Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Mieszkanie nr 15   Czw Sie 31 2017, 21:35

First topic message reminder :


Mieszkanie Leonezry




Kto powiedział, że jednopokojowe mieszkanie będzie za małe? Tutaj wszystko wydaje się idealnie współgrać. Jedna strona pokoju jest oczywiście sypialniana, o czym informuje ogromne łóżko. Z tego miejsca jest świetny widok na aneks kuchenny... To z kolei kącik będący epicentrum apetycznych zapachów, roznoszących się stopniowo po całym mieszkaniu. Na ścianie wisi duża tablica kredowa, na której można znaleźć dopiski mieszkańców, będące drobnym przypomnieniem koniecznych do wykonania obowiązków ("kupić mleko", "wynieść śmieci", "przytulić Leo"). Nie zabrakło również miejsca na jadalnię! Krzesła to przeżytek, o wiele ciekawiej zasiąść na wielkiej poduszce. Przy okazji jest się wtedy blisko kominka i ma się pod ręką mnóstwo książek porozkładanych po półkach i regałach. Kawałek dalej znajdują się drzwi prowadzące do sporej łazienki. Żeby było ciekawiej, wysoki sufit mieszkania wykorzystany został na utworzenie małego półpięterka. Tam stoi biurko, pudła z rzeczami czekającymi na rozpakowanie, ukochana deska surfingowa jednego z lokatorów...
Czuć tutaj domową atmosferę i ciężko stwierdzić, czy to zasługa mieszkańców, czy ładnie udekorowanego wnętrza. W progu powita cię mała Chione, na stoliku znajdziesz pewnie porzuconą przez Ezrę talię kart, a jeśli potrzebujesz rozprostować kości, to Leo zadbał, aby w mieszkaniu wisiał przynajmniej jeden hamak. Co tu więcej mówić? Czuj się jak u siebie!


______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1142
  Liczba postów : 1428
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Lis 20 2017, 00:02

- To była chyba najgłupsza rzecz, jaką zrobiłem w życiu. Jeśli przeproszę za nią teraz to ma to jakieś znaczenie?  - zapytał, ściągając brwi. Wychodziło na to, że Ezra wyszedł lepiej na tej bójce, (albo tylko z jego perspektywy, nie musiał wiedzieć, że jego chłopaka uszczęśliwiła blizna po urazie) bo nie miał żadnych znaków na skórze ani okresu "lizania ran" nie wspominał jakoś bardzo negatywnie. Wystarczyło kilka machnięć różdżką, żeby pozbyć się wszystkich dowodów i zapomnieć jak to było mieć złamany nos - nieszczególnie zależało mu na tym, żeby się oszpecać.
Temat Padme szybko poszedł w niepamięć - może to i dobrze, bo kwestia byłej dziewczyny nie należała do ścisłej dziesiątki spraw, które powinny być poruszane podczas prysznicowych ekscesów. Zresztą, tak jak i psychologowie. Czy powoli zaczynali przechodzić do jakiegoś dziwnego etapu związku, podczas którego w czasie bliższych stosunków rozmawia się o rodzaju sałaty, którą należy kupić, czy co się właściwie działo?
- Jesteś popieprzony - zaśmiał się lekko, nawet nie chcąc sobie wyobrażać tej masakry. Ezra aż się dziwił, że nigdzie do tej pory chłopaka nie zamknęli, serio.
Ale nawet gdyby, tak naprawdę co go mogło teraz zniechęcić do Leo? Był świadomy, że żaden z niego aniołek, mimo że Clarke często żartował sobie z jego uroczej, misiowatej natury. Zresztą rozgrywało mu się to nieraz przed oczami, ale jednocześnie Ezra zdawał się na wszelkie takie sytuacje zupełnie ślepy - nie dostrzegał tego, co by mogło się dziać, gdyby Leo nie dawał się uspokoić. Za każdym razem, kiedy Vin-Eurico opowiadał o swoich napadach złości, Krukonowi wydawało się to być niezwykle odległe i nierzeczywiste, jakby te sytuacje miały miejsce gdzieś indziej, w innym świecie, w innym czasie, w innej przestrzeni.
Merlinie, był taki zaślepiony, prawda?
Włączenie złości być może było tak łatwe z tego powodu, że wciąż jej ogromne pokłady nosił w sobie. Ezra mógł pomóc je stłumić, nawet rozproszyć na jakiś czas, ale najbardziej potrzebowały znaleźć zwyczajnie drogę ujścia, inaczej eksplodowały po stokroć mocniej, gdy czarka się przepełniała - Ezra coś o tym wiedział.
Przez jego ciało wraz z gestem Gryfona przebiegał przyjemny dreszcz ekscytacji. Przymknął oczy, lgnąc do Gryfona i zupełnie nie podejrzewając, że ten zechce go tak brutalnie odepchnąć. Mógł śmiało powiedzieć, że nie tego się spodziewał...
Przez kilka chwil w jego głowie panował kompletny mętlik, gdy jakaś część mózgu zorientowała się, że nie może złapać oddechu. Uderzenie plecami o ścianę kompletnie praktycznie nie miało dla niego miejsca, a wszelkie sygnały dochodziły do niego jak przez mgłę, wszystko zbijało się w jeden wielki szum.
Wszystko poza Leo, który w tym obrazku rysował się wyjątkowo wyraziście. Ezra jeszcze nie zdążył się na nowo przyzwyczaić do łapania w płuca powietrza, gdy został stanowczo przyciągnięty i zmuszony do dzielenia się oddechem i pocałunkami. Przymknął oczy - tak było o wiele łatwiej powstrzymać jakiekolwiek zawroty w głowie. Pomimo wciąż obecnego, nieprzyjemnego  ucisku w klatce, Ezra nie chciał tego przerywać, w jakiś niezrozumiały sposób czerpiąc z tego przyjemność.
- Co mam zrobić? - szepnął, a jego głos zabrzmiał miłą chrypką. Otworzył oczy, otulając Leonardo czystą miłością i zaufaniem. A przede wszystkim żądzą, zdradzającą, że wciąż chciał więcej i więcej, bliżej i mocniej. Ale nie przyjmować, lecz dawać...

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pon Lis 20 2017, 01:17

Leo parsknął śmiechem na słowa Ezry, muskając czule jego wargi swoimi.
- Nawet tak nie mów, to nie ma żadnego znaczenia. Dla ciebie najgłupsza, dla mnie, o dziwo, wyjątkowo zajebista. - Pokręcił lekko głową z niedowierzaniem. Zupełnie nie oczekiwał żadnych przeprosin - ani wtedy, ani teraz. Może i brzmiało to dość dziwnie, ale faktycznie uważał tamten odruch Ezry za całkiem epicki, a przede wszystkim interesujący. Vin-Eurico nie bez powodu tak uwielbiał MMA. W końcu o tym sporcie mówiło się, jakoby wszystko było dozwolone... Szkoda, że na ringu raczej nie trafiały się takie kuszące sople lodu.
Jeśli wkroczyli na jakiś dziwny etap związku, to Gryfon i tak by o tym nie wiedział, bo już dawno byli na niezbadanych przez niego terenach. Mimo wszystko warto zaznaczyć, że w końcu jak na razie tylko sobie rozmawiali i akurat byli nadzy, nic szczególnego nie robili... Także temat sałaty nie wydawał się aż taki dziwny. (A kupić trzeba dębolistną, Ezra...)
- Byłem - poprawił Krukona, ale nie miało to szans nikogo przekonać. Leo uśmiechem zapewnił chłopaka, że to wszystko jest tylko żartobliwą formą i o niczym na poważne nie rozmawiają. Nie chciał się zastanawiać, czy teraz potrafiłby tak samo wybuchnąć; a raczej był prawie pewien, że tak. Zdziwiłby się, gdyby nie było gorzej. Miał wrażenie, że zaschło mu w ustach i chętnie zostawiłby już temat tego, jak to kiedyś kogoś skrzywdził czy też coś zniszczył. Za dużo wspomnień, za dużo cisnącego się na usta tęsknego uśmiechu.
Cóż, nawet tłumienie złości było w przypadku Gryfona niezłym wyczynem, także chętnie się tego chwytał. Teraz przecież wcale nad sobą panowania nie tracił, jedynie pozwalał sobie na odrobinkę więcej. Nie miał pojęcia skąd to durne poczucie bezkarności, ale Ezra zupełnie go nie odwodził od pewnej postawy i tylko jeszcze bardziej go podjudzał. Leonardo przygryzł jego dolną wargę, wcale nie chcąc się odsuwać i przerywać tego pocałunku. Zerknął na swojego partnera, w razie gdyby ten chciał jakoś subtelnie zasugerować mu, że nie o to chodziło i lepiej się ogarnąć. Nie wychwycił takiego impulsu, a zamiast tego zostało mu zadane wyjątkowo nieprzyzwoite pytanie - a przynajmniej jego myśli w tę stronę odpłynęły.
- Jeszcze pytasz? - W tonie jego głosu można było wychwycić coś na kształt podszytego irytacją zniecierpliwienia. Odsunął się odrobinę, przestając wciskać Clarke'a w ścianę. Pociągnął go oczywiście ze sobą, układając dłonie na jego ramionach i nakładając na nie znaczący nacisk, sprowadzając go niżej. Uśmiechnął się, ale nie było w tym nic szczególnie słodkiego czy ciepłego. To było bardziej władcze, niemalże triumfalne. Leo chyba po raz pierwszy faktycznie patrzył na swojego partnera z góry.

