Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Mieszkanie nr 15   Czw Sie 31 2017, 21:35

First topic message reminder :


Mieszkanie Leonezry




Kto powiedział, że jednopokojowe mieszkanie będzie za małe? Tutaj wszystko wydaje się idealnie współgrać. Jedna strona pokoju jest oczywiście sypialniana, o czym informuje ogromne łóżko. Z tego miejsca jest świetny widok na aneks kuchenny... To z kolei kącik będący epicentrum apetycznych zapachów, roznoszących się stopniowo po całym mieszkaniu. Na ścianie wisi duża tablica kredowa, na której można znaleźć dopiski mieszkańców, będące drobnym przypomnieniem koniecznych do wykonania obowiązków ("kupić mleko", "wynieść śmieci", "przytulić Leo"). Nie zabrakło również miejsca na jadalnię! Krzesła to przeżytek, o wiele ciekawiej zasiąść na wielkiej poduszce. Przy okazji jest się wtedy blisko kominka i ma się pod ręką mnóstwo książek porozkładanych po półkach i regałach. Kawałek dalej znajdują się drzwi prowadzące do sporej łazienki. Żeby było ciekawiej, wysoki sufit mieszkania wykorzystany został na utworzenie małego półpięterka. Tam stoi biurko, pudła z rzeczami czekającymi na rozpakowanie, ukochana deska surfingowa jednego z lokatorów...
Czuć tutaj domową atmosferę i ciężko stwierdzić, czy to zasługa mieszkańców, czy ładnie udekorowanego wnętrza. W progu powita cię mała Chione, na stoliku znajdziesz pewnie porzuconą przez Ezrę talię kart, a jeśli potrzebujesz rozprostować kości, to Leo zadbał, aby w mieszkaniu wisiał przynajmniej jeden hamak. Co tu więcej mówić? Czuj się jak u siebie!


______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 777
  Liczba postów : 1065
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Paź 28 2017, 20:28

Przechodziłem sam siebie. Poziom zakłopotania wzrósł u mnie do momentu, w którym prawie przekraczał skalę. Przez moment nie mogłem w ogóle spojrzeć jej w twarz, bojąc się dalszej reakcji, dlatego też pójście po drinki było cudowną opcją. Nie mogłem jednak kryć się zbyt długo, przecież tego drinka należało dostarczyć... Miałem iście kamienną minę, a fakt, że coś było nie w porządku sygnalizowała wyłącznie szkarłatna czerwień w okolicach uszu.
Merlinie, co ja narobiłem?
Bełkot, który wydostał się z moich ust sprawił, że nie zdołałem powstrzymać swojej ręki przed głośnym plaśnięciem w czoło - moje rzecz jasna. Fakt, że wypowiedziałem te słowa na głos, w tak nieuporządkowany sposób, nadając im nieczytelny przekaz to jedno - to, że Arielle zdołała odczytać ów ukryty głęboko przekaz był drugim. Myślałem, że zapadnę się pod ziemię już nie z faktu, że bełkotałem, lecz przez wzgląd na jej reakcję. Spojrzałem na nią przepraszająco, kręcąc głową.
- Bo ja wcześniej myślałem szczerze że Ty jakby łóżko chciałaś proponowałaś mnie dzisiaj samemu - wypuściłem z ust kolejny potok słów, chcąc jednocześnie wyjaśnić, co chciałem powiedzieć i jednocześnie zamknąć sobie samemu usta. - Ja to jakby serio na poważnie nie chciałem myślałem urazić bo nie jak chcesz to chcesz - dodałem... I nie poprawiłem swojego położenia. Wcale. A poziom zakłopotania przekroczył skalę dwukrotnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Paź 28 2017, 21:27

sorki, bezwenie mnie dopadło

Kiedy para zmierzająca w stronę schodów wpadła na Ezrę i Fire, przez chwilę zawiesiłam wzrok na kobiecie o niesamowitych włosach (wyglądały, jakby zmieniła je przy pomocy metamorfomagicznych sztuczek na najwyższym poziomie). Wtedy też… zobaczyłam, jak w niedalekiej odległości od niej Calum inicjuje pocałunek ze swoją… dziewczyną? Trudne do zdefiniowania uczucie przejęło nade mną kontrolę - pomimo wciąż buzującej w mym ciele euforii padł na mnie cień irracjonalnej emocji, która zniknęła równie szybko. Mimowolnie ścisnęłam mocniej dłoń Marce - nie aż tak, by ją to zabolało, lecz bez wątpienia mogła przez chwilę odczuć dyskomfort.
Instynktownie się do niej przysunęłam, robiąc absolutnie wszystko, żeby tylko nie zerkać na całującą się parę. Fiołkowy, znajomy zapach podziałał na mnie kojąco - uśmiechnęłam się tak, jakbyśmy naprawdę właśnie odbywały wędrówkę w chmurach.
- Musimy podpisać pakt, niekoniecznie krwią, ale przydałaby mi się  jakaś ściągawka tego, do czego dokładnie się zobowiązałam - w przypadku Marce to pewnie coś w rodzaju pakietu rozszerzonego. - Skrzacie wino to nie alkohol? - roześmiałam się, bo przypomniało mi się, jak w nieco mniej imprezowych okolicznościach padła deklaracja - z obu stron - że żadna z nas nie pije, a później skończyłyśmy na dachu mojego mieszkania - wraz ze skrzącą się księżycową poświatą, pustą butelką po wyjątku od bezprocentowej reguły.
Nie zamierzałam jej odmawiać. Nie potrafiłam jednak tego powiedzieć, bo w moim odczuciu za jej prośbą mogło kryć się coś więcej - a ja nie wiedziałam, na co tak naprawdę bym się zgodziła. Do mnie też powróciło echo wspomnienia - ogień i woda, popołudnie z panią jeziora - właśnie dlatego zawahałam się chwilę przed rzuceniem lekkiej, (nie)zbowiązującej obietnicy.
- Nie wiem, gdzie Ezra położył butelkę od nas, ale mam nadzieję, że nie pogniewa się, jeśli otworzymy wino - dodałam przesadnie euforycznie, wciąż odczuwając skutki nadmiaru radości - nie chciałam czekać, wyrwałam się do przodu, pragnąc zdobyć dla Marce alkohol, jedyny, który nie wykrzywiał naszych ust w grymasie, lecz subtelną słodyczą mamił zmysły. Pomachałam radośnie do nowo przybyłego chłopaka i niemalże tanecznym udałam się w stronę aneksu kuchennego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1307
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1441
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 29 2017, 13:09

Ten wieczór nie należał do tych spokojnych, nad czym Bridget mocno ubolewała. Zamierzała usiąść spokojnie w mieszkaniu Lotty i pouczyć się co nieco, bowiem wydarzenia ostatnich dni spowodowały u niej nie tylko spadek energii i pogorszenie humoru, ale także spadek ocen w szkole, co koniecznie chciała nadrobić. Nie mogła się jednak wystarczająco skupić, gdyż ciągle myślała o wypadku na meczu, o uwolnionym przez Ślizgonkę Obskurusie, a na domiar wszystkiego o wypadku, który cudem przeżyła jej starsza siostra. W dodatku okazało się, że Lotta spodziewała się dziecka z Williamem, co było ciosem dla wszystkich - od tej pory nie walczyli wyłącznie o jej życie... Dziewczyna wciąż tkwiła na oddziale intensywnej terapii w Mungu. Bridget spędziła większą część nocy, wobec czego cały poranek przespała i popołudniu chciała usiąść do książek, by nadrobić materiał z całego dnia, gdyż nie pojawiła się na żadnych zajęciach. I akurat wtedy sąsiedzi postanowili urządzić sobie imprezę...
Nie potrafiła skupić się sama ze sobą, a co dopiero gdy w mieszkaniu obok dudniła muzyka i słychać było głośne śmiechy i rozmowy. Próbowała, naprawdę próbowała nie zwracać na to uwagi, nawet rzucała zaklęcia wyciszające - niestety się nie udały, bowiem różdżka zawibrowała i odmówiła posłuszeństwa. Bridget zaklęła pod nosem, po czym postanowiła, że po prostu pójdzie i poprosi, by ściszyli muzykę chociaż odrobinę lub żeby ktoś bez problemów różdżkowych przyszedł wyciszyć jej ściany w pokoju. Wstała i wyszła z mieszkania tak jak stała, kierując swoje kroki pod numer 15. Zapukała, łudząc się, że ktokolwiek ją usłyszy i otworzy jej drzwi. Sama nie wiedziała, co było dla niej większym zaskoczeniem - to, że ktoś faktycznie ją usłyszał, czy że drzwi otworzył @Ezra T. Clarke?

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good that's when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1143
  Liczba postów : 1432
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 29 2017, 15:06

