Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 9

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2539
  Liczba postów : 743
http://www.czarodzieje.org/t14237-d-e-a-dear
http://www.czarodzieje.org/t14351-dead#379532
http://www.czarodzieje.org/t14509-lumiere
http://www.czarodzieje.org/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Mieszkanie nr 9   Nie Lip 02 2017, 22:30

First topic message reminder :


Mieszkanie Vivien

Mieszkanie kupione przez Doriena jako prezent dla swojej młodszej siostry Vivien na czas studiów.



Salon


Bardzo przytulny, ciepły i dziewczęcy, zresztą jak całe mieszkanie. Dorien starał się trafić w gusta swojej młodszej siostry, umieszczając wiele drobnych ozdóbek. Vivien wstawiła tutaj Pianino Lanceleya.



Sypialnia


Większość pokoju zajmowało wielkie łóżko, z wieloma poduszkami
i ciepłym kocem. Ramki do zdjęć do uzupełnienia według uznania lokatorki.



Kuchnia z jadalnią


Nieduża, ale funkcjonalna kuchnia, wyposażona w podstawowy zestaw naczyń. Stolik na środku i kilka krzeseł z powodzeniem można nazwać jadalnią.



Garderoba


Trzeci pokój (poza salonem i sypialnią), na który Dorien nie miał pomysłu. Wstawił tam wielką szafę i piękną, minimalistyczną toaletkę. Vivien zrobi z tym pokojem co będzie chciała. Vivien umieściła tam drugą, bliźniaczą szafę. Jedną wykorzystała do ubrań, drugą do przechowywania (pomniejszonych) instrumentów (różdżkowa gitara oraz samostrojące się skrzypce i wiolonczela) oraz akcesoriów miotlarskich i eliksirowarskich.



Łazienka


Przestronna, jasna i nowoczesna.  


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2146
  Liczba postów : 1395
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Nie Mar 18 2018, 21:22

Podniosłam się z jego ramienia i usiadłam po turecku na kanapie, tak żeby podczas rozmowy móc patrzeć na Doriena. Wzięłam łyka herbaty przyniesionej przez Violin, ale mimo iż smakowała wybornie niemal od razu wróciłam do przyniesionego przez brata trunku - trudno ukryć, że jego narastające zdenerwowanie było wyczuwalne, a co za tym idzie udzielało się również mi. W takich sytuacjach alkohol mimo pewnych skutków ubocznych pozostawał niezastąpiony - dzięki nie mu można było się odrobinę rozluźnić, a na dodatek dość szybko rozplątywał on języki tym samym powodując, że nawet najcięższe do wypowiedzenia słowa i sekrety łatwiej wychodziły z ust.
Po wysłuchaniu jego monologu i stuknięciu się szklankami zmierzyłam jego niewesołą minę zaniepokojonym spojrzeniem.
- Oczywiście, że możesz mi zaufać - powiedziałam, po czym wyciągnęłam w jego stronę dłoń ze zgiętym palcem, tak jakbym chciała wykonać dziecięcy gest obietnicy, którego używaliśmy jako dzieci - Obiecuje, że to zostanie między nami.
Dopiero po złożeniu obietnicy dotarł do mnie sens wypowiedzianych przez Doriena wcześniej słów. Momentalnie zbladłam i odstawiłam szklankę z trunkiem chcąc uniknąć jej upuszczenia, po czym badawczo zmierzyłam twarz brata - jej wyraz nie mówił zbyt wiele, ale znałam go jak nikt inny na świecie, więc skorelowanie jego miny z wypowiedzianymi słowami nie było takie trudne.
- Dorien - szepnęłam lekko roztrzęsionym głosem - Czy "osoba w sprawę zaangażowana" oznacza to co ja myślę?


______________________

Kiss me hard before you go
Sum­mer­time sad­ness
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2539
  Liczba postów : 743
http://www.czarodzieje.org/t14237-d-e-a-dear
http://www.czarodzieje.org/t14351-dead#379532
http://www.czarodzieje.org/t14509-lumiere
http://www.czarodzieje.org/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Pon Mar 19 2018, 10:32

