Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1533
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1547
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Mieszkanie nr 15   Czw Sie 31 2017, 21:35

First topic message reminder :


Mieszkanie Leonezry




Kto powiedział, że jednopokojowe mieszkanie będzie za małe? Tutaj wszystko wydaje się idealnie współgrać. Jedna strona pokoju jest oczywiście sypialniana, o czym informuje ogromne łóżko. Z tego miejsca jest świetny widok na aneks kuchenny... To z kolei kącik będący epicentrum apetycznych zapachów, roznoszących się stopniowo po całym mieszkaniu. Na ścianie wisi duża tablica kredowa, na której można znaleźć dopiski mieszkańców, będące drobnym przypomnieniem koniecznych do wykonania obowiązków ("kupić mleko", "wynieść śmieci", "przytulić Leo"). Nie zabrakło również miejsca na jadalnię! Krzesła to przeżytek, o wiele ciekawiej zasiąść na wielkiej poduszce. Przy okazji jest się wtedy blisko kominka i ma się pod ręką mnóstwo książek porozkładanych po półkach i regałach. Kawałek dalej znajdują się drzwi prowadzące do sporej łazienki. Żeby było ciekawiej, wysoki sufit mieszkania wykorzystany został na utworzenie małego półpięterka. Tam stoi biurko, pudła z rzeczami czekającymi na rozpakowanie, ukochana deska surfingowa jednego z lokatorów...
Czuć tutaj domową atmosferę i ciężko stwierdzić, czy to zasługa mieszkańców, czy ładnie udekorowanego wnętrza. W progu powita cię mała Chione, na stoliku znajdziesz pewnie porzuconą przez Ezrę talię kart, a jeśli potrzebujesz rozprostować kości, to Leo zadbał, aby w mieszkaniu wisiał przynajmniej jeden hamak. Co tu więcej mówić? Czuj się jak u siebie!


______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1095
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1731
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Maj 06 2018, 20:17

- Wybacz - powiedziała, po czym parsknęła śmiechem. Zrobiła to oczywiście umyślnie, bo kto powiedział, że w ich relacji przytyki miały działać tylko w jedną stronę? Znajdowali się teraz na takim etapie znajomości, gdy przyszłość i możliwości jawiły się w tęczowych barwach, przestali czuć negatywne napięcie i jakoś tak żadne z nich chyba nie miało ochoty na wszczynanie kłótni ani darcie kotów. Burzliwy okres minął i Bridget miała nadzieję, że bezpowrotnie. "Odzyskanie" Ezry bardzo się dla niej liczyło.
Wysłuchała jego słów bardzo uważnie i przytakiwała mu, mimo iż nie mógł tego widzieć. Cisza z jej strony wypełniona była zrozumieniem jego rozterek. Doskonale wiedziała, co chciał jej przekazać mówiąc o tego typu poświęceniu i gdy tak o tym myślała, nie chciała dla niego takiej przyszłości. Powinien spełniać swoje marzenia i realizować się w rzeczach, które kochał i które dawałyby mu spełnienie.
- Jasne - odparła w końcu, nie chcąc pozostawić jego wyczerpującej wypowiedzi bez żadnego komentarza. Westchnęła przy okazji, lecz miała nadzieję, że tego nie słyszał. - To, w jaki sposób o tym mówisz, jest bardzo racjonalne. Masz rację, nie powinieneś poświęcać swoich planów i marzeń na rzecz wyłącznie namiastki tego, co chciałeś - skomentowała dalej, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Damn, że też nie mieli tych lusterek!
Słysząc jego kolejne słowa, nieco wywróciła oczami. Niby rozumiała jego punkt widzenia i to, do czego zmierzał takim spostrzeżeniem, jednak w tej sytuacji szybciej zadziałał jej język i zuchwała odzywka, która broń Merlinie nie została przemyślana nawet przez ułamek sekundy.
- No ale co ja poradzę, że wolałabym, żeby to nas łączyło dziecko? - rzuciła i momentalnie poczerwieniała. Niemal krzyknęła z przerażenia nad własnymi słowami i zakryła usta dłonią. - O Merlinie, Ezra, to nie miało tak zabrzmieć - wymamrotała jeszcze zza palców, szczerze wystraszona tym, co w tej chwili mógł pomyśleć sam Krukon. Matko, ależ upokorzenie! Dlaczego wiecznie jej się to zdarzało? Dlaczego traciła przy nim zdolność myślenia? A nawet nie byli w jednym pomieszczeniu! - Zupełnie nie o to mi chodziło! Bardziej o to, że Leonardo... A mnie nie interesuje... O rany. Przepraszam - miotała się jeszcze, próbując jakkolwiek swoje słowa wytłumaczyć, lecz zażenowanie przejęło kontrolę i ukryła twarz w dłoniach.
Nawet Tłuczek nie mógł znieść poziomu dyskomfortu w pokoju Bridget i ewakuował się z niego z wysoko uniesionym ogonem.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1001
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1677
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Maj 07 2018, 13:59

Cenił w niej to, że tak go słuchała. Jego przemyślenia nie były może niczym szczególnie odkrywczym, bo mierzył się z nimi dosłownie każdy na trzeci roku studiów, ale i tak było dla niego ważne, że nie mówił tego w próżnię. Skinął więc powoli głową - czego też nie widziała - i przez chwilę milczał, jakby jego myśli na moment uciekły poza zasięg Bridget.
- Zresztą, nie wiem, jak to wszystko się potoczy, nie będę ci tego zrzucał na głowę - zbył temat, rzeczywiście uznając, że szkoda tej miłej atmosfery marnować na tak poważne i prowadzące do niczego sprawy.
A zresztą, nie potrafiłby, kiedy kolejne słowa Puchonki aż tak obróciły całą sytuację.
W pierwszej chwili zupełnie go wmurowało. Był w stanie wydusić z siebie jedynie niezręczne "umm". Wprawienie Ezry w taki szok nie udawało się każdemu, to trzeba było przyznać. Wtedy też ucho dalekiego zasięgu niemal wyślizgnęło mu się z palców i Bridget mogła usłyszeć chwilowe zamieszanie zanim Clarke ponownie się do niej odezwał.
- Bridget... - spróbował przedrzeć się poprzez paniczne miotanie się Puchonki, ale nic nie mógł poradzić na to, że zamiast słów z jego gardła wydobył się śmiech. Szczery, głośny i pełen czystego rozbawienia. Ezra niemal namacalnie czuł całe to zażenowanie Hudson i to jeszcze bardziej go bawiło. - Słodka Roweno, nie mogę... - Całe policzki zaczynały go boleć. Nie wiedział tylko w jaki sposób odbiera to Bridget i to pozwoliło mu nieco się uspokoić. - Przepraszam, to po prostu... Uwielbiam cię. Już, spokojnie, jest w porządku. - Odetchnął powoli. Gdzież podziała się jego sławna samokontrola? Bridget musiała jednak wiedzieć, że to jednak wcale nie oznacza końca żartów. - Mam nadzieję, że wciąż mówimy o dziecku Lotty? Nie deklarujesz chęci bycia moją ewentualną surogatką w przyszłości? - dopytał tym swoim przyjemnie złośliwym tonem. Czy mógł iść do Hudson tylko po to, żeby obejrzeć dorodny rumieniec na jej policzkach?
A potem znowu parsknął śmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1095
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1731
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Maj 12 2018, 23:46

- Przecież sama o to zapytałam - zauważyła, gdy zbył ją obawami, że poczuje się przytłoczona jego wyznaniami i planami. Co prawda nie rozmyślała o tym, ot tak zarzuciła temat i nawet nie sądziła, że Ezra może mieć z nim jakiś problem. Postanowiła jednak porzucić go i więcej nie drążyć, żeby nie wyjść na jakąś nadgorliwą czy też, co gorsza, wścibską. Jasne, że chciała wiedzieć, co się u niego działo w życiu, ale miała gdzieś tylu głowy przypominajkę, że co za dużo, to nie zdrowo.
Zresztą sytuacja stała się dla niej bardzo niekomfortowa i już nie czuła potrzeby męczenia Ezry prośbami o opowieści, co będzie robił za pół roku i gdzie się widzi w przyszłości. W ogóle straciła wszelkie chęci do rozmowy, chcąc się zapaść pod ziemię i w samotności przetrawić ból, który wywołała owa niezręczność. Niestety ponownie zaczęła paplać bez myślenia i się wygłupiła. Jego śmiech wcale jej nie pomógł - oczywiście nie odebrała tego w taki sposób, jakoby Ezra śmiał się z niej, a jedynie z jej słów, które wziął za żartobliwe.
- Serio przepraszam, naprawdę, nie chciałam - wtrącała jeszcze w panice, nie mogąc opanować drżenia głosu i przyspieszonego oddechu. Jedna rozmowa, a tyle emocji! Nawet nie zdążyła zwrócić uwagi na jego własne słowa... - Tak, jasne, tak - dodała, chcąc dać mu do zrozumienia, że w jej głowie ani przez sekundę przed wypowiedzeniem tego zdania nie zamajaczył obraz, jakoby to ona sama miała mieć z nim... Co to w ogóle za poroniony pomysł. I tą surogatkę też mógł sobie odpuścić. To słowo dostatecznie ją otrzeźwiło.
Ezra Clarke miał chłopaka.
- Wiesz co... Ja powinnam wrócić do nauki - powiedziała w końcu, przełamując wstyd przed ponownym otworzeniem ust. - Miło było Cię... słyszeć. I ten... No wiesz, jakbyś chciał to pukaj kiedy chcesz. W drzwi - dodała jeszcze koślawo. - Do usłyszenia - pożegnała się i zaczęła zwijać swoje ucho.
Ach, Bridget, i na co Ci to było?

/zt x2

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 963
  Liczba postów : 2527
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Cze 26 2018, 20:20

Szła przez drobne uliczki Hogsmeade w pośpiechu. Fire nie lubiła moknąć, a deszcz zaskoczył ją kilku minut po wyjściu z Doliny Godryka. Teleportowała się na skraj Alei Amortencji, ale i tak musiała dotrzeć do kamienicy, a czuła, że jej ciemna bluza z kapturem nie stanowi zbyt dobrej ochrony przed wilgocią. Wyjątkowo lodowatą wilgocią, która skrupulatnie zmywała z Blaithin dobry humor i pozytywne myślenie. Bardzo odległy grzmot utwierdzał rudowłosą w przekonaniu, że nawet przyroda wyczuwa nadchodzącą masakrę.
Gdzieś z tyłu głowy błąkała się niezbyt przyjemna myśl o tym, że trochę się wkopała. Jeszcze głębiej tkwiła kolejna myśl - że specjalnie. Wchodziła w końcu do mieszkania, w którym Leo i Ezra spędzili mnóstwo czasu i z którego musieli wynieść wiele wspomnień. Sama Blaithin nawet jedno miała - pamiętna impreza na której działy się dziwaczne rzeczy, jak wypadające zęby, gra w butelkę po której większość chłopaków skończyła półnago, nawet pocałunek, który na długi czas zupełnie wypadł Fire z głowy. I taniec. A to był zaledwie jeden wieczór, podczas gdy oni musieli spędzić tu dziesiątki. Poprawiła nieco przemoczony warkocz i skupiła się na myśleniu, że poniekąd wchodzi na teren wroga. Jeśli tak mogła określić Ezrę Clarke'a, bo z jednej strony ich ostatnie spotkanie było aż zaskakująco pozytywne, z drugiej przed oczami miała załamanego, cierpiącego Leo. Fire dla swojego przyjaciela była gotowa na wszystko. Poniekąd wiązała właśnie tę bliską relację z pewnymi obowiązkami. Kiedy widziała, że ktoś go skrzywdził i to aż tak dotkliwie, powinna coś z tym zrobić. Jako, że nie była pewna czy odwet w postaci krzywdzenia Clarke'a nie pogorszyłby tylko humoru Vin-Eurico, mogła najpierw zrobić coś rozsądniejszego. Dowiedzieć się co się działo i dlaczego. Nawet jeśli to się nie uda, to przynajmniej zyska jakiś zarys albo spróbuje wyczytać, co o całej sytuacji myśli Ezra. Jeśli jednak Fire sądziła, że otrzyma prawdę z ust Krukona to chyba zakrawało to o naiwność. Grunt w tym, że Leo pewnie sam nie do końca rozumiał zachowanie chłopaka, co było całkiem zrozumiałe. Gryfon miał zupełnie inny tok myślenia, całkiem inne podejście do życia. A Fire... Z ogromnym trudem to przyznawała, ale w pewnych kwestiach byli z Ezrą do siebie na tyle podobni, że mogłaby szybciej odgadnąć pewne pobudki Krukona, nawet jeśli nie znała szczegółów i konkretów.
Nie wiedziała, czy uda się spokojnie porozmawiać i wolała nie przewidywać, jak ta sytuacja może się rozwinąć. W ich przypadku przewidywanie nie miało większego sensu. W listach mogli całkiem neutralnie się do siebie odnosić, ale przez pergamin nie musiała słuchać tej drobnej nutki cynizmu w głosie Ezry, nie musiała widzieć cienia tego uśmiechu, który sprawiał, że krew jej się w żyłach gotowała. A i tak względnie można uznać, że Blaithin ochłonęła. Nawet nie wyzywała Ezry w listach. I nie kombinowała, jak go zamordować (no może czasem, jak jej się wyjątkowo nudziło). Czy ktoś mógłby być z tego dumny? Ktokolwiek?
Nie mówiła nic Leo o tym, że idzie do Ezry. Podobnie jak żadnej innej osobie. Gdyby nastąpiły jakieś komplikacje, nikt nawet nie mógłby się zorientować, gdzie jej szukać. Starała się ciągle zachowywać maximum ostrożności i nieufności, ale... miała wrażenie, że prosi się o to, żeby spotkało ją coś niemiłego. A może przesadzała? Może to rzeczywiście będzie tylko krótka rozmowa. Może nic się nie stanie. Czy tak byłoby lepiej? Przeskoczyła parę ostatnich kroków i zapukała do drzwi trzy razy, nieco nagląco. Otuliła się ramionami i pociągnęła nosem - nie wiedziała w końcu ile przyjdzie jej czekać. Może Ezra zechce się podrażnić i przetrzymać ją tak jakiś czas? Clarke był nieobliczalny, dlatego rozważała wszelkie możliwe scenariusze.
Machinalnie wręcz upewniła się, że wzięła różdżkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1001
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1677
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Cze 26 2018, 22:26

