Christophera z pewnością dodałaby nutki dramatyzmu, a napięcie sięgnęłoby zenitu (choć powoli zmierzało ku temu bez jego pomocy, bowiem Manu i jego cudowne plany trzaśnięcia drzwiami były równie efektowne). Dobra, ale może lepiej pomińmy te krzysiowe szczegóły, bo odchodzimy od tematu, a to niedopuszczalne.
Jest bowiem o czym pisać, doprawdy!
Wściekły Manu z czymś dziwnym na głowie i zdezorientowana, zirytowana Cir, która inteligentnie zapomniała formułki zaklęcia odwracającego to, które rzuciła, stanowili naprawdę cudowny duecik i zapewne zapewnią nam jeszcze mnóstwo rozrywki i wrażeń. Tym bardziej, że Rosadowski rozważał właśnie ciśnięcie w nią jakimś talerzem (i to nic, że takowych tu nie było, znalazłby bez problemu), jakimś narzędziem tortur albo najlepiej krzesłem. Bo ona śmiała jeszcze bezczelnie go wyzywać, wkurzając go tym jeszcze bardziej, i chyba jakoś jej się nie spieszyło do tego, by mu pomóc.
- TO SE KURWA PRZYPOMNIJ – huknął grubiańsko, wstając i wygrażając jej palcem, bo uznał, że gdyby groził pięścią, wyglądałby zbyt demonicznie i tak dalej, poza tym, stopniował napięcie. Hehe.
- Wynoś się, naprawdę, uprzejmie cię proszę – dodał jeszcze, bo jej obecność, wrodzone cwaniactwo i udawanie, że chce mu pomóc, a tak naprawdę napawanie się jego nieszczęściem i kompromitowaniem go jeszcze bardziej go zniechęcały i w ogóle stwierdził, ze w dupie ma całe to spotkanie, nie idzie na nie, nie szuka ordynatora i nie słucha wykładu, pójdzie na trzecie zadanie nieprzygotowany, znajdzie potwora, nie będzie umiał się obronić ani uciec przez nową uroczą fryzurę, zatem po prostu da się mu zjeść i zginie w chwale i chlubie jako bohater, który poświęcił swój nędzny żywot dla sławy i turnieju. Amen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 26
Skąd : Dover
Galeony : 436
  Liczba postów : 473




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Pią Cze 03 2011, 21:23

Nie no, ja tam nie jestem pewna, ale to chyba nie Manuel rzucał talerzami, prawda? Tylko twoja inna postać, ale nie pamiętam, która! Ale, by the way, Cir była zmęczona juz tym wszystkim, bo to całe jej naigrawanie się z Manuela już jej działało na nerwy. Nie no, ja sama jestem zmęczona i uprzedzam, ze ten post będzie dupny. Ale będzie beznadziejną dupeczką. W sumie, jej się jakoś nie spieszyło do pomagania bo, jej się nie chciało. Poza tym, ona nie znała zaklęcia, które mogłoby odwrócić skutek tego owłasiającego. No, ale przecież nie mogła pokazać, że tego nie potrafi. W ogóle to wkopali się w tą sytuację jakąś taką patową. (bo ja to bym dawno puściła Manu dalej, ale te głupie kostki nie chcą go puścić!)
- NIE PIERDOL, TYLKO SMARUJ DŻEMOREM - cisnęła w niego tę chyba wszystkim znaną kwestią, która powodowała, że nikt nie miał już pomysłu na odpowiedź. Zatykało go po prostu. Ale kurczę, zaczynała się bać, że on naprawdę coś jej zrobi, nawet, jeśli nie miał różdżki. Przecież mógł ją pobić, no! Ej, to nie było śmieszne.
- Gdybym mogła, to by mnie tu już dawno nie było, ale nie mogę ci powiedzieć, dlaczego nie mogę iść - odparła nadal w nerwach, jednak w porównaniu do wcześniejszej kwestii było to o wiele spokojniejsze. W ogóle zaczęła się bawić różdżką. Niedobrze. Chciała sobie dla rozładowania stresu popchnąć krzesło zacnym Flippendo, ale jakimś cudem, nie wiem, jak, te zaklęcie poleciało na Manuela, które go popchnęło i sprawiło, że się przewrócił. Dobra, nie tego teraz chciała.
- No co jest kurwa z tą pieprzoną różdżką? Nakierowali ją na niego, czy co? - poirytowała się wielce. W sumie, musiała im oddać różdżkę do sprawdzenia i nie wiadomo, czyn tam czegoś przy niej nie robili!
Podeszła do Manuela i podała mu rękę, by pomóc mu wstać. Tak, tak, ona.
- Dobra, przepraszam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 27
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Sob Cze 04 2011, 15:43

