Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1534
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1548
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Mieszkanie nr 15   Czw Sie 31 2017, 21:35

First topic message reminder :


Mieszkanie Leonezry




Kto powiedział, że jednopokojowe mieszkanie będzie za małe? Tutaj wszystko wydaje się idealnie współgrać. Jedna strona pokoju jest oczywiście sypialniana, o czym informuje ogromne łóżko. Z tego miejsca jest świetny widok na aneks kuchenny... To z kolei kącik będący epicentrum apetycznych zapachów, roznoszących się stopniowo po całym mieszkaniu. Na ścianie wisi duża tablica kredowa, na której można znaleźć dopiski mieszkańców, będące drobnym przypomnieniem koniecznych do wykonania obowiązków ("kupić mleko", "wynieść śmieci", "przytulić Leo"). Nie zabrakło również miejsca na jadalnię! Krzesła to przeżytek, o wiele ciekawiej zasiąść na wielkiej poduszce. Przy okazji jest się wtedy blisko kominka i ma się pod ręką mnóstwo książek porozkładanych po półkach i regałach. Kawałek dalej znajdują się drzwi prowadzące do sporej łazienki. Żeby było ciekawiej, wysoki sufit mieszkania wykorzystany został na utworzenie małego półpięterka. Tam stoi biurko, pudła z rzeczami czekającymi na rozpakowanie, ukochana deska surfingowa jednego z lokatorów...
Czuć tutaj domową atmosferę i ciężko stwierdzić, czy to zasługa mieszkańców, czy ładnie udekorowanego wnętrza. W progu powita cię mała Chione, na stoliku znajdziesz pewnie porzuconą przez Ezrę talię kart, a jeśli potrzebujesz rozprostować kości, to Leo zadbał, aby w mieszkaniu wisiał przynajmniej jeden hamak. Co tu więcej mówić? Czuj się jak u siebie!


______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1534
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1548
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Sty 27 2018, 15:00

Festiwal był sprawą zamkniętą. Kontuzja Leo nie była zależna od tej jednej imprezy, czy od inicjatywy Ezry. Dalej uważał to za swój błąd, spowodowany swoją głupotą - kontuzję miał, ale poważną. Gdyby był uważniejszy na zawodach i lepiej do nich przygotowany, to żadne uderzenie o ścianę nie byłoby problemem; podobnie jak wypadek z festiwalu szybciej odszedłby w zapomnienie. Niezbyt miał jednak jak zmienić zdanie Ezry, więc po prostu porzucił temat. Chyba było za wcześnie na żarty, że dzięki niemu ma łącznie aż dwie blizny...
- Mmm, tak ci się spodobało sprzątanie? - Wyszczerzył się radośnie, z przyjemnym ciepłem w okolicy serca odbierając tę propozycję. Fakt faktem prace miał dwie dlatego, że sprawiały mu obie cholernie dużo przyjemności - nie chodziło tu o jakieś słabe pensje i wielkie zapotrzebowanie. Gryfonowi głupio było odrzucać tego typu okazje i chętnie poddawał się próbom. - Wrócimy do tematu jak wyzdrowiejesz. - Nie było co strzępić sobie języków, skoro na chwilę obecną to Clarke był w tej gorszej formie.
Dobre serduszko powoli się kończyło. Sam Leo był niesamowicie zaskoczony tym, jak wiele potrafił znieść - jak dużo niewypowiedzianych pytań przemknął, jak wiele insynuacji odrzucił. Bądź co bądź najważniejszy był dla niego komfort Ezry i dlatego w większości przypadków udawało mu się uszanować jego niechęć do zwierzeń. Mimo wszystko nie potrafił zupełnie odpuścić i nie uważał, aby było to drobne rozwiązanie. Robili małe kroczki, a on notorycznie karmił się nadzieją, że ta dziwna bariera u Ezry w końcu zniknie. Że do Krukona dotrze, jak bardzo jest niepotrzebna.
- Sam jesteś słodki - parsknął z niedowierzaniem. Pewnie z perspektywy czasu powinien inaczej patrzeć na tamtą sytuację. W końcu gdyby nie moc magicznego mostu, upierałby się przy swoim postanowieniu, aby nigdy Ezrze nie powiedzieć prawdy o swoich uczuciach. Nie mógł wiedzieć jak dalej potoczyłyby się ich losy, ale jednak... Leonardo nie potrafił się zdystansować poprzez wzgląd na obecne położenie. Dalej pamiętał tamto paskudne upokorzenie i irytację, bo zmuszony został do zrobienia czegoś, czego wcale nie planował. Nawet gdyby się kiedyś złamał i wpadł na pomysł poinformowania przyjaciela, to raczej zrobiłby to trochę delikatniej - dzięki temu w ich wspomnieniach możnaby wykluczyć „przerażający” element.
- Uuu, groźnego? - Podłapał, bo miał wrażenie, że jego chłopak skutecznie ignorował ten aspekt. Jakimś cudem nie mieli jeszcze żadnego wypadku, a Ezra koncentrował się raczej na miękkiej sierści i niesamowitym komforcie przytulania. Z rozbawieniem przytaknął na te wyszukane polecenia, poniekąd nie mogąc się doczekać. Powinien się pewnie martwić - taka umiejętność dałaby Ezrze niesamowitą przewagę. W końcu zdolność kończenia sporów byłaby zawsze po jego stronie; Leo raczej nie groził mu swoimi ostrymi pazurami. O wiele łatwiej było się jednak nie przejmować na zapas, trzymając z tyłu głowy pocieszającą myśl, że nie używałby tego w ten sposób. Dość optymistycznie, skoro fascynacja hipnozą pojawiła się u Ezry po tym, jak robił za żywą tarczę.
- Twoje bycie oziębłym to moja motywacja, aby jeszcze bardziej ocieplać nasze stosunki - mruknął pocieszająco, uśmiechając się słodko. Tak jak początkowo nieco się martwił, tak teraz odetchnął z ulgą i zadowoleniem, że temat w ogóle został poruszony. Vin-Eurico doskonale rozumiał trudności z rozmawianiem o czymś - często nie potrafił zwerbalizować swoich myśli, nie wspominając już o emocjach. Wiedział jak problematyczne może to być, nawet jeśli nie chodziło o nic wybitnie poważnego. Sam również nie był aniołem i szczególnym przykładem, bo Ezra nie wiedział o nim wszystkiego; Leo skrupulatnie omijał temat Tecquali. To było normalne i naturalne, a i tak spodziewał się, że kiedyś rozmowa pójdzie właśnie w tym kierunku. Musieliby być szalenie szczerzy, aby nie mieć żadnych, nawet najmniejszych tajemnic.
- Też ci ufam... że nie jesteś zbiegiem z Azkabanu, który podszywa się pod studenta Hogwartu. Ani że nie masz żony. - Mrugnął wesoło do swojego partnera, oficjalnie przechodząc już na żartobliwy ton. - Byłoby łatwiej jakbyś po prostu przyznał, że pracujesz dla rządu i twoja przeszłość to folder „classified”...
Nie spodziewał się kolejnej historii - dokładnie tak prostej i normalnej, o jaką mu chodziło. Uśmiechnął się szerzej, z rozczuleniem, a jego serce zabiło kilka razy szybciej. To była bardzo trudna gra - zachęcać Clarke’a, ale go nie płoszyć.
- Ej, jak byłem mały, to bałem się skrzatów - wypalił bez zastanowienia. - Znaczy w sumie ledwo to pamiętam, ale no. Byliśmy wtedy na dłużej w domu iii sąsiedzi mieli skrzata domowego, który był okropny. Strasznie stary i taki nieprzyjemny. Nakrzyczał na mnie kiedyś - groził mi! -  jak przechodziłem przez ich ogród i od tamtej pory się go panicznie bałem. Oczywiście wszystkie skrzaty uznałem za złe, bo żadnych innych nie znałem.... Przeszło mi po kilku miesiącach, jak nas sąsiedzi do siebie zaprosili na obiad. Zagadałem skrzata, przeprosiłem go za tamto łażenie i... no i w sumie tyle. Wciąż był nieprzyjemny. - Gryfon zrobił smutną minkę, podnosząc się do pozycji siedzącej. Cóż, ta koszula nie była zbyt wygodna, a bezrefleksyjne wylegiwanie się należało do przywilejów osób chorych. - Byłem cudownym dzieckiem, mówię ci. Swoją drogą - Dreama uwielbiała tego skrzata i o niczym nie wie - dźgnął Ezrę ostrzegawczo, tym razem już wstając i podążając do szafy, żeby się przebrać. - Jadłeś coś w ogóle? - Zainteresował się, w domowych ubraniach kierując kroki do kuchni. Po drodze zgarnął Nieve i posadził ją sobie na ramionach, za co nagrodziła go zadowolonym pomrukiwaniem.

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1004
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1681
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Lut 05 2018, 17:51