Być może zgodził się na to spotkanie zbyt pochopnie. Na takie towarzystwo jak Fire być może powinien był lepiej się przygotować mentalnie. Na ten moment nie miał przygotowanych żadnych odpowiedzi, choć w głowie pojawiały mu się kwestie, które mogłyby zostać poruszone. Być może nie chciał ich kształtować i do czegokolwiek się przyznawać, jeśli nie był do tego zmuszany. I fakt, że Fire będzie próbowała to osiągnąć, poniekąd budził w nim chłodną powagę. Wystarczyło również spojrzeć za okno - strugi deszczu, które z szumem i bębnieniem zalewały świat za szybą, wprawiały w wyjątkowo smętny nastrój. Atmosfera poza mieszkaniem była ciężka i chłodna i Clarke wiedział, że Fire wniesie ją ze sobą do tych czterech ścian, które swego czasu były pewnym sacrum, gdzie dostępu nie miały złe emocje. Ale to się zmieniło i nawet Clarke nie chciał w tym miejscu przebywać; w każdym przedmiocie zaklęte było jakieś wspomnienie. W tablicy kredowej, na której zawsze wynotowane były obowiązki przeplatane ze wzajemnymi ciepłymi słowami - teraz niemal biła po oczach swoją pustą czernią. W poduszkach, przez które niejednokrotnie któryś z nich wybił sobie zęby, jeśli Chione którąś z nich przetargała w inne miejsce. W głupich przyborach kuchennych, które Leonardo na zawsze skaził swoją osobą przez setki godzin, które spędził w kuchni. W łóżku... nie trzeba było mówić, dlaczego Ezra nie lubił już tu sypiać. Gdyby nie Fire, być może wcale by go tu dziś nie było.
Zbliżała się godzina, na którą się umówili i Ezra poniekąd nosił w sobie jakąś niecierpliwość. Był ciekawy, czy Gryfonka w ostatniej chwili nie zrezygnuje - doskonale przecież wiedziała, że niemal przyjacielskie przekomarzanki w listach były jedynie z przyzwyczajenia podtrzymywaną ułudą. To Leonardo był podstawą, na której wybudowali z Fire swoją relację i bez tego elementu wszystko chwiało się w posadach. Nawet mimo tak przyjemnego ostatniego spotkania. Naprawdę życzyłby im, aby udało im się to zatrzymać, Clarke jednak nie był aż tak ogromnym optymistą.
Wzrok przykuwał stojący na stole Glob Zaginionych, zazwyczaj zmniejszony do rozmiarów wisiorka, teraz w pełnej swej okazałości. Pozwolił sobie na dosyć bezczelne użycie tego przedmiotu; obserwowanie kropki będącej uosobieniem Dearówny nie było może najbardziej frapującym zajęciem na świecie, ale Clarke przynajmniej wiedział, kiedy dziewczyna opuściła Dolinę Godryka i swoje stopy postawiła na ulicach Alei Amortencji. Wiedział też, kiedy nastawić wodę na herbatę, aby swojego nietypowego gościa odpowiednio przywitać; ciastka i parujący Malinowy Chruśniak stojące na stole były przejawem pewnego cynizmu. Nie wierzył w to spotkanie.
Zanim rozległo się pukanie nałożył zaklęcie Cantabunt Mihi na swoje wspaniałe pianino, z którego zaczęły się wydobywać nienachalne dźwięki piosenki pasującej klimatycznie do tego wesołego nastroju.
Nie spieszył się zatem z otworzeniem drzwi; była to jedynie drobna złośliwość, której Fire mogła się już po nim spodziewać. Ponaglanie w tym wypadku przynosiło zupełnie odwrotny skutek. Clarke zdążył jeszcze podejść do lustra i przeczesać włosy nim ruszył, aby zmierzyć się z Ogniem.
Wystudiowana grzeczność pojawiła się rzecz jasna na jego twarzy w akompaniamencie nutki wyższości. Fire wchodziła do jego mieszkania i w dodatku to ona prosiła o spotkanie jego, miał zatem choć minimalne prawo do patrzenia na nią z góry. W podwójny sposób.
Wrażenie zepsuła jednak Chione, która błyskawicznie doskoczyła do drzwi, zwabiona hałasem i nowymi zapachami. Choć jej mały ogonek kiwał się jak rozszalały, suczka z nieufnością kilka razy szczeknęła na ich gościa. A Ezra jej na to pozwolił, czekając na reakcję Fire, która wcześniej nie miała przyjemności poznać jego psiny.
- Widzę, że rozkwitasz na tym deszczu. Kwiatuszku - powitał ją zaczepnie luźnym tonem, lustrując przemoczone ubrania i włosy, tak kontrastowe do jego nienagannego wyglądu. Gestem zaprosił ją do środka, a różdżka przez chwilę pojawiła się pomiędzy jego palcami. Pomyślał o zaklęciu suszącym, wiedział jednak, że Fire nie zaakceptuje różdżki wyciągniętej w jej stronę, choćby miał być to najłagodniejszy czar. - Tylko nie pobrudź mi podłogi buciorami - upomniał ją, krzywiąc się lekko i przechodząc w głąb mieszkania, a jej dając te pięć minut na doprowadzenie się do porządku.

Kostki: 6,5,2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 963
  Liczba postów : 2527
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Cze 27 2018, 00:20

Fire również myślała, że dość się pospieszyła nawet jeśli list wysłała po znacznym upływie czasu. Nie przemyślała tego o co Clarke'a pytać, ani, co ważniejsze, jak pytać. Nie wiedziała, czy to co ewentualnie powie nie będzie zwykłym kłamstwem, bo czy miał jakiś powód do tego, żeby być z nią szczerym? Nie wiedziała nawet, czy Leo nie wścieknie się, jeśli w jakiś sposób dowie się o tym, że chce dowiedzieć się czegoś na własną rękę. A to, że mogła przy okazji rozdrapywać rany Ezry myśleniem o przykrym zerwaniu? To akurat liczyło się najmniej. W gruncie rzeczy psucie jego humoru powinno być plusem.
Także w dziewczynie zaczęła rosnąć niecierpliwość, gdy kolejne ciężkie krople spadały prosto na nią, mocząc tkaninę bluzy i spodni. Niebo zakryło się ciemnymi, gęstymi chmurami, więc wydawało się, że zapadł już późny wieczór, choć jeszcze wczoraj o tej porze było jasno. Przypomniała sobie, że jak ostatnim razem wyszła od kogoś po zmroku to Obserwator uznał to za świetny materiał do plotek o rzekomym romansie. Im dłużej czekała tym bardziej skupiała się na tym, jak głupie było ulęgnięcie impulsowi wysłania listu do Krukona. To było oczywiste, że nie umiała z nim rozmawiać. Ich spoiwem rzeczywiście był Leo - jedyny człowiek, który dla obojga znaczył tak wiele. Tyle, że dla Ezry nagle przestał, co budziło tak wielkie wątpliwości w Fire. W końcu chłopak otworzył drzwi i przez twarz rudowłosej przemknęło coś na kształt ulgi. Zamaskowała to jednak szybko standardową obojętnością.
Fire ne zamierzała znów wpaść w te sidła i bawić się w jego grze pozorów. Byli tu zupełnie sami (wybacz, Chione!), pozbawieni niechcianego towarzystwa, publiczności przed którą wypadało wylewać na siebie odrobinę mniej jadu. Choć czy w przypadku prowokacji nawet tysiąc znajomych par oczu mógłby powstrzymać Fire przed zrobieniem czegoś głupiego? Na imprezie przecież nie zwracali na nadmierne zainteresowanie gapiów uwagi. A wręcz przeciwnie, nieraz lepiej szło im dogadywanie się przy innych ludziach niż, gdy spotykali się w znacznie mniejszym gronie.
Doskonale widziała tę wyższość, gdy tylko zadarła nieco podbródek, żeby móc skrzyżować spojrzenie z zielonymi tęczówkami Krukona. I w najdrobniejszym nawet stopniu jej się to nie podobało. Potwierdzało podejrzenia, że właśnie tutaj, właśnie w tym momencie miał coś w rodzaju przewagi. Czego nie zamierzała przyznawać, więc tylko wyprostowała się sztywno. Ta chwila trwała jednak nadzwyczaj krótko, bo Blaithin dostrzegła za plecami Ezry i jednocześnie usłyszała jakiegoś psa, choć przypominał też miniaturową owieczkę. Zwierzęta podobno wyczuwały negatywne emocji u ludzi, więc nic dziwnego, że zaszczekała. Blaithin nie odszczekała w odpowiedzi, ale wyglądała, jakby chciała. I o ile Chione nie ufała Fire, o tyle rudowłosa podchodziła do tego stworzenia tkwiącego u boku Ezry jeszcze bardziej podejrzliwie. Ani chybi wytresował ją tak, żeby nasikała do butów Gryfonki. Albo podarła jej nogawkę. Psy były nieznośne... A pies mojego wroga to mój wróg.
- Daruj sobie, bo zawrócę. - mruknęła, marszcząc brwi i krzywiąc się na tego Kwiatuszka. Gdyby już miała być kwiatem to jednym z tych trujących - konwalią, cyklamenem... tojadem. Róża z kolcami była zbyt oklepana. W ostatniej chwili ugryzła się w język, żeby nie zabronić mu tak ją nazywać. Zapewne tylko pogorszyłaby sytuację, a jeśli będzie zupełnie to ignorować to pewnie mu się znudzi. Wiele można było powiedzieć o ich znajomości, ale to, że wystawiał jej nerwy na próbę pozostawało niezmienne. I bardzo powoli uczyła się sobie z tym radzić. Postawa Ezry zbyt mocno przywodziła na myśl postawę wszystkich arystokratów, których towarzystwo musiała znosić przez niemal całe życie. Nie tak trudno było przypomnieć sobie, jak leżał cały w błocie i bez tej nienagannie czystej, wyprasowanej koszuli, a jednak tamten obraz zupełnie nie pasował do tego, co widziała przed sobą. Była w nim pewna drażniąca elegancja. Ściągnęła powoli kaptur, czując na sobie niemalże oceniające spojrzenie i przeczesała palcami włosy specjalnie tak, żeby wyglądały jeszcze bardziej niechlujnie.
Weszła do środka, przelotnie udając, że przygląda się zmianom, jakie zaszły w mieszkaniu; kątem oka jednak uważnie śledziła wszelkie gesty Ezry. Także to mignięcie różdżki sprawiło, że na krótką chwilę się spięła. Można było jednak uznać, że to przez zimno nie mogła się rozluźnić.
- Clarke! Nie pogryzie mnie? - zawołała za nim, gdy już się odwrócił, a pies najwidoczniej nadal nie był przekonany co do obecności dziewczyny. Ba, Fire też nie była przekonana do swojej obecności w tym mieszkaniu. Nie to, żeby się bała psiny, ale wolałaby, gdyby Clarke trzymał ją gdzieś bliżej siebie. Najlepiej na smyczy. Albo w ogóle na dworze. Wzięła różdżkę i rzuciła zaklęcie suszące najpierw na swoje buty, żeby nie pozostawiły po sobie nawet drobinki błota czy wilgoci. Później zajęła się niezbyt dokładnym wysuszeniem ubrań. - Dlaczego słyszę pianino i czuję herbatę? - zamarudziła głośno, gdy względnie ogarniała włosy. To nie było przyjacielskie spotkanie w czasie którego mogli wymienić się ploteczkami i pośmiać przy partyjce Krwawego Barona. Planował ją rozproszyć? Uniknąć pytań? Otruć? Czy po prostu dalej się bawił kuriozalnością tej sytuacji... Czuła, że powinna od razu przejść do sedna, żeby mieć to z głowy. I nie pozwolić Ezrze na żadne zagrania. Im krócej przebywali w tym samym pomieszczeniu tym większe prawdopodobieństwo, że nic nie wyleci w powietrze.
- Słuchaj, co do tego dlaczego tu jestem... - zaczęła, podążając śladem chłopaka, ale urwała. Nie na widok tej do bólu sztucznej scenerii miłego spotkania w postaci ciastek i herbaty, ale, gdy dostrzegła niewielki globus na stole. Dziwna ozdoba nawet jak na gust Ezry. A w magicznym świecie nawet te normalne ozdoby potrafiły zaskoczyć. Jedyną oznaką zaciekawienia Blaithin było lekkie uniesienie brwi.

