Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Walker's house

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 397
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 466
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Walker's house   Sro Lis 01 2017, 16:24


   
Walker's House

   


 
Z zewnątrz

   
I piętro:
 
II piętro:
 
Początki bywają trudne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pon Lis 13 2017, 20:04

Wyjście ze szpitala było dla mnie samo w sobie dość mocno stresujące, a jeszcze więcej nerwów sprawiło mi to, że wiązało się ono z przeprowadzką. Dotychczas mieszkałam w Hogmeade, blisko moich wszystkich znajomych, w od niedawna dzieliłam przestrzeń z Bridget i nawet mi to odpowiadało. Teraz sytuacja dość mocno się zmieniła – miałam zostać matką, co było dość logicznym powodem, żeby w końcu zamieszkać z Williamem, na co zresztą mój ukochany wyraźnie nalegał. Dość szybko uległam jego prośbom – przeprowadzka była wprawdzie wielką zmianą życiową, ale w najbliższym czasie czekały nas tylko takie rewolucje. Dom mojego chłopaka był zdecydowanie przyjemniejszym miejscem ze względu na obecność ogrodu i bliskość natury, więc chociaż był mniej praktyczny ze względu na to, że znajdował się daleko od szkoły był zdecydowanie lepszym miejscem na wychowanie dziecka.
Wszystkie moje rzeczy zostały wcześniej zapakowane przez mamę i Bridget, oraz przetransportowane do Willa, nawet Kafel już od tygodnia mieszkał u mojego chłopaka (i z tego co mówił Will nawet całkiem znośnie dogadywał się z jego kotem syjamskim - Abim). Chociaż cała moja własność znajdowała się już u Willa wciąż bardzo się stresowałam - po pierwsze bałam się jak poradzę sobie w nowym miejscu (a może bardziej - w nowym życiu?), po drugie byłam trochę zła na Walkera, że zakupił skrzata domowego - dobrze znał mój pogląd na handel tymi istotami i wiedział, że dawniej aktywnie działałam na rzecz ich wolności. Nie zamierzałam jednak dzisiaj wszczynać kłótni - zamierzałam rozwiązać ten problem polubownie w najbliższym czasie.
Wprost ze szpitala teleportowaliśmy się do ogrodu - mimo że miałam na sobie płaszcz było dość zimno, ale przyroda wciąż wyglądała niesamowicie. Ścisnęłam dłoń Williama kierując się w stronę drzwi wejściowych.
- Może postawimy tu huśtawkę na wiosnę? - zapytałam z uśmiechem w myślach planując ile magicznych stworzeń przywlokę do ogrodu - dom dawał w tej kwestii możliwości, których nie miałam, gdy mieszkałam w kamienicy.

@William Walker

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 397
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 466
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pon Lis 13 2017, 22:00

Oczywiście, że nalegałem, żeby Lotta zamieszkała ze mną. Wiedziałem, że wcześniej była to dość delikatna sprawa, ale w tej chwili stan rzeczy dość mocno się zmienił. Byliśmy rodziną co do tego nie było żadnych wątpliwości, a dziewczyna nie mogła zaprzeczyć, że mój dom miał lepsze warunki do wychowania dziecka. Poruszając ten temat oczekiwałem dość sporego oporu z jej strony. Musiałem przyznać, że całkiem miło się zaskoczyłem kiedy bez większej kłótni przystała na moją propozycję. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że Lotta była zestresowana przeprowadzką, tak to możemy sobie tłumaczyć. Wiedziałem jednak, że była zestresowana tym wszystkim co nas czekało. Nie musiała tego ukrywać, ale nie musiała też tego przyznawać zupełnie otwarcie. Tak czy siak jeśli chodziło o ten aspekt czytałem z niej jak z książki. Byłem szczęśliwy, że zamieszkamy razem. Teraz miałem mieć ją już zawsze przy sobie. Tak naprawdę wierzyłem, że dziecko nas jeszcze bardziej do siebie zbliży, mimo, że będzie to dość duży sprawdzian dla naszej relacji. Nie było wątpliwości, że będzie cholernie ciężko, ale nie było co płakać nad rozlanym mlekiem. Trudno, musieliśmy się z tym pogodzić i możliwie najlepiej przygotować, jeżeli w ogóle zdołamy to zrobi. Wszystkie rzeczy Charlotte już na nią u mnie czekały. W środku był porządek, jak zawsze zresztą. Nie znosiłem bałaganu, byłem absolutnym perfekcjonistą, a w tym domu było to widać już na pierwszy rzut oka. Ogród był wprawdzie dziki, ale należy zaznaczyć, że taki był zamiar. Nie chciałem za bardzo ingerować w przyrodę. Niech sobie żyła własnym życiem.
To nie było wcale tak, że kupiłem skrzata żeby zrobić na złość Lotcie. Prawdę mówiąc, w ogóle o tym nie myślałem pod tym właśnie względem. Kupując dom, kupiłem skrzata, nie było żadnych zawiłych powodów. Ja się po prostu nie nadawałem do prowadzenia domu, a dzięki Moon jakoś on wyglądał i miałem co jeść. Zresztą ostatnio rzadko bywałem w domu, skrzat mógł robić co mu się podobało. Nie uznawałem znęcania się, ale uznawałem wyższość ludzi nad innymi stworzeniami, także nad skrzatami. Jeśli miałbym być zupełnie szczery, byłem zdania, że Moon miał tutaj dużo lepiej niż miałby gdziekolwiek indziej, więc ja nie widziałem problemu. Domyślałem, że dziewczyna coś wymyśli w związku z tym. Ostatnio dużo czytałem na temat tej całej ciąży i nie było rzeczy, której bardziej się balem niż tzw. burz hormonalnych, które bez dwóch zdań w końcu dadzą o sobie znać. Merlinie, jeśli z tym sobie poradzę, chyba poradzę sobie ze wszystkim. W ogóle dochodziłem do wniosku, że cała ta ciąża przerażała mnie bardziej niż wychowywanie dziecka. Zupełnie nie wiedziałem czego dokładnie się spodziewać.
- Postawimy co tylko będziesz chciała. – powiedziałem i moje usta rozciągnęły się w uśmiechu, pokazując białe zęby. Splotłem nasze dłonie i weszliśmy do środka naszego domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pią Lis 17 2017, 17:24

Zareagowałam uśmiechem na jego entuzjastyczną zgodę - cieszyłam się, że chłopak tak bardzo przychylał się do moich próśb i zachcianek. Utwierdzało mnie to w przekonaniu, że uda mi się ściągnąć do ogrody kilka magicznych stworzeń.
Weszliśmy do domu - Will wziął ode mnie płaszcz i pozwoliłam sobie obejść moje nowe lokum, gdyż ze względu na zdrowotne zawirowania nie miałam wcześniej okazji tego zrobić.  Poszczególne wnętrza raczej mi się podobały - chociaż osobiście optowałabym za trochę przytulniejszą sypialną, to piękny salon wynagradzał w tej kwestii wszystkie braki. Dom był zdecydowanie przestronniejszy niż moje mieszkanie - byłam pewna, że będzie mi ( i oczywiście pomiotowi szatana dziecku) tu bardzo dobrze, potrzebowałam jedynie dłuższego czasu, żeby się zaadaptować. W tej kwestii bardzo pomocny był widok moich rzeczy - moje książki stały na półkach obok książek Willa, ubrania wisiały w szafie, a bibeloty były rozstawione po różnych zakątkach domu. Po za tym bardzo odpowiadało mi, że mój chłopak z taką łatwością utrzymywał porządek - dużo przyjemniej przebywało się w takim bałaganie.
Tak naprawdę to wszystko kosztowało mnie dużo stresu - dziecko, rany, przeprowadzka. Każdy czynnik powodował we mnie sporo negatywnych emocji i szczerze powiedziawszy bałam się jak to wpłynie na moją relacje z Willem. Kochałam mężczyznę całym sercem, ale bałam się jak na nasz związek wpłynie dziecko i wspólne mieszkanie - wiedziałam, ze tego typu sytuacje potrafią nawet najbardziej zżyte pary doprowadzić do kłótni. Starałam się tym nie przejmować, ale mimo wszystko miałam całkiem sporo obaw.
- Pięknie tutaj - powiedziałam zupełnie szczerze do mojego ukochanego.
Po obejściu domu weszłam ponownie do salonu - tutaj wydawało mi się najprzytulniej. W kominku błyszczał ogień, a na dywanie bawiły się nasze koty. Z delikatnym uśmiechem usiadłam na kanapie dając do zrozumienia drugiemu Krukonowi, że jestem trochę zmęczona - miałam nadzieję, że do mnie dołączy.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 397
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 466
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Sob Lis 18 2017, 20:17

