Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1530
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1553
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Mieszkanie nr 15   Czw Sie 31 2017, 21:35

First topic message reminder :


Mieszkanie Leonezry




Kto powiedział, że jednopokojowe mieszkanie będzie za małe? Tutaj wszystko wydaje się idealnie współgrać. Jedna strona pokoju jest oczywiście sypialniana, o czym informuje ogromne łóżko. Z tego miejsca jest świetny widok na aneks kuchenny... To z kolei kącik będący epicentrum apetycznych zapachów, roznoszących się stopniowo po całym mieszkaniu. Na ścianie wisi duża tablica kredowa, na której można znaleźć dopiski mieszkańców, będące drobnym przypomnieniem koniecznych do wykonania obowiązków ("kupić mleko", "wynieść śmieci", "przytulić Leo"). Nie zabrakło również miejsca na jadalnię! Krzesła to przeżytek, o wiele ciekawiej zasiąść na wielkiej poduszce. Przy okazji jest się wtedy blisko kominka i ma się pod ręką mnóstwo książek porozkładanych po półkach i regałach. Kawałek dalej znajdują się drzwi prowadzące do sporej łazienki. Żeby było ciekawiej, wysoki sufit mieszkania wykorzystany został na utworzenie małego półpięterka. Tam stoi biurko, pudła z rzeczami czekającymi na rozpakowanie, ukochana deska surfingowa jednego z lokatorów...
Czuć tutaj domową atmosferę i ciężko stwierdzić, czy to zasługa mieszkańców, czy ładnie udekorowanego wnętrza. W progu powita cię mała Chione, na stoliku znajdziesz pewnie porzuconą przez Ezrę talię kart, a jeśli potrzebujesz rozprostować kości, to Leo zadbał, aby w mieszkaniu wisiał przynajmniej jeden hamak. Co tu więcej mówić? Czuj się jak u siebie!


______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1076
  Liczba postów : 767
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12435-mikkel-carlsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12436-gwardia-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12439-uggla-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12438-mikkel-axel-carlsson




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Lis 03 2017, 20:42

Nie miałem za bardzo do kogo zagadać, kiedy Carma zniknęła gdzieś z Sharkerem, więc postanowiłem taktycznie udać się na fajkę, zaliczyć przy okazji toaletę i może do tego czasu wszyscy upiliby się na tyle, że mógłbym bez problemu do nich zagadać. Wróciłem na imprezę chyba w najgorszym momencie, jakim mogłem. Idealnie, żeby być świadkiem sprzeczki moich starych znajomych. Widziałem jeszcze zakłopotanego Leo, który przepraszał za dolanie im amortencji do drinków. No pięknie, pomyślałem w duchu. Na pewno wyjdzie im to na dobre. Amortencja nigdy nie była dobrym eliksirem do stosowania na byłych. Jakkolwiek by się w duchu nie kochali, tak kiedy urok przestaje działać, czuje się tylko i wyłącznie złość. Na szczęście nie doświadczyłem nigdy takiego żartu na własnej skórze. Jestem jednak przekonany, że potraktowałbym tego żartownisia Cruciatusem! W każdym razie podszedłem od razu do Carmy, odrzucając na razie męską solidarność, bo to w końcu z Carmą przyszedłem na imprezę. Spojrzałem na nią pytającym wzrokiem, chcąc wybadać, czy w ogóle ma ochotę o tym rozmawiać. Najwyraźniej wolała o tym jak na razie szybko zapomnieć. Zresztą Leo wpadł na kolejny genialny pomysł tej nocy, żeby zagrać w butelkę. Dobre wyczucie czasu. Na szczęście zdążyłem już łyknąć ze dwa drinki i przed dołączeniem do kręgu chwyciłem jeszcze jedną. Usiedliśmy z Carmą obok siebie, a ja cały czas podświadomie kontrolowałem stopień jej upojenia alkoholowego, jednocześnie starając się powiększyć swój. Gra zaczęła się można powiedzieć błyskawicznie. Butelka wypadła na moją towarzyszkę i właściwie liczyłem, że zadania nie wykona. Z drugiej strony chyba wiedziałem, że to było niemożliwe. Bacznie obserwowałem Rasheeda podczas jej pocałunku z Ezrą. Nie chciałbym być w jego skórze. Zadanie Ezry było znacznie łatwiejsze do wykonania i szybko przeszliśmy dalej. Butelka tym razem wypadła na Szweda, który z kolei wylosował mnie. Nie miałem nic przeciwko siedzenia z nim w przyjacielskim uścisku. To tylko dwie kolejki.
Niestety zadanie, które wylosował dla mnie było niemożliwe do wykonania. Przynajmniej nie dla mnie. Nigdy nie zgodziłbym się na całowanie z facetem. Wykraczało to poza moją dumę i mogliby mnie nazwać stypiarzem, ale nie miałem zamiaru tego robić. Nie żebym miał coś przeciwko parom homoseksualnym, skoro byłem na imprezie organizowanej przez jedną z nich.
- Nie no - powiedziałem, kręcąc głową - Nie zrobię wam tego - dodałem na swoje usprawiedliwienie. Po czym zgodnie z zaleceniem Leo - zrzuciłem z siebie koszulkę, ponosząc konsekwencję związane z niewykonaniem zadania. Nie przeszkadzało mi to za bardzo. Nie mogłem tego powiedzieć jednak za dziewczyny obecne na imprezie. Miałem jednak nadzieję, że żadna się nie obrazi.
- Dobra, to kto będzie moją ofiarą? - spytałem bardziej siebie pod nosem niż tłum. Zakręciłem butelką, która padła na @Bianca Zakrzewski. Nie znałem dziewczyny za bardzo. Wiedziałem, że była siostrą Lysa i nikt o zdrowych zmysłach nie odmówiłby jej urody. Nie chcąc, żeby pomyślała o mnie źle, postanowiłem jednak wylosować dla niej zadanie z puli. Zaśmiałem się pod nosem, kiedy je przeczytałem, modląc się w duchu, żeby to nie mnie wybrała do jego wykonania - No popatrz, musisz zdjąć jakąś część ubrania z wybranej przez siebie osoby - uśmiechnąłem się do dziewczyny, przesyłając niewypowiedziany sygnał, że nie byłem dobrym wyborem, gdyż i tak już nie miałem na sobie koszulki. Uniosłem szklankę do ust i upiłem kolejnego dużego łyka, wciąż pozostając z Sharkerem w uścisku.

zadanie dla Bianci: 4

Wrzucam osoby i zadanka, bo zostały na poprzedniej stronie
Zadania:
 
Karty:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 717
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 485
http://www.czarodzieje.org/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://www.czarodzieje.org/t14415-pianki-bianci#381731
http://www.czarodzieje.org/t14416-bianca#381732
http://www.czarodzieje.org/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Lis 03 2017, 22:41

To wszystko działo się trochę zbyt szybko.  Nie wiedziałam czy gorsze byłoby nie powiedzenie Leo o tej całej sprawie z wystawy, czy właśnie zrobienie tego. Czułam się podle widząc jak pije jedne drink za drugim. W pewnym momencie dotknęłam go lekko w ramię.
- Leo, starczy.
Nie chciałam teraz prawić mu morali, że pije za dużo, ale dajmy spokój, każdy wiedział, że zbyt duża ilość alkoholu, w zbyt krótkim czasie nigdy nie wychodziła nikomu na dobre. kiedy Leo poszedł do Ezry, a potem we dwójkę zniknęli za drzwiami toalety, jęknęła, niezadowolona z takiego obrotu spraw. Ale z drugiej strony, niby czego się miałam spodziewać? To chyba nie była informacja, po której skaczesz z radości, ale co ja mogłam wiedzieć? Przeleciałam wzrokiem po drinkach i nie chcąc wypić jakieś amortencji czy czegokolwiek innego, co miałoby zupełnie zaburzyć moją świadomość. Wychyliłam szklankę z najmniej podejrzanym wyglądem i z ulgą stwierdziłam, że czuję się całkiem normalnie. Nie licząc oczywiście coraz większego upojenia alkoholowego. Czy przypadkiem nie miałam nie pić? Nie miałam pojęcia, że moje tęczówki nagle zmieniły kolor na różowy. Chwyciłam w dłoń butelkę ognistej, nieważne postanowienie, muszę się upić. Zanim jednak nalałam trunku moje spojrzenie spoczęło na Krukonach. Nigdy w życiu nie sądziłam, że będę świadkiem czegoś takiego. Współczucie rozlało się po moim wnętrzu, ale kompletnie nie wiedziałam co mam robić. Po takim widoku, przekonanie, że musze się napić, było dwa razy większe. Nalałam pełną szklankę i wybiłam ją duszkiem. Skrzywiłam się czując pieczenie w przełyku i pozwoliłam, by alkohol zaczął działać. Nie zarejestrowałam obecności Bridget, byłam zamroczona alkoholem. Słaba głowa nie była moja mocną stroną. Miałam tylko nadzieję, że nie zabrudzę chłopakom posesji.
Kiedy Leo zaproponował butelkę przystałam na to z lekkim sceptyzmem, odrobiną strachu i zdecydowana większością beztroski. Prawdę mówiąc przemawiała za mnie Ognista niż moja własna świadomość. Chyba tyle z własnego panowania nad czynami. Na chwilę zawiesiłam wzrok na moim bracie, który rozmawiał z piękną Ślizgonką. Nie było mi jednak dane zbyt długie rozmyślanie o tym, bo już po chwili siedziałam w kręgu z innymi, obok Fire. Nie sądziłam, że gra rozpocznie się tak szybko i tak intensywnie. Patrzyłam zdziwiona na to co działo się przed moimi oczami. Zamrugałam kilkakrotnie zastanawiając się czy na pewno nie wypiłam żadnego mocnego eliksiru. W każdym razie patrzyłam na bieg wydarzeń nie do końca rejestrując co się dzieje, dopóki butelka nie wylosowała mnie. Musiałam przez chwilę przyswoić moje zadanie. Miałam rozebrać jakąś osobę... Zastanawiałam się czy nie zrezygnować i rozebrać siebie, ale szybko dotarło do mnie, że przecież mam sukienkę, więc to bez żadnej zabawy. Zaszczyciłam spojrzeniem niemal wszystkich zebranych. Zmarszczyłam brwi zatrzymując się na chwilę na Lysu, nie dziękuję, nawet zamroczona alkoholem nie zamierzałam rozbierać mojego brata. Po chwili jednak dotarło do mnie, że muszę kogoś rozebrać. Zawiesiłam wzrok na Mikkelu, który już był bez koszulki, a raczej na chłopaku obok niego, który wciąż siedział w niej. Moja podświadomość mówiła mi, że nie komponują się siedząc w tym uścisku, więc podeszłam do @Rasheed Sharker i niemal jednym ruchem zdjęłam mu koszulkę. Uznając, że wykonałam zadanie, wróciłam na swoje miejsce i zakręciłam butelką. Wskazała na @Bridget Hudson, a ja zmarszczyłam brwi. Kiedy ona przyszła? Nie przejmując się jednak tym, że umknął mi ten istotny fakt sięgnęłam do miski z zadaniami i po wylosowaniu jednej karteczki odczytałam ją na głos.
- Podaj jedną cechę, każdej grającej osoby, którą uważasz w niej za pociągającą.
Sięgnęłam po kolejnego drinka zupełnie nie przejmując się tym, że powinnam już nie pić. Na Merilna, może ktoś jednak ogarnie, że powinnam skończyć. Sama do tego nie dojdę, byłam pewna w stu procentach, że sama nie zrezygnuje szybko z kolejnych dawek alkoholu.

Zadanie dla Bri: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 887
  Liczba postów : 1178
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Lis 04 2017, 01:52

Działałem szybko, bo tego wymagała sytuacja. W tym mieszkaniu chyba tylko ja zdawałem sobie sprawę, jak to było stracić zęby w towarzystwie znajomych osób lub paradować dziurą w gębie, a i tak sytuacja, w której znalazła się Ulla przerastała moje pojęcie. Jeden ząb to w gruncie rzeczy pestka, ale wszystkie? Nie dość, że musiało to niewyobrażalnie boleć, to na pewno było traumatycznym przeżyciem. Jeszcze na imprezie... To jasne, że musiałem ją stamtąd szybko ewakuować. Podrzuciłem ją prosto do Skrzydła Szpitalnego w Hogwarcie fundując przy okazji przelot dywanem. Zostawiłem ją pod opieką szkolnej pielęgniarki, która zapewniła, że dziewczyna szybko dojdzie do siebie. Dostała coś na uspokojenie i jeszcze dziś wieczorem miała zażyć pierwszą dawkę szkielewzro. Szczerze jej współczułem, to prawdopodobnie najgorsza noc jej życia...
Do mieszkania wróciłem mniej więcej w ciągu 15 minut, po drodze zahaczając jeszcze do kiosku po hogsy, z których jednego spaliłem przed kamienicą. Nie zastanawiałem się nad tym wcześniej, ale teraz zaczęła gnębić mnie myśl, co z Arielle? Miałem nadzieję, że w ciągu tych kilkunastu minut nie zrezygnowała z imprezy ani że nie pogniewała się na mnie o tak szybkie zniknięcie bez słowa. Ostatecznie wkroczyłem z powrotem do mieszkania...
A tam jakieś butelkowe ekscesy.
- Jak dużo durnych rzeczy przegapiłem? - zapytałem od wejścia, podążając od razu w stronę Arielle. - Wybacz, że tak zniknąłem. To było... Pilne. Ale już w porządku, pielęgniarka się nią zajmie - powiedziałem już do niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1075
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1742
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Lis 04 2017, 02:50