Trzeba było przyznać, że Leonardo ładnie wybrnął z całej tej sytuacji. Ezra nie miał się nawet jak do wypowiedzi przyczepić, więc z czułym wydęciem ust mruknął "słusznie, kochanie, słusznie". Pewnie, że o wiele bardziej byłby zadowolony, gdyby Leo tak w przeszłości nie eksperymentował, ale i tak cieszył się tym, co miał. A miał obok siebie 217 centymetrów namacalnego szczęścia.
Gdyby ktokolwiek powiedział Ezrze, że sam zaprosi Fire do tańca... Merlinie, on by mógł na własną głowę przysięgać, że to się nie stanie. Z tego wniosek, że musiał być naprawdę ostrożniejszy w wydawaniu osądów na temat relacji.
- Nigdy w życiu. Lubienie mnie chyba zabolałoby cię wręcz fizycznie, a co dopiero przyznanie tego na głos - pokręcił głową z pobłażliwym uśmiechem, bo i tak wiedział swoje. Po prostu zarówno on jak i Fire byli zbyt upartymi osiołkami i lubili taki stan rzeczy. I lubili stawiać na swoim.
Tym większą satysfakcję poczuł Ezra, gdy Dearówna zdecydowała się dostosować do jego rad. Powstrzymał się od zadziornego uśmiechu i pewnego "a nie mówiłem?".
- Dokładnie tak. Jeszcze będzie z ciebie tancerka - pochwalił ją, a zaraz potem jego oczy błysnęły zaczepnie. - Ale nie ma co się ograniczać do jednego stylu. Co z tymi naszymi lekcjami twerkowania? - nawiązał do tego głupiego wpisu z wakacji, poruszając zabawnie brwiami. Jak mówił, pieniądze nie były problemem. - Fire, przebywanie z tobą to jak życie w piekle. Kominek byłby dla mnie wybawieniem - zaśmiał się, łagodnie okręcając dziewczynę. Ciężko było oczekiwać, że uda im się spędzać tak dobrze razem czas i to jeszcze tak długo. Coś wreszcie musiało się zepsuć. Oczywiście, że był zirytowany zachowaniem parki,  ale przecież to był tylko wypadek i nie było co robić scen... No cóż, Fire chyba odbierała to odrobinę inaczej. Skrzywił się z bólu, kiedy mocniej ścisnęła jego rękę.
- Przestań, to był wypadek - burknął, wyrywając dłoń z jej uścisku. Przecież wiedział, że Fire tego nie lubi. Mógł często się z nią drażnić, ale kiedy już łapali jakąś nić porozumienia, celowo by tego nie niszczył. Irytowało go to, jak Dearówna dosłownie wszystko odbierała tak negatywnie. Przewrócił więc tylko oczami na jej pogróżki, kompletnie nie biorąc ich do siebie. - Pewnie, już się trzęsę.
Fire niemal w drzwiach minęła się z Lysandrem - podobno małe spóźnienie było w wyższych sferach dobrze odbierane. Ezra pozbył się natychmiast tego nieprzyjemnego humoru, który spowodowało spięcie z Fire i ruszył, by przywitać kumpla, który przyniósł im kolejny prezent. Zdecydowanie lubił tych ludzi!
Clarke nie zamierzał na długo zostawać sam - chociaż może tak by było lepiej dla wszystkich skoro już swoim zachowaniem doprowadził Fire do ostateczności, tym samym wyganiając z mieszkania? Za ofiarę musiał obrać sobie chyba kogoś wytrzymalszego psychicznie zatem nic dziwnego, że swoje kroki zaczął stawiać w kierunku Dramy i tego cudu, który został jej podarowany, by roztoczyła nad nim opiekę. Ezra nie mógł cieszyć się główną atrakcją imprezy czyli bez wątpienia niebiańskimi drinkami Leonardo, mógł za to otumanić się oprylakiem. Z autopsji wiedział, że nie warto być stuprocentowo świadomym wśród mocno wstawionej grupki. Nie zdążył jednak do Dreamy dotrzeć, bo w międzyczasie został przechwycony. Spojrzał na Leonardo z lekko zmarszczonymi brwiami i rozbawionym uśmiechem, jednakże chętnie za nim podążył. Skoro istniały jakieś problemy techniczne to trzeba było się tym zająć i odłożyć na bok przyjemności.
- Co się sta... Hmf - nie zdążył nawet zadać pytania, bo już był przyciągany do pocałunku - otwartego, gwałtownego, pozbawionego jakichkolwiek granic.
Przez to wszystko Ezra przestał myśleć. Nie widział, nie czuł, nie myślał, nie oddychał; w jednym momencie został absolutnie przytłoczony zapachem Leo, dotykiem Leo, po prostu Leo. Jego plecy dociśnięte zostały do chłodnej ściany, odcinając mu jakąkolwiek drogę ucieczki - jedyna droga biegła za Vin-Eurico, a jak na razie nie zapowiadało się, by Ezra zbyt dobrze wyszedł z tej potyczki. Skradł chłopakowi oddech z ust wraz z delikatnym i przyjemnym echem smaku alkoholu, który osiadł na miękkich wargach.
Czuł się ociężały, jego kończyny zatopiły się w gęstym uczuciu pragnienia, a jego usta ściśle przylegały do ust Leo, bo sama idea odsunięcia się choćby na kilka milimetrów wydawała się być największą możliwą katastrofą. Odpowiadał na pocałunki Leo z taką pasją, jaką tylko mógł wykrzesać. Ich dłonie idealnie się dopasowywały, w ciepły i wyważony sposób, a Ezra był przytrzymywany przez Gryfona poprzez każdy pogłębiony pocałunek, poprzez każde otarcie się ich ciał, do momentu gdy Ezra zapomniał, gdzie kończy się on, a zaczyna Leo. I nie chciał pamiętać. Nie chciał, żeby ktokolwiek mu o tym przypominał.
Jego kolana ugięły się bezwolnie, gdy tak bezczelnie i drażniąco Vin-Eurico zagryzł jego wargę i wsunął kolano między jego nogi, sprawiając, że westchnienie zmieszane z uległym, gardłowym mruknięciem uciekło prosto w usta Leonardo.
Czym było powietrze?
Jego oczy były przyćmione, kiedy Leonardo wędrował ustami po linii jego żuchwy. Resztki przytomności wydawały się być odrobinę zamazane, gdy Leo coraz bardziej na niego napierał, a wspomnienie jego żarliwych pocałunków wciąż obecne na ustach Krukona i przemykający dotyk zatapiały Ezrę, który czuł płomienie rozchodzące się po jego skórze w miejscach, gdzie ich ciała się stykały.
I och, czy on zadał jakieś pytanie? Ezra potrzebował chwili, żeby zrozumieć, o co w ogóle chodzi. Jaka wystawa? Jaka Marceline? Jakie to miało znaczenie wobec rozpraszającego dotyku Leonardo?
- Kto ci powiedział? - wyrzucił z siebie i od razu zorientował się, że nie tak brzmiała dobra odpowiedź. Można ją było zinterpretować, jakby Ezra miał coś do ukrycia, jakby zależało mu, by Leonardo nie wiedział, a przecież daleko temu twierdzeniu było do prawdy. Zaraz więc podążył za sugestiami chłopaka, kiwając głową i z wysiłkiem zbierając myśli, by ułożyć logiczną wypowiedź. Spojrzenie Leonardo parzyło jak ogień.
- Tak, udawaliśmy. Ona poprosiła... Powiedziała, że kiedyś mi wytłumaczy i gdybyś widział, jakie to było dla niej ważne. Nie wiem, dlaczego. Leonardo, gdybym naprawdę chciał cię zdradzić, myślisz, że tak bym się obnosił i jeszcze bym ją tu zaprosił? - zapytał ze zniecierpliwieniem. Przesunął ręką po jego klatce piersiowej, jakby chciał go zachęcić do jakiegoś ruszenia się. Po co marnować czas na gadanie? - Ale wiesz, wystarczyło zapytać mnie o to normalnie - zaśmiał się trochę z niekonsekwencji Leo. Ezra zrobiłby to w innej kolejności. Najpierw zadawałby pytania, a dopiero potem argumentował, dlaczego takie wyskoki nie powinny mieć miejsca... Ale cóż, nie narzekał. - Jestem tylko twój, słowo - mruknął jeszcze, kiedy Vin-Eurico wsunął palce w jego włosy - nawet nie zająknął się przy tym, że na Merlina, nie po to układał je tak starannie. Sądził, że chłopak skończy to co zaczął, a przynajmniej nie zostawi go w taki sposób. Sapnął z oburzeniem, gdy Gryfon tak po prostu otworzył drzwi łazienki.- Leonardo! Nie pogrywaj sobie ze mną - warknął w plecy ćwierćolbrzyma. To było wybitnie okrutne. Niewyobrażalnie okrutne!
Clarke przeklął brzydko pod nosem, opierając się o umywalkę i biorąc kilka głębszych oddechów, wyrównujących przyspieszone bicie jego serca. Czy ktoś jeszcze potrzebował dowodu na to, jak bardzo Leonardo był głupi? Za takie zachowanie świat powinien zemścić się na Gryfonie dwukrotnie.
Wydawało mu się, że minęło kilka minut odkąd został sam i wypadałoby wreszcie powrócić na imprezę. Przeczesał palcami fryzurę i biorąc ostatni głębszy oddech, wrócił do głównego pomieszczenia. Jego wzrok natychmiast powędrował w stronę Leo, który dezaprobatę na twarzy Ezry powinien odczytać jako obietnicę zemsty.
A jej fragmentem miało być oczywiście podejście do Marceline i Ulli, które znalazły się przy alkoholach. Ezrze było obojętne czym się częstują, więc spokojnie mogły dobrać się także do tych prezentowych trunków. Nie dotarł jednak do dziewczyn (znowu! Ludzie, więcej wyczucia czasu) bo dotarło do niego pukanie do drzwi. Zmarszczył lekko brwi, bo wydawało mu się, że już na nikogo nie czekali, ale mogło mu to po prostu umknąć. Miejsca jednak nikomu chyba nie żałowali, więc niezapowiedzianych gości też należało przyjąć. Ezra otworzył drzwi... I zaraz poczuł ochotę, by je zamknąć. Momentalnie się wyprostował i poprawił koszulę.
- Bridget, cześć? - w pierwszej chwili ogarnęło go zdziwienie, zaraz jednak przypomniał sobie, jak spokojnie przebywały ich ostatnie spotkania i to pozwoliło mu na lekki, jednak wciąż spięty uśmiech. - Co cię sprowadza? Coś się stało? - Krytycznie spojrzał na ten jej domowy strój, komentując go sympatycznym "fajny dres". Nie wiedział za bardzo co zrobić z rękami, więc wsunął je do kieszeni spodni, po czym uznał, że to nieeleganckie, więc szybko zmienił pozycję, kołysząc się na stopach.
- Uhm, nie będziemy chyba rozmawiać tak przez próg. W ogóle nie musimy rozmawiać, ale jeśli chcesz to... No możesz wejść. Zapraszam - zrezygnował z opcji "my", ponieważ podejrzewał, że Leo równie gościnny okazać się nie mógł. Tym bardziej chciał, żeby Bridget podjęła jakąś decyzję i żeby jego chłopak nie miał pod tym względem nic do powiedzenia.

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1307
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1441
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 29 2017, 19:53

Bridget zamrugała gwałtownie, przez kilka sekund po prostu wpatrując się ze zdziwieniem w twarz Ezry. Nie spodziewała się go tutaj, w żadnym wypadku nie sądziła, że gospodarzem przyjęcia będzie jej były chłopak, ale najwyraźniej los postanowił z niej zadrwić po raz kolejny. Sytuacja jednak uległa zmianie, bowiem jak wiemy Bridget od początku roku miała poważne spięcie zarówno z Clarke, jak i z jego obecnym chłopakiem, Leonardo, który za każdym razem w jej obecności manifestował swoją niechęć względem Puchonki. Bridget natomiast nie mogła zapomnieć o fakcie, że podczas ostatniego spotkania, na którym doszło do wymiany zdań między nią a Krukonem, bez opamiętania wykrzyczała mu w twarz, że go nienawidzi - och, jakże wtedy skłamała... Dla wszystkich było jasne, że nie mówiła wtedy prawdy, lecz nigdy nie miała okazji tego wyjaśnić, bowiem tego samego wieczora w mieszkaniu Lotty, dosłownie za ścianą, Theo przypadkiem zahipnotyzował ją, wskutek czego Ezra przestał istnieć dla dziewczyny. To zdarzenie było powodem, dla którego ich kolejne zetknięcia były bardzo... Spokojne i ubogie w jakąkolwiek interakcję. Co dobre jednak szybko się kończy, po felernym festiwalu Theo zdjął z niej czar, przez co Bridget na nowo została postawiona w sytuacji, z której tak bardzo chciała uciec przez cały ten czas.
Więc co teraz?
Jakkolwiek zdziwiony byłby Ezra, Bridget postanowiła przełknąć całą swoją dumę i jad, by zdobyć się na ten jeden, ciepły, średnio szczery uśmiech, którym go obdarzyła.
- Hej - wyrzuciła z siebie na wydechu. - Dzięki - skomentowała jeszcze, obejmując tym słowem zarówno komentarz o jej dresie, jak i niezbyt chętne zaproszenie chłopaka do środka. Przestąpiła próg, przeciskając się obok niego i starając się nie dotknąć go pod żadnym pozorem, po czym stanęła odrobinę od wejścia, rozglądając się dookoła z zaciekawieniem. - To twoje mieszkanie? - zapytała. - Fajne, całkiem przytulne. I masz pięterko. Czy może macie? - Spojrzała na niego i od razu wyczytała odpowiedź z jego twarzy. - Cool - skomentowała, natychmiast ucinając temat. Było jej bardzo niezręcznie, że to akurat chłopaki mieszkali tuż obok, w dodatku... Po tym wszystkim. Ale skoro już przyszła i została zaproszona do środka, to chociaż powie, jaki jest powód jej wizyty. - Generalnie chciałam tylko poprosić o delikatne... Ściszenie muzyki i rozmów, jeśli można. Bardzo was słychać, chciałam się uczyć - powiedziała, ale znow poczuła się dziwnie, że przychodzi do nich z taką pierdołą. Musiała brzmieć doprawdy żałośnie. Kujonka Hudson, niezaproszona na imprezę wbija Ezrze do chaty i prosi go o spokój. - Lub niech chociaż ktoś stąd obecnych wpadnie do mojego... Lotty mieszkania i wyciszy mi ściany. Ja próbowałam, ale moja różdżka dzisiaj ma wolne i nie działa - dodała, uśmiechając się niemrawo.

______________________


   
   
I know I said that I was doing good and that I'm happy now
I should've known when things are going good that's when I get knocked down

   

   
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 689
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 660
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 29 2017, 21:21

Marceline nie kontrolowała innych osób, jakby nie chciała w tej chwili skupiać na nich swojej uwagi. Euforia pozwalała na ulokowanie spojrzenia na Ulii, która absorbowała i pochłaniała ją całkowicie, jakby posiadała niezwykłe zdolności, którymi mamiła i przyciągała biedną Holmes. Dziewczyna wróciła jednak bardzo szybko na ziemię, kiedy tylko uścisk dłoni Tiverton zacisnął się na tyle mocno, że rudowłosa zmarszczyła aż brwi. Nie pojmowała - co się stało i dlaczego była taka jej reakcja, ale wiedziała, że coś musiało mieć miejsce, skoro krukonka zaskoczyła ją tą nagłą i nieprzewidzianą perspektywą, w której to ich palce zdawały się być nierozerwalną powierzchnią posklejaną przez bardzo dobre i trwałe zaklęcie. Prawie identycznym szokiem była również bliskość Ulli, gdy to tym razem młodsza odważyła się przełamać kilka centymetrów i znaleźć się tuż obok Marce, która oszołomiona bijącym ciepłem od ciała Tiverton, bezwiednie wyciągnęła dłoń ku talii ciemnowłosej i przesunęła opuszkami palców po zarysowanej linii. Och, słodki Merlinie... Ileż ona by teraz dała żeby poczuć te delikatne wargi na swoich i przekonać się o ich miękkości podobnej do śnieżnobiałego, zimowego puchu. Jak bardzo chciała teleportować się do innego miejsca, gdzie byłyby same i to niewyobrażalne pragnienie ziściłoby się na tyle, że zapewne zapomniałaby o powietrzu dostarczanym do płuc, dokładnie tak jak teraz, gdy przyjemny zapach Ulli drażnił nosek Marce. Serce zakołowało w jej piersi, natomiast oddech zwolnił momentalnie, gdy pojęła, że musi przestać rozpatrywać tę relację w takich kategoriach. Swoje ciche i enigmatyczne fantazje ukrywała pod grubą powłoką wykreowanego za sprawą eliksirów uśmiechu, wszak Tiverton nie powinna nigdy się dowiedzieć, że była tą pierwszą, która roznieciła w niej chęć skosztowania nieznanego.
- Zobowiązałaś... - powtórzyła rozkojarzona, a zaraz potem parsknęła śmiechem, gdy usłyszała to konkretne pytanie. Oczywiście, że skrzacie wino nie było alkoholem! To był trunek dla koneserów, a one przecież delektowały się jego smakiem jak nikt inny, czyż nie? Pokręciła z rozbawieniem głową na zachowanie Ulki i przygryzła policzek. Jeszcze raz sama okręciła się dookoła, by zaraz potem ruszyć radosnym krokiem do aneksu, gdzie mogły skontrolować jakość przyniesionych procentów i znaleźć te odpowiednie.
- Na pewno się nie pogniewa i tak każdy jest zajęty sobą, więc... Co nam szkodzi? - wzruszyła lekko ramionami i po odnalezieniu właściwej butelki, puściła oczko do krukonki. Gotowe!, ich zguba znaleziona i możliwość oddania się w szpony nieznanego dały sposobność do tego, by wrzucić na luz i dać się porwać do reszty spontaniczności. Bez pytania sięgnęła po dwie szklaneczki i raptem jednym ruchem odkręciła nakrętkę, która ustąpiła bez większego trudu. Nie pytała o ilość wlanego trunku, jakby Marceline doskonale wiedziała, że Ulla nie pogardzi pełnym kieliszkiem. - Do dna? - zaproponowała i uniosła na nią spojrzenie zielonkawych tęczówek. Wiedziała, że puszczą jej hamulce i była tego wręcz pewna, dlatego musiała się trzymać z dala od Ulli, by nie przekroczyć umownych granic, choć kusiło ją to równie mocno co udanie się na Nokturn. - Tylko jak wiesz, lubię się przytulać i co jeśli pijana postanowię robić to z tobą? - rzuciła z nutą rozbawienia, choć kryła się za tym pewna szczerość, ale Tiverton... Na pewno nie była tego świadoma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29408
  Liczba postów : 41180
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Paź 31 2017, 16:45

Wbrew pozorom, nieroztropnie jest ignorować magiczne łańcuszki, które otrzymuje się za pomocą sowiej poczty, gdyż pozornie głupia formułka może okazać się niebezpieczną klątwą - tak było w tym przypadku. @Marceline Holmes spokojnie rozmawiała z @Ulla Tiverton prowadząc swoistą grę, gdy nagle wokół zaczęło dziać się coś dziwnego. Czy te szklanki powinny tak drgać?
Dziwne i nieprzewidziane były koleje losu, szczególnie w magicznym świecie targanym zakłóceniami. Magiczne pole na pewno nie działało poprawnie albo samo zostało upite przez gospodarza imprezy, gdyż miast wymierzyć karę w Marceline, dotknęło klątwą Ullę! Dziewczyna poczuła prawie obezwładniający ból oraz dziwne uczucie osuwania zębów w ustach. Chcąc coś powiedzieć, musiała nadstawić dłonie, by zęby nie upadły na podłogę. Biedna dziewczyna, taka sytuacja przy tylu ludziach?

