Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Mieszkanie nr 15   Czw Sie 31 2017, 21:35

First topic message reminder :


Mieszkanie Leonezry




Kto powiedział, że jednopokojowe mieszkanie będzie za małe? Tutaj wszystko wydaje się idealnie współgrać. Jedna strona pokoju jest oczywiście sypialniana, o czym informuje ogromne łóżko. Z tego miejsca jest świetny widok na aneks kuchenny... To z kolei kącik będący epicentrum apetycznych zapachów, roznoszących się stopniowo po całym mieszkaniu. Na ścianie wisi duża tablica kredowa, na której można znaleźć dopiski mieszkańców, będące drobnym przypomnieniem koniecznych do wykonania obowiązków ("kupić mleko", "wynieść śmieci", "przytulić Leo"). Nie zabrakło również miejsca na jadalnię! Krzesła to przeżytek, o wiele ciekawiej zasiąść na wielkiej poduszce. Przy okazji jest się wtedy blisko kominka i ma się pod ręką mnóstwo książek porozkładanych po półkach i regałach. Kawałek dalej znajdują się drzwi prowadzące do sporej łazienki. Żeby było ciekawiej, wysoki sufit mieszkania wykorzystany został na utworzenie małego półpięterka. Tam stoi biurko, pudła z rzeczami czekającymi na rozpakowanie, ukochana deska surfingowa jednego z lokatorów...
Czuć tutaj domową atmosferę i ciężko stwierdzić, czy to zasługa mieszkańców, czy ładnie udekorowanego wnętrza. W progu powita cię mała Chione, na stoliku znajdziesz pewnie porzuconą przez Ezrę talię kart, a jeśli potrzebujesz rozprostować kości, to Leo zadbał, aby w mieszkaniu wisiał przynajmniej jeden hamak. Co tu więcej mówić? Czuj się jak u siebie!


______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 22 2017, 18:17

Propozycja pójścia na domówkę była chyba ostatnią rzeczą, którą spodziewałam się znaleźć w liście od Marceline - niemniej jednak, kiedy tylko dostałam od niej tę wiadomość, poczułam się poniekąd zobowiązana, żeby jej towarzyszyć, nie chciałam wyjść na hipokrytkę, odmawiając udziału w przyjęciu, skoro niewiele dni wcześniej szumnie mówiłam coś o wychodzeniu ze swojej strefy komfortu. A bez wątpienia na to się zapowiadało - i nie mam na myśli tego, że najzwyczajniej w świecie raczej unikam gubienia się w tłumie imprezowiczów, lecz o fakt, iż najpewniej nie będę tam znała ani jednej osoby. Poza Marce, oczywiście.
Niemniej jednak, odrzuciwszy wszystkie obawy, kilkanaście godzin później stałam tuż obok niej, niosąc ze sobą upieczone z małą pomocą jednego ze skrzatów kremówki - pomiędzy tymi niemającymi magicznych właściwości znajdowały się również kanarkowe, na pierwszy rzut oka nie do odróżnienia. Był to na tyle często praktykowany na przyjęciach zwyczaj, że chyba nikt nie powinien poczuć się zaskoczony, gdy po zjedzeniu jednej z nich na chwilę zamieni się w kanarka.  
- Nie musimy tam iść - być może kryła się w tym nutka prośby, szczypta nadziei, maskowanej najlepiej, jak tylko potrafiłam. Marceline nie wycofała się jednak, a ja bezwiednie podążyłam po schodach krok za nią - to rudowłosa zapukała do drzwi, kiedy nerwowo na nie spoglądałam, zastanawiając się, kto pojawi się u progu.
- Cześć, Ulla, miło mi cię poznać - rzuciłam na powitanie, gdy Marce zdążyła się już przywitać z Ezrą. Na chwilę przełożyłam brytfankę do lewej dłoni, żebym mogła się z nim swobodnie przywitać. - Mam nadzieję, że lubicie kremówki - dodałam, uśmiechając się do niego subtelnie. - Na procentach znam się pewnie tak samo, jak Marce, ale zaryzykowałam, o odpowiedni stan upojenia alkoholowego pomoże zadbać wino skrzatów i nalewka ze samosterowalnych śliwek mojej babci - piekielnie mocna, gdyby ktoś pytał. Nie chciałam przynosić Ognistej, bo pewnie jej mieli już pod dostatkiem.
Podobnie jak Holmes pozwoliłam sobie na dyskretne muśnięcie spojrzeniem zgromadzonych w środku osób - obdarzyłam ich wszystkich powitalnym uśmiechem. Samo mieszkanie było niewielkie, lecz niezwykle przytulne za sprawą takich akcentów jak chociażby położone na podłodze przy kominku poduszki w kusząco niewielkiej odległości od książek, których grzbiety zdążyłam już pobieżnie zlustrować, wyszukując co ciekawsze pozycje (zdradź mi, co czytasz, a powiem ci, kim jesteś?).
- Ja również chętnie go poznam, nie miałam jeszcze okazji - dodałam, zerkając w stronę Leo.  

kostka - 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 800
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2260
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 22 2017, 18:41

Fire prędzej czy później znalazłaby się w tym mieszkaniu, a jeśli szczęście by dopisało nie natknęłaby się przy okazji na Clarke'a! Tym razem jednak nie mogła liczyć na taki fart - bynajmniej, na imprezie miała się znaleźć osoba, której wolała nie widzieć najlepiej przez najbliższe stulecie. Zwłaszcza, że ostatnio relacje dziewcząt zaostrzyły się. Blaithin postanowiła, że nie będzie się Maevis przejmować. W końcu wiele razy udawało jej się już patrzeć na pryzmat otoczenia tak, jakby Gryfonka w ogóle nie istniała albo była jedynie zbędnym elementem. Dopóki nie zostanie zaczepiona, wszystko powinno pójść spokojnie. Gorzej, jakby piła, bo wtedy wybuchowy temperament zdawał się jeszcze bardziej podsycać chęć Fire do wywoływania awantur, ale tym razem chciała odmówić sobie alkoholu. Był niezwykle miłym specyfikiem pomagającym się rozweselić, a jeszcze łagodził ból i odsuwał nieprzyjemne myśli, więc nic dziwnego, że Fire uwielbiała imprezować. Bez niego mogło być nieco dziwnie... Ale cóż, czego się nie robi dla ćwierćolbrzymów.
Ubrana była tak, jak na co dzień, w ciemne spodnie, zwykłą koszulkę z jednym z rockowym zespołów (z The Veels wolała na razie nie nosić...), do tego narzuciła na siebie wygodną, czarną bluzę. Standardowo też z identycznymi "ozdobami": naszyjnik, różdżka za paskiem, pierścionek zaręczynowy. Miała ze sobą jednak prezent. Odnalazła odpowiednie drzwi i otworzyła swobodnie, jak gdyby wchodziła do siebie. Poniekąd, tak trochę uważała.
- Dobry wieczór, panie, panowie... i Harper. - skupiła się najpierw na gościach, przywołując na twarz lekki uśmiech. Dziwacznie było zobaczyć Dreamę, która była kolejną osobą, jaka opuściła Fire w ostatnim czasie, aczkolwiek pierwszą, która zrobiła to bez żadnego słowa. Rekina też dawno nie widziała, ale zazwyczaj nie ingerowała w sprawy i problemy innych ludzi, dlatego nie zamierzała dopytywać. Pomachałaby mu, ale był mocno zajęty jakąś dziewczynę o bajecznym kolorze włosów. Że też Szkotka nie wpadła nigdy na pomysł, żeby samemu sobie na taki przemalować. Zamiast tego nadal miała na głowie słomiany blond. Przedstawiłaby się, ale... wyraźnie widziała, że byli w takim stanie, że nawet by tego nie zauważyli. Więc jednak Leo postanowił pobawić się w małego eliksirowara i dodał jakichś dziwactw do napojów. Rozpoznała za to człowieka, który był przy aresztowaniu Pober i Ramireza. Nadal bolało to Fire, dlatego zmrużyła nieco oczy. Zaraz jednak skupiła uwagę na dwie Krukonki. Zbyt ciche na lekcjach, żeby Blaithin jakoś je kojarzyła. Tylko jedną pamiętała z wystawy, na której była razem z Ezrą. - Jestem Fire. Bianca, cholera, ktoś ci już mówił, że jesteś genialna?
Musiała przyznać, że obraz był przecudowny i sama chciałaby taki otrzymać. Pomyślała wtedy o tym, co sama przyniosła, a co było bardziej żartem niż jakąś formą wyrażenia sympatii... Cóż, nie zwlekając podeszła do Leonezry, dopiero po tym, jak reszta już się przywitała.
- Wstawmy tutaj jakiś podły komentarz i przejdźmy do rzeczy. - powiedziała szybko, mając nadzieję od wymigania się od dłuższych powitań i wyciągnęła w ich stronę złożone koszulki. Rozmiar był tak duży, że pasował na Leo, ale zmniejszenie go nie było problemem dla czarodziejów. - Zupełnym przypadkiem natknęłam się na te cuda na Pokątnej. Ta nadawałaby się dla Leo, tekst BARDZO adekwatny. - puściła oczko Clarke'owi. - A ta druga to chyba pasuje wam obu... Ekhm. Możecie nosić na zmianę. Nie wnikam, ale trzymajcie. To jest w ogóle za mój prezent ślubny, jakby coś.
Uśmiechnęła się raz jeszcze i rozejrzała po całym mieszkaniu.
- Na tym łóżku to ja wolę nie siadać... O, ale poduszki fajne. Kominek! - zawołała i już się zmyła, żeby usiąść blisko ognia na jednej z poduszek. Po drodze zgarnęła sobie jakiś soczek (bardzo grzecznie) i zastanowiła się, czy warto. Jeśli dostanie jakąś amortencję to będzie źle. Cóż, w końcu zaryzykowała i nie wiadomo, czy to, że zaczęła uśmiechać się szeroko jak głupia to dobry znak czy może czas zacząć się niepokoić.
- Tę muzykę to chyba Clarke wybierał. - usiadła po turecku i popatrzyła na chłopaków z łobuzerskim błyskiem w oku. Nagły zastrzyk wyśmienitego humoru doskonale działał... - Takie smęty... Nawet potańczyć się do tego nie da.

______________________

Fire Dear
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1143
  Liczba postów : 1432
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 22 2017, 22:52

Jak to zazwyczaj bywało, kiedy goście zaczęli się już schodzić, to wszyscy prawie jednocześnie. Leonardo w tym wszystkim na pewno czuł się o wiele lepiej niż Ezra, z prostego względu - Clarke niestety znał tylko najbliższe hogwarckie grono Vin-Eurico. Skoro bliższą znajomość zawarli dopiero pod koniec zeszłego roku, Ezra nie miał nawet szans wiedzieć, kim jest pierwsza osoba przekraczająca próg ich lokum. Nie było to jednak nic straconego - ta w początkowym zamyśle kameralna, skupiająca najbliższe osoby z otoczenia obu chłopaków była nie tylko okazją do zacieśnienia starych więzów, lecz i nawiązania nowych. Krukon docenił tę drobną uprzejmość ze strony @Rasheed Sharker, przyjmując butelkę absyntu bez większej świadomości jej zawartości. W tym czasie Leonardo swobodnie przyjął rozmowę na siebie, w pełni profesjonalnie obdarowując ich pierwszego gościa szklanką alkoholu. Przyjemnie patrzyło się na Leo, będącego w swoim żywiole i zupełnie niezrażonego pewnego rodzaju pasywnością ze strony swoich towarzyszy. Nie trudno było zgadnąć, że Rasheed myślami znajdował się przy kimś innym i Ezrze w żaden sposób to nie wadziło.
Z zainteresowaniem spojrzał za to po obu chłopakach, gdy Sharker zdecydował się dopełnić myśl Gryfona o pewien pikantny szczegół.
- Przepraszam? - odchrząknął, unosząc brwi z połowiczny zdziwieniem i rozbawieniem. Ezra był jednak zbyt świadomy opinii, która przylgnęła do jego chłopaka i tak naprawdę czy istniało jeszcze coś na temat życia seksualnego Leo, co mogłoby Ezrę zaskoczyć? Jakby nie patrzeć, oni sami zaczynali trochę zawile, obdarzając się "nic nieznaczącymi pocałunkami". - A już zdążyłem przyzwyczaić się do myśli, że obracałeś połowę dziewczyn w Hogwarcie. Nie może być bez niespodzianek, co? - zaśmiał się, kręcąc głową. Po prostu nie trzeba było się tym przejmować, nawet jeśli Ezrę trochę drażnił ten rozwiązły tryb życia Leo. Fajnie byłoby mieć poczucie, że dla kogoś było się pierwszym. Leonardo dla Ezry był...
Obserwował z małym uśmiechem powitanie rodzeństwa. Wiedział, że Leonardo gdzie tam w serduszku przeżywał wyjazd @Dreama Vin-Eurico. Z drugiej za to strony, Ślizgonka powody ku temu miała spore. Nie Ezrze było oceniać którekolwiek z nich, za to jego sprawą było już dopilnowanie, by nic tego wieczoru nie mąciło dobrego humoru jego chłopaka.
- Może przypadkiem wysłałem jej zaproszenie - przytaknął Clarke, mrugając porozumiewawczo do Dramy. Miał nadzieję, że dziewczyna jakoś się rozchmurzy, gdy dotrze do niej, że jej starszy brat nie chował do niej urazy. Chociaż trzeba było przyznać, że na tym wszystkim najbardziej korzystał Ezra - ten słodki buziak był jakże miłym początkiem.
Zaraz jednak w mieszkaniu ponownie rozległo się pukanie, niosące za sobą dwie postacie. O ile nie miał pojęcia, kim jest @Carma C. Charisme, - aczkolwiek miał nadzieję, że podczas tej imprezy jeszcze się to zmieni - o tyle o @Mikkel Carlsson mógł już powiedzieć dwa słowa. Ezra znał go głównie z opowieści Ruth i na jego osąd silnie wpływało to, jak mocno jego przyjaciółka przeżywała zerwanie z Mikkelem. Trzeba było jednak pamiętać, że wszyscy z nich ruszyli już dalej i nie było potrzeby roztrząsać starych spraw. Ezra ich dwójkę przywitał więc z równie sympatycznym i zachęcającym uśmiechem, nie mogąc im jednak poświęcić aż tyle czasu, bo jak na razie obowiązki pomocniczego gospodarza były istotniejsze. A @Bianca Zakrzewski była osobą, której nie można było pominąć i to nie tylko przez jej zjawiskowy wygląd. Z dotychczas przybyłych dla Ezry była ulubioną przyjaciółką Leo - no bo jeszcze nie było Fire! Trzeba jednak przyznać, że porządnie się zdziwił, kiedy Zakrzewski wpakowała im się do mieszkania ze sporym obrazem. Ale za to jakim pięknym.
- Hej, hej, spokojnie - zaśmiał się, bo Gryfonka wpadała w zupełnie niepotrzebny stres - Będziemy musieli znaleźć jakieś honorowe miejsce, nie? Wszyscy będą nam zazdrościć. - Wyciągnął ręce do dziewczyny, żeby lekko ją przytulić. Jeśli jednak chciała tego uniknąć, mógł poprzestać na prostym "dziękujemy".
Sytuacja diametralnie się zmieniła, gdy do pomieszczenia wkroczyła @Maevis Harper. Ezra otwarcie nie sprzeciwiał się zaproszeniu dziewczyny, ale w głębi duszy miał nadzieję, że coś jej wypadnie i nie będzie mogła przyjść. Wiadomo jednak, że najgorszych zmór najciężej się pozbyć. Uśmiechnął się do niej tak sztucznie, że pewnie prędzej ktokolwiek by uwierzył, gdyby Ezra nakleił na twarz papierową, uśmiechniętą maskę.
Trzeba było jednak przyznać, że gest dziewczyna miała miły. Ezra absolutnie kochał ten artykuł obserwatora... No i w sumie nie całowała Leo, więc jak na razie mógł ją tolerować.
- Miło cię poznać, Mae - wbrew pozorom zabrzmiało to dosyć szczerze. Nawet się zaśmiał! - Dobrze, że to mówisz, bo ostatnio jak nie byłem cię pewny, to rzuciłem to głupie zaklęcie. Strasznie cię za to przepraszam - rzeczywiście było mu głupio za tę całą sytuację na transmutacji. Ezra zazwyczaj nie panikował z takich powodów i nie był chorobliwie zazdrosny... Ale Fire jeszcze go sprowokowała i jakoś tak wyszło. (Co nie znaczyło oczywiście, że nie zrobiłby tego ponownie, gdyby Maevis cokolwiek próbowała odstawić.) Ezra czuł, że będzie to znajomość o stabilności sinusoidy. - Baw się dobrze.
Posłał kontrolne spojrzenie na Leo, podejrzewając, że chłopak raczej nie wiedział, że powiewy chłodu były sprawką Ezry. Dopiero po chwili pomyślał, że może trzeba było załatwić to z Mae na osobności.
- Staram się - dodał więc na własną obronę, zanim kolejna osoba zaczęła dobijać się do drzwi. I po co oni tyle osób zapraszali?
Tym razem to Clarke poszedł otworzyć i prawdopodobnie była to jego najlepsza decyzja. Natychmiast rozpromienił się, kiedy w progu zobaczył nowopoznaną krukonkę w towarzystwie jakiejś koleżanki. Ezra nie oczekiwał niczego od Marceline w zamian za pomoc na wystawie. Była to akcja zupełnie bezinteresowna - wbrew pozorom potrafił taki być. Jeśli jednak koniecznie chciała wyrównywać rachunki, Ezra śmiało mógłby zapisać jej przyjście na tę imprezę. Trzeba było trochę wyrównać stosunek Krukonów do Gryfonów.
- Marcie - zdrobnił z małym uśmiechem jej imię, robiąc miejsce, by śmiało wchodziły do mieszkania. - Ullala, naprawdę nie wiem jakim cudem nie widziałem cię wcześniej w Hogwarcie - zażartował z imienia dziewczyny, nie mając oczywiście na myśli niczego złego. Clarke przyjął od nich smakołyki, by ustawić je obok specjałów Leo.  - Jestem Ezra. I naprawdę miło z waszej strony, że przyniosłyście tyle rzeczy. Konieczna była tylko obecność. Alkoholu u nas jest dużo, a zresztą ja też się nie znam, więc jest już nas troje. Prędzej Leonardo zaproponuje wam coś dobrego niż ja.
Puścił panie przed sobą, kierując je w stronę ćwierćolbrzyma, skoro tylko wyraziły chęć jego poznania. Sam też chciał przedstawić Marcelinkę swojemu chłopakowi. Należałoby go chyba poinformować, że to z nią był na owej wystawie...
- Marceline, Ulla to właśnie Leonardo, mój chłopak - zaczepnie szturchnął Leo, wesoło się uśmiechając. Ezra za każdym razem nie mógł się napatrzeć, kiedy Leo stawał obok takich karzełków jak Fire czy właśnie Marceline. - Zaproponujesz dziewczynom coś do picia? Ja się wolę tego nie dotykać.
Do każdej imprezy w końcu trzeba dodać trochę ognia. @Blaithin ''Fire'' A. Dear weszła do ich mieszkania niczym do obory, wyczerpując resztki dobrych manier na powitaniu. Ezra tylko czekał aż ta małpa do nich podejdzie, aczkolwiek nie spodziewał się kolejnych prezentów. Miał wrażenie, jakby wszyscy powariowali i przyszli na tę imprezę z jakimś przeświadczeniem, że to taka miniaturka wesela. Parsknął śmiechem na koszulki. Rzadko to przyznawał, ale Fire była g e n i a l n a.
- Słyszysz Leonardo? Teraz będziemy musieli się hajtnąć, bo nam je zabierze - Puścił mu oczko, mocno rozbawiony tą całą sytuacją. Korzystając z okazji, że Fire zaczęła się po pomieszczeniu rozglądać i zamknęła chwilowo usteczka, ściągnął chłopaka ku sobie, lekko go cmokając. Przez to z każdą chwilą większe zamieszanie, które musieli trzymać w jako takich ryzach, mało uwagi mógł poświęcać Vin-Eurico. I odkąd pojawiła się Fire, było to jeszcze trudniejsze, bo dziewczyna za cel wybrała sobie chyba sprowokowanie Ezry. Podczas gdy hej, nikt jej o zdanie nie pytał.
- Że co proszę? Czy ty obrażasz moją muzykę? - parsknął, zostawiając Ullę i Marce na pastwę Leonardo. Ezra niczego nie pił, a i tak jego usta obejmował szeroki, wesoły uśmiech.- Wystarczy nie mieć dwóch lewych nóg. Wstawaj, już ja ci pokażę, co to znaczy taniec - zaśmiał się, wyciągając do dziewczyny rękę. Taka odważna Gryfonka chyba podejmie wyzwanie?