Chyba byłem pantoflarzem z definicji, ale bynajmniej nie przeszkadzało mi to. Byłem gotów zrobić wszystko żeby tylko ją uszczęśliwić, a zwłaszcza teraz, kiedy nosiła pod sercem nasze dziecko. Przyzwyczaiłem się do tej myśli. Wiedziałem, że nie będzie łatwo i pewnie jeszcze nieraz to wszystko da nam popalić to w tej chwili nie zamierzałem o tym myśleć. Zamierzałem być opoką dla Lotty i to było w tej chwili moim głównym celem. Tak więc, nie zważając na wszystko miałem zamiar ochronić ją przed całym złem świata i nie chciałem słuchać, że to niemożliwe. Weszliśmy do środka i od razu wziąłem od dziewczyny płaszcz. Postarałem się, żeby wszystko wyglądało jak najlepiej. Znaczy się, po prostu poukładałem jej rzeczy obok moich i od razu stwierdziłem, że tak właśnie powinno być i teraz jest wszystko na swoim miejscu. Czekając, aż dziewczyna obejdzie dom, stałem oparty o ścianę w salonie, dając jej czas. Nie czułem potrzeby chodzenia za nią, miała tyle czasu ile tylko chciała. Wiedziałem, że w moim naszym domu brakuje jednego – kobiecej ręki. Nie czułem nigdy potrzeby w kwiatkach, obrazach i innych takich. Dla mnie najważniejsze była funkcjonalność. Jeżeli jednak dziewczyna będzie chciała dodać to i owo, nie zamierzałem zaprzeczać i jej przeszkadzać. Miała czuć się tutaj dobrze. Osobiście nie myślałem o tym, że to wszystko miało źle wpłynąć na nasz związek. Nie chciałem tak myśleć, byłem pewien, że razem poradzimy sobie ze wszystkim. Uśmiechnąłem się kącikiem ust na jej komentarz.
- Dzięki. – powiedziałem i się cicho zaśmiałem.
Do salonu wszedł Moon, niosąc tackę z herbatą dla Lotty. Rozmawiałem z nim na temat tego, że dziewczyna będzie ze mną mieszkać. Czułem się do tego zobowiązany, skoro utrzymywałem z nim dobre stosunki.
- Miło z twojej strony, Moon. – powiedziałem do skrzata.
Byłem jednak trochę spięty, nie wiedziałem jak Lotta na to wszystko zareaguje. Nie była dobrze nastawiona do zakupu skrzata domowego przeze mnie. Aczkolwiek i tak uważałem,  że robiła z igły widły. Moon tylko gotował, a jak chciał to sprzątał. No nie przesadzajmy, nie zamierzałem teraz go uwalniać tylko dlatego, że takie miała zachcianki moja dziewczyna.
Podszedłem do dziewczyny i usiadłem obok niej, tylko po to żeby przyciągnąć ja do siebie i usadzić sobie na kolanach. Oplotłem rękami jej talię i oparłem lekko głowę na jej ramieniu.
- Wyluzuj, nic mu nie będzie. – powiedziałem, domyślając się, że widok skrzata tylko bardziej ją zdenerwował. Stąpałem po cienkim lodzie.
Odsunąłem się lekko i sprawnymi dłońmi zacząłem lekko masować jej ramiona, uważając żeby nie zrobić jej krzywdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Sro Lis 22 2017, 21:21

Wiedziałam, że potrzeba trochę czasu i drobnych bibelotów by dom otrzymał odpowiedni klimat - dawałam nam jednak na to czas, gdyż miałam świadomość, że pewne elementy z czasem pojawią się same. Prezenty od bliskich, zdjęcia, rośliny - nie czułam potrzeby wstawiania niczego na siłę, wiedziałam, że muszę się tu zadomowić w sposób naturalny.
Oboje trochę grzecznieliśmy: William - buntownik i kobieciarz stał się kochającym, opiekuńczym facetem, ja - z lekko infantylnej kujonki ze skłonnościami do buntu przeciwko łamaniu praw natury wyrosłam na kobietę rozważniejszą i w pewnym sensie mniej waleczną. Nie miałam siły biegać i z całych sił walczyć o wolność skrzatów i tego typu sprawy. Miałam inne priorytety - wprawdzie nie miałam szansy wybrać ich sama, ale musiałam się z nimi pogodzić.
- Nic nie mówię - rzuciłam starając się zachować spokój, po chwili uśmiechnęłam się lekko do skrzata domowego i powiedziałam - Dziękuję Ci bardzo, Moon
Byłam już niemalże zupełnie pewna, że załatwię ten problem pokojowo i zamiast zmuszać Willa do uwolnienia skrzata zacznę za plecami chłopaka wydzielać mu kieszonkowe - byłam pewna, że ten układ będzie dobry dla nas wszystkich, że pozwoli zachować kompromis. Zdecydowałam się nie komentować więcej tej sprawy. Pozwoliłam się wymasować Willowi, a chwilę później położyłam głowę na jego kolanach i wyciągnęłam nogi wzdłuż kanapy.
Po raz kolejny ogarnęła mnie masa wątpliwości, jednakże postanowiłam zmusić się do bardziej pozytywnego myślenia i mieć nadzieję, że nie będziemy najgorszymi rodzicami świata.
- Myślisz, że to będzie chłopiec czy dziewczynka? - zapytałam przymykając oczy. W gruncie rzeczy płeć małego intruza nie miała dla mnie zbyt wielkiego znaczenia, ale wydawało mi się, że to normalne rozważanie wśród przyszłych rodziców.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 397
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 466
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pią Lis 24 2017, 21:21