Przypominam, że zignorowanie akcji MG wiąże się z utratą galeonów!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1102
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11845-carma-c-charisme
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11852-carma-cie-oceni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11851-maly-kruczek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11853-carma-c-charisme




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Paź 31 2017, 17:03

3/3 jaram sie!

Świadomość Carmy już dawno zapodziała się w całym tym zbiorowisku obcych ludzi i gęstych emocji, które osiadały wokół wszystkich zgromadzonych tuż przy parkiecie. Gdyby tylko Leo miał za grosz poprawności w swojej osobie, możliwe że cała impreza obyłaby się bez dodatkowych atrakcji w postaci szalonych drinków, ale… Kto mógł go winić, że przypadkiem pomylił fiolki? No cóż… Carma na pewno jeszcze się nim zajmie.
Tymczasem pozwalała się prowadzić na piętro całkowicie obcego i nowego mieszkania, nie mając pojęcia co tak właściwie się działo i dlaczego tam zmierzają. Nie odpowiedziała na wyznanie Sharkera odnośnie ich ostatniego spotkania w barze, ciesząc się jedynie, że zdobył się na tak… Głębokie jak na niego wyznanie. I najwyraźniej przejmowała się tym co się wtedy wydarzyło o wiele mniej niż on sam, co było dość… Urocze? Całe to podsumowanie przemknęło jej przez myśl, gdy byli już prawie na górze, dlatego zdecydowała się na mocniejsze ściśnięcie jego dłoni. Czerpała naprawdę niezdrową przyjemność i satysfkację z tego, że znów mogła go dotknąć i poczuć jego dotyk. Prawie jęknęła z rozczarowania, gdy musiał puścić jej dłoń.
O ile Rasheed zdawał sobie - nieco mętnie, ale jednak - sprawę z tego, że jest naćpany, tak Charisme nie zorientowała się nawet przez sekundę, że coś poszło nie tak, jak zaplanowała. Dochodziło do niej jedynie zdziwienie, że spędza czas ze swoim byłym, chociaż przed imprezą zakładała sobie coś kompletnie odwrotnego. Wcześniej wypalony w domu oprylak, który załatwiała sobie od brata, nie powinien działać na nią tak mocno, by doprowadzić ją do takiego stanu. Przypadkiem zepchnęła z dużego biurka kilka rzeczy, co oczywiście też umknęło jej uwadze, gdy Sharker dosłownie odebrał jej jakąkolwiek możliwość wykonania innych działań niż te, które sobie założył. Nie protestowała nawet przez moment, bo przecież pragnęła tego wszystkiego tak samo jak on. Do wzbudzenia tak ogromnej namiętności w ich relacji nie była nawet potrzebna ta nieszczęśliwej amortencja, która w tej chwili pełniła rolę zablokowania ich ewentualnych negatywnych i rozżalonych emocji względem swojego wzajemnego zachowania. Oczywiście, że to Sharker nabroił, gdy się rozstawali, ale czy rzeczywiście oglądanie się za innymi panienkami było wystarczającym powodem, by się rozstawać? W tej chwili nie była w stanie odpowiedzieć sobie na to pytanie, chociaż gdzieś głęboko zdawała sobie sprawę z tego, że miała wtedy zwyczajnie gorszy dzień. Gorszy moment. Nigdy wcześniej nie potrafiła wyżywać się na Rasheedzie, tak tego wieczoru powiedziała mu wszystko, co o nim uważała i co jej nie odpowiadało. Troszkę za dużo, biorąc pod uwagę, że wcześniej nie dała mu żadnego znaku ostrzegawczego, że robi coś nie tak.
W całkowitym amoku przylgnęła do jego klatki piersiowej, zapominając gdzie się znajdują i jak bardzo niepoprawne jest to, co robią. Ręce owinęła wokół jego szyi, zachowanie równowagi powierzając Rasheedowi. Każdy kolejny pocałunek powodował jeszcze gorętszą falę ciepła, aż w końcu musiała oderwać swoje usta od ust Rasheeda, bo zwyczajnie zabrakło jej oddechu. Znowu wtuliła się w jego szyję, wdychając ten oszałamiający zapach, którego prawdopodobnie jeszcze długo miała nie zapomnieć.
- Je t’aime - wyszeptała do ucha Rasheeda najciszej jak potrafiła, całkowicie szczerze, chociaż wcale nie miała ochoty tego mówić. Nie chciała wypowiadać takich słów po raz pierwszy w tak dziwnej sytuacji. Zmusiła ją do tego ostatnia kropla amortencji, która w końcu wyparowała z jej organizmu, zaraz po wypowiedzeniu ostatniego słowa. W miejsce obsesyjnego pożądania wkradło się coś w stylu zażenowania zmieszanego z przerażeniem i zaskoczeniem. Najwyraźniej pierwsze razy nie były im pisane jako coś rzeczywiście specjalnego i przemyślanego.
Uścisk Sharkera również zelżał. Carma bała się oderwać od szyi chłopaka, chociaż wiedziała, że kiedyś będzie zmuszona znowu spojrzeć mu w oczy - i to w całkiem niedalekim odstępie czasu. Powoli odzyskiwała pełnię świadomości i gdy zaczęło docierać do niej jak wiele osób zgromadziło się na dole mieszkania, zawładnęło nią poczucie niesprawiedliwości i irytacji. Nie wpadła jeszcze na to, ze cała ta sytuacja była sprawką amortencji i prawdopodobnie jeśli ktoś jej tego nie rozjaśni, to sama na to za nic nie wpadnie.
- Co… Co to miało być?! - fuknęła prosto w twarz Rasheeda, odpychając go jedynie na tyle, by mogła zeskoczyć z biurka, które już dawno zapomniało o dawnym ładzie i porządku. Dalej stali w odległości kilkunastu centymetrów. I prawdopodobnie tylko Felix uchronił Sharkera przed dostaniem w twarz. Francuzka wbiła swoje wściekłe spojrzenie w oczy chłopaka, całą winę zwalając właśnie na niego. Była wręcz pewna, że to on coś wykombinował, a sama przestała orientować się w tym, jakie uczucia nią targały - bo te sprzed chwili były w pewnym sensie dalej żywe, a wypowiedzianych słów już żadne z nich nie mogło cofnąć. - Dobrze się przynajmniej bawiłeś? Na Merlina, Rasheed, gdzie się podziały ostatki twojej dojrzałości - dodała, całkowicie już wściekła, próbując wydostać się z tej niekomfortowej pozycji. Zagłuszała potrzebę pogodzenia się z byłym Ślizgonem, chociaż gdzieś bardzo głęboko chciała do niego wrócić. W tej chwili było to praktycznie niemożliwe, bo zawód i rozżalenie brały górę nad wszystkimi innymi emocjami. Brakowało jeszcze tego, by w swojej niestabilności emocjonalnej zupełnie się na tym piętrze popłakała, dlatego odepchnęła Rasheeda, tym razem o wiele bardziej stanowczo niż wcześniej, i skierowała się w stronę schodów. Przystanęła przy zejściu, rozglądając się po pomieszczeniu pełnym - w większości - obcych ludzi i wypatrując Mikkela, którego w tak okropny sposób zostawiła. Nie znała prawie nikogo, chociaż niektóre twarze kojarzyła z hogwarckich korytarzy. Nie raz zawiesiła oko na pięknej twarzy Bianci, a prawdopodobnie gdyby nie Winnie, znałaby też bliżej młode Krukonki, które kojarzyła jedynie z widzenia. Prawdę mówiąc, brak Winnie odczuła prawdopodobnie równie mocno co Mikkel, a że nie posiadała zbyt wielu przyjaciółek, po rozstaniu z Rasheedem została kompletnie sama. Może to lepiej? Kto miałby czas na pracę w szpitalu, gdyby miał życie towarzyskie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Paź 31 2017, 17:44

Poważnie nie pamiętał już czemu robił tę imprezę. Wcale nie potrzebował gromady gości, wyszukanych drinków i dań, nad którymi spędził mnóstwo czasu - to wszystko odchodziło w zapomnienie, kiedy miał obok siebie Ezrę. Leo zupełnie stracił umiejętność myślenia, odurzony wypitym alkoholem i samą obecnością chłopaka, dla którego przecież i tak już dawno stracił głowę. Gdyby nie zapytał o wystawę teraz, to najprawdopodobniej nie zrobiłby tego już wcale. Najzwyczajniej w świecie nie potrafiłby robić Ezrze wyrzutów czy dopytywać na takie tematy; Krukon miał w sobie coś, co Leonardo rozwalało na łopatki.
- To istotne? - Zapytał, a po jego tonie głosu można było mieć pewność, że to nie jest istotne. Clarke sam się zrehabilitował i zaczął wyjaśniać sytuację, a Leo nie potrafił ukryć faktu, jak niewyobrażalnie mu ulżyło. Nie odpowiedział na jego pytanie, nie chcąc teoretyzować jak Ezra mógłby go zdradzać a jak nie. Liczyło się tylko to, że wystawa nie była niczym istotnym. Mogli o niej zapomnieć... - ¡Estupendo!* - Sam nie miał pojęcia jakim cudem udało mu się tak po prostu wyjść, przystając jedynie na sekundkę, aby przetrawić to warknięcie Ezry. To źle, że już w tej chwili czekał na zemstę? Dobrze, że odnalazł sziszę, bowiem faktycznie potrzebował chwilki na uspokojenie się. Kiedy Ezra wyszedł, Leo posłał mu jeszcze zaczepnego buziaka, rozbawiony tym niemalże morderczym spojrzeniem. Sam zostawił sziszę i uznał, że warto sprawdzić co się dzieje na górze - nie chciał, żeby głupia amortencja za bardzo nabroiła. Wbiegł na pięterko i stanął twarzą w twarz z @Carma C. Charisme, która chyba się wybudziła i wyglądała na wybitnie niezadowoloną.
- Och, hej. Hej, słońce, ja cię strasznie przepraszam - nie, was - bo chyba dodałem wam amortencję i trochę za daleko to poszło. - Zerknął na @Rasheed Sharker i chciał jeszcze coś dodać, ale w tej samej chwili dostrzegł, że Clarke jest przy drzwiach i z kimś tam rozmawia. Leo mruknął coś na zasadzie "nie zabijcie mnie, nie chciałem", schodząc na dół. Zupełnie go zmroziło na widok @Bridget Hudson, której po prostu nie powinno tutaj być.
Vin-Eurico tolerował... no, prawie każdego. Poważnie, ciężko było zdenerwować go do tego stopnia, żeby nie potrafił się opanować. Ta Puchonka drażniła go jak czerwona płachta byka i sama świadomość jej egzystencji była niesamowicie rozpraszająca.
- Chingada** - wyrwało mu się cicho, kiedy drugi gospodarz odsunął się z progu i wpuścił te odzianą w dresy sierotkę do środka. Leo zadrżał ze złości, zupełnie nie potrafiąc zrozumieć czemu jego chłopak pokusił się na coś takiego - raczej jej nie zaprosił, ale skoro przyszła sama z siebie to i tak nie musiała wchodzić! A on jej pozwolił, chociaż wiedział, że to jest właśnie to, co zepsuje Gryfonowi całą imprezę. - Ezra, ¡aguas! - Zawołał do niego odruchowo, trochę zapominając nawet, że używa złego języka - był zdenerwowany i poza ostrzegawczym spojrzeniem nie był w stanie nic więcej dodać. Doszedł do prostego wniosku, że wypadałoby jednak podejść i Bridget powitać, albo raczej dowiedzieć się jak nakłonić ją do wyjścia. Zdążył zrobić krok, gdy zaalarmowały go wydarzenia dziejące się bardziej w kuchni. Leo błyskawicznie doskoczył do @Marceline Holmes i @Ulla Tiverton, u których wyraźnie działo się coś niedobrego.
- Co się dzieje? A la verga...*** Dobra, spokojnie - sam złapał ciemnowłosą za ramię, spoglądając na posadzkę, na której znajdowały się teraz jej zęby. Przynajmniej dzięki temu nie przejmował się już Bridget... Chyba słusznie trafił do Gryffindoru, bo nie poddał się ogarniającej go panice i postanowił zadbać o biedną dziewczynę, która musiała być przerażona. Leo nawet nie zastanawiał się, jak musiało boleć coś takiego. - Zabiorę cię do Munga - dodał jeszcze, trochę ciszej. Nie chciał robić wielkiej afery i miał nadzieję, że uda im się to wszystko załatwić bez ściągania uwagi na biedną Krukonkę. Fakt faktem, impreza rozgrywała się w jednym pomieszczeniu i nawet w aneksie kuchennym prywatność była licha. Leo odnalazł spojrzeniem @Calum O. L. Dear i skinął na niego, niewerbalnie prosząc o pomoc. - Stary, ja ją muszę zabrać do szpitala chyba - wyjaśnił krótko, nie chcąc znikać bez żadnego wyjaśnienia.