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 777
  Liczba postów : 1065
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 22 2017, 22:54

Otrzymawszy zaproszenie od Leonardo na imprezę w jego wspólnym mieszkaniu z Clarke ucieszyłem się. Po pierwsze - okazja na wyrwanie się z błędnego koła pracy i nauki. Po drugie - okazja na spotkanie się z fajnymi ludźmi, czego brakowało mi w ostatnim czasie. Po trzecie - pewnie będziemy pić i założę się, że będzie Zakrzewski, także zapowiadała się fajna impreza. Wziąłem ze sobą @Arielle C. Tender, której również należała się spora dawka odpoczynku. Ten rok szkolny musiał być dla niej okropnie wyczerpujący. Nie dość, że pierwszy w nowej szkole, to jeszcze obarczona została mną w postaci kuli u boku aka narzeczonego, a przy tym wszystkim działo się naprawdę sporo w związku z magicznymi problemami. Oboje potrzebowaliśmy się jakoś rozerwać.
Niestety spóźniliśmy się, bo Arielle nie mogła się zdecydować, co ubrać, a ja wcale nie byłem pomocny, bowiem podobała mi się w każdej stylizacji. Ostatecznie przybyliśmy na miejsce. Zapukałem w drzwi, które otworzył mi Vin-Eurico. Przywitałem się z nim, następnie z Clarke, a potem z resztą jako tako, bo też ciężko mi się było połapać, kto w tym tłumie był mi znajomy, a kto nie. Swoje kroki od razu skierowałem do sekcji z piciem.
- Zrób nam coś fajnego - poprosiłem Gryfona, zanim zdążyłem pomyśleć, na co się piszę. Chwilę potem zacząłem pić całkiem dobry drink, zupełnie nieświadomy faktu, że moje tęczówki zmieniają kolor na różowy...

kostka: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moustiers Sainte-Marie, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14696-arielle-catrin-tender#392224
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14699-don-t-act-like-you-forgot#392235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14700-sowa-arielki#392236
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14698-arielle-c-tender#392234




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Paź 22 2017, 23:34

Prawda była taka, że Arielle kompletnie nie miała ochoty na jakiekolwiek imprezy. Nie mogła zupełnie wbić się w hogwarckie towarzystwo i ostatnio coraz częściej chodziła z głową w obłokach. Marzył jej się powrót do Francji, albo nawet wyjazd w jakieś inne miejsce. Nie odrywała się niemalże od pergaminów, skrobiąc list za listem i powoli zatracając się w tęsknocie za synkiem, którego nawet w myślach nie powinna tak nazywać... Mimo wszystko miała inne obowiązki, a do nich poza nauką należało również udawanie idealnej narzeczonej. Obawiała się, że ten tytuł z miejsca straciła... Pocieszała ją jedynie myśl, że przedstawienie dalej nie zostało przerwane. Lubiła Caluma, nawet bardzo - w życiu nie nazwałaby tego niestety miłością, ale nie spodziewała się niczego innego.
Z całego tego szacunku do Krukona i chęci utrzymania nienagannej opinii o ich związku, zgodziła się pójść na imprezę. Przy okazji nastrój poprawił jej fakt, że będzie tam Ezra, którego przecież bardzo lubiła. Arielle skoro miała już gdzieś iść, to chciała wyglądać naprawdę porządnie... I sama nie zorientowała się, kiedy minuty zaczęły się zbijać i nagle okazało się, że zaraz się spóźnią. W międzyczasie zirytowała się jeszcze na Caluma, który nie był w stanie pomóc jej z doborem kreacji. Jego impreza, a nie określił nawet, w jakim stylu powinna się ubrać! Do mieszkania w Hogsmeade trafili już pogodzeni, bo Ślizgonka zapomniała o całej złości w chwili, w której założyła na siebie czarny kombinezon. Nie zrezygnowała również z butów na obcasie, dziękując Merlinowi za wysokiego narzeczonego.
- Ezra, Leo - przywitała się z szerokim uśmiechem. Gryfonowi wręczyła butelkę wina (w końcu biorąc pod uwagę pracę rodziców całkiem nieźle się na tym znała. Tenderowie ponoć mają wino w żyłach zamiast krwi!), z kolei Krukona po prostu łagodnie uściskała, szybko wracając do swojego partnera. Doskonale wiedziała, że w takim tłumie nie ma co Ezry długo przy sobie zatrzymywać - przyjęła za to drinka, o którego poprosił dla niej Calum. Wzięła kilka łyków, rozglądając się po pomieszczeniu. Kiedy powróciła spojrzeniem do swojego partnera doszła do wniosku, że on jednak miał zdecydowanie za dobrze. Nie szykował się tak długo, a wyglądał po prostu zabójczo! - Calum - zaczęła z namysłem, przysuwając się troszkę bliżej. Sama nie wiedziała kiedy, ale jej ręka poleciała na jego ramię. - Przepraszam, że się tak złościłam. Chciałam wyglądać jak najlepiej, dla ciebie - dodała ze słodkim uśmiechem, muskając opuszkami palców skórę na jego karku. W tej jednej chwili zupełnie zapomniała, że są wśród gromady, bądź co bądź, obcych dla niej ludzi. Czym się w ogóle stresowała? Przecież nie była sama...

3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Paź 23 2017, 00:50

Jeśli Leonardo pokładał jakąś wiarę w zbawienne poczucie humoru @Rasheed Sharker, to faktycznie był tak głupi, jak wszyscy sądzili. Nie spodziewał się mimo wszystko takiego braku taktu i ucieszył się, że poszedł otworzyć te drzwi - mógł ukryć jakoś swoją zaskoczoną minę i przy okazji nie patrzeć na Ezrę, o którego reakcję odrobinkę się obawiał.
- Idiota - jęknął jedynie, zanim przekierował całą swoją uwagę na Dramę. Danie chłopakowi tego buziaka było częściowo pretekstem, aby dopowiedzieć coś na wcześniej poruszony temat jego pijackich przygód z Rasheedem. Uparcie szukał w zielonych tęczówkach chłopaka jakiegoś niezadowolenia albo wyrzutu, ale Krukona chyba jakoś szczególnie mocno to nie ruszyło... Albo po prostu świetnie udawał. - Nie "obracałem" go, kilka lat temu pocałowaliśmy się po pijaku. To naprawdę było nic - wyjaśnił cicho, nie chcąc za bardzo wchodzić w szczegóły. Poważnie zaczynał czuć się głupio z tym wszystkim, co kiedyś robił. "Rozwiązły tryb życia" to zbyt delikatne określenie na kogoś, kto z połową swoich znajomych przynajmniej się całował. Merlinie, trafił na najbardziej wyrozumiałego chłopaka w dziejach.
- Bianca, wyglądasz pięknie, jak zawsze - potrząsnął głową z niedowierzaniem. Dopiero wtedy zauważył obraz, który ze sobą przytargała do ich mieszkania - ten na szczęście szybko trafił w jego ciekawskie łapki. Gryfonowi szczęka opadła na ziemię i bez słowa odwrócił się do swojego partnera, pokazując mu obraz. - No nie wytrzymam z wami. - Kiedy tylko Ezra odsunął się od Bianci, Leo błyskawicznie do niej dopadł i uniósł ją nawet lekko nad ziemię, mocno ściskając. Nie miał pojęcia czemu dostawali prezenty - o ile butelkę alkoholu był w stanie zrozumieć, o tyle obraz po prostu ściął go z nóg. - Jest niesamowity, ty jesteś niesamowita - mruknął jeszcze przyjaciółce do ucha, a potem zaśmiał się i pokiwał głową na jej zaskoczenie. Ma się te zdolności kulinarne! Bez zastanowienia chwycił pierwszego lepszego drinka i podsunął go @Bianca Zakrzewski, zapominając zupełnie, że to ten z amortencją (działa 2 posty i nie jest tragicznie mocna, spokojnie!).
Zaproszenie @Maevis Harper było dla Leo oczywistością, ale wiedział o jej napiętych stosunkach z niektórymi pozostałymi gośćmi. Cóż, Vin-Eurico dalej uparcie wierzył, że jego bliscy potrafili się dogadać chociażby ze względu na niego. Nie musiał się długo zastanawiać i po prostu uściskał lekko Gryfonkę, parskając śmiechem na widok wpisu Obserwatora w ramce.
- Dzięki. I przepraszam, że się nie odezwałem wcześniej... - Skrzywił się lekko na myśl o swojej idiotycznej decyzji z zatajeniem tak istotnej informacji. Zwrócił się zaraz w stronę Ezry, którego z kolei chciał przeprosić za to, że nie powiedział mu o specyfice relacji z Mae - zaraz jednak padło coś o zaklęciu na transmutacji, co chłopaka nieco wytrąciło z równowagi. Zacmokał z dezaprobatą, ale z tyłu głowy cichy głosik szepnął mu, że ta zazdrosna wersja Clarke'a jest cholernie pociągająca. Konsekwentnie, Leo, konsekwentnie. Zanim cokolwiek jeszcze dodał, Ezra pomknął do drzwi i zajął się gośćmi, a sam Gryfon po prostu miał okazję zakręcić się nieco przy stole. Rzucił kontrolne spojrzenie w stronę Carmy i Rasheeda, który sobie na jakiś tajemniczy temat rozmawiali. Nie znał szczegółów ich zerwania, aczkolwiek była to dla niego wyjątkowo smutna informacja - wyglądali razem tak idealnie... Zgarniał akurat szklankę upuszczoną przez przyjaciela (szturchając go przy tym lekko z niezadowoleniem), kiedy rozpoczęła się inwazja Krukonów.
- Leo - poprawił Ezrę, nie chcąc aby jego przyzwyczajenie weszło dziewczętom w nawyk. Uśmiechnął się promiennie na powitanie, kiwając głową i przesuwając się bardziej do stołu, gdzie czekały wszystkie cuda. - To jakim cudem my się nie znamy, co? - Zagadnął, nie mogąc sobie wybaczyć tego niedopatrzenia. Przygotował Krukonkom pospiesznie dwie sangríe z czerwonego wina, odrobiną pomarańczy i jabłek. Kiedy już zostało posłodzone i schłodzone kostkami lodu, dolał jeszcze troszkę koniaku, nie mogąc się powstrzymać. Wiedział też, że oba zostały doprawione eliksirami*... - Prosz! Tylko spokojnie, powoli. Nie jest zabójcze, ale sugeruję nie szaleć. Sangría jest co prawda hiszpańska, ale nie mogę się tak uparcie trzymać Meksyku, nie? - Mrugnął do nich wesoło, a następnie ściągnął na siebie uwagę Ezry łagodnym "mi querido", żeby podsunąć mu bezalkoholowe mojito (i tam pewnie też znalazło się coś ciekawego). W tej samej chwili w mieszkaniu zjawiła się @Blaithin ''Fire'' A. Dear, a jej pewność siebie sprawiła, że Leo uśmiechnął się jeszcze szerzej, niż wcześniej. Chyba nic dziwnego, że chciał, aby jego najlepsza przyjaciółka dobrze czuła się w jego nowym mieszkanku?
- Merlinie. To jest strasznie miłe i w ogóle, ale co wy tak z tymi prezentami? Ezra, czy ja napisałem coś o prezentach na zaproszeniach? - Spytał ze szczerym zaskoczeniem, a potem już po prostu wybuchnął śmiechem na widok tych fenomenalnych koszulek. Nawet by Fire uścisnął, gdyby nie to, że właśnie próbował sobie wyhodować odrobinkę instynktu samozachowawczego. Spoważniał na wzmiankę o ślubie, przybierając nieco przerażoną minę. - Osz cholera. Skąd wy wiecie? To miała być niespodzianka... - Złapał Ezrę za rękę i przyklęknął na jedno kolano, odchrząkując teatralnie. - Czy ty, Ezra Thomas Clarke... jakoś dziwnie z tym drugim imieniem. Czy ty, Ezra Clarke, uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi... - Przerwał na chwilę, żeby wziąć w końcu od Fire ten T-shirt, który ponoć pasował do nich obu - ...i założysz tę koszulkę?
Podniósł się zaraz ze śmiechem, nie chcąc robić już większej szopki. Mruknął cicho z zadowoleniem na to przelotne cmoknięcie, mając trochę wrażenie, że zaraz się rozpłynie. Zaraz jednak musiał się odsunąć, żeby przywitać @Calum O. L. Dear i jego śliczną partnerkę. Nie chciał tak zostawiać Marceline i Ulli, ale rzucił krótkie "oj, moment" i przeszedł się do kuchni (co nie było daleko, bo to przecież jedno pomieszczenie), gdzie czekała całkiem mugolska szisza z melasą, do której dodano odrobinkę oprylaka - ot, magiczny akcent. Leo postawił sprzęt na przygotowany wcześniej stoliczek.
- Siostra, dasz się zdemoralizować? - Powalczył chwilę z węgielkiem, używając ostatecznie nie różdżki i swoich wątpliwych zdolności magicznych, a po prostu starej dobrej zapalniczki. Zostawił sziszę "w rękach" @Dreama Vin-Eurico, oczywiście do niczego jej nie zmuszając. Sam musiał zainteresować się tym, co odwalał jego partner. Kto normalny zapraszał Fire do tańca? - Płomyku, jeśli pobijesz mi chłopaka, to będę bardzo smutny. - Mimo wszystko propozycja Krukona troszkę wjechała mu na ambicję i Leo bez zastanowienia chwycił za rękę Biancę, obkręcając ją zgrabnie i lekko do siebie przyciągając. Nie mogli być przecież gorsi, prawda?