Kostki: 3,4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1001
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1677
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Cze 27 2018, 21:01

W swoim towarzystwie zbyt często ulegali impulsom, których później (zazwyczaj) żałowali, to na pewno. O ile Fire pod jego namową była gotowa poważyć się na czyny powszechnie zwane "głupimi", o tyle Ezra zatracał się w gorszej stronie swojej osobowości. W większym gronie mógł być tylko złośliwy lub nieprzyjemny, dbał przecież o wizerunek. Ale kiedy byli sami potrafił być bezwzględny. Wystarczyło sobie przypomnieć salę strachów, głupi pojedynek, gdzie bez mrugnięcia okiem potraktował ją bezdusznie, nawet nie czując się źle, gdy doprowadzał do jej upokorzenia.
Nie powinna była więc tu przychodzić, nawet jeśli obecnie Ezra nie był w nastroju na bardzo ogniste potyczki. Jakimś cudem zawsze potrafiła znaleźć jego punkt zapalny...
- Nie zachęcaj mnie, proszę - odparł trochę żartobliwie, trochę sugerując, że nie była w jego oczach osobą mile widzianą. Ezra długi czas zresztą miał problem z nadaniem Gryfonce przezwiska - słyszał te wszystkie "Płomyki", klasyczne "Dear" czy niby urocze "Blaith", a jednak on sam nie darzył żadnego z nich wielkim upodobaniem. Nawet denerwowanie jej pełnym imieniem nie sprawiało mu pełnej satysfakcji. Tym samym na długi czas została po prostu "Fire". Do teraz. Do momentu, kiedy całkiem przypadkiem poznał etymologię jej imienia - tak powstał "Kwiatuszek", który na razie ładnie brzmiał w jego uszach, nawet jeśli reakcja dziewczyny - w tym wypadku jej brak - była wyjątkowo rozczarowująca. Oboje uczyli się zachowań, które denerwowałyby drugą stronę, a jednocześnie przed obojgiem było jeszcze wiele pracy na tym polu. Fire mogła sądzić, że podkreślenie jej własnego niechlujstwa podniesie mu ciśnienie - nic bardziej mylnego. Elegancja nie była dla niego wyrazem snobizmu, kosztownych materiałów nie nosił, żeby ludzie go podziwiali; to wszystko było tylko dla niego. Łatwiej było nie poczuwać się do wiecznie umorusanego dzieciaka z ulicy, w którego kieszeniach ciążyły skradzione owoce, kiedy nosiło się miękkie koszule i drogie zegarki. Lubił je posiadać, lubił ich wygląd, a jednocześnie jednak nie dbał o nie tak bardzo, jak mogłoby wydawać się otaczającym go ludziom. Prezenty mogły kupić jego zainteresowanie, ale nie mogły kupić niego. Dlatego nie złościł się, kiedy Leonardo wciągał do akwenów w markowych ubraniach ani gdy cały oblepiony był błotem, także chętnie chodził na wyprawy, nie bojąc się wybrudzić... Wyniosły styl był tylko małym elementem jego powierzchowności. Takim chciał być Ezra w oczach innych, wiedząc że każda jego skaza mogła stać się cudzą bronią.
- Jest łagodna jak Puszek Pigmejski, słowo daję. - Jedyne momenty, kiedy Chione potrafiła złapać zębami, były podczas zbyt szaleńczej zabawy, jeśli się zapominała. Nigdy zresztą nie zachowała się tak w stosunku do osoby obcej, więc nie uważał, że musiał o tym Fire wspominać. Postanowił być jednak dobrym gospodarzem i zawołał suczkę do siebie, uspokajająco drapiąc ją za uchem. - Taka z ciebie Gryfonka, że takiej kruszyny się obawiasz?
Na pytanie Dearówny wzruszył tylko ramionami, nie uważając, że musi się tłumaczyć. Dźwięki z pianina nie miały budować im żadnej atmosfery do rozmowy, były swego rodzaju bezpiecznikiem. Cisza, odbijająca się od ścian po trudnym pytaniu, mogłaby skłonić go do nieprzemyślanej odpowiedzi, byle tylko nie dać jej się zadomowić. Muzyka grająca w tle nie była tak irytująca i kupowała mu te kilka sekund. Lub dawała możliwość odwrócenia twarzy, aby zmienić melodię...
- Mój dom, moje zasady. Nie musisz korzystać z żadnej uprzejmości - przypomniał jej jeszcze, a zaraz potem kącik jego ust drgnął w drażniącym uśmiechu. - Ale oczywiście możesz tłumaczyć się Leonardo w jakiej sytuacji nabawiłaś się kataru, kiedy mamy lato. - Tylko domniemywał, że Vin-Eurico nie miał pojęcia o tej wizycie. W niektórych przypadkach bardzo łatwo było rozgryźć Fire, wystarczyło tylko pomyśleć, co sam Ezra zrobiłby na jej miejscu...
Uniósł brew, czekając aż Fire skończy zdanie, ale na to się nie zanosiło. Podążył więc za nią wzrokiem, aż do globu. Chyba po prostu nie oczekiwał, że dziewczynę jakkolwiek to obejdzie, bo nie taki był jej cel. Nie widział jednak przeciwwskazań, aby się z nią tą informacją podzielić. Nie była istotna.
- Glob Zaginionych - wyjaśnił zwięźle, a kwestia tego, czy Fire znała ten przedmiot była już tylko jej problemem. Wymierzył różdżką w globus i z miną pełną skupienia wypowiedział: - Leonardo Ovidio Vin-Eurico. - Na globusie pojawił się punkt w okolicach Londynu, będący prawdopodobnym, ale nie stuprocentowo pewnym położeniem chłopaka. Nie zawsze działało to idealnie. Ale i tak było chyba wystarczającym przypomnieniem z czyjego powodu się tu razem znajdowali...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 963
  Liczba postów : 2527
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Cze 29 2018, 01:32

Fire znała gorszą stronę Ezry i często denerwowała się tym, że nikt inny jej do tej pory nie zauważył. Albo po prostu nie chciał zauważyć, co było bardziej prawdopodobne. Powierzchownie Krukon mógł wydawać się sympatycznym człowiekiem, ale pod tym kryło się drugie dno. Mogli się tylko prześcigać w tym kto miał mniej skrupułów. Pozostawało liczyć na to, że akurat tego wieczora nie nastąpi ostateczne rozstrzygnięcie tej kwestii.
Ile by dała, żeby po prostu pozostał przy zwracaniu się do niej per Dear... Sama nie szukała Ezrze dodatkowych przezwisk. Parę przychodziło jej na myśl, wszystkie oczywiście obraźliwe, ale dalej pozostawał po prostu tradycyjny "Clarke". "Kwiatuszka" nie zamierzała akceptować i musiała walczyć o to, żeby nie pomyślał o nazwaniu jej tak ponownie. Merlinie, tym bardziej jeśli miałby tak mówić wśród ich znajomych.
Fire nie znosiła wszystkiego, co kojarzyło jej się z przepychem arystokracji i własnej rodziny, dlatego rezygnowała też z bogatych strojów. Nie mówiąc o wciskaniu się w piękne suknie za które większość dziewczyn oddałoby wszystkie swoje oszczędności, a na które Fire potrafiła tylko kręcić nosem. Czuła się dobrze w prostych, zwykłych ubraniach, dzięki którym budowała też własny styl. A pobudek Ezry nie znała, więc wyciągała własne, dość mylące wnioski. Nie zależało jej jednak na ich sprostowaniu - wolała mieć w głowie obraz zbyt wyrafinowanego, zbyt dobrze ułożonego i zbyt nieskalanego Clarke'a. Tak łatwiej było budować niechęć.
- Słowo, mhm... - szkoda tylko, że Fire nie wierzyła Ezrze na słowo. Po tak długim czasie znajomości zdążyła wykształcić u siebie instynkt, który wręcz naturalnie poddawał w wątpliwość to, co twierdził. Zresztą nie tylko jego. Podobne podejście miała do większości ludzi, a już zwłaszcza nieznajomych. Czy ta ostrożność zakrawała o paranoję? Być może, bo podejrzliwość potrafiła być niezdrowa.
- Taki z ciebie Krukon, a nie wiesz, że to raczej o nią powinieneś się obawiać, gdyby postanowiła zacisnąć te swoje małe kiełki na mojej nodze? - odpowiedziała, odprowadzając wzrokiem suczkę. Niegdyś takie zarzucanie jej strachu potrafiło Fire zdenerwować, ale teraz jedynie irytowała się tym, że ktoś jeszcze mógł myśleć, że ją to ruszy. Nie miała piętnastu lat i głowy wypchanej wizjami siebie samej w nieustraszonej pozie. Choć Clarke mógł uważać, że zatrzymała się na tym poziomie. Blaithin wierzyła, że potrafiłaby jakoś przetrwać zarzuty tchórzostwa na rzecz zrezygnowania z czegoś wyjątkowo głupiego. Mimo to wolałaby na razie nie wystawiać się na próbę.
Przewróciła delikatnie oczami, gdy zaznaczył, że panują tu jego zasady. Czyżbyś nie wiedział, Clarke, że Fire lubiła grać nieczysto? Godryk przewracał się w grobie, ale fakty były takie, że łamała przepisy i ustalenia, kiedy miała na to ochotę. Przestrzegała ich tylko wtedy, gdy były jej na rękę. Muzyka, herbata i pies nie stanowiły aż tak wielkich przeszkód, więc była skłonna je akceptować.
- On o wszystkim wie. - zapewniła gładko mimo, że nie planowała wcześniej kłamać. Miała w tym wprawę, ale chłopak mógł podejrzewać swoje. Z jakiegoś powodu zaniepokoiło ją to, że mógł domyślić się tego, że zataiła przed wszystkimi to spotkanie. Nie znosiła mieć tej świadomości, że podobnie jak Ezra nie mówiła Leo o wielu ważnych sprawach. Zresztą... też uważała, że nie musi się nikomu tłumaczyć. Przetarła rękawem trochę przemarznięty i zaczerwieniony nos. - Nie martw się o mnie. - dorzuciła, odwdzięczając się kwaśnym uśmiechem. Ktoś inny mógłby rzeczywiście odczytać intencje Ezry jako potencjalną troskę, ale z pewnością nie Fire.
Próbowała go mimowolnie wybadać. Czy jakaś nutka emocji zabrzmiała w głosie Clarke'a kiedy wymawiał imię Leo? Myślała o tym także wtedy, kiedy swoją uwagę skierowała na tajemniczy przedmiot. Nie miała z nim do czynienia, choć nazwa brzmiała dość znajomo. Obserwowała skupienie na twarzy Krukona i skutki wymówienia pełnego imienia jej przyjaciela.
- Śledzisz ludzi. - stwierdziła, ale w głosie dziewczyny nie pojawił się nawet cień wyrzutów czy też oburzenia. Rudowłosej to właściwie wcale nie... zaskoczyło. Taki przedmiot mógł być całkiem użyteczny, choć w rękach Ezry dość ryzykowny. Czy ją też obserwował wcześniej? Przez chwilę patrzyła na niewielką kropkę na globusie, która przecież tak niesamowicie wiele dla niej znaczyła. - Kochałeś go? - zapytała zanim zdążyła pomyśleć. To nie było pytanie, którym powinna zacząć. Nie cofała się jednak, a tylko podniosła wzrok, żeby zerknąć w oczy Krukona z czujnością. Spodziewała się wszystkiego - od braku odpowiedzi po uraczenie jej lodowatym sarkazmem.
Liczyła szczerze na to, że oszczędzą sobie tego znanego wszystkim dobrze twierdzeniu, że to nie jest jej sprawa. W każdym możliwym sensie to była sprawa Fire, bo bezpośrednio dotykał ją humor Leo i problemy Gryfona. Rudowłosa nie znosiła widzieć go przygnębionego, nie znosiła mieć tej świadomości, że ktoś złamał wszystkie jego pokłady optymizmu, a dobre serce przyduszone jest tak wielkim smutkiem. Była przyjaciółką Vin-Eurico i przejmowała się nim. Dlatego teraz chciała wiedzieć czy to wszystko stanowiło jedynie wielki teatr, w którym Leo był główną marionetką, czy też rzeczywiście ich związek miał w sobie coś więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1001
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1677
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Cze 29 2018, 18:05

