Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Urazy pozaklęciowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość




Student Ravenclaw
Wiek : 25
Skąd : Irlandia
Galeony : -17
  Liczba postów : 398




Gracz






PisanieTemat: Urazy pozaklęciowe   Sob Cze 12 2010, 19:01

First topic message reminder :


Urazy pozaklęciowe
Przedostatnie, czwarte piętro w całości zajmuje oddział urazów pozaklęciowych. Każdy z pacjentów trafił tu z powodu nieusuwalnych uroków, niewłaściwych zastosowań zaklęć, klątw, bądź też z innych, podobnych powodów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 27
Skąd : Obecnie Londyn...dawniej Tokyo Japonia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 903
Dodatkowo : teleportacja, wężoustość
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4177-kamenashi-seo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6949-kamenashi-seo




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Nie Lip 15 2012, 12:43

- No pięknie to mi podniosłaś samoocenę. Ja tu myślałem, że jestem słodki i dlatego na mnie leci a tutaj wychodzi na to, że robi to aby zrobić tobie nazłość - Powiedział i zrobił słodziutką minkę i wyglądał prawie jak szczeniaczek. Jak by ktoś to jeszcze zobaczył na pewno skoczył by poziom cukru. Jednak po powrocie do tematu jego brata jego mina zrzedła.
- Nicuś posłuchaj, jak na razie mam dosyć kłótni i takich tam. Czy dla ciebie naprawdę mało jeszcze kłopotów. Może kiedyś przy jakiejś niemiłej okazji go zobaczysz, ale na pewno go nie zaproszę do domu i dla mnie temat jest już skończony - Powiedział spokojnym acz kolwiek tym samym stanowczym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 347
  Liczba postów : 360




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Nie Lip 15 2012, 12:52

Na jego minę zaśmiała się. Wyglądał jak szczenię które od razu chciałoby się przygarnąć. No cóż Nico już dawno go przygarnęła… Nawet lepiej to on ją przygarnął. Nie chciała dalej drążyć tematu więc spojrzała po prostu mu w oczka i szepnęła cicho że go kocha.
- Wiesz że pachniesz Kwiatem róży i pomarańczą?? A do tego mała nutka wanilii.- Uśmiechnęła się szeroko. Nie wiedziała co się dzieje u niej w domu a bardzo chciała by ta przyszła. No i jakby jej babcia czytała jej w myślach pojawiła się w drzwiach Sali. Spojrzała na nich i pokazała ręką by się nie ruszali bo wyglądają pięknie. Podeszła blisko i na głowie dziewczyny zrobiła mały krzyżyk a Kame pogłaskała po głowie.
- I co?? Najadłeś się strachu co??- Spojrzała na Kame i uśmiechnęła się- Byłam u lekarzy… Nico… Jesteś już prawie zdrowa. Musisz brać jeszcze jakiś eliksir na gojenie się ran i będzie dobrze.
Sama Mary zauważyła że jej babcia zwróciła się do niej jak Kame. Młoda uśmiechnęła się szeroko. Babcia odciągnęła ją od myśli o tym jak Kame wygląda nago.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 27
Skąd : Obecnie Londyn...dawniej Tokyo Japonia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 903
Dodatkowo : teleportacja, wężoustość
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4177-kamenashi-seo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6949-kamenashi-seo




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Nie Lip 15 2012, 13:03

Na stwierdzenie dziewczyny aż się uśmiechnął się lekko i wtulił się delikatnie w nią. Autentycznie kiedy zobaczył znajomą postać tej starszej Pani chciał od razu zerwać się na nogi, jednak ta go uprzedziła.
- Strachu...ja byłem po prostu przerażony. Normalnie spanikowałem na początku, ale na szczęście szybko w miarę trzeźwo pomyślałem - Mruknął cicho i uśmiechnął się lekko.
- Będę pilnować Nico aby nie zapomniała o tym...O i dziękuję Pani. Chyba Pani jest jedyną osobą która patrzy na mnie stosunkowo normalnie. Szkoda, że Pani syn nie jest tak pozytywnie nastawiony - Powiedział i uśmiechnął się lekko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 347
  Liczba postów : 360




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Nie Lip 15 2012, 13:10

Babcia Mary spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.
- Bo ja nie patrzę oczami tylko duszą- szepnęła i położyła przy nich fiolkę z eliksirem który Mary miała pić i teraz jej zachowanie przypominało zachowanie matki. Ucałowała Kame i Mary w czoło uśmiechając się- Mary może już wracać do domu. Będzie miała tam najlepszą opiekę, Ciebie Kame.
Mary uniosła głowę i uśmiechnęła się szeroko. Popatrzyła na Kame z lekkim uśmiechem na twarzy. Usiadła. Jeszcze z 10 może 20 minut i Mary zaczęłaby robić dziwne rzeczy. Wstała i podbiegła do babci wtulając się w nią mocno. Gdy ta wyszła odwróciła się do Kame.
- Wracamy do domu?? Nie chce już tu być… no ale najpierw coś ubiorę ok.??- Przywołała ciuchy z Domu Kame. Ubrała jakąś spódniczkę i bluzkę zwiewną bo było dość ciepło.- Ja stawiam o.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Wiek : 27
Skąd : Obecnie Londyn...dawniej Tokyo Japonia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 903
Dodatkowo : teleportacja, wężoustość
  Liczba postów : 881
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4177-kamenashi-seo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6949-kamenashi-seo




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Nie Lip 15 2012, 13:16

Kame popatrzył się na Nico. Wstał z łóżka i chwycił eliksir i podszedł do niej.
- Wracajmy do domu - Powiedział i wziął głęboki wdech. Chwycił ją za rękę i starł się skupić na tym aby pojawić się w domu, jednak jakoś nie mógł się skoncentrować na jednej rzeczy. Dopiero po chwili wywalił ze swojej głowy wszystkie niepotrzebne myśli i po cichym pyknięciu już ich nie było.
z/tx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 527
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 657
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4434-skyla-astrid-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5104-stars-on-the-skyla
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4460-papuzka-aurelia-farge




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Sob Sie 03 2013, 15:08

Nie miała pojęcia, ile była nieprzytomna, ale pielęgniarka uklepująca jej poduszkę, powiedziała komuś siedzącemu obok, że była to ponad doba. Doba, którą Skyla spędziła na uciekaniu przed granicą, na ignorowaniu tego smrodu stęchlizny wydobywającego się z ziemi, która wcześniej wydawała jej się tak szalenie miękka, pachnąca, zachęcająca do położenia się i oddania się temu uczuciu spokoju, temu słońcu, które tak łagodnie pieściło wtedy jej twarz. Wtedy jeszcze nie chciała uciekać, było jej zbyt ciężko, zbyt dobrze, zbyt ciepło, aby wstać.
I przeciąć śmiechem niebo, które rozbrzmiałoby hukiem błyskawic.  
Obudziła się zalana potem, przerażona. Mrugała powiekami, próbując przywrócić obrazom kontury i kolory, które były przecież nieodłączną częścią świata Quinley. Uciekła przed granicą, niebo z zastygłymi piorunami nie zawaliło jej się na głowę, chociaż echo krzyku było dalej odczuwalne, poniżej lewej piersi, tam, gdzie mężczyzna ugodził ją nożem. Oślepiające światło napierające ze wszystkich stron, zmusiło ją do ponownego przymknięcia powiek. Ignorując znajome głosy, dopingujące ją do odzyskania świadomości, ponownie zapadła w sen, twardy i bez żadnych snów, wywołany zapewne przez zioła uzdrowicieli Munga.
Obudziła się w nocy.
Z początku trudno było jej dopasować tę ciszę, ten obrazek pokoju, który przypominał ich hogwarckie skrzydło szpitalne, do tego co działo się na g r a n i c y. Rzeczywistość nigdy aż tak bardzo nie mieszała się Skyli z fantazją, wszystko się mieszało, Quinley nie mogła uporządkować wydarzeń.
1.Węgorze.
2.Czarodziejożercy.
3.Menele.
4.Pościg.
5.Nóż.
6.Granica.
Znaleziona na nocnym stoliku obok kartka, prawdopodobnie z receptą, zaraz zapełniła się taką listą, powtórzoną kilka razy. Wszystko w dalszym ciągu było rozmyte, do Quinley z trudem dotarło, iż osobą, śpiącą na krześle przy jej łóżku jest jej własna matka, z lekko rozwartymi ustami, świszczącym, urywanym oddechem, z rozmazanym, kolorowym makijażem, z zastygłym wyrazem stresu na uśpionej twarzy. Kształtu obok nie potrafiła zidentyfikować, chociaż może i jej się to nawet udało, moment przed następnym przypływem bólu i kompletnym odpływem świadomości. Zapadła w ten stan, którego nie można było nazwać snem, a który jedynie dawał złudzenie, iż dusza Sky jest nieobecna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Sob Sie 03 2013, 22:54