*@Marceline Holmes, nie losowałaś, więc wybieram ci efekt Ing face
Spoiler:
 

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 777
  Liczba postów : 1065
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Paź 23 2017, 12:31

Sprawa naszego narzeczeństwa w zasadzie... Rozwiała się i zginęła gdzieś wśród szkolnych plotek traktujących o znacznie ciekawszych tematach jak chociażby aresztowanie Pober, obskurusy tu i tam, czy też inne domniemania, czemu jest tak, a nie inaczej. Uważałem to za bardzo komfortowe - nie musieliśmy się nawzajem naginać, starać ponad miarę i przede wszystkim nie trzeba było odstawiać całej tej szopki. W gruncie rzeczy my się prawie nie widywaliśmy. Dormitoria umieszczone po dwóch przeciwnych stronach zamku nie sprzyjały prywatnym spotkaniom, natomiast moje mieszkanie również nie należało do dobrych miejsc na nie, jako że było wypełnione wszystkim, nad czym pracowałem i panowała w nim ta szczególna atmosfera, że kiedy wchodziłem do środka od razu myślałem o robocie. Zostały nam lekcje, na których też rzadko kiedy mieliśmy okazję wylądować w tej samej grupie, posiłki w Wielkiej Sali, o ile udało nam się spotkać zanim Arielle obsiadła grupka koleżanek, czy też wyjścia do Hogsmeade, na które też nie było zbyt wiele czasu. Innymi słowy usunęliśmy się w cień z całym naszym zaaranżowanym związkiem. Mi było z tym dobrze, nie stresowałem się, lecz nie wiedziałem, jak miała się sama Arielle. Z pewnością dostrzegłem, że nie czuje się tu komfortowo - tylko co ja jeszcze mógłbym zrobić, żeby temu zaradzić?
Samo mieszkanie chłopaków wyglądało imponująco i dość przytulnie. Może teraz, gdy zgromadziło się w nim już sporo osób sprawiało wrażenie przyciasnego, lecz dla dwóch osób było pewnie idealnych rozmiarów. Gdy Leonardo podał nam nasze drinki, odprowadziłem moją partnerkę gdzieś na bok pod ścianę, by mieć dobry punkt obserwacyjny, a jednocześnie nie blokować nikomu przejścia. Wodziłem wzrokiem po twarzach i nagle rozpoznałem jedną z nich, a ten fakt sprawił, że cały aż drgnąłem. Nie spodziewałem się zobaczyć tu @Ulla Tiverton, nie sądziłem, że kolegowała się z którymkolwiek z gospodarzy (i po cichu miałem nadzieję, że miałem rację). Zawiesiłem na niej wzrok jedynie na kilka sekund, gdy zostałem wyrwany z zamyślenia słowami Arielle. Spojrzałem na nią z lekkim niezrozumieniem.
- Złościłaś się? Kiedy? - zapytałem głupawo, kompletnie nie kojarząc sytuacji dopóki nie powiedziała o doborze stroju. Wyszczerzyłem się. - Arielle, Ty zawsze wyglądasz zabójczo - stwierdziłem, a w środku zrobiło mi się jakoś tak... Miło, że w ogóle powiedziała coś takiego. Upiłem kolejny łyk swojego drinka, nadal nieświadomy swoich różowych tęczówek, gdy jej ręka powędrowała do mojego karku, a ja prawie się udławiłem. Rzuciłem jej nieco zakłopotane spojrzenie, ale nie wycofałem się - przecież byliśmy narzeczeństwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 792
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 456
http://www.czarodzieje.org/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://www.czarodzieje.org/t14415-pianki-bianci#381731
http://www.czarodzieje.org/t14416-bianca#381732
http://www.czarodzieje.org/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Paź 23 2017, 15:41

Naprawdę się stresowałam, że obraz się nie spodoba. Każdy miał swój gust, a prawda była taka, że trochę kombinowałam przy tym jednym obrazie i próbowałam nieco innej metody niż zazwyczaj. Dlatego właśnie szłam na tę imprezę cała spięta, modląc się w duchu, że mimo wszystko przypadnie im moje em.. „dzieło” do gustu. Nie podejrzewałam jednak, że byłam aż tak tym faktem zestresowana, dopóki nie zaczęli mi dziękować i mówić, że jest świetny. Poczułam się jakby z mojego serca spadł kamień ważący co najmniej tonę. Z ulgą przytuliłam @Ezra T. Clarke, mimo, że ten okropny głos w mojej głowie, szeptał mi, że  mówią tak tylko dlatego, żeby nie było mi przykro. Kazałam mu się jednak uciszyć i wdzięczna przyjmowałam słowa gospodarzy. Nie wiem dlaczego, ale zawsze kiedy miałam komuś dawać swoje prace czułam się jakby ktoś zacisnął mi dłoń na żołądku i nie chciał puścić. Nie było to przyjemne uczucie, ale średnio sobie z nim radziłam i towarzyszyło mi przy każdej takiej okazji.
- Cieszę się, że Wam się podoba.
Uśmiechnęłam się do @Leonardo O. Vin-Eurico na jego komentarz i wzięłam w dłoń drinka. Patrzyłam na szklankę w dłoni, przypominając sobie swoją obietnicę. Moje rozmyślania przerwało przybycie @Maevis Harper. Zmierzyłam ją wzrokiem, pamiętając jak obecność tej dziewczyny mnie drażniła. Nie byłoby tak gdyby swego czasu nie przystawiała się do mojego brata. Przykro mi Lysander, ale nie zamierzałam pozwolić żeby taka dziewczyna się wokół ciebie kręciła. W każdym razie niechęć Fire do Harper też trochę na mnie wpłynęła. Z reguły nie oceniałam ludzi po pozorach i opiniach innych, zapewne gdyby dziewczyna nie kręciła się wokół Lysa, nic bym do niej konkretnego nie miała, ale przykro mi, bywa. Postanowiłam jednak robić dobrą minę do złej gry i obdarowałam  Harper najsztuczniejszym uśmiechem na jaki było mnie stać. Wiedziałam, że Leo ją lubi. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego. Po prostu mój mózg nie pojmował tego, że Vin-Eurico mógł zadawać się z Maevis.
Kiedy weszły dwie Krukonki lekko zmarszczyłam brwi. @Ulla Tiverton kojarzyłam z lekcji i korytarzy Hogwartu, @Marceline Holmes zresztą też. Z tą drugą jednak wiązałam inne wspomnienia. Nie tak dawno, kiedy poszłam z Fire na wystawę, która nawiasem mówiąc była cudna, moim oczom ukazał się dość dziwny obrazek. Nawet nie to, że wcześniej nie chciałam nic mówić, ale po prostu wypadło mi z głowy. Widok dziewczyny przywrócił mi pamięć i doskonale pamiętałam, że miałam o nią zapytać Leo. Gdyby się bardziej zastanowić, może powinnam jednak zapytać o to Ezrę, ale mimo wszystko z Leo byłam bliżej. Nie wydawało mi się, że sytuacja z wystawy była całkiem normalna. Zakodowałam sobie w głowie, że muszę pogadać z przyjacielem.  Obdarzyłam jednak obie dziewczyny uśmiechem, prawdziwym, nie tak jak w przypadku Harper.
Nie trzeba było długo czekać na wejście smoka. Uśmiechnęłam się w duchu na to określenie. Smok do @Blaithin ''Fire'' A. Dear idealnie pasował, w końcu zieje ogniem, nie?
- Dzięki, Fire, jesteś pierwsza. – odparłam do przyjaciółki i puściłam jej oczko.
Przypomniałam sobie, że przecież trzymam w ręce drinka. Jeden nie zaszkodzi, mała dyspensa może być. Zresztą, czy nie mówiłam, że „ograniczę”? Alkohol pachniał naprawdę dobrze, chyba jeszcze nigdy nie podobał mi się tak zapach drinka. Wypiłam łyka i przyjemne ciepło rozlało się po moim żołądku. Kiedy miałam wziąć kolejnego, zakrztusiłam się, mocno. Powód był bardzo prosty, zobaczyłam co Dear kupiła chłopakom. I to niby ja byłam genialna? Kiedy Leo klęknął, zakrztusiłam się znowu. Niech ich wszystkich cholera weźmie. Szybko wypiłam resztę szklanki i czułam się.... dziwnie. Nie zauważyłam kiedy przyszedł Calum z jakąś dziewczyną. Chyba czytałam o tym na Wizbooku, ale średnio obchodzą mnie wpisy Obserwatora. Nagle Leo porwał mnie do tańca.
Był jeden główny powód, dla którego nie kombinowałam z eliksirami. Właściwie to dwa. Po pierwsze – kompletnie się na tym nie znałam. Po drugie, i ważniejsze – niełatwo było się wtedy kontrolować.
Nie pamiętałam, żeby Leo był tak przystojny i uroczy. Aczkolwiek sprawiło to, że nawet nie próbowałam odmówić tańca. Uśmiechnęłam się i delikatnie przygryzłam wargę, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego co się dzieje i że nieco manipuluję Leo w tym jak mnie prowadził. Znaczy, chyba bardziej ja prowadziłam, mówiąc od czasu do czasu co moglibyśmy zrobić. Nie byłam nie wiadomo jaką tancerką, ale z takim partnerem?
- Wiesz, Leoś, zapomniałam jak świetnie tańczysz.

wiluje sobie, a co
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 800
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2260
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Paź 23 2017, 19:03

Fire lubiła dawać prezenty. Co prawda było to drobnym paradoksem, bo później ludzie chcieli wylewnie dziękować, broń Merlinie, przytulać albo się odwdzięczać na jakieś wymyślne sposoby. Szkotce wystarczała sama świadomość, że sprawiła komuś przyjemność. A teraz po prostu zaśmiała się, słysząc komentarze na temat koszulek, które niczym wybitnym nie były. Ale wtedy Leo zdecydował się odwalić jakieś przedstawienie i klęknął tuż przed Ezrą, a Fire, hm, nie za bardzo chciała widzieć ich w podobnej pozie znowu. Przez chwilę słuchała trochę oniemiała oświadczyn, zastanawiając się czy nie warto szybko wycofać się za drzwi, ale zaraz domyśliła się żartu, w końcu Vin-Eurico nie był wcale jakimś fenomenalnym aktorem.
- Zapisz się do teatru, może cię wezmą do odgrywania drzewa. - parsknęła, przewracając oczami. Albo naucz się nieco od Clarke'a. Zdążyła usłyszeć ich przywitanie z Maevis i musiała przyznać, że tego się nie spodziewała. Miło cię poznać, przepraszam, baw się dobrze? Blaithin prędzej by się udławiła niż powiedziała coś takiego w stosunku do niej. Liczyła więc na to, że to też mogła być część jakiejś maski. Fire umiała odpuścić, ale w tym przypadku za bardzo nakręciła się na dokuczanie dziewczynie. Zresztą, ona sama nie była święta, zwłaszcza, gdy skarżyła Craine'owi. Żenujące. Może niech jeszcze popłacze Hampsonowi, że niedobra pani prefekt się znęca?
Pomachała Calumowi (czemu miał różowe oczy...?) i jego pięknej narzeczonej, nie wtrącając się w rozmowę, bo rybka złapała przynętę. Fire sama nie do końca wiedziała, czemu zaczepiła temat muzyki, ale może miała ochotę podrażnić Ezrę. Zaproszenia do tańca się jednak nie spodziewała i popatrzyła na wyciągniętą rękę Krukona, jak na jakąś pułapkę (może słusznie). Zwalczyła chęć powiedzenia prostego "nie". Jak miała odmawiać wyzwaniu? Ona? Clarke'owi? Jeszcze obraził jej nogi! Podniosła się, ściągając przy okazji bluzę i odrzucając gdzieś na bok, byle nie do kominka. Cichy głosik podpowiadał dziewczynie, że to totalna głupota. Minęło dopiero kilka minut odkąd była na tej imprezie i już będzie przypał.
Zaśmiała się słysząc słowa Gryfona. Dobrze ją znał, ale tego wieczora Blaithin jeszcze nie wyciągnęła pazurków. Cóż, może za chwilkę...
- To kuszące, ale zastanowię się jeszcze. - odparła, łapiąc za rękę Ezry i skupiając całą swoją wolę na tym, żeby jej to nie dekoncentrowało. - Co ty w nim widzisz, Olbrzymie? Stuknięty jakiś...
Jakim cudem od rzucania butelkami przeszli do tańca? Pozostawało modlić się, żeby Ezra miał jednak trochę litości i nie zaczął Fire wywijać na wszystkie strony aż przestanie odróżniać górę od dołu... Ale to był Clarke. A ona do naiwnych osób nie należała. Za to znała swoje możliwości, jeśli chodzi o tańczenie. Sama się w to wpakowała i teraz musi cierpieć. Ale mogła się podzielić tym cierpieniem z Krukonem.
- Och... Niechcący. - bąknęła cichutko z przepraszającym spojrzeniem, kiedy przypadkowo nadepnęła mu na stopę. - To te dwie lewe nogi. - uśmiechnęła się tak słodko, jak umiała. Obawiała się niestety, że niedługo będzie można szczerze powiedzieć o przypadku.
Najgorsze, że nie miała pojęcia co robić, ale prowadzenie i inne rzeczy na których Blaithin się kompletnie nie znała, pozostawiła po prostu Ezrze. Musiała nadążać i udawać, że czuje się świetnie w imię swojego honoru! Pomógł fakt, że Leo i Bianca też nagle zaczęli się gdzieś obok kręcić, więc jeśli już poplącze się tak, że poleci na łeb na szyję na podłogę to może nie wszyscy zauważą... Zapowiadało się w każdym razie ciekawie. Może przeżyje. Może połączą siły, żeby całkiem przypadkowo znaleźć się obok Maevis i przy gwałtowniejszym ruchu wepchnąć ją do tego kominka? Albo chociaż zgarnąć po cichu jeden z drinków i w niefortunnym zbiegu okoliczności wylać zawartość na jej ciuchy. To by się Blaithin spodobało.
Zresztą, to wszystko było wina głupiego eliksiru. Nie mogła się przez niego nawet złościć na organizatorów, że najwyraźniej dostała jakąś piekielnie mocną dawkę. Tylko dlatego w ogóle zgodziła się na tę maskaradę...

