Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sklep i Herbaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


avatar

Student Ravenclaw
Wiek : 26
Skąd : Irlandia
Galeony : -17
  Liczba postów : 398




Gracz






PisanieTemat: Sklep i Herbaciarnia   Sob Cze 12 2010, 18:59


Sklep i Herbaciarnia
Na ostatnim poziomie tego pięciopiętrowego budynku znajduje się niewielki sklep oraz przyjemna herbaciarnia, dla wszystkich odwiedzających osób. Miejsce w którym każdy może kupić coś do jedzenia bądź picia.

Woda Goździkowa
Sok Dyniowy
Imbirowa mątwa
Wiśniowy Gryf
Malinowy Chruśniak
Dyptamowy smakosz
Syrenie Latte
Smocze espresso
Chochlikowe cappuccino
Bazyliszkowe Macchiato
Porcja dowolnego ciasta
Ciastka do kawy
Dyniowe paszteciki
Zapiekane paluszki

Balony z dedykacją – 2g
Kartka z życzeniami powrotu do zdrowia – 3g
Kartka z gratulacjami z okazji narodzin – 3g

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thomen J. Wessberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 188
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Pią Gru 07 2018, 15:44

/III wątek po ataku rzecznych trolii; po składaniu Matta i przed lekcją na dachu

Czuł się lepiej, chociaż wciąż ledwo się poruszał. Leki podobno działały, nie wiedział jednak na czym dokładnie polegało jego leczenie. Jak zwykle, większość istotnych informacji zostały pominięte, bo kiedyś sam powiedział, że nie chce o niczym wiedzieć. I tak nie rozumiał medycznego bełkotu, a jedyną osobą, której słuchał był Matthew. Był jak dziecko pod tym względem, bo dopóki nie zobaczył znajomej twarzy, jedynej której w tym momencie ufał... Nie dał się tknąć. Przysparzał tym problemów i naprawdę zachowywał się jak pierdolona księżniczka... Cóż, był pacjentem ze złotą kartą dostępu. Poza tym, to logiczne, że jego przypadkiem zajmować się będzie jedynie osoba, która ma jakiekolwiek pojęcie o jego chorobie.
Nie mógł usiedzieć długo na miejscu. Nie był osobą, która potrafiła dokonać niemożliwego. Dlatego kiedy tylko pielęgniarki nie widziały, wysłał list do jedynej osoby, którą o dziwo chciał oglądać. Nie była to Earleen, która wciąż nie wiedziała gdzie dokładnie był. Nawet matce zabronił się tutaj pokazywać po scenie, jaką mu urządziła. To była czysta patologia, a nie miał do tego głowy.
Chciał kogoś, kto będzie umiał zmylić jego myśli, przenieść je na inny tor. O wiele przyjemniejszy. Zdziwił się szybkością i swoją pomysłowością. I tym, że akurat puchonkę sobie upatrzył. Był człowiekiem o wielu talentach i twarzach. Zadziwiał samego siebie.
Wsunął nogi w kapcie i zarzucił na koszulkę czarny szlafrok. Chyba jeszcze z czasów kiedy to ojciec przebywał w szpitalu. Wolno ruszył na ostatnie piętro. Wiedział, że mógł chodzić, jednak dostałby ochrzan gdyby wiedzieli, że robił sobie wycieczki aż tam. Uśmiech wykwitł na jego twarz kiedy do jego ręki dostarczono odpowiedź. Pokręcił głową, jakby w to nie wierzył. Podszedł do ściany i zaskrobał coś pospiesznie. I odesłał.
Po chwili zasiadł przy jednym ze stolików, krzywiąc się nieznacznie.

@Silvia Valenti czekam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 542
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Pią Gru 07 2018, 16:05

Nie widziała go kilka dni i czuła, jakby czegoś jej w życiu brakowało. Przywykła do tej krzywej gęby, która pojawiała się nagle, w najmniej oczekiwanym momencie. W pewnym momencie stwierdziła, że chyba po prostu stało się to, czego się spodziewała: dał sobie spokój, stwierdził, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Zrobił coś, co ona powinna zrobić już dawno temu, ale nie mogła (lub raczej nie chciała) się na to odważyć.
Oczywistym było, że się tutaj pojawi. A w zasadzie, nie powinno być. Tylko nic nie mogła poradzić na to, że od razu stwierdziła: musi pojawić się w Mungu. Lekcje zakończyli tego dnia wcześniej, więc czym prędzej ubrała się ciepło i ruszyła w kierunku bramy prowadzącej poza tereny Hogwartu. A gdy tylko znalazła się za nią, teleportowała do Londynu.
Nigdy nie była w Mungu. Miała to szczęście, że wszelkie choroby, które dotykały jej osoby mogły być uleczone domowymi sposobami. Dlatego też ten szpital był jej zupełnie nieznanym miejscem. I po części delikatnie przerażającym.
Serce biło jej mocno, kiedy stąpała po korytarzu w kierunku recepcji. Czuła jakiś dziwny skurcz w okolicy żołądka, ale nie zamierzała się do tego przyznać sama przed sobą. Czy chciała go zobaczyć? Oczywiście że tak! Niekoniecznie w takich warunkach, które ich obecnie zastały, ale lepsze to niż nic.
Wskazali jej odpowiednie piętro, więc czym prędzej się na nie udała. Włosy miała zmierzwione, jeszcze mokre od rozpuszczonego w nich śniegu. Padał na dworze śnieg. Otaczał białą kołderką cały Londyn, chociaż w tym miejscu nie wyglądało to szczególnie imponująco. Plucha i ślizgawica, nic więcej.
Rozpoznała go z daleka. Siedział tyłem do niej w czarnym szlafroku. Jego włosy były jakby bardziej zmierzwione niż zazwyczaj. Coś w jej wnętrzu zaczęło okręcać się wokół własnej osi, a jej momentalnie brakło sił i motywacji, aby pokonać te kilka ostatnich kroków. Ogarnij się Silvia, przyszłaś tylko spotkać się z kolegą, któremu coś się stało. Odwiedzasz pacjenta. nakazała sobie w duchu. Jeszcze dwa głębokie oddechy i podeszła do odpowiedniego stolika.
Usiadła na krzesełku na przeciwko niego, nawet nie zadając sobie trudu, aby przywitać go w jakiś sposób. Przyjrzała mu się dokładnie bez cienia uśmiechu na ustach.
- Nie sądziłam, że możesz wyglądać jeszcze gorzej. - skomentowała krótko. Naprawdę wyglądał nieciekawie i każdy głupi by to stwierdził. Martwił ją ten fakt, ale nie chciała tego mówić głośno. Chyba nie powinna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thomen J. Wessberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 188
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Pią Gru 07 2018, 22:07

Nie wiedział, że ich spotkania powinny odbywać się niewielkich odstępstwach. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, kiedy dokładnie powinien przypadkowo spotkać S. na szkolnym korytarzu. Lubił zwracać się do niej w ten sposób, zdrabniając imię, jakby była to jego własna forma tajemnicy, za którą kryła się jej osoba. Ta osoba. Musiała mu wybaczyć... Brak jakichkolwiek oznak życia z jego strony oznaczał w tym momencie naprawdę brak możliwości skontaktowania się. Bity dzień podobno leżał nieprzytomny... Miał jedynie nadzieje, że nikt nie zapragnął targnąć się na jego cnotę i nieskalaność.
Nie wiedział, że jego list wywoła taką reakcje. Może właśnie dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, ile mógł znaczyć dla Puchonki. Martwiła się... Nikt oprócz siostry, która żyła z nim w tym bagnie, tego nie robił. Była pierwszą obcą mu osobą, której troska (wyczuwalna w tych wielkich wykrzyknikach) nie doprowadziła do szału, przynajmniej nie takiego, w którym by czymś rzucał.
Niemalże się tu wychował, mógł więc pokazać jej zakamarki tego miejsce, o których nie wiedział nawet personel. Zaczął od częstych wizyt ojca, aby następnie znaleźć się na miejscu nieboszczyka. Kiedy odkryli, że on również był chory? Nie pamiętał. Lata i wizyty zlewały się w jedno.
Czekał, pospiesznie pukając długimi palcami o blat. Czyżby w zakamarki ciemnego umysłu wkradała się niepewność? Jednak kiedy usłyszał szelest, podniósł spojrzenie i utkwił je w dziewczynie. Uśmiechnął się lekko, kiwając głową i przyjmując do wiadomości jej ocenę. Owszem, wyglądał tragicznie. Na twarzy wciąż widoczne były siniaki i zadrapania, oko miał podbite. Najwidoczniej nawet specyfiki Matthew nie sprawiły cudów.
-Gdybyś spotkała trolle leśne również byś tak wyglądała.-Powiedział spokojnie, wstając ociężale i krzywiąc się, czego nawet nie ukrywał. Nie chciał jednak aby się martwiła bardziej. -Zamówię coś dla nas.-Stwierdził. Nie spytał czego chciała, bo może chciał zgadnąć... Wykazać się czymkolwiek. Podszedł do lady i z uśmiechem królewicza zagadał baristkę. Zamówił Chochlikowe cappuccino
i Bazyliszkowe Macchiato, oczywiście wiadomo co dla kogo. Poprosił aby podobna im to do stolika, co udało mu się bez problemu. Wystarczył jeden szerszy uśmiech i wskazanie swojego obolałego boku. Zapewne kobieta zauważyła bandaż wystający spod jego koszulki.-I zapiekane paluszki. Dziękuję-Dodał, kłaniając się nisko i wracając do stolika. Przetarł kark i spojrzał na Silvię. Naprawdę była pierwszą, o której pomyślał i do której napisał aby do niego przyszła. Zadziwiające... Czyżby to teraz na nią zamierzał zwalić cały ten ciężar?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 542
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Sob Gru 08 2018, 15:39