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1142
  Liczba postów : 1428
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Lis 21 2017, 16:58

Ezra miał w sobie kilka zdrowych, naturalnych odruchów. Pierwszym z nich była ucieczka - szczególnie teraz Clarke miał wyraźny obraz tego, że Leo był zbyt wysportowany, by ta metoda zadziałała. Ale przeczuwał już wtedy i wiedział, że trzeba zawalczyć. Jednak zwyczajnie, kiedy chłopak o gabarytach młodego niedźwiedzia się na ciebie rzuca, nie zastanawiasz się, czy wystarczy jakieś kopnięcie kolanem. Po prostu łapiesz sopel lodu i unieszkodliwiasz go. Proste? Proste.
Każdy związek był inny i Ezra też w tym momencie nie mógł uznawać się za specjalistę. To było oczywiście podobne do tego, co przeżywał w innych związkach, z Melody, z Bridget szczególnie. Jednocześnie było jednak zupełnie inne i Ezra też wciąż się uczył i poznawał ich relację. (Bo akurat wiedział jak wygląda dębolistna, Leonardo...)
Zmarszczył sceptycznie nos, ale nie poprawił ponownie chłopaka. Jest, był... Nie miało to najmniejszego znaczenia. Wciąż przede wszystkim był najwspanialszą osobą w życiu Ezry, a co tam niepoukładane miał w głowie, schodziło na drugi plan.
Taka pewność bardzo pasowała Leo do twarzy i Ezra nie miał żadnych wątpliwości w tej kwestii. Próbowanie nowych rzeczy w związku było jak najbardziej wskazane i uznawane za zdrowe. Wiedział, że Leonardo go kocha, że szanuje i tak dalej, więc teraz to władcze spojrzenie i zniecierpliwienie w głosie nie sprawiały, że czuł się umniejszony, choć Vin-Eurico sprawnie sprowadzał go do parteru i zmuszał do sprostania tak olbrzymim oczekiwaniom.
+18 :
 

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Wto Lis 21 2017, 18:13

Tak prawdę powiedziawszy, to ich relacja zaczęła się naprawdę korzystnie. Wiadomo, obaj musieli postawić na swoim i nie odpuścili, a w oczach Leo wola walki miała naprawdę dużą wartość. To pewnie dlatego pomimo jakiejś niechęci nie odpuścił Ezrze i przyczepił się do niego jeszcze parę razy - pamiętał o kreatywnym kopnięciu w kolano i o fenomenalnym ugodzeniu soplem lodu. Irracjonalnie odbierał to za coś pozytywnego. Może dlatego udało im się zbudować na tym przyjaźń...
Zdanie Ezry bardzo się dla Gryfona liczyło i skoro on twierdził, że wszystko jest w porządku, to tak było i tyle. Leo doskonale wiedział, że nie pozbył się wszystkich swoich problemów i zapewne jeszcze parę razy pokaże się partnerowi z tej gorszej strony, ale na chwilę obecną czuł się po prostu akceptowany i kochany. Na Merlina, to było więcej, niż mógł sobie wymarzyć. Mogli sobie dokuczać, ale koniec końców ta relacja wychodziła im naprawdę świetnie. Skoro Vin-Eurico jako kompletny ignorant i osoba z wyjątkowo niską samooceną to widział, to musiała być to prawda. Ta pewność siebie wychodziła mu tak dobrze zapewne właśnie z tego powodu, że była tylko otoczką, w której z łatwością mógł się zatracić - tego chciał, do tego dążył. Nie okazywał cienia wątpliwości, poddając próbie zaufanie widoczne w oczach Krukona. Wiedział, że się nie zawiedzie.
+18:
 
Choć najchętniej Leonardo zostałby pod tym prysznicem już na zawsze, to przecież mieli inne plany. Niechętnie bo niechętnie, ale opuścili łazienkę... Ezra wspominał coś o robieniu kolacji, nie? Jedno było pewne - zły humor Gryfona dawno odszedł w zapomnienie.

/zt x2

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Gru 21 2017, 20:36

Oj pogoda nie rozpieszczała mieszkańców Wielkiej Brytanii. Leo nie był pewny czy to tylko jego prywatne odczucia, czy tylko on tak bardzo marzył o zakopaniu się pod grubym kocem i odpoczywaniu przy rozpalonym kominku - najlepiej, oczywiście, z kimś. Jako szalenie energiczna osoba zwyczajnie nie potrafił usiedzieć w miejscu, wszędzie było go pełno i nie poddawał się tym pokusom w postaci miękkiej kanapy w Pokoju Wspólnym Gryffindoru, ani nawet wizji rozbujanego hamaka we własnym mieszkaniu. Miał jeszcze parę świątecznych spraw do załatwienia, a wszystko utrudniał nieznośny śnieg fruwający w powietrzu, zacinający i wpadający do oczu. Leonardo dalej się nie przyzwyczaił i wydawało mu się to dość idiotyczne - każdego roku był równie zaskoczony tym, że białego puchu zbierały się całe masy. Choć początkowo uważał to za niesamowity dodatek do urokliwego krajobrazu zimy, tak z czasem zaczął dostrzegać wady lodowych płatków wślizgujących się pod kołnierz gryfońskiego szalika. Po zwiedzeniu Hogsmeade (i nie tylko), po załatwieniu wszystkich ostatnich prac w Hogwarcie, po zmaganiach z mrozem... Po tym wszystkim potrzebował po prostu trochę czułości i odpoczynku.
A przynajmniej tak usprawiedliwiał to, co zrobił bez najmniejszego namysłu. W momencie, w którym usłyszał dźwięk otwieranych drzwi wejściowych, jego serce zabiło dwa razy szybciej. Cóż, powinien pewnie przygotować się na największy ochrzan swojego życia... Poniekąd wcale się nie dziwił, przecież on sam mógłby w podobnej sytuacji stracić głowę, rzecz w tym, że teraz nie mógł sobie na to pozwolić. Wyszedł z łazienki czym prędzej, narzucając na jeszcze wilgotny tors pierwszą koszulkę, która nawinęła mu się pod ręce, a która nie zaburzała domowego stroju złożonego ze zwisających luźno na biodrach dresów. Przemknął palcami po włosach, z których kropelki ciepłej wody skapywały mu do oczu; odgarnął kosmyki do tyłu, aby nie przeszkadzały.
- Ezra, słońce - zaczął i odchrząknął, uśmiechając się promiennie, z niejaką ekscytacją. - Jesteś trochę wcześniej niż myślałem, ale i tak... No, musimy poważnie porozmawiać - wyłamał sobie nerwowo palce, ciągnąc Krukona na schodki prowadzące na górę, żeby tam przysiedli. - Tylko najpierw... obiecasz mi, że się nie zdenerwujesz?

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1142
  Liczba postów : 1428
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Gru 21 2017, 21:58

To już zależało od osobistych preferencji, bo dopóki ziemia pokryta była skrzącą się ciepło i skrzypiącą pod butami warstwą puchu, Ezra akceptował nawet mocno minusowe temperatury. Nie wyobrażał sobie świąt bez śniegu i zawsze było mu przykro, kiedy w jego miejsce pojawiała się obrzydliwa ciapa, a krzywe bałwany żegnały się z życiem. O ile jednak obrazek świata otulonego przez zimę przypadał mu do gustu, o tyle mniej lubił znajdować się poza mieszkaniem w chwili większej, śnieżnej zawieruchy. Ezra i tak późno zabrał się za kupowanie bliskim prezentów i teraz nie było zmiłuj. Tym bardziej, że Clarke był perfekcjonistą i nie chciał niczego wybierać bez zastanowienia.
Stąd może to zdziwienie Leonardo na powrót Ezry. On sam spodziewał się, że załatwienie wszystkich spraw zajmie mu o wiele więcej czasu, a przynajmniej zdąży się ściemnić. Przez jego ciało przebiegł dreszcz, kiedy przekroczył próg mieszkania, a ciepło uderzyło w niego i szczelnie otuliło swoimi mackami. Prędko wyskoczył z butów i kurtki, pozbywając się wszystkiego, co łączyło go z światem zewnętrznym i otrzepując włosy, na których osiadły pojedyncze płatki śniegu. Nie musiał nawet patrzeć w lustro, żeby wiedzieć, że nos miał czerwony niczym Rudolf.
Zlustrował wzrokiem Leo, który akurat wyłonił się z łazienki. Na usta Ezry natychmiast zabłądził uśmieszek, kiedy przeczytał nadruk widniejący na koszulce chłopaka.
- No wiesz co, tym razem to ty na mnie nie zaczekałeś z prysznicem - wyrzucił mu z rozczarowanym cmoknięciem, podchodząc bliżej i zadzierając głowę w oczekiwaniu na powitalnego buziaka. Zmarszczył lekko brwi, kiedy Gryfon zaczął coś mówić o poważnej rozmowie, ale w gruncie rzeczy się nie przejął, nawet tym nerwowym wyłamywaniem palców. - Dobrze? A stało się coś? - dopytał, podążając za chłopakiem na półpięterko i nie spuszczając z niego zainteresowanego spojrzenia. Ezra nie chciał niczego przewidywać, domyślać się, czy tworzyć przerysowanych historii, aczkolwiek słowa brzmiały niejednoznacznie.
- Kotek - mruknął czule, podśmiewując się cicho - jeśli to jest rzecz, którą można się zdenerwować to bez wątpienia się zdenerwuję. To jednak nie zmienia faktu, że musisz mi powiedzieć, nawet jeśli potem będzie z tobą źle. Byle szybko, bo odmarzłem i mam ochotę się poprzytulać - pogonił go, chcąc jak najszybciej przejść do milszych czynności niż rozmowa.

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Gru 21 2017, 22:31

Jakoś umknął mu ten buziak - za bardzo skoncentrował się na rozmowie. Nie wiedział jak szybko i jasno przedstawić fakty, a doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że poruszał poważne tematy. To nie było coś banalnego i oczywistego. Leo po prostu postępował spontanicznie i lekkomyślnie, a potem musiał stawiać czoła konsekwencjom... I martwił się, kiedy tak spoglądał na Ezrę, bo przecież strasznie mu na nim zależało i nie chciał sprawiać nawet najdrobniejszych problemów. Najwyraźniej nie był w stanie powstrzymać się od namieszania choćby odrobinę.
- No, tak jakby - przytaknął, bo "coś" z pewnością się wydarzyło i nie mógł temu zaprzeczyć. Najchętniej po prostu przytuliłby mocno swojego chłopaka i zapomniał na chwilę o wszystkich troskach, ale zwyczajnie nie mógł. Czuł się zbyt odpowiedzialny, zobowiązany do zajęcia się tematem tu i teraz, jak najszybciej. Liczył na troszkę więcej czasu, nie ułożył sobie jeszcze w głowie wyjaśnień i argumentów... Przygryzł wewnętrzną stronę policzka na to czułe słówko, które teraz wydawało się kompletnie nie na miejscu. Odchrząknął zaraz znowu, a potem westchnął sfrustrowany, bo w całej swojej pewności siebie nienawidził momentów, w których głupio się zacinał. Poważne tematy mu nie wychodziły, zaczynanie rozmów o czymś problematycznym mu nie leżało. Nie potrafił znaleźć słów i denerwował się, choć wiedział, że nie ma czym.
- Okej, no dobra. Chyba nie ma jak tego inaczej powiedzieć - stwierdził, zacierając dłonie aby dodać sobie trochę otuchy. - Bo ja tak jakby... Poznałem kogoś. Dopiero co. Serio, przed chwilką - zamilkł na sekundę, nie spuszczając wzroku ze swojego partnera. - To było totalnie przypadkowe, nic nie planowałem, po prostu ją zauważyłem i... I chyba wiesz jak to jest, no po prostu... No wiedziałem, że jej tak nie zostawię, bo bym sobie chyba w życiu nie darował. I myślałem sobie, że to nic takiego, będzie okej, ale... - Przerwał, bo z łazienki dobiegł ich dźwięk, jak gdyby ktoś strącił coś z półki na podłogę. Vin-Eurico uśmiechnął się pod nosem, spoglądając w tamtym kierunku. - Ale to nie zmienia faktu, że powinienem powiedzieć ci jak najszybciej. No więc mówię. Jest niesamowita i wiem, że pewnie się tego nie spodziewałeś, ale cholera, ja też nie. - Tym razem dało się słyszeć odkręcanie i zaraz zakręcanie wody i Leo już bez zastanowienia wstał, zaalarmowany podążając w tamtym kierunku. - Słoneczko, miałaś chwilę zaczekać... - Zacmokał z niezadowoleniem, napierając na drzwi.