______________________

Fire Dear
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 689
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 660
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Paź 23 2017, 21:19

Obie nie pasowały do tego miejsca.
Obie również o tym wiedziały.
Marceline nie mogła jednak postąpić inaczej, skoro sprawa tyczyła się Ezry. Lubiła tego chłopaka i nie brała na poważnie sytuacji z muzeum, która dla niej była zakończonym rozdziałem. Pomoc ze strony krukona była dla niej nieoceniona, a tym samym jasno można było stwierdzić, że któregoś dnia odwdzięczy się chłopakowi, o ile zajdzie taka konieczność. Skomplikowana struktura ów propozycji wynikała z dużo głębszych pobudek, dlatego dla osób postronnych mogło wydawać się to dziwne lub nietypowe, ale Holmes nigdy nie wzięłaby pod uwagę, że ktokolwiek mógłby mieć jej to za złe, wszak nie była świadoma, że Clarke ma chłopaka. Nie sądziła więc, że jest poddawana surowym(?) lub badawczym spojrzeniom ze strony kogokolwiek, jakby nie dopuszczając do siebie perspektywy ewentualnych problemów związanych z tamtym popołudniem. Nie miała n i c do ukrycia.
- Abstynenci górą! - powiedziała ledwie słyszalnie i puściła oczko do Ezry, gdy wreszcie znaleźli się obok Leonardo. Marceline rozchyliła nieznacznie wargi, gdy brunet uświadomił ją - kim jest dla niego organizator. Przygryzła nerwowo policzek od środka i wbiła wzrok w nad wyraz wysokiego osobnika, którego sylwetka budziła niemały podziw, a Marce czuła się przy nim jak drobny skrzat, który powinien w tej chwili roznosić przekąski.
- Jestem nowa w Hogwarcie, ale tak całkowicie... Po przyjeździe tutaj... - zawiesiła głos i przeniosła spojrzenie na @Ulla Tiverton, by znaleźć odpowiednie słowa, które jakkolwiek usprawiedliwią jej nieobecność w Hogwarcie przez ponad miesiąc. - Po prostu angielskie powietrze nie działa na mnie najlepiej, stąd przez kilkanaście pierwszych tygodni chorowałam - wyjaśniła i odetchnęła z ulgą, choć było to wierutnym kłamstwem. Nie zamierzała jednak otwarcie przyznawać się do właściwych pobudek, przez które zniknęła i to na ten moment miało pozostać tajemnicą. Wiedziała, że ma wsparcie młodszej koleżanki, z którą tutaj przyszła i było to w tej chwili dla niej najważniejsze. - Och, dzięki... - odpowiedziała na alkohol, który otrzymała i parsknęła śmiechem. Jedyne doświadczenie z procentami jakie miała, to... Skrzacie wino, które piła jedynie z krukonką, a tym samym obawiała się ewentualnych skutków ubocznych i miała cichą nadzieje, że faux pas z przed kilku dni nigdy się nie powtórzy, choć wiele by dała, ażeby odbudować swoje wspomnienia.
Kiedy ni stąd ni zowąd pojawiła się nieznajoma postać jakiejś dziewczyny obok chłopaków(?), zastygła w bezruchu. Przyjrzała jej się uważnie i odpowiedziała zdawkowo, krótko się przedstawiając: - Marceline - odpowiedziała z nikłym uśmiechem @Blaithin ''Fire'' A. Dear i spojrzała od razu na @Ezra T. Clarke, jakby chcąc porozmawiać z nim choćby minutę, ale ferwor zabawy i nastrojów uczestników okazał się na ten moment zbyt szybkim tempem dla krukonki. Wolała na spokojnie postać z boku, poobserwować wszystkich i dopiero ruszyć do jakiejkolwiek zabawy, choć tak naprawdę wolała poznać w tej chwili odczucia Ulli.
- I co myślisz? - zapytała rozbawiona całym zamieszaniem, a chwilę potem upiła łyk napoju, którego zawartość pozostawała niewiadomą, choć Leo przedstawił wszystkie składniki drinka. Serce zakołowało w jej piersi, a świat nagle stał się bardziej kolorowy, dzięki czemu mogła na spokojnie podejść do tematu i dać się porwać w wir zabawy, którą fundowali im zupełnie obcy ludzie. - Wiesz co ci powiem? Sama zatańczyłabym z rozkoszą, ale obawiam się, że chyba nie mam, zaś z drugiej strony... Co nam szkodzi, prawda? - zagaiła wesoło i wzięła jeszcze większy haust procentów doprawionych eliksirem, by zaraz potem złapać Tiverton za rękę i odciągnąć od stolika, na którym znajdowało się wszystko. Próbowała złapać rytm, ale było jej to zupełnie obojętnie, wszak balet odbiegał od nowoczesnych form tańca, czyż nie? Zaśmiała się jeszcze w międzyczasie aż w końcu odezwała się ponownie: - Nie jest tak źle jak mogło nam się wydawać, nie sądzisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 105
Dodatkowo : Jasnowidzenie
  Liczba postów : 120
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15237-ursula-tiverton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15261-ulla#407520
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15260-listy-z-nieba#407436
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15240-ursula-tiverton#407015




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Paź 23 2017, 22:06

sukienka, jbc, bo wcześniej zapomniałam

- Wychowuje mnie duch, znikanie to jedna z moich supermocy - roześmiałam się cicho, przez przypadek zdradzając im coś, o czym tak właściwie nie wiedział chyba niemalże nikt z grona moich najbliższych znajomych. Ale powiedziałam to tak lekkim tonem, że równie dobrze Ezra mógł to uznać za żart. Nie byłam zaskoczona, że w ogóle mnie nie kojarzy - naprawdę potrafię się kamuflować, z premedytacją rozmywam się w gąszczu przypadkowych twarzy, bo niespecjalnie lubię zwracać na siebie uwagę. - Och, dobrze wiedzieć, możemy założyć klub anonimowych abstynentów - prawie, bo gdy tylko podeszliśmy do Leo, w rękach Gryfona niemalże natychmiast pojawił się alkohol, a ja uznałam, że niezbyt grzecznie będzie odmówić wypicia jednego drinka, taka ilość przecież mnie nie zbawi. Jemu również przedstawiłam się, uśmiechając się do niego serdecznie. Swoją drogą, wyglądało na to, że chłopak Ezry zna się na rzeczy, dobierał składniki z taką pewnością siebie, jakby przepracował trochę czasu za ladą w barze. - Wierzę na słowo, że nie jest zabójcze, ale bez wątpienia wygląda zabójczo - ponownie się do niego uśmiechnęłam, żeby właściwie zinterpretował moje słowa - bo oczywiście to miał być komplement. Chwilę zajęło mi połączenie faktów, kiedy wspomniał coś o Meksyku, ale ostatecznie wpadłam na skomplikowane rozwiązanie łamigłówki - gracias - rzuciłam, przyjmując od Leo drinka.
Niewiele później próg mieszkania przekroczyła dziewczyna, z którą - co za niespodzianka - również nie miałam jeszcze okazji się poznać. - Cześć, Ulla - rzuciłam w odpowiedzi, uśmiechając się do Fire, zanim podeszła do pary, żeby wręczyć im prezenty. Uznałam, że to dobry moment, żeby dyskretnie usunąć się w cień, więc, wciąż trzymając drinka w dłoni, ruszyłam w stronę jednej z poduszek, którą sobie wcześniej upatrzyłam. Wędrówkę przerwało jednak pojawienie się… kolejnych gości.
Mało brakowało, a, z różdżką na sercu, wypuściłabym szklankę, kiedy tylko zauważyłam Caluma - czym prędzej odwróciłam od niego wzrok, odnotowując, że nie przyszedł sam. Towarzysząca mu dziewczyna była tak zjawiskowo piękna… zaczęła mnie dręczyć jedna myśl - w jakiej pozostają relacji?
Niechciane uczucie niepokoju, rozlewające się po moim ciele, trudno było przytłumić - stali zbyt blisko siebie, a potem… schowałam się za Marce, mając ochotę po prostu wyparować. Chyba nie musiałam się już zastanawiać, kim jest dla siebie ta dwójka - nie po tym, gdy dziewczyna z nogami do sufitu sugestywnie pochyliła się w stronę Caluma, po czym położyła rękę na jego ramieniu. - Hm? - wyrwało mi się, kiedy zorientowałam się, że Marce coś do mnie mówiła. Nie potrafiłam przywołać jej słów, przed oczami miałam tylko ten jeden obraz - Deara i nieznaną mi piękność - który starałam się wyprzeć z głowy, ale nie szło mi to za dobrze. Poczułam się jak skończona idiotka, nie wiem, co sobie myślałam, ale najwidoczniej zbyt dużo. Nagle perspektywa wyzerowania drinka okazała się naprawdę kusząca - nie zważając na to, jak to może wyglądać z boku, wypiłam całość do dna i… w jednej chwili poczułam się tak, jakby wszystkie troski uleciały gdzieś daleko.
Promienny uśmiech zagościł na mojej twarzy, kiedy Marce wspomniała coś o tańcu. W innych okolicznościach pewnie jakoś bym się od tego wymigała, ale właśnie teraz poczułam, że to fantastyczny pomysł. Podążyłam spojrzeniem w stronę tańczących i przez chwilę przyglądałam się wirującej w rytm muzyki blondynce o magnetycznie pięknej urodzie, w nienaturalny wręcz sposób przykuwającej uwagę; nie potrafiłam oderwać od niej wzroku, ale Bianca zapewne była już przyzwyczajona do takich reakcji. Dopiero kiedy Marce chwyciła mnie za rękę, wyraz rozkojarzenia zniknął z mojej twarzy; dygnęłam przed nią, karykaturalnie odwzorowując dworskie maniery - jakbyśmy zamierzały tańczyć walca wiedeńskiego, a nie po prostu dać się porwać muzyce. Parsknęłam śmiechem, z trudem tłumiąc rozbawienie, bo już po chwili zaczęłam gubić rytm. - Poruszam się z takim wdziękiem, jakby ktoś rzucił na mnie Tarantallegrę, nie mów później, że nie ostrzegałam, jeśli zmiażdżę ci wszystkie palce - jej słowa o tym, że nie jest tak źle, skwitowałam jedynie uśmiechem.
Czysta radość wciąż tętniła w moich żyłach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1102
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11845-carma-c-charisme
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11852-carma-cie-oceni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11851-maly-kruczek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11853-carma-c-charisme




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Paź 25 2017, 18:51

ja Was wszystkich, misie, ogarnę jak minie Carmie ta amortencja ;-;
[*]
2/3

Gdyby Carma była w stanie pozwalającym na przejmowanie się czymkolwiek, z pewnością doceniłaby fakt, że w mieszkaniu Leo i Ezry pojawiło się więcej osób. Nigdy nie próbowała być w centrum uwagi, a jeśli po pijaku zdarzało jej się nieco za bardzo "poszaleć" i wyjść przed szereg z jakąś własną opinią, pewna doza wstydu towarzyszyła Charisme przez kilka kolejnych dni. Był to kolejny powód dla którego tak doceniała Rasheeda i jego bliską obecność na tego typu spotkaniach - w jego towarzystwie nie musiała się specjalnie przejmować utrzymywanie rozmowy z niezbyt jej znanymi osobami, bo Sharker, jeśli chciał i zachodziła taka potrzeba, doskonale sobie radził z rozmowami w stylu small talk, które Carmę męczyły i stresowały i gdyby nie alkohol, prawdopodobnie nie poznawałaby na imprezach nikogo nowego, trzymając się cały czas jedynie znanych jej twarzy. Patrząc na to w ten sposób, to czy ona właściwie nadawała się na nauczyciela, który znajduje się w centrum uwagi właściwie przez całe zajęcia?...
Na szczęście w obecnej chwili jakiekolwiek uprzedzenia musiały pójść w odstawkę. Odurzona amortencją we własnej krwi i jeszcze tą w perfumach Rasheeda, Carma pozwoliła kierować swoimi poczynaniami uczuciu błogości, które dosłownie zaczęło wyżerać ją od środka, gdy kończyła swojego drinka i szukała jakiegoś blatu, by odłożyć pustą szklankę. Poczuła się dziwnie podekscytowana i spokojna, bo przecież chciała i pragnęła tylko i wyłącznie jego, a on wcale nigdzie jej nie uciekał, nie był daleko, tylko dosłownie na lekkie wyciągnięcie ręki. Skóra Francuzki rozgrzewała się pod dotykiem dłoni Sharkera, a dziewczyna tak bardzo skupiła uwagę na tym przyjemnym doznaniu, spotęgowanym kilkunastokrotnie przez amortencję, że nie zorientowała się nawet, gdy policzek Sharkera znalazł się tak niebezpiecznie blisko jej policzka. Był teraz jedyną osobą na świecie, która mogła dotykać jej ukochanych włosów. I jedyną osobą, która mogła drażnić ją swoim zarostem, gdy stali gdzieś pod jedną ze ścian, ale mimo wszystko za bardzo w centrum imprezowych wydarzeń.
Z tej odległości jeszcze bardziej zachłysnęła się rekinowymi perfumami, dlatego całkowicie już bezwolnie wtuliła się w jego szyję, wargami muskając ciepłą skórę, która wydawała się być cieplejsza niż zwykle. Gdyby Carma tylko zdawała sobie sprawę, że jej poczynania spowodowane są mieszanką kilku eliksirów, prawdopodobnie wściekłaby się na Rasheeda na bardzo długo, doszukując się podstępu - pomimo tego, że jej własny kompas marzeń wskazywał od ponad pół roku tylko i wyłącznie lokalizację jego domu (przez co kilka razy wylądował już rzucony z irytacją za łóżkiem).
- Długo? Przecież przyszłam od razu - stwierdziła zdziwiona, ale wyjątkowo miękkim tonem. Dłonie dziewczyny powędrowały na ramiona Sharkera, bo sama przestawała już powoli trzymać pion. - To ty dziś pachniesz jakoś… Différemment. Tak… Phénoménalement. Nigdy ich nie używałeś - stwierdziła z zaskoczeniem, gubiąc powoli angielskie słówka we własnej głowie. Z każdym kolejnym wdechem miała ochotę dosłownie mruczeć z zadowolenia do ucha byłego Ślizgona. Perfumy z amortencją powinny być zdecydowanie w najbliższym czasie zakazane w obrębie całego kraju i Carma z pewnością podpisze każdą petycję, jeśli ktoś kiedyś wyjdzie z taką inicjatywą. Szczególnie przy ludziach, którzy zostali podobnym eliksirem upici. - Bardzo za tobą tęsknię, ty nie? - nie siliła się już nawet na jakąś wyszukaną składnię i rozbudowane zdania, ograniczając się do najprostszego przekazu, na jaki było ją stać. W przeciwieństwie do Rekina, Carmie amortencja rozwiązywała język, co pozwalało jej na spokojne wylewanie emocji. I owszem, Rasheed na pewno nauczył się w jej obecności kilku słówek z jej rodowitego języka, ale na pewno nie zrozumiałby sensu, gdyby zaczęła mu w nim szczebiotać, co zresztą niespecjalnie lubił. A już szczególnie po tym, gdy przy ostatniej kłótni użyła prawie całego arsenału francuskich słów brzydkich, by wyjaśnić mu, jak ogromnym kretynem był.
- Chodźmy gdzieś indziej, muszę ci coś powiedzieć - stwierdziła z zadumą, bo właściwie to nie wiedziała, co tak naprawdę chciała mu powiedzieć i co powinna, ale prawdopodobnie to Felix próbował potoczyć sprawy w taki, a nie inny sposób. Nie miała ochoty uzewnętrzniać się przy obcych osobach. Przyszłych uczniach. Merlinie, to dopiero byłby później powód do plotek, gdyby powiedziała coś głupiego publicznie. - Może tam po schodach?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Paź 25 2017, 22:30

Nie musicie czytać tego elaboratu, od połowy posta zajmujemy się sobą z Carmą!

