Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Gabinet Thijsa Corbijn

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 393
  Liczba postów : 283
http://www.czarodzieje.org/t14596-thc
http://www.czarodzieje.org/t14770-listy-do-thc
http://www.czarodzieje.org/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Gabinet Thijsa Corbijn   Sro Wrz 27 2017, 02:24


Gabinet Thijsa Corbijn

Kącik Holendra, można powiedzieć, że był bardzo spokojnym miejscem. Niewielki rozmiarem pokoik, był wystarczając by zmieści maksymalnie pięć osób i nie udusić się. Do środka zawsze można było wpuścić nieco świeżego powietrza przez okno skierowane na wschód. Słońce nie było tutaj żadnym minusem. Nawet jeśli kilka promieni wpadało z rana, to wszystkie rozbijały się o ścianę i drzwi, które swoją drogą prawie zawsze są otwarte. Kiedy tylko Thijs jest w środku i nie ma nic ważnego do załatwienia to zostawia je delikatnie uchylone dla potrzebujących pomocy uczniów – przy okazji podsłuchuje rozmów na korytarzu.
Ze wszystkich rzeczy, najbardziej rzuca się spore biurko, na którym albo panuje bałagan, albo nic nie ma – nie licząc kilku książek, które są zawsze. Podręczniki do zielarstwa i to co ostatnio wpadło w ręce młodego nauczyciela.
Kiedy Holender musi sprawdzić kartkówki to ciężko tu cokolwiek odnaleźć.
Po zielarzu można było się spodziewać wielu doniczek z kwiatkami – nic bardziej mylnego. Nie licząc jednego, małego Hibiskusa Ognistego, w gabinecie nie było innych roślin. Pilnowanie tego jednego, wymagało od Thijsa sporej uwagi. Nie mógł przecież pozwolić by przez przypadek komuś stała się krzywda.
Dużo większym zaskoczeniem mogło być terrarium z ptasznikiem, postawione na regale gdzie normalni ludzie wciskali książki.
Ściany zostały pomalowane na żółty kolor. Chociaż w ten sposób, Corbijn chciał się zintegrować z Hufflepuff. Nie licząc szalika, który był owinięty na lampce i zwisał na skraju biurka nie było nic, co by wskazywało, że mam do czynienia z opiekunem Borsuków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 428
Dodatkowo : vel ENEMA - one man band, prefekt fabularny
  Liczba postów : 788
http://www.czarodzieje.org/t13545-gemma-harper-twisleton
http://www.czarodzieje.org/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://www.czarodzieje.org/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://www.czarodzieje.org/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Sro Wrz 27 2017, 21:21

Z impulsywnej, podyktowanej głównie paniką decyzji o rzuceniu szkoły, nie wiedzieć kiedy zrodził się całkiem nieźle przemyślany plan. A tak jej się przynajmniej zdawało. Już nie chodziło wyłącznie o ucieczkę od zawziętego na nią, potencjalnie niebezpiecznego człowieka. Faktycznie wszystko zaczęło się od Craine’a i nadal panicznie się go bała, ale nie chciała przyznać nawet sama przed sobą, a co dopiero przed rodziną, że rezygnuje z edukacji tylko z tego powodu. Zaczęła więc wyszukiwać coraz to więcej przyczyn, żeby móc racjonalnie wyjaśnić tę decyzję. W tak wszystko poprzewracało jej się w głowie. O ile na początku chciała uciekać z Hogwartu, a rozum podpowiadał jej, że nie powinna, o tyle teraz na chłodno była zdania, że jedynym słusznym ruchem w jej przypadku jest rzucenie szkoły, ale trzymał ją tu sentyment.
Właśnie to przywiązanie zaciągnęło ją pod drzwi gabinetu profesora Corbijna. Dla niej był to najgorszy możliwy czas na zmianę opiekuna domu. Pierwszy raz od kilku lat naprawdę potrzebowała pomocy kogoś starszego i mądrzejszego, a nie wiedziała do kogo się zwrócić. Z całym szacunkiem dla Corbijna, ale przecież w ogóle jej nie znał.
Chwilę stała pod uchylonymi drzwiami, poważnie zastanawiając się, czy jest sens zawracać mu głowę, ale w końcu się przemogła i pukając wsunęła się trochę nieśmiało do środka.
- Dzień dobry – przywitała się wesoło, prezentując wszystkie zęby – O jaaa! Ma pan pająka!
Podeszła bliżej terrarium, kiedy tylko je zauważyła.
- Miałam kiedyś ptasznika. Białokolanowego. Modliszka się nazywała. Krótko niestety... Jest oswojony?
Modliszkę tato znalazł trzy lata temu w jakimś sklepie zoologicznym. Pomijając już fakt, że żyła w za małym terrarium, to ktoś wrzucił jej karaczana, który całą ją pogryzł. Mamie nie udało się jej uratować i umarła dwa tygodnie później. Była jednak przyzwyczajona do często przychodzących i odchodzących zwierząt.

______________________


THE NAME'S TWISLETON. GEMMA TWISLETON
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 393
  Liczba postów : 283
http://www.czarodzieje.org/t14596-thc
http://www.czarodzieje.org/t14770-listy-do-thc
http://www.czarodzieje.org/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Czw Wrz 28 2017, 02:30

Holender siedzący za biurkiem wyglądał na cholernie znudzonego. Kartki z zadaniami były rozwalone po całym blacie, a jedną z nich trzymał w ręce. Sprawiał wrażenie jakby czytanie sprawiało mu ból. Chociaż większość była napisana poprawnie, to Thijs nie miał jeszcze wprawy w rozczytywaniu niektórych hieroglifów. Momentami miał ochotę pociąć się, ale niestety nie mógł pójść na taką łatwiznę i cicho wzdychając, męczył się dalej.
Delikatne pukanie do drzwi, zaskoczyło go dużo bardziej niż mogło się to wydawać. Nie za specjalnie spodziewał się jakichkolwiek gości. Uniósł głowę znad kartek, uśmiechnął się by sprawić lepsze wrażenie i zawołał nie za głośno.
-Proszę – rudowłosa dziewczyna wślizgnęła się szybko do pokoju i wywołała lekkie zakłopotanie u Corbijna. –Dzień dobry y… Gemma? – skrzywił się potwornie. Wstyd było się przyznać, ale nie pamiętał jeszcze dokładnie imion wszystkich uczniów. Puchonke kojarzył nieco bardziej – w końcu była kapitanem drużyny Quidditcha. Jeśli się nie mylił, to niedawno miał nawet okazję sprawdzić jej wypracowanie.
-Chodzi o zadanie? – zagadnął do dziewczyny i odwrócił się na krześle. Szczerze mówiąc, to chyba nie spodziewał się aż takiej reakcji z jej strony na widok pająka. Większość ludzi się ich zwyczajnie bała albo brzydziła. Miło było zobaczyć taką wesołą reakcję.
-To przykre. Śliczne są – odparł ze sporym entuzjazmem. Oczy chyba trochę jakby mu się zaświeciły, ale naprawdę uwielbiał te zwierzęta. Czasem potrafił siedzieć i po prostu przyglądać się terrarium.
Pokręcił przecząco głową.
-Nie – wstyd było się trochę przyznać, ale nie miał jeszcze nawet okazji go nazwać. Tak jakoś wyszło, nie wnikajmy w szczegóły. Nieco zabiegany nie zastanawiał się nad tym. To nie tak, że zaniedbywał opiekę nad pająkiem. Imię nie było mu do niczego potrzebne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 428
Dodatkowo : vel ENEMA - one man band, prefekt fabularny
  Liczba postów : 788
http://www.czarodzieje.org/t13545-gemma-harper-twisleton
http://www.czarodzieje.org/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://www.czarodzieje.org/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://www.czarodzieje.org/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Czw Wrz 28 2017, 07:17

- Yhym... Twisleton. Gemma Twisleton - przytaknęła, zupełnie mechanicznie i prawie nieświadomie oddając hołd ulubionemu bohaterowi fikcyjnemu, kiedy Corbijn zgadł jej imię.
Zignorowała jego pytanie, nadal przyglądając się pająkowi.
- Szkoda - przyznała - Nigdy żadnego dużego nie trzymałam. Zawsze się zastanawiałam jakie to uczucie, jak po tobie drepczą - splotła dłonie, tworząc z palców ośmionożne... coś i "przebiegła" się tym po swojej klatce piersiowej - Urocze, czy jednak przyprawiające o gęsią skórkę?
Temat się trochę wyczerpał, więc oderwała wzrok od terrarium i zwróciła się w stronę nauczyciela. Wypadałoby wrócić do jego pytania.
- Nie, nie o zadanie - przyznała - Było aż takie złe?
Szczerze powiedziawszy potrzebowała chwili, żeby w ogóle przypomnieć sobie czego ono dotyczyło. Skrzywiła się nieznacznie, kiedy w końcu sobie przypomniała. Nie na wspomnienie polecenia, ale właśnie swojej odpowiedzi i tego, że pisała ją w Wielkiej Sali, tuż przed upłynięciem terminu, informacje biorąc z tego, co pamiętali ze swoich prac jej koledzy. Jakby miała więcej rozumu, to w ogóle by mu się na oczy nie pokazywała.
Nadszedł chyba ten moment, w którym powinna była mu powiedzieć po co przyszła. Jej się jednak dopiero teraz zebrało na rozważanie, czy faktycznie jest po co z nim rozmawiać. Stała chwilę patrząc się na profesora z niewyraźną miną. Robiło się niezręcznie. Przejechała wzrokiem po suficie i ścianach. Było już bardzo niezręcznie. Wzięła głęboki wdech.
- Niech pan uważa, żeby nie uciekł - zaszczebiotała wesoło - Mój brat jest gliną (taki mugolski auror) i mieli kiedyś na komisariacie jakiegoś pająka z CITES, zarekwirowanego przemytnikowi. No i uciekł im ten pająk i się znalazł na ekspresie do kawy. Ich sierżant go znalazł, ale jeszcze nie wiedział, że coś im uciekło, więc w sumie go nie szukał. No i jak go zobaczył, to spanikował i go ubił gaśnicą. To by nawet śmieszne było, bo to kawał chłopa jest, a Jo mówił, że wrzeszczał przy tym jak mała dziewczynka, ale no... zginął przy tym gatunek chroniony... I ten ekspres w sumie też.
Zapał z jakim opowiadał tę historię uleciał z nie prawie całkiem na końcu. Wcale nie z żalu za pająkiem, a tym bardziej ekspresem do kawy. Po prostu wraz z anegdotą, kończyła się jej dywersja. Było jasne, że specjalnie unika podania prawdziwego celu wizyty i zdawała sobie z tego sprawę. Tak jak i z tego, że marnowała tylko czas Corbijna, który w odróżnieniu od niej, zapewne spędzał go na czymś produktywnym. Nie potrafiła jednak ubrać myśli w słowa. Wszystko co się teraz wokół niej działo, w jej głowie zlepiło się w jeden, monstrualny problem, którego jedynym rozwiązaniem mogło być ucięcie tego wszystkiego poprzez, jak to już wymyśliła, rzucenie szkoły. Mimo to wiedziała, że nie będzie umiała mu tego tak przedstawić. Dlaczego w ogóle ona wcześniej nie zwróciła uwagi jaki on był młody? Pewnie młodszy od Johana. Uświadomiła sobie, że zamierzała powiedzieć temu facetowi - będącemu w wieku jej braci - że chce uciec do mamusi, bo ktoś tam był dla niej niemiły i dlatego, że uznała, że czegoś tam nie da rady. Domyślała się na jakiego mazgaja musiała wyglądać z boku, albo raczej - jakim mazgajem była. Sama miała to już w tym momencie w nosie, ale po cichu liczyła na to, że uda jej się zachować twarz w oczach innych.