*Wspaniale!
**Ku+wa
***Cholera...

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.


Ostatnio zmieniony przez Leonardo O. Vin-Eurico dnia Wto Paź 31 2017, 21:20, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Paź 31 2017, 18:38

Melodia wygrywana przez jej dłonie na instrumencie mojego ciała… choć należała do tych subtelnych, sprawiła, że poczułam się dokładnie tak, jak nad jeziorem - granica wyznaczona (przeze mnie?) znowu się rozmyła, a ja nie wiedziałam już, w którą stronę to wszystko zmierza - byłam pewna tylko tego, że - choć wcześniej chyba tak właśnie sądziłam - żaden z tych gestów nie jest przypadkowy, a ja muszę w końcu przestać oszukiwać samą siebie - a przede wszystkim . Bo co, jeśli ona robi tylko to, na co nie do końca świadomie jej pozwalam?
Jakaś paskudnie egoistyczna część mnie chciała w tym momencie, nie zważając na konsekwencje moich czynów, przysunąć się do Marce po raz kolejny - tak, by ona również nie tkwiła już w sferze domysłów i mogła bez trudu zinterpretować moje żądanie. Ale kiedy tylko przyćmiewający rozsądek eliksir przestał na mnie oddziaływać tak intensywnie, jak jeszcze kilka minut temu, poczułam się paskudnie. Bo Holmes nie zasługiwała na to, żeby zostać chwilowym kaprysem, skoncentrowanym antidotum na samotność, pocieszeniem.
Śmiech Marce sprawił, że odtrąciłam od siebie burzowe myśli; miałam wrażenie, że wypiłam kolejną porcję tajemniczego drinka od Leo. Rzadko kiedy jej beztroska wybrzmiewała w taki sposób (w jakikolwiek sposób). - Nalej mi, proszę, hogwardzkie pół - do pełna i kroplę więcej - pierwszy toast… za to, żebyśmy z uśmiechem na ustach wspominały spędzone ze sobą chwile? - zaryzykowałam, zastanawiając się, czy tylko w mojej głowie brzmi to tak banalnie. Z ociąganiem sięgnęłam po swój kieliszek - na początku upiłam jedynie trochę, po czym położyłam go na blacie, przesuwając palcem wskazującym po krawędzi czaszy. - Lepiej nie, bo będziesz miała paskudne siniaki, kiedy już wytrzeźwiejesz, przytulanie się do kości to nienajlepszy pomysł, poza tym… - zamarłam. Oparłam się rękami o blat, szukając jakiegokolwiek punktu oparcia - miałam wrażenie, że zaraz zemdleję, obezwładniający ból targnął całym moim ciałem - promieniował z okolic szczęki. Dotknęłam lewą dłonią ust, kiedy poczułam, jakby ktoś jednym szarpnięciem wyrwał mi wszystkie zęby. I - jak się okazało chwilę później - nie było to tylko wrażenie, zgięłam się w pół, z przerażeniem rejestrując upiorny dźwięk wydawany przez uderzające o posadzkę kości - dopiero wykwitające tuż obok nich plamy krwi oraz kolejna fala bólu sprawiły, że scena rozgrywająca się przed moimi oczami nabrała realnych barw. W głowie miałam jedynie pustkę - nie wiedziałam, co się działo. Materiał sukienki spił krople burgundu spływające z kącików mych ust, lecz w ogóle tego nie odnotowałam - w akcie niemej prośby odszukałam wzrokiem oczy Marce, lecz to nie jej dłoń zacisnęła się na moim przedramieniu; z trudem skupiłam zamglone spojrzenie na Leo. Gdyby nie on, pewnie upadłabym, bo nie byłam już w stanie dłużej utrzymywać się w pionie, nogi miałam jak z waty.
Mung? Szpital? W pierwszym odruchu chciałam zaprotestować, ale przecież i tak z mych ust nie wydobyłby się żaden zrozumiały przez Gryfona dźwięk. Poza tym miałam wrażenie, że moje wargi są drewniane, poruszenie nimi wydawało się niemożliwe do wykonania.
Co się, do ku rwy nędzy, stało? W jednej chwili piłam wino, w drugiej…
Calum? Pewnie w innych okolicznościach zrobiłabym wszystko, żeby nie zobaczył mnie w tak żałosnym stanie, ale teraz było mi już wszystko jedno. W głowie wciąż kręciło mi się od nadmiaru emocji i tempa zdarzeń. Nie wiem, czyją dłoń zaczęłam miażdżyc w kurczowym uścisku, bodźce dochodziły do mnie z opóźnieniem - najpierw musiały przebić się przez ścianę znieczulająco obezwładniającego bólu. Blada jak śmierć czekałam na to, żeby ktoś coś zrobił - sama nie byłam w stanie.


{zt}
dziękuję za grę, bawcie się dobrze ♡
i uważajcie na zęby hihi
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 777
  Liczba postów : 1065
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Paź 31 2017, 21:52

Awkward-fest nie miał końca i ostatecznie staliśmy oboje z Arielle z minami tak nietęgimi, że chyba bardziej się nie dało. Nie wiedziałem, co jeszcze mógłbym jej powiedzieć i szczerze wolałem się nie odzywać już ani słowem. Nie wiem, co było w tym drinku, ale nie był mocny wyłącznie za sprawą zmieszanych alkoholi - posiadał jakiś rozwiązujący język dodatek, wskutek czego bełkotliwie zaproponowałem Arielle łóżko. Ja. Zaproponowałem. Dziewczynie. Łóżko.
Czy to już dno?
Sama dziewczyna wydawała się być niespecjalnie zadowolona z mojej propozycji, mimo że sama wcześniej dawała mi do zrozumienia to, co ja tak nieudolnie próbowałem ubrać w słowa. Wyszło jak wyszło, ja też byłem naiwny, skoro nie dostrzegłem w jej zachowaniu nic dziwnego. Z dnia na dzień miałaby na mnie tak wielką ochotę? Chciałaby się ze mną przespać od tak, bo nagle ma ochotę? Gdyby tak było, prawdopodobnie skusiłaby mnie dawno temu. To na pewno jakiś durny żart olbrzyma, na którego łypnąłem teraz niezbyt przyjemnym wzrokiem, czego i tak pewnie nie zauważył, bo był zajęty czymś innym. Czy nie potrafił zrozumieć, że ja sam siebie upokarzam wystarczająco mocno i nie trzeba mi w tym pomagać, szczególnie w większym towarzystwie?
- Yyyy - zacząłem, próbując się jakoś zorientować, czy wciąż trzyma się mnie ta werbalna biegunka. - Zapomnij o tym - dodałem. Dla mnie temat był skończony, już i tak miałem pewność, że nic takiego się między nami nie wydarzy. Nie po moim "podboju" od siedmiu boleści...
Nie wiedziałem, czy to jakieś wewnętrzne przeczucie, czy też powietrze zadrgało w specyficzny sposób, ale mój wzrok szybko powędrował w stronę dwóch młodszych Krukonek. Prawie mi serce stanęło z przerażenia, gdy zobaczyłem wypadające z ust Ulli zęby. Spojrzenie Leonardo skrzyżowało się z moim i nawet nie musiałem się skupiać na znaczeniu słów, które wypowiadał. W sekundę znalazłem się obok Ulli, łapiąc ją za rękę. Jej paznokcie wbiły się w moją skórę, a ja syknąłem cicho. Wyciągnąłem ją szybko na korytarz, marząc sobie drugą dłoń w krwi, kiedy przytrzymałem jej własną dłoń z kilkoma zębami, które jeszcze na niej zostały. Zaraz po przekroczeniu progu teleportowałem się z nią do mojego mieszkania, by złapać dywan. Minutę później szybowaliśmy nad błoniami, prosto do skrzydła szpitalnego.

/zt ale może wrócę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 689
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 660
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Lis 01 2017, 20:21

Nie wiedziała.
Nie przypuszczała jak bardzo przekracza jej i swoje własne granice. Powinna się zatrzymać już dawno, ale podświadomość sama kreowała ów scenariusz i pozwalała na coraz to śmielsze czyny, które od samego początku były błędem.
Może zbyt pochopnie oceniała sytuację, ale nie umiała pozbyć się głupiego pragnienia, które wręcz nawoływało do tego, by znów być blisko niej, ale tym razem... Odmówiła samej sobie. Eliksir euforii ulatywał z kanalików nerwowych i pozwalał na bardziej racjonalne decyzje i to był też jeden z powodów, dla których odsunęła się od Ulli i obdarzyła ją krótkim aczkolwiek zachowawczym uśmiechem.
- To stwierdzenie jest retoryczne - mruknęła na wzmiankę o siniakach, wszak sama należała do osób niezwykle drobnych i posiadających jedynie skórę na kościach. Nie zamierzała jednak kontynuować tematu, dlatego zaczęła rozlewać wino do kieliszków, gdyż po pierwszym hauście już prawie w ogóle nie miały alkoholu. Zanim się zorientowała co się dzieje, zdążyła utracić możliwość oddechu, jakby lęk o krukonkę sparaliżował ją na tyle, że nie wiedziała co robić. Jak dobrze, że dwóch (notabene) prawie obcych studentów zdążyło zareagować na czas, a ona ze zbyt szybko bijącym sercem i przerażeniem wymalowanym w zielonkawych tęczówkach, postanowiła uciec. Nie zamierzała zostawać w mieszkaniu, które jakby nagle przestało być dla niej odpowiednim miejscem, chcąc jedynie dotrzeć do... Właściwie dokąd? Marceline nie znała Londynu i mogła ślepo ufać, że znajdzie jakikolwiek punkt medyczny. Nie żegnając się z Ezrą i pozostałymi, po prostu wyszła.

/zt M.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Lis 01 2017, 23:25

Rasheed tak naprawdę nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo był w tej chwili pod wpływem eliksiru. Jego zachowanie było całkowicie dostosowane do Carmy, do jej ciała i umysłu. Mówił rzeczy, których normalnie nie wydusiłby z siebie nawet za czarną różdżkę, a robił… cóż, tutaj chyba zmian akurat nie odnotowano. Przyszpiliłby ją do ściany nawet wówczas, gdyby w głowie nie mieszał mu eliksir miłosny, ale to wszystko było zdecydowanie zbyt otwarte i naturalne. Bez krępacji zabrał ją na górę i zapomniał o dzielącej ich przepaści niechęci i kłótni. Złość na dziewczynę zbył jednym mrugnięciem powiek. Gorzej szło mu z tą, jaka właśnie zaczynała ogrzewać mu pierś, ale nie zamierzał unosić się ani na Carmę, ani na Leonardo. To on sam wystarczająco drażnił samego siebie. Całował ją tak, jakby za moment miał skończyć się świat i nie liczyło się dla niego absolutnie nic innego. Żadne półsłówka tam na dole, ani nawet pocałunki w toalecie, wypadające zęby i inne bełkotliwe wypowiedzi. Jego usta i jej wargi, tylko tego potrzebował. Oddech za szybko zgubił właściwy rytm. Urywał się w najmniej oczekiwanym momencie, aby odnaleźć się na nowo, gdy na momencik odsuwali się od siebie. Sharker szybko wypełniał tę lukę. Gładził ją wtedy po plecach, muskał jej ramiona. Robił wszystko tak, aby żadne z nich nie odczuwało braku bliskości nawet przez ułamek sekundy. To było tak absurdalne w obecnej sytuacji, że pewnie roześmiałby się gorzko na samo wspomnienie, ale żadne myśli teraz do niego nie docierały. Skupiony był jedynie na niej, najważniejszej osobie w jego hierarchii wartości… na swojej… byłej? Te dwa słowa zabrzęczały mu w głowie wyraźnie, ale nie miały one sensu. Amortencja odrzucała ich znaczenie, przykrywając je słodką, lepką otoczką zrozumienia i miłości. Chorą, obsesyjną wyrozumiałością, od jakiej Ślizgon zwymiotowałby na własne buty tęczą, gdyby tylko był w stanie. Nie rozumiał co to dla niego oznaczało i eliksir zniechęcał go od drążenia tak długo, aż wreszcie jego uwagę rozproszyło coś nowego. Nie było to już to jedno ciało i jego właścicielka, tak obezwładniające połączenie, a kolejne słowa w obcym języku. Chrapliwe, francuskie, dziwne. Zupełnie nie na miejscu. Rozbrzmiały leniwie w jego umyśle, a po sekundzie czy dwóch eksplodowały, zalewając nieprzygotowany do analiz umysł falą pytań. Niepokój zaczął narastać, a Rasheed natychmiast odsunął się od Carmy na kilka centymetrów. W jego szaroniebieskich oczach zaczynało pojawiać się coraz więcej życia. Zanikała przysłaniająca je szarawa mgiełka obsesji, a jednak wciąż przez kilka sekund ani drgnął, najwyraźniej szukając wyjaśnienia dla tego wszystkiego co właśnie się stało.
- Je t’aime… - powtórzył szeptem, aby sprawdzić jak te słowa rozleją mu się na języku. Nie dokończył swojego eksperymentu, nie zdążył. Wraz z powrotem świadomości, musiał zmierzyć się także z naporem cudzej wściekłości. Jakby to była naprawdę jego wina, że Charisme wypiła amortencję. On sam mógł sobie łykać co chciał, prawda? Felix felicis mógł podpowiadać mu, że nie powinien wówczas pić napoju podarowanego mu przez Leo, ale Sharker nie był wtedy bezwolną marionetką czarów i mógł sam zadecydować o zignorowaniu ostrzeżenia. Czy to obarczało go winą za to co się stało? Jeżeli nie, to dlaczego ona tak na niego patrzyła, dlaczego krzyczała? Pozwolił się odepchnąć, nie rozumiejąc co takiego się dzieje. Musnął palcami jedną ze skroni, czując jak pulsuje lekkim bólem. Za kilka minut powinien minąć, amortencja była niezwykle intensywna, ale nie powinna być aż tak trwała.
- O co Ci chodzi, Charisme? - Burknął, ściągając brwi, gdy spróbował uporządkować sobie w głowie ten bałagan. Odezwanie się do niej po nazwisku wyraźnie zaznaczało między nimi granicę, jaką Carma sama wzniosła podczas ich ostatniej kłótni. - Dlaczego to mówiłaś? Dlaczego tego nie przerwałaś? - Tylko to potrafił z siebie wydusić. Opuścił dłoń wzdłuż ciała, zaciskając ją w pięść, gdy ponownie go pchnęła. Niemalże syknął ze złości, nie mając zamiaru pozwolić jej odejść. Sięgnął do niej, pokonując kilka kroków i złapał ją za nadgarstek. - Gdzie się wybierasz? Jeszcze nie skończyliśmy. - Jedno trzeba było mu przyznać, głos miał naprawdę opanowany i pewnie nawet mógłby przypominać spokojnego, gdyby w jego oczach nie szalał właśnie prawdziwy sztorm. Był na nią naprawdę wściekły. Nie za jej zachowanie teraz czy wcześniej, ani nawet za tamtą kłótnię. To jej wyznanie tak go rozgniewało. To, w połączeniu z natychmiastową chęcią ewakuowania się z pola widzenia. - Co to miało być? - Odezwał się jeszcze, ale sekundę później na pięterko wparował Leo. Oczy Sharkera zwęziły się nieco, gdy wypuszczał spomiędzy palców rękę Carmy. Niech sobie idzie. Niech wszyscy, do cholery, pójdą w diabły. - Mam tego dość, muszę się napić. - Mruknął do siebie, chociaż pewnie oboje go słyszeli. Wyminął srebrnowłosą na schodach, zgodnie z jej zamiarem, dając jej okazję do padnięcia w objęcia Mikkela, którego już w myślach objeżdżał za to, że zgodził się z nią przyjść. To było jawne wystąpienie przeciwko męskiej solidarności. Mógł z nią przyjść każdy, ale nie, k u r w a, Carlsson. Syknął ponownie, tym razem w wężomowie, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, w jakim języku przekleństwo wypłynęło spomiędzy jego warg. Był zbyt wzburzony na zwracanie uwagi na takie rzeczy. Zbiegłszy po schodach, zgrabnie ominął wszystkich stojących mu na drodze, aby poczęstować się Ognistą. Tym razem nalał sobie sam, bez żadnych cholernych dodatków i wypił kilka łyków ciągiem. Wiedział, że żaden alkohol nie pomoże na rozdygotane dłonie i na wściekłość, jaką zagłuszał palący ból w klatce piersiowej, ale co mu teraz szkodziło spróbować zapomnieć o tym gdzie i kim jest. Odwrócony plecami do całej sali, wpatrywał się bezmyślnie w blat, wsparty na nim jedną ręką. Nie miał gdzie uciec, chociaż bardzo tego pragnął.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 800
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2260
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 02 2017, 01:14