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.


Ostatnio zmieniony przez Leonardo O. Vin-Eurico dnia Sob Gru 23 2017, 23:20, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1142
  Liczba postów : 1428
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Gru 22 2017, 07:42

Już samo to pominięcie pieszczoty powinno zaalarmować Ezrę, że działo się coś złego. Leonardo nigdy nie tracił okazji do bliskości - czy to platonicznej, czy tej naprawdę dogłębnej. Skoro zatem Gryfon odmówił mu kontaktu fizycznego, sprawa rzeczywiście wymagała trochę skupienia. Ezra całkowicie już spoważniał, doskonale wiedząc, że i tak niewiele mogło to pomóc.
Nigdy nie lubił takiego owijania w bawełnę. Leonardo właśnie sprawiał, że Ezra nastawiał się na tragiczną wiadomość, która burzyła jakiś porządek w ich małym światku. Czym innym było droczenie się, czym innym takie plątanie w zeznaniach.
- Poznałeś kogoś - powtórzył głucho. Zrobiło mu się potwornie zimno, jakby w jednym momencie słońce zgasło, a jednocześnie oblała go fala gorąca, która odbierała mu umiejętność oddychania. Ezra nawet nie potrafił powiedzieć, jakie uczucia mu towarzyszyły. Następowała ich gwałtowna gradacja, zaczynająca się od braku zrozumienia, idąca przez zawód, aż do złości. Leonardo mówił o jednym spojrzeniu - czy jedno spojrzenie mogło przekreślić to, co kształtowało się między nimi od miesięcy? A jeśli tak, to jak słabi w rzeczywistości byli?
Ezra nie potrafił wydusić z siebie słowa, a kolejne słowa Leonardo ledwie już do niego dochodziły. Po co używał tak strojnych eufemizmów, żeby opisać tak prostą, jeśli nie prostacką, rzecz, jaką była zdrada?
- Stój, nie skończyliśmy rozmowy - warknął jednak Ezra, kiedy Leonardo podniósł się i ruszył w kierunku łazienki. To był jakiś kurwa żart? Natychmiast się poderwał, zbiegając za nim i łapiąc za tył koszulki, by uniemożliwić odejście. Nie, dopóki wszystko nie było jasne. Chione, która do tej pory grzecznie drzemała sobie na łóżku, podbiegła i łapkami oparła się o Ezrę, domagając się uwagi. Ezra jednak nie zwrócił na nią większej uwagi, lekko tylko przeczesując sierść. - Skoro jest taka niesamowita, mechanika kurków może jej nie przerośnie - wycedził i w tym momencie nawet nie próbował już hamować tej zimnej furii, która go ogarniała. I co, tyle było z tych pięknych słówek Leonardo? Z zapewnień? Z pseudo miłości, którą czuł? - Świetnie, wiesz co? Wszystko mi jedno. Nie chcę wiedzieć ani widzieć... Ale żeby sprowadzać sobie jakąś pannę do naszego mieszkania? Przegiąłeś. Pieprz się, Leonardo. - Jego spojrzenie obrosło w silną pogardę, osłaniającą go od poczucia zranienia, które teraz ciążyło mu na sercu niczym kilkutonowy głaz. Opuścił rękę, kręcąc głową i kierując się w stronę drzwi wyjściowych. Wolał wejść w cholerną zamieć śnieżną niż oglądać Leo, jego Leo z pierwszą lepszą przygruchaną laską. Wolał spędzić noc na ławce w parku niż choćby pomyśleć o dzieleniu czegokolwiek ze swoim chłopakiem. Byłym chłopakiem? To musiało zostać powiedziane, by stało się oficjalne? Nawet nie zauważył, że zacisnął dłonie w pięści, aby powstrzymać zdenerwowane drżenie palców.
Leonardo bez wątpienia wiedział jak zniszczyć komuś nie tylko dzień, ale i całe święta. Cóż, w końcu praktyka czyni mistrza, czyż nie?

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Pią Gru 22 2017, 08:29

Leonardo po prostu nie nadawał się do poważniejszych rozmów. Doskonale wiedział, że to budowanie napięcia działa jedynie na jego niekorzyść, ale nie udało mu się nad tym zapanować. I choć spodziewał się mało entuzjastycznej reakcji, to sam nie potrafił przestać się nerwowo uśmiechać. Robił Ezrze problem, cholera. Podjął istotną decyzję dotyczącą ich obu bez pytania go o zdanie - miał zatem prawo się denerwować, prawda? Zresztą sam nie był pewien słuszności swoich czynów... Chciał mu wszystko jak najlepiej i jak najszybciej wyjaśnić, to tyle.
- Hej, czekaj, okej - zatrzymał się, z zaskoczeniem spoglądając na Ezrę, który wyglądał... inaczej. Gryfon nie wiedział co to za emocje i miał wrażenie, że było ich zbyt wiele do identyfikacji - problemem było to, że u Clarke’a wszystko przypominało ten nieznośny chłód. - No nie wiem, wolę żeby się nie utopiła. Jakbyś mógł sekundę zacz... - zamarł z dłonią na klamce, słuchając swojego chłopaka i czując, jak nogi mu miękną. Wsparł się o drzwi z ciężkim oddechem, kompletnie nie wierząc w słowa Krukona i, co gorsze, nie rozumiejąc. Co on znowu zrobił? Będąc w szoku nie wydusił nic do momentu, w którym Ezra zaczął się odsuwać i dopiero wtedy zorientował się, że cał drży, a jego serce szaleje. Szczerze? Ostatnio był tak przerażony na widok swojego bogina. O ile teraz nie było gorzej, bo nie był w stanie nawet udawać, że wszystko jest w porządku.
- Nie - wykrztusił, odzyskując w końcu zdolność mowy. Potrząsnął głową. - Merlinie, nie! Nigdy bym nie... och. Kurwa. Ezra, nie zdradziłem cię - jęknął rozpaczliwie, w jednej chwili zapominając o całej godności. Pchnął drzwi od łazienki, aby stanęły otworem - wskazał na siedzącego w umywalce maleńkiego kotka. Słodziaka, którego tak bardzo nie chciał (nie mógł!) zostawić na mrozie, a który był kolejnym obowiązkiem. Zerknął na Chione, przed którą wolał „intruza” trzymać z daleka, ale w tej chwili nawet o tym nie potrafił myśleć. Podszedł do Ezry i złapał jego ręce, rozwijając pięści i składając drobne pocałunki na wierzchu dłoni. - Kot, mówię o jebanym kocie, ja cię do kurwy nędzy kocham - dodał ciszej, nie dostrzegając nawet jak bardzo mieszały mu się języki, gdy pomiędzy angielskie słowa wkradały się rodzime przekleństwa. Sam był sobie winny całej sytuacji - zarówno reputacji jak i kiepsko dobranych słów, czego prawdopodobnie sam by nawet nie zauważył. Wiedział po tej zimnej furii, że Ezra został zraniony i nie chciał go zostawić, a zwyczajnie czuł się do tego zmuszony; Leo nie wiedział jak kajać się, aby zobaczyć znowu ten jego słodki uśmiech. A gotów był zrobić wszystko. - Kocham cię, Ezra. Z całego serca. I... i przepraszam, nie chciałem, żeby to tak... Znalazłem najśliczniejszą kotkę na świecie, ale... przepraszam, że skłoniłem cię do myślenia, że zrobiłbym coś takiego. - Były to prawdopodobnie jedne z najszczerszych przeprosin w życiu Gryfona, obejmujące nie tę jedną wpadkę, ale przy okazji każdą inną - wszelkie sprawy z Padme, z Courtney czy Isilią. Bo czy Ezra zaufałby tak dziwnym słowom swojego chłopaka, gdyby nie podejrzewał go o gotowość do takiego postępowania?

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1142
  Liczba postów : 1428
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Gru 23 2017, 23:48

Pragnienia Leonardo bardzo rozmijały się z rzeczywistością, bo niestety niewiele to miało wspólnego z jak najlepszym wyjaśnianiem. Wyjaśnianie na ogół nie wprowadzało w błąd. Do tej pory Ezra nie zdawał sobie chyba sprawy z tego, jak fatalnie dało się dobierać słowa, jak źle można wyrazić dobre intencje.
Wkurzało go to zaskoczenie Leo. Poważnie dziwiło go, że Ezra był na niego zły? Spodziewał się, że wcale go to nie dotknie albo z góry uznał, że Krukon szybciutko mu wybaczy? Coraz bardziej się w tym wszystkim gubił. Nie rozumiał, czego chciał Vin-Eurico... Starannie unikał patrzenia na niego i dlatego nie widział żadnych reakcji. Zresztą, jakie miały znaczenie?
Nie potrafił jednak zignorować tego rozpaczliwego tonu głosu, którym wypowiedziane zostało zaprzeczenie. Chciał wierzyć... Cholera, był żałosny, ale potrzebował wierzyć, że to on popełnił błąd. Że... To nie było tak, jak wyglądało?
- Więc dlaczego tak to brzmi? - Skrzyżował obronnie ręce, jakby chronił się przed kłamliwymi tłumaczeniami Leo. Prawda jednak była łatwiej dostrzegalna w momencie, kiedy Gryfon otworzył drzwi łazienki, a Ezrę zalało poczucie winy i ulga jednocześnie, zabarwione w każdym calu zażenowaniem. Czuł się jak kretyn. Kotek siedział w umywalce z zainteresowaniem się rozglądając, jakby myślał, na czym warto położyć łapki. Kiedy zobaczył Leo miauknął krótko i słodko. Tym dźwiękiem zainteresowała się za to Chione, stając chwiejnie na tylnych łapkach i wyciągając się niczym surykatka. Jej mały nosek poruszał się szybko, gdy próbowała przeanalizować obcy zapach.
Ezra nie cofnął się przed dotykiem Leo, nie pozbywając się jednak nieufnego i sceptycznego wyrazu twarzy. Oddychał płytko, nie wiedząc co może odpowiedzieć. Nawet proste "ja ciebie też" nie chciało przejść mu przez gardło, choć zapewnienia Vin-Eurico słodko zalewały jego serce. Westchnął tylko, bo jemu samemu było głupio. Nie powinien był zakładać od razu takiego scenariusza, skoro tyle razy obiecywał mu zaufanie. Ale poczuł się zraniony, a Leo wyrażał się tak niekonkretnie i mówił o poważnej rozmowie...
Kretyn.
- Nie znoszę cię - warknął, ale było to tak pełne ulgi, że nie dało się tego wziąć na poważnie. Ezra podniósł wzrok na kotka, ale czuł jeszcze na tyle złości, by nie dopytywać o szczegóły, skąd ten gość przybył. A tym bardziej, by się nim nie zachwycać. Potrząsnął​ głową, odchodząc, by rzucić się na łóżko i zakryć poduszką. A on chciał wrócić do domu i się zwyczajnie poprzytulać!