- Ty mi się tak podobasz, że mogę się ostatecznie trochę poświęcić - poprawił go z uśmiechem, choć rzeczywiście ta mała obietnica musiała poczekać na spełnienie ze względu na chorobowy czas Ezry. Być może to stan podgorączkowy tak na niego działał; była szansa, że po powrocie do formy, całkowicie zapomni o składanych zapewnieniach.
Nawet jeśli dobre serduszko było na wykończeniu, Ezra czerpał z niego tyle, ile mógł. Mimo wszystko Krukon nie musiał zbyt często wykręcać się od odpowiedzi, bo w gruncie rzeczy prawie nie wchodzili z rozmową w dane rejony. O wiele częściej poświęcali uwagę sprawom i problemom Leo. Ezrze, jako doskonałemu słuchaczowi, bardzo to odpowiadało.
- Dziękuję? - Uniósł jedną brew na ten odwrócony komentarz. Czas zmieniał wiele sytuacji, często złe przeinaczał w dobre. Cały ten ciąg przyczynowo-skutkowy prowadził do konkretnych zdarzeń, zatem nawet tych czasem żenujących i przykrych wspomnień Ezra nie potrafił do końca żałować.
- No, troszkę groźny. Miałbyś swoje momenty, gdybyś nie był taką przytulanką - Właśnie dlatego, że nie mieli jeszcze żadnego wypadku, Ezra zdawał się kompletnie zatracać rozsądek. Duże psy również miały zęby, choć co prawda nieco mniejsze; sam Leo jednak przyznał się do posiadania kotowatego pupila w Afryce, a ów lew nie posiadał w sobie krzty człowieczeństwa. Ezra wiedział, że Gryfon nie zamierzał wykorzystać nowych atrybutów do skrzywdzenia go, tak jak i on nie używałby hipnozy do odebrania swojemu chłopakowi woli, nieważne jak bardzo sytuacja by go do tego kusiła. Zaświadczeniem jego dobrej woli było chyba to, że wcale aż tak się nie spieszył z nauką, która wymagała zagłębienia się w nieco mroczniejsze rejony magii. W końcu hipnoza nie była umiejętnością najbardziej pasującą do miłych ludzi.
Zaśmiał się otwarcie, natychmiast zatykając Leo usta, przez co połowa jego wypowiedzi natknęła się na barierę dłoni Ezry. Słowa, choć o stłumionym wydźwięku, i tak przemknęły pomiędzy jego palcami.
- Shhh, nie mów tego głośno. Ściany mają uszy - Odciągnął dłoń powoli, za to przysuwając się do chłopaka, jakby chciał powierzyć mu jakiś ogromny sekret. Jego oczy połyskiwały rozbawieniem; zdecydowanie po tak długim czasie samotności bawiło go to bardziej niż powinno. - Masz rację, tak naprawdę jestem złodziejem-metamorfomagiem i to nie jest moja prawdziwa twarz, bo nie chcę zostać rozpoznany. Ale nie mam żony. To tylko narzeczona, spokojnie - zniżył głos do prawie niesłyszalnego szeptu, wymawiając słowa niemal w usta chłopaka; tylko milimetry dzieliły ich, aby trącał przy tym wargi partnera. - Ale wciąż mnie kochasz?
Przemycił w tym wszystkim jeden prawdziwy aspekt, w tym otoczeniu bzdur zapewne ciężki do odnalezienia. Był to jednak jakiś sposób na szczerość, czyż nie? Szybko jednak mogli temat porzucić, by zająć się rozczulaniem odnośnie Leo bojącego się skrzatów.
- Nieustraszony Gryfon wyrósł ze strachliwego lwiątka, no proszę - zaśmiał się, choć rzeczywiście skrzaty mogły być przerażające. Szczególnie kiedy jeszcze nie odrosło się bardzo od ziemi. - Nie, mój skrzat był taki malutki - Pokazał mu odległość pomiędzy swoim palcami. - bo wtedy jeszcze nie wiedziałem, że jestem czarodziejem i nie znałem tych prawdziwych. Jego byś polubił - zapewnił go, obserwując chłopaka uważnie, kiedy zaczął się podnosić i przebierać. Było to takie ściągnięcie do rzeczywistości po tym zagłębieniu się we wspomnienia. - Hm, no, coś tak - zbył go, nie chcąc się spowiadać z niezbyt wyszukanych nawyków żywieniowych.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1534
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1548
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Lut 26 2018, 22:05

Nie było nic bardziej nieznośnego, niż za duża ilość odznak prefektów. Leonardo z całego serduszka kochał ogromną, basenową wannę ulokowaną w Łazience Prefektów, niestety nie z każdym udawało mu się żyć w takiej symbiozie, jak z Fire. Koniec końców powinien się cieszyć, że nie wpadał już w drzwiach na Courtney, albo że nie miał ochoty wywrócić oczami na widok Bridget; niestety wyczucie czasu wiecznie miał beznadziejne. Kiedy tylko udawało mu się znaleźć jeden wieczór na odrobinę lenistwa, to samo robili wszyscy odznaczeni połyskującymi plakietkami.
Jako prawdziwie wodne stworzenie, Vin-Eurico nieszczególnie potrafił sobie wyobrazić odpoczynek bez długiego prysznica (lodowatego bądź parzącego, kwestia chwili), albo relaksującej kąpieli. Skoro na korytarzu dowiedział się o swoim wadliwym pomyśle, bez zastanowienia skierował kroki prosto do mieszkania w Hogsmeade, olewając notatki z run pozostawione w Pokoju Wspólnym Gryffindoru. Nie chciał się już uczyć, ani czytać o nowych drinkach, ani nawet patrzeć na jakieś zdjęcia. Chciał po prostu zanurzyć się w wodzie i zapomnieć o wszystkim, co mogłoby przynieść choćby odrobinkę stresu. Tak więc postąpił, a skoro Ezry jeszcze nie było, to nie musiał nawet tłumaczyć, skąd taki nagły napad lenistwa. Chyba po prostu wszystko skumulowało się i osiadło nieprzyjemnie na barkach Gryfona, powodując bolesne spięcia. Na całe szczęście nie było to nic, czego nie mogła uleczyć gorąca woda z odrobiną piany i silnie pachnącym pomarańczowym olejkiem, przepełniająca po brzegi wielką wannę. W takiej konfiguracji beznadziejnie łatwe było przymknięcie powiek i stopniowe odpływanie...

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1004
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1681
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Lut 27 2018, 00:22

Posiadanie niemal na własność - bo dzielenie jej z zaledwie siódemką innych prefektów to praktycznie nie było dzielenie się - ładnej i dużej łazienki z przestronnym basenem i chyba milionem kurków wypełnionych żelami, zapachami i innymi płynami, o których przeznaczeniu nawet nie wiedzieli, musiało być katorgą. Leo chyba już nie pamiętał kolejek tych setek szaraczków, do których sam kiedyś należał. To dopiero potrafiło trwać wieki! Ale co ten luksus robił z postrzeganiem rzeczywistości...
Całe szczęście, że Leonardo nie był skazany na kąpiele w towarzystwie własnej byłej oraz ex-dziewczyny obecnego chłopaka, ale mógł dokonać wyboru i wrócić do najbardziej komfortowego miejsca na ziemi - własnego mieszkania. O tym właśnie marzył Ezra cały dzień, od chwili gdy przekroczył próg mieszkania, aby zmierzyć się z całym złem tego świata; tragiczną pogodą, książkami i koniecznością socjalizacji z innymi ludźmi.
Cisza, która zastała go po powrocie była... Mało domowa, choć coraz częstsza. Jedynie pupile na moment zleciały się, robiąc zgiełk i ciesząc się widokiem Ezry, jakby nie widziały go co najmniej miesiąc. Wytarmosił je dokładnie, ale w tym wszystkim brakowało mu jeszcze jednego źródła hałasu. Widział na wieszakach ubrania Leo, więc przypuszczał, że Gryfon zaszył się gdzieś w kącie; posiadanie jednopokojowego lokum pomagało skutecznie wykluczyć większość kryjówek.
Bez pukania wszedł do wypełnionej zapachem pomarańczy łazienki i właśnie tam zastał swoje słoneczko - bardzo zmęczone słoneczko. Ezra uśmiechnął się, przykucając blisko przy wannie i zanurzając dwa palce w ciepłej wodzie, którą zaraz łagodnie chlapnął po policzku Leo.
- Cześć - mruknął, uśmiechając się czule i chwilkę jeszcze tak przy nim siedząc. Spokojnym wzrokiem sunął po twarzy Leo, przypominając sobie wszystkie znane mu rysy, a potem odnajdując wszelkie zniekształcenia spowodowane gorszym humorem, zmęczeniem czy naturalnymi niedoskonałościami. Zaraz dopiero podniósł się, aby podejść do przepełnionych i zabałaganionych szafeczek. - Nie widziałeś jakiegoś kremu do rąk? Przysięgam, że ta pogoda tak mi wysusza skórę... - Potarł dłoń, niezadowolony z szorstkości powierzchni skóry. Gdzie się podziały wszystkie balsamy, kiedy były potrzebne?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1534
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1548
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Lut 27 2018, 00:42

Cóż, posiadanie dostępu do pewnego rodzaju luksusów wymagało wykorzystywania ich - Leo był tylko człowiekiem, dobra? Nie chodził do Łazienki Prefektów zbyt często, zwykle po prostu nie mając czasu na takie zabawy. Raz na jakiś czas trzeba było jednak zanurzyć się w przepełnionej kolorowymi bąbelkami wodzie, tak dla odstresowania po czujnym pilnowaniu młodszych Hogwartczyków... Bo przecież, oczywiście, każdy prefekt to wzór do naśladowania. Słodka Morgano, miej w opiece biednych Gryfonów.
Prawdę powiedziawszy, chłopak kompletnie nie mógł sobie wyobrazić, jak funkcjonował bez własnego mieszkania; z natury nie robił problemów o dłuższe przesiadywanie w łazience, czy pałętanie się po nocy w dormitorium, a jednak prywatność to prywatność. Nawet najbardziej towarzyscy ludzie ostatecznie musieli przyznać, że chwile tylko dla siebie są niezwykle cenne... Inna sprawa, że Gryfon z pewnością nie zdecydowałby się na mieszkanie w pojedynkę. Jego samotność zakładała obecność Ezry, oczywiście. Szkoda tylko, że nie zarejestrował tej zmiany, gdy Krukon wszedł do mieszkania; Leo nie zamierzał tego przyznać, ale najzwyczajniej w świecie przysnął. Ocknął się dopiero w momencie, w którym jego chłopak wszedł do łazienki - mruknął rozleniwiony na to drobne chlapnięcie. Dzięki Merlinowi za magię, która pozwalała utrzymać temperaturę w wannie praktycznie niezmiennie idealną.
- No czeeeść - zdusił ziewnięcie, uśmiechając się zaraz do Clarke'a. Osunął się trochę bardziej pod wodę, znowu przymykając powieki, acz teraz już bez ulegania pokusom Morfeusza. Skoncentrował się na dźwiękach przekładanych po szafkach drobiazgów. Skąd im się w ogóle namnożyło tyle rzeczy? Był niemal pewien, że nie używali większości. - Mmm, widziałem. Na drugiej półce - pokierował, dodając do tego mało precyzyjne machnięcie ręki; kilka kropel wody wylądowało na podłodze, ale Leo zupełnie się tym nie przejął. Wręcz przeciwnie, bowiem wywiesił rękę poza obszarem wanny. Wyczuwał kontrast i być może to ten chłód pomógł mu w końcu nieco się ożywić. - Ejjj, podaj mi moją torbę... - Pomógł z kremem, prawda? - Pokażę ci coś - dodał, aby wzbudzić ciekawość wychowanka Ravenclaw i tym samym zachęcić go do spełnienia prośby.