I tak była wyjątkową szczęściarą, ponieważ Ezra nie miał w planach przyzwyczajać jej wyłącznie do tego jednego przezwiska. A biorąc pod uwagę niezwykły upór Krukona w nazywaniu Vin-Eurico "kolegą" lub "Leonardo", doświadczała wyjątkowej taryfy ulgowej. Po prostu również był fanem klasyki. (Swoją drogą, czy to znaczyło, że teraz powinien swojego byłego chłopaka przemianować na "Leo"?)
Pewną sprzecznością w zachowaniu Ezry, którą Fire w tym wszystkim powinna była wyłapywać, było jego bardzo lekceważące podejście do czystokrwistych rodów. Przy upodobaniu do elegancji, wyraźnie akcentował swoją odrębność od czarodziejskiej arystokracji; kolejna światopoglądowa kwestia, która ich łączyła.
- Nie martwię się o nią, bo widzisz, tu z kolei liczę na odrobinę twojego rozsądku. Jeśli zrobisz krzywdę mojemu zwierzakowi, przestanę być miły, a ty nie osiągniesz swojego celu, jakikolwiek on jest. - Chyba nie chciała tracić jego przychylności. Drobne, w istocie mało znaczące docinki były naturalną częścią ich relacji i chyba Ezra sam już nie kontrolował, kiedy złośliwości spływały z jego ust.  
Uniósł lekko brwi na zapewnienie Fire, wciąż do końca jej nie wierząc. Nie chodziło nawet o nią samą - nie znał jej aż tak, być może w obliczu tak drastycznej zmiany emocjonalnej Leo, była w stanie zrobić coś inaczej. Ale z drugiej strony, czy to tylko nie pogorszyłoby mu nastroju? Ezra był przekonany, że Gryfon, znając doskonale historię ich dwójki, nie dopuściłby do tego spotkania. Nie ze względu na Ezrę, ale na Fire. Mimo to, ziarno wątpliwości było zasiane.
- Och, czyżby? W takim razie, co powiedział? Życzył nam dobrej zabawy? Kazał pozdrowić? - zaszydził z niej, potrząsając głową. Ale za to prawie uśmiechnął się i uniósł ręce, dając jej swobodę wyborów. Fire zdecydowanie nie miała pojęcia, jak wyglądało martwienie się w wykonaniu Ezry.
Trudno było wypowiadać imię tak ważnej osoby bez jakichkolwiek emocji. Imię byłego chłopaka w jego ustach wciąż brzmiało miękko i ciepło, nawet z tym "e', które nie przybierało angielskiego zmiękczenia na "i" czy ze starannym, twardym "r", wcale nie tak łatwym do wymówienia dla Brytyjczyka. Absolutnie nic się na tym polu nie zmieniło, a Ezra nawet nie zwracał uwagi na ten drobny szczegół. Nie zawsze o wszystkim myślał. Tak jak teraz, gdy prezentował jej swój nabytek. Gdyby o nim nie wiedziała, mógłby być bez wątpienia jeszcze bardziej użyteczny.
- Czasami. Przydaje się, kiedy chcesz kogoś unikać... - Było naprawdę cudownym zbiegiem okoliczności, że Ezra i Leo poza lekcjami tak naprawdę na siebie nie wpadali, prawda? Jednak duży był ten zamek... Fire nie musiała jednak wiedzieć, że to nie Hogwartczycy byli jego ulubionymi obiektami. O wiele częściej z jego ust padały imiona Felicity, jego mamy... Patrzenie na kropeczki znajdujące się w Bristolu było w dziwny sposób bardzo uspokajające. Ezra nie odważył się jednak nigdy sprawdzić lokalizacji swojego ojca. Nie chciał wiedzieć. Dopiero pytanie Fire zbiło go z pantałyku. Drgnął, jakby tymi dwoma słowami go oparzyła, a pewna złość przedarła się do jego serca. Jak w ogóle śmiała?
- Nie - odparł, patrząc jej prosto w oczy i powstrzymując się od cedzenia słów. Smutno-cyniczny uśmiech zatańczył na jego wargach, kiedy zbliżył się do niej o krok, nie bojąc się tego jej czujnego spojrzenia. Jego głos brzmiał jednak gładkim spokojem, w którym jednak o dziwo trudno było doświadczyć chłodu. Mogłoby się zdawać, że chciał jej coś wyznać...  - To po prostu był dobry interes. Przystojny, gotujący, wpatrzony jak w obrazek, czego mógłbym chcieć więcej? Już nie mówiąc o tym, jak przydatny dla rozgłosu. Związek z chłopakiem to świetny smaczek do kariery i sławy - wyjaśnił jej, a z każdym kolejnym epatującym lekceważeniem słowem, rysy jego twarzy tężały. Jak mogła mu zarzucić, że go nie kochał? Niby pytała, ale skoro to robiła, to znaczyło, że wątpiła. - A w zamian miałem tylko dawać się posuwać. Mała cena - dokończył z prawie wulgarną pogardą. Być może oczekiwał, że za te słowa Fire go uderzy. Być może wręcz chciał, żeby go uderzyła. Jeszcze nikt nie zrobił mu nawet wyrzutu o złamanie serca Leonardo... Wytrzymał jej spojrzenie i wziął głęboki wdech, zanim zaczął dalej mówić. Clarke zawsze miał problemy z rozmawianiem o swoich uczuciach wprost. Fire musiała sama decydować, które słowa były prawdziwe, a które nie.
- A budowanie jego pewności siebie i przekonywanie go o jego wspaniałości? - Oboje doskonale wiedzieli, jak bolesne dla Leonardo były momenty, kiedy magia go nie słuchała. Albo kiedy ktoś kwestionował jego wybory, jak Padme. Że Leonardo swego czasu chodził do psychologa. Wyplenienie z niego tak wielu negatywnych rzeczy nie było proste i czy gdyby go nie kochał, to by się tego podejmował? - Martwienie się każdym jego gorszym humorem? Pojawianie się na każdą jego prośbę? Robienie mu niespodzianek? - Kiedy pojechał z nim na zawody, kiedy odwiedził go w Puebli, kiedy pomagał mu w opiece nad małą kuzynką... - To wszystko wyszło tak przypadkiem. Przecież nie chciałem. - Pokręcił głową, odsuwając się od Fire i niespiesznie przechadzając po mieszkaniu. Wiedział, że zapewne by nie wysiedział, więc nawet nie próbował. - Jeżeli masz zadawać tak durne pytania, to od razu możesz wyjść.
Nie zbywał jej tylko dlatego, że jej pobudką była troska o Leonardo. Być może miała znaleźć sposób, aby szybciej zaleczyć złamane serce przyjaciela i Ezra bardzo jej tego życzył. Zrozumienie sytuacji z perspektywy obu stron mogło być w tym pomocne. Musiała się jednak liczyć z tym, że nie będzie to miało charakteru bolesnych wyznań przy paczce chusteczek. Nie taki był Ezra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 963
  Liczba postów : 2527
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Cze 30 2018, 03:22

- Przestaniesz? - mruknęła z lekkim niedowierzaniem, nie ignorując reszty zdania, ale nie komentując jej głośno. Czy nie był pewien co do celu w jakim się tu zjawiła? Może Blaithin sama tego nie wiedziała. Może dopiero kiedy przemoknięta przekraczała próg mieszkania, miała nadzieję, że zrozumie po co tu tak naprawdę przyszła. - Kiedy ty niby zacząłeś być miły...
Kłamstwo w sprawie Leo nie było aż tak ważne. Niczego nie zmieniało to czy Gryfon wiedział o tym spotkaniu czy był niczego nieświadomą kropką na Globie Zaginionych. Mimo to szyderstwa Clarke'a sprawiły, że Fire zacisnęła usta w wąską linię.
- Życzył fenomenalnej zabawy i pozdrawia cię bardzo serdecznie. - odpowiedziała z powagą, chcąc uciąć temat. Kpinami mogli wymieniać się na co dzień, nie potrzwbowali specjalnych okazji tego typu.
Globus był bez wątpienia ciekawy, ale jemu też Fire zdecydowała się nie poświęcać wiele uwagi. Bardziej skupiła się na słowach Ezry dotyczących unikania ludzi... Czy miał na myśli Leo? To byłoby całkiem logiczne, ale po co wtedy ta cała swoboda w czasie zajęć? Przecież nie traktowali się jak powietrze, a wręcz przeciwnie. Blaithin drażniło to, że nie widziała między nimi obojętności nawet już jakiś czas po zerwaniu. Zwłaszcza ze strony Leo...Gdyby ich nie znała, być może nie wyczułaby nawet niczego wzbudzającego podejrzenia w ich krótkich wymianach zdań. Czy chodziło tu tylko o utrzymanie pozorów dobrych stosunków po rozstaniu?
Po co ci te wszystkie maski, Ezra?
- To trochę tchórzliwe. - stwierdziła, myśląc o tym jak często sama zaszywała się w odosbnieniu, gdy próbowała kogoś uniknąć. Nie lubiła niewygodnych rozmów... A teraz sama się na taką skazywała.
Zamrugała dwukrotnie, gdy usłyszała tak prostą oczywistą odpowiedz. Nie wiedziala czy jest zaskoczona, zawiedziona czy może po prostu wściekła. Zwłaszcza ten spokój i nagła zmiana podejścia sprawiły, że Fire poczuła lekkie zagubienie. Każde kolejne słowo wypowiadane przez chłopaka utwierdzało Blaithin też w nowym odczuciu - wstręcie. Brzydziła się go, będąc hipokrytką, bo sama rzadko widziała problem w wykorzystywaniu innych ludzi tak, żeby osiągnąć to co chce. Siebie też się brzydziła. Czy nie tego właśnie oczekiwała? Potwierdzenia, że Clarke jest dokładnie taki, za jakiego go miała? Przyznania, że tak, miała rację - nie można mu ufać, nie można na nim polegać, nie można dać się omamić. Cały czas milczała, w napięciu słuchając, a jej myśli pędziły gorączkowo. Próbowała przyjąć do świadomości to, co jej tak obcesowo przekazywał... Ale z jakiegoś powodu nie mogła, gdy obserwowała oczy Clarke'a z taką uwagą.
Choć przez cały czas pozostawała spięta, doznała wrażenia, że zupełnie zastyga w bezruchu, gdy z ust chłopaka usłyszała tak pogardliwie i szokujące słowa. Fire z trudem powstrzymała się od najpierw robienia, a potem myślenia. Bo rzeczywiście pierwszym odruchem byłoby uderzenie Ezry w twarz. Może nie tak mocno i z taką agresją jak Vivien, ale tak, żeby poczuł, jak znów rozbudził tę palącą nienawiść. Zacisnęła dłoń w pięść, ale jeszcze raz spróbowała posłuchać przeczucia. Wypuściła więc tylko drżący oddech w tej samej chwili kiedy Krukon zaczerpnął swój własny.
Coś w jej podświadomości szeptało cicho, że to nie jest prawdziwy Ezra.
Grał. Wcielał się tak doskonale w rolę Ezry Thomasa Clarke'a, tyle że przedstawionego z perspektywy Fire. Jako nieczułego manipulanta, w którym nie da się dopatrzeć pozytywnych cech. Kogoś kto nawet czyste i dobre serce zniszczy, jeśli tak będzie mu wygodniej. Ta myśl uderzyła Blaithin na tyle mocno, że prawie odwróciła wzrok od nieprzyjemnie wnikliwych oczu Ezry. I na każde kolejne zdanie patrzyła już inaczej.
- Kochałeś. - stwierdziła cicho, nawet jeśli nie było to potrzebne. Nie była jednak osobą, która poczułaby wyrzuty sumienia dlatego, że wątpiła. Musiała się upewniać, a nie tak łatwo dałaby się zmiękczyć tym pokrętnym zapewnieniem, że uczucia Ezry nie były fałszywe.
- Nie doceniałam cię. - odezwała się pozornie obojętnym tonem. Dlaczego miała nie grać tą samą kartą? W przeciwieństwie do Krukona, który czuł potrzebę przemieszczania się, Fire pozostawała twardo na swoim miejscu. Jedynie spojrzeniem śledziła sylwetkę Krukona. - Byłeś dla niego taki dobry, kochany, lojalny...
Brnęła mimo że czuła, że nie skończy się to dobrze. Kontynuowała, ignorując świadomość, że traktuje go niesprawiedliwie. Ciągnęła, chcąc Ezrę nie tyle co poruszyć... A po prostu rozzłościć.
- To nie mogła być twoja wina, że nie jesteście już razem, Clarke. - powiedziała chłodno, powoli dobierając słowa. - Oczywiście Leo musiał popełnić jakiś niewybaczalny błąd i nagle twoja wyrozumiałość dobiegła końca. Znudziły ci się niespodzianki? Spełnianie próśb, zamartwianie? Ratowanie jego dość wątłej samooceny stało się uciążliwe?
Tym razem to ona postawiła krok ku Ezrze, licząc na to, że Krukon się zatrzyma. Zaraz później zrobiła drugi, nieco drobniejszy. Nie mógł naturalnie oczekiwać od Blaithin empatii, nie tego, że w jakiś sposób postanowi stanąć po jego stronie, gdy dowie się już dlaczego do tego wszystkiego doszło. Nie była tu po to, żeby pocieszać czy też współczuć. Wiedziała też, że Ezra to wie.
Po raz pierwszy od dawna chciała tylko gorzkiej, odartejnz upiększeń prawdy.
- A może zrobił coś jeszcze gorszego?  - dźwięki pianina zdawały się perfekcyjnie współgrać z drobnymi pauzami, które robiła rudowłosa. - Och. Może zaczął czegoś od ciebie wymagać? Merlinie, czyżby chciał, żebyś był z nim szczery? - otworzyła szerzej usta z udawanym oburzeniem. Nie była aż tak dobrą aktorką jak Ezra. W tembrze jej głosu wyraźnie wibrowała złość. Choć to jego miała zdenerwować, sama zaczęła irytować się znaczeniem swoich słów. Bo miała wrażenie, że zbliżała się do paskudnego rozwiązania. Przecież dobrze wiedziała, że Clarke cenił dyskrecję niemniej mocno jak ona. Co innego mogło ich aż tak poróżnić? Gdzie indziej mógłby popełnić błąd Leo, tak otwarty i przyzwyczajony do dzielenia się swoimi myślami i uczuciami? Tylko oni obydwoje byli tak drażliwi w kwestii wyrażania własnych. - A ty, dobry, kochany, oddany, zwyczajnie nie mogłeś mu tego zaoferować. Było tak czy inaczej, Clarke?
Herbata stygła. Blaithin natomiast zdążyła już stwierdzić, że nie jest w tym dobra. Gubiła sie we własnych uczuciach, a teraz porwała sie na wyzwanie w postaci zrozumienia tych należących do Ezry. Przygryzła dolną wargę, w pełni rozumiejąc, że wypowiedziała o wiele słów za dużo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1001
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1677
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Lip 02 2018, 13:36