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Gru 24 2017, 00:09

Jakby się tak nad tym zastanowić, to Leonardo nieświadomie zastosował psychologiczną metodę manipulacji zwaną techniką "drzwiami w twarz" - podsunął bardziej nieprzyjemną i przy tym nieprawdziwą informację jako pierwszą, by potem druga wydawała się lepsza. Romansu nie było, ale odpowiedzialność pod postacią posiadania drugiego zwierzaka jak najbardziej. Gryfon zerknął zaniepokojony na Chione, po prostu nie wiedząc czego się po niej spodziewać. Była kochanym zwierzakiem, ale nie widział jej jeszcze w towarzystwie innych stworzonek. Tak samo nie miał pojęcia jak zachowa się słodko pomiaukujące kocię.
- Kochasz mnie - poprawił Krukona, choć była w tym gdzieś głęboko ukryta pytająca nutka. Oczywiście, że to widział i wiedział, zwyczajnie... Miło było to usłyszeć, w szczególności po tym jak zrobił z siebie skończonego idiotę i dupka. Odprowadził Ezrę spojrzeniem do łóżka, a sam chwilę tkwił w miejscu, dziwnie otępiały i, prawdę mówiąc, odrobinkę roztrzęsiony. Od samego początku wiedział, że to jedno wielkie nieporozumienie, a jednak jego serce zaczęło szaleć; był niewinny i mógł łatwo to udowodnić, ale widok Clarke'a po prostu wychodzącego i to z takimi słowami na ustach... Merlinie. Może powinien przestać się odzywać? Zbyt łatwo wychodziło mu psucie wszystkiego.
Nie wiedział co powiedzieć, tak więc milczał. Pogłaskał Chione po drodze do łazienki, skąd zabrał wykąpaną już kotkę. Nakarmił ją wcześniej, była więc szczęśliwa i oczka same jej się przymykały, gdy chłopak kładł ją w zwinięte koce na stoliku. Była zbyt malutka, żeby mierzyć się z poznawaniem psiej współlokatorki, musiała znajdować się znacznie wyżej - Leo bez większego problemu zbudował na stole coś na kształt kojca, byle maleństwo nie spadło na podłogę. Pogłaskał ją jeszcze czule, zanim odwrócił się do Ezry z łagodnym uśmiechem.
- Prawdopodobnie najgorszy moment na proszenie o cokolwiek... - zaczął, siadając na łóżku obok niego. - Ale no wiesz. Może z nami zostać? - Zaśmiał się cicho, doskonale słysząc jak idiotycznie brzmiało to pytanie. Ezra był równie wielkim fanem zwierząt co on sam, tak więc nie spodziewał się żadnych wielkich zaprzeczeń. Rzecz w tym, że chciał świadomej decyzji, a Krukon był jego głosem rozsądku i jeśli ktoś miał poinformować go, że pomiędzy treningami, pracą a lekcjami ledwie wyrabia się ze wspomaganiem chłopaka w kwestii zajmowania się Chione, to był to on. I bardzo liczył na to, że mimo wszystko podejmą się wyzwania, które przecież powinno się niesamowicie opłacić w postaci puchatej kulki szczęścia rozbijającej się po mieszkaniu. Numero dos, oczywiście. - Znaczy tak czy inaczej na tę chwilę tu zostaje, bo nie ma co z nią innego zrobić. Wyobrażasz sobie? Znalazłem ją centralnie na chodniku, jak wracałem do mieszkania. To chyba jedyny pozytyw tego, że nie mogłem się teleportować... No, wcześniej przez te cholerne zakłócenia spóźniłem się do psychologa, - och, subtelnie! - ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! I była cała w śniegu, więc... Nieve. Nazywa się Nieve. - Właśnie w tej chwili zrozumiał, że poważna rozmowa poważną rozmową, ale decyzja zapadła i chyba nie było czegoś, co Ezra mógłby powiedzieć, aby przekonać Leo do oddania kotki.
A skoro w końcu wyrzucił z siebie wszystko to, co planował zanim Krukon przestąpił próg mieszkania, to mógł odetchnąć. Położył się zatem obok swojego chłopaka i przyciągnął go do siebie delikatnie, z mrukliwym "lo siento" na ustach. Chyba się już nie gniewał, prawda?...

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1142
  Liczba postów : 1428
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Gru 24 2017, 11:39

Ezra wolałby nie dostawać drzwiami w twarz, szczególnie że druga sprawa dotyczyła zwierząt, a Leonardo doskonale wiedział, że wszystkie istotki żywe były ogromną słabością Krukona. Czy zapominał, jak w rzeczywistości uległy był Ezra wobec zachcianek Chione, na którą w dodatku nigdy się nie gniewał? Z jaką łagodnością traktował Eurekę, która czasami do krwi potrafiła go udziobać w rękę? Zatem czy "poważna" rozmowa na temat małego, słodkiego kociaka rzeczywiście powinna rozbudzać w Gryfonie aż tyle emocji?
Mruknął tylko krótkie "mhm" na poprawkę Leonardo, co zresztą miało dużą dowolność interpretacyjną. Dobrze zatem, że Leonardo nie mógł dostrzec automatycznego przewrócenia oczami przez Ezrę. Nie był na niego tak naprawdę zły, ale i tak uważał, że Leonardo zasługiwał na małą nauczkę. W jednej kwestii mógł być niewinny, jednak nie tylko za czyny należało brać odpowiedzialność, ale również za słowa.
Zsunął poduszkę z głowy i obserwował jak Leonardo delikatnie przenosi tę kulkę słodkości. Chione nie odstępowała go na krok, podskakując i merdając ogonkiem, jakby pytała, co to jest i czy to dla niej, i dlaczego Leo jej nie chce tego pokazać? Oparła się łapkami o stół, nie mogła jednak dosięgnąć do prowizorycznego kojca, więc zaskomlała biednie (spryciula wiedziała, że robienie dużych oczek zawsze łamało Ezrę). Teraz jednak nie przekonała nikogo i pozostało jej tylko ułożenie się pod stołem i czekanie na dobrą okazję. - Leonardo, na zdrowy rozum. Dlaczego miałaby nie móc? Koty można spokojnie zabierać ze sobą do Hogwartu, z wyjazdami nie są tak problematyczne jak psy, może kwestia wydatków też nas nie przeciąży... Jedyne, o co możesz się martwić to Chione, bo nie oddam jej choćby nie wiem co. Ale skoro twój kot jest dzieciakiem, raczej krzywdy jej nie zrobi - westchnął, nie widząc sensu w ciągnięciu tej dyskusji. Problem byłby, gdyby Leonardo znalazł smocze jajo - Ezra nie bardzo miał teraz głowę do zmieniania miejsca zamieszkania. - Skoro Lotta i Will będą w stanie zaopiekować się dzieckiem, to my chyba sobie poradzimy z kotem, nie?
Uśmiechnął się nieznacznie, patrząc w kierunku prowizorycznego kojca i słuchając relacji Leo. Nie mógł sobie wyobrazić, jak można było wyrzucić takie biedactwo na mróz. Tylko jeden element tej całej historii kompletnie mu nie pasował. Być może jednak Leo miał rację w kwestii poważnej rozmowy, tylko źle dobrał jej temat.
- Po co byłeś u psychologa? - zainteresował się, faktycznie nie mogąc się dłużej złościć. Zmartwienie było silniejsze niż uraza. Pozwolił się przyciągnąć i wtulił nos w zagłębienie szyi Leonardo. - Kocham - dodał, wreszcie potwierdzając tę poprawkę Vin-Eurico. - Po prostu nie rób mi tak więcej.

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Nie Gru 24 2017, 12:37

Chione nie miała najmniejszych szans, aby przekonać Leo do zaryzykowania ze zdrowiem (także psychicznym) kociaka. Musnął ją czulę po łebku, gdy odchodził od kojca, ale nijak nie mógł zaoferować jej nic więcej. Z rozbawieniem obserwował jak pociąga nosem, zaintrygowana nowym zapachem, którym Gryfon stopniowo przesiąkał. Obejrzał się jeszcze raz, upewniając czy wszystko w porządku, ale potem sto procent uwagi poświęcił swojemu partnerowi. Słuchał go w milczeniu, przyznając rację, a jednak doskonale wiedząc, że tak - musieli to obgadać.
- Mam nadzieję... - Znowu zerknął na Chione i przewracającą się w kojcu Nieve. Łagodny uśmiech nie schodził mu z twarzy, bo na Merlina, już zdążył to maleństwo pokochać. W końcu gdy ją niósł to patrzyła tak słodko, gdy ją karmił mlaskała rozkosznie, a gdy próbował ją wykąpać, to pogryzła mu małymi ząbkami całą lewą dłoń. Niesamowita, nie? - A ja wiem, trochę z niej diabeł - przyznał, dyskretnie chowając poranioną rękę. Cóż, Leo miał swój typ dziewczyny i Nieve w jakiś tam sposób próbowała się dopasować. Vin-Eurico odetchnął z ulgą, gdy Ezra do niego przylgnął i sam przysunął się jeszcze bliżej, przymykając z zadowoleniem powieki. I jak już mogło być idealnie, to oczywiście Krukon wyskoczył z pytaniem, na które Leo nie miał odpowiedzi. Milczał chwilę i mruknął tylko potakująco, obiecując, że taka sytuacja się nigdy w życiu nie powtórzy. Cmoknął chłopaka w czubek głowy, błądząc niewinnie dłonią po jego plecach i co jakiś czas muskając opuszkami palców skórę na jego karku.
- Nie wiem - westchnął, krzywiąc się nieznacznie. - Nie wiem no, poczułem taką potrzebę. To nic, nie musisz się martwić - dodał, doskonale wiedząc jak nijaką dawał chłopakowi odpowiedź. Obrócił się na plecy, jedną ręką dalej zagarniając do siebie Krukona. Wbił spojrzenie w sufit, trochę bijąc się z myślami. Co miał powiedzieć? Że z tak małą ilością treningów tracił nad sobą kontrolę i ostatnio prawie pobił kolegę z pracy? Że bolało go chodzenie do klubu sportowego, gdzie znajomi przygotowywali się przed zawodami, a jego ambicje pogrzebane zostały przez idiotyczną wpadkę? Że niemal każde dotknięcie różdżki kończyło się potworną frustracją? Że pomimo najszczerszych starań dalej czuł się jak nikt, bezużyteczny i głupi? Wyjątkowo ciężko było wyrzucić z siebie coś takiego do osoby, która dawała mu tyle szczęścia. Prawda była taka, że przy Ezrze w większości przypadków te problemy wygasały, bo choć jego zdolności i szczęście dobijały Leonardo, to w życiu by mu tego nie wypomniał.
- Ale spoko, gabinet ma dość małe okno i jest na parterze, raczej daruję sobie rzucanie regałami - zaśmiał się cicho, z odrobiną zażenowania. Chyba faktycznie był popieprzony.