I tak wiedziałem, że ona nie da za wygraną. Najgorsze w tym wszystkim było to, że stawianie się jej sprawiało mi pewną trudność, a raczej strach przez zranieniem jej uczuć. Nie chciałem tego robić, jedyne czego chciałem to jej szczęścia. Byłem jednak pewien, że przez cały czas nie będzie tako kolorowo jakbym tego chciał, ale odpychałem tę myśl na najdalszy plan. Liczyła się ta chwila obecna, tak przynajmniej sobie powtarzałem, za wszelką cenę chcąc w to wierzyć. Nie wiedziałem czego się spodziewać po przyszłości, a myślenie o niej sprawiało, że odczuwałem pewien niepokój, który nie chciał dać mi spokoju. Bawiłem się włosami dziewczyny przelewając je między swoimi palcami i zastanawiałem się jak teraz będzie wyglądało nasze życie. Nie sądziłem, żeby było ono kompletnie zaprzepaszczone. Nie zamierzałem rezygnować ze swoich planów na przyszłość. Dziecko to nie koniec świata, nawet jeżeli sytuacja wymagała od nas niemalże natychmiastowego wydoroślenia i życiowego ogarnięcia. Mimo, że sobie tego nie wyobrażałem to nie było co płakać nad rozlanym mlekiem, już nic nie zrobimy, więc jedyne co nam zostało to pogodzenie się z całą sytuacją i nauczenie się z nią żyć. Koniec, nie było odwrotu.
Spojrzałem na nią i odpowiedziałem bez żadnego zawahania.
- Dziewczynka. – ja po prostu nie dopuszczałem innej opcji. – Bez dwóch zdań.
Wizja przyszłości z małą Lottą była jednym z najlepszych obrazów jakie nawiedzały moją głowę. Tak naprawdę nie miałem pojęcia jakiej płci dziecka się spodziewać. Chodziło o to co bym chciał. Perspektywa miniaturki dziewczyny, którą kochałem nad życie była doprawdy najlepszą opcją w całym wszechświecie. No po prostu nie było innej opcji. Byłem prawie pewien, że to będzie dziewczynka. Pochyliłem się i złożyłem na ustach Lotty delikatny pocałunek.
- Twoja mała kopia. – powiedziałem i wyszczerzyłem się do Hudson.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Sob Lis 25 2017, 00:19

Czułam się przy nim tak dobrze, bezpiecznie - ufałam mu tak bezgranicznie, że gdy mówił "wszystko będzie dobrze" ślepo w to wierzyłam. Ludzie traktowali go jak kogoś totalnie zepsutego człowieka, na co on odpowiadał agresją, arogancją czy buntem. Moja wiara w to, że jest dobrym człowiekiem sprawiała, że łagodniał - otaczał mnie bezkresną czułością i delikatnością, której nie był w stanie dać mi nikt inny. Troszczył się o mnie, jednocześnie mając na uwadze nie tylko moje dobro, ale również szczęście. Gdyby nie on na wieść o ciąży najpewniej nie pozwoliłaby mi logicznie myśleć i doprowadziłaby do zrobienia przeze mnie czegoś głupiego.
Zaśmiałam się cicho słysząc słowa na temat mojej małej kopii - wspominałam siebie z dzieciństwa jako małego rozrabiakę buszującego po Pokątnej dlatego posiadanie tak nieznośnego szkraba przerażało mnie jeszcze bardziej niż posiadanie jakiegokolwiek szkraba.
- W dzieciństwie nie byłam taka fajna jak teraz - powiedziałam z aż dziwnie szerokim uśmiechem, by po chwili zastanowienia dorzucić - Ja chyba jednak wolałabym małego Walkerka. Chociaż pewnie wyrywałby inne niemowlęta już na porodówce.
Ku własnemu zdziwieniu roześmiałam się ciepło, a na myśl o tym, że mały intruz może być podobny do mojego ukochanego zrobiło mi się ciepło na serduszku i na dosłownie ułamek sekundy pomyślałam o małym intruzie jako o całkiem sympatycznym stworzonku. Po chwili jednak wyparłam tę myśl, a uśmiech na mojej twarzy zbladł.
- Musimy też wybrać chrzestnych, imiona, umeblować pokój... - westchnęłam - Gdyby ktoś mi powiedział, że w wieku dziewiętnastu lat moim największym problemem nie będzie ocena z transmutacji, tylko pieluszki to bym go wyśmiała.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 397
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 466
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pon Gru 04 2017, 21:30

Prawdę mówiąc ludzie uważali mnie za zepsutego, bo ja tego chciałem. Wierząc w to, że jestem przeklęty, że mam w sobie coś co sprawia, że ludzie wokół mnie umierali. Tak, więc wspaniałomyślnie wziąłem sobie za punkt honoru odpychanie każdego kto się tylko do mnie zbliżył. A potem pojawiła się Lotta, która wywróciła moje życie o sto osiemdziesiąt stopni. Fakt, że nosiła w sobie nasze dziecko był dla mnie czymś tak anomalnym, że za moją sprawą pojawiło się nowe życie, a nie jego koniec. Stała się dla mnie jeszcze ważniejsza niż była, a wydawać by się mogło, że to niemożliwe. A jednak, niespodzianka. Starałem się być wsparciem dla dziewczyny, wiedziałem, że jej ciężko, dużo ciężej niż mi, czego aż nie potrafiłem sobie wyobrazić.
- To może nie wda się w żadne z nas, ja też raczej nie byłem zbyt fajnym dzieckiem. – powiedziałem i się cicho roześmiałem, nie przestając bawić się jej włosami.
Mój wzrok trafił na kilka zwiniętych pergaminów na stoliku i przypomniałem sobie o liście od Julesa. Sięgnąłem bo jeden z nich i wręczyłem go dziewczynie.
- Napisałem do Julesa po twoim wypadku. Myślę, że powinnaś przeczytać ten list. – powiedziałem się do niej lekko uśmiechnąłem.
Miałem nikłą nadzieję, że słowa Branwella trochę podniosą ją na duchu. Słowa mężczyzny były pokrzepiające, przynajmniej dla mnie.
Wysłuchałem jej kolejnych słów i pokręciłem głową z niedowierzaniem. Ja oczywiście też myślałem o tych wszystkich rzeczach. To znaczy „myślałem” było trochę za mocnym słowem. Powiedzmy, że takie myśli przemknęły przez moją głowę.
- Lotta błagam cię, nie panikuj. Przecież damy sobie radę. – spojrzałem na nią z powątpiewaniem, mówiąc kolejne słowa. – Kto jak kto, ale ty chyba nie miewasz problemów z ocenami. – po tych słowach zwyczajnie wyszczerzyłem się szczeniacko w jej stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Sro Gru 13 2017, 16:44

Gdy Williama zadziwiał fakt, że był w stanie stworzyć życie, mnie zaskakiwało bardziej to, że nie byłam w stanie zachować tyle ostrożności by do tego nie dopuścić. Przeżywałam to ogromnie, nawet bardziej niż stosunek mojego ojca do całej tej sprawy i fakt, że po powrocie do szkoły czekało mnie mnóstwo nieprzyjemności związanych z plotkami i załatwianiem wszystkich formalności.
- Miejmy nadzieję, że po mnie odziedziczy intelekt, a po tobie urodę - zażartowałam głaszcząc w międzyczasie ukochanego po ramieniu. Po chwili przeniosłam się z pozycji leżącej do pół siedzącej i opierając się o Krukona zaczęłam pić herbatę. Po chwili jednak chłopak podał mi list od Julesa. Chwyciłam go i powoli wczytałam się w każde słowo - biorąc pod uwagę jak wiadomość o ciąży przyjął mój ojciec, nie spodziewałam się aż tyle serdeczności, ze strony opiekuna Williama.
- Jules... jest kochany - szepnęłam z trudem kryjąc wzruszenie. Chociaż nie do końca zgadzałam się z tym co mężczyzna nam napisał, jego słowa wsparcia były dla mnie niesamowicie cenne.
Gdy rozmowa zeszła na temat szkoły wróciło skupienie - trudno ukryć, że bycie pilną uczennicą jest czymś czego dość trudno się wyzbyć.
- Dotąd nie miałam - mruknęłam, by po chwili niemego zastanowienia zaśmiać się cicho - Wyobraziłam sobie siebie tłumaczącą Crainowi, że nie odrobiłam pracy domowej, bo cały wieczór usiłowałam przekonać moje dziecko, że noc służy do spania.
Dopiłam herbatę, a gdy tylko brałam ostatni łyk u mojego boku pojawił się skrzat domowy by odebrać ode mnie szklankę. Byłam strasznie zaskoczona, ale od razu mu ją oddałam po raz kolejny mu dziękując.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 397
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 466
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Sob Gru 16 2017, 15:05