Być może rzeczywiście nie sam cel Fire stanowił dla niego niepokojącą zagadkę, lecz pobudki jej przyświecające. Czy chciała wiedzieć, by móc potem z wyższością i wszechwiedzącą miną patrzeć na ludzi mogących posiąść informacje przez wątpliwą pocztę pantoflową lub kłamliwego Obserwatora? Czy może uważała, że będzie to wiedza istotna przy pocieszaniu Leonardo? Była jakaś szansa, że próbowała wybadać, na jak silnych fundamentach wciąż opierała się relacja chłopaków? Czy już na zawsze pozbyła się Ezry lub przeciwnie, czy była jeszcze jakaś szansa, aby ich pogodzić? Nie wiedząc tego, tym bardziej nie potrafił jej zaufać.
- Och, bardzo staram się być miły. To, co mówię, nie jest nawet porównywalne do tego, co myślę - I nie dotyczyło to tylko sprawy tak błahej, jak jego opinia o Fire. Nic nie dodał już na temat niewiedzy Leonardo, bo i tak wydawało mu się, że osiągnął swoje.
- Wygodne - poprawił ją natychmiast, biorąc glob do ręki i przez chwilę wpatrując się w punkcik. A potem pchnął kulę palcami, tak że zawirowała, a kiedy się zatrzymała, pozbawiona była jakichkolwiek oznaczeń. Ezra odłożył glob na blat. - Wierz mi lub nie, ale wcale nie lubię kłótni. Jednocześnie nie boję się konfrontować z ludźmi. - Zazwyczaj. - Ale wolę być uznany za tchórza, niż robić komuś więcej celowej przykrości, niż i tak jestem do tego zmuszony. - Bo właśnie tak na to patrzył; kiedy ktoś nie potrafił powstrzymać wścibstwa, zasługiwał na mały pstryczek w nos. Krzywdzenie ludzi samo w sobie nie sprawiało mu satysfakcji.
(nie był swoim ojcem)
Najwyraźniej nie takiej odpowiedzi się po nim spodziewała, a to poniekąd... poniekąd dawało nadzieję. Bo nawet Fire, z nieznanego mu powodu potrafiąca dostrzec w nim wszystko, co złe i brzydkie, była gotowa założyć, że jego decyzja nie została podyktowana czystym egoizmem i wyrachowaniem. Dawała mu szansę, by choć raz pokazał prawdziwą twarz i do wszystkiego się przyznał, a on bardzo lekką ręką to odrzucał. Skoro chciała widzieć w nim manipulanta, dlaczego nie miał podać jej na tacy argumentów, którymi mogłaby swoją tezę poprzeć? I tak stała po stronie Leonardo, jakie miało więc znaczenie, co Ezra powie? Nie będzie się płaszczył, nie poprosi o zrozumienie. To byłaby słabość; oboje gardzili słabością równie mocno jak gardzili sobą. Więc wykrzywiał usta i bluźnił je kłamliwymi słowami, był gotowy walczyć o to, by dać Fire kolejny powód do nienawidzenia go.
I uderzenia go. Stała i obserwowała go, napięta niczym struna tych jej głupich skrzypiec; jak mocno potrzebował pociągnąć, aby pękła?
Nie myśl, nie myśl, po prostu to zrób
Widział przecież, że chciała. Zaciśnięte mocno pięści były dostatecznie wymowne... A jednak tego nie zrobiła, choć wystawiał jej się jak nigdy wcześniej. I nawet ten cyniczny uśmieszek, którego w normalnych okolicznościach nie mogła strawić i w który Ezra wkładał teraz tyle jadu, nie zmusił jej do złamania się. Z napięciem chwilę wpatrywał się w jej oczy z oczekiwaniem. A potem moment przeminął i Clarke się wycofał, by pozwolić jej w końcu zrozumieć.
Nie podobało mu się to, jak zaczynała swój kontratak. Zbyt miło, zbyt fałszywie - Fire nie wypowiadała o nim słów tak zbliżonych do komplementów, a już na pewno nie teraz, kiedy ich emocje były tak podburzone. Czekał więc, na pół odsłonięty, nie wiedząc, kiedy i z której strony nadejdzie prawdziwy atak.
- Nie rozumiesz - wtrącił jedynie, irytując się jak wszystko przeinaczała. Ale czy przeinaczała? Czy po prostu ubierała w inne słowa? Bardziej brutalne, pozbawione łagodnych krawędzi usprawiedliwienia? Zatrzymał się, a płytkie oddechy uchodziły z jego ust. Zieleń jego oczu nie przypominała jasnej, wiosennej barwy. Była kolorem trucizny i jadu. Tak bardzo chciał, aby przestała mówić. I rzucać oskarżeniami... na Leonardo. Nie potrafił jednak ani zaprzeczyć, ani potwierdzić jej słów, które uderzały w niego potężną falą, odkruszając odłamki samokontroli. Bo być może gdzieś w tym była prawda. Nie chciał się nad tym zastawiać...
- Nie masz o niczym pojęcia - uderzył więc znowu. - Czy ty sama byłaś kiedyś w jakieś poważnej relacji? Czy w ogóle wiesz, co znaczy być w związku i kogoś kochać, oddać każdą część siebie? Rzucasz we mnie oskarżeniami, podczas gdy ty sama nie jesteś lepsza. Ba, co ty możesz wiedzieć o miłości, kiedy nie potrafisz być nawet przyjaciółką? Myślisz, że to coś znaczy, że dziś tu jesteś? - wyrzucił z siebie potokiem gniewnych, ale cichych słów. Ezra nie krzyczał. Nigdy nie krzyczał. Żar był tylko w jego oczach. Nawet nie miał już na ustach obłudnego uśmiechu. - Gdybyś była wystarczająca, Leonardo nie szukałby pocieszenia u innych. To do mnie pierwszego przyszedł po przegranych zawodach, choć znaliśmy się tak krótko. To mnie zabrał ze sobą do Puebli, to mnie wybierał zawsze, kiedy się ze sobą ścieraliśmy. Nawet, kiedy jeszcze nie byliśmy parą.
Wiedział dobrze, że Leonardo równie mocno cenił sobie znajomość z Dearówną, ale skrupuły wyparowały już całkowicie z Ezry, tak jak para uchodziła ze stojących na stoliku kubków. Tyle że herbata stygła, w przeciwieństwie do Clarke'a. Chciał ugodzić jeszcze mocniej, wbić kolejną szpilę.
- Ilu rzeczy mu nie mówisz, Fire? Ile ciemnych interesów załatwiasz na boku? Och, jaki poczuje się rozczarowany, kiedy któregoś dnia dowie się, jaka tak naprawdę jest jego przyjaciółka... Czy aby na pewno przyjaciółka? Więc mu tego nie powiesz, prawda? Będziesz robić uniki, dopóki ktoś nie przyprze cię do ściany. I co wtedy zrobisz, Fire? - podszedł tak blisko, że niemal ścierali się klatkami, a pomiędzy jego palcami przemykała różdżka... - Ucz się na cudzych błędach, bo kiedyś sama się sparzysz. Ja na niego nie zasługiwałem, ale ty też nie. Bo jesteś dokładnie taka sama jak ja - wycedził lodowato. A pianino wydało ostatnie tony...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 963
  Liczba postów : 2527
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Lip 09 2018, 02:08