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1142
  Liczba postów : 1428
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Gru 28 2017, 10:39

Chione miała charakter swojego właściciela - bardzo ugodowo przyjęła ten zakaz zbliżenia się do nowej współlokatorki. Ezra jednak wiedział, że to tylko pozory i suczka czekała tylko na dobrą okazję by coś ściągnąć lub po czymś wejść... Generalnie dobrze, że na święta się rozstawali i Nieve mogła sobie spokojnie podrosnąć.
- Dogadają się. Najwyżej przemienisz się w niedźwiedzia, rykniesz na obie i będzie spokój - zaśmiał się. Chione też aniołkiem nie była, ale rzadko rzucała się do innych zwierząt, Ezra zatem wierzył, że nic w kotce nie będzie budziło w niej agresywnych odruchów.
Przymknął powieki, uśmiechając się czule na to cmoknięcie w czubek głowy, a przez jego ciało przechodziły łagodne i niewinne dreszcze.
- Nie gadaj głupot, zawsze będę się o ciebie martwił. - Leonardo miał chyba jakieś głupie przekonanie, że to w ogóle w jakiś sposób było zależne od Ezry. Jakby można było tak odciąć się od emocji, od troski, od zmartwień... Westchnął, wsuwając wciąż chłodną od zimowego powietrza dłoń pod koszulkę Leo i opuszkami przebiegając po mięśniach chłopaka w całkowicie niewinnym geście. Nie było w tym żadnego podtekstu, Ezra zwyczajnie lubił czuć ciało swojego chłopaka pod palcami. Lubił go dotykać, jakby upewniając się, że to wszystko było prawdziwe. Nosem musnął szyję Gryfona, zaraz otulając ją ciepłym oddechem. - Nie chcę brzmieć banalnie. Nie mam nic do tego, że potrzebowałeś pomocy specjalisty. Ja nie mam takich kwalifikacji, ale mimo to chciałbym po prostu wiedzieć kiedy coś się dzieje, dobrze? Nawet jeśli nie będę potrafił pomóc. Jesteśmy w związku, twój problem jest moim problemem i każde twoje zmartwienie jest też moim zmartwieniem, rozumiesz?
Właśnie to wszystko Leonardo mógł mu powiedzieć. Gdyby Ezra wiedział, że chłopakowi brakuje treningów, pomógłby mu przeorganizować dzień, żeby czasu starczało. Przecież mógł tymczasowo chodzić w inne miejsca, ba, mógł nawet użyć sali treningowej w Hogwarcie. Ezra mógłby też poćwiczyć z Leo zaklęcia - być może w obecnych czasach nie zawsze sama magia działała idealnie, ale praktyka nigdy nie szkodziła. Czy zatem naprawdę nie istniało inne rozwiązanie niż zadręczanie się?
Westchnął, nie śmiejąc się z żartu Vin-Eurico. Jak dla niego to Gryfon mógł wyrzucić przez to okno nie tylko regały, ale i samego psychologa, jakby to miało pomóc. Kto był popieprzony?

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Gru 30 2017, 23:02

Ciekaw był, czy Ezra wiedział, jak bardzo takie proste słowa potrafiły na niego wpłynąć. Leo uśmiechał się dalej tak samo, ale serce trzepotało mu w klatce piersiowej trzy razy szybciej. Jeśli kiedykolwiek potrzebował po prostu akceptacji, to Krukon dawał mu jej aż w nadmiarze. Vin-Eurico stopniowo zaczynał czuć się źle z tym, że wciąż potrafił znaleźć coś, co mu nie pasowało. Czego mógłby chcieć więcej? Leżenie obok Clarke'a zapewniało go, że może borykać się ze wszelkimi problemami magicznymi, byle tylko mieć go blisko.
Spiął się odruchowo, czując lodowaty dotyk chłopaka, ale nie odsunął się ani na milimetr, pozwalając aby się rozgrzał. Mruknął coś niewyraźnie, doskonale wiedząc, że na niektóre rzeczy po prostu nie miało się wpływu. Cieszyło go oczywiście, że Ezra się nim interesował i nawet głupią wzmiankę o psychologu potraktował jako coś poważniejszego - zwyczajnie chyba nie dorósł do normalnych rozmów, albo może nie zorientował się, że są potrzebne. Również pozwolił sobie na westchnięcie, a ono zaraz przerodziło się w cichy śmiech.
- Brzmi przerażąjąco - zażartował, chociaż faktycznie coś przeskoczyło w jego umyśle. Nigdy nie znajdował się w podobnej sytuacji, w której czuł się aż tak bardzo z kimkolwiek zżyty. Nie miał za to żadnych wątpliwości, że tak - to mu się podobało. Może potrzebował jeszcze odrobinki czasu, aby wszystko sobie w głowie poukładać? - Ale dziękuję. Przypomnę ci to - dodał niezobowiązująco. Nie miał ochoty na wypominanie chłopakowi, że ten pozostawał cholernie zamknięty i pomijał naprawdę wiele tematów. Nie dopytywał, obawiając się, że Ezrę zmusi to do odsunięcia się; wiedział, że nie zniesie dystansu. Pocałował Krukona w usta, oficjalnie informując go, że skończyli te dziwne tematy i wszystko jest w porządku.
I w tej chwili naprawdę było.

/zt x2

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Sty 24 2018, 00:25

Leo należał do tych osób, które lubiły aktywnie spędzać czas. Nic nie sprawiało mu takiej przyjemności jak dzień spędzony od początku do końca na robieniu czegoś. Nie potrzebował wcale mieć napiętego grafiku, w gruncie rzeczy był bardzo spontaniczną osobą - co mocno kolidowało z jego idealnie rozplanowanymi treningami. Leonardo wiele mógł mówić i wiele mógł lubić, ale niestety nie było zbyt łatwo się z nim skontaktować, jeśli nie żyło się w czarodziejskim świecie. Trenowanie mugolskiego sportu nauczyło go pilnowania kalendarza. Wszystko jednak sprowadzało się do tego, że wolny czas usiłował jakoś spożytkować. Nie był wcale wielkim fanem siedzenia w domu.
Dopiero @Ezra T. Clarke pokazał mu, jak przyjemnie spędzało się czas w mieszkaniu; jak odprężająca potrafiła być myśl, że już niedługo będzie mógł odpocząć. Towarzyszyła mu ona od momentu, gdy opuścił kamienicę, a zniknęła dopiero w momencie, w którym jego ręka spoczęła na klamce. Doskonale wiedział, że jego chłopak nie jest w najlepszej formie, choruje i pewnie cały dzień spędził wylegując się w łóżku... Nie rujnowało to jednak jego dobrego nastroju. Nie miał zmiany w barze i mógł wesprzeć trochę swojego partnera, oferując mu swoje cudowne towarzystwo.
- Mam nadzieję, że jeszcze żyjesz, bo planowałem poumierać razem - rzucił, wchodząc do mieszkania i wzdychając z niejaką ulgą. Pozwolił aby przyjemne ciepło otuliło jego zmarznięte ciało - nie przyznałby się w życiu, ale jego umiejętność teleportacji poszła się chrzanić i od jakiegoś czasu musiał całkiem niefortunnie łapać świstokliki. Zsunął buty, odwiesił kurtkę i szalik (musiał zacząć go nosić regularnie, bo Fovere nie wchodziło w grę), a potem zrobił malutki przystanek na pogłaskanie Nieve. Tak jak bardzo chciał wierzyć, że kotka faktycznie za nim tęskniła, tak miał stuprocentową pewność, że cały dzień przymilała się do Ezry. Mruknął do niej ciche "traidora" pełne czułości, ale kotka wcale nie chciała go puścić i wprost rozkładała się na podłodze, domagając czułości. - Entonces... ¿Cómo estás? O estais, lo siento...* - Zaśmiał się miękko, przysiadając na brzegu łóżka i wbijając wesołe spojrzenie w swojego partnera. Och, w duchu całkiem solidnie przeklinał swoje wieczne dokładanie obowiązków. Co z tego, że przyjemnie spędził czas na sesji fotograficznej, skoro padał z nóg jeszcze po poprzedniej nocy, spędzonej w całości za barem? - Merlinie, tęskniłem - westchnął, przesuwając dłonią po materiale jednej poduszki. - Za łóżkiem. No, za tobą może tak odrobinkę...

*"Więc... jak tam u ciebie? Albo u was, przepraszam..."

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1142
  Liczba postów : 1428
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Sty 24 2018, 12:24

W takich momentach Ezra szczególnie doceniał możliwości, które stwarzał mu świat. Nawet zwykłą, szarą codzienność traktował nieco inaczej. Przychylniejszym okiem patrzyło się na spacery z Chione, czasami wymuszane wręcz o kosmicznych godzinach; teraz każde takie wyjście przypominało mu przeprawę przez Biegun Północny ze względu na ilość warstw ubrań, które na siebie zakładał. A perspektywa nadrabiania materiału była wręcz koszmarna.
Z przymkniętymi oczami przeczesywał kędzierzawą sierść Chione, która z głową opartą na jego brzuchu leniwie lizała jego drugą rękę. Nieve w tym czasie wesoło sobie tuptała po mieszkaniu, szukając czegoś do zbrojenia. Obie panie zaskakująco dobrze się dogadywały (no, większość czasu) i na dyżury dotrzymywały mu towarzystwa.
Jeszcze zanim Leonardo przekroczył próg mieszkania, oba zwierzaki już go wyczuły, a Nieve natychmiast wystrzeliła, by zapewnić go o swoim niebywałym oddaniu. Chione za to natychmiast się podniosła się i naprężyła, a jej mały ogonek niecierpliwie ruszał się zaraz przy twarzy Ezry.
- Dogorywam. Ale nie, ty nie możesz umierać, ty masz zadbać o moją wygodę po tym jak zostawiłeś mnie na cały dzień. To było jak wieczność - zamarudził, podciągając się do siadu. Nie było się co oszukiwać, Ezra tylko czekał na ten moment w dniu. Zwyczajnie był trochę bardziej samodzielny i niezależny, ale co potrafiła zrobić z człowiekiem choroba i obijanie się z kąta o kąt...
Oparł się o zagłówek łóżka, rękami obejmując przykryte kołdrą kolana. Na jego ustach błąkał się mały uśmiech, kiedy czekał, bo oczywiście wypieszczenie pupila miało czołowe miejsce na liście obowiązków.
- Dobrze się bawiliśmy, żałuj, że cię nie było. Nieve nauczyła się aportować. No prawie, bo na wzór za Chione nie chce mi oddawać piłki, ale i tak jest skuteczniejsza niż accio. - W gruncie rzeczy chodziło więc o to, że wiele się nie nauczyła, po prostu kiedy coś rzucił, ruszała w tym kierunku, a wracając okazjonalnie zostawiała zdobycz gdzieś koło łóżka. - Wypiłem dziś chyba więcej herbat niż przez cały miesiąc. Byłem tak zdesperowany, że przejrzałem nawet podręczniki, wiesz? - Wśród nich odnalazł kilka interesujących tematów, na które zazwyczaj nie miał czasu. Nie była to zatem stricte nauka do zajęć szkolnych, bo Clarke odnalazł swoje notatki z początku roku dotyczące hipnozy. Aktualnie nie miał do tego serca, ale bez wątpienia była to milsza lektura niż powtórka z eliksirów.
- I tęskniłem. Za tobą. - Wymownie spojrzał na Gryfona, który bezczelnie jeszcze go nie przytulił, a w dodatku gadał takie głupoty. Miał szczęście, że Ezra był na tyle spragniony czułości, że puścił tę uwagę mimo uszu. - Może być i odrobinka, biorę, co dajesz.
Wyciągnął do niego rękę ponaglająco, ale zaraz oczy zaszły mu łzami, kiedy poczuł kręcenie w nosie, zwiastujące serię kichnięć. Z jego uszu poszła blokująca zmysł słuchu para, której nie powstydziłaby się nawet rasowa lokomotywa. Zsunął się ponownie do pozycji leżącej, przecierając nos chusteczką.
- Dlaczego wyglądasz dziś tak cholernie dobrze? Nie możesz wyglądać dobrze, kiedy ja przypominam... Nie wiem co. Straciłem moją kreatywność do porównań - poskarżył się, patrząc na chłopaka z urazą. Wszystko mogłoby wyglądać inaczej, gdyby Ezra początkowo nie zbagatelizował przeziębienia - w końcu czym był mały katarek? A potem zmasowany atak ruszył na gardło, a długotrwale podwyższona temperatura doszczętnie niszczyła ogólne samopoczucie. Już prawie nie pamiętał, jak to jest być zdrowym.