Zgiął swój mały palec i złączył z jej palcem jak haczyki. Pinky promise.
– Nie jestem legilimentą, nie czytam ci w myślach. Ale jesteś mądra, więc pewnie się domyślasz, że chodzi o dziewczynę… kobietę – poprawił się szybko, uważając, że tak lepiej brzmi. Opuścił wzrok, przez chwilę wpatrując się w trzymaną szklankę. To trudna przeprawa. Wciąż nie wiedział, czy powinien najpierw jej opowiedzieć o Aurorze, czy prosto z mostu omówić sedno sprawy, a dopiero później nakreślić całą fabułę.
Im dłużej to przeciągał, a przecież w takich sytuacjach każda sekunda zdawała się trwać wieczność, tym rosło między nimi napięcie. Z drugiej strony wiedział, że jeśli się z nią podzieli swoimi troskami, to będzie mu lżej. Nie wiedział jeszcze tylko jakich słów powinien użyć: ‘Jest ze mną w ciąży’ czy ‘Będę ojcem’? Jak to dziwnie brzmiało.
Wyjął z obszernej kieszeni kopertę, a z niej zdjęcie z ultrasonografu, które Aurora wysłała mu listownie dwa tygodnie wcześniej. Podał je Vivien, a potem upił łyk alkoholu, spoglądając na jej chyba lekko skonsternowaną twarz.
– Wiesz co to jest? Mugolskie – podpowiedział, co wyjaśniało, czemu zdjęcie się nie rusza – Wysłałem ją do mugolskiego medyka – poczuł, jak robi mu się gorąco przed wypowiedzeniem tych ostatnich, najważniejszych słów, a potem wskazał na jasny punkt na zdjęciu – To moje dziecko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2146
  Liczba postów : 1395
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Pon Mar 19 2018, 23:58

Potwierdzenie moich przypuszczeń zaparło mi dech w piersiach - jasne, w określonych, normalnych warunkach mogłam, czy też nawet powinnam się cieszyć z rodzicielstwa swojego brata, który przecież miał już dwadzieścia pięć lat i w teorii był zdolny do założenia rodziny. Sytuacja była jednak zgoła bardziej skomplikowana - po pierwsze Dorien i matka dziecka nie byli w stałych związku, co mogłam bez problemu wywnioskować z faktu, że nie wiedziałam o jej istnieniu - gdyby to było coś poważniejszego brat zwierzyłby mi się z tego wcześniej. Po drugie - trudno ukryć, że starszy Dear mimo stałości finansowej i emocjonalnej nie był jeszcze przygotowany na ojcostwo, co wcale mnie nie dziwiło. Posiadanie dziecka jest kwestią bez wątpienia skomplikowaną i wywracającą dotychczasowe życie do góry nogami. Trzeci powód zagmantwania tej całej sytuacji był najważniejszy, a jednocześnie mocno niedorzeczny - w naszym środowisku posiadanie nieślubnego dziecka wciąż było bardzo dużym tabu. Najgorszą opcją było oczywiście bękart brudnej krwi, ale nawet te czystokrwiste nie były szczególnie mile widziane - zazwyczaj na ojcu wymuszano albo pośpieszne małżeństwo z matką dziecka albo wieloletnie opłacanie jej milczenia. Nikogo nie obchodziło szczęście tej dwójki, a jedynie dziwnie pojęta moralność - stąd w ostatnim czasie pojawiła się w naszej rodzinie afera z narzeczoną Caluma i jej latoroślą.
- Pour la barbe de Merlin! - przeklęłam (nie mając nawet świadomości, że w nerwach zmieniłam język) widząc to dziwne, nieruchome cacko - Ta mała kropka to Twoje dziecko?
Lustrowałam to dziwaczne zdjęcie nawet nie zastanawiając dlaczego zamiast iść do magomedyka poszli do jakiegoś mugolskiego leżaka, czy jak mu tam. Spojrzałam na brata uważnie i zapytałam:
- Co zamierzasz?
Trudno ukryć, że się zdenerwowałam, bo chociaż teoretycznie nie była to moja sprawa Dorien był najbliższą mi osobą, a jego problemy były dla mnie niemal tak dotkliwe jak moje własne.
Z nerwów miałam cholerną ochotę na papierosa, nie miałam jednak w domu ani jednego - po pierwsze nie chciałam, żeby tu śmierdziało, po drugie - raczyłam się tytoniem tylko w tak dramatycznych sytuacjach, więc nie czułam potrzeby regularnego zakupu tej trucizny.

______________________

Kiss me hard before you go
Sum­mer­time sad­ness
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2539
  Liczba postów : 743
http://www.czarodzieje.org/t14237-d-e-a-dear
http://www.czarodzieje.org/t14351-dead#379532
http://www.czarodzieje.org/t14509-lumiere
http://www.czarodzieje.org/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Sro Mar 28 2018, 23:30