Nie podejrzewała, że będzie tak źle. Chociaż, gdyby pomyślała logicznie, to powinna. W końcu nie lądowało się w Mungu za byle bójkę czy coś w podobnej tematyce. Podbite oko i zadrapania na twarzy sugerowały, że to było coś naprawdę poważnego. Bała się zapytać o co tak właściwie chodzi, ale na rozwiązanie tej zagadki nie musiała czekać długo. Thomen postanowił rozwiać jej wszelkie wątpliwości odnośnie tego, co go spotkało. I chyba wolałaby jednak nie wiedzieć. Nie mogła nic poradzić na to, że jej źrenice się rozszerzyły w przerażeniu.
-Trolle leśne?! - jej głos samoistnie podniósł się przynajmniej o oktawę do góry, nawet nie próbowała tego kontrolować w żaden sposób. Nie chciała przyznać sama przed sobą, że się martwiła o niego i zastanawiała, gdzie tak właściwie się podział. Tylko że nic nie mogła poradzić na to, że tak faktycznie było. To dziwne i wręcz nieprzyzwoite, ale ten głupek stał się dla niej kimś ważnym.
- Nie nie, Thomen, nie wstawaj. - ale oczywiście nim zdążyła dokończyć swoją myśl, to ten już był na nogach i dreptał niepewnie w kierunku bufetu. Odprowadziła go wzrokiem, z konsternacją rejestrując, jak dużo problemu mu ta czynność sprawiła. To nie była najlepsza oznaka i dobrze o tym wiedziała.
Wrócił po chwili i usiadł z powrotem na swoim krześle. Nie wiedziała, od czego tak właściwie powinna zacząć, bądź o co zapytać. Dlatego postanowiła zdjąć swój płaszcz i szalik, aby zyskać choć trochę czasu na wymyślenie odpowiedniej odpowiedzi.
-Więc... - nie zdążyła powiedzieć nawet słowa więcej, ponieważ obok ich stolika pojawiła się kelnerka, która postawiła przed nimi dwie kawy. Zamówił dla niej chochlikowe cappuccino? I CZY TA IDIOTKA WŁAŚNIE SIĘ DO NIEGO UŚMIECHNĘŁA?! Widząc to, zmrużyła nieprzyjemnie oczy, w ogóle z tego faktu niezadowolona. Jakieś dziwne uczucie towarzyszyło temu wszystkiemu. Coś na kształt żądzy zamordowania tej wywłoki... - Dziękujemy pani. - mocno zaakcentowała pierwsze słowo, które w jej mniemaniu miało być swoistym wyproszeniem z tego rewiru. Kiedy kelnerka poszła, postanowiła zadać to pytanie, które ją nurtowało najbardziej. No prawie...
- To co tak właściwie się stało? - i czemu to właśnie do mnie postanowiłeś napisać? tego nie powiedziała głośno, ale gardło aż ją paliło od niewypowiedzianych słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thomen J. Wessberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 188
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Sob Gru 08 2018, 16:16

Było tragicznie jak tutaj się znalazł, teraz było znośnie. Najgorsze jednak było to, że sam pacjent nie zdawał sobie sprawy z tego, jak źle z nim było. Jak nie powinien przeciążać swojego ciała, skoro to w środku działo się najwięcej. Thomen był lekkomyślny, jednak nie umiał usiedzieć na miejscu. Tak, jak chciałby tego Matthew i reszta personelu. A może robił to specjalnie, za karę, aby dużej się z nim męczyli.
Jeżeli dotychczas nikt nie zwracał na nich uwagi, teraz z pewnością tak się stanie. Głos dziewczyny poniósł się przez pomieszczenie, między stolikami. Rozejrzał się spokojnie, pora, która zwiastowałaby czas obiadu. Większość pacjentów spędzała ten czas w swoich łóżkach, nie na herbatce i kawce. To piętro zarezerwowane było dla tych, którzy jeszcze byli wstanie się tutaj wspiąć.
Nie był kaleką, a przynajmniej nie chciał aby w taki sposób go widziała. Nie napisał do niej aby poużalać się nad własnym losem, nad tym, jaką chodzącą niedorajdą był, że w ogóle dal się złapać trollom. Chciał towarzystwa kogoś, kto nie będzie spoglądał na niego z politowaniem. Szczerze tego nienawidził. I tak, nudziło mu się.
Podniósł głowę do góry kiedy dziewczyna przyniosła jego zamówienie. Uśmiechnął się do niej lekko, w końcu nie musiała im przynosić zamówienia. Najwidoczniej jednak skruszył nieco jej serduszko tymi bandażami... Jak łatwo było operować tymi osobami. Oparł łokcie na blacie i utkwił wzrok w Silvii, która miała wyjątkowo zabawny wyraz twarzy. Nie ukrył swoich wysoko uniesionych brwi kiedy do jego uszu doszedł ton głosu Puchonki. Czyżby była zazdrosna? Nie obejrzał się za kelnerką.
-Nie możemy skupić się czymś zabawniejszym? Jedz.-Powiedział, sam sięgając po paluszki. Był głodny, zdając sobie nagle sprawę, że dawno nie miał niczego w ustach. Westchnął widząc zacięty wyraz twarzy Silvi.-Znalazłem się na moczarach, ugrzązłem w błocie i nie zauważyłem kiedy trolle do mnie podeszły. Było ciemno, a ja miałem inne sprawy na głowie.-Wzruszył lekceważąco ramionami.-Zrobiłaś dla mnie notatki?-Uśmiechnął się szeroko, co wcale nie było takim zabójczym połączeniem jak powinno. Siniaki nieprzyjemnie rozciągnęły się po jego twarzy, nie był to najprzyjemniejszy widok. Utkwił wzrok w swojej towarzyszce niedoli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 542
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Sob Gru 08 2018, 17:26

Nawet nie próbowała być dyskretna ze swoimi spostrzeżeniami czy odczuciami. Pewne było jedno; zamierzony cel osiągnęła. Kobieta oddaliła się czym prędzej od ich stolika, pozostawiając ich samych sobie. I dobrze, tego właśnie chciała a nie jakiejś zdziry, która będzie się bezczelnie uśmiechać do Thomena w jej obecności. Na widok wysoko uniesionych brwi chłopaka, udała głupią, że w ogóle nie ma pojęcia o co mu w tym momencie chodzi.
- Na czymś zabawniejszym, mówisz? - jedna brew uniosła się wysoko ku górze, a na jej ustach pojawił się nieprzyjemny uśmiech, który nie mógł zwiastować niczego dobrego. - To może zabawimy się w wyścigi o kulach? Wygrywa ten, kto pierwszy zrobi trzy kroki bez postoju. Co ty na to? - ironia aż wylewała się z jej słów i nic nie zamierzała na to poradzić. Przywykła do tego, że Thomen bardzo często zachowywał się jak skrajny idiota, ale w tym przypadku po prostu przeszedł samego siebie.
Wzięła do ręki filiżankę z kawą i upiła spory łyk rozkoszując się jej ciepłem. Słuchała jego kolejnych słów z nieskrywaną uwagą. Chciała, aby widział, że naprawdę interesowała się nim i jego stanem zdrowia. Bo to naprawdę było dla niej ważne. Nawet nie potrafiła stwierdzić, w którym momencie on jako osoba w ogóle stał się dla niej ważny. Może i nie liczył się nigdy z jej słowami, nie przejmował tym, co ona zrobi, ale ona się przejmowała i martwiła o niego. Szlag. Czy właśnie przyznała to sama przed sobą? Nie dobrze...
Dopiero po dłuższej chwili postanowiła w jakikolwiek sposób skomentować jego opowieść. Miała naprawdę wiele pytań w głowie w tym momencie i nie była pewna, które jest najbardziej adekwatne.
- Po co właściwie się tam znalazłeś? - wyszeptała w miarę opanowanym głosem. Co on robił na moczarach? Przecież żaden normalny czarodziej nie zapuszczał się w podobne rejony. Ale z drugiej strony, Silvia chyba już zapomniała, że nie ma do czynienia z normalnym czarodziejem.
Jego uśmiech sprawił, że coś niebezpiecznie przewróciło jej się w żołądku, bynajmniej było to związane z jakimiś romantycznymi uczuciami. Ten uśmiech po prostu zobrazował wszystkie straty zdrowotne, które w ostatnim czasie musiał doznać. Wyglądało to przynajmniej okropnie i wywołało niemiły grymas na twarzy Włoszki.
- Lepiej nie uśmiechaj się w ten sposób, bo żadnej laski nie poderwiesz. - stwierdziła chłodno po czym postanowiła dodać, w razie gdyby nie wyraziła się dostatecznie jasno. - Wyglądasz koszmarnie. Dobrze, że nic bardziej poważnego Ci się nie stało. - sięgnęła po paluszka w momencie, kiedy i on to zrobił, nie do końca zdając sobie z tego sprawę. A dokładniej mówiąc, zorientowała się, że to zrobiła, kiedy poczuła jego dłoń pod swoją własną. Przestraszona szybko cofnęła swoją i nim się zorientowała, na jej licu pojawił się delikatny rumieniec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thomen J. Wessberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 188
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Nie Gru 09 2018, 12:33

Czemu musiała ją przegonić? Gdyby tylko potrafił, poczułby się źle na myśl, że specjalnie poprosił o dostarczenie im zamówienia do stolika. Gdyby potrafił, naprawdę byłoby mu żal tej dziewczyny, odprowadziłby ją wzrokiem a może nawet później osobiście się do niej pofatygował. Nic takiego jednak nie będzie miało miejsce, bo reakcja jego towarzyszki była zbyt fascynująca aby zawracał sobie głowę innymi osobami.
Poza tym, to był Thomen. Nie obchodziło go to, co miałoby się stać z tym biednym dziewczęciem.
To, co wyczytał z twarzy Silvii było zjawiskiem, które mogło go nakręcić. I chyba właśnie tak było.
-Poczekaj do przerwy kiedy korytarze będą niemal puste. Kule się komuś podpierdoli, co Ty na to?-Spytał i oparł się wygodnie o oparcie krzesła. Mówił to spokojnie, choć na samym końcu dało się wyczuć nutkę wyzwania, które do niej skierował. Iż niby Wessberg nie da rady? Jego uzdrowiciel zapewne wpadłby w szał, gdyby tylko takie emocje można by było z niego wycisnąć. Jednak wszystko co chłopak robił, miało swój cel.
Zdawał sobie z tego sprawę, a ta świadomość uderzyła w niego jak troll. Było to niespodziewane, bardzo nieprzyjemne uczucie. Choć na samym początku, nie poczuł na swoim ciele żadnego uderzenia. Dopiero z czasem, kiedy trafił tutaj odczuwał skutki swojego wybryku i tego, co z nim zrobili. W tym przypadku szok mógł być nieodwracalny. Zdał sobie sprawę, że tak jak wcześniej uwięził siostrę i matkę (choć ta sama wybrała ten los), tak teraz ciągnie za sobą tę dziewczynę. Pragnął tego aby to była ona, jednak świadomość, że mógłby z nią zrobić to co z innymi... Sprawiała, że się wahał.
-Naprawdę chcesz wiedzieć?-Uniósł wysoko brwi. Ja pierdole, Wessberg. Przyszła tutaj, nie możesz powiedzieć, że wcale jej to nie obchodzi. Jesteś jeszcze ciemniejszy niż myślałem. Coś w wyrazie jego twarzy się zmieniło. Był sztywny, może poddenerwowany. Jakby wspomnienia tego, dlaczego dokładnie się tam udał... Były nieprzyjemne i nie chciał do nich wracać.-Pokłóciłem się z matką. -Powiedział, a choć nie brzmi to ani poważnie, ani groźne. W przypadku tej dwójki jest zupełnie na odwrót. Nie znała historii, która łączyła tę dwójkę, nie mogła więc poprawnie na to spojrzeć.-Moim celem jest utrudnianie jej życia, jednak tym razem powiedziałem coś... Cóż, nie była bez winy.-Dodał, nie patrząc dłużej na Silvię, tylko na punkt nad jej głową. Nie zauważył kiedy zacisnął dłonie. Nie usprawiedliwiał się... Nie potrafił jednak powiedzieć jej wszystkiego. Nie tutaj. Nie kiedy bawił się nią tak jak na samym początku, z tym wyjątkiem, że tym razem bawił się również samym sobą. Dla utrudnienia zadania.
Nie był to najgorszy przypadek, z jakim tutaj trafił. Trolle były niczym w porównaniu z tym, co tutaj przeszedł.
-Jakoś udało mi się z tamtą dziewczyną.-Powiedział, pochylając się nad stołem i patrząc wprost na swoją towarzyszkę. Zrobił to specjalnie? Oczywiście, że tak. Nie przegapiłby swojej okazji. Po chwili jednak zmarszczył mocno brwi.-Nic bardziej poważnego?-Pamiętaj, ona nie ma zielonego pojęcia. Tak, była kimś, kto nieświadomie wkroczył do jego świata, bo ją wciągnął... Stało się to tak nagle, niemalże bez zgody... Sam był sobie winien.-Czemu się o mnie martwisz, Silvio?-Spytał, patrząc za jej pospiesznie zabraną dłonią. Wyprostował się i wgryzł w wcześniej zabranego paluszka. Coś w jego wzroku paliło. Intensywnie wpatrywał się w każdy centymetr jej twarzy. Ponownie, robił to z czystą premedytacją, chcąc usłyszeć to, o czym wiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 542
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Nie Gru 09 2018, 20:20