Bridget mając w interesie jedynie załatwienie tej prostej sprawy, jaką było poproszenie o ciszę lub wyciszenie ścian, a zamiast tego została poniekąd wkręcona w imprezę. Nie do końca miała ochotę w ogóle w niej uczestniczyć. Oczywiście zawsze chętnie imprezowała i socjalizowała się z ludźmi, lecz w sytuacji, gdy gospodarzem był jej były chłopak wraz ze swoim obecnym chłopakiem (O Merlinie...), a ona sama stała w dresie, niespecjalnie czuła klimat.
Posłała Ezrze nieco nerwowy uśmiech, przyjmując do wiadomości, że poniekąd stali się w tej chwili sąsiadami. Czy do tej pory nie powinna się już przyzwyczaić do tego typu zwrotów akcji? Nie zamierzała tego jednak komentować, nawet na kilka sekund zacisnęła usta w cienką linię, by nie pozwolić żadnemu potokowi słów na wylanie się. Zdecydowanie za dużo dramatów przeżyła w związku z Krukonem i nie zamierzała tego kontynuować, nawet jeśli miała mijać go codziennie na klatce schodowej w drodze na zakupy czy też na zajęcia. Nawet jeśli miałaby mieć świadomość, że oboje żyją i mieszkają tuż za ścianą.
Merlinie, błagam, niech ktoś je permanentnie wyciszy...
- Bardzo chęt... - Nie usłyszał końca wypowiedzi, bowiem odwrócił się i czym prędzej odszedł w innym kierunku, zostawiając Bridget samą w tym jednym miejscu przy drzwiach, w którym stanęła. Puchonka powiodła za nim wzrokiem i westchnęła ciężko. Może to czas, by się ewakuować?
Oj, zdecydowanie, bo w jej stronę zmierzał Leonardo! Bridget automatycznie poczerwieniała i spodziewała się jakiegoś naskoku z góry, że co sobie wyobrażała, że co tutaj robi i że ma brać nogi za pas i uciekać czym prędzej z ich mieszkania... Natomiast Gryfon zaproponował jej drinka. Bridget widziała, że propozycja była raczej wymuszona, ale sam fakt, że w ogóle znalazła ujście z ust chłopaka sprawił, że zaniemówiła i jedynie pokiwała głową, zupełnie nie kojarząc tego gestu z przystaniem na uczestnictwo w imprezie. Co ona tu nadal robiła? Gryfon wręczył jej jakiegoś drinka, a Bridget nawet nie zdążyła się rozmyślić, gdy nagle okazało się, że zebrani organizują... Grę w butelkę.
Cudownie.
- Ale ja chciałam... Ściany... - wymamrotała pod nosem, obserwując ludzi wkoło. Ostatecznie stwierdziła, że zostanie może na chwilę, skoro już tu jest i jeszcze nie została przez nikogo wyproszona, może warto było skorzystać z propozycji? Zajęła jakieś miejsce na boku i niemal natychmiast pożałowała, że nie wyszła od razu. Widok Ezry całującego inną dziewczynę sprawił, że Bridget w jednej chwili odechciało się drinka. Odstawiła szklankę na stolik i już miała się ukradkiem zebrać, gdy nagle wszystkie oczy zwróciły się w jej stronę. Zatrzymała się w pół ruchu, patrząc ze strachem na najbliższe twarze, po czym uśmiechnęła się, korzystając z lekkiego szczękościsku, którego dostała.
- Och, Merlinie, ciężkie pytanie - zaczęła i zaśmiała się nerwowo, patrząc po kolei po twarzach ludzi, wyłamując przy tym palce z cichymi trzaskami. - Uśmiech, ręce - wypaliła szybko patrząc na @Ezra T. Clarke oraz @Leonardo O. Vin-Eurico (w tej kolejności). - Oczy, włosy - dodała do @Arielle C. Tender i @Carma C. Charisme. - Yyyyy... twarz... Zarost - zacięła się przy @Rasheed Sharker, po czym przybrała jeszcze intensywniejszy odcień czerwieni. - Oczy i włosy... Nie, to bezsensu. Nie mam pojęcia - powiedziała, dochodząc do dziewcząt. No bo co miała o nich powiedzieć? Wymienianie ciągle tych samych cech wyglądu mijało się z celem, a Bridget nie potrafiła ocenić, co w wyglądzie poszczególnych dziewcząt było atrakcyjne. Wszystkie były ładne i nikt nie potrzebował do tego zapewnień Bridget. Natomiast panowie również byli niczego sobie. No i co ona miała jeszcze gadać w tej kwestii? - Nie wiem czy się liczy - zakończyła, bo już serio nie miała nic więcej do powiedzenia.
Kiedy miała zakręcić butelką, nie przyłożyła do tego zbyt wiele siły, a ostatecznie koniec szyjki wskazał... Leonardo. Bridget skrzyżowała z nim spojrzenia i przełknęła z trudem ślinę. Z głowy wyleciały jej jakiekolwiek pomysły na wyzwania, a fakt, że zadawała je Gryfonowi wyłącznie komplikował sprawę. Zmarszczyła brwi na chwilę, po czym zdecydowała, że jednak nie będzie się wysilała i ostatecznie sięgnęła ręką do misy, losując kartkę z przykładowym zadaniem. Widząc treść polecenia na sekundę zbladła, ale nie było już odwrotu...
- Pocałuj wylosowaną osobę - poleciła, a po chwili dodała, że chodzi o namiętny pocałunek. Pozostało jej jedynie prosić Merlina, by butelka nie wskazała na nią, na Ezrę, ani na Caluma, który właśnie pojawił się ponownie w mieszkaniu. Ani ona, ani nikt z tu obecnych nie chciałby być świadkiem podobnego zdarzenia...

kostki łącznie 6
karta głupiec, czyli no, głupiec Ing face

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1530
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1553
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Lis 04 2017, 03:33

To faktycznie był cud, że Leo zdobył się na dojrzałe zachowanie i po prostu nie wyrzucił Bridget z mieszkania. Nie miał pojęcia co się zadziało, dalej tej dziewczyny szczerze nie znosił i na chwilę obecną nie pragnął niczego tak mocno, jak wyproszenia Puchonki. Chyba serio się zakochał, skoro był w stanie aż tak Ezrze ustąpić... Nieszczególnie go za to obchodziło, jak bardzo widać sztuczność w jego słowach i gestach. On się produkował, proponował, a dziewczyna tylko mruknęła coś pod nosem, cała czerwona i, na Merlina, ubrana w jakiś tragiczny dres. Dał jej ostatecznie pierwszego lepszego drinka, coś co szybko mógł zrobić i przy okazji nie przynieść samemu sobie wstydu. Miał szczerą nadzieję, że uda im się przetrwać tę imprezę, ograniczając jakikolwiek kontakt do minimum.
Miło było zobaczyć, że ktoś jednak się martwi; Leo nie spodziewał się żadnej reakcji po którejkolwiek bliskiej osobie. Miał wrażenie, że udało mu się całkiem nieźle opanować i chwilę słabości przeżył w odosobnieniu. Uśmiechnął się trochę wymuszenie do Rasheeda, który zaraz i tak poszedł przytulać Mikkela. Niezbyt zwrócił uwagę na to jak panowie stracili części swojej garderoby, chociaż mrugnął wesoło do Bianci, kiedy ta tak ochoczo poleciała do Sharkera. Skoncentrował się na swoim piwie i na tym, żeby odnaleźć chociaż odrobinkę imprezowego nastroju. Na własnej zabawie miał przymulać? Ledwo w ogóle zarejestrował fakt, że wrócił Calum. Ożywił się, kiedy panna Hudson zaczęła wypełniać swoje zadanie - jego spojrzenie bezwiednie padło na swoje ręce, prześlizgując się od ramion aż po koniuszki palców. Kącik ust drgnął mu do góry, bo ten niechciany komplement był całkiem trafny i przyjemny. Wystarczyło jedno spojrzenie w stronę ciemnowłosej aby przypomniał sobie, że jej zdanie go przecież nie obchodzi. Ta cała złość w ogóle była niesamowicie drażniąca, a Leonardo przywyknął do załatwiania konfliktów zupełnie inaczej. Normalnie wściekał się raz a dobrze, później za to wszystko szło gładko. Teraz prowadził tę walkę sam ze sobą, nie chcąc robić większych problemów, niż Bridget i Ezra zrobili w przeszłości.
- Liczy się - rzucił beznamiętnie, ucinając jakiekolwiek spory mogące z tego wyniknąć. Wcale go nie kusiło, żeby namawiać Puchonkę na rozbieranie się za połowiczne wykonanie zadania - już i tak wyglądała na potwornie zakłopotaną. Merlinie, przecież to tylko zabawa... Vin-Eurico zacmokał z rozbawieniem, słysząc treść swojego zadania. - Popatrz, słońce, mi też się poszczęściło - mruknął, trącając Ezrę łokciem. Potem dopił szybko piwo, pochylając się nad ich zabawową butelką. Kręciła się zdecydowanie za długo i zaczęła zwalniać niebezpiecznie blisko nieszczęsnej Hudsonówny... Ostatecznie dotelepała się aż do @Blaithin ''Fire'' A. Dear. Leo w pierwszym odruchu zupełnie zamarł, później spojrzał na przyjaciółkę z pełnym niedowierzania uśmiechem.
- Serio? - Wymsknęło mu się, zanim potrząsnął lekko głową. Przemknęła mu przez głowę myśl, że na Fire nigdy nie patrzył w ten sposób, zawsze była jego najlepszą przyjaciółką i tyle. Nie mógł oczywiście powiedzieć, że zupełnie mu się nie podobała ani nic z tych rzeczy; Blaithin należała do osób bardzo atrakcyjnych i gdyby po prostu zaczęli relację trochę inaczej... - Mogę? - Dopytał, przysuwając się bliżej Gryfonki. Miała w końcu prawo odmówić, a wtedy nie pozostałoby mu nic innego jak zdjąć część ubrania lub zakręcić butelką ponownie. Nie ukrywał mimo wszystko, że chciał wykonać to zadanie - ot dla samego zaspokojenia ciekawości jak to jest pocałować Ogień. Nawet kiedy siedział musiał się pochylić, a jego dłoń odruchowo powędrowała na kark panny Dear. Skoro nie protestowała, to śmiało zainicjował pocałunek, przełamując szok związany z pierwszym zetknięciem ich ust. Doskonale pamiętał, że jego miłość siedzi tuż obok, że obserwuje ich niemałe grono ludzi, że to tylko butelka i zabawa... Ale mimo wszystko zatracił się w tej chwili, czerpiąc tyle przyjemności, ile tylko mógł. Brzmiało to idiotycznie nawet w jego głowie, ale taka bliskość z Fire była po prostu czymś zupełnie nowym, o czym nigdy nie myślał i do czego nigdy nie dążył. Nie próbował jej zdobyć, szanował ją jak nikogo i zawsze zależało mu na tym, żeby czuła się w jego towarzystwie komfortowo. Powstrzymywał swoją dotykalską naturę i pozwalał jej zachować przestrzeń osobistą (choć chyba i tak zbyt często ją naruszał). Teraz to wszystko zniknęło, a liczył się tylko ten moment. Leo nie potrzebował wskazówek dopowiedzianych przez Bridget, sam pogłębił pocałunek i przyciągnął Fire bliżej siebie, drugą rękę lokując gdzieś na jej biodrze. Ze świadomością, że są obserwowani, a on za tę śmiałość prawdopodobnie dostanie w twarz, zamierzał przeciągnąć to zadanie tak jak tylko mógł. Całował zatem swoją najlepszą przyjaciółkę tak, że jemu samemu brakowało oddechu, ale skradał każdy należący do niej; napawał się delikatną fakturą jej słodkich warg, w których zaklęty był cień dymu czekoladowych papierosów; burzył granice, w zapomnieniu niemalże wciągając ją sobie na kolana, aby była bliżej, najbliżej.
Nie odsunął się szybko, mając wrażenie, że byłoby to zbyt pozbawione szacunku. Na pół sekundy zamarł jeszcze w tej słodkiej bliskości, przesuwając nosem po policzku Blaithin i pozwalając, aby na jego własną twarz wrócił ten standardowy uśmiech, teraz wzmocniony czymś zakrawającym o dumę. W końcu się wyprostował, ukrywając swój przyspieszony oddech na tyle, na ile mógł (klatka piersiowa unosiła się stanowczo zbyt rozpaczliwie, ale musiał nadrobić za to, jak niemal się udusił, odmawiając sobie zostawienia Fire w spokoju). Przygryzł dolną wargę, zerkając na te usta, których przed chwilą smakował.
- Dlaczego mam wrażenie, że ktoś mnie pobije? - Zaśmiał się cicho, rzeczywiście czekając na mniej przychylną reakcję ze strony przyjaciółki. Cholera, chyba nawet by jej nie winił - nie lubiła bliskości, a on właśnie pozwolił sobie na szalenie wiele. - To był zaszczyt, Płomyku. Chyba nie powinienem pytać o powtórkę, ale no... Wrócimy do tematu. - Sam zaś powoli wrócił do swojej poprzedniej pozycji, zerkając badawczo (?) na Ezrę. Cóż, jego pocałunek z Carmą również można było nazwać namiętnym, ale panowie ponad wszystko rozumieli istotę gry, którą sami przygotowali. Zresztą Leo nie widział w ogóle powodów do jakichkolwiek obaw... Pocałunek z Fire mógł być czymś niezwykle przyjemnym, ale czymże to było w porównaniu do uczuć jakimi darzył Clarke'a? Prawdę mówiąc w tej chwili chyba jeszcze bardziej cenił związek z Krukonem, dla którego jego serce biło dwa razy szybciej i mocniej. Nawet teraz szukał kontaktu z nim, pełniącego formę zapewnienia, że jest obok.
Jeśli jest obok, to wszystko jest w porządku.
- Ach, zadanie - przypomniał sobie, zaraz zanurzając dłoń w misce z losami. W głowie mu się kręciło i zaczynał czuć, że to dzikie tempo spożywania alkoholu to idiotyczny pomysł. Przez chwilę gapił się na karteczkę, mrużąc z zażenowaniem powieki - udało mu się odczytać to swoje koślawe pismo, chociaż zanim to zrobił to zatęsknił za okularami. - Do końca gry trzymaj wylosowaną osobę za rękę. - Ustąpił miejsca, pozwalając aby butelka wybrała ofiarę ognistego temperamentu Gryfonki. Sam bezwiednie sięgnął po kolejne piwo, gdzieś po drodze odnajdując oparcie w swoim chłopaku (o ile ten jeszcze nie uciekł...). Procenty zawsze działały na Leonardo podobnie, przypominając o pragnieniu przełamania wszelkich barier - nic dziwnego, że rączek nie mógł utrzymać przy sobie.
Dziwił się ktoś? Taka pokusa siedząca tuż obok...


PRZYPOMINAM: jeśli osoby się powtarzają, to robimy przerzuty (przynajmniej w tej pierwszej kolejce, niech się wszyscy pobawią <3), z zadaniami podobnie (chyba, że ktoś bardzo chce powtórzyć czyjeś zadanie, nie zabronię).

Diabeł, 9

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.


Ostatnio zmieniony przez Leonardo O. Vin-Eurico dnia Pon Maj 28 2018, 01:00, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 968
  Liczba postów : 2540
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Lis 04 2017, 16:20