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1004
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1681
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Lut 27 2018, 07:59

Może i posiadał zdolność bezbolesnej adaptacji do nowych warunków, ale trzeba było przyznać, że teraz łatwo nie oddałby możliwości, które dawało mu mieszkanie na własność, nawet jeśli przez te wszystkie lata w Hogwarcie żyło mu dobrze. Zdecydowanie prostsza byłaby dla niego całkowita rezygnacja ze współlokatora niż powrót do czasami przeludnionych dormitoriów. Ale oczywiście najlepsza była opcja, kiedy nie musiał wybierać pomiędzy tak skrajnymi scenariuszami. Gniazdko, które uwili sobie z Leonardo jak na razie wydawało się być zadziwiająco trwałe.
- Ciężki dzień? - zapytał, widząc to urocze ziewnięcie. (To chyba świat się kończył, że jeszcze nie było późnej nocy, a Leonardo już był zmęczony.) Zresztą, taki gwałtowny spadek energii był normalny, bo w ich wieku sen przez większość czasu schodził na dalszy plan - odeśpią, jak się zestarzeją, racja? - Druga półka, druga półka... O, jest. Dzięki kochanie. - Wzięcie kremu spowodowało poruszenie innych opakowań, które przez nieuwagę i chwilową niezdarność Ezry poleciały na podłogę, rozpryskując maź. Całe szczęście że nie były szklane... Westchnął ciężko, nachylając się, aby przywrócić względny porządek. (To w ogóle mogła być jego wina, że posiadali aż tyle kosmetyków. Ezra momentami miał zbyt lekką rękę w wydawaniu pieniędzy...)
- Już, już - zgodził się, zostawiając własną zdobycz, a idąc na poszukiwania torby Leo. Wcale nie potrzebował większej zachęty niż zwykła świadomość spełnienia prośby jego chłopaka, zdarzały mu się takie drobne akty życzliwości, naprawdę. Przysiadł potem ponownie koło wanny, czekając z zainteresowaniem na to, co miał mu do pokazania Leonardo. Może jakieś W z eliksirów?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1534
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1548
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Lut 27 2018, 12:26

Leo uwielbiał być zajęty. Nuda się go nie trzymała, zawsze miał w zanadrzu jakieś plany, a dwie prace, nauka i czasochłonne hobby, jedynie mu to ułatwiały. Oczywiście, dalej pamiętał o regularnym zagospodarowywaniu wolnego czasu dla swoich bliskich (ekhem, Ezra), z tego również nie potrafiąc zrezygnować. Ostatecznie jego dni przepełnione były aktywnością zarówno fizyczną jak i psychiczną - nie trzeba chyba dodawać, że gdy spał, to jak niedźwiedź podczas największych mrozów. Mruknął potakująco na pytanie swojego chłopaka, nawet nie wiedząc od czego zacząć; ten dzień nie był zły i nie o to chodziło. Leonardo cieszył się, kiedy wyczerpywały mu się baterie i w końcu mógł nacieszyć się chwilą klasycznego relaksu.
- Pomagałem znajomemu przed zawodami - przeciągnął się leniwie, czując zakwasy spinające całe ciało. - I siedziałem nad tymi cholernymi runami od momentu, w którym wyszedłem z Luny - łagodne skrzywienie mogło zapewnić Ezrę, że było to dawno temu. Gryfon odpłynął nieco z opowieścią, przechodząc na to jak trzecioklasiści prawie zdemolowali dormitorium, a przy okazji niemal nieświadomie zmienił język na swój ojczysty. Bardziej oczywistego znaku dla Krukona już chyba być nie mogło - oficjalnie nie był zobowiązany do słuchania przeciętnie entuzjastycznego trajkotania Leosia. Clarke miał przy tym ważniejsze rzeczy to robienia, bo odnalazł krem i zamiast tryumfu spotkał go przymus sprzątania; Leo chętnie by pomógł, ale za dobrze leżało mu się w wannie. Pozostał biernym obserwatorem, cierpliwie czekając aż Ezra ze wszystkim się upora, a potem przywołując na usta szeroki uśmiech. Wychylił się trochę, by móc swobodnie pogrzebać w torbie, a przy okazji cmoknął swojego chłopaka w kącik ust - tylko dlatego, że mógł.
- Spotkałem się z tym fotografem, z którym byłem w Barcelonie - wyjaśnił, w końcu wydobywając na wierzch teczkę. - Chciał mi pokazać, co planuje zrobić z tymi zdjęciami... - Podał plik Ezrze, wbijając w niego wyczekujące spojrzenie. Zdjęcia były naprawdę ładne, bo pomijając już amatorskie starania Leo, sceneria robiła swoje. Na samym końcu znajdowało się jednak najważniejsze, do którego Krukon musiał się jak najszybciej dokopać. Zaklęta fotografia, wymuszająca poruszanie się obrazu tylko zgodnie z zachowaniem podczas sesji, została elegancko obrobiona i ozdobiona kilkoma fragmentami artykułów, a także tytułem czasopisma „Czarownica”...
Subtelny przedsmak tego, co pojawi się na marcowej okładce magazynu.

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1004
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1681
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Lut 28 2018, 07:07

W ten sposób można było się zajechać. Ezra starał się w żaden sposób nie krytykować życiowych wyborów Leonardo i nie prawić mu życiowych morałów, że mógłby sobie czasem odpuścić; Clarke wiedział, że sam by takiej opinii nie posłuchał. Jednocześnie jednak nie miał serca wyciągać go z domu, nawet kiedy faktycznie mieli czas dla siebie, a przecież Ezra był typem osoby, która swoją miłością lubiła obdarzać w nadmiarze i często materialnie. Drażniło go, kiedy nie mógł tego robić, a od Walentynek nie udało im się nigdzie wyrwać z powodu niedomiaru godzin w dniu. A wtedy i tak była to kwestia okazji, której nie dało się ignorować.
- Nie wiem, co ty widzisz w tych runach - skomentował, przypominając sobie lekcję, na którą przypadkiem ostatnio zawędrował. I jego stosunek do przedmiotu nie uległ absolutnie żadnej zmianie - jedynie dowiedział się, że chodziła na nią sympatyczna koleżanka. - Nudna wersja nauki języka... - Właściwie nie miał nic przeciwko samym runom, a raczej nie przepadał za nauczycielem, który jego zdaniem gasił wszelką pasję w uczniach. Było mu aż żal Leonardo, że siedział nad tym przedmiotem i siedział, żeby zyskiwać dobre wyniki, a Edgar nie był zbyt doceniającym nauczycielem.
Choć Ezra zajął się poszukiwaniem kremu, nie opuszczał nawet jednego hiszpańskiego słowa, które wypowiadał Gryfon - dzięki Merlinowi, za jego wielozadaniowość. Co prawda większości nie rozumiał, wyłapywał jedynie kontekst oraz samo piękne brzmienie wypowiedzi. Trzeba było przyznać; Leonardo mówiący w ojczystym języku był więcej niż pociągający.
Uśmiechnął się na ten mały pocałunek w kącik ust, ale żartobliwie chłopaka odgonił i gestem pospieszył do pokazania tajemniczej zawartości teczki. Ezra wysłuchał już szczegółowej relacji swojego chłopaka z pobytu w Barcelonie, ale czym innym było zobaczenie na własne oczy efektów tej pracy. Niespiesznie przeglądał zdjęcia, interesując się każdym szczegółem i je komentując - czasem ze zwyczajnym podziwem, czasem rozśmieszony, czasem trochę przyjacielsko kąśliwy. Dodatkowo zdjęcia czarodziejskie były specyficzne, bo zaklinały w sobie ruch, zatem obejrzenie ich w dokładny sposób wymagało dodatkowego skupienia.
- Ty to masz tam wakacje, a nie pracę, Piękny - skomentował, kręcąc głową na taką niesprawiedliwość. Wystarczała piękna buzia i Leo był ustawiony na najbliższe lata. Przerzucił na ostatnie zdjęcie i dopiero wtedy ostatecznie go zatkało. - Wow - sapnął z podziwem, przeskakując wzrokiem na rzeczywistego Gryfona. - Czyżbym miał zaszczyt być chłopakiem nowej sławy? Bo ja taki na to nieprzygotowany, nieubrany...   - zaśmiał się, układając dłoń na policzku Leo i przyciągając go do krótkiego, ale czułego pocałunku. Nie sądził, aby musiał wyrażać słowami, jak ogromna duma go z tego powodu go rozpierała; wszystko i tak wyryte było w jego oczach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1534
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1548
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Lut 28 2018, 12:20

Dobrze, że Ezra nie werbalizował swojej frustracji, bo niewiele by się zmieniło - poza zjadającym go od wewnątrz poczuciem winy. W końcu jemu też zależało na spędzaniu wspólnie czasu, a był pierwszym chętnym do jakichkolwiek wyjść; jego wymarzoną randką nie było wylegiwanie się w łóżku po całym dniu ganiania. Czekał zatem jedynie, aż znudzi mu się obecny stan rzeczy, aż zmęczy się napiętym grafikiem, aż zostanie zmuszony do wprowadzenia kilku poprawek.
- Nigdy nie lubiłem run - przyznał, co mogło brzmieć trochę zabawnie w kontekście tego, jak dużo czasu spędzał ostatnio z podręcznikiem. - Ale jakoś mi się szkoda zrobiło, jak przestałem na nie chodzić. To chyba kwestia przyzwyczajenia - wzruszył lekko ramionami. Na zajęcia poszedł dopiero do swojego dawnego nauczyciela - i to też nie od razu. Potrzebował impulsu w postaci podpadnięcia mu i zarobienia szlabanu. Jakimś cudem nie obchodziły go pochwały, bo po Fairwynie nie spodziewał się docenienia; u niego sukcesem było bezpieczne przemykanie. Coś w jego paskudnie równym traktowaniu uczniów trafiało do Vin-Eurico. - Nie wiem, stęskniłem się za Fairwynem. Tyle mnie dręczył w Tecquali, to czemu nie w Hogwarcie?
Cóż, Ezra miał niezwykłą możliwość osłuchania się z językiem, którego próbował się nauczyć - Leo nawijał kiedy tylko mógł. Niekiedy sam orientował się, że mówi zbyt zawile lub szybko, zawsze wtedy próbował trochę wyjaśnić i zwolnić. Nie był pewien czy to pomocne, gdy zaczynał mieszać dwa języki, ale... Jakoś sobie radzili, nie? Przynajmniej Gryfon nie miał jak robić Ezrze wyrzutów, że „przecież ci o tym mówiłem”.
- Trochę... - Nie było to w pełni prawdą, bo nawet coś tak „banalnego” stawało się bardziej skomplikowane. Pewnie, miał szczęście, ale fotograf nieźle go wymęczył. Z drugiej strony fajnie cierpieć w Barcelonie. Leo nie zerkał nawet na zdjęcia, obserwując tylko reakcje Clarke’a - żadne złośliwości nie mogły go teraz przybić, za bardzo się cieszył. Przygryzł dolną wargę, próbując trochę pohamować entuzjazm. - Nie no, bez przesady... Zobaczymy, co z tego wyjdzie. To jedna okładka. - Zaśmiał się, milknąc dopiero przy pocałunku. Przesunął się tak, że trochę wody uciekło z drugiej strony wanny, ale kto by się tym przejmował!
- Mógłbyś być bardziej nieubrany - mruknął niewinnie, dla podkreślenia swoich słów rozpinając górny guzik jego koszuli. Odsunął się zaraz, przeczesując palcami włosy i znów przywołując na twarz uśmiech.