Parsknęła pod nosem, co zdecydowanie nie było przyjemnym dźwiękiem i miało mówić o jej oburzeniu. Serio? On jeszcze robił sobie z tego wszystkiego jaja? Nie mogła pojąć tego człowieka i jego zachowania. I chyba nawet nie chciała tego robić. Był zagadką, której rozwiązać nie potrafiła, chociaż naprawdę usilnie się starała. A może nie powinna się starać? Może lepiej było po prostu obserwować to wszystko?
- Jestem za! Jak będę przegrywać to podetnę Ci nogę! - skomentowała tylko to wszystko krótko. Ona w ogóle nawet nie brała takiej opcji pod uwagę i była cholernie zaskoczona, że on myślał o czymś takim. Serio Silvia? Jeszcze Cię to dziwiło?
Uspokoiła się. Nie pozostawało jej nic innego w obecnej sytuacji. Ponownie napiła się kawy, która okazała się być pyszna. Co prawda, to nadal nie to samo, co kawa we Włoszech, ale musiała przyznać, że Brytyjczycy coraz lepiej radzili sobie z tym tematem. Oh, ile by dała, aby móc napić się filiżankę prawdziwego espresso, które jej mama robiła najlepsze na świecie. Naprawdę wiele. Niestety, czasy się zmieniły to i kawa też. Pozostawało zadowolić się byle lurą w Mungu.
- Gdybym nie chciała wiedzieć, to nie pytałabym. - była to dla niej oczywista kwestia, ale postanowiła dodatkowo zachęcić chłopaka uśmiechem do mówienia. W przypadku Thomena nigdy nic nie mogło być łatwe, więc nie podejrzewała, że tym razem może być inaczej. Dlatego postanowiła w ten delikatny sposób okazać mu wsparcie. Niemo przekazać, że może jej powiedzieć co tylko chce.
Sprawa matki sprawiła, że uśmiech spełzł z jej twarzy, a jego miejsce zajął wyraz zastanowienia. Nie wiedziała, jakie może on mieć relacje z tą kobietą. Podejrzewać jedynie mogła, że jeśli względem wszystkich osób zachowywał się w taki sposób, to względem rodziny mógł być tylko niewiele lepszy.
-Rozumiem - skomentowała krótko, chociaż nie rozumiała niczego. Nie mniej, nie chciała naciskać. Będzie chciał, to sam powie. Nie, to przemilczy sprawę. Co prawda wolałaby wiedzieć, niż nie, ale kwestia usilnego dopytywania o szczegóły w ogóle nie wchodziła w grę.
Jawnie z nią pogrywał. Sprawiał, że chciała się zapaść pod ziemię i jednocześnie rzucić na niego. Nie do końca była pewna czy po to, aby go uderzyć, czy raczej aby go pocałować. Skrajności ogarniały całe jej ciało i nic nie mogła na to poradzić. Czuła się przy nim taka bezbronna. Jak dziecko, podatne na każdy atak, który on zamierzał wyprowadzić w jej kierunku. Jak właśnie w tym momencie.
- Przestań. - powiedziała stanowczo, kiedy zaczął się w nią tak intensywnie wpatrywać. Zarumieniła się jeszcze mocniej, ale był to raczej efekt gniewu niż zażenowania czy jakichś kompleksów. - Przestań zachowywać się w ten sposób! - ryknęła nagle, kiedy jej pierwsze słowo nic nie wskórało. - Jakbyś rościł sobie prawa do mnie, jakbyś mógł robić co Ci się tylko żywnie podoba! - nie przejmowała się tym, że wywołała ogólne poruszenie w kawiarni i ich dotychczas raczej prywatne spotkanie mogło stać się właśnie obserwowane przez wszystkich. Cóż, zdarza się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1580
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1250
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Nie Gru 09 2018, 21:18

Przechadzał się spokojnie po korytarzu, względem rutyny i przerwy, którą jakimś cudem zdołał uzyskać. Melancholia przedzierała się przez jego palce, kiedy to próbował zwyczajnie zapomnieć o własnych problemach i przedostać się do całkowicie innych myśli; umieszczonych w całkowicie innych pokojach. Jego celem nie była co prawda kawiarenka, tam przebywał bardzo sporadycznie, tym bardziej że o wiele mniej jadł; a z każdym dniem wyglądał coraz gorzej. Może nie aż tak, aczkolwiek tracił na siłach witalnych. Jak zawsze, innego wyjścia przecież nie było - nie odczuwał głodu, nie odczuwał niczego; choroba zżerająca jego umysł zdawała się zbierać w okresie świątecznym jak największe żniwo. Szedł zatem spokojnym krokiem, biorąc chwilę spokoju dla siebie, choć nie było to zbyt łatwe zadanie. Wszędzie pacjenci, różne przypadki, wypisy, podania, różnorakie akcje podejmowane w hałasie oraz względnym spokoju jednocześnie. Co prawda z czasem się on oddalał, z czasem tracił na swej pierwotnej wartości, co nie zmienia faktu, iż zwyczajnie - zgodnie z rytmem dobowym, miał pewne granice.
Przechodząc obok kawiarni, nie mógł ot tak przejść obok; usłyszał kłótnię, a wiedział, że są tutaj nie tylko zwykli odwiedzający, ale także niektórzy z sal, co wymagają rzeczywistych pokładów spokoju. Szlag by to trafił? Wszedł zatem bez skrępowania do środka; tęczówki charakterystycznie napotkały się z każdą z możliwych osób, ostatecznie lądując właśnie na postaci młodej dziewczyny w towarzystwie Wessberga. Zastanowiło go to mocno, z jakiego powodu ta poczęła podnieść swój głos, przedzierając się na pierwszy plan względem reszty hałasów. Nie mógł jednak pozwolić na to, żeby dalej to drobne przedstawienie zbierało żniwo.
- Dzień dobry. - przywitał się z nią, poprawiając tylko i wyłącznie część ubrania, które gdzieniegdzie posiadało ślady po wcześniejszych przypadkach; w postaci drobnej, zaschniętej krwi. Obuwie zdawało się być najbardziej pochłonięte cieczą o barwie czerwieni; posiadało jednocześnie najwięcej tego, czego ludzie zdają się bać w jej natłoku. - Prosiłbym o zachowanie ciszy; znajdują się tutaj pacjenci, którzy, mimo wszystko i wbrew wszystkiemu, wymagają spokoju w celu rekonwalescencji. - powiedział jak najbardziej szczerze, od czasu do czasu zwracając wzrok na Thomena. Czyżby to była ta dziewczyna, która właśnie stosowała odtwarzacz muzyki podczas wakacji? Nie wiedział, nie mógł wiedzieć.

| ingeruję Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thomen J. Wessberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 188
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Pon Gru 10 2018, 12:07