Szczerze to Fire była przekonana, że nawet połowa zebranych tu osób w ogóle jej wyjścia nie zauważyła. Sytuacja była niekomfortowa, więc się na chwilę odizolowała, ale... bez przesady. Impreza to impreza, nawet jeśli bez alkoholu ciężko było Blaithin zachowywać jakiś wyjątkowo "przyjazny" nastrój, to nie rezygnowała. Co to to nie, nadal próbowała jakoś się rozluźnić. Zabawnie, że Clarke znowu musiał się publicznie upokarzać, ale tym razem Fire nie zamierzała się zgłaszać o zapłatę w naturze... Serio. Zauważyła za to dziwne zachowanie Leo po tym, jak Ezra i Charisme zaczęli się pławić nad tym, jak to cudownie było się ze sobą całować. Rozumiała wzbudzanie zazdrości, ale... Nie, właściwie to nie rozumiała. Merlinowi dzięki, że nie musiała być zaplątana w te wszystkie relacje miłosne. W każdym razie odprowadziła przyjaciela wzrokiem do łazienki.
Spojrzała na dziewczynę z pięknymi włosami i podsunięty drink. Raczej nie lubię, zwłaszcza, jeśli zna się tego przystojnego mężczyznę od zaledwie... dwóch godzin? I gdy przed chwilą całowało się innego. Nie powiedziała tego na głos, bo już i tak chyba wychodziła na jędzę.
- To skomplikowane. - odparła wymijająco i odsunęła alkohol po raz pierwszy od bardzo dawna. - Wyjątkowo nie piję. Zakrzewski... ty może też przyhamuj. Zwilujesz nas tu wszystkich. - dodała z lekkim uśmiechem w stronę @Bianca Zakrzewski, która chyba chciała się bardzo szybko upić. Większość wiedziała, jakie mogą być konsekwencje.
- Leo, mogę pożyczyć twoją sowę na chwilę? Możliwe, że przyjdzie ktoś jeszcze. - poinformowała, kiedy Gryfon już wrócił z łazienki i odeszła, żeby naskrobać krótki list. Myśl o Danielu pojawiła się sama. Może odmówi, może nie. Jego sprawa. Wysłała Afrodytę i wróciła do kółeczka w momencie, w którym @Mikkel Carlsson zdejmował koszulkę. Zagwizdała dla zabawy.
Popatrzyła na Biancę i w sumie to zdziwiła się, że wybrała akurat Sharkera. Ale z drugiej strony ona nie miałaby pojęcia, z kogo ściągnąć ciuch. Butelka była ciągle w ruchu, więc Blaithin słuchała już @Bridget Hudson i jej wyznań. No w sumie to nie wiedziałaby, co wskazać w sobie za pociągającą cechę, więc nie komentowała. Nie zdziwiła się, gdy Leo dostał takie, a nie inne zadanie. Cóż, całowanie to dla niego chleb powszedni, więc tylko obserwowała z nutką znudzenia butelkę ... która wskazała ją. What.
Musiała mieć wybitnie głupi wyraz twarzy, gdy popatrzyła na Vin-Eurico w tamtym momencie. Ze świecą szukać takiej, która nie chciałaby Gryfona całować, ale Fire nigdy o tym nie myślała. Patrzyła na Leo przez pryzmat przyjaźni i zwyczajnie była ślepa na to, jak bardzo jest atrakcyjny. Za to nie opuszczała Blaithin świadomość, że pociąga trzy czwarte dziewcząt w całym Hogwarcie. Ale był jej przyjacielem. I to takim, którego nie chciałaby zbytnio urazić, więc na pytanie o pozwolenie wzruszyła ramieniem. To tylko jakieś tam zadanie, nie ma co odmawiać. Przeżyje.
Kiedy poczuła palce Vin-Eurico na własnym karku, Leo mógł poczuć dreszcz przemykający po kręgosłupie Szkotki. Z tyłu głowy jasnowłosej rozbijała się myśl, że zdecydowanie nie powinna na to pozwalać. Może i była ciekawa tego, jak to jest poznać smak ust Leo, ale Merlinie, nie mogła pozbyć się myśli, że wszyscy się patrzą i zaraz posypią się jakieś komentarze, które ją kompletnie spłoszą. Na (nie)szczęście, chłopak szybko zadbał o to, żeby Fire nie mogła dłużej myśleć... w ogóle. Zamknęła oczy, kładąc rękę na tak perfekcyjnie wyrzeźbionej klatce piersiowej Vin-Eurico skrytej pod ubraniem. Niepewna, czy powinna go odepchnąć czy przyciągnąć bliżej. Czy powinna robić cokolwiek. Był już i tak za blisko, przez co Fire oblewały fale gorąca, które na pewno ładnie barwiły czerwienią jej policzki. Każde kolejne pociągnięcie oszałamiająco słodkich warg wręcz wymuszało na Szkotce ułatwienie im pocałunku, więc przechyliła głowę bardziej, żeby mógł wyjątkowo swobodnie kraść każdy jej oddech i każde drżenie, jakie wywoływał dotyk Leo. To oni grali w ogóle w jakąś butelkę? To ktoś jeszcze był w tym pomieszczeniu oprócz nich?
I przede wszystkim czy ten pocałunek trwał kilka godzin, czy po prostu zagięli czasoprzestrzeń? Wolną dłonią zupełnie mimowolnie musnęła kosmyki włosów chłopaka, odnajdując przyjemność w tym, że ta chwila zapomnienia trwała i trwała. To było złe, że rzeczywiście jej się podobało? Wtedy w ogóle się tym nie przejmowała. Ani tym, że zawsze uciekała od zbliżeń ani tym, że przecież był tylko jeden mężczyzna, którego powinna całować, ani tym, że zaraz zabraknie jej sił i powietrza. Westchnęła cichutko, kiedy pocałunek dobiegł końca, zapominając, że powinna się powstrzymać. Nie wiedziała, czy dla Leo też było to czymś tak nierealnym, ale sama potrzebowała chwili na wrócenie do rzeczywistości. Spłonęła rumieńcem, natychmiast wyrzucając sobie, że przecież nawet nic nie wypiła. Widocznie pocałunek Leo odurzał mocniej.
Damn i tak łatwo było się uzależnić.
- A potem się dziwią, że tyle we mnie agresji. - wydukała, nie mogąc nawet zdobyć się na to, żeby jakoś go uderzyć za to, co nawyprawiał. Odsunęła się ostrożnie, bardzo ostrożnie. No to tyle z twoich resztek groźnej reputacji, Dear. Zaśmiała się nerwowo, jakby to wszystko rzeczywiście można było traktować, jak zwykły żart. I pomyśleć, że to po zetknięciu się z Ezrą potrzebowała papierosa. Teraz chyba wypaliłaby ich ze sto. - Powtórkę? Za kogo ty się uważasz... Va te faire voir* - plotła właściwie co jej język przyniósł. Poprawiła ubranie, włosy i przestawiła się na tryb "to tylko zabawa".
- Wytrzymywanie z wami na trzeźwo jest... cholernie trudne. - stwierdziła tę oczywistą oczywistość. Naprawdę, alkohol mocno pomagał w rozluźnieniu, bez którego ciężko było brać udział w tak szalonych zabawach. Fire męczyło to, że jest tak sztywna. Jak Clarke to znosił...
Zadanie? No tak. Grali przecież w jakąś butelkę czy coś. Słysząc polecenie, nieco się skrzywiła. Zapewne żadna inna osoba w tym pomieszczeniu nie miałaby problemu ze złączeniem z kimś dłoni, nawet jeśli gra mogła się toczyć jeszcze dłuższy czas. Ale w przypadku Dear to było małe prawdopodobieństwo, więc dość sceptycznie obserwowała kręcącą się szybko butelkę. Przy okazji unikając spojrzeń każdej osoby w mieszkaniu. Przez sekundę miała mikrozawał, bo była pewna, że zatrzyma się przy Ezrze. Na którego, podkreślmy, ani razu nie zerknęła.
- No way. - powiedziała od razu, zauważając @Maevis Harper. Dlaczego ona odrzuciła tę cholerną bluzę, kiedy poszła tańczyć? Echhh... - Oszczędzę wam widoku mnie bez koszulki. - postanowiła w końcu, rezygnując ze zdejmowania koszulki. Sięgnęła po glany i rozwiązała je, po czym ściągnęła i odłożyła na bok. No to zostały jej skarpetki, spodnie, koszulka i bielizna... Da radę! Wylosowała karteczkę z zadaniem dla Gryfonki. - Pozwól się pomalować dowolnej osobie płci przeciwnej.

*Idź do Diabła Ing face
*najtrudniejszy post ever*
Kochankowie, 7 (Clarke, uratowałeś się XD)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 73
Dodatkowo : wężoustość
  Liczba postów : 471
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8883-daniel-schweizer#248760
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9974-hmm#278109
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8887-niemiecka-sowa-niemiecka-jakosc#248793
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8886-daniel-schweizer




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Lis 04 2017, 17:44

Od kilku miesięcy był najzwyklejszym studentem, który mógł robić co zechciał. Nie musiał kryć się przed rodziną, uciekać. Mógł odetchnąć. A jednak wciąż czuł pustkę we wszystkim co do tej pory robił i dopiero niedawno zrozumiał co było tego przyczyną.
Daniel całkowicie odciął się od znajomych, bojąc się, że a nuż jeszcze będą mieć przez to problemy. Zrezygnował z imprez, kontaktów, jakichkolwiek spotkań. Był pod tym punktem przewrażliwiony.
Lecz zmieniło się to wraz z pójściem (po raz drugi powtarzając klasę) do Hogwartu. Spotkał znajomych, a przynajmniej tych, którzy nie byli równolegle z nim na roczniku. Powróciwszy do zamku, powróciły stare nawyki, chęć do spróbowania palącego smaku alkoholu, do upojenia się z Leonardo, balowania całą noc.
Lecz jego charakter przez półtora roku niewyobrażalnie się zmienił i Blackfyre bał się, że nie będzie potrafił znów dobrze się bawić, ze starą ekipą. Że wydarzenia, które przeżył wypleniły z niego chęć do zabawy i pozostawiły tylko ból, cierpienie i nienawiść.
Pierwszym krokiem, jaki zrobił, żeby sprawdzić, czy jego życie może powrócić do normalności, to było ponowne zatrudnienie się jako barman w Oasis. Widząc Caspra po tak długiej nieobecności, naprawdę ucieszył się na jego widok, co rzadko mu się zdarzało. Rozmawiając z nim przy kieliszku dobrego alkoholu dowiedział się również, że Angelo również pewien czas nie było (o szczegóły i powód Daniel nie pytał – szczerze to nie interesowało go to).
Przetestował też swoje dawno nie kreowane umiejętności tworzenia najrozmaitszych drinków. Jako barman musiał rozwijać swoje zdolności, a przecież od dawna nie miał możliwości chociażby dotknąć alkoholu.
Z każdym następnym dniem było prościej się dostosować do reszty. Oczywiście, Daniel wciąż był dość sceptycznie nastawiony do ludzi i nie odzywał się jakimkolwiek słowem do obcych.  Ale to już była część jego charakteru.
Brakowało mu wciąż pewnych osób, których o dziwo nie mógł spotkać. Leonarda, którego nie wiedzieć czemu nie mógł zobaczyć na korytarzu, czy na lekcji. Mijali się, a było to dość niespotykane, żeby najwyższy uczeń w szkole nie mógł spotkać najwyższego Ślizgona. Ale tak wyszło, Hogwart przecież jest ogromny.
Zmieniło się, gdy Daniel, pracując w Oasis nagle zauważył sowę z listem zaadresowanym właśnie do niego. Otworzył go nie będąc do końca pewien, co może być w nim napisane. Ach, jak się wewnętrznie ucieszył na wieść o imprezie, na którą został nawet zaproszony. Oczywiście z zewnątrz nie było tego widać – okoliczny gość mógł zaobserwować jedynie lekko podniesioną brew Blondyna i tajemniczy uśmieszek, który mógłby oznaczać praktycznie wszystko. Na szczęście nie był w klubie bo pracował, a raczej bo ćwiczył, chciał osiągnąć dawną wprawę w szybkim robieniu drinków. No i zanim wyszedł z budynku, wziął ze sobą parę alkoholi, które na pewno się przydadzą w mieszkaniu, do którego zmierzał. Oczywiście zostawił należną za nie sumkę pod ladą.
Ubrany w czarny płaszcz, od razu poczuł różnicę temperatur, ale nie przejął się nią w żaden sposób. Szybko spieszył się na imprezę, bo nie chciał się spóźnić. Nie widziało mu się zbytnio rozbieranie się na samym wstępie. Do tego na spokojnie dojdziemy.
Zjawiwszy się przed mieszkaniem nr 15, od razu słychać było, że za tymi drzwiami działo się coś ciekawego. Nie było więc sensu pukać, więc już miał pociągnąć za klamkę, kiedy zawahał się i westchnął głęboko. Czy to, co właśnie czuł to był… strach? Przed tym, że nie wczuje się w towarzystwo? Przed wszystkim i niczym jednocześnie. Minęła minuta, zanim pociągnął za klamkę i wszedł do środka, bezszelestnie ściągając płaszcz i zawieszając go obok innych. Było ich dość dużo, więc to znaczyło, że było również wiele osób. Tym lepiej? Czy gorzej? Daniel przegryzł wargę. Nie zawsze był pozytywnie nastawiony, poznawać się z nowymi ludźmi. A może ci będą wyjątkowi, wspaniali i będzie jednym słowem zajebiście?
Poszedł dalej i okazało się, że to było jednopokojowe, ale wielkie mieszkanie, dość ciekawie umeblowane. Od razu zauważył znane mu twarze, lecz w dość ciekawej sytuacji, bardzo pasującej do „imprezowego” kanonu. Gdyż, Daniel wszedł do środka, kiedy butelka trafiła na Blaithin i nagle… Leonardo się do niej zbliżył, składając na jej ustach dość namiętny pocałunek. Blackfyre uniósł brwi, będąc dość zaskoczony. Chyba dość dużo go ominęło, w ciągu jego nieobecności.
Poczekał, aż ich pocałunek się skończy i butelka potoczy się dalej, aż w końcu odchrząknął i ujawniwszy się, powiedział:
- Zawsze uważałem, że złe osoby wybierasz do całowania, Leonardo. – Dopiero teraz wzrok prawie wszystkich skierował się w jego stronę… i poczuł się trochę nagi, każdy go lustrować od stóp do głów. W dłoniach trzymał dwie butelki, jedna to była klasyczna Ognista, druga to był jakiś absynt, bardzo dobry, przynajmniej Daniel tak uważał. Położył je obok innych procentów i nagle, został przytulony z taką siłą, że zabrakło mu tchu. Gdy Leonardo puścił go, Daniel popatrzył na niego lekko rozbawiony.
- Jak widzisz, nie jestem już tak duży jak ty, Eurico, prawie mnie połamałeś Olbrzymie. – Poklepał Gryfona po plecach. Blondyn bardzo się zmienił od ich ostatniego spotkania, był dużo bardziej… zmasowany? Schudł tak diametralnie, że przypominał bardziej wrak dawnego Daniela.
Leonardo zaprosił go do reszty towarzystwa, gdzie puścił oczko do Blaithin na powitanie i jednocześnie w podziękowaniu za zaproszenie.
Zanim w ogóle zwrócił uwagę na grę, wstał, żeby wziąć jeszcze kieliszek z przyniesioną przez siebie Ognistą. Czuł się trochę nieswojo, widząc, że reszta już była nieźle przybita znaczną ilością etanolu we krwi, a on taki czyściutki.
Zlustrował każdą pojedynczą osobę, która tu była i był dość zdezorientowany, widząc dwóch mężczyzna, przytulonych do siebie bez koszulek, jeszcze przed chwilą Leo się całował z Blaithin… Czy aż tak wiele się zmieniło w tym Hogwarcie pod jego nieobecność?
Siedział między jedną Ślizgonką, którą kojarzył z bycia siostrą Leonardo i jakąś Puchonką, na którą nawet nie spojrzał, bez jakiejkolwiek przyczyny. Zwrócił jednak zaś uwagę na jedną z uczestniczek, która miała dość niecodzienne włosy, a zarazem bardzo wyjątkowe, gdyż były niby białe, a jednak nie białe. Wlał sobie do gardła kolejną dawkę ognistej. Od razu poczuł gorące uczucie w przełyku. Och, jak dobrze wrócić do picia...


Jeszcze raz wklejam bo dodałem Daniela do tarota.
Zadania:
 
Karty:
 

TUTAJ macie mapkę gdzie kto siedzi Ing face
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 905
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1688
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Lis 05 2017, 16:49