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1004
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1681
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Mar 02 2018, 07:42

Były to odważne słowa, jak na kogoś, kto tak się do tych zajęć przykładał. Ezra na przykład nie lubił historii magii - i nie pojawiał się na lekcjach, a prace domowe pisał w wybitnie bezczelny sposób (nie żeby innych nie, ale akurat ten przedmiot dawał ogromne pole do popisu).
- Jesteś masochistą, Leonardo - zawyrokował Ezra, cicho tylko się śmiejąc. Skoro jednak Vin-Eurico dawał sobie ze wszystkim radę, to jak najbardziej ten przypływ ambicji doceniał. Już nie mówiąc o tym, że chcąc nie chcąc i on się czegoś uczył. (Bardzo nie chcąc.) Zresztą, czy rzeczywiście w tym momencie którykolwiek z nich miał ochotę rozmawiać o runach, o szkole i o Edgarze Fairwynie? Bo zdaniem Ezry te tematy powinni pozostawić na wycieraczce przed drzwiami.
Czasami myślał nad zakupem tłumaczek - niby prosty przyrząd, a zdecydowanie ułatwiłby im komunikację w momentach, kiedy Leonardo nie miał siły szukać angielskiego słowa idealnie oddającego hiszpańskie znaczenie. Lub na odwrót, kiedy Ezra używał jakiejś trudniejszej składni zdaniowej. Potem jednak upominał się, że był to przyrząd potęgujący lenistwo i zgodnie z ludzką naturą Ezra szybko by się do nich przyzwyczaił, a to i kompletne zatracenie umiejętności językowych dzielił tylko mały kroczek.
- Przestań być skromny. To aż jedna okładka. My, przeciętni śmiertelnicy możemy sobie tylko o tym pomarzyć. - Nie lubił tego, jak Leonardo bagatelizował wszystkie sukcesy zamiast się nimi pełnoprawnie cieszyć. Skoro dopiero zaczynał swoją karierę, a już był na okładce, to dlaczego miałby nie wybiec myślami na drugą, trzecią... W żaden sposób nie były to groźne ani zbyt śmiałe wyobrażenia, a mogły nieźle podbudować pewność siebie. - Ja tam się nie mogę doczekać, aż wpadnie ci jakaś żenująca sesja, z której będę się mógł śmiać jeszcze za trzydzieści lat. -  Modele byli dziwnymi stworzeniami; na pewno nie wiedzieli czym jest wstyd. I cóż, Leonardo choćby dzięki temu wpasowywał się w towarzystwo idealnie. - Ale pamiętaj, zero sesji rozbieranych. To należy wyłącznie do mnie -  przypomniał Leonardo, mierząc go trochę zaborczym spojrzeniem i właściwie dziwiąc się sobie, że wciąż pozwala, aby rozdzielała ich wanna. Zaśmiał się zatem, podchwytując tę udawaną niewinność i wolno kontynuując rozpinanie guzików.
- Mógłbym... A zrobisz tam dla mnie trochę miejsca?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1534
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1548
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Mar 02 2018, 19:25

Akurat masochizm faktycznie można było Gryfonowi zarzucić, co więcej - nie tylko w kontekście chodzenia na zajęcia ze starożytnych run. Chyba każda osoba trenująca sztukę walki miała w głowie coś przestawionego, bo ludzie przecież z natury nie szukali wcale bólu... A do tego dochodziła jeszcze Leosiowa niechęć do przeprowadzania poważnych rozmów i przekładanie ludzkich potrzeb i pragnień ponad swoje. Koniec końców mieszanka wychodziła całkiem zapłakana, zakompleksiona i w ogóle za. Ale jakoś sobie egzystował, prawda? I nawet większość czasu wydawało mu się, że jest szczęśliwy...
Tłumaczki były idiotycznym pomysłem, z tym Vin-Eurico musiał się zgodzić. Ani to wygodne, ani edukacyjne... No i po prostu psuło magię języków obcych. Fakt faktem, czasami każdy miał dość i miał ochotę na drobne ułatwienie; Leo doskwierało to zdecydowanie za często, jak na ilość lat spędzonych przez niego w Wielkiej Brytanii. Wciąż czasem nie miał pojęcia o czym ktoś mówił, a żarciki językowe... Cóż, śmiał się z grzeczności. Przynajmniej tyle.
- Chodź tu, mój przeciętny śmiertelniku - przewrócił oczami, wymuszając jeszcze jeden pocałunek. No cieszył się, cieszył. Unikał zbędnej nadziei, której stracenie mogło zmiażdżyć serduszko - ale cieszył się, uśmiechał i szukał dumy w zielonych tęczówkach Ezry, bo ona tylko go napędzała. Kwestię żenujących sesji pominął, bo niestety miał pewność, że taka się w jego portfolio pojawi; chyba musiała, prawda? O ile zamierzał ciągnąć tę "karierę" jak najdłużej, to wydawało się to nieuniknione. Wyszczerzył się zamiast tego jeszcze bardziej. - Wiesz, na początku na tej sesji miałem koszulę. Dopiero po kilku zdjęciach doszedł do wniosku, że tak będzie... lepiej - prychnął cicho, z odrobiną niedowierzania. Cóż, cała idea modelingu skupiała się na cielesności człowieka i przekazaniu jej w odpowiednio głęboki sposób - w gruncie rzeczy chyba bardziej cieszyło go podziwianie sylwetki, niż twarzy. Większy wpływ miał na wygląd swoich mięśni, niż kształt nosa (znaczy, miał go wielokrotnie złamanego, więc...). - Wyłącznie do ciebie... - przytaknął, czując jak przyjemne ciepło rozlewa się po jego ciele pod wpływem tego spojrzenia; po co gorąca woda, skoro wystarczał Ezra?
- Dla ciebie zawsze znajdzie się miejsce, słońce - zapewnił Krukona, z zadowoleniem obserwując jak pozbywa się ubrań; gotów był oczywiście faktycznie się przesunąć, zależnie od poczynań Clarke'a. A najchętniej to po prostu wciągnąłby go na siebie, więc...

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1004
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1681
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Mar 24 2018, 12:06

Dopóki nadawali na tych samych falach to nawet zupełnie różne języki nie były dla nich przeszkodą. Ostatecznie bardzo dobrze szło im przecież komunikowanie się pozawerbalne, jeśli sens słów gdzieś uciekał. Tak naprawdę trudniejsze było to dla Leo niż Ezry, w końcu niesprawiedliwie faworyzowali język angielski w rozmowach i to Vin-Eurico musiał szukać odpowiednich słów do wyrażania swoich myśli.
- To, że ja się mogę tak nazywać, nie znaczy, że ty też - upomniał go ze śmiechem, nie protestując kolejnym pocałunkom. - Mm, ten fotograf wiedział, co dobre.
Ezra nie znał się na modelingu, nie znał się nawet na pozowaniu do zdjęć - ładnym pozowaniu do zdjęć. O ile teatralna scena wydobywała z niego naturalność, o tyle obiektyw aparatu sprawiał, że czuł się nie na miejscu. Co innego działo się w przypadku Leonardo. Dla Ezry nie miało znaczenia, czy do podziwiania dawano mu twarz chłopaka, czy też jego sylwetkę. I tak mógłby chłonąć wzrokiem każdą rysę na jego ciele godzinami.
Odrzucił koszulę i podniósł się z ziemi, żeby pozbyć się także spodni. A wtedy w szybę okna z ciężkim plaśnięciem uderzyła pierzasta postać. Ezra aż podskoczył zaskoczony (po co im było okno w łazience?) i przez chwilę wahał się co zrobić. Sowa jednak niezrażona wbijała w niego swoje świdrujące spojrzenie i stwierdził, że niezręcznie byłoby się przed nią rozbierać.
- Zrobi się zimno - ostrzegł chłopaka, otwierając okno i wpuszczając ptaka do pomieszczenia. Sowa przysiadła na umywalce, czekając aż Ezra odepnie list z jej nóżki, a następnie wypuści ją do reszty mieszkania, żeby mogła odpocząć po locie. - To moja mama. Czytanie listu od mamy przed seksem w wannie to chyba strzał w kolano - zaśmiał się, chcąc już odłożyć kopertę na bok. Wtedy jednak zauważył, że pismo było dosyć rozedrgane. Zmarszczył brwi, a jego postawa nieco się zmieniła. Wyciągnął list, który pokryty był śladami łez na chaotycznym piśmie. Jeśli Leonardo chciał coś powiedzieć, Ezra natychmiast uciszył go gestem ręki.
Z każdym przeczytanym słowem czuł, że się rozpada - w proch, w nicość, rozpada się sam w sobie. Nie miał pojęcia jaki koloryt emocji przeszedł przez jego twarz, ale jedno było pewne, w jednym momencie otworzył się w nim ból, który odczuwał po każdej ranie zadanej jego rodzinie, przerażenie i troska. I nienawiść. I rozpacz. I rozżalenie. I złość... Zachwiał się lekko na nogach i aż musiał podeprzeć się o umywalkę, żeby nie upaść. Przesunął rozbieganym spojrzeniem po pomieszczeniu, ale jakby żaden bodziec do niego nie docierał. Przed oczami stanęła mu twarz Felicity, bezbronnej Felicity. Dlaczego ktoś chciałby ją skrzywdzić? Dlaczego ktoś ją skrzywdził?
- Powinienem być zawsze obok - tchnął cicho, bez żadnego kontekstu w stronę Leonardo i dopiero wtedy się otrząsając. Jego dłonie nerwowo drgał, a na twarzy było widać tyle zranienia, jak nigdy wcześniej. - Muszę... Nie wiem, kiedy wrócę... Potrzebują nie tam, przepraszam. - Bez żadnego tłumaczenia po prostu wyszedł, łapiąc kurtkę i raz po raz wracając do feralnego listu...
Powinien być zawsze obok.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1534
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1548
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Mar 24 2018, 23:24