Czemu usilnie chciała to rozwiązać? Sama widziała, że nie było łatwo. Nie lepiej zostawić to tak, jak jest? Chyba że to tak bardzo w nią godziło i nie mogła tego znieść. W takim razie doskonale wiedziała, gdzie znajdowały się drzwi.
Mogłaby jedynie wziąć pod uwagę to, jak skutecznie go przy sobie trzymała. Czy była pewna, aby zrobić coś takiego? Jakie konsekwencje przyjdzie jej ponieść? Nie wiedział, dlaczego, ale chciał, aby próbowała, chciał się przekonać czy była jedną z tych osób, które podczas napotykania przeszkody zwyczajnie odpuszczają.
-Nie nadążysz za mną. Masz za krótkie nóżki i wątłe rączki.-Powiedział spokojnie, uśmiechając się wilkiem. Czemu miałby nie brać tego pod uwagę? Miał tylko złamane żebra, które z tego, co pamiętał, udało się już poskładać... A czas rekonwalescencji? Był nieodpowiedzialnym pacjentem, ale to tylko dlatego, że nie chciał nim być wcale.
Jego kawa pozostała jeszcze nietknięta, jakby czekał, aż jej temperatura znacznie się zmniejszy. A może zwyczajnie za taką nie przepadał, a zamówił ją tylko dlatego, żeby stolik nie był pusty? Był cholernie głodny, dlatego, kiedy skończył jednego paluszka, chwycił drugiego.
Zmrużył lekko oczy, jakby jej słowa były podchwytliwe. Jakby powinie znaleźć za nimi ukryte znaczenie. Nie chciał zainteresowana? To dosyć niepodobne do niego. Przecież robiła dokładnie to, czego pragnąłeś... Nie odchodziła pomimo tego, jak potrafił się zachować. Przebywanie z nim tak blisko nigdy nie skończy się dobrze, w końcu jedna ze stron ucierpi... A on potrafił znieść wiele, naprawdę wiele. Nie sądził, aby była na to przygotowana, nie sądził, aby wiedziała dokładnie, w co się pakowała. A jakaś cząstka jego samego unosiła triumfalnie kąciki ust i podskakiwała, jakby znalezienie sobie nowej ofiary napawało ją przesadnym entuzjazmem.
-Nie rozumiesz.-Powiedział spokojnie, jednak ton jego głosu się zmienił. Był chłodny i odległy, jakby z trudem wypowiadał te słowa. I to nie była jej wina. -Moja matka oszalała i widzi we mnie kogoś, kto już dawno nie żyje. -Dodał. Nie potrafił powiedzieć jej całej prawdy, a uchylenie rąbka tej tajemnicy już i tak wiele go kosztowało. Poczuł się zmęczony, jakby pozbycie się tego wcale nie przyniosło mu ulgi. Jedynie kolejny problem.
Uwielbiał ten kolor, który zdobił jej policzki. Tak wiele mówiły, tak bardzo przypominały kolor, który przybrała wtedy nad jeziorem. Tam mógł zrzucić to na zimno i intensywność doznań... Tutaj... Było inaczej.-Nie zmienisz tego, jaki jestem!-Warknął, również unosząc ton głosu. Wstał pospiesznie (co nie było mądrym pomysłem) i oparł się na stoliku, wywołując tym drżenie w ich napojach. Mocno złapał krawędzie mebla i zacisnął palce.-Tak bardzo Ci to przeszkadza? Tak bardzo mam się stać potulnym chłopcem, który będzie bezczynnie czekał?!-Zaśmiał się.-Powiedz mi w twarz. Tak bardzo Ci się nie podobało? Nie po tu tutaj przyszłaś?-Przekrzywił głowę w bok i wpatrywał się w nią.
Usłyszał doskonale znany sobie głos i odwrócił się w kierunku uzdrowiciela. Automatycznie się wyprostował i chyba pierwszy raz w życiu wpatrywał się w swojego starego znajomego jak na kogoś, komu chętnie odciąłby głowę. Od kiedy to Matthew ingeruje w cokolwiek? To był tylko jego pieprzony obowiązek, Wessberg.
-Koleżanka właśnie dzieliła się trafnymi uwagami. Dopiero teraz odkryła, jakim to parszywym egoistą jestem. -Powiedział spokojnie, tym razem przenosząc swoje spojrzenie na dziewczynę. Miał gdzieś to, co mógł usłyszeć Alexander. Był świadkiem nie jednego wybuchu jaki miał, nie widział więc nic złego w tym, aby i z nim podzielić się swoją frustracją. Skrzywił się nieznacznie, podpierając dłoń na krześle.
Nie trzeba było tutaj wchodzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 542
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Pon Gru 10 2018, 19:00

Nie wierzył w nią. A może raczej nie doceniał. Bądź nie podejrzewał o sposobność do tak chamskiego i irracjonalnego zachowania. W końcu ona zawsze zachowywała się odpowiedzialnie, myślała nad swoimi krokami i czynami, nic nie robiła nieroztropnie. W ostatnim czasie się to trochę zmieniło. On to spowodował. Wywoływał w niej te wszystkie dziwne i negatywne odczucia. A jednak leciała do niego jak ćma do lampy. I nic nie mogła na to poradzić, że chciała więcej. Nic więc dziwnego, że gdyby do ewentualnego wyścigu doszło, na pewno po prostu podcięłaby mu kulę. Bez żadnych skrupułów.
Nie rozumiała? Skoro tak twierdził... Znała go tak naprawdę od kilku miesięcy i już dawno zauważyła, że nie jest on normalnym człowiekiem. Jakby wszelkie normalne ludzkie odruchy już dawno zostały wyłączone i zastąpione poprzez zachowanie, którego najczarniejszy charakter by się nie powstydził.
To akurat była w stanie zrozumieć.
Często kiedy rozmawiała ze swoją własną matką czuła się tak, jakby tamta próbowała za wszelką cenę dopatrzeć się w niej czegoś, co przypominałoby Lorenzo. Więc pod tym względem naprawdę była w stanie pojąć o co chodzi. A że była podobna do swojego zamordowanego ojca, to widział z jaką czułością potrafiła matka na nią spojrzeć. I nienawiścią jednocześnie. Przypominała go. Sprawiała że wracały wspomnienia, zarówno te dobre jak i te złe. Tylko że to nie była jej wina.
- To akurat jestem w stanie zrozumieć wbrew pozorom. - rzuciła cicho, patrząc gdzieś w bliżej nieokreślony punkt po jej prawej stronie.
Jego nagłe powstanie sprawiło, że szybko wróciła do jego postaci wzrokiem. Próbowała zrozumieć co się właśnie działo, ale chyba nie była do końca w stanie. Jakby mimowolnie odchyliła się do tyłu zaskoczona tym nagłym atakiem agresji, który w sumie to ona zapoczątkowała. Jeszcze tego brakowało, aby czuła się winna tego.
Zmarszczyła nieprzyjemnie brwi i zmrużyła oczy. Nawet nie zauważyła, w którym momencie w kącikach pojawiły się łzy. Wystraszył ją. Sprawił, że poczuła się zagrożona. Nie była pewna czego innego mogłaby się po nim spodziewać. Autentycznie bała się tego człowieka w tym momencie.
Na szczęście (?) obok nich nagle pojawił się jakiś uzdrowiciel, który postanowił im zwrócić uwagę, że oboje zachowują się zdecydowanie nieadekwatnie do miejsca, w którym się znajdują. Silvia zdążyła już zapomnieć, że nie jest sam na sam z Thomenem, tylko siedzą w kawiarni, w Mungu.
- Proszę się nie martwić, więcej krzyków nie będzie. - powiedziała, również podnosząc się z miejsca. Szybkim ruchem ręki otarła łzę, która pojawiła się na jej policzku i której w ogóle w tym momencie sobie nie życzyła. Złapała za swoją kurtkę i nerwowym ruchem przełożyła sobie przez szyję szalik w puchońskich barwach. - Nie zamierzam spędzać w towarzystwie tego "egoisty" nawet sekundy więcej. - odwróciła się na pięcie z zamiarem odejścia. Byle dalej. Byle zdążyć przed tym, jak rozpłacze się na oczach tych wszystkich ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1580
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1250
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Pon Gru 10 2018, 19:43

No cóż, gdyby był jednak poza murami Świętego Munga, zapewne nie odważyłby się wtryniać w coś, co mogłoby mieć znacznie dalszy skutek w przyszłości. To tylko chwila, to tylko moment, kiedy wreszcie będzie mógł odbębnić te nieprzespane noce, zauważając ostatecznie tylko zielonkawy błysk jednego z zaklęć niewybaczalnych; lub otrzymując zwyczajnie nożem w brzuch. Wystarczyłoby tylko i wyłącznie uszkodzenie organu, zaprzestanie sterylności w organizmie, by mógł w dość niezłym bólu zwyczajnie paść na ziemię i nie wstać. Niestety; nawet jeżeli nie przepadał za kłótniami, jego wręcz psim obowiązkiem było dbanie nie tylko o bezpieczeństwo osób znajdujących się na terenie placówki (jakby nie było, na Czarodziejskich Polach był tylko ze względów formalnych), ale także o przestrzeganie regulaminu. O ile nie był typowym przedstawicielem pieczołowitości wobec reguł i zasad, o tyle jednak wiedział, że mogą one pomóc drugiej stronie, dlatego nie bez powodu wszedł tam, gdzie rozmowa przeniosła się poza rewiry normalności, nabierając na sile nieznanego wówczas huraganu. Nieznane monstrum zbierające na sile należało zwyczajnie przerwać; nie widział żadnych powodów do tego, by pozwolić złym emocjom na rozwinięcie się w zwyczajnym środowisku do skali problemu na rozmiar chociażby kawiarenki.
Zauważył na sobie wręcz morderczy wzrok Thomena, aczkolwiek był na niego równie obojętny, co na resztę; nie lubił patrzenia, ale jak już ktoś to robił, to jednak nie zwracał na to szczególnej uwagi. Westchnięcie to wystarczająco dobrze zasygnalizowało; brak emocji równie tych samych mogło wywołać frustrację ze strony Ślizgona, aczkolwiek nie zamierzał w żaden sposób ubierać maski. Atmosfera nie wydawała się być zbyt odpowiednia, aczkolwiek wiedział, że nie każdy żyje tak jak on: niemalże bezkonfliktowo.
No i stanął w środeczku całego dramatu. Igły z wideł czy może rzeczywisty problem?
- Mam taką nadzieję. - powiedział z początku, zauważając jednak, że nadal coś jest nie tak. Czyżby się pokłócili? No cóż, nie leżało to w jego interesie, aczkolwiek nie przepadał w żaden sposób za toporami wojennymi oraz innymi tego typu rzeczami, tudzież wolał poczekać; wyjaśnień nie wymagał, nie potrzebował, kiedy to poprawił swoje okulary, które być może nie były młodzieżowe, aczkolwiek na pewno wyglądał jakoś mądrzej. Zdołał wyczuć w powietrzu pewnego rodzaju grozę, kiedy to znalazł się nieopodal nich; nie zamierzał tego tolerować w żaden sposób ani przechodzić obojętnie, skoro jedna ze stron poddawana była po prostu krzywdzie. Z jednej strony łzy, z drugiej strony brak jakiegokolwiek poczucia winy; nie zamierzał w jakikolwiek sposób przekraczać granicy, kiedy ta postanowiła odwrócić się w stronę wyjścia, aczkolwiek postanowił na chwilę jeszcze zaingerować. - Czy wszystko aby na pewno jest w porządku? - zapytał się w jej stronę, spoglądając tęczówkami z pewną dozą zaintrygowania, tudzież nie mógł przejść obojętnie; nawet jeżeli miał taką postawę. Po prostu; wyczuwał to, czego inni nie byli w stanie. - Nie chcę być nachalny ani posądzać, oczywiście, nie chcę też wchodzić z butami tam, gdzie nie trzeba - a może potrzebowała czegoś na uspokojenie? Nie wyglądała najlepiej, kiedy to zakładała puchoński szalik, co go po części ucieszyło; ha, czyli Puchoni wcale nie wyginęli!
Niemniej jednak problem nadal występował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Thomen J. Wessberg

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 188
  Liczba postów : 294
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Wto Gru 11 2018, 12:42

