Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sklep i Herbaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość




Student Ravenclaw
Wiek : 25
Skąd : Irlandia
Galeony : -17
  Liczba postów : 398




Gracz






PisanieTemat: Sklep i Herbaciarnia   Sob Cze 12 2010, 18:59


Sklep i Herbaciarnia
Na ostatnim poziomie tego pięciopiętrowego budynku znajduje się niewielki sklep oraz przyjemna herbaciarnia, dla wszystkich odwiedzających osób. Miejsce w którym każdy może kupić coś do jedzenia bądź picia.

Woda Goździkowa
Sok Dyniowy
Imbirowa mątwa
Wiśniowy Gryf
Malinowy Chruśniak
Dyptamowy smakosz
Syrenie Latte
Smocze espresso
Chochlikowe cappuccino
Bazyliszkowe Macchiato
Porcja dowolnego ciasta
Ciastka do kawy
Dyniowe paszteciki
Zapiekane paluszki

Balony z dedykacją – 2g
Kartka z życzeniami powrotu do zdrowia – 3g
Kartka z gratulacjami z okazji narodzin – 3g

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 55
  Liczba postów : 228
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Pią Gru 07 2018, 15:44

/III wątek po ataku rzecznych trolii; po składaniu Matta i przed lekcją na dachu

Czuł się lepiej, chociaż wciąż ledwo się poruszał. Leki podobno działały, nie wiedział jednak na czym dokładnie polegało jego leczenie. Jak zwykle, większość istotnych informacji zostały pominięte, bo kiedyś sam powiedział, że nie chce o niczym wiedzieć. I tak nie rozumiał medycznego bełkotu, a jedyną osobą, której słuchał był Matthew. Był jak dziecko pod tym względem, bo dopóki nie zobaczył znajomej twarzy, jedynej której w tym momencie ufał... Nie dał się tknąć. Przysparzał tym problemów i naprawdę zachowywał się jak pierdolona księżniczka... Cóż, był pacjentem ze złotą kartą dostępu. Poza tym, to logiczne, że jego przypadkiem zajmować się będzie jedynie osoba, która ma jakiekolwiek pojęcie o jego chorobie.
Nie mógł usiedzieć długo na miejscu. Nie był osobą, która potrafiła dokonać niemożliwego. Dlatego kiedy tylko pielęgniarki nie widziały, wysłał list do jedynej osoby, którą o dziwo chciał oglądać. Nie była to Earleen, która wciąż nie wiedziała gdzie dokładnie był. Nawet matce zabronił się tutaj pokazywać po scenie, jaką mu urządziła. To była czysta patologia, a nie miał do tego głowy.
Chciał kogoś, kto będzie umiał zmylić jego myśli, przenieść je na inny tor. O wiele przyjemniejszy. Zdziwił się szybkością i swoją pomysłowością. I tym, że akurat puchonkę sobie upatrzył. Był człowiekiem o wielu talentach i twarzach. Zadziwiał samego siebie.
Wsunął nogi w kapcie i zarzucił na koszulkę czarny szlafrok. Chyba jeszcze z czasów kiedy to ojciec przebywał w szpitalu. Wolno ruszył na ostatnie piętro. Wiedział, że mógł chodzić, jednak dostałby ochrzan gdyby wiedzieli, że robił sobie wycieczki aż tam. Uśmiech wykwitł na jego twarz kiedy do jego ręki dostarczono odpowiedź. Pokręcił głową, jakby w to nie wierzył. Podszedł do ściany i zaskrobał coś pospiesznie. I odesłał.
Po chwili zasiadł przy jednym ze stolików, krzywiąc się nieznacznie.

@Silvia Valenti czekam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 478
  Liczba postów : 401
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Pią Gru 07 2018, 16:05

Nie widziała go kilka dni i czuła, jakby czegoś jej w życiu brakowało. Przywykła do tej krzywej gęby, która pojawiała się nagle, w najmniej oczekiwanym momencie. W pewnym momencie stwierdziła, że chyba po prostu stało się to, czego się spodziewała: dał sobie spokój, stwierdził, że nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Zrobił coś, co ona powinna zrobić już dawno temu, ale nie mogła (lub raczej nie chciała) się na to odważyć.
Oczywistym było, że się tutaj pojawi. A w zasadzie, nie powinno być. Tylko nic nie mogła poradzić na to, że od razu stwierdziła: musi pojawić się w Mungu. Lekcje zakończyli tego dnia wcześniej, więc czym prędzej ubrała się ciepło i ruszyła w kierunku bramy prowadzącej poza tereny Hogwartu. A gdy tylko znalazła się za nią, teleportowała do Londynu.
Nigdy nie była w Mungu. Miała to szczęście, że wszelkie choroby, które dotykały jej osoby mogły być uleczone domowymi sposobami. Dlatego też ten szpital był jej zupełnie nieznanym miejscem. I po części delikatnie przerażającym.
Serce biło jej mocno, kiedy stąpała po korytarzu w kierunku recepcji. Czuła jakiś dziwny skurcz w okolicy żołądka, ale nie zamierzała się do tego przyznać sama przed sobą. Czy chciała go zobaczyć? Oczywiście że tak! Niekoniecznie w takich warunkach, które ich obecnie zastały, ale lepsze to niż nic.
Wskazali jej odpowiednie piętro, więc czym prędzej się na nie udała. Włosy miała zmierzwione, jeszcze mokre od rozpuszczonego w nich śniegu. Padał na dworze śnieg. Otaczał białą kołderką cały Londyn, chociaż w tym miejscu nie wyglądało to szczególnie imponująco. Plucha i ślizgawica, nic więcej.
Rozpoznała go z daleka. Siedział tyłem do niej w czarnym szlafroku. Jego włosy były jakby bardziej zmierzwione niż zazwyczaj. Coś w jej wnętrzu zaczęło okręcać się wokół własnej osi, a jej momentalnie brakło sił i motywacji, aby pokonać te kilka ostatnich kroków. Ogarnij się Silvia, przyszłaś tylko spotkać się z kolegą, któremu coś się stało. Odwiedzasz pacjenta. nakazała sobie w duchu. Jeszcze dwa głębokie oddechy i podeszła do odpowiedniego stolika.
Usiadła na krzesełku na przeciwko niego, nawet nie zadając sobie trudu, aby przywitać go w jakiś sposób. Przyjrzała mu się dokładnie bez cienia uśmiechu na ustach.
- Nie sądziłam, że możesz wyglądać jeszcze gorzej. - skomentowała krótko. Naprawdę wyglądał nieciekawie i każdy głupi by to stwierdził. Martwił ją ten fakt, ale nie chciała tego mówić głośno. Chyba nie powinna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 55
  Liczba postów : 228
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Pią Gru 07 2018, 22:07