Leo skoncentrował się na swoim chłopaku do tego stopnia, że w ogóle nie zwrócił uwagi na sowę dobijającą się do okna - nie miał pojęcia z jakiej racji Ezra uznał, że sprawdzenie tego fenomenu miało sens. O wiele lepiej byłoby po prostu zasunąć firanki... Ale Gryfon westchnął tylko ostentacyjnie, czekając aż jego partner zaspokoi ciekawość i zostawi pocztę w spokoju. Na chłodny powiew wiatru tylko wzdrygnął się odrobinę, wsuwając bardziej pod ciepłą taflę wody.
- Moim zdaniem powinieneś już być w wannie, ale... - Urwał, marszcząc brwi i wpatrując się w Krukona bez zrozumienia. No dobra, on też był bardzo związany z rodziną, ale Clarke sam zauważył, że nie było to zbyt taktowne. Leo powstrzymał się od kolejnego westchnięcia, choć z jego twarzy można było wyczytać prawdziwe niezadowolenie. - Tak, no, czytaj. Tak też można - wybełkotał, trochę bardziej sam do siebie. I przez chwilę nawet chciał udawać, że ma wywalone... A potem zorientował się, że rzeczywiście coś musiało się wydarzyć. Miał nawet na tyle taktu, by Ezrze nie przerywać, a jednocześnie pozmieniać trochę swoich planów. Wyszedł cicho z wanny, odnajdując ręcznik i zawiązując go sobie na biodrach; podszedł zaraz do Ezry, chcąc dopytać, czy wszystko w porządku.
Wyciągnął do niego rękę, niezbyt rozumiejąc co się dzieje... I nie miał szansy zrozumieć, bo Krukon zaraz wyszedł, wyraźnie zszokowany i przejęty. Rzucił jakimiś przeprosinami, ale one nawet nie dotarły do Leo, bo bez kontekstu nie miały żadnego znaczenia. Nie denerwował się, oczywiście, bo chodziło o rodzinę - a rodzina była ważna. Nie miał prawa swojego partnera zatrzymywać i zmuszać do wyjaśnień. Jedyne prawo, jakie miał, to siedzieć w tym chrzanionym mieszkaniu i się martwić.

/zt

______________________

One little lesson


is gonna lead to more.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1096
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1733
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Mar 25 2018, 20:44

Bridget siedziała w swoim pokoju, rozłożona na łóżku, a wokół niej leżały rozrzucone na prawo i lewo papiery. Zajmowała się właśnie ćwiczeniami z francuskiego. Część z nich była od Basila, drugą część sama sobie zorganizowała, pytając w bibliotece o coś do nauki języka. Chciała zrobić jak największe postępy i faktycznie się temu poświęcała. Oczekiwanie na informacje od Basila o terminie kolejnych zajęć wydawało się trwać wieki, zupełnie jakby mężczyzna zwlekał z lekcją specjalnie. Co jeśli nie będzie chciał jej uczyć? Dał jej do zrozumienia, że wydarzenia z pierwszego spotkania w żaden sposób na to nie wpływają, a mimo tego Bridget się martwiła.
Jej skupieniu nie pomagał również fakt, że zza ściany dobiegały ją jakieś głośne dudnienia oraz że okno w mieszkaniu obok było otwarte. Jej sąsiedzi najwyraźniej postanowili urządzić sobie kolejną zabawę lub po prostu posłuchać muzyki zdecydowanie zbyt głośno jak na standardy tej kamienicy. Nie przejmowałaby się tym faktem, gdyby nie to, że naprawdę chciała się uczyć. Jednocześnie bardzo nie chciało jej się ruszać z miejsca, toteż wymyśliła sobie bardzo... cóż, zmyślny sposób, w jaki zamierzała dać do zrozumienie Ezrze lub Leo, że niezbyt podoba jej się trzęsienie ścianami o tej godzinie. Wyciągnęła z szafki przy łóżku uszy dalekiego zasięgu - dawniej kupiła je dla Clary, lecz okazało się, że cwaniak zdobył je na własną rękę (jak?) i te leżały sobie teraz u Bridget w pokoju. Zaczęła rozwijać sznur, wysyłając część zakończoną uchem przez uchylone okno i przeprowadzając je do sąsiedniego okna. W środku chichotała, wyobrażając sobie minę chłopaków, gdy zobaczą zakradające się ucho zza szyby.
- Kochani, moglibyście trochę ściszyć? Nie słyszę własnych myśli - powiedziała do drugiego końca, oczekując, że niedługo dudnienie za ścianą ustanie.

@Ezra T. Clarke

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1004
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1681
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Mar 29 2018, 10:46

Próbował zastosować technikę zwaną "zagłuszaniem myśli"; Ezra miał zbyt wielką wprawę w dostosowywaniu się do sytuacji i uciekania od niechcianych myśli, żeby całkowicie poddać się złemu nastrojowi. Pierwsze dni były ciężkie, przepełnione mieszanymi emocjami i przeraźliwą ciszą ze strony Krukona. Humor Ezry proporcjonalnie zmieniał się z humorem Felicity - dopóki jego siostra trwała w powypadkowym szoku i uciekała w głąb siebie, on robił to samo. Pierwsze wizyty u psychologa, pierwszy upust emocji także silnie oddziaływał na Clarke'a, którego jednocześnie trawiły przeklęte wyrzuty sumienia. Gdy tylko mógł, kiedy była wolna chwila, Ezra natychmiast wracał do Bristolu, by na własne oczy przekonać się o postępach, które robiła Felicity, a które matka opisywała w niezliczonych listach, które wciąż wymieniali. Jeśli ona czuła się dobrze, Ezra też. Sęk w tym, że Ezra nie miał prawa do wyrażenia wszystkich negatywnych emocji, które w nim siedziały. Przy siostrze musiał być silny, na Leonardo nie chciał się wyżywać... Tak więc Clarke'owi zdarzało się warczenie na Merlinowi winnych ludzi, a jeszcze częściej wahania nastrojów. Momentami potrafił go złapać niesamowicie głęboki dół psychiczny. Ezra może miał wokół siebie wielu ludzi, z którymi wiele go łączyło, ale w tej sytuacji wyjątkowo mocno odczuwał... osamotnienie. Jakieś dziwne poczucie braku zrozumienia ze strony kogokolwiek. Alienacja, której dopuszczał się cały ten czas, po prostu przeszła do kontrataku. I była naprawdę silna.
Lubił więc otaczać się głosami, stąd wyjątkowo głośna muzyka, która przepełniała mieszkanie Leo i Ezry i uciekała przez otwarte okno aż do sąsiadów. Sam Clarke przeglądał bez zrozumienia książkę, dla samego dokonywania aktu przewracania stron. Nie spodziewał się zupełnie, że ktoś uzna za mądrzejsze posłanie części ciała zamiast pofatygowania się na nóżkach do jego mieszkania. Gdyby nie to, że stopniowo pełzło po parapecie, możnaby pomyśleć, że to jakiś świeżo upieczony teleporter zgubił ucho po drodze. Clarke wpatrywał się w zabawkę z nutą konsternacji, ale i zaciekawienia. A potem parsknął, kiedy z ucha wydobył się głos Bridget. Ezra natychmiast przyciszył muzykę, tak że stała się jedynie tłem dla całej tej scenki. Doskoczył do szafek, szybko przegrzebując szuflady; pamiętał, że Bridget kiedyś na korytarzu niemal bezceremonialnie wcisnęła mu w ręce ucho, chcąc się go z jakiejś przyczyny pozbyć. I przyjął, bo dlaczego nie? Gdyby jeszcze pamiętał, gdzie je potem wcisnął...
Bridget mogła już pomyśleć, że Clarke przyjął komunikat, wyciszył muzykę i na tym kontakt miał się urwać. Nic z tych rzeczy. Przysiadł na parapecie, nie przejmując się zimnym powietrzem, które go w ten sposób owiewało, a potem w identyczny sposób co Bridget posłał ucho do jej mieszkania.
- Halo, halo, odbiór - zaczepił lekkim tonem, przez który wyczuwać można było szczere rozbawienie. Cieszył się, że znalazł się ktoś, do kogo mógł otworzyć usta. - Przepraszam za muzykę. Znowu zapomniałem wyciszyć ścian, a jestem sam i mnie nuda straszna złapała. Bardzo ci przeszkodziłem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1096
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1733
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Mar 31 2018, 02:09