Długo myślałem o liście od Branwella. Prawdę mówiąc byłem na siebie wściekły, że przez tyle lat dawałem mu w kość, a on mimo to wciąż we mnie wierzył. Często zwykłem nazywać go głupcem z tego względu. Kto by pomyślał, że aby to wszystko do mnie odtarło musiałem zmierzyć się ze świadomością bycia rodzicem. Może faktycznie to wszystko miało zwiastować jakąś zmianę. Kto wie, może na lepsze? Zresztą, kogo to obchodziło, czas pokaże. Żyłem tu i teraz, nigdy nie lubiłem za daleko wybiegać myślami. Prawdopodobnie dlatego, że obawiałem się przyszłości, ale to chyba było całkiem normalne. Ludzie bali się tego co nieznajome, nieważne czy były to kolejne wydarzenia, czy dziwne zwierzę.
- Lotta posłuchaj mnie. Wiem, że ta cała nasza sytuacja to jedno wielkie bagno. Możemy w nim albo utonąć, albo z niego wyjść, ale to zależy tylko od nas. Nawet jeżeli nasze dziecko nie będzie chciało spać, to obiecuję, że w końcu do tego... przywykniemy. Nie mam pojęcia o wychowywaniu dzieci, tyle że nie mamy wyboru. – powiedziałem.
Nie byłem pewien czy ta moja mowa była bardziej motywująca, czy uświadamiająca w jakim gównie byliśmy. Oczywiście gdybym tylko mógł cofnąć czas nie dopuściłbym do takiej sytuacji. Jednak  odwrotu już nie było. Byliśmy nieostrożni i teraz musieliśmy się zmierzyć z tym co miało nadejść.
- Dzisiaj jest dzień, aby być szczęśliwym. Wczoraj już przeminęło. Jutro dopiero nadejdzie. Człowiek jest tajemnicą, z tajemnicy przybywa i w tajemnicę odchodzi. – zacytowałem i po chwili dodałem. – Od nas zależy jak będzie wyglądała nasza przyszłość.
Po tych słowach wstałem z kanapy i bez najmniejszego wysiłku (i ostrzeżenia) podniosłem Hudson w stylu panny młodej. Nawet jeżeli protestowała nie miała za mną najmniejszych szans. Cóż, jeżeli chodziło o siłę fizyczną, górowałem nad nią. W każdym razie gdyby było odwrotnie – zacząłbym się chyba poważnie martwić. Przeszedłem z Lottą na rękach do kuchni i posadziłem ją na blacie. Wplotłem dłonie w jej jasne włosy i namiętnie pocałowałem. Chciałem żeby wiedziała, że niezależnie od tego co się stanie, zawsze będzie dla mnie najważniejsza, będzie po prostu moja. Nie znosiłem myśli, że mogła pomyśleć, że ją zostawię. Nie zamierzałem tego robić nigdy. Teraz kiedy nosiła w sobie nowe życie, które razem stworzyliśmy, stała się jeszcze większym skarbem. Mimo naszego młodego wieku, chciałem wierzyć, że to wszystko stało się z jakiegoś konkretnego powodu.
- Kocham cię, Lotta. Nic tego nie zmieni. – powiedziałem i ponownie ją pocałowałem, przyciągając ją do siebie jeszcze mocniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Nie Gru 17 2017, 14:18

W gruncie rzeczy bardzo podziwiałam Branwella - wiedziałam jakim trudnym człowiekiem był William, dlatego momentami nie mogłam uwierzyć, że mężczyzna przez te wszystkie lata miał do niego aż tyle cierpliwości. Zupełnie nie mieściło mi się to w głowie, ale cieszyłam się, że mamy kogoś po swojej stronie.
Will zaczął dość poważną gadkę, o tym że damy radę. Początkowo słuchałam go z uwagą, później jednak zmęczyło mnie to - dopiero wyszłam ze szpitala i potrzebowałam odpocząć od natłoku zmartwień.
- A ja mam pojęcie o wychowywaniu dzieci - powiedziałam cicho, by po chwili zachichotać i zdobyć się na żart - Od maja robię wszystko, żebyś wyszedł na ludzi.
Nie miałam już ochoty gadać o dziecku, ani o przyszłości - byłam bardzo zmęczona i chciałam na moment odsapnąć od wszystkich zmartwień, co mój ukochany bez problemu przewidział.
Pisnęłam jak mała, lekko przerażona dziewczynka, gdy Will mnie podniósł, zupełnie jednak wyluzowałam się gdy posadził mnie na blacie i zaczął całować - zdecydowanie brakowało mi tego typu bliskości, czegoś codziennego, a jednocześnie tak cudownego, co dawało możliwości oderwania się od bolesnej (zarówno fizycznie, jak i psychicznie codzienności). W tamtym momencie nie chciałam myśleć o niczym innym niż ta konkretna chwila - nie było przeszłości i przyszłości, liczyło się tylko teraz.
- Ja też Cię kocham, Walker - powiedziałam kładąc moje rozorane przez blizny dłonie na jego ramionach. Oddałam się pocałunkowi ciesząc się, że mam chłopaka przy sobie.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 397
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 466
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pią Sty 19 2018, 09:59

Kto nie podziwiał Julesa? Warto zaznaczyć, że ja sam cholernie go podziwiałem i gdybym uznawał jakiekolwiek autorytety właśnie on nim by został. Wiele lat myślałem, że nie mam rodziny, rodziców, ojca, w którego mógłbym wpatrywać się jak w obrazek i pragnąć stać się takim jak on. Dopiero niedawno, wskutek tych wielu wydarzeń zrozumiałem, że przecież zawsze kogoś takiego miałem. To zaskakujące jak zdarzenia potrafiły odmienić punkt widzenia niemal o sto osiemdziesiąt stopni. Można by nawet dojść do wniosku, że wszystko działo się po coś. A jednak, mimo upływu lat wciąż nie rozumiałem dlaczego właśnie moi rodzice musieli zginąć tamtej nocy? Dlaczego tamta kobieta pomyliła składniki? I wreszcie, dlaczego ja tego doświadczyłem. Nie użalałem się nad sobą, ale te doświadczenia ukształtowały moją osobowość, która pozostawiała wiele do życzenia. Spojrzałem na Lottę, uśmiechając się półgębkiem.
- Chyba całkiem nieźle ci to idzie, już nie rzucam się na ludzi bez powodu. – odparłem.
Była jeszcze jedna rzecz, której nie potrafiłem pojąć. Dlaczego właśnie Lottę spotkał ten wypadek. W rezerwacie było tyle innych osób, więc dlaczego ona? Nie musiałem ukrywać, że w moim mniemaniu zrzuciłbym to na kogokolwiek innego, byle tylko nie przytrafiło się mojej dziewczynie nic złego. A jednak, nieszczęście pociągało za sobą kolejne i tak przez całe życie.
- To dobrze, w innym wypadku mogłabyś spać co najwyżej na ogrodzie. – mrugnąłem do niej jednym okiem i jeszcze raz pocałowałem.