Być może to wcale nie był taki dobry pomysł z tą butelką, skoro w grupie znajdowało się tak wiele osób powiązanych ze sobą emocjonalnie? Ezra w żadnym wypadku nie chciał luźno rzuconym komentarzem denerwować Rasheeda. Jego zdaniem nie było w tym nic uwłaczającego jej godności, nic niestosownego. Powiedział, co powiedział, niespecjalnie nad tym myślał, bo w końcu byli na imprezie. Zresztą, zdziwiło go również zachowanie Leonardo spowodowane za to żartem Carmy.
Zwyczajnie w świecie nie potrafił tego zrozumieć, bo Vin-Eurico miał wiele cech godnych pozazdroszczenia, których najwyraźniej sam w sobie nie dostrzegał. Wcale nie chodziło o to, kto w czym był lepszy - zresztą, Ezra nawet nie zwracał na to uwagi. Potrzeba docenienia w oczach grupy była mu raczej obca, bo Clarke w przeciwieństwie do Leo raczej ukrywał swoje talenty, przyjemność odnajdując w okazjonalnym uznaniu. Może dlatego też miał opinię takiego szczęściarza (poza tym, że faktycznie nim był) - Clarke zwyczajnie nie lubił, kiedy ludzie mieli o nim wygórowaną opinię. I jak widać, nie mieli.
Kiedy Gryfon wrócił, Ezra posłał mu zatroskane spojrzenie. Zupełnie nie przejmował się tym, czy Leonardo chciał teraz kontaktu czy nie, zdecydował za niego. Położył rękę na zaciśniętej w pięść dłoni Leo, subtelnie gładząc jego skórę, chcąc przekazać mu jak najwięcej wsparcia, a jednocześnie otwarcie nie zwracać uwagi - to nie był na to czas. Leonardo wiedział, że za tym ciepłym gestem kryje się obietnica rozmowy i wysłuchania, jeśli tylko Gryfon taką potrzebę poczuje.
Gra się toczyła, a Clarke poświęcał jej minimum uwagi - bo zresztą mało wyrywni byli ci towarzysze zabawy. Zainteresował się, kiedy szyjka butelki wskazała na Leonardo. Zaśmiał się lekko, że chłopak dostał bliźniacze zadanie - tyle że to on miał całować, a nie być całowany.
- Karma rzeczywiście wraca... - powtórzył jego wcześniejsze słowa, wzdychając. Butelka jednak tym razem nie wskazała jasnowłosej piękności... ale Fire. Clarke parsknął śmiechem, sądząc, że Dearówna w żadnej rzeczywistości nie pozwoli na takie zbliżenie. I cóż, najwyraźniej trzeba było mieć trochę więcej pokory w osądzaniu, bo już kilka chwil później zupełnie nie było mu do śmiechu.
Leonardo zdecydowanie burzył granice - także te, które wydawały się być dosyć trwałe i nienaruszalne. Pierwotne rozbawienie, spowodowane niebywale trafnym okręceniem się butelki już z Ezry wyparowało. Nie potrafił poradzić sobie z tym chłopakiem. Nie, kiedy brnął pomiędzy ostrym rozdrażnieniem, zniesmaczeniem i irytacją na samego siebie przez tlącą się niczym płomyk świadomością, że nie powinien czuć się w ten sposób. To była tylko gra... To nic nie znaczyło... Łatwo było jednak to powtarzać, trudniej zaś uwierzyć.
Miał ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami, żeby dać jasno do zrozumienia Leo, że to nie było w porządku. Nic nie mógł jednak zrobić, siedząc z ustami zamkniętymi w pułapce wykreowanej przez nich samych - za jakiego hipokrytę zostałby uznany, gdyby po pocałunku z Carmą nagle zrobił Leo z identycznego powodu wyrzut? A przecież nie chodziło o sam pocałunek, o tak prozaiczne zadanie spośród tych, które odnaleźć wciąż można było w miseczce, ale o sposób, w jaki Leo to robił. Nie podobało mu się to wręcz spragnione zbliżenie, jakby pomiędzy ciałami Leonardo i Fire wytworzyła się jakaś siła przyciągania, potężniejsza nawet od samej grawitacji. Nie podobało mu się to westchnienie, które uszło bezwiednie spomiędzy niepoprawnie czerwonych warg Dearówny. Nie podobał mu się ten zagubiony oddech Leo. A mimo to siedział bez ruchu, tylko w myślach wyrzucając swojemu chłopakowi każde niepotrzebne posunięcie. Jak mógł to robić, mając w pamięci własny irytujący dyskomfort? Wystarczyło skontrastować ten mimo wszystko oszczędny w kontakt pocałunek Ezry i Carmy z żarliwością Fire i Leo. Łagodna bliskość przejawiająca się w zaledwie kilku ośrodkach, opierająca się raczej na podtrzymywaniu kontra burzenie jakichkolwiek granic fizycznych. Odległa przyjemność przeciwko kompletnemu zatraceniu. Ezra, całując Carmę, miał świadomość czasu i przestrzeni, wszystkich ludzi znajdujących się wokół nich. I o ile fizycznie nie oszczędzał młodej kobiecie namiętności, o tyle psychicznie całe to działanie było dla niego bardzo odległe. Ot, miłe wspomnienie, blednące przy chociażby najkrótszym muśnięciu warg darowanym przez Vin-Eurico.
Jednak tam, gdzie powinny być emocje, stała zimna ściana obojętności. Kiedy Leonardo rozciągnął jeden moment przez sekundy i kiedy przesunął nosem po policzku dziewczyny, w oczach Ezry pojawił się przebłysk czegoś prawdziwszego - jedynie na krótką chwilę, zbyt krótką, by jakoś ją nazwać, a dla otumanionych umysłów większości gości zupełnie wyjętą z rzeczywistej linii czasowej, - ale zniknął, nagle i bez ostrzeżenia, ustępując miejsca wyuczonej nonszalancji. Na widok paląco czerwonych policzków Fire, pozwolił sobie nawet na złośliwość czającą się w wyniośle wygiętym kąciku ust - tak nieodzowną podczas ich wszelkich kontaktów. Nie powiedział jednak ani słowa, ponieważ nie sądził, aby w tym wypadku musiał. Och, jak żałował, że Dearówna tak skutecznie unikała jego oceniającego wzroku!
Dopiero wtedy podniósł spojrzenie na chłopaka, który wślizgnął się do mieszkania w międzyczasie. Była to kolejna osoba, której kompletnie nie kojarzył i Ezra już nie wiedział, jak powinien być tych wszystkich ludzi nastawiony. Trochę z powodu tego rozproszenia, nie zareagował jednoznacznie na Leonardo. Zahaczył o niego tylko niedbale spojrzeniem, w którym nie było najmniejszego przebłysku negatywnych emocji - to bez wątpienia było pocieszające. Jednakże najcieplejszym uczuciem, które Leo mógł odnaleźć był odprężony spokój, jak zasłona osnuwająca wszystko inne. Cóż, jeśli Leo potrafił kojarzyć fakty, natychmiast zorientował się, że był to swego rodzaju krok w tył.
Bez protestów przyjął więc to, że Leonardo wstał, by odpowiednio powitać nowego gościa, z którym chyba łączyła go przyjaźń. Ezra nie wnikał. (Zapewne sam powinien zrobić coś więcej niż tylko skinąć zdawkowo głową, ale cóż...) O wiele więcej uwagi poświęcił Maevis, na którą czekało bardzo traumatyczne doświadczenie, jakim było danie chłopakowi kosmetyków i pozwolenie sobie mazać po twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn, UK
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 28
  Liczba postów : 66
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15225-maevis-bella-harper#406534
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15232-moje-zabawki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15233-agencja-towarzyska-mae
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15230-maevis-bella-harper




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Lis 05 2017, 16:50

Nie spodziewałam się, że to właśnie Ezra przyzna się do rzucania we mnie zaklęciami na zajęciach. Byłam święcie przekonana, że była to sprawka Fire, którą zresztą obdarzyłam sztucznym uśmiechem na wejściu. Nie byłam specjalnie zła na niego, mógł poczuć się zazdrosny. Szkoda, że znalazł taki sposób na odreagowanie. Dziecinada. Nie zamierzałam tego już komentować.
- Nie ma sprawy - powiedziałam do chłopaka, dając mu do zrozumienia, że nie chowam urazy. Miałam tylko nadzieję, że znowu nie wpadnie na taki głupi pomysł, albo że nie da się namówić Fire na kolejny numer - Dzięki - uśmiechnęłam się do Ezry, kiedy życzył mi dobrej zabawy i chcąc, żeby jego słowa rzeczywiście się sprawdziły, odeszłam w poszukiwaniu alkoholu. Nie bardzo wiedziałam, kto z obecnych osób jeszcze znosił moją obecność, ale miałam to szczerze mówiąc gdzieś. Wyszukałam w ich mieszkaniu największą szklankę, jaką się dało i zrobiłam sobie całkiem mocnego drinka. Otworzyłam okno, bo i tak było dość duszno w tak małym mieszkanku i usiadłam z nogami na zewnątrz. Odpaliłam papierosa i popijałam co chwila drinka. Nie bardzo mnie obchodziło wszystko, co się działo wokół. Choć nie powiem, że zawsze lubię obserwować różne dramy, więc incydent między Carmą i Rekinem nie umknął mojej uwadze. Szklanka powoli zaczęła być bardziej pusta niż pełna, a wtedy Leo zarządził grę w butelkę. Usiadłam gdzieś na ziemi, nie zastanawiając się koło kogo siadam.
A tak się jakoś złożyło, że usiadłam między Biancą i Lysandrem, co chyba nie było najmądrzejszym posunięciem. Tym bardziej, że zaraz obok Bianci siedziała Fire. Ale chyba nie byliśmy w pierwszej klasie, żeby robić z tego powodu afery. Zakręciłam oczami i rozsiadłam się wygodnie, trzymając uzupełnionego już drinka w ręce. Gra toczyła się szybko. Chyba powinnam zacząć zapisywać, kto z kim się całował podczas tej imprezki. Nie wiem, czy gospodarze specjalnie zaczarowali tę butelkę tak, by uczestniczyć w każdym z pocałunków, ale jak na razie na to wyglądało. Alkohol trochę już uderzał mi do głowy, więc śmiałam się razem z innymi. Najzabawniejszy jednak był pocałunek Fire i Leo. Nie wiem, po prostu wyglądał komicznie, a dziewczyna chyba nie bardzo wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Wyraźnie była speszona, w czym odnajdywałam niemałą radochę. Nie zdziwiłam się, że nie chciała wykonać swojego zadania.
- Aż tak ci się spociły dłonie po tym pocałunku, że wolisz się rozbierać? - rzuciłam do @Blaithin ''Fire'' A. Dear, wychylając się zza Bianci, żeby spojrzeć bezpośrednio na Blaithin. Sama nie miałam problemu ze zrzucaniem z siebie ubrań, ale że nie miałam ich na sobie zbyt dużo, wolałam poczekać na coś trudniejszego. Szybko wstałam i poszłam po kosmetyczkę, która była w mojej torbie. Wróciłam na miejsce i odwróciłam się do @Lysander S. Zakrzewski - Czynisz honory? - spytałam, podając mu kosmetyczkę ze wszystkim, czego potrzebował.
Kiedy zadanie było wykonane, chwyciłam butelkę i zakręciłam. Po chwili wskazała na @Calum O. L. Dear. Wylosowałam karteczkę z zadaniem i odczytałam na głos.
- Dostajesz 3 shoty. Za każdy, który wypijesz, wybrana przez ciebie osoba ma zdjąć z siebie jedną część ubrania - uśmiechnęłam się do niego, bo w zasadzie dla niego to było bardzo przyjemne zadanie. Współczułam jednak osobie, którą wybierze.


masa przerzutów, w końcu - @Calum O. L. Dear
zadanie - 8
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 887
  Liczba postów : 1178
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Lis 05 2017, 18:02

Nie bardzo nadążałem nad tym, co działo się w mieszkaniu, ale już od pierwszej chwili miałem dobre przeczucie - ta gra nie była przeznaczona dla mnie. Zadania, które pojawiły się do tej pory sprawiły, że po moim karku przeszedł dreszcz. Co jak co, ale nie chciałem wylądować w sytuacji, gdy na oczach wszystkich musiałbym pocałować kogoś w taki sposób, w jaki obściskiwali się teraz Leonardo z Fire. Niezręczność tej sytuacji była spotęgowana faktem, że w mieszkaniu znajdowała się również Arielle, która bądź co bądź wciąż była moją narzeczoną. A jak komuś wypadnie zadanie z nią? Nie było dobrego wyjścia.
- Ej, na pewno chcesz tu być? - zapytałem ją szeptem, patrząc niepewnie na kręcącą się butelkę. Na nieszczęście po którymś obrocie wskazała... mnie. O Merlinie, co teraz? Maevis okazała się jednak łaskawa i dała mi proste zadanie, które swoją drogą nawet mnie rozbawiło. - Wybieram dowolną osobę? - zapytałem dla upewnienia się, po czym powiodłem wzrokiem po zebranych. To było jasne, że nie każę rozbierać się żadnej z dziewczyn, więc z puli chłopaków, którzy mi zostali, miałem do wyboru Loenardo, Ezrę, Rasheeda i... - Zakrzewski, twoja kolej - powiedziałem, po czym wypiłem trzy shoty pod rząd i uśmiechnąłem się do niego szeroko. Zaraz potem zakręciłem butelką, która wskazała... Lysandra. Zaniosłem się śmiechem, po czym sięgnąłem do miski z przykładowymi zadaniami. Przeczytałem na głos. - Zdejmij dowolną część ubrania z wybranej osoby. No widzisz, nie będziesz jedynym golasem - powiedziałem, aczkolwiek nie pomyślałem, że sprawa mogłaby się obrócić przeciwko mnie, co, przyznam, byłoby mocno niepożądane nie tylko przeze mnie. Liczyłem jednak, że ktoś inny padnie ofiarą Lysandra w negliżu.

kostki: 1, 3
tarot: księżyc @Lysander S. Zakrzewski
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Brisbane, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 202
  Liczba postów : 179
http://www.czarodzieje.org/t15384-viatrix-travers
http://www.czarodzieje.org/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://www.czarodzieje.org/t15580-dixie
http://www.czarodzieje.org/t15383-trixie-travers




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Lis 05 2017, 19:36

Smutny dzień, przykre myśli. To był jeden z tych niewielu dni w roku, w którym Trixie naprawdę nie potrafiła usiedzieć nawet sekundy na miejscu. Zbliżał się wieczór, więc zdążyła już wywrócić dormitorium do góry nogami w poszukiwaniu swoich ulubionych kredek, a potem z kolei znowu doprowadzić wszystko do porządku, gdy już je znalazła. Potem długo siedziała i mazała w swoim ulubionym zestawie kolorowanek. Wypełniała barwami rozmaite miotły, samochody oraz zwierzęta, ale nie trwało to długo nim nie poczuła się dziwnie samotna. Gryfonka miała to do siebie, że jakakolwiek dłuższa rozłąka z jej bliskimi doprowadzała ją na skraj przepaści. Z reguły nie miała oporów i wskakiwała prosto w nią, lądując na parapecie dormitorium wieży Gryffindoru ze skitranym w staniku papierosem i tak spędzała wieczór. Czasami też prosiła starszy rocznik o załatwienie czegoś do popijania i zaciągała Nyree na wyprawę po szklaneczki do kuchni. Tym razem wybrała z deczka inne rozwiązanie, czując że w innym wypadku albo pójdzie spać, albo zanudzi się na śmierć. Wzięła swoje kolorowanki, wybierając kilka naprawdę od siebie różnych i trzy zestawy kredek, na prędce decydując gdzie tak naprawdę pójdzie. Nie była pewna czy Ezra będzie wolał kolorować księżniczki czy eukaliptusy, ale dla Leo wybrała „Świat Dzikich Zwierząt”, mając nadzieję że pomoże jej z fantazyjnym flamingiem, jaki znalazł się tam chyba tylko i wyłącznie ze względu na doklejenie tej kolorowanki trwałym przylepcem przez Trix. Spakowała to wszystko w niewielką torebkę i ubrała się w zwykłą koszulę, plamiste, wygodne spodnie i luźno związane buty. Włosy jak zawsze zostawiła w spokoju, nawet nie łudząc się, że uda jej się doprowadzić jej do porządku. Makijaż miała delikatny jak nigdy. Poprawiła tylko oko, przypudrowała nos i wyskoczyła w czarnym, grubym płaszczu w chłodny wieczór, mając nadzieję, że jej obecność nie rzuci się w oczy nikomu przewrażliwionemu na punkcie wieczornych wycieczek uczniów. Dotarła na miejsce zaskakująco szybko, a przecież biegła z ekscytacji jedynie przez połowę drogi. Była zdyszana, ale już przed wejściem do kamienicy zaczęła się uśmiechać. Dawno nie widziała Ezry i zdążyła się już za nim stęsknić. Leonardo, naturalnie okazjonalnie mogła dopaść w Pokoju Wspólnym, ale jego obecności również było jej brak. Trixie była okropną przylepą, nie dziwcie się temu! Tak leciała po schodach, że dopiero przed drzwiami zorientowała się, że cała kamienica aż dudni od muzyki. Och, trafiła na imprezę? W pierwszej chwili poczuła naprawdę niemiłe ukłucie smutku, że nie została zaproszona, jednakże Trixie nie potrafiła długo się zamartwiać, kiedy mogła z łatwością odmienić tę sytuację. Nie przejmowała się pukaniem, gdyż i tak nikt by jej nie usłyszał. Wślizgnąwszy się do środka, dostrzegła całkiem sporą grupę osób, z której nie wszystkich zdążyła poznać. Nie przejmowała się tym, tak samo jak zaproszeniem i rzuciła torbę na podłogę przy drzwiach. Uderzyła w ziemię z głośnym tąpnięciem, ale pewnie nikt tego nie zauważył, chyba że akurat zerknął na drzwi. Ściągnąwszy płaszcz, niedbale rzuciła go na torebkę, a potem tylko wzięła rozbieg. Najpierw zaatakowała @Ezra T. Clarke, kompletnie nie przejmując się tym, że może nie do końca mogło przypaść mu to do gustu, ale hej, już powinien się przyzwyczaić. Przecież robiła tak zawsze wtedy, gdy go widziała, najwyraźniej uznając, że skoro jest bliski sercu Leo to i jej powinien być. Objęła go za szyję od tyłu i śmiejąc mu się do ucha, pocałowała go w policzek.
- Hej - przywitała się ze wszystkimi, kiedy wyplątywała Krukona ze swoich ramion. - Myślałam, ze sobie pokolorujemy. - Rzuciła oskarżycielsko, spoglądając z udawaną obrazą na @Leonardo O. Vin-Eurico, ale zaraz wyszczerzyła się znowu radośnie i objęła go rękoma, również całując jego policzek. Może nawet nie zauważy, że właśnie wyjęła mu z rak piwo. - Co to za okazja? Mogę się przyłączyć? - Zapytała, ale dla formalności, bo już mościła się wygodnie pomiędzy chłopakami, dotykając swoimi udami nóg obu z nich. Pociągnęła solidnego łyka (ewentualnie pięć) z butelki Leo, wcale nie mając zamiaru mu jej oddawać. Dzięki jej zainteresowaniu chłopakami, powitalny uścisk ominął między innymi @Blaithin ''Fire'' A. Dear, z czego pewnie Gryfonka miała się ucieszyć. Wszystko w swoim czasie! Właśnie miała po raz kolejny łyknąć piwa, chcąc rozeznać się jednocześnie w grze, kiedy jej ręka zawisła w połowie drogi do ust. Przełknęła ślinę, jak jej się wydawało, nieprzyzwoicie głośno, zawieszając wzrok na półnagim @Lysander S. Zakrzewski.
- O rety… - mruknęła na głos, nie zdając sobie sprawy z tego co mówi i butelka wróciła nietknięta na kolana. Zorientowała się, że rozdziawiła usta. Piękny początek…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1530
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1553
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Lis 05 2017, 20:57

