Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie 16

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn again
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2707
  Liczba postów : 1103
http://www.czarodzieje.org/t13872-lotta-hudson?nid=5#367718
http://www.czarodzieje.org/t13936-relki-lotki#368318
http://www.czarodzieje.org/t13932-lotta-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13931-lotta-hudson




Moderator






PisanieTemat: Mieszkanie 16   Czw Cze 01 2017, 10:12

First topic message reminder :


Mieszkanie Bridget i Jacksona


Do niedawna było mieszkaniem Lotty.


Salon


Dość przestronne, minimalistyczne pomieszczenie. Tutaj Bridget i jej znajomi spędzają większość swojego czasu.



Sypialnia


Niewielki pokój, obecnie zamieszkiwany przez @Jackson Russo



Kuchnia


Chociaż Bridget nie jest zbyt wielką amatorką gotowania, a większość posiłków zjada w szkole posiada całkiem dobrze wyposażoną kuchnię.



Łazienka


Maleńka i bardzo przytulna. Ma niewielką prysznicowannę, a mimo swoich niewielkich rozmiarów nie sprawia wrażenia ciasnego pomieszczenia.



Pokój


Dużo większy niż pierwsza sypialnia, ale mniejszy od salonu. Należy do @Bridget Hudson.



______________________

What sort of creature musthe be who merely liked Charlotte, whose whole heart and senses were not entirely absorbed by her.


Ostatnio zmieniony przez Lotta Hudson dnia Nie Lis 12 2017, 19:29, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1072
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1730
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Pon Lip 30 2018, 18:36

+18
Byli mistrzami popełniania błędów. Ezra żałował wielu swoich czynów względem Bridget - tak naprawdę trudno było mu powiedzieć, który moment tej relacji błędem nie był. Pierwsze zbliżenia, kiedy młodość i naiwność stała się ich gwoździem do trumny. Te liczne kłótnie i wybuchy zazdrości z obu stron, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Ezra żałował dnia, w którym poznał i pierwszy raz pokochał Bridget - była jego najlepszym i najgorszym uzależnieniem. W tej sytuacji łatwo było mu zrozumieć alkoholików; rzucał i odsuwał się od Puchonki wiele razy, mając pod językiem smak triumfu, ale wystarczyła chwila nieuwagi, by to zniweczyć. I wiedział, że to było niewłaściwe, a cała rozkosznie słodka otoczka była tylko przykryciem dla goryczy rozczarowania, z którą zawsze kończyli. Pozostawało mu tylko łudzić się, że tym razem będzie inaczej, że... to już ostatni raz. Clarke powtarzał w życiu tyle kłamstw, że w to jedno wyjątkowo łatwo było mu samemu wierzyć.
Żadna reakcja ciała Bridget nie mogła mu umknąć; gdy przez jej skórę przebiegł dreszcz, Ezra na własnej odczuł wyraziste mrowienie, a gdy jej usta wypuściły ciche westchnienie, zapragnął, by tembr jej głosu wypełnił wszystkie szpary, aby każda ściana i każda deska zapamiętały i niczym echo odbijały dźwięki tak bezwolnie umykające z ich warg.
Gdy patrzył na nią z góry, zatopioną pomiędzy pościelą, na chaotycznie rozsypane na poduszce włosy i na ten dziewczęcy, szeroki uśmiech, Ezra mógłby uwierzyć, że to jeden z aniołów zechciał zaszczycić go swoją osobą, nie wiedząc że tak chętnie podąża do swojego upadku. Przesunął po jej policzku, kciukiem zahaczając o dolną wargę. Dawniej mogła być aniołem, teraz jednak prędzej upatrywałby w niej zbieżności do mitologicznej Pandory.
Gdy bielizna, zarówno Bridget jak i Ezry, zaczęła należeć do przeszłości, Clarke nie miał już żadnej innej powierzchni, o którą mógłby zahaczyć palcami, poza gładką skórą Hudson. Zdecydowanym gestem rozsunął jej uda, opuszkami drażniąc delikatną skórę i podążając za głosem instynktu i popędu. Nie rozważał niczego, kontynuując to, czego zapowiedź dał już jej w garderobie. Usta Ezry otulały ciepłym oddechem jej kobiecość, gotowe oddać jej tę przyjemność. Zacisnął mocniej palce na jej biodrach, przymykając powieki i z najwyższą rozkoszą pieszcząc ją językiem, na którym pozostawał smak zakazanego owocu. Na oślep odnalazł dłoń Bridget i wplótł jej palce pomiędzy kosmyki własnych włosów, dając jej w ten sposób możliwość zmiany tempa pieszczoty.
Z jednej strony chciał się z nią bawić, chciał wpierw odnaleźć wszystkie jej ulubione miejsca i na zawsze odcisnąć na nich własne piętno, z drugiej pożądanie elektryzującymi falami przechodziło przez jego ciało i każda chwila zwłoki była katorgą dla niego samego. Tym bardziej, kiedy już wiedział, że przezorność Hudson otwierała przed nimi tak wiele możliwości tej nocy...
Powoli wyprostował się na rękach, a uśmieszek zatańczył na jego ustach, gdy z tej pozycji spojrzał na Puchonkę roziskrzonymi oczami. Chciał stopić się w jedność z Bridget, czuć jej zaciskające się mięśnie wokół siebie i oddychać tylko nią samą. Podciągnął się więc, dosięgając ustami charakterystycznego zagłębienia przy obojczyku i pastwiąc się nad nim, gdy zbił razem ich miednice, a chwilę później wprawił biodra w pewny ruch, pozwalający im połączyć się w najbardziej rozkoszny sposób...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1075
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1776
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Nie Sie 05 2018, 02:07