z/t 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Wto Lut 27 2018, 21:59

Chociaż bałam się to powiedzieć na głos to byłam cholernie nieszczęśliwa.
Gdy moje koleżanki biegały na zajęcia, do pracy, na imprezy z beztroskimi uśmiechami na twarzach, ja z trudem pojawiałam się na lekcjach i wykładach wzbudzając głównie politowanie. Całego tego zamieszania nie wynagradzały mi tego wyznania miłości ze strony Willa, ani atencja przyjaciół. Marzyłam o tym, żeby biegać na zajęcia, tańczyć, śmiać się, a przede wszystkim wrócić do moich smoków - całym sercem tęskniłam za tymi przeklętymi bestyjkami i mimo blizn na rękach wciąż darzyłam je gorącym uczuciem, na które najpewniej nie miał szans mały potworek, którego nosiłam w sobie. Czasem czułam wobec niego skrawki czułości, jednak mimo wszystko wzbudzał we mnie więcej odrazy niż czułości. Nikomu jednak nie mogłam tego powiedzieć, bo najpewniej wzbudziłabym oburzenie.
Swoje bolączki zatapiałam w książce - odkąd byłam na urlopie zdrowotnym przy każdej możliwej okazji bazgrałam rysunki smoków opisując je znanymi mi informacjami. Z czasem zaczęłam je uzupełniać o rzetelniejsze informacje z innych źródeł. Szukałam, szperałam i w gruncie rzeczy to była ostania rzecz, która jeszcze sprawiała mi przyjemność. I tak powstał wstępny zarys czegoś co początkowo miało być tylko zbiorem wiedzy dla mnie, przygotowanym do mojej przyszłej pracy. Wysłanie pracy do wydawnictwa pewnie nigdy nie miałoby miejsca, gdyby nie moje spotkanie z szefem, który gorąco mnie do tego zachęcił.
Nie przypuszczałam, żeby ktokolwiek chciał wydać moje wypociny - a jednak. Trudno powiedzieć czy to wpływy mojego szefa czy raczej gorący (hehe) temat doprowadził do tego, że wydawnictwo zainteresowało się moim kompendium wiedzy o smokach, byłam jednak bardzo zaskoczona i uradowana. Otrzymałam od wydawnictwa zaliczkę, która była bardzo obiecująca. Dzięki niej mogłam na poważnie zabrać się do pracy. Zamiast spędzać te ciężkie dni w jakimś sennym letargu, leżałam w łóżku wykonując kolejne ilustracje i wyszukując kolejne informacje. Pewnie nie powinnam się tak przemęczać, ale czułam, że tworzony przeze mnie materiał to ostatni łącznik między mną, a moim dawnym życiem, która tak kochałam. To była moja jedyna szansa, żeby nie stracić z oczu dawnej Lotty.

/zt

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Sob Mar 31 2018, 21:36

Narodziny dziecka były w moim mniemaniu totalnie traumatyczne - ciążowe życie na które dotąd narzekałam wydawało się cudowne, w porównaniu do obecnego piekła. E.J. był bez wątpienia uroczym dzieckiem, a przynajmniej do momentu kiedy spał, jednakże obowiązków było zdecydowanie za dużo, na dodatek straciłam kontakt z większością znajomych, poza Rileyem, który regularnie do mnie pisał, kontaktowałam się praktycznie wyłącznie z Willem, rodziną i skrzatem Willa. Nie miałam do nich pretensji, gdyż spora część winy stała po niej stronie – byłam w moim obecnym stanie bardzo nieprzystępna, bo denerwowało mnie, że wszyscy chcieli gadać o dziecku, nie o mnie. Tęskniłam za dawnym życiem i za smokami, no właśnie...
W rzadkich chwilach kiedy czułam się w porządku, a młody akurat spał kończyłam książkę, która z każdym dniem nabierała bardzo realnego kształtu. Materiału, który stworzyłam było naprawdę dużo - nie mówię tu tylko o opisach i treści merytorycznej, ale również o ilustracjach. Gdybym miała zawrzeć wszystko czego udało mi się nauczyć i co znalazłam całość miałaby najpewniej z tysiąc stron, musiałam się więc dość streszczać, żeby spełnić wymagania wydawcy, a przy okazji żeby książka nadawała się zarówno dla laików zainteresowanych tematem, jak i początkujących adeptów smokologii, którzy mieliby już jakieś podstawy wiedzy o tych stworzeniach.
Gdyby nie książka zapewne zrobiłabym sobie krzywdę albo uciekła. Ona dawała mi siłę, pozwalała mi przez kilkadziesiąt minut dziennie nie myśleć o kupie, obrzmiałych piersiach, dzikim wrzasku i fakcie, że stałam się społecznym nikim. Przez te kilka godzin w tygodniu nie byłam nudną, zmęczoną i słabą młodą matką, ale aspirującą pisarką, która miała do przekazania ogrom wiedzy. Najbardziej cieszyłam się, ze wydawca pozwolił mi własnoręcznie zilustrować książkę – wymagało to wprawdzie bardzo dużo czasu, bo nie byłam mistrzynią rysunku, ale sprawiało mi mnóstwo frajdy i na dodatek było wiarygodniejsze niż gdyby zrobił to jakiś ilustrator niemający profesjonalnej wiedzy na temat smoków.

/zt

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pon Paź 15 2018, 00:35

Oczywiście, że się bałam.
Mimo iż czułam swego rodzaju żal skierowany w stronę Williama i w pewien sposób obwiniałam go nie tylko za narodziny EJ'a, ale za całą sytuację, która doprowadziła do mojej ucieczki, to w głębi duszy zdawałam sobie sprawę z tego, że zachowałam się okropnie i ani przesyłane przeze mnie pieniądze na wychowanie dziecka, ani wymówki dotyczące próby ułożenia sobie życia nie oczyszczały mnie z zarzutów. Choć długo odkładałam moment konfrontacji z Walkerem, to gdy doszły mnie plotki na temat jego powrotu do Doliny, zrozumiałam, że nie mam zbytnio wyboru i muszę rozwiązać sprawę raz na zawsze.
Przechodząc przez nasz dawny ogród czułam się zupełnie zagubiona - wyglądał dokładnie tak samo, jak wtedy gdy niecały rok temu wprowadzałam się do tego domu, ja zaś sama zupełnie nie przypomniałam tamtej zalęknionej Lotty - nie miałam tu na myśli tylko aparycji, zmiany koloru włosów i zagojonych blizn, a raczej całokształt. W ciągu ostatnich miesięcy udało mi się uporządkować pewne sprawy i dojść do ładu ze sobą.
Pytanie tylko czy to wystarczyło.
Nie wiedziałam jak chcę rozwiązać tę sytuację, miałam jednak świadomość, że nie załatwię tego inaczej niż rozmową, dlatego mimo całego strachu i wahania w końcu zapukałam do drzwi. Wpatrywałam się w drewniane wrota niby osoba czekająca na wyrok. Z trudem brałam kolejne oddechy.

@William Walker

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 397
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 466
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Wto Paź 23 2018, 17:27