Pokiwał twierdząco głową, na wypowiedziane (w zasadzie retoryczne) pytanie. Reakcja Viven trochę wybiła go z rytmu. Wydawała mu się być aż za spokojna. Ok, krzyknęła, i to w języku Therrathielów, aczkolwiek sądził, że albo będzie krzyczeć albo się rozpłacze. Póki co było dobrze. Teraz… co dalej? Zadała mu kolejne bardzo istotne pytanie, na które odpowiedzi niestety nie znał, a czuł się z tym niesamowicie niekomfortowo. Właśnie po to ją odwiedził, żeby razem coś wymyślić.
– Nie wiem – odpowiedział wprost, tuż po tym jak cicho westchnął – Wiesz jak ciężko przeżyłem poprzedni związek – zaczął, nie chcąc nawet wypowiadać imienia Ruth, a kolejne słowa wypłynęły z jego ust tak naturalnie, jakby rozmawiali o pogodzie – Spotkałem się z nią na jedną noc, wypiliśmy tyle, że niewiele pamiętam. Potem na drugą, trzecią, na seks i wylewanie żali, filozofowanie przy zgaszonym świetle. Potem raz w tygodniu, później w każdy weekend, na kawę, kolację ze śniadaniem, spacery w Brighton po plaży przykrytej śniegiem, aż w końcu co drugi wieczór po pracy. Spędziliśmy razem drugi dzień świąt, po naszym spotkaniu u rodziców. Jedliśmy kolację w najlepszej restauracji w walentynki, stanąłem na głowie, żeby dostać stolik. Wtedy mi to powiedziała, taki mi zrobiła prezent. Przez chwilę chciałem uciec, wiesz? – uniósł w końcu wzrok sponad kieliszka i, zupełnie jakby zajrzał do głowy siostry, wyjął z kieszeni te nieszczęsne papierosy, których na co dzień żadne z nich nie paliło. Zapytał grzecznie czy idą na korytarz kamienicy czy na balkon, i po okryciu się ciepłymi płaszczami wyszli przez szklane drzwi. Obydwa papierosy podpalił mugolską zapalniczką. Ze względu na charakter swojej pracy miał dostęp do tego typu gadżetów, a akurat zapalniczkę uznał za dosyć użyteczną. Mając na uwadze problemy z rzucaniem zaklęć wolał (dosłownie) nie igrać z ogniem.
– Wczesnoporonny nie wchodzi w grę – kontynuował, kiedy już wyszli na zewnątrz i dmuchnął zielonym dymem – Powiedziała, że chce dzieciaka niezależnie od tego czy ja się poczuwam do odpowiedzialności czy nie. Zresztą, już chyba i tak za późno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2146
  Liczba postów : 1395
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Czw Mar 29 2018, 15:19

Mimo że zrobiło mi się piekielnie słabo to wiedziałam, że nie mogę dać ponieść się emocjom - w tej cholernie trudnej sytuacji musiałabym być dla Doriena wsparciem, kimś kto pomoże znaleźć mu rozwiązanie, dlatego powściągnęłam rozrywające mnie uczucia. Z każdą chwilą było to coraz trudniejsze, ale nie mogłam go zawieść.
Wysłuchałam jego historii z wargami rozchylonymi ze zdziwienia - był naprawdę niezły, skoro udało mu się utrzymać coś takiego w tajemnicy przez wiele miesięcy. Czułam się z tym wszystkim odrobinę niekomfortowo, ale nie miałam do bratu żalu - przecież każdy z nas musiał mieć jakieś małe sekrety.
- I rozumiem, że nie chcesz się z nią żenić? - zapytałam cicho.
Miałam mętlik w głowie, na szczęście Dorien zaproponował wyjście na papierosa. Po chwili staliśmy na balkonie paląc Volde-morty, której w normalnej sytuacji byłyby dla mnie o wiele za mocne, ale teraz z racji silnego stresu wydały mi się zbawienne. Wypuszczając z ust zielony dym czułam się znacznie spokojniejsza - po chwili odechciało mi się płakać, a mój mózg, dotąd lekko przyćmiony dotychczasowym szokiem związanym z nieoczekiwaną wiadomością, był gotowy do szukania ewentualnego rozwiązania.
- To stało się w ten drugi dzień świąt, tak? - zapytałam licząc w głowie ile dni minęło od dwudziestego szóstego grudnia do osiemnastego marca. Trzy miesiące bez tygodnia - W takim razie masz jeszcze tydzień. Jesteś pewien, że nie ma szans, żeby ją przekonać?
Wiedziałam, że sprawa nie jest łatwa i w mojej głowie rysowało się kilka względnie logicznych wyjść - niestety część z nich nie była szczególnie uczciwa, ale w sytuacji gdy chodziło o dobro mojej rodziny byłam gotowa odrzucić moralność na bok i działać jak ktoś cholernie wyrachowany. Wszystko zależało od tego jak bardzo zdesperowany był mój brat - ja osobiście byłam w tej sytuacji gotowa zrobić wszystko, żeby ulżyć mu w tej trudnej sytuacji.