Miał wrażenie, że całe to zamieszanie zaczyna stopniowo ustępować. Ulli nie było, tak samo jak Marceline i Caluma (chociaż on akurat mógł wrócić chyba), Carma i Rasheed nie byli już pod wpływem amortencji, Fire wysłała jakąś sowę... Tu ktoś wrócił, tu ktoś wykonał zadanie - łatwo było się pogubić w czasie i przestrzeni, Leo nie miał pojęcia jakim cudem w jego ręku pojawiła się nowa butelka piwa... A może to jeszcze była ta poprzednia? Tak czy inaczej impreza toczyła się dzielnie dalej pomimo wielu mniejszych lub większych potknięć.
Leonardo, oczywiście, bardzo ochoczo postanowił coś spieprzyć. Znowu. Zaślepiła go pewność, że to tylko zadanie i poczucie, że nikt nie będzie mógł robić o nic wyrzutów. Dał się ponieść chwili, durna ciekawość wygrała. Gryfon wcale nie chciał całować swojej przyjaciółki, ale zrobił to, bo po prostu mógł. Żałować zaczął z kolei już w chwili, w której pocałunek został zakończony - a warto dodać, że głównym impulsem do odsunięcia się było to subtelne muśnięcie jego włosów przez dziewczynę. To nie było w porządku i Leo doskonale o tym wiedział. Nie było nieprzyjemnie, broń Merlinie! Było po prostu nieodpowiednio. To nie ją chciał całować i miał tego świadomość już wcześniej. Pytanie tylko jakim cudem notorycznie popełniał równie idiotyczne błędy? Jego wzrok od razu powędrował w stronę Ezry, u którego próbował doszukać się jakiejś reakcji.
Serce mu stanęło, gdy nie wychwycił żadnej wyraźniejszej emocji. Wszystko, tylko nie obojętność...
Zanim coś powiedział, do jego uszu dotarł głos kogoś, kogo nie spodziewał się usłyszeć. Odwrócił się i wbił zaskoczone spojrzenie w @Daniel Blackfyre. Od razu się uśmiechnął, podciągając (z trudem) do pozycji stojącej.
- To tylko butelka, Dan. Moje usta w pełni należą do jednej osoby i hej, Ezra to całkiem świetny wybór - palnął bez zastanowienia, przyciągając Ślizgona do krótkiego "misiaczka". Zaraz go puścił i zlustrował niezbyt uważnym spojrzeniem. Ile oni się nie widzieli, z pół roku? Impreza nie była odpowiednią okazją na nadrobienie zaległości, zatem Vin-Eurico po prostu gestem zachęcił chłopaka do dołączenia do zabawy, samemu wracając na odpowiednie miejsce. Domyślił się, że zaprosiła go tutaj Fire i gdyby sam wiedział, że Blackfyre znów jest w Hogwarcie (jakim cudem na siebie nie wpadli?), to po prostu by wysłał mu list. Skoro formalności zostały załatwione, to mógł skoncentrować się na tym, co ważne. Nie obchodziło go w ogóle zadanie Maevis, nawet nie zerknął na Fire (pewnie powinien, bo tak ją zostawił...), a ich komentarze to go nie interesowały nawet w najmniejszym stopniu. Nie podobał mu się ten chłód bijący od Clarke'a i cholera, mógł być fenomenalnym aktorem, ale Leo wiedział swoje. Duży wpływ na pewno miały na to jego własne wyrzuty sumienia, przez które ledwo w ogóle oddychał.
- Mi querido... - zaczął cicho, chcąc ściągnąć na siebie jego uwagę.
Spójrz na mnie chociaż.
Zdążył wydusić z siebie dość rozpaczliwe "lo siento", przepełnione taką skruchą, jak jeszcze nigdy - zaraz po tym w mieszkaniu pojawiła się kolejna osoba, dosłownie wskakując na Ezrę i witając się z nim w taki sposób, że normalnie Leo włączyłby się tryb terminatora. Rozpoznał @Trixie N. Travers na szczęście od razu i jakby odetchnął z ulgą. Przy niej nic nie mogło już pójść źle, nie? Z Ezrą porozmawia potem, nie będzie się gniewał, zresztą... zresztą o co? Sam już prawie nie pamiętał tamtego pocałunku z Blaithin. Stracił znaczenie, skoro pomknęli z zadaniami do przodu.
- Moje Maleństwo - mruknął, przechwytując Gryfonkę, kiedy tylko mu na to pozwoliła. Uśmiechnął się czule na jej deklarację odnośnie kolorowania - znali się już trochę, a ona dalej wyobrażała go sobie zawzięcie rysującego przy stoliku? Przecież by chyba zasnął... Faktycznie nie zauważył braku piwa i dopiero kiedy ciemnowłosa tak jawnie je w siebie wlewała, to dostrzegł swój błąd. - Pewnie, ale... hej. Hej, młoda - zaprotestował, odbierając jej butelkę z pełną świadomością, że za dwie minuty zapewne sam ją poczęstuje. Konsekwentnie! Objął dziewczynę w talii, jeszcze bardziej do siebie przyciągając. Dobrze, że z nią nie musiał się o nic martwić - siedemnastolatkę traktował zupełnie tak, jakby była częścią rodziny. W końcu to jego Maleństwo! Wbił jej lekko palec pod żebra, kiedy tak nieelegancko zareagowała na ubogi striptiz Lysandra. Wzrok znowu uciekł mu w stronę Ezry...
Mieli grać w butelkę? Z NIĄ?!

Zadania:
 
Karty:
 

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 968
Dodatkowo : Ćwierć wil, bezróżdżkowość
  Liczba postów : 1427
http://www.czarodzieje.org/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://www.czarodzieje.org/t14409-lyskowe-relki#381609
http://www.czarodzieje.org/t14410-krysia#381611
http://www.czarodzieje.org/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Lis 05 2017, 23:20

Zamiast zacząć pogłębiać mój nierozgarnięty stan jeszcze bardziej wzmagałem go popijając kolejne porcje alkoholu - rzadko zdarzało się, żebym był nawalony, ale tego dnia alkohol zdecydowanie zbyt mocno wpłynął na mój mały rozumek. Byłem tak wstawiony, że totalnie nie ogarniałem wchodzących do pomieszczenia nowych gości, a jedyną osoba, której pojawienie się jako tako skumałem był nasz nadworny szczerbatek vel @Calum O. L. Dear.
Trwałbym w pijackim letargu nadal, gdyby nie nagłe (tak naprawdę nie nagłe, cały czas siedziała obok mnie) pojawienie się u mego boku @Maevis Harper, która miała zostać pomalowana przez przedstawiciela płci przeciwnej i wybrała mnie. Parsknąłem śmiechem i wziąłem w dłoń podaną przez nią kosmetyczkę i zabrałem się do roboty. Zdecydowanie się na tym nie znałem - pozostawałem w tej kwestii dość typowym samcem. Ktoś mógłby mi wypomnieć, że jako osoba świetnie znająca się na czesaniu rozmaitych warkoczy powinienem mieć jakieś doświadczenie z makijażem - niestety tak nie było. Warkoczy nauczyłem się z konieczności - gdy byliśmy dziećmi Bianci nie miał kto czesać, a w kwestii makijażu (który ze względu na bycie wilą rzadko był jej potrzebny) radziła sobie sama. Nie zamierzałem się jednak poddawać - mimo mojego pijaństwa początek był całkiem niezły. Może namalowana przeze mnie kreska na oku nie była idealnie równa, błękitny cień nie był rozprowadzony prosto, ale oko wyglądało naprawdę spoko biorąc pod uwagę mój totalny brak doświadczenia w tej materii. Dalej było już tylko gorzej - na policzki poszło za dużo różu, z pomadką dość mocno wyjechałem, a brwi... no cóż. Już nawet nie chodzi o to, że wyszły za ciemne... były takie dziwne. Przypomniało mi się, że moja przyjaciółka i imienniczka mojej sowy - Krystyna opowiadała mi co nie co o tego typu makijażu, nazywając takie brwi po polsku wpierdolkami.
Efekt końcowy był totalnie żenujacy - Mae wyglądała jak typowa dresiara, która odjebała się jak przyczepa na dyskotekę w Pcimiu Dolnym. Uśmiechnąłem się do niej przepraszająco i wróciłem na swoje miejsce. Nie dane było mi jednak odsapnąć - już po chwili wywołał mnie Calum, który kazał mi się rozbierać. Nie za bardzo zastanawiałem się nad sensownością tej propozycji, ale nie byłem osobą, która odmawiałaby pozbycia się jakiejś części garderoby, a tym bardziej trzech. Nie miałem jednak zbyt wiele na sobie, toteż nie miałem zbytniego wyboru - jeśli moi kompani nie chcieli oglądać jak robię helikopter przyrodzeniem musiałem ściągnąć skarpetki, spodnie i sweter.
Striptiz był raczej krótki - nie miałem tyle równowagi by pozwalać sobie na skomplikowane pozycje. Po chwili siedziałem już na swoim miejscu, zupełnie nie zważając na to, że elementy mojej garderoby rozrzucają się po całym pomieszczeniu - sweter wylądował na kolanach Maevis, spodnie leżały zaraz przy @Carma C. Charisme, a niezbyt świeżo pachnące skarpetki zwinięte w kłębek odbiły się od twarzy Caluma i wylądowały gdzieś w kącie. Fu.
Krukon najwyraźniej nie chciał dać mi spokoju, więc czekało na mnie niezbyt fascynujące wyzwanie - rozebranie kolejnej osoby. Nie chciałem dobierać się do nieznajomych lasek, a rozbieranie tych znajomych było jeszcze bardziej ryzykowne podjąłem więc decyzję, że skoro większość facetów i tak już siedzi w pół negliżu to jeden w tą, czy w tą nie zaszkodzi.
- Ty, Latynos - rzuciłem w stronę Vin-Eurico, po czym puszczając przekorne oko do Ezry niezbyt zgrabnie (chociaż byłem przekonany, że wykonuję kocie ruchy) pozbawiłem kolegę koszulki. Na trzeźwo uznałbym to za szczyt gejozy, ale teraz czułem się bohaterem dnia, który zaoszczędził upokorzeń Calumowi obecnym w pokoju dziewczynom.
Po wykonaniu zadania zakręciłem butelką i ku mojej rozpaczy wypadła mi @Bianca Zakrzewski - mimo że cieszyłem się z obecności siostry to jednak wolałem, żeby nie rozbierała się przed rzeszą napalonych samców.
Wylosowałem karteczkę z miski i przeczytałem na głos:
- Powiedz, z którymi z obecnych tu osób chciałabyś zaliczyć trójkącik?
O kurwa. Ale to było niezręczne. Czułem się tak dziwnie, że zrezygnowałem z podnoszenia wzroku i zacząłem lustrować swoje kolana.

______________________


Ona nago, jestem Modigliani, Modigliani Złote włosy i bordowy stanik, jak Gryffindor. Świeci szyją jestem Modigliani, Modigliani. Zdejmuj suknię, W końcu sami
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 717
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 485
http://www.czarodzieje.org/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://www.czarodzieje.org/t14415-pianki-bianci#381731
http://www.czarodzieje.org/t14416-bianca#381732
http://www.czarodzieje.org/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Lis 06 2017, 00:23

Prawdę mówiąc nigdy, przenigdy nie sądziłam, że będę świadkiem czegoś takiego. Ani to ze strony Leo, a tym bardziej nie ze strony Fire. Już sam fakt, że dziewczyna stroniła od wszelkiego dotyku robił swoje. A to był całkiem niezły dotyk. Leo naruszał jej przestrzeń osobistą niemal w stu procentach, co ja gadam, nie niemal, on to zwyczajnie robił. Mimo wszystko zamiast patrzeć na mizdrzących się obok mnie przyjaciół, obserwowałam Ezrę. Szybko jednak porzuciłam ten punkt zaczepienia, czując się po prostu źle, albo domyślając się jak musi czuć się Ezra. To wszystko było dość mocno nienormalne, a ja byłam zbyt pijana, by za bardzo się tym przejmować.
Siedziałam wśród innych całkiem umiejętnie ignorując siedzącą obok mnie Maevis. Można by pomyśleć, że fakt tak sporej dawki alkoholu we krwi co nieco zmieni, ale nie było nawet o tym mowy. Cóż, ignorowałam ją aż do momentu kiedy się odezwała. Zignorowałam też nowoprzybyłego chłopaka, którego po prostu nie znałam. Spojrzałam na dziewczynę zimnym wzrokiem pozbawionym jakichkolwiek emocji, by po chwili spojrzeć na nią ze złością. Wokół było dużo chłopaków, a ona musiała wybrać akurat mojego brata. Pomijając fakt, że to głównie dlatego jej nie lubiłam, po prostu miałam wrażenie, że zrobiła to z pełną premedytacją. Wypiłam kolejną dawkę alkoholu, zupełnie ignorując wcześniejsze słowa Fire, że czas już skończyć. Jeśli miałam dotrwać do końca, musiałam kompletnie się upić, a może nawet sprawić, że nie będę tego pamiętała.
Po kilku obrotach butelką jedyne o czym marzyłam to zapomnieć o tym co się wydarzyło. Moje oczy, krwawiły. Nie ważne ile alkoholu wypiłam, nieważne ile miałam lat, oglądanie mojego brata, który robił striptiz było rzeczą, o której jak najszybciej chciałam zapomnieć. Nie zarejestrowałam, że przyszła kolejna osoba. Patrzyłam pełna przerażenia na Lysandra, pragnąc odwrócić wzrok, ale jednocześnie nie mogąc tego zrobić. Co się zobaczy, się nie odzobaczy.
- Jakaś wewnętrzna część mnie właśnie umarła. – powiedziałam, głównie do siebie
Byłam jednak mu wdzięczna, że bieliznę zostawił na swoim miejscu. Jasne widziałam go wiele razy w takim stanie, ale nie na imprezie, nie pijanego, w ogóle nie. Jedno słowo – ble.
Nie sądziłam, że może być jeszcze gorzej. Jak widać serii niezręcznych zdarzeń nie było końca. Merlinie, całe szczęście nie musiałam go całować. Tak czy inaczej, nasza matka przewracała się w grobie.
Właściwie nie musiałam się długo zastanawiać nad odpowiedzią, nie wiem czy przemawiał za mnie alkohol czy cokolwiek innego, ale słowa nasunęły mi się na język już po kilku sekundach.
- Fire i Leo. – odparłam i wyszczerzyłam się w ich kierunku.
Zakręciłam butelką i jakby moje słowa miały sprawczą moc, wypadła @Blaithin ''Fire'' A. Dear. To było w istocie magiczne. Sięgnęłam do miski z zadaniami, łowiąc kartkę niczym rybkę w stawie.
- No Płomyku, rozbierz kogoś.