Wyjechałem, nie wiedząc nawet czy wrócę. Nie widziałem wówczas innego wyjścia. Nie dałbym rady sam, a rodzice Lotty nie patrzyli na mnie przychylnym okiem. Właściwie zamierzali odebrać mi dziecko. Nawet jeśli istniało inne wyjście nie potrafiłem go znaleźć, a oferowana pomoc ze strony mojego wujka była najlepszym rozwiązaniem.
Nie miałem pojęcia dlaczego Lotta mnie zostawiła. Próbowałem zrozumieć. Z początku chciałem ją znaleźć, pojechać do niej, przekonać. Nikt jednak nie potrafił, albo zwyczajnie nie chciał, udzielić mi jakichkolwiek informacji, a wskutek innych zdarzeń i nakładających się na siebie problemów – odpuściłem. Zaczynałem się przyzwyczajać do myśli, że po prostu zostałem sam. Gdyby nie pomocna dłoń Julesa nie wiedziałem co mogłoby się stać. Rozprawę w sądzie miałem z góry przegraną, to było jasne. Nie potrafiłem oddać dziecka, przypominał mi o niej i cóż, był moim synem, nieważne co – moim dzieckiem. Nie mogłem pozwolić, by nie był wychowywany chociaż przez jednego rodzica, wiedziałem co to znaczy. Byłem pewien, że Hudsonowie nie pozwolą mi się nawet z nim widywać.
To nie było łatwe. Nie był łatwy wyjazd, przyzwyczajenie się do ojcostwa, poukładanie wszystkiego. A jednak, udało mi się. Wróciłem z półrocznym synem do Doliny Godryka. Tu było moje życie, nawet tak koszmarnie rozbite na małe kawałeczki. Ale wszystko zaczęło się układać, powoli składałem wszystko do kupy. Nie chciałem myśleć, że wychodzę na prostą, ani że kryzys minął. Z doświadczenia wiedziałem, że wtedy zawsze wszystko sypało się od początku, ale podświadomie wierzyłem, że już teraz będzie dobrze.
Przestałem mieć nadzieję, że Lotta wróci. Z początku pisywałem listy, desperacko chciałem się z nią skontaktować, ale kiedy nie dostałem żadnej odpowiedzi, Jules uświadomił mnie, że odeszła na dobre. Pogodzenie się z tym nie było łatwe. Kochałem ją, nawet po takim czasie nie potrafiłem powiedzieć, że jej nie kocham. Nie rozumiałem jednak tego co zrobiła. Nie pojmowałem co nią kierowało, ale być może różniliśmy się od siebie aż tak. Może to nawet lepiej, że odeszła?
Udało mi się uśpić malca po godzinnej walce i usłyszałem pukanie do drzwi. Nie spodziewałem się nikogo, właściwie nie miałem nawet kogo się spodziewać. Zmarszczyłem brwi, ale ostrożnie wstałem z kanapy i przysunąłem stół, by E.J. nie spadł kręcąc się we śnie. Podszedłem do drewnianych drzwi, otworzyłem je i... stanąłem jak wryty.
Moje oczy rozszerzyły się w ułamku sekundy kiedy rozpoznałem osobę stojącą przed progiem niegdyś naszego wspólnego domu.
Miałaś zostać tylko wspomnieniem.
Przez kilka długich sekund nie odezwałem się ani słowem. Nie wiedziałem co powiedzieć, nie wiedziałem jak się zachować. Byłem przyzwyczajony do niewiedzy, jako młody ojciec wszystkiego uczyłem się na podstawie moich błędów – inaczej nie było jak. Ta niewiedza jednak była wynikiem skołowania, konsternacji i mieszanki złości ze szczęściem.
- Co ty tu robisz? – zapytałem tylko, głosem wypranym ze wszystkich emocji, a moja twarz nie wyrażała absolutnie niczego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pon Lis 05 2018, 12:40

Gdy otworzył drzwi z trudem utrzymałam się na nogach - widząc jego twarz, niby zaskoczoną, niby trochę złą, a w gruncie rzeczy zupełnie wypraną z czegokolwiek, zostałam jeszcze bardziej uderzona przez wyrzuty sumienia. Wiedziałam, że wyjazd był dobrą decyzją i tylko dzięki niemu byłam w stanie normalnie funkcjonować psychicznie, jednak żałowałam, że chociaż nie spróbowałam rozwiązać tego inaczej. Było jednak za późno - nie byłam w stanie cofnąć tego co zrobiłam, tak jak nie byłam w stanie wymazać tego, że uległam presji Willa i rodziny rodząc dziecko. Musiałam zmierzyć się z moimi błędami, niezależnie od tego jak bardzo miało mnie to boleć i jakie konsekwencje przynieść.
- Przyszłam porozmawiać - powiedziałam cichym głosem, wypełnionym niemal tak samą obojętnością jak jego - Wiem, że niekoniecznie chcesz mnie widzieć po tym wszystkim, ale mamy wspólnie syna, więc chyba nie mamy wyjścia.
Mimowolnie, lekko nerwowo odrzuciłam do tyłu ciemne, krótsze od tych doskonale mu znanych, włosy. Zmierzyłam chłopaka przeciągłym spojrzeniem dostrzegając w jego pięknych rysach zmęczenie, ale również swego rodzaju pustkę, ból. Zniszczyłam go i bardzo się tego wstydziłam, niemniej jednak po tym wszystkim co nas spotkało trudno było mi patrzeć w jego oczy, do niedawna ukochane, z miłością, czy chociaż sympatią. W tym momencie czułam głównie dyskomfort, musiałam jednak wykazać się dorosłoscią.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 397
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 466
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pią Lis 09 2018, 15:11

Dawno już przestałem się oszukiwać, że wystarczy jedno pstryknięcie, by było jak dawniej. Jednak los kpił sobie ze mnie na każdym kroku, a przeszłość wracała. Robiąc to za każdym razem uderzała mnie coraz mocniej. Zdecydowanie zbyt długo łudziłem się, że Lotta wróci, przestałem o tym śnić, przestałem mieć nadzieję, chciałem zapomnieć. Chcieć sobie mogłem. Widząc ją wszystkie uczucie, te dobre i te, które przez wiele nocy spędzały mi sen z powiek, wróciły razem z nią.
Przełknąłem ślinę. Musiałem się odezwać, a wielka kula w gardle mi to skutecznie uniemożliwiała. Odchrząknąłem więc.
- Wejdź. Nie będziemy rozmawiać w progu. – powiedziałem i odsunąłem się od drzwi, pozwalając jej przejść.
Kiedy to zrobiła, spiąłem się jeszcze bardziej. Miałem wrażenie, że każdy mięsień w moim ciele drży. Wziąłem głęboki oddech, tuż po cichym zamknięciu drzwi i odsunąłem się od wejścia, przechodzą w głąb domu. Wszedłem do nieco zmienionego salonu, w którym teraz zamiast foteli stała duża kanapa, na której spał chłopiec o ciemnych włosach. Nerwowo splotłem ze sobą palce dłoni, czułem się źle, niezręcznie, nie miałem pojęcia co zrobić ani też co powiedzieć. Zanim jednak dziewczyna się odezwała, postanowiłem zrobić to pierwszy.
- Myślę, że najlepiej będzie jeśli przejdziemy do kuchni. Salon nie jest teraz najlepszym miejscem na tego typu rozmowy. – po tych słowach skinąłem na skrzata domowego, żeby ten doglądał E.J. Wiedziałam, że w razie czego mnie zawoła, a na pewno nie pozwoli, by dziecko zsunęło się z sofy. Nie czekając na jej aprobatę skierowałem się do kuchni, licząc na to, że po prostu pójdzie za mną. Nie wiedziałem o czym chce rozmawiać, jak dla mnie sprawa była jasna. Zostawiając mnie i nasze dziecko dała mi jasno do zrozumienia, że nie chce mieć z nami nic wspólnego. Niemniej jednak nie miałem pewności, że przez całą wymianę zdań zachowam spokój. Właśnie dlatego zaproponowałem inne pomieszczenie.
Spojrzałem na nią zmęczonymi oczami, w których doskonale widać było zeszłe miesiące.
- Dlaczego? – zapytałem tylko i oparłem się o blat. Nie dodałem nic więcej, zwykłe „dlaczego” zupełnie starczało. Chciałem wiedzieć czemu opuściła mnie, opuściła swojego syna, nie dawała znaku życia. Dlaczego przez pewien czas nawet pozwoliła mi myśleć, że nie żyje. Dlaczego wcześniej nie chciała rozmawiać, zwyczajnie uciekła. Nie tylko ona była przytłoczona tym wszystkim. Być może wyjazd pozwolił jej wszystko poukładać. Mi nie. Mnie to wszystko zabijało od środka. Właśnie to był powód mojej potrzeby usłyszenia tej jednej odpowiedzi: dlaczego to zrobiła?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pon Lis 12 2018, 20:08