Nie wiedział, że ich spotkania powinny odbywać się niewielkich odstępstwach. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, kiedy dokładnie powinien przypadkowo spotkać S. na szkolnym korytarzu. Lubił zwracać się do niej w ten sposób, zdrabniając imię, jakby była to jego własna forma tajemnicy, za którą kryła się jej osoba. Ta osoba. Musiała mu wybaczyć... Brak jakichkolwiek oznak życia z jego strony oznaczał w tym momencie naprawdę brak możliwości skontaktowania się. Bity dzień podobno leżał nieprzytomny... Miał jedynie nadzieje, że nikt nie zapragnął targnąć się na jego cnotę i nieskalaność.
Nie wiedział, że jego list wywoła taką reakcje. Może właśnie dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, ile mógł znaczyć dla Puchonki. Martwiła się... Nikt oprócz siostry, która żyła z nim w tym bagnie, tego nie robił. Była pierwszą obcą mu osobą, której troska (wyczuwalna w tych wielkich wykrzyknikach) nie doprowadziła do szału, przynajmniej nie takiego, w którym by czymś rzucał.
Niemalże się tu wychował, mógł więc pokazać jej zakamarki tego miejsce, o których nie wiedział nawet personel. Zaczął od częstych wizyt ojca, aby następnie znaleźć się na miejscu nieboszczyka. Kiedy odkryli, że on również był chory? Nie pamiętał. Lata i wizyty zlewały się w jedno.
Czekał, pospiesznie pukając długimi palcami o blat. Czyżby w zakamarki ciemnego umysłu wkradała się niepewność? Jednak kiedy usłyszał szelest, podniósł spojrzenie i utkwił je w dziewczynie. Uśmiechnął się lekko, kiwając głową i przyjmując do wiadomości jej ocenę. Owszem, wyglądał tragicznie. Na twarzy wciąż widoczne były siniaki i zadrapania, oko miał podbite. Najwidoczniej nawet specyfiki Matthew nie sprawiły cudów.
-Gdybyś spotkała trolle leśne również byś tak wyglądała.-Powiedział spokojnie, wstając ociężale i krzywiąc się, czego nawet nie ukrywał. Nie chciał jednak aby się martwiła bardziej. -Zamówię coś dla nas.-Stwierdził. Nie spytał czego chciała, bo może chciał zgadnąć... Wykazać się czymkolwiek. Podszedł do lady i z uśmiechem królewicza zagadał baristkę. Zamówił Chochlikowe cappuccino
i Bazyliszkowe Macchiato, oczywiście wiadomo co dla kogo. Poprosił aby podobna im to do stolika, co udało mu się bez problemu. Wystarczył jeden szerszy uśmiech i wskazanie swojego obolałego boku. Zapewne kobieta zauważyła bandaż wystający spod jego koszulki.-I zapiekane paluszki. Dziękuję-Dodał, kłaniając się nisko i wracając do stolika. Przetarł kark i spojrzał na Silvię. Naprawdę była pierwszą, o której pomyślał i do której napisał aby do niego przyszła. Zadziwiające... Czyżby to teraz na nią zamierzał zwalić cały ten ciężar?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 478
  Liczba postów : 401
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Sob Gru 08 2018, 15:39

Nie podejrzewała, że będzie tak źle. Chociaż, gdyby pomyślała logicznie, to powinna. W końcu nie lądowało się w Mungu za byle bójkę czy coś w podobnej tematyce. Podbite oko i zadrapania na twarzy sugerowały, że to było coś naprawdę poważnego. Bała się zapytać o co tak właściwie chodzi, ale na rozwiązanie tej zagadki nie musiała czekać długo. Thomen postanowił rozwiać jej wszelkie wątpliwości odnośnie tego, co go spotkało. I chyba wolałaby jednak nie wiedzieć. Nie mogła nic poradzić na to, że jej źrenice się rozszerzyły w przerażeniu.
-Trolle leśne?! - jej głos samoistnie podniósł się przynajmniej o oktawę do góry, nawet nie próbowała tego kontrolować w żaden sposób. Nie chciała przyznać sama przed sobą, że się martwiła o niego i zastanawiała, gdzie tak właściwie się podział. Tylko że nic nie mogła poradzić na to, że tak faktycznie było. To dziwne i wręcz nieprzyzwoite, ale ten głupek stał się dla niej kimś ważnym.
- Nie nie, Thomen, nie wstawaj. - ale oczywiście nim zdążyła dokończyć swoją myśl, to ten już był na nogach i dreptał niepewnie w kierunku bufetu. Odprowadziła go wzrokiem, z konsternacją rejestrując, jak dużo problemu mu ta czynność sprawiła. To nie była najlepsza oznaka i dobrze o tym wiedziała.
Wrócił po chwili i usiadł z powrotem na swoim krześle. Nie wiedziała, od czego tak właściwie powinna zacząć, bądź o co zapytać. Dlatego postanowiła zdjąć swój płaszcz i szalik, aby zyskać choć trochę czasu na wymyślenie odpowiedniej odpowiedzi.
-Więc... - nie zdążyła powiedzieć nawet słowa więcej, ponieważ obok ich stolika pojawiła się kelnerka, która postawiła przed nimi dwie kawy. Zamówił dla niej chochlikowe cappuccino? I CZY TA IDIOTKA WŁAŚNIE SIĘ DO NIEGO UŚMIECHNĘŁA?! Widząc to, zmrużyła nieprzyjemnie oczy, w ogóle z tego faktu niezadowolona. Jakieś dziwne uczucie towarzyszyło temu wszystkiemu. Coś na kształt żądzy zamordowania tej wywłoki... - Dziękujemy pani. - mocno zaakcentowała pierwsze słowo, które w jej mniemaniu miało być swoistym wyproszeniem z tego rewiru. Kiedy kelnerka poszła, postanowiła zadać to pytanie, które ją nurtowało najbardziej. No prawie...
- To co tak właściwie się stało? - i czemu to właśnie do mnie postanowiłeś napisać? tego nie powiedziała głośno, ale gardło aż ją paliło od niewypowiedzianych słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 55
  Liczba postów : 228
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Sob Gru 08 2018, 16:16