To była podpucha, nie wiedziała? Na pewno musiała wiedzieć, w końcu taka mądra z niej dziewczynka. Czy był prowokatorem jej zachowania? Tak. Jednak czy to przez niego taka jest? Po części tak i nie. Zawsze taka była, a zrzucenie tej odpowiedzialności na chłopaka to jakiś zwyczajny żart. Jednak mogła to zrobić, nie miałby nic przeciwko, o ile czułaby się z tym lepiej. Silvia miała te wszystkie podłe cechy w środku, a on był ich wyzwolicielem. I bardzo podobało mu się to, co widział. To jak pokazywała te swoje wszystkie ciemne i jasne strony. Nie lubił szablonowych ludzi. Była interesująca na tak wiele sposobów, że niemalże zakazana.
Jego słowa nie dotyczyły jego porytego beretu. Nie mógłby obwiniać jej za podobne myślenie, bo po pierwsze było całkiem trafne i musiałby się z tym zgodzić. Po drugie, nie wiedziała dokładnie jakie życie prowadził kiedyś i kim tak naprawdę był. A może adekwatnie brzmiałoby: dlaczego stał się osobą, którą jest teraz.
Chciałby, aby w tym przypadku chodziło o nienawiść i czułość. Te dwie sprzeczne emocje, jednak tak bardzo do siebie podobne. I zawsze istniały obie, jakby jedno bez drugiego nie miało prawa bytu.
Zachowywała się tak, jakby nagle jej to wszystko przeszkadzało. Czyż nie chciała prawdziwego Thomena? Nie mówiła, że pójdzie z nurtem tej dzikiej rzeki? Jak to w końcu do cholery było! A może był wściekły na siebie za to, jak chętnie na to przystał. Jak sam zmienił swój brzydki nawyk... Jak zrezygnował dla niej z przyjemności, które ciągnęły się miesiącami w ramionach zapomnienia. A potrzebował ich, bo pozwalały mu na więcej i jeszcze więcej. Pragnął czegoś, czego nigdy nie mógłby dostać? Podała mu palec, potem dłoń... Dała mu posmakować... A potem bezceremonialnie, bez cienia zawahania się, postanowiła mu to odebrać.
Potem jej łzy, kompletnie zbijające go z tropu. Przez moment można było dojrzeć konsternację widoczną na jego twarzy, aby po chwili zmieniła się w autentyczną złość. Na nią. I na siebie. Widząc strach w jej oczach, odczuwał pewną dozę satysfakcji, która mieszała się z innymi uczuciami. Zalegały mu na żołądku. Nie chciał ich. Jak śmiała użyć tej broni przeciw niemu? Kurwa, sam do tego dopuściłeś!
-Jasne! Uciekaj! To potrafisz najlepiej.-Powiedział za nią, głośno, aby nawet odchodząc, to usłyszała. Miał w dupie to, że powinien zachowywać się ciszej, bo jednak inni chcieli sobie w spokoju porozmawiać. Miał w dupie to, że sam Matt postanowił interweniować. Niemal z niedowierzaniem przyglądał się, jak plecy dziewczyny znikają i jak najmniej odpowiedni do tego zadania uzdrowiciel, podąża za dziewczyną w celu pomocy? Pocieszenia? Jak to można nazwać?
-Kurwa.-Mruknął cicho i spojrzał na stolik. Nietknięta przez niego kawa rozlała się po stoliku, paluszki przestały wyglądać apetycznie. Zapłacił i burknął coś pod nosem, aby pospiesznie udać się do swojej sali. Ile jeszcze przyjdzie mu spędzić w tym przeklętym miejscu?

/zt dla Tomcia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Silvia Valenti

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 542
  Liczba postów : 552
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Sro Gru 12 2018, 13:09

Czy wszystko było w porządku? Czy wyglądała tak, jakby wszystko było OK? Jeśli zdaniem tego uzdrowiciela, właśnie w taki sposób wyglądała szczęśliwa i nie przejmująca się niczym osoba, to cóż... Nie mogła w żaden sposób tego skomentować. Po prostu.
Ale te kilka słów, było niczym jakiś czynnik zapalny, który pozwolił na wyzwolenie z jej ciała uczuć, które nawet nie podejrzewała o przebywanie w tym miejscu. Nic nie mogła poradzić na to, że łzy, które do tej pory były z całych sił wstrzymywane, po prostu wyślizgnęły się z pod powiek i osiadły na zaróżowionych od emocji policzkach. Cholera, to nie tak miało być. Zresztą, nawet nie wiedziała, jak to miało być... Co ona sobie tak właściwie wyobrażała, zanim przyszła do Munga? Że tak po prostu usiądą i porozmawiają? Że może będzie tak jak przy Lodowym Jeziorze? Jaka naiwna ona musiała być, skoro uważała, że coś podobnego mogłoby ponownie mieć miejsce... Idiotka. Cholerna, naiwna idiotka.
- Czy wszystko jest w porządku? - jej ton głosu znacznie się podniósł, kiedy zwracała się tymi słowami w stronę uzdrowiciela. Kurwa mać... jak w ogóle mógł pytać o coś takiego, będąc świadkiem podobnego zdarzenia?[/b] -W zajebistym porządku! Jak widać! - wysyczała w jego stronę, a sarkazm aż ociekał z każdego wypowiedzianego przez nią słowa.
Ruszyła w stronę wyjścia, kiedy Thomen zwrócił się w jej kierunku. Zatrzymała się w pół kroku i odwróciła z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy. Uciekała? To umiała robić najlepiej? To był jakiś chory absurd! To on od samego początku uciekał! Uciekał od szczerości, od czegokolwiek, co pozwoliłoby go zakwalifikować jako normalnego człowieka i chętnego do nawiązania JAKIEJKOLWIEK interakcji, która mówiłaby cokolwiek więcej na jego temat. Jak on śmiał... Jak w ogóle mógł powiedzieć coś podobnego...
Nie panowała nad sobą. Łzy gęsto spływały jej po policzkach. Nigdy nie sądziła, że będzie się czuła w podobny sposób przez kogokolwiek. Wróciła się w momencie, zaskoczona faktem z jaką prędkością może pokonać taką odległość. Nim zdążyła pomyśleć nad tym, co chce zrobić, już to robiła.
Po chwili było słychać plask odbijającej się dłoni od jego policzka. Dopiero wtedy zrozumiała CO tak właściwie zrobiła. Uderzyła go. Po prostu uderzyła go w twarz, nie zdolna do żadnej innej reakcji. Nie chciała go więcej widzieć.
-Spierdalaj Thomen. - powiedziała, oddychając ciężko, niebezpiecznie blisko jego ciała. Czym prędzej odsunęła się, nie chcąc widzieć żadnej jego reakcji. Po prostu uciekał. Tak, jak powiedział, że umie najlepiej.

/Zt. Silvia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew Alexander

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1580
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 1250
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Sro Gru 12 2018, 15:03

Tak jak podejrzewał,
te słowa były idealnym zapalnikiem, tudzież przyciskiem, które uwolniły wszelkie demony ze strony Silvii.
Całe szczęście, nawet jeżeli był empatyczny, potrafił się w pewnym, niemalże natychmiastowym momencie zamknąć; zamknąć na wszelakie emocje, przyjmując maskę ich braku, niedosytu, kiedy to usłyszał słowa lecące w jego stronę. Przyjął je bez większego problemu; może nie był zbyt taktowny? No cóż, innego słowa raczej na te słowa nie miał, kiedy to dostał ochrzan. Widział w jej oczach złość, złość przelewającą się ponad smutkiem oraz dziwnym uczuciem, który zaskakująco dobrze znał. Jedyne, co zrobił, to cicho westchnął, kiedy to zdołał przełknąć wiązankę słów ze strony Puchonki, chciał być tylko i wyłącznie sprawiedliwy sam ze sobą. Odpowiedź ta dała życie innej odpowiedzi - że nie, nie jest. Wyczuwał z jej strony sarkazm, wiedział, do czego on służy, nie był aż takim aspołecznikiem, choć zazwyczaj, kiedy sprawa dotyczyła właśnie jego, zdawać mogłoby się, że pozostaje kompletnie obojętny. Był świadom swojej odmiennej strony, nie zamierzał jej nikomu pokazywać; to nie tak, że odrzucał w sobie mrok własnej duszy, która jeszcze w nim istniała; kiedy to zobaczył ostatnią rzecz, którą zrobiła Puchonka.
Sprzedała prosto w twarz uderzenie, ze złości. Był to konflikt na sprawę międzyludzką; nie powinien się wtrącać. Jedynie wówczas łypnął porozumiewawczym wzrokiem w stronę Ślizgona, podnosząc głowę do góry i tym samym poprawiając ostrożnym ruchem okulary; dzisiejszy dzień nie przynosił mu żadnych namacalnych korzyści, żadnych pozytywnych widoków. Czas ponownie zatracić się w rutynę szpitalną.

| zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 277
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 171
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Pią Lut 01 2019, 20:02

Był wściekły.
Powoli pokonywał kolejne stopnie, cierpliwie zmierzając ku obranemu celowi. Pewnie szedłby energicznie i gniewnie, gdyby tylko był do tego zdolny, ale kłujący ból jaki odczuwał przy każdym gwałtowniejszym ruchu skutecznie go od tego odwodził.
Był wściekły, gdyż niefortunny wypadek przy obróbce artefaktu doprowadził do rozdzielenia z siostrą. Liczne badania jakim został poddany oraz niezmiennie towarzyszące mu cierpienie i zmęczenie przykuły go do łóżka na kilka dni. Mimo najszczerszych chęci, nie był w stanie porozmawiać z Elaine, jedynie upewnił się, że nie stało jej się nic poważnego.
Tego by nie zniósł.
Poprawił mankiet koszuli, na której powierzchni – ku jego niezadowoleniu – widniało kilka zagnieceń i odetchnął z ulgą, gdyż pokonał właśnie ostatni stopień. Choć nie czuł się najlepiej, nalegał aby jak najszybciej wypuszczono ich ze szpitala. Nie potrafił wysiedzieć w tych ponurych ścianach, wyleżeć w niewygodnym łóżku. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, dziś wieczorem będą mogli wrócić do domu – bez względu na to czy rozumieli przez to Dolinę Godryka, czy bezpieczne mury Hogwartu.
Wszedł do herbaciarni i zamówił dwa malinowe chruśniaki, licząc w duchu, że siostra wykaże się punktualnością. Musiał z nią porozmawiać, nie potrafił znieść tak długiej rozłąki, nazbyt przywyknął do tego, że ma ją przy sobie zawsze kiedy tego potrzebuje.
Z cichym jękiem usiadł przy stoliku umiejscowionym tuż przy oknie i przelotnie zerknął na wiszący na ścianie zegar. Był przed czasem, jak zwykle. Błękitne tęczówki leniwie zlustrowały widok rozciągający się za szybą. Ile by dał, by już tam być...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 63
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 68
http://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
http://www.czarodzieje.org/t16931-spis-relacji-elaine-s#471782
http://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
http://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Sob Lut 02 2019, 09:16