Obserwowałam jego reakcje, niczym zwierzę obawiające się ataku drapieżnika. Jego opanowanie i chłód były dla mnie wręcz zaskakujące - oczywiście nie oczekiwałam pozytywnej reakcji, niemniej jednak myślałam, że będzie mniej statyczny, bardziej wściekły. O tak, wściekłość byłaby do zniesienia, zaś jego nieobecność wydawała się skrajnie bolesna, gorsza niż cokolwiek innego.
Idąc korytarzem do kuchni czułam dziwną nostalgię - choć całe nasze życie obróciło się do góry nogami, tutaj nic się nie zmieniło. Z bólem wspominałam beztroskie dni przed przyjściem na świat Edmunda. Kochaliśmy się, byliśmy razem szczęśliwi - dlaczego to wszystko ułożyło się tak cholernie źle?
Patrzyłam na niego chwilę w milczeniu starając się dobrać odpowiednie słowa, lecz po chwili dotarło do mnie, że spieprzyłam sprawę tak skrajnie, że żadne słowa nie są w stanie uratować mojej sytuacji. Musiałam wypić piwo, które sama nawarzyłam.
- Bo byłam tchórzem i niedojrzałą smarkulą - powiedziałam - Nadal jestem.
Nie płacz Hudson - pomyślałam, z trudem powstrzymując napływające do oczu łzy. Nie mogłam teraz zachowywać się jak niezrównoważona, jeśli chciałam, żeby William traktował mnie choć minimalnie poważnie. Wzięłam oddech.
- Nie byłam gotowa na dziecko i bardzo możliwe, że popełniłam błąd donosząc ciążę. Nie chciałam zawieść ciebie i rodziców - powiedziałam siląc się na beznamiętność - Ale zawiodłam. Nie wytrzymałam presji, tego że straciłam szansę na rozwój. Tego, że z prymuski stałam się pokazywaną palcami młodą matką. Że nie dosypiałam, a nikogo już nie obchodziłam ja, tylko to, że mam dziecko.
Wzięłam głęboki wdech na chwilę odwróciwszy wzrok, by zakryć kilka łez spływających mi po policzkach. Dopiero, gdy spłynęły ponownie spojrzałam na Williama siląc się na spokój.
- Wiem, że nigdy mi tego nie wybaczysz i nawet cię o to nie proszę, ale musiałam wyjechać. Inaczej w życiu bym sobie tego nie ułożyła. Spieprzyłam wyjeżdżając bez słowa i do końća życia będę sobie to wypominać.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 397
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 466
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Wto Lis 13 2018, 13:54

Moje opanowanie było tylko iluzją, która mogła prysnąć w każdej chwili. Obawiałem się, że zniknie w ciągu ułamku sekundy, że nie dam rady utrzymywać za tym nietrwałym murem wszystkich emocji, które w tej chwili mną targały. Nie rozumiałem co się ze mną dzieje. Z jednej strony kamień z mojego serca spadł z chwilą zobaczenia Lotty w progu niegdyś naszego domu, jednocześnie jednak zawiązał mi się na nim ciasny supeł, który z każdą sekundą zaciskał się coraz bardziej. Starałem się o tym nie myśleć, ani też o całym bólu, który zadawało mi patrzenie na nią. Tak dobrze mi znane rysy twarzy, ciemniej i krótsze włosy niż te, które wyryły się w mojej pamięci, postawa, z której niewiele potrafiłem odczytać, a może zwyczajnie nie chciałem jej odczytywać.
Wszystko poszło nie po naszej myśli. Nigdy nie chciałem obarczyć ją takim brzemieniem, nigdy nie chciałem zadać jej bólu, więc kiedy wyjechała i kiedy dotarło do mnie, że moje poszukiwaniu tylko pogorszą sprawę – odpuściłem. Nie chciałem stawiać jej przed wyborem, który już przecież dokonała. Uciekła, wyjechała, zostawiła mnie i małego chłopca, który niczym nie zawinił. Postanowiłem zamknąć więc te drzwi, a teraz? Teraz kiedy stała przede mną  z bólem w oczach, zatrzaśnięte na cztery spusty drzwi znowu się otworzyły, a mnie to wszystko ponownie uderzyło.
Kiwnąłem głową na jej słowa. Nie chciałem jej przerywać, ale dałem jej znak, że słucham, że każda wypowiadana przez nią litera do mnie trafia, nieco zbyt mocno niżbym sobie tego życzył. Widząc łzy napływające do jej oczu drgnąłem. Uczucia sprzed wielu miesięcy nadal we mnie tkwiły, a jednak ból związany z całą tą sytuacją był zbyt duży żebym się poruszył. Nie spuszczałem z niej wzroku i czekałem aż kontynuuje. Nie pośpieszałem jej, skoro byłem w stanie wytrzymać ponad pół roku – wytrzymam jeszcze te kilka minut.
Kiedy skończyła przełknąłem ślinę.
Zawsze byłaś na moim pierwszym miejscu. - przemknęło mi przez głowę.
Nie wiem czego się spodziewałem, podświadomie nawet wiedziałem co mogę usłyszeć.
- Mam nadzieję, że naprawdę wszystko sobie ułożyłaś, skoro byłaś gotowa poświęcić mnie i to co nas łączyło, jeśli w ogóle coś nas łączyło. – odparłem beznamiętnie, beż żadnego wyrzutu, ot co zwykłe stwierdzenie faktu. – Nie wiem czego ode mnie teraz oczekujesz. – dodałem i wzruszyłem ramionami.
Skoro nie chciała mnie prosić o wybaczenie, to po co zjawiła się w tym domu? Zobaczyć czy nie włożyłem naszego syna do okna życia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Wto Lis 20 2018, 18:45

Z trudem powstrzymałam gorzki śmiech. Rozumiałam jego żal, w wielkim stopniu zasłużony, rozumiałam nienawiść, jednak nie potrafiłam pogodzić się z tym, że całą sytuacja wyglądała aż tak źle.
- Wolałam poświęcić nas, niż wykończyć siebie, a w efekcie ciebie również do tego stopnia by jedynym wyjściem z tego wszystkiego był skok z wieży astronomicznej - rzuciłam rozgoryczona, ale również bliska płaczu. Miałam świadomość, że go zraniłam, że zniszczyłam nasz związek, liczyłam jednak na choć odrobinę zrozumienia - z powodu dziecka poświęciłam wszystko co było mi drogie, zaczynając od szkoły i pracy, przechodząc przez kontakty z rodziną, a kończąc na moim zdrowiu - zarówno fizycznym, jak i psychicznym. On nie miał takich dylematów, nie musiał rezygnować z niemal niczego i w końcu miał rodzinę, o której tak marzył.
Wzięłam głęboki oddech, by nie wykrzyczeć mu w twarz całej masy żalu - nie przyszłam tu w celu kłócenia się, a by dla dobra Edmunda dojść do jakiegoś minimum porozumienia.
- E.J. jest też moim synem - powiedziałam cicho - Niezależnie od tego jak się zachowałam muszę wziąć za niego odpowiedzialność.
Wzięłam głęboki wdech, by spojrzeć mu w oczy i powiedzieć:
- Na twoich warunkach.
Byłam gotowa płacić alimenty, partycypować w opiece, a nawet wrócić tutaj - trochę dla dobra naszego syna, trochę z poczucia odpowiedzialności, które zabijało mnie od środka. Zakładałam również wersje, że William całkowicie odrzuci pomoc - nie zamierzałam mu zabierać dziecka, jednak wiedziałam, że wtedy będę musiała przekonać go do mojej pomocy siłą. Gdyby była taka potrzeba nei zawahałabym się ani chwili.