Było tragicznie jak tutaj się znalazł, teraz było znośnie. Najgorsze jednak było to, że sam pacjent nie zdawał sobie sprawy z tego, jak źle z nim było. Jak nie powinien przeciążać swojego ciała, skoro to w środku działo się najwięcej. Thomen był lekkomyślny, jednak nie umiał usiedzieć na miejscu. Tak, jak chciałby tego Matthew i reszta personelu. A może robił to specjalnie, za karę, aby dużej się z nim męczyli.
Jeżeli dotychczas nikt nie zwracał na nich uwagi, teraz z pewnością tak się stanie. Głos dziewczyny poniósł się przez pomieszczenie, między stolikami. Rozejrzał się spokojnie, pora, która zwiastowałaby czas obiadu. Większość pacjentów spędzała ten czas w swoich łóżkach, nie na herbatce i kawce. To piętro zarezerwowane było dla tych, którzy jeszcze byli wstanie się tutaj wspiąć.
Nie był kaleką, a przynajmniej nie chciał aby w taki sposób go widziała. Nie napisał do niej aby poużalać się nad własnym losem, nad tym, jaką chodzącą niedorajdą był, że w ogóle dal się złapać trollom. Chciał towarzystwa kogoś, kto nie będzie spoglądał na niego z politowaniem. Szczerze tego nienawidził. I tak, nudziło mu się.
Podniósł głowę do góry kiedy dziewczyna przyniosła jego zamówienie. Uśmiechnął się do niej lekko, w końcu nie musiała im przynosić zamówienia. Najwidoczniej jednak skruszył nieco jej serduszko tymi bandażami... Jak łatwo było operować tymi osobami. Oparł łokcie na blacie i utkwił wzrok w Silvii, która miała wyjątkowo zabawny wyraz twarzy. Nie ukrył swoich wysoko uniesionych brwi kiedy do jego uszu doszedł ton głosu Puchonki. Czyżby była zazdrosna? Nie obejrzał się za kelnerką.
-Nie możemy skupić się czymś zabawniejszym? Jedz.-Powiedział, sam sięgając po paluszki. Był głodny, zdając sobie nagle sprawę, że dawno nie miał niczego w ustach. Westchnął widząc zacięty wyraz twarzy Silvi.-Znalazłem się na moczarach, ugrzązłem w błocie i nie zauważyłem kiedy trolle do mnie podeszły. Było ciemno, a ja miałem inne sprawy na głowie.-Wzruszył lekceważąco ramionami.-Zrobiłaś dla mnie notatki?-Uśmiechnął się szeroko, co wcale nie było takim zabójczym połączeniem jak powinno. Siniaki nieprzyjemnie rozciągnęły się po jego twarzy, nie był to najprzyjemniejszy widok. Utkwił wzrok w swojej towarzyszce niedoli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 478
  Liczba postów : 401
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Sob Gru 08 2018, 17:26

Nawet nie próbowała być dyskretna ze swoimi spostrzeżeniami czy odczuciami. Pewne było jedno; zamierzony cel osiągnęła. Kobieta oddaliła się czym prędzej od ich stolika, pozostawiając ich samych sobie. I dobrze, tego właśnie chciała a nie jakiejś zdziry, która będzie się bezczelnie uśmiechać do Thomena w jej obecności. Na widok wysoko uniesionych brwi chłopaka, udała głupią, że w ogóle nie ma pojęcia o co mu w tym momencie chodzi.
- Na czymś zabawniejszym, mówisz? - jedna brew uniosła się wysoko ku górze, a na jej ustach pojawił się nieprzyjemny uśmiech, który nie mógł zwiastować niczego dobrego. - To może zabawimy się w wyścigi o kulach? Wygrywa ten, kto pierwszy zrobi trzy kroki bez postoju. Co ty na to? - ironia aż wylewała się z jej słów i nic nie zamierzała na to poradzić. Przywykła do tego, że Thomen bardzo często zachowywał się jak skrajny idiota, ale w tym przypadku po prostu przeszedł samego siebie.
Wzięła do ręki filiżankę z kawą i upiła spory łyk rozkoszując się jej ciepłem. Słuchała jego kolejnych słów z nieskrywaną uwagą. Chciała, aby widział, że naprawdę interesowała się nim i jego stanem zdrowia. Bo to naprawdę było dla niej ważne. Nawet nie potrafiła stwierdzić, w którym momencie on jako osoba w ogóle stał się dla niej ważny. Może i nie liczył się nigdy z jej słowami, nie przejmował tym, co ona zrobi, ale ona się przejmowała i martwiła o niego. Szlag. Czy właśnie przyznała to sama przed sobą? Nie dobrze...
Dopiero po dłuższej chwili postanowiła w jakikolwiek sposób skomentować jego opowieść. Miała naprawdę wiele pytań w głowie w tym momencie i nie była pewna, które jest najbardziej adekwatne.
- Po co właściwie się tam znalazłeś? - wyszeptała w miarę opanowanym głosem. Co on robił na moczarach? Przecież żaden normalny czarodziej nie zapuszczał się w podobne rejony. Ale z drugiej strony, Silvia chyba już zapomniała, że nie ma do czynienia z normalnym czarodziejem.
Jego uśmiech sprawił, że coś niebezpiecznie przewróciło jej się w żołądku, bynajmniej było to związane z jakimiś romantycznymi uczuciami. Ten uśmiech po prostu zobrazował wszystkie straty zdrowotne, które w ostatnim czasie musiał doznać. Wyglądało to przynajmniej okropnie i wywołało niemiły grymas na twarzy Włoszki.
- Lepiej nie uśmiechaj się w ten sposób, bo żadnej laski nie poderwiesz. - stwierdziła chłodno po czym postanowiła dodać, w razie gdyby nie wyraziła się dostatecznie jasno. - Wyglądasz koszmarnie. Dobrze, że nic bardziej poważnego Ci się nie stało. - sięgnęła po paluszka w momencie, kiedy i on to zrobił, nie do końca zdając sobie z tego sprawę. A dokładniej mówiąc, zorientowała się, że to zrobiła, kiedy poczuła jego dłoń pod swoją własną. Przestraszona szybko cofnęła swoją i nim się zorientowała, na jej licu pojawił się delikatny rumieniec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 55
  Liczba postów : 228
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Nie Gru 09 2018, 12:33