+18

Błąd za błędem - dokładnie tak malowała się cała ich relacja, aczkolwiek Bridget nie żałowała dnia, w którym poznała Ezrę; również nie żałowała tego, w którym go pokochała. Choć sama mogła nie zdawać sobie z tego sprawy, potrzebowała tamtych chwil zapomnienia, tamtych chwil młodości i naiwności, by teraz stać się taką osobą, jaką była. Bycie wielokrotnie zranioną przez tego człowieka wcale nie powstrzymało jej przed kolejnym pchnięciem się w jego ręce - był jej najsilniejszym nałogiem. Co więcej, niczego nie pragnęła tak bardzo, jak tego, co mieli w tej chwili.
Siebie nawzajem.
Bridget nie wiedziała, czy jej ciało było w stanie jeszcze w jakikolwiek sposób reagować na rozkoszne pieszczoty, którymi obdarowywał ją Ezra. Miała wrażenie, że każdy jeden zmysł miała pobudzony do granic możliwości. Jej skóra płonęła żywym ogniem w styczności z nagim ciałem chłopaka, w reakcji na rozgrzany oddech. Uszy wychwytywały każdy najcichszy jęk i westchnienie, które wydobywało się spomiędzy jego warg. Oczami wodziła po przystojnym obliczu Krukona, nie mogą powstrzymać myśli, że dawno nie była tak szczęśliwa, jak w tej właśnie chwili, gdy pochylał się nad nią z tym niesfornym błyskiem w oku, ze zmierzwionymi włosami, w których niedawno gościły jej palce, z łobuzerskim uśmiechem, tak tożsamym z jego osobą. W powietrzu roznosił się zapach jego perfum, który wdychała z każdym płytkim oddechem i który doprowadzał ją do szaleństwa.
Ezra nie składał jej pustych obietnic - to, co zapowiedział w garderobie, ziściło się w miękkiej pościeli jej łóżka. Z ust wyrwało jej się pojedyncze jęknięcie, a zaraz za nim cała fala niekontrolowanych westchnień, którymi reagowała na sposób, w jaki nią zawładnął. Dłonie kurczowo zacisnęła na pościeli, chcąc chociaż na moment odnaleźć stabilny punkt w całym swoim rozchwianiu. Jej biodra w pierwszej chwili miały ochotę wyrwać się z mocnego uścisku jego rąk, gwałtownie reagując na pieszczotę, lecz z każdą kolejną sekundą mięśnie traciły napięcie, a ona wcale nie zamierzała uciekać. Wręcz przeciwnie - oddała się temu obezwładniającemu uczuciu rozkoszy, którym ją obdarzał (bardzo hojnie). Z jednej strony nie chciała, by przestawał, a z drugiej miała ochotę na jeszcze więcej - by poczuć go w sobie i spełnić pragnienie drzemiące w jej wnętrzu od bardzo dawna. Palcami zatopionymi w kosmyki jego włosów delikatnie dawała mu znać, by zwolnił, a następnie by dokonał tego, na co oboje tak bardzo czekali.
Przezorność była jedną z najlepszych cech Bridget, to nie podlegało wątpliwości.
Była na niego gotowa i przywitała go głośnym westchnieniem, chowając twarz w jego silnym ramieniu. Do samego końca nie wierzyła, że to wszystko było jawą i dzieje się naprawdę. Dopiero moment, w którym poczuła jego męskość wewnątrz siebie sprawił, iż zdała sobie sprawę, że to wcale nie był sen i naprawdę to robili. Naprawdę kochali się w jej łóżku. Emocje, które buzowały w jej wnętrzu w końcu znalazły upust, a pragnienie, by mieć go więcej i coraz więcej, dało o sobie znać w chwili, gdy jej biodra dołączyły do tych jego synchronizując się w dogadzaniu sobie nawzajem. Oplotła rękami jego kark, przyciągając jego usta do swoich i składając na nich pełen namiętności pocałunek, przerywany głośniejszymi westchnieniami i jęknięciami. Coraz szybsze ruchy chłopaka doprowadzały ją na sam skraj wytrzymałości i gdy już myślała, że dłużej nie da rady, jej ciało przeszedł silny dreszcz, a narastające w podbrzuszu uczucie gorąca rozlało się falą po wnętrzu dziewczyny, pozostawiając za sobą błogie mrowienie i rozkosz, która towarzyszyła jej jeszcze dłuższą chwilę po tym, jak jej dłonie bez siły opadły na pościel. Oddychała ciężko z przymkniętymi oczami, z trudem unosząc drżącą dłoń, by nieudolnie odkleić zaplątany kosmyk od czoła.
Zrobili to.
Czy żałowała? Nie miała pojęcia, cóż okropnego musiałoby się zdarzyć, by w tej chwili w jakikolwiek sposób miała poczucie winy z faktu, iż przespała się z Ezrą. Przeciwnie - dawno nie czuła się równie usatysfakcjonowana, równie doceniona i tak samo szczęśliwa, jak wtedy. Otworzyła w końcu oczy, przenosząc spojrzenie na twarzy Krukona, nie mogąc ukryć malującego się na jej karminowych ustach uśmiechu zadowolenia.
- Dziękuję - wyszeptała, gdyż nadal nie udało jej się uspokoić oddechu ani rozedrganego serca, które biło oszalałe w jej piersi. Wykonała niemal nadludzki wysiłek przekręcenia ciała na bok, by leżeć twarzą w jego kierunku. Palcem wodziła po rozgrzanej skórze na torsie chłopaka. - Chcesz może... Zostać? Tutaj? - odważyła się zapytać, w niepewności przygryzając wargę. Na dobrą sprawę nie miała pojęcia, czy miałby na to ochotę. Liczyła się z myślą, że wspólna noc wykraczała ponad jego możliwości, aczkolwiek w głębi duszy miała wielką nadzieję, że zostanie. Teraz jedyne, czego pragnęła, to móc ułożyć głowę na jego ramieniu i zasnąć.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1072
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1730
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Nie Sie 12 2018, 00:13