Do końca sama nie była pewna, co ją skłoniło do napisania listu. Oboje dobrze wiedzieli, że nie może z tego wyniknąć nic dobrego, a mimo to Fire zdecydowała się na ten ryzykowny krok. Chyba próbowała zrozumieć dlaczego dopiero w trakcie spotkania. A najlepiej wyciągać wnioski i podejmować decyzje już po, jeśli do tego czasu przeżyje.
Ezra umiał zawierać w swoich wypowiedziach to, co jedynie chciał zawrzeć. Nie musiała go perfekcyjnie znać, żeby to zauważać. Operowanie słowem wychodziło mu znacznie lepiej niż Fire, która jeszcze niewiele więcej umiała poza posługiwaniem się kłamstwami. Ale to akurat nie było aż tak trudne. Mógłby się nie hamować ze swoimi niemiłymi myślami, ale nie zamierzała też na to nalegać.
Glob wydawał się dość niepozorny, ale już czuła, jak wiele można byłoby dzięki niemu zyskać. Dla przeciętnej osoby pewnie nie miałby wielkiego znaczenia, ale Blaithin nie miała przeciętnych celów. Była gotowa pokusić się o podejrzenie, że Ezra także.
W tym nie do końca rozumiała Ezrę, bo na punkcie tchórzostwa była zdecydowanie za bardzo przewrażliwiona. Wiele można było o niej powiedzieć, ale nie to, że Fire brakowało odwagi. Uważała ją w sumie za jedyną swoją pozytywną cechę, przez co tak bardzo mocno do niej przywarła. Musiała być odważna za wszelką cenę i ciężko było jej nie zmarszczyć w zamyśleniu brwi na słowa Krukona.
- To brzmi prawie tak, jakbyś miał serce. Kim jesteś i czemu pierwszy pozbyłeś się Clarke'a? - zapytała ze śladową żartobliwością w głosie. Też przestawała lubić kłótnie i związany z nimi hałas i zamieszanie.
Nie uderzyła go, jeszcze nie. Próbowała jeszcze parę krótkich minut przeciągnąć tę rozmowę i dowiedzieć się, jak wiele z niej wyciągnie. Fire nie wiedziała, czy Ezra rzeczywiście chce podjudzić w niej nienawiść, a jeśli tak to po co? Czy skoro już wiedział, że jej do siebie nigdy w stu procentach nie przekona to nie miał zamiaru starać się nawet o ten jeden procent? Czy była swego rodzaju jedyną osobą przed którą mógł odsłonić swoje najgorsze, nawet jeśli nie najprawdziwsze oblicze? Ciężko było skupić się na tych przemyśleniach, gdy z każdą chwilą coraz trudniej było się opanować.
Fire nie chciała nawet zastanawiać się nad kwestią miłości i tego, czy umiałaby kogoś pokochać. Ze swego rodzaju wdzięcznością słuchała, jak Ezra przeszedł do innego rodzaju ataku. Prędzej czy później musiało do tego dojść, że także jej zacznie wyrzucać pewne rzeczy. Mogła tylko stanąć nieco pewniej, uparcie odpychając od siebie fale irytacji. Widziała i wyczuwała to, jak wiele gniewu Clarke w sobie dusi, a to że go nie uwalniał też ją drażniło.
Ezra mógł Leo zapewnić bliskość, ciepłe słowa, sympatię i pocieszenie, którego od Fire próżno było wymagać. Mieć ją za jedyną przyjaciółkę to było prawie tak, jak nie mieć nikogo. A znali Leo i wiedzieli, że to by go w niedługim czasie zniszczyło. Dlatego nie miała nic przeciwko, gdy cieszył się towarzystwem innych ludzi, dlatego tak długo akceptowała Clarke'a, bo widziała, jak bardzo jest przy nim szczęśliwy. Pomimo tego, że czuła, że brutalne słowa Krukona mają ją przede wszystkim zranić to nie umiała myśleć o tym, że nie ma w nich ani odrobiny prawdy. Mogła bez problemu przypomnieć sobie te sytuacje o których wspominał. Rok wcześniej, Grecja, pokój numer dwa. Kiedy pocieszała załamanego Leo, bo za bardzo przejmował się tym, jak jego relacja z Ezrą będzie wyglądać. Jak po wybuchu kłótni uciekła, a jej przyjaciel został z nim. Ponownie rok wcześniej, identyczna sytuacja, gdy przypadkiem natknęła się na nich w jednoznacznej sytuacji i znów się pogryźli. Leo ponowie został przy Ezrze. W każdym kolejnym starciu również wyczuwała to, że przegrywa, że jest na słabszej pozycji. Dopiero po długim czasie zaczęła się do tego schematu przyzwyczajać. Wystarczyła nieznaczna wzmianka, żeby znowu pamiętała tamten dawny ból i rozczarowanie, chociaż nie miała prawa mieć komukolwiek tego za złe. Wiedziała, że przestawała być potrzebna i nie robiła nic, żeby to zmienić, bo samotność i niezależność były wygodne. A oboje lubili przecież wygodę... Clarke pojawiał się i skradał serca ludzi na których Blaithin zależało. Nie wiedziała już, jak ich przed tym bronić. I czy warto walczyć, skoro nawet oni mieli jej to za złe.
Powinna odwrócić się i wyjść z tego przeklętego mieszkania przesiąkniętego gniewem i pogardą. Powinna przejść całą drogę bez żadnych ułatwień w postaci teleportacji, zmoknąć, przeziębić się i dorwać Cicero jak tylko przekroczy próg domu w Dolinie. Powinna napisać długi list do Leo, w którym przeprasza i obiecuje, że teraz będzie inaczej, że nauczy się z nim szczerze rozmawiać i skończy swoją bezustanną ucieczkę.
- Ale... - wtrąciła rozzłoszczona, ale natychmiast urwała i zacisnęła usta w wąską linię, żeby nie mówić niczego nieprzemyślanego.
Powinna udowodnić, że nie są tacy sami. Nie potrafię.
Bo gdyby Leo wiedział o wszystkich potwornych rzeczach, które robiła i które zamierzała dopiero zrobić to pewnie by się zawiódł. A ona nie chciała go martwić tym, jak bardzo nieodpowiednie ścieżki dobiera. Ale to, że tu była, w tym mieszkaniu, w towarzystwie Clarke'a coś znaczyło. Narażała się na tę dawkę jadu, która normalnego człowieka by już zabiła. Nie robiłaby tego, gdyby nie chciała dla Vin-Eurico jak najlepiej.
Kolejne sekundy rozciągały się w czasie, jak gdyby wszystko z gwałtownego pędu, jaki oboje nabrali, nagle tragicznie zwolniło. Nawet nie do końca uświadomiła sobie, kiedy w jej palcach pojawiło się ciemne drewno, tak paląco rwące się do jak najbardziej bezlitosnego starcia. Przecież kiedy zmuszała Mefisto, żeby ją sprowokował to jego wypowiedź nie umywała się do jadowitych słów Clarke'a. A wystarczyła do użycia na nim najgorszej z klątw. Na co więc zasłużył sobie Ezra? Chciała go zabić, to oczywiste, ale próbowała też zrozumieć, czy to on chce umrzeć.
Zapadła tak niezwykle drażniąca uszy cisza, przez którą mogła lepiej słyszeć płytkie oddechy i szum deszczu. Jeśli spodziewał się, że zupełnie straci kontrolę nad swoją nienawiścią i rzuci się na niego z pazurami musiało go spotkać zaskoczenie. To nie była Fire kierująca się swoimi burzliwymi emocjami, rzucająca butelkami, pełna nieposkromionego gniewu i agresji, którą wyładowywała na wszystkim wokół siebie. Ezra był jej najgorszym wyzwaniem, najtrudniejszym testem, nawet jeśli on tego tak nie traktował. Choć przyszło to rudowłosej z najwyższym trudem spuściła wzrok i skierowała go na nagle cichy fortepian. Musieli mieć przecież odpowiedni akompaniament, prawda? Potrzebowała jeszcze jednej chwili, żeby pomyśleć, dlatego delikatny ruch różdżką znów wprawił instrument w ożywienie, a melodia rozbrzmiała w pomieszczeniu. Wsunęła różdżkę powoli do rękawa.
- Wiesz, że moglibyśmy tak w nieskończoność - powiedziała, nie męcząc się hamowaniem swojego rozedrganego głosu. Musiała wysoko zadrzeć głowę, żeby zmierzyć się z Ezrą, ale nie czuła się przez to mniejsza. Miała wrażenie, że nienawiścią krążącą wokół nich można było się zatruć. Palce Fire bezpardonowo zacisnęły się na materiale koszuli Krukona, burząc jej gładką powierzchnię i nie wiadome było, czy robiła to po to, żeby móc go w następnej sekundzie odepchnąć czy może przyciągnąć. - Ty rzucasz swoje oskarżenia, ubierając je w jak najbardziej raniące słowa, ja robię to samo, znowu ty, znowu ja. Żadne nie ustąpi. Żadne nie przyzna się do błędu, żadne nie powie, co czuje. Nie oczekujemy wybaczenia ani zrozumienia, więc czego tak naprawdę? Powiem ci, co zrobię, gdy ty przyprzesz mnie do ściany. - starała się nie podnosić głosu pomimo tego, że rósł w niej gniew. - Będę bić, krzyczeć i wyrywać się z całych sił, żeby dać ci do zrozumienia, że się nie złamię. Zrobię wszystko, żebyś nie osiągnął tego co chcesz i nie poczuł satysfakcji. I nie jesteśmy tak dokładnie tacy sami. Bo widzisz, Clarke... ja jestem lepsza w czarnej magii.
Uderzenie prawej ręki zaciśniętej w pięść skierowała na szczękę Krukona, licząc na to, że odnajdzie przewagę w tym, że pierwsza atakowała. Nie mogła zakładać, że zdążyłaby rzucić czar od razu, a Clarke'a zawiodłaby tarcza ochronna - to było zbyt ryzykowne. Chociaż w tej sytuacji każde posunięcie było ryzykowne i mogło obrócić się przeciwko dziewczynie. Musiała kupić sobie trochę czasu, parę cennych sekund. Ale nie tylko zwykłym ciosem, on miał być jedynie drobnym rozproszeniem uwagi Krukona. Bo zwijając się jak wąż, wyciągnęła lewą nogę, żeby kopnąć z niemałą siłą, która kryła się w skromnej posturze Gryfonki. Wiedziała, że w brzuch bolałoby bardziej, ale nie na tym jej zależało, więc celowała w biodro. Musiała przede wszystkim znaleźć możliwość odepchnięcia się od Ezry, oderwania od tej magnetyzującej, nerwowej aury, przez którą traciła zimną krew. Puściła koszulę. Dopiero wtedy Blaithin mogła już myśleć o różdżce. O zaklęciu...
Powinna tylko wiedzieć, czy zdąży.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1001
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1677
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Lip 19 2018, 14:21