Ciężkie chwile w życiu Bridget zdawały się z kolei przemijać. Wątpiła, by zniknęły bezpowrotnie, jednak cieszyła się każdą chwilą, w której stwierdzała, że jest już lepiej. Początkowe dramaty związane z rodzinną tragedia w postaci nowego członka rodziny odeszły w zapomnienie - Bridget oraz Kimbra bezapelacyjnie były zakochane w nowym, małym człowieczku i Puchonka wolne chwile poświęcała na odwiedziny w Dolnie Godryka, by zabawiać i rozpieszczać prezentami swojego małego siostrzeńca. W szkole nadal szło jej nieźle, no i w jej życiu pojawił się Basil, choć wciąż jako niepewna figura. Jedyne co ją martwiło, to jego zwlekanie z podaniem kolejnego terminu zajęć, ale o tym już wiemy.
Czy lepiej byłoby iść do niego na nogach? Pewnie tak i najprawdopodobniej w ten sposób by postąpiła, gdyby nie Tłuczek. Kocur zaczynał powoli przyzwyczajać się do życia w zamknięciu, bowiem Bridget postanowiła zacząć zabierać go ze sobą do mieszkania. Jakkolwiek kot uwielbiał polować na otwartych przestrzeniach i szukać kolejnych ścieżek do oznaczenia, obcowanie w ciepłych czterech ścianach również było dla niego korzystne. Teraz chociażby przygniatał nogi Bridget, uniemożliwiając jej ruch kończynami. Dobrze, że była w miarę giętka i sięgnęła do szafki tylko przez zgięcie tułowia...
Posławszy komunikat, nie spodziewała się jakiejś szybkiej reakcji. W sumie zastanawiała się, czy Ezra lub Leonardo w ogóle ją usłyszą wśród ogólnie panującego hałasu. Jakież było jej zdziwienie, gdy głosy zza ściany przycichły - aha! A jednak!
- Dziękuję bardzo! - powiedziała, a z jej głosu można było wychwycić fakt, że podczas wymawiania owych słów jej usta rozszerzyły się w szerokim uśmiechu. Już prawie zaczęła zwijać z powrotem swoje uszy dalekiego zasięgu, gdy nagle przez jej okno wpełzło inne ucho, pochodzące z drugiej strony. Usłyszawszy dźwięk słów Ezry, również się zaśmiała. - No, no, widzę, że wynaleźliśmy nowy sposób komunikacji - stwierdziła żartobliwie. - Nic takiego się nie stało, serio. Po prostu próbuję się uczyć francuskiego i średnio potrafiłam się skupić - wyjaśniła pokrótce, wzruszając ramionami, choć tego drugiego nie mógł dostrzec. - Zawsze tak głośno się nudzisz? - zapytała jeszcze z czystej ciekawości. Skoro zapomniał teraz wyciszyć ścian, może robił to znacznie częściej i nawet nie była świadoma, że dźwięki zza ściany mogłyby swobodnie trząść jej wnętrznościami, gdyby nie zaklęcia?

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1004
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1681
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Kwi 10 2018, 09:17

Świadomość, że życie było taką gęsto zmieniającą się sinusoidą była poniekąd pocieszająca, jak i drażniąca. Wszystko zależało od tego, z którego miejsca aktualnie na nie spoglądali; o ile dla Ezry takie myślenie na chwilę obecną zabarwiało się optymizmem, dla Brigdet mogło brzmieć doprawdy katastrofalnie. Nikt przecież nie lubił wypuszczać szczęścia z rąk. Pozostawało jej liczyć na to, ze upadek z wyższych poziomów radości nie będzie zbyt stromy i ostatecznie skończy się jedynie okresowym gorszym humorem. Tak również bywało. Tego przecież (w teorii) dla niej chciał.
Nie znał jej motywacji do podjęcia działań z uchem, ale gdyby był jej świadomy, prawdopodobnie cała sytuacja jeszcze mocniej by go bawiła. Dla Ezry wszelkie stworzenia żywe, w szczególności zaś ssaki, nadane miały specjalnie miejsce w życiach czarodziejskich; całkowicie zrozumiałby niemożliwość zrzucenia kota z kolan. Sam przecież był zbyt podatny na zwierzęcą wolę. Kiedy jednak nie miał o tym pojęcia, łapała go
Prawdopodobnie, gdyby Ezra był czymkolwiek zajęty, próba kontaktu całkowicie by mu umknęła. Jednak w tym momencie każdy ruch w mieszkaniu był czymś przyciągającym uwagę. Zresztą, nie tylko jego, bo znużone oczy Nieve również wyłapały przedmiot i można było podejrzewać, że gdyby Clarke nie dopadł go pierwszy, kotka uznałaby go za nową zabawkę.
- Pewnie trochę mało poręczny w terenie, bo stworzylibyśmy ogromną pajęczynę, ale to i tak całkiem genialne. Gratuluję pomysłu, panno Hudson - uznał jej kreatywność z rozbawieniem. Clarke nie przepadał za tym, że posyłanie szybkich wiadomości było dla czarodziejów aż tak problematyczne. Mimo wszystko nie zawsze miało się pod ręką sowę i od kilkunastu do kilkudziesięciu minut, by zdążyła obrócić pomiędzy korespondentami. - Poczekaj, poczekaj, co mnie ominęło? Od kiedy uczysz się francuskiego i dlaczego ja nic o tym nie wiem? - Bridget przecież doskonale wiedziała, że Ezra darzył ciepłymi uczuciami wszystko, co było związane z Francją. I nie był to jego aktualny wymysł, bo ciągnęło się to przez całe jego życie. A kiedy był z Bridget nawet uwielbienie było silniejsze, bo świeższe. Mimo to dziewczyna nigdy nie przejawiała wielkich chęci do nauki tego języka (a przynajmniej tak to odbierał Ezra), bardziej fascynując się niestandardowym trytońskim. - Powiedz mi coś po francusku - poprosił więc, chcąc sam się przekonać jak jej idzie. Przy początkach akcent francuski nie był najłatwiejszy do przyswojenia.
Zaśmiał się, wygodniej siadając i w zastanowieniu marszcząc brwi. To w tej ich formie konwersacji mu nie pasowało - mimika stanowiła ważne dopełnienie rozmowy, bo gdy teraz nastała krótka cisza z jego strony, Hudson nie mogła wniosków wysnuwać na podstawie mowy ciała.
- Zawsze? Nie. Ale mieszkanie w otoczeniu, gdzie ciągle się coś dzieje, trochę uzależnia. Włączyło mi się to po wyprowadzce od Krukonów. Gdybym im tak robił, to prędzej sypiałbym na korytarzu niż w dormitorium - zaśmiał się lekko. Był przyzwyczajony do zgiełku z chociaż minimalnego. To cisza w jego uszach była zbyt głośna. Kto lubił pogrążać się w miarowym tykaniu zegara, kiedy można było się poddać we władanie głosów mugolskich i magicznych muzyków?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1096
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1733
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Kwi 17 2018, 10:41

Bridget, choć zabrzmi to przykro, zdążyła już w pewien sposób przywyknąć do faktu, że ilekroć w jej życiu działo się lepiej i wznosiła się na wyżyny szczęścia, tylekroć lądowała boleśnie kilka pięter niżej, z urażoną dumą, podłym humorem i kilkoma kłótniami na koncie. Zawsze tak było i teraz również nie chciało być inaczej. Co z tego, że starała się żyć bez konfliktów z innymi ludźmi, że starała się w szkole, że pisała listy do domu - i tak nie było dobrze. Pocieszeniem byli jedynie przyjaciele i panienka Hudson chyba po raz pierwszy od bardzo dawna czuła, że niedługo wejdą z Ezrą na etap relacji, który bez wątpienia da się pod ową przyjaźń podpiąć.
Zaśmiała się na jego pochwałę, wypinając pierś z dumą i szczerząc ząbki, czego niestety też nie mógł ujrzeć. Choć kreatywny sposób na rozpoczęcie rozmowy, faktycznie miał swoje wady. Gdyby jednak w przyszłości połączyć ów sposób z użyciem lusterek dwukierunkowych?
- Wiesz co? Właśnie mi wpadło do głowy! - powiedziała, chcąc podzielić się pomysłem. - Słyszałeś o lusterkach dwukierunkowych? Gdybyś jeszcze kiedyś zajrzał do mnie uchem, moglibyśmy mieć konwersację niemal twarzą w twarz! - wyjaśniła entuzjastycznie, a po kilku sekundach ciszy dodała: - Oczywiście prościej byłoby do siebie po prostu zapukać - roześmiała się z własnej głupotki.
Rozmawianie przez ścianę miało jednak i plusy - nie był w stanie dostrzec delikatnego rumieńca wpełzającego na jej blade lico. To fakt, że Ezra uwielbiał wszystko, co związane z Francją. Bridget nawet nie była w stanie stwierdzić, cóż takiego skłoniło ją do podjęcia nauki języka francuskiego. Może potrzeba jakiejś zmiany, spróbowania czegoś nowego? Dodatkowo dostając w parze Basila jako swojego nauczyciela, nie mogła się z miejsca poddać...
- Ach, od niedawna, to nic takiego. Nawet nie miałam okazji się chwalić - stwierdziła bagatelizującym tonem, po czym zrobiła coś w stylu "phi", że to niby nic takiego. - Nie umiem jeszcze zbyt wiele, poza tym wstydzę się - stwierdziła, śmiejąc się krótko. - Oszczędź mi tego, błagam! Chociaż to dobrze przypomnieć sobie, że mam za ścianą kolejnego eksperta. Jakbym miała problem, wiem gdzie uderzyć, żeby nie męczyć mojego korepetytora deszczem listów - dodała, uśmiechając się.
Szkoda, że i tego nie widział.
- Ach, rozumiem - powiedziała, kiwając głową. Ona też przywykła do bycia otoczoną innymi ludźmi, wręcz potrzebowała innych, by czuć się dobrze i swobodnie. Samotność była jej największym wrogiem. - Leonardo w pracy? - zapytała jeszcze, sama nie wiedząc po co.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1004
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1681
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Kwi 21 2018, 10:35

Bridget faktycznie szybciutko poleciała z tym wynalazkiem dalej, dobudowując kolejny element. Clarke początkowo się zaśmiał, chcąc się zgodzić, ale chwilę później zmarszczył lekko brwi, bo coś mu w tym wszystkim nie pasowało.
- Właściwie już same lusterka chyba pozwalają na rozmowę, nie potrzebowalibyśmy uszu... Prawda? - zauważył z rozbawieniem i nieznaczną niepewnością w głosie, jakby sprawdzał, czy miał właściwe wyobrażenia o przedmiocie. Leonardo sprezentował Ezrze lusterko, żeby w razie dłuższych wyjazdów mogli ze sobą rozmawiać. Jak na razie leżało jednak ono nieużywane na dnie szuflady. - Ale w porządku, od kiedy lubimy chodzić na łatwiznę? - Skoro mugole potrafili używać elektroniki, podczas gdy znajdowali się od siebie na wyciągnięcie ręki, to w czym oni, czarodzieje, byli od nich gorsi? Swoją drogą ciekawe było, że nie istniał tak wysoki poziom uzależnień od wizbooka, co od mugolskich portali, a przecież zasady były takie same... Magia. Jednak ta magia.
Ezra wciąż jednak uważał, że ściana była minusem - bardzo lubił obserwować rumieńce na policzkach Bridget i uniemożliwianie mu tego powinno być karalne. Nieważne w jakim momencie ich relacji się znajdowali, Clarke uwielbiał zawstydzać Puchonkę, by tą czerwienią na policzkach wydobywać dziewczęcy urok. I nie była to kwestia złośliwości, bo zazwyczaj chodziło o miłe zawstydzanie; taka mu się podobała.
- Mnie się wstydzisz? Po tak długim czasie? - oburzył się żartobliwie, kręcąc głową. Zdecydowanie  nie zamierzał jej tego odpuścić, kiedy jednak nie znajdowali się twarzą w twarz, nie miał na nią takiego wpływu. - Pewnie, że możesz do mnie uderzać. Ze wszystkim. - Tym razem odbudowę znajomości brali na poważnie. Gdyby ponieśli w tym kolejną klęskę, to by znaczyło, że naprawdę się do siebie nie nadają. - Jaki jest ten twój korepetytor? To ktoś z Hogwartu? - zainteresował się Ezra, zastanawiając się, czy może go kojarzyć.
- Taak - przeciągnął, a w jego głosie mimo wszystko pojawiła się jakaś niechęć. - Jak ostatnio bardzo czesto. Dwie wymagające prace, Hogwart... To zabiera sporo czasu - Ezra zresztą był w bardzo podobnej sytuacji. Większość czasu faktycznie spędzał za kulisami teatru, ale coraz bardziej chciał się jednak angażować w pomniejsze artystyczne przedsięwzięcia i wiedział, że odbierze mu to resztki wolnego czasu. Ale było warto, dlatego też rozumiał Leonardo. Zresztą był to przejściowy etap, dopóki nie skończą Hogwartu i nie będą musieli podjąć ważnych życiowych decyzji. A to było już tak blisko...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1096
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1733
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Kwi 21 2018, 13:05