To Elaine była tym bliźniakiem znacznie mniej odpornym na ból. Bez eliksirów nie była w stanie poprawnie funkcjonować. Kilka ostatnich dni niemalże przespała, a gdy już się ocknęła to zdołała jedynie zjeść, by po paru chwilach prawie mdleć z bólu. Choć rany miała solidnie opatrzone, połowę niemalże wygojoną, to dziewczyna czuła się jakby dopiero co trafiła do szpitala. Niechętnie wspominała ten dzień, kiedy dała się namówić na wzięcie udziału w obróbce artefaktu. Nie szło im wówczas najlepiej - poszło im tragicznie począwszy od braku postępu a skończywszy na zmasowanym ataku wozaków.
W końcu nastał dzień, kiedy obudziła się i mogła zorientować się w swojej sytuacji. Obandażowany tułów, białe - nie blond- białe włosy pokazujące wszem i wobec jak wiele strachu i bólu się najadła, drażniący zapach medykamentów, gorliwe pielęgniarki i paru przystojnych uzdrowicieli, na których miło było zawiesić oko. Niestety nie miała w sobie tyle sił, aby móc do nich zagadnąć czy próbować zorientować się w ich statusie cywilnym. Uzyskała informacje o pobycie Elijaha, którego nie mogła odwiedzić z racji swojego stanu. Z pomocą pielęgniarki udało się jej przemieścić na parter, do herbaciarni, gdzie zapewne spotka bliźniaka. Jak tylko zobaczyła go z daleka, serce jej ścisnęło się boleśnie. Okrutnie za nim tęskniła. Odczuła potrzebę rzucenia mu się w ramiona i wybuchnięcia w nich płaczem. Pragnęła być pocieszona, pogłaskana, zapewniona, że wszystko będzie już dobrze i nie trzeba rozpamiętywać tego feralnego dnia. Elaine było wstyd z powodu swojego braku wytrzymałości. Zacisnęła zęby i postanowiła, że samodzielnie dotoczy się do stolika bez asysty pielęgniarki. Ubrana była w śnieżnobiały szlafrok i oczywiście bielutkie kapcie w kształcie niedźwiedziej paszczy z mrugającymi ślepiami, rzecz jasna. Powędrowała w żółwim tempie między stolikami wyłapując po drodze wzrok Elijaha. Próbowała uśmiechnąć się do niego lecz chyba wyszedł jej grymas, jeśli patrzeć po reakcji brata na jej powitanie. Dzielnie starała się nie pokazać, że boli rozorany bok. Nie zdołała wydusić nawet słowa, po prostu wpadła w jego otwarte ramiona i ukryła w nich twarz. Powstrzymała cisnący się z gardła szloch, bowiem byli wśród ludzi i nie wypadało zamieniać się w jedną wielką beksę. Zacisnęła blade palce na materiale koszuli Elijaha, oparła czoło o jego bark i go przy sobie mocno trzymała. Włosy białe, jak białe wciąż pozostawały i mimo świadomości ich zmienionej barwy, Elaine ich nie naprawiała. Nie miała na to sił.
- Dobrze cię widzieć. - wydusiła z siebie zdławionym tonem i zajrzała do jego jasnych oczu, z których jak zawsze tchnął spokój, teraz zmącony zmartwieniem i troską. Pogłaskała go po szyi, wygięła usta w nikłym uśmiechu osoby zmęczonej i funkcjonującej na eliksirach przeciwbólowych. Teraz, mając go przy sobie, czuła, że wszystko będzie dobrze. - Straciłam wtedy przytomność, ale pamiętam, że nas teleportowałeś. - odsunęła się nagle na długość wyciągniętych ramion i przeczesała wzrokiem sylwetkę brata. Blady, ale jak zawsze ten silniejszy w niemalże każdym aspekcie życia, jak to sobie tłumaczyła. Dostrzegła skrawek bandaża w odkrytej linii ciała między rąbkiem koszuli i a spodni. - Jak bardzo te paskudztwa cię pokiereszowały? Już dobrze czy jeszcze ból? Mów do mnie, Elio. - żądała, choć nie potrafiła modulować głosu tak, by brzmiał pewniej. Mówiła z chrypką, a cienie pod oczami poświadczały o zmęczeniu. Mimo wszystko czuła się znacznie lepiej niż kilka dni temu. Mając przy sobie brata przestała się martwić o jutro. Najważniejsze, że są razem - czyli tak, jak powinno być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 277
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 171
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Sob Lut 02 2019, 23:13

Gdyby ktoś zapytał go jak to możliwe, że mimo roztargnienia dobrze wiedział, że Elaine zbliża się do niego, nie potrafiłby odpowiedzieć. Tak już miał... oboje tak mieli. Nie wiedział czy magicznie wyczuwał obecność bliźniaczej siostry, czy może znał ją na tyle dobrze, by wyczuć moment kiedy pojawi się u jego boku. Jakakolwiek była jednak odpowiedź, odwrócił głowę w jej stronę już w chwili kiedy szła w jego stronę. Wystarczyło jedno spojrzenie żeby pojąć, że z ich dwójki wyjątkowo on wygląda (i najpewniej również czuje się) lepiej. Grymas jaki rozlał się na jej bladej twarzyczce zakłuł go równie mocno co rany, choć ból odezwał się w okolicy serca.
Mimo rwącego bólu, wstał gwałtownie i przytulił ją do siebie, z całych sił pilnując się, aby nie ścisnąć jej za mocno. Gdyby przez nieuwagę dodatkowo ją uszkodził, chyba by sobie nie darował. Dosyć już nabroił, przysporzył jej wystarczająco dużo cierpienia.
Mhm... – odmruknął, w myślach przyznając, że o wiele bardziej wolałby zobaczyć ją w innym stanie i zupełnie innych okolicznościach. – Ciebie też. – dodał, nie chcąc by źle go zrozumiała. Cieszył się na jej widok, oczywiście, że się cieszył, przecież czekał na to spotkanie od momentu kiedy tylko odzyskał przytomność, ale... nie potrafił znieść tego, że byli tu przez niego, tak samo jak nie potrafił poradzić sobie z intensywnością jej spojrzenia, które doszukiwało się w nim czegoś, czego miał w tym momencie jak na lekarstwo. Zbliżył więc wargi do jej ciepłego (może zbyt ciepłego?) czoła, z wykorzystaniem krótkiego pocałunku dokonując tchórzliwej ucieczki. Chciał dać jej upragniony przez nią spokój, lecz nie do końca potrafił tego dokonać.
Ledwo to pamiętam, Elaine. – mruknął ponad jej głową, marszcząc brwi na samo wspomnienie tamtego wieczoru. Na moment zacisnął zęby na wardze, a potem westchnął głęboko, dochodząc do wniosku, że nie ma potrzeby by zgrywał przed nią silniejszego niż jest w rzeczywistości. Nie mógłby jej okłamać; każdego, ale nie ją. – W ogóle mało pamiętam. Merlinie, byłem pewny, że się rozszczepimy, nie wiem jakim cudem udało mi się przenieść nas w jednym kawałku. To był ostatni moment, chwilę potem już... – spojrzał na nią, gdyż odsunęła się na tyle, by mógł próbować odgadnąć cokolwiek z jej miny. Na myśl o starciu z wozakami jego włosy pojaśniały znacznie, swoim odcieniem coraz mocniej zbliżając się do barwy kosmyków Elaine. Policzki zaś pokrywały się rumieńcem wstydu, którego nie miał siły ani ochoty maskować. – ... już bym nie dał rady. Zemdlałem i obudziłem się w łóżku.
Zmarszczył brwi i zacisnął wargi tak mocno, że utworzyły linię. Potarł dłonią policzek, jakby potrzebował się jeszcze dobudzić, po czym wskazał jej jedno z krzeseł.
Usiądź, musisz być wykończona. – sam zajął miejsce naprzeciwko niej i ułożył splecione ze sobą dłonie na stoliku, wpatrując się w nią w sposób, który jednoznacznie mówił, że zbiera się w sobie aby powiedzieć coś istotnego. – Tak mi przykro, Ela. – wydukał w końcu. W jego głowie brzmiało to lepiej. – To moja wina, wszystko moja wina. Zabawa z artefaktem to był przecież mój pomysł i ja naciskałem żeby zostać tam tak długo... Naraziłem Cię, cholera, mogłaś tam zginąć. – i choć nie powiedział tego na głos, siła z jaką zaciskał palce na własnych dłoniach i spojrzenie, które... och, czy właśnie się zaszkliło? Wszystko to zdawało się mówić, że nigdy sobie tego nie wybaczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 63
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 68
http://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
http://www.czarodzieje.org/t16931-spis-relacji-elaine-s#471782
http://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
http://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Pon Lut 04 2019, 19:18

Ciepłe ramiona brata od razu poprawiły jej humor. Był tutaj, cały, niekoniecznie zdrowy aczkolwiek wyglądający znacznie lepiej niż ona, która znosiła ból ciężej niż ktokolwiek inny. Zero zahartowania, pełna wrażliwość. Nie wyczuła ucieczki Elijaha, łatwo przełknęła odwrót jego spojrzenia, zbyt przejęta ulgą, która właśnie wypełniła jej trzewia. Co tam ledwie co zasklepiony tułów - Elijah był obok, a więc nic złego stać się więcej nie może. Co nie zabije to wzmocni, czyż nie?
Wyczuła zmianę w głosie chłopaka. Nie musiała spoglądać do jego jasnych oczu, by wyczuć, że jest przejęty mocniej niż to po sobie pokazywał. Odsunęła się nieznacznie, popatrzyła na blednące kosmyki włosów, musnęła je wierzchem dłoni niemalże z rozczuleniem bijącym z bladej twarzy. Popatrzyła na niego z troską, z ciepłem, z ulgą, z oddaniem, z uwielbieniem i dziwną pewnością siebie. Elijah był niezniszczalny. Był silniejszy niż sądził i ona, jego bliźniacza siostra to wiedziała mimo, że zapewne by temu mocno zaprzeczył.
- Elio. - zagaiła łagodniejszym tonem i przesunęła dłoń z jego włosów na wysokość łokcia. Ścisnęła mocniej palce. - Nie miej takiej miny. Nie obwiniam cię i jeśli właśnie biczujesz się w myślach to cię trzepnę. - tutaj nieco mu pogroziła znacząc swoje spojrzenie ostrzegawczymi ognikami. Nie podobał się jej rumieniec, jaki dostrzegła na jego polikach. Doceniała, że nie udawał, choć nawet na myśl jej nie przeszło, że miałby ją okłamać czy zakamuflować emocję. Nie przed nią. Między sobą niczego nie udawali i to nie była nawet zasada - to oczywistość.
Usiadła i w tym momencie jej ciało jej za to podziękowało, bowiem zapomniała na chwilę o swoim zmęczeniu, które teraz postanowiło odezwać się zmiękczając całkowicie jej nogi. Odetchnęła dyskretnie z ulgą i bardzo ochoczo ukryła swe zziebnięte dłonie wśród znacznie cieplejszych, niemalże identycznych rąk Elijaha. Patrzyła spokojnie w jego rozszerzone źrenice, nie ponaglała, choć przeczuwała co też zaraz powie. Za dobrze go znała. Zmarszczyła brwi, chciała powstrzymać potok słów, jednak ugryzła się w język. Potrzebował to powiedzieć choć przecież musiał zdawać sobie sprawę jaką odpowiedź uzyska.
- Nie umarłabym. Nie tak łatwo się mnie pozbyć, Elio. - zdziwiła się złością wyczuwalną w swoim własnym głosie. Zabrzmiało to ostrzej niż zamierzała. - Nie pieprz głupot i nie waż się tym teraz męczyć. Wypadki chodzą po ludziach. Mieliśmy po prostu kiepski dzień. - zaczerpnęła głębszego powietrza i skrzywiła się, gdy opatrzony bok się odezwał pulsacyjnym bólem. - Popatrz na mnie, Elio. - poprosiła i gdy już otrzymała jego wzrokową atencję, zakryła swoimi dłońmi jego palce. - Poszłam tam z własnej woli. W porządku? - nawet w takiej sytuacji ( a może zwłaszcza w takich?) wokół jej serca rozlało się morze ciepła kierowane do Elijaha. Zapewne widział to w jej oczach, czyż nie? A jeśli nie patrzył, to właśnie w tej sekundzie bielutkie włosy Elaine zmieniły łagodnie barwę na ciepły, złocisty blond zbliżony do jej naturalnego koloru. Skóra przestała być tak blada, szklana powłoka zniknęła sprzed powiek, usta rozciągnęły się w pełnym zrozumienia uśmiechu. Świat przestał istnieć. Przestała dostrzegać otoczenie, nie słyszała już gwaru herbaciarni. Byli tutaj oni, biały stolik i wzajemnie nieme porozumienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 277
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 171
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Czw Lut 07 2019, 19:45