Kostki: 4
Karta: Diabeł

Zadania (kilka zmienionych):
 

Karty:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 968
  Liczba postów : 2540
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Lis 06 2017, 21:46

To całe zajście między Fire, a Leo naprawdę należało puścić w niepamięć. Może i Szkotka była odrobinę inną kategorią niż zwykła przyjaciółka, ale Clarke nie miał się czego obawiać ani nawet czego zazdrościć. Nie wątpiła, że w głowie Vin-Eurico istniał tylko on. A to, że się nieco zapomnieli to rzeczywiście był po prostu drobny błąd.
Zresztą, towarzystwo nie wyglądało na szczególnie chętne do komentowania ich zadania, a niektórzy wręcz nie zwrócili na pocałunek większej uwagi. Z wyjątkiem @Maevis Harper, która nie mogła odpuścić sobie głupiego komentarza. Fire posłała dziewczynie kwaśny uśmiech. Przy okazji miała trochę czasu na ochłonięcie i pozbycie się tego nieznośnego gorąca z policzków. Zresztą, po co miałaby poświęcać czas Gryfonce, skoro akurat zjawiła się gwiazda wieczoru? Utkwiła wzrok w chłopaku, odruchowo oceniając jak bardzo zmienił się na przestrzeni tych kilku miesięcy. Może trochę bledszy, może chudszy, ale nadal przypominał Daniela, którego lubiła i o którym pamiętała. W liście specjalnie wytknęła mu to, że się nie odzywał, a o wszystkim dowiadywała się od osób trzecich. Rozumiała chęć izolacji, sama przecież wiele razy uciekała, ale to, że nie poświęcił jej nawet jednego słowa nieco dziewczynę uderzyło. Nawet uszczypliwego komentarza na temat jasnych włosów? Prychnęła tylko, gdy Blackfyre uznał, że nie jest odpowiednią osobą do całowania. Niech robi co chce. Clarke milczał, Leo wydawał się nieco zaniepokojony, Rekin dalej miał ciętą minę i atmosfera wydawała się nieco dziwna. Fire obserwowała jak @Lysander S. Zakrzewski maluje Maevis.
Cóż, w efekcie nie wyglądała dużo gorzej niż zazwyczaj. Tylko czemu musiała zaczepiać akurat brata Bianci? Zerknęła kontrolnie na przyjaciółkę, ale ta dalej chlała na umór. Tymczasem Zakrzewski zaczął się rozbierać, a Fire patrzyła właściwie tylko dlatego, że tak działał urok wili. No trzeba było przyznać, że miał świetne ciało. Merlinie, skąd ona brała tak przystojnych przyjaciół? Nagle znikąd zjawiała się @Trixie N. Travers i Blaithin uśmiechnęła się do niej delikatnie. Mimo tego wszędobylskiego charakteru dało się dziewczynę lubić, a nawet zdążyła się przyzwyczaić i tolerować to, że za bardzo lubiła się przytulać. Cóż, nie mogła przecież skrzywdzić takiego uroczego dzieciaka. Parsknęła śmiechem widząc reakcję Trixie na półnagiego Lysandra. A zaraz potem i Leo nie miał górnej odzieży... Fajnie, fajnie.
- Serio? - zapytała, szczerząc się do @Bianca Zakrzewski chyba bardziej niż powinna. To było nawet zabawne usłyszeć, że wybrałaby ich do trójkącika. Oczywiście też zupełnie nierealne. Rozbawiona poruszyła brwiami w wiadomy sposób, ale zaraz później uspokoiła się, widząc, że butelkę ponownie ją wskazała.
- Hm - udała, że się zastanawia, gdy powiodła wzrokiem po zebranych, ale naturalnie, nikogo nie chciałaby rozbierać. Z drugiej strony samej siebie tym bardziej. Wzięła butelkę, żeby to los zdecydował. Padło na @Daniel Blackfyre.
- Przynajmniej ja przywitam cię jak należy. - zaśmiała się lekko, starając subtelnie zatuszować każdą drobną nutkę skrępowania, a jednocześnie dać mu do zrozumienia, że trochę ją wcześniej uraził. Bądź co bądź, Daniel był kumplem Fire, a przecież mogła wylosować na przykład swojego kuzyna. Niezbyt się Blaithin uśmiechało ściąganie ciuchów z Caluma, więc po prostu zaakceptowała wybór losu. Nawet jeśli Daniel miał później o tym wspominać i ją zawstydzać. - Ostrzegałam cię. - dodała tylko ciszej, nawiązując do własnego liściku.
Podniosła się, żeby przejść na drugą stronę ich kółeczka i znaleźć się obok Schweizera Blackfyre'a. Zdejmowanie butów nie wydawało się dobrym pomysłem, a zresztą niby dlaczego miałaby go oszczędzać? Zbliżyła się ostrożnie, jak niemal zawsze, żeby chwycić za dół koszulki Daniela i ściągnąć chłopakowi przez głowę. Wprawy nie miała. Początkowo chciała gdzieś tę koszulkę odrzucić, ale ostatecznie postanowiła, że ją sobie po prostu bezczelnie zabierze. Oczywiście, traktowała to jak zwykłe zadanie, więc tylko puściła mu oczko i wróciła na swoje miejsce, z nową zdobyczą.
- Kto będzie następną ofiarą? - mruknęła, obserwując mozolne kręcenie się butelki i to, jak powoli wyhamowała, żeby ostatecznie wskazać nikogo innego, jak prawdopodobnie najbardziej urocze dziewczę w Hogwarcie. Fire szybko wyciągnęła karteczkę, nie wiedząc co by tu wymyślić, żeby nie było nudno, ale też nie przesadzić. - Oho... będziesz musiała kogoś pocałować, dzieciaku. Czy to już pedofilizm?


Słońce, 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Brisbane, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 202
  Liczba postów : 179
http://www.czarodzieje.org/t15384-viatrix-travers
http://www.czarodzieje.org/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://www.czarodzieje.org/t15580-dixie
http://www.czarodzieje.org/t15383-trixie-travers




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Lis 06 2017, 23:13

Wykorzystanie elementu nieuwagi było w tym momencie zbawienne. Leo bardzo skupił się na jej osobie, dzięki czemu zdążyła przechwycić kilka łyków piwa, jakie były jej w tym momencie bardzo potrzebne. Nie dlatego, że stresowało ją wproszenie się na imprezę przeznaczoną dla zdecydowanie starszych osób, lecz ze względu na Lysandra. Trixie miała słabą wolę, gdy chodziło o mężczyzn i zdecydowanie szczęka opadłaby jej do samej ziemi, gdyby tylko Zakrzewski nie był tak nieapetycznie nawalony. To (paradoksalnie) nieco ją otrzeźwiało, dzięki czemu była w stanie spuścić wzrok, gdy Gryfon dźgnął ją w żebra.
- Dobra, już się przecież nie gapię. - Wypaliła, jak to Trixie, obejmując Leonardo ramieniem, aby przytulić się do niego w bardzo niewinny sposób. Naprawdę wyglądała tak, jakby była jego rodzoną siostrą i nie dopatrywała się w tym geście zupełnie żadnego innego podtekstu, nawet pomimo ich przeszłości. Traversówna do tej pory pamiętała, jak reagowała na niego jeszcze kilka lat temu i teraz pewnie aż głupio byłoby jej o tym wspominać. Wolałaby udawać, ze tamten rozdział w jej życiu w ogóle nie zaistniał. Wystarczało już to, że zawsze głupio się zastanawiała przed podobnymi gestami, jakie wyrażały miłość zupełnie innego rodzaju niż ta, jaka łączyła ćwierćolbrzyma z Ezrą. Niegdyś miałaby co najmniej motylki w brzuchu, teraz czuła jedynie jego opiekę, osiągając w ten sposób spokój. Nie znaczyło to jednak, że nie zawahała się zapolować na alkohol, gdy zwęszyła okazję. - Leeeooo - jęknęła przeciągle, nieco się odchylając, aby zajrzeć mu w twarz. Wydęła wargę, a jej oczy zrobiły się jakieś takie ogromne i jakby nieco szkliste. - To tylko jedno piwo, a ja jestem już pełnoletnia. - Zamrugała kilkukrotnie, pozbywając się tych pseudo łez z oczu równie prędko, jak przestała udawać małą dziewczynkę. Uśmiechnęła się delikatnie, wsłuchując się nie tylko w wyznanie Bianci, ale i w rytmiczne dudnienie serca Vin-Eurico. Słyszała je wyraźnie, gdy tak na moment oparła głowę na jego piersi. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że był teraz półnagi, co pewnie miało stanowić dla Ezry wystarczający dowód czystości jej zamiarów, ale kto ich tam wie. Zazdrość bywała naprawdę trudna i niezrozumiała, a Trixie wiedziała o niej niezbyt wiele. Jeszcze zdąży zakosztować jej smaku, wszystko w swoim czasie. Kolejny chłopak został rozebrany, a to już Gryfonka musiała dostrzec. Powiodła zdecydowanie zbyt zainteresowanym spojrzeniem po @Daniel Blackfyre.  Był szczupły, trochę za bardzo jak na jej gust, ale to w niczym nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. To, że wyróżniało go to od armii tych wszystkich półbogów (na kolanach jednego z nich właśnie siedziała, drapiąc go mimowolnie po karku samym czubkiem paznokcia), jeszcze silniej zwracało jej uwagę. - Hej, czemu nie przyszedłeś tak od razu? - Rzuciła bezmyślnie, zapewne fundując Leo palpitacje serca. Zignorowała jego ewentualną reakcję, chcąc ponownie zabrać mu piwo. Już zaciskała palce na szyjce butelki, kiedy inna, ta kręcąca się na środku, nagle zatrzymała się prosto na niej. Nie było co do tego wątpliwości, gdyż Trixie siedziała na kolanach Leo trochę pod kątem. Zamrugała, jakby zdziwiona, że została wylosowana, a potem uśmiechnęła się szczerze, wesoło. - Ach, jak świetnie! - Niemalże wykrzyknęła z entuzjazmem, prawie uderzając przy tym Leo swoim łokciem. Cofnęła ramię, uwalniając go na chwilę z uścisku, gdy nachylała się, aby zakręcić ponownie butelką. - Taka to pedofilia, jaka byłaby, gdyby chodziło o Ciebie. - Odpowiedziała Fire zaskakująco neutralnie, wciąż przyjaznym tonem. Trixie nie bywała naumyślnie uszczypliwa… a przynajmniej zazwyczaj nie bywała. Teraz ten komentarz był zdecydowanie za mało pikantny, aby mógł być odebrany jako zaczepny. Zresztą, TNT nie miała czasu na rozpatrywanie długo tej kwestii. Butelka zatrzymała się na @Carma C. Charisme, więc dziewczyna malowniczo się skrzywiła. - To nic osobistego, jesteś naprawdę piękna. Masz takie cudowne włosy i oczy oraz idealną buzię. Jestem pewna, że w innych okolicznościach, ten pocałunek byłby naprawdę miły, ale... - Zaczęła, ale i zarazem skończyła tłumaczenie się ze swojej decyzji zawieszając głos i wciskając w dłonie Leo jego butelkę z piwem. Zaczęła już rozpinać kilka pierwszych guzików. Gryfon pewnie przeżył w tym momencie prawdziwą chwilę grozy, ale Trix była przygotowana. Głównie na brytyjskie „mrozy”, ale jej ciepłolubność zdecydowanie procentowała także podczas gry w butelkę. Ściągnęła z siebie niebieską koszulę, ale pod spodem miała jeszcze białą, gładką bokserkę. Obyło się bez skandalu, szkoda! Zaskakujące było także to, jak dobrze Nyx znała zasady tej gry…
- Musisz wypić jakiś eliksir… - odczytała zadanie dla Carmy, gdy wyłowiła je z misy. - Leo, gdzie je masz? Przyniosę jakiś. - I zabrała się do gramolenia się z kolan Vin-Eurico, odrzucając swój ciuch w pobliże pierwszego mężczyzny, który napisze posta poniżej (poza Leo!), a warto dodać, ze szło jej to błyskawicznie. Była przy tym nieprzyzwoicie ucieszona, jakby możliwość zaserwowania Charisme eliksiru była ciekawsza od namiętnych pocałunków, jakie (niestety) ją ominęły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1102
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11845-carma-c-charisme
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11852-carma-cie-oceni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11851-maly-kruczek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11853-carma-c-charisme




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Lis 10 2017, 17:13

najgorszy post w karierze, serio, nie ogarniam takiej ilości ludzi, nawet tego nie czytajcie XD

„Nieco” nie zorientowała się, że sprawiła Leo przykrość swoimi słowami. Ba, nie zauważyła nawet, że wyszedł do łazienki, co dopiero mówić o subtelnych zmianach w okazywanych przez niego emocjach. Do tego z całych sił próbowała nie zerkać na Rasheeda, bo miała wrażenie, że zrobiła coś paskudnego, chociaż tak naprawdę… Nie miała powodu, by czuć się winna. To była tylko zabawa. Nie czuła niczego niesamowitego, gdy całowała Ezrę, pojawiła się jedynie nutka rozkosznego rozbawienia, że jednak był to chłopak Leo, który wymyślił całą tę grę. Wiedziała (i zapewne nie tylko ona), że wolałaby wylosować swojego byłego, nawet po niefortunnej sytuacji z amortencją. I gdy tak obserwowała jak butelka ponownie się kręci, nie udało jej się nie powstrzymać przed zerknięciem na Sharkera, którego wylosował Ezra z chyba prawie najgłupszym możliwym wyzwaniem. Z niemałym zdziwieniem odsunęła się od Mikkela, robiąc obok siebie miejsce byłemu Ślizgonowi i lekko się zaśmiała, gdy skończyli w przyjaznym uścisku. Chociaż bardziej rozbawiło ją to, że Rasheed za wszelką cenę próbował na nią nie spojrzeć i nie dotknąć w żadnym, nawet najmniejszym, stopniu. Chyba naprawdę się obraził.
W milczeniu przetrwała kolejną rundę, dziękując w duchu, że Carlsson postanowił odmówić wykonania zadania. Jeszcze tego brakowało, żeby - nawet po przyjacielsku - całować się z Mikkelem. Nie była sobie w stanie tego wyobrazić, za bardzo mając w pamięci jego związek z Winnie - któremu Carma bardzo kibicowała swoją drogą. Kątem oka zerknęła jak Szwed zdejmuje koszulkę i sięga do butelki, by wylosować kolejną osobę. I prawdopodobnie nie zwracałaby szczególnej uwagi na zadanie dziewczyny, gdyby nie fakt, że piękna wila musiała akurat upatrzyć sobie Sharkera na ofiarę do rozbierania.
Charisme naburmuszyła się momentalnie, piorunując Zakrzewską wzrokiem - mogła przecież rozebrać Leo, ku uciesze całego tłumu, prawda? W jednej chwili Francuzka poczuła połączenie całej masy sprzecznych uczuć, coś pomiędzy irytacją, zazdrością, chęcią zagłuszenia swoich uczuć (bo przecież nie byli razem, więc mógł robić co tylko chciał i z kim tylko miał ochotę) oraz nieodpartą potrzebą spojrzenia się na Sharkera w tym samym czasie. A przecież wila nawet go nie dotknęła. Carma nie chciała sobie wyobrażać co musiałaby czuć, gdyby Bianca miała za zadanie pocałować Rasheeda - i jeśli właśnie tak czuł się Szwed przy jej pocałunku z Ezrą, to rzeczywiście dopiero teraz to rozumiała.
Alkohol nie pomagał w uspokojeniu emocji, dlatego postanowiła odłożyć szklankę z drinkiem, kątem oka zerkając na dalej niezbyt zadowolonego Sharkera. Miała nadzieję, że może bliskość wili znacząco poprawi jego humor, w końcu miał do nich niemałą słabość, ale dalej sprawiał wrażenie spiętego i niedostępnego i najwyraźniej o wiele bardziej naburmuszonego od niej samej.
Dlatego gdy cała uwaga przeniosła się już na inną część imprezy, a Leo musiał pocałować się z Blaithin (swoją drogą, co?), Charisme przesunęła swoją dłonią po nodze Rasheeda, wsuwając palce pod jego ściśniętą dłoń. Miała cichą nadzieję, że chłopak nie zrobi jej tej przykrości i całkowicie nie odrzuci gestu, który próbowała wykonać w jego stronę, nawet wlepiła swoje przepraszające spojrzenie w jego oczy. Prawie westchnęła z ulgą, gdy rozluźnił pięść i pozwolił na wsunięcie palców między jego palce. Kto by pomyślał, że tak niewiele mogło przynieść człowiekowi wewnętrzny spokój? Przestała zwracać uwagę na kogokolwiek i cokolwiek, nawet ściągnięcie bluzki przez Lysandra nie zdołało zaskarbić sobie nawet odrobiny jej uwagi, chociaż w innych okolicznościach prawdopodobnie zachłysnęłaby się wtedy powietrzem.
Gdy butelka ponownie wskazała Charisme, ta cofnęła dłoń trochę speszona, że każdy mógłby zwrócić uwagę na jej publiczne okazywanie uczuć - szczególnie w tej popieprzonej sytuacji i po wcześniejszych wydarzeniach - i pokręciła głową z lekkim uśmiechem.
- Wybaczcie… - zaczęła, poprawiając się na miejscu, nieświadomie przysiadając się bliżej Rasheeda i lustrując wzrokiem nieznaną dziewczynkę, zasiadającą na kolanach Leonarda, co też było dość dziwne. - Ale chyba wypiłam już dziś za dużo eliksirów, nie chcę dalej mieszać - mówiąc to, rzuciła Leonardowi rozbawione spojrzenie i ściągnęła białe skarpetki, jako że strój niekoniecznie pozwalał jej na pozbycie się bluzki. Na tę chwilę nie miała już czego z siebie ściągać nie narażając się na zażenowanie, więc miała nadzieję, że właśnie na tym jej kariera w tej grze już się zakończy.
Sięgnęła po butelkę, a gdy wypadł jej nowoprzybyły chłopak, zmarszczyła brwi z zainteresowaniem. Nie kojarzyła go ani trochę, nawet nie ogarnęła momentu, w którym przyszedł.
- Udawaj kota przez kolejne dwie kolejki - rzuciła do niego z rozbawieniem, bo przecież było to jedno z bardziej absurdalnych zadań tego wieczoru. Chwilę analizowała fakt, że chłopak także jest bez koszulki i dopiero wtedy zauważyła półnagiego Lysandra, co spowodowało chwilowe wyłączenie pracy jej mózgu. Czy to jakiś spisek, że żadna z pań jeszcze nie musiała się rozebrać, a prawie wszyscy panowie prezentowali się w półnegliżu?
Na tę chwilę straciła całkowicie zainteresowanie grą, swoje potrzeby koncentrując na siedzącym obok Rasheedzie. Dlatego sięgnęła po wcześniej porzuconą szklankę z alkoholem - nie wiedziała co innego mogłaby zrobić z dłońmi, a dziwnie było jej znowu zaczepiać Sharkera.