Kolejny dzień w Hogsmeade przed rozpoczęciem roku szkolnego znowu mijał Grace w bardzo przyjemnej atmosferze. Naprawdę, odkąd tu przyjechała była codziennie w wyśmienitym humorze i miała w sobie tyle energii, że z chęcią urządziłaby jakąś dziką imprezę czy coś w tym rodzaju. Podjęła jednak jakże dojrzałą decyzję, że z tym to lepiej poczekać do Hogwartu, bo jak na razie duża część jej znajomych nie jest jeszcze na miejscu. Wstała sobie standardowo bardzo wcześnie, aby to jak najdłużej korzystać z dnia. Na śniadanie zjadła pożywny, morelowy jogurt i wyruszyła do pobliskiego warsztatu miotlarskiego, aby to odebrać swoją ukochaną miotłę, która podczas wakacji uległa, ekhm, małemu wypadkowi. Po wykonaniu tejże czynności wróciła do wynajmowanego na parę dni małego pokoiku z zamiarem zajęcia sobie czasu czymś pożytecznym, bo najbliższe godziny zapowiadały się dosyć nudno. Nawet umówić się z kim nie miała, no tragedia! Postanowiła więc upiec przepyszną (to znaczy, to się dopiero okaże!) tartę z kremem waniliowym i truskawkami, bo akurat na taką właśnie miała ochotę. A że kucharką była dość niezłą, więc i wszystkie przygotowania poszły sprawnie. Gdy miała już zalewać kruchy spód gorącą masą, na parapecie niewielkiego okienka przystanęła sowa. Sowa jej matki. Pomknęła w jej stronę, odwiązując z nóżki ptaka niewielki list. Pomyślała, że pewnie zapomniała czegoś ważnego z domu i Maxime jej o tym przypomina albo coś w tym rodzaju. Na pewno nie przewidywała tego, co faktycznie było tam napisane. Sky miała wypadek, jest w Mungu. Przyjedź szybko. Normalnie nogi się pod nią ugięły! Pieprzyć ciasto, trzeba lecieć do szpitala! Uwierzcie, jak zawsze trochę bała się teleportować, to teraz zrobiła to w mgnieniu oka, znajdując się w holu najbardziej znanej czarodziejskiej placówki medycznej. Tam zobaczyła swojego ojca, który jakoś nerwowo przestępował z nogi na nogę. Nie, to nie była przyjemna atmosfera.
- Jejku tato, co się stało? - zapytała, a mężczyzna zwięźle wyjaśnił jej wszystkie okoliczności wypadku. Nie minęło pięć minut, gdy Grace nieco bezceremonialnie wparowała do sali, w której leżała jej siostra. Przysiadła na skraju łóżka, zupełnie nie zważając, że to nie było do końca dozwolone. Ale co tam. I uwierzcie, była naprawdę przerażona. Jej rodzinna natura objawiała się teraz ze zdwojoną siłą.
- Na Merlina, coś ty narobiła? Kurde, ja wiedziałam, że ta Japonia to jest dziwna sprawa i w ogóle, ale żeby kończyć wakacje w szpitalu? No weź, Sky, wystraszyłaś mnie. Ale widzę, że żyjesz, to już mi lepiej przynajmniej. I mam nadzieję, że Tobie też. Słabo wyglądasz. Robiłam ciasto, mogłam ci przynieś, bo chyba lubisz moje tarty. Ojejku, zawsze napędzasz mi takiego stracha! - nie wiem, czy był to efekt szoku lub przerażenia, ale Gigi chyba nie zauważyła, że jej przyrodnia siostra jeszcze nie do końca kontaktuje z rzeczywistością. Nie ważne. Przynajmniej mogła sobie przy niej siedzieć i służyć pomocą jak najlepsza pod słońcem starsza siostra. Co z tego, że o niecałe pół roku. Ale starsza!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 527
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 657
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4434-skyla-astrid-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5104-stars-on-the-skyla
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4460-papuzka-aurelia-farge




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Nie Sie 04 2013, 17:21

Zioła podawane przez uzdrowicieli działały bardzo odurzająco i chociaż dzięki temu Skyla nie czuła tych przypływów bólu, promieniujących z rany przy każdym, nawet najmniejszym ruchu, zdawała się oderwana od rzeczywistości. Kompletnie.
Bardziej niż zwykle, w każdym razie.
Zdarzało jej się zapatrzyć szklistym wzrokiem w ścianę, ignorując wszelkie próby kontaktu, pytania o samopoczucie, o to co się wydarzyło na tamtym targu. Uzdrowiciele stopniowo zmniejszali dawkę i wtedy rzeczywistość docierała do Skyli. Która raz po raz unosiła szpitalną koszulę, wpatrując się w oplatający ją bandaż, dotykając delikatnie miejsca, w którym Japończyk zanurzył nóż. Podobno rana była bardzo głęboka i Skyla wyszła z tego cudem oraz zręcznością i zdeterminowaniem tutejszych Uzdrowicieli. Gdyby ten Japończyk im wtedy nie pomógł, Skyla niechybnie by się wykrwawiła. Jednakże kiedy ktoś z personelu zaczynał jej tłumaczyć co dokładnie miała przerwane, Skyla zasypiała, często w pół jego słowa, w zastygłej dłoni trzymając jeszcze długopis i kartkę, którą zapełniała wciąż tą samą listą.
Popołudniu z pół drzemki obudził ją inny znajomy głos. Młodsza Quinley miała trochę trudności z dopasowaniem go do konkretnej osoby, ale w końcu rzeczywistość zdołała przebić się przez tę mgiełkę stworzoną przez zielarskie specyfiki anty bólowe i inne eliksiry, którymi uzdrowiciele faszerowali ją z upierdliwością bzyczącej nad uchem muchy. Tak, kiedy to już wszystko minie, Skyla zrozumie, że tylko dzięki nim przeżyła, teraz natomiast jedynie mruczała pod nosem niezadowolona "skrócić o głowę" ilekroć pielęgniarka przychodziła wlać w nią następną porcję specyfiku, wybudzając ślizgonkę z tego stanu otępienia, który zdawał się jej wybawieniem, ilekroć zastygły pod jej piersią krzyk znowu zdawał się palić żywym ogniem. Najgorzej było jednak, kiedy zmieniali jej opatrunek.
Skyla trzymała wtedy oczy zamknięte, chociaż ryzykowała tym, iż obrazy, których tak się teraz bała, powrócą. Łąka, która zmieniła się w tchnące stęchlizną pobojowisko, przecięte przez pioruny niebo, które zdawało się jej walić na głowę, granica, która z początku tak zachęcająca, zaczęła się natarczywie zbliżać, parząc każdą komórkę ciała Skyli.  
- Grace, to były węgorze - przymknęła oczy, zdając się na wysiłek ostrzeżenia swojej siostry przed tymi kreaturami tym zdawkowym wyjaśnieniem. W normalnych okolicznościach zapewne zasypałaby ją kwiecistym streszczeniem wydarzeń, miliardem epitetów, ale... trudno jej się było wysłowić przez tę mgiełkę, która zasłaniała jej Grace. Skyla podniosła rękę, wykonując nią jakiś bardzo męczący ruch, aby tę mgiełkę odgonić, ale słowa dalej docierały do niej z opóźnieniem i a mgiełka dalej przysłaniała dziewczynie rzeczywistość. Do tej pory Skyla naprawdę nie zdawała sobie sprawy z tego, jak te czarodziejożerne mutanty są niebezpieczne. Teraz jednak wszystko było jasne - Sky chciała ukrócić monopol cwanych węgorzy na sprzedawanie ryb w Japonii i jedzenie czarodziei, zapewne był to wielo miliardo galeonowy interes, dlatego węgorze zareagowały. I na co ci to było, Sky?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Nie Sie 04 2013, 17:42