Miał wrażenie, że w życiu dokonał o wiele więcej głupich decyzji niż tych słusznych, choć ludzie obserwujący go tylko z daleka zapewne mogliby powiązać go z umiejętnością rozważnego dobierania ścieżek życia. Szczególnie zważywszy na to, że zazwyczaj upadał na cztery łapy i wszystko samo się rozwiązywało. Ezrę jednak gryzło wiele rzeczy, całego mnóstwa żałował, a najgorsze w tym wszystkim było to, że wpadał w najtrudniejszy do zniesienia rodzaj pomyłek; w te, które i tak popełniłby drugi raz. Ezra wcale nie lubił ranić ludzi i dlatego najwięcej jego rozterek dotyczyło właśnie relacji, w których utrzymywaniu wcale nie był taki wspaniały. W ostatnim czasie takie myśli nachodziły go głównie, gdy przed zaśnięciem wspominał Leonardo - w zimnej połowie łóżka, w nieznośnym tykaniu zegara niezmąconego oddechem drugiej osoby, w koszulce przesiąkniętej jedynie własnym zapachem łatwo było się zagubić i zostać przygniecionym konsekwencjami. I choć słodycz zlewała się z goryczą, to czucie tej toksycznej mieszanki było lepsze niż brak świadomości. Wszystko, czego potrzebowali, to znać odpowiednie proporcje, a Ezra i Bridget po tak długim czasie mieli co wyrównywać...
Wszystko wracało na swoje miejsce i Ezra przyrzekłby, że w tej jednej chwili świat kręcił się jedynie wokół nich. Nie miało znaczenia, kto inny dotykał przez ten czas ciała Bridget ani kogo Ezra adorował subtelnymi pieszczotami ani zuchwałymi słowami. Sunąc teraz opuszkami po jej delikatnej skórze i z fascynacją chłonąc wszystkie reakcje ciała, Ezra w głębi duszy wiedział, że nikt inny nie potrafił dotykać Bridget w taki sposób, jak robił to on. Był zdeterminowany, aby i ona to wiedziała i pamiętała, niezależnie do czyich łóżek miała ponieść ich przyszłość.
Clarke posiadał może doświadczenie, ale ów zbliżenie przeżywał z wcale nie mniejszą intensywnością niż Bridget. Wplatając dłonie pomiędzy kosmyki włosów, Puchonka wzięła pomiędzy palce wszystkie sznurki i mogła za nie pociągać, a nawet szarpać wedle życzenia. Był gotowy przyjąć wszystko, co tylko dla niego miała; nie mniej, ale i nie więcej. Bo oczywiście do końca pozostawały w nim tłumione obawy, że ich piękna, urocza bańka zaraz się rozpryśnie, budząc ich w przerażeniu ze wspólnej fantazji.
Nic takiego jednak się nie działo. Kiedy schowała twarz w jego ramieniu, zanurzył nos w jej pachnących włosach i otulił drżąco-gorącymi słowami szeptanymi wprost do ucha. Mocnymi ruchami bioder wytyczał ścieżkę do ich wspólnej rozkoszy, a w jego podbrzuszu rozwijało się już nie tylko nieposkromione pożądanie, ale i rodzaj tryumfu. Oto kolejny raz miał Bridget Hudson pod sobą, obezwładnioną i drżącą z pragnienia. To był jedynie przedsmak - Ezra nie chciał jedynie próbować. Chciał wszystkiego. Dlatego kochał się z nią, przelewając na nią cały smutek i gorycz samotności, złość na siebie samego... ale i szczęście, które dawało mu fizyczne obcowanie z Bridget. I przede wszystkim gwałtowną pasję z jaką potrafił kochać.
Oddawał jej żarliwy pocałunek, tracąc oddech i pojękując bezwstydnie. Jego dłoń znalazła się na jej krągłej piersi, początkowo gładząc ją kolistymi ruchami, a potem przechodząc do delikatnego masażu czubka twardej brodawki. Była to jednak tylko drobna pieszczota wobec tego, jak wprowadzali się wzajemnie na szczyt. Czuł jak jego tętno przyspiesza, a każdy mięsień jego ciała się spina, nim gwałtownie doszedł z ciężko wyartykułowanym imieniem kochanki na ustach. Pomimo że z niego samego szybciej schodziły emocje, atmosfera w pomieszczeniu wciąż była gorąca i nie znaczyło to, że Clarke stracił zainteresowanie Bridget. Było wręcz przeciwnie.
Zaśmiał się cicho, obserwując jak jej twarz powoli rozkwitała zadowoleniem. Nie mógł powstrzymać myśli, że była taka piękna. Czule dotknął jej policzka i przesunął, zahaczając o dolną wargę, wilgotną i kusząco czerwoną od składanych na niej pocałunków.
Zrobili to.
Na podziękowanie jedynie lekko zmarszczył brwi, przyciągając ją i składając na ustach krótki, ale czuły pocałunek. Było mu miło leżeć teraz przy niej i po prostu cieszyć się widokiem, smakiem i zapachem. To nie Bridget miała mu za co dziękować.
- Przyjemność po mojej stronie, skarbie - odparł, sięgając po jej dłoń, by jej wierzch obdarzyć pełnym szacunku pocałunkiem. Na propozycję jednak się zawahał; bardzo chciał tu zostać i zasnąć, trzymając ją w objęciach przy harmonijnym biciu ich serc. Mimochodem zerknął na zegarek. - Nie powinienem... Ale obiecuję, że jutro do ciebie przyjdę. Nie pogniewasz się? - zapytał, jeszcze raz obdarowując ją buziakiem na osłodę. Potem dosyć niechętnie się podniósł, odnajdując zgubione wcześniej elementy garderoby. A wszystko to dla zaspokojenia swojej przekornej natury. Gdy tylko wskazówki zegara rozpoczęły kolejny dzień, Clarke ponownie stał przed drzwiami mieszkania numer 16, z głupim uśmiechem i Chione w rękach. I o ile Bridget nie zdążyła się przez ten czas rozmyślić, bardzo pragnął zostać z nią na noc. W tym momencie wiedział, że nie było nic, co mogłoby uczynić go szczęśliwszym, niż obudzenie się o poranku z Bridget Hudson w swoich ramionach.

ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Skąd : Albuquerque, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 22
  Liczba postów : 18
http://www.czarodzieje.org/t16579-jackson-santiago-russo
http://www.czarodzieje.org/t16628-jack-ktory-nikogo-nie-goni-z-siekiera?nid=20#459818
http://www.czarodzieje.org/t16629-poczta-jacka
http://www.czarodzieje.org/t16621-jackson-russo




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Sro Wrz 26 2018, 00:33

|kilka dni po pójściu do cukierni z Charlie

Sam nie do końca wiedział, jak doszło do tego, że od razu zgodził się na bycie współlokatorem Bridget. Najbardziej bał się chyba tego, że Puchonka pomyśli sobie "co za idiota, pewnie tylko na to czekał". Banie się o takie głupoty było w jego stylu, bo czasami przejmował się drobnostkami i rzeczami, które najprawdopodobniej nie miały nigdy miejsca. Nie wiedział, czy to oznaczało już, że kompletnie zgłupiał czy oszalał. Pewnie ani jedno, ani drugie, bo wciąż trzeźwo myślał i chyba nie bez powodu trafił do domu dla tych inteligentnych, no ale nigdy nie umiał się wyleczyć z tych głupich, męczących go nieustannie myśli, które tylko wszystko utrudniały. Bo jakie życie byłoby prostsze, gdyby nie myślał o tym, co sądzą o nim jego najbliżsi. A cóż, Bri do nich należała. Bez najmniejszej wątpliwości.
To, że będzie mieszkał ze swoją najlepszą przyjaciółką, w pełni dotarło do niego dopiero wtedy, gdy stał ze swoimi rzeczami przed jej drzwiami i zaczął pukać. W duchu modlił się o to, żeby była w domu, bo jeśliby jej nie było, musiałby iść do siostry, która mieszkała niżej. Nie, żeby mu to przeszkadzało, przecież lubił spędzać z nią czas. Po prostu... Nie chciał się jej narzucać. Zresztą, Bri też nie chciał się narzucać, ale i tak już kilka dni zwlekał i miał ciągle wytłumaczenia typu, że nauka, że kuzyn przyjaciela brata poprosił go o pomoc w nauce czy inne bzdety. Prawda była taka, że zwyczajnie bał się mieszkania z przyjaciółką. Co, jeśli kiedyś się pokłócą? Olaboga, co jeśli się dowie, że Jack może czuć do niej miętę? Przecież to by była katastrofa! Istny sajgon.
Odetchnął spokojnie, próbując wygonić z głowy wszystkie myśli. Zostały tylko te o ostatnio przeczytanej książce i nowym sezonie Bojacka Horsemana, który obejrzy prawdopodobnie dopiero w święta Bożego Narodzenia, gdy na osiemdziesiąt procent poleci do dziadków mieszkających w Santa Fe. I czekał. Cierpliwie czekał, zaciskając palce na ramieniu swojej torby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1075
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1776
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Sro Wrz 26 2018, 02:29

Bridget wszystko to wydawało się znakomitym pomysłem!
Mieszkanie to miała po starszej siostrze, która postanawiając zamieszkać ze swoim ówczesnym chłopakiem w Dolinie Godryka dała jej klucze do ręki. Początkowo mieszkała tam z koleżanką z Hufflepuffu, lecz ta zdecydowała się wynająć coś tylko swojego i przez kilka miesięcy Puchonka ciężko znosiła znoje samotności - na tyle trudno jej było, że w którymś momencie przestała w mieszkaniu sypiać, decydując się na zostanie w szkolnym dormitorium, jakimś takim cieplejszym i pełniejszym ludźmi. Proponowała wspólne mieszkanie swojej koleżance Marceline, lecz nie wiedziała, czy dziewczyna rozważy jej propozycję na poważnie - podejrzewała, że nie, a wobec tego nowy rok przywitał ją przykrą świadomością, iż znów mieszkała sama jak palec. Mieszkanie, choć nieduże, świeciło taką pustką, że nie zwlekała zbyt długo, by przedstawić swój plan na dzielenie tej przestrzeni z Jacksonem.
Nie obawiała się niczego. Może nie poświęciła temu wystarczająco dużo myśli, może nie rozważyła każdego jednego aspektu posiadania Russo jako współlokatora? Szczerze mówiąc nie widziała po prostu powodów do zmartwień - przecież znali się jak dwa łyse konie i przyjaźnili się już od tylu lat, że chyba nie mieli się o co martwić. Podejrzewała, że pierwszy szok związany ze wspólnym mieszkaniem będzie krótkotrwały, ot co. Ugłaskała wszystkie ponure myśli, które mogły zawitać jej w główce, bowiem w gruncie rzeczy niesamowicie się cieszyła z takiego obrotu spraw.
Oho! Ktoś puka!
Bridget niemalże spadła z łóżka, chcąc czym prędzej pognać w kierunku wejścia do mieszkania. Otworzyła drzwi z takim impetem, że prawie wybiły klamką dziurę w ścianie. Szeroki uśmiech był pierwszą rzeczą, którą Jackson mógł zobaczyć, a burza czekoladowych, nieco zmierzwionych włosów tą ostatnią, bowiem dziewczyna prawie rzuciła mu się na szyję, z podekscytowania prawie piszcząc mu do ucha.
- Jak dobrze, że już jesteś! Niecierpliwiłam się - powiedziała, instynktownie sięgając rękami do jego toreb, gotowa pomóc mu wnieść swoje manatki do środka. - Udało Ci się wszystko spakować? - zagaiła jeszcze, wciąż nie umiejąc powstrzymać rozciągającego jej różane wargi uśmiechu.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Skąd : Albuquerque, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 22
  Liczba postów : 18
http://www.czarodzieje.org/t16579-jackson-santiago-russo
http://www.czarodzieje.org/t16628-jack-ktory-nikogo-nie-goni-z-siekiera?nid=20#459818
http://www.czarodzieje.org/t16629-poczta-jacka
http://www.czarodzieje.org/t16621-jackson-russo