Tak szczerze to Ezrę cholernie trudno było rozgryźć. Fire wahała się, próbując w jakiś sposób uregulować własne podejście do Krukona. Wahała się, usiłując stwierdzić, czy rzeczywiście Leo będzie przy nim szczęśliwy po tych wszystkich ekscesach i chwilach, w których Gryfona pocieszała. Wahała się, myśląc nad tym, kim w ogóle Clarke jest. Skąd pochodzi, z jakimi problemami się boryka, jaki był w przeszłości. Normalnie w ogóle jej te sprawy nie obchodziły. W pewnym sensie odgradzała się nieco od Ezry i może właśnie w tym leżał psidwak pogrzebany, że nie mogła przewidzieć tego, co zrobi.
Oczywiście, że Blaithin nie przyznałaby się do tego, że mimo wszystko rzeczywiście darzy Clarke'a sympatią. Trzeba byłoby jednak mieć rozum mandragory, żeby się tego nie domyślić. Ba, tańczyła z nim! Śmiała się. Ona! Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości - tak, to było godne robienia zdjęć.
- Nie, nie, nie... Lekcje twerkowania to był żart! - odparła zdecydowanie zbyt szybko. Jakim cudem w ogóle jeszcze o tym pamiętał? Clarke nie mógł wiedzieć, jak wiele racji miał w związku z komentarzem o życiu w piekle. Ogień nie tylko ogrzewał i przynosił poczucie bezpieczeństwa w starciu z ciemnością. Był także siłą niszczącą wszystko na swojej drodze, parzącą i zostawiającą po swojej obecności brzydkie ślady. To tym kierowała się Fire wybierając dla siebie pseudonim, który jednocześnie uznała za swoje jedyne imię. Ale o tym nie wiedział nikt.
Wolała już niczego nie komentować i po prostu na chwilkę się oddalić od reszty znajomych. Wiele by dała, żeby nie musieć borykać się ze swoimi głupimi problemami, które w gruncie rzeczy problemami być nie powinny. Ale co na to poradzić, skoro nijak nie próbowała tego w sobie wyleczyć?
Właściwie jakby się nad tym mocniej zastanowić i zebrać wszystkie poprzednie sytuacji do kupy, to właśnie Fire była punktem zapalnym kłótni i nieporozumień. Gdyby jeszcze chociaż miała w swoim słowniku słowa takie jak "przepraszam", "moja wina", "miałeś rację" to pół biedy. Ciężkie życie z tą Szkotką... Wypaliła papierosa, bawiąc się chwilkę kształtami formowanymi z dymu. Akurat w tym momencie na tej imprezie nie powinna pozwalać sobie na myślenie o tym, że w sumie to własnie ona była zawsze głównym problemem. Praktycznie wszystkiego. Syndrom drama queen?
Zresztą, eliksir euforii zabijał w Fire chęć powrotu do domu, a wypalany Wizz-Wizz też w tym pomagał. Nie stała daleko od wejścia do mieszkania chłopaków, więc dostrzegła kątem oka Bridget i nieco się zdziwiła. Ale skoro Carmę, byłą Leo też zapraszali to może i Hudsonówna miała to szczęście. Fire zamierzała już powrócić na imprezę, kiedy za drzwi wypadł Calum razem z drobną Krukonką, po czym błyskawicznie się teleportowali. What... Wyminęła Marceline i weszła do środka. Nie zamierzała pytać o to, co tu się właściwie odjebało.
Zauważyła niedaleko @Rasheed Sharker i właściwie to chciała go ochrzanić za to, że był z Carmą tak nieuważny, ale natychmiast zauważyła, że coś jest nie w porządku. Dyskretnie stanęła obok, opierając się biodrami o blat. Ściszyła głos.
- Spróbuj jak najszybciej opróżnić butelkę, jednocześnie biorąc oddech. Zachłyśniesz się i zaczniesz krztusić. Podkoloryzujemy sytuację i będziemy udawać, że jest z tobą na tyle źle, że będę musiała zabrać cię do jakiegoś magomedyka czy coś. Plan idealny, Sharker. - uśmiechnęła się lekko. W taki właśnie sposób Fire mogła pomagać ludziom. Sharker wyglądał jak zwierzę, które bardzo chciało uciec. A podobnie czuła się dziewczyna kilka minut temu, więc go rozumiała.

______________________

Fire Dear
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 02 2017, 11:49

Chociaż w normalnych warunkach obecność Mikkela na tej imprezie mogłaby sprawić mu przyjemność, dziś zdecydowanie nie potrzebował go tutaj oglądać. Nie chodziło o niego, a raczej o sam fakt, że niegdyś dzielili ze sobą przeszłość, gdy ich rodziny gościły się wzajemnie we własnych domach, a teraz mieli dzielić jedyną kobietę na jakiej Sharkerowi aktualnie zależało. Julki nie liczył, przyjaciółki przecież nie postrzegał w tych samych kategoriach co Carmę. Był tak na nią wściekły, a zarazem tak zaborczy, że wolał nawet nie spoglądać w ich stronę, żeby nie wybuchnąć. Jego samokontrola była szalenie daleko idąca, ale nie był przecież Merlinem. Kiedyś, w parku przy dementorach, już stracił panowanie nad sobą i za żadne skarby nie mógł dopuścić do tego, aby jakieś idiotyczne eliksiry, rozstania i kłótnie ponownie przeistoczyły go w to coś, czym wówczas się stał. Niekiedy wciąż miał przed oczami opuchniętą twarz Watson, a kogo jak kogo, ale tej szlamy za żadne skarby nie chciał oglądać w snach. Przytknął znowu dłoń do czoła, czując że pulsowanie powoli ustaje. Wolał przypisać te cudowne właściwości medyczne Ognistej Whisky, więc gdy cofnął dłoń, natychmiast natrafił nią na swoją szklankę. Tym razem już nią nie rzucał, ale i nie zdążył donieść do ust. Ledwie ją chwycił, a u jego boku pojawiła się @Blaithin ''Fire'' A. Dear. Zamiast odpowiedzieć jej zgodą, jedynie uśmiechnął się do swojego napoju. Wziął łyka, postanawiając zachować większą wstrzemięźliwość, niż przed chwilą, chociaż Merlin mu świadkiem, że miał ochotę znowu się upić. Charisme kiedyś wpędzi go w alkoholizm, o ile już tego nie zrobiła.
- Fire, Twój plan ma dwie ogromne wady. - Poinformował ją, gdy szklanka ponownie znalazła się na blacie. Otarł wilgotne od alkoholu wargi zewnętrzną częścią dłoni, spoglądając na nią z mieszaniną rozbawienia i echa mijającej złości. - Po pierwsze, nie marnuje się dobrej whisky, a po drugie... nie uważasz, że wtedy doszczętnie zepsulibyśmy zabawę chłopakom? Kilka osób i tak już się chyba… zawieruszyło. - Zauważył, zerkając ponad własnym ramieniem na przerzedzony z towarzystwa pokój. Starał się przy tym zbyt długo nie spoglądać w stronę wilowatego rodzeństwa, chociaż było to naprawdę trudne, trudniejsze nawet od powstrzymywania się od powrotu na piętro i ochrzanienia Carmy. Leo był w stanie wybaczyć. Mógł spojrzeć na kogokolwiek, nawet na niego i pewnie nabroiłby przy tym mniej niż wtedy, gdy naumyślnie obrał sobie za cel amorów swoją byłą.
- Nie przejmuj się, już zapomniałem o co poszło. - Ostatecznie uciął jej troskę, prostując się nieco przy blacie. Omiótł oceniającym spojrzeniem buteleczki z eliksirami, tłumiąc w sobie chęć zemsty na Gryfonie. Tak się nie robi, Sharker, to był wypadek. Wypadek czy nie, ręce i tak go świerzbiły. - Co się działo, kiedy byłem pod wpływem? - Zapytał wprost, licząc na to, że Fire faktycznie pomoże mu odwrócić uwagę od całej tej pokręconej sytuacji. Zazwyczaj im mniej analizował tym lepiej na tym wychodził.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1143
  Liczba postów : 1432
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 02 2017, 15:31