Ja również nie mam pojęcia, chyba Żak w Roberta, o ile dobrze pamiętam. Bo ogólnie rzucanie talerzami to bardzo zacny, przydatny i efektowny motyw rozstania/kłótni/czegokolwiek, gdyż dodaje on nutki dramatyzmu i podwyższa napięcie jeszcze bardziej niż narracja Ibisza. Ale lepiej skończmy już te dywagacje, bowiem Krzysztof się nie pojawił, nie pojawia i nie pojawi, a co za tym idzie, są sami. To znaczy są z nimi jeszcze włosy Manu, które po rzuceniu na nie zaklęcia chyba zaczęły żyć własnym życiem.
- NIE MIESZAJ W TO DŻEMORU – odparł gburliwie, o dziwo nie zatkało go na tyle, by nie mógł znaleźć odpowiedzi, taki był z niego cwaniaczek. Teraz za to Cirilla powinna być zawstydzona i zmieszana i w ogóle powinna czuć się fatalnie, należało jej się za to, że tak bezczelnie trzasnęła w niego zaklęciem. A po chwili jeszcze jednym, które popchnęło go na ziemię. Nosz kurwa! Miała szczęście, że pomogła mu wstać, bo w innym wypadku naprawdę by się pogniewał (ale nie, spoko, nie zamierzał jej bić, głównie dlatego, że wyglądała na tyle groźnie, że był przekonany, że by mu oddała, a tego nie chciał). Tymczasem ten geścik naprawdę go udobruchał, w związku z czym nieco ochłonął i postanowił ponowić próbę namówienia jej na to, by powiedziała mu, gdzie jest ordynator.
- Słuchaj – zaczął, ponownie siadając i upewniając się, że dziewczyna nie ma zamiaru znów zaatakować – Jeśli cofniesz to zaklęcie i powiesz mi, gdzie jest lekarz, to…. To… - cholera, nie miał pomysłu na argument – ZDEJMĘ KOSZULKĘ, na pewno ci się spodoba.
TAK!!! Teraz to już nie mogła odmówić, nie ma bata. Szczególnie, że dorzucił firmowy uśmieszek numer pięć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 26
Skąd : Dover
Galeony : 436
  Liczba postów : 473




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Sob Cze 04 2011, 20:10

No, ona pewnie z niego rzucała, tak, w końcu, miała za co! Rzucanie talerzami tak świetnie brzmi, jednakowoż może spowodować jakieś rany, a nawet śmierć (wycelowany idealnie talerz trafi w głowę i ta osoba upadnie i zemrze na miejscu), a na pewno szkoda jest niszczyć same talerze, szczególnie te cenne. Ale czasem trzeba się jakoś wyładować, niestety.
Dobra, miała mu już zarzucić jakiegoś suchara (suchary są zacne, hej ho), ale w sumie była dosyć zdziwiona, że jednak Manuela NIE ZATKAŁO. I ona naprawdę źle się czuła, ze te zaklęcie w niego trafiło. Te drugie. Bo te pierwsze rzuciła z premedytacją i akurat tamto mu się należało. Troszkę. Odrobinę. No, może nie, no, ale nie myślała, że tak łatwo umie nagle rzucać niewerbalne, no, litości, nie obwiniajcie jej tak, no. A gdyby nie żałowała tego drugiego zaklęcia, to chyba nie podałaby mu ręki tylko zostawiła go, by leżał dalej, prawda?
- Dobra, rób co chcesz, możesz nawet ściągać tą koszulkę - odparła, po czym wyciągnęła kartkę z instrukcjami co do turnieju, by wreszcie mu powiedzieć, gdzie ma iść. - Więc tak, masz wyjść na korytarz, a potem iść w tamtą stronę - tu właśnie mu ją pokazała, bo zbliżyła się do wyjścia - a potem wejść do kolejnego pomieszczenia po prawej, zrozumiano?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Wiek : 27
Skąd : Mexico
Galeony : -2
  Liczba postów : 310