Czemu musiała ją przegonić? Gdyby tylko potrafił, poczułby się źle na myśl, że specjalnie poprosił o dostarczenie im zamówienia do stolika. Gdyby potrafił, naprawdę byłoby mu żal tej dziewczyny, odprowadziłby ją wzrokiem a może nawet później osobiście się do niej pofatygował. Nic takiego jednak nie będzie miało miejsce, bo reakcja jego towarzyszki była zbyt fascynująca aby zawracał sobie głowę innymi osobami.
Poza tym, to był Thomen. Nie obchodziło go to, co miałoby się stać z tym biednym dziewczęciem.
To, co wyczytał z twarzy Silvii było zjawiskiem, które mogło go nakręcić. I chyba właśnie tak było.
-Poczekaj do przerwy kiedy korytarze będą niemal puste. Kule się komuś podpierdoli, co Ty na to?-Spytał i oparł się wygodnie o oparcie krzesła. Mówił to spokojnie, choć na samym końcu dało się wyczuć nutkę wyzwania, które do niej skierował. Iż niby Wessberg nie da rady? Jego uzdrowiciel zapewne wpadłby w szał, gdyby tylko takie emocje można by było z niego wycisnąć. Jednak wszystko co chłopak robił, miało swój cel.
Zdawał sobie z tego sprawę, a ta świadomość uderzyła w niego jak troll. Było to niespodziewane, bardzo nieprzyjemne uczucie. Choć na samym początku, nie poczuł na swoim ciele żadnego uderzenia. Dopiero z czasem, kiedy trafił tutaj odczuwał skutki swojego wybryku i tego, co z nim zrobili. W tym przypadku szok mógł być nieodwracalny. Zdał sobie sprawę, że tak jak wcześniej uwięził siostrę i matkę (choć ta sama wybrała ten los), tak teraz ciągnie za sobą tę dziewczynę. Pragnął tego aby to była ona, jednak świadomość, że mógłby z nią zrobić to co z innymi... Sprawiała, że się wahał.
-Naprawdę chcesz wiedzieć?-Uniósł wysoko brwi. Ja pierdole, Wessberg. Przyszła tutaj, nie możesz powiedzieć, że wcale jej to nie obchodzi. Jesteś jeszcze ciemniejszy niż myślałem. Coś w wyrazie jego twarzy się zmieniło. Był sztywny, może poddenerwowany. Jakby wspomnienia tego, dlaczego dokładnie się tam udał... Były nieprzyjemne i nie chciał do nich wracać.-Pokłóciłem się z matką. -Powiedział, a choć nie brzmi to ani poważnie, ani groźne. W przypadku tej dwójki jest zupełnie na odwrót. Nie znała historii, która łączyła tę dwójkę, nie mogła więc poprawnie na to spojrzeć.-Moim celem jest utrudnianie jej życia, jednak tym razem powiedziałem coś... Cóż, nie była bez winy.-Dodał, nie patrząc dłużej na Silvię, tylko na punkt nad jej głową. Nie zauważył kiedy zacisnął dłonie. Nie usprawiedliwiał się... Nie potrafił jednak powiedzieć jej wszystkiego. Nie tutaj. Nie kiedy bawił się nią tak jak na samym początku, z tym wyjątkiem, że tym razem bawił się również samym sobą. Dla utrudnienia zadania.
Nie był to najgorszy przypadek, z jakim tutaj trafił. Trolle były niczym w porównaniu z tym, co tutaj przeszedł.
-Jakoś udało mi się z tamtą dziewczyną.-Powiedział, pochylając się nad stołem i patrząc wprost na swoją towarzyszkę. Zrobił to specjalnie? Oczywiście, że tak. Nie przegapiłby swojej okazji. Po chwili jednak zmarszczył mocno brwi.-Nic bardziej poważnego?-Pamiętaj, ona nie ma zielonego pojęcia. Tak, była kimś, kto nieświadomie wkroczył do jego świata, bo ją wciągnął... Stało się to tak nagle, niemalże bez zgody... Sam był sobie winien.-Czemu się o mnie martwisz, Silvio?-Spytał, patrząc za jej pospiesznie zabraną dłonią. Wyprostował się i wgryzł w wcześniej zabranego paluszka. Coś w jego wzroku paliło. Intensywnie wpatrywał się w każdy centymetr jej twarzy. Ponownie, robił to z czystą premedytacją, chcąc usłyszeć to, o czym wiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 478
  Liczba postów : 401
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Nie Gru 09 2018, 20:20