Przy Ezrze należało pamiętać, co się mówi, bo jego pamiętliwość była porównywalna do kobiecej. Z tym drobnym szczegółem, że zdarzało mu się pamiętać także o tych dobrych rzeczach, a milczeniem osnuwać wspomnienia negatywne. Dlatego też bez problemu skojarzył wirtualne przekomarzanie się z Dearówną, które teraz mógł ponownie wykorzystać. (Chyba udało mu się zrecyklingować żart, to nowy poziom ekologii?)
Parsknął cichym śmiechem na szybką i trochę paniczną, jak na gust Ezry, odmowę. Biedna Fire nawet nie wiedziała, co traciła! (Szansę na dobrą zabawę i lepsze poznanie - lub podstępne wybadanie - chłopaka swojego najlepszego przyjaciela, gdyby ktoś również nie potrafił odnaleźć tej strony medalu.)
Przez chwilę było mu źle z tym, że nawet jak się starał to jego kontakty z Fire stopniowo dążyły do degradacji. Potem jednak został zajęty przez Leo i stawiane mu w domyśle zarzuty, więc problem ten zszedł na drugi plan.
- Chciałbym wiedzieć, kto tu jest taką paplą - wytłumaczył, choć w głowie już swój typ miał. W pierwszej chwili oskarżyłby oczywiście Fire, ale akurat ona była zajmowana przez niego. Zatem wystarczyło mieć inteligencję większą od gumochłona - albo Leo, to już występowało zamiennie - żeby nie domyślić się, że była to ostatnia osoba, z którą przebywał Gryfon.
Patrząc na te wszystkie nieszczęśliwe wypadki losu w jednym miejscu, nie powinien się tak dziwić, że w progu ich drzwi znalazła się właśnie Bridget. Nie było drugiej takiej osoby, która potrafiła samą swoją egzystencją popsuć humory Ezry i Leo. Clarke jednak miał przynajmniej trochę przyzwoitości, żeby udawać, że wcale nie jest w tym mieszkaniu niechcianym gościem. Informacja dnia, Ezra wcale Bridget nie nienawidził!
Odetchnął nieznacznie, gdy Puchonka odpowiedziała mu przyjemnym dla uśmiechem, nawet jeśli tylko połowicznie szczerym. Odsunął się, kiedy Hudson wchodziła do mieszkania, jakby była między nimi jakaś niewidzialna bariera, która uniemożliwiła im przebywanie w zbyt bliskiej odległości. Nawet nie drgnął na jakiś głupi okrzyk Leo - poważnie musiał zachowywać się tak dziecinnie? - i delikatnym uśmiechem i mniej delikatnym trzaśnięciem drzwiami zasugerował dziewczynie, że i ona nie powinna się przejmować.
- Moje i Leonardo, tak - potwierdził, zdając sobie sprawę, że to musiała być dla niej kłopotliwa sytuacja. Merlinie, dla niego też była! Ale byli dorosłymi ludźmi i pocieszające było, że przynajmniej raz w życiu postanowili to sobie uświadomić. Clarke chętnie podchwycił temat, który narzuciła mu Bridget. - Z muzyką nie będzie problemu, ale za rozmowy nie mogę ręczyć. Chyba nie dadzą się nabrać na zabawę w króla ciszy- zażartował, ogarniając spojrzeniem zgromadzonych ludzi, którzy i tak byli naprawdę zaskakująco grzeczni. - Więc pewnie lepiej będzie spróbować z tymi ścianami. Mogę zerknąć, jeśli chcesz - zaoferował się, nie chcąc jednak wyciągać ludzi z zabawy. On i Leo byli od radzenia sobie z takimi problemami. Nie zdążył jednak uzyskać od dziewczyny odpowiedzi, bo rozproszyło go zamieszanie w kuchni.
- Przepraszam cię na moment. Zaraz zajmiemy się twoimi ścianami, a w międzyczasie się rozgość. Tam stoją przekąski, Leonardo może... albo nie, nie proś o nic Leonardo - zreflektował się natychmiast, bo to by dopiero była tragedia. Zaczął iść w kierunku rosnącego zgromadzenia wciąż paplając do Puchonki. - Skoro twoja różdżka wzięła wolne to wiesz, może jakiś znak, że czas zrobić to samo? Wewnątrz muzyka chyba nie przeszkadza tak bardzo... - zasugerował z małym uśmiechem i faktycznie miał to wszystko na myśli.
Bridget miała więc chwilę do namysłu, kiedy Ezra przejął się dziwną sytuacją, która dotknęła Ulli. Tak naprawdę wszystko działo się bardzo szybko i Krukon mógł jedynie obserwować, jak Calum pospiesznie zabiera z mieszkania dziewczynę. Nawet niespecjalnie przejął się tym, że w ślad za nimi zaraz zniknęła Marceline - później miało sprawić mu to małą przykrość, ale w pełni rozumiał pobudki Holmes. Błyskawicznie złapał za papier, wycierając plamki krwi, które nieelegancko zdobiły ich podłogę.
- Co się stało? - dopytał Leo, który być może widział trochę więcej. Wziął do ręki kieliszek, z którego piła Ulla, sprawdzając jego zawartość, ale nic nie wskazywało na to, żeby wino miało jakąś trującą właściwość. Tym bardziej, że piła je również Marceline. To nie mogło być to. - Powinniśmy ich jakoś zająć, bo atmosfera upada - zauważył cicho. Jeszcze dwie minuty temu wszystko było idealnie, a teraz sam Ezra nie był pewny, czy to odpowiedni czas na imprezownie.

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 02 2017, 16:58

- Paplą? Mnie całkiem cieszy, że komuś tak na mnie zależy, że woli mi powiedzieć o jakichś niepokojących sytuacjach. Przynajmniej dowiedziałem się o co chodziło i mogę już być spokojny - wyjaśnił, definitywnie kończąc temat. Nie mówił również, kto go poinformował o całym zajściu - skoro Ezra był od niego inteligentniejszy, to powinien sobie poradzić z tą zagadką. Kto wie, może nawet sam Leo dałby sobie radę? Miewał przebłyski.
Widział, że z Rasheedem i Carmą nie jest najlepiej, a dodatkowo męczyło go trochę wyrzutów sumienia. Ponad wszystko chciał, żeby się dobrze bawili i nie planował wywlekać ich zakończonego związku na wierzch. Miał nadzieję, że te chaotyczne wyjaśnienia i przeprosiny coś im dadzą... Uspokoił się w myślach dość szybko, przypominając, że w końcu nic wielkiego się nie wydarzyło. Tylko się całowali, a coś takiego zdarzało się na imprezach. Leo miał większe zmartwienia, a nim było tajemnicze zachowanie Ulli - dzięki Merlinowi, ktoś jeszcze włączył się do zamieszania. Gryfon nawet nie musiał wołać, bo Calum jakby przeczytał mu w myślach i znikąd pojawił się obok, wyprowadzając Krukonkę. Vin-Eurico w tym czasie zajął się powstrzymywaniem paniki... Próbował dowiedzieć się od Marceline o co w tym wszystkim chodziło, ale rudowłosa wyszła właściwie od razu, zostawiając go skonfundowanego i nieco zirytowanego. Powstrzymał się od wysnuwania pochopnych wniosków, jakoby niektórym wychowankom Ravenclaw przydało się trochę więcej zimnej krwi i może lojalności. Chyba każdy mógł stracić głowę w takim momencie, prawda? Jak przez szybę dotarły do chłopaka słowa Ezry i niestety usłyszał również to, co mówił do Bridget; drgnął niespokojnie, czując jak dotknięta duma próbuje o sobie przypomnieć.
- Nie mam pojęcia, ale to nie to - odparł po prostu, patrząc jak chłopak sprawdza kieliszek. Dziewczyny raczej nie przyniosły żadnej trucizny (a potem specjalnie jej nie piły), a on sam miał stuprocentową pewność co do podanej wcześniej sangrii. - Dobra, Calum z nią jest, polecą do Skrzydła Szpitalnego albo Munga - dodał jeszcze uspokajająco, trochę do siebie, a trochę do swojego partnera. Skinął głową na jego stwierdzenie i zatarł dłonie, szukając w sobie jakiejś odrobiny entuzjazmu. Coś musiało zostać gdzieś głęboko ukryte, nie? - Bridget, zostajesz? - Wypalił w końcu, a przybranie na twarz tego szerokiego uśmiechu było jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakie zrobił w ciągu ostatnich kilku miesięcy - warto przypomnieć, że w tym okresie czasowym nie tylko wyznał komuś miłość po raz pierwszy, ale również poinformował ważne dla siebie osoby o wielkich zmianach, przeprowadził się i próbował opanować trudną zdolność magiczną. - Masz ochotę na coś konkretnego do picia? Coś z procentami, coś bez? Zaskocz mnie - zachęcił jeszcze, dość nerwowo wyłamując sobie palce i zaraz przebierając nimi w poszukiwaniu czystych naczyń. Nie chciał zachowywać się jak niezadowolone dziecko. Zamierzał powiedzieć później Ezrze, że towarzystwo @Bridget Hudson najzwyczajniej w świecie mu przeszkadza, ale nie zamierzał robić scen na imprezie, która i tak staczała się w coraz to gorszym kierunku. Najchętniej wskazałby Puchonce drzwi...
- Ludzie, może w coś pogramy? - Zanim się zorientował, w jego rękach już znajdowała się pusta butelka po tequili. Podrzucił ją radośnie i gestem zagonił ludzi do zebrania się bardziej w czymś, co przypominało okrąg - potem przykucnął na ziemi i zakręcił butelkę, aż w końcu jej szyjka wskazała na @Carma C. Charisme. Z racji tego, że planowali z Ezrą już wcześniej tę klasyczną zabawę, mieli przygotowaną miskę z karteczkami, na których napisane były zadania. - Tylko wyzwania, nie bawimy się w prawdę - nie mam veritaserum, a nie widzę sensu w oszukiwaniu się nawzajem. Jeśli nie chcesz czegoś zrobić, musisz zdjąć jakąś część ubrania. - Mrugnął do dziewczyny, losując dla niej zadanie. - Pocałuj namiętnie wylosowaną osobę, słońce.
Butelka trafiła w ręce Carmy, a wraz z nią decyzja do podjęcia. Leo tymczasem odsunął się trochę do tyłu, odnajdując swoje miejsce u boku Ezry, któremu zarzucił rękę na ramiona. Nie było tak źle, nie? Jeszcze mogli uratować imprezę...


RZUCAMY DWIEMA KOSTKAMI, ŻEBY WYLOSOWAĆ ZADANIE DLA DRUGIEJ OSOBY:
Wyzwania:
 
Jeśli się powtórzy, to możecie robić przerzuty, ale nie trzeba - jak kto woli. Możecie założyć, że wasza postać sama dane zadanie wymyśliła, albo że wylosowała je z tej miseczki.

RZUCAMY KARTĄ TAROTA, ŻEBY WYLOSOWAĆ OSOBĘ:
Karty:
 
Jeśli się powtarzają, proponuję przerzucić (nie widzę sensu w tym, żeby jedna osoba grała ciągle, a inna właściwie w ogóle). Puste pola oczywiście przerzucamy.
Caluma niby nie ma, ale zostawiam go w kartach, bo chyba planuje wrócić. Czekamy!

JEŚLI ZOSTANIESZ WYLOSOWANY, MASZ DWA DNI NA ODPIS, W INNYM PRZYPADKU ROBIMY PRZERZUTY! Pobawmy się, ale niech gra nie stoi w miejscu ;) W razie czego można śmiało do mnie pisać <3

Kapłanka, 5 i 1

DODATKOWO: mamy tutaj trochę krewniaków i od razu zaznaczam, że to się aż prosi o przerzuty i zmiany. Nie robimy aż takiej patologii, ptyśki XD

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1102
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11845-carma-c-charisme
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11852-carma-cie-oceni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11851-maly-kruczek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11853-carma-c-charisme




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 02 2017, 18:10

Słowa Leo całkowicie ją skołowały i chciała już nawet Rasheeda przeprosić albo chociaż cokolwiek powiedzieć, wyjaśnić durną sytuację, ale były Ślizgon uniósł się najwyraźniej dumą - no doprawdy, coś nowego w jego wykonaniu - i uciekł z piętra, zostawiając Carmę całkowicie samą. Na całe szczęście Mikkel szybko postanowił przyjść i potowarzyszyć jej w niedoli, najwyraźniej samemu pomijając wcześniej większą część imprezy.
- Zostawmy ten temat... - mruknęła z lekkim rozgoryczeniem powoli schodząc po schodach i wpatrując się w międzyczasie w plecy Rasheeda, który przystanął przy jednym z blatów w kuchni. Najwyraźniej nie musiała się specjalnie nim przejmować, bo Francuzka nie zdążyła nawet mrugnąć, a już przypałętała się do niego jakaś ruda dziewczyna, którą kojarzyła jedynie z tego, że kręciła się wokół Leonarda. Prychnęła z pogardą dla tego całego przedstawienia i skierowała się w stronę jednego ze stolików, by złapać jakąś szklankę z drinkiem, który wcale nie wyglądał mniej podejrzenia niż ten, który otrzymała wcześniej od Vin-Eurico. Chciała nawet pomóc dziewczynie, której wypadły wszystkie zęby, ale rzeczywiście szybciej i prościej było zabrać biedaczkę do Munga, a Charisme nie miała zamiaru siać dodatkowej paniki - i tak zbyt wiele osób przejęło się już za bardzo tym nieszczęśliwym wydarzeniem.
Wypiła prawie na raz niewielkiego drinka, po którym zrobiło jej się jakoś... Weselej. Bardziej komfortowo. Tym razem stwierdziła, że to na pewno nie sprawka samego alkoholu, ale gdy po kilkunastu sekundach nie poczuła ogromnej dozy namiętności w kierunku Mikkela, na którym postanowiła zawiesić swój wzrok - dla własnego bezpieczeństwa, bo on by ją przecież powstrzymał.
W doskonałym nastroju przykucnęła w kręgu, który utworzyło całe imprezowe towarzystwo, próbując nie zerkać na Rasheeda który pewnie będzie próbował podrywać przepiękną wilę i tym samym okropnie wkurzać Charisme. Z lekkim rozbawieniem zauważyła, że szyjka butelki wskazała właśnie na jej osobę, chociaż zadanie wybrane przez Leo w ogóle jej nie rozbawiło. Miała ochotę walnąć go tą butelką jeszcze bardziej niż zwykle, ale... Postanowiła zakręcić. Większego zażenowania niż do tej pory już nie będzie jej dane zaznać, prawda?
- Pokarało cię, Leo - stwierdziła z rozbawieniem, gdy butelka wskazała na Ezrę. Nie znali się i to właściwie ani trochę, ale nowy chłopak jej byłego - musiała to przyznać - był naprawdę niczego sobie. Sama nie wiedziała co podjudziło ją bardziej - wypita euforia, chęć zirytowania Rasheeda czy odegranie się na Leo (a może wszystko na raz), ale przesunęła się w stronę Krukona i uśmiechnęła do niego tak sympatycznie, jakby kolejne jej działania nie miały mieć żadnego znaczenia. Musiała nieco unieść się na kolanach, bo mężczyźni obecni na sali byli wyżsi niż standard zakładał, a dłonie oprzeć na ramionach Clarka, ale wszystkie te czynności wyszły jej wyjątkowo naturalnie. Była już naprawdę pijana i ogłupiona tak wieloma różnymi używkami, że nie przejmowała się praktycznie niczym. Przybliżyła swoją twarz do twarzy Ezry, a początkowe muśnięcie wargami jego warg przerodziło się w namiętny i trochę przydługi pocałunek, który prawdopodobnie niewiele się różnił od tego, którym jakiś czas temu obdarzała Rasheeda. No cóż, francuska determinacja nie miała w tym momencie sobie równych i naprawdę szkoda, że Carma w tej chwili nie zdawała sobie sprawy z tego, że Leo również całował się z Sharkerem - pewnie byłaby jeszcze bardziej zdeterminowana. Ezra chyba nie protestował, chociaż Carma niespecjalnie orientowała się po takiej ilości alkoholu w reakcjach innych osób. Wróciła na swoje miejsce obok Mikkela, delikatnie opierając się o jego ramię i łapiąc za kolejnego drinka. Na Merlina, naprawdę się tutaj upije.