______________________


THE NAME'S TWISLETON. GEMMA TWISLETON
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 393
  Liczba postów : 283
http://www.czarodzieje.org/t14596-thc
http://www.czarodzieje.org/t14770-listy-do-thc
http://www.czarodzieje.org/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Pią Wrz 29 2017, 02:56

Ucieszył się w duchu, kiedy udało mu się odgadnąć imię uczennicy. Miał przynajmniej świadomość, że nie był aż tak fatalnym nauczycielem jak bał się na początku. Oczywiście, wszystkich imion jeszcze nie pamiętał, ale kwestią czasu było, kiedy się ich nauczy.
-Nawet swojego? – spytał, chociaż odpowiedź była raczej oczywista. Pająk rudowłosej nie nadawał się do brania na ręce. Z lekkim uśmiechem na twarzy przyglądał się dziewczynie, kiedy mówiła o wszystkim z taką ekscytacją.
-To chyba zależy od człowieka. Nie każdy by się odważył. Tak samo nie każdy odnalazłby w tym przyjemność. Nie boisz się, wiec zgaduje że byłoby to jakieś miłe łaskotanie – odparł bez wstawania ze swojego miejsca. Nawet bez podchodzenia bliżej, miał w głowie idealny obraz całego terrarium. Doskonale zdawał sobie sprawę jak wyglądał jego ośmionożny przyjaciel.
-W takim razie o co chodzi? – Puchonka nieco zaskoczyła zielarza. Raczej nie przyszła tutaj pogadać o pająku, a skoro nie chodziło też o zadanie to bardzo szybko postawiła nauczyciela w dosyć trudnej sytuacji. Spoważniał nieco na twarzy. Chciał pokazać nieco więcej profesjonalizmu, w końcu mogło to być coś ważnego.
Mimo wszystko, przewalił kilka kartek na biurku i odnalazł wśród innych prac, zadanie panny - chyba panny - Twisleton. Pokręcił przecząco głową, na pytanie o to czy było aż tak źle. Mówiąc szczerze to nie dało się tego zrobić źle. Temat był bardzo łatwy i ciężko było się pomylić. Uśmiechnął się delikatnie.
-Nie, wręcz przeciwnie. Wszystko co najważniejsze jest. A co powinienem Cię przepytać? – dokończył chyba trochę rozbawiony. Rudowłosa nie miała czym się martwić. Holender nie miał zbyt wysokich wymagań i dopóki je spełniała wszystko było w porządku. Zresztą był dopiero wrzesień. Przecież nie będzie ich męczył od samego początku jakimiś trudnymi tematami.
-Staram się – mruknął dosyć krótko na przestrogę dziewczyny. Nie zdążył nic więcej, bo Gemma zaczęła historię o bracie.
Wyszczerzył nieco zęby, bo opowieść o pająku wyraźnie go rozbawiła. Oczywiście bez przesady – śmiech stłumił w sobie. Mimo wszystko nie powinien był tak zareagować, więc bardzo szybko postanowił ratować twarz.
-Aż tak panikujący mężczyzna musiał wyglądać przekomicznie. Szkoda tylko tego pająka – skrzywił się lekko na koniec. Zdawał sobie sprawę, że nie każdy podzielał ich fascynację tymi zwierzętami, a jeszcze więcej osób się ich zwyczajnie bało, ale nie był to dobry powód, by je od razu zabijać.
-Myślę, że tutaj mogłoby być podobnie. Dyrektor Hampson by mnie chyba zabił, gdyby się dowiedział, że ktoś rzucał jakimiś zaklęciami bo wystraszył się małego pająka – co prawda nie był on taki mały, a w zamku było ich wiele, ale taki ptasznik to zawsze coś innego, nowego. -Wyobrażasz sobie takiego profesora Carver uciekającego na stół przed takim maluchem? – spytał i parsknął cicho śmiechem. Wizja panikującego nauczyciela była bardzo zabawna.
No, ale mniejsza już o pająki. Do rzeczy. Holender lekkim skinieniem wskazał dziewczynie na wolny fotel po drugiej stronie biurka. Nie przeszkadzało mu, by stała przy terrarium, ale przecież mogła wygodnie usiąść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 428
Dodatkowo : vel ENEMA - one man band, prefekt fabularny
  Liczba postów : 788
http://www.czarodzieje.org/t13545-gemma-harper-twisleton
http://www.czarodzieje.org/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://www.czarodzieje.org/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://www.czarodzieje.org/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Pon Paź 02 2017, 06:31

- Nie. Trafił do nas od razu w złym stanie – wyjaśniła, bo przecież nie było to takie oczywiste. Zdarzało jej się zapominać, że nie dla wszystkich "zwierzę Twisletonów" było synonimem pokrzywdzonej przez los istoty, która albo otarła się o śmierć, albo była tak odstraszająca, że nikt inny bez kija by nie podszedł. Właściwie dotyczyło to wszystkiego co adoptowali, nie tylko zwierząt.
Milczała zażenowana, obserwując co robi nauczyciel. Szlag. Miała nadzieję, że się myliła… Po chwili dojrzała na biurku swoją własną, biedną pracę. Nie, nie myliła się. W dupę. Bardzo ładnie się prezentowała na tle tych wszystkich zapisanych od stóp do głów pergaminów.
Na ułamek sekundy na jej twarzy wykwitło zaskoczenie, gdy Corbijn stwierdził, że jej praca jest w porządku. Dobrze wiedzieć, że chociaż on jeden miał niskie wymagania.
- Nie – odpowiedziała szybko, może nawet zbyt zapalczywie – Nienienienie – powtórzyła parę razy, a uświadamiając sobie co odwala odkaszlnęła i dodała – Nie trzeba.
Nie tyle nie trzeba było, ile nie było sensu. Gemma, choćby ją rozpalonym żelastwem przypalali, nie byłaby w stanie powtórzyć tego co napisała w pracy domowej. Pamiętała tylko temat, to że jej odpowiedzi były krótkie, oraz że były zlepkiem tego, co pisali jej znajomi. W najlepszym wypadku, umiałaby po przeczytaniu konkretnego fragmentu wskazać jego rzeczywistego autora.
Parsknęła śmiechem na odpowiedź profesora.
- Poczeka pan – zastygła ze wzrokiem wbitym w jakiś niewidzialny punkt na ścianie – Próbuję sobie wyobrazić Fairwyna – stała chwilę z fascynacją wymalowaną na twarzy, ale zaraz się z tego otrząsnęła – Naaah… nie umiałby tak – oceniła, jakby zdolność do przestraszenia się była czymś, czego trzeba się było nauczyć – Pewnie nazwałby go imbecylem i kazał wyjść.
Czy to w ogóle była konwersacja, którą mogła odbywać z nauczycielem? Powinna była chyba przestać patrzeć na niego przez pryzmat wieku. Z drugiej strony, kiedyś jednego w oczy nazwała "niedorżniętym", chyba był to nie tyle problem perspektywy, co jej niewyparzonego języka i braku pojęcia o formie.
Uśmiech zszedł z jej twarzy zupełnie, kiedy Corbijn wskazał fotel, a ona przypomniała sobie po co przyszła. Usiadła, uśmiechając się znowu i pracując nad kolejnym zastępczym tematem. Do głowy przychodziła jej niestety tylko pogoda, która była stanowczo zbyt banalnym wątkiem oraz za słabo rozpraszającym dla kogoś, kto nie był Brytyjczykiem. Tylko mieszkańcy Wysp potrafili gadać o tym samym deszczu, który padał wczoraj przez kwadrans.stwierdzając, że nie wie nawet, czy zalicza się on do groźnych czy niebezpiecznych roślin.
Kombinowała jak tu jeszcze skierować rozmowę na coś przyjemniejszego, gapiąc się w profesora niezręcznie.
- No dobra – westchnęła w końcu, dochodząc do konkluzji, że jest głupia i żaden nowy temat nie jest w stanie odwrócić od tego niczyjej uwagi – Przepraszam, że marnuje pana czas. No więc, emmm… Chcę rzucić szkołę i szukam kogoś, kto mnie od tego odwiedzie – rzuciła beztrosko, tak jakby wcale nie chodziło o życiową decyzję – Albo w drugą stronę – dodała po chwili, uświadamiając sobie jak tendencyjna jest jej prośba – Nie, dobra... Przeformułuję: rozpatruję rzucenie studiów i szukam kogoś, kto pomoże mi podjąć obiektywną decyzję.
Oparła nogę na nodze i zaczęła wybijać na łydce jakiś rytm, kiwając się do niego nieznacznie. Nie chciała kolesia stresować w pierwszych dniach pracy. To była tylko kwestia jej edukacji, która od lat leżała zaniedbywana w rowie i nawet kwiczeć już nie dała rady. Gemmie aż głupio było zawracać komuś tym głowę.

______________________


THE NAME'S TWISLETON. GEMMA TWISLETON
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 393
  Liczba postów : 283
http://www.czarodzieje.org/t14596-thc
http://www.czarodzieje.org/t14770-listy-do-thc
http://www.czarodzieje.org/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Pon Paź 02 2017, 23:18