Reakcja Ezry warta była wypowiedzenia tego na głos. Co prawda Leo lekko się poirytował, ale to naprawdę nic takiego. Satysfakcja się pojawiła. Powaga wymalowana na jego twarzy i dźwięcząca w głosie nie pozostawiała złudzeń co do szczerości Rekinowych słów, chociaż zazwyczaj miał z nią ogromny problem. Tutaj jednak nie było czego i po co ukrywać.
- Tylko nie zinterpretuj tego opatrznie. Leonardo nie tłumaczy się bezpodstawnie. - Wtrącił się w rozwiązywanie zagadki pijackich imprez. Stanął po stronie kumpla, chociaż nazwanie go jako idiotą natychmiast zakwalifikowało Gryfona do wyjątkowo ciężkiej orki na tegorocznych zajęciach z OPCM. Mogło mu o tym powiedzieć spojrzenie Rasheeda, posłane spod lekko zmrużonych powiek. Usta drgnęły mu, układając się w grymas irytacji. Jeszcze nie zaczął się zastanawiać, jakim cudem Leo mógł go zwyzywać, skoro dzisiaj miał mieć szczęście. Przereklamowane te eliksiry. - Obracanie… czy ja wyglądam na panienkę, żeby mnie obracać? - Burknął jeszcze pod nosem tak, aby Ezra usłyszał, a potem spojrzał na niego otwarcie. - To był tylko zakład. Sprzeczaliśmy się o to, czy spodoba mu się pocałunek z mężczyzną, a byliśmy wtedy mocno wstawieni. Nazajutrz oboje udawaliśmy, że połamany stół jest winą mojej skrzatki, a nie ciężkiego tyłka Vin-Eurico.
Doprawdy, nie do końca wiedział dlaczego aż tak mu się z tego spowiada. Chyba po prostu w jakiś sposób nie chciał robić przypału koledze, skoro ten już naprawdę się postarał, aby impreza im się udała. To, że palnął gafę już na samym początku, nie dyskwalifikowało go tak od razu, nawet jeżeli skłaniało do zrobienia mu małego psikusa. No i jego podły humor nie powinien psuć im zabawy, prawda? Wow, kto by pomyślał, że ten człowiek kiedyś naprawdę wydorośleje. Niewypowiedziane „nie przejmuj się tym” zawisło pomiędzy nimi, a jednak żadne z nich pewnie nie podjęło już tego tematu. Zresztą, później to Rasheed był już upojony amortencją, to i mniejszą uwagę zwracał na wszystko co działo się wokół niego. Dobra zemsta, Leo! Marceline co prawda zauważył i nawet na nią popatrzył (co w jego obecnym stanie było naprawdę wielkim wyczynem), ale przez chwilę nie potrafił umiejscowić jej twarzy w swojej pamięci. Coś kliknęło mu w głowie i jego umysł zalała dziwna fala niepokoju, nadal niezwiązanego z niczym konkretnym. Jednak obecność Carmy zbyt mocno go rozpraszała, aby był w stanie pamiętać swoje zbliżenie z Merce, a ona także nie dała po sobie poznać, że w ogóle się znają. Ulla tymczasem kompletnie umknęła mojej uwadze. W moich oczach, jej twarz była niemalże przeźroczysta i zlała się z innymi, należącymi do Maevis, Caluma oraz Arielle, które to kojarzył dość mętnie. Mikkel pewnie miałby większą siłę przebicia, wszak z nim kiedyś miał o wiele lepszy kontakt niż z pozostałymi anonimami, a jednak czas zdziałał swoje. Zblaknięcie ich znajomości nie pozwoliło na przebicie się do Rekinowej, upojonej eliksirem świadomości do głosu, dzięki czemu jedynie prześlizgnął się po nim wzrokiem. Bianca tymczasem prawie wzbudziła jego zainteresowanie, co można było uznać za ogromny wyczyn. Jej uroda uderzyłaby mu do głowy, pewnie w połowie tak silnie jak amortencja dolana do drinka i przysporzyła mu sporo tłumaczenia, gdyby nie jasne włosy Carmy tuż przy jego nosie. Skoncentrował się na jej słodkim zapachu i natychmiast zapomniał o pięknej ćwierć-wili, chociaż coś wewnątrz niego nadal wyrywało się w jej stronę. Nawet wybaczył to nieuprzejme szturchnięcie Leonardowi, chociaż miał ochotę odpowiedzieć na jego kuksańca (pewnie tylko zrobiłby sobie przy tym krzywdę). Blaithin miała tańczyć? Te słowa nagle sprawiły, że spojrzał gdzieś ponad ramionami Charisme, szukając jej twarzy w zbiorowisku ciał, ale gdzieś zniknęła. To, że Bianca, Ulla i Marceline też tańczyły jakoś mu umknęło i te dziwaczne, pseudo oświadczyny też. Merlinie, ale on był naćpany. Dymek z sziszy nie pomagał w odzyskaniu rozumu. Niby to tylko melasa, ale oprylaka Rasheed znał już z kilku swoich wcześniejszych wyskoków i potrafiłby go pewnie rozpoznać, gdyby tylko nie miał w tej chwili głowy zajętej kimś czymś zgoła odmiennym. Tak czy owak i tak dobrze sobie radził, skoro w ogóle był w stanie skupić uwagę na kimś innym, nawet przelotnie. Wygląda na to, że ta impreza może skończyć się prawdziwym upodleniem nowych belfrów. Ciekawe czy to Leonardo dolał im tej amortencji za dużo, czy to on był tak mało odporny na jej działanie? Miano najsilniejszego eliksiru miłosnego na świecie, na pewno nie wzięło się znikąd, ale jednak mógłby zachować trochę godności, zamiast miziać się ze swoją byłą przy takim tłumie ludzi. To było silniejsze od niego. Wdychał jej słodki zapach, czując się pewnie tak jak Carma, która zanurzała się w jego własnym, tyle że wymieszanym z nutą amortencji. Nie wiedział dlaczego tak się działo. W jego głowie eksplodowały znaki zapytania i symbole ostrzegawcze, ale na tyle słabo, że nie mógł przeciwstawić się temu ogarniającemu go ogłupieniu. Na jego szczątkową świadomość pewnie mogła wpływać oklumencja, a przynajmniej tak by to sobie tłumaczył, gdyby zachował mózg, chociaż to raczej mocno nieprawdopodobne. Rasheed nie znał się na eliksirach na tyle dobrze, aby móc dokładnie stwierdzić czy amortencja działa jedynie na ciało, czy opanowuje także głowę na podłożu psychicznym. W końcu, obsesja nie była prawdziwym uczuciem i nie dało się pod jej wpływem spłodzić dziecka zdolnego do kochania. Jednakże to były już zbyt mądre i filozoficzne rozmyślania jak na kogoś w tym stanie, więc lepiej poprzestańmy. Prosta sytuacja - prosty przekaz. Była tak blisko, że od jej obecności mrowiła go skóra. Powietrze wokół nich naładowało się elektrycznością, a atmosfera jakby zgęstniała. Nic dziwnego, że nikt im nie przerywał, skoro wpatrywali się w siebie jak w obrazek. Sharker był po wrażeniem tego, jak wiele potrafiła mówić Carma, podczas gdy on nie potrafił sklecić prostego zdania bez miotania się w słowach. Teraz tak mocno gryzł się w język, że mało brakowało, aby poczuł w ustach metaliczny posmak krwi. Tak bardzo pragnął teraz milczeć i jedynie się w nią wpatrywać, dotykać jej i całować jej miękkie usta. Tęsknił za nią tak, jak nie potrafił za nikim wcześniej, a jednak nie potrafił jej tego przekazać inaczej, niż poprzez idiotyczne pytanie „czemu tak długo?”. Mogła to zrozumieć na tysiące sposobów, a z pewnością nie wybrałaby tego jedynego właściwego. Od zaciskania szczęk wargi mu zdrętwiały (a wraz z nimi połowa twarzy, ale tego zdawał się nie zauważać). Francuski szczebiot Carmy wpadł mu jednym uchem, a wypadł drugim. Jego mózg nie przetwarzał teraz obco brzmiących słów, zwłaszcza tych jakie kojarzyły mu się z niemiłymi wydarzeniami sprzed kilku miesięcy. Zmarszczył brwi, próbując się skupić, co było niezmiernie trudne, gdy miał ją przy sobie. Gładził palcami jej miękką szyję, a czerpał z tego tyle przyjemności, że można było pomyśleć, iż jest to już coś nieprzyzwoitego.
- Czego nie… używałem? - Zdołał tylko wydukać, bez sensu jak zwykle, ale dziewczyna musiała mu to wybaczyć. W końcu to jej obecność tak mieszała mu w głowie. Mimowolnie poczuł lekki dreszcz podniecenia, gdy dotarło do niego jak stymulujące może być to francuskie chrypienie, chociaż wcześniej nie zwracał na to uwagi. Jej usta były na nim, a on rozchylił powoli swoje, czując się tak, jakby ktoś wepchnął go wprost do sauny. Fala gorąca uderzyła go po twarzy. Odetchnął. Tęskniła za nim. Musiał parę razy powtórzyć sobie w myślach jej słowa, aby przyjąć je do wiadomości. Mimowolnie objął ją jednym ramieniem, aby mu nie uciekła. Już nigdy.
- Też tęsknie. - Wyrwała z jego gardła amortencja. - Wtedy, w barze… ja… my… to nie powinno było się wydarzyć w ten sposób… powinniśmy być trzeźwi… - Coraz bardziej nieskładnie, ale szczerze szeptał, bo eliksir miał na tyle dużo przyzwoitości, że pozwolił mu chociaż zachować tę odrobinę godności, aby nie dzielić się tym wyznaniem ze wszystkimi gośćmi. Nie chciał tego mówić, a jednocześnie pragnął, aby to wiedziała. Nie było tutaj mowy o typowej obsesji. Rasheed czuł do Carmy coś więcej, niż jedynie przelotne zauroczenie i właśnie ono nie pozwalało mu w tym momencie na upokarzanie jej popisami przesadnej czułości. Ich uczucie było prywatne, zwłaszcza w jego mniemaniu. Tak bardzo prywatne, że nie potrafił jej o nim powiedzieć, wypierając je ustawicznie ze swojej świadomości. Charisme miała sporo racji, kiedy wyzywała go tego feralnego dnia od idiotów, a jednak niewiele to pomogło. Niektórzy ludzie nigdy się nie zmieniają.
- Na schody - powtórzył za nią, zupełnie bez namysłu. - Tak. - Cofnął się o krok, czując dziwaczną miękkość w nogach i rozluźniając swój uścisk. Zamiast tego, odszukał dłonią jej rękę i splótł ich palce razem. Delikatne fale w żołądku nie pomagały mu się uspokoić. Czy to już były nudności, związane z przedawkowaniem eliksirów czy może coś innego? Nie dopuszczałby do siebie myśli o tych sławnych motylach, nawet na ostrym haju. Dlatego zignorował ten symptom, półprzytomnie spoglądając na schody, które musieli teraz pokonać. Pociągnął Carmę za sobą, gotów spełnić każdą jej prośbę nawet wtedy, gdyby miał się po tych schodach wczołgać z nią samą, siedzącą mu na plecach. O dziwo, nie poszło im tak tragicznie. Najgorzej było ominąć wszystkich gości. W trakcie spaceru pewnie szturchnął któregoś z tańczących łokciem, ale nawet tego nie zauważył i wkrótce byli już na piętrze. Sharker szedł tak długo, aż napotkał na swojej drodze biurko. Przyciągnął dłoń do boku, zmuszając dziewczynę do podążenia za tym gestem, a potem rozluźnił ich palce, aby chwycić ją za ramiona. Zamienił ich miejscami, napierając na nią tak długo, aż nie poczuła za pośladkami twardego drewna. Dzieliły ich centymetry, a jego oddech powoli przyspieszał.
- Słucham - szepnął, prawie wprost w jej usta. Ich wargi otarły się o siebie zmysłowo, a on jeszcze bardziej się nachylił. Skradł jej pocałunek. Jeden, drugi, tysięczny. Popchnął ją w tył, zmuszając do wciśnięcia się w wolne miejsce na biurku chłopaków i prawie przyszpilił do ściany. Westchnął, otulając jej usta gorącym powietrzem. Oczy błyszczały mu czymś więcej od obsesji, ale nie był w stanie nawet o tym pomyśleć. - Carma - wymówił jej imię zaskakująco starannie, wyciągając ręce tak, aby móc przytulić ją do siebie. Naparł palcami na jej plecy, wymuszając na niej idealne dopasowanie się do jego klatki piersiowej. Objął ją jak coś kruchego, drogocennego. Przytulił do siebie jak porcelanową lalkę, którą jeden nieopatrzny ruch mógłby zmienić w bezużyteczną zabawkę. Potarł wargami jej ucho, niezdolny do wyduszenia z siebie większej liczby słów.

______________________

Sorrow   I love your beautiful anger
* YOU ARE MY LIGHT * EVERYTHING MY HEART DESIRES * SHOW ME YOUR BEAUTIFUL ANGER * SORROW, KEEPING ME SANE * YOU TURN MY NIGHTS INTO DAYS *


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moustiers Sainte-Marie, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14696-arielle-catrin-tender#392224
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14699-don-t-act-like-you-forgot#392235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14700-sowa-arielki#392236
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14698-arielle-c-tender#392234




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Paź 26 2017, 17:15

Nie czuła się zobowiązana do witania kogokolwiek - prawdę mówiąc wolałaby tego uniknąć. Mogła uśmiechnąć się do gospodarzy i przebiec zaciekawionym spojrzeniem po pozostałych gościach, ale po prostu nie miała ochoty na wielką socjalizację. Coś czuła, że ten drink bardzo się przyda - Arielle powinna się rozluźnić. Zaczynała sobie wmawiać, że jest tylko dodatkiem w towarzystwie ludzi bliskich Calumowi, podczas gdy o wiele lepszą opcją było poznanie ich i znalezienie własnych znajomych. Francuzka nie miała pojęcia, czemu idzie jej to tak topornie. Miała wrażenie, że zawsze koncentrowała się mocniej na relacjach damsko-męskich opartych na flircie, podczas gdy teraz zupełnie nie mogła sobie na to pozwolić. Zablokowana, zmęczona obcym językiem i idiotycznie zirytowana, potrafiła wyżyć się nawet na biednym Krukonie, który przecież nic jej nie zrobił.
Lawendowy zapach drinka uderzył jej do głowy i Arielle bez zastanowienia pozbyła się pustej szklanki, nie odrywając wzroku od swojego partnera. Merlinie, jak dobrze, że go miała... zaśmiała się perliście na jego słowa, przysuwając jeszcze bliżej - wygięła się przy tym leciutko i zarzuciła włosy (pielęgnowane przez zaklęcia i eliksiry powoli odzyskiwały swoją standardową długość) na jedno ramię.
- Te oczy... - Mruknęła z pewną dozą zachwytu, której w jej głosie dawno nie było. - Powiedziałabym, że wyglądasz przeuroczo, ale nad kimś uroczym chce się wzdychać, a ja... ja bym chyba wolała pod. - Pozwoliła sobie na śmiały uśmiech, zupełnie ignorując fakt, że chłopak przed chwilą prawie się zakrztusił przez jej bezpośrednie zachowanie. Przygryzła dolną wargę mając wrażenie, że jeszcze chwila i po jej brodzie pocieknie stróżka krwi - kojący mógł być jedynie delikatny dotyk ust Caluma.
Ile jeszcze musiała czekać, żeby ją w końcu pocałował?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 777
  Liczba postów : 1065
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Paź 26 2017, 23:53

Mój wzrok bezwiednie uciekał w jej stronę, nie do końca wiedziałem, czemu. Czy aż tak dużą przyjemność sprawiało mi patrzenie, z jaką beztroską i radością po prostu tańczyła? Widok ten wywołał na mojej twarzy uśmiech, który bardzo szybko zniknął, bowiem przeniosłem wzrok na Arielle i wcześniejsze uczucia ustąpiły... Bardzo dziwnemu rodzajowi przerażenia. Nie dość, że wcześniej była już całkiem blisko, obejmując mój kark, to w tej chwili wręcz przywarła do mnie. Dostrzegłem w jej oczach błysk, do tego uśmiechała się tak zadziornie, że aż mi dech zaparło w piersi. Moje ręce powędrowały na jej plecy oraz lędźwie, gdzie spoczęły idealnie w miejscach wygięcia. Zupełnie nie wiedziałem, o co chodziło jej z całą tą gadką o oczach, przecież były zupełnie normalne i miałem takie od samego początku, ale najwyraźniej była w dobrym nastroju... I miała ochotę na coś jeszcze.
Słysząc jej jakże subtelną propozycję, w której słychać było podtekst z kilku mil odległości, spaliłem tak konkretnego buraka, że chyba przebiłem kolorem ryjca włosy Fire. Czy ona właśnie... Poniekąd oczywiście... Zaproponowała mi seks? Dobrze, że akurat wtedy nie piłem, bo bym się definitywnie udławił i prawdopodobnie na tym zakończył swój żywot - przykre dzieje Caluma Deara, zmarł zaraz po otrzymaniu swojego pierwszego w życiu zaproszenia do łóżka. Czy dałoby się wymyślić coś bardziej żałosnego?
Okej, mógłby umrzeć bez zębów. Nie było pytania.
Życie pisało naprawdę przedziwne scenariusze i sam nigdy bym się tego nie spodziewał, ale coś w jej spojrzeniu, coś w tonie głosu, w ogólnym zachowaniu sprawiało, że mój mózg odczytywał to wszystko jako jeden sygnał: "pragnie Cię". I jakkolwiek bym chciał się opierać, dłużej nie mogłem - uległem jej. Wciąż z lekkim niedowierzaniem wymalowanym na twarzy zbliżyłem się powoli do jej pięknej buzi i ostatecznie złączyłem nasze usta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1143
  Liczba postów : 1432
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Paź 27 2017, 00:24