Zawsze wiedziała jaka burza aktualnie szaleje w jego wnętrzu. Bo wbrew wszelkim pozorom, jakie nauczył się sprawiać, zdarzało mu się wrzeć ze złości, skakać z radości i wyć ze smutku. A teraz... teraz miał w głowie tak duży mętlik, że sam ledwie rozumiał swoje przekrzykujące się myśli. Ale ona wiedziała. Zawsze wiedziała. Zawsze widziała – lepszego człowieka niż sam o sobie niekiedy uważał. Kiedy na niego patrzyła, czuł cały ogrom siostrzanej miłości i to bezgraniczne zaufanie jakim go darzyła. Czasem bał się, że nie da rady sprostać niełatwemu zadaniu chronienia jej w każdym możliwym aspekcie, wszak wcale nie był tak silny, jak zdawała się uważać. Pokazał to zresztą kilka dni temu, kiedy nie dał rady obronić jej przed cholernymi wozakami.
Chłodny dotyk gładkiej skóry jej dłoni przynosił mu ulgę. Działał orzeźwiająco na splątany licznymi myślami umysł, zapewniał o jej bliskości, za którą tak mu było tęskno. Wbił spojrzenie w odrobinę porysowany blat stołu i milczał, zaciskając mocno zęby. Spiął łopatki, prostując się nieco. Miała dużo racji, a on prawdopodobnie potrzebował podobnie ostrych słów aby powrócić do rzeczywistości, lecz mimo to nie potrafił przyznać jej racji. Nie mógł przestać się winić tylko dlatego, że powiedziała mu aby tego nie robił – bez względu na to jak bardzo szanował jej zdanie.
Kiepski dzień? Mogliśmy mieć kiepską śmierć. – zmarszczka powstała między jego brwiami tylko się pogłębiła. Czy gdyby umarli tam, w cholernej wieży, pośród cholernych wozaków – czy dostaliby chociaż nagrodę Darwina? Gdyby tak chociaż zaatakowało ich coś majestatycznego, coś, co nie wywoływałoby w nim tak ogromnego uczucia wstydu. Ale wozaki? Przerośnięte fretki? Poproszony, niechętnie podniósł na nią wzrok. I choć był zły i zrezygnowany, zaledwie chwila kontaktu wzrokowego z Elaine przyniosła mu nieopisaną ulgę i spokój. Działała na niego kojąco nawet kiedy próbowała go opieprzać, co za paradoks. Otworzył usta, lecz zamknął je zaraz, nie potrafiąc odnaleźć odpowiednich słów. Jednocześnie okazało się, że wcale nie są one potrzebne, że magia (a może po prostu uczucia?) działała cuda, umożliwiając wzajemne zrozumienie. Jego własne kosmyki pozostały jaśniejsze, choć nie tak bliskie bieli jak jeszcze przed minutą.
Do stolika podeszła kelnerka, podając ich zamówienie. Przygarnął do siebie filiżankę z herbatą i cicho westchnął, wpatrując się w drgającą delikatnie powierzchnię różowawo-brązowego płynu, który parował intensywnie, niosąc ze sobą przyjemny zapach malin. Powoli, bez przekonania skinął głową. Z ich dwójki to ona wykazywała się większym uporem.
Niech Ci będzie. – odparł, nawet nie próbując udawać, że jest zadowolony ze zbagatelizowania problemu. Nie śmiał się jednak z nią kłócić, zwłaszcza że miał jej coś do powiedzenia – coś, co pewnie jej się nie spodoba. Wziął łyka herbaty, odwlekając ten moment w czasie. Była rozgrzewająca i wcale nie najgorsza, choć zdecydowanie mniej smaczna niż ta, którą potrafił zaparzyć własnoręcznie.
Chcę kontynuować pracę nad obróbką. – powiedział znienacka, szybko i niegłośno, zerkając nad nią znad brzegu filiżanki. – Ale lepiej będzie jeśli zrobię to sam albo z kimś innym, nie zamierzam ponownie Cię narażać. – Obawiał się jak zareaguje i nie był pewien czy bardziej zezłości się na to, że własnoręcznie pakuje się w kłopoty, czy na to, że chce wykluczyć ją z całego przedsięwzięcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 63
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 68
http://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
http://www.czarodzieje.org/t16931-spis-relacji-elaine-s#471782
http://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
http://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Czw Lut 07 2019, 20:07

Nie lubiła tych chwil gdy Elijah się denerwował. Może to przez fakt, że tak rzadko po sobie pokazywał silniejsze emocje? Więź między nimi pozwalała Elaine dostrzec zaledwie namiastki tego, co musiał ukrywać w sercu, a nawet z tą wiedzą - prawdopodobnie większą niż niejedna osoba - widok podwójnej zmarszczki między jego brwiami osobiście ją bolał. Odczuła potrzebę natychmiastowego wygładzenia jej palcami, a jednak dłoń była jak z ołowiu, nie potrafiła jej unieść. Być może Elaine nie zdawała sobie sprawy, że mogli tam zginąć, może uznała, że wozaki nie są w stanie zabić? Przecież poplątały się jej nogi i przez to oberwała w bok tułowia, ponieważ upadła, uderzona cielskiem stwora. Nie myślała o tej sytuacji w aż takiej kategorii - naiwnie wierzyła, że nie stałoby się im nic gorszego.
- Zwyczajnie mieliśmy pecha, Elijah. Zabrzmiałeś jak rodowity pesymista, a jesteś realistą przypominam. Nie myśl o tym w takiej kategorii. - poprosiła nieco łagodniej czując, że nie jest w stanie się na niego złościć. Mimo wszystko jego irytacja przepływała i na nią; nim się zorientowała i ona zaczęła marszczyć czoło. Skinęła głową kobiecie, kiedy otrzymali zamówienie złożone rzecz jasna przez Elijaha, który jako jedyny miał głowę do takich detali. Elaine starała się nie zwracać uwagi na żadne cielesne potrzeby poza przytuleniem - głód, pragnienie, dyskomfort i ból miały siedzieć cicho bowiem to Elijah teraz się liczył. On i tylko on. Patrzyła na jego pochyloną nad stolikiem sylwetkę i nie mogła pozbyć się z siebie narastającego uczucia ciepła. Kochała go tak mocno jak nikogo innego. Ręce same uciekały w jego stronę, wzrok sam z siebie poszukiwał jego barwy, usta wyginały się identycznie, jeśli tylko obdarował ją czulszym uśmiechem.
Zaskoczył ją swoim zdecydowaniem. Nie omieszkała okazać tego zdziwioną miną, która szybko ustąpiła miejsca zamyśleniu. Przekrzywiła delikatnie głowę, aby wyhaczyć jak najwięcej detali z jego bladej twarzy. Potrzebowała raptem kilka chwil by zrozumieć czemu chce kontynuować. Głód wiedzy. Jej jest akurat nieco przytłumiony przez ostatnie doświadczenia lecz Elijah... w uporze mogliby ścigać się o pierwsze miejsce na podium. Mimowolnie zacisnęła zęby, zignorowała parującą herbatę i wbiła jastrzębi wzrok w sylwetkę brata. Kopnęła go pod stołem w kostkę, by zwrócił na nią pełną uwagę. Teraz to z niej biła irytacja.
- Brzmisz jak Cassius. - trzy słowa, które mówiły więcej niż ich treść. Wiedziała, że co jak co ale taki argument wywoła u Elijaha silny protest. Mimo wszystko w przypływie silniejszej emocji nie potrafiła ugryźć się w język. Na szczęście barwa włosów poświadczała iż nie jest to złość tak potężna, by metamorfomagia znów miała sama zaistnieć. - On by na mnie dmuchał i chuchał, a ciebie opierdzielił. Ty wiesz, że ja z tobą pójdę na kolejną obróbkę. Nie tylko dlatego, że nie puszczę cię samego, ale też po to, bo sama chcę wynieść jakąś wiedzę. Pokonać choć raz tę przeklętą anomalię. - słowa jakie padały z jej ust brzmiały cicho, ale i stanowczo. Straciła ochotę na herbatę zanim jeszcze nabrała na nią apetytu. Wykrzywiła usta, nie chciała być odsuwana od dalszego etapu zadań. Artefakty nęciły i mimo niepowodzenia... trochę siebie oszukiwała. Gdyby Elijah powiedział, że daruje sobie dalsze ekscesy poczułaby ulgę, a jednak ze względu na niego pozwoliła swojej ciekawości znów dojść do głosu. Przecież nie mogą mieć pecha i w tej sytuacji - wyczerpali jego limit przy transmutacji. Uniosła wyżej podbródek i oczekiwała pozytywnej reakcji ze strony Elijaha. Nigdy ale to nigdy nie zalęgnie się w niej myśl, że mógłby po prostu jej nie chcieć. Są jak Ying i Yang.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 277
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 171
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Pią Lut 08 2019, 18:53