-Szkoda – krótko podsumował, z lekkim grymasem na twarzy. Nie przepadał za takimi historiami. Nie lubił, kiedy niewinne zwierzęta były krzywdzone i umierały w cierpieniach. Ludzie czasem potrafili być tacy bezduszni. Zielarz czuł dosyć spore przywiązanie do natury, nie tylko do kwiatuszków ale i do zwierząt. W końcu był to nieodłączny element życia każdego człowieka. Bez bogatej flory i fauny nasze życie by nie istniało, zresztą jak wszystko.
Uśmiechnął się delikatnie, kiedy dziewczyna zaczęła uciekać od zadania. Ciekawe dlaczego tak bardzo się bała? Przecież skoro ją napisała, to chyba musiała cokolwiek zapamiętać. Holender nie oczekiwał wiele. W końcu w wypracowaniu zależało mu tylko i włącznie na tym, by uczniowie zdali sobie sprawę z zagrożenia jakie mogą sprawić niektóre rośliny. Głupio by było, gdyby ktoś zaczął pchać łapy w Diabelskie Sidła i dał się cały oblepić. Westchnął cichutko. Puchonka śmiało mogła zrobić to samo, bo Thijs nie miał zamiaru jej pytać.
Delikatnie wyszczerzył zęby, kiedy wspomniała o Fairwynie. Sam pomysł był dosyć ciekawy, ale nie potrafił wyobrazić go sobie krzyczącego z przerażenia. Nie potrafił też wyobrazić go sobie zabijającego jakiekolwiek zwierze. No chyba, że spojrzeniem. Nawet bazyliszek nie był w stanie patrzeć mu w oczy dłużej niż sekundę, bo czuł pogardę i zażenowanie.
-To bardzo możliwe.
Cierpliwie czekał, aż dziewczyna zechce przejść do rzeczy. Nie miał zamiaru jej popędzać. Mieli sporo czasu, a przynajmniej Holender się nigdzie nie wybierał. Miał do oceny jeszcze kilka zadań, ale to śmiało mogło zaczekać. Los jego podopiecznej był dużo ważniejszy. Pokręcił przecząco głowa. Nie, nie marnowała jego czasu. W przeciwieństwie do Fairwyna, on był tutaj dla uczniów i nie czuł żadnych przeszkód w pomaganiu im. Mówiąc szczerze to właśnie dla takich momentów został nauczycielem.
-Nie dziwię, się to trudna decyzja – zaczął dosyć spokojnie. Raczej nie było to nic nowe. Oczywistość, z której rudowłosa chyba sobie zdawała sprawę i właśnie dlatego tutaj była.
-Dlaczego chcesz to zrobić? – spytał, bo chciał jej bardzo pomóc. Może na takiego nie wyglądał, ale swoje już wiedział. Nie mógł jej powiedzieć byle czego, bo nie chciał by podjęła decyzję, którą później będzie żałowała i nie dlatego, że sam po części czułby się winny. Chciał poznać całą sytuację, jaka spotkała dziewczynę, by móc jak najlepiej jej pomóc.
Przysunął się nieco bliżej do biurka, a kartki z zadaniami złożył na jednej kupce, tak by zrobić nieco miejsca na blacie. O dziwo było go całkiem sporo. Spojrzał na dziewczynę i jedyne co na razie mógł zrobić, to słuchać tego co ma do powiedzenia. Nie mogło tutaj chodzić o pierdołę w stylu – śmieją się ze mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 428
Dodatkowo : vel ENEMA - one man band, prefekt fabularny
  Liczba postów : 788
http://www.czarodzieje.org/t13545-gemma-harper-twisleton
http://www.czarodzieje.org/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://www.czarodzieje.org/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://www.czarodzieje.org/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Sob Paź 07 2017, 19:10

Modliszka była raczej przykładem ludzkiej głupoty niż okrucieństwa. Gemm była pewna, że ktoś kto wrzucił jej tego wielkiego jak stodoła karaczana chciał dobrze. Z licznych przykładów, które zamieszkiwały z Twisletonami, wnioskowała, że to jednak brak wiedzy o utrzymywanym gatunku był przyczyną wypadków, zgonów i chorób. Nijak to jednak nikogo oczywiście nie usprawiedliwiało. Dlatego Gemm nigdy nie zajmowała się żadnymi roślinkami.
Jeśli czegoś się nauczyła w Hogwarcie, to tego, że w magicznym świecie nawet niewinnie wyglądający kwiatek może ujebać rękę. Logicznym byłoby nauczyć się tych, które mogły i tak też zrobiła. Na pierwszym roku. A potem zapomniała. Jeżeli jakiejś wiedzy nie utrwalała regularnie, ta po prostu wyprowadzała się z jej głowy, a Diabelskie sidła i Podszeptnik karmazynowy, czy jak mu tam było, nie były czymś, co spotykała często.
Przez moment wydawało jej się, że najgorszą część ma już za sobą. W końcu najtrudniejszy jest pierwszy krok, a potem z górki, nie? Otóż nie. Przecież nie samo rzucenie studiów było powodem do wstydu, a właśnie przyczyna...
Ludzie śmiali się z niej przez całe życie. Zawsze wydawało jej się, że jest na to odporna. Właściwie to była. Póki śmiano się z jej jąkania, zeza, kaczkowatego chodu, a później z aparatu, okularów i mugolactwa. To były elementy jej życia, na które w gruncie rzeczy nie zwracała uwagi i było jej zupełnie obojętne, co o tym sądzili inni. Problem zaczął się wtedy, kiedy obiektem kpin stało się wszystko, co uważał za najważniejsze. Trzy lata żyła sobie spokojnie, nie wyróżniając się z tłumu pozostałych uczniów. Aż w końcu coś jej strzeliło do głowy i postanowiła pójść o krok dalej. I wszystko zaczęło się sypać.
Rezerwa w drużynie qudditcha było szczytem jej marzeń i pewnie wszystko byłoby dobrze, gdyby tak zostało. Nie chciała być kapitanem, ale ktoś musiał. Nie miała wyboru. Teraz była pośmiewiskiem i przykładem na wygórowane ambicje. Dla każdego było jasne, że jest przeciętnym graczem, który mimo wszystko wepchał się na funkcję kapitana dla fejmu. Nikt nie zamierzał gratulować jej wygranego meczu. Nikt nie był na tyle głupi, żeby nie zauważyć, że mieli po prostu farta i Sammy'ego, a sama Gemma skurwiła każdą okazję do bramki jaka jej się trafiła.
Enema już dawno poszła się jebać - teraz nawet nie śmiano się z zespołu, tylko z idiotycznego uporu Gemmy, że "Enema not dead". Nie zdążyli nawet powstać, a cholera wie skąd wszyscy o nich wiedzieli. Ulotki gwarantujące przyszłym członkom splendor i blask reflektorów miały być żartobliwą hiperbolą, jednak one też obróciły się przeciw niej, stając się dowodem na jej domniemane zawyżone mniemanie o sobie i jeszcze bardziej zaniżając opinię tłumu. Wstąpienie do Enemy teraz zapewniałoby szyderstwa nie splendor.
No i Craine... Dla jasności - ona wcale nie chciała mu podskakiwać, ani "stawać w obronie uciśnionych". Wymknęło jej się. Czasami może się wymknąć kilka pełnych zdań jak nieprawdopodobnie by to nie brzmiało. Nikogo to jednak nie obchodziło. W oczach innych była kretynką, której wydawało się, że dużo może, a teraz boi się nawet przyjść do Craine'a na lekcję. Nikt nie wiedział, że facet autentycznie jej groził, będąc przy tym dość obrazowym.
Tak długo jak wiedziała co i dlaczego robi, tak długo miała w nosie opinię innych. Z tym, że ona już dawno zapomniała jaki miała cele i co ją do nich popychało. Nie miała z kim o tym porozmawiać i tak jak każda niepowtarzana informacja, po prostu zgubiło jej się to pośród tego co przyswajała na bieżąco - niekończących się opinii innych. Najwyraźniej była dokładnie taka, jak ją opisywano - żałosnym frajerem, któremu wydawało się, że jest bóg wie kim. Nawet ona sama nie była w stanie szanować takiej siebie.
Doświadczenia życiowe podpowiadały jej tylko ucieczkę. Gemma nie wiedzieć czemu przywiązywała się do miejsc. Nie widziała zupełnie ile trudu kosztowało ją zawsze naprostowywanie własnego życia. W jej oczach to wszystko działo się samo: była niczym w bidulu - przeniosła się do Twisletonów, szkoła w Elstow była gehenną - znalazła się w Hogwarcie, tutaj zaczęło robić się okropnie - trzeba było zacząć od nowa gdzie indziej.
Corbijnowi chciała jednak podać jakiś racjonalny powód.
- Booo... - zaczęła, głęboko zastanawiając się nad odpowiednimi słowami; doskonale wiedziała, że o to spyta i kompletnie nie rozumiała, dlaczego w związku z tym sobie tego jakoś nie przećwiczyła; skąd się w niej brało to przeświadczenie, że potrafi improwizować? - Myślę, że to bezsensu - odparła lekko.
Za wszelką cenę chciała utrzymać tę rozmowę w beztroskim tonie. Brakowało tylko, żeby ktoś się martwił jej samopoczuciem; ludzie mieli dość własnych problemów. Prawdziwych problemów.
- No wie pan, studia nie są dla każdego. Ktoś musi być zwykłym robolem i chyba tym kimś jestem ja. Skończę te studia - jakoś się przepchnę, ale i tak nic z nich na dłuższą metę nie wyciągnę. To po co mam tracić czas, skoro mogę iść do byle jakiej pracy już teraz i przynajmniej przestać żerować na rodzicach. I państwie - dodała, marszcząc brwi. Do tej pory raczej miała w dupie politykę, ale właściwie każdy dodatkowy argument był dobry, a co takiego Corbijna mogli obchodzić jej rodzice. Wszystko to mówiła tak spokojnie i rzeczowo, jakby mówiła o osobie trzeciej. Na koniec jeszcze wzruszyła ramionami, chcąc jeszcze zaakcentować, że pogodziła się z losem i wcale ją to nie boli. Nawet jeżeli bała się jak cholera.

______________________


THE NAME'S TWISLETON. GEMMA TWISLETON
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 393
  Liczba postów : 283
http://www.czarodzieje.org/t14596-thc
http://www.czarodzieje.org/t14770-listy-do-thc
http://www.czarodzieje.org/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Nie Paź 08 2017, 02:17

Holender otworzył nieco szerzej oczy ze zdziwienia. Spodziewał się wielu rzeczy, ale rudowłosej i tak udało się zaskoczyć nauczyciela. Dosłownie na moment za brakło mu słów. Nie widział czy uznać pomysł dziewczyny jako głupi czy już idiotyczny. Dłoń przyłożył do policzka i spojrzał na dziewczynę z lekkim niedowierzaniem. Szybko przeczesał włosy i odwrócił wzrok gdzieś na bok by wszystko przemyśleć raz jeszcze i spróbować sobie poukładać w sensowną całość.
Nie dało się.
Sięgnął po kartkę z zadaniem dziewczyny i przeleciał ją wzrokiem by ocenić dokładniej. Nie miał do czego się przyczepić, albo raczej nie chciał się czepiać. Dziewczyna napisała wszystko co najważniejsze, wszystko czego chciał Thijs. Jej źródła nie za specjalnie interesowały botanika. Ważne, że coś napisała i włożyła jakikolwiek wysiłek w zadanie. Niektórzy uczniowie do tej pory tego nie zrobili i był bardziej niż pewny, że w ogóle nie zechcą poświęcić kilkunastu minut na napisanie chyba najprostszego w tym roku szkolnym zadania.
-Tooo głupie – wyraźnie przeciągnął „o”. Nie potrafił tego inaczej podsumować. Znaczy mógł użyć nieco mocniejszych słów i nazwać pomysł rudowłosej idiotycznym, ale wolał oszczędzić sobie mocniejszych słów. -Znaczy rozumiem, kiedy uczniowie rezygnują z nauki przez jakieś problemy, ale Twoje podejście to zwykłe lenistwo – nie lubił krytykować uczniów. Trochę źle się z tym czuł, ale w tym wypadku nie mógł powiedzieć nic innego.
Łokciami zaparł się na krześle i poprawił się nieco. Pochylił się nieco bardziej nad blatem. Skrzywił się delikatnie. Doskonale zdawał sobie sprawę, że ostateczna decyzja należy do Puchonki, ale nie chciał jej po prostu powiedzieć – to odejdź. Dziewczyna była młoda, a w jej wieku wiele decyzji zdarzało się być bardzo nieprzemyślanych. Tak też wydawało się Thijsowi tym razem. Nie chciał dziewczyny tak zwyczajnie puścić w nieznane, bo później biłby się w pierś za swoją pierwszą pedagogiczną porażkę.
-Tylko wiesz, że tacy ludzie się nie dostają na studia? – faktycznie, nie każdy sięgał po najwyższy szczebel kariery, ale tak samo nie każdy dostawał się na studia. Rudowłosej Puchonce jakoś się udało, więc nie rozumiał jej zrezygnowania.
-Przecież semestr dopiero się zaczął, nie rozumiem skąd takie zrezygnowanie –westchnął cicho pod nosem. Miała przed sobą jeszcze całe trzy lata, a już zakładała najgorsze. Nawet najlepszy jasnowidz nie był w stanie przewidzieć tak odległej przyszłości. Tak wiele mogło się jeszcze wydarzyć.
-To dlaczego nie spróbujesz pracy dla studentów? Chyba sporo takich jest w Hogsmeade. Wiesz chociaż co chcesz robić? – i to było chyba najważniejsze pytanie. Co rozumiała przez „byle jaką prace”? Thijsa nie za specjalnie przekonywało to stwierdzenie. Nie chciał, by dziewczyna później męczyła się latami. Zależało mu na tym, by jego uczniowie trafili do pracy swoich marzeń, gdzie szczęśliwi i z uśmiechem na twarzy będą robić to co kochają najbardziej. Gdyby tak po prostu przystał na zachciankę dziewczyny, pewnie zaraz po rudowłosej byłby kolejną osobą potrzebującą nowej pracy.