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Sty 24 2018, 13:21

- Mam nadzieję, że dbanie o twoją wygodę nie wymaga za wiele ruchu... - I brzmiało to przerażająco nienaturalnie w ustach Leo, którego zmęczenie po prostu chwilowo pokonało. Nie zmieniało to faktu, że najpierw musiał się nagimnastykować przy zabawianiu kotki, również stęsknionej. Dopiero na łóżku mógł odetchnąć, wyłamać sobie zmarznięte palce i zrzucić bluzę. - Oooo, to już faktycznie desperacja... - Potrząsnął głową z niedowierzaniem, słysząc o podręcznikach. Na całe szczęście rzadko chorował, więc nie musiał zbyt często borykać się z problemami wymęczonego organizmu. Sam raczej zajęty był rozplanowywaniem czasu pomiędzy jedną pracą a drugą, a przy okazji starał się nie zawalić wszystkich zajęć w szkole. Rzecz w tym, że już tego poranka ominął kilka lekcji, uciekając na umówioną sesję - Ezra raczej nie oczekiwał od niego żadnych notatek, na całe szczęście. Uśmiechnął się jedynie na uwagę swojego partnera i teraz to już poważnie miał zamiar go przytulić, ale uniemożliwił mu to atak kichania. Skrzywił się ze współczuciem, szybko wślizgując się pod kołdrę i obejmując delikatnie Krukona.
- No widzisz, zmęczenie mi służy... albo makijaż. Dzięki - parsknął cichym śmiechem. Faktycznie mógł wyglądać wyjątkowo dobrze, bo poniekąd musiał. Nie była to jakaś wielka i niesamowita sesja, ale zadbali o to, aby nowy model prezentował się przyzwoicie; subtelny makijaż ukrywał ślady zmęczenia po pracy w klubie, a takich ubrań nie powstydziłby się nawet Ezra. Leo nie potrafił jednak za dobrze uszanować swoich ciemnych spodni i eleganckiej (markowej?) czarnej koszuli (standardowo rozpiętej na parę guzików u góry), o czym świadczyło chociażby wciskanie się w tej kreacji do łóżka. - A ty przypominasz mojego pięknego chłopaka, po prostu... chorego. - Wzruszył łagodnie ramionami, cmokając Clarke'a w policzek i wtulając się w niego jeszcze bardziej. - Brałeś eliksir? - Chyba wszyscy doskonale wiedzieli, że na lebetiusa najlepszy był eliksir pieprzowy - z kolei bezczynne leżenie chyba nie było wystarczającym wynagrodzeniem za walkę z katarem i podwyższoną temperaturą.

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1142
  Liczba postów : 1428
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Sty 24 2018, 20:43

Uśmiechnął się tylko tajemniczo, bo dbanie o wygodę Ezry ograniczało się głównie do spędzania z nim czasu, co chyba nie wymagało zbyt wielkiego zaangażowania, poza tym myślowym. (Aczkolwiek rozumiał, że zazwyczaj właśnie ten rodzaj był dla Leo bardziej męczący.
Ezra nie chciał nawet myśleć, jak ta chwilowa niedyspozycja rozjechała jego tydzień. Nie dość, że omijał lekcje, to jeszcze nie mógł chodzić do teatru, a to już poważnie go irytowało. Tęsknił nawet za sprzątaniem, które umożliwiało mu podglądanie prób. Niemal zazdrościł wiec Leonardo, że przeżywał on niezwykle zabiegany okres w swoim życiu; zresztą, był bardzo pod wrażeniem tego, jaką osobą przez ten rok stał się Gryfon. Stał się lub Ezra zaczął to wreszcie dostrzegać.
Nawet nie zarejestrował, kiedy Leo wślizgnął się pod kołdrę i go objął. Miłe uczucie, które dawała bliskość zauważył, kiedy przestał skupiać się na własnym, tragicznym samopoczuciu. Przekręcił się i wtulił nos w zagłębienie szyi Leo, a chłód dworu wciąż od niego bijący kontrastował z rozpaloną skórą Ezry.
- Pomalowali cię? - zaśmiał się cicho, przykładając palce do jego policzka, jakby sprawdzając, czy drobinki kosmetyków zostaną na jego opuszkach. Nie był w stanie skoncentrować się na kilku rzeczach jednocześnie, zatem markowe ubrania nie doczekały się uwagi. Ezra zdecydowanie wolał skupiać się na jego twarzy, nawet jeśli potrafiło to wpędzić w kompleksy.
- Przynajmniej to nie smocza ospa - westchnął, przymykając oczy. Wtedy by się chyba zapłakał.- Ale skoro zamierzasz spędzić ze mną życie, to chyba muszę cię zacząć przyzwyczajać do mojej gorszej formy. - Mentalnie w tym miejscu puścił swojemu chłopakowi oczko i wierzył, że ich telepatyczna więź wystarczy, by zostało to odczytane.
- Brałem, brałem. Też się chcę już tego cholerstwa pozbyć z organizmu. - Eliksir pieprzowy mógł nie smakować najlepiej, ale był skuteczny. (Nawet jeśli potęgował tę głupią parę z uszu. Ile można?) Ezra nie był dzieckiem, by kręcić nosem.

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Sty 24 2018, 21:23

Niektóre zmiany przechodziły niezauważone, ale w życiu Leo zaszły takie, których nawet on sam nie mógł zbagatelizować. Nie tylko zupełnie inaczej zaczął podchodzić do spraw w swoim życiu osobistym, ale również części zawodowe uległy polepszeniu. Gryfon usilnie starał się nie liczyć, ile już trwają w monogamicznym związku - dawno przebili jego rekordy i najśmielsze oczekiwania. Szczerze, nie wyobrażał sobie, aby coś mogło ich małą sielankę zepsuć (a przynajmniej nie tak doszczętnie, o). Co więcej udało mu się wyhodować trochę więcej odpowiedzialności, o co w gruncie rzeczy również trochę posądzał Ezrę. Nie mógł aż tak wszystkiego olewać, skoro mieszkając razem byli od siebie w pewnym sensie zależni; musiał dopasowywać swój grafik chociażby po to, aby spędzać z ukochanym odrobinę wolnego czasu. To wszystko porozwijało się, popychane zapałem Vin-Eurico, aż doszedł do wyjątkowo satysfakcjonującego etapu.
- Ehe. Nie jestem wystarczająco piękny - mruknął z rozbawieniem. Oczywiście, że nie działało to w ten sposób - nie dostałby tej pracy, gdyby nie spełniał jakichś kryteriów. Wolał się jakoś bardziej nie zastanawiać nad funkcją makijażu (ani samym faktem noszenia go, czego się nigdy nie spodziewał). Fakt faktem nie wyglądał jakoś szczególnie inaczej; ot, trochę bardziej nieskazitelnie. Przymknął powieki z zadowoleniem, chłonąc to ciepło Krukona i jednocześnie oddając mu swoje - dwie zupełnie różne energie mieszały się łagodnie, tworząc komfortową atmosferę. - Ohoho. Zrobiło się poważnie. Dobrze, że za często nie choruję... - Przygryzł lekko wewnętrzną stronę policzka, powstrzymując się od głupkowatego uśmiechu. Miał wrażenie, że nie było formy, która u Ezry by mu nie pasowała. - Znaczy, widziałeś mnie już pijanego, na kacu, po vomili, kontuzji barku... - Przycisnął go do siebie trochę mocniej. - Za późno na ucieczkę...
Nie posądzał Clarke'a o brak rozsądku, tak więc spodziewał się tego typu odpowiedzi. Mruknął z aprobatą, najzwyczajniej w świecie po prostu się martwiąc - tak normalnie, w granicach przyzwoitości. To było tylko przeziębienie, ale Leo wolał swojego chłopaka radosnego i w pełni sił, a nie przykutego do łóżka. To jest, nie w ten sposób przykutego do łóżka... Inna wersja zdecydowanie bardziej by mu się podobała.
- Ej, wiesz co? - Nie zorientował się nawet, kiedy jego dłoń znalazła się na karku Ezry. Z tego miejsca mógł swobodnie muskać opuszkami palców jego skórę, okazjonalnie zahaczając o włosy i im również zapewniając trochę pieszczoty. - Na ostatnim treningu trener powiedział mi, że byłoby super, gdybym popracował nad ramionami, bo zrobiłem się, uważaj, drobniejszy. Dzisiaj z kolei dowiedziałem się od fotografa, że jestem trochę za szeroki. Jak żyć?... - Skrzywił się nieznacznie, bo Nieve znudziła się samotność i wskoczyła na niego z impetem, wbijając łapki idealnie pod żebra. Pokręciła się trochę na łóżku, aż znalazła idealne miejsce na samej krawędzi. (I weź tego futrzaka przypadkiem nie strąć...)