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Sob Cze 04 2011, 20:13

- Hehe, żartowałem – odparł cwaniacko, bo nie miał zamiaru się tu obnażać, a następnie wysłuchał jej słów na tyle uważnie, na ile był w stanie. – Zrozumiano. Dzięki – dodał jeszcze, a następnie udał się w kierunku drzwi, z nadzieją, że to nieszczęsne spotkanie nie sprawiło, że ominie go tamten wykład.
Gdy wyszedł z pomieszczenia, jakiś czas zajęło mu ogarnięcie, gdzie też powinien się udać, bo muszę przyznać, że wciąż był nieco zdezorientowany, a w dodatku poczucie satysfakcji nieco przysłaniało jego jakże światły umysł. Ale spoko, po chwili się odnalazł i dotarł do odpowiednich (według niego) drzwi, z nadzieją, że to nie żaden głupi dowcip i naprawdę znajdzie tam osobnika, którego szuka.
Pchnął je lekko, bo nie były zamknięte na klamkę, a następnie wszedł i – ku swej wielkiej uldze – zobaczył stojącego na końcu pokoju mężczyznę, prawdopodobnie medyka, na co wskazywał jego biały ubiór. Odchrząknął, robiąc kilka kroków w jego stronę, ale facet nie zareagował, dlatego postanowił się odezwać.
- Dzień dobry, ee, ja w sprawie tego turnieju, miał być jakiś wykład… - zaczął trochę kulawo, bo uporczywe milczenie lekarza nieco go speszyło. Podszedł jeszcze bliżej, i wówczas, nim zdążył się zorientować, wszystkie cztery okna pootwierały się z hukiem, a do środka wleciała wielka chmara jakichś dziwnych latających stworzonek, a wszystkie najwyraźniej frunęły w jego stronę. Ruszył prędko w stronę drzwi, jednocześnie dedukując, że, sądząc po kolorze, muszą być to żądlibąki, te cwaniaczki, które powodują lewitację. Byłyby całkiem spoko, gdyby nie fakt, że wszystkie próbowały go użądlić. Nim zdążył dopaść drzwi, stojąca obok szafka zwaliła się na ziemię z głośnym hukiem, uniemożliwiając mu przejście.
Zawrócił zatem, usiłując opędzać się od owadów rękami, co było bez sensu, bo raz po raz cwaniaczki rzucały się na niego, by go użądlić, a gdy poczuł ukłucie, po którym nie nastąpiło nic w stylu lewitacji, dotarło do niego, że przecież to musi być inna odmiana, ta powodująca wysypkę; w istocie, po chwili zauważył, że pojawia się ona gdzieś w okolicach rąk i zaczął panikować, bo nie był pewien, co się stanie później. A w dodatku ten pieprzony lekarz wciąż nie reagował – może było z nim coś nie tak? Merlinie, może te potwory zaatakowały i jego?
Uciekając przed paskudami szedł tyłem, zbliżając się w stronę otwartego okna, którego oczywiście nie widział, bo nie był na tyle genialny, by mieć oczy z tyłu głowy. A szkoda, bowiem po chwili przyspieszył, wpadł prosto na otwarte okno, przewrócił się i huknął głową w parapet, a co za tym idzie, upadł na ziemię i chyba nawet stracił przytomność, bo zrobiło się mu bardzo ciepło i bardzo ciemno.
Tak oto największy pechowiec turnieju, Manuel Noe (ach to biblijne imię!) Rosado, zakończył efektownie swój udział w trzecim i ostatnim etapie turnieju trójmagicznego, nawet o tym nie wiedząc.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   Wto Sty 07 2014, 20:22