Mam pustkę w głowie, sory... x.x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 428
Dodatkowo : vel ENEMA - one man band, prefekt fabularny
  Liczba postów : 788
http://www.czarodzieje.org/t13545-gemma-harper-twisleton
http://www.czarodzieje.org/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://www.czarodzieje.org/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://www.czarodzieje.org/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Pon Paź 09 2017, 12:31

- O boże, nie - jęknęła widząc, że Cobijn znów zagląda do jej pracy - Nie robi pan tego - poprosiła cicho, ale nic to nie dało. Zresztą ta praca może faktycznie nie była taka zła... Wyciągnęła się trochę, chcąc jakby ponownie się jej przyjrzeć, chociaż nawet gdyby faktycznie udało jej się coś przeczytać, pewnie nie umiałaby powiedzieć, czy było dobre. Jeszcze kilka dni i nawet nie pamiętałaby o czym był ten esej.
- No mówiłam prze... A, pan nie o pracy...
Opadła z powrotem na fotel, słuchając opinii nauczyciela z niezdradzającym konkretnych emocji wyrazem twarzy. To wszystko przerosło ją do tego stopnia, że nawet nie miała sił się przejąć.
- Nooo... - przyznała po chwili milczenia - W sumie to o to właśnie chodzi: wyższe wykształcenie nie jest dla takich leniwych opierdalaczy jak ja... sorki, wyrwało mi się.
Kontynuowała przyglądanie mu się w milczeniu. Nie rozumiał. Wiedziała, że tak będzie. Nie winiła go. Był zupełnie innym człowiekiem, a zostając opiekunem Huffu nie spodziewał się na pewno podopiecznych jej pokroju.
- Wiem, co chce pan powiedzieć - westchnęła, pierwszy raz odkąd weszła do gabinetu rezygnując z beztroskiej wesołości – Że to przecież zależy ode mnie, że wystarczy, że wezmę się w garść, ale to wcale nie jest takie proste. Gdyby było podział na pracowitych i leniwych ludzi w ogóle by nie istniał. Wolałabym mieszkać w kartonie niż wziąć się bardziej do roboty. Shit happens – rozłożyła bezradnie ręce, uciekając od bycia poważną – Znowu przepraszam…

- Oczywiście, że się dostają – zaoponowała bezceremonialnie – Jest niż demograficzny, każdego idiotę biorą na studia – wskazała znacząco na siebie, uśmiechając się krzywo – To nie jest mój pierwszy semestr, znam swoje możliwości. To nie tak, że zmęczyłam się wrześniem. Myślę o tym od… maja, może czerwca.
Zjechała w dół po oparciu krzesła na tyle, na ile się dało bez spadnięcia z niego, ponownie w milczeniu patrząc na profesora wyprutym z emocji wzrokiem. Myślała nad dobrą odpowiedzią. Taką która trzymałaby w kupie to co do tej pory mu przedstawiła.
W rzeczywistości nie myślała ani przez chwilę o pracy dla studentów. Wcale nie miała aż takiej potrzeby niezależności finansowej. Chciała przede wszystkim rzucić studia. O pracy myślała dopiero jako o następstwie. Czyli wszystko zupełnie odwrotnie niż przed chwilą powiedziała. Naprawdę, dlaczego ona się wcześniej nie przygotowała?
- Myślałam - zaczęła powoli, asekuracyjnie przeciągając wyrazy – Doszłam do wniosku, że… No tak – za bardzo mi się nie chce, żeby ciągnąć na raz pracę i naukę.
W sumie to było w tym trochę prawdy, chociaż myślała o tym dopiero teraz. Ludzie którzy w wolnym od nauki czasie chodzili do pracy, musieli chyba nie mieć żadnych pasji. Może z wyjątkiem tych osób, które nie potrzebowały bóg wie ile czasu na naukę, ale Ci którzy co lekcja robili sobie kolorowe notatki, a co sprawdzian mapy myśli, wykresy i inne bzdury – kiedy oni znajdowali czas na robienie tego, co lubili? Prawdopodobnie byli po prostu bardziej efektywni, czego im zazdrościła, ale nie rozumiała.
Biorąc pod uwagę, że mężczyzna był opiekunem słynącego z pracowitości Huffllepuffu, mogła domyślać się, że i on jej nie rozumie i jakie ma teraz o niej zdanie. Powinna się pewnie wstydzić i właściwie tak było, ale za bardzo przyzwyczaiła się do krycia negatywnych emocji za wisielczym poczuciem humoru, żeby tak po prostu okazać speszenie.
- Fajny ze mnie Puchon, co – parsknęła zażenowana, uśmiechając się półgębkiem - Helga się pewnie w grobie przewraca.

Coś tam jeszcze miało być, ale zaspałam na zajęcia, więc wrzucam jak jest. Mam nadzieję, że ma ręce i nogi.

______________________


THE NAME'S TWISLETON. GEMMA TWISLETON
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 393
  Liczba postów : 283
http://www.czarodzieje.org/t14596-thc
http://www.czarodzieje.org/t14770-listy-do-thc
http://www.czarodzieje.org/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Pon Paź 09 2017, 13:40

Odrobina rozbawienia wdarła się na twarz Holendra, kiedy rudowłosa zaczęła prosić, by nie zaglądał w jej prace. Zdecydowanie nieco przesadzała. Przecież nie miał zamiaru jej krytykować w żaden sposób. Była napisana na odwal i nie miał co do tego żadnych wątpliwości, ale najważniejsze przecież że była. Wykazała się chociaż odrobiną wysiłku, wiec czy nazywanie jej leniwą było, aż tak poprawne w tym momencie. Mówiąc szczerze to ani trochę nie wierzył, że Gemmie będzie chciało się pracować, kiedy nie chce się jej uczyć. Bo co, bo płacą? Poza pieniędzmi nie ma w tym przyjemności, a w Hogwarcie ma znajomych i przyjaciół.
-Jesteś kapitanem drużyny, prawda? To nie jest rola dla opierdalaczy – nie bez powodu użył słów Puchonki. Po pierwsze uważał, że tak łatwiej do niej dotrze. Po drugie… Nie było po drugie. W każdym razie nie uważał rudowłosej za aż tak leniwą. W końcu idąc jej tokiem myślenia to nawet najwięksi debile kończą studia. Faktycznie coś w tym było, bo jak już się dostawali to zazwyczaj potrafili dotrwać do końca. Byli strasznie uparci, a u Gemmy jakoś tej upartości nie widział. Co było trochę dziwne, bo wyglądała właśnie na taką zawziętą osobę.
-W takim razie pracować też Ci się nie będzie chciało. Co wiec chcesz robić? – spytał raz jeszcze, bo koniec końców, rudowłosa chyba nie udzieliła odpowiedzi na jego wcześniejsze pytanie o przyszłość. W tym momencie była to bardzo ważna część życia Puchonki, która stała pod znakiem zapytania. Nauczycielowi zielarstwa zależało, by przekształcić ten pytajnik w radę, którą będzie mógł udzielić studentce.
-Odnoszę wrażenie, że nie chcesz opuszczać Hogwartu. Skoro miałaś wątpliwość, to mogłaś to zrobić już w czerwcu i nie zaczynać kolejnego roku. A jednak, dlaczego? – uśmiechnął się delikatnie. Wszystko utrzymywał w dosyć przyjemnym tonie. Nie było to przesłuchanie, podczas którego musiał zgrywać jakiegoś złego policjanta i wypytywać ją o każdy szczegół z życia Puchonki.
-Może po prostu zrób sobie rok przerwy? Odpocznij, spróbuj swoich możliwości w pracy, a jak Ci się nie spodoba, to zawsze możesz wrócić – to była chyba najlepsza odpowiedź, jaką mógł udzielić swojej podopiecznej. Nie chciał jej zatrzymywać w szkole na siłę, bo przecież nie o to chodzi. Jeśli ma się męczyć, to wszystko mija się z celem. Może właśnie taka przerwa da rudowłosej nowe i co najważniejsze świeże spojrzenie na całą sytuacje.
Nie do końca rozumiał jedną rzeczy. Dlaczego Puchonka w końcu zdecydowała się przyjść do niego. Mogła oczekiwać jakiejś dobrej rady, ale równie dobrze mogła jej nie dostać. Skoro miała wątpliwości od tak dawna, to czemu nie zaczęła działać w tym kierunku wcześniej.
-O nią nie musisz się martwić. Pewnie uważnie obserwuje co tam kombinujecie – mruknął spokojnie, chociaż była to strasznie ciężka rozmowa. Wciąż nie mógł po niej spokojnie odetchnąć. Mimo wszystko nie narzekał. Cieszył się ze swoich wszystkich podopiecznych. Nawet jeśli wszystkich nie znał, to byli dla niego bardzo ważni i czego by nie robili, jakich problemów by nie mili to był dumny z ich nawet najmniejszych sukcesów. Tak było i teraz. Jakiej decyzji Gemma by nie podjęła, był to jej własny sukces, z którego Thijs będzie się cieszył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Elstow, Bedfordshire
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 428
Dodatkowo : vel ENEMA - one man band, prefekt fabularny
  Liczba postów : 788
http://www.czarodzieje.org/t13545-gemma-harper-twisleton
http://www.czarodzieje.org/t13551-gemm-dobry-c#360801
http://www.czarodzieje.org/t13552-najbardziej-poturbowana-sowa-w-hogu#360803
http://www.czarodzieje.org/t13553-gemma-harper-twisleton#360808