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Sro Wrz 26 2018, 21:34

Jack też kochał ten pomysł, ale bał się biegu zdarzeń. Na sto procent powinien odpuścić i po prostu przestać myśleć o rzeczach nieistotnych, gdybać o głupotach. Pewnie to przez to, że wciąż przeżywał zerwanie ze swoją byłą. To pewnie przez to dramatyzował. A może to przez to, że ostatnio otarł się o grypę przez to, jak zmókł, idąc z Charlotte do Hogsmeade? Zawsze, gdy był chory, za bardzo wszystko przeżywał. Tak, to z pewnością dlatego był taki nieznośny. Ale z drugiej strony, katar mu już przeszedł...
Wszystkie jego ponure myśli i zmartwienia jednak zniknęły, gdy zobaczył w drzwiach swoją przyjaciółkę. Od razu się szeroko uśmiechnął i mocno ją przytulił, nie zwracając uwagi na to, że prawie wybiła w ścianie dziurę klamką. Nawet gdyby to zrobiła, mógłby naprawić. A przynajmniej spróbować, bo wolał nie gwarantować sukcesu, bo nigdy nie naprawiał dziur w ścianach.
— Co ja poradzę, że się długo pakowałem. Jeszcze musiałem... pięć razy sprawdzić, czy wszystko zabrałem z dormitorium. Miałem tam istny chaos, serio, nie wiem nawet czemu, bo zawsze mam porządek. — Ciężko stwierdzić, czemu miał taki bałagan. Obstawiał, że gdy go nie było, bo włóczył się z kimś po zamku lub siedział w bibliotece, chłopaki z dormitorium grzebali w jego rzeczach. No bo nie miał przecież zaników pamięci. Chyba. — Wszystko z wyjątkiem kota, który od kilku dni siedzi u mojej siostry, bo zapomniałem zapytać, czy wprowadzić się mogę w jego towarzystwie. Więc w sumie zapytam teraz. Będziesz zła, jak mój kot też zostanie twoim współlokatorem? Sika do kuwety, jest dobrze wychowany i uprzejmy. — Wolał swojego kota od kota siostry, który na dobrą sprawę mógł z zazdrości już dawno zadrapać biednego Salema na śmierć. Drogi Merlinie... Musiał się dowiedzieć. Ale najpierw priorytety. Widząc, jak wyciągnęła wcześniej dłonie, chcąc pomóc mu we wniesieniu toreb, pokiwał głową z dezaprobatą, bo przecież nie potrzebował pomocy. Torby były trochę ciężkie, bo lepszy w zaklęciach kumpel z dormitorium rzucił na nie zaklęcie zmniejszająco-zwiększające, ale nie było tak źle. Wszedł do środka i położył swoje torby na podłodze, mając na twarzy wymalowaną prawdziwą dumę.
— Mam dyniowe paszteciki! — uśmiechnął się jeszcze szerzej i jeszcze weselej o ile było to w ogóle możliwe. Pewnie wyglądał trochę jak jakiś rekin z nieszczerymi intencjami, ale hej, jego intencje były bardzo szczere! Chciał jej dać dyniowe paszteciki! Wcale nie chciał jej nimi przekupić. Nie był taki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1075
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1776
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Pią Wrz 28 2018, 01:00