______________________

Kiss me hard before you go
Sum­mer­time sad­ness
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2539
  Liczba postów : 743
http://www.czarodzieje.org/t14237-d-e-a-dear
http://www.czarodzieje.org/t14351-dead#379532
http://www.czarodzieje.org/t14509-lumiere
http://www.czarodzieje.org/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Pią Mar 30 2018, 20:01

Zrobiło mu się lżej na duszy. Naprawdę. Okrutnie żałował, że nie spotkał się z siostrą wcześniej. Trzymanie wszystkiego w sekrecie sprawiało, że nie był w stanie normalnie funkcjonować.
– Już miesiąc temu powiedziała, że je chce. Nie mam zamiaru jej namawiać na żadne z rozwiązań; dziecko jest też moje, ale to ona jest fizycznie zaangażowana.
Przecież nie zmusiłby jej ani do urodzenia dziecka, ani do wypicia eliksiru. Pozostawała tylko kwestia jego zaangażowania w wychowanie potomka.
Lubię ją rzekł niepewnie, nie wiedząc jak zareaguje Vivi – Wciąż się spotykamy. Kiedy powiedziała, że zawsze może zniknąć, wyjechać do Austrii i nigdy więcej się nie zobaczymy, to poprosiłem, żeby została. Nie potrafiłbym żyć ze świadomością, że moje dziecko jest kilkaset mil dalej i nigdy go nie zobaczę. Lubią z nią przebywać, rozmawiać. Przerasta nas cała ta sytuacja, bo umawialiśmy się inaczej. W październiku to były niezobowiązujące spotkania polegające na wyrzuceniu z siebie wszystkich emocji, frustracji, obydwoje oczekiwaliśmy tego samego.
Mroźny wiatr rozwiał blond włosy Vivien. Zamienił się z nią miejscem, tak by choć trochę osłonić siostrę przed agresywnym napływem zimna. Zielone obłoki niknęły szybko na ciemnym niebie.
– Nie winię jej za to. Nawet jeśli zapomniała o eliksirze, to jestem tak samo odpowiedzialny – uu, Dorien Dear mówiący o odpowiedzialności – Wchodząc razem do łóżka… - tu przypomniał sobie jaki był zszokowany, gdy dotarło do niego, że Vivien też sypiała ze swoim chłopakiem – byliśmy świadomi ewentualnego ryzyka. Ale kto by się przejmował. Pewnie też nigdy nie myślałaś o tym co by było, gdybyś zaszła w ciążę, prawda?
Zrobił przepraszającą minę. Zagalopował się, nie powinien był poruszać aż tak intymnych tematów, nawet jeśli on sam potrzebował się swoimi rozterkami podzielić.
– Jeśli to dziecko ma być moje, to musimy wziąć ślub. Aczkolwiek… mogę być tylko wujkiem. Tym dobrym znajomym mamy, który zawsze przynosi prezenty i w tajemnicy przesyła jej co miesiąc pieniądze. To jest ten najtrudniejszy wybór – albo wiedzą wszyscy, albo nie wie nikt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2146
  Liczba postów : 1395
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Wto Kwi 03 2018, 19:08

Wsłuchując się w jego kolejne słowa poczułam, że zapiera mi dech w piersiach. Gdyby to było możliwe to resztki mojego pogruchotanego do granic możliwości serca najprawdopodobniej zamieniłyby się w proch. Nie byłam w stanie znieść kolejnego ciosu - po odejściu Raya i moich zaręczynach z Leandrem byłam przekonana, że w kwestii życia prywatnego jestem już totalnie skończona. Tymczasem los nie był łaskawy - jedyna osoba, która kiedykolwiek darzyła mnie naprawdę szczerym uczuciem miała mieć dziecko i wszystko wyraźnie wskazywało, że chce je mieć. Jeszcze więcej wątpliwości budziła moja relacja z tą kobietą. Byłam egoistycznie zazdrosna, a przy tym uważałam tę kobietę za kogoś kto chciał zrujnować Dorienowi życie.
Nie zamierzałam jednak pokazać, że czuję się opuszczona, zazdrosna i zdenerwowana - po tylu latach doskonałego wcielania się w osobę pozbawioną trosk byłam w stanie oszukać każdego, nawet brata, który znał mnie jak nikt inny - paradoksalnie w jego przypadku było mi nawet łatwiej udawać, że wszystko gra. Wysłuchałam historii w odpowiednim stopniu wyrażając swoje współczucie i wsparcie skierowane w stronę brata - używałam ciepłych słów by dać mu do zrozumienia, że jestem przy nim, a jednocześnie zagłuszyć własny egoizm kłębiący się w moim wciąż dziecięcym serduszku, które od miesięcy siliło się na dorosłość, na którą nie było jeszcze gotowe.
- Nie mam tego problemu od więcej niż roku - powiedziałam, a widząc zaskoczoną minę Doriena wzruszyłam ramionami i dość stanowczo dodałam, żeby uciąć temat - Nie sypiałam z Rayem. Nie chcę o nim rozmawiać.
Wyrzuciłam niedopałek papierosa na podłogę balkonu i zgniotłam go butem, po czym sięgnęłam po następnego i za pomocą zapalniczki brata puściłam dym w ruch. Pewnie powinniśmy się już schować, ale tego typu rozmowa nie nadawała się do dusznego pomieszczenia, gdzie nie miałam szansy dostarczyć sobie odpowiedniej dawki środka rozluźniająco-uspokajającego, jakim była nikotyna.
- Skoro wiesz, że nie chcesz pozbyć się problemu.. - zaczęłam starając się nie używać fraz nadających człowieczeństwu bytowi noszonemu przez te kobietę - ... i nie chcesz się z nią żenić, to musisz pamiętać, że wciąż istnieje ryzyko, że komuś się wygada. Musiałbyś ją poprosić o przysięgę wieczystą. To jedyny sposób, żeby mieć pewność.
Odwróciłam się na moment w stronę barierki. Papieros zmniejszał się diametralnie, a ja patrząc w gwiazdy starałam się wymyślić jeszcze jakieś rozwiązanie - wszystkie inne zakładały pozbycie się dziecka lub ewentualnie jakieś inne, nie do końca moralne opcje, których po tym co powiedział, nie byłabym w stanie mu zaproponować.