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 397
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 466
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pon Lis 26 2018, 19:28

Nie tak wyobrażałem sobie jej powrót. Pomijając fakt, że od pewnego czasu przestałem go sobie wyobrażać. Pogodziłem się z rolą samotnego ojca i zdecydowałem, że w takim układzie będzie lepiej, a jej powrót wszystko zepsuje. Tak tez teraz czułem, cały świat z powrotem walił mi się na głowę i nie byłem pewien co powinienem zrobić. Serce, mimo że roztrzaskane, ciągnęło mnie do Lotty, wspominając te dobre chwile, próbowało zrozumieć dziewczynę, nawet jeśli złamane zostało przez nią. Rozum natomiast jasno dawał mi do zrozumienia, że krzywda była zbyt duża do wybaczenia.
Przejechałem dłonią po twarzy. Czy ona naprawdę myślała, że jej ucieczka, bo inaczej nazwać tego nie mogłem, mnie nie złamie? Że nie będę wykończony zamartwianiem się i stawianiem w pojedynkę kroków na tej nowej drodze, której kompletnie nie znałem? Pokręciłem głową.
- Nie, Lotta. Wolałaś poświęcić wszystko dla siebie samej. Nie oszukuj się, że w efekcie nie chciałaś wykończyć mnie, bo to jeden wielki bullshit. Jeśli myślisz, że pół roku rwania sobie włosów z głowy z tęsknoty za tobą i bezsilności mnie nie wykończyło, to jesteś w błędzie. – powiedziałem, a w moim głosie po raz pierwszy dało się usłyszeć nutę bólu. Miałem wrażenie, że te wszystkie uczucia i nieprzespane noce wróciły z chwilą zobaczenia dziewczyny. Splotłem ze sobą dłonie, żeby ukryć ich drganie.
- Nie musisz, już nie. – odwzajemniłem jej spojrzenie. – Nie mam żadnych warunków. Stajesz teraz przede mną jakby nic się nie stało, a ostatnie pół roku wyparowało. Nie wiem co tobą kierowało, ale podjęłaś już decyzję. Nie możesz tak po prostu z powrotem pakować się w moje życie, kiedy ja patrząc na ciebie widzę tylko osobę, która porzuciła własne dziecko. – to nie była do końca prawda, miałem kompletny mętlik w głowie, ale wiedziałem, że wciąż coś do niej czułem, bez względu na to co zrobiła. – Już raz sprawiłaś, że mój świat stał się kompletnym chaosem, a teraz znowu to robisz. Skąd mam wiedzieć, że za chwilę rola matki znowu cię nie przerośnie i nie zostawisz wszystkiego po raz drugi? To bez sensu, nie dasz mi gwarancji, nie możesz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1619
  Liczba postów : 1143
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Walker's house   Pią Lis 30 2018, 18:52

Pozwoliłam wylać mu swój gniew, rozczarowanie, ból, bo wiedziałam, że na to wszystko zasługiwałam. Mogłam się bronić i tłumaczyć, ale w tej sytuacji zapewne nie miałoby to zbyt wiele sensu - niezależnie od tego jak się czułam to przecież byłam winna. W końcu porzuciłam rodzinę i złamałam mu serce, co nawet bacząc na okoliczności i moje rozjebanie psychicznie nie było szczególnie w porządku. Słuchałam więc, bez cienia zawahania, choć każde jego słowo było jak cios pięścią w brzuch.
- Nie udaję, że nic się nie stało i nie pakuję się w Twoje życie - powiedziałam przegryzając wargę do krwi, gdy usłyszałam, że widzi we mnie tylko osobę, która porzuciła własne dziecko. Zasługiwałam na obelgi, ale to było tak dosadne, że trudno było mi się powstrzymać - Pakuję się w życie naszego syna i wiem, że moja obietnica jest w twoich oczach gówno warta, ale...
Wzięłam głęboki oddech starając się uporządkować myśli i wyrzucić to co miałam do powiedzenia. Spojrzałam mu głęboko w oczy i choć cierpiałam robiłam wszystko, by zachować równowagę i spokój. Musiałam - nie było innej drogi do tego, żeby potraktował mnie poważnie.
- Jeśli jesteś gotowy za pięć czy dziesięć lat tłumaczyć mu dlaczego nie ma matki, nawet takiej weekendowej i niedojrzałej jak ja, to wyjdę stąd i jedynym śladem po mojej obecności w Waszym życiu będą kwity z alimentami - powiedziałam tonem tak zdecydowanym, że sama bym siebie o to nie podejrzewała - Pytanie tylko czy naprawdę chcesz mu złamać serce?

______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Manchester, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 397
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, prefekt fabularny
  Liczba postów : 466
http://www.czarodzieje.org/t14149-william-walker?nid=12#373965
http://www.czarodzieje.org/t14408-william-walker#381575
http://www.czarodzieje.org/t14185-william-walker
http://www.czarodzieje.org/t14184-william-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Walker's house   Sob Gru 29 2018, 18:58

Długo tłumiłem w sobie swój żal do Lotty, udawałem, że wszystko jest w porządku, że akceptuję jej decyzję, zresztą – miałem jakiś wybór? Nie pozostawało mi nic innego jak pogodzić się z tym wszystkim i żyć dalej, bo przecież miałem dla kogo. Jednak teraz kiedy Hudson stała przede mną, nie potrafiłem akceptować czegokolwiek, moja bańka, którą otoczyłem rzeczywistość pękła, a cały ciężar codzienności ponownie osiadł na moich barkach. Trzeba było tu nie wracać.
Gdzieś w głębi wiedziałem, że ona tez miała ciężko, że było jej tak samo trudno, ale nie potrafiłem dopuścić do siebie tej myśli, ponieważ w moich oczach to ona była winna. Jej decyzja zaważyła na jej życiu, moim i naszego syna, a tego nie potrafiłem wybaczyć.
- Lotta, już z niego zrezygnowałaś, pół roku temu. – odparowałem.
Nie potrafiłem, po prostu. Nie wyobrażałem sobie jej wizyt w tym domu, oddawania jej dziecka i udawania, że wszystko jest w porządku. Nie potrafiłem patrzeć na nią bez tego cholernego bólu w sercu. Już dawno przestało chodzić o mnie. Może nie wszystkie decyzje zostały właściwie podjęte, ale to one ukształtowały rzeczywistość.
- I tak będę musiał mu tłumaczyć dlaczego widuje matkę raz na jakiś czas, dlaczego mama nie mieszka z nami tak jak mamy innych dzieci, dlaczego przy jego pierwszych krokach byłem tylko ja... – odparłem, starając się nie podnosić głosu i chyba mi się to udało. – Nie potrafię ci teraz odpowiedzieć, musisz... – moje słowa przerwał płacz dziecka. Porwałem przygotowaną wcześniej butelkę i wymijając Lottę wyszedłem z kuchni bez słowa.
Nie zajęło mi dużo czasu uspokajanie Edmunda, właściwie minęło kilka chwil zanim wróciłem z chłopcem na rękach, który łapczywie pił mleko.
- Wracając... nie znam odpowiedzi na twoje pytanie. – westchnąłem, poczułem się naprawdę zmęczony tym wszystkim. – Musisz mi dać trochę czasu. – spojrzałem na Lottę, ale nie potrafiłem dłużej się w nią wpatrywać. Przeniosłem więc wzrok na małego chłopca, który w tej chwili był dla mnie całym światem. Lotta miała rację, musiałem podjąć decyzję, która okaże się najmniej krzywdząca dla naszego syna, moje uczucia się nie liczyły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Walker's house   

Powrót do góry Go down
 

Walker's house

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
Dolina Godryka
 :: 
Domy i mieszkania
-