Już był blisko pobłażliwego pokręcenia głową, gdy usłyszał o tym prozaicznym powodzie. Sami z Leo zaczynali podobnie, bo umysł chłopaka już w normalnych warunkach pracował jak dawno nieużywana maszyna, a po alkoholu dodatkowo wyłączały mu się wszystkie hamulce. Naprawdę nie było trudno sprowokować podobnej sytuacji. Jako dobry przyjaciel, Rasheed postanowił dołożyć ze swojej strony jeszcze dwa słowa.
Przewrócił niedyskretnie oczami na burknięcie Rasheeda - urażona duma? - bo oczywiście był to komentarz odnoszący się bardziej do puszczalstwa Leonardo niż specyfiki relacji między tymi dwoma chłopakami. O wiele bardziej interesująca wydawała mu się kwestia zakładu. Ezra uniósł jedną brew, jakby chciał zapytać Leo, jakim cudem wcześniej nie słyszał tej pasjonującej historii, po czym zaśmiał się na uwagę o "ciężkim tyłku Vin-Eurico". Co prawda, to prawda - miał okazję się o tym przekonać jeszcze zanim się w ogóle polubili!
- Dobrze, że mamy trochę trwalsze meble - puścił do chłopaka oczko, odrobinę udobruchany tym małym całusem. Ezra w istocie starał się podchodzić do całej sprawy obiektywnie i nie bawić się w nadinterpretację... Jednakże sprawa sama prosiła się o dopytanie i Clarke nie potrafił na długo utrzymać języka za zębami. Leciutki uśmiech wykrzywił jego usta - czy Leonardo już podejrzewał jakie słowa padną z ust Krukona?
- Zatem... do jakich doszliście wniosków? - odpowiedzi oczekiwał oczywiście od Leo, zaraz jednak przeniósł pytający wzrok na Rasheeda, gdyby chłopak chciał coś sprostować. To była w końcu bardzo ważna informacja - i Ezra jeszcze nie wiedział, czy bardziej przeszkadzałaby mu odpowiedź potwierdzająca czy negująca możliwość czerpania z tego przyjemności.
Nie mogli się nad tym zbyt długo rozwodzić, bo ściągali goście, którymi trzeba było się zająć. Leonardo mógł mieć w każdym razie nadzieję, że temat ten zwyczajnie więcej nie powróci, tym bardziej, że Ezra łatwo skoncentrował się na Biance, Maevis, a ostatecznie Marceline i jej przyjaciółce. Zaśmiał się lekko na komentarz o wychowywaniu przez ducha, kompletnie nie orientując się, że nie był to żart. Pomimo życia w magicznym świecie, niektóre rzeczy wciąż uznawał za absurdalne i nawet do głowy mu nie przyszło, że rolę odgrywało tu nie tylko bezbłędne poczucie humoru Ulli.
Chętnie wzniósłby toast za ich na szybko założony związek abstynencki, ale dziewczyny bardzo szybko się wykruszyły za sprawą Leo, zostawiając go samego w swoim postanowieniu. Ale oczywiście była to jedyna właściwa postawa podczas imprezy! Ezrze odpowiadała zatem rola jednego z gospodarzy, ponieważ łatwo mógł się wymówić koniecznością odpowiedzialności za imprezę. Rygorystyczna abstynencja Ezry była także pomocna dla Leo, bo Gryfon nie musiał się martwić, że wszystko było na jego głowie i spokojnie mógł się wyluzować.
- Dzięki kochanie - mruknął, przyjmując z zaufaniem szklankę od chłopaka. Wierzył, że nie było w niej żadnego podstępnie przemyconego alkoholu, bo przecież Leonardo dobrze znał jego preferencje. Nie zdążył jednak spróbować swojego mojito ze względu na to ogromne zmieszanie z Fire i szopką, którą odstawił Vin-Eurico. Ezra ani przez moment nie traktował "oświadczyn" Leo poważnie - no dobra, na sekundkę mu się serce zatrzymało - więc pewnie jego śmiech trochę psuł ten patetyczny efekt, który osiągnąć chciał Gryfon. Psuła go też nędzna gra aktorska, która tak czy inaczej napawała Ezrę czułym rozbawieniem. Clarke zmierzwił lekko włosy Leo, kręcąc głową.
- Jeśli zaraz potem ty uczynisz najszczęśliwszym mężczyzną mnie i ją ze mnie ściągniesz - odparł, sugestywnie oblizując usta i kompletnie nie przejmując się, że nie wszyscy lubili być świadkami takich bezczelnie intymnych komentarzy. Takie rozmowy były u nich praktycznie na porządku dziennym! - Dlatego może lepiej później - dodał, zauważając w międzyczasie pojawiających się Caluma i Arielle (której nie zatrzymał przy sobie, aby ją porządnie wyściskać, tylko dlatego, że nie chciał zaczynać żadnych spięć z przewrażliwionym Calumem) Miło było zobaczyć ich dwójkę i Ezra miał nadzieję, że gdy tempo zwolni, będzie miał okazję wymienić z Ari kilka słówek. Był ciekawy, jak tam się jej układało.
Ale no, nim się zorientował, wypił zawartość ofiarowanej przez Leo szklanki - przy czym od razu poczuł, jakby jego język nie chciał do końca współpracować i naprawdę miał nadzieję, że to nie był efekt jakichś procentów - i już stał na przeciwko Fire z wyciągniętą ręką i opóźnioną myślą "co ty wyprawiasz?" Ale co było jeszcze większym zdziwieniem? Że Dearówna wcale mu nie odmówiła i nie rzuciła w niego szklanką, by to podkreślić, ale podała mu rękę - która ku jego zdziwieniu nie była zimna jak serce Fire.
- Czyżbyś się do mnie przekonywała? - zapytał, z niejakim trudem. Ezra musiał bardzo przykładać się, żeby wyraźnie wymawiać słowa, a dla osoby kochającej teatr i zabawę akcentami, dykcja była wszystkim. Może jednak zbyt ufny okazał się być do Leo... W każdym razie uniósł brwi, bo była to rzecz wręcz niesłychana, że Fire nie czuła potrzeby uderzenia go. Kiedy to wszystko się tak pozmieniało? Jego uśmiech tylko się poszerzył, gdy nazwała go szaleńcem. - A czy Leonardo mogłabyś nazwać rozsądnym człowiekiem?
Zgodnie z przewidywaniami Gryfonki, Ezra już po chwili miał równo zero litości nad jej nienadążającymi nogami. Jednak nie dlatego, żeby Fire w jakiś sposób ośmieszyć, ale dlatego, że dziewczyna bez wątpienia mogła mu sprostać. Zrobił tylko minę, gdy nastąpiła mu na nogę, ale w żaden sposób tego skomentował - powiedziałby, że do twarzy jej było z przeprosinami, nawet jeśli były nieszczere i jeśli wiedział, że to małe, wredne stworzenie wlazło na niego z premedytacją. W ramach zemsty Clarke kilkakrotnie zmusił ją do szybkich obrotów jeden po drugim, przy których niewprawiona tancerka zgubić mogła nie tylko kilka kroków, ale i głowę. Świat potrafił wtedy zawirować. Po tej serii zwolnił, żeby na pewno poczuła się znowu stabilnie.
- Nie patrz pod nogi, stawiaj małe kroki i po prostu wczuj się w muzykę. Resztę zostaw mi i będzie w porządku - poinstruował ją, lekko się uśmiechając, żeby dodać jej pewności siebie. Zaraz zorientował się, że brzmiało to nawet miło, więc musiał ten błąd zaraz naprawić. - Ale jak jeszcze raz nastąpisz mi na nogę, to nie ręczę, że nie wylądujesz w kominku.
Mógł być dumny, że za jego przykładem inne osoby zaraz też ruszyły do tańca. Kątem oka widział Leo z Biancą - czy to liczyło się jako taniec, jeśli dziewczyna praktycznie nie dotykała podłogi? - i Marceline z Ullą, które chyba znały najmniej osób z otoczenia. Tym bardziej się cieszył, że jakoś się odnalazły.
Nie zauważył jednak Carmy i Rasheeda, przez co w pewnym momencie doszło do małego zdarzenia. Ezra, który został potrącony łokciem, akurat przyciągał Fire bliżej siebie, przez co ich klatki piersiowe na moment się zdarzyły. Mimowolnie podtrzymał ją ręką w talii, ale zaraz gwałtownie cofnął ten gest - trzeba było mu jednak przyznać, że podczas tak kontaktowej czynności jak taniec starał się ograniczyć dyskomfort Fire związany z cudzym dotykiem.
- Przepraszam - mruknął, zwalniając ruchy do łagodnego kołysania i oglądając się za uroczą parką. Miał podejrzenia, w jakim celu udają się na półpięterko i to nie był dobry pomysł! Zresztą, nie oni jedni, bo interesująco przedstawiali się Arielle i Calum. Aczkolwiek Krukon był tak czerwony na twarzy, że Ezrę dziwiło, że z jego uszu jeszcze nie zaczęła uciekać para wodna. - Jak widzę integracja idzie wszystkim całkiem nieźle, szczególnie w parach...
Odszukał wzrokiem spojrzenie Leo, mając nadzieję, że chłopak myśli w podobny sposób.

1

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Paź 27 2017, 01:17

Leonardo z kolei kompletnie nie obchodził temat mebli i ich stanu wytrzymałości - ze stołem wcale nie było tak źle, dobra? O wiele bardziej niepokojące było otwarte przyznanie o co chodziło, wspomnienie zakładu i podsunięcie Ezrze kolejnego pytania. Gryfon mało subtelnie skrzywił się żałośnie, widząc jak brew jego chłopaka podjeżdża do góry, a zaraz potem jego usta opuszczają te jakże oczywiste słowa.
- Nie mówię, że Rasheed źle całuje, ale nie. To nie było to. - Sam również obejrzał się na byłego Ślizgona, który to tak radośnie sypał nowinkami z życia wziętymi. Cóż, nie kłamał, tamten pocałunek wydawał mu się kompletnie nie na miejscu, jednak przy tym rzeczywiście nie był odrzucający czy tragicznie nieprzyjemny. Inna sprawa, że pamiętał z tamtego wieczoru wyjątkowo mało. - Wniosek jest taki, że to musi być konkretny mężczyzna. - Zakończył temat, chociaż coś w jego łagodnym spojrzeniu mogło zapewnić Ezrę, że jeśli tylko zechce to sobie podyskutują w wolnym czasie. Leo nie lubił rozwodzić się nad takimi sprawami z przeszłości, ale doskonale rozumiał chęć posiadania wiedzy. Opowiedziałby, albo inaczej: opowie, o ile Krukon wyrazi chęć słuchania. Teraz faktycznie ważniejsi byli goście, tłumnie napływający do mieszkania i stopniowo rozkręcający imprezę.
- Aj, rozumiem - przytaknął na słowa @Marceline Holmes, kompletnie nie doszukując się jakiegoś kłamstwa i w całej swojej naiwności po prostu nie mając szans na wyłapanie go. - Osobiście dalej się nie przyzwyczaiłem - dodał jeszcze, w temacie angielskiego powietrza i samej w sobie pogody, która faktycznie go denerwowała. O wiele bardziej lubił słoneczne rejony i cóż, śnił po nocach za swoim ukochanym Meksykiem. Mógł narzekać i krzywić się na każdą kolejną kroplę deszczu, ale ostatecznie potrafił dostrzec uroki brytyjskiego klimatu. Inaczej nie kupowałby mieszkania w Hogsmeade... Gryfon uśmiechnął się jeszcze szerzej na komentarz @Ulla Tiverton, a potem aż lekko pokłonił, bo dziewczyna po prostu chwyciła go za serce tym jednym hiszpańskim słówkiem. Lubił ludzi, cholera, potrafili wspomóc jego dobry nastrój takimi drobiazgami!
- Ha. My to jesteśmy bezproblemowi. Jedna koszulka, tyle szczęścia... - Gdzieś po drodze zgubił na chwilę oddech, ponieważ palce Ezry odnalazły swoją drogę wśród łagodnie poskręcanych kosmyków włosów Leo, a był to gest, który zawsze tak samo mocno wytrącał go z równowagi. Chyba faktycznie był bezproblemowy.
Szczękę musiał zbierać z podłogi, kiedy Fire wyraziła chęć zatańczenia z Clarke'iem. Szczerze nie miał pojęcia co tam się działo, ale czuł się zobowiązany do niewinnego pozerkiwania w stronę tej parki, w razie gdyby któreś znalazło się zbyt blisko kominka. Zaraz się okazało, że ma trochę problemów z koncentracją, ponieważ całą jego uwagę próbuje ściągnąć na siebie @Bianca Zakrzewski... Merlinie, w tym to była dobra! Każdy obrót wykonywała z niebywałą gracją, przez co Leo ze wszystkimi swoimi umiejętnościami czuł się po prostu jak drętwa kłoda. Szybko doszedł do wniosku, że z tym nie ma co walczyć i zaczął tańczyć tak, aby jego partnerka mogła pokazać się z jak najlepszej strony. Nie mógł poradzić nic na to, że nie odrywał od niej spojrzenia pełnego zachwytu. Nie powinna go komplementować, bo w tej samej chwili zahaczył stopą o poduszkę (chyba jednak trzeba zainwestować w krzesła) i poleciał plecami na ścianę, ciągnąc za sobą (na siebie) Biancę. Przez jego twarz przemknął grymas bólu, gdy odezwała się nie tak stara kontuzja jeszcze z festiwalu - zaraz odnalazł spojrzenie stojącej tak blisko niego Gryfonki, które roztapiało mu serce.
- Bianca, ty po prostu... - Pokręcił lekko głową, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów. Jakim cudem się przyjaźnili, skoro on notorycznie ulegał jej urokom i robił z siebie idiotę? Wystarczyło jedno zdanie poparte tym nieziemskim uśmiechem, żeby stracił panowanie nad własnym ciałem i wpadł na ścianę, co samo w sobie brzmiało żenująco. Nawet nic nie pił... Leo dostrzegł drobne zamieszanie u Ezry i Fire, które pomogło mu z odzyskaniem nieco większej cząstki świadomości - otworzył szerzej oczy, kiedy jego chłopak tak podtrzymał rudowłosą. No z najszczerszymi chęciami nie dałby rady go obronić, także musiał sobie radzić sam i to chyba przepraszać na kolanach, bo Blaithin miała specyficzne podejście do dotyku. Wierzył w jego spryt i instynkt przetrwania, a poza tym pokładał też trochę nadziei w przyjaciółce. Vin-Eurico tymczasem odbił się od ściany, nie puszczając Bianci ani na chwilę. Skontrolował stan gości, z niejakim niepokojem zauważając, że Calum ze swoją dziewczyną bezczelnie się mizdrzą, a Rasheed i Carma siedzą na górze. Leo odsunął się bardziej w stronę kuchni, tłumacząc swojej tanecznej partnerce, że zrobi jej coś fenomenalnego do picia... W rzeczywistości stamtąd mógł zerknąć na półpiętro i dostrzec, co się dzieje u dwójki byłych gołąbeczków. Czyżby coś mu się pomieszało z eliksirami? Chyba nie używał tak dużo amortencji...
- No pięknie - westchnął, mieszając alkohole i najprzeróżniejsze napoje, ale tym razem nie dotykając nawet fiolki z jakimikolwiek czarodziejskimi wywarami. Wychwycił spojrzenie Ezry i uśmiechnął się do niego szeroko, podsuwając Biance drinka tequila sunrise. - Wyglądają raczej na zadowolonych, nie? - Dopytał przyjaciółkę, spoglądając na tańczące Krukonki i zerkając również jak radzą sobie pozostali.