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1142
  Liczba postów : 1428
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Sty 24 2018, 22:49

Jeśli ktoś nadawał się do modelingu, to był to właśnie Leonardo. Nie tylko ze względu na jego proporcjonalną budowę ciała, ale również po prostu przykuwającą uwagę twarz. Modele nie musieli być olśniewająco ładni, lepiej gdy byli specyficzni. Ale atutem Leo było właśnie posiadanie wręcz niesprawiedliwej dawki atrakcyjności.
- Prawda, próbuję wierzyć, że już gorzej mnie nie zaskoczysz, tylko to mnie tu jeszcze trzyma - przyznał mu żartobliwie rację, wspominając te wszystkie razy, kiedy Leonardo słaniał się na nogach bełkotał i generalnie upodabniał się do ogromnej kupki nieszczęścia. Zdecydowanie jego faworytem w tym wszystkim był kac - robienie hałasu w takich momentach stawało się jego ulubionym zajęciem. Liczył, że w ten sposób jego chłopak kiedyś nauczy się pić, ale bez upijania się...
- Jak mogłeś stać się drobniejszy? Twoje mięśnie zaczęły się rozkładać? - Parsknął chropowatym śmiechem, zastanawiając się, kiedy ostatnio usłyszał większą bzdurę. Przebiegł ciekawskim dotykiem po ramieniu chłopaka i zaraz cmoknął z udawanym rozczarowaniem. - Nie, wszystko jest na swoim miejscu. Jakkolwiek by nie było, lepiej, że szeroki tu - postukał w bark Leonardo. - Niż tu - przeniósł się z palcem na brzuch chłopaka, lekko go dźgając i się podśmiewując. Może rzeczywiście nie był w pełni sił, ale humoru nie można było mu odmówić. Zarażać mógł co najwyżej bakteriami, a nie jakimś ponurym nastrojem.
Kiedy Nieve wskoczyła im na łóżko, natychmiast ożywiła się dotąd grzeczna i wierna mu Chione, która bezceremonialnie przeszła przez Ezrę (Leo przeskoczyła, ciekawe...) by stanąć nad kotką. Po chwili usiadła i zaczęła marudzić pojękiwaniem, a kiedy i to nie skutkowało, podniosła się do pozycji "proszenia". Ezra lekko pokręcił głową, stwierdzając, że zwierzaki sobie poradzą.
Nagle z jego gardła bezwolnie wydało się czajnikowe gwizdanie. Ezra mógł znaleźć wiele pozytywów w chorowaniu akurat na Lebetiusa, ale ta jedna rzecz była poważnie żenująca. Jego policzki nieznacznie się zaczerwieniły, czy to ze zmieszania, czy gorączki.
- Jak wyzdrowieję, zabieram cię na jakąś fantastyczną randkę - zapowiedział mu, łapiąc go za rękę i bawiąc się w bezmyślne splatanie i rozplatanie ich palców. Miał nawet kilka pomysłów, szkoda tylko, że mróz nie odpuszczał, bo możliwości jeszcze by przybyło. - Opowiadaj mi coś. Cokolwiek. Cisza w tym mieszkaniu już mnie zabija.
Leonardo mógł mówić o wszystkim; o jakichś ciosach bokserskich, o pogodzie, o rodzaju drewna, z którego była jego różdżka. Po prostu po przyzwyczajeniu Ezry do ciągłego trajkotania, nie można mu było teraz z tego rezygnować.

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sro Sty 24 2018, 23:16

Prawdę powiedziawszy nie był pewien, czy choroba przebije jego dogorywanie na kacu, albo czasami wyjątkowo zawstydzające bycie pod wpływem. Nie lubił mieć świadomości, że kilka(naście) kieliszków pysznej tequili może sprawić, że potknie się milion razy o własne nogi i nie wybełkocze nic sensownego. Z drugiej strony choroba nie musiała równać się aż takiej bezsilności, ale potrafiła kompletnie zrujnować dobry humor... a Leo bywał nieznośny, jeśli coś go denerwowało. Tutaj nie chodziło nawet o sam wygląd, tylko zachowanie - nie był najlepszy w panowaniu nad emocjami.
- Nie mam pojęcia - westchnął, z uśmiechem obserwując poczynania swojego chłopaka. Nie byłby sobą, gdyby nie napiął w odpowiednim momencie mięśni brzucha, pozwalając Ezrze na zetknięcie się z twardą powierzchnią. Mrugnął do niego, zanim obejrzał się dopilnować zwierzaków. Jakimś cudem szybko cała czwórka się do siebie przyzwyczaiła; z Nieve wyjątkowo łatwo było się dogadać i kotka bez problemu podróżowała wraz z Leo pomiędzy mieszkaniem a Hogwartem. Prawdę mówiąc Gryfon czekał tylko, aż przypadkiem zabierze futrzaka do pracy... Nie sprawiała kłopotów, o dziwo, chociaż błyskawicznie nabrała mało eleganckiego nawyku wdrapywania się ludziom na ramiona. Vin-Eurico wcale nie próbował jej tego oduczyć...
- Mmmm. Nie mogę się doczekać. - W oczach Leo pojawił się błysk zaciekawienia, a przez jego głowę przemknęła setka pomysłów i insynuacji. Pozostawało jedynie czekać i napawać się tym przyjemnym ciepłem, które ogarniało jego serce. - Blanc dała mi nową maść na ramię i w ogóle powiedziała, że mógłbym pochodzić trochę na mugolską fizjoterapię, bo nie powinna zaszkodzić, a może pomoże. I być może ciągnie się to tak za mną jeszcze przez tamten cholerny festiwal muzyczny... Swoją drogą, Goyo męczy mnie o tę naukę gry na gitarze i nie mam pojęcia, co go z tym strzeliło. Chyba serio sobie ubzdurał, że jak Dava uczyła mnie animagii, to on czegoś też musi... - Odsunął się nieco, spoglądając z zainteresowaniem w zielone tęczówki Krukona. Przypomniała mu się rozmowa z Puebli i po prostu musiał poruszyć pewną kwestię, gryzącą go od tamtej pory. - Jak to jest, że jesteśmy ze sobą tak długo, a ja wciąż nie słyszałem jak grasz na pianinie? Co jeszcze ukrywasz, co? - Utkwione uparcie spojrzenie świadczyło jedynie o tym, że tym razem Ezra nie miał jak uciec. Leo uniósł wyzywająco brwi, dodatkowo obdarzając swojego towarzysza bezczelnym uśmiechem. - Ty mi coś lepiej opowiedz. Coś, czego o tobie nie wiem.
Subtelnie.

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1142
  Liczba postów : 1428
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Sty 25 2018, 08:56

Przyzwyczaił się już do tego, że Leonardo lubił się popisywać, a już szczególnie, kiedy wchodzili na temat sylwetki. Tylko zatem przewrócił oczami na spinanie się Leo. No nawet pośmiać się mu nie dawał.
- I jak? Działa trochę lepiej niż poprzednia? - zainteresował się, a na wspomnienie o fizjoterapii pokiwał z aprobatą głową. - Przepraszam, że cię wtedy zaciągnąłem na festiwal.
Ezra nie chciał się obwiniać, w końcu nie mógł niczego takiego przewidzieć, jak setki innych czarodziejów. Trudno było jednak zapomnieć, że Leonardo oberwał, ochraniając Ezrę.
- Chłopak z gitarą będzie dla mnie parą - zaśmiał się, odgarniając Leo włosy z czoła, a maleńkie kurze łapki pojawiły się przy jego oczach. - Uważam, że to naprawdę dobry pomysł. Jak ci się nie spodoba to nie, nikt cię nie zmusi. Ale na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że muzyka to przyjemne hobby. Poza tym, zawsze będziesz miał więcej pretekstów, żeby pojechać do Puebli. Same plusy - zauważył. Co więcej, Ezra mógł być odpowiedzialny za utrzymywanie motywacji Leonardo w Anglii. Lepszej sytuacji do nauki nie mógł sobie Gryfon wymarzyć.  
- Nie ukrywam, kochanie. Po prostu nie miałem nigdy okazji. Widzisz gdzieś w tym mieszkaniu pianino? Fortepian? Chociaż dziecięcą zabawkę w formie klawiszy? Bo ja nie, a powietrze nie jest zbyt dobrym instrumentem. W innym wypadku mógłbym ci grać codziennie - Akurat ta umiejętność należała do kręgu, z którego Ezra był najbardziej dumny. Dużo niechętniej ujawniał się ze śpiewaniem czy nawet aktorstwem, nie wierząc, że jest wystarczająco dobry.
Nie do tego miejsca jednak miała prowadzić ta rozmowa. Ezra z niezadowoleniem zmarszczył brwi, kiedy padło żądanie, którego nie chciał słyszeć. Nagle ramiona Vin-Eurico przestały być bezpieczną ostoją, a stały się klatką, spomiędzy której nie można było się wyślizgnąć. Ezra niekomfortowo się poprawił, starając się robić dobrą minę do złej gry.
- Chcesz, żebym gardło nadwyrężał? W ten sposób nigdy nie wyzdrowieję - przypomniał mu i jakby na zawołanie jego głos zaskrzypiał jak deski starego domu. (Szczegół, że do tego momentu przez cały czas gadał jak najęty...) Nie sądził, by branie na litość miało odnieść sukces, ale mimo to uparcie milczał, przygotowując Gryfona do kategorycznego "nie".
Ezra nie chciał jednak na dłuższą metę psuć im atmosfery swoją postawą, więc wypuścił powietrze z płuc z wyraźną irytacją. Kiedy jednak zaczepił o oczy Leo spojrzeniem, nie było w nim śladu negatywnych emocji.
- Pamiętasz jak w wakacje mieliśmy tę rozmowę na mostku? Po niej przypadkiem wpadłem na Theo. Partnera Bridget z balu, jeśli nie pamiętasz. Nie wiem jak to powiedzieć, żeby nie zabrzmiało surrealistycznie, ale on... Zaczął do mnie strzelać z łuku. Powiedział mi przy tym, że mam się nie ruszać, a ja wtedy poczułem, że nawet gdybym chciał, nie mogę drgnąć... To było uczucie, jakby ktoś odłączył mnie od własnego systemu nerwowego - zamilkł na chwilę, dając odpoczynek swojemu gardłu i starając sobie przypomnieć wrażenie z tamtej nocy, było ono jednak już zbyt odległe. - Wtedy zacząłem interesować się tematem hipnozy. Już od tamtego momentu wiedziałem, że chcę to umieć. Czytałem o tym sporo, rozmawiałem z Theo... No i na razie na tym stanęło, nie wiem, w jaki sposób się dalej za to zabrać. Nawet nie bardzo wiem, do kogo mógłbym się zwrócić o pomoc, bo to nie jest najczystszy rodzaj magii...
Tego Leonardo zapewne się nie spodziewał.