Nie był do końca pewien czy gorzkie słowa jakie padły z jego ust nie były przypadkiem wyniku wspomnianego realistycznego podejścia do życia, który rzeczywiście go wyróżniał. Nie czuł się jednak na siłach, aby próbować udowodnić jej, że ma rację; choć próbował oszukać sam siebie, że czuje się już dobrze i wieczorem może wrócić do Hogwartu, w gruncie rzeczy wciąż był osłabiony – tak fizycznie, jak psychicznie.
A może Elaine zwyczajnie potrzebowała odepchnąć od siebie myśl, że groziło im prawdziwe niebezpieczeństwo? Jeśli tak było, nie powinien na siłę przekonywać jej, że mogli tam zginąć, możliwe, że ich porażka odbiła się na niej silniej niż przypuszczał, silniej niż na nim samym. Chrzanić fizyczną powłokę ich ciał, w obliczu eliksirów, zaklęć i wiedzy uzdrowicieli, obrażenia z jakimi tu trafili były niemalże niczym... prawdziwy problem zaczynał się wtedy, gdy zatruty jest nie organizm, a umysł. Elijah czuł się przygnębiony, czuł, że zawiódł – nawet jeśli nie Elaine to samego siebie oraz resztę świata. Czuł też lęk, bo oto dotarła do niego własna śmiertelność, możliwość zniszczenia samego siebie z łatwością, z której wcześniej nie w pełni zdawał sobie sprawę. Wszelkimi siłami odtrącał te chorobliwe myśli i choć udawało mu się z nimi wygrywać, wciąż bywały uporczywe. Oby i jego siostrzyczka jakoś sobie z tym poradziła... Presja była, wbrew wszelkim pozorom, naprawdę duża i uciążliwa, a ona miewała z nią przecież problemy.
Ałł, co do... – powiedział z zaskoczeniem, pospiesznie odstawiając filiżankę na podstawek, gdyż niebezpiecznie zachwiała się w jego dłoniach, grożąc wylaniem swojej zawartości. Zrobił dobrze, jak się okazało, jej słowa bowiem sprawiły, że zawrzało w nim intensywnie. Bliskie bieli włosy szybko przybierały na kolorze, przechodząc wpierw w jasny, a potem ciemny blond. Gdyby tego nie powstrzymał, zmieniłyby swoją barwę na pomarańcz, a wreszcie wściekłą czerwień, udało mu się jednak w porę ujarzmić metamorfomagiczną moc. Prychnął pogardliwie, wbijając w nią rozjuszone spojrzenie. Doskonale wiedziała jaką moc mają te słowa, jak bardzo go zdenerwują. Cassius z niewiadomych powodów działał na niego jak płachta na byka i był ostatnią osobą, do której chciałby być porównany. Nie zdenerwowało go jednak to, że o nim wspomniała, a fakt, że miała rację – tak samo jak rację miałby sam Cass.
Połknął haczyk, nagła potrzeba przekory przesłoniła mu widok na cel słów Elaine. Osiągnęła swój zamiar, a biedny Elijah nie był nawet świadom, że został zmanipulowany. Pokiwał głową, ustępując jej.
Niech będzie, spróbujemy. Będziemy uważać na wozaki i tyle, co więcej może się stać. No bo co może tam mieszkać poza głupimi fretkami, trolle? – uniósł kącik ust w nieco pogardliwym uśmiechu i zaraz zaśmiał się z tego, że mieliby napotkać tam trolle. To było przecież tak niedorzeczne.
Śmiech w ciągu sekundy zamienił się w atak kaszlu, który zmusił go do odchylenia się na bok i zasłonięcia dłonią ust. Wysiłek, jaki wymusił na nim kaszel sprawił, że poczuł wszystkie świeżo zaleczone miejsca ze zdwojoną mocą. Kiedy w końcu się uspokoiło, poczuł w ustach metaliczny posmak, na dłoni zaś – czerwony ślad krwi. Wpatrując się we własną rękę, zmarszczył mocno brwi, a potem, nagle sobie o czymś przypominając, ze skrzywioną miną sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnął z nich fiolkę wypełnioną eliksirem.
Uzdrowiciel ostrzegał, że tak może się dziać... – mruknął bez przekonania w stronę siostry, aby ta nie zamartwiała się nazbyt. Zaciskał zęby, ból był silny i uporczywy, a widok krwi napędził mu stracha. Szybko odkorkował fiolkę i wypił jej zawartość, popijając niezbyt przyjemny smak malinową herbatą. Przymknął powieki, czekając aż ten zacznie działać, przynosząc mu ulgę. Po chwili rzeczywiście tak się stało i odetchnął z ulgą, powracając spojrzeniem do jasnych tęczówek siostry.
Ela, musimy dzisiaj stąd wyjść, nie wytrzymam tu ani dnia dłużej. – oznajmił, co wobec tego co właśnie miało tutaj miejsce brzmiało jak kompletna głupota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elaine J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 63
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 68
http://www.czarodzieje.org/t16910-praca-wre
http://www.czarodzieje.org/t16931-spis-relacji-elaine-s#471782
http://www.czarodzieje.org/t16935-syczek-jeczybula#471819
http://www.czarodzieje.org/t16911-elaine-swansea#471382




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Wto Lut 12 2019, 19:41

Gryzł się pomimo jej słów. Odpłynął myślami gdzieś daleko, być może zastanawiał się czy Elaine jest w stanie udźwignąć brzemię prawdy i widmo śmierci. Dotychczas żyli w bezpiecznym świecie, gdzie największą kontuzją była złamana kończyna czy magiczna choroba, którą dało się wyleczyć po paru eliksirach. Jako studenci mogli sięgać ku większej wiedzy, ale i również ryzykować swoim zdrowiem. Być może Elaine w głębi serca była tego świadoma lecz by nie spanikować ukrywała to przed samą sobą? Jakkolwiek brzmiała odpowiedź jedno było pewne - nie da się odsunąć, chce udowodnić Elijahowi, że pomimo ataku zdziczałych i szurniętych wozaków nie zrazi się i będzie poszukiwać wiedzy dalej.
Poczuła ukłucie sumienia ujrzawszy taniec barw na jego miękkich włosach. Trafiła w samo sedno i choć zabolało miało odpowiedni wydźwięk. Zmrużyła powieki, na moment zwątpiła. Z drugiej strony Cassius jest jej miły, jak się naprawdę postara (albo trochę upije) jest sympatyczny. Miał w sobie sporą odpowiedzialność, poczucie ochrony bliskich i choć nie było to złe dla Elaine pobrzmiewało to nieco ograniczająco. Od Elijaha oczekiwała zrozumienia. Nie była porcelanową lalką, którą się jedynie ogląda, kocha, zachwyca i nie rusza, by jej nie skrzywdzić. W głębi serca czuła jednak, że Elijaha gryzie sumienie i żadne słowa nie wymażą tego ot tak. Potrzeba im czasu. Potrzeba jemu czasu, a jeśli zajmą się pracą nad drugim artefaktem i osiągną sukces - bowiem tak to zaplanowała - zmarszczone czoło Elijaha rozchmurzy się, a na jego ustach ponownie zakwitnie ukochany przez nią uśmiech.
Poczuła ulgę, udało się. Zgodził się, zaprzestał błędnego koła, odpuścił. Na to liczyła i choć osiągnęła to w mniej chwalebny sposób wiedziała, że inaczej nie uzyskałaby tak łatwo zgody brata. Był uparty, tak samo jak ona, a więc miała pełną świadomość, że porównanie do Cassiusa było jedynym argumentem, który mógłby go przekonać. Później go udobrucha. Elijaha rzecz jasna. Znajdzie sposób.
- Trolle w wieży? Nonsens. Co najwyżej jęczące nietoperze czy jakiś tam bogin. - wzruszyła ramionami. Najważniejsze, by byli jak najdalej od zbiorników wodnych a będzie dobrze. - Damy radę. Przecież jesteśmy Swansea. - nabrała dumnej postawy i dumnej barwy - włosy z bieli przeszły w łagodny i przyjemny dla oka karmazyn. Szybko poprawiła barwę na blady blond, by nie świecić tęczową głową. I tak czuła już na sobie zaciekawiony wzrok innych pacjentów i obrazów.
Poderwała się, gdy dostał ataku kaszlu. Na końcu języka miała zawołanie pielęgniarki, gdy wtem i jej własny ból się odezwał. Nie powinna gwałtownie poruszać tułowiem, jeśli ma się porządnie wygoić. A właśnie to zrobiła. Momentalnie dłońmi opadła na stolik i zacisnęła mocno szczękę. Zmuszała się do przeczekania bólu i właśnie w tym momencie podbiegła do nich jedna z pielęgniarek - ta, która przyprowadziła tutaj Elaine i wręczyła jej eliksir, lekarstwo, które powinna łyknąć już kilka godzin temu, a nie zrobiła tego z powodu myślenia o Elijahowi. Wtłoczyła w siebie obrzydliwie smakujący eliksir, podziękowała zduszonym głosem i wbiła zaniepokojony wzrok w brata, który pomału do siebie dochodził. Powoli, bardzo powoli usiadła z powrotem sięgając dłońmi ku jego palcom. Ścisnęła je najmocniej jak potrafiła, wystraszona spoglądała do jego oczu i szukała w nich szczerej odpowiedzi. Jego również krew zaniepokoiła. Wyciągnęła z kieszeni szlafroka paczkę chusteczek, jedną zaś powoli zaczęła ścierać plamy z wnętrza jego dłoni.
- Gdyby tak upiornie nie bolało to bym cieszyła się z ładnych widoków. Zlokalizowałam dwóch przystojnych uzdrowicieli, niestety obaj z obrączką na palcu. Nie mam sił, by szukać kogoś wolnego. - próbowała odwrócić uwagę Elijaha zapraszając go do weselszego skomentowania poszukiwań mężczyzny dla Elaine. Wciąż szukała i choć serce jej mocniej zabiło ku jednemu panu, tak nie zrażało jej, by nie popatrzeć na inne jednostki. Skoro już tutaj jest...
- Dwa dni, Elijah. Dwa dni i wracamy na studia. Przekonam pielęgniarkę by przeniosła nas do jednej sali, a jeśli nie da się to się do ciebie przeprowadzę. - chłodnymi palcami trzymała mocno chusteczkę i ścierała powoli acz dokładnie jakikolwiek ślad krwi z jego dłoni. Była w tym jakaś dziwna gorliwość, potrzeba zmycia z niego oznaki, że jednak Elijah jest zniszczalny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   

Powrót do góry Go down
 

Sklep i Herbaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-