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Wto Paź 10 2017, 01:09

Spuściła wzrok na wspomnienie swojej jakże ważnej funkcji w drużynie. Był nowy i było to bardzo widać. Trochę jej go było szkoda. Na razie żył w błogiej nieświadomości, ale prędzej czy później miał się przekonać jak wyglądała sytuacja domu, którego był opiekunem. Facet nawet się pewnie nie spodziewał. Uśmiechnęła się smutno do czubków swoich butów. Nie chciała go uświadamiać, ale chyba było lepiej, żeby dowiedział się w ten sposób.
- Zostałam kapitanem, bo nie było nikogo innego - mruknęła, patrząc na niego spod rzęs - Pół roku temu byłam w rezerwie i powinnam była tam zostać. To nie jest przykład niesamowitej kariery - drużyna się rozsypała i tyle.
Gemma faktycznie była zawziętą bestią, czego doskonałym przykładem była właśnie jej desperacka walka o odbudowanie drużyny. Tylko, że każdego dało się złamać. W gruncie rzeczy wiele się w jej życiu ostatnio nie zmieniło: raczej nigdy nic jej nie wychodziło, kiedy ktoś już ją zauważał najczęściej ją wyśmiewał lub opierdalał i w sumie to zawsze stała jakoś tak w drugim planie życia innych osób. Po prostu nadszedł moment, w którym miała dość. Może coś go odblokowało, może przyszedłby prędzej czy później - nie ważne. Po cichu liczyła na to, że tak jak samo przyszło, tak samo pójdzie.
Odkąd wspomniał jej kapitaństwo zrobiła się jakby nieobecna. Wpatrywała się w jakiś martwy punkt, słuchając profesora tylko jednym uchem, myślami będąc zupełnie gdzie indziej.
Spojrzała na niego, gdy zadał pytanie, wytrącając jaz rozmyślań.
- Ale wtedy będę musiała. My leniwi jesteśmy obdarzeni nadzwyczajną wolą przetrwania - zażartowała - Nic w przyrodzie nie ginie.
Nie bez powodu nie mówiła co chciałaby robić po szkole. Nie miała pojęcia. Osobiście widziała się tylko mieszkającą na dworcu i żyjącą z jednej bułki dziennie, kupionej za drobniaki wrzucone do futerału po basie. Wiedziała jednak, żeby to tak nie wyglądało, nawet gdyby wyłączyć z obrazka fakt, że rodzina nie pozwoliłaby jej tak skończyć. Poszłaby do jakiejkolwiek pracy i czy by ją lubiła czy nie, dałaby radę.
Zaśmiała się szczerze na jego kolejną uwagę. W rzeczywistości całe wakacje powtarzała sobie, że wszystko się ułoży, a nawet była tego pewna. Trochę powstrzymali ją też rodzice. Nie o takiej odpowiedzi jednak myślała.
- Bilet do Grecji załatwił sprawę - uśmiechnęła się figlarnie.
Jego rada z rokiem przerwy była w sumie bardzo dobra, nie zgadzała się jednak do końca z jej chęcią ucieczki. Jej tok rozumowania był zawiły i niezwykle głupi, ale był i nic ni mogła z nim zrobić. Mianowicie widziała to tak: gdyby rzuciła szkołę ostatecznie i zaczęła od zera w innym miejscu, dałaby radę, bo by musiała. Wcale nie czułaby się z tym źle - to byłyby po prostu nowe wyzwania, którym trzeba by było sprostać, a taka myśl była nawet trochę ekscytująca. A kiedy i to przestałoby działać, znalazłaby inne wyjście, cały czas idąc mimo wszystko "do przodu". Gdyby jednak spróbowała żyć inaczej, zostawiając sobie możliwość powrotu, zapewne nie postarałaby się wystarczająco i wróciła do starej biedy. Wtedy nie byłoby ruchu w naprzód. Kręciłaby się w kółko.
Może i była to bezsensowna wizja, ale tak to właśnie widziała. Zresztą... wiedziała już jaka będzie jej decyzja w momencie, kiedy wspomniał jej kapitaństwo. Właściwie wiedziała nawet wcześniej i równie dobrze mogła nie przychodzić wcale. Zapewne dlatego nie przygotowała wcześniej żadnych racjonalnych powodów chęci zakończenia edukacji, które mogłaby mu podać. Nie o tym tak naprawdę chciała rozmawiać. Gdzieś tam po cichutku, samej nawet nie zdając sobie z tego sprawy, liczyła, że porozmawia z kimś szczerze. Oczywiście, że jej nie wyszło. Gdyby zdawała sobie sprawę, że tak właśnie było, w ogóle by nie próbowała. Cóż, trudno. Marnowanie czasu leżało w jej naturze. Czasem przy okazji marnowała też cudzy.
- Lel, mam nadzieję, że nie - skomentowała tylko bujnąwszy się na krześle do tyłu - Wie pan co? Nie ważne - stwierdziła pogodnie, zrywając się z krzesła, kiedy stanęło znów na czterech nogach - Nie było tematu. Do zobaczenia.
Ruszyła w stronę drzwi, ale w połowie drogi ją tknęło. Mógł pomyśleć, że powiedział coś nie tak. Nie mogła zostawić go z wyrzutami sumienia tylko dlatego, że sama była zdrowo pierdolnięta. Odwróciła się powoli w jego stronę, szukając odpowiednich słów.
- To była dobra rada - ta z przerwą. Ale nie mogę. Nie ma kapitana - głos załamał jej się delikatnie w tym momencie, ale zamarkowała to szybkim uśmiechem. Chyba to właśnie chciała usłyszeć: jakieś zapewnienie, że w Hogwarcie trzymało ją coś więcej niż obowiązek lub że ten obowiązek wcale na niej nie spoczywał. Nie wymagała oczywiście, żeby ktoś się tego domyślał. Nie udało jej się tej prośby wysłowić - trudno. Dowiedziała się przynajmniej tyle, żeby więcej nie próbować, więc właściwie jakiś tam pożytek z tej rozmowy wyniosła. Szkoda tylko Corbijna, który na pewno miał poczucie straconego czasu.
- Sorki za zawracanie gitary bez sensu - więcej niestety zrobić nie mogła - Do następnego zielarstwa - zasalutowała, odwracając się na pięcie i wymaszerowała dziarsko z gabinetu, gotowa zachowywać się tak, jakby ich rozmowa nigdy nie miała miejsca.

//zt

______________________


THE NAME'S TWISLETON. GEMMA TWISLETON
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Nie Lis 12 2017, 21:12

Stała pod gabinetem zastanawiając się, czy zapukać, czy jednak olać całą sytuację i odejść stąd udając, że w ogóle się tu nie pojawiła. Czy denerwowała się? Nie. Ona rzadko kiedy się denerwowała. Jednak nie mogła zignorować ciągle pojawiających się w jej głowie za i przeciw dotyczące wejścia do tego pomieszczenia. W końcu, jeśli profesor zgodzi się na jej propozycję, nie tylko uda jej się nadrobić ostatnią lekcję z zielarstwa, ale i dzięki temu będzie mogła pojawić się na eliksirach. Może także oburzyć się na jej prośbę i zapamiętać ją z dość złej strony. W końcu powinna wsiąść odpowiedzialność za to, że ominęła zajęcia i po prostu przyjąć do wiadomości, że przez to ominą ją kolejne, tylko że z eliksirów. Tylko że właśnie nie za bardzo podobała jej się ta perspektywa. Biła się dalej z myślami, zdając sobie sprawę, że od dobrych pięciu minut stoi pod gabinetem wpatrując się w klamkę. Westchnęła cicho i zapukała. Profesor Corbijn wydawał się miły na ostatnich lekcjach, mogła więc zaryzykować. Nacisnęła klamkę i weszła do środka, szybko rozejrzała się po pomieszczeniu, zatrzymując tylko wzrok na jedynej w gabinecie roślince i terrarium. Już po chwili całą swoją skierowała jednak na profesora.
- Dzień dobry - przywitała się. - Przyszłam do Pana w dość nietypowej sprawie. Czy byłaby możliwość, bym odrobiła ostatnią lekcję zielarstwa? - zapytała z nadzieją w głosie. Spoglądała na Corbijna, uśmiechając się przy tym lekko. Naprawdę liczyła, że może się udać, w końcu nawet oddała pracę domową przed tą lekcją, a to, że się nie pojawiła... Nie była z tego dumna, lubiła te zajęcia, ale każdemu mogło się zdarzyć, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 393
  Liczba postów : 283
http://www.czarodzieje.org/t14596-thc
http://www.czarodzieje.org/t14770-listy-do-thc
http://www.czarodzieje.org/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Pon Lis 13 2017, 18:47

Przez wiecznie uchylone drzwi, słyszał jak ktoś się przed nimi kręcił. Kolejna osoba z problemami jak Gemma? Chwilę rozważał czy nie wstać i po prostu jej nie zaprosić do siebie, ale nie chciał być zbyt nachalny. Zawsze mógł ją zatrzymać, gdy się rozmyśli. Na szczęście nie było takiej potrzeby, bo ostatecznie Alice sama się zdecydowała wejść do środka.
Podniósł na nią wzrok, odrywając się od stery kartek leżącej na biurku. Nudne papiery dotyczące szkoły i stanu cieplarni, a także kilka książek o zielarstwie i nie tylko. Nauki nigdy dosyć, prawda?
-Dobry – odparł z delikatnym uśmiechem na twarzy. Głowę lekko przechylił na bok i zmrużył oczy. Nie potrafił ukryć, że propozycja Ślizgonki podobała mu się. –Jasne, nie ma problemu. To ta o Tojadzie? – spytał ze sporym entuzjazmem i zaczął przeglądać szuflady w swoim biurku. Nie chciało mu się zabierać dziewczyny do cieplarni, a na takie okazje zazwyczaj starał się być przygotowany.
-Dlaczego ostatnio nie byłaś na zajęciach, Alice? – spytał, chcąc podtrzymać jakaś rozmowę. To nie było w stylu Holendra odbębnić obowiązki w kompletnej ciszy. Lubił rozmawiać z uczniami, więc kiedy miał okazję to z niej korzystał.
-Troszkę się zdziwiłem, bo wiem że zadanie oddałaś jeszcze w terminie – dodał, chcą rozwiać wszelkie wątpliwości. Nie miał tego dziewczynie za złe i nie chciał jej z tego powodu robić wyrzutów. Mogła mieć jakieś swoje problemy i po prostu chciał je poznać. Jakoś wszystkie plotki z Hogwartu, zawsze docierały do Thijsa na końcu. To chyba normalne w przypadku nauczyciela, który większość czasu spędza w szkolnych cieplarniach przy roślinach, ewentualnie odpoczywa w gabinecie przy zadaniach domowych i innych papierach.
-Ok, mam. – mruknął bardziej do siebie, niż do dziewczyny, wyciągając coś ze starej skrzyni ukrytej w kącie pokoju. Zrobił mały porządek na biurku i kiwnął głową do dziewczyny, zapraszając na jego fotel. Skoro warunki były średnie, to przynajmniej komfort mógł jej zapewnić spory.