Parsknęła pod nosem, co zdecydowanie nie było przyjemnym dźwiękiem i miało mówić o jej oburzeniu. Serio? On jeszcze robił sobie z tego wszystkiego jaja? Nie mogła pojąć tego człowieka i jego zachowania. I chyba nawet nie chciała tego robić. Był zagadką, której rozwiązać nie potrafiła, chociaż naprawdę usilnie się starała. A może nie powinna się starać? Może lepiej było po prostu obserwować to wszystko?
- Jestem za! Jak będę przegrywać to podetnę Ci nogę! - skomentowała tylko to wszystko krótko. Ona w ogóle nawet nie brała takiej opcji pod uwagę i była cholernie zaskoczona, że on myślał o czymś takim. Serio Silvia? Jeszcze Cię to dziwiło?
Uspokoiła się. Nie pozostawało jej nic innego w obecnej sytuacji. Ponownie napiła się kawy, która okazała się być pyszna. Co prawda, to nadal nie to samo, co kawa we Włoszech, ale musiała przyznać, że Brytyjczycy coraz lepiej radzili sobie z tym tematem. Oh, ile by dała, aby móc napić się filiżankę prawdziwego espresso, które jej mama robiła najlepsze na świecie. Naprawdę wiele. Niestety, czasy się zmieniły to i kawa też. Pozostawało zadowolić się byle lurą w Mungu.
- Gdybym nie chciała wiedzieć, to nie pytałabym. - była to dla niej oczywista kwestia, ale postanowiła dodatkowo zachęcić chłopaka uśmiechem do mówienia. W przypadku Thomena nigdy nic nie mogło być łatwe, więc nie podejrzewała, że tym razem może być inaczej. Dlatego postanowiła w ten delikatny sposób okazać mu wsparcie. Niemo przekazać, że może jej powiedzieć co tylko chce.
Sprawa matki sprawiła, że uśmiech spełzł z jej twarzy, a jego miejsce zajął wyraz zastanowienia. Nie wiedziała, jakie może on mieć relacje z tą kobietą. Podejrzewać jedynie mogła, że jeśli względem wszystkich osób zachowywał się w taki sposób, to względem rodziny mógł być tylko niewiele lepszy.
-Rozumiem - skomentowała krótko, chociaż nie rozumiała niczego. Nie mniej, nie chciała naciskać. Będzie chciał, to sam powie. Nie, to przemilczy sprawę. Co prawda wolałaby wiedzieć, niż nie, ale kwestia usilnego dopytywania o szczegóły w ogóle nie wchodziła w grę.
Jawnie z nią pogrywał. Sprawiał, że chciała się zapaść pod ziemię i jednocześnie rzucić na niego. Nie do końca była pewna czy po to, aby go uderzyć, czy raczej aby go pocałować. Skrajności ogarniały całe jej ciało i nic nie mogła na to poradzić. Czuła się przy nim taka bezbronna. Jak dziecko, podatne na każdy atak, który on zamierzał wyprowadzić w jej kierunku. Jak właśnie w tym momencie.
- Przestań. - powiedziała stanowczo, kiedy zaczął się w nią tak intensywnie wpatrywać. Zarumieniła się jeszcze mocniej, ale był to raczej efekt gniewu niż zażenowania czy jakichś kompleksów. - Przestań zachowywać się w ten sposób! - ryknęła nagle, kiedy jej pierwsze słowo nic nie wskórało. - Jakbyś rościł sobie prawa do mnie, jakbyś mógł robić co Ci się tylko żywnie podoba! - nie przejmowała się tym, że wywołała ogólne poruszenie w kawiarni i ich dotychczas raczej prywatne spotkanie mogło stać się właśnie obserwowane przez wszystkich. Cóż, zdarza się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Nie Gru 09 2018, 21:18

Przechadzał się spokojnie po korytarzu, względem rutyny i przerwy, którą jakimś cudem zdołał uzyskać. Melancholia przedzierała się przez jego palce, kiedy to próbował zwyczajnie zapomnieć o własnych problemach i przedostać się do całkowicie innych myśli; umieszczonych w całkowicie innych pokojach. Jego celem nie była co prawda kawiarenka, tam przebywał bardzo sporadycznie, tym bardziej że o wiele mniej jadł; a z każdym dniem wyglądał coraz gorzej. Może nie aż tak, aczkolwiek tracił na siłach witalnych. Jak zawsze, innego wyjścia przecież nie było - nie odczuwał głodu, nie odczuwał niczego; choroba zżerająca jego umysł zdawała się zbierać w okresie świątecznym jak największe żniwo. Szedł zatem spokojnym krokiem, biorąc chwilę spokoju dla siebie, choć nie było to zbyt łatwe zadanie. Wszędzie pacjenci, różne przypadki, wypisy, podania, różnorakie akcje podejmowane w hałasie oraz względnym spokoju jednocześnie. Co prawda z czasem się on oddalał, z czasem tracił na swej pierwotnej wartości, co nie zmienia faktu, iż zwyczajnie - zgodnie z rytmem dobowym, miał pewne granice.
Przechodząc obok kawiarni, nie mógł ot tak przejść obok; usłyszał kłótnię, a wiedział, że są tutaj nie tylko zwykli odwiedzający, ale także niektórzy z sal, co wymagają rzeczywistych pokładów spokoju. Szlag by to trafił? Wszedł zatem bez skrępowania do środka; tęczówki charakterystycznie napotkały się z każdą z możliwych osób, ostatecznie lądując właśnie na postaci młodej dziewczyny w towarzystwie Wessberga. Zastanowiło go to mocno, z jakiego powodu ta poczęła podnieść swój głos, przedzierając się na pierwszy plan względem reszty hałasów. Nie mógł jednak pozwolić na to, żeby dalej to drobne przedstawienie zbierało żniwo.
- Dzień dobry. - przywitał się z nią, poprawiając tylko i wyłącznie część ubrania, które gdzieniegdzie posiadało ślady po wcześniejszych przypadkach; w postaci drobnej, zaschniętej krwi. Obuwie zdawało się być najbardziej pochłonięte cieczą o barwie czerwieni; posiadało jednocześnie najwięcej tego, czego ludzie zdają się bać w jej natłoku. - Prosiłbym o zachowanie ciszy; znajdują się tutaj pacjenci, którzy, mimo wszystko i wbrew wszystkiemu, wymagają spokoju w celu rekonwalescencji. - powiedział jak najbardziej szczerze, od czasu do czasu zwracając wzrok na Thomena. Czyżby to była ta dziewczyna, która właśnie stosowała odtwarzacz muzyki podczas wakacji? Nie wiedział, nie mógł wiedzieć.