Londyn... To takie duże miasto i można zdać sobie sprawę z tego, gdy idziesz szybkim krokiem nie zważając na nic. Nawet nie myślał o tym kogo chciałby teraz zobaczyć. Miał to wszystko serio gdzieś. Zmieniał zdanie jak kobieta w ciąży... Choć zabawne, że nie był kobietą... Ale ktoś ktoś miał być dla niego, właśnie się zaokrąglił w partiach brzucha, by za dziewięć miesięcy wyrzucić z siebie "problem". Tak to pojmował teraz Casper. Nie szedł tam, żeby obiecać jej, że weźmie za siebie odpowiedzialność, wezmą ślub, a on zostanie wzorowym ojcem. Właściwie to... Niedokładnie znał swój plan działania, ale z pewnością obejmował jedynie zdanie "jeśli testy ojcostwa wskażą mnie, co jakiś czas dostaniesz kasę". Nie mniej, ani więcej. Czasem to powinno wystarczyć. Podobno pieniądze szczęścia nie dają, dają je zakupy, więc miejmy nadzieję, ze CoCo będzie miała uśmiech na twarzy przy wydawaniu tego, co on zamierzał po prostu ogarnąć. Już drugi raz się nie zaskoczy. Ledwo się powstrzymywał... Wszak cisło mu się na twarz kilka nazwisk, które z pewnością powinni zrobić ten pieprzony test. I miał szczerą nadzieję że nie wskaże on jego. Nie. On nie miał mieć więcej dzieci. Przywiązał się do jednego dzieciaka na tym świecie, to z nim spędzał czas. Kimkolwiek będzie drugie dziecko... To Caspra nie pozna. To była ostateczna decyzja składająca się na przesyłanie tylko pieniędzy. I może teraz wyszedł na skurwysyna, ale nie żal życia, gdy okazuje się ono bagnem, w którym się człowiek topi bez końca. Westchnąwszy zatrzymał się przed szpitalem wyciągając paczkę papierosów, odpalił jednego tworząc kółka z dymu... Właściwie to stał przed starym centrum handlowym, a jakieś panny chyba go wzięły za kogoś pro, bo zaczęły bezsensu chichotać. Splunął jak na mężczyznę dojrzałego przystało i wszedł do środka. Nie zatrzymał się na recepcji, ale zaraz tego pożałował. Nie wiedział gdzie ginekologiczny, albo odćpunowy, albo zamknięty. Któryś z tych trzech zamieszkiwała możliwe, że matka jego dziecka, choć wolał powiedzieć kilka słów po chamsku niż się przyznać do tego, że znów będzie tatusiem. Był frajerem, właśnie boleśnie się o tym przekonywał po raz drugi. Związki to pomyłki... Ile to już zjebał pseudoprzyjaźni przez kobiety? Nieważne. Nie chciał tego liczyć, nie będzie jej robił rachunku sumienia, w istocie usłyszałby tylko "zrobiłeś co chciałeś". A tego by nie zniósł, rozniósłby ściany, wyrzucił z siebie cały jad na nią. I choć słowa byłyby wtedy przerostem nad tym co się działo, to dopiero wtedy by poczuł ulgę. Gdzieś swoje ujście odnalazłaby frustracja, a teraz zamknięta biegała jak wariatka od ściany do ściany. Oby CoCo nie otworzyła drzwi, niedobrze jest wypuszczać coś tak niebezpiecznego... Szczególnie jak się było w zagrożonej ciąży.
Przeszedł po kilku korytarzach, wreszcie zapytał kogoś o informacje i dopiero po kilkunastu minutach dreptania po Mungu znalazł się przed odpowiednią salą.
Nie pukał. Uprzejmości się skończyły.
Podszedł do łóżka. Nie powiem, że bezszelestnie, lecz na pewno powoli i Bóg mi świadkiem, że wyraz twarzy miał mordercy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Odział Położniczo-Ginekologiczny   

Powrót do góry Go down
 

Odział Położniczo-Ginekologiczny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Szpital i przychodnia lekarska

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-