Przeciętne cele trzeba było zostawić przeciętnym ludziom, a ogromną ujmą byłoby zniesienie któregokolwiek z nich do tego poziomu. Oboje dysponowali ogromną ilością ciekawych gadżetów, które były interesującymi asami w rękawie. Najważniejsze było jednak to, kto je dzierżył...
- Prawie, nie szalejmy z wnioskami - odparł, a w jego głosie na chwilę pojawiło się niemal przychylne rozbawienie, jakby drobna i zdecydowanie bardziej naturalna uszczypliwość ugruntowała jego pewność siebie i przywołała wspomnienie mniejszych utarczek, które koniec końców rozwiązywały się bardziej lub mniej fortunnie. Nie można było jednak powiedzieć, że źle. Clarke nigdy nie miał się za anioła - pomiędzy tą elegancją, uprasowanymi kołnierzykami i zawsze idealnie zaczesanymi włosami krył się chaos, którego ziarnka Clarke rozsiewał wokół siebie. A Fire... Fire okazywała się być niezwykle urodzajnym podłożem. Ich kłótnie i potyczki akurat lubił; nie były głośne, a ich forma nie przerastała treści. Raczej wpadała w groteskę - zamiast krzyków mieli śliczną oprawę muzyczną, zamiast podkręcania emocji przez ostentacyjną złość, rozpalali się wzajemnym chłodem. Lodowate oprzenia godziły jeszcze głębiej i mocniej. Inaczej; nie przywykł do tego uczucia i być może dlatego tak maniakalnie chciał go zagarnąć jeszcze więcej, nie przejmując się, czy nie zabrnie zbyt daleko, w miejsce, z którego nie było już odwrotu. Chciał sprawdzić, jak wiele go wytrzyma, bez opuszczania dumnego podbródka i cynicznych warg. Chciał zobaczyć, gdzie i dla Fire zaczyna się granica, po której nic więcej nie będzie mogła czuć. Bo nienawiść była jak czarna dziura, która pochłaniała wszystko co jasne i wartościowe, zostawiając tylko nicość.
Najlepszą obroną zawsze był atak. Ezra nie zamierzał biernie przyjmować na siebie ciosów i jedynie łagodzić ich siłę uderzenia. Znosząc gardę, narażał się na zranienie, lecz uważał, że było to tego warte, jeśli dzięki temu miał szansę na dno pociągnąć również Fire. Powłoka, którą sobie uplotła przez te wszystkie lata, była gruba i wytrzymała, pod nią jednak kryła się prawdziwa osoba. Z krwi, kości i emocji. Każdy człowiek miał jakąś słabość i zabliźnione rany. Ich rozdrapywanie było wyjątkowo okrutne, skoro już na wstępie oboje ustalili, gdzie uderzenia bolały najsilniej. Ezra mógł wyciągnąć znacznie więcej przeciwko Fire; ona dysponowała bronią stworzoną wyłącznie z jego własnych decyzji, a przecież każdą z nich zdążył już sobie wcześniej wyrzucić. Jeśli bolało, to tylko z własnej winy. On za to obracał przeciw niej cudze decyzje, pokazując, że mogła się starać i zabiegać, mogła walczyć za kogoś i o kogoś, podczas gdy ostatecznie nie było nikogo, kto walczyłby o nią. Ezrze okręcanie sobie ludzi wokół palców przychodziło zaskakująco łatwo, niemal od niechcenia. Nigdy nie prosił Leonardo, żeby zostawał z nim, nigdy też nie przepraszał - Gryfon doskonale zdawał sobie sprawę, że Ezrze nie było przykro z powodu tak licznych starć z Fire i słowa "to się nie powtórzy" nigdy nie miały żadnego znaczenia. A mimo to, zawsze wszystko kończyło się jednakowo; popisem lojalności Vin-Eurico wobec niego, choć przecież tak nieuzasadnionej. I jak się okazywało po czasie, błędnej.
Wszystko obracało się wokół słów "gdyby Leo wiedział". To co? Czy największym ich zmartwieniem był sam fakt, że byłoby mu przykro? Że by się martwił? Że czułby rozczarowanie? Czy może bali się tego, że za emocjami szłaby potrzeba przemówienia im do rozsądku? Ścieżki, które obierali, mogły być nieodpowiednie, lecz chcieli je obierać. W tym miejscu Leonardo zaczynał stawać się przeszkodą.
Po tej salwie ciężkich jak ołowiane pociski słów, nawet płytkie oddechy wydawały się mu być drażniąco głośne. Pomiędzy nimi było oczekiwanie. Jego mięśnie były napięte, jakby gotowały się do podjęcia akcji, tak jak na końcu języka wciąż gromadził się jad. Czekał. Czekanie było trudne, gdy krew w żyłach nie chciała stygnąć. Drgnął, gdy wprawiła w ruch dłoń z różdżką, lecz efektem były jedynie łagodne dźwięki wydobywające się z pianina. Palce Ezry poruszyły się nieznacznie, jak gdyby Clarke własnoręcznie chciał wydusić z instrumentu odpowiednie tony. Pianino Lanceley'a bywało kapryśne i opanowanie go nie należało do najłatwiejszych - o wiele częściej to ono swą wolę narzucało słuchaczom, o czym Fire mogła nie wiedzieć. Melodia wirująca w pomieszczeniu miała w sobie coś poruszającego, lecz przecinające ją mocniejsze uderzenia w klawisze zapobiegały wpadnięciu w stan melancholii. Nie była smutna; była żywa i jednocześnie ożywiała.
Krótkie "wiem" pozostało na jego ustach niewypowiedziane przez to nagłe i bezczelne zaciśnięcie palców na jego koszuli. Skrzywił się nieznacznie z odrazą, próbując się możliwie jak najbardziej wyprostować, lecz nie cofnąć. Patrzenie na nią od góry - fizycznie i metaforycznie - zawsze sprawiało mu satysfakcję.
Spomiędzy jej słów wydobywały się elektryzujące iskry, które mimowolnie i niedostrzegalnie przez Ezrę, przyciągały go do Fire. Mogły zranić, gdyby spadły na odsłoniętą skórę, ale mimo to poruszył się, jakby chciał poluźnić uścisk palców na materiale, podczas gdy jedynie zmniejszył przestrzeń pomiędzy nimi o kilka małych centymetrów. Ciekawość. To wszystko była tylko ciekawość. Fire wcale nie musiała opowiadać mu o tym, co się stanie, gdy Ezra przyprze ją do ściany - mogła mu to pokazać. Byli tu sami. Oni i pokusa.
So I'll hit the lights and you lock the doors
- Nie ośmielisz się... - zaczął, a lekceważenie zabarwiło jego głos. To było to - obracali się wyłącznie wokół słów i Ezra nie wierzył Fire. Choć w pamięci miał te wszystkie razy, gdy agresja przyćmiewała logikę działań za nawet mniejsze przewinienia, nie przestraszył się tej ewidentnej groźby. I to było głupie.
Nie spodziewał się celnego uderzenia w szczękę, które odrzuciło jego głowę w bok. Ból był tępy i krótki, szybko dało się o nim zapomnieć. Jego oczy zalśniły jednak złością, której nie dałoby się załagodzić, nawet gdyby Dear powstrzymała się przed kolejnym ciosem.
We ain't leaving this room 'til we both feel more
Ugiął się, kiedy go kopnęła, bo Fire wcale nie była tak słaba, jak można było wnioskować z drobnej sylwetki. Mimo to... nie chciał jej uderzyć. Clarke nie był bezbronny, gdy przychodziło do bójek z Leo czy Mefisto. Fire wciąż jednak przysługiwał tytuł kobiety. Jego palce bezwiednie zacisnęły się na różdżce, ale jego myśli biegły tak szybko i tak różnymi torami, że to nie mogło się udać. Najlepszą obroną był atak...
Don't walk away, don't roll your eyes
Expulso nie byłoby jego pierwszą decyzją, gdyby myślał logicznie, teraz to był jednak impuls. Chciał zwiększyć odległość pomiędzy nimi i wybić z rytmu Fire. Sam potrafił działać pod presją. Jednak kapryśne zakłócenia akurat wtedy musiały dać o sobie znać; Clarke poczuł, jak niewidzialna nitka ciągnie go do przodu, zderzając centralnie z Fire. Jego różdżka wysunęła mu się z dłoni, z cichym stuknięciem uderzając o podłogę. Wtedy też bezwiednie chwycił nadgarstek Gryfonki, chcąc boleśnie wykręcić jej rękę i uniemożliwić atak. Rzecz w tym, że tu liczyła się nie tylko siła motywacji, ale i czas. Miał wrażenie, że obie te rzeczy silniej przemawiały za Fire. Miał wystarczająco czasu, aby spojrzeć prosto w oczy dziewczyny - w jego własnych wiele było ognia.
They say love is pain, well darling, let's hurt tonight...

1,1,6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 963
  Liczba postów : 2527
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Lip 24 2018, 17:35

W teorii wszystko dotyczyło Leo; był fundamentem, bardzo chwiejnym i podatnym na różnego rodzaju trzęsienia, ale nawet do tego spotkania nie doszłoby, gdyby nie osoba Gryfona. W praktyce zaś... Fire miała wrażenie, że to już dotyczyło wyłącznie ich dwójki. Że zatracali się w niezdrowej potrzebie skrzywdzenia drugiej osoby, wyzbywając się za to jakiejkolwiek litości. Wiedziała, że boleć będzie także później. Kiedy już wróci do domu, a słowa Ezry będą odbijać się echem w jej głowie. Mimowolnie będzie na nowo przypominać sobie wszystko, co powiedział. Wmawiać sobie, że wszystko to kłamstwa. Ale tak naprawdę czuła się źle, myśląc o tym, kto był tak naprawdę ważniejszy dla Leo. Ludzie popełniali błędy. Ale Fire nigdy nie była dobra w wybaczaniu albo empatycznym rozumieniu. Natomiast potrafiła się kryć i udawać.
Tylko, że nie przed Ezrą tego wieczora.
Mieli już swoje starcia wcześniej; mniej lub bardziej gniewne. Ale teraz Dear czuła zmianę. Nie była pewna w czym dokładnie, ale może wpływ na to miał fakt, że przestawali się hamować.
Nie cofał się pomimo tego, że oboje czuli w tej chwili wstręt do siebie nawzajem. Fire zdecydowanie nie było łatwo ciągle zadzierać podbródek, żeby móc chociaż spojrzeniem dosięgnąć Ezrę, ale nie zwracała na to uwagi. Tym bardziej nie czuła się przez to mniejsza. Powoli pochłaniało ją to pole magnetyczne między nimi, które zdawało się napięte jak nigdy. Bardzo bliskie wybuchu, a ten powinien przebić się przez ich twarde, ochronne skorupy, żeby zranić jak najdogłębniej. Wybuchu, którego oboje pragnęli. Pogrążali się w tej otchłani bolesnych emocji, ale tego nie dało się powstrzymać, nie było siły, która mogłaby ich od siebie całkowicie odsunąć, a nadal przecież brakowało jeszcze trochę do tego, żeby wkroczyli na ścieżkę, z której próżno było szukać drogi powrotnej. Zresztą, brnęliby w nią nawet bez oglądania się za siebie. Żeby sprawdzić co znajduje się na kolejnym końcu.
To nie jest tylko ciekawość.
Nie powinien mówić w taki sposób do kogoś, kto nie ma nic do stracenia. Podobnie jak do kogoś, kto myśli, że nie ma. Lekceważenie tylko rozjuszyło Gryfonkę, która i tak była zdeterminowana i zdecydowana. Widziała oczy Ezry po tym, jak go uderzyła. Nie musiał grozić słownie jak ona; potrafiła odczytać to z jadowitych tęczówek.
Jak daleko Fire musiałaby się posunąć, żeby złamał wszystkie zasady i ograniczenia, jakie na siebie nałożył? Chciałaby usłyszeć jego podniesiony głos. Chciałaby, żeby wyzbył się racjonalnego myślenia. Chciałaby, żeby był prawdziwy. Ale wiedziała, że nie może tego oczekiwać.
Może to jedynie wymusić.
Próbowała uciec, a mimo to przyciągnął ją do siebie. Szarpnięcie do tyłu i ponowne zderzenie z chłopakiem wydusiło z płuc Fire krótki jęk zaskoczenia; miała wrażenie, że można to było porównać do wielkiej fali oceanu rozbijającej się o skałę. Obie te siły niszczyły się wzajemnie, a mimo to zawsze do siebie wracały, wciąż ogłuszając swoją mocą i gniewem. To fala sprawiała, że skały pozostawały tak ostre i lśniące, to skały pozwalały fali odnaleźć sposób na upust całej energii. Gwałtowne i tak bardzo niechciane zbliżenie nie sprawiło, że Fire się spłoszyła. Działała instynktownie, wijąc się w uścisku, jakby od tego zależało jej być albo nie być. Może pokrótce rzeczywiście zależało - czy gdyby teraz ją pokonał mogłaby patrzeć sobie później w oczy? Ze świadomością, że nawet na tym polu była słabsza? Blaithin odpowiedziała od razu atakiem, gdy Ezra złapał jej nadgarstek, palce wolnej ręki zatapiając w jego ciemnych włosach i szarpiąc za nie tak, żeby siłą odsunąć mu głowę. I w ostatniej chwili cennego czasu przyłożyła mu różdżkę do szyi. Łowiąc spojrzenie, które bez wątpienia oparzyłoby rudowłosą, gdyby nie to, że sama była Ogniem.
- Imperio - rzuciła na wydechu, a drobny błysk odbił się na chwilę w błękitnych tęczówkach. Syknęła z bólu, bo wykręcana ręka pulsowała. Nie musiała sprawdzać, czy na pewno zaklęcie zadziałało - czuła to. Nawet taki umysł, jak Clarke'a nie mógł przeciwstawić się czarnomagicznej mocy. - Puść mnie! - powiedziała, może wkładając w swój głos nieco zbyt wiele emocji, ale teraz nie potrafiła znów powrócić do obojętności i chłodu. Pomimo tego, że nie tak dawno temu marzła w deszczu, teraz było jej nieznośnie gorąco. Przede wszystkim musiała odsunąć się od Ezry.
Z wyraźnym trudem cofnęła się, nie za bardzo nawet skupiona na tym, jak reagował na tę sytuację Clarke. Choć potrzebowała zwiększyć między nimi odległość jak nigdy, nawet o ten jeden czy dwa centymetry to chciała wrócić. Bo niedosyt był zbyt drażniący. Ezra wyzwolił w Fire zbyt wiele negatywnej energii, która teraz nie mogła znaleźć ujścia. Niby wymierzyła te parę ciosów, ale i tak miała wrażenie, że ledwo je zauważyli; były zbyt mało znaczące. Gdyby zaryzykowała dłuższą walkę to pewnie szybko zyskałby przewagę, ale... i tak ją irytował ten nagły koniec. Fire brakowało czegoś więcej. Miała go przed chwilą, gdy tak zajadle ze sobą rywalizowali, na wyciągnięcie ręki, ale mimo to... odebrała to sobie. Dlaczego? Z obawy przed tym, w co się te impulsy mogły przerodzić? W gruncie rzeczy Clarke powinien być jej wdzięczny - nikt nie zostanie zamordowany tej nocy. Raczej.
Wyprostowała się, wzięła głębszy oddech, przeczesała palcami włosy. Fire musiała jak najszybciej uspokoić szybko bijące serce, żeby skupić się na kontrolowaniu klątwy. Popatrzyła na pozbawionego własnej woli Krukona i nawet poczuła swego rodzaju satysfakcję. Z pewnością również nienawidził być pod czyjąś władzą. Nie mógł być może tego teraz okazywać, ale Blaithin wiedziała, że tego uczucia już nie zapomni. Dobrze rzucony czar powinien wprowadzić Ezrę w pewien rodzaj transu - z pozoru przyjemnego. Nie była jeszcze aż tak wprawiona w czarnej magii, dlatego coś mogło pójść nie tak i musiała uważać.
- Ty... - zaczęła ze złością, ale tylko przygryzła wargę i potrząsnęła głową. - To niebezpieczna klątwa, a jesteś moim pierwszym razem, więc radziłabym uważać. Lepiej nie walcz, jeśli nie chcesz uszkodzeń w swoim umyśle. - odezwała się, z zaskoczeniem orientując, że mówienie pomaga w opanowaniu chaotycznych myśli. Pogładziła wolną ręką nadgarstek drugiej, dalej nieco obolały. Powoli podeszła do Krukona, napawając się jego całkowitą bezsilnością. Wyglądał, jak marionetka, a wszystkie sznurki z taką swobodą trzymała teraz Fire. Ale nie chciała, by nie rozumiał, co się dzieje - był bez wątpienia otępiały, ale szkoda, jeśli przez klątwę został całkowicie ogłuszony. Nie chciała eksperymentować z Imperio właśnie teraz, mimo to...
- Mów, co myślisz, czujesz i wiesz. Szczerze. - rozkazała. Może i była w tym momencie oprawcą, ale poznawanie czarnej magii wiązało się też z tym, co odczuwała ofiara. Jakie skojarzenia przychodziły jej na myśl? Mogła z Ezrą zrobić dosłownie wszystko... Kazać podpalić mieszkanie i zostać w środku? Zrobić z siebie skrajnego idiotę na oczach wszystkich? Wpędzić go do Azkabanu? Bez problemu.
- Uklęknij.
Zarówno myślami, jak i słowami starała się operować tak, żeby wykonywał polecenia jak najdokładniej. Lubił patrzeć na nią z góry, teraz natomiast wolała zamienić role. Nawet fizycznie pokazać mu, że musiał być bezwzględnie posłuszny. Fire pochyliła się, żeby podnieść cisową różdżkę chłopaka i rzucić na stolik, gdzie stała zimna już herbata. W międzyczasie próbowała wrócić do codziennej obojętności i chłodu, ale nie umiała. Czy wpływ miała na to muzyka wydobywająca się z pianina czy też wyraźny ślad, jaki na niej odcisnęło całe to spotkanie...? Jaki odcisnął, a raczej brutalnie wypalił Ezra. Bezczelnie wyciągnęła nogę z butem; tym tak dokładnie czyszczonym przy wejściu. Podeszwę oparła o klatkę piersiową Krukona, bezczeszcząc jego elegancką koszulę w każdy możliwy sposób. To było niesamowite, że nie mógł jej tknąć. Ale bez oporu i zaciętości traciło to aż takie znaczenie. Dlatego Fire skrzywiła się nieznacznie, a później powoli opuściła nogę. Była zagubiona w tym zupełnie nowym uczuciu i nowej roli, w tym samym czasie rozpraszając się wcale nie ugaszoną nienawiścią.
- Bałbyś się, gdybyś mógł w tej chwili? - był bezbronny i pozbawiony poczucia realnego zagrożenia, ale... wątpiła, że czułby przerażenie. Pewnie nienawiść i gniew; podobnie jak ona sama, gdyby znalazła się na miejscu Clarke'a. Zawsze chciała umieć wpływać na innych ludzi, choć nie przepadała za manipulacją jako taką. Znacznie ciekawsza była umiejętność hipnozy - a Imperio stanowiło namiastkę. Czarną magię należało respektować i Ezra musiał to wiedzieć. Ale Fire z kolei miała świadomość, że nie respektował jej samej. Dlatego nie wierzył, że się odważy. Dlatego ciągle kusiło, żeby udowodnić mu, że też zasługuje na odrobinę szacunku. Merlinie, wpędzał ją w kompleksy?
- Po co to sobie zrobiliście? - zapytała ostro. Nie planowałam tu przychodzić po to, żeby cię atakować. - Po co? Ktoś inny cię bardziej zainteresował? - zapytała, strzelając kompletnie na ślepo. Mimo wszystko ciągnęła tę samą rozmowę, co od początku. - Hudson? Co cię łączy z Bridget?
Stara miłość nie rdzewieje, choć miała nadzieję, że to zupełnie błędny trop.