Bridget często działała pod wpływem impulsu, a jako że samotność dokuczała jej bardzo mocno, gdy tylko Jackson okazał się być w podobnej sytuacji, nie wahała się ze swoją propozycją. W końcu co mogło pójść nie tak?
- Zazwyczaj nie wiadomo, skąd się bierze bałagan - stwierdziła ze śmiechem, traktując jego słowa trochę jak wymówkę, którą się podaje, gdy nie chce się przyznać, że samemu się zrobiło nieporządek. Czy to oznacza, że w mieszkaniu również czeka ją dużo sprzątania za współlokatorem? Wierzyła, że nie, a nawet jeśli - zawsze mieli w pogotowiu różdżki, prawda?
Zastanowiła się na chwilę, czy wprowadzenie do mieszkania drugiego kota będzie dobrym pomysłem. Jej własny, Tłuczek, średnio się czuł zamknięty w czterech ścianach i bardzo często uciekał, szukając przygód w okolicy, próbując żyć jak dziki kocur. Od zawsze tak było, odkąd tylko poznał smak wolności na szkolnych błoniach - Bridget bardzo często nie musiała bać się o karmienie, jako że kocur polował na polne myszy sam dla siebie. Mimo tych porywów dzikości, która w nim drzemała, miewał momenty, w których wracał na dłużej - zajmował wtedy honorowe miejsce na fotelu, leżał do góry brzuchem i mruczał od rana do wieczora.
- Wiesz... - zaczęła, lecz przerwała i się zamyśliła na chwilę. - Możemy spróbować! Wydaje mi się, że Tłuczek nie miałby nic przeciwko innemu kotu. Może nawet nie będzie szukał zaczepki, jest bardzo dużym indywidualistą - stwierdziła zaraz, przemyślawszy sprawę. - Możesz go przynieść, spróbujemy! A gdyby się nie udało, to zawsze może być u twojej siostry, prawda? - upewniła się.
Pomogła mu wnieść torby do mieszkania, po czym zamknęła za nimi drzwi... A Jackson wypowiedział iście magiczne słowa!
- Paszteciki?! - Aż nie mogła uwierzyć, że ktoś mógł być dla niej tak dobrym przyjacielem i znać ją tak dobrze, by wiedzieć, że najlepszym prezentem były dla niej dyniowe paszteciki. Jej buzia od razu rozjaśniła się w uśmiechu. - Zaraz postawię jakąś miskę, będziemy jeść! - zarządziła, niemal biegiem ruszając w kierunku kuchni. - Tam jest taki mały salon, po prawej drzwi do mojego pokoju, a te kolejne to do tego wolnego. Kiedyś mieszkała tam moja starsza siostra, ale wiesz... Możesz w nim mieć co chcesz i urządzić go jak chcesz - mówiła, idąc z kuchni z dużą miską w rękach. Nie wiedziała, ile tych pasztecikó przyniósł (dwa czy dwadzieścia?). - W sąsiedztwie mieszka Ezra, Heaven i Vivien - dodała jeszcze, chcąc udzielić mu tych ważnych informacji.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Skąd : Albuquerque, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 22
  Liczba postów : 18
http://www.czarodzieje.org/t16579-jackson-santiago-russo
http://www.czarodzieje.org/t16628-jack-ktory-nikogo-nie-goni-z-siekiera?nid=20#459818
http://www.czarodzieje.org/t16629-poczta-jacka
http://www.czarodzieje.org/t16621-jackson-russo




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Pią Paź 05 2018, 20:01

|wybacz, że tak długo, studia mnie zjadły i wypluły dopiero dzisiaj ;-;