Grace również nie podobało się to, że krążyło wokół nich tak dużo personelu. Nie była tu długo, a już jakaś podstarzała, aczkolwiek stosunkowo sympatyczna pielęgniarka kazała jej zejść z łóżka siostry i wstrzyknęła jej jakiś specyfik, który prawdopodobnie z niesłychaną szybkością rozlał się po ciele Ślizgonki, pokonując miliony cieniutkich jak nici naczyń krwionośnych. Bała się, choć cały czas utrzymywała swój umysł w przekonaniu, że to musiał być tylko niegroźny wypadek. Skyla żyje, oddycha, jakoś tam się porusza. Ale głupia też nie była i pomimo tego, że najchętniej utrzymywałaby się w twierdzeniu, że to tylko niewinne skaleczenie rozumiała, że w tej przeklętej Japonii musiało stać się coś, co w ogóle nie powinno mieć miejsca. Ojciec pokrótce opowiedział jej co się stało: jakiś menel, nóż pod żebrami, ratujący dziewczynę Japończyk. Dla kogoś, kto pojawił się w szpitalu nagle jak Grace na razie nie było to do końca zrozumiałe. Jakim cudem ktoś mógł tak po prostu dźgnąć jej siostrę  ostrym narzędziem? Co ona w ogóle robiła? To jednak nie był najlepszy czas na takie pytania, zdecydowanie. Zwłaszcza, że gdy Skyla słabym głosem jej odpowiedziała, zreflektowała się, że wcześniej zarzuciła ją niepotrzebnym potokiem słów. Raczej nigdy nie próbowała opanowywać swojego nawyku, ale to była całkiem inna sytuacja. Ważniejsza. I chodziło o kogoś, kto w jej życiu odgrywał znaczącą rolę.
- Jakie węgorze? Sky, spokojnie już. Nie ma tu żadnych węgorzy. To znaczy ja nie widzę, ale no nie wiem. Opowiesz mi wszystko, ale to potem. Teraz chyba musisz odpocząć, tak przynajmniej mówią ci wszyscy przemądrzali uzdrowiciele. I tata też tak mówił. - chwyciła siostrę za rękę, żeby jakoś pokazać, że naprawdę się przejęła i wspiera ją całym serduszkiem. Kurczę, nie tego oczekiwała po przyjeździe młodszej Quinley z Japonii! Miały wyskoczyć razem na ognistą, a nie spotykać się w tak niesprzyjających okolicznościach. W ogóle dawno z nią nie rozmawiała i dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę. Nawet nie do końca wiedziała o co chodzi z tą całą sprawą z Ollym, bo ktoś jej powiedział, że Krukon postanowił gdzieś wyjechać. Nagle tyle pytań przychodziło jej do głowy i trudno było opanować jej własny język, żeby ich nie zadać.
- Chcesz coś do jedzenia? Albo do picia? Sama nie wiem, jeejku.- westchnęła, smutno patrząc na średnio ogarniającą rzeczywistość Ślizgonkę. Byleby szybko wyszła z takiego stanu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 527
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 657
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4434-skyla-astrid-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5104-stars-on-the-skyla
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4460-papuzka-aurelia-farge




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Nie Sie 04 2013, 20:14

Ślizgonka tak bardzo chciałaby opowiedzieć Grace o tym wszystkim, o krzyku, który przeciął jej ciało, o błyskawicach, wywołanych śmiechem, och tak bardzo chciałaby jej to zobrazować, podzielić się z kimś tym poczuciem bezradności, poczuciem, iż w pewnym momencie promienie słoneczne muskające jej nieruchome dłonie zaczęły się przez nie przelewać, łudząco przypominając życie Sky, które właśnie traciła, oddawała z własnej woli, na rzecz tej chwilowej przyjemności przejścia przez granicę, a później tego wszystkiego tak żałowała i och.
Zasnęła. Nie zdążyła powiedzieć Grace, że ma niesamowitą ochotę na jej tartę. Myśli nie kołatały się już tak szaleńczo, Skyla wreszcie odpłynęła w ramiona twardego snu, wywołanego przez zioła uzdrowicieli. Różowe włosy spoczywały na wykrochmalonej poduszce, grzecznie czekając, aż ich właścicielka się obudzi i znowu przeprowadzi na nich różne eksperymenty, nadając im iście baśniowe kolory.
Obudziła się kilka godzin później. Kilkakrotnie zamrugała powiekami, po czym uniosła kołdrę i kolejno koszulę, delikatnie dotykając opatrunku. Wciąż była obolała, zioła znieczulające przestawały działać, ale dzięki temu mgiełka się rozproszyła, Skyla mogła się skupić. Zjadłaby coś. Zjadłaby tę tartę! Ech. Zakryła się, po czym rozejrzała się po pomieszczeniu. Okno było zasłonięte, światła przygaszone, jedynie świeca na stoliczku obok łóżka dawała jakieś światło.  
- Grace? - zwróciła się do siedzącej obok siostry, zastanawiając się, ile spała i ile Gracie musiała tu już czekać. Pewnie była na jakiejś kawie czy coś, uznała Sky, próbując się podnieść przynajmniej do pozycji siedzącej, ale kiedy rana zaalarmowała ją przeszywającym bólem, ślizgonka opadła na poduszkę, wzdychając ciężko. Gdyby nie te wszystkie specyfiki i fakt, że znalazła się w Mungu, a nie jakimś innym szpitalu, zapewne byłoby o wiele gorzej. Na przykład mogłaby już leżeć w różowej trumience. Zapewne zamiast bukietu trzymałaby przewiązane wstążką nożyczki, byłaby to prośba matki. We włosach miałaby wpięte jakieś motylki. Ciekawe, czy ładnie by ją uczesali! - Nie zdążyliśmy im uciec. Tam, w Japonii. - powiedziała po chwili, wpatrując się w nierówności sufitu, przymykając na chwilę oczy. Zaraz jednak przeniosła spojrzenie niebieskich tęczówek na swoją przyrodnią siostrę, okręcając się przy tym lekko, nie zapominając, aby jęknąć z bólu, ot tak, na zapas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Pon Sie 05 2013, 00:51

Skyla zapadła w sen na parę godzin i Grace ani nie było w głowie, żeby ją przypadkiem obudzić. W międzyczasie ochłonęła trochę z tego popłochu, z jakim tu przybyła i dowiedziała się od matki, co konkretnie zaszło. Maxime zresztą sama do końca nie znała szczegółów i nie było w tym nic dziwnego, ale przynajmniej po części rozjaśniło jej to sytuacje. Choć i tak najlepszą wersję na pewno opowie jej Sky. Ale jeszcze nie teraz. Kiedy tak jej siostra głęboko spała, starsza panna Quinley zdążyła pożegnać się z rodzicami, którzy po szczerych obietnicach rudowłosej, że będzie przy ich rannej pociesze czuwać zapowiedzieli swój powrót do Munga następnego dnia w godzinach porannych oraz wyjść do szpitalnego sklepiku, w którym dla siebie kupiła jakiś nieduży sok pomarańczowy oraz opakowanie orzeszków w czekoladzie. Nie była głodna, ale może Skyla będzie miała na nie ochotę. W końcu to zawsze lepsze niż pozbawione smaku papki, które z reguły podawane były w takich placówkach. Nie minęło dziesięć minut od jej powrotu, kiedy to różowowłosa szczęśliwie powróciła do świata żywych.
- Niee, Humphrey idiotko. Wiadomo, że Grace. Przyniosłam ci orzeszki, może akurat jesteś głodna. - podsunęła jej gdzieś w okolice dłoni otwarte już opakowanie i wzdrygnęła się nie na żarty, kiedy jej siostra wydała z siebie jęk. To tak bardzo nie pasowało do tego, jaka była na co dzień. Taka bajkowa. A w bajkach nie było miejsca na ból, szpitale i inne straszne rzeczy. To do niczego nie pasowało.
- Nie wiem, komu nie zdążyliście uciec, ale lepiej się nie ruszaj. Bo widzę, że Cię strasznie boli. W ogóle jakim cudem ty się w takiej sytuacji znalazłaś? Byłaś tam sama czy naprawdę mam iść i zahipnotyzować kogoś, żeby ogolił się na łyso albo coś w tym rodzaju, za to, że dopuścił do czegoś takiego? - ohoho, opiekuńcza Gigi. Tak naprawdę to na co dzień próżno byłoby szukać w niej takich zachowań. Kochała swoją rodzinę i z siostrą pragnęła mieć dobry kontakt, ale to nigdy nie było coś przesłodzonego. Teraz wolała jednak trochę oczyścić atmosferę. Rozglądnęła się po sali, czy aby nie ma tu jakiejś wścibskiej pielęgniarki i znowu delikatnie przysiadła na skraju łóżka, sama częstując się pysznymi orzeszkami.
- Myślisz, że wypuszczą cię do rozpoczęcia roku? Wiesz, głupio byłoby przegapić ucztę powitalną i w ogóle. Pewnie sporo osób będzie o ciebie pytać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 527
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 657
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4434-skyla-astrid-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5104-stars-on-the-skyla
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4460-papuzka-aurelia-farge