| ingeruję Cool

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 55
  Liczba postów : 228
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Yesterday at 12:07

Czemu usilnie chciała to rozwiązać? Sama widziała, że nie było łatwo. Nie lepiej zostawić to tak, jak jest? Chyba że to tak bardzo w nią godziło i nie mogła tego znieść. W takim razie doskonale wiedziała, gdzie znajdowały się drzwi.
Mogłaby jedynie wziąć pod uwagę to, jak skutecznie go przy sobie trzymała. Czy była pewna, aby zrobić coś takiego? Jakie konsekwencje przyjdzie jej ponieść? Nie wiedział, dlaczego, ale chciał, aby próbowała, chciał się przekonać czy była jedną z tych osób, które podczas napotykania przeszkody zwyczajnie odpuszczają.
-Nie nadążysz za mną. Masz za krótkie nóżki i wątłe rączki.-Powiedział spokojnie, uśmiechając się wilkiem. Czemu miałby nie brać tego pod uwagę? Miał tylko złamane żebra, które z tego, co pamiętał, udało się już poskładać... A czas rekonwalescencji? Był nieodpowiedzialnym pacjentem, ale to tylko dlatego, że nie chciał nim być wcale.
Jego kawa pozostała jeszcze nietknięta, jakby czekał, aż jej temperatura znacznie się zmniejszy. A może zwyczajnie za taką nie przepadał, a zamówił ją tylko dlatego, żeby stolik nie był pusty? Był cholernie głodny, dlatego, kiedy skończył jednego paluszka, chwycił drugiego.
Zmrużył lekko oczy, jakby jej słowa były podchwytliwe. Jakby powinie znaleźć za nimi ukryte znaczenie. Nie chciał zainteresowana? To dosyć niepodobne do niego. Przecież robiła dokładnie to, czego pragnąłeś... Nie odchodziła pomimo tego, jak potrafił się zachować. Przebywanie z nim tak blisko nigdy nie skończy się dobrze, w końcu jedna ze stron ucierpi... A on potrafił znieść wiele, naprawdę wiele. Nie sądził, aby była na to przygotowana, nie sądził, aby wiedziała dokładnie, w co się pakowała. A jakaś cząstka jego samego unosiła triumfalnie kąciki ust i podskakiwała, jakby znalezienie sobie nowej ofiary napawało ją przesadnym entuzjazmem.
-Nie rozumiesz.-Powiedział spokojnie, jednak ton jego głosu się zmienił. Był chłodny i odległy, jakby z trudem wypowiadał te słowa. I to nie była jej wina. -Moja matka oszalała i widzi we mnie kogoś, kto już dawno nie żyje. -Dodał. Nie potrafił powiedzieć jej całej prawdy, a uchylenie rąbka tej tajemnicy już i tak wiele go kosztowało. Poczuł się zmęczony, jakby pozbycie się tego wcale nie przyniosło mu ulgi. Jedynie kolejny problem.
Uwielbiał ten kolor, który zdobił jej policzki. Tak wiele mówiły, tak bardzo przypominały kolor, który przybrała wtedy nad jeziorem. Tam mógł zrzucić to na zimno i intensywność doznań... Tutaj... Było inaczej.-Nie zmienisz tego, jaki jestem!-Warknął, również unosząc ton głosu. Wstał pospiesznie (co nie było mądrym pomysłem) i oparł się na stoliku, wywołując tym drżenie w ich napojach. Mocno złapał krawędzie mebla i zacisnął palce.-Tak bardzo Ci to przeszkadza? Tak bardzo mam się stać potulnym chłopcem, który będzie bezczynnie czekał?!-Zaśmiał się.-Powiedz mi w twarz. Tak bardzo Ci się nie podobało? Nie po tu tutaj przyszłaś?-Przekrzywił głowę w bok i wpatrywał się w nią.
Usłyszał doskonale znany sobie głos i odwrócił się w kierunku uzdrowiciela. Automatycznie się wyprostował i chyba pierwszy raz w życiu wpatrywał się w swojego starego znajomego jak na kogoś, komu chętnie odciąłby głowę. Od kiedy to Matthew ingeruje w cokolwiek? To był tylko jego pieprzony obowiązek, Wessberg.
-Koleżanka właśnie dzieliła się trafnymi uwagami. Dopiero teraz odkryła, jakim to parszywym egoistą jestem. -Powiedział spokojnie, tym razem przenosząc swoje spojrzenie na dziewczynę. Miał gdzieś to, co mógł usłyszeć Alexander. Był świadkiem nie jednego wybuchu jaki miał, nie widział więc nic złego w tym, aby i z nim podzielić się swoją frustracją. Skrzywił się nieznacznie, podpierając dłoń na krześle.
Nie trzeba było tutaj wchodzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Palermo
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 478
  Liczba postów : 401
http://www.czarodzieje.org/t16300-silvia-valenti#446874
http://www.czarodzieje.org/t16303-amami-o-odiami#446878
http://www.czarodzieje.org/t16304-romo#446901
http://www.czarodzieje.org/t16302-silvia-valenti