______________________

Kiss me hard before you go
Sum­mer­time sad­ness
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 25
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2539
  Liczba postów : 743
http://www.czarodzieje.org/t14237-d-e-a-dear
http://www.czarodzieje.org/t14351-dead#379532
http://www.czarodzieje.org/t14509-lumiere
http://www.czarodzieje.org/t14386-skrzynia-umarlaka#380806




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Pią Kwi 06 2018, 01:45

Widział, jak bardzo się zdenerwowała. Przede wszystkim nie spodziewał się, że Vivien sięgnie po drugiego papierosa. Podążył jej śladem, mimo że sądził, że dziewczyna nie wypali do końca nawet jednego.
– Gdyby matka to widziała… – uśmiechnął się zawadiacko, chcąc choć trochę rozładować to napięcie i dmuchnął zielonym dymem gdzieś w przestrzeń. Nie było już co płakać nad rozlanym mlekiem.
Nawet nie przeszło mu przez myśl, że Vivien mogłaby czuć się zazdrosna. Wiedziała przecież – choć może nie dopuszczała do świadomości – że jej brat zachowywał się jak wyrachowany casanova. Nie chwalił się wszystkimi związkami, a już szczególnie takimi, których koniec planował jeszcze przed ich rozpoczęciem. Z drugiej strony, wydawało się, że bardzo się cieszyła, gdy oficjalnie przedstawił Ruth jako swoją dziewczynę. Dziwne.
– Najgorsze jest to, że nie wiem jak nasza znajomość potoczyłaby się dalej, gdybyśmy nie zostali w ten sposób na siebie skazani, wiesz? Męczy mnie to okrutnie. Bo widzisz… – wiatr się uspokoił i mógł zrobić tę sztuczkę z wciągnięciem dymu przez nos – Mam naprawdę różne myśli, bardzo się boję i chwilami chcę uciec od tej sytuacji, jakby nigdy nie istniała. Ale znowu kiedy jestem z nią, kiedy jest blisko, to mam poczucie, że to się może nawet udać. Nie wiem kiedy to się stało, ale wydaje mi się, że zaczęło mi na niej zależeć.
Odwrócił się przodem do barierki i spojrzał gdzieś w dal. Wiele go kosztowały te słowa, nawet jeśli zwierzał się swojej najlepszej przyjaciółce. Bardzo dużo mówił, ale przecież właśnie po to się tam pojawił, żeby wyrzucić z siebie wszystkie troski.
– Może gdyby to się stało za pół roku to niemiałbym takich wątpliwości. Równie dobrze mógłbym już dawno o niej zapomnieć. Do Ruth czułem zupełnie coś innego, to było bardziej szalone i trochę infantylne, jakbym miał siedemnaście lat. A Aurora… – złapał się na tym, że chyba po raz pierwszy zdradził siostrze jej imię – To zupełnie coś innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2146
  Liczba postów : 1395
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Sro Kwi 11 2018, 18:25