Kostki:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 17
Skąd : Aberdeen, Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 390
  Liczba postów : 252
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14784-alice-wildfire
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14796-alice-i-nieprzyjaciele
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14797-alice#394118
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14795-alice-wildfire




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Wto Lis 14 2017, 12:50

Poczuła ulgę, słysząc, że nauczyciel nie miał nic przeciwko odrobieniu przez nią zajęć. Naprawdę zależało je na tym, by zdobyć roślinkę na zaklęcia, a przy okazji nauczyć się jak ją odpowiednio przygotować. Nie chciała od nikogo jej pożyczać, bo nie przepadała za robieniem wszystkiego na skróty.
- Tak, to właśnie ta lekcja - potwierdziła domysły Corbijna i uśmiechnęła się jakoś wyraźniej. Przyglądała się, jak ten szukał czegoś po gabinecie, gdy usłyszała pytanie dotyczące jej nieobecności. Rzeczywiście, zadanie dostarczyła, nie było więc widocznego powodu, dla którego nie miałaby się pojawić na zielarstwie. Trochę więc głupio byłoby stwierdzić, że było zimno, ona niemal zasypiała na stojąco, cieplarnia była tak daleko, a łóżko tak blisko. A już na pewno nie powinno się tego mówić nauczycielowi. Stwierdziła, że lepiej będzie lekko nagiąć prawdę.
- Źle się wtedy czułam - odpowiedziała z niewyrażającą zbyt dużo miną, mając nadzieję, że nauczyciel nie będzie drążył dalej tego tematu. Zawsze, jeśli zapytałby o powód, mogłaby rzucić coś o kobiecych dolegliwościach. Często potem nikt już nie zadawał więcej pytań, słysząc to wyrażenie.
Nauczyciel w końcu znalazł to, co było potrzebne i zaprosił Alice, by usiadła na fotelu przy biurku. Skinęła głową i usiadła w wygodnym meblu, przystępując do pracy. W miarę wiedziała, co ma robić. W miarę, bo w pewnym momencie zagapiła się i cały kwiat szlag strzelił. Mruknęła tylko coś pod nosem i westchnęła cicho, dalej starając się przygotować resztę tojadu. W końcu udało jej się skończyć całą robotę i mogła w końcu wyjść z porcją tojadu.
Podniosła się z fotela i uśmiechając się wesoło, podeszła do drzwi.
- Dziękuję za pomoc i do widzenia - rzuciła, po czym wyszła z gabinetu, zamykając za sobą cicho drzwi.

/zt

Kostki: 1, przerzut na 3
Kuferek: 8
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Brisbane, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
  Liczba postów : 183
http://www.czarodzieje.org/t15384-viatrix-travers
http://www.czarodzieje.org/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://www.czarodzieje.org/t15580-dixie
http://www.czarodzieje.org/t15383-trixie-travers




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Sro Lis 15 2017, 10:24

Trixie nie miała pojęcia jak to się stało, że ominęła ją lekcja zielarstwa. Chyba jedynym rozsądnym wytłumaczeniem tej okropnej pomyłki mogła być zabawa u Leo. Niby to było nic takiego, niby nie piła zbyt wiele (o co skutecznie dbał Leonardo), niby nie zdążyła się upokorzyć, ale mimo wszystko zajęła z Thijsem jakoś wyleciały jej z głowy i uświadomiła to sobie dopiero przy obiedzie, gdy wszyscy zaczęli opowiadać o swoich tojadowych zmaganiach. Zmroziło ją nieco, bo tego jeszcze Hogwart nie widział, aby Traversówna musiała lecieć do prywatnego gabinetu nauczyciela po jakiś składnik na lekcję eliksirów. Nie prowadził jej nikt interesujący, więc jej pobudki były czysto personalne. Lubiła eliksirowarstwo, pozwalało jej odnaleźć spokój, który naprawdę rzadko bywał jej udziałem, a jeżeli przy okazji mogła spędzić trochę czasu z przystojnym Holendrem to cóż jej więcej było do szczęścia potrzebne? Stanęła przed jego gabinetem, czując narastającą panikę. Viatrix nigdy nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo zależy jej na przychylnym spojrzeniu Corbijna. Nieznacznym sygnałem musiały być lekko miękkie nogi, jakie miała zawsze wtedy, kiedy na nią popatrzył i obezwładniająca trema dławiąca jej słowa ilekroć tylko próbowała się odezwać. Spychała te objawy w głąb swojej świadomości tak często przy „poprzednich razach”, że teraz sądziła, iż to tylko wyrzuty sumienia wynikające z nieobecności na zielarstwie. Może to i lepiej? Nieświadomość jest niekiedy prawdziwym błogosławieństwem. Zbliżywszy się do drzwi dostrzegła, że są otwarte, a jednak ich nie przekraczała, zupełnie jak nie ona. Jedynie zastukała delikatnie w drewno, zbierając się na odwagę, aby pamiętać o byciu sobą. Rety, to nigdy nie było dla niej takie trudne. Sam na sam z nauczycielem, w którym się podkochiwała? Sama nie była pewna czy to co czuje to szalona ekscytacja czy niepokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 393
  Liczba postów : 283
http://www.czarodzieje.org/t14596-thc
http://www.czarodzieje.org/t14770-listy-do-thc
http://www.czarodzieje.org/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Sro Lis 15 2017, 13:41

Zajmował się terrarium, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Uśmiech od razu zagościł na twarzy Holendra. Lubił być odwiedzany i rozwiązywać proste, a czasem trudniejsze problemy. Mimo wszystko Thijs był bardzo towarzyską osobą, więc na każdą możliwość zamienienia kilku zdań z jakimś uczniem albo uczennicą reagował ze sporym entuzjazmem. Niemalże natychmiast odłożył wszystko na bok i krzyknął w kierunku drzwi.
-Proszę! – nie chciał zabrzmieć zbyt strasznie, więc starał się, by jego głos był jak najbardziej sympatyczny. Pomimo tego, że zaprosił Gryfonkę do środka to nie usiadł na swoim krześle. Skoro już był na nogach, to sam mógł jej otworzyć. Bez chwili zawahania doskoczył do drzwi i uchylił je dużo bardziej, zapraszając dziewczynę do środka. Delikatnym uśmiechem przywitał Australijkę
-Dzień dobry Viatrix – chociaż może powinien był powiedzieć po prostu Trixie. Niestety nie miał okazji dopytać, jak woli być nazywana. Na zajęciach dużo częściej słyszał zdrobniałą wersję, ale poza nimi – na wszystkich listach obecności i innych papierach, Gryfonkę miał zapisaną przez „V”. Trochę uciążliwa sprawa, ale mniejsza o to.
-Co Cię do mnie sprowadza? – spytał, wskazując jej miejsce na wolnym krześle, sam usiadł naprzeciwko, przy biurku. Listy, zadania i kartkówki zgarnął jednym ruchem z blatu i ułożył jej nieco, a później wszystkie zamknął w szufladzie na tego typu rzeczy.
Rozejrzał się po gabinecie i westchnął cichutko pod nosem. Chciał zaproponować Gryfonce jakiejś herbaty, tylko że nie miał jeszcze żadnego ustrojstwa, gdzie mógłby zagrzać wody. Było mu trochę głupio, bo w przypadku dłuższych posiedzeń, nie mógł zabłysnąć gościną. To źle, bo przy uczniach zawsze chciał wypaść jak najlepiej. Jakaś taka chora obsesja, że mu tak bardzo na niech zależało i czuł się okropnie, kiedy musiał ich zawieść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Brisbane, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
  Liczba postów : 183
http://www.czarodzieje.org/t15384-viatrix-travers
http://www.czarodzieje.org/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://www.czarodzieje.org/t15580-dixie
http://www.czarodzieje.org/t15383-trixie-travers




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Pią Lis 17 2017, 10:14

- O rety… - tylko tyle zdążyła pomyśleć Trixie, gdy zza drzwi odezwał się głos nauczyciela. Nagle okropnie się podenerwowała, zdając sobie sprawę, że po prostu nie da rady otworzyć tych drzwi. Czy to kolana jej dygotały? Rety, ona potrafiła być naprawdę żałosna, gdy już wydawało jej się, że się zakochała. O ile w kontaktach z uczniami potrafiła być tak samo bezpośrednia i szalona jak zwykle, tak gdy dzieliła ją bariera nauczyciel - uczeń, znikała cała prawdziwa Trix. Za bardzo zależało jej na nie schrzanieniu wszystkiego, a wiadomo co się dzieje, gdy ktoś za bardzo się stara, prawda? Już wyciągała dłoń w stronę klamki, wiedząc że jeżeli sama teraz tych drzwi nie otworzy, to nie zrobi tego nigdy i ucieknie do wieży Gryffindoru. Jej dłoń natrafiła na pustkę. Wpatrzona w drewno, zauważyła nagle jak umyka ono przed jej dotykiem.
O, Merlinie…
Wciągnęła powietrze nieco za szybko, prawie się nim zachłystując. Uniosła wzrok, czując jak palą ją policzki. Zarumieniła się, na pewno. W duchu już żegnała się z jakimkolwiek pozytywnym zakończeniem tej wizyty, ale tak naprawdę to grubo przesadzała. Jej twarz nie zmieniła koloru, a po prostu zadziałała jej wyobraźnia. Ona i nagły skok ciśnienia. Krew popłynęła jej szybciej w żyłach, kiedy spojrzała w przystojną twarz nauczyciela.
- D-dzień d-d-dobry - rety, zająknęła się? Naprawdę się zająknęła. Twisleton rozsiewała swoje fluidy nawet tutaj. Jej kolana uderzyły o siebie nim postąpiła tych kilka kroków naprzód, ale niespodziewanie nawet dla niej samej, na jej twarzy eksplodował radosny uśmiech, z jakim tak często ją widywano. Weszła do środka i nagle to szczęście zamarło jej na twarzy. Uśmiech zbladł, a w oczach pojawiła się niechęć.
- Trixie - powiedziała najpierw, odruchowo i kompletnie nie myśląc nad tym jak powinna to powiedzieć. Teraz to już naprawdę się zarumieniła, gdy uświadomiła sobie, że przecież nie powinna poprawiać Corbijna tak, jak poprawiłaby kolegę z roku. - Proszę mówić mi Trixie, profesorze. - Sprostowała, uśmiechając się nieśmiało w dodatkowej prośbie. Odkąd przekroczyła próg gabinetu, wyłamywała sobie palce, jakie splotła przed sobą, a jedna z jej nóg była nieznacznie wysunięta naprzód, krzyżując się z drugą. Przez sekundę czy dwie trwała w tej pozycji, a potem wzięła głębszy oddech. Czego ona się bała? Jeżeli zrobi z siebie idiotkę to tylko dlatego, że palnie głupotę pod wpływem stresu. Usiadła na krześle przed jego biurkiem, przyjmując tę ulgę dla nóg z prawdziwą radością. W tej pozycji chociaż nie było widać tych rozdygotanych kolan, prawda?
- Chciałam zapytać czy mogłabym teraz przygotować tojad. - Odpowiedziała na jego pytanie, nieco za późno uświadamiając sobie, że to wcale nie brzmiało jak pytanie, a jak rzeczowe stwierdzenie. Założyła z góry, że pozwoli jej to zrobić. Z tego co zauważyła na lekcjach, Thijs miał naprawdę dobre serduszko i paradoksalnie to tylko podsycało obsesję Trixie na jego punkcie. To łobuz kochał najmocniej, tego była pewna całe życie, a jednak miała też przedziwną słabość do ludzi, którzy potrafili troszczyć się o innych. Jej oczy rozbłysły, gdy na niego spojrzała. Już się nie rumieniła, teraz wyglądała po prostu na niego skruszoną, ale i… szczęśliwą, że może tutaj być. Zacisnęła palce na krawędzi biurka, odrobinę pochylając się w jego stronę. - Zaspałam na ostatnie zajęcia, a nie chciałabym być do tyłu z materiałem. Dopiero tata dałby mi popalić. - Wymyśliła na poczekaniu, śmiejąc się lekko, jakby to była najszczersza prawda, a nie wierutne kłamstwo. Jej oczy próbowały złowić jego spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 393
  Liczba postów : 283
http://www.czarodzieje.org/t14596-thc
http://www.czarodzieje.org/t14770-listy-do-thc
http://www.czarodzieje.org/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Wto Lis 21 2017, 20:26