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Pon Sie 05 2013, 03:28

Miała już serdecznie dość tego odrętwienia, tej mgiełki, tego sufitu, którego faktury zaczęła uczyć się już na pamięć. W ogóle miała dość leżenia nieruchomo w jednym miejscu, będąc zdana na łaskę i niełaskę uzdrowicieli. Była im wdzięczna, niewymownie wdzięczna, aczkolwiek z natury żywotna ślizgonka, oczywiście w chwilach względnej świadomości, irytowała się niesamowicie, ponieważ po prostu nie potrafiła wyleżeć w łóżku całego dnia. Nie wiedziała co prawda ile dni minęło, czy szkolne wakacje w Japonii dobiegły końca, dopiero teraz, po raz pierwszy od kilku dni udało jej się przebić do rzeczywistości, pokonać mur, który dzielił ją i zmartwione głosy rodziców. Potrzebowała też jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, zapewnienia, że jednak nie przekroczyła przez granicę, a tymczasem wszyscy obawiali się nawet musnąć jej dłoń, bojąc się, iż najmniejszy dotyk spowoduje ból, sprawi, że w tym momencie tak krucha i drobna Skyla rozpadnie się na kawałeczki. Kiedy świat przysłaniała mgiełka, ból jej nie dokuczał, zastygły pod lewą piersią krzyk dało się ignorować. Natomiast kiedy zioła przestawały działać, ból wzrastał, zaczynał się przypływ. Teraz natomiast, pomimo tego, iż Skyli udało się przebić przez otępienie, rana nie przypominała o sobie tak często, o ile Sky leżała nieruchomo.
- A on tutaj w ogóle jest? - zapytała się, w myślach skracając brata o głowę. - W sumie nie słyszę gderania nad głową, pewnie jeszcze nie wrócił z tego swojego stażu... czy gdzie on tam pojechał. - westchnęła, chociaż w głębi duszy pewnie jednak chciałaby porozmawiać z Humphrey'em. To takie prozaiczne i zwyczajne, te jego wszystkie morały. Rzadko, bo rzadko, ale jednak zdarzało się, iż Humph potrafił sprowadzić swoją siostrę na ziemię. Przydałoby się jej coś takiego, po tej psychicznej huśtawce, która wciąż jeszcze była na tyle wysoko, że Skyla nie dotykała stopami ziemi.
- Nieee no, już nie aż tak, jak wtedy, kiedy próbowałam przejść granicę. - powiedziała, co zapewne Grace mogło wydać się niejasne, ale Sky założyła, iż jej siostra zrozumie, że chodziło o moment w którym Quinley otarła się o śmierć. Wzięła kilka orzechów z podsuniętej torebki i zjadła z zapałem. Co prawda nie wiedziała czy już może jeść takie rzeczy, ale yolo, już raz była na granicy śmierci, podobno praktyka czyni mistrza. W ogóle nie pamiętała, aby coś jadła przez ostatnie dni, chociaż z pewnością pielęgniarki czymś ją tam karmiły. Biedna, po prostu nie była tego świadoma. - Byłam tam z Aaronem. Lawyersem, kojarzysz? I wiesz, bo w ogóle węgorze polowały na mnie i Joshuę i ja chciałam je złapać, bo one są czarodziejożerne. Ale nasłały na mnie swoich ludzi, meneli z jakiejś meliny za wioską, no i... - tutaj chwila na prezentacje; podniesienie koszuli i zaprezentowanie Grace opatrunku. - No i stało się. Wściekli się, kiedy jednemu z nich przyłożyłam w twarz wędzonym węgorzem. Pewnie uznał to za kanibalizm. - stwierdziła i jeszcze raz spróbowała podnieść się na poduszce. Tym razem wyszło znacznie lepiej, prawie udało się jej usiąść. - Och, mam nadzieję... - strapiła się. - W razie czego, powiesz im co się stało, prawda? I ostrzeż ich przed węgorzami. Ostrzeż Scarlett, Zoe, Dahlię, Lailę, Olivera, Joshuę, Violet... och, chyba muszę napisać Olliemu, co się stało. - dodała pod koniec, tym samym odgadując przyczynę znanego już uczucia ciężkości, które wbrew pozorom wcale nie było wynikiem działania silnych ziół przeciwbólowych. Po prostu brakowało go Skyli, brakowało go jej tak niesamowicie, iż znowu zjechała z tej wykrochmalonej poduszki, wlepiając spojrzenie w sufit. Gdyby umarła tam na targu, Ollie by się pewnie nawet nie dowiedział. Bo od kogo? Favian był przecież w Azkabanie.
W zasadzie to szkoda, że nie przekroczyła wtedy tej granicy, pomyślała sobie. Przynajmniej teraz nie musiałaby mrugać tak energicznie, żeby odgonić napływające do oczu łzy. Zawsze oczywiście może powiedzieć, że to z bólu. Chociaż wtedy pewnie znowu ją nafaszerują.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Wto Sie 06 2013, 13:26

To ja już wolę sobie nie wyobrażać, co przeżywałaby Grace, gdyby to tak ją uwięzić w szpitalnym łóżku i co jakiś czas faszerować jakimiś specyfikami, które sprawiałyby, że nie do końca miałaby kontakt z rzeczywistością. Takie rzeczy to nie dla niej, oj nie! W swoim życiu nie miała na koncie tak poważnego wypadku, na kształt takiego, jakiego ofiarą stała się Skyla. Wydarzeniem, które wspominała zdecydowanie najgorzej była kilkudniowa wizyta w Mungu po tym, jak otumaniła się kłębami dymu po pożarze w domu pani Jones. Strasznym pożarze, o którym starała się myśleć jak najrzadziej. Wtedy też Sky przy niej siedziała. I chyba przyniosła jej różowe pianki do zjedzenia, ale nie dałaby sobie za to ręki uciąć. Mniejsza. Ważne było to, że mogły na siebie liczyć. Zwłaszcza w takich sytuacjach. Poczuła się o wiele lepiej, kiedy jej siostra zaczęła gadać od rzeczy.
- Niee, nie ma go tu. To znaczy, rodzice go o wszystkim poinformowali z tego co wiem, ale nie wiem, czy da radę się urwać z tego całego stażu. Mama mówiła, że cię pozdrawia i życzy szybkiego powrotu do zdrowia. - dokończyła temat Humphreya, dochodząc do wniosku, że sama ze starszym bratem nie widziała się już dość sporo. Prawdopodobnie tylko na początku wakacji, kiedy to wróciła z zamku do rodzinnego domu. Gryfonka musiała troszkę dłużej zastanowić się nad tym, co mogło znaczyć tajemnicze słowo "granica", jakim posługiwała się pokiereszowana Skyla. Rozmyślania przerwały jej imiona jakie wymieniła i oczywiście historia, którą wreszcie usłyszała z ust samej poszkodowanej.
- Lawyers? Z Ravenclawu, kojarzę. Udam, że doskonale ogarniam te wszystkie węgorze i kanibali, ale no kurde, może dobrze, że jednak mnie tam nie było. Pozdrawiam wszystkich uczestników zdarzeń. A poza tym, mogłaś się nie pakować w takie tarapaty. Widzisz jak skończyłaś? Nigdy więcej żadnych węgorzy, okej? - to całe opowiadanie naprawdę było... no specyficzne! Ludożercy? W cywilizowanym świecie? Chociaż nie, dobra. Żyjemy w świecie magii, tu wszystko jest możliwe.
- A ten Aaron? Jemu też coś się stało? - zapytała z ciekawością, próbując przypomnieć sobie w myślach twarz nieznanego jej Krukona. Gracie miała to do siebie, że kojarzyła większość uczniów Hogwartu. Nawet, jeśli oni nigdy o niej nie słyszeli. Pokiwała głową w odpowiedzi na kolejne słowa jej młodszej siostry. - No spoko spoko, przekażę. A właśnie, jak tam z Olliem? Słyszałam, że gdzieś wyje... - miała kończyć, kiedy zauważyła, że Sky jakby znowu opadła z sił. Tylko, że teraz jej niebieskie oczy zaszły łzami. Czy aby tak bardzo bolała ją ta rana?
- Ej, co jest? Zawołać pielęgniarkę? Coś się stało? - naprawdę się zaniepokoiła, ale jakoś zupełnie nie przyszło jej do głowy, że tutaj nie chodziło o fizyczną odmianę bólu. Niestety.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 527
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 657
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4434-skyla-astrid-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5104-stars-on-the-skyla
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4460-papuzka-aurelia-farge