- Nic by to nie zmieniło, bo i tak nie ma o mnie najlepszego zdania - rzuciłam odrobinę gorzko, lecz po chwili wybuchnęłam śmiechem - trochę smutnym, trochę nerwowym, a jednak wciąż tak bardzo przyjemnym dla ucha. Normalnie wypalenie dwóch papierosów z rzędu wydawało mi się czymś piekielnie dziwnym, jednakże w tej cholernie trudnej sytuacji dawało mi to mnóstwo ulgi.
Wydmuchując kolejne kłęby zielonego dymu z uwagą wsłuchiwałam się w opowieść brata, nie czując potrzeby przerywania mu, jednak raz na jakiś czas potakując i dając mu znać, że ogarniam całą te sytuację. Chociaż próbował się wykpić, od razu zrozumiałam, że on i ta dziewczyna to zdecydowanie coś więcej, a nie jeden z licznych, przelotnych romansów - z drugiej jednak strony po sytuacji z Ruth trudno było mi tak łatwo zawierzyć kolejnej jego dziewczynie. Gdy zaczynał chodzić z Krukonką byłam zachwycona, że w końcu ciągnie go do ustatkowania się, jednakże myliłam się do dziewczyny.
Vivien, weź się w garść - pomyślałam, po czym pozbywając się resztki papierosa zwróciłam się w stronę brata kładąc moje drobne dłonie na jego silnych przedramionach. Przełknęłam ślinę gotowa by chociaż na moment wyzbyć się samolubstwa i powiedzieć mu prawdę, która chociaż tak przeze mnie niechciana była w tej sytuacji koniecznością.
- Jesteś już dużym chłopcem, Dorien - powiedziałam patrząc mu w oczy i okazując ani przez moment moich wątpliwości - Jeśli coś do niej czujesz to nie ma co debatować o zapasowych rozwiązaniach i innych tego typu sprawach. Bierz kwiaty i leć przedstawiać ją starym, a jak nie wyjdzie no to cóż... jesteś ulubieńcem rodziców, więc jakoś wybaczą ci rozwód.
Powiedział jej imię w tej sposób, że byłam niemal pewna, że darzy ją uczuciem, a nie żadną pustą mrzonką - problemem był jednak fakt, że najprawdopodobniej sam nie miał świadomości w jakiej pozycji się znajduje.

/zt x2

______________________

Kiss me hard before you go
Sum­mer­time sad­ness
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2146
  Liczba postów : 1395
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Nie Maj 27 2018, 00:53

Chociaż sprawy między mną, a Cassianem nie układały sie tak jakby życzyli tego sobie rodzice to mimo wszystko byłam bliska nazwania go swoim przyjacielem, albo chociaż sojusznikiem - chociaż nie lgnęłam do niego to mimo wszystko czułam się w jego towarzystwie odrobinę pewniej niż dotychczas.
Mimo to garden party, urządzane przez przedstawicieli jednego ze znamienitych rodów, którego nazwę bezustannie źle wypowiadałam, wydawało mi się bardzo niezręcznym wyjściem - nie chciałam tam iść i gdyby nie zmuszająca mnie do tego matka w życiu bym sięnie wybrała. Żeby tego było mało - nie przystawało, żebym pojawiła się na przyjęciu bez towarzystwa przyszłego małżonka.
Tak więc zmęczona setkami niechcianych zobowiązań zmuszona byłam uczesać się, umalować i ubrać w elegancką kreację - na szczęście udało mi sięzachować zdecydowanie więcej swobody niż się spodziewałam. Biała sukienka była elegancka, ale jednocześnie w żaden sposób sztywna. Byłam już wyszykowana, więc pozostawało mi trochę popracować w oczekiwaniu na Cassiana.
Gdybym wtedy wiedziała, że do moich drzwi zapuka inna, tak oczekiwana i jednocześnie niechciana dłoń, zapewne wyszłabym wczesniej sama, uciekłabym czy zrobiła cokolwiek innego, żeby stąd uciec - zamiast tego błogo tonęłam w kubku herbaty czekając aż mój nieszczęsny narzeczony pojawi się.

@Rayener Arthas

______________________

Kiss me hard before you go
Sum­mer­time sad­ness
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 227
  Liczba postów : 158
http://www.czarodzieje.org/t12813-rayener-arthas
http://www.czarodzieje.org/t12818-relacje-rayenera-wielkiego-wspanialego
http://www.czarodzieje.org/t14402-raju#381403
http://www.czarodzieje.org/t12817-rayener-arthas