@Daniel Blackfyre
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1530
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1553
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 16 2017, 00:27

Jak to się działo, że właściwie na każdej imprezie kończył bez jakiejś części garderoby? Nie, żeby narzekał, bo w gruncie rzeczy Leonardo do odrobiny negliżu nic nie miał... A nawet ci bardziej zorientowani w temacie mogliby śmiało przyznać, że Gryfonowi zdarzało się chodzić często chociażby bez koszulki. Tak czy inaczej teraz tylko uśmiechnął się do Lysandra, pozwalając aby ten pozbawił go górnej części garderoby - nie przeszkadzało mu zupełnie dalsze przytulanie Trixie, a przy okazji starał się jej trochę pilnować, żeby nie wypiła za dużo piwa. Rozproszyło go zadanie Bianci i warto tutaj zaznaczyć, że Gryfon śmiał się pewnie najgłośniej z tej cudownej ironii, że to akurat jej brat musiał zadać to wyzwanie. Wzrok mimowolnie uciekł mu w stronę Dreamy, jak gdyby chciał sam siebie zapewnić, że im to nie grozi. Skinął głową z uznaniem, gdy ćwierćwila odpowiedziała.
- Czuję się zaszczycony, ale mam nadzieję, że to nie jest propozycja - zażartował, mrugając wesoło do przyjaciółki. - Ej, a tak swoją drogą, to co się stało z równouprawnieniem? - Pociągnął kolejny łyk piwa, nie wiedząc, że zaczyna mówić trochę mniej wyraźnie. Akcent również się uwydatnił i Leo mógł brzmieć zabawnie... - W sensie no nie żeby coś, ale ogólnie to rozbieramy tylko facetów, a przecież wszyscy jesteśmy równi... Słabo, Fire... - Dodał, znacząco spoglądając na koszulkę, którą zdjęła Danielowi. Nie wdawał się za bardzo w dyskusje, niemal podskakując kiedy butelka wskazała na Trixie. Protestował żywiołowym bełkotem, będącym mieszaniną słów hiszpańskich i tych nieistniejących. Potem z kolei prawie dostał zawału, kiedy Maleństwo zaczęło się rozbierać - szczerze to nie wiedział już co jest gorsze. Na całe szczęście Trixie nie chciała go wpędzić do grobu i nieźle wybrnęła... szkoda tylko, że Carma nie skosztowała eliksiru. Tym razem Leo doskonale wiedział jaki efekt by ją czekał!
Impreza trwała dalej w najlepsze i śmiało można stwierdzić, że początkowe potknięcia odeszły w zapomnienie. Teraz tylko pytanie, czy chodziło o czas, a może największy wkład miały krążące wśród imprezowiczów napoje alkoholowe... Tak czy inaczej bawili się do białego rana. Vin-Eurico pod sam koniec był ledwo przytomny, ale przemknęła mu jeszcze przez głowę myśl pełna nadziei, że wszyscy przyjemnie spędzili czas.

/zt dla wszystkich!
Impreza umarła i nie ma co ciągnąć ._. Dzięki wszystkim za wąteczek! <3

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1530
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1553
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 16 2017, 08:21

To było najdłuższe wdrapywanie się po schodach w życiu Leo.
Na początku stał na klatce i gapił się przez szybę, czy Padme na pewno trafiła do swojej kamienicy. Mógł być zły, ale nie był aż taki głupi; chciał mieć sto procent pewności, że bezpiecznie dotarła do domu. Gdzieś tam jakiś głosik z tyłu głowy podpowiadał, że wypadałoby się kiedyś zainteresować co z jej nogą, że może nie powinien zostawiać jej samej... O wiele głośniejszy był jednak ten, który żądał zrzucenia ciężkiej torby na podłogę i po prostu przewrócenia się na łóżko. Gryfon uwielbiał wszelkie aktywności fizyczne, niestety jesień i zima wpływały na niego tragicznie niekorzystnie. Teraz, kiedy spacerował sobie w zbyt cienkich ubraniach, czuł się okropnie. Nawet wchodzenie po schodach wydawało się męczące i nie miał pojęcia czy traci oddech ze złości, czy irracjonalnego zmęczenia.
Nie chciał się wcale denerwować, nie rozumiał niestety postępowania Padme i nie był w stanie tego zaakceptować. Przeszkadzało mu to jak się wyrażała i to, jak bardzo go tym samym raniła. Chciał mieć jej opinię w głębokim poważaniu, tak jak robił w przypadku większości ludzi - niestety na niej dalej mu zależało i chciał utrzymać pozytywną relację. Po tym jak dobitnie poinformował ją, że jej nigdy nie kochał, to chyba mógł o tym zapomnieć. Mimo wszystko nie żałował tego przykrego tekstu, dalej słysząc jej sceptyczne słowa dotyczące nowej pracy i te bolesne prztyki odnośnie nowego związku. Domyślał się, że nie miała nic złego na myśli, ale powinna wiedzieć, że to mogło tylko i wyłącznie go rozzłościć. Leo należał do osób szalenie empatycznych i już teraz wyrzucał sobie, że Panda w pewien sposób znowu przez niego cierpiała. Bo co, bo rok temu się spotykali? Co ona w ogóle miała do jego związku z Ezrą?
Do mieszkania nie wszedł, tylko wpadł. Przemarznięty i przemoknięty, bo cholerna brytyjska pogoda musiała być obfita w ledwie wyczuwalne mżawki. Dłonie miał skostniałe i niemalże sine, wargi już w ogóle przybrały niebieskawy kolor, ale najważniejsza była irytacja w oczach i ostentacyjna postawa głosząca, że ma dość i lepiej go teraz niczym nie prowokować. Oczywiście wyżywanie się na Ezrze było ostatnim, na co miał ochotę - pieprznął za to torbą przez pół pomieszczenia, uprzednio upewniając się szybkim spojrzeniem, że Krukon nie śpi ani nic z tych rzeczy.
- Jak to jest, że ja zawsze jestem ten zły? - Wyrzucił z siebie, ignorując drobne szczękanie zębów. Zdjął zimną bluzę i pozbył się zaraz również koszulki, ale kiedy dotarł do szafy to zamiast znaleźć coś na zmianę, zaczął mówić dalej. - Nie no bo ja po prostu nie rozumiem jak ktoś może... Ugh. - Potrząsnął głową, zamiast T-shirtu biorąc ręcznik. Może gorący prysznic? Przetarł dłonią twarz i dopiero wtedy bardziej zainteresował się tym, co robił jego współlokator. Mruknął jakieś słabe "lo siento", zupełnie się poddając. Ręce opadają, dosłownie... Nie miał siły wyjaśniać bez zbędnego nakręcania się, a nie chciał psuć Ezrze wieczoru.
- Wpadłem na Padme i szczerze, czuję się jak porażka życiowa i ucieleśnienie wszystkiego co najgorsze. A jak twój wieczór?

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 905
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1688
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 16 2017, 08:33

Spodziewał się, że Leonardo wróci do mieszkania trochę wczesniej - jeszcze dwie godziny temu wmawiał sobie, że trening mu się przedłużył, że profesor Bergmann go przetrzymał, że po drodze musiał zająć się zgrają Gryfoniątek z pierwszej klasy. Teraz jednak dochodziła już północ, a Vin-Eurico dosłownie gdzieś wcięło i Ezra zwyczajnie nie potrafił się nie zamartwiać. To, że był ćwierćolbrzymem znającym się na sztukach walki nie znaczyło, że nie mogło mu się coś złego stać! W takich momentach Clarke uświadamiał sobie minimalną przewagę mugoli - wiele by dał, aby mieć z Leo jakiś kontakt telefoniczny.
Nie chciał iść spać, dopóki nie miał pewności, że z Leonardo wszystko dobrze. Co więcej, nawet gdyby chciał, to pewnie by nie zasnął. Westchnął ciężko, siadając na brzegu łóżka i przywołując do siebie Chione.
- Jak myślisz, słonko, opieprzymy Leonardo jeszcze dzisiaj, czy zostawić to na rano? - zwrócił się do suczki z retorycznym pytaniem, drapiąc ją po brzuchu. Wierzył, że chłopakowi wypadło coś ważnego... Ale z drugiej strony mógł napisać jakąś sowę. Znał przecież Ezrę i wiedział, że Krukon będzie się martwił, nawet jeśli potem stanowczo się tego wyprze. Poderwali się jednocześnie słysząc łoskot wpadającego Leonardo. O ile jednak Chione natychmiast dopadła nóg chłopaka, obskakując go i obszczekując radośnie, o tyle Ezra zatrzymał się na kilka metrów przed Leo.
- Czy to jakiś sygnał, że na święta oczekujesz dobrego zegarka? - zapytał z nutką ironii, zaplatając ręce na klatce piersiowej. Ezra nie potrafił jednak się na chłopaka gniewać, tym bardziej, że dopiero teraz przyjrzał się jego twarzy, która ogłaszała nieskończenie wielkie pokłady irytacji. Postawa Ezry natychmiast się zmieniła na zmartwioną. W milczeniu patrzył, jak Leonardo z furią rzuca torbą i porzuca część swojej garderoby. Nawet mała Chione potulnie stuliła uszy, nieśmiało tylko merdając ogonkiem, jakby nie była pewna, czy to nie na nią złości się drugi właściciel.
Podszedł wreszcie do Vin-Eurico i kiedy tylko dostał na to sposobność, przechwycił jego skostniałe ręce, zamykając je w swoich i łagodnie muskając palcami skórę.
- No już, cichutko, nie denerwuj się. - Przycisnął usta do dłoni Gryfona, zostawiając na nich mały, ale pełny szacunku pocałunek. Uśmiechnął się, przyjmując pełne rezygnacji "Lo siento". Ale to nie on był osobą, która powinna przepraszać. - W porządku, nadrobiłem trochę materiał, potęskniłem za tobą, a potem byliśmy z Chione na długim spacerze. - Nie chciał Vin-Eurico dokładać kolejnych spraw, którymi by się przejął, nawet jeśli tak "w porządku" nie było. Najważniejsze było, żeby jemu poprawić humor - oj Ezra zamierzał wziąć to w swoje ręce. - Plan jest taki, idziesz wziąć gorący prysznic, ja zrobię ci coś do jedzenia, bo pewnie padasz z głodu. Potem zobaczymy, ale łóżko wydaje się być obiecującą opcją. W każdym momencie możesz też opowiedzieć mi konkretniej, co właściwie zrobiła Padme, że tak cię zraniła, najdroższy - Delikatnie musnął palcami policzek chłopaka, uśmiechając się czule i zachęcająco. Cokolwiek zrobiła Krukonka, Leo teraz był z Ezrą i mógł mieć pewność, że nie zostanie zaniedbany. - Do niczego cię nie zmuszę, jeśli nie chcesz rozmawiać, ale jestem tu dla ciebie, tak? - Leo musiał o tym wiedzieć, przecież Ezra przy każdej okazji starał się utwierdzić go w przekonaniu, że jest idealny, bez znaczenia jak wychodziła mu magia, jakie dostawał oceny, jak bardzo się wygłupił. A teraz źle dobrane słowa jakiejś byłej dziewczyny wszystko to rujnowały.
- Jakieś modyfikacje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1530
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1553
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 16 2017, 09:17

Wcześniej faktycznie zastanawiał się, czy trochę nie przesadził z tą godziną - gdyby go tak nie zagadali w dormitorium Gryfonów, to byłby znacząco wcześniej. Wina leżała oczywiście całkowicie po jego stronie, bo chociaż sowa nie była najwygodniejsza, to powinien jakąś złapać i poinformować Ezrę o sytuacji. Padme skutecznie odciągnęła go od tych myśli, a właściwie to prawie od każdych. Był wściekły i przybity, a wtedy ciężko przejmować się kimkolwiek innym. Prawdę mówiąc na początku ledwo zwrócił uwagę na Krukona, zupełnie ignorując jego wypowiedź odnośnie zegarka. Dygotał cały i nie miał pojęcia jaki był tego powód. Nie chciał denerwować Chione i nawet próbował posłać jej jakieś przyjaźniejsze spojrzenie, ale średnio mu to wychodziło.
Zamarł w bezruchu, wyraźnie spięty, kiedy Ezra do niego podszedł. Leo sobie za bardzo nie ufał, a kiedy był zły często wchodził w jakiś tryb destrukcyjny - kiedyś nawet przewrócił Reynę, a przecież ulubioną deskę surfingową traktował niemal jak członka rodziny. Odetchnął z ulgą dopiero w momencie, w którym Clarke tak czule chwycił jego dłonie i złożył na jednej z nich mały pocałunek. Gryfon obserwował go, czując jak cała złość mija.
- Dwadzieścia lat - no, może mniej, dzieckiem byłem cudownym - wkurwiania się o byle co, niezliczona ilość galeonów wydana na najprzeróżniejsze zajęcia, mnóstwo godzin u psychologa... i wystarczasz ty, żeby mnie uspokoić. - Gapił się na Ezrę z niemałym zaskoczeniem i przy okazji podziwem, jak gdyby dopiero teraz ten fenomen zauważył. Nie potrafił się na niego (a przy nim to już w ogóle) gniewać, myśl o przypadkowym zranieniu go była silniejsza i bardziej niepokojąca.
- Wiem. Wiem, tak, wiem - zapewnił chłopaka, bo miał tę świadomość, że rzeczywiście zostanie wysłuchany. Chwilę się wahał, niezbyt wiedząc co ze sobą zrobić; w końcu pochylił się i musnął wargi Ezry swoimi, ledwie wyczuwalnie. - ¿Te duchas conmigo?* - Wyszeptał mu w usta, powoli ciągnąc go już do łazienki i tym samym niezbyt pozwalając na odmowę.
Ezra nie musiał się martwić, bo Leo uwielbiał gadać i oczywistym było, że to tylko kwestia czasu aż dokładnie opowie chłopakowi co tak go wyprowadziło z równowagi.
- Dowiedziałem się, że praca barmana nie jest "najambitniejsza", bo wiesz, stać mnie na więcej. Nienawidzę jak ludzie tak mówią, ja serio doceniam, ale do kurwy nędzy nie każdy musi marzyć o zostaniu Ministrem Magii. Nie mogę robić po prostu tego, co lubię? - Wypalił w końcu, zaczynając od tej prostszej do wyjaśnienia sprawy. Leonardo cieszył się z nowej pracy przez ostatnie tygodnie, a teraz był po prostu załamany i sam nie wiedział co ma myśleć. - W sensie ej, wypłata jest serio zajebista. Może to szokujące, ale ja serio nie planuję pracować w jakimś urzędzie. Raczej nie zostanę w klubie do końca życia, ale... ale no. - Zawiesił się na chwilę, poddając zamyśleniu i zamierając tak z ręką wyciągniętą w stronę kurków prysznica. Obejrzał się odruchowo na Ezrę, szukając jakiejś reakcji - nie był pewien, czy nie zaczyna przesadzać. Fakt faktem, to druga informacja od Padme tak go ruszyła.