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Wto Sie 06 2013, 23:47

Nie wiem co prawda ile wtedy, w czasie wypadku w domu staruszki, Skyla mogła mieć lat, ale przypuszczam, że mieściło się to w granicach 10-11! Z pewnością próbowała umilić czas Grace w szpitalu przynoszeniem najróżniejszych łakoci typu właśnie różowe pianki. Szła zaciekawiona przez te wszystkie korytarze, zadzierając główkę z włosami, które nosiły ślady pierwszych eksperymentów, oglądając te wszystkie wysokie sufity, przyglądając się pielęgniarkom, natarczywie wypytując Grace o wszystko i szczerze mówiąc, trochę jej zazdroszcząc, iż ona może spędzić noc w takim dziwnym miejscu, a Sky musi wrócić do domu z rodzicami, żeby na następny dzień powrócić do przyrodniej siostry i znowu oczekując relacji z pobytu. Teraz natomiast dałaby sobie odciąć aż jeden kosmyk włosów, żeby się stąd ruszyć, oczywiście nie odczuwając zgubnych skutków szukania węgorzy i skarbów, tam pod lewą piersią. Pewnie zostanie jej blizna... i zapewne chwaliłaby się nią, wymyślając różne historyjki co do okoliczności jej powstania, ale uświadomiła sobie, iż byłoby to niepotrzebne, prawdziwa opowieść o nożowniku była wystarczająco emocjonująca.
Kiedy wreszcie przestanie odczuwać ból, a jeszcze będą ją tutaj trzymać, postanowiła, iż zwiedzi szpital. Zaciekawiło ją, czy przez strych, który niewątpliwie musiał tutaj być, da się dostać na dach?
- Spoko, on tylko zawsze pozdrawia i życzy szybkiego powrotu do zdrowia, umierającej siostrze pewnie przyśle obleśne, nadjedzone czekoladki. - mruknęła, przewracając oczami, znowu ścinając go w myślach o głowę. - ALE ja się nie chciałam w nic pakować, to te węgorze sobie mnie upatrzyły no, Grace! - kto jak kto, ale siostra powinna ją rozumieć. Dlatego Quinley przybrała najbardziej naburmuszoną minę na jaką było ją stać, bowiem wszystko, WSZYSTKO o czym mówiła, było najprawdziwszą prawdą! - I ty też uważaj na węgorze, nie kupuj żadnych map skarbów od podejrzanych staruszek, kup dodatkowy zamek do drzwi! - wciąż jednak poczuwała się do obowiązku, aby ostrzec siostrę. Przecież co z tego, węgorze nie przejmowały się tym, czy ktoś w nie wierzy czy wręcz przeciwnie, uderzały w najmniej oczekiwanym momencie, wbijając nóż w żebra.
- Nienienienie nie wołaj żadnej pielęgniarki! - reakcja Sky była tak gwałtowna, iż nawet energicznie podniosła się z poduszki, krzywiąc się przy tym z bólu. Nie chciała jednak znów stracić kontaktu z rzeczywistością, nie w ten sztuczny, ogłupiający sposób, który odbierał jej myśli, jej wyobrażenia, jej wspomnienia, na Merlina, odbierał samą Skylę! Spoglądała przez chwilę na Gracie, a później, jak gdyby nigdy nic, wolno i ostrożnie, przysunęła się do niej i mocno wtuliła, z początku krzywiąc się trochę z bólu i rozluźniając uścisk, nie odpowiadając na pytanie o Olliem.
Później wybuchła szlochem.
Tak niepohamowanym, że dziwne, iż nasączone różnorakimi eliksirami szwy, za sprawą Uzdrowicieli tak pieczołowicie i ostrożnie scalające ranę, nie pękły. Skyla miała już jednak dość, dość tego sufitu, czterech ścian, zasłoniętego okna, rozsypanych na pościeli orzeszków, braku kontaktu z rzeczywistością, bólu z rany, przywracających obrazów znad granicy, uprzejmego uśmiechu pielęgniarki, zawoalowanego w mgiełkę spowodowaną ziołami w równym stopniu co uśmiechu przez łzy matki, która ocierała łzy i rozmazany na całej twarzy kolorowy makijaż. Miała dość, DOŚĆ, D O Ś Ć tej ciężkości, która nie była spowodowana ani przez ciężkie ubrania, ani przez ból promieniujący z okolicy rany, tylko przez brak obecności kogoś tak bardzo dla Skyli ważnego.
Dość miała też tego, iż przecięte nieruchomymi piorunami niebo nie spadło jej wtedy na głowę, zmuszając do przejścia tej cholernej granicy.
Ta cała wyliczanka spowodowała kolejne spazmy, mocniejszy uścisk, napływ bólu i łzy Skyli, obficie zalewające Grace.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Czw Sie 08 2013, 13:22

Takie miejsca jak szpital faktycznie były bardzo ciekawe. Dużo ludzi, jakaś fajowa aparatura, i w ogóle wszystko tak inne od tego, co mieściło się w domu. Aczkolwiek to już nie te lata, żeby Grace uważała pobyt w Mungu za coś, co można byłoby komuś zazdrościć. Choć gdyby to wszystko działo się jakieś 8 lat wstecz, to nie zaprzeczam, że mogłaby mieć podobne odczucia jak Skyla wtedy. W końcu każdy marzy o bliźnie na kształt tej, którą miał legendarny Harry Potter, aby móc pokazywać ją znajomym i opowiadać mrożące krew w żyłach historie. Ach, to byłoby coś! Sięgnęła po jednego orzeszka stwierdzając, że jeśli jej siostra ich jakoś zachłannie nie je, to również może się poczęstować większą ilością smakołyku. Zaśmiała się, słysząc słowa o Humphreyu.
- Bleee, nie mów nawet o jego czekoladkach. Też kiedyś dostałam, ohyda! - skrzywiła się teatralnie, ale rzecz jasna prawdą było to, co mówiła. Ich brat nie miał ręki do sprawiania jakiś ciekawych podarunków, serio. Nawet najzwyklejsze słodycze, które postanowił komuś sprawić, były, delikatnie mówiąc, niezbyt smaczne. Pokiwała głową w odpowiedzi na ostrzeżenia siostry, dalej nie do końca rozumiejąc tą całą akcję z węgorzami. Ale przecież Gigi nigdy nie traktowała Sky niepoważnie, tak więc sprawa ta wydawała się coraz bardziej intrygująca. Będzie musiała koniecznie dowiedzieć się czegoś więcej o tych japońskich, zabójczych zwierzątkach i menelach z targu. Tak, niezwłocznie trzeba to zrobić!
- No spoko spoko, dzięki za ostrzeżenie. Będę pamiętać. W ogóle to nie mówili ci dokładnie, kiedy stąd wyjdziesz? Za niedługo szykuje się nam podróż pociągiem do zamku, a tak trochę nie fajnie by było, gdybyś musiała dojeżdżać po rozpoczęciu roku. Kurde, jak się będziesz o wiele lepiej czuła to najwyżej cię stąd po kryjomu wezmę! Mama będzie zła, ale pewnie wybaczy. Plan życia! - i znowu się rozgadała. W sumie humor poprawił jej się o wiele, dopóki nie zobaczyła, aż nagle Ślizgonka przysuwa się do niej, wtula w nią swoją kolorową główkę i zaczyna... szlochać. Takie sceny nie zdarzały się w tej rodzinie wyjątkowo często. Gigi na początku osłupiała, ale wplotła dłoń we włosy młodszej siostry, przeczesując delikatnie barwne kosmyki. Już wiedziała, że to nie chodzi o jakiś fizyczny ból. To widocznie było nic w porównaniu z tym, co tak bardzo poruszyło pannę Quinley. Ale o co chodzi? Grace mogła się tylko domyślać, że ma to związek z wyjazdem chłopaka Sky, o którym pobieżnie słyszała jeszcze przed wakacjami. Choć nie domyślała się, że to taki wyjazd... na długo.
- Ej, mała, o co chodzi? Powiedz mi, będzie ci lepiej. Proszę, nie muszę nic komentować, jeśli nie chcesz. Ale naprawdę wyrzucenie z siebie żali pomaga. Tak myślę. - mówiła, starając się nie wygłaszać jakiś zbędnych dywagacji. To nie był na to czas, to nie było na to miejsce. A i chwila, w której musiała pokazać swoją pomocną, siostrzaną stronę przyszła niespodziewanie. Co nie znaczy, że Gryfonka temu nie podoła. Zwłaszcza, że teraz niesamowicie martwiła się o zapłakaną, czymś bardzo poruszoną dziewczynę. Ech, to niesprawiedliwe, że w życiu Skyli w tak krótkim okresie czasu stały się tak nieprzyjemne rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 527
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 657
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4434-skyla-astrid-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5104-stars-on-the-skyla
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4460-papuzka-aurelia-farge