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Czw Maj 31 2018, 00:59

Dni były upalne, co wcale nie pomagało w tym, by zebrać myśli. Tym bardziej, że tego dnia sytuacja pogodowa miała się najgorzej, żar z nieba był tak nieznośny, że Arthas był wdzięczny, że zdołał tak szybko dotrzeć do chłodnej klatki schodowej w tej kamienicy. Decyzja odnośnie tych szczególnie nietypowych odwiedzin była jednocześnie okropnie pochopna i spontaniczna, jak i stresująca do tego stopnia, że brało go na wymioty. Wchodząc po schodach zaczęło mu się kręcić w głowie i zastanawiał się, czy nie powinien zawrócić i zostawić przeszłość samej sobie. Ale to byłoby zbyt proste, a ślizgon czekał już zbyt długo, by wciąż zwlekać.
Tak samo szybka i spontaniczna była decyzja o przeniesieniu się na jakiś czas do Ameryki. Rayener potrzebował czegoś w stylu oczyszczenia. Naprawdę rzadko bywał tak impulsywny, jednak poczuł się co najmniej odrzucony przez wybrankę swego serca, co go po prostu dobiło. Nie chciał tego pokazywać, ale jego stan psychiczny z dnia na dzień się pogarszał, co było dla niego sprawą na tyle wstydliwą, że wolał uciec, niż przyznawać się do emocji.
W Ameryce wcale nie było lepiej, bo za każdym razem, gdy Rayener pomyślał o całej sytuacji z Vivien, gdy chciał w jakiś sposób zadziałać w tej sprawie, po prostu nie mógł. Ta bezradność dobijała go jeszcze bardziej. Potrzeba mu było czasu, długich tygodni, by całe ciśnienie z niego zeszło. Spotykanie się z nowymi znajomymi, pomoc matce, każdy dobry gest, każdy odpoczynek i oderwanie się od przeszłości, pozwalało mu wrócić do niej z większym spokojem i większym dystansem.
Teraz, gdy stał przed drzwiami swojej Dear, cała pewność siebie, którą miał w Ameryce, musiała tam po prostu zostać. Drżąca ręka uniosła się i pognała w stronę drzwi, wystukała serię niespokojnych dźwięków i niemal od razu pognała do kieszeni. Teraz nie było już odwrotów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2146
  Liczba postów : 1395
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Pią Cze 01 2018, 09:59

W końcu zapukał - mimo wszystko cieszyłam się, że skoro muszę tam iść, to mogę przynajmniej spędzić trochę czasu z nim. Byłam przekonana, że tak jak ja będzie strasznie się męczył w tym zbiegowisku, dzięki czemu będziemy mogli powymieniać refleksje i żarty.
Pomknęłam w stronę drzwi (w międzyczasie odprawiając Violin) gotowa przywitać narzeczonego. Otworzyłam drzwi z szerokim uśmiechem chcąc pozytywnie go zaskoczyć i nagle... moja mina zupełnie zrzedła. Zamiast Cassiana naprzeciwko mnie stał cały i zdrowy Rayener Arthas.
Wszystkie bolączki, które dusiłam w muzyce i quidditchu nagle uderzyły we mnie ze stokrotną siłą. Przez ponad pół roku leczyłam się z niego, uczyłam się normalnie funkcjonować, a teraz wszystkie moje postępy szlag trafił. Przez sekundę, która wydawała się latami patrzyłam na niego czując, że moje słabo połatane serce znowu pęka rozpadając się na ostre, raniące odłamki. Wszechogarniająca mnie rozpacz mieszała się ze wściekłością i jakimś nikłym ułamkiem radości, zaś miłość zmieszana z dużą dawką nienawiści i żalu.
Zgubiłam się. Zaginęłam w nadmiarze emocji, które rozdzierały moje ciało i duszę, utonęłam całą sobą w moich ukochanych oczach sama nie wiedząc czy powinnam rzucić się Rayowi w ramiona czy raczej zaatakować go pięściami. Nie liczyły się moje plany, nadzieje, zobowiązania. Gdybym mogła w tamtym momencie najpewniej umarłabym z milości.
Przez tamtą krótką chwilę byłam zupełnie bierna, może z wyjątkiem lekkiego drgania wargi. Dopiero po upływie tej małej wieczności dotarł do mnie ogrom całej tej sytuacji - przez ułamek sekundy poczułam, że kręci mi się w głowie, a potem opadłam na posadzkę tracąc przytomność.

______________________

Kiss me hard before you go
Sum­mer­time sad­ness
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 227
  Liczba postów : 158
http://www.czarodzieje.org/t12813-rayener-arthas
http://www.czarodzieje.org/t12818-relacje-rayenera-wielkiego-wspanialego
http://www.czarodzieje.org/t14402-raju#381403
http://www.czarodzieje.org/t12817-rayener-arthas