*Weżmiesz prysznic ze mną?

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 905
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1688
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Lis 17 2017, 19:38

Pewnie po prostu był trochę przewrażliwiony - mimo wszystko byli dwoma niezależnymi ludźmi i Ezra nawet nie powinien wymagać tłumaczenia się z każdej decyzji, którą podejmował jego chłopak. Biorąc pod uwagę, że wciąż dopiero uczyli się bycia ze sobą, Ezra chciał uczestniczyć w jak największym stopniu w jego życiu i nadążać za każdym ruchem, a to już mogło być trochę przytłaczające i niepotrzebne.
Zakładał, że mimo wszystko był dla Leonardo odrobinę ważniejszy niż Reyna i dlatego nie obwiał się, że zostanie potraktowany jak przedmiot, którym można rzucić o podłogę. Napięcie Leo było więc dla niego zupełnie niezrozumiałe. Czy ten chłopak mógł się wreszcie nauczyć, że Ezra się go nie bał, że mu bezgranicznie ufał?
Przez słowa Vin-Eurico na policzkach Ezry pojawiły się niewielkie, ale palące czerwone plamki. Przygryzł je od wewnątrz, chcąc przynajmniej pohamować ten głup uśmiech, który cisnął mu się na usta.
- Show me where it hurts, and I know that I can be the medicine you need. Baby, I'll be your cure   - zanucił cichutko, na moment uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Jemu samemu nie było łatwo oddychać, skoro tak nagle w atmosferze nagromadziło się tyle ciężkich uczuć.
- Cała przyjemność po mojej stronie - dodał już normalnie, bo naprawdę cieszył się, że mógł Leo jakkolwiek pomóc. Wiedział, że najlepiej Vin-Eurico odreagowuje złość na treningach, wypacając emocje, o tej porze nie mógł sobie jednak pozwolić na luksus rzucania przedmiotami. - Nie wiedziałem, że chodziłeś do psychologa - zagaił z zainteresowaniem. Ale tak naprawdę mógł to łatwo wywnioskować, szczególnie pamiętając powód wyrzucenia Leonardo ze szkoły.
Przez chwilę żaden z nich się nie odzywał, więc Ezra powoli puścił dłonie Leo, chcąc się wycofać i wprowadzić przedstawiony plan w życie, co jednak zaraz zostało przekreślone.
Nie musiał rozumieć słów Vin-Eurico - ale rozumiał! - aby odczytać intencję. Nie opierał się pociągnięciu w stronę łazienki, komentując to tylko łagodnym śmiechem. Uważnie słuchał wypowiedzi Gryfona, powoli ściągając z siebie ubrania.
- Gdzie zatem pracuje Padme? To musi być jakieś bardzo prestiżowe miejsce - mruknął kąśliwie, zwracając uwagę Leo na ten aspekt. Obiecał sobie jednak, że nie będzie się irytował, bo nie po to koił nerwy Vin-Eurico. - Oczywiście, że możesz. Tak jakby przez większość czasu się uczysz, chodzisz do szkoły i ja cię podziwiam, że jesteś w stanie jeszcze pracować jako barman, kiedy większość zmian przypada na godziny wieczorne i nocne. Jesteś w tym dobry i sprawia ci to przyjemność, to wszystko czym powinna być dla ciebie w tym momencie praca. Poza tym jesteś zbyt gorący, żeby zamykać cię gdzieś w urzędzie, poza zasięgiem wzroku - zauważył z zaczepnym błyskiem w oku, dołączając do Leo i odkręcając kurki, z których na początku popłynęła zdecydowanie zbyt chłodna woda. Zadrżał, automatycznie przesuwając się bliżej Gryfona. Potem nabrał na dłonie mydła i niespiesznie zaczął sunąć nimi po ramionach i klatce piersiowej Leo.
- Coś jeszcze cię martwi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1530
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1553
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Lis 17 2017, 21:19

To nie było nic nowego, że Leo sam sobie nie ufał. Z niesamowitą przyjemnością zauważał u innych, że pokładają w nim wiarę - to po prostu motywowało. Nie wyobrażał sobie, żeby miał cokolwiek Ezrze zrobić, ale ciało reagowało automatycznie i miał tę chwilę spięcia. Ciężko było oczywiście podchodzić z dystansem do kogoś tak niesamowicie kochanego i uroczego, kto fenomenalnie dobierał słowa. I jeszcze śpiewał. Śpiewał. Gryfon z kolei w ogóle uśmiechu nie powstrzymywał, od zielonych tęczówek chłopaka przenosząc wzrok tylko ewentualnie na jego usta.
- Uhm, wrócimy do tego - obiecał, niezbyt mogąc się teraz skoncentrować na tym drobiazgu, który sam opuścił jego usta. Faktycznie był wielkim fanem wyładowywania emocji za pomocą ćwiczeń fizycznych, co swoją drogą było dość ironiczne - był już na treningu i to nie tak dawno temu, raptem kilka godzin. Szkoda, że tak szybko znowu tego potrzebował... Chociaż trzeba było przyznać, Ezra podsuwał mu całkiem niezłe pokojowe alternatywy.
- W cukierni - wzruszył po prostu ramionami. Nie doszukiwał się wcale hipokryzji u Padme, nie o to mu przecież chodziło. Pozbył się szybko ubrań, wchodząc do kabiny prysznicowej i słuchając chłopaka. Zaśmiał się cicho na jego ostatni komentarz. - Gorący, hm? - Skrzywił się mimowolnie, bo Krukon całkiem adekwatnie odkręcił chłodną wodę. Chciał coś jeszcze dodać w tym temacie, ale po prostu przygryzł dolną wargę, przymykając powieki z zadowoleniem. W tej chwili gotów był zapomnieć o sprawach poruszanych przez Naberrie... choć oczywiście przemknęła mu przez głowę ta nieprzyjemna myśl, powiązana z irracjonalnymi wyrzutami sumienia. - Nie, właściwie to nie. Miała kiepski okres w życiu i postanowiła się tym ze mną podzielić, włącznie ze szczegółami. Podobno jest beznadziejna, bo rok temu z nią zerwałem, a teraz jestem z tobą - potrząsnął lekko głową, nie chcąc się nad tym zastanawiać. - Nigdy się za dobrze nie dogadywaliśmy. Padme wyjątkowo słabo dobiera słowa.
Pochylił się nad Krukonem, chcąc go pocałować - przypomniał sobie jednak o jeszcze jednym temacie, który mieli poruszyć.
- Psycholog, tak - mruknął, przeczesując palcami mokre włosy Ezry. Zahaczył o nie nieco mocniej, odchylając jego głowę do tyłu w trochę bardziej stanowczym geście. - A nawet psychiatra. Głównie chodziło o problemy z agresją, ale kiepsko nam wychodziła ta współpraca.

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 905
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1688
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Lis 18 2017, 19:57

Nawet takie mało uważne "wrócimy do tego" w ustach Leo bez wątpienia brzmiało bardziej obiecująco niż kiedykolwiek w ustach Ezry i Krukon nie miał powodu, żeby mu nie uwierzyć. W razie czego zamierzał dociekać - przecież Leonardo nie był żadnym psycholem, którego nie dało się opanować. Skoro Ezra potrafił do niego podejść, mając nikłą wiedzę o procesach działających w mózgu, tym bardziej powinien zrobić to psycholog. A bazując na ich pierwszym spotkaniu, liczenie do dziesięciu czy cokolwiek mu przepisał, nie działało idealnie. I Clarke nie rozumiał dlaczego.
- Mhm, zbyt gorący, żeby dotknąć - mruknął z rozbawieniem, jeszcze z premedytacją tą chłodną wodą chlapiąc mu na klatkę. Potem jednak rekompensował się bardzo grzecznie, nie omijając żadnego fragmentu ciała Leo, zmywając z niego frustrację i zmęczenie dniem. Na dłuższy moment zatrzymał się palcami przy niewielkiej bliźnie w miejscu, gdzie kiedyś wbił chłopakowi sopel lodu. To on zostawił mu tę pamiątkę czy może Leo miał jeszcze jakieś gorsze spotkanie.
- To nie ma sensu. Nie zerwałeś z nią dla mnie. - Zmarszczył brwi, nie pojmując jak taki absurd mógł pojawić się w głowie takiej mądrej dziewczyny lub kogokolwiek, kto jej to wmówił. Czyżby swoją wartość Krukonka liczyła poprzez pryzmat byłego chłopaka, który - nie ujmując niczego obecnemu Leo - zwyczajnie nie potraktował jej poważnie, tym samym udowadniając, że nie zasługuje na jej uczucia? Bo Ezra nie miał wątpliwości, że Padme była wartościową osobą, która zwyczajnie niezbyt dobrze ubierała myśli w słowa. I potem wynikały takie dziwne sytuacje.
- Na pewno nie chciała, żeby to tak wyszło. Nawet mi obiło się o uszy parę razy jej nazwisko, a to przecież nic przyjemnego, trochę zrozumienia - rzucił pocieszająco, ale niewiele więcej mógł na ten temat powiedzieć, skoro nie był obecny przy wymianie zdań i nie znał intencji Padme (i dobrze, bo mógłby być wtedy mniej neutralny) Wiadomo, że choćby nie wiadomo co się działo, opinią na ten temat stał twardo za Leonardo. Jednakże medal zazwyczaj miał dwie strony i nie można było patrzeć jedynie pod kątem bieli i czerni.
Ezra na szczęście, w przeciwieństwie do Naberrie, słowami operował bardzo sprawnie. Jak i językiem, jak i ustami... Odniósł wrażenie, że Leonardo uznał temat za wyczerpany i chciał przejść do innych czynności, ale to jeszcze nie była ta pora.
- Co masz na myśli poprzez "kiepską współpracę"? Nie mów, że uderzyłeś jakiegoś psychiatrę - trochę się już nabijał, sprowokowany tym pociągnięciem za włosy. Wbił palce w skórę zewnętrznej części ud Vin-Eurico. Zaraz jednak spuścił z tonu, bo inna myśl przyszła mu do głowy. Niewinnym uśmiechem zastąpił złośliwość. - Pokaż mi trochę swojej złości - poprosił miękko, wpatrując się w niego wręcz ulegle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1530
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1553
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Lis 18 2017, 21:10

- Tak słońce, to od ciebie - zapewnił Ezrę, gdy ten poświęcił chwilę uwagi nierównomiernej bliźnie znajdującej się ponad lewym biodrem. Prawdę mówiąc miał ją trochę z własnej głupoty, bo kiedy wrócił do zamku po tym specyficznym spotkaniu, to wcale nie poszedł do Skrzydła Szpitalnego - a powinien, rana doskwierała mu jeszcze kilka dni. Ze względu na swój nieprzyzwoity upór wmawiał sobie, że przecież to nic takiego. Ostatecznie pomoc uzyskał dopiero kiedy akurat poleciał na weekend do rodziny, a matka nie dała spokoju... A blizna została, bo Amala nie należała do wybitnych uzdrowicielek, ponadto obrażenie zadano dużo wcześniej. Leonardo nie narzekał i właściwie całkiem się cieszył, uwielbiając tego typu pamiątki. Uśmiechnął się mimowolnie pod nosem, wspominając tamtą sytuację. Kto by pomyślał, że ich relacja tak się rozwinie...
Wzruszył ramionami, nie chcąc się zastanawiać nad pobudkami Padme. Złość mu już przeszła i teraz tylko zagłuszał wszelkie niepewności i cienie wyrzutów sumienia - miał wrażenie, że Krukonka subtelnie wypomniała mu błędy przeszłości, a z nimi nie radził sobie najlepiej. Mimo wszystko nie chciał bardziej psuć sobie humoru, w szczególności nie teraz, kiedy spędzał czas z Ezrą. Mruknął z zadowoleniem, czując dotyk dłoni chłopaka na swoich udach; poważnie ciężko było poruszać tematy spotkań ze specjalistami od ludzkiej psychiki, gdy ledwo można było pozbierać swoje myśli. Leo odnalazł jedną ręką biodro Clarke'a, przysuwając go do siebie nieznacznie. Palcami drugiej dłoni przesuwał łagodnie po jego karku, zahaczając co jakiś czas o poszczególne kosmyki włosów.
- Z psychologiem było gorzej, prawdę mówiąc byłem u dwóch i jakoś nam to nie szło. Z miejsca byłem źle nastawiony i to chyba dlatego... Ale nie uderzyłem żadnego z nich. Znaczy, może trochę zniszczyłem gabinet... Tylko przewróciłem biurko. Na regał. Stojący przy oknie. Na trzecim piętrze. Nikt nie ucierpiał, dobra? Poza moją godnością oczywiście. - Zaśmiał się, trochę jakby nerwowo. Gryfon nie lubił wracać myślami do momentów, w których tracił nad sobą kontrolę - zawsze po takich czynach żałował, a jednocześnie miał wrażenie, że gdyby cofnął się w czasie, to wszystko idealnie by powtórzył. Brzmiało to dziwnie, ale sprawiało mu przyjemność denerwowanie się, wyrzucanie z siebie emocji w tak prymitywny sposób jak rozwalenie czegoś lub skrzywdzenie kogoś. Fizyczność była mu potrzebna w zapanowaniu nad umysłem i to dlatego tak kochał różne sporty. Te ekstremalne przypominały o szalonej adrenalinie i pozwalały wyładować napięcie, te brutalne podbudowywały i dawały namiastkę tego, co przecież było złe i zakazane. Wspominanie takich sytuacji sprawiało, że Leo przypominał sobie jak dobrze się wtedy czuł. Mimo wszystko jego największym strachem był powrót do tego etapu, na którym nawet najbliższych potrafił zranić tylko ze względu na swoją bezmyślność i chęć odnalezienia tego błogiego, władczego stanu.
Już kiedy zobaczył drgnięcie kącików ust Ezry wiedział, że wpadł mu do głowy jakiś pomysł - jak się zaraz okazało, całkiem durny. Vin-Eurico miał już przewrócić oczami i poinformować go, że to tak nie działa, ale w tej samej chwili uraczony został najbardziej pociągającym spojrzeniem na świecie. Merlinie, on był tylko człowiekiem... Wzdłuż kręgosłupa przebiegł go przyjemny dreszcz, będący jakby zapewnieniem, że tak, wszelki opór poszedł się chrzanić. Zsunął dłoń z karku Krukona, przejeżdżając lekko paznokciami przez jego szyję, obojczyk i mostek; bez problemu odnalazł splot słoneczny. O ile jeszcze przed chwilą gotów był dać sobie rękę uciąć, że złości nie da się ot tak włączyć czy wyłączyć, prawda była zupełnie inna - u Leonardo to rzeczywiście przypominało magiczny przełącznik, nad którym sam zwykle nie panował. Prawdę mówiąc warto było się zastanowić, czy samo słowo "złość" nie powodowało, że coś w nim przeskakiwało. Bez realnych powodów na denerwowanie się nie towarzyszyła mu żadna irytacja, za to obudziła się głupia pokusa. Coś w jego spojrzeniu zmieniło się na bardziej nieustępliwe, gdy odepchnął od siebie Ezrę. Nie było to zbyt mocne, ale idealnie wymierzone w splot słoneczny i nakierowane prosto na ścianę, dzięki czemu gwarantowało zupełne pozbycie się oddechu. Choć Leo wcale nie naparł na chłopaka samym sobą, a jedynie skorzystał z siły w ręku, zaraz i tak znalazł się tak blisko, że raptem drażniący milimetr powstrzymywał ich ciała od zetknięcia się. Ćwierćolbrzym, jakby znudzony swoim ciągłym pochylaniem się, chwycił stanowczo podbródek Clarke'a i przyciągnął go do siebie, zmuszając do wyciągnięcia do góry, aby nareszcie skosztować w namiętnym pocałunku tych idealnych warg. Podparł się drugą ręką o ścianę obok głowy Krukona, zaciskając palce na ceglanej powierzchni i walcząc ze sobą, aby nie uformować z dłoni najbardziej naturalnego dla siebie uchwytu - pięści.
To woda zrobiła się taka gorąca, czy atmosfera?

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-