Bridget na sekundę zamilkła, zastanawiając się, czy właśnie w ten sposób działały takie lusterka, po czym doszła do wniosku, że... No, chyba tak! Pacnęła się ręką w czoło (co prawdopodobnie Ezra usłyszał jako jakiś trzask), po czym zaśmiała się.
- No tak, głupia ja - przyznała mu rację. To jasne, że mogła się pomylić, w sumie chyba nigdy nie była w posiadaniu takiego lusterka, a jedynie widywała je w czyichś rękach, toteż nie znała dokładnie jego działania. Niemniej jednak dała się ponieść swojej fantazji. - Skoro to jednak jest takie proste, po prostu musimy zainwestować w lusterka - stwierdziła, wzruszywszy ramionami, czego niestety Ezra nie widział. Ich obecna rozmowa była "upośledzona" na kilka sposobów, lecz mimo wszystko Bridget było dobrze z faktem, że mogli do siebie mówić.
Że w ogóle rozmawiali. Tak długo walczyli o osiągnięcie tego punktu w ich relacji po rozstaniu, by móc bez przeszkód traktować się jak przyjaciół lub chociaż bardzo dobrych znajomych. Przecież wiedzieli o sobie tyle rzeczy, spędzili tyle czasu razem i mimo wielu przeciwności losu, które stanęły na ich wspólnej drodze, nie potrafili sobie siebie odpuścić. Bridget i tak miała wrażenie, że jej byłoby trudniej zrezygnować z Ezry, jakkolwiek nie chciałaby tego przed sobą przyznać, był dla niej jedną z najważniejszych osób w całym życiu. I szczęśliwym trafem, niemal dwa lata od zerwania potrafiła w końcu na luzie z nim porozmawiać o codziennych sprawach, bez krzyczenia, bez zawiedzionych spojrzeń, prychnięć frustracji i złamanych serc.
- No tak! Uwierz, że czasem się wstydzę - odparła ze śmiechem. - Może kiedyś, jak poczuję się pewniej w wymowie. Nie chcę, żebyś się ze mnie śmiał - dodała, a po jej głosie słychać było, że cały ten czas szeroko się uśmiechała. Jasne, że miała zamiar pochwalić się tym, czego się nauczyła, lecz może jeszcze nie teraz... - Je m'appelle Bridget. Brigitte, znaczy się - powiedziała jeszcze, po czym zrobiło jej się jakoś tak głupio. Dlaczego w ustach Basila owa "Brigitte" brzmiała tak pięknie, a w jej tak... Obco?
Na samą myśl o Basilu zrobiło jej się jakoś cieplej, a sekundę później do rozmowy wleciało pytanie o niego. Bridget bardzo szybko zaczęła się plątać.
- Z Hogwartu? Tak. To znaczy nie. W sensie był w nim, ale już skończył - wybełkotała. Bardzo by się ucieszyła, gdyby jednak temat zszedł na coś innego. Jakoś tak czuła opór przed mówieniem Ezrze czegokolwiek na temat Basila. Czuła się z tym irracjonalnie, ale nic nie mogła na to poradzić.
- Dwie prace? - zainteresowała się, chociaż Leonardo sam w sobie nie był dla niej aż tak istotny, by musiała wiedzieć o nim więcej. Skoro jednak mogła zmienić temat...

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1004
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1681
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Kwi 23 2018, 16:48

Pacnięcie faktycznie rozległo się w uchu dalekiego zasięgu i Ezra przez chwilę pomyślał, że coś u Bridget spadło. Skoro jednak nie zareagowała, zaraz zawtórował jej śmiechem, a wokół jego oczu utworzyły się malutkie kurze łapki. Śmiech Bridget był dla niego wyjątkowo zaraźliwy i sprawiał, że czuł się... lżej. Jeszcze chwilę temu Clarke poszukiwał ucieczki w odosobnieniu i pogrążał się we własnych sprzecznych emocjach, wystarczała jednak krótka rozmowa - nawet jeśli upośledzona - z Bridget, aby czoło Ezry się rozpogodziło, a oczy zabarwiły cieplejszymi tonami. Gdyby mogła to zobaczyć, na pewno mogłaby być dumna z tego, jak dobroczynny wpływ wciąż potrafiła na niego mieć.
- Powinniśmy spróbować. Ale nie boisz się, że będę miał wtedy za prostą drogę do zadręczania cię rozmową? - zapytał żartobliwie. Poza tym, istniało ryzyko, że lusterka połączą się w jakimś nieodpowiednim momencie... Ale Ezra mógłby zaryzykować, ponieważ miał takie samo zdanie jak Bridget. Przeszli razem tak wiele, co prawda notorycznie się kłócili i szarpali, ale to tylko pokazywało, jak bardzo nie potrafili sobie odpuścić. Ezra już dawno zdecydował, że chce mieć Bridget w swoim życiu i nawet jeśli jej rola odrobinę się zmieniła, to wciąż miał dla niej dużo miejsca w sercu. Hudson sprawiała, że Ezra czuł się lepszą osobą. Ba, sprawiała, że chciał być lepszą osobą, która nie krzywdzi bliskich, by chronić samego siebie.
- W życiu bym się z ciebie nie śmiał - zaprotestował natychmiast z prostą szczerością w głosie. - Jeśli spróbujesz powiedzieć coś po francusku, ja spróbuję po trytońsku. Jeśli w ogóle jest to wykonalne - zaproponował przekupnie z dużą dozą dystansu. Wiedział, że Bri fascynowała się tym językiem od dawna, on sam jednak nie miał o nim zielonego pojęcia. To dopiero mogła być żenada i sam się na nią wystawiał. Najwyraźniej jednak sama chęć pochwalenia się umiejętnościami trochę cisnęła Bridget i Ezra wcale nie musiał się prosić. Przygryzł lekko wargę, powstrzymując głupi uśmiech. Może faktycznie akcentu nie miała iście francuskiego, ale nie zmieniało to faktu, że Hudson brzmiała po prostu słodko. Przymknął oczy, opierając głowę wygodniej o ścianę.
- Merci bien - odparł, dziękując jej chyba za odwagę i za okazanie zaufania. Nie zawsze łatwo było przezwyciężyć wstyd. Chętnie za to dowiedziałby się czegoś więcej o tym jej nauczycielu. Z rozbawieniem zmarszczył brwi, kiedy zaczęła się plątać w wyznaniach.
- Świeży absolwent? Może go kojarzę? - dopytał, ale jeśli Hudson stawiała jawny opór, nie naciskał więcej, choć jego ciekawość na pewno stopniowo wzrastała.
On za to nie chciał za bardzo schodzić na temat Leonardo, właściwie nie wiedząc, co może Bridget opowiadać. Wydawało mu się, że fascynujące historie jakoś wygasły, przytłoczone codziennością.
- Model, więc co jakiś czas go porywają. No i barman, z czego często pracuje na noce. A rano znowu Hogwart - wyjaśnił zwięźle, powstrzymując się od przewrócenia oczami. - Nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie skończymy szkołę. To będzie takie... inne. Przyznam ci się nawet, że trochę się obawiam takiego kroku w dorosłość - wyznał, a wcale nie było to dla niego proste. Ezra Clarke przecież nie bał się żadnych wyzwań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1096
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1733
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Kwi 29 2018, 17:41

- Zadręczanie mnie rozmową? - powtórzyła rozbawionym tonem, po czym uśmiechnęła się czule pod nosem. Clarke mógł nie zdawać sobie sprawy, lecz dla Bridget rozmowy z nim były jedną z przyjemniejszych rzeczy - oczywiście tylko wtedy, gdy utrzymane były w przyjaznym tonie i kiedy nie darli ze sobą kotów. Przeszli naprawdę wiele, a ich relacja była jedną wielką sinusoidą, podczas której naprzemiennie nienawidzili się i wręcz przepadali za swoim towarzystwem. Chyba nie trzeba bardzo tłumaczyć, dlaczego tak bardzo go lubiła. Już dawno temu sama stwierdziła, że Ezra nie może zniknąć z jej życia, bowiem za bardzo zakorzenił się w jej serduszku i mimo tego, że między nimi nic już nie będzie tak jak dawniej, Bridget nie wyobrażała sobie życia bez niego gdzieś tam. Niekoniecznie blisko, ale na przykład za ścianą? W sąsiedniej klasie? W pubie dwie ulice dalej? Wszystko działało. - Nawet nie wiesz, jakbym chciała, żebyś mnie zadręczał - dodała wciąż w pół-żarcie, w połowie na serio. Gdyby tylko chciał...
Okazało się, że nie było tak źle i Ezra faktycznie nie zaśmiał się na jej językowe popisy, chociaż Bridget czuła w głębi duszy, że w praktyce nie była tak niesamowita, jak mogło jej się wydawać. Doceniła jednak jego poważną, szczerą odpowiedź i potraktowała to jako swojego rodzaju komplement. Skoro jednak nie zmusiła go swoim mówieniem do śmiechu, nie było tak źle, prawda?
- Wątpię, żebyś go kojarzył - stwierdziła zgodnie z prawdą. - Już jakiś czas temu skończył szkołę, raczej się nie spotkaliście - dodała, zanim zdążyła się ugryźć w język. Oczywiście nie skłamała, lecz mówienie o swoim korepetytorze w takich szczegółach... Chyba nie chciała się z nim tym dzielić, szczególnie teraz, gdy nie wiedziała, co się działo z jej uczuciami wobec Basila.
Jego kolejne słowa, czy też raczej ich ton, wskazywał na mocne niezadowolenie takim stanem rzeczy. Bridget pokiwała głową, układając się wygodniej na łóżku i głaskając kota.
- Faktycznie brzmi, jakby go w ogóle nie było - stwierdziła, prawdopodobnie nie pomagając mu tą wypowiedzią. Ta następna jednak była znacznie gorsza. Bridget poczuła lekkie ukłucie. - Merlinie, Ty przecież kończysz Hogwart! - powiedziała, jakby odkryła Amerykę. - Ależ ten czas szybko zleciał... - dodała, już trochę nieobecnym głosem, bowiem jej myśli zostały zaprzątnięte czymś zgoła innym, a mianowicie faktem, że za kilka miesięcy Ezra potencjalnie mógłby zniknąć z jej szkolnego życia.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1004
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1681
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Kwi 30 2018, 07:53