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Pią Sie 09 2013, 13:46

Wszystko co nietypowe i niecodzienne bardzo intrygowało Skylę, ale niestety tylko przez jakąś chwilę, młodsza Quinley szybko się nudziła. A Mungiem widocznie znudziła się już wtedy jako dziecko, bowiem po prostu nie mogła patrzeć na ten tynk odłażący z niektórych ścian, ponure korytarze, białe ubrania pielęgniarek i uzdrowicieli. Brakowało jej tutaj kolorów, definitywnie. Jeśli nabierze trochę sił, przyrzekła sobie, wyświadczy szpitalowi przysługę i za pomocą zaklęć pokoloruje trochę białych kitlów i tych sztywnych pościeli, może też zabarwi parę tych niezbyt gustownych fryzur pielęgniarek.
Wszyscy na pewno będą zachwyceni.
- Fuuu, już nie wiem czy gorzej jest umrzeć od węgorza czy od męczarni spowodowanych czekoladkami tego szaraka, który śmie się nazywać naszym bratem. - definitywnie Humphrey nie miał do tego ręki! Chociaż nie zmieniało to faktu, że Skyla była tak złośliwa, bo po prostu go tutaj nie było. Bo chociaż ich kontakt nie był hm... ZBYT POZYTYWNY, to takie jego rzeczowe gadanie przydałoby się teraz różowowłosej. Łatwiej byłoby się pozbyć niektórych myśli i na dłużej zachować trzeźwość umysłu, negując wszystko o czym Humphrey by tylko napomknął. Zapewne zaraz i tak wyrzuciłaby go z sali dzikimi wrzaskami (o ile miałaby na nie siłę), bo wyśmiałby jej historię z węgorzami, A TO BYŁA NAJPRAWDZIWSZA PRAWDA.
- Powiedzieli, że było to na tyle poważne, że posiedzę tutaj jeszcze na obserwacji i nie zdążę ani na rozpoczęcie, ani na pociąg, ZA CO GRACE, ZA CO, weeeź mnie stąd, kto będzie kolorował tych ludzi w zamku - zaczęła jęczeć, faktycznie uznając ten plan za plan życia. Gdyby faktycznie wcieliły go w życie, nie tylko mogłoby się skończyć na wściekłości rodziców, i dla Sky mogłoby się to okazać tragiczne w skutkach, ALE YOLO, podobno praktyka czyni mistrza, Quinley już miała pewną wprawę przed uciekaniem przed śmiercią, jakby nie patrzeć.
Gigi miała rację, takie sceny nie zdarzały się w rodzinie Quinley zbyt często. Bo chociaż Maxine, czasem niemniej szalona niż sama córka, okazywała swojej trójce dzieci wiele zrozumienia, czułości i życzliwości, to chyba Humphrey'owi najczęściej zdarzało się potrzebować pocieszenia, na ironię. Skyla przechodziła przez życie głośno, wesoło i kolorowo, nie martwiły ją rzeczy przyziemne, stawiała na zabawę i odbieganie od rzeczywistości, która była chwilami taaak nudna i szara... widać jednak i ten, pozornie genialny system, czasem szwankował.
- Bo najpierw Ollie wyjechał szukać jednorożców do naszego domu i co z tego, jeśli po mnie wróci, jeśli teraz go nie ma? Liczą się czyny, słowa są mniej ważne. Potem nie wiem czemu, ale całowałam się Joshuą i naprawdę naprawdę naprawdę nie wiem co we mnie wstąpiło i te węgorze i wszystko i żałuję, że niebo nie zawaliło mi się na głowę, Gracie - nie, Sky nie była osobą ani trochę skrytą i chociaż wiele osób, zwykle znających Skylę z plotek, których roiło się w tym przeklętym zamku, uznawało jej zbytnią bezpośredniość za wadę, to w pewnych sytuacjach okazywała się ona niewątpliwą zaletą. Zresztą, takie dzielenie cech na czarne i białe również wydawało się Skyli bardzo głupiutkie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Nie Sie 11 2013, 16:10

Głupi lekarze z Munga, no serio. Teraz jej biedna siostrzyczka nie będzie mogła jechać wspólnie z nimi pociągiem ani wziąć udziału w powitalnej uczcie, która przecież była tak wspaniałą okazją, aby zobaczyć się z przyjaciółmi i oczywiście się najeść. Bo takiego dobrego jedzenia jak w Hogwarcie to naprawdę ciężko byłoby szukać gdzieś poza nim. Kontakty Grace z Humphreyem również nie były jakoś powalająco pozytywne i cukierkowe. Może lepiej dogadywała się z nim właśnie Gryfonka, aniżeli Skyla, ale tak czy siak podczas ich kłótni i różnych niesnasek stawała po stronie siostry. Ot tak, chyba z przekonania, że z reguły to kolorowowłosa ma rację, a nie ich zbyt normalny jak na rodzinę Quinley braciszek. W sumie ten pomysł z zabraniem Sky z tego okropnego szpitala nie był taki zły, ale... Jakby jej zrobiła jakąś krzywdę? To była jedyna rzecz, która powstrzymywała ją teraz od podejścia do dyżurującego uzdrowiciela, spojrzenia mu głęboko w oczy i wykonania takiej niewinnej sztuczki, do której wykorzystałaby swoją ponadprzeciętną umiejętność. Tak więc, reasumując, załatwianiem tego z personelem bym się nie martwiła. Z rodzicami było już gorzej, bo przecież ich nie zahipnotyzuje, to byłby prawdziwy poziom hart determinacji naszych sióstr, ale no... Maxime i Alphonse nie potrafiliby się długo na nie gniewać, na pewno.
- Ej, pogadaj jeszcze dzisiaj z tymi nudziarskimi uzdrowicielami. A nuż się zgodzą. A jak nie, to ja z nimi pogadam. Tylko no, musiałabyś naprawdę dobrze się czuć. Jeszcze by cię siostra zabiła i co było? - mogłyby sobie tak żartować jeszcze długo, ale wtedy nadszedł właśnie ten przygnębiający moment, kiedy to Skyla, wtulona w wątłej postury Grace szlochała, sprawiając, że jej starszej siostrze wręcz pękało serduszko! Nie taką Sky na codzień spotykali inni. Ona w oczach Gigi była właśnie taka, jak opisujesz: kolorowa, wesoła, oderwana od szarej rzeczywistości. Tak wyróżniająca się w tłumie bezbarwnych ludzi w zamku. Niby w wielu kwestiach bardzo się od siebie różniły, ale jeśliby popatrzyć na to wszystko z innej perspektywy, były nawet podobne. Radosne, energiczne. A to się ceni w tłumie tych wszystkich „mrooocznych” dziewczuszek! Pojechał szukać jednorożców? Ech, tu widzę tą różnicę, bo Grace nie była typem marzycielki. Nie snuła godzinami niestworzonych historii, wyobrażając sobie bajkowe scenariusze. Ale nie potępiała tego u siostry, co to, to nie!
- Jeśli wyjechał i powiedział, że wróci to wróci. Nie ma innej opcji. Byliście za bardzo zgrani i za bardzo się kochacie, żeby ta rozłąka potrwała dłużej. Z tym całowaniem to już inna sprawa, ale jeśli to zrobiłaś, to widocznie tego chciałaś. Chyba, że byłaś pijana albo coś, nie wiem. Jak ten cały Joshua jest jakimś psychopatą i teraz nie da ci przez to spokoju to wiesz, mogę się tym zająć. Na swój sposób. Ale… jeśli bardzo go lubisz czy coś w tym rodzaju to nie myśl o tym. Nikt nie musi się przecież dowiedzieć ani nic. Będzie co będzie, nie jesteśmy matką piątki dzieci z problemami na głowie, aby przejmować się wszystkimi naszymi błędami. YOLO, no nie? - próbowała powiedzieć coś sensownego, ale pod koniec to już sama nie wiedziała, czy jej wyszło. Ale Sky powinna zrozumieć głębszy sens tej wypowiedzi. – A węgorze to tylko nieszczęśliwy wypadek, tyle. Nie tylko Tobie się to zdarza, także no. Będzie dobrze. – przytuliła ją mocniej. Ach, ta siostrzana miłość!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 527
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 657
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4434-skyla-astrid-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5104-stars-on-the-skyla
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4460-papuzka-aurelia-farge