4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1001
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1677
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Sie 02 2018, 13:16

Może miała rację, może zaczynali używać imienia Leonardo jedynie jako pretekstu, by wzajemnie wylewać na siebie wiadra pomyj; łatwiej było mieć kogoś, kogo można było obwiniać i kogo można było chociaż spróbować zranić tak mocno, jak samemu było się zranionym. Ezra wiedział, że używał mocnych słów, które w pewnym momencie przestały tracić na znaczeniu; nie obchodziło go na ile pokrywały się z rzeczywistością, istotna była tylko ich siła. To jak głęboko wpadały ziarnka wątpliwości i jak bardzo potrafiły się rozrosnąć, jak chwasty zabierając miejsce zdrowym myślom. A mimo to mógłby iść w zaparte, mógłby każdemu wmówić, że wcale nie chciał Fire krzywdzić. To wszystko było jej winą. Gdyby tu nie przyszła, gdyby nie rzucała swoimi głupimi obelgami... a on się tylko bronił. Zajadle, jak pies broniący własnego terytorium, potrafił ugryźć, ale to była tylko samoobrona. Tak, ludzie popełniali błędy, a Ezra potrafił przebaczać. Fire jednak nie chciała skulić uszu i się wycofać. Musieli więc o to zawalczyć i w tym momencie nie było już żadnych zasad, nie było nikogo, kto ugasiłby ten pożar.
Jeśli to nie była tylko ciekawość, Ezra nie chciał potrafić tego nazwać. Czasami lepiej było po prostu przyjąć coś takie, jakie samoistnie było, a nie na siłę szukać odpowiedniej etykietki. Także dlatego, że poniekąd obawiał się, jak mogłaby brzmieć. Ezra sam nie rozumiał uczuć, które żywił w stosunku do Fire - było ich zbyt wiele, zbyt często ocierały się o granice skrajności, zbyt często jego doprowadzały na skraj możliwości. W takich sytuacjach i tak zawsze zachowywał pewność siebie; mogła napierać na jego granice, ale nie potrafiła ich złamać. Teraz zaś nie zastawiłby za to swojej różdżki. Oboje byli tak identycznie zawzięci i oboje najbardziej na świecie chcieli zyskać nad drugim przewagę.
Litość była słabością.
Wiedział, jak bardzo nienawidziła cielesnego kontaktu; banalny gest, mający być wyrazem sympatii, odbierała jako najgorszy z możliwych ataków. Wydawało się wręcz, że fizycznie ją to bolało i mógł to wykorzystać jako swoją przewagę. Ezra był większy i silniejszy, gdyby tylko szybciej zareagował na pierwszy atak, gdyby, zamiast wykręcać jej rękę, zdecydował się na brutalniejszy ruch, gdyby, gdyby, gdyby... Nie zrobił jednak żadnej z tych rzeczy, chwila przepadła, a Fire wykorzystała okazję, ciągnąc go za włosy. Syknął, ale nie ten ból był ważny. Czuł jak napiera różdżką na jego szyję, wbijając jej końcówkę w jego skórę. To wszystko stało się kwestią sekund... Szarpnął się jeszcze do tyłu, bez namysłu wymierzając kopnięcie w jej nogę. A wtedy błysk na krótką chwilę rozjaśnił pomieszczenie zwodniczo niewinnie; gdyby ktoś właśnie spoglądał w okno mieszkania numer 15, nawet do głowy by mu nie przyszedł scenariusz, który w tym momencie się tam rozgrywał.
Poczuł jak władza odchodzi z jego kończyn, zupełnie jakby Fire tym jednym zaklęciem odcięła połączenia nerwowe dochodzące do jego mięśni, wszelką wolę zamykając tylko w głowie; w niej rozpętana była prawdziwa burza. Emocje i skrawki dopiero co wypowiedzianych słów obijały się po jego umyśle, doprowadzając go do szaleństwa, kiedy nie mógł nawet drgnąć.
Puść mnie.
Jego palce odgięły się, jakby ten rozkaz wcale nie był podyktowany przez osobę z zewnątrz, lecz przez niego samego. Dla Ezry, który zawsze nade wszystko cenił sobie wolność i nie pozwalał się skrępować się głupimi zasadami ani etykietą, brak kontroli nad własnym ciałem był straszny.
A najbardziej brzydziło go to, że gdyby miał słabszy charakter, gdyby Fire chwilę wcześniej nie wypełniła go nienawiścią i wściekłością, mógłby uznać ten transowy stan za... przyjemny. Ciche podszepty klątwy chciały go przekonać, że teraz już niczym nie musiał się martwić, że nie ciążyła na nim żadna odpowiedzialność. Tyle że Clarke w to nie wierzył.
Nagle opadła garda, którą tak wytrwale trzymał przez całe życie; w jeden wieczór i przez jedno zaklęcie mógł stracić wszystko, co wypracował sobie przez lata. Krew w jego żyłach wrzała i gdyby Gryfonka przyłożyła rękę do jego klatki piersiowej, poczułaby mocne i pełne niedosytu uderzenia serca. A jednak jego twarz zastygła w obojętności kukły, która czekała na ściągnięcie sznurków wprawiających ją w ruch.
Wiedział, że miała rację - z czarną magią należało uważać, jeśli Ezra nie chciał skończyć jako bezmyślne warzywo w Mungu. Bo nie chciał. Chciał jej zwyczajnie zrobić na złość, pokazać, że nie mogła zapanować nad nim całkowicie. Ale czy gdyby coś poszło nie tak, w ogóle by się tym przejęła? Czy może uznała za nieudany eksperyment?
- Nienawidzę cię - odparł z zaskakującą prostotą, głosem wypranym z większych emocji. W takim tonie mógł rozmawiać o pogodzie albo rodzajach ciastek, które najbardziej pasują do herbaty, a nie ujawniać swoje najcięższe przemyślenia. - Czuję się przez to rozdarty. Wiem, co mi robisz, wiem, że jestem zdany na twoją łaskę. Wiem, że powinno mnie to denerwować, a jednocześnie tego nie czuję. Czuję się dobrze. Prawie... prawie wierzę, że tak jest lepiej. Ale wiem, że to oszustwo zaklęcia.
Uklęknij.
Nie chciał klękać, coś w jego głowie zgłaszało stanowczy sprzeciw wobec takiego uwłaczającego ruchu, lecz ów głos był słaby i szybko został przyćmiony stanowczym poleceniem. Jego kolano bezwolnie się ugięło, zderzając się z podłogą. Nie zrobiło na nim żadnego wrażenia to, jak bez szacunku rzuciła jego cisową różdżkę, a jego powieka nawet nie drgnęła, kiedy oparła podeszwę swojego buta o jego klatkę. W swojej głowie chwytał ją za łydkę i szarpał, by pozbawić równowagi. To zaistniało jednak tylko w jego wyobraźni.
- Nie. Nie zasługujesz na mój strach. - Nie mogła jednym zaklęciem zmienić opinii, którą jej wystawił. Ezra nie wątpił, że Fire mogła być groźna, doceniał jej umiejętności, ale w tym wszystkim nie wierzył w nią. Lub może właśnie, mimo wszystko, wierzył? Że miała w sobie coś wartego uwagi, że  pod grubą warstwą jadu była osoba odpowiedzialna za te chwile troski, którą przejawiała choćby do Leonardo, za ból i strach, które też potrafiła odczuwać. Wszystko stawiał na tę niepewną kartę, jaką była wiara w jej człowieczeństwo. Całkowite zatracenie się byłoby też jej porażką.
- Tak jest lepiej - odparł i Ezra naprawdę w to wierzył. Gdyby jeszcze raz został postawiony przed tym wyborem, zrobiłby dokładnie to samo, pomimo wszystkich konsekwencji. - Zrobiłem to, żeby było lepiej. Każdy kolejny dzień, kiedy Leonardo by się przywiązywał, a ja stopniowo bym się  oddalał, potem tylko dodatkowo by go zranił. Nawet najlepsze związki się wypalają. Samoistnie. Nigdy nawet nie spojrzałem na kogoś innego, gdy byłem z nim. - Gdyby tylko mógł, w jego głosie ponownie zabrzmiałaby ta uraza, którą rozbudziła w nim Fire na samym początku. Wiedział, że daleko mu było do miana "dobrego chłopaka", ale jeśli czegoś można było być pewnym, to jego wierności. Ezra zdradę uważał za najwyższą obrzydliwość i nigdy by tego nie zrobił. Tym bardziej nie Leonardo. Być może jednak miałoby to większe znaczenie, gdyby nie kolejne pytanie, które padło z ust Fire. A jego odpowiedź nie miała nawet szans na upiększenie; rozbrzmiała w mieszkaniu całą swoją brutalną szczerością.
- Tylko łóżko. Bridget jest dobra w pocieszaniu.
W tym momencie Fire powinna się zastanowić, czy na pewno chciała poznawać całą prawdę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

 Similar topics

-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-