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 792
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 456
http://www.czarodzieje.org/t14411-bianca-zakrzewski?nid=3#381696
http://www.czarodzieje.org/t14415-pianki-bianci#381731
http://www.czarodzieje.org/t14416-bianca#381732
http://www.czarodzieje.org/t14414-bianca-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Paź 27 2017, 09:33

Cóż, nie mogłam powiedzieć, że eliksir na mnie nie zadziałał. Aczkolwiek był to raczej niewielki wpływ. Ot tak, po prostu świetnie mi się rozmawiało z Leo i co więcej – tańczyło. Nigdy nie wiedziałam gdzie nauczyłam się tak tańczyć, ale wychodziło mi to całkiem... nieźle. W każdym razie nie można było powiedzieć, że nie znam się na rzeczy. To chyba była kwestia tego pociągu do każdego rodzaju sztuki i artystycznego wyrażania siebie, a że tańczyłam z dużo z tatą, od zawsze, kroki same weszły mi w kości i nawet nie musiałam myśleć i się zastanawiać skąd ja właściwie to wszystko wiem. Czasami żałowałam, że nie mogę być dobra w jakieś tam transmutacji czy zaklęciach jak Lys, ale potem przypominałam sobie, że prawdziwych artystów jest znacznie mniej i przecież robię to co kocham. Tak więc, teraz, kiedy w mojej krwi płynął nie tylko alkohol, ale także kilka kropel amortencji, bawiłam się serio dobrze tańcząc z Leonardo. Nie miałam jednak zamiaru go zwilować, ale... samo wyszło. Kontrola siebie pod wpływem procentów była znacznie trudniejsza, powiedzmy sobie szczerze i tak nie było jeszcze źle. Mogłam zacząć manipulować na prawo i lewo, a przecież tylko lekko podpowiadałam w tańcu... W pewnym momencie Leo poleciał na ścianę, a ja przez pierwszy ułamek sekundy nie wiedziałam co się stało. Dostrzegłam skrzywienie na twarzy i moje dobre serce sprawiło, że natychmiast wzięłam się w garść i ta niewielka ilość amortencji niemal ze mnie wyparowała.
- Leo, nic ci nie jest? – zapytałam zmartwiona.
Doskonale pamiętałam, że na ostatnim festiwalu Leo dość mocno ucierpiał, tak samo jak Lysander. Tak więc bałam się, że uderzenie sprawiło, że chłopak będzie teraz miał jakiś nawrót kontuzji, a ja... No nie specjalnie znałam się na uzdrawianiu, więc nawet nie wiedziałam z czym to wszystko się je. Było mi głupio, że poleciałam na niego, zwiększając tym ciężar, z którym uderzył o ścianę.
Pod wpływem eliksiru jakoś umknął mi fakt, że Fire tańczy z Ezrą, co wydawało się nienormalnie tak bardzo, że chyba nie zdziwiłabym się bardziej gdyby do mieszkania chłopaków wszedł minister magii.
Pociągnięta przez Leo poszłam w stronę kuchni rozglądając dookoła. Moja brew powędrowała w górę widząc hm... mające się ku sobie pary. Nie chciałam być niemiła, ale może na lepsze by im wyszło gdyby wynajęli sobie jakiś pokój czy coś? No w sensie nie miałam nic przeciwko... Albo nie, jednak miałam i chyba w tym rzecz. Wszystko wszystkim, ale nawet jako artystka, która może i kiedyś tam namaluje jakiś akt, ale nie zależało mi teraz na patrzenie na mizdrzących się ludzi. Z drugiej strony czułam się trochę zażenowana. Nigdy nie miałam chłopaka tak „na serio”. Zawsze wszystkich odrzucałam po kilku spotkaniach będąc przekonana, że lubią mnie tylko dlatego, że jestem całkiem ładna. Głupi wilowatość. Zawsze zazdrościłam tym, który nie musieli się obawiać, że przez przypadek rzucą urok i zmanipulują każdą napotkaną osobę. Co z tego, że przypadkiem, liczył się fakt.
Wzięłam w dłoń alkohol od Leo i uniosłam brwi w pytającym geście, co tym razem zamierzał mi podać? Może wywar żywej śmierci, hm? Żartuję, miałam jednak nadzieję, że prócz procentów w drinku nic innego się nie znajduję. Nie lubiłam kombinować z eliksirami.
Popatrzyłam na resztę gości.
- Tak, chyba tak. – odparłam do przyjaciela, na jego pytanie o dobrej zabawie.
Nie licząc gołąbeczków imprezy reszta chyba faktycznie całkiem dobrze się bawiła. Pominęłam tylko, całkiem umyślnie, wzrokiem Maevis, mając kompletnie gdzieś fakt czy jej się podoba. Ze względu na Leo nijak komentowałam jej obecność tutaj, ale nie zamierzałam zwracać na nią uwagę.
Mój wzrok spoczął na Marceline i znów naszło mnie to okropne uczucie, które nie pozwalało mi dłużej siedzieć cicho. Walka między rozumem a sercem została zakończona i serce dobrej przyjaciółki kazało mi powiedzieć o wszystkim Leo.
- Leo... – zaczęłam, by zwrócić na siebie jego uwagę. – Słuchaj, ostatnio była to wystawa, pamiętasz? Byłam na niej z Fire i był tam też Ezra... Kim jest ta Marceline? Wyglądali na całkiem przekonującą parę.
Trochę gubiłam się w swoich słowach. Nie miałam pojęcia jak ubrać w zdania to co chciałam mu powiedzieć. Może źle spojrzałam, może to jakaś kuzynka Ezry? Z jednej strony targało mną poczucie winy za to, że mogę zdradzić jakiś tam sekret, z drugiej, że nic nie mówię Leo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Sztokholm / Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1042
Dodatkowo : Ćwierć wil, Kapitan Drużyny Gryfonów
  Liczba postów : 1242
http://www.czarodzieje.org/t14380-lysander-s-zakrzewski#381382
http://www.czarodzieje.org/t14409-lyskowe-relki#381609
http://www.czarodzieje.org/t14410-krysia#381611
http://www.czarodzieje.org/t14413-lysander-s-zakrzewski#381628




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Paź 27 2017, 23:24

Wieść o tym, że Lysander Zakrzewski nie posiadał zegarka był chyba najczęściej powtarzaną plotką na mój temat, zaraz po tych wszystkich chorobach wenerycznych. Na imprezę do Leonarda i Ezry dotarłem spóźniony około godzinę, ale miałem nadzieję, że żaden z kumpli nie będzie mi miał tego szczególnie za złe, szczególnie, że niosłem im wielką skrzynię ozdobioną mnóstwem czerwonych i niebieskich kokardek, wypełnioną piwem kremowym i soczkiem dyniowym (specjalnie dla naczelnego hogwarckiego abstynenta @Ezra T. Clarke).
- No siema! - krzyknąłem witając się ze wszystkimi, a dłuższym uśmiechem obdarzając moich bliższych znajomych (ze szczególnym naciskiem na gospodarzy, siostrę, Caluma, Fire i Mikkela) - Ładnie tu macie. A to taki "mały" prezencik ode mnie, na nową drogę życia.
Moją uwagę zwróciła obecność kilku naprawdę ładnych dziewcząt, które widziałem chyba pierwszy raz w życiu. Nie byłem tym zdziwiony - z moim obserwacji czynnikiem łączącym wszystkich gejów było posiadanie dużej ilości uroczych koleżanek.
Postawiłem skrzynkę na ziemi i przybiłem piątkę z Leo, po czym niemal od razu ogarnąłem sobie drinka. Już po kilku łykach poczułem narastającą radochę - miałem wrażenie, ze ktoś mi coś dosypał, ale nie chciałem się tym przejmować. Ludzie byli czymś mocno zaaferowani stwierdziłem więc, że najpierw się posilę, a potem będę próbował wkręcić się w towarzystwo.
Podszedłem do stołu i ze smakiem zacząłem podgryzać kociołkowe pieguski popijając je zdecydowanie zbyt mocnym drinkiem.

Łykam euforię. Jeśli ktoś chce podejść to zapraszam, neiestety nie mam tyle czasu i życiowej energii, żeby poczytać wszystkie posty, a nie chcę nikomu psuć fabuły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 800
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2260
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Paź 28 2017, 18:13

To były po prostu zwykłe koszulki, a oni musieli już wejść na takie tematy! Naprawdę wystarczyłoby "dzięki". Blaithin nie miała problemów z własną wyobraźnią, a obrazy dotyczące tego całego ściągania z siebie ubrań pojawiały się przed jej oczami zupełnie mimowolnie, ale za to zapisały się bardzo trwale. Takich widoków miała dosyć na następne kilka lat...
- ZDECYDOWANIE później. - wtrąciła stanowczym tonem, udając, że krzywi się z odrazą. Poniekąd rzeczywiście nie lubiła takiej atmosfery, gdzie każdy się do każdego kleił, a ona była niepasującym elementem. Dlatego właśnie w Walentynki wolała uciekać jak najdalej od innych ludzi, dlatego wolała liczyć na to, że u Carmy i Rekina jakoś ta amortencja minie zanim się rozkręcą. Dlatego miała wrażenie, że się głupio czerwieni.
Gdyby ktoś kiedykolwiek powiedział Fire, że nadejdzie dzień, kiedy będzie tańczyć z Ezrą, chyba rzuciłaby w niego butelką. To możliwe, że zaczęła naprawdę go lubić? Pfff... Myślenie nad tym, jak to się w ogóle stało nie miało zresztą większego sensu. Eliksir euforii skutecznie poprawiał Blaithin humor i nawet pozwalał odrobinkę rozluźnić wiecznie spięte mięśnie. A nawet nieco uśpić czujność, ale jednocześnie nie mogła się tymi efektami przejmować. Liczyło się to, żeby nie zrywać kontaktu cielesnego, chociaż miała na to wielką ochotę. Podjęła wyzwanie, więc nie było już odwrotu. Miała nadzieję, że nikt nie doniesie Obserwatorowi. Kiedy ostatni raz w ogóle z kimś tańczyła? Pamiętne Walentynki?
- Nie rób sobie nadziei, Clarke. - odparła, zastanawiając się przelotnie, co takiego wypił, że nagle mówił niewyraźnie. Dwójka ludzi, która pojęcia o eliksirach nie miała, bawiła się dodawaniem ich do napojów. Naprawdę, trzeba było chociaż podpytać o coś Fire... Nie czuła się przez to wcale urażona, ale wątpiła, czy będzie jeszcze z czymkolwiek ryzykować.
- Mnie też lubi, więc... zdecydowanie nie. - zgodziła się niechętnie. Co jak co, ale znajomych Leo dobierał sobie wprost fenomenalnie. Chciałaby coś dodać, ale rzeczywiście musiała się skupić na tym, żeby w miarę wbić się w rytm muzyki. Zemsta Clarke'a sprawiła, że nie do końca orientowała się, czy już upadła, czy jeszcze jakoś stoi. Starała się i tak za wszelką cenę nie polegać na swoim partnerze, i kiedy w końcu przestała się plątać, jak marionetka w rękach Ezry, z trudem powstrzymała złość. Fire brakowało jakiekolwiek kontroli w tej sytuacji. Wyrównała powoli przyspieszony oddech i zdecydowała się wysłuchać słów Krukona. Ten jeden, jedyny raz. Jeśli nie miała patrzeć pod nogi to gdzie? Na widok uśmiechu chłopaka tylko przewróciła oczami. Postawiła parę kroków na próbę, starając się dopasować je do rytmu.
- Hm... o tak? - dopytała dla pewności, chociaż Blaithin wydawało się, że rzeczywiście było trochę lepiej. Parsknęła śmiechem na tę "groźbę", zanim zdążyła się powstrzymać. - Spoko, wciągnę cię za sobą.
Nie mogła patrzeć na innych ludzi, kiedy tak koncentrowała się na nauce tańca. Musiała przyznać, że nie było to aż tak koszmarne, a nawet to, że musiała dotykać Clarke'a dało się przeboleć. Do czasu, kiedy zupełnie niespodziewanie ich dystans zmniejszył się do zera, zdecydowanie poniżej krytycznej wartości dla Szkotki. Miała wrażenie, że to wpadnięcie na Ezrę wydusiło z jej płuc całe powietrze i gwałtownie zesztywniała, chociaż postronny obserwator mógł tylko zauważyć, że zrobiła dość dziwną minę. Zamiast wyrwać dłoń z uścisku chłopaka, zacisnęła palce tak mocno, że musiał poczuć ból. To, że wydusił to jedno słowo go uratowało, bo już szukała wzrokiem jakiejś zabłąkanej butelki u któregoś z imprezowiczów...
Skinęła bezmyślnie głową, nie chcąc nawet sprawdzać, jaki miałaby ton głosu, ale musiała przyznać, że zrobiło jej się gorąco. Dopiero wtedy zorientowała się, że to Rekin i Carma byli aż tak nieuważni. A niech sobie idą. W cholerę. Nawet lepiej, że będą się obściskiwać z daleka od oczu Fire.
- Czy ja wiem, Clarke? - wzruszyłaby ramionami, ale ograniczyła się do spojrzenia w oczy Krukona z trudem wymuszając na sobie rozbawienie. To nie było nic wielkiego. - Właśnie zdecydowałam, że jednak cię pobiję. Ale to zaraz, bo wychodzę. Na chwilę. Papieros. Możesz już uciekać.
Odsuwając się odczuła coś na kształt niewyjaśnionej ulgi, a już w ogóle cudownie było uciec od tłumu gości, wymijając Lysandra bez słowa i wyciągając Wizz-Wizza.

na chwileczkę sobie wyszła, bo "ja tego nie zniesę"

______________________

Fire Dear
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moustiers Sainte-Marie, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14696-arielle-catrin-tender#392224
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14699-don-t-act-like-you-forgot#392235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14700-sowa-arielki#392236
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14698-arielle-c-tender#392234




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Paź 28 2017, 18:18

Ciężko stwierdzić, czy to amortencja była mocna, czy Arielle po prostu podatna. Nigdy wcześniej nie miała podobnego problemu, ogólnie trzymała się od eliksirów miłosnych na odległość. Nikt nie lubił być do niczego zmuszany. Teraz nie była w stanie analizować sytuacji, skupiona w pełni na tym, aby pozyskać całą uwagę Caluma i odpowiednio nią zarządzić. Chłopak wydawał jej się rozproszony, jak gdyby bardziej interesowało go co dzieje się na imprezie, a nie to co robi jego partnerka. Ślizgonka normalnie nie kładła takiego nacisku na kontakt fizyczny, nawet kiedy byli gdzieś w towarzystwie i mieli wyglądać na zakochaną parkę. Teraz dosłownie się do niego kleiła, odczuwając coraz to większą frustrację spowodowaną jego biernością. Zachęcający - nie, wyczekujący - uśmiech nie schodził jej z ust, gdy tak usilnie starała się zignorować rumieńce Deara. Nie miała pojęcia co go tak peszy, ale powoli zaczynali wyglądać idiotycznie.
Na całe szczęście w tej chwili do Krukona dotarło, że wypadałoby jakoś zareagować na jej słowa. Dziewczyna odetchnęła w duchu z ulgą, poddając się w pełni tej błogiej satysfakcji. Zdążyła raptem przymknąć powieki z zadowoleniem, kiedy nagle w jej głowie pojawiła się czerwona lampeczka. Co, do cholery, się działo? Odsunęła się powoli, z zaskoczeniem w oczach, ale samą postawą dalej pewną siebie. Zwalczyła odruch błyskawicznego odskoczenia w tył, a wszelkie nerwy ukryła pod szerokim uśmiechem.
- Przekonująco - wykrztusiła jedynie. Nie miała pojęcia czy miała coś w drinku, czy też nie - istotne było to, że Calum faktycznie ją pocałował. Taka przekonująca była, wykorzystał sytuację, czy jak? Arielle potrzebowała na chwilę odwrócić wzrok i od razu napatoczył jej się @Lysander S. Zakrzewski. Pomachała do niego wesoło z odrobiną nadziei, że podejdzie i jakoś ich zagada. Potworna niezręczność zżerała ją od środka i niezbyt wiedziała, co ze sobą zrobić. Szkoda, że drink się już skończył...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 777
  Liczba postów : 1065
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Paź 28 2017, 19:02

Ja sam nie wiedziałem, co dokładnie skłoniło mnie do takiego czynu, jednak nie było sensu się nad tym zastanawiać ani rozwodzić, bowiem wszystko już zdążyło się zdarzyć. Moje usta dotknęły jej delikatnych, miękkich warg, a ja sam zamknąłem automatycznie oczy, oddając się temu przedziwnemu uczuciu. Pocałunek nie był namiętny, nie był również przerysowany. Stanowił jedynie krótką chwilę zbliżenia - jedynego prawdziwego zbliżenia, na jakie zdobyliśmy się z Arielle od początku naszej znajomości. Lub na które ja się zdobyłem...
Zaczęło się równie szybko, co się skończyło. Dosłownie kilka sekund później (bo wcale się nie mizdrzyliśmy bezczelnie, cóż to za bezpodstawne oskarżenia) Arielle odsunęła się, zostawiając mnie z tym dziwnym uczuciem oraz dość sporym niedosytem. Spojrzałem na nią z delikatnym zaskoczeniem, lecz nie potrafiłem nie kryć zadowolenia, które dosyć wyraźnie przestawało być wyłącznie wewnętrzne. Wypuściłem powoli powietrze z ust, po czym przytaknąłem. Racja, musieliśmy wyglądać przekonująco.
Czy ja dostałem jakiś dodatkowy upajający eliksir razem z drinkiem? Nie wiem, jakiś eliksir zapomnienia?
Merlinie, cóż ja zrobiłem?
Ale przecież była taka chętna, tak wyczekująco patrzyła na mnie swoimi pięknymi oczami... Odsunąłem się delikatnie, ściągając ręce z jej pleców i uśmiechnąłem się niepewnie.
- Przyniosę drinki - powiedziałem, gdyż zauważyłem jej pustą szklankę. Wziąłem ją od niej i podszedłem do blatu, po drodze szturchnąwszy @Leonardo O. Vin-Eurico, żeby mi coś zmajstrował. Rzuciłem ukradkowe spojrzenie na @Ulla Tiverton, czując dziwne uczucie w środku - stres? Przed czym? Nie zastanawiałem się nad tym, rzuciłem tylko, że chcę więcej alko w swoim drinku, po czym podziękowałem Gryfonowi i wróciłem do mojej partnerki, po drodze wychylając już odrobinę własnego napoju. Mocny.
- Czy Ty wciąż może jakby byś chciała ochotę miała do mnie łożko ma mieszkanie blisko może?
...
Czy mamy na sali tłumacza, który byłby w stanie przełożyć na angielski ten bełkot, który właśnie opuścił moje usta?