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1518
Dodatkowo : prefekt fabularny, animag (grizzly)
  Liczba postów : 1474
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Czw Sty 25 2018, 09:55

- Tak szczerze, to tak. Tylko nie mogę nakładać za dużo, bo tracę czucie... - odruchowo poruszył lekko barkiem, jakby sprawdzając jego stan. Nawet bez charakterystycznego impulsu bólu doskonale wiedział, że coś było nie w porządku. Mimo wszystko zauważał również, że powolutku kierują się w coraz lepszą stronę, dążąc do pełnego odzyskania zdrowia. - Cállate*, sam chciałem pójść, nigdzie mnie nie ciągnąłeś. - Teraz to Leo przewrócił oczami. Ezra nie miał za co go przepraszać. Wypadek na festiwalu był incydentem, którego raczej nikt nie miał szans przewidzieć; nie liczyło się wcale czy ktoś kogoś ochronił, czy też nie. Vin-Eurico nie chciał nazywać swojego zachowania odruchem, aby nie wyjść na jakiegoś samozwańczego bohatera... W rzeczywistości jednak chyba nikt nie spodziewał się po nim szczególnie przemyślanych decyzji, a z pewnością nie w tego typu sytuacji. Z perspektywy czasu z czystym sercem mógł zapewnić swojego chłopaka, że ani trochę nie żałował. Uzdrowiciele w Mungu byli cholernie zaskoczeni, jakim cudem Gryfon nie ucierpiał o wiele gorzej, a jedynym wyjaśnieniem było pokrewieństwo z olbrzymami - tak nikłe, a jednak (jak widać) dające pewne profity.
- Chłopak bez już jest - w dziecinny sposób pokazał swojemu chłopakowi język, ale grymas ten zniknął zaraz pod szerokim uśmiechem. - No w tym rzecz, że ja nawet chętnie, ale nie mam już czasu na kursowanie jeszcze między Pueblą a wszystkim innym... Dobra, zobaczy się.
Podobało mu się, jak gładko przeniósł rozmowę na Clarke’a. Mruknął z zadowoleniem na to słodkie zapewnienie i obiecał sobie, że bardziej dopilnuje kwestii nieszczęsnego pianina - tak zwyczajnie chciał to usłyszeć. I zobaczyć. Merlinie, Ezra musiał wyglądać przy pianinie tak pociągająco...
Nawet największy idiota zauważyłby zmianę w atmosferze panującej w mieszkaniu. Leo zacisnął mocno szczęki, aby się przypadkiem nie wycofać; poluzował również uścisk, gdy Ezra poprawił się tak dziwnie niekomfortowo. Nie widział niczego złego w tym pytaniu i pozwolił sobie na uparte, niemal beznamiętne spojrzenie. Dopiero gdy chłopak zwrócił uwagę na swoje chore gardło, Leo westchnął cicho. Bez irytacji, nawet najmniejszej - z dużym zawodem, zmieszanym z rezygnacją. Nie prosił o jakieś wielkie zwierzenia i wcale nie zamęczał notorycznie swojego partnera pytaniami. Większość czasu udawało mi się uszanować skrytość Ezry, a jeśli już bardzo nie mógł wytrzymać, to robił maleńkie kroczki.
A ten i tak się denerwował? Słodka Morgano...
- Rozmowa na mostku - jęknął, chowając na chwilę twarz w poduszce. Nie tego się spodziewał. Przemknęło mu nawet przez myśl, że wywlekanie tamtej upokarzającej sytuacji to „kara” za próbę wypytania Ezry, ale ten kontynuował z opowieścią. Oczy Leo otworzyły się szerzej, gdy usłyszał o strzelaniu z łuku. - Hipnoza - powtórzył, kiedy Krukon już zamilkł. Nie wnosił chyba zbyt wiele do rozmowy, więc zaraz odchrząknął i potrząsnął lekko głową. - Wow. Wow, tego się nie spodziewałem. Liczyłem na jakąś historyjkę z dzieciństwa, ale - jeszcze subtelniej - to całkiem zajebiste. I niepokojące, wiesz, trochę strach się bać... - Zaśmiał się krótko, przygryzając dolną wargę i z wyraźnym zadowoleniem patrząc na swojego partnera. Było to z pewnością o wiele ładniejsze zachowanie, niż takie ukrywanie animagii - co z tego, że i tak musiał dopytać? Zrobili krok w dobrym kierunku, tego miał pewność. - Może pomęcz Theo? Znaczy on chyba wyjechał, plus jest byłym Bri... - Gryfon zmarszczył lekko brwi. Jednak rozumiał to strzelanie z łuku. - Ale no, może cię jakoś nakieruje. Swoją drogą nie znam się, ale chyba niezbyt pomogę w procesie nauki. Nie potrzebuję hipnozy żeby zrobić wszystko, o co mnie poprosisz... - I hej, wcale nie musiał serio prosić. Wystarczyło powiedzieć.
To mógł być koniec męczenia Ezry - to miał być koniec męczenia Ezry. Leonardo był chyba zbyt padnięty, skoro do głowy przychodziły mu tak idiotyczne pomysły. Mruknął cicho, ściągając na siebie uwagę swojego partnera, a następnie przyłożył dłoń do jego policzka. Chciał zatonąć w jego jasnozielonych tęczówkach i stracić oddech od tego piękna, którego nawet choroba nie potrafiła zniwelować. To Leo powinien pytać, czemu Ezra wygląda tak cholernie dobrze. Normalni ludzie z lebetiusem prezentowali się (zdaniem Gryfona) o wiele gorzej.
- Uwielbiam cię słuchać. I uwielbiam jak mówisz o sobie, o czymś związanym z tobą. Uwielbiam ciebie - zamknął na chwilę oczy, kiedy czubki ich nosów zetknęły się ze sobą. - Wiesz, że ty też możesz mi wszystko powiedzieć, nie? To działa w obie strony. I nie tylko w kwestii najświeższych spraw. - Cmoknął Ezrę w usta i odsunął się, żeby móc go nieco wygodniej objąć. To zapewnienie nie miało na celu wymuszenia czegoś więcej - mógł śmiało stwierdzić, że był całkiem usatysfakcjonowany. Musiał to z siebie po prostu wyrzucić.

*”Shut up”

______________________

Have faith in your dreams, and someday


Your rainbow will come smiling through.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1142
  Liczba postów : 1428
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   Sob Sty 27 2018, 09:52

- I tak mi z tego powodu przykro. - To, że Leo nie żałował nie oznaczało, że tak samo czuł się Ezra. Miał wrażenie, że chłopak nabywał kontuzję za kontuzją, więc myśl, że jakaś była z pośredniej winy Krukona, potrafiła zagnieździć się niczym denerwujący owad w podświadomości. Nie musieli w końcu stać tak blisko sceny. Nie musieli tam być; cokolwiek Leo mówił, to Ezrze zależało bardziej.
- W razie, gdybyś chciał, możemy inaczej jakoś podzielić obowiązki. Mogę wziąć więcej na siebie, nie jestem aż tak zarobiony - Ezra akurat swoją pasję i pracę miał w jednym miejscu, a dodatkowo do nauki wcale też aż tak się nie przykładał. On z natury był dobrym uczniem i nie musiał miliona godzin siedzieć nad książkami.
Doceniał to, że Leonardo nie narzucał się mu z pytaniami i akceptował miejsce, które przyporządkował mu Ezra w swoim życiu. Jednocześnie wiedział i rozumiał, jak sama świadomość braku niemal elementarnej wiedzy o jakiejś osobie mogła wgryzać się w umysł. Sam dociekał, kiedy chodziło o Marceline, dziewczynę z którą nie łączyło go na razie zbyt wiele, poza kolorem kołnierzyka. Z Leonardo sprawa była nieco trudniejsza; trudno było w nieskończoność przekładać tę poważną rozmowę obrastającą we wciąż nowe argumenty, a jednocześnie nie sprowadzać Leo do granic cierpliwości i wyrozumiałości dobrego serduszka. Ezra był po prostu tchórzem, nie potrafił i nie chciał się uzewnętrzniać. Bariera skrupulatnie budowana przez dwadzieścia lat nie mogła należeć do najkruchszych.
- Shh, była słodka. Trochę przerażająca, ale słodka - uciszył chłopaka natychmiast. Dla niego tamta sytuacja wcale upokarzająca nie była, a wręcz stanowiła przełomowy moment jego życia. Warto ją było od czasu do czasu powspominać. Bardziej go jednak w tym momencie interesowała kwestia, którą postanowił wywlec na światło dzienne, a tym samym nadać jakiejś oficjalnej rangi. Dopóki wiedział o niej tylko Ezra, równie dobrze w pewnym momencie mogła rozpłynąć się niczym obłok na letnim niebie.
- I mówi to gość, który zamienia się w ogromnego, groźnego niedźwiedzia - zaśmiał się, sceptycznie ściągając brwi. Nawet umiejętność hipnozy na niewiele by się zdała, gdyby Leo zechciał go zmieść swoją misiową łapą. - Może rzeczywiście poślę mu sowę... Nie wiem jeszcze. Ale masz rację, musiałbym wymyślać dla ciebie coś ekstremalnego, żebyś chociaż narzekał jak zwykli ludzie. - Leonardo był zbyt uprzejmym człowiekiem i starał się spełniać zachcianki i prośby swojego chłopaka. Ktoś powinien posłać go na jakiś kurs asertywności...
Wcale nie musiał ściągać na siebie uwagi Ezry, ponieważ nawet na moment jej nie stracił. Kąciki jego ust wygięły się pod wpływem dotyku w zapewnieniu, że wszystko było w porządku.
- Mamy impas, ja godzinami mógłbym słuchać tylko o tobie... I wiem, naprawdę wiem, ja po prostu... - zaciął się, nie potrafiąc się wytłumaczyć. Słodycz pochodząca z cmoknięcia zaraz zalała jego serce, przemieniając się w niemal bolesne uczucie miłości. - Mam tak od zawsze. Bywam oziębły i przepraszam, że musisz się z tym zmagać. Ale kocham cię i ufam ci. Całym moim sercem.
Nie chodziło o to, że Ezra był hipokrytą. Miał świadomość, że jego uczuć do Gryfona nie mogła zmienić żadna zawstydzająca albo upokarzająca historia z życia. I była ta cząstka zapewniająca go, że nie inaczej myślał Vin-Eurico. Zwyczajnie ciężko było w pełni uwierzyć, że ktoś mógł kochać go na tyle mocno.
- W dzieciństwie miałem wymyślonego przyjaciela - wyjawił, przerywając dłuższe milczenie, które być może mogło zostać odebrane jako zakończenie tematu. - Nazywał się Ravioli. Chyba dlatego, że moja mama robi je bezbłędnie i było to moje ulubione danie. Ravioli był stuletnim skrzatem mieszkającym w świetle lampki i twierdziłem, że opowiada najlepsze na świecie bajki. Wyobraźnię to ja miałem rozwiniętą. - Nie miało to żadnej zaskakującej pointy ani wyraźnego celu w zarysowywaniu ścieżki ich rozmowy. Raczej była to tak rzucona ciekawostka, trochę na pocieszenie, trochę na zapewnienie, że Ezra naprawdę chciał w pełni otworzyć się na Leo.

______________________

You're gonna miss me by my walk.

You're gonna miss me by my talk, oh...
You're gonna miss me when I'm gone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 15   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 15

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-