Moderator






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Yesterday at 19:00

Nie wierzył w nią. A może raczej nie doceniał. Bądź nie podejrzewał o sposobność do tak chamskiego i irracjonalnego zachowania. W końcu ona zawsze zachowywała się odpowiedzialnie, myślała nad swoimi krokami i czynami, nic nie robiła nieroztropnie. W ostatnim czasie się to trochę zmieniło. On to spowodował. Wywoływał w niej te wszystkie dziwne i negatywne odczucia. A jednak leciała do niego jak ćma do lampy. I nic nie mogła na to poradzić, że chciała więcej. Nic więc dziwnego, że gdyby do ewentualnego wyścigu doszło, na pewno po prostu podcięłaby mu kulę. Bez żadnych skrupułów.
Nie rozumiała? Skoro tak twierdził... Znała go tak naprawdę od kilku miesięcy i już dawno zauważyła, że nie jest on normalnym człowiekiem. Jakby wszelkie normalne ludzkie odruchy już dawno zostały wyłączone i zastąpione poprzez zachowanie, którego najczarniejszy charakter by się nie powstydził.
To akurat była w stanie zrozumieć.
Często kiedy rozmawiała ze swoją własną matką czuła się tak, jakby tamta próbowała za wszelką cenę dopatrzeć się w niej czegoś, co przypominałoby Lorenzo. Więc pod tym względem naprawdę była w stanie pojąć o co chodzi. A że była podobna do swojego zamordowanego ojca, to widział z jaką czułością potrafiła matka na nią spojrzeć. I nienawiścią jednocześnie. Przypominała go. Sprawiała że wracały wspomnienia, zarówno te dobre jak i te złe. Tylko że to nie była jej wina.
- To akurat jestem w stanie zrozumieć wbrew pozorom. - rzuciła cicho, patrząc gdzieś w bliżej nieokreślony punkt po jej prawej stronie.
Jego nagłe powstanie sprawiło, że szybko wróciła do jego postaci wzrokiem. Próbowała zrozumieć co się właśnie działo, ale chyba nie była do końca w stanie. Jakby mimowolnie odchyliła się do tyłu zaskoczona tym nagłym atakiem agresji, który w sumie to ona zapoczątkowała. Jeszcze tego brakowało, aby czuła się winna tego.
Zmarszczyła nieprzyjemnie brwi i zmrużyła oczy. Nawet nie zauważyła, w którym momencie w kącikach pojawiły się łzy. Wystraszył ją. Sprawił, że poczuła się zagrożona. Nie była pewna czego innego mogłaby się po nim spodziewać. Autentycznie bała się tego człowieka w tym momencie.
Na szczęście (?) obok nich nagle pojawił się jakiś uzdrowiciel, który postanowił im zwrócić uwagę, że oboje zachowują się zdecydowanie nieadekwatnie do miejsca, w którym się znajdują. Silvia zdążyła już zapomnieć, że nie jest sam na sam z Thomenem, tylko siedzą w kawiarni, w Mungu.
- Proszę się nie martwić, więcej krzyków nie będzie. - powiedziała, również podnosząc się z miejsca. Szybkim ruchem ręki otarła łzę, która pojawiła się na jej policzku i której w ogóle w tym momencie sobie nie życzyła. Złapała za swoją kurtkę i nerwowym ruchem przełożyła sobie przez szyję szalik w puchońskich barwach. - Nie zamierzam spędzać w towarzystwie tego "egoisty" nawet sekundy więcej. - odwróciła się na pięcie z zamiarem odejścia. Byle dalej. Byle zdążyć przed tym, jak rozpłacze się na oczach tych wszystkich ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Yesterday at 19:43