Zadanie dla Ezry: 7
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moustiers Sainte-Marie, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14696-arielle-catrin-tender#392224
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14699-don-t-act-like-you-forgot#392235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14700-sowa-arielki#392236
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14698-arielle-c-tender#392234




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 02 2017, 18:52

Oj, działo się na tej imprezie. Jedna para pomknęła na górę, gospodarze na chwilę zniknęli w łazience (ta, problemy techniczne, jakby ktoś miał w to uwierzyć!), tańce skończyły się błyskawicznie szybko. Całość wyglądała całkiem nieźle, Arielle lubiła imprezy. Większym problemem była niezręczna sytuacja między nią a Calumem - plus był taki, że przestał zerkać nerwowo (?) w stronę dwóch Krukonek wirujących na "parkiecie", a potem częstujących się winkiem. Ślizgonka nie wyszła jeszcze z szoku po tym jak dziwnie zaczęła się do swojego narzeczonego kleić, a tutaj on wyskakiwał z niewyraźnymi tekstami. Patrzyła na chłopaka w zupełnym osłupieniu, zastanawiając się, czy jego propozycje są prawdziwymi propozycjami.
- Czy ty... - Zaczęła, ale nie wiedziała co dalej powiedzieć. Potrząsnęła lekko głową, obracając w palcach nowego drinka. - Calum, ja chyba coś źle zrozumiałam - dodała ciszej, pozwalając sobie na nieco zestresowany uśmiech. To nie tak, że on jej się nie podobał, ale nie miała pojęcia skąd nagle taka chęć zacieśnienia znajomości. Przestąpiła z nogi na nogę i ochoczo przystanęła na odsunięcie zdarzenia w niepamięć. Miała właśnie zaproponować, żeby zatańczyli, ale w tej samej chwili Dear poleciał do Krukonek, którym chyba się coś stało. Tenderówna ruszyła za nim i przystanęła w chwili, w której dostrzegła wypadające z ust ciemnowłosej zęby. Pytanie "co się dzieje" zamarło jej w gardle i nie wydusiła go nawet wtedy, kiedy Calum wyprowadził koleżankę i zniknął. Arielle wzięła głębszy wdech, czując dziwną pustkę. Czyli miała się sama bawić wśród nieznajomych? Rozumiała, że chciał zająć się znajomą, której wydarzyło się coś dziwnego. To normalne
- Jak się bawisz? - Zagadnęła, podchodząc do @Lysander S. Zakrzewski w poszukiwaniu jakiegoś wsparcia. Nie zdążyła się ponudzić, bo zaraz gospodarze zarządzili grę w butelkę i wypadało trochę się posocjalizować. Ari przystanęła z boku, nie mogąc pozbyć się myśli, czy Calum tu do niej w ogóle wróci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 800
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2260
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 02 2017, 19:06

Dostrzegła ten nikły uśmiech na twarzy Rasheeda, co od razu odczytała za dobry znak. Nie do końca rozumiała, co sprawiło, że mężczyzna nagle znalazł się samotnie przy alkoholu. Zanim wyszła, akurat znikał gdzieś z Carmą, a teraz, gdy odnalazła rzeczoną dziewczynę wzrokiem, była już z Carlssonem... To nie było wcale zależne od spostrzegawczości Blaithin - na to nie mogła narzekać. Dziewczynie obce były jednak te wszystkie konwenanse towarzyskie, a już zwłaszcza zahaczające o tematy głębszej sympatii. Nawet, gdyby ją to rzeczywiście interesowało (a oczywiście, nie interesowało, gdyby ktoś miał wątpliwości), nie potrafiłaby odgadnąć, czemu zachodziły między nimi wszystkimi takie dziwaczne, pokręcone zdarzenia. Zrzuciłaby wszystko na otrzeźwienie po amortencji. Jednym z najpaskudniejszych eliksirów, według Dear. W sumie nie znała osoby, która kiedykolwiek cieszyłaby się po spędzeniu w stanie upojenia choćby krótkich kilku chwil.
Gorsze było tylko veritaserum.
Zdecydowanie Fire nie będzie się więcej tykać tych napojów... Eliksir euforii minął i Szkotka mogła znów myśleć zupełnie racjonalnie. Sądząc po tym, co się działo na tej imprezie, podjęła dobrą decyzję, gdy odmówiła sobie na całą noc alkoholu.
- Szczerze, Sharker, myślę, że Ezra i Leo równie dobrze potrafiliby zabawić się sami. - uśmiechnęła się zaczepnie, zerkając na chwilę w stronę chłopaków. Nie był to jakoś wybitnie trafiony na ten moment komentarz, bo wyglądali na nieco zaniepokojonych, ale przez swoją chwilową absencję Fire nie wiedziała, dlaczego. Miało to związek z nagłym zniknięciem Caluma i tych Krukonek? Ktoś się znowu pokłócił? Seriooo, nawet ona starała się powściągnąć swoje skłonności autodestrukcyjne. Przynajmniej Bianca została. - Ale okej, prawda, whisky się nie marnuje.
Postukała paznokciami o blat, nie myśląc nawet przez chwilę, żeby wiercić Rekinowi dziurę w brzuchu. Szkotka nie przywykła do wypytywania o prywatne sprawy innych ludzi, nawet jeśli uważała byłego Ślizgona za swojego... powiedzmy, kumpla. Da sobie radę z problemami sam.
- To nie ja się przejmuję... - wtrąciła tylko, wzruszając ramieniem. Nie owijała w bawełnę. Opowiedziała mężczyźnie, że nie za bardzo zwracała na nich uwagę, zdążyła tylko zarejestrować, że zaczęli się całować. Nie wytykała już Sharkerowi, że potrącił ją w tańcu, przez co wpadli na siebie z Ezrą. Później zniknęli na górze, a Fire wyszła z mieszkania, więc to na tyle z tej barwnej historii.
- O, butelka. - zauważyła małe poruszenie i nie oglądając się na to, czy Rasheed też zechce dołączyć, zbliżyła się do okręgu. Zajęła miejsce trochę oddalone od reszty, żeby zachować ten, jak że cenny dla Fire, dystans. Hm, no już początek był mocny. Blaithin obserwowała całe zajście z dość dziwną miną. Fuj, no po prostu fuj. Czemu ona dalej brała udział w takich gierkach? Nie całowałaby żadnej osoby z tu obecnych, no może z wyjątkiem Bianci, ale to też była jedynie przyjaciółka Szkotki.
- Nie dziwię się, że musisz sobie przeczyścić po tym gardło. - powiedziała, widząc, że Carma sięgnęła po drinka.

______________________

Fire Dear
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1143
  Liczba postów : 1432
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 02 2017, 19:52

Nie chciał niepotrzebnie panikować, chociaż wiadomo, że niepokoiło go, że takie wydarzenie miało miejsce akurat w ich mieszkaniu. Z drugiej strony lepiej, że stało się to w momencie, gdy wokół Ulli znajdowali się inni ludzie niż gdyby siedziała w samotności. Powoli skinął, przyznając rację Leonardo. Jeśli stan Krukonki jakoś w najbliższym czasie miał się zmienić, Calum na pewno da im znać. Wolał zakładać, że nie było to nic niebezpiecznego, jedynie jakiś odprysk magii spowodowany zakłóceniami, który uderzył przypadkiem akurat w tę dziewczynę.
Najbardziej z tego wszystkiego zaskoczyła go propozycja Vin-Eurico skierowana w stronę Bridget, która brzmiała względnie miło. Zamrugał ze zdziwieniem, zastanawiając się, czy kryje się pod tym jakiś podstęp. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dla dumy Gryfona był to poważny uszczerbek i sam fakt, że chłopak się na to zdobył, powinien być nagrodzony medalem. Na usta Ezry mimowolnie wpłynął uśmiech i kiedy udało mu się pochwycić jego wzrok, wypowiedział bezgłośne "te quiero muchísimo". Leonardo musiał wiedzieć, że wiele to dojrzałe opanowanie dla Ezry znaczyło!
Bridget chyba nie miała teraz za bardzo opcji się wycofać, o ile naprawdę, naprawdę jej na tym nie zależało. I wcale nie chodziło tu o Ezrę czy Leo - na imprezie było wielu innych ludzi, z którymi dziewczyna mogła się bawić i trochę odprężyć. Bo serio, nauka w sobotę?
Impreza bez butelki nawet nie powinna się nazywać imprezą, więc Clarke radośnie poparł swojego chłopaka, prawdopodobnie będąc jedną z pierwszych osób w kółeczku. Obserwował jak szyjka butelki kręci się wybierając pierwszą ofiarę. I cóż, trzeba było przyznać, że nie żałowałby, gdyby zadanie nie pasowało Carmie...
- No kto będzie takim szczęściarzem? - zaśmiał się po przeczytaniu przez Leo zadania. Kompletnie nie spodziewał się, że wyrocznia w postaci butelki po alkoholu wskaże... właśnie jego. - Och. Och.
Przeniósł zaciekawiony wzrok na Carmę, zastanawiając się czy będzie chciała wypełnić zadanie, biorąc pod uwagę, że chwilę wcześniej gdzieś tam na górze zabawiała się z Rasheedem - powinno go to odrzucać?
Zaśmiał się lekko, kiedy Charisme przysunęła się do niego z takim ładnym uśmiechem i kiedy uniosła się na kolanach, w naturalnym geście ułożył dłonie na jej talii, niby ją podtrzymując. Chętnie przyjął słodko-odurzający posmak alkoholu, który osiadł na jej ustach i którym dzieliła się z takim zaangażowaniem. Ezra zupełnie nie przejmował się tym, że byli z Carmą obserwowani, że jedną z tych osób był jego chłopak. Zwyczajnie pozwolił odpłynąć swojej świadomości, oddając Carmie każdą sekundę tej wymuszonej zadaniem pieszczoty. Ezra uwielbiał francuskie pocałunki, szczególnie z ust Francuzek.
Złośliwy komentarz Fire zupełnie przemknął mu koło uszu, bo zajęty był formowaniem własnego wniosku dla Leonardo. Oblizał wargi, pozbywając się z nich smaku Carmy. Koniec końców wolał na sobie inne usta.
- Powiem ci... żałuj, że nigdy nie miałeś okazji spróbować. Ta pani całuje nieziemsko - puścił do niej oczko, samemu sięgając po zadanie dla siebie, bo Carma przez promile płynące w żyłach najwyraźniej zapomniała tego zrobić. - Co my tu mamy... Wstaw na tablicę ogłoszeń informację o tym, że zgubiłeś gdzieś na terenie Hogwartu swoje nagie fotki, a temu kto je znajdzie oferujesz zapłatę w naturze... - parsknął śmiechem, bo poważnie? Znowu? Chyba przywołał tę karteczkę do siebie wcześniejszymi wypominkami w stronę Fire. - Chyba jest mi przeznaczone robić z siebie kretyna, dzięki.
Zakręcił butelką, żeby nie wstrzymywać gry. Szyjka zatrzymała się dosyć szybko, wskazując na @Rasheed Sharker.
- Siedź przytulony z wylosowaną osobą przez minimum dwie kolejki - odczytał, zaraz zajmując się wstawianiem ogłoszenia na oficjalną tablicę. No co mu tam, najwyżej będą się do niego zgłaszać jacyś dziwni ludzie...

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1102
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11845-carma-c-charisme
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11852-carma-cie-oceni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11851-maly-kruczek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11853-carma-c-charisme




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 02 2017, 22:55

Pocałunek z Ezrą i pewna ilość promili w krwi chyba naprawdę zaszumiały jej w głowie, bo rzeczywiście zapomniała o wylosowaniu zadania. Już chciała się wracać, ale Krukon sam poradził sobie z tą nieszczęsną karteczką i Carma nie musiała wykonywać chwiejnego powstańczego ruchu, szczególnie, że przytuliła już do siebie kolejnego drinka. Bała się spojrzeć w stronę Sharkera. I to tak okrutnie się bała, jak małe dziecko, które wiedziało, że porządnie nabroiło i dostanie równie porządną burę od rodziców. A nawet pasem po tyłku, o. Mogli ze sobą nie być, ale jeśli robili takie rzeczy na swoich oczach to tylko po to, by zwrócić uwagę tego drugiego i sprawdzić, gdzie znajduje się jego granica wyprowadzenia z równowagi. Na tę chwilę w podświadomości Carmy, pijanej i powoli coraz bardziej upodlonej, Rasheed widniał jako "jej". I sprawy wyglądały tak, jakby wszystko miało się jedynie pogorszyć. Mógł jej nie zostawiać tam, na piętrze, nie? W każdym razie, w podświadomości Carmy brzmiało to bardzo przekonująco.
Spojrzała zdziwiona na rudowłosą Gryfonkę i uniosła brwi znad szklanki z drinkiem, tym razem bez większych dodatków - jeszcze tego by jej brakowało.
- Nie lubisz się całować z przystojnymi mężczyznami? - zapytała cicho, ze szczerym śmiechem, podsuwając dziewczynie jakiegoś kolorowego drinka. W podświadomości Carmy Gryfonka była po prostu za mało zrelaksowana! - Trochę zabawy jeszcze nikogo nie zabiło, koleżanko, rozluźnij się.
Swoją drogą, Leo naprawdę miał szczęście, że to Carma miała rozruszać tę grę, bo zawsze była skora... Do tego rodzaju rozrywek. Całowanie nie było dla niej większym tabu, zresztą... Lubiła się całować. Kto tak naprawdę nie lubił? Ręka do góry, serio.
- O, to miłe... - stwierdziła, lekko zaskoczona tak otwartym pochlebstwem ze strony Ezry, ale w tym stanie było jej już chyba wszystko jedno i nawet poczuła pewnego rodzaju dumę. - Ale jak byliśmy razem to Leo miał aż nadto sposobności żeby się o tym dowiedzieć, n'est-ce pas, mon cher*? Vin-Eurico, możesz się uczyć od swojego nowego chłopaka - dodała żartobliwie i trochę w zamyśle, bo przecież byli ze sobą dłuższy czas, ale że było to tak dawno temu, to też zdziwiła się na tę myśl. Czy mówiła o tym kiedyś Rekinowi? Chyba nie. Podobnie jak Leonardo nie zdradzał wszystkiego Ezrze... Tak przynajmniej wywnioskowała po ich zaskoczonych (?) minach. Chyba naprawdę czekał ich festiwal żenady. Szczególnie, że tym razem padło na Sharkera i jej wzrok mimowolnie przeniósł się na jego wyraz twarzy, który na pewno... Nie był zbyt przyjazny.