Wylosowałam sobie eliksir bełkotu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Paryź, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 689
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 660
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Paź 28 2017, 19:19

Och, czyżby?
Marceline miała niezwykle specyficzny stosunek do tego typu „spotkań”, jakby nie była gotowa na ewentualne elementy zaskoczenia, które mogłyby ją zmusić do natychmiastowej ucieczki. Stresująca atmosfera wydawała się być na tyle przytłaczająca, że nawet najprzyjemniejsze momenty (w jej przypadku), poszłyby w niepamięć, a na ich miejscu pojawiłby się lęk przed ewentualnym atakiem.
- Zabawne, ja nie potrzebuję do tego ducha - parsknęła na wzmiankę o znikaniu, a chwilę później wbijała intensywne spojrzenie zielonych tęczówek w Ullę. Nie pojmowała z jakiego powodu - za każdym razem - tak wlepiała w nią wzrok, nie chcąc przy tym, by cokolwiek jej umknęło. Możliwe, że podświadomość podsuwała jej dwojakiego rodzaju perspektywy, ale tak naprawdę, czy to było w tym momencie aż tak istotne? Wolała się bawić niż zadręczać sprawami, którymi nie podzieli się ze światem, co było niezwykle dla niej typowe i by tylko nie sparaliżować do reszty krukonki, odwróciła pospiesznie twarz w drugą stronę, a jej oczy spoczęły na Leo i Biance; zabawne, gdyż gryffonka budziła w niej jeszcze bardziej specyficzne odczucia, choć Holmes nie brała pod uwagę, że może być to za sprawą daru dziewczyny, który niewątpliwie musiał być uciążliwy. Rudowłosa raptem przez chwilę miała wrażenie, że nieznajoma się na nią patrzy, a mimo to - nie brała pod uwagę, że ktokolwiek mógł pamiętać jakikolwiek element wystawy, dla niej to była zamierzchła przeszłość.
Znów zaczęła obserwować Tiverton, zaś całe otoczenie przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Nie dopytywała też, dlaczego ciemnowłosa niemal duszkiem wypiła całego drinka, a poszła w jej ślady. Nie zamierzała się dziś martwić, podobnie jak przejmować tym, że już niebawem pojawi się w szkole i będzie zmuszona do akceptacji jego obecności. Walka z pewnymi aspektami codzienności wydawała się być nieudolna, dokładnie tak samo jak mitologiczny lot Ikara i gdyby tylko zbliżyła się zbyt bardzo, cóż... Pod żadnym pozorem nie mogła powtórzyć historii z Trausnitz.
Z rozmyślań wybił ją głos Ulli, która mruczała coś o jakimś zaklęciu, a Marce jedynie zaśmiała się dźwięcznie, by dziewczyna nie zinterpretowała tego jako całkowitej ignorancji. Oczywiście, że tak nie było, ale obie na moment znalazły się gdzieś ponad chmurami i dopiero teraz wracały na ziemię.
- Pamiętaj! Sama się zobowiązałaś do tego, że o mnie zadbasz jak będę chora, tyczy się to też połamanych lub stłuczonych palców, a o bolącej głowie nie wspomnę... - powiedziała niezwykle pewnie, a zaraz potem obróciła się dookoła. Jej oczom ukazał się nowoprzybyły chłopak @„Lysander S. Zakrzewski” i coraz bardziej bawił ją fakt, że nikogo tutaj nie zna, ale pod wpływem subtelnego dodatku eliksiru do drinka wcale aż tak bardzo jej to nie przeszkadzało. Owszem, pewnie później zacznie analizować - dlaczego, jednak czy teraz było warto?
- Mam ochotę na skrzacie wino... - mruknęła konspiracyjnie i przygryzła dolną wargę, wszak co złego to nie ona, a Ulla nie powinna się dziwić, że skoro miały to pod ręką, to Marce zrobi wszystko, by upić choć maleńki haust. - Nie odmawiaj mi, Tiverton - rzuciła gdzieś w eter i ledwie wyczuwalnie musnęła jej dłoń, gdy znajdowały się tak blisko siebie w tańcu, choć to nie miało aż tak intymnego wydźwięku jak nad jeziorem; nie chciała płoszyć koleżanki, podobnie jak nie była pewna - czy przekroczy raz jeszcze tę ustawową granicę komfortu, aczkolwiek - teraz było im wszystko wolno.
Bez względu na konsekwencje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Paź 28 2017, 19:24

Ogólnie impreza przebiegała całkiem nieźle, chociaż Leo miał wrażenie, że nie da się każdego upilnować. Krukonki zupełnie nie wzięły sobie do serca jego rady odnośnie drinków (jak mu zaczną rzygać w nowym mieszkaniu...), a Carma i Rasheed jeszcze się nie ogarnęli. Całościowo chyba jednak nie było na co narzekać...
Pamiętał, że Lysander również ucierpiał podczas tamtego nieszczęsnego festiwalu i aż zrobiło mu się głupio, że przez swoją nieuwagę przypomniał  Biance o tamtym zdarzeniu. Machnął pospiesznie ręką w lekceważącym geście, ignorując nieprzyjemne odrętwienie w okolicach karku. Ledwo dorwał się do drinków, prowadząc przyjaciółkę obok, kiedy do mieszkania w końcu zawitał @Lysander S. Zakrzewski. Leo przyjął od niego skrzynkę ze śmiechem, pomrukując jeszcze po drodze coś w stylu "Merlinie, to chyba serio prezenty ślubne". Pozwolił chłopakowi przywitać się z innymi i ogólnie wkręcić w rytm imprezy, samemu wracając do Bianci. Nie zauważył już wychodzącej Fire.
Nie dało się zignorować zmiany nastroju. Leo zerknął pytająco na swoją rozmówczynię, kiedy ta podejrzanie spoważniała. Brzmiało to wszystko trochę tak, jakby miała jakąś nieprzyjemną informację do przekazania. Merlinie, coś się stało? Chyba trochę przesadzał z przygotowywaniem drinków, bo sam nie pił, a nikt na spragnionego już nie wyglądał. Rzecz w tym, że dla Gryfona to było niesamowicie dużo frajdy...
- Och, to jego... Co? - Zamarł na chwilę, z butelką tequili zawieszoną nad równym rządkiem kieliszków. Zamierzał zaproponować shoty Calumowi i Arielle (żeby się trochę zsocjalizować, w końcu niezbyt znał wybrankę kumpla), ale słowa Bianci zupełnie wytrąciły go z rytmu. - Jaką parę, jak to parę? No parę, byli tam we dwójkę, nie? - Wyrwało mu się coś na kształt histerycznego śmiechu. Napełnił kieliszki czując przy tym, że zaschło mu nieznośnie w ustach. Nie miał pojęcia co Gryfonka miała na myśli, chociaż z drugiej strony jej słowa były raczej jasne i mało skomplikowane. Leo powstrzymał się od zerknięcia w stronę Ezry.
- To jego przyjaciółka - wyrzucił z siebie w końcu, unosząc pierwszy kieliszek i pochłaniając jego zawartość. Miał być na tej imprezie abstynentem, nie? - I byli razem na wystawie - kolejna porcja tequili rozlała mu się podniebieniu - ale nie "razem" jako para. - Nie zarejestrował momentu, w którym opróżnił pozostałe dwa kieliszki. Skrzywił się mimowolnie, czując jak szybko wchłonięte procenty powodują lekkie zawroty głowy. Potrząsnął nią, nie wiedząc co jeszcze powiedzieć. - To nieporozumienie. Przepraszam cię na chwilę - dodał jeszcze, zanim (po wypiciu ostatniego shota, słowo) odsunął się od blatu i skierował swoje kroki do samego Ezry. Informacji miał stanowczo za mało na robienie jakichkolwiek scen, jednocześnie było ich wystarczająco na wzbudzenie przeklętej niepewności. W końcu coś musiało być na rzeczy, skoro Bianca zauważyła nietypowe zachowanie, prawda? Leo sam był blisko ze swoimi przyjaciółkami, ale miał wrażenie, że wszystko pozostawało oczywiste. Teraz Gryfonka zaniepokoiła się do tego stopnia, że postanowiła go dopytać o co chodziło.
A on nie znał odpowiedzi.
- Przepraszam, ukradnę go na chwilę, problemy techniczne - rzucił uprzejmie, ale w gruncie rzeczy nic w tym delikatnego nie było, bo po prostu bezceremonialnie pokierował Krukona do łazienki, chwytając go po drodze za rękę. Ledwo drzwi się zamknęły, a Vin-Eurico już przylgnął do chłopaka, nie kłopocząc się jakimikolwiek wyjaśnieniami. Paląco potrzebował udowodnić samemu sobie, że on jest jego, tylko i wyłącznie. Złączył ich usta w żarliwym pocałunku, przysuwając Ezrę do ściany, aż w końcu go do niej przycisnął. Nie obchodziło go nic poza szczerym pragnieniem wydłużenia tej chwili. Liczył się jedynie słodkawy posmak ust Ezry, jego rozgrzewający oddech ścierany z miękkich warg przy każdym bardziej lub mniej łagodnym potarciu. Dalej trzymał go za rękę, ale teraz splótł ich palce i przyłożył dłoń chłopaka do chłodnej powierzchni ściany ponad jego głową, na nią również kładąc odrobinę nacisku i nie zwalniając go ani na sekundę; drugą rękę ulokował standardowo na jego szyi. Nie pozwalał ani sobie, ani swojemu partnerowi, na odpoczynek w celu zaczerpnięcia pełnego oddechu lub zorientowania się w sytuacji - był to z całą pewnością jeden z najbardziej namiętnych pocałunków, jakie kiedykolwiek dzielili. Leonardo zgiął lekko kolano i wsunął je pomiędzy nogi Clarke'a, w tej samej chwili drażniąco przygryzając jego dolną wargę.
- O co chodzi z Marceline i wystawą? - Przemknął z drobnymi pocałunkami wzdłuż linii żuchwy Krukona i teraz dosłownie pomrukiwał mu prosto do ucha. - Po prostu powiedz mi, że mieliście jakiś zajebiście dobry powód i udawaliście. Ja rozumiem, wiesz? Możesz ze mną rozmawiać. - Nie był pewien, czy nie brzmi teraz trochę żałośnie. W gruncie rzeczy nie był zły, nie wiedział czy miałby w ogóle ku temu powody. Nie mógł niestety pozbyć się nieprzyjemnego ucisku w klatce piersiowej spowodowanego tym, że dowiadywał się o dziwnej sytuacji od Bianci. Wiedział jeszcze mniej od niej, Merlinie! Chciał trochę informacji, dzięki którym potem nie dręczyłyby go wątpliwości. - Możesz ze mną robić też inne rzeczy... Hostia, po co ta impreza? - Zsunął dłoń z szyi Ezry, pozwalając aby zjechała wzdłuż jego torsu. Zatrzymał ją dopiero wtedy, gdy palcami zahaczył o pasek spodni chłopaka. Odsunął się z szelmowskim uśmiechem, skrzętnie ukrywającym wszelkie niepewności czy śladowe poddenerwowanie - szarpnął przy tym za spodnie Clarke'a, jak gdyby chciał przyciągnąć jego biodra z powrotem do siebie. Ostatecznie puścił i przekierował swoją rękę na klamkę od drzwi. Zanim ją nacisnął, drugą dłoń wsunął na chwilę we włosy chłopaka, burząc palcami idealnie ułożone kosmyki i z drobną satysfakcją dostrzegając, jak te niedbale odnajdują swoje właściwe miejsce. Zerknął mu jeszcze w oczy, uspokajając w międzyczasie oddech.
Wyszedł z łazienki, zanim ktokolwiek mógł im przeszkodzić, albo posądzić ich o jakieś mniej przyzwoite zachowanie. Leo przeszedł radośnie pomiędzy gośćmi. Przystanął całkiem niedaleko, przejmując sziszę i zaciągając się kilkakrotnie.

LUDU! Jak coś to fajnie by było, gdybyśmy się wszyscy troszku bardziej zebrali i może w coś pogramy Ing face

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moustiers Sainte-Marie, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14696-arielle-catrin-tender#392224
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14699-don-t-act-like-you-forgot#392235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14700-sowa-arielki#392236
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14698-arielle-c-tender#392234




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Paź 28 2017, 20:13

Oczywiście, Arielle nie miała Calumowi niczego za złe, bowiem sama nie wiedziała co ją podkusiło do takiej bezpośredności. W gruncie rzeczy nie miała problemu z tym, żeby go pocałować - udawali parę i to było dla niej jasne, że tego typu sytuacje mogą się zdarzać. Nawet dziwiło ją trochę, że do tej pory podobne zajście nie miało miejsca... Mimo wszystko było jej dziwnie i nieswojo, nie miała pojęcia co powiedzieć albo zrobić. Poprawiła lekko materiał swojego kombinezonu, mając nadzieję, że nie wygląda na tak zakłopotaną, jak się czuje. Uśmiechała się dalej, a zawsze była dobrą aktorką. Skinęła głową, gdy Calum poszedł dla nich po drinki i po prostu podparła się o ścianę, rozglądając z zaciekawieniem. Nie mogła nie zauważyć kolejnego spojrzenia Krukona posłanego w stronę nieznajomej dziewczyny i mimowolnie coś ją zakłuło w okolicy serca. Zrzuciła winę na ciekawość, przecież nawet przy tym całym teatrzyku chciała wiedzieć, co się dzieje w jego życiu.
- Dzięki - rzuciła i wzięła pierwszy łyk słodkiego napoju. Miała właśnie zapytać kim jest tamta dziewczyna, gdy Calum wyrzucił z siebie potok, lekko mówiąc, dziwnych słów. Teraz to Tenderówna się zakrztusiła, odsuwając od siebie gwałtownie szklankę. Nie chcąc robić zamieszania po prostu przerobiła swój mało elegancki kaszel na śmiech, pozwalając aby rozpuszczone włosy zakryły jej nietęgi wyraz twarzy. - Co? Czy ty mi proponujesz... Co? - Wydusiła w końcu, przyciągając chłopaka bliżej, żeby móc niemalże szeptać. Nie mogła uwierzyć w jego propozycję i jakoś łatwiej było jej uznać, że po prostu źle coś zrozumiała. Nie byłoby to takie dziwne, bo chłopak trochę jakby bełkotał.

A ja chcę drinka bez żadnego specjalnego dodatku, starczy już...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-