Ej, ej, ej, ale Jackie był prze porządnym ziomeczkiem! Na ogół bałagan robił tylko wtedy, gdy czegoś pilnie szukał i nie mógł znaleźć. Często robił go, gdy gdzieś zapodział różdżkę. Albo tylko mu się wydawało, że ją gdzieś zapodział, bo zwykle znajdywał ją w najbardziej oczywistym miejscu, jakie mogło istnieć. Jak nie w kieszeni, to trzymał ją w rękawie lub swojej torbie, w której pilnie nosił ze sobą wszystkie podręczniki i pergaminy z notatkami z zajęć. No, był porządny! A w bałaganie nie potrafił się uczyć. I choć był leniwy jak ten leniwiec, nigdy by tego nie przyznał i sprzątał, chociażby dlatego, aby się przed kimś popisać tym, jaki jest porządny. Przed Bridget będzie się popisywał pewnie kilka razy bardziej. Bo wiadomo. Chciał być w jej oczach lepszy niż inni. Co chyba niezbyt dobrze świadczyło o jego osobowości.
- Wiesz, Salem na ogół jest bezproblemowy. I strasznie leniwy. Zawsze chodzi za mną. Plus, nigdy nie ma nic do innych kotów. Jest dosyć... aspołeczny i nie ma swoich kocich ziomeczków, z którymi mógłby przezywać jakiekolwiek przygody. Chyba się wstydzi, nie wiem - Jack musiał przyznać, że odetchnął z ulgą, słysząc, że nie ma problemu. W razie jakiegoś wypadku faktycznie mógł go zostawiać u Maisie, nawet jeśli Stanley nie za bardzo za Salemem przepadał, ale cóż. Mimo wszystko był dobrej myśli, bo znał swojego kota i wiedział, że prawdopodobnie nie będzie się ruszał z nowej sypialni, chyba że do Hogwartu, za Jackiem. - Jasne, że może! I tak będzie za mną łaził do szkoły. I pewnie do pracy, bo go kilka razy przemyciłem w torbie i nikt nie zauważył. Ale w sumie to może dlatego, że pracuję tam od niedawna... - swoją karierę w księgarni w końcu dopiero co zaczął i nie uśmiechało mu się stracenie roboty po kilku dniach, ale... cóż miał biedak począć, jeśli jego kot wydawał się taki smutny i przygaszony, gdy chłopak tylko się ubierał i mówił o wyjściu?
Russo uśmiechnął się wesoło i z wielką dumą z tego, że doskonale wiedział, co lubi Bri.
- Paszteciki! - odparł z coraz szerszym uśmiechem i wyprostował się dumnie. Z uwagą wysłuchał mini instrukcji Hudson, wciąż się przy tym wesoło uśmiechając. Szybko zaniósł swoje rzeczy do sypialni, nawet się nie rozglądając i wrócił do przedpokoju. Uśmiech zszedł mu z ust dopiero, gdy usłyszał, że ich sąsiadem jest Ezra. Ale hej, starał się jak mógł, aby nie dawać po sobie poznać tego, że jakoś nieszczególnie przepadał za tym Krukonem. Właściwie mógłby być całkiem spoko, ale w końcu Bridget dużo z nim przeżyła. I nie że był zazdrosny (był tak odrobinkę...), ale nie ufał mu za bardzo. - Spoko! - powiedział i znów się uśmiechnął. Tym razem słabiej. Trochę niezręcznie podał jej torebkę z dziesięcioma pasztecikami