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Sro Sie 14 2013, 00:58

Co więcej, Skyla już widziała niezadowolenie Farida, które zapewne zaprocentuje mniejszym udziałem w następnym zadaniu. Chciała się stąd wyrwać, naprawdę, niezaprzeczalnie, ale nie czuła się na siłach nawet aby wstać z tego łóżka, a co dopiero tajniacko się wymknąć i dołączyć do Grace i znajomych w drodze do Hogwartu. Gdyby chociażby rana tak bardzo nie dawała o sobie znać, a chude nóżki nie trzęsły się za każdym stawianym kroku... gdyby nie czuła tych fal senności, ogarniających ją od czasu do czasu, będących zapewne wynikiem ziół znieczulających, z pewnością skorzystałaby z takiej niesamowitej szansy ucieczki i zemsty na uzdrowicielu, który źle ułożył jej poduszkę, a po tym z nieco pobłażliwym uśmiechem przyglądał się jej różowym włosom. Pajac. Skróciłaby go o głowę, gdyby tylko mogła dosięgnąć tych nożyczek, leżących na szafce nocnej obok szpitalnego łóżka.
- Hoho ciekawe czy posłuchają się gróźb karalnych i mnie wypuszczą... - zastanowiła się, zerkając na wyżej wspomniane nożyczki, usilnie zastanawiając się nad jakimś planem. Niestety, każdy plan przewidywał wzmożoną aktywność fizyczną Skyli, która, jak już wszyscy wiemy, takowej raczej powinna unikać. No cóż, nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie wstanie na nogi i będzie chociaż w stanie spacerować po korytarzach. Być może wykorzysta nieuwagę pielęgniarek i dostanie się na poddasze, a później na dach Munga? Mogłaby urządzić na tym poddaszu swoją bazę, całkowicie inną sterylnych korytarzy szpitala. Byłoby tam kolorowo, na ziemi leżałyby miękkie pufy, plakaty ulubionych zespołów radośnie gibałyby się na skośnych ścianach, Grace i rodzice byliby tam zaproszeni, Humphrey nie. Szpitalne Królestwo Skyli, mogłaby tam czarować z nożyczkami, robiąc szałowe fryzury pozostałym pacjentom! I ewentualnie pielęgniarkom i uzdrowicielom też, była im w końcu dużo winna - tylko, że oni musieliby przyrzec, iż absolutnie nikomu nie powiedzą o jej tajemniczej kryjówce.
Nawet, gdyby ktoś straszył ich ścięciem o głowę. Bo wiadomka, pod taką presją można przyznać się nawet do morderstwa, którego wcale się nie popełniło.
- No właśnie nie byłam pijana, nie byłam nawet pod wpływem wielosokowego - zawyła przeciągle, ale widocznie ów jęk za bardzo przypominał krzyk, który wbił się jej pod serce, bowiem rana boleśnie zapiekła. Skyla zaniechała wrzasków. - No YOLO, ale on jest przyjacielem i nie wiem czemu to wtedy zrobiłam, ja kocham Olliego - wyznała, wycierając załzawione oczy wierzchem dłoni. To o czym mówiła Grace, miało sens, naprawdę. - Powiedział, że nawet jeśli pozna piękną Białą Królową, to i tak będzie kochał tylko Alicję. - uśmiechnęła się w końcu lekko, dochodząc do wniosku, że jeśli i Ollie tak powiedział i Grace tak sądzi, coś musi być na rzeczy.
Może faktycznie rzeczy zaczynały się mieć ku lepszemu? Kiedy będzie mogła strzelać zaklęciami zmieniającymi kolor włosów uczniów w ich plecy, poczuje się jeszcze lepiej. Zdecydowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 64
Dodatkowo : hipnoza, teleportacja
  Liczba postów : 71
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6392-grace-gabrielle-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6393-dzidzi-was-kocha
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6398-mortimer




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Pią Sie 16 2013, 19:36

A niech Skyla nawet nie wspomina przy Grace o Faridzie! W mniemaniu Gryfonki był on wrednym, starym, okropnym nauczycielem. Najgorszym ze wszystkich w zamku, zdecydowanie! Może dlatego pomimo swojej sympatii do gry w Qudditcha nigdy nie zdecydowała się, aby dołączyć do drużyny tak na poważnie? Poza tym, mężczyzna wydawał się jej niesamowicie podejrzany. W takim złym znaczeniu, oj tak. Dlatego więc zwłaszcza w trakcie wakacji nie chciałaby usłyszeć o nim ani słowa. Ech, ona to w ogóle mało belfrów darzyła sympatią. Odell była całkiem spoko, ale skończyła, tak jak skończyła. Jakże przykro było naszemu rudzielcowi, kiedy dowiedziała się o śmierci jedynej w miarę lubianej nauczycielki! Gigi na pewno nie byłaby zadowolona, gdyby dowiedziała się, że Skyla stoi po stronie tych „złych”. Na szczęście, na nic takiego w najbliższym czasie się nie zapowiadało. Niech nasze dziewuszki żyją sobie w błogiej nieświadomości, bo coś czuję, że doprowadziłoby to do niepotrzebnych konfliktów. Albo potrzebnych? Starsza Quinley na sto procent starałaby się wmówić Sky, żeby lepiej nie mieszać się w takie interesy. A już zwłaszcza nie w kręgu, w którym obecnie była.
- Nie wiem czy posłuchają, ale zawsze warto spróbować, wiesz. – mrugnęła do niej, zagarniając za ucho niesforny kosmyk płomiennych włosów. Przypatrzyła się jej jednak dłużej. Kurde, ten pomysł z ucieczką nie był dobry. Wyglądała… no, nie najlepiej. Sądzę, że to dość delikatne określenie na to, jak bardzo różniła się, szczególnie zewnętrznie, Skyla leżąca w Mungu od Skyli biegającej z nożyczkami po zamku. Tak, tak, niech lepiej wydobrzeje – Ale nie, nie. Zostaniesz tutaj, bo… martwiłabym się o ciebie. Parę dni twojej nieobecności nikogo nie zbawi, a przynajmniej wyleczysz się do końca z tego… no tą ranę ci uleczą. – dodała całkiem poważnym tonem, choć uśmiechając się do siostry pokrzepiająco. – Nie miej mi tego za złe, ale serio, nieciekawie wyglądasz. Jak nie ty, powaga. – dodała jeszcze na koniec.  A gdyby faktycznie zdecydowała się na urządzenie w taki sposób szpitalnego dachu to Gigi oczywiście z chęcią wbiję! I zabierze znajomych, jeśliby sobie nasza pacjentka tego życzyła!
Grace aż się wzdrygnęła, kiedy siostra wydała z siebie przeciągły krzyk. To było… straszne. Serio. Gryfonka nie była typem człowieka, który potrafił zachować się w świetle czyjegoś cierpienia. To zawsze ją nieco krępowało, wycofywało. Ale przecież to była jej Skyla. Która zachowywała się tak bardzo, jak nie jej Skyla. Ech, współczuła jej. Bardzo.
- To jeśli to tylko przyjaciel to… powinien zrozumieć, tak myślę. Trochę nie ogarniam, jak mogłaś to zrobić tak jakoś nieświadomie, ale okeej. A co do Olliego to sama widzisz. Jesteście piękną parą. Idealnie dopasowaną. Wiesz, jak ja chciałabym znaleźć kogoś, kto by tak idealnie się ze mną zgrywał? A w miłości odległość nie gra roli, zwłaszcza, jeśli wiesz, że do ciebie wróci. Nie płacz już. – próbowała sklecić coś mądrego, na końcu podsuwając jej chusteczkę higieniczną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 22
Skąd : Norwegia/Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 527
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 657
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4434-skyla-astrid-quinley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5104-stars-on-the-skyla
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4460-papuzka-aurelia-farge