- Więc postanowione. Musimy sprawić sobie te lusterka. Zobaczysz, jeszcze tego pożałujesz, jak nie będę dawał ci spać. - odparł wesoło, a jakiś przyjemny ucisk - może ekscytacji, może oczekiwania - na moment pojawił się w jego brzuchu. Gdyby chciał? Ezra bardzo chciał. Choćby się starał, nie mógł reagować obojętnością ani na jej słowa, ani na jej gesty. Bo to była Bridget, dla której jego serce zawsze miało bić trochę szybciej i dla której nawet lodowate spojrzenie Clarke'a potrafiło się stopić. Oczywiście, nie należał już do niej, nie kochał jej, ale platoniczne przywiązanie i tak potrafiło się w nim odzywać, sprawiając że nie mógł i nie chciał odrzucić Puchonki ze swojego życia. Była pewnym stałym elementem i nawet kiedy się tak potwornie kłócili, Ezra poniekąd lubił świadomość, że po prostu gdzieś tam była, że nie rozdzielała ich żelazna kotara milczenia, jak to często bywało w pozwiązkowych relacjach.
Nie każdy miał talent do akcentów, tym bardziej po tak krótkim okresie nauki i Clarke absolutnie nie uważał, że mogło to być przedmiotem żartów. Jeszcze nie teraz. Zresztą, francuski akcent Bridget był lepszy niż angielski Leonardo, a skoro Ezra to znosił lub, co gorsza, nawet lubił, to Hudson tym bardziej nie miała się czym martwić.
- Pewnie masz rację, panno tajemnicza - Przewrócił łagodnie oczami, nie wściubiając na siłę nosa w jej sprawy. Skoro kilka lat temu, to rzeczywiście nie był aż tak "świeżym" absolwentem. Ezrze jednak kompletnie nie przyszło do głowy, by potraktować to jako coś złego. Nie podejrzewał przecież, że coś poza wspólną nauką może łączyć Bridget z tym mężczyzną.
W sprawie Leonardo miała oczywiście rację, co nie znaczyło, że chciał słuchać kolejnych spostrzeżeń. Już wystarczająco go to dotykało i Bridget znała już go chyba na tyle dobrze, by wiedzieć, że w ten sposób narażała się na zaciśnięcie zębów przez Ezrę i chłodniejszą zmianę tematu. Na szczęście on sam zbladł wobec kwestii potencjalnej przyszłości. Ezra zaśmiał się cicho; nie miał pojęcia, że ta wieść aż tak zszokuje Bri.
- Ano kończę. Dziesięć lat spędziłem na tych korytarzach i jak myślę, że to ma się nagle skończyć... Właściwie się nie dziwię tym wszystkim absolwentom, którzy wracają jako asystenci. - Pomyślał, że też by tak zrobił, gdyby tylko jego plany z teatrem nie wypaliły. Jednak zbyt mocno mu na tym zależało, żeby stracić marzenie kosztem poczucia bezpieczeństwa. Wierzył, że podejmował słuszne decyzje i tylko przyszłość miała to zweryfikować...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1096
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1733
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Maj 02 2018, 16:01

Bridget zaśmiała się, a w środku poczuła coś bardzo dziwnego. Uczucie niemożliwe do opisania, niby ukłucie, a może jakiś zabłąkany motylek? Czy to już jakiś skrajny masochizm, że mimo wszystko po cichu liczyła na spełnienie owego scenariusza? Czy to źle, że w praktyce chciałby być przez niego budzona w nocy i raczona rozmowami na tematy, które akurat spędzały mu sen z powiek? Jej chichot po chwili ucichł, zagłuszony z nagła wstydem, który ozdobił jej policzki delikatnym rumieńcem. Gdyby tylko wiedziała, że on również przeżywał podobne rewelacje... Choć prawdopodobnie by nie uwierzyła, że mógł z podobną gorliwością reagować na tą sytuację. Przez cały czas miała wrażenie, jakby to jej o wiele bardziej zależało na tej relacji - prawdopodobnie wynikało to z faktu, że Clarke ze swoimi uczuciami potrafił się dość dobrze kryć i je zagłuszać, podczas gdy u Bridget wszystko malowało się na twarzy grubą kreską, bardzo wyraźnie.
Przeżywała w tamtej chwili mieszankę bardzo wielu dziwnych uczuć, aż sama się zdziwiła z powodu swojego nagłego "rozdarcia". Z jednej strony dopiero co myślała o Basilu, niezwykle silnie przeżywając swoje zauroczenie jego osobą, z drugiej jednak kilka minut swobodnej wymiany zdań z Ezrą sprawiły, że osoba Krukona szybko wyparła nauczyciela francuskiego z jej głowy. To z pewnością nie było zdrowe. Z pewnością to odchoruje w ciągu następnych kilku dni...
- Uczyłam się od mistrza - rzuciła w odpowiedzi, wywracając oczami. Powodem, dla którego nie chciała mu zbyt wiele mówić, była zwyczajna niepewność. Nie wiedziała, co miała sądzić o swoich uczuciach, co powinna w związku z nimi zrobić, co na to wszystko sam Basil - nie odzywał się do tej pory, co niezwykle ją martwiło. Ezra nie powinien mieć jej tego za złe, wielokrotnie zatrzymywał ważne dla siebie sprawy w tajemnicy, jak to miał w zwyczaju.
Temat Leonardo szybko przeminął i chyba dla obojga tak było lepiej. Clarke nieszczególnie chciał roztrząsać fakt wiecznej nieobecności jego chłopaka, a Bridget po cichu żałowała, że w ogóle zapytała. Nie można było powiedzieć, że przyzwyczaiła się do homoseksualnego związku swojego byłego, wolała go stale wypierać ze świadomości, niż się z nim godzić. Perspektywa tego, że Ezra mógłby całkowicie zniknąć z Hogwartu była jednak bardziej krzywdząca.
- Wróciłbyś? - zapytała niemal szeptem, może trochę z nadzieją.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1004
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1681
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Maj 05 2018, 11:24

Nie myślał o tym, do czego mogła w ich przypadku doprowadzić taka poufałość. Przyjmował to po prostu takim, jakie było - a trzeba przyznać, że na razie rozwój ich relacji kreślił się piękniejszymi barwami niż Ezra miałby śmiałość marzyć.
Głupio byłoby zapeszyć... O wiele lepiej było zwyczajnie cieszyć się emocjami, które Bridget w nim budziła. Nie wszyscy potrafili to robić z równym wdziękiem.
- Touché, ale to już przytyk - zauważył. Oczywiście, że nie miał jej tego za złe, bo Clarke jasno dawał do zrozumienia swoim znajomym, że nie życzy sobie wściubiania nosa w jego sprawy i byłby hipokrytą, gdyby w stosunku do nich zachowywał się inaczej. To tylko zwykła, krukońska ciekawość nakazywała mu chociaż spróbować się dowiedzieć. Tym bardziej, że na ten swój pokrętny sposób dalej interesował się tym, co działo się w życiu Puchonki. Skoro jednak Bri mówiła "stop", akceptował to.
Westchnął, dając sobie chwilę na zastanowienie, bo pierwsze odpowiedzi, które pojawiły się w jego głowie mogłyby sprawić, że Puchonka poczułaby się zbyta. Bo zwyczajnie były kiepskie.
- Nie wiem... - odparł z prostą szczerością, która w obliczu pytania nie była zbyt wiele warta. Trudno mu było jednoznacznie odpowiedzieć, skoro tak wiele składowych wpływało na jego życie. - Wiesz, że moim marzeniem jest aktorstwo. Wracając do Hogwartu, musiałbym z tego zrezygnować. Mógłbym nawet przejąć od profesora Forestera tę edukację artystyczną, ale to poniekąd byłaby porażka. Uczyć na temat własnych niespełnionych marzeń. Takie zaklęcia za to wydają mi się bardzo prozaiczne i boję się, że bym się znudził. Jednocześnie wiem, że będę za wami tęsknił, jeśli nie wrócę. - Nie było chyba właściwego rozwiązania dla Ezry, bo żadna ze ścieżek dostatecznie go nie satysfakcjonowała. Ten rok minął zdecydowanie zbyt szybko i Clarke chciałby mieć chociaż jeszcze jeden na podjęcie decyzji.
- Bri... Ale ty wiesz, że nawet jak się nie będziemy widywać na korytarzach, to wciąż będziemy sąsiadami? Cholera, nawet jak się wyprowadzimy na dwa krańce świata to przylecę do Hogsmeade pod pretekstem pożyczenia cukru, żeby tylko co trochę czasu cię zobaczyć. Masz moje słowo. - Sam się wzdrygnął, bo zabrzmiało to jakoś zbyt ckliwie, a Ezra mimo wszystko nie był dobry w takich emocjach. Zaraz więc dodał lżejszym tonem: - Poza tym, ciebie i Leonardo łączy dziecko Lotty. Myślę, że znajdą się jakieś okazje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-