Skrzywił się delikatnie, kiedy Gryfonka go poprawiła. Nie przez sposób w jaki to zrobiła – bo ten, ani trochę mu nie przeszkadzał – tylko przez gafę, którą walnął. Nie lubił tego. Zawsze starał się być jak najbardziej perfekcyjnym nauczycielem. Może nie pod kątem porządku na biurku czy interesujących wykładów, ale właśnie kontaktów z uczniami. Zależało mu na nich, bardziej niż na czymkolwiek innym. Zawsze miał przed oczyma obraz, wizje nauczyciela jakim chciałby się stać. Sympatycznym. Opiekunem, do którego podopieczni nie baliby się przychodzić z problemami, a nawet błahostkami. Zawsze starał się mieć czas i zwracać uwagę na ich zachowanie. Zależało mu na dobrych relacjach i łatwości w komunikacji. Z łatwością się uśmiechał, nawet kiedy z tyłu głowy dręczyły go problemy, zwierzających się uczniów. Myślał, jak najlepiej je rozwiązać. Nawet jeśli Gemma zdecydowała się uczęszczać dalej na zajęciach, to cały czas brał pod uwagę, że w każdym momencie zmieni zdanie – co wtedy? Mówienie do uczniów po ksywkach czy poprzez zdrobnienia nie było niczym złym. Zawsze brzmiało to ładniej niż oschłe – panno Travers. W takich prostych rzeczach, widział metodę na porozumienie. Wspólny język i zaistnienie nieco bardziej w życiach uczniów, niż tylko nauczyciel zielarstwa.
-Jasne, nie ma problemu – nie była pierwszą osobą, która do niego przychodziła z tym problemem. Zapewne też nie ostatnią. Był przygotowany na takie okoliczności. Mało tego, gdzieś z tylu gabinetu trzymał niewielki Blekot na wypadek, gdyby pojawił się jakiś zakręcony uczeń. Dla takich też miał miejsce pomiędzy tymi kilkoma ścianami, które mógł nazwać swoimi. Czasem miał wrażenie, że jest zbyt pobłażliwy, ale czy było to aż tak złe? Zależało mu na tym, by wszyscy skończyli edukacje w Hogwarcie, z jak najlepszymi wynikami z zielarstwa. W dużej mierze zależało to od niego, więc starał się pomóc uczniom w miarę możliwości.
-To i tak lepsza wymówka, niż „kot zjadł mi pracę domową”. – Mógł tylko wierzyć dziewczynie na słowo. Raczej nie kłamała, a przynajmniej nie miała do tego podstaw. Corbijn cenił sobie szczerość, więc nie obraziłby się nawet za nieco chamskie – nie chciało mi się. Uśmiechnął się zbierając kilka przydatnych przedmiotów, ze sporej skrzyni z boku pokoju. Najważniejsze narzędzia do zajęcia się blekotem. Wśród nich grube rękawice, by zabezpieczyć dłonie przed trucizną. Wszystko ułożył na biurku. Swoją drogą już nieco zniszczonym. Chyba powinien się jakoś o nie zatroszczyć, bo wyglądało trochę jak stół z cieplarni, gdzie pracowali uczniowie. Szybko przyniósł jeszcze odrobinę Tojadu. Mordownik niestety już nie był tak świeży, jak te z lekcji, ale wciąż można było z niego wyciągnąć to co najlepsze. Może zadanie będzie nieco trudniejsze, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Gryfonka miała spore ułatwienie w postaci Thijsa, który czujnie obserwował jej poczynania. Mało tego, Holender pomagał dziewczynie, by poradziła sobie jak najlepiej.

Kostki:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Brisbane, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
  Liczba postów : 183
http://www.czarodzieje.org/t15384-viatrix-travers
http://www.czarodzieje.org/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://www.czarodzieje.org/t15580-dixie
http://www.czarodzieje.org/t15383-trixie-travers




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Pią Gru 01 2017, 12:52

Trixie odebrała minę Thijsa nieco opacznie. Pomyślała sobie, że pewnie krzywi się, bo coś zrobiła nie tak i nie dość, że nieco się zestresowała to posmutniała. Jednakże nie dała tego po sobie poznać. Robienie dobrej miny do złej gry może nie było jej domeną, aczkolwiek w takich drobnostkach potrafiła odsunąć swoje prywatne przemyślenia na bok, aby nie pogłębiać negatywnego stanu w drugiej osobie. Po jego słowach uśmiechnęła się nieco blado. Nie pragnęła, aby odebrał tego jako głupią wymówkę, gdyż naprawdę nie chciała, aby sądził że zignorowała jego zajęcia, bo na pewno na wszystkich do tej pory by się pojawiła, gdyby tylko nie napisała się zbyt późno.
- Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy. - Odezwała się cicho mówiąc coś, co powinien był powiedzieć nauczyciel, a potem wzięła się do roboty. Zgarnęła rękawice, wsuwając je na swoje małe dłonie. Były trochę zbyt duże, więc nieustannie naciągała je ponownie na nadgarstki. Tojad był nieco oklapnięty, ale w niczym jej to nie przeszkodziło. Sprawnie go oporządziła, sama zaskoczona własnym profesjonalizmem, ale w końcu miała najlepszego nauczyciela pod słońcem. Jego obecność trochę ją rozpraszała, więc jej rękawice były zdecydowanie zbyt mocno oklejone trującym sokiem z mordownika, ale to nic nie szkodziło. Zsunęła je z rąk, gdy skończyła i niemalże natychmiast się podniosła, zgarniając składniki do odpowiednio zabezpieczonej torby. Z tego co słyszała, będą jej potrzebne na eliksiry. - Dziękuję za poświęcenie mi czasu. - Uśmiechnęła się do Thijsa, naprawdę mu wdzięczna za tych kilkadziesiąt poświęconych jej minut. Każda chwila spędzona w jego pobliżu była nagrodą dla stalkera pokroju Trixie.  - Za pomoc też. - Po tych słowach uporządkowała swoje miejsce pracy, a następnie oddaliła się w stronę dormitorium Gryfonów.

5 i [zt], żeby nie blokować Ci gabinetu, bo po lekcji pewnie będzie tu ruch!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 14
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 7
  Liczba postów : 284
http://www.czarodzieje.org/t15453-finnegan-u-g-gilliams
http://www.czarodzieje.org/t15480-ebin-frindshibs-hir-ddddd#415786
http://www.czarodzieje.org/t15481-jakas-fest-szybka-szkolna-sowa#415787
http://www.czarodzieje.org/t15479-finnegan-u-g-gilliams




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Wto Gru 12 2017, 00:20

Naprawdę przyłożyła się do opieki nad hibiskusem. Zajęta czytaniem o roślinie, zawaliła ze trzy prace domowe. Oczywiście odchodziła przy tym od głównego tematu wielokrotnie, nie mniej jednak była pewna, że o uprawie hibiskusa wiedziała bardzo dużo. Nadal trzymała przy łóżku kilka najbardziej jej zdaniem przydatnych tomów, ale w żadnej z nich nie mogła znaleźć nic o tym, dlaczego nagle zaczęły odpadać mu liście - była pewna, że wszystko robiła dobrze.
Wstydziła się iść do profesora, a że przez ostatni tydzień przez jej ręce przeleciały chyba wszystkie książki z biblioteki, które choć odrobinę zahaczały o temat hibiskusa, doszła do wniosku, że sama coś szybko znajdzie.
Nie znalazła. Mało tego - tak wsiąknęła w poszukiwania, że następnego dnia, zapomniała o podlaniu rośliny. Kiedy sobie przypomniała, ketmia wyglądała fatalnie. Nie było rady - trzeba było iść do Corbijna. Tuż przed wyjściem podlała jeszcze roślinkę licząc na to, że nauczyciel nie połapie się, że wcześniej tego nie zrobiła i pobiegła do jego gabinetu.
Wyhamowała dopiero przy drzwiach, uświadamiając sobie, że nie wie co powiedzieć. Finn nawet wychodząc do sklepu po bułki musiała wcześniej przygotować się mentalnie do możliwej rozmowy ze sprzedawcą. Teraz sprawa była jeszcze poważniejsza, tak jak i osoba, do której szła. Fakt, że miała zwracać się do człowieka, o którym mówi się "profesor", a nie "Bill-piekarz", był już wystarczająco deprymujący. Jak przed kimś takim dodatkowo przyznać się do zepsucia roślinki?
Stojąc pod drzwiami przygotowała sobie, co ma powiedzieć, samo "dzień dobry" ćwicząc z pięć razy i zapukała. Teraz nie było już odwrotu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 393
  Liczba postów : 283
http://www.czarodzieje.org/t14596-thc
http://www.czarodzieje.org/t14770-listy-do-thc
http://www.czarodzieje.org/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Sro Gru 13 2017, 18:32

Stał przy starym oknie wpatrzony gdzieś przed siebie. Widoki z pierwszego piętra do najpiękniejszych nie należały, właściwie to były bardzo nijakie, ale zawsze to lepiej niż gabinet w piwnicy. Przez szpary we framudze cicho gwizdał wiatr, a znudzony Corbijn wsłuchiwał się w jego melodię. Oparty o ścianę, z założonymi rękoma czekał na jakieś oświecenie. Jakiś pozytywny znak w tych ponurych ostatnio miesiącach. Męczyły go te wszystkie problemy z magią i zmiany w kadrze, których w dużym stopniu nie rozumiał. Anglia była dziwnym krajem i im dłużej tutaj przebywał, tym bardziej dostrzegał zalety Holandii czy Niemiec.
Delikatny stukot do drzwi, był tym czego teraz najbardziej potrzebował – towarzystwem, które wyrwało go z tego przygnębiającego zamyślenia. Poprawił rękawy przy marynarce i zapiął jeden guzik, obciągając ją do dołu. Okno nie było zbyt dobrym lustrem, ale wystarczającym by stwierdzić, że nie wygląda aż tak źle.
Skoro już był na nogach, to bardzo szybko podszedł do drzwi i otworzył je, z bardzo szerokim i przyjemnym dla oka uśmiechem. Nieco zaskoczył się, kiedy na wysokości swojej głowy nikogo nie zobaczył.
-Cześć Finn – przywitał dziewczynkę bardzo radośnie i bez większych formalności. Raczej nie chciał jej stresować jakimś oficjalnym tonem, więc zagadał do niej z wielkim luzem i spokojem. Lekkim skinieniem głowy zaprosił ją do siebie. Chyba sam się nieco stresował. Wiedział, że rozmowy z nauczycielami są stresujące nawet dla starszych uczniów, więc bał się pomyśleć, jak mogłaby się czuć Krukonka. Trochę bał się, że mógłby ją wystraszyć.
-Co tam? Czego potrzebujesz? – spytał, zatrzaskując język za zębami. Czasem bywał bardzo rozgadany i nie panował nad własnym językiem. Tylko dzięki jakiemuś zdrowemu rozsądkowi nie zasypał małolaty setką pytań w ciągu jednej sekundy.
Kątem oka spojrzał na hibiskusa trzynastolatki, który na pierwszy rzut oka raczej nie wyglądał aż tak źle. Mimo wszystko domyślał się, że pewnie o niego chodzi. Swoją drogą, ciekawe czy jakoś go nazwała. Dzieci potrafił naprawdę mocno urozmaicić proste czynności, co było całkiem fajne. Thijs wciąż miał problemy z nazwaniem pająka…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 14
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 7
  Liczba postów : 284
http://www.czarodzieje.org/t15453-finnegan-u-g-gilliams
http://www.czarodzieje.org/t15480-ebin-frindshibs-hir-ddddd#415786
http://www.czarodzieje.org/t15481-jakas-fest-szybka-szkolna-sowa#415787
http://www.czarodzieje.org/t15479-finnegan-u-g-gilliams