- Zrobiłem się głodny przez samo trzymanie tych pasztecików, na brodę Dumbledore'a... - stwierdził i aż się pomasował po brzuchu, aby dodać tragizmu swoim słowom!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1075
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1776
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   Pią Paź 12 2018, 21:01

Bridget zaśmiała się słysząc opis kota Jacksona.
- No widzisz, Tłuczek jest zupełnie inny! Aczkolwiek nie wiem jak tam z jego przyjaźniami wśród szkolnej, kociej ferajny. Jestem jednak pewna, że dołączył do jakiejś grupy dzikich kotów i razem z nimi wyje nocami pod kamienicą, może uda Ci się usłyszeć je nawet dziś w nocy - powiedziała, krzątając się nieco, dopiero zauważając, że jedna z figurek na komodzie w przedpokoju stoi nieco krzywo, a na innej zebrała się odrobina kurzu, której wcześniej nie zauważyła. Nie wiedziała, czemu nagle poczuła się tym zaniepokojona - Jacksonowi prawdopodobnie to nie przeszkadzało; ba, pewnie nawet nie zwrócił uwagi, zaaferowany innymi pomieszczeniami i całą perspektywą wspólnego mieszkania. - Wydaje mi się, że będzie w porządku - podsumowała sprawę kotów, w głowie powolutku planując ewentualne sposoby izolacji kotów, gdyby działo się coś niedobrego między nimi.
Kiedy Jackson poszedł zanieść swoje rzeczy do sypialni, Bridget przeniosła się do kuchni, by zagotować wodę na herbatę lub kawę - jeszcze nie zapytała, więc nie wiedziała, co chłopak wolałby wypić. Ona sama skłaniała się ku kawie - choć dzień jeszcze młody, czuła się nieco zmęczona.
- Co wolisz? - zapytała, odwracając się do Krukona i pokazując mu w jednej ręce puszkę z kawą, a w drugiej szklany słoik z torebkami czarnej herbaty. - I co to za praca? Nie przypominam sobie, żebyś się chwalił - dodała jeszcze, posyłając mu tajemniczy uśmiech. Była ciekawa, gdzie wylądował. Ona sama zaczynała się poważnie zastanawiać nad swoją dalszą pracą w Menażerii - w ostatnim czasie zainteresowała się kursem pomocnika uzdrowiciela zwierzęcego i coraz poważniej go rozważała. - W takim razie nie ma na co czekać! - powiedziała, wysypując paszteciki z torebki na talerz i kładąc go na środku stolika. - Nawet nie wiesz, jak dobrze mi robisz tymi pasztecikami! Jesteś niezastąpiony - rzekła, po czym wpakowała jeden smakołyk do ust i uśmiechnęła się z pełną buzią, na policzku której pojawiło się kilka okruszków.

Bardzo przepraszam za tę obsuwę, życie [*]

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie 16   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie 16

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

 Similar topics

-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-