*n'est-ce pas, mon cher? - czyż nie, mój drogi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1042
Dodatkowo : Ćwierć wil, Kapitan Drużyny Gryfonów
  Liczba postów : 1242
http://www.czarodzieje.org/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://www.czarodzieje.org/t14409-lyskowe-relki#381609
http://www.czarodzieje.org/t14410-krysia#381611
http://www.czarodzieje.org/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 02 2017, 23:11

wybaczcie chaos, ale mam tak potworny zapierdol w życiu, że nie jestem w stanie być do końca na bieżąco

Byłem zbyt przyćpany tym całym eliksirem euforii (i do tego już po chwili zaprawiony alkoholem), żeby ogarnąć ludzi i do kogokolwiek bliżej zagadać. Wszystko co działo się w pomieszczeniu migało mi gdzieś z boku - ledwo zarejestrowałem co się stało z obiema Krukonkami i że Calum poleciał z jedną z nich do Świętego Munga. Uśmiechałem się błogo jak zupełnie zdebilały Puchon totalnie nie ogarniając tego burdelu. Na szczęście Leonardo zaproponował grę w butelkę, co bardzo mi odpowiadało. Nieszczególnie zwróciłam jednak uwagę na całujących się ludzi i inne bardzo zabawne wyzwania, co zagadała do mnie @Arielle C. Tender. Widać była, że nie czuła się tutaj zbyt swobodnie - w gruncie rzeczy nawet ja w stanie nieszczególnie sprzyjającym myśleniu skumałem, że Calum zachował się troszkę dziwnie zostawiając narzeczoną na pastwę losu dzikich imprezowiczów, tylko po to by odstawić jakąś pannicę do Szpitala - jasne, ktoś musiał to zrobić, ale dlaczego akurat on? Pewnie normalnie ogarnąłbym tę sytuację, ale w tym momencie czułem się jakbym przedawkował oprylaka, więc najpewniej wyglądałem jak skończony debil.
- Chyba przesadziłem z eliksirami - powiedziałem pochylając się lekko w stronę uroczej Ślizgonki, by po chwili tonem zćpanego i wybitnie radosnego mędrca rzucić trochę zbyt szczerze - Ty za to wyglądasz jakbyś miała ochotę zajebać swojego durnego narzeczonego za to, że Cię tutaj przywlókł.
Mimo mojego stanu wciąż frapował mnie fakt jak to się stało jak taki Calum zdobył tego typu kobietę - jasne, lubiłem Krukona, ale jego doświadczenie w sprawach damsko-męskich było na podobnym poziomie co moja umiejętność grania w mugolskiego unihokeja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lis 02 2017, 23:22

Właściwie, to kompletnie nie zdziwił go ten nagły zwrot akcji - to było dość oczywiste, że zostanie pokarany przez los i Carma wylosuje właśnie Ezrę. Chłopaka strzeliła wyjątkowo trafna myśl, że to o wiele lepsza opcja niż danie chłopakowi Bridget, tak więc o wiele łatwiej było wszystko zbyć śmiechem. Ufał im, a to była zabawa, dlaczego czemu miałby robić jakieś problemy? Potrząsnął głową z rozbawieniem i uniósł ręce w niemalże obronnym geście, przypominającym rezygnację.
- Karma wraca... - Westchnął, mrugając porozumiewawczo do przyjaciółki. Jakkolwiek nie przeszkadzało mu to drobne zajście między Krukonem a asystentką magii leczniczej, tak nie zamierzał im się szczególnie przyglądać. Wykorzystał ten moment na wzięcie sobie piwa, jedynie pozerkując na całującą się parę. Posłał również zaskoczone spojrzenie Fire, która chyba serio nie była w imprezowym nastroju - najpierw wyszła, a teraz się wyzłośliwiała, jak gdyby nie potrafiła docenić uroków gry w butelkę. Gryfon nie nie powiedział, bo po prostu parsknął śmiechem na to jakże urocze wyznanie Ezry. Clarke, czy nie zostało już ustalone, że Leo całował się z większością swoich znajomych? Otworzył usta, żeby poza śmiechem jakoś sprawę wyjaśnić ("Kochanie, to moja kolejna była"), ale wtedy odezwała się sama Charisme. Potaknął skinieniem głowy, jednak z jej kolejnymi słowami zupełnie go zatkało. Uśmiech zamarł mu na twarzy i tylko przez chwilę można było dostrzec w tych czekoladowych oczach niesamowitą ilość szoku i niedowierzania. Przełknął ślinę z trudem, próbując znaleźć w sobie tyle przyzwoitości, żeby w końcu coś wydusić przez to nienaturalnie ściśnięte gardło. Miał wrażenie, że milczał wieczność, choć minęło raptem kilka sekund.
- Ach, no tak. Pamiętam. I tę radę też zapamiętam. - Przeczesał palcami włosy, nie pozbywając się uśmiechu ani na chwilę, chociaż wydawało mu się, że serce zaraz wyskoczy z klatki piersiowej i wyląduje na podłodze. Wiedział, że dziewczyna żartowała, ale nie był w stanie tego zrozumieć - za bardzo bolał go fakt, że hej, Ezra był lepszy nawet teraz! Nawet w czymś takim, w czymś... W czymś, co nigdy nie stanowiło dla Leo problemu. Wykorzystał chwilę, kiedy Krukon zajął się swoim ogłoszeniem (prawdę mówiąc treść jego zadania niezbyt do ćwierćolbrzyma dotarła) i wstał, z subtelnym "przepraszam na moment" kierując się do łazienki. Warto dodać, że raczej nie było opcji przytrzymania go, bo po prostu względnie uprzejmie każdego by zbył i zniknął za drzwiami. Nie mógł pozbyć się tego panicznie duszącego uczucia i palenia w klatce piersiowej.
Oparł się mocno na umywalce, w stabilnej fakturze odnajdując ukojenie dla drżących palców. Chciał skoncentrować się na głębokich wdechach, ale fala goryczy wstrząsnęła nim do tego stopnia, że jedynie się zapowietrzał - ostatecznie zacisnął mocno szczękę i oparł czoło o lustro, dając sobie czas na uspokojenie. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy jak irracjonalne było jego zachowanie, ale słowa Carmy (choćby przesiąknięte żartem) były tą kroplą, która przepełniła czarę żalu. Czemu się jeszcze dziwił?
Zanurzył dłonie w wodzie i przetarł nimi twarz, a następnie pozbył się mokrych drobinek. Wyszedł z łazienki łagodnie uśmiechnięty, tak jak zawsze; tylko dłonie dalej mu niespokojnie podrygiwały, zatem trzymał je zaciśnięte w pięści w kieszeniach. Zniknął tylko na chwilkę, zatem dalej miał okazję dostrzec kto padnie ofiarą przytulaśnego zadania Rasheeda.

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Lis 03 2017, 10:00

Fire miała racje. W tym momencie Rasheed kompletnie powinien przestać przejmować się tym, czy swoim zachowaniem sprawi komukolwiek przykrość i czy zepsuje te imprezę czy nie. Tak czy owak, była to w tym momencie raczej karykatura jakiejkolwiek zabawy, a przecież czyż nie taki właśnie był przez całe swoje życie? Skoncentrowany jedynie na wypełnianiu własnych potrzeb. Bycie jedynakiem podsycało w nim egocentryzm już od najmłodszych lat i swego czasu był nim tak nasiąknięty, że nikt nigdy nie brał nawet pod uwagę tego, że sobie odpuści, byleby tylko komuś nie sprawić przykrości. Teraz czuł się wręcz zdradzony. Ktoś gdzieś zaczął uczyć go odrobiny zaufania i współczucia. Droga do celu była wyboista i nadal jest. Widać to było zwłaszcza podczas jego sprzeczki z Carmą, jaka zaowocowała ich rozstaniem. Niegdyś nie było w jego sercu innych ludzi, był jedynie on sam, a teraz, gdy była tam również ona… cóż, w tym momencie naprawdę chciałby zniknąć. Móc nie podejmować żadnej decyzji, bo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że absolutnie żadna nie była właściwa. Już samo to wyraźnie uświadamiało mu, w jak tragicznym stanie psychicznym był po tych sześciu miesiącach, wypełnionych pijaństwem i rozpaczą. W normalnych warunkach otrząsnąłby się i poszedł dalej. Teraz, mimo że był to kolejny krok naprzód na drodze ku mniej destrukcyjnym emocjom, miał wrażenie, że nieustannie tylko dotyczy go sam regres. Był poirytowany już na samą myśl o graniu w butelkę z Carmą. Sama gra była przyjemna i mogła odciągnąć go od zadręczania się teraźniejszością, ale nie w takim towarzystwie. Sporo tych dzieci tych ludzi było mu obcych i normalnie to działałoby na jego korzyść. Miałby całkowicie czystą kartę, mógłby zrobić dosłownie wszystko, aby nakreślić cokolwiek w związku z ich nieistniejącymi jeszcze relacjami, ale to było niezwykle trudne. Chciał jedynie odejść stąd i napisać do Heikkonen. Nigdy nie była najlepsza w pocieszaniu, ale akurat chęć do destrukcji rozumiała idealnie, a dekonstrukcja twarzy Ezry wydawała mu się teraz tak pociągająca…
Siedział nieruchomo pomiędzy Leo, a wiecznie odsuniętą od towarzystwa Fire i starał się nie avadować spojrzeniami, naprawdę. Starał się przełknąć nie tylko swoją ogromną, niczym pokłady mocy Voldemorta, dumę, ale i uspokoić dłonie, nagle pragnące szalonego podrygiwania. Z tym drugim szło mu zdecydowanie łatwiej, niż z opanowaniem emocji. Był wybuchowy, nawet bardzo, ale zawsze potrafił się powstrzymywać i tłumić w zarodku fizyczne objawy wściekłości. Psychicznie… cóż, właśnie byliśmy świadkami erupcji wulkanu. W dodatku tak cholernie dużego wulkanu, że gdyby nie jakiekolwiek towarzyskie konwenanse i fakt, że była to gra, rozerwałby Clarke’a na miejscu. Nie za to, że pocałował Carmę, to przecież oboje musieli zrobić, a za jego niewybredne komentarze. Zapoznanie go z jakimś złośliwym zaklęciem błąkało się Rasheedowi po głowie aż do wyjścia Leo. Olbrzym mógł udawać, że wszystko jest w porządku, ale kto jak kto, akurat Sharker wiedział co jest na rzeczy. Nie podążył za nim, kierując się nie tyle swoim egoizmem, nakazującym mu skupić się jedynie na własnym rozżaleniu, a właśnie łączącą ich przyjaźnią.
- Chociaż raz moglibyście się przymknąć. - Mruknął w stronę paplającego bezmyślnie towarzystwa, niespodziewanie nawet dla samego siebie. Dał Leo tę chwilę, której tak potrzebował, a zarazem lekko szturchnął go w bok, gdy wrócił. Posłał mu krótkie spojrzenie i Vin-Eurico mógł z niego wyczytać nie tylko naprawdę dużo skrytego pod butą bólu, ale i nuty zrozumienia. Współczucia może nie, Rasheed wciąż za mocno boczył się na Leo za jego dzisiejsze „występki”, ale i tak było to lepsze od udawania, że nic go nie interesuje. Ponadto, była to pewna nowość. Na Carmę już w ogóle nie patrzył. Wystarczyło mu obserwowanie z jaką łatwością zanurzyła się w Ezrowych ramionach. Zemsta najlepiej smakuje na zimno, a kto jak kto, ale Ślizgoni byli prawdziwymi szefami kuchni odgrzewającej stare konflikty. W odpowiednim miejscu i czasie sytuacja kompletnie się odwróci, tego był pewien, a wtedy zamierzał wykorzystać cała swoją energię tylko po to, aby jedno z nich nauczyło się pokory, a drugie panowania nad językiem. Zamknął na moment oczy, niemalże już słysząc jak w głowie głośno dudni mu echo furii, ale zaraz westchnął, ot po prostu, wyciągając dłoń, aby zakręcić butelką. @Mikkel Carlsson miał dzisiaj bardzo dużo szczęścia, skoro los wciąż ściągał go w jego towarzystwo. Wbrew pozorom, Rasheed nie miał problemu z tym, aby wstać i bez słowa wepchnąć się pomiędzy niego, a Charisme, której to wyjątkowo starał się nie dotykać nawet przelotnie (co przy obecnej sytuacji było niemożliwe i zmusiło go do lekkiej gimnastyki). Uniósł ramię, aby po przyjacielsku przerzucić sobie je przez szyję Szweda, wciąż siedząc do niego bokiem. Nikt nie powiedział, że ma robić z nim to, co robiłby z Carmą zanim ta tak zalazła mu za skórę.
- Pocałuj lekko każdą osobę znajdującą się w tym pomieszczeniu. - Przeczytał, gdy wylosował zadanie dla kolegi, a potem zerknął na niego i uśmiechnął się, nie mogąc opanować wkradającej się do tego gestu złośliwości. - Niezły będziesz miał dziś przebieg, Carlsson.


LUDU! Wrzucam znowu zadanka, kilka nowych i troszkę pozmieniane, żeby nie było nudno Cool
Zadania:
 
Karty:
 

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-