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Czw Cze 07 2018, 16:09

Ta chwila oczekiwania była najgorsza, bo nie wiedział, czego właściwie ma się spodziewać. Nie widział jej tyle czasu, że nie wiedział jak się w ogóle zachować. Co powinien powiedzieć? "Niespodzianka! Wróciłem! Znów możemy się kochać, być razem, nie przejmować się niczym innym"? Doskonale wiedział, że wyjazd na tak długi czas wiąże się z konsekwencjami w postaci ponownego budowania relacji na tak niestabilnym gruncie. Najgorsze były zawsze początki, pierwsze spojrzenie, pierwsze słowo. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie był zestresowany tak, jak w tym momencie. Słyszał każdy krok za drzwiami, każdy ruch i każdy dźwięk. Chciał ją już zobaczyć, jednocześnie z każdą kolejną sekundą był bliższy śmierci na zawał serca. Czuł tak potężny ucisk w klatce piersiowej, miał ciemno przed oczami, robiło mu się niedobrze i z pewnością wolałby w tym momencie być już martwy, niż przeżywać to wszystko. Chciał ją już zobaczyć.
Gdy drzwi się otworzyły, zobaczył to, co chciał zobaczyć. Piękną i uśmiechniętą Vivien- taką, jaką zapamiętał. Już miał odetchnąć z ulgą myśląc, że uśmiecha się na jego widok, jednak szybko domyślił się, że spodziewała się kogoś innego, co wywnioskował po tym, że mina dziewczyny szybko zrzedła. Miał już się odezwać, podejść, zanim ta zamknęłaby drzwi, ale ku jego zdziwieniu Vivi nie zareagowała w ten sposób- co gorsza, zareagowała w taki sposób, którego Ray był bliski. Zachwiała się, oparła o futrynę, a po chwili leżała już na podłodze.
Arthas na początku właściwie nie wiedział, co się właśnie stało, ale gdy oprzytomniał, podszedł do Vivien, sprawdzał, czy w ogóle reaguje na jakieś bodźce, po czym podniósł ją i wprowadził do środka. To dziwne, bo trudno było stwierdzić, czy ślizgon był bardziej zestresowany tym, że zemdlała, czy tym, że trzyma ją w ramionach po tak długim czasie. Była o wiele piękniejsza, niż kiedy widział ją ostatnim razem. Dopiero tera dotarło do niego, jak bardzo tęsknił.
Położył ją na sofie i ruszył w stronę kuchni po szklankę wody. Położył ją na stoliku obok, usiadł obok Vivi i chłodził jej twarz chusteczką, którą wcześniej zwilżył. Teraz jego stres osiągnął apogeum, ale odwrotu już nie było, musiał dostać przy niej, dopóki się ocknie.
Jego wygląd się zmienił od czasu, gdy widziała go ostatni raz. W Ameryce miał wypocząć, a wyglądał o wiele gorzej. Zrobił się blady, jego oczy były wiecznie podkrążone i sine, włosy nie widziały fryzjera od dłuższego czasu, dlatego związywał je w mały koczek z tyłu głowy. Wiedział, że Vivi nienawidzi, gdy ma on dłuższe włosy, ale już dawno nie dbał o swój wygląd. Może nawet nie chciał o tym myśleć? Od wyjazdu do Ameryki nie skupiał się na sobie, jego myśli skupiały się na czymś innym. Na kimś innym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2146
  Liczba postów : 1395
http://www.czarodzieje.org/t14309-vivien-o-i-dear
http://www.czarodzieje.org/t14332-w-odchlani#378419
http://www.czarodzieje.org/t14330-poczta-void
http://www.czarodzieje.org/t14333-vivien-o-i-dear#378429




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   Pią Cze 08 2018, 20:16

Na dłuższą chwilę straciłam zupełnie świadomość, a mój umysł zaczął krążyć po najodleglejszych rewirach moich myśli. To nie był pierwszy raz kiedy tak reagowałam na duży szok, albo silne emocje - mimo mojego wysportowania i świetnej kondycji wciąż miałam drobną budowę i bardzo delikatne ciało, które źle reagowało na gwałtowne zmiany.
Po kilku minutach powoli zaczynałam dochodzić do siebie - wprawdzie wciąż nie odzyskałam przytomności, ale wracała mi świadomość, po chwili przypomniałam sobie co się stało, zaczęłam także czuć dotyk. Wilgotna chusteczka złagodziła wprawie fizyczny dyskomfort, ale zupełnie nie radziła sobie z psychiczną dewastacją. Nie chciałam się budzić, bo ponowne zetknięcie się z Rayem wydawało mi się czymś co mnie totalnie zniszczy - wolałam udawać, że to nigdy się nie stało, że jego obecność była tylko złudzeniem.
A mimo to otworzyłam oczy, bo cała moja dusza pragnęła po raz ostatni na niego spojrzeć. Rozchyliłam powieki i utkwiłam w nim spojrzenie. To trwało zaledwie moment, który wydawał mi się jednocześnie za długi, i za krótki. Zachowałam kamienną twarz, a jedynym śladem moich skrajnych emocji było kilka małych łez, które natychmiast otarłam.
- Wyjdź stąd - powiedziałam zimnym, pustym głosem lekko unosząc głowę.

______________________

Kiss me hard before you go
Sum­mer­time sad­ness
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 9   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 9

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-