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Sob Sie 17 2013, 21:55

W świetle obecnych wydarzeń, te konflikty mogą już niedługo powychodzić na wierzch i wreszcie wyjdzie na jaw, po których stronach stoją obie panny Quinley! Ale na razie lepiej nie martwić się na zapas, niech żyją sobie w tej względnej sielance i nieświadomości! Hopsasa.
Co się zaś tyczy śmierci Abriendy... Skyla nie uważała tego pomysłu za mądry, wcale a wcale! Zwłaszcza, że później Favian trafił do Azkabanu. A Z K A B A N U, przybytku, który kojarzył się Sky z brakiem kolorów, brakiem życia... Kiedyś naprawdę przeprowadzi jakiś happening, mający na celu udowodnienie dementorom, że wszechobecna czerń (to nie tak, że Quinley dyskryminowała ten kolor kompletnie, po prostu uważała, że co za dużo to niezdrowo!) działa na nie negatywnie. O ile weselej wysysałoby się dusze w tęczowych wdziankach, dobrze skrojonych, pasujących do BARDZO ETERYCZNEJ urody dementorów?
- Coooooooooooo - wydała długi jęk, wzdychając ciężko. - To może chociaż jakaś pielęgniarka da mi się przynajmniej uczesać i namówić na jakiś kolorek... - dodała, prostując się nieco i jużjuż obmyślając plan życia, mający na celu zaczajenie się na pielęgniarkę, tę grubą Berthę, która czasem przynosiła Skyli obleśne zupki - naturalnie ani razu przez ślizgonkę nietknięte. Bleh.
- No nie wiem, to po prostu tak nieświadomie, jakbym lunatykowała i miała tego świadomość, ale nie mogła nic zrobić. - chlipnęła. - Ale dzięki Gracie. Niech Merlin ci we włosach wynagrodzi. - przytuliła się do siostry (wiadomka, ze względu na obecny stan nie jakoś specjalnie mocno!), przyjmując chusteczkę i głośno wydmuchując nos.
Niestety sielankowanie musiało dobiec końca, przyszła gruba Bertha, ale tym razem nie z zupką, a z eliksirem, który wbrew protestom Skyli, która gdyby mogła właśnie zaczęłaby wierzgać, wlała różowowłosej do gardła, z powrotem odsyłając do krainy snów.
Skinęła na Grace, aby ta podążyła za nią na korytarz, gdzie za parę minut mieli się pojawić rodzice.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 60
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/u4130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6644-relacje-oliego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6634-poczta-oliego




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Pon Wrz 09 2013, 21:05

Wszedł na oddział zgłoszony w recepcji i pielegniarka zaprowadzila go do łożka i on położył się . Rozgoscił sie i wysłał sową list do Nikoli . Wiedział ,że ma być w szpitalu . Gdy wysłął i sowa poleciała a on wszedł pod kołdre i probował zasnac . Zanim zasnał rozgladnal sie z kim jest w pokoju . Był obok jego człowiek który miał na czole róg jednorożca . Probowal powstrzymywać śmiech i zasypiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Pon Wrz 09 2013, 21:50

Dziewczyna niepewnie przemierzała korytarze kurczowo ściskając w swojej drobnej dłoni list, który przed chwilą otrzymała. Kiedy przyleciała do niej sowa z kawałkiem papieru nie zdziwiła się, jednak kiedy przeczytała zawartość zawiniątka zerwała się z łóżka i pobiegła przed siebie ile sił w nogach.
Przestraszyła się, co on tutaj robił? Musiał sobie zrobić jakąś krzywdę albo ktoś zrobił mu krzywdę, jedno z dwóch. Pędziła jak szalona, żeby sprawdzić, czy z nim wszystko w porządku. Jednak w połowie drogi jej krok zwolnił i dziewczyna zatrzymała się na korytarzu wlepiając swoje tępe spojrzenie w ziemię. Zacisnęła skrawek kartki i uniosła ją ponownie przyglądając się pojedynczym słowom.
Skąd on wiedział, że tutaj jestem… nie pamiętam, żebym komukolwiek mówiła o wizycie w Mungu… Nie wiem czy chce mu się pokazywać w takim stanie…
Nikola spojrzała na swoje odbicie, które znajdowało się na jednej z szyb, smutnym spojrzeniem i westchnęła pod nosem. Po chwili jednak spojrzała pewnie na drzwi i przełknęła ślinę dodając sobie tym odwagi.
Dziewczyna cichutko wślizgnęła się do pokoju i spojrzała na wpół śpiącego chłopaka. Niepewnym, bezszelestnym krokiem podeszła do chłopaka i pochyliła się nad nim zaciekawiona. Spał. Bynajmniej jej się wydało, że chłopak odpłynął w objęciach Morfeusza. Odłożyła skrawek papieru na półkę i usiadła na skraju łóżka wpatrując się w chłopaka z lekkim uśmiechem. Nie był w ciężkim stanie, to dobrze, niepotrzebnie się martwiła. Jej dłoń powędrowała na jego głowę. Delikatnym ruchem przeczesała jego włosy i odsunęła kilka kosmyków z jego twarzy. Wpatrywała się w niego z opiekuńczym spojrzeniem i lekko smutnym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 60
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/u4130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6644-relacje-oliego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6634-poczta-oliego




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Sro Wrz 11 2013, 15:48

Obudził się ,ale nie wstał tylko otworzył oczy . Wyczuł kogoś nowego tu zapach wiec obejrzał się za siebie i zobaczył Nikole - czesć ! - powiedział uradowany i podniósł się . - Co tam u ciebie? - zapytał z uśmiechem patrząc na Nikole. dawno jej nie widział i przykro mu było ,że tak ponuro odszedł od niej . Wyjął z szuflady obok łozka fasolki wszystkich smaków i poczęstował Nikole . Poklepał łożko obok siebie ,żeby usiadła . Wpatrywał się w Nikole z zaciekawieniem . Wziął ksiązde spod kołdry i położył na stoliczku - Widze ,że postanowiłaś mnie odwiedzić - odparł do dziewczyny radośnie - Dziękuje ... - dodał po kilku minutach ciszy .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 868
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5461-nikola-nightmare
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5463-relacje-nikoli
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5462-nikola-nightmare-puszek




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Sro Wrz 11 2013, 22:19

Kiedy chłopak się z nią przywitał dziewczyna wzdrygnęła się zdezorientowana i spojrzała na niego zarumieniona i lekko zakłopotana.
- Wybacz… obudziłam Cię? – zapytała niepewnie i opuściła pokornie głowę wlepiając w niego swoje przepraszające, kocie spojrzenie. Chłopak poczęstował ją fasolkami jednak odmówiła. Nie przepadała za słodkościami, a fasolki jakoś jej nie przypadły do gustu… bynajmniej nie miała na nie ochoty właśnie teraz.
- U mnie… – zawahała się, jednak po chwili dodała z delikatnym uśmiechem – wszystko w porządku… – wyszeptała. Nie kłamała. Teraz już było wszystko w porządku, nie koniecznie wcześniej miało to miejsce.
- Nie masz za co mi dziękować – powiedziała z szerokim uśmiechem i rozczochrała jego kłaki śmiejąc się pod nosem – to jest obowiązek przyjaciół, żeby odwiedzać siebie kiedy są chorzy… – po chwili dziewczyna spojrzała na niego spod byka i odburknęła niezadowolona nawiązując do ich ostatniego pożegnania – i pomaganie sobie, kiedy mają problemy lub coś im się dzieje.
Nikola wzięła głęboki oddech i westchnęła pod nosem. Posłała mu szeroki uśmiech, który powinien trochę rozluźnić atmosferę.
- Jak się czujesz? – spytała niepewnie spoglądając na niego zaciekawiona. Nie wiedziała ci mu się stało, co on tutaj robi…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 60
  Liczba postów : 65
http://czarodzieje.my-rpg.com/u4130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6644-relacje-oliego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6634-poczta-oliego




Gracz






PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   Sro Wrz 11 2013, 22:29

- dobrze - usmiechnal sie -pewnie sie zastanawiasz dlaczego tu jestem . To jest powodem - odsunal koldre z kolana ktore bylo zabandazowane bandazem calym w zielono,czerwonej krwi - taki mamy wytrysk taki malucoenki - ulozyl palce pokazujac jaki to maly wytrysk sarkastycznie . - na powaznie to jak bylo z tym kolanem to musialo byc zaklecoe nie w tamtym momencie ale juz wczesniej . Nadwyrezylem dodatkowo wtedy to kolano biegajac z toba . Ale nie buerz winy na siebie - dodal ostatnie zdanie po chwili bo wiedzial dpbrze ze Nikola lubi wszystko zwalac na siebie . Zakryl kolano . Zjadl jedna fasolke i skrzywil sie - Watrobka ... patrz jakich nam fajnego sasiada . Pokazal mezczyzne z rogiem jednorozca na czole - sympatyczny .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Urazy pozaklęciowe   

Powrót do góry Go down
 

Urazy pozaklęciowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-