No cóż, gdyby był jednak poza murami Świętego Munga, zapewne nie odważyłby się wtryniać w coś, co mogłoby mieć znacznie dalszy skutek w przyszłości. To tylko chwila, to tylko moment, kiedy wreszcie będzie mógł odbębnić te nieprzespane noce, zauważając ostatecznie tylko zielonkawy błysk jednego z zaklęć niewybaczalnych; lub otrzymując zwyczajnie nożem w brzuch. Wystarczyłoby tylko i wyłącznie uszkodzenie organu, zaprzestanie sterylności w organizmie, by mógł w dość niezłym bólu zwyczajnie paść na ziemię i nie wstać. Niestety; nawet jeżeli nie przepadał za kłótniami, jego wręcz psim obowiązkiem było dbanie nie tylko o bezpieczeństwo osób znajdujących się na terenie placówki (jakby nie było, na Czarodziejskich Polach był tylko ze względów formalnych), ale także o przestrzeganie regulaminu. O ile nie był typowym przedstawicielem pieczołowitości wobec reguł i zasad, o tyle jednak wiedział, że mogą one pomóc drugiej stronie, dlatego nie bez powodu wszedł tam, gdzie rozmowa przeniosła się poza rewiry normalności, nabierając na sile nieznanego wówczas huraganu. Nieznane monstrum zbierające na sile należało zwyczajnie przerwać; nie widział żadnych powodów do tego, by pozwolić złym emocjom na rozwinięcie się w zwyczajnym środowisku do skali problemu na rozmiar chociażby kawiarenki.
Zauważył na sobie wręcz morderczy wzrok Thomena, aczkolwiek był na niego równie obojętny, co na resztę; nie lubił patrzenia, ale jak już ktoś to robił, to jednak nie zwracał na to szczególnej uwagi. Westchnięcie to wystarczająco dobrze zasygnalizowało; brak emocji równie tych samych mogło wywołać frustrację ze strony Ślizgona, aczkolwiek nie zamierzał w żaden sposób ubierać maski. Atmosfera nie wydawała się być zbyt odpowiednia, aczkolwiek wiedział, że nie każdy żyje tak jak on: niemalże bezkonfliktowo.
No i stanął w środeczku całego dramatu. Igły z wideł czy może rzeczywisty problem?
- Mam taką nadzieję. - powiedział z początku, zauważając jednak, że nadal coś jest nie tak. Czyżby się pokłócili? No cóż, nie leżało to w jego interesie, aczkolwiek nie przepadał w żaden sposób za toporami wojennymi oraz innymi tego typu rzeczami, tudzież wolał poczekać; wyjaśnień nie wymagał, nie potrzebował, kiedy to poprawił swoje okulary, które być może nie były młodzieżowe, aczkolwiek na pewno wyglądał jakoś mądrzej. Zdołał wyczuć w powietrzu pewnego rodzaju grozę, kiedy to znalazł się nieopodal nich; nie zamierzał tego tolerować w żaden sposób ani przechodzić obojętnie, skoro jedna ze stron poddawana była po prostu krzywdzie. Z jednej strony łzy, z drugiej strony brak jakiegokolwiek poczucia winy; nie zamierzał w jakikolwiek sposób przekraczać granicy, kiedy ta postanowiła odwrócić się w stronę wyjścia, aczkolwiek postanowił na chwilę jeszcze zaingerować. - Czy wszystko aby na pewno jest w porządku? - zapytał się w jej stronę, spoglądając tęczówkami z pewną dozą zaintrygowania, tudzież nie mógł przejść obojętnie; nawet jeżeli miał taką postawę. Po prostu; wyczuwał to, czego inni nie byli w stanie. - Nie chcę być nachalny ani posądzać, oczywiście, nie chcę też wchodzić z butami tam, gdzie nie trzeba - a może potrzebowała czegoś na uspokojenie? Nie wyglądała najlepiej, kiedy to zakładała puchoński szalik, co go po części ucieszyło; ha, czyli Puchoni wcale nie wyginęli!
Niemniej jednak problem nadal występował.

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 55
  Liczba postów : 228
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   Today at 12:42

To była podpucha, nie wiedziała? Na pewno musiała wiedzieć, w końcu taka mądra z niej dziewczynka. Czy był prowokatorem jej zachowania? Tak. Jednak czy to przez niego taka jest? Po części tak i nie. Zawsze taka była, a zrzucenie tej odpowiedzialności na chłopaka to jakiś zwyczajny żart. Jednak mogła to zrobić, nie miałby nic przeciwko, o ile czułaby się z tym lepiej. Silvia miała te wszystkie podłe cechy w środku, a on był ich wyzwolicielem. I bardzo podobało mu się to, co widział. To jak pokazywała te swoje wszystkie ciemne i jasne strony. Nie lubił szablonowych ludzi. Była interesująca na tak wiele sposobów, że niemalże zakazana.
Jego słowa nie dotyczyły jego porytego beretu. Nie mógłby obwiniać jej za podobne myślenie, bo po pierwsze było całkiem trafne i musiałby się z tym zgodzić. Po drugie, nie wiedziała dokładnie jakie życie prowadził kiedyś i kim tak naprawdę był. A może adekwatnie brzmiałoby: dlaczego stał się osobą, którą jest teraz.
Chciałby, aby w tym przypadku chodziło o nienawiść i czułość. Te dwie sprzeczne emocje, jednak tak bardzo do siebie podobne. I zawsze istniały obie, jakby jedno bez drugiego nie miało prawa bytu.
Zachowywała się tak, jakby nagle jej to wszystko przeszkadzało. Czyż nie chciała prawdziwego Thomena? Nie mówiła, że pójdzie z nurtem tej dzikiej rzeki? Jak to w końcu do cholery było! A może był wściekły na siebie za to, jak chętnie na to przystał. Jak sam zmienił swój brzydki nawyk... Jak zrezygnował dla niej z przyjemności, które ciągnęły się miesiącami w ramionach zapomnienia. A potrzebował ich, bo pozwalały mu na więcej i jeszcze więcej. Pragnął czegoś, czego nigdy nie mógłby dostać? Podała mu palec, potem dłoń... Dała mu posmakować... A potem bezceremonialnie, bez cienia zawahania się, postanowiła mu to odebrać.
Potem jej łzy, kompletnie zbijające go z tropu. Przez moment można było dojrzeć konsternację widoczną na jego twarzy, aby po chwili zmieniła się w autentyczną złość. Na nią. I na siebie. Widząc strach w jej oczach, odczuwał pewną dozę satysfakcji, która mieszała się z innymi uczuciami. Zalegały mu na żołądku. Nie chciał ich. Jak śmiała użyć tej broni przeciw niemu? Kurwa, sam do tego dopuściłeś!
-Jasne! Uciekaj! To potrafisz najlepiej.-Powiedział za nią, głośno, aby nawet odchodząc, to usłyszała. Miał w dupie to, że powinien zachowywać się ciszej, bo jednak inni chcieli sobie w spokoju porozmawiać. Miał w dupie to, że sam Matt postanowił interweniować. Niemal z niedowierzaniem przyglądał się, jak plecy dziewczyny znikają i jak najmniej odpowiedni do tego zadania uzdrowiciel, podąża za dziewczyną w celu pomocy? Pocieszenia? Jak to można nazwać?
-Kurwa.-Mruknął cicho i spojrzał na stolik. Nietknięta przez niego kawa rozlała się po stoliku, paluszki przestały wyglądać apetycznie. Zapłacił i burknął coś pod nosem, aby pospiesznie udać się do swojej sali. Ile jeszcze przyjdzie mu spędzić w tym przeklętym miejscu?

/zt dla Tomcia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Sklep i Herbaciarnia   

Powrót do góry Go down
 

Sklep i Herbaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-