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Czw Gru 14 2017, 04:33

Oczekiwała jakiegoś "proszę" czy coś, dlatego aż podskoczyła, kiedy profesor sam otworzył drzwi. A co jeżeli zapraszał ją do środka, a ona tego nie usłyszała? Ale siara... Będzie się nad tym zastanawiała przez następne dziesięć lat, kiedy nie będzie mogła zasnąć.
- Cz-Dzień dobry! - prawie krzyknęła poprawiając się z tego odruchowego "cześć", które niemal jej się wymskło. Spoko Finn, wcale nie jest już niezręcznie. Ktoś ją powinien zamknąć w piwnicy, bo zdecydowanie nie umiała w interakcje z innymi ludźmi.
Zażenowana weszła za Corbijnem do gabinetu, chociaż starała się szybko otrząsnąć i poczekać z roztrząsaniem tej sytuacji do czasu aż stąd wyjdzie. W gruncie rzeczy nie było najgorzej. Zaskoczył ją fakt, że pamiętał jej imię. Zwykle nikt nawet nie pamiętał jej osoby, a co dopiero takich szczegółów. No i w sumie był całkiem sympatyczny, więc może nawet nie zauważył jej gafy (albo zauważył i domyślił się, że jej głupio, więc z litości udawał, że nie. Jeszcze gorzej...).
Zaczęła trochę rozglądać się po wnętrzu, ale niezbyt nachalnie, bo nie wiedziała czy wypada. Nie zdążyła zresztą zbadać terenu zbyt dokładnie, bo zaraz dotarło do niej pytanie. Szukając odpowiednich słów przeniosła kilka razy wzrok z hibiskusa na profesora. Nic jednak nie znalazła.
- Nie wiem co mu jest - jęknęła zdesperowana, by przerwać ciszę i wyciągając trzymaną w obu łapkach doniczkę w stronę mężczyzny - Odpadają mu te liście, a ja robiłam wszystko... - ściszyła głos przy ostatnim słowie, po czym zupełnie przerwała. Nie podlała go, więc jakie niby wszystko? Miała w sumie jedną robotę - podlewać ten cholerny kwiatek, a nawet to skrewiła. Ciekawe jak bardzo było to widać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 25
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 393
  Liczba postów : 283
http://www.czarodzieje.org/t14596-thc
http://www.czarodzieje.org/t14770-listy-do-thc
http://www.czarodzieje.org/t14608-thc




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Sob Gru 16 2017, 23:59

Uśmiech od razu wymalował się na twarzy Holendra. Entuzjazm z jakim przywitała go Finn był niesamowity. Thijs nie potrafił się mu oprzeć i mówiąc szczerze to nawet nie pogniewałby się, gdyby dziewczynka opowiedziała wesołym „cześć”. Zresztą czy on w ogóle potrafił się gniewać na uczniów. Wszyscy mieli swoje wady i zalety. Zdecydowanie wolał się u nich doszukiwać tego drugiego.
-Mogę? – spytał, zerkając na biurko. Westchnął przeciągle, bo znowu miał bałagan na blacie. Chyba nigdy się nie nauczy, jak sobie z nim radzić. Przyjrzał się papierom i czy nie ma wśród nich czegoś ważnego, a później wszystkie zrzucił do szuflady, z trudem ją domykając. Miał tylko nadzieję, że nic istotnego się nie pogniecie.
Wyciągnął ręce po hibiskusa i postawił go na drewnianym stole. Przykucnął przy nim i przyjrzał się dokładnie. Zrobiło mu się trochę głupio, bo może zbyt pochopnie zrzucił na barki tak młodej osoby, tak odpowiedzialne zadanie. Uśmiechnął się lekko do dziewczyny jakby chciał jej dodać nieco otuchy. Swoim przyjaznym wyrazem twarzy dosłownie mówił – nie martw się, nic złego się nie stało.
Wepchnął dłonie tam gdzie większość uczniów się bała. Dotknął nieco wilgotnej gleby i obejrzał schorowane liście z każdej strony. Był wyjątkowo ostrożny i delikatny. Nie chciał się poparzyć.
-To nic groźnego – mruknął, przyglądając się kwiatu jeszcze przez chwilę. Ostatnio sam miał problemy ze swoim egzemplarzem stojącym w gabinecie. Bardziej zastanawiało go z czego wynikały te przykre dla rośliny infekcje i czy magiczne zakłócenia miały z tym jakiś związek. Pewnie nie i był zwyczajnie przewrażliwiony.  
Z małej konewki podlał Hibiskusa Krukonki, a później spryskał liście jakimś dziwnie pachnącym środkiem. Niby ładnie, ale nie do końca. Tak na wszelki wypadek obejrzał kwiatek raz jeszcze.
-Ok, to powinno pomóc. – Spojrzał na trzynastoletnią uczennicę i przez moment zaczął się zastanawiać, czy powinien jej powiedzieć co właściwie się stało. Raczej tak, wiec odsunął Ketmię na bok usiadł na skraju biurka.
-Jeśli się przyjrzysz, to na liściach możesz dostrzec drobne zmiany. Najprościej mówiąc to objawy choroby, która dopadła Twojego Hibiskusa. Każdemu mogło się zdarzyć, wiec nie przejmuj się tym. Miałaś po prostu pecha – podał dziewczynie mały flakonik z szarą, mętną cieczą. –A to lek. Coś w rodzaju mugolskiego nawozu. Jakby objawy się powtórzyły, to spryskaj nim Hibiskusa i powinno mu przejść.

//Wizytę możesz uznać jako przerzut kostki z którą miałaś problem na 6 i dodatkowo, jeśli "w przyszłość" wystąpi u Ciebie jeszcze jedna 3 to możesz ją przerzucić na 6. Ewentualnie możesz oddać ten przerzut komuś innemu. Taki mały bonus od mojego dobrego serduszka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 14
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 7
  Liczba postów : 284
http://www.czarodzieje.org/t15453-finnegan-u-g-gilliams
http://www.czarodzieje.org/t15480-ebin-frindshibs-hir-ddddd#415786
http://www.czarodzieje.org/t15481-jakas-fest-szybka-szkolna-sowa#415787
http://www.czarodzieje.org/t15479-finnegan-u-g-gilliams




Gracz






PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   Nie Gru 17 2017, 23:50

W sumie to nigdy nie była w żadnym profesorskim gabinecie, ale w głowie miała obraz raczej uporządkowanej przestrzeni. Biurko Corbijna wyglądało jednak gorzej od jej "podłóżka", które jak dotąd uważała za najbardziej syfiaste miejsce na ziemi i nawet składała dary w postaci brudnych skarpetek powstałej tam cywilizacji. Najwidoczniej myślała zbyt stereotypowo.
- Mhm - odpowiedziała nienaturalnie wysokim głosem, który zawsze pojawiał się, kiedy "rozmawiała" z obcymi. Podała mężczyźnie kwiat i przyglądała mu się z tego samego miejsca co wcześniej, zastanawiając się, czy powinna podejść, czy coś. Skąd inni ludzie wiedzieli jak zachować się w takiej sytuacji? Ktoś ich tego uczył, a jej zapomniano, czy jak? Odwzajemniła delikatny uśmiech i natychmiast zaczęła się zastanawiać, czy wypadało. Czy ona się tego kiedyś nauczy? Ciekawe czy było widać, że nie wie jak się zachować...
- Super - odpowiedziała cicho, słysząc, że Spurdo w sumie ma się całkiem dobrze. "Super"... ze wszystkich istniejących słów... I dlaczego tylko "super"? Miała wrażenie, że zabrzmiało to jakoś tak sarkastycznie. Facet pewnie zaraz pomyśli, że tak na serio, to ma hibiskus w dupie.
Finn badawczo przyglądała się jego poczynaniom, nie wiedziała jednak czy może mu przeszkodzić i zapytać co robi. Holender jednak sam zaoferował wyjaśnienia.
Podeszła do biurka i pochyliła się nad kwiatem, żeby przyjrzeć się zmianom.
- Mhm - potwierdziła cicho i spokojnie - Widzę.
O Merlinie! NIE WIDZIAŁA! Jakie zmiany?! Liść jak liść, serio! O kurde, o kurde, o kurde! Ale była w to beznadziejna. Co jej strzeliło do łba, że da radę się nim zaopiekować?! Nie widziała nawet tych zmian. Nawet nie będzie wiedziała czy znikły i pewnego dnia po prostu się obudzi, a Spurdo będzie totalnie martwy!
Kiwała głową z kamienną twarzą, panikując w środku i układając desperacki plan działania. Na razie potakiwać i udawać, że wie o czym mowa, a po powrocie do pokoju wspólnego porządnie przyjrzeć się hibiskusowi, choćby miały jej się spalić dłonie, oczy, wszystko. Może pożyczyć od kogoś jakieś szkło powiększające. No i ten lek... Chciała wiedzieć czym był dokładnie, ale nie wiedziała czy może. Co jeżeli powinna go znać. Jak tylko znajdzie już te miany, będzie musiała poszukać w bibliotece czym była formuła. Na szczęście profesor dał jej flakonik, więc nie musiała jej szukać z pamięci.
- Dziękuję - uśmiechnęła się tak trochę, żeby nie było, że za bardzo. Corbijn się niby sam uśmiechał, ale "co wolno wojewodzie" i tak dalej. Schowała lek do kieszeni - Mam nadzieję, że się nie przyda - opowiedz mu jeszcze co jadłaś na śniadanie, głupia. Oczywiście, że masz nadzieję, po kij gadasz takie komunały. Wyraz jej twarzy się nie zmienił, ale chciała w tym momencie zapaść się pod ziemię. Coś jeszcze powinna powiedzieć albo zrobić? Chyba nie.
- To do widzenia - wzięła doniczkę z biurka, posłała ostatni grzecznościowy uśmiech nauczycielowi i wyszła z gabinetu. Fajnie. Przyleciała z roszczeniami, dostała od niego jakiś lek i tak sobie wzięła poszła. Z drugiej strony nie miała pojęcia jak jeszcze mogłaby się zachować. Ech, nie umiała w ludzi...

//zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Gabinet Thijsa Corbijn   

Powrót do góry Go down
 

Gabinet Thijsa Corbijn

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Gabinet Banshee

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
pierwsze pietro
 :: 